Riddle

Brony
  • Content count

    513
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

46 Good

About Riddle

  • Rank
    Aen Saevherne
  • Birthday 06/23/1999

Informacje profilowe

  • Gender
    Steven Magnet
  • Miasto
    Polska
  • Zainteresowania
    Rysunek ołówkiem, śpiew, gry komputerowe (Głównie RPG i FPS'y), pisanie Fan Fiction, czytanie Fan Fiction, Role-Play, Twórczość J.R.R. Tolkiena (ogólnie powieści fantastyczne, ewentualnie fantastyczno-naukowe [sci-fi]),
  • Ulubiona postać
    Fluttershy, Cadance

Recent Profile Visitors

6191 profile views
  1. Rosie uniosła brwi. Ptasia poczta? Ta, jasne, wysyłanie do burdelu gołębi pocztowych na pewno nie jest niczem dziwnym. Przemilczała to jednak. Jalen albo wpadnie na jakiś dobry pomysł... albo po prostu przestanie go uważać za tak inteligentnego, jaki wydaje się obecnie. — Biologia morska? — zapytała, znów przypominając sobie jego wcześniejsze słowa.
  2. Jęknęła, znów widząc kolorki. Za pierwszym razem było fajnie, ale teraz już piekły ją od tego cholerstwa oczy. Więc albo nie był to narkotyk służący typowo przyjemności, albo po prostu nie podpadały jej takie formy rozrywki, bowiem zwyczajnie nie rozumiała jak komukolwiek mogłoby spodobać się wypalanie sobie oczu na pstrokatych światłach. Ale na szczęście wnet przebudziła się z tego dziwnego snu. Wtedy powoli się podniosła, przeciągnęła, a dalej prędko przetarła oczka kopytkami. — Postaram się dowiedzieć, kiedy Chia będzie wymagała ode mnie pracy, a kiedy dostanę dłuższe wolne. Bo na razie nie dostałam grafiku, o ile coś podobnego istnieje dla klaczy o podobnym do mojego zawodzie — wzruszyła ramionami. Właśnie, Chia. Chyba będzie musiała skłamać i powiedzieć, że niczego się o Jalenie nie dowiedziała. Bo jeżeli na wyspie był jakiś skarb, to lepiej podzielić go na dwie części niż trzy, o ile po prostu ktoś by ich nie ubiegł. Była chciwa? Jasne. Ale w przypadku złodzieja to przecież nic dziwnego!
  3. — Wiem, sama powiedziałam, że też jestem. Nie słuchasz zbyt dokładnie — powtórzyła jego słowa Rose, szczerząc się. Ale hmm... Im bliżej, tym mniej szczegółów, tak? — A próbowałeś może zabrać tu ze sobą lunetę? — zaproponowała kolejne rozwiązanie Rose. — Chociaż nie, dobra. Gdyby to było takie proste, to ktoś taki, jak ty, pewnie by już coś z tym zrobił. Tak więc... co? Ruszamy zwiedzać niezbadane wyspy, jak w jakichś książkach przygodowych? — zapytała, uśmiechając się wesoło oraz z determinacją, ale nie prześmiewczo. W książkach wyglądało to przecież naprawdę fajnie!
  4. No trudno. Najwyżej sama znajdzie kogoś, kogo zaciągnie do łóżka. Ale teraz... widocznie Jalen miał jakiś plan, czy pomysł, więc da mu na razie spokój z tego typu tematami i posłucha. Pokazuje prawdę? Czyli.. och - pomyślała, rozglądając się, kiedy znalazła się z nim w powietrzu. Czyli chciał jej powiedzieć, że narkotyk zapewnia im prorocze wizje, czy jak? Słysząc zaś jego ostatnią wypowiedź, uśmiechnęła się. — Wybieram obydwie te możliwości. Brzmisz na naćpanego wariata i pewnie nie wiesz, co w ogóle może oznaczać ta wizja, ale ja też jestem naćpana i w sumie jeśli się na to nie zdecyduję, to będzie mi się okropnie nudzić. Ale czekaj... skoro możemy się w tej całej wizji wznieść aż tutaj, to czy nie da się zejść teraz na te wyspy i się rozejrzeć?
