Skocz do zawartości

Tablica liderów

Popularna zawartość

Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją od 01/18/26 w Posty

  1. Nie spodziewałam się, że przeczytam kiedyś dobrego fika (i do tego wielorozdziałowca) o przeszłości Crazy Glue. Nie spodziewałam się też, że kiedykolwiek ta postać w ogóle będzie mnie obchodzić. Bo nie oszukujmy się - serialowa Cozy Glow jest tak niesympatyczna jak to tylko możliwe i jej próby zaprzyjaźnienia się z Tirekiem i Chrysalis wyglądają bardziej na próby manipulacji i kontroli przez "przyjaźń". Ba, w serialu, najbardziej szczera pod względem przyjaźni... w sumie chyba była Chrysalis. I generalnie, to nie zgodzę się, że końcówka była gorsza. Właśnie w dużej mierze przez Chrysalis. Bo sądzę, że tak jak Cozy widziała w Tireku siebie - fatalna relacja z ojcem i bratem, dobra z matką, tak Tirek nie był jak Cozy. Ale Chrysalis w sumie to trochę tak. Nawet jak spojrzymy na przeszłość tych postaci, to ma to więcej sensu. Tirek albo działał sam, albo zdradzał sojuszników. Chrysalis zawsze miała swój rój, który z jej punktu widzenia ją odrzucił. Ciekawym jest też to, że ostatecznie, to Chrysalis w pewnym sensie staje po stronie Cozy i ją ochrania. Ba, ochraniała ją już wcześniej. Trochę jak jej matka i trochę jak jej matka, Chrysalis też wchodzi w rolę nieco dysfunkcyjnego opiekuna, bo prawdopodobnie lepiej nie umie. W ogóle cała ta rodzina... Nie pamiętam, czy to było napisane, od której strony są ci dziadkowie, ale chyba jednak od matki, bo nie wiem jak ci od ojca, by ją tolerowali. Ojciec w ogóle jest nieco dziwny - matka Cozy twierdzi, że jest okropny, ale jak na typa, który wychowuje dosłownie bękarta, to mógłby być o wiele gorszy. Szczególnie, że własnych źrebiąt chyba nie spłodził. Długo się zastanawiałam, czy matka Cozy w ogóle się faktycznie puszcza, czy chodzi o coś innego - np. Cozy jest z gwałtu bądź jej rodzice skorzystali z banku spermy, bo ojciec jednorożec był zwyczajnie bezpłodny. Trochę dziwna jest postać babci, która chyba przynajmniej stara się nie być okrutna, ale też trochę zagoniona przez rodzinną tradycję. Nie będę próbować zgadywać, co siedziało w głowie matki, która się puszczała i ilu ich naprawdę było, bo po prostu za mało wiemy. Zwłaszcza, że Cozy jest jedynaczką. Czemu w ogóle ożeniła się z tym jednorożcem? Ok, on chciał jakiegoś tam jednorożca, a ona? I skoro nie zrobił własnego dzieciaka, to czemu nie rzucił niewiernej kobyły? Jakaś część mnie chciałaby się przyczepić do otoczenia szkolnego. Ale niestety ono potrafi takie być, choć zdziwiła mnie nieco ta akcja z Sandstonem. Nie dlatego, że się wydarzyła, tylko dlatego, że Cozy musiała mieć wtedy 12-13 lat, a on z 16 (?). Trochę wątpię, by to Onyx zaczęła rozsiewać te pogłoski, raczej on sam lub Angel. Szczególnie, że z reakcji rówieśniczej wiemy, że rzekomo to on dał kosza napalonej Cozy, a nie wiem jaki tam mają wiek zgody w Equestrii, ale obawiam się, że za coś takiego mogliby go wywalić ze szkoły i wsadzić do ciupy. A sama Onyx... Nie jestem pewna, czy Cozy dobrze ją odczytała. Postąpiła okropnie (szczególnie, że Cozy nic jej nie zrobiła), ale odezwała się dopiero wciągnięta do tej konwersacji. Moim zdaniem ona nie chciała oberwać rykoszetem. Przecież pewnie połowa z tych dzieciaków wie, że to bzdury, a Sandstone to typ, które takie akcje odwala regularnie i nie zdziwiłabym się, gdyby wcześniej wywinął podobny numer Onyx. Przecież nie bez powodu upatrzył sobie jakąś zahukaną nową, podczas gdy miał dostęp do klaczy, których nawet nie musiałby uwodzić. Myślę, że połowa durnych małolat z kółka szachowego, by mu sama wskoczyła do wyra, tylko nie dałyby się zaszczuć gdyby coś poszło nie tak. A gdzie w tym wszystkim są dorośli? Nigdzie. Już w pierwszej szkole młoda jest ignorowana, a nauczyciel prawdopodobnie podciągnął jej ocenę i dał nagrodę na koniec za keks z jej matką. Która prawdopodobnie sama tę nagrodę kupiła. Wracając do matki - okej, wiemy, że ona kochała Cozy, ale sposób w jaki to robiła... No jakoś wcześniej nie spędzała z nią chyba za dużo czasu. I co ona tak naprawdę robiła w życiu? Wiemy, że nie jest biedna - stać ją na te drogie naszyjniki i suknię. Czy to wszystko pieniądze jej męża? No dobra, chodzi do pracy, ale czy nie utrzymałaby Cozy sama? Najlepiej w innym mieście? A do tego to sanatorium? Gdzie ona naprawdę jeździła, bo jednak wątpię, by to naprawdę było sanatorium... Wiemy też, że ostrzegała córkę, że ogiery myślą tylko o jednym, ale nie wiem, czy w tym momencie miała podstawy, by wysnuwać takie wnioski - zwłaszcza w tym wieku i w kontekście kółka szachowego. Nawet jakby lepiej ostrzegła Crazy Glue, to raczej nic by to nie zmieniło... Jakby no... Co ona miałaby zrobić inaczej? Pozbawiać się wszystkich hobby i interakcji z ogierami, bo na pewno chcą ją tylko wykorzystać? Nic co do tej pory zrobił Sandstone nie było szczególnie niepokojącego. On równie dobrze mógł wszystkich namawiać na kółko szachowe i dawać wielu kucykom jakieś korki z szachów. Jedyne co Cozy mogłaby zrobić lepiej, to w ogóle nie wychodzić z nim z tej dyskoteki, żeby np. jej gdzieś nie zgwałcił w kiblu. Ale po jej reakcji wiemy, że ona była wówczas zwyczajnie spanikowana i zszokowana. Wątpię, by przygotowanie teoretyczne wiele jej tu dało. A parszywa plotka? Pewnie i tak, by powstała, przecież to oczywista zemsta, w której wyzywa się od kurtyzan tą co nie dała. Jakby dała też byłaby kurtyzaną, wiadomo. Nie obwiniałabym natomiast Twilight Sparkle i nie doszukiwałabym się czegoś więcej, że zapomniała o tamtym liście. Dostała ich pewnie setki, jeśli nie tysiące. Cozy siłą rzeczy stała się kropelką w tym systemie. Fakt, Księżniczka Przyjaźni poradziła sobie z tym źle - już ta pierwsza wiadomość powinna ją poważnie zaniepokoić i być może spróbować jakiejś większej interwencji. Ale Twilight raczej autentycznie nie ogarnia, że żeby dziecko wysłało jej coś takiego, to musi być mocno zaszczute i prawie nie mieć nikogo. Mogłaby dyskretnie nasłać jakąś opiekę społeczną, by sprawdzili co się dzieje. Albo zapytać Celestii. Cozy w sumie dobrze podsumowała Twilight. Twilight była w życiu niesamowicie uprzywilejowana. Dlatego Twilight nie ma pojęcia o przemocy równieśniczej. Luna pod tym względem wypada lepiej, znacznie lepiej. Ba, myślę, że gdyby Luna dopadła Cozy wcześniej, to może by coś z tego było. Na tym etapie, to myślę, że prędzej mogłyby sobie poradzić Cadance i Celestia, bo po prostu miały w życiu więcej kontaktów z młodzieżą. Nie obwiniam ich zbytnio, że nie dały Cozy kolejnej szansy. Gorzej, że dały ich za dużo Discordowi. A przy tym położenie lagi na czternastolatce (a wcześniej chyba trzynastolatce), to śmiech na sali. Bo odrzuciła 2 rozmowy jak większość małolat z problemami. Inna sprawa, że w tym fanfiku my znamy Cozy, jej prawdziwe pragnienia, potrzeby, perspektywę. I ta Cozy już nie jest tak groźnym mastermindem jak serialowa. Pytanie brzmi jak w tym opowiadaniu przebiegały rzeczy, które pokazano w serialu, bo mimo wszystko... Nie wydaje mi się, że identycznie. Natomiast Tirek był uroczy jako zmyślony przyjaciel. Bo wszystko zaczęło się od tego, że gnębiciele młodej nagle stracili swoją przewagę. Dziwny wybór modela życiowego, ale hej, on przynajmniej jej nie zlewał. Z drugiej strony z nim Cozy w ogóle próbowała się komunikować najbardziej. A nie chociażby z własną matką czy nawet babcią. Bo może jakby to zrobiła, to coś by się zmieniło. Np. wcześniej zostałaby wysłana do innej szkoły, może nawet jakiejś dla pegazów żeby mogła popróbować pegazich rzeczy? Matka też mogłaby chociaż próbować nakłamać, że jej córka jest adoptowana. Czy nawet ona sama jest i jej prawdziwy ojciec był pegazem. Bo jednak dla wszystkich tajemnicą poliszynela było, że Cozy to bękart. To, że Tirek Cozy raczej po prostu wykorzystuje było pewne. Najgorzej, że było mu bardzo łatwo, bo wszyscy zawiedli... Trochę mam nadzieję, że Cozy z tego fanfika dostanie kiedyś kolejną szansę, bo teraz wydaje się dobry moment, by faktycznie coś do niej dotarło. Że nie ma i nie miała nigdy prawdziwych przyjaciół. Może mogłaby ich mieć w Szkole Przyjaźni. Może. Ale czy na jej miejscu uwierzyłabym, że tym razem to naprawdę? Może po paru latach. Czy byłaby szczęśliwa? Może, znajdując to szczęście w czymś innym, niekoniecznie w relacjach z innymi. Cóż, dziecięce przyjaźnie często są fałszywe i kończą się tak sobie. Ale to co spotkało bohaterkę Nadziei? To było grubo ponad normę. Dobrze się to czyta, fajne, serio polecam jeśli chcecie coś nostalgicznego, bez wybuchów i laserów. W czasach, kiedy pisało się fanfiki poświęcone villainom od tej bardziej tragicznej i smutnej strony. Bo ten fanfik to w rzeczywistości dramat obyczajowy o systemie, który zawiódł.
