Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 01/18/2021 in all areas

  1. 4 points
    Wracając z zaświatów, z miejsca do którego nawet światło nie dociera i skontaktowaniu się przez mojego pośrednika z twórcą tego dzieła (czyli psorasem) i otrzymaniu pisemnej zgody, mogę ogłosić, że startuję z audiobookiem ,,Equetripa". Rozdziały będą pojawiać się w każdą sobotę o godzinie 16. Zakupcie bilety na ulubioną TLK'ę i weźcie ze sobą popcorn. NA GRUDZIĄDZ! Prolog
  2. 3 points
    Koniec czekania! Bardzo mnie ucieszyła tak frekwencja jak i ilość prac konkursowych. Jakość fanfików jest bardzo wysoka, nikt nie przekroczył limitu, ani deadline'u... Miodzio! A zatem, nie przedłużając... I miejsce zajmuje Ghatorr II miejsce zajmuje Rarity III miejsce zajmuje Malvagio Serdeczne gratulacje dla zwycięzcy, jak i wszystkich uczestników! Standardowo, udostępniamy Wam oceny i recenzje poszczególnych prac. Moje znajdziecie tutaj, zaś Dolara tutaj. Niezmiernie miło mi było znów sędziować w Gradobiciu, i choć niektóre fanfiki zdecydowanie bardziej przypadły mi do gustu od innych, to czytanie wszystkich było sporą frajdą. Moim faworytem został "Kevin sam w ulu" Ghatorra. Ale muszę też pochwalić Rarity za piękne opowiadania rozwijające Kruchość Obsydianu, a także Zerrome'a za "Nadejdzie wiosna". Dolar natomiast chciałby Wam przekazać, że: "Gościnne w poście Zodiaka dokonuję tradycyjnego dolarowego subiektywnego wymienienia najlepszych opowiadania tej edycji. Bo wiecie - czytanie praktycznie każdego opowiadania konkursowego to większa lub mniejsza przyjemność, ale lektura tych dwóch to prawdziwy przywilej. Są to wspaniałe "Serce Ciemności" autorstwa Ghatorra i absolutnie najlepsze, powalające i wręcz perfekcyjne "Nic nie mogliśmy zrobić" autorstwa Rarity." Razem z Dolarem bardzo dziękujemy wszystkim za udział i zapraszamy do kolejnych edycji, które odbędą się... w przyszłości.
  3. 2 points
  4. 2 points
    Czytałem SA tak dawno, że nie pamiętam już gdzie skończyłem. Zaczynam więc od początku i tym razem z uporządkowanymi komentarzami. Przeczytany prolog i rozdział pierwszy. Beware the spoilers!!! Albo i nie Prolog - bardzo typowy, czyli dosłownie dwie strony wprowadzenia w świat opowiadania. Dowiadujemy się jak i dlaczego kuce zetknęły się z ludźmi, a także jak wielu krajów zareagowało na gadającą koninę. Wszystko opisane jest w nieco ironiczno-sarkastycznym stylu narratorki, który tutaj sprawdza się wyjątkowo dobrze. O samej historii, jaka ma się toczyć nie wiemy praktycznie nic, no ale od tego są kolejne rozdziały. Rozdział pierwszy - ten z kolei bardzo nietypowy. A przynajmniej tak się zaczyna. Standardowo spodziewałem się jakiejś interakcji z kucami, a tymczasem dostaję przemyślenia głównej bohaterki oraz jej starcie z familią Januszy. Mamy tu więc zarówno szanse lepszego poznania przyszłej zebry, jej charakteru, zdolności i podejścia do życia, jak również elementy humorystyczne, opierające się na czerpaniu garściami z realiów naszego paskudnego kraju. Ostatnia scena wprowadza sporo ożywienia - nie ma to jak atak terrorystyczny w krainie hałdoskoczków. Ale przynajmniej przeprowadzony profesjonalnie - zamiast ciskania w ludzi balonikami czy flaszeczkami, złe stworzenia walą na ostro z miotaczy. Zdecydowanie lubię to. W sumie dobrze, że zacząłem czytać go raz jeszcze, bo rzeczywiście gucio pamiętałem. A tak mogłem się dobrze bawić raz jeszcze. Podsumowując - na razie wiem niewiele, bo i niewiele zostało zdradzone. Tak na dobrą sprawę, poznałem wyłącznie główną bohaterkę. Dobre i to jak na sześć stron. W każdym razie początek Smaku Arbuza jest wielce zachęcający i nakłania do dalszego czytania. PS: Fajne xD. Pisz dalej.
  5. 2 points
    Ten mój post na FB jest tak jakby... Popularny (prawie 1200 polubień) A o co chodzi ktoś/nikt nie (niepotrzebne skreślić) zapyta? W Animal Crossing trzeba zapłacić z góry za budowę mostu lub "schodów". Niby oczywiste, prawda? Na szczęście można to robić na raty. Co ciekawe każdego dnia mieszkańcy wyspy (max 10) też wpłacają bardzo, ale to bardzo symboliczne kwoty. Wpadłem na pomysł, żeby sprawdzić ile im to zajmie? Miesiąc? Dwa? Więcej? Tak, wiem... Mam dziwne pomysły
  6. 2 points
    Na pewno przyjdzie. W oczekiwaniu na Solarną Księżniczkę. Która nie nadejdzie. Korekta i dobra rada: @Coldwind @Hoffman Życzę miłej lektury. ~ Wszystko ma swoją drugą stronę, prawda? ~ Dla dociekliwych (tych dociekliwych tagów również) zamieszczam tutaj powiązaną pracę w ramach bonusu. Serię trzech drabbli, pisaną w Klubie Konesera Polskiego Fanfika. W spoilerze szczegóły tematów na konkurs. Jeden dzień, jedno lustro [Z][Dark][Seria] Wczoraj [Oneshot][Dark] Dziś [Oneshot][Dark] Jutro [Oneshot][Dark] Tutaj korekty brak. Niemniej, również życzę miłej lektury
  7. 2 points
  8. 2 points
  9. 1 point
    Przykro mi, że takie krótkie komentarze, ale. 13. Wolność, równość, Trixie Nawet zabawna, lekka komedyjka, o której jednak raczej szybko zapomnę. Podobał mi się motyw z dowcipami politycznymi. Daję okejkę, ale nic więcej. 14. Kevin sam w ulu KEVIN! Nie wiem, coś ty brał przy pisaniu tego, ale fedruj tego więcej. Pomysł, by z grupki podmieńców zrobić klasycznych, nawijających godką Ślązaków po prostu zrobił mi dzień. Chcę więcej. 11/10, polecam.
  10. 1 point
    Tytuł tego fanfika kojarzy mi się ze… strefą 51. Ciekawe dlaczego? SPOJLERY No, muszę przyznać, że ten fik jest zacny. Ciekawy, dobrze napisany i poprowadzony. Choć Starlight w tym wydaniu… jest niemożliwa. Ale zaraz się przekonacie, co mam na myśli. Fajne jest również to, że trafił mi wreszcie na jakiś fik, w którym pojawiają się postacie z, powiedzmy, drugiej fali MLP. Zobaczymy w akcji irytującą Starlight Glimmer oraz odmienioną, ale wciąż doprowadzając mnie do furii i wrzenia, Trixie. Jak fajnie… Któraś tam zasada wszechświata mówi, że jeśli w fanfiku nie ma Rainbow Dash, to trzeba wrzucić jakąś inną postać, która będzie doprowadzać mnie do gniewu. Więc… proszę bardzo. Oto Trixie Lulamoon, a do tego Starlight. Niestety również ten fik nie jest dokończony, więc… heh, no sprawdźmy, co dostaliśmy do tej pory, a nuż autor doprowadzi historię do końca. Rozdział pierwszy. Zaczynamy w szpitalu, do którego Trixie trafiła po swoim występie (i dobrze). Oczywiście narzeka na wszystko wokół, że sala szpitalna jest nudna i niejaka (zupełnie jak ona, więc nie powinna się skarżyć). No ja nie wiem, czego oczekiwała. Nie trafiła do zamku, tylko do placówki dla zwykłych zjadaczy siana. Starlight postanowiła ją odwiedzić i wysłuchiwać cierpliwie tych jęków. “Starlight rozejrzała się wokół. Znajdowała się w typowej, niczym się niewyróżniającej, szpitalnej sali. Pomieszczenie było niewielkie i do bólu nijakie. Umieszczono w nim dwa tanie łóżka, przy których stały niewielkich rozmiarów szafki, służące zapewne za schowek na rzeczy osobiste. W kącie sali Starlight dostrzegła paskudną umywalkę, na widok której Rarity zapłakałaby rzewnie. Obrazu bylejakości dopełniały pokryte białą farbą ściany. Jedyną rozrywką pacjentów w tej sali był widok za oknem, nawet jeśli przedstawiał tylko szpitalny dziedziniec.” Och, takie straszne, że wszystkim szwy pójdą! Poza tym… Szpitalne szafki służące do przechowywania rzeczy osobistych? Ależ nie! One istnieją tylko po to, aby pielęgniarka mogła się tam schować, by monitorować pacjentów i sprawdzać, czy grzecznie biorą leki i czy idą wcześnie spać. No i ten opis pokój… Skoro był nijaki, to po co przybliżać jakieś nieistotne szczegóły? No i oprócz tego, nie wiem czy wiecie, ale szpitale nie istnieją po to, aby być parkiem rozrywki, tylko po to, aby leczyć ludzi, no, kucyki w tym przypadku. Nie mają tam jakieś świetlicy, czy coś? Tam zawsze był telewizor i inne gadżety. U kucyków pewnie byłby rzutnik. Dobra. Ale dlaczego Trixie w ogóle wylądowała w tym przerażającym miejscu? Właśnie tego próbuje dowiedzieć się Starlight. Zaczyna wypytywać ją o to, co robiła tuż przed zemdleniem. Okazuje się, że iluzjonistka napiła się wody w trakcie występu. “– Pamiętasz, jak smakowała twoja woda? Może była dziwnie słodka czy słona? – zapytała w końcu po zebraniu do kupy całej tkwiącej w niej odwagi. – Czy tobie wydaje się, że zostałam otruta? Na mózg ci padło, Starlight! – zirytowała się iluzjonistka.” Ktoś postanowił wziąć sprawy we własne kopyta i dokonać bohaterskiego czynu, jakim byłoby otrucie tej pindy. Szkoda tylko, że ta osoba nie zdawała sobie sprawy z tego, że trucizna powinna być bezwonna, bezsmakowa i bezbarwna. Starlight chyba też nie zdaje sobie z tego sprawy, skoro zadaje takie pytania. No i nie wiem, jaki sens miałoby podtrucie iluzjonistki. Warto było ryzykować? A nie lepiej już całkiem ją zabić? No, myślę, że się tego dowiemy. Następne fragmenty obrazują nam to, przez to przechodziła Trixie po wygnaniu jej z Ponyville. Była wytykana kopytami, szydzono z niej. I wiecie co? Wcale mi jej nie żal. Zasłużyła sobie. Za pierwszym razem był zwykłą suką, a gdy powróciła, posiadając Amulet Alicornów, stała się tyranką, która zniewoliła całe miasto. Myślę, że za coś takiego spokojnie mogłaby zostać wygnana do Tartaru. Przecież posługiwała się czarną magią! Dlaczego nigdy nie dosięgła jej sprawiedliwość? W odróżnieniu od Cozy Glow, ona była dorosła. Wiem, że Cozy spowodowała większe zamieszanie, ale mimo wszystko była źrebakiem. Ech… No ale to już absurdy serialu. Trzeba to przełknąć. Wracamy. Najpewniej minęło parę godzin od ostatniej rozmowy przyjaciółek. Trixie, jak rasowa ku*wa, zamiast pogadać z kimś, kto cię odwiedził w potrzebie, postanawia czytać książkę, przez co siedząca obok Glim Glam okropnie się nudzi. Ale nie no, serio. CO TO MA BYĆ? Przychodzicie do kogoś leżącego w szpitalu, gadacie z nim chwilę, po czym chory bierze książkę, otwiera i zaczyna czytać PRZY WAS, kompletnie Was olewając. No straszne kutasiarstwo i brak jakiegokolwiek taktu, ale to Trixie, więc wcale się nie dziwię. Na szczęście tę męczarnię przerywa pielęgniarka, która ogłasza, że czas odwiedzi już się skończył. “– Czas odwiedzin minął, uprzejmie proszę wyjść – rzekła stojąca w przejściu pielęgniarka, choć ton jej głosu wcale uprzejmy nie był. Starlight uniosła brwi wysoko. Nie przypuszczała, że minął już cały dzień. Wydawało jej się, że wciąż było południe. Nie miała jednak żadnych podstaw, aby nie wierzyć słowom świdrującej ją wzrokiem pielęgniarki. Westchnęła głęboko, wstała i przeciągnęła się niczym kot.” Jak to nie miała żadnych podstaw, aby nie wierzyć pielęgniarce? Przecież wystarczy spojrzeć na zegarek albo wyjrzeć przez okno, aby sprawdzić, ile mniej więcej upłynęło czasu. Ech… Ale nie narzekam. Błagam, Glim Glam, wyjdźmy już z tego miejsca! Och, okej, jesteśmy na zewnątrz. Starlight idzie brukowanymi ulicami i zastanawia się, gdzie mogłaby spędzić noc. Teoretycznie w zamku, ale nie chce nadużywać gościnności królewskich sióstr. Dowiadujemy się, że akcja fika dzieje tuż po odcinku 10 siódmego sezonu, czyli tego, który opowiadał o kłótniach między Celestią a Luną. Czarodziejka znajduje wreszcie hotel i melduje się. Wchodzi do pokoju i od razu dostrzega jego skromny wystrój. To przypomina jej czasy, gdy mieszkała w swojej wiosce i była dyktatorką. Zaczyna wracać wspomnieniami do przeszłości. Otóż okazuje się, że Starlight miała realną szansę na to, aby podbić Equestrię, o czym postanowiła powiedzieć swoim towarzyszom. “Starlight przywołała magią niewielką drabinkę i weszła na najwyższy stopień. – Nadszedł nasz czas, pora ruszać na stolicę! – krzyknęła. – Mieszkańcy Canterlotu z pewnością nie są zacofani i wnet dołączą do naszej sprawy – uśmiechnęła się nieszczerze – lecz jeśli będziemy zmuszeni nieco rozjaśnić ich oślepione snobizmem umysły, z przyjemnością to uczynimy! Te słowa zostały powitane okrzykami radości i gromkimi brawami. Starlight nie musiała nic dodawać, wszyscy mieszkańcy wioski od wielu miesięcy czekali na rozpoczęcie rewolucji. Szpicle w państwie gryfów poinformowali ją, że skrzydlaci sąsiedzi Equestrii dzisiejszego poranka rozpoczęli długo oczekiwaną inwazję. Nie było lepszej okazji na sienie zamętu. Razem z gryfami zdobędzie Canterlot i podzieli się królestwem. Wszyscy zostaną obdarowani po równo... poza nią, oczywiście. “ Okej, to zbyt piękne, a raczej głupie, aby mogło być prawdziwie. Że niby Starlight, przywódczyni wiochy z dziesięcioma domami na krzyż, miałaby mieć cokolwiek do powiedzenia w obliczu gryfiej armii? No bez jaj. Niczego nie dostanie. NICZEGO. O ile nie ma jakiegoś superasa w kopycie, no to nie ma szans. Imperium gryfów, czy co oni tam mają, zgarnie wszystko dla siebie. Ale ten equestriański sen szybko się kończy, gdy Starlight się wybudza. “Z niechęcią rozchyliła powieki, mamrocząc przy tym kilka dziwnych słów. Słów takich jak “równość”, “towarzysze”, a nawet “dwójmyślenie”. Po kilku chwilach, gdy przypomniała sobie, o czym śniła, jej twarz oblał potężny rumieniec. Słodki sen z poprzedniej nocy na obaleniu wszystkich księżniczek i książąt w całej Equestrii się bowiem nie kończył.” Brakuje jeszcze cheekie breekie iv damke. No i ten fragment jest trochę dziwnie napisany. Kropka została wstawiona w złym miejscu, zły przyimek albo brak dopełnienia. Ale fik ogólnie jest dobrze napisany. Wracamy do Starlight. Orientuje się, że zaspała i dochodzi godzina jedenasta. Wcześniej obiecała Trixie, że ją odwiedzi z samego rana. Ja bym tam zbytnio się tym nie przejmował, zwłaszcza po tym co zrobiła wczoraj, no ale cóż. To jest jakieś toxic relationship. Glim Glam zakłada juki na siebie i pędzi do szpitala. Po drodze widzi jeszcze jakąś paradę wojskową, po czym dociera na miejsce. Rozdział kończy się w ten sposób, że w sumie nie wiadomo, czy zastała przyjaciółkę w szpitalnym łóżku. Zgaduję, że jej tam nie będzie, no bo przecież trzeba jakoś zawiązać akcję. “– Tak, miałam być z samego rana, przepraszam – rzekła klacz na powitanie. Odpowiedziała jej cisza. Wewnątrz nie było żywej duszy. “ Heh. Starlight przez