  5. Klacz odetchnęła głęboko, a gdy tylko dotknął ją za pierwszym razem, zręcznie się obróciła i złapała jego kopytko. — Jeszcze zobaczymy czy naprawdę jeszcze nie uda mi się rzucić cię w poduszki — odpowiedziała, szczerząc się szeroko, lecz po chwili jej uśmiech znormalniał. — No, ewentualnie podsuniesz mi kogoś, kto bardziej od ciebie będzie podzielał mój zapał. Masz tu w końcu znajomości, nie? — zapytała, już spokojniej. Widać, że nie chciał jej zrobić na złość, a nawet dał druga szansę, więc nie będzie się na niego obrażać jak córeczka zbyt bogatego tatusia. — O. Fajerwerki? W sensie... umiesz strzelać takimi z rogu, czy to taka metafora? — zapytała, unosząc lekko brew. Ach, ten narkotyk. Jakby nic przez niego nie rozumiała...
  6. — Chcę się poznać i to wcale nie dla seksu! — odparła żywo, nieco się czerwieniąc ze złości. — Może i mam ochotę na pocałunki, ale bez przesady. I tak, chciałam cię poznać, ale chyba mi to trochę przerwałeś swoimi wymysłami. Tak, jestem zdolna do relacji nieromantycznych, ale nie z kucami, które nie dość, ze mnie samą interesują, to same też rzucają wskazówki mające pokazywać ich zainteresowanie. Chyba nie wziąłeś tutaj po prostu pierwszej lepszej klaczy tylko po to, żeby sobie była? Ale och, po co ja to mówię. Przecież sam też mnie tak wspaniale poznałeś że bez problemu możesz wysuwać wnioski na temat tego jak mi wychodzą relacje z innymi, prawda? I... — tutaj po prostu warknęła, wstała i podeszła na skraj kolumny, by tam usiąść tyłem do niego. Za kogo on się uważa? Żeby jej jeszcze prawić taką gadkę o swojej wizji tego, jak powinny wyglądać spotkania i że... i co? Że to ma być tylko przyjaźń? Przyjaciele dają drugim takie wskazówki? Jak on ją denerwował! — Ciągnąć mnie przez to wszystko tylko po to, by oznajmić mi brak zainteresowania. Phi — wyburczała ze złością, już najwyraźniej nie dbając o to, czy ją usłyszy. Żaden książę, tylko ćpun i bękart, który naczytał się w książkach o idealnej miłości. A niech sobie szuka swojego ideału. Powodzenia.
  7. Rose również westchnęła głęboko. — To ty mi wypominasz ciągle Chię. Nie mówiąc już o tym, że sama liczyłam na coś bardziej kreatywnego niż naćpanie się i dalsze gadanie o pracy czy biznesie. Paniom zaczyna się to w końcu nudzić. Zresztą, czy ja ci chciałam wcisnąć swój tyłek? Owszem, może przed chwilą. Szczerze nie wiem, bo coś na mnie wtedy wpływało. No i kurczę: podobasz mi się! Naprawdę nie wiem, jakiego innego zakocha... em, zachowania ode mnie oczekujesz. Mam się... podkochiwać potajemnie i wysyłać liściki? Albo grzecznie słuchać farmazonów na temat tego, jak mnie tym razem niby przechytrzyłeś? No ale nie chce też zachowywać się tutaj jak parka przed ślubem — burknęła, zakładając kopytka i marszcząc twarz.Ta. Czyli jednak nie różni się tutaj od reszty "arystokracji". No, może jest bardziej inteligentny od reszty. Ale widocznie zależy mu na towarzystwie bardziej, niż na osobie je zapewniającej.
  8. - Ty to chyba naprawdę nie rozumiesz, kiedy ktoś jest tobą naprawdę zainteresowany - odparła spokojnie, choć jakby ze szczyptą melancholii. - Chyba że chcesz mi coś sam z siebie powiedzieć, żeby klaczce nie było smutno...? Może za buziaka? - zapytala słodko, podobnie też na niego patrząc, choć wyglądała, jakby przede wszystkim chciała zrobić to drugie. Skoro tak bardzo o tej pracy wspomina, to może w ten sposób dowie się czegokolwiek.