    2 points
  2. Cóż, przy okazji spotkań w Klubie Konesera Polskiego Fanfika przeczytałam Tajemnicę Białego Bazyliszka. Co prawda w KKPF jeszcze nie skończyliśmy, ale... Wciągnęłam się i łyknęłam całość na jeden raz. A co to znaczy? Chyba nie muszę Wam mówić, pierożki. Po lekturze rimejku sięgnęłam po starą wersję. Z ciekawości, dla porównania. I tak jak wcześniej TBB nie była złym opowiadaniem, tak wydawała się... wydawała się jakby ją Hoffman na konkurs pisał. Krótka, zwięzła, w miarę kompletna, ale... bez fajerwerków, bez mocnego klimatu, który ma nowa wersja. Bo nowa wersja jest wręcz nieco horrorowa i te naleciałości z horroru, to najlepsze co ją mogło spotkać. Nie będę się rozpływać nad formą, bo to Hoffman, czyli wiadomo, że jest bardzo dobrze :P. Nic nie można Tajemnicy Białego Bazyliszka pod tym względem zarzucić. Natomiast styl jest ładny i czyta się to po prostu dobrze, nawet jak nic się zbytnio nie dzieje. Po prostu pewna płynność tekstu jest zachowana. Zacznijmy od tego, że wcześniej z Kresów czytałam tylko jakieś pojedyncze opowiadania i to te najstarsze. Z tego względu, z naszej drużyny kojarzyłam tylko Fenrira (który tak swoją drogą, wydawał się nieco bystrzejszy w starszej wersji), a ponieważ rozpoznawanie postaci mam na poziomie serialowej Ember, to przez pierwsze strony wszyscy mi się mylili. Po tym czasie załapałam i nie było już problemu, co świadczy o tym, że autor wykonał dobrą robotę, szczególnie, że śledzimy losy sześciu bohaterów. Nawet kiedy są razem, to są na tyle różni, że się nie zlewają, kiedy już się ich trochę pozna, a ich kreacje wydają się bardzo konsekwentne. Najbardziej polubiłam Blue Spirala i Rocky Avalanche'a, choć Blazing Cube też wydaje się spoko gościem, tylko miał mało czasu antenowego. Za to Bottomless Pouch jest debilem, ale ciekawie się śledziło jego POV. Z niewiele mądrzejszym od niego Fenrirem miałam podobnie, choć przy obu panach miałam ochotę walić facepalma za facepalmem. I trochę zastanawiałam się, czy to kwestia tego, że jaskinia tak bardzo manipuluje ich umysłami, czy oni po prostu są tak niesamowicie głupi. Pewnie both. Wracając do fabuły, nowa wersja powinna dostać inny tytuł. Taki bezspoilera. A czemu? Bo w starej wspomniany bazyliszek pojawia się na samym początku i robi rozwałkę piłą mech... kłem i szponem na samym początku. A tu? A tu się pojawia dopiero w drugiej części, chociaż pod koniec pierwszej pojawia się jako bestia, która podobno grasuje po okolicy. Cała nowa zawartość, której jest sporo nieco na tym cierpi. Bo wiemy co pewnie siedzi w jaskini. Wiemy co zaatakowało karawanę i wiemy z czym będzie bossfight. Czy przez to czyta się to gorzej? Hmm... w sumie to trochę tak. Znaczy, tak czy siak jest fajnie, jest bardzo fajnie, ale! Ale to całe nowe napięcie i tajemnica są tak mocne, że gdybyśmy jeszcze dłużej nie wiedzieli o co chodzi, to byłoby jeszcze lepsze. Bo tak szczerze, to uważam, że fik staje się gorszy (ale nie kiepski), kiedy pojawia się biały bazyliszek. Po prostu całe napięcie bardzo mocno spada. A ono było najlepsze. Bardzo mocna podbudowa, czułam się jakbym czytała horror, dziwne rzeczy, różne teorie, to spotkanie z dziwakiem w karczmie - pyszności nad pysznościami. I mam wrażenie, że styl autora też dużo lepiej radzi sobie właśnie z taką formą - z tajemnicą, z niewiadomym i napięciem. Bo kiedy pojawia się potwór to dostajemy dość długą scenę walki, moim zdaniem trochę za długą. Na plus, że tak jak wcześniej dowiedzieliśmy się jak walczą bazyliszki, tu faktycznie jest to pokazane i jest to dość kreatywne. Jakbym miała się tu czegoś przyczepić, to tego, że mogłoby to być dynamiczniejsze. Mamy kulminację, dostajemy potwora i styl nie nadąża za przyspieszeniem akcji. Biały bazyliszek porywa Fenrira i Rocky'ego, pozostali ich nieskutecznie szukają, a Fenrir i Rocky budzą się w jakby to powiedział Dolar - krainie schiz w jaskiniach. Tak jak wcześniej mieliśmy pewną psychologiczną głębię, kiedy do jaskiń wbili Tattered Edge i Bottomless Pouch (i w mniejszym stopniu Rocky Avalanche) i wiedzieliśmy, że Czeluść wywołuje ostre schizy, tak tu te schizy stają się mocniejsze i dziwniejsze. Czy może po prostu inne... W końcu Siwulec widział całego Fenrira i zaliczył trzecią fazę walki z Dettlaffem. A osobiście sądzę, że w jaskini naprawdę jest to, co znalazł tam Blue Spiral. W każdym razie, najbardziej mnie w tym wszystkim zastanawia, po kiego grzyba biały bazyliszek zapewnił tym dwóm przymusową terapię w schizowej jaskini. Poza tym żebyśmy musieli zobaczyć konfrontację Fenrira z samym sobą (i wkurzać się, że nie załapał od razu. Z drugiej strony, może to i dobrze, że Fenrir nie jest za bystry, bo gdybym ja zobaczyła w przeklętej jaskini małą mnie czy moją rodzinę, czy nawet jakiegoś przypadkowego dzieciaka, to instynkt kazałby mi zabić, a to mogłoby się tutaj źle skończyć. Mimo wszystko, z tej dwójki Rocky w efekcie wychodzi na tytana intelektu, bo jego tok myślowy wydaje się być sensowny i logiczny. Przy okazji poznajemy historię o czarnym czymś, co próbowało zabić Rocky'ego i jego siostrę w dzieciństwie. I jakie to było dobre, i mocne. Bo tak szczerze, to gdyby nie to i pojawienie się bazyliszka, to ta sekcja byłaby trochę nudnawa i przydługa. I w zasadzie tu tekst się wręcz kończy. Bo bohaterowie się budzą, znajdują ich kompani i w końcu wydobywają na powierzchnię. Tymczasem okazuje się, że całe to zlecenie, to był scam. Co prawda do końca nie wiemy o co w tym zleceniu chodziło i moim zdaniem fanfik trochę na tym traci. Ok, ta misja od początku wydaje się pretekstowa i podejrzana, bo jest pretekstowa i podejrzana, a Spiral coś kręci i jest po prostu nieszczery. Spoko, ale myślę, że parę dodatkowych zdań nie zmieniłoby tego, że wszystko jest scamem, a Spiral jest nieszczery, a dodało do klimatu i niepokoju. Trochę mnie dziwi to, że inni łowcy wręcz bardziej na niego nie naciskali w tym temacie, bo przysięgam, typ mógłby być prapraprpapraprpadużorazyprapotomkiem Bastard Spella z Cienia Nocy. W ogóle rozwiązanie zagadki jest takie, że prawie