chwilę jest zdezorientowana. Wydaje jej się, że pomyliła pomieszczenia, jednak tabliczka z numerem sali się zgadza. Czarodziejka zaczyna obawiać się o to, co się mogło stać. Ja tam osobiście się cieszę, ale to tylko ja. “Ze strachu zrobiło jej się słabo. Próbowała jednak myśleć trzeźwo, nie chciała, aby emocje wzięły nad nią górę. Może błękitna jednorożec po prostu przechodziła właśnie jakieś badania? Ale czy zabrano by ją wraz z łóżkiem? Tego Starlight nie wiedziała, sama nigdy nie była w szpitalu.” Tak, no właśnie tak, to jest najlogiczniejsze wytłumaczenie. Skoro zniknęła wraz z łóżkiem, to powinna być na badaniach, być może jakieś toksykologii czy coś. Nie wiem, nie znam się. Ale Starlight chyba trochę za bardzo panikuje. Z jej przyjaciółką ostatnim razem było wszystko w porządku. Nie była umierająca, a teraz najpewniej pojechała na badania. Oczywiście my wiemy, że nie, bo to fanfik, ale… z perspektywy Starlight wygląda to trochę inaczej. “Nie zarejestrowała nawet kilku obelżywych uwag, wykrzyczanych przez pacjentów, których potrąciła po drodze. Zamierzała zapytać o przyjaciółkę, po czym się z nią spotkać.” Zajebiście. Nie ma to jak jeszcze dołożyć tym chorym osobom, którzy i tak mają przewalone. Ach no i nie sądzę, aby personel medyczny dostarczył jej jakichkolwiek informacji, a to z racji tego, że nie jest spokrewniona z Trixie… No chyba są razem. BŁAGAM, ŻEBY NIE. JEŚLI TAK BĘDZIE, TO MOMENTALNIE PRZERYWAM PISANIE TEGO POSTA I WRZUCAM TO, CO JEST. Ale to raczej się nie spełni. Raczej nie… Raczej… No okej. Więc Starlight biegnie w stronę recepcji, lecz napotyka długą kolejkę. “Iluzja piękna oraz świetności rozwiewała się podczas wejścia do dowolnego pomieszczenia, jednako szarego i nudnego. Szpitalnemu parterowi nie sposób było jednak odmówić pewnej klasy.” O Boże, no kogo obchodzą ściany w szpitalu. Wszyscy liczą tylko na to, aby dojść do zdrowia. Szpital to nie hotel! Ech… Starlight postanawia się rozejrzeć. Widzi jakiś plakacik, który ją wku*wia, potem widzi jeszcze inne… Po co o tym wspominam? No nie wiem… Było w fiku, to i tutaj o tym wspomnę. Następnie mamy narzekanie na służbę zdrowia, biurokrację… Czy my jesteśmy w Polsce? Ale główna bohaterka wreszcie dociera do klaczy w rejestracji. Pyta o przyjaciółkę i okazuje się, że jej nie ma w rejestrze. “– Urgh, zapomniałam, że Trixie przedstawiła się jako "Wielka i Potężna". Proszę sprawdzić pod "W"! – pacnęła się w czoło.” Co? To można sobie podać jakąkolwiek tożsamość? Co za bzdura. Najpierw była mowa o tej całej zawszonej biurokracji, a teraz okazuje się, że to pic na wodę, bo nie ma żadnego porządku. Poza tym, gdyby ktokolwiek postanowił się tak przedstawić, to albo zostałby wyrzucony na zbity pysk, albo wylądowałby w psychiatryku. Obie opcje są kuszące, zwłaszcza jeśli chodzi o Trixie. No ale po krótkiej wymianie zdań, Starlight wreszcie bierze recepcjonistkę za fraki i przyciąga do siebie. Jej uwaga zostaje odwrócona, gdy spostrzega idącego spokojnie lekarza, który pchał wózek. Ten typ od razu wydaje się jej być podejrzany. Dlaczego? Ponieważ zignorował zamieszanie przy recepcji. O wow, no rzeczywiście podejrzane. Może po prostu nie chce mieć z tym nic wspólnego, bo i tak ma już coś innego do roboty. Lekarze nie są od bezpieczeństwa, tylko ochroniarze, którzy zresztą są tam na miejscu. No i mówiąc o ochroniarzach, to jeden z nich podchodzi do Starlight i zamierza wyprowadzić na zewnątrz. Glim Glam się jednak buntuje, w rezultacie czego, O DZIWO, dostaje bęcki. No… najpierw była w stanie na równi walczyć z Twilight, a teraz jakiś random ją pokonał. No pięknie. Ale Starlight ląduje na bruku. I dobrze. Ach, zapomniałem jeszcze o czymś wspomnieć. Wcześniej, gdy widzieliśmy ten wózek pchany przez lekarza, dostaliśmy pewną, ważną informację; otóż spod płachty narzuconej na całą konstrukcję wystawał fragment płaszczu z gwiazdkami. Oczywiście chodzi tu o ubiór Trixie. Czyżby iluzjonistka została poddana utylizacji lub przeprowadzają na niej nieetyczne eksperymenty? Oby tak! “Oczywiście nie zamierzała nikogo informować o żenującej sytuacji, która się jej przytrafiła. Twilight wraz z pozostałymi przyjaciółkami dosłownie rozwaliły kiedyś króla Sombrę na kawałki, a ją znokautował jakiś przypadkowy pegaz. Rainbow Dash wraz z Applejack nie dałyby jej żyć, gdyby się o tym dowiedziały. Już widziała ich roześmiane miny, już słyszała złośliwe docinki.” No właśnie. Choć ja bym osobiście się nie śmiał, no bo Starlight, pomimo swojej głupoty, chciała dobrze, więc… no przyjaciółki nie powinny się raczej z niej wyśmiewać. Szczególnie RD, która jest z nich wszystkich najdebilniejsza. Haha. “Coś jej mówiło, że nawet Fluttershy miałaby ubaw. Żółta pegaz słynęła z dobroci oraz spokojności, lecz w ostatnich dniach zrobiła się irytująco asertywna i śmiała.” Nie! Trzymajcie się z dala od Fluty! Nie psujcie jej! Ale najwidoczniej wirus dasholi zaczyna się rozprzestrzeniać. Starlight postanawia przejrzeć się w tafli wody okolicznej fontanny, na której stoi posąg skrzydlatej klaczy. Przy okazji dostrzega, że woda wpływa do wnętrza wyrzeźbionych oczu. Zapisuje tę informację w głowie i postanawia to zbadać przy następnej wizycie. “Starlight jak gdyby dopiero w tym momencie zdała sobie sprawę z tego, że piecze ją cała twarz. Pomyślała, że gburowaty ochroniarz jeszcze jej za to zapłaci. Obecnie, na głowie miała jednak ważniejsze sprawy, od paru zadrapań.” Sama jesteś sobie winna, Starlight. Wiesz o tym? To, co zrobiłaś, było naruszeniem nietykalności cielesnej, więc… no ochroniarz miał prawo cię wywalić na zbity pysk. Ale początkowo tego nie zrobił. Grzecznie poprosił, abyś udała się za nim, tuż po tym, jak ZŁAPAŁAŚ RECEPCJONISTKĘ ZA KITEL I ZACZĘŁAŚ GROZIĆ. A potem oberwałaś w twarz, gdy chciałaś rzucić jakieś zaklęcie. Skąd ochroniarz miał wiedzieć, czy nie próbujesz kogoś skrzywdzić? No właśnie. Rzucanie zaklęcia, to jak użycie broni. Ochroniarz i tak łagodnie ją potraktował, bo równie dobrze ktoś inny połamałby jej kończyny i przytrzymał do przyjazdu policji. Ja pie*dolę… Starlight robi się coraz gorsza. Ale to wina Trixie. Z kim przystajesz, taki się stajesz. Glim Glam postanawia użyć zaklęcia niewidzialności. Dzięki temu ponownie dostaje się do szpitala. “Poszukiwała wzrokiem swojego ulubionego, postawnego ogiera. Wypatrzyła go bardzo szybko. Nadgorliwy brutal stał w kącie, nieruchomo niczym posąg, jednak jego oczy czujnie świdrowały wszystkie przechodzące przez drzwi wejściowe istoty. Prawdopodobnie chciał się upewnić, że klacz nie będzie znów straszyć personelu oraz zakłócać spokoju pacjentów. Przemknęło jej przez głowę, aby ukarać pegaza za to, co jej uczynił, lub chociaż w jakiś sposób sobie z niego zadrwić.” “Nadgorliwego brutala”? Nosz ku*wa mać, już tłumaczyłem, że w tym przypadku, to Starlight jest winna. Boże, ale mnie wku*wia ta postać. I za co chcesz go ukarać, pindo? Za to, że pilnuje porządku? A co, jak ty coś chcesz, to wszyscy mają skakać w rytm twoich żądań? Ja je*ę… Starlight przekrada się do drzwi zabezpieczonych na zamek elektryczny oraz kod. “Takie zabezpieczenia wciąż były novum w Equestrii, jednak coraz częściej można było ujrzeć je w urzędach, fabrykach, czy właśnie szpitalach. Starlight uważała takie zamki za zbędną fanaberię. Czasami zastanawiało ją, w jakim celu kucyki zabezpieczają pomieszczenia, tajne skrytki, czy nawet biurkowe szufladki kodem, bądź jakimś skomplikowanym zamkiem, skoro odrobina magii pozwalała skruszyć nawet najbardziej wymyślne przeszkody.” No okej, ale jednak takie przejścia nie pozwalają wejść dwóm trzecim populacji całej Equestrii, nie mówiąc już o innych stworzenia i o słabszych jednorożcach. Ponadto, nawet Starlight nie zdołała po prostu się teleportować do wewnątrz, w obawie… no przed nieznanym. Nie wie, co tam się znajduje, więc postanowiła tego nie robić. Ale wystarczyłoby się tepnąć jakieś dwa metry przed siebie i byłoby wszystko w porządku. Nawet nie dwa metry, a półtora. No nie wiem, jak długie są te kuce, ale przez przesady. Więc co robi Starlight? Eee… nawala w przypadkowe cyferki, aż drzwi się otwierają. Genialne! Używając kombinatoryki, można obliczyć, jakie ma na to szanse. A więc… 10 razy 10 razy 10 razy 10 (bo zakładam, że to był PIN) to jakieś… 10000 kombinacji. Jej szanse na odgadnięcie, to jak jeden do dziesięciu tysięcy. Huh, a ile trwa wpisanie kodu? No załóżmy, że dwie sekundy. A więc… 2 razy 10000 to 20000 sekund. Teraz podzielmy to przez liczbę sekund w pełnej godzinie, a wynosi to 3600. 20000/3600 równa się… 6,666666666666667, w przybliżeniu 6,7. Ostatecznie sprawdzenie wszystkich kombinacji, zakładając, że ktoś nie robi nic innego, tylko nieustannie wpisuje kod, zajmie 6 godzin i 42 minuty. I NIECH MI KTOŚ TERAZ POWIE, ŻE POLONIŚCI NIE UMIEJĄ LICZYĆ. Choć to akurat było dziecinnie proste… Ale całe szczęście, żółty lekarz, którego widziała wcześniej, otworzył drzwi od wewnątrz i pozwolił Starlight wślizgnąć się do środka. I tak się kończy drugi rozdział. Dobrze, przyspieszmy to trochu. No więc czarodziejka odpoczywa chwilę, a po odzyskaniu sił idzie do prosektorium. Tam sprawdza, czy nie znajdzie ciała Trixie. Nie znajduje, lecz zaczyna słyszeć dziwne głosy w swojej głowie. W pewnym momencie ma wrażenie, że mówi do niej Trixie. Jednak to wszystko z czasem przemija, a Starlight znajduje jedynie ciało jakiegoś staruszka przykryte prześcieradłem. Wychodzi z kostnicy i rusza w drugą stronę. Wchodzi do magazynu tlenu medycznego. Tam odkrywa ogromnie pomieszczenie i setki półek. Zagląda do jednego z zakurzonych kartonów z napisem “Action Shot”. W środku dostrzega wiele różnych rupieci oraz zdjęć, a także gazetę. Najwidoczniej te wszystkie rzeczy należały kiedyś do Action Shot, czyli klaczy ze zdjęcia na znalezionym tabloidzie. Glim Glam odkrywał kolejne pudełko z napisem Lightning Dust. “Starlight nawet ją kojarzyła, gdyż nawalonej cydrem Rainbow Dash zdarzało się czasem bełkotać w towarzystwie przyjaciółek o “aroganckiej, lekkomyślnej klaczy, której bardzo chętnie skopie zad, gdy tylko ją znowu spotka". Wow, to brzmi zupełnie jak opis Rainbow Dash. Więc RD jest hipokrytką. A do tego alkoholiczką. Niech wreszcie spłonie w jakimś piekle! Ale Starlight znajduje rzeczy osobiste Dust, a po chwili natrafia na trzecie pudełko. Na całe szczęście, znajdują się w nim rzeczy osobiste iluzjonistki. Pod wpływem tego znaleziska, czarodziejkę ogarnia szał. Przypuszcza najgorszy, możliwy scenariusz. “Wszyscy musieli poczuć jej żałość i gniew, musieli poczuć jej ogromny ból. Nawet pacjenci. Rozgniewana klacz zamknęła oczy, z niezwykłym, jak na nią, trudem, skoncentrowała na zaklęciu i zniknęła w oślepiającym błysku, myśląc o księżniczkach. I zemście. “ Nawet ci boguduchawinni pacjenci, którzy tak samo jak Starlight mają własne rodziny, przyjaciół, marzenia i aspiracje? Ech… Ale tak to się kończy. Fik urywa się w najlepszym a jednocześnie najgorszym, możliwym momencie, jednak to, co dostaliśmy do tej pory, już daje do myślenia. Ogólnie mówiąc, to podobało mi się. Mamy jakąś tajemnicę, dziwne zaginięcia kucyków, jakieś spiski. Wydaje mi się, że to mógłby być jakiś projekt rządowy, bo z tym kojarzy mi się tytuł. Tylko księżniczki raczej nie pozwoliłbym na coś takiego. Możliwe, że ktoś to robi za ich zadem. Trudno jest wyrokować cokolwiek na tym etapie. Szpital z pewnością jest w to wszystko zamieszany, co sugeruje, że to mogą być eksperymenty medyczne bądź podpucha i mylenie tropów, aby trudniej było dojść do prawdy. Drażni mnie nieco zachowanie Starlight. Jest strasznie apodyktyczna, nie zna umiaru i dba jedynie o swoje pragnienia, a do tego kompletnie nie panuje nad sobą. Nie tak zapamiętałem tę postać. Jasne, potrafiła się wkurzyć, ale w uzasadnionych przypadkach, jak na przykład wtedy, gdy Discord, który denerwował ja już od dłuższego czasu, naraził jej uczniów na śmierć, przez co go wygnała ze szkoły przyjaźni. Tutaj nie ma powodów do tego, aby od razu panikować i martwić się o Trixie. No zniknęła sobie. Mogła pojechać na badania. Oczywiście później już wiemy, że jednak nie, ale reakcje tej postaci są przesadzone. Zachowuje się jak dupek, w ogóle nie zwracając uwagi na całe otoczenie. Ma pretensje do ochroniarza za to, że ją wyrzucił ze szpitala, po tym jak narobiła dymów i stawiała opór. Chce wyrżnąć cały szpital, pewnie wraz ze starcami i źrebakami. Jak wiem, że to pod wpływem emocji, ale przez przesady. Nie ma żadnych powodów, by kierunkować swój gniew na niewinne kucyki. Dziwi mnie również to, że nie skontaktowała się z Twilight bądź księżniczkami przed przystąpieniem do całej akcji. Każdy, normalny kuc zgłosiłby to na policję, to znaczy to zaginięcie. A samo włamanie się do zamkniętych pomieszczeń personelu medycznego też zostało napisane na pałę. Ot, Starlight fartem obchodzi kod drzwi, potem rozwala kolejny zamek za pomocą zaklęcia i tyle. Nie było w tym żadnego pomyślunku ani ciekawych rozwiązań. Wyszło dość naiwnie. Mamy też ten wątek przeszłości Starlight. Okej, nie mogę go ocenić, bo został dopiero poruszony. Nie wiem, jaki miałoby to wpływ na dalszą historię. Przez cały fanfik otrzymujemy wiele wtrąceń na temat tego, jak jednorożce korzystają z magii, jak Starlight studiowała, jak wyglądały jej chwile wraz z Trixie. Sama iluzjonistka pojawia się tylko na początku I DOBRZE. NIECH SPADA. Mam nadzieję, że zostanie przerobiona na nawóz. Osobiście, to nie czuję tego dramatyzmu, bo kompletnie nie obchodzi mnie Trixie. Ale przynajmniej lubię Starlight… no, w tym wydaniu trochę mniej. Strona techniczna jest bardzo dobra. Jasne, zdarzają się błędy, ale to akurat normalne, tego nie da się uniknąć bez ingerencji profesjonalnych korektorów. Autor ma również kształtujący się styl i tylko drobne potknięcia śmierdzą od czasu do czasu amatorszczyzną. Mogę polecić ten fik tym, którzy lubią trochę akcji i podążanie za tropem jakieś wielkiej afery oraz teorii spiskowej. Tyle ode mnie. Pozdrawiam!