  9. Och... pomyślała, ponownie się kładąc, zakładając kopytka za głowę i, podobnie jak ogier, spoglądając w górę z niemalże absolutnym spokojem oraz pogodą, nie czując nawet doskwierającej dotychczas potrzeby biologicznej. Miło, wygodnie... ale nie chciała chyba tak zasypiać. Nie wtedy, gdy noc tak piękna, a jej jest tak dobrze! I wcale nie było to tak mocne uczucie, jak po alkoholu, czy zapewne silniejszych narkotykach, chociaż na początku intensywność była wręcz przerażająca. Ale teraz... a zresztą, szkoda myśleć. Tak uznawszy, przeciągnęła się niczym leniwy kot. — Spokój — odparła pogodnie, z wesołym uśmiechem na pyszczku. To znacznie milsze od pijackiej imprezy! Tylko... czy Jalen zrobi coś dalej? Już tam jej nawet nie chodziło o seks, tylko... no...
  10. Rose obracała powoli głowę i rozglądała się z szerokim uśmiechem jak zdziwiony bobas, za bardzo nawet nie słuchając ogiera. Jakie śliczne kolorki! I dzwonki? Słysząc dźwięki, zakryła bezsilnie swoje uszy, potem odkryła, powtórzyła te dwie czynności parę razy, nim wrażenie obracania się spowodowało, że upadła prosto w poduszki. Z sekundy na sekundę zapominała i przypominała sobie o palącym pożądaniu, parę razy niemalże biorąc sprawy we własne kopyta. Och, jak by teraz chętnie... zaraz, co? Podniosła nieco główkę, rozejrzała się po kolumnie, na której teraz się znalazła i obejrzała swoje kopytka, potem siebie, a potem alikorna. Czyżby... czyżby już po wszystkim? Co się stało? Chociaż... nie. Nie wyszła przecież z jaskini! I nadal czuła się... tak. Prawda..? Przez chwile nieco to jednorożkę zmartwiło.
  11. Ta bulwa nie przywodziła Rose na myśl niczego dobrego. Kiedy zaś usłyszała instrukcję Jalena, od razu zorientowała się, że może... nie, na pewno chodzi o narkotyk. Racja, nigdy żadnego nie próbowała... i w sumie nie chciała, ze strachu przed uzależnieniem, czy też niszczącym wpływem na organizm. Złodziej, któremu kopyta trzęsą się jak galareta, to żaden złodziej. Nim jednak zdążyła zaprotestować, zaciągnęła się odurzającymi oparami, a dalej rozejrzała po wielobarwnej grocie. — Ja... Jal... — zająknęła się, a dalej przewróciła na plecy i usiadła na zadzie, oddychając głęboko, oraz co chwila lekko chichocząc. A że czuła się jak czuła, to jej myśli wnet obrały wiadomy zboczony tor, jeszcze bardziej tylko zachęcając Rosie do czynu, co zresztą wkrótce stało się zapewne widoczne. A może chciał ją odurzyć i potem sobie ulżyć? Zaśmiała się na tą myśl. Teraz wydało jej się to bardziej ekscytujące, niż jakiekolwiek inne.
  12. Tja. W dół jest naprawdę długa droga. Chociaż słyszała kiedyś o jakichś wariatach, co to z takich wysokości skakali w stogi siana. Jej jednak nieśpieszno było na tamten świat. Może jednak potrafiłaby jakoś wylądować na tej wąskiej półeczce, ale dawała sobie w najlepszym wypadku 50% szans. Bez większego marudzenia przyjęła więc znacznie bezpieczną opcję skorzystania z pomocnego kopytka. Ciekawe, gdzie to ją zabierał. Do swojego domku, gdzie ugotuje ją w zupie i zje jak czarownica? Rosie jednak została miło zaskoczona. Świecie? Tyle poduszek? I... główna