nic się nie rozwiązuje. I generalnie nie mam z tym problemu, że się nie rozwiązuje, ale są pewne elementy, które się rozwiązać mogły. Albo przynajmniej mogły być jakoś wspomniane czy przedyskutowane na koniec - chociażby temat karawany zaatakowanej przez bazyliszka. Co oni w ogóle robili na tym zazadziu? Nawet jeśli odpowiedź to "Nie mam pojęcia", to byłaby to odpowiedź lepsza niż jej brak, bo obecnie, to mam wrażenie, że wątek się nieco urywa. A co do Czeluści i bazyliszka... Wiemy, że Fenrir już wcześniej spotkał białego bazyliszka, chociaż tego nie pamięta tak świadomie (w tej wersji przynajmniej) i biały bazyliszek z jakiegoś powodu ma do niego słabość TO MUSI BYĆ TAK NAPRAWDĘ WALTER i nawet nie wziął kasy za terapię. Wiemy, że prawdopodobnie jest zmiennokształtny, a może nawet nie do końca materialny i Czeluść to jego królestwo. I ma jakiś dziwny radar moralnoemocjonalny oraz poczucie humoru. Osobiście myślę, że wariat z karczmy to sam bazyliszek albo ktoś powiązany ze stworzeniem tej jaskini. Natomiast fałszywy Fenrir... Fałszywy Fenrir jest najciekawszy w tym wszystkim, ponieważ Bottomless Pouch spotkał go poza jaskinią. W miejscu, które jeszcze nie drenowało jednorożców. On nie powinien go widzieć, a jednak widział. Oczywiście, może był na to turbopodatny, bo do jego umysłu pewnie włamałby się bohater z siłą czarów 0 i bez magii mroku, ale nie wydaje mi się, by to było to. Dlatego podejrzewam, że to też mógł być nasz bazyliszek. W każdym razie, nie do końca wiem, co myśleć o tym zakończeniu i też trochę o całości. Bo to była fajna podróż. Ale też wydaje się to być podróż wyjęta z kontekstu. Oczywiście, mogłam być grzeczną osobą czytelniczą i przeczytać resztę serii, to pewnie wtedy miałabym szerszy kontekst i inne spojrzenie na akcję tego opowiadania. Bo jako samodzielna całość wyjęta z serii, to wydaje się trochę dziwne. Szczególnie, że mamy potwora, który na jednych poluje i pożera, a innych za bardzo ubić nie chce, a nawet zapewnia im zostanie lepszą wersją siebie niczym tajemniczy sędzia dusz. A do tego pojawił się w życiu Fenrira wcześniej. I tak, wiem, że to pewnie moja wina, bo tego kontekstu nie mam. Nie winię za to autora. I mam nadzieję, że jak skończymy z TBB w KKPF, to będzie można podyskutować, co tu się odwaliło, bo materiał do dyskusji jest. I bardzo dobrze Osobiście, jakbym miała coś zmienić, to dodałabym na koniec trochę przemyśleń poszczególnych bohaterów o tym co zaszło. Nawet jakiś dialog, który nie musiałby tłumaczyć, ale zamknąłby te wątki. Zdecydowanie polecam, po tej lekturze jest bardzo możliwe, że wrócę do tej serii.
    1 point
  3. Jakiś czas temu zacząłem sie zastanawiać, jak zwykłe kucyki mogą reagować na to, co się normalnie dzieje w Ponyville, od czasu pojawienia się Twilight. Regularne końce świata, cotygodniowy chaos i te sprawy. Tak myślałem i postanowiłem to napisać. Trochę z perspektywy Cloudchaser, która w Ponyville mieszka i trochę z perspektywy Flitter, która właśnie skończyła studia i postanowiła odwiedzić siostrę. Akcje zaś osadziłem niedługo po reformacji Discorda. Domyślam się, że powstało trochę fików w tym stylu (zapewne nawet lepszych), ale będąc całkiem szczerym, żadnego nie czytałem (albo już nie pamiętam). Tak czy siak, zachęcam do swojego, średniego fika. Zwyczajny dzień w Ponyville
    1 point
  4. Od autora: Miałam sporo pomysłów na opowiadanie o tej postaci, głównie w świecie [Equestria Girls]. Niestety nie dałam rady. Próbowałam też napisać opowiadanie Sci-Fi, nie podołałam również. Może kiedyś się uda. Tymczasem, postanowiłam, że napiszę coś, co - chyba - lepiej mi wychodzi, czyli [Slice of Life]. Ważne: Mało [Violence]. Ale mimo wszystko jakaś przemoc jest. Korekta, dobra rada, pomoc: @Hoffman Bo moja dusza - jeżeli jakąś mam - jest stracona w czeluściach Tartaru. Lecz nadzieja błyszczy, jak światełko w tunelu, podczas ostatniej podróży. "Nadzieja, która błyszczy" ROZDZIAŁ 1 ROZDZIAŁ 2 ROZDZIAŁ 3 ROZDZIAŁ 4 ROZDZIAŁ 5 ROZDZIAŁ 6
    1 point
  5. Kolejny kawał dobrego, zmuszającego do myślenia i zastanowienia dzieła. Brawo Nika. Nie wiem jak to robisz, ale potrafisz zaskoczyć czlowieka. Czy to biorac mniej używane postacie, czy te częściej używane stawiać w niejednoznacznych sytuacjach. Uwaga, będą spoilery. Tym razem na warsztat poszła Cozy Glow. Dziwna, zła klaczka, która skończyła jako przerośnięty krasnal ogrodowy. Tylko czemu? Ten fik daje na to możliwą odpowiedź. I to, przyznaję, daje ją w ciekawej formie. Śledzimy kilka, moze kilkanaście momentów z perspektywy Cozy. Jej szkołę, kolejną szkołę, szkołę przyjaźni i współpracę z Villainami. Fajny koncept, podoba mi się. Całość napisana w taki sposób, że aż czuć emocje. Początkowo zal i współczucie do mąłej, za to co ją spotyka, a później, żal i współczucie z powodu tego, w co się wpakowała, częściowo na własne życzenie. I w pewnym momencie tekstyu pada pytanie, czy Cozy zniszczyła sobie życie. Przyznaję, że to chyba najbardziej mi utkwiło i zmusił do myślenia. Bo nie da się na to pytanie odpowiedzieć tak, lub nie. W pierwszej szkole, Cozy miała strasznie przerąbane. Nie ze swojej winy. Nie ze swojej winy rodzina (poza matką) jej w zasadzie nie kochała. Nie do końca ze swojej winy wszyscy jej dokuczali. Dobra, można powiedzieć, ze gdyby była lepsym kucykiem, to by dzieciaki ja zostawiły, ale to nie prawda. Dzieciaki potrafia być okrótne i zaszczuć kogoś, a nauczyciele mogą mieć to w dupie, albo nie zauważać problemów. Do tego stopnia, że jedyną osobą, do której czuła sympatię, to wielki centaur, który pozbawił wszystkich magii i nagle sprawił, ze Cozy mogła poczuć się fizycznie równa (a może i troszkę lepsza) od rodziny. Jedynie jej matka ją kochała. I tu mam mieszzane cuzucia. Czy z powodu perspektywy Cozy, nie widzimy za bardzo jak to okazuje (poza pójśzciem do nauczyciela na ,,rozmowę"), czy po prostu sama nie bardzo umiałą to okazać, albo obawiała się wykonywać większych gestów, czy pogadać parę razy z córką. Obstawiałbym to peirwsze. Druga szkoła. Jeśli miałbym wskazać jedno miejsce, gdzie