  11. 1 point
  12. 1 point
    Dzięki za komentarz! Chciałbym odpowiedzieć, ale nie mam pomysłu jak. Za błędy wezmę się w najbliższym czasie, rady zapamiętam i w przyszłości na pewno z nich skorzystam. Nie wiem jak jeszcze odpowiedzieć, więc może po prostu "odebrałem".
  13. 1 point
    Wow! Jestem świeżo po przeczytaniu pierwszego z fików i przyznam, że mimo wielu dobrych opinii naprawdę mnie zaskoczył. "11:45 do Canterlotu" jest genialnym i szybkim oneshotem. Idealnie do poduszki! (Chociaż w sumie siedziałem przez niego do drugiej w nocy...) Fabuła jest wciągająca i już od pierwszych stron robi się ciekawie, co naprawdę jest sporym wyczynem. Charakter bohaterek jest tak dobrze napisany, że nawet z samych dialogów widać jaką mają osobowość, a także problemy. np. Pinkie ma nierówno pod sufitem, a Applejack to rasistka. Kupiłeś mnie rozmowami Rarity i AJ Podczas napadu, oraz strzelaniną z dynamitem w roli głównej (chociaż ten dynamit to kwestia sporna). A sam motyw autografów jest bardzo ciekawym pomysłem. Sam chętnie zrobiłbym coś takiego, gdyby tylko u nas na banki napadały takie szumowiny.
  14. 1 point
    Przeczytane "O szyby deszcz dzwoni". Za "Kresy" miałem zamiar zabrać się już dawno temu, ale zawsze coś stanęło na przeszkodzie. Tym razem dostałem dwa pierwsze opowiadania jako przydział i czas wymówek się skończył. Beware the spoilers! Albo i nie... Jestem pod wielkim wrażeniem. Zacznijmy od tego, iż wyjątkowo spodobało mi się umieszczenie akcji poza Equestrią. Fakt, iż Neighford jest na dodatek totalną dziurą tylko dodaje temu smaku. Sam wstęp, czyli dojście do władzy (części) rodziny Crusto i ogólny przegląd sytuacyjny miejsca akcji wciągnął mnie natychmiast. Poznałem też głównych bohaterów tego opowiadania i muszę powiedzieć, iż kreacje rozciągają się między bardzo dobrymi a mistrzowskimi. Do tych pierwszych zaliczyłbym Waltera, Glegię, Gleipnira, Fenrira i Henriettę. Każda z tych postaci jest interesująca na swój niepowtarzalny sposób. Jednocześnie udało się uniknąć powtarzania charakterów, każdy jest indywidualną jednostką, a wszelkie podobieństwa można z pełną satysfakcją złożyć na karb powiązań rodzinnych. Przy okazji dodam też, iż imiona młodego pokolenia to dla mnie jeden z najjaśniejszych punktów tego fanfika. Przyznaję, iż zastanawiam się czy nawiązanie do mitologii nordyckiej będzie głębsze i czy na przykład Glegia i Gleipnir "zwiążą" Fenrira? Z pewnością będę śledził losy tegoż nawiązania w dalszych opowiadaniach z serii. Przejdźmy teraz do kreacji mistrzowskiej czyli Alberta. Perfekcyjnie wykreowana postać, którą kocha się nienawidzić - pierwszym skojarzeniem z nim jest naturalnie Scrooge z Opowieści Wigilijnej. Może dalekim, ale jednak. Chyba nie było sceny w opowiadaniu, gdzie jego pojawienie się nie wzbudziłoby we mnie natychmiastowej i głębokiej antypatii. Może sobie do woli pierniczyć o ciężkich warunkach, dbaniu o miasto i przyszłość i pełnym stresów życiu. Nie zmienia to jednak w niczym faktu, iż za jego zachowanie najchętniej widziałbym go powieszonego na rzeźnickim haku. Obawa przed oskarżeniem o nepotyzm, my ass, na to jak traktuje brata, a później także bratanka nie ma najmniejszego wyjaśnienia czy usprawiedliwienia. A że jeszcze rozciąga takie zachowania na żonę i dzieci? Może sobie do woli bulgotać o "ważniejszych powodach", jak dla mnie mimo swoich osiągnięć jest absolutną zakałą rodu Crusto i nie wiem co musiałoby się stać w kolejnych opowiadaniach bym zmienił o nim zdanie i pozbył się jednoznacznie negatywnego nastawienia. Nie mówiłem, że jest mistrzowsko wykreowany? Jeżeli chodzi o samą fabułę, to chociaż nie ma w niej przesadnych fajerwerków, to jest interesująca, przesiana retrospekcjami, zawiera w sobie jedną czy dwie tajemnice i daje mnóstwo nadziei na kontynuację i rozwinięcie masy wątków. Naprawdę solidna robota i to wykonana z pomysłem. Od razu przejdę też do światotworzenia, które również uważam za doskonałe. Opisy Neighford to coś wspaniałego - można bez trudu wyczuć wiszącą tam w powietrzu desperację i poczucie beznadziei. Do absolutnej perfekcji brakowało mi jedynie nieco szerszego wyjaśnienia tego czym na przykład zajmuje się Albert, pewnego uszczegółowienia i opisania jego interesów, może nawet większego zagłębienia się w proces tworzenia i działanie jego manufaktury - ale to już prywatna preferencja, od zawsze uwielbiam tego typu opisy (idealnym przykładem jest obsługa klientów sklepu Wokulskiego w "Lalce"). Podsumowując fanfik jest mniód-malina. Z przyjemnością przeczytam kolejne i dowiem się więcej o sadze rodu Crusto. PS: Materiały dodatkowe, mapa i chronologia są na najwyższym poziomie, coś wspaniałego. PPS: Mam też drugi fanfik z Kresów przydzielony, możliwe więc że będę edytował ten komentarz, by dodać wrażenia po nim, jeżeli nie upłyną 24 godziny Edit: To jeszcze do pierwszego fanfika - sposób w jaki Henrietta toleruje wyskoki męża stoi mi marchwią w gardle i belką w oku. Z jednej strony można zrozumieć mocno niekonfrontacyjne podejście, jednak z drugiej nie wydaje się ono najlepszym wyjściem. Mam nadzieję, iż w końcu, w jakieś sprawie porządnie ustawi go dupą do wiatru. Edit 2: No i nie wyszło przeczekanie 24 godzin, przeczytałem pierwszą część "Poznając nowy świat". Beware the spoilers! Albo i nie... (ponownie) Postanowiłem machnąć komentarz na gorąco, zaraz po skończeniu lektury. Tym razem dostałem sporo informacji o Gleipnirze i muszę powiedzieć, iż nie jest on moim faworytem do zostania ulubionym kucem serii. Oczywiście nie mam zastrzeżeń do samej kreacji postaci, to stoi nadal na bardzo wysokim poziomie, po prostu jakoś mi on nie leży. Nie zmienia to faktu iż z wielkim zaintersowaniem śledziłem najpierw jego próby pracy w kuźni, a następnie przemyślenia przed wyjazdem do Equestri i jestem bardzo ciekaw co z tego wyniknie. Mogę się założyć, iż jego wizja krainy mlekiem i miodem płynącej okaże się mrzonką i roztrzaska w interakcji z rzeczywistością. No, może nie cała, ale spore jej kawały z pewnością zostaną odłupane przez prozę życia. Zobaczmy. Z równie dużym zainteresowaniem śledziłem zmianę zachowania głównego antagonisty (w mojej ocenie) czyli Alberta. Wszystko wskazuje na to, iż nie jest zupełnie pozbawionym uczuć skurwykucem, ale póki co musi się jeszcze napracować by pozbyć się mojej antypatii - ta nadal jest w rozkwicie. Natomiast z wielką radością powitałem opisy prac w jego manufakturze, a także więcej szczegółów dotyczących prowadzonych interesów - to jest to co Dolary lubią najbardziej! Pod tym względem jestem całkowicie kontent. Henrietta tym razem nie wywarła na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia, chociaż trzeba przyznać, iż jej rola miała w fanfiku fundamentalne znaczenia - w końcu przekonała małżonka do wysłania syna do Equestrii. Jestem ciekaw jakich to rad udzieli mu w drugiej części opowiadania. Swoją drogą poruszę jeszcze jedną kwestię, jaką jest młody wiek Gleipnira. W pierwszej chwili uznałem, że są walnięci w czerep, żeby takiego smarkacza puszczać samopas, ale potem przyszło zastanowienie - w końcu na dobrą sprawę czasy wydają się przedindustrialne, o ile nie wręcz średniowieczne - przynajmniej w Cevalonii. Tak więc mamy tu do czynienia z typowym oddaniem dziecka do terminu - ba! W nawet dość zaawansowanym wieku jak na ucznia. Nadal moją ulubioną postacią pozostaje Glegia, mimo iż prawie jej w opowiadaniu nie ma. Nie wiem czemu, ale złotowłosa wydaje się absolutnie najsympatyczniejsza, a poza tym uważam, iż to właśnie ona, z całej swojej rodzinki, najpewniej stąpa po ziemi i ma najmądrzejszy łeb na karku. Z zaintrygowaniem czekam na jej kolejne przygody. To by było na tyle, zabieram się za drugą część i pewnie będzie kolejny edit Edit 3: Przeczytana druga część "Poznając nowy świat" Beware the spoilers!!! Albo i nie... (Papuga, ty już dobrze wiesz co...) Nie było opcji odczekania, fanfik wciągnął mnie tak, że musiałem od razu przeczytać drugą część. I się nie zawiodłem, oj jak ja się bardzo nie zawiodłem. Już sama podróż była ciekawa, ale to absolutnie nic w porównaniu do wrażeń Gleipnira po przybyciu do Fillydelphi. Opisanie tego jak odkrywa kolejne różnice kulturowe było idealne. Bardzo mi się spodobało, iż dotyczyło to absolutnie prozaicznych spraw, jak choćby innego jedzenia, innych zasad, czy wreszcie zupełnie innego poziomu opieki. Trochę zdziwiło mnie iż ot tak mógł otrzymać equestriańskie obywatelstwo, no ale to w końcu przyjazna kraina, więc może ma to głębszy sens. Nieco więcej konsternacji wzbudziła we mnie technologia występująca w Equestrii. O ile Cevalonia jak pisałem wcześniej wydaje mi się państwem/zbiorem państw przedindustrialnym, gdzie nawet zegarek jest sensacją, to Equestrię początkowo zaklasyfikowałem jako epokę quasi-wiktoriańską. Musiałem nieco zrewidować ten pogląd kiedy do akcji wszedł aparat Röntgena i teraz oceniam, jako że urządzenie jest powszechne, na odpowiednik pierwszych dwóch dekad XX wieku. Z pewnym zdziwieniem zauważyłem, iż przemyślenia Gleipnira z pierwszego rozdziału nie zostały natychmiast brutalnie stłamszone. Equestria naprawdę okazała się krainą cudów. Przynajmniej na początku i w jego oczach. Nic więc dziwnego, iż z całych sił starał się wypaść we wszystkim jak najlepiej. Przyznam, iż obawiałem się, że będzie z niego jakiś geniusz co to testy wyśrubuje na maksymalny poziom i ogólnie uważany będzie za reinkarnację Merlina czy innego Starswirla. Tu na szczęście moje obawy okazały się nieuzasadnione, a egzaminy zdecydowanie młodemu nie poszły. I tu z kolei pięknie wychodzi jego charakter. Jakby na to nie patrzeć, Gleipnir, póki co wydaje się kucykiem słabym. Nic dziwnego patrząc na jego wcześniejsze losy, ciekaw jestem jednak jak sobie z tym w dłuższej perspektywie poradzi, szczególnie iż już natrafił w internacie na niechęć, podbudowaną klasycznym rasizmem. To może być naprawdę ciekawy wątek. No, ale zapewne więcej o tym się dowiem z kolejnych opowiadań. A przy okazji - zaczynam zauważać (dzięki podpowiedzi Verlaxa) nawiązania do Heroes of Might&Magic 3. Za to należy się dodatkowy bonus Podsumowując - póki co jest fenomenalnie i jeżeli seria utrzyma ten poziom, to widzę głos na [EPIC] w niedalekiej przyszłości.