atrakcja? Czyżby... randka? A może jednak coś więcej, pomimo tego, że wcześniej mówił, iż nie interesuje go seks na imprezie? Nie, nie zmieni tak nagle zdania... choć jednorożka trochę na to jeszcze liczyła. Nie, nie, na pewno chodziło mu tylko o randkę! Ale... ten zapach, to oświetlenie i te podusie naprawdę rozbudzały wszystkie jej zmysły, z każdą chwilą coraz to bardziej wzmagając w klaczy chuć, jakiej długo już nie czuła. To było teraz chyba niestosowne, ale Rose nie należała do dziewczyn mogących tygodniami się powstrzymywać. A szczególnie gdy ktoś wciągał ją w takie sytuacje! Odetchnąwszy głęboko i potarłszy swój lekko rumiany pyszczek kopytkiem, położyła się bokiem na poduszkach, tylne nogi trzymając razem a przednimi, skrzyżowanymi, podpierając się w pół-leżącej pozycji, zaś rozmarzonym spojrzeniem patrzyła w jakiś punkt między ścianą a sufitem, wciąż zadając sobie pytanie: a jeśli?
  13. — Syrenki też mają marzenia — odparła przekornie, po czym sama podbiegła do murku, w porę jednak reflektując się, że z rozbiegu może łatwo wpaść w poślizg. A jako że w dół długa droga, to zrobiła to na spokojnie, po prostu podchodząc i zręcznie wdrapując się na szczyt, co już robiła w Equestrii tyle razy, że nie musiała się nad tym praktycznie w ogóle zastanawiać. Widać, że nie żartowała o swoim złodziejskim pochodzeniu, chociaż teraz musiała uważać na sukienkę; na szczęście prostą oraz krótką, ale nadal wymagającą uwagi. Wreszcie, przesunęła się nieco tak, jak Jalen, szybko upewniła się, że zeskoczy w bezpieczne miejsce, a wreszcie poszła w ślady ogiera.
  14. Urocza? Pomyślała, uśmiechając się do niego. Oj, jeszcze zobaczysz, co za niedługo powiesz o tej "ordynarności". Jednocześnie jednak klacz miała wrażenie, że mogło jednak szykować im się tu coś większego, niż po prostu jej starania o pójście z nim do łóżka. Ale jeśli ma do tego czegoś większego dojść... to niech i tak będzie. Jak na razie podobało jej się jego towarzystwo. Inna sprawa, ile by ten związek przetrwał... ale do tego klacz także już przywykła. — Wdzięczenie się do tych, co są obwieszeni złotem i klejnotami daje świetną okazję do sprawienia, by stali się... mniej obwieszeni. Ale szkoda marnować siły na jakichś grubych bogaczy, kiedy można umilić sobie czas wraz z księciem z bajki — odparła, uśmiechając się do niego miło. Miała też nadzieję, że nie odbierze negatywnie nazywania go księciem. Jakoś ciężko było jej uwierzyć, ze mógł w jakikolwiek inny sposób zdobyć jednocześnie skrzydła i róg. Ale jak już, to stawiała, iż oryginalnie był pegazem. Bo rogi... nawet, jeśli pękną, to nie świecą się cały czas w ten sposób.
  15. Szlag. Chociaż... może jeszcze da z nim sobie radę? Widocznie wolałby ją nieco bardziej poznać. Może to i lepiej? Może nawet się umówią, spotkają gdzieś przy świecach i czymś smacznym, a nieco później... och! No, ale na razie czeka ją jeszcze troszkę pracy. — Aż tak mi do tych spraw nie jest śpieszno — a przynajmniej zazwyczaj, dodała w myślach —ale miło by było być świadomą pańskiego ewentualnego zainteresowania, nim przejdziemy dalej. Może niekoniecznie zainteresowania tak bliskim spotkaniem, ale... ogólnie — powiedziała, spoglądając na niego zupełnie pogodnie oraz niewinnie, w taki też sposób się uśmiechając.