Cozy sama, an własne życzenie popełniła błąd, to byłoby to tu. Ale to troche naciagane. Chodzi o Onyx. Onyx z jakiegoś powodu była na pozycji Cozy z pierwszej szkoły. Tak mi się wydaje. Odtrącona przez wszystkich. Zobaczyła szansę w postaci Cozy, a ta ją kilkukrotnie odepchneła (nieumyślnie), wybierając popularniejsze kolezanki. Rozumiem, że chciała być w końcu wśród ,,normalnych", bo bała sie wykluczenia, ale wydaje mi się, że miała szansę by poznać Onyx blizej i moze sie zaprzyjaźnić. A wtedy uniknęłaby pomówień, które na nia spadły z powodu właśnie Onyx. (W sumie matka też mogła na tym etapie odbyc z nią poważniejszą rozmowę o tym, czego chcą chłopcy) A czy korespondencja z Tirekiem była błędem? I tak i nie. Owszem, wykorzystał ja. Z drugiej strony, był w zasadzie jedynym jej powiernikiem, któremu mogła się wygadać. Idealizowanym rozwiązaniem wszystkich jej problemów (tak, wiem, że idealizowała go wcześniej, ale w drugiej szkole mogła podtrzymać i podbudować jego wyobrażenie przez konwersację). Jeśli coś miałbym tu uznać za bład, to może błąd obsługi Tartarosu, która pozwoliła Tirekowi mieć naszyjnik komunikacji. Dalej, szkoła przyjaźni. Dla klaczki, któa nie wie, co to prawdziwa przyjaźń i co z niej wynika. Oraz nienajlepsze metody edukacji plus doświadczenia, któe sprawiły, że Cozy uznała magię przyjaźni za narzędzie. Wypaczyła ideę Twilight, by uwolnić Tireka. I mozan rzec, że Cozy postąpiła źle. Ale czy umiala postąpić inaczej, skoro przez całe swoje życie miała poczucie, że jedyną osobą, która ją rozumie i akceptuje jest wielki centaur, któego widziała raz w życiu? No i końcówka, wspólna współpraca, kiedy rózowe okulary przesłoniły skrzywionemu,odrzuconemu dziecku (a moze już zbuntowanej nastolatce), jaki Tirek ma do niej stosunek. A wszystkoz akończone sceną zdruzgotania uczuć Cozy zaklętej w kamień (muszę przyznać, że nie widziałbym tu innej, końcówki niż ta dobijająca wersja). Więc czy Cozy zniszczyła se życie? Technicznie tak. Praktycznie... nie obeszło sie bez olbrzymiego udziału innych kucyków i sporej dawki pecha, przez którą nikt nie zauważył, że Cozy idzie złą drogą. Ale oczywiście możemy się mylić, bo widzimy tylko perspektywę Cozy. Może z zewnątrz okaząłoby się, że młoda bardziej się przyłożyła do tego upadku. Forma, styl oczywiście nienaganne. Czy polecam? Tak, bardzo. To nie jest fik z epicką przygodą, czy niespodziewanymi zwrotami akcji. Ale jest to fik, który zapada w pamięć i skłania do zastanowienia się.
    1 point
  6. Pisząc ten komentarz, wymyśliłem dwa wstępy. Nie wiem, którego użyć, więc użyje obu. Kolejność chronologiczna. 1, Muszę przyznać, że mam problem z pisaniem tego komentarza. 2, Macie czasem tak, że coś wam się podoba, ale mało o tej rzeczy jesteście w stanie powiedzieć? To dla mnie jest tak z tym fanfikiem. Szybko przez ogólniki: do strony technicznej nie mogę się przyczepić. Tak samo do strony stylistycznej (chociaż mam odnośnie jej jedno spostrzeżenie). Tekst ten jest SoLem, chociaż ociera się o tematy zdecydowanie niecodzienne przez wzgląd na bohaterkę. A bohaterką jest nie kto inny, niż Cozy Glow. Postać, co do której w serialu miałem... Żadne odczucia. Chociaż jest ciekawym punktem odniesienia do reszty antagonistów. Tu fabularnie zaś zapoznajemy się z jej przeszłością i tym, czemu zdecydowała się kroczyć ścieżką zła, a także jak postępowała. Muszę pochwalić samą kreacje postaci, bardzo sprawnie nadbudowuje postać znaną z serialu i daje jej kontekst, coś z czym sam aktualnie przy jednym pisanym fanfiku bez skutku się męczę (chociaż zdania przedczytaczy są podzielone, ale to inny temat). Cozy Glow tu przedstawiona jest wiarygodna i do pewnego stopnia można z nią sympatyzować jak i jej współczuć (chociaż trzeba jasno powiedzieć, że podjęła wiele złych decyzji i w dużej części sobie zapracowała na swój los). Tak więc, do kreacji postaci czy fabuły (nawet jeśli ta nie jest serialowa) nie mam żadnych zastrzeżeń. Nie jest wielką tajemnicą, że bardzo lubię twórczość Niki. Dlatego też muszę zauważyć, że tekst poszedł jeszcze dalej w kierunku zaprezentowanym w „Rodzina jest najważniejsza ", gdzie jest mniej tajemnicy, a więcej SoLa i osobistych dramatów postaci. Czy to źle, czy to dobrze? To po prostu cecha. Dla mnie akurat gorzej, ale wierzę, że są osoby, którym taki sposób prowadzenia opowiadania bardziej się spodoba. I nie bez powodu mówię tu o „sposobie prowadzenia", bo nie tylko z fabuły wynika to, że fik jest mniej tajemniczy, ale także ze stylu. Mam wrażenie, że styl jest tu prostszy. Nie gorszy, po prostu prostszy. Bardziej dosłowny, podający... No, nie odpowiedzi na tacy (zaraz do tego przejdę), ale w znacznie bardziej przystępnej formie. Czy to plus czy minus? Znów, kwestia sporna. Mi się to nie podoba, ale na pewno komuś się spodoba. No właśnie, odpowiedzi na tacy... Podobne przemyślenia miałem odnoście „Kresów". Mamy tu poruszone losy postaci, której los de facto znamy z serialu, a tu jedynie jest jego rozszerzenie. Wiemy że pewne rzeczy postać spotkają i wiemy, że postać będzie jakaś. Mówiąc bardziej ogólnie, bo w „Kresach" ten problem tyczył się losów Ewuestrii, wiemy, że coś się stanie, i wiemy, jaki będzie stan rzeczy. To samo w sobie jest ograniczające i ciężej przez to napisać intrygującą historię. Nie jest to niemożliwe, ale trudniejsze, sam się z tym męczę. Czy to się tu udało? Mam wrażenie, że to złe pytanie. Nie. Ale ta historia, na co wskazuje też styl, nie miała być intrygująca, a bardziej... Hmmm... Uzupełniająca. Uzupełnia daną lukę. Także stosując tym razem pytanie poprawne, czy ten fanfik dobrze rozbudowuje Cozy Glow jako postać? Tak, to robi wręcz wyśmienicie. Pewnie się mylę, ale jednak odnoszę wrażenie, że to był cel główny, albo przynajmniej leżący bardzo blisko głównego. Sumując to wszystko, jest to bardzo dobre opowiadanie, zwłaszcza genialne pod kątem rozbudowy postaci, ale trochę mniej dla mnie/osób takich jak ja. Nie lubię pisać takich komentarzy, bo zawsze mam wrażenie, że ślizgam się po temacie, zamiast dążyć do sedna. Pozdrawiam.