  15. 1 point
  16. 1 point
    Przeczytane. Beware the spoilers! Albo i nie... Pierwszy fanfik ze styczniowego przydziału okazał się być czymś, lekkim i przyjemnym. Stanowi doskonały przykład na to, jak przyjemną historię można opowiedzieć, jeżeli połączy się zakutego łba, mieszającego się w nie swoje sprawy, jego misję, postacie epizodyczne, konflikt drugoplanowy, no i przede wszystkim mordobicie w knajpie. Chociaż to ostatnie było o wiele krwawsze niż na początku się spodziewałem i niż wydawało mi się właściwe - przynajmniej na pierwszy rzut oka. Na szczęście drugi rzut oka na dalszą część tekstu ujawnił, iż to wiedźma (tak, napisałem to celowo) niejako podgrzała atmosferę, stąd i zwały trupów. Jeżeli chodzi o stronę fabularną, to tak naprawdę za dużo się nie dowiedziałem - w fanfiku mamy jedynie skrawki świata i jego historii - i nie jest to najmocniejsza strona Paladyna. Ale i tak jest dobra, mimo że stanowi wyłącznie tło dla szybkiej, brutalnej akcji. Na specjalną pochwałę zasługuje sam opis walki - ciągnął się stronami, jednak przez swoje tempo i ilość uczestników nie nudził ani nawet nie nużył - kończyłem czytanie z taką samą satysfakcją z jaką zacząłem. Jedyne faktyczne zastrzeżenie jakie mam to używana broń. Halo, panie to karczma jest. Ciasno, stoły, belki, szynkwas i inne pierdoły. Gdzie tam miejsce do wymachiwania dwuręcznymi mieczami? Toż tylko kompletny kretyn (ukłon w stronę głównego bohatera) wybrałby taki sprzęt do walki w takim środowisku. Doświadczony morderca, jak Rubin, z pewnością zdecydowałby się na coś poręczniejszego, szybszego i zdradliwego. Ale jak pisałem, to jedyne zaskoczenie. Na głównego bohatera nie mam zamiaru kurwić, ponieważ sam tytuł fanfika zdradził z kim będę miał do czynienia. A jak wcześniej napisał Verlax, paladyni są "Lawful Stupid". Na dodatek prezentują cechę, za którą ich zdecydowanie nie cierpię, a która tu została pięknie przedstawiona. Mianowicie razem ze swoimi świętoszkowatymi zasadami wpieprzają się w nieswoje sprawy, niezależnie od tego czy ktoś ich o to prosi czy nie. I zwykle jeszcze ich się za to chwali, czego już kompletnie nie mogę zrozumieć. A jednak, chociaż zwykle życzę im szybkiego zgonu, tutaj miałem nadzieję, iż główny bohater przeżyje. Dlaczego? Bo teraz będzie musiał żyć ze świadomością, że krew jaka zrosiła podłogę i ściany karczmy jest w całości na jego kopytach. Gdyby nie mieszał się w nieswoje sprawy, a od razu przystąpił do konfliktu z czarnoksiężniczką, to może nie doszłoby do ogólnego mordolania i tylu śmierci. Ale tego nie zrobił i musi żyć z tym ile trupów padło z jego winy. I oby żył z tym jak najdłużej. Bardzo dobry fanfik, mam nadzieję, iż inne w tym uniwersum też się pojawią. Takich więcej!
  17. 1 point
    Skoro jest to pisarski debiut, to muszę przyznać, iż naprawdę nie poszło źle. Teraz tylko szlifować umiejętności i będzie tylko lepiej :D. Co do prereadera/korektora, to jest tu w dziale temat gdzie można o kogoś takiego pytać, można też wejść na discorda Klubu Konesera Polskiego Fanfika i tam łowić chętnych. Powodzenia
  18. 1 point
    Lul, właśnie siedzę na przerwie, a na przeciwko mnie jakaś pracownica ogląda na telefonie "Smoczego Księcia"
  19. 1 point
  20. 1 point
  21. 1 point
    Przeczytany rozdział VI. Beware the spoilers! Albo i nie... I kolejny rozdział z Night Shadow w roli głównej. Szczerze mówiąc liczyłem że tym razem trafią się jakieś polityki, intrygi i tym podobne łakocie i witaminy. Zamiast tego dostałem marsz przez las, ćwiczenie czarów i lekcję o historii Alikorngardu. I też jestem bardzo zadowolony, bo zostało to podane w naprawdę dobrej formie. I było wybitnie ciekawe, przynajmniej dla mnie. Ładny kawałek światotworzenia, który pięknie podkreślał różnice istniejące między królestwami, a jako bonus poznałem historię Bastard Spella. I muszę powiedzieć, że tym chętniej czekam teraz na przygody w przeklętym mieście. Z innych kwestii to z podszytym irytacją rozbawieniem obserwowałem pokazy charakteru Night Shadow. Ten jej rasizm i odruchowe wywyższanie się i uznawanie za resztą jest komicznie uroczy. Szczególnie, iż reszta kompanii ma na to kompletnie wywalone, chyba że młoda zaczyna przesadzać. Podoba mi się jak pokazano dynamikę tej grupy, choć mogłoby być tego nieco więcej. No i wszystkie remasterowane rozdziały za mną. Teraz pozostaje czekać. Fajne xd. Pisz dalej. PS: Doigrałaś się tym tekstem o kucach ziemskich! Moja fanfikowa zemsta będzie straszliwa!
  22. 1 point
    Przeczytany prolog i rozdział I. Beware the spoilers! Albo i nie... Przy lekturze poczułem się jakbym wsiadł w wehikuł czasu i przeniósł się w okolice roku 2013-2014. Dlaczego? Ponieważ zarówno styl jak i historia bardzo mocno mi się kojarzy z opowiadaniami, których w tamtym okresie było na pęczki. Motyw rogato-skrzydlatej klaczki znalezionej w lesie to klasyk absolutny. Z tym że zwykle zajmowała się nią Twilight czy inna Luna a nie Starswirl. Jeżeli chodzi o styl... cóż, powiedzmy sobie szczerze iż nie jest on najlepszy. Z drugiej strony nie ma tragedii, widziałem mnóstwo o wiele gorzej napisanych opowiadań. Tutaj ma się wrażenie jakby na papier/ekran przelewano pojawiające się głowie myśli, jedna za drugą. Nie jest to zły pomysł, tylko później należy przejrzeć to co się przeczytało i poprawić to tak, by w tekście stanowiło płynną całość a nie zdania posiekane siekierą. Zdecydowanie polecam znalezienie prereadera lub korektora - oni nie gryzą, są wielce pomocni i z zasady podnoszą jakość tekstu. Sama historia specjalnie mnie nie porwała, ponieważ jest w niej sporo luk. Starswirl wychowyał Black Ice po czym sobie poszedł. Sama BI najpierw była miłym źrebakiem, po czym ni z tego, ni z owego wyrosła na totalną socjopatkę która nienawidzi... no właśnie. Kogo ona nienawidzi? Z tekstu wiemy że chodzi o klacz, jednak nawet sama bohaterka nie potrafi nam nic powiedzieć o swojej antagonistce - nie wie kim jest, jak się nazywa czy nawet do jakiej rasy należy. Niestety występują też początki Mario-Zuzannizmu, gdyż tutejsza IMBA (Irracjonalnie Mocny Biały Alicorn) wszystkie umiejętności opanowuje perfekcyjnie, a jak rzuca zaklęcie na śnieg to lepi z niego żywą klacz, którą mianuje swoją siostrą. Na dodatek uczy ją wszystkiego i ta także zaczyna przejawiać syndrom M-Z. W końcu ruszają na poszukiwania złej, przezłej klaczy i trafiają w okolice wiochy znanej jako Canterlot. W rozdziale poznajemy ultraciekawską Happy Hours i jej obdarzoną iście anielską cierpliwością matkę. Musze powiedzieć iż perypetie młodej najbardziej przypadły mi do gustu, czytało się je przyjemnie, mimo nadal występującego stylu siekanego. Była zwyczajnie sympatyczna i to pomimo, że przechodziła właśnie okres dzieciństwa sygnowany słowem "Dlaczego?", który jest wyjątkowo irytujący dla całego otoczenia, przyrody i Wszechświata. I wszystko byłoby fajnie gdyby nagle nie pojawiły się dwa alicorny przerabiające miasteczko na lodowe szaszłyki. Koniec końców coś tam wybuchło i Happy Hours uznała, że zabiorą jedną z alicornic do domu. Co mnie rozbawiło - napisano to tak, jakby jej matka zrobiła córci prezent z destrukcyjnego alicorna, a to z kolei wskazuje na fakt iż w Canterlot w pełni usankcjonowane jest niewolnictwo :D. Podsumowując - jeżeli przepuścić tekst przez żarna korekty i może nieco przemyśleć następujące po sobie wydarzenia, to powinien być to całkiem ciekawy fanfik. Życzę powodzenia czy to w ewentualnych przeróbkach czy w kolejnych projektach.
  23. 1 point
    Przeczytane'd. Opowiadanie bardzo mi się podobało. Miło było po tych wszystkich martinowskich, pełnych spisków i zdrad powieści fantasy wrócić do klasycznej, niemalże dedekowej opowiastki o paladynie na krańcu świata (z niewielkim dodatkiem Diablo). Strona techniczna jest bez zarzutu, znalazłem raptem jedną literówkę.
  24. 1 point
  25. 1 point
  26. 1 point
    Przeczytane, wiec pora na kilka słów. Zacznę od strony technicznej, bo to prostsze. Ogólnie, jest na wysokim poziomie. Widać, że autorka wie co robi, gdyż poza daniem nam dobrej jakości formy (choć zdarzyło się kilka błędów), bawi się też samą budową dokumentu, stosując w kilku miejscach duże odstępy miedzy akapitami, oraz raz, czy dwa, większą czcionkę. Zazwyczaj mam co do nich wątpliwości, ale tu spełniają swoje zadanie, wpływając odpowiednio na szybkość czytania. Więc forma, choć na pierwszy rzut oka może dziwić, jest dobrze skrojona. Przejdźmy zatem do treści. Uwaga, może zawierać spoilery, co w tym fiku może szkodzić. Fik bierze na warsztat problem śmierci i długowieczności. Przyjmuje dość tradycyjną, moim zdaniem, narrację, mówiącą, że długowieczność na dłuższą metę nie jest fajna i wywołuje masę cierpienia, bo patrzysz jak świat przemija, a przyjaciele i rodzina powoli odchodzą do krainy wiecznego patatajania. Nie jest to moja ulubiona opcja, ale muszę przyznać, ze tu jest zrealizowana bardzo dobrze. Powiedziałbym wręcz, że bardzo, bardzo dobrze. Z dbałością o nawet takie detale, jak tytuły rozdziałów, czy ich długość. Fanfik skupia się głównie na księżniczce Twilight i jej rekcjach na upływający nieubłaganie czas. Widzimy jak reaguje na śmierć swoich przyjaciółek jak wyrzuca Starlight z zamku, za jej zachowanie, czy jak rozmawia z Celestią, po której widać upływający czas. Właśnie, czas. Zacznę od tego, że nie zgodzę się, że Mane 6 umierają młodo. Myślę, ze to raczej z perspektywy Twilight umierają młodo. Biorąc poprawkę na tytuły rozdziałów i ich rozmiar (to w tym fiku ma pewne, olbrzymie znaczenie), jestem skłonny powiedzieć, że w fiku mija wiele lat. Owszem, mane 6 nie osiągają późnej starości, ale nie odniosłem wrażenia, by umarły koło dwudziestki. Ale to nie jest aż tak bardzo istotne, bo wszystkie wydarzenia związane z niealikornami, mają tylko pokazać, moim zdaniem, upływ czasu z punktu widzenia istot niedługowiecznych. Ważniejsze jednak są relacje Twilight i Celestii, w różnych stanach. Jak już moi poprzednicy zauważyli, tytuły rozdziałów oznaczają kolejne cykle z życia gwiazdy. Z kolei długość i budowa rozdziałów mają oddawać aktywność i czas trwania danego cyklu z życia gwiazdy. Astronomia to nie moja bajka, wiec powstrzymam się od tego, by jakoś się nad tym skupiać. Zamiast tego, powiem o czymś innym. O tym, jakie emocje wywołało u mnie czytanie tego. Każde słowo, każda myśl Twilight zdawały sie być dokładnie przemyślane. Widziałem jak Celestia leży na łóżku i się śmieje, mimo, że widzi nadchodzący koniec (na który poczeka dziesięć, sto, tysiąc lat?). Byłem wielce zszokowany, gdy Twilight paliła książki. Książki, które ukochała, które przypominały jej o wielu rzeczach z przeszłości i o wielu kucykach. Z zapartym tchem pochłaniałem wizję szalejącej Twilgiht, która jakby, przy pomocy herbatki, chciała przedłużyć żywot Celestii, chociażby o dzień. Czytając jak Celestia błaga Twilight o śmierć, zastanawiałem się, czy to pierwszy raz? Czy to pierwsza Celestia? Czy może jakaś inna uczennica Celestii została Celestią i teraz Twilight zostanie Celestią? Tak też od ostatniej i chyba jedynej rozmowy z Luną, zastanawiałem się, czy Luna była tylko jedna, czy może też się rodzi nowa (na przykład z resztek słońca)? Prawdą jednak jest, że księżyca nie widać bez słońca, jednak on wciąż istnieje. Wiele pytań budzi też Discord. Można by rzec, ze zachowuje się normalnie i nie będzie to kłamstwem, ale ma on tu większą rolę. Najpierw, moim zdaniem, próbuje on przekonać Twilight do swoich idei, w brutalny sposób. Zaś pod koniec, demonstruje potwierdzenie dla tego, co przedstawiał wcześniej, a czego Twilight nie do końca chciała przyjąć do wiadomości. Fik ten pełen jest metafor, co sprawia, ze nie łatwo się go komentuje i nawet po lekturze pozostaje wiele pytań i wiele miejsca do dyskusji. Jak chociażby kolejna kwestia, której nie podjąłem jeszcze. Mianowicie, ile z tego jest snem Twilight, a ile rzeczywistością? Wszakże nic nie jest powiedziane na pewno? Podsumowując, ten fik jest specyficzny. Jego konstrukcja, ilość metafor i sposób prowadzenia narracji skłaniają do wolniejszego czytania i głębszego zastanawiania sie nad czytaną treścią. Moim zdaniem, takie wykonanie nie jest najłatwiejsze, ale tu to działa. Co więcej, działa, dając czytelnikom solidne i wyróżniające się z tłumu dzieło. moim zdaniem, zasługuje na Epic i na poświecenie mu uwagi. Zdecydowanie warto. To bardzo dobry fik.