    1 point
  7. Przeczytałam. Ostrzegam przed spoilerami. Przede wszystkim, podoba mi się dwuwątkowa fabuła, to znaczy, jest wątek Venus Throw i Heart Rate’a oraz wątek Celestii i Luny. Relacja między pierwszą dwójką też jest ciekawa, podoba mi się, jak się kłócą. Z czego Heart Rate’a chyba polubiłam bardziej, za taki, hmm, optymizm? Chociaż nie powiem, Venus też ma swoje teksty, Dobrze skonstruowane postacie. Bardzo ciekawy syn Celestii. Podoba mi się ten motyw, z chęcią przeczytałabym o nim więcej (na przykład o relacji Celestii z jego ojcem). W ogóle, co sobie myślał ten ojciec o tym dziecku, kiedy jeszcze żył. Czyżby o nim nie wiedział, skoro według Celestii była to chwila słabości? A może dla Celestii chwilą jest ileś-tam lat, skoro jest długowieczna/nieśmiertelna? A plany Luny bardzo zabawne, rozumiem jej podejście, co nie zmienia faktu, że bawią. Dowiedziałam się, że są jakieś nawiązania, do polityki, że tak powiem, ale ja się nie interesuję polityką na tyle, by je wyłapać. Ale napisane jest solidnie. Dobre domknięcie wątków. Tylko mam mieszane wrażenie co do zakończenia, to znaczy, nie wiem, czy ono miało być zabawne z tym wytykaniem „błędów” i „słabości” Celestii? Mnie nie rozbawiło. Wyglądało trochę jak fanowska analiza serialu. Serial niestety nie jest zbyt spójny i sama nieraz głowię się, jak to pogodzić (szczególnie to wznoszenie Słońca i Księżyca, które raz się unoszą z udziałem a raz bez udziału księżniczek). Nie podejrzewałabym Twilight o to, że pomyśli w ten sposób na poważnie. Już prędzej spodziewałabym się tego po każdym, tylko nie po niej. Ale może to różnica w postrzeganiu postaci. Tak czy inaczej, podobało mi się.
    1 point
  8. Dziękuję Ci @Hoffman za tak obszerny i szczegółowy komentarz i zarazem przepraszam, że odpisuję dopiero teraz. Ale przejdźmy do nowej “trylogii”. Postaram się rozbić na części pierwsze i ukazać genezę, a także oryginalne skrypty i zamysły. “Przebudzenie” Chciałem, żeby ta część była swojego rodzaju incepcją, aby czytelnik mógł pogubić się trochę w fabule. Co jest faktycznym zdarzeniem, a co senną wizją? To już zostawiam czytelnikom. Dobrze wpadłeś na pomysł z “Poniedziałkiem”. Przebudzenie jest bowiem nową wersją tego opowiadania. Mocno podrasowałem i rozwinąłem fabułę, by bardziej wpasować się w TCB i wykorzystać motywy jakich nie widziałem w innych fikach o tym tagu. Samo rozpoczęcie, atak zmory, jest bazowane na moich dwóch koszmarach jakie kiedyś mnie nawiedziły, a których zapomnieć nie sposób. Po jednym takim koszmarze byłem u koleżanki Angeli na kawie i faktycznie miałem coś na szyji. Angela miała kotkę o imieniu Kleopatra i królika, więc śmiało mogę stwierdzić, że fik jest częściowo bazowany na prawdziwych wydarzeniach. Głównym motywem opowiadania jest zaś sen i aspekty z nim związane. Chciałem pokazać, że bodźce zewnętrzne (np. zapach kebaba) mają wpływ na to, co nam się śni. Podobnie zresztą jak postacie z popkultury, które wręcz zalały internet i utrwaliły się w naszej jaźni. Stąd randomowo pojawiły się dwie, dość znane persony. Postać alicorna z innego uniwersum nie pojawia się przypadkowo. Chciałbym tylko nadmienić, że sam opis i wygląd przypomina zmorę z początku. Obecność prawdziwych postaci (ale z innego wymiaru) jak najbardziej wpisuje się w styl obecnej serii, a tutaj ,oprócz Chipa, zostały wspomniane cztery postacie, które cenię i wpatruje się w nie jako wzory godne naśladowania. Moim postanowieniem jest o nikim nie pisać źle. A z racji, iż to inny wymiar, mogę sobie pozwolić na out-of-character. Pierogi to też ważny element. Musiały się pojawić tutaj, gdyż od tego zaczęła się cała seria (Patrz ankieta) Sam moment faktycznego przebudzenia można uznać za wstęp do czegoś innego. Istnieje opowiadanie pod tytułem “Avatar” które na chwilę obecną liczy sobie cztery rozdziały (muszę wziąć dupę w troki i końcu pisać kolejne). Avatar i Obecność nawzajem się uzupełniają i wypełniają luki fabularne. Warto też tam zajrzeć. “Ostatni zapis z planety Ziemia” wzorowany jest na książce “Tajny raport o świecie Pandory” początkowo był zamysł stworzenia pełnej książki tyle, że o TCB, jednak to za duże wyzwanie dla gościa, który pisze tak wolno jak ja. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby cytować tę książkę tam, gdzie akurat jest to potrzebne. “Encounter” Czyli więcej Rarity w Rarity niż Rarity jest w stanie sobie wyobrazić. Zacznijmy od tego, iż to opowiadanie również jest powiązane z “Avatarem” Geneza tego fika jest niezwykle stara i sięgająca czasu fandomu łupanego. Zaczęło się od backgroundowej policjantki, która doświadczyła pewnego zjawiska paranormalnego. Wtedy ta policjantka nosiła imię Karolina. Przypadkowa zbieżność imion z jedną z użytkowniczek Discorda dała mi pewną myśl. Postanowiłem więc stworzyć nową postać i jej dać więcej czasu ekranowego. Jest to zarazem jedna z ważniejszych ról w mojej wersji TCB i jeszcze parę razy śmignie tu i tam, a nawet wyskoczy poza ramy serii. Ten fik miał pokazać, iż życie z kucami nie jest usłane różami i sam początek inwazji nie był tak kolorowy jak niektórzy opisywali. Wprowadziłem tu pojęcie Avatarów czyli w skrócie osoby które dostały przekaz o Equestrii i miały go rozprowadzić po naszym świecie. Sam zamysł wziął się z forum MLPPl gdzie dawniej Avatarami nazywano opiekunów danych postaci. Nasza bohaterka również została avatarem, dlatego doszło do spotkania z Luną i pośrednio do utraty zatrudnienia. Jak wiemy, nasza Rarity ma drugie źródło utrzymania, co pozwoliło jej przetrwać jakiś czas bez pracy w policji. Pojawienie się Rarity kucyka miało przedstawić nam jeden prosty fakt. Serial o przyjaznych kucykach to ściema, a prawdziwa Equestria jest o wiele gorsza niż nam się wydaje. Stąd Element Szczodrości klnie jak szewc, kurzy fajki, dopuszcza się aktów przemocy, a nawet ma roszczenia finansowe za obrazę wizerunku (ale szlugiem poratuje ;)). To nie pasuje do serialowej Rarity. Weźmy taki eksperyment myślowy, jedna z mane6 przybywa do naszego świata i widzi wszystkie “dzieła” to jest obrazki, filmy i fanfiki o bardzo nieprzyzwoitej treści. Co w takiej sytuacji moglibyśmy powiedzieć, jak się z tego wytłumaczyć? A internet jest zalany dziwnymi treściami. Jak mówi pewna niepisana, aczkolwiek zapisana zasada. “Jeśli coś istnieje, będzie z tego porno” znane również jako “Rule34” Jest to naprawdę ważna kwestia natury moralnej na wypadek, gdyby TCB faktycznie miałoby miejsce. W tym fiku poznajemy też dwie postacie kucykowe. Panią dyrektor Frezjię Sky (bazowaną na postaci z innego mojego fika) i Honey Mane, która będzie miała ogromne znaczenie w dalszych przygodach Karoliny, ale na razie bez spoilerów. Praca nad tym opowiadaniem była dość trudna, ale daje podwaliny na ogólny obraz wczesnego etapu inwazji kucy na świat ludzi, jaki będzie jeszcze kontynuowany. Sam tytuł “Encounter” nawiązuje do spotkań ze zjawiskami paranormalnymi jak kosmici i różnego rodzaju stworów. Żyjemy w XI wieku i mamy strony internetowe na absolutnie każdy temat. Takowa opisana w fiku na pewno by powstała w tej czy innej formie. Na końcu zapraszam na “Herbatę” Jak zauważyłeś, w każdym fiku są umieszczone daty, aby czytelnik mógł sobie ułożyć wydarzenia chronologicznie, a także może zobaczyć jak postępuje ekspansja “Strefy”. W tym opowiadaniu umieściłem mały easter egg na samym początku. Nasz bohater odnajduje rysunek zebry w dniu czternastego maja 2026 (to już za parę miesięcy!), a ostatni fragment naszej planety został przykryty strefą w dniu piętnastego maja 2026. Jest to też oficjalna data wymarcia gatunku ludzkiego na Ziemi w tym uniwersum. Znajdziemy ten zapis w innym opowiadaniu z serii, a mianowicie “ISS Celesia” Tam też znajdziemy cytaty z książki “Ostatni zapis z planety Ziemia” o której wspomniałem wcześniej. Wróćmy zatem do przygód posiadacza najbardziej charakterystycznego głosu w fandomie. Dolar (w tym świecie bez cyferek) wspomina najpierw sam początek inwazji. Widzimy scenę w salonie, jest herbatka, są kociaki na zagrychę i kotlety mielone. Cahan chce żreć, ale Księżniczka Luna kradnie im wałówkę. Sama scena jest bezpośrednią kontynuacją sceny rozbierania płotu z “Encounter”. Staram się, żeby wszystkie fiki z serii stanowiły jedną, spójną całość. Oczywiście Herbata jest nieco poważniejsza niż reszta, ale to i tak wersja oszlifowana i “family friendly” pierwszy szkic fabularny był zbliżony do opowieści o niemieckich obozach koncentracyjnych w czasie drugiej światowej. Miało być dużo paskudnych scen, więcej krwi i przemocy. Wszystko ma jednak swoje granice i tu postanowiłem zrezygnować z tagu [grimdark] Wersja finalna dalej tyczy się obozu, dalej ludzie traktowani są jak zwierzęta i nawet jest trup! Aczkolwiek to mocno ugrzeczniona wersja. Centra Lojalności miały służyć jako sanktuarium, w którym ludzie czekali na stworzenie zaklęcia czy eliksiru pozwalającego żyć w strefie Equestrii bez konieczności zamiany w kuca. Projekt jednak upadł i placówki zostały zamknięte. Jedna z owych placówek działała dalej. Widzimy tu kolejny przykład konfliktu między gatunkami, z tym, że kuce mają nad nami władzę. Wszak w tym czasie populacja ludzi była juz zdziesiątkowana, a strefa pożerała kolejne i kolejne połacie naszej planety. Na tym etapie nasza cywilizacja już upadła. Sam obóz i sceny w nim zawarte oparte są teraz na syberyjskich gułagach, co zapewne widać na pierwszy rzut oka. Po raz kolejny chciałem pokazać, że kucyki to nie jest kolorowa animacja dla dzieci, a brutalna, szara rzeczywistość. Dolcze wchodzi w konflikt z towarzyszem niedoli i za to otrzymuje chłostę, jako przestrogę dla pozostałych więźniów. Później jest prowadzony na przesłuchanie, z którego mógłby nie wrócić. I tu przechodzimy do plot twistu. Wśród kucyków pojawia się nowa postać, klacz. Ta nowa istota przygląda się Dolarowi podczas prac i nawet daje mu kiełbasę w czasie posilku. Ta sama postać zameldowała do Luny nielegalną działalność, a ta poleciała do Celestii. Stąd ta nagła kontrola i nalot gwardzistów. Dzięki temu Dolcze zachował życie. Chciałem tym pokazać, iż nie wszystkie kuce są złe, a niektóre mogą nawet pomóc. Dziwię się, że nie wspomniałeś o Fluttershy. Tutaj pokazałem ją chłodną i bezduszną. Pojawia się też Parasprite, którego żarłoczność z serialu została zamieniona na nieco brutalniejszą wersję, pożerającą wszystko i każdego. Oczywiście jest i cameo. Karolina (już w formie kuca) i Light Wright (czyli moja ponysona) odprawiają go na dalszą wędrówkę. Tu mamy jasno pokazane, że część avatarów skusiła się na eliksir, a część dalej go odmawia mimo bezbadziejnej sytuacji i poczucia, że koniec jest nieunikniony. Wspomnę jeszcze o Ur. Nazwałem tak ostatnie miasto dlatego, aby pokazać zamykający się krąg naszej cywilizacji. Jeśli dobrze wyczytałem, pierwsze i najstarsze miasto jakie odkryto to właśnie Ur. Osobiście marzy mi się, żeby Dolcze nagrał audiobooka tego fika. To by było naprawdę coś, warte zachowania na pokolenia do przodu. Co do dalszej ekspansji serii, to mam fabuły na sześć opowiadań z czego pietwsze pojawi się w lutym. Po tym zamknę Obecność, ale nie oznacza to, że zrezygnuje z TCB. Dalej jest “Avatar” do pisania i być może spinoff. Bardzo dziękuję ci za tak obszerny komentarz i mam nadzieję, że lektura przyniosła ci choć odrobinę przyjemności. Pozdrawiam Serdecznie ~Darth.E
    1 point
  9. Chociaż w twórczości pisanej autorki najczęściej przewija się Twilight Sparkle oraz inne księżniczki, "Nowoczesna lalka", jako odnoga "Twilight Sparkle w nowoczesnej baśni o Księżycu" rzuca nieco światła na postać Starlight Glimmer, co do której można by się spodziewać, że będzie występować znacznie częściej, jako ulubiona postać twórczyni. Oszczędność w jej występach może zatem wydawać się nieco zaskakująca. Jednakże entuzjaści sztuki Niki z pewnością zauważyli, że już od jakiegoś czasu Cozy Glow zapowiadana była na główną bohaterkę nowej historii, postać skrzydlatej klaczki grała już złe piosenki, a także zdobywała kosmos, by ostatecznie wystąpić w kolejnych kawałkach życia, z domieszką przemocy, czyli w środowisku, w którym autorka niejeden już raz sprawdziła się znakomicie. Nowe opowiadanie, "Nadzieja, która błyszczy" - przyjemny i przywodzący na myśl klasyki fandomu tytuł, tak swoją drogą - przybliża nam przeszłość Cozy Glow, opisuje wydarzenia, które ją ukształtowały, a także podejmuje próbę wyjaśnienia dlaczego bardzo krótkie życie bohaterki skończyło się właśnie tak, jak widzieliśmy to w finale dziewiątego sezonu i jakie towarzyszyły temu emocje. Tak, wiem, że została zamieniona w kamień i teoretycznie może zostać odczarowana, ale tak jest dramatyczniej, okej? Przede wszystkim, pewnym novum jest tu narracja pierwszoosobowa. Wszystko, co dzieje się w fabule, obserwujemy oczami Cozy Glow i to jej perspektywę poznajemy. Zabieg ten, wespół z zastosowaniem konspektu w dokumentach Google, pomógł stworzyć wrażenie pamiętnika pisanego przez źrebię w wieku szkolnym - kogoś, kto obserwuje wielki świat, zmaga się z nieprzychylnością środowiska, a kto nie do końca rozumie tak motywy tych kucyków, jak i dlaczego życie toczy się tak, a nie inaczej, nie wspominając już o braku możliwości dokonania zmian. To ostatnie z czasem się zmienia, w miarę jak bohaterka się rozwija, jednakże jak się okaże, Cozy zdołała zmienić bardzo wiele, by ostatecznie wszystko zostało takie samo - puste, nieodwzajemnione, pozbawione nadziei, bez wyjścia. Zważywszy na wiek protagonistki, pomimo tego, że z czasem nieco dorośleje - a przynajmniej takie jest wrażenie po pewnych drobnych zmianach w tym, jak opisuje rzeczywistość - udało się przyprawić całość o domieszkę dziecięcej naiwności, budzącej tak sympatię - jest wiele momentów, gdzie Cozy chce się kibicować - jak i melancholię - kiedy Cozy nieuchronnie spotyka kolejna przykrość - dopełniając klimatu, który nie odstaje zbytnio od poprzednich dzieł autorki. Jest w tym pewna doza rodzinności, przeważnie gorzkiej, utrzymanej w nurcie poszukiwania akceptacji u krewnych - bezskutecznego, swoją drogą - acz nie pozbawionej nadziei - przynajmniej na początku - chociaż przeważnie jest smutno i poważnie, w tekście nie zabraknie