  27. 1 point
    Zakończmy maraton najnowszym tłumaczeniem od Królewskich Archiwów Canterlotu i zarazem całkowitym novum w dziale opowiadań. Jest to świąteczny komiks, tematycznie wpisany w uniwersum „Equestria Girls”, który podejmuje – a jakże – wątki związane ze świętami, rodziną, przyjaźnią, ale przede wszystkim z przebaczeniem, przy jednoczesnym zwróceniu uwagi na to, że w ten szczególny czas nikt nie powinien czuć się pominięty. Całkiem ładny tytuł, łatwo go zapamiętać, a ze świadomością, że to historia świąteczna, z samego brzmienia można nabrać wrażenia, że będzie to coś nostalgicznego, nastrojowego Cóż, dla młodszego odbiorcy, zapewne będzie to ilustrowana historyjka, niosąca ze sobą magię świąt w nie gorszym stylu niż stare bajki na kasetach VHS, które oglądało się zawsze, gdy za oknem sypał śnieg, wiał zimny wiatr, światełka na drzewach, budynkach i na wystawach świeciły całymi nocami, a w rodzinnym zaciszu nie brakowało przystrojonej choinki i innych ozdób, nie wspominając o prezentach, tłoku wynikającego z odwiedzin rodziny, no i podniecenia związanego z oczekiwaniem na wigilijny wieczór Ech, co ja wypisuję – przecież dzisiaj dzieciaki nie oglądają bajek, tylko grają w Minecrafta. A rodziny nie spotykają się tak licznie, bo wszyscy mają siebie dosyć nawzajem Taa, zdecydowanie nie jestem młodszym odbiorcą. Czar dzieciństwa dawno prysnął, jestem wszystkim zmęczony, twardo stąpam po ziemi, bywam cyniczny. Ale czy to znaczy, że nie mam szans cieszyć się komiksem? Okazuje się, że nie, nic z tych rzeczy. Chociaż to już jakiś czas po świętach, stroik stoi u mnie nadal (zresztą, stał cały poprzedni rok, bo sobie tak postanowiłem i wcale nie jestem leniwy ), a śnieg pada dopiero od niedawna, wprawdzie nie w tak oszałamiających ilościach jak np. 25 lat temu, ale to mi w pełni wystarczyło, by jeszcze poczuć cokolwiek wyjątkowego, związanego z zimą, świętami. Przedłożony na język polski komiks jest oczywiście cukierkową, bajkową opowieścią, acz nie tak do końca oderwaną od współczesnej rzeczywistości, no i zresztą owa cukierkowość i naiwność mogą przecież nieść coś pocieszającego, miłego, pozytywnego, zwłaszcza obecnie. No i chyba niekiedy samo potrafi to pomóc w sprawach nastrojowych, ogólnie. W skrócie – przeczytałem z przyjemnością. Motyw z mediami społecznościowymi zaleciał mi nawiązaniem do cyberstalkingu, przez co komiks nabiera nuty powagi, no i zachowuje aktualność, czyli bardzo dobrze. Całokształt historii okazał się czymś, co mogłoby zostać zrealizowane w ramach oficjalnej animacji, możliwej do obejrzenia jako telewizyjny special. Ale tego chyba należało się spodziewać, skoro to nie jest komiks fanowski, ale oficjalne wydawnictwo No właśnie, chyba nie ma sensu rozwodzić się nad kreacjami bohaterek, pomysłami oraz ich realizacją, wkładem do kanonu, czy też oceniać, jak się to ma do filmów, co nie? Przejdę zatem do historii, z miejsca czepiając się pewnej rzeczy. Mianowicie, akcja komiksu rozgrywa się po „Rainbow Rocks”, tak? Hm, najwyraźniej musi, skoro to zima. W takim razie, skąd zdziwienie Sunset Shimmer, że „to właśnie się robi na piżamowych imprezach”? Albo tekst, że „nie robiłam czegoś takiego już od dawna”? Przecież to na pewno nie jest jej pierwszy raz. Przecież już była na piżamowej imprezie, Twilight próbowała wtedy pisać przeciwzaklęcie. Ech, Alzheimer skubany, zbiera żniwo wśród coraz młodszych. Ale przynajmniej dzięki temu Sunset będzie mogła przeżywać pierwsze piżamowe imprezy wielokrotnie W sumie, opowiadanie otwiera rozmowa z Applejack, z której wynika, iż Sunset od bardzo dawna nie miała okazji cieszyć się prawdziwie rodzinną, ciepłą wigilią, jako, że nawet w Equestrii nie trzymała się zbyt blisko swoich. Poruszona tą opowieścią Applejack, jako że rodzina jest dla niej czymś szczególnie ważnym, postanawia wraz z dziewczynami zorganizować nie jedną, ale aż pięć piżamowych imprez, z czego ostatnia będzie mieć miejsce na rodzinnej farmie. Tam też – mały spoiler – zostanie wygłoszony finalny morał historii, aczkolwiek, ja wyciągnąłem z komiksu swój własny morał, który brzmi: zawsze blokuj swój telefon. Zawsze! I niech robi fotki temu, kto próbował go odblokować ostatnim razem. Może pomóc w śledztwie. No tak, ale o co chodzi z tym telefonem, zapytacie? Otóż, jak wiecie, współczesne smartfony umożliwiają nie tylko rozmowy, ale także wykonywanie zdjęć oraz nagrywanie filmów, że nie wspomnę o dostępie do internetu, ale co się stanie, gdy jakiś ktoś celowo doprowadzi do wycieku niezręcznych sekretów, na przykład na jakiś portal społecznościowy, gdzie wszyscy uczniowie będą mogli to zobaczyć? Niewykluczone, że będzie to kość niezgody, która podzieli nawet najbliższe przyjaciółki, ale komu mogłoby na tym zależeć? Ano tutaj do akcji wkracza tajemnicza Panna Nikt. W gruncie rzeczy, historyjka jest całkiem wciągająca, aczkolwiek nie wydała mi się zupełnie świeża. Miałem wrażenie, że gdzieś już widziałem podobny motyw z cyberstalkingiem. Przez moment troszkę się zmartwiłem, gdy Twilight Sparkle zaczęła pisać o Windigo, miałem nadzieję, że nie to okaże się źródłem przedstawionego konfliktu w komiksie. Dlaczego? Bo coś mi to przypominało, toteż takie rozwiązanie byłoby w mojej opinii odtwórcze, głównie w stosunku do drugiego filmu. Ale rozwiązanie, które poradziła Twilight... chociaż nie trzeba było mierzyć się z żadnym Windigo, poskutkowało i w sumie podobało mi się rozwiązanie wątku, chociaż nie ma co się oszukiwać – było to przewidywalne. Zajęło mi trochę czasu odgadnięcie tożsamości Panny Nikt, ale... Najważniejszym przesłaniem jest oczywiście samo zakończenie. Fakt, rodzina zawsze się może powiększyć, ale podobało mi się to, że w sumie wydźwięk był taki, że rodziną mogą być również najbliżsi, prawdziwi przyjaciele, których każdego roku może być coraz więcej i więcej. Czyli nie tylko więzy krwi, ale również więzy emocjonalne. Było to bardzo miłe i wspaniale współgrało z tematyką świąteczną. Aż szło zapomnieć na moment o własnych problemach, toteż doceniam Fajnie, że w międzyczasie dzieją się różne rzeczy, w ogóle, że sam początek ma w sobie coś smutnego, przedstawiając główny problem, który jednak odpowiednio szybko zostaje przykryty przez wątek Panny Nikt i jej internetowej działalności. Zaczyna się niewinnie, ale rozkręca bardzo sprawnie. Ciekawe wspomnienie z Applejack i świniami, ale... DAMN, jak tam musiało śmierdzieć Co ona, od małego lubi w brudzie i smrodzie siedzieć, a teraz pozwala sobie lakierować paznokcie? Cóż, słodka, dziecięca niewinność i nieświadomość, jak sądzę. Nie no, to rzeczywistość kreskówkowa, tam pewnie nie istnieją takie kategorie. Radosna zabawa w błotku z przyjaznymi świnkami, tylko tyle. Ale nie mogli wymyślić czegoś takiego, że za małolata zbierała jajka od kur i taki miała sposób na te kury, że wołali na nią „chicken”? O ile się nie mylę, mówi się tak na tchórzy (byłoby to poniżające dla kogoś o charakterystyce Applejack), wprawdzie wtedy z tłumaczeniem mógłby być mały problem, ale przecież bez wyzwania nie ma zabawy, no i zawsze pozostaje „trzęsikuper” "Prosiaczek" bardziej byłoby obraźliwe dla Rarity, bo grube i taplające się w brudzie, tak mi się zdaje Jeśli chodzi o kreskę, to cóż, jest to dla mnie coś nowego (Efekt zbyt częstego czytania mang. W sumie, początkowo próbowałem to czytać od prawej do lewej, odwrotnie, ale prędko się ogarnąłem.), ale w sumie komiks wyglądał całkiem w porządku. Inaczej, niż oryginalny, filmowy styl, nieco bardziej uniwersalnie, ale nadal kolorowo, cukierkowo, co do projektów postaci, scenerii itp. nie mam zastrzeżeń. Ekspresje w porządku, chociaż momentami efekt był taki, że znane bohaterki sprawiały wrażenie starszych, czasem wydały mi się lekko... oszpecone to może za mocne słowo, ale sprawiały wrażenie mniej urodziwych. Smutne ekspresje Sunset, gdy dziewczyny oskarżają ją o bycie Panną Nikt, potrafiły być deczko przejmujące. W sumie, troszkę szkoda, że nie przewinęli się rodzice poszczególnych postaci, jedynie babcia Smith, początek komiksu dał taką nadzieję, byłem ciekaw jak będą wyglądać w tym stylu. Ano, była Maud, musiała być. Nie ma sprawy, ale jestem pewien, że to ser ściekał z pizzy No, ale tak czy owak, rysunki miłe dla oka, kolorki jasne, ale bardziej stonowane w stosunku do filmu, generalnie przyjemnie się na to patrzyło, no i trzeba docenić pracę Królewskich Archiwów, gdyż tłumaczenie komiksu nie sprowadziło się wyłącznie do podmianki tekstów w dymkach, czasem trzeba było sobie poradzić z komiksowymi onomatopejami, które występowały bezpośrednio w kadrach, nierzadko przysłaniając określone postacie czy elementy otoczenia, zgaduję, że to już nie jest taka prosta sprawa. Podobnie, jak portal „Nasza Stajnia” (fantastyczne nawiązanie ). Generalnie, w tej nieoficjalnej, polskiej, wersji, wszystko wygląda świetnie, niewtajemniczony gość mógłby odnieść wrażenie, że to oficjalna lokalizacja na rynek polski, tak profesjonalny okazał się efekt końcowy. Brawo! A samo tłumaczenie? Bez zarzutu. Dialogi były naturalne, pasujące do bohaterek, najwyraźniej niczego nie straciły w wyniku translacji. Zero dziwnych szyków, zero poważniejszych błędów, wszystko mieściło się w dymkach, czytało się to wartko, aczkolwiek zastanawiam się, czy nie przydałaby się także forma magazynu na Issuu, a'la Equestria Times, dla wygody... Rozumiem, że pierwotnie tłumaczenie miało się ukazywać odcinkami, ale obecnie, takie rozwiązanie zaoszczędziłoby troszkę czasu, który przy wersji na dA trzeba poświęcać na scrollowanie, klikanie, ładowanie, powiększanie itd. Zaznaczam, że nie mam wiedzy, czy dA oferuje podobną opcję, w sumie, to jednocześnie odpowiedź dlaczego nie ma moich komentarzy do stron właśnie tam – ten nowy DeviantArt średnio mi się podoba, jest powolny, nieintuicyjny, nie obsługuję go, bo nie umiem i nie dam rady. Od czasu do czasu coś tam wrzucę, ale naprawdę, brak mi chęci, by się go nauczyć od nowa. Klasyka – próbowano naprawić to, co nie było popsute Ale serio, powinienem coś tam pokomentować, wiem. Zwłaszcza, że Lyoko troszkę się naprodukował przy opisach poszczególnych stron. W każdym razie, jest to bardzo ładny prezent świąteczny, dość nietuzinkowy, do tego przygotowany z dbałością o detale, nie można odmówić ekipie zaangażowania, czy godnego podziwu zapału, gdyż, jak dobrze rozumiem, wprawdzie nie wszystko poszło w pełni zgodnie z planem, ale udało się wypuścić komiks przed świętami, w odcinkach. Gratuluję i zazdroszczę Wprawdzie już po świętach, ale skoro nadarzyła się okazja, złożę szanownym Archiwom życzenia, by nigdy, przenigdy nie musiały walczyć z tzw. piekłem deweloperskim i by kolejne projekty trzymane były w bezpiecznej odległości od tego miejsca, no i by jak najszybciej trafiały na łamy forum, gdyż to zawsze ogromna przyjemność, móc sprawdzić nowe tłumaczenie, jak się okazuje, nie tylko zwykłego fanfika. Póki w jakimś sensie funkcjonujemy na oparach minionych świąt, warto zajrzeć i przekonać się na własne oczy, co to za historyjka. Myślę, że jeszcze da się złapać odpowiedni nastrój. Nie polecam czytać w wiosnę, czy lato, zwłaszcza, jeśli będzie parno, upalnie. To pozycja w sam raz na święta, zimę, chłodne dni, długie noce, wtedy to zapewne klimat w pełni rozwinie skrzydła. No, chyba, że nie robi to Wam różnicy. Tak czy inaczej, ogromne dzięki, wszystkiego dobrego i powodzenia przy następnych produkcjach oraz projektach!
  28. 1 point
    Witajcie! Boże Narodzenie coraz bliżej, więc przyszedł czas, by zaprezentować (i sprezentować) Wam tegoroczny świąteczny specjal Królewskich Archiwów Canterlotu. Jest nim tłumaczenie komiksu osadzonego w świecie Equestria Girls (po "Rainbow Rocks", a przed "Igrzyskami Przyjaźni"), od IDW. Prawdę mówiąc, zamierzaliśmy to wypuścić już w zeszłym roku, ale mieliśmy problemy kadrowe w gronie grafików... no, najważniejsze, że w końcu wyszło. I żeby była jasność – gdyby od początku istniało oficjalne tłumaczenie, nawet byśmy się nie brali za ten komiks, bo nie byłoby potrzeby. Gdyby jakimś cudem Egmont uznał, że jednak warto się nim zająć, i wydał go po polsku przed nami, nasza wersja stanowiłaby jedynie ciekawostkę i propozycję alternatywnego przekładu... ale jest, jak jest. Zresztą może ci z Egmontu się kiedyś ogarną i to oficjalnie przetłumaczą. Tak czy inaczej, oto kompilacja okładek i creditsów w dwóch wersjach (tj. twórców i naszej ekipy) stworzona przez @WierzbaGames: W fandomie zagranicznym oryginał (do kupienia na stronie IDW) jest znany jedynie jako "Equestria Girls Holiday Special 2014". W nazwę tematu wpisałam natomiast nieoficjalny tytuł, pod którym komiks funkcjonuje w Archiwach, a który odnosi się do jego najważniejszego wątku. Jest to ponadto opowieść o wartości rodziny i przyjaźni, o dążeniu do prawdy... i o pewnym bardzo niepokojącym zjawisku społecznym. Żeby już nie przedłużać – oto link do folderu w galerii Archiwów. A że strony ułożone są od najnowszych do najstarszych, a my przecież nie chcemy, żeby ktoś się zgubił, łapcie jeszcze okładki w większej rozdzielczości i pierwszą stronę fabuły. Przez następne 7 dni, aż do 23 grudnia włącznie, spodziewajcie się aktualizacji. A na razie życzę Wam miłej lektury pierwszych 7 stron.