mroczniejszych momentów, a także typowo ludzkich problemów, tak bardzo nie pasujących do pastelowego świata magicznych kucyków. To niezmiennie bardzo, ale to bardzo mnie się podoba. Forma generalnie jest solidna; poszczególne sceny są napisane zwięźle, ale nie ubogo, toteż bez problemu idzie wyobrazić sobie kolejne scenerie, interakcje, a także odczuć towarzyszące im emocje. Rozdziały są niedługie (mają 10-12 stron), czyta je się bardzo sprawnie, więc obojętnie czy ktoś preferuje czytać partiami, czy od razu w całości, mimo trudnego nastroju i niekiedy ciężkiej tematyki, tekst zawsze jest lekki w przyswojeniu, prosty w odbiorze, dobrze się go czyta, sprawnie i płynnie. Zdecydowaną przewagą cieszą się opisy, wszystkie oczywiście z perspektywy Cozy Glow, co nie oznacza, że zupełnie zabraknie dialogów. Jest ich trochę i także są zrealizowane dobrze. Postacie odzywają się, wyrażają tak, jak należało się po nich tego spodziewać, w sumie, nierzadko jest w ich dialogach sporo serialowości, nie zabraknie też silniejszych emocji, a kreacje poszczególnych kucyków są solidne, dobrze wypadają. Jak tak teraz o tym myślę, to w tekście przewinęło się całkiem sporo postaci. Dzięki temu zapoznawszy się z całością odczuwa się, że była to obsada urozmaicona, co jest po prostu miłe. Większość z tych postaci zostaje w pamięci, każda pełni jakąś funkcję, każda zostawia po sobie ślad w świadomości protagonistki. Zahaczając o księżniczkę Twilight Sparkle, motyw z listem, który otrzymała od Cozy, a na który odpisała, czego jednak nie pamięta, gdy zostaje o to zapytana, przypomniał mi o jej kreacji z "Nowoczesnej baśni o Księżycu". Mianowicie, gdy tam, mimo swej pozycji, klacz pozostawała niepewna i wolała zbytnio się nie angażować (Na wątpliwość co zrobiłaby w trudnej sytuacji księżniczka, Twilight Sparkle potrzebowała przypomnienia, że przecież to ona jest księżniczką.), wydawała się ładną figurą na prestiżowym stanowisku, która albo nic nie może, albo może, ale nie chce. W "Nadziei, która błyszczy", jest podobnie - ładna figura na prestiżowym stanowisku, która prawi o sile przyjaźni i radzi kucykom, ale nie pamięta o liście Cozy Glow, w którym ta podzieliła się swymi problemami, bo odpisywanie na listy to jej praca i tyle. Nie chce się zbytnio angażować, bo po co? Po prostu mimo korony jej postać nie wydaje się ani zbyt kompetentna, ani zbytnio przejęta indywidualnymi dramatami swych poddanych; kucyków, którzy upatrują w niej kogoś, kto mógłby im pomóc. Takim kucykiem jest tu Cozy Glow. Zapewne jednym z wielu. Duży plus za stworzenie rodziny dla Cozy; co może wydać się pewnym zaskoczeniem, prócz niej wszyscy bez wyjątku są jednorożcami, co, jak się okazuje, ma głębszy sens. W ten sposób bowiem autorka całkiem wiarygodnie zrealizowała w bądź co bądź niedługim tekście wizerunek tej idealnej tylko na obrazku rodziny, która jednak dystansuje się od "gorszego" jej członka, niepasującego do tejże wyidealizowanej wizji, która jednocześnie milczy odnośnie różnych sekretów, których tak Cozy, jak i czytelnik się domyśla, co do których od pewnego momentu ma już pewność, lecz na temat których inne kuce konsekwentnie milczą, aż do ostatniej chwili, gdy z reguły jest już za późno. Podobnie jak w "Nowoczesnej baśni o Księżycu", być może wiele z tych przykrości nie miałoby miejsca, gdyby te postacie usiadły, szczerze porozmawiały i okazały sobie nawzajem nieco empatii. Tak czy inaczej, czuć te napięcie w rodzinie, czuć tę niechęć, czuć, że Cozy nie czuje się wśród nich najlepiej, chociaż nie do końca wie dlaczego. W tym sensie bohaterka startuje jako ktoś zagubiony, kto ponosi winę za nie swoje przewinienia. Jaki wielki kontrast do tej Cozy, którą znamy z serialu. Podobnie wiarygodnie wyszedł brak akceptacji ze strony rówieśników. Są to kolejne trudne fragmenty, nacechowane melancholią, wzbudzające współczucie, a niekiedy brzmiące niczym inspirowane prawdziwymi wydarzeniami, a w których idzie odnaleźć elementy własnej historii, jeśli ktoś cierpiał w dzieciństwie podobne problemy. Rzeczy te, chociaż tak bardzo nie pasują do bajowego, kolorowego świata kucyków, w odróżnieniu od sceny, która pojawia się później (tej na dyskotece), nie wydają się być czymś, co w tym świecie nie miałoby prawa się wydarzyć. Nawet kiedy Cozy Glow zmienia środowisko, kiedy próbuje wziąć sprawy we własne kopytka, zmienić coś, dopasować się, prędzej czy później wszystko idzie nie tak, a ona wraca do punktu wyjścia, w którym jest tą słabą, nielubianą pegazką, odrzuconą przez wszystkich, nie potrafiącą poradzić sobie z życiem, do którego chyba w ogóle nie została przygotowana. Na etapie szkoły z internatem, nadal wzbudza to współczucie. Powiem wręcz, że nawet gdy nieuchronnie wkraczamy w erę Szkoły Przyjaźni, a więc w wydarzenia znane już nam z serialu, jeszcze do pewnego momentu bohaterce chce się życzyć powodzenia, nawet jeżeli robi źle - no bo znając jej przeszłość trudno się dziwić, że usiłuje przestać być ofiarą. W pewnym sensie jest to tragiczne, że ze wszystkich możliwych dróg postanowiła z ofiary stać się oprawczynią; jej motyw wydaje się zrozumiały, w końcu przez całe jej życie lepiej wychodziły kucyki dla niej niedobre, będące jej katem, więc nie dziwota, że w pewnym momencie sama postanowiła spróbować. Lecz znamy jej finał z serialu, więc, o ile nie ma tu napięcia, wiemy już z góry, że w ten sposób nie odniesie sukcesu, toteż nieuchronnie czekamy na koniec, zastanawiając się czy towarzyszyły temu jakieś refleksje. I okazuje się, że owszem. Generalnie Cozy Glow wykreowana w fanfiku jawi się jako postać niejednoznaczna, złożona, taka, którą można analizować z kilku pozycji, jednakże jest jeszcze ktoś, kto w jej historii odgrywa szalenie ważną rolę, a o którym jeszcze nie wspomniałem. Jest to Tirek. Nie chciałbym tu wchodzić w zbytnie spoilery, ale wątek ten był bardzo ciekawy i znakomicie dopełniał opowieść. Myślałem trochę o tym czy nie był to wątek przewodni, ale doszedłem do wniosku, że jednak nie. W każdym razie nie od początku. Tak się go czyta, ale jednak na pierwszym miejscu jest tu jednak Cozy, która usiłuje zostać cesarzową. Jej relacja z Tirekiem, chociaż szalenie ważna i trwająca przez całe opowiadanie, zyskuje na znaczeniu później, kiedy wątek dążenia do tytułu cesarzowej "wypala się", a ten ostaje się jako taka ostatnia nadzieja na coś więcej. Tak to osobiście interpretuję. Ciekawe wydało mnie się pierwsze spotkanie Cozy z mrocznym lordem, miło śledziło się jej research na jego temat, zwłaszcza, że na ówczesnym etapie stał się jej "wymyślonym" towarzyszem, z którym czuła się silniejsza, pewniejsza. To były te cieplejsze momenty, gdzie przewijała się nadzieja na lepsze czasy, na coś więcej, co czeka Cozy Glow, gdy ta przebrnie przez najtrudniejsze. Później, gdy do fabuły na powrót dołącza Tirek z krwi i kości, także jest interesująco. Ich relacja staje się faktyczna i ma w sobie ciekawą dynamikę. Z innych rzeczy - bardzo spodobał mnie się wątek szachowy, historia znaczka Cozy Glow, to, jak ona interpretuje własny talent i gdzie upatruje jego zastosowanie, analogie między postaciami, a także porównania do partii szachów; to były proste, małe rzeczy, szczegóły, które w bardzo satysfakcjonujący, spójny sposób złożyły się w całość, rozszerzając kontekst wokół postaci protagonistki. Cieszą też inne drobne detale, takie jak magiczne artefakty, ich działanie, a także ta kokardka w grzywie czy listy. No, co by nie mówić, Tirek okazał Cozy więcej zainteresowania, niż księżniczka Twilight, kto by pomyślał? W tym wszystkim jest jeszcze jedna postać, która jest tragiczna - matka Cozy Glow. Ta, o której plotkują kucyki, o której wiedzą, że ma kłopot z wiernością, ta, której czynami mimowolnie obarczona zostaje córka, a także ta, która staje w prawdzie za późno. Nie sądzę, by miała jakieś złe intencje, możliwe, że sama była zagubiona. Nieprzygotowana tak do roli matki, jak i konfrontacji z Cozy, gdy ta zboczyła ze ścieżki, zbyt daleko, by zawrócić. Jednocześnie ciekawi mnie jej historia. Muszę też przyznać, że najlepiej czytało mnie się pierwszą połowę fanfika. Były to w pełni oryginalne sceny i wątki, z prezentowanej przeszłości Cozy czerpaliśmy najwięcej, tam też było najwięcej melancholii, smutku, ale i gorzkiej nadziei, to tam kształtowała się ta znana nam Cozy, skazana na porażkę. Rozdział czwarty jeszcze trzyma ten poziom, lecz im bliżej wydarzeń kanonicznych, tym mniej nowości, tym więcej coraz szybszego przeskakiwania między tym, co już znamy z serialu, co początkowo wydaje się streszczeniem tych wydarzeń, zmienia się w pędzącą naprzód relację, której jedynym celem jest dobrnięcie do końca. Końca, który choć wydaje się odrobinę urwany, jest jak dla mnie dobrym zamknięciem historii. Także tekst wprawdzie nie trzymał tego samego poziomu przez całą swą rozpiętość, ostatni, szósty rozdział zdecydowanie wypada słabiej, ale tak czy inaczej uważam, że to bardzo dobre opowiadanie, które całe szczęście, że powstało; pasował mnie ten trudny niekiedy, przejmujący nastrój, a także nieliczne promyki nadziei, dobrze śledziło mnie się losy protagonistki, chociaż większość rzeczy, o których czytałem do najweselszych nie należała, całość została zrealizowana sprawnie, z pomysłem i sercem. Odpowiada mnie zaprezentowana tu wizja przeszłości Cozy Glow, jak również trudności, z jakimi musiała się zmagać, wciągnęła mnie. Ta historia nie mogła mieć szczęśliwego zakończenia, ale myślę, że dla bohaterki była prawdziwa, autentyczna nadzieja. Że owszem, była zaniedbana, ale wiele zależało także od niej i ze swym talentem mogła zrobić coś innego. Może nie byłaby cesarzową, może i tak zabrakłoby u jej boku kogoś, kto odwzajemniłby jej emocje, lecz może znalazłaby szczęście. Szczęście, o którym już wiemy, że próżno było go szukać w podboju Equestrii. Tekst oczywiście polecam. Przyjemnie się przy nim działało, jego treść zapadła mi w pamięć. Jak nieszczególnie przejmowałem się postacią Cozy Glow przedtem, myślę, że po lekturze to się zmieniło. Jest w tej postaci potencjał i Nika okazała się właściwą osobą, by go uwolnić. Nie pozostaje nic innego jak czekać na kolejne opowieści z Cozy w roli głównej
    1 point
  10. Nim przejdę do rzeczy, pragnę jeszcze raz, bardzo, ale to bardzo podziękować @Waser4K, za czas poświęcony tak na przeczytanie sagi rodziny Crusto, jak i na oba komentarze, włącznie z trudem poniesionym przy jego pisaniu, mnie jak zwykle niezmiernie miło było czytać przemyślenia kolejnego czytelnika o opowiadaniach, zbiorczo, a także o każdym z osobna, odkrywać co się spodobało, co niezbyt, co zagrało najlepiej, a co okazało się" niedogotowane", znaczy to dla mnie mnóstwo i dopinguje do dalszego pisania! Szczególnie ucieszyłem się czytając o swym światotwórstwie i że daje ono radę - na etapie pierwszych opowiadań z serii, właściwie to całej sagi rodziny Crusto, nie przywiązywałem do niego aż takiej uwagi, generalnie zwykłem koncentrować się na postaciach. Bardzo się cieszę, jeśli kreowany świat w Twoich oczach wypadł dobrze Przeskoki czasowe na ówczesnym etapie były większe, teksty były bardziej "rozrzucone" względem siebie w chronologii, kształtowały się jeszcze koncepcje na wątki i postacie, niektóre z nich przeszły większe lub mniejsze zmiany... Chociażby taka Silkflake Dziękuję także za rysunek! Tak czy owak - dzięki Ci wielkie, oby kolejne odcinki serii dały radę Oby tekst, który zaraz ogłoszę dał radę... Ano, na moim DeviantArcie od jakiegoś czasu dostępne jest drzewo genealogiczne kresowych postaci - rodzin Ashfallów i Crusto. Widać jak kuce są ze sobą powiązane, uwzględniłem także postacie tylko wspomniane w fanfikach W przyszłości planuję je rozszerzać, w miarę rozbudowywania fabuły. Tak przyszłej, jak i tej, która już jest A teraz pora ogłosić opowiadanie, którym uczczę dziesięciolecie serii. A jest to... remake "Tajemnicy Białego Bazyliszka" Od jakiegoś czasu groziłem, że się za to zabiorę i oto jest - chociaż fabuła z grubsza mówi o tym samym, wprowadziłem szereg zmian i rozszerzyłem to, co już było. Koncentrując się oczywiście na postaciach i relacjach między nimi, ale chyba największym novum jest to, że teraz nie tylko Fenrir wędruje po tajemniczej grocie... Co jeszcze jest w tekście? Sprawdźcie sami, zapraszam do czytania! Pisząc nową wersję, wziąłem sobie do serca spostrzeżenia Verlaxa i postanowiłem wejść głębiej w umysł Fenrira, lepiej zarysować wydarzenia, które zainspirowały go do zmiany swojego życia i podejścia, a także nakreślić skąd ta jego zmiana miałaby w ogóle wypłynąć. Jednocześnie, myślę, że wpisze się to w sam raz w odczucie Wasera4K, jakoby w ramach sagi rodziny Crusto, seria opowiadała o odnalezieniu siebie i drogi, która pozwoli żyć ze sobą w zgodzie. W związku z filozofią, by rzeczy rozszerzać i ciągle dorzucać nowości, tekst wyszedł dużo dłuższy od pierwowzoru. Kombinowałem jak to podzielić na może trzy części, ale ostatecznie zostałem przy dwóch. Pierwsza rozgrywa się... za dnia, aż do późnego wieczora, a druga pamiętnej nocy, podczas której bohaterowie starli się z tajemniczym, białołuskim potworem. Oto on: Tajemnica Białego Bazyliszka - wersja 2025 - część pierwsza, a także część druga Tekst znajdziecie również w pierwszym poście otwierającym niniejszy wątek (Pliczek z chronologią zaktualizuję w wolnej chwili) Zdradzę, że niektóre dodane rzeczy mają być zalążkiem do przygód łowców, czyli swego rodzaju spin-offu do głównej serii, o którym rozmyślam już od dłuższego czasu. Niedawno przyszedł mi do głowy pomysł na jeszcze jeden rodzaj spin-offu, z którego pierwsza historyjka zaczyna pomału się rozwijać Nadchodząca saga ma się dobrze - ruszyły prace nad opowiadaniami o Kaprikornii i koziorożcach, mam już koncepcje na większość kolejnych tekstów, nadal jednak nie zdecydowałem się co do finału. Na szczęście to melodia przyszłości. Bardzo chciałbym w tym roku pokazać Wam coś jeszcze, ale nie mogę niczego obiecać - walczę z czasem i przegrywam Dlatego, na wszelki wypadek - wszystkiego najlepszego z okazji dziesięciolecia "Kresów", historia leci dalej! Pozdrawiam!
    1 point
Tablica liderów jest ustawiona na Warszawa/GMT+01:00
×
×
  • Utwórz nowe...