  29. 1 point
    Przebrnąłem przez polską wersję fanfika, konkretniej przez wersję udostępnioną na Archive of Our Own, gdyż poszczególne rozdziały „Nocnego Tańca” w wersji Google Docs zwracały komunikat, że plik może zostać wkrótce usunięty. Radziłbym właścicielowi plików (nie wiem, czy właścicielem jest Lyokoheros, który to przetłumaczył fanfik, czy też szanowna Midday Shine, która była uprzejma aktualizować ów wątek), by to sprawdzić, szkoda by było stracić jakieś pliki. Jak wiemy, Google uwielbia świrować, człowiek niczego nie może być pewien. Powoli przechodząc do meritum, miałem w związku z tym fanfikiem niemałe obawy. Nie z uwagi na alternatywne uniwersum – jestem bardzo otwarty na różne autorskie koncepcje, nie tylko mroczniejsze, ale także bajkowe, cukierkowe – nawet nie za sprawą tematyki romantycznej, bo przecież sam eksperymentowałem w tagiem na „r”, nie uważam siebie za człowieka szczególnie emocjonalnego, z reguły jestem odporny (w sensie, niezbyt mnie poruszają) na romanse. Opowiadania smutne, refleksyjne, niejednoznaczne, to co innego. W praktyce zależy od przypadku, czyli od tego, o czym jest opowiadanie, jak jest napisane, jak są wykreowane postacie, co robią, w jaki sposób autor bądź autorka dawkuje informacje, co jest realizowane po staremu, a co po nowemu – to nie ulega wątpliwości. Trudno wyznaczyć obiektywne, ogólne ramy dla każdego możliwego opowiadania, gdyż ich wykonanie zwykle jest zupełnie różne od siebie, a i nierzadko dochodzą do tego czynniki subiektywne, wynikające z własnego gustu, upodobań, wyobrażeń, czy słabości. Nie inaczej było o tym razem. Otwarty umysł pozwolił przyjąć opowiadanie bez uprzedzeń – alternatywne uniwersum, w którym główne bohaterki są siostrami, córkami królowej Celestii oraz króla Sombry, ok, czemu nie. Fancy Pants jest lokajem, Spike smoczym paziem, Znaczkowa Liga pracuje w zamku królewskim i nie jest powiązana krwią z żadną z Mane6, też nieźle. Całość zrealizowana w konwencji baśni, traktująca o walce dobra ze złem, w której to walce miłość, przyjaźń i braterstwo odnoszą wspaniałe zwycięstwo, a to wszystko naszpikowane nawiązaniami do przeróżnych baśni i musicali, odpowiednio umuzykalnione, stylizowane na określony gatunek. Infantylna, ale jednocześnie sentymentalna – i przez to urocza, nastrajająca pozytywnie – historia, gdzie odnajdywanie kolejnych odniesień przypomni o dzieciństwie, wywołując zdrową nostalgię, przy jednoczesnej próbie chwycenia czytelnika za serce, za sprawą rozgrywającego się dramatu, acz zwieńczonego zasłużonym, szczęśliwym zakończeniem. Wszystko to brzmi świetnie, mało tego, wydaje się bardzo dobrze wpisywać w tematykę „Friendship is Magic” i realizować zamysł serialu, może z pominięciem uniwersalnych morałów. Wydawałoby się, że w takiej sytuacji opowiadanie jest skazane na sukces i niewiele rzeczy może pójść źle. Prawda? Jak można odgadnąć po okładce – nie żeby spoilerowała zakończenie historii, totalnie nie zdradza fabuły, nic a nic – bohaterkami tej bajki są królewskie siostry: Fluttershy, Rarity, Applejack, Rainbow Dash, Pinkie Pie oraz Twilight Sparkle. Każda z potomkiń Celestii i Sombry posiada swoje własne, definiujące ją cechy, które odróżniają je od siebie i które wydają się być odziedziczone po dawno zaginionym ojcu. Jednocześnie, dziewczyny są dla siebie najlepszymi siostrami i uwielbiają spędzać razem czas. Jednakże ich idylla zmierza ku końcowi, gdy Celestia niespodziewanie oświadcza im, że to już pora zamążpójścia, toteż niebawem cała szóstka znajdzie się na wydaniu, zaś o ich kopytko będą ubiegać się szlachetnie urodzeni zalotnicy. Wieści te okazują się szokujące nie tylko dla sześciu sióstr, ale także wybranków ich serca, z którymi znają się i spotykają, lecz do tej pory nie dane im było wyznać sobie uczucia. Jako jedyna spośród nich wyróżnia się Twilight Sparkle, która jeszcze nie spotkała swego jedynego. Rzecz odpowiednio szybko ulega zmianie, gdy do zamku przybywa nowy strażnik, o imieniu Flash Sentry. Ma przy sobie tajemniczy artefakt, podarowany mu w podzięce przez jeszcze bardziej tajemnicza zebrę, Zecorę. Lecz jeszcze zanim w zamku zjawia się pierwszy zalotnik – kuzyn Blueblood – dziewczyny opracowują plan uniknięcia losu zgotowanego im przez matkę, równolegle decydując się wyznać miłość swoim lubym, zanim będzie za późno. Nie każdy z nich okazuje się kucykiem, lecz prawdziwa miłość nie zna granic. Wiedzą o tym one, wie o tym Celestia i wie o tym królowa Chrysalis, która oczekuje momentu, w którym siostry ulegną miłości, gdyż to wtedy będzie w stanie dokończyć dzieła i rzucić na nie klątwę, co w bezpośrednim rozrachunku da jej władzę nad Equestrią. O czym siostry nie mają pojęcia, to nie pierwszy raz, gdy królowa Podmieńców przypuściła atak na rodzinę królewską. Zatajona przed nimi przeszłość już wkrótce da o sobie znać, niedługo po tym, jak szóstka klaczy odkryje sekretną komnatę, mieszczącą królestwo marzeń, łudząco podobne do zamku położonego głęboko w lesie Everfree, na moment przed tym, jak odrzucony książę zacznie knuć spisek, którego celem będzie nie tylko tron, ale i zagarnięcie jednej z sióstr, bynajmniej nie z miłości. Gdy nadejdzie najgorsze, wybrankowie Elementów Harmonii będą musieli stanąć oko w oko z przeciwnikiem, odkładając na bok różnice oraz własne słabości, by w zjednoczeniu odmienić mroczne przeznaczenie, ciążące nad rodziną od dnia, w którym Sombra bohatersko przyjął na siebie klątwę Chrysalis, a która miała spaść na jego małżonkę. Ufff... Tak mniej-więcej przedstawia się zarys fabularny, oczywiście nie wchodząc w szczegóły. Jak widać, mamy tu wszystko – interesujące, choć bajkowe, wręcz cukierkowe fundamenty alternatywnego uniwersum, pozornie niemożliwą do sforsowania przeszkodę dla naszych bohaterek, plan odmiany swojego życia oraz zestaw związków, których rozwój będziemy śledzić przez całe opowiadanie, elementy komediowe oraz intrygę, której genezy należy doszukiwać się w sekretach przeszłości, które to sekrety oczywiście odkryjemy, nie zabraknie podróży ku nieznanemu oraz pojedynku o wszystko, do tego jeszcze garść szczegółów, których każdy doświadczy po swojemu, o ile oczywiście zdecyduje się na lekturę. Czy to podejmowane przez bohaterki aktywności, czy to rozterki Celestii oraz wsparcie Luny, a może ostateczny trening przed wyprawą, tudzież rzetelny, męski piknik, wprawdzie siostrzyczki zostały pojmane i nie zostało im wiele czasu, zanim zostaną potraktowane klątwą, ale mogą poczekać, to nie koniec świata. Tego typu sprawy, standardy. W opowiadaniu niby przewija się wiele takich oto detali oraz pobocznych wątków, ale gdy przychodzi co do czego, tekst okazuje się bardzo repetytywny. Na dłuższą metę powoduje to wrażenie monotonni i rzeczywiście, aż byłem zaskoczony schematycznością, powtarzalnością różnych rzeczy, kompletnie się tego nie spodziewałem. Tzn. w ogóle, po samej okładce przychodziło mi do głowy coś innego, nieco inna historia. Wydawało mi się, że to będzie o Gali Grand Galopu, podczas której bohaterki poznają swoje drugie połówki, z którymi tańcować będą do białego rana, gra muzyka, atmosfera jest podniosła, wystawna, aż dzieje się coś niezwykłego. Nie mam pojęcia, ale tak mi się skojarzyło po okładce oraz tytule. O właśnie – skoro już przy tym jestem, to rzuciłem sobie okiem na dorobek autorki oraz komentarze na FiMFiction i zauważyłem, że to niejedyny fanfik, który został zainspirowany baśnią, natomiast czytelnicy dzielili się odnalezionymi nawiązaniami, przypisując – o ile dobrze pamiętam – określone bajki/ baśnie pod występujące w „Nocnym Tańcu” pary. Cóż, wydaje się to sensowne, aczkolwiek nie potrafię tego stwierdzić, gdyż zdecydowana większość tytułów, do których fanfik wydaje się nawiązywać, jest mi nieznana. Wprawdzie wydawało mi się, że w miarę dobrze czuję klimaty klasycznego Disneya (głównie druga połowa lat 80 i lata 90, kasety VHS), a jednak opowiadanie nie wydawało mi się aż tak disneyowskie, chociaż pewnie po prostu oglądałem nie te produkcje, o których mogła myśleć autorka. No nic. W każdym razie, nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że pisanie opowiadania sprawiało autorce niemałą radochę i że z wielkimi chęciami implementowała kolejne nawiązania oraz piosenki, idąc po bajkową, wyjątkową atmosferę. Autentycznie, im bardziej się w to zagłębiam, tym utwierdzam się w przekonaniu, że ambicje były wielkie, a i intencje jak najbardziej nastawione na coś więcej, na coś, co zapisze się w pamięci, przypomni klasyki, no i ogólnie, że będzie miło. Może nie okazałem się odpowiednim adresatem, tudzież zdążyłem z pewnych motywów wyrosnąć, ale autentycznie byłem uderzony tym, jak często czytałem bliźniaczo podobne do siebie fragmenty, najczęściej sześć razy, gdyż tyle głównych bohaterek w opowiadaniu mamy. Nie wchodząc w to, co jest bardziej naciągane, bo w pewnym sensie takie są prawa konwencji, ale np. Spike spotyka poszczególnych (nie wszystkich) chłopaków (i od razu zaadresuję – „chłopacy” brzmi źle ), którzy cichcem podkochują się w bohaterkach (z wzajemnością) i prosto z mostu oznajmia, co następuje. Wszyscy na wieść o tym, że ich ukochane niebawem będą na wydaniu, reagują łudząco podobnie, nawet podobnie odpowiadają. Później poszczególne siostry spotykają się z nimi i omawiają problem. Każda opowiada o tym bardzo podobnie (w sensie, że na pewno nie poślubią nieznajomego gościa i nie zgadzają się w wolą matki), podobnie reagują ich rozmówcy i o ile owszem, w zależności od przypadku realizowane są charakterystyczne cechy danych postaci, o tyle każda ta scenka wygląda tak, że się pocieszają (albo i nie), po czym rozchodzą się, każde w swoją stronę. Jeszcze później schodzą się, wyznają sobie uczucia, co również wypada bliźniaczo podobnie do siebie. Nie inaczej jest ze scenkami, w których panowie zapoznają się z pupilami swoich wybranek. Jeszcze innym razem, robią sobie wypad do Ponyville i niby każda para robi różne rzeczy, ale poszczególne aktywności ani nie są należycie opisane, ani nie dzieje się nic specjalnie wyjątkowego, po prostu cały czas miałem wrażenie, jakbym czytał w kółko to samo. Sprawie nie pomaga fakt, że poszczególne scenki właściwie nie są oddzielone od siebie niczym, żadnym przerywnikiem. Spike po kolei spotyka kolejne ogiery, siostry spotykają się ze swoimi crushami po kolei, potem po kolei się schodzą, panowie po kolei zapoznają się ze zwierzakami swoich klaczy, w Ponyville przeskakujemy od pary do pary, po kolei. Po pewnym czasie robi się to nużące, monotonne. Jasne, wątek Discorda i Fluttershy, czy też Spike'a i Applejack, a także spotkanie Flasha przez Twilight po raz pierwszy, to wszystko są rzeczy, które próbują jakoś się wyróżniać, odstawać od reguły i przynajmniej teoretycznie stanowić urozmaicenie tekstu, przeciwdziałać schematyczności. I rzeczywiście – związek Fluttershy z Discordem to jest coś innego, wszakże nie jest on kucykiem, no i do tego dochodzi wątek jego przeszłości, niepewności wobec tego, czy zostanie zaakceptowany, przez moment miałem wrażenie, że to będzie taka „zakazana miłość”. Z kolei Spike, który owszem, początkowo żywi uczucia do Rarity, stopniowo zdaje sobie sprawę, że jednak wolałby być z Applejack, podobnież ona zaczyna się do smoka przekonywać, ale... cholera jasna, to było creepy! Czy Spike nie jest przypadkiem nieletni? Czy my nie zbliżamy się do poziomu Sonica z 2006 roku i romansu kolorowego, antropomorficznego jeża z ludzką księżniczką? W miksie tym znalazła się jeszcze Twilight Sparkle, która jako jedyna na początku nie ma jeszcze żadnego obiektu westchnień, a zakochuje się ona od pierwszego wejrzenia, ale najpóźniej ze wszystkich sióstr. Jest w tym coś takiego, że początkowo nie zdradza swojego tytułu królewskiego, bo chciałaby Flasha lepiej poznać, no i myśli, że w ten sposób nie będzie się przed nią korzyć, ale za to zechce rozmawiać otwarcie, jak ze zwykłym kucykiem. Chociaż... poważnie, taki strażnik i nie ma pojęcia, jak wygląda Twilight Sparkle? Wiem, wiem, po raz pierwszy przybył do zamku, ale czy wizerunek księżniczek nie powinien być powszechnie znany? A przynajmniej, kojarzony? Przecież wiadomo, że mieszkają na zamku, więc... No, ale tak czy owak potem Twilight ma wątpliwości, czy postąpiła właściwie i czy nie spotka się z odrzuceniem, gdy wyzna prawdę, no bo przecież początkowo skłamała. Wszystko to nakazuje sądzić, że autorka naprawdę starała się odróżnić od siebie poszczególne związki, dołożyć do tego wątki poboczne, związane z poszczególnymi postaciami, porwać się na mały development. Niestety, ale większość prób ostatecznie nie odnosi sukcesu, z powodu tempa akcji, które leci na łeb, na szyję, a dominacja dialogów jest na tyle duża, że fanfik sprawia wrażenie przegadanego i przez to czytanie strasznie się dłuży. Dochodzimy zatem do pewnego kuriozum, że gdyby w tekście znalazło się więcej, dużo więcej opisów, a tempo zwolniłoby, to przecież tekst byłby dłuższy, a mimo to czytałoby się go (zapewne) bez wrażenia dłużenia się, może nawet lektura okazałaby się sprawniejsza. Tak czy inaczej, przez to, że brakuje opisów, nie tylko otoczenia, czy czynności, ale również emocji, przemyśleń, zachowań, naprawdę trudno kupić wątpliwości Discorda, zauroczenie Spike'a osobą Applejack i vice versa, czy też miotanie się Twilight, czy postąpiła słusznie, czy brnąć dalej w kłamstwo, czy wyznać prawdę. Wisienką na torcie jest jedna ze scen pod koniec opowiadania... Stąd też, relacje bohaterek w ramach poszczególnych związków, wypadają... no, może nie sztucznie, gdyż w tekście jest trochę momentów, w których udzielają się uczucia, całkiem zgrabnie przedstawione, ale generalnie czyta się to bez większych emocji. Ale przyznaję, jest to naiwne, jest to bajkowe, cukierkowe, na swój sposób urocze. Po prostu nie dla mnie. Powiem też, że z tego wszystkiego, chyba najlepiej wypadł wątek Discorda, jako całokształt, chociaż kreacja ta średnio mi podchodzi, ale odniosłem wrażenie, że to w ramach jego postaci realizowane są nieco „dojrzalsze” wątki, no i jego postać dokądś zmierza, jego występ w „Nocnym Tańcu” ma początek i koniec, a poza zdobyciem serca Fluttershy, chce się wykazać, by zostać zaakceptowanym, by mu zaufano – no i cel ten wypełnia. Miło. Spośród grona męskich postaci wydaje się najbardziej aktywny, wydawało mi się, że najwięcej wniósł w ramach poszczególnych scen. Był też... charakterystyczny? Nieźle oddany, mimo roli, jaka mu przypadła? Co do pozostałych postaci... No, nie wiem. Część bohaterek, o dziwo, również wypadła zbyt podobnie do siebie, acz Rarity czy Rainbow Dash wybijają się nieco bardziej, głównie ze względu na manierę mówienia (chodzi mi o uwagi jednej do drugiej, odnośnie eleganckiego słownictwa, no i o różnice w tym, jak się wyrażają) oraz sposób bycia, zainteresowania, te rzeczy. W ogóle, ciekawy motyw tego, że każda z sióstr odziedziczyła po ojcu jakąś cechę, która to cecha je definiuje np. u Rainbow Dash będzie to walka, szermierka, u Pinkie Pie honor oraz to, że raz danego słowa nie wolno złamać (Pinkie-słowo). Niby są to pojedyncze wstawki, ale robią robotę, są widoczne. Generalnie, spośród postaci żeńskich, moim zdaniem najlepiej wypada Celestia oraz Luna. Nie jest to nic nadzwyczajnego, ani łamiącego ziemię, ale spełniło swoje zadanie, chociaż trudno mi to uargumentować. Może po prostu chodzi o to, że to Celestia i Luna, tyle. A może moją uwagę zwróciła rola tej pierwszej – w końcu w fanfiku jest matką sześciorga córek – a także fakt, że to Luna stworzyła podziemne królestwo marzeń i stamtąd obserwowała siostrzenice. No, ale nie będę ukrywał, z Celestią mimo wszystko miałem pewien problem. Nie zrozumcie mnie źle, fakt, że miała wyrzuty sumienia w związku ze swoimi działaniami względem córek, świadczy, że jak najbardziej ma matczyne odruchy, emocje, kocha je itd. Ale wciąż, znając całą historię, trudno mi oprzeć się wrażeniu, że mogła to rozegrać na wiele innych sposobów. Ja rozumiem – konwencja, baśniowość, opowiadanie, w którym świat się zatrzymuje, bo postacie muszą wspólnie zaśpiewać, nie zamierzam doszukiwać się tutaj realizmu i logiki, bo w tym przypadku to bez sensu. Bez tego nie byłoby historii. Ale rzeczywiście, przecież one już były zakochane, wyznały to niedługo później... ale Chrysalis i tak czekała na odpowiedni moment. Zamiast od razu uderzyć, czekała, aż się chłopaki zgromadzą w zamku, by błyskawicznie zainterweniować tj. podjąć podróż, nawet gdy już miała je na widelcu, dała trzy dni, bo Blueblood. Ale skoro nawet żadna by się na niego nie zgodziła, a on i tak którąś by sobie wybrał, to co szkodziło od razu dać mu wybór i zaraz po tym rzucić tę klątwę? No wiem, Chrysalis musiała zaczekać, coby na miejsce przybyli bohaterowie, żeby sprali jej cztery litery, ale... no, kurczę, co z nią? Powracając do kwestii opisów – to nie jest tak, że całe opowiadanie to w ponad 95% sam dialog, o nie, mamy tu i ówdzie nieco więcej troszkę dłuższych niż zazwyczaj opisów. Na przykład w rozdziale dziewiątym, w którym odkrywamy historię znajomości Celestii, Sombry oraz jak doszło do pierwszej konfrontacji z Chrysalis. Podziemne królestwo też zostało nam opisane, wprawdzie szkoda, że zabrakło detali, zapamiętałem głównie to, że wszystko było złote, ale może być. Od czasu do czasu przewiną się opisy odzienia, czy scenerii, głównie po wkroczeniu do Everfree. Toteż to nie tak, że pod kątem opisów fanfik jest ubogi – po prostu w ogólnym ujęciu jest mocno przeciętnie. Rozumiem, było to bodajże pierwsze opowiadanie autorki, ma już ono swoje lata, jednakże wymienione przeze mnie przykłady pokazują, że już na ówczesnym etapie wiedziała ona (mimo braku doświadczenia) jak opisywać rzeczy, więc co się stało, co ją powstrzymało? Tzn. jasne, opisy te nie są jakoś szczególnie wybitne, czy bogate w słowa, często przewijają się zdania pojedyncze, co zwykle brzmi po prostu średnio (co z kolei wyszło w polskim przekładzie), ale nie ma tragedii, współcześnie opowiadanie nie znajduje się w takiej najgorszej kondycji. Co nie zmienia taktu, że pod kątem formy mogło być lepiej, dużo lepiej. Poza tym, mam kilka zastrzeżeń do pewnych scen, np. motyw z Harshwhinny, czy też większość rozdziału osiemnastego, jak dla mnie były to fragmenty zbędne. To pierwsze w mojej opinii nie wnosi niczego, Harshwhinny pojawia się tylko raz, scenka szybko wylatuje z głowy i równie dobrze mogłoby jej nie być, ale domyślam się, że to też było nawiązanie do... czegoś. Natomiast rozumiem założenie oraz cel rozdziału osiemnastego, ale tak sobie myślę, nie dało się tego zrealizować już przy okazji wypadu do Ponyville? Pomysł był dobry, jestem w stanie wyobrazić sobie, że w ustronnym miejscu, w dwanaścioro oczu, bez udziału dziewczyn, atmosfera bardziej sprzyjała szczerej rozmowie, ale realizacja była taka, że poszczególnymi fragmentami byłem zmęczony i stąd ten kawałek wydał mi się zbędny. Tym bardziej, że – znowu – brakuje opisów, więc ciężko kupić to, że chłopaki się do siebie zbliżają, przekonują do siebie nawzajem i że dzięki temu będą sobie lepiej radzić jako drużyna. W sumie, lepiej na tym polu wypadł trening, a nawiązanie do „Mulan” uważam za celne i o ile nie jestem zwolennikiem dodawania piosenek do opowiadań, to był to jeden z tych fragmentów musicalowych, które nawet mi się spodobały. O, właśnie – ze względu na braki opisów, zbyt szybkie tempo akcji, schematyczność, ciężko poczuć bajkowy nastrój, który sugerowała okładka, jednakże, jeżeli już jest klimat, to zwykle są to te musicalowe wstawki. Jasne, w pewnym sensie, w warunkach wielorozdziałowca, wypada to jako sztuczne przedłużanie scen, ale kiedy śpiewa więcej postaci, kiedy odśpiewują sobie nawzajem i człowiek zaczyna to sobie wyobrażać... No, no, jest całkiem ładnie, bajkowo. Jako, że mam pewne doświadczenia także z animowanymi musicalami, mogłem to sobie zwizualizować, no i cóż, źle nie było, wręcz przeciwnie, bo nawet sympatycznie. Chociaż nie byłbym sobą, gdybym nie ponarzekał – w tekście przewinęło się wiele piosenek z wielu różnych dzieł, w mojej opinii lepiej by było, gdyby tekst trzymał się określonego gatunku lub dzieła, ewentualnie dwóch, trzech tytułów, podobnych do siebie tematycznie, a tak, jest troszkę za dużo wszystkiego. Wydaje mi się, że „Nocny Taniec” powinien czerpać przede wszystkim z baśni-pierwowzoru oraz z tego, do czego jest mu najbliżej. A skoro mowa o pierwowzorze – znajdziemy sporo smaczków, czy to Zecora, która daje Flashowi magiczną kapotę, jest tajemnicze, podziemne królestwo, w którym tańcują bohaterki, nawet był ten motyw, że jest ktoś, kto tam pod koniec próbuje wybrać sobie spośród nich małżonkę, toteż dla tych, co znają "Tańcujące Pantofelki", odnajdywanie nawiązań zapewne urozmaici nieco lekturę... albo tym bardziej zwróci uwagę na różne braki, niedoskonałości. W sumie, skoro już jestem w temacie, może kilka spostrzeżeń, takie tam „Gdy byłyśmy małe”, trzymajmy się jednego rodzaju. Tutaj chyba czegoś brakuje. Konkretnie – półpauzy na początek kwestii mówionej. ALEŻ OCZYWIŚCIE, ŻE TAK! Aż mi się ekranizacja „Alone in the Dark” przypomniała. Ta od Uwe Bolla Wybaczcie, musiałem. Ale cóż, tego typu klisze i głupotki są tym, bez czego nie ma takich oto historii i za to się je kocha... Owszem, nie biorę tego tekstu na zbyt poważnie, postrzegam go przede wszystkim jako zbiór nawiązań, bajkę, rozrywkę Ja wiem, że to fikcja, że to taka konwencja, że to pewnie nawiązanie. Ale wciąż – to dosyć toksyczne podejście. Bardzo bezpośrednio ujęte, ale w sumie wyszło z charakterem, podejrzewam, że próby uczynienia przekazu bardziej subtelnym odniosłyby skutki odwrotne do zmierzonego. Czyli tekst by się rozwodnił. Aha, mam wątpliwości, czy ta kropeczka po „urodzona” jest potrzebna, skoro wtrącenie wskazuje na mówienie, czyli „mówiąc to (...)”. Czy Discord przypadkiem nie posiadał łap/ szponów? To zdanie jakoś tak... dziwnie, nie do końca dobrze brzmi. Chyba przez to „(...) niż były wcześniej”. Może lepiej by było wywalić „były”? „(...) teraz są w jeszcze większym niebezpieczeństwie, niż wcześniej.” i gitara. Przykład tego, jak niewiele wnoszące dialogi i fragmenty potrafią wywołać dłużyznę. Nie lepiej byłoby zrobić z tego opis? Cóż, taka decyzja autorki. Przecież to nie oznacza, że nie mogłyby zakochać się później. Co jest, Chrysalis musi koniecznie teraz rzucić klątwę, za drugim razem ma jakiś limit czasowy, czy co? Taki cooldown tłumaczyłby, dlaczego do razu nie rzuciła drugiej klątwy, na Celestię. Może many jej zabrakło? Zresztą, bodajże Nika i Cahan zdążyły się już na ten temat rozpisać, a do sprawy odniósł się Lyokoheros, który jest dobrze poinformowany odnośnie wizji autorki, więc nie będę po raz kolejny podnosić tej kwestii, tym bardziej, że mam bardzo podobne zdanie. Wiem, wiem. Nawiązanie, konwencja. Ale to jest creepy! Co za obrzydliwy typ. Tak się kończy siedemnasty rozdział. Serio. Chyba najbardziej urwany rozdział w całym fanfiku. Owinęli, potwór stał, a potem upadł. Ciach, koniec. Ani konkluzji, ani niczego, byłem nieźle skołowany. Jakby autorka nagle straciła zainteresowanie rozdziałem i zapragnęła od razu zacząć pisać kolejny i nie oglądać się Tak, na przykład piknik Chwila, przecież ona żywi się miłością, co nie? Co jest, dostała nagle niestrawności, czy co? No, chyba, że w tym alternatywnym uniwersum jest Podmieńcem tylko z nazwy i w sumie nie zmienia formy. Opowiadanie nigdzie tego nie precyzuje. Kto to jest Jerome? Oprócz tego, notorycznie w tekście mamy ramiona zamiast łopatek i plecy zamiast grzbietu. Generalnie, w tekście znajdziemy mnóstwo cytatów w sam raz do śmieszkowania, ale nie to jest celem niniejszego komentarza. Pomału zbliżam się do końca, czyli ostatecznego werdyktu. Z perspektywy czasu, być może popełniłem błąd, ciągiem czytając cały fanfik, może lepiej było go sobie dawkować. Aczkolwiek to może być znak, że było w tym coś, co mnie wciągnęło Ciężko mi określić, czy głównym problemem fanfika jest jego schematyczność, czy też braki opisów, zbyt prędkie tempo, w jakim toczy się akcja. To pierwsze pokazuje, że ukazanie naraz aż sześciu związków (siedmiu, jeżeli liczyć Celestię i Sombrę), to był troszkę zbyt ambitny cel, zaś forma nie pozwoliła na naturalne, satysfakcjonujące rozwinięcie relacji między postaciami, toteż wypada to naiwnie, ale w myśl przyjętej konwencji, co by nie mówić, mieści się w jej granicach, zatem często bywa... nawet sympatycznie. Miło. Zabawnie. Ale nie przez komedię, ale przez to, jakie te dialogi są, jak wyglądają i rozwijają się te relacje, no i ogólnie, co postacie robią w międzyczasie, chociaż sytuacja nie cierpi zwłoki. Są klisze, są nielogiczności, ale wszystko w ramach bajkowego wydźwięku. Klimat niestety okazał się... często zupełnie nijaki, ale podczas wstawek musicalowych, czy też co niektórych miłosnych dialogów, udzielał się i wtedy rzeczywiście, wiało Disneyem, wiało baśniami. Jako rozrywka, opowiadanie spełnia swoje zadanie, aczkolwiek trudno mi je polecić. Myślę, że autorka poradziła sobie, ale jej opowiadanie po prostu źle się zestarzało i dzisiaj niedoskonałości, braki w formie tym bardziej rzucają się w oczy, czuć znużenie powtarzalnością, niepotrzebnymi scenkami czy dialogami. Mimo wszystko... nie było aż tak źle. Nie było też dobrze, a mam dziwny opór przed tym, by określić „Nocny Taniec” mianem średniaka. Przekład jak najbardziej dał radę i okazał się bardzo dobry, acz jest to „tylko” przekład i nie naprawia błędów oryginału, co zresztą nie jest celem żadnego tłumaczenia. Na pewno w jakimś sensie jest to twór klasyczny, jeden z przykładów tego, co i jak się tworzyło kiedyś. Dla czytelników autorki zapewne sentymentalna podróż w przeszłość. Dla zwykłego, współczesnego czytelnika... zabawny fanfik ze śmiesznymi „błędami”. Może nawet troszkę szalony, zważywszy na powiązania między postaciami. Ale może się podobać, jeśli trafi na odpowiedniego odbiorcę. Ponieważ się do nich nie zaliczam, powstrzymam się od końcowej oceny i napiszę tylko tyle, że wrażenia miałem umiarkowanie mieszane. Koniec końców, przyjąłem ów tekst bez emocji. Ważne jest odpowiednie podejście. To nie jest mega głęboka, refleksyjna i realistyczna historia o romansie dwóch królestw, to nie epicka wyprawa tam i z powrotem, to nie opowieść o sztuce wojennej, polityce i intrydze. Jest to kucykowa wersja pewnej baśni, acz przyprawiona licznymi nawiązaniami do innych dzieł, bajek, celowo naiwna, celowo przewidywalna oraz celowo ckliwa w ramach opowiadanych romansów, która bardzo luźno traktuje moce magiczne oraz czarnoksięstwo, nie jest jej po drodze z logiką, czy realizmem, gdyż założenia były zgoła inne - miało być sentymentalnie, uroczo, miejscami zabawnie, miejscami troszeczkę groźnie, ale w ostatecznym rozrachunku po prostu ładnie. Myślę, że jeżeli podejść do "Nocnego Tańca" z taką oto świadomością, wówczas można się przy nim nieźle bawić i przypomnieć sobie różne dzieła, sceny, piosenki. Przede wszystkim, miała to być rozrywka, wesoła twórczość. Warto też pamiętać o tym, że tekst ma już swoje lata. Otwartym też trzeba być. No i niczym się nie sugerować, spróbować samemu Pozdrawiam! PS: A pod koniec zabrakło mi tylko jednego...
  30. 1 point
    Dawno, dawno temu, w czarodziejskiej krainie Equestrii... ...było sobie królestwo Canterlot, rządzone przez królową Celestię, matkę sześciu córek. Zaraz, zaraz - powiecie pewnie - królowa Celestia i sześć jej córek? Co to ma być?! Witajcie w świecie "Królewskiej Rodziny Canterlotu", gdzie powierniczki Elementów Harmonii są siostrami (i córkami Celestii), a Znaczkowa Liga pracuje u nich na zamku! W "Nocnym tańcu" (autorstwa CartoonNerd12), pierwszej odsłonie serii, życie szóstki księżniczek wywróci się jednak do góry nogami, gdy ich matka podejmie decyzję, której nie są w stanie zrozumieć i na którą ani myślą się zgodzić... Opis od autorki: Inspirowane baśnią "Stańcowane pantofelki". Stając przed perspektywą poślubienia equestriańskich szlachciców, sześć córek królowej Celestii postanawia dołożyć wszelkich starań, by nie zostać trofeum pierwszego lepszego księcia. *** Strona serii na AO3 Google docsy (komentowanie włączone): Rozdział 1 Rozdział 2 Rozdział 3 Rozdział 4 Rozdział 5 Rozdział 6 Rozdział 7 Rozdział 8 Rozdział 9 Rozdział 10 Rozdział 11 Rozdział 12 Rozdział 13 Rozdział 14 Rozdział 15 Rozdział 16 Rozdział 17 Rozdział 18 Rozdział 19 Rozdział 20 Rozdział 21 Rozdziały wrzucane są raz na tydzień, na ogół w niedziele... z wyjątkiem okresu okołoświątecznego. *** Tytuł oryginalny: The Midnight Dance Autorka: CartoonNerd12 Tłumaczenie: @Lyokoheros Korekta: Midday Shine Prereading: Night Sky (spoza forume) oraz @WierzbaGames Okładkę oryginalną narysowała ChaosQueen2. Wersję polską okładki stworzył @WierzbaGames, a udostępnił @Lyokoheros (screw logic, pardon my French).
  31. 1 point
    Czyli kolejne tłumaczenie od Królewskich Archiwów Canterlotu, jako część przedświątecznej porcji tłumaczeń, kolejne już jutro! W czasie, który planowała poświęcić na spokojną naukę na świeżym powietrzu, Sunset Shimmer pada ofiarą straszliwej intrygi, uknutej przez samą księżniczkę Cadance… Teraz, zamiast się uczyć, będzie musiała się opiekować małym, ciekawskim, fioletowym jednorożcem… A tak ciut bardziej na poważnie, to opowiadanie to daje idealne wyjaśnienie tego, czemu Twilight na początku serialu była taka, jaka była... Oryginalny opis: “Sunset Shimmer usiłuje się skupić na nauce, ale zostaje wplątana w opiekę nad irytującą małą klaczką, która nie da jej się w spokoju uczyć.” Nie widzisz, że jestem zajęta? kopia na AO3 oryginał: Sandbox: Can’t You See I’m Busy? autor: Summer Dancer tłumaczenie: Lyokoheros korekta: WierzbaGames, Cinram, Midday Shine prereading: Night Sky grafika tytułowa: Novel-Idea
  32. 1 point
    Zgodnie z zapowiedzią Królewskie Archiwa Canterlotu mają przyjemność przedstawić tłumaczenie kolejnego wybitnego opowiadania Prane’a, czyli „Icebreaker”, kontynuacji „Expulsion”. Po tym, jak Sunset wyciągnęła pomocną dłoń do Sonaty, dziewczyny mocno się zaprzyjaźniły, a Sonata coraz lepiej czuje się w Liceum Canterlot. Jednak nie wszyscy są skłonni jej wybaczyć tak łatwo, jak zrobiła to Sunset, więc by dać uczniom coś dobrego od siebie i pokazać, że wcale nie jest taka zła, razem ze swoją nową przyjaciółką postanawia założyć herbaciarnię, tytułowego „Lodołamacza”. I powiem Wam jedno… było nieco kombinowania z tymi wszystkimi pojawiającymi się nazwami herbat. Czemu? Cóż… zobaczcie sami i się przekonajcie. Oryginalny opis: Sonata Dusk, niegdyś zagubiona i niepewna, jest żywym dowodem na to, że ludzie mogą się zmienić. Gdy zdaje sobie sprawę, jak trudno jest odzyskać zaufanie i szacunek rówieśników, postanawia zrobić coś dobrego, by uczniowie Liceum Canterlot zobaczyli, jaka jest naprawdę. Założenie kawiarenki wydaje się dobrym początkiem. „Lodołamacz” - rozdział 1 [wersja na AO3] „Lodołamacz” - rozdział 2 [wersja na AO3] autor (i konsultant): Prane tłumaczenie: Lyokoheros korekta: Midday Shine, Cinram preread: Night Sky, Jasiu Lyoko oryginał: „Icebreaker” Kontynuacja „Wygnania”
  33. 1 point
    Po dłuuugim czasie Królewskie Archiwa Canterlotu powracają z nowym tłumaczeniem! Tym razem jest to wybitne opowiadanie Prane’a: „Expulsion” Jest to w pewnym sensie jedno z naszych najbardziej nietypowych tłumaczeń, bo… autor jest Polakiem. Tyle że piszącym po angielsku, ale jego opowiadanie było tak świetne, że nie moglibyśmy go nie przetłumaczyć. Sam autor ściśle z nami współpracował nad przekładem, dzięki czemu wierzymy, że będzie on zarówno piękny, jak i wierny. A o czym jest opowiadanie? Cóż, rzecz dzieje się tuż po zakończeniu Rainbow Rocks, gdy Sunset (no bo czegóż innego moglibyście się po mnie spodziewać niż opowiadania o Sunset, czyż nie?) postanawia nie dopuścić do tego, aby Dazzlings wyrzucono z Liceum Canterlot, i przekonać Celestię, by zmieniła zdanie. Bo przecież, skoro ona dostała drugą szansę, to czemu nie one? Oryginalny opis: Sunset Shimmer, niegdyś roszczeniowa i wredna, jest żywym dowodem na to, że ludzie mogą się zmienić. Gdy dowiaduje się, że Dazzlings mają zostać wyrzucone z Liceum Canterlot za swoje postępki, postanawia zrozumieć ich przeszłość i ocalić przyszłość. Wierzy, że warto, nawet gdyby zdołała pomóc tylko jednej z nich. „Wygnanie” wersja google docs i na AO3 autor (i konsultant): Prane tłumaczenie: Lyokoheros korekta: Midday Shine, Cinram preread: Night Sky, Jasiu Lyoko oryginał: „Expulsion” Przetłumaczona zostałą juz także kontynuacja czyli „Lodołamacz”
  34. 1 point
    Dziś Archiwa mają dla was nie jedno, a dwa tłumaczenia! Oczywiście nadal trzymamy się tematyki dzisiejszego dnia. A więc będzie o macierzyństwie, ponownie przybranym... ale w końcu Fluttershy i tak jest dla małej Screwball - córki Discorda, którą stworzył sobie dawno temu by wspólnie z nią cieszyć się chaosem - jak matka... i gdy dowiaduje się, że ta nigdy nie obchodziła urodzin postanawia je jej wyprawić... Opis autorki: Pewnego dnia, opiekując się małą Screwball, Fluttershy dowiaduje się, że nigdy wcześniej nie miała ona wyprawianych urodzin, gdyż jej jedyną rodzina jest Discord i dlatego, że długo był uwięziony. Współczując małemu chaotycznemu kucykowi, Fluttershy zdecydowała, że pomoże Screwball świętować jej urodziny jak tylko ta zechce... Sęk w tym, że pomysły Screwball na imprezę są z deka niecodzienne wersja na dokumentach Google wersja na AO3 Tytuł oryginalny: A Very Screwy (un)birthday - Birthday Comes True Autor: Fluttercord45 Tłumaczenie: Lyokoheros Korekta: @Cinram, @Midday Shine, Night Sky
  35. 1 point
    Królewskie Archiwa Canterlotu mają przyjemność zaprezentować tłumaczenie opowiadania “Sunset Serves Sushi”, inspirowanego jednym z zestawów z serii Equestria Girls Mini , opublikowanego w ramach zestawu tłumaczeń sunsetkowych na Dzień Sunset Shimmer. oryginalny opis: Zastanawiałeś się kiedyś jaką Sunset ma pracę? Może mechanik? Albo informatyk? A co powiedziałbyś na kelnerkę w barze sushi? Zaraz… jaka była ta ostatnia opcja? “Sunset Serwuje Sushi” (dostępne też na Archive Of Our Own) W dziale obowiązuje zakaz reklamowania czy choćby wzmiankowania kanału Accurate Accu Memory. Link zostaje usunięty. Przywrócenie go będzie skutkować warnem~Dolar84 autor: Poison Claw tłumaczenie: Lyokoheros korekta: ReedMan, Midday Shine, Cinram, Zandi
  36. 1 point
    Czas na trzecią część świątecznej paczki tłumaczeń od Królewskich Archiwów Canterlotu! Tym razem opowiadanko z uniwersum Equestria Girls. Sunset otrzymuje nagłe wezwanie do gabinetu dyrektor Celestii, która chce naprawić to, że poświęcała swojej uczennicy zbyt mało uwagi, zmuszając ją tym samym do wspominania bolesnej przeszłości i zadając parę bardzo ważnych pytań... oryginalny opis: Sunset cieszy się swoim życiem w szkole, tak jak powinno być, gdy nagle zostaje wezwana do gabinetu dyrektorki. Choć jest zdezorientowana, nie ma innego wyboru niż tam się udać. Na miejscu zastaje Celestię, chcącą z nią porozmawiać. Sunset nie była przygotowana na coś takiego. Mała Konwersacja kopia na AO3 oryginał: A Little Chat autor: DungeonMiner tłumaczenie: Lyokoheros korekta: ReedMan, Midday Shine prereding: Zandi, Night Sky
  37. 1 point
    Czy zawsze najlepsze jest takie zakończenie? Nie napisałbym lepszego. Tego jestem pewien. Nie mniej. Nie żałuje zajrzenia w ten temat, w te opowiadania ani w słowa w nich zawarte, choć skrywają w sobie więcej niż na razie jestem w stanie zrozumieć. Będę musiał kiedyś w spokojniejszych czasach przysiąść i dokładnie się w to jeszcze raz wczytać. Na prawdę, brakuje mi słów. A to u mnie rzadkie zjawisko. Nie wiem, czy czytałem coś, co na równi zostawiło mnie z uczuciem, że nie wiem. Oczywiście, od ręki mogę wskazać parę opowiadań, wierszy, dzieł które wywołały coś podobnego. Ale mało które przerosło mnie na tyle, że tak się wyrażę, że kazało mi rosnąć. Zazwyczaj był to proces stopniowy i powolny, ale tu jest szansa, że będzie nagły. Ale dość już o mnie, kogo poza mną to obchodzi. I „W oczekiwaniu na Solarną Księżniczkę" (z kontynuacją „Która nie nadejdzie"), a także seria drabbli to coś, co od razu zabrało mnie całkowicie w refleksje i przemyślenia, a także urzekły stylem i niepowstrzymanym klimatem. O ile zawsze w kwestii drabbli będę po tej stronie, że to trochę jak ze sklepem Steama (perełki w ogromnym oceanie dużej ilości niczego), o tyle te to zdecydowanie perełki warte zapamiętania. Rzadko ostatnio wypowiadam się odnośnie nowych opowiadań, ale tu było coś, co kazało mi przynajmniej zajrzeć. Jakieś dziwne przeczucie. I warto było go posłuchać. Wracając jednak do samych fików: jestem nimi absolutnie zachwycony. I radzę przeczytać to każdemu, kto lubi tego typu styl i sztukę, która wymaga dokładnego czytania i ciągłego uważania, a także myślenia. Jak mogę to wszystko ocenić? Cokolwiek bym napisał i tak zabranie mi słów. Sucha ocena to za mało. Zdecydowanie za mało. Chciałbym mieć kiedyś okazje dokładnego porozmawiania o tym z autorką. No ale mniejsza z tym, mogę się jeszcze rozpływać i rozpływać, a i tak pewnie nadal by było za mało, by dokładnie opisać to, jak bardzo do mnie to wszystko trafiło. Serdecznie, jeszcze raz, zachęcam do przeczytania i do samodzielnego skomentowania. Zdecydowanie jest zasłużone! Pozdrawiam, do kiedyś. Obyście nie czekali w swych małych wiecznościach na coś, co nadejdzie w formie najmniej oczekiwanej i najmniej przyjaznej.
  38. 1 point
    Drugie (po "Najcieplejszej gwieździe zimy") tłumaczenie, które postanowiliśmy wypuścić jako swego rodzaju odpoczynek od "Nocnego tańca" – bo ile można tańcować bez przerwy? #wiemżenieśmieszne W każdym razie – opowiadanie to, zatytułowane "Herbatka byłych złoczyńców" (oryg. An Ex-Villain Tea Party), a napisane przez Jaya Davida, traktuje o Tempest Shadow (znanej w polskim fandomie jako Jagodzianka), która wpada z wizytą do zamku Twilight... i trafia na coś w rodzaju terapii grupowej. Jak to ujął autor: Ponieważ Tempest Shadow postanowiła wpuścić przyjaźń do swojego życia, Twilight dochodzi do wniosku, że najlepiej zrobi, przedstawiając ją kilkorgu swoich innych przyjaciół. Oni zaś okazują się mieć z panią komandor więcej wspólnego, niż się spodziewała. Tłumaczenie: @Reedman_PL Korekta: @Cinram, @Lyokoheros oraz moi Prereading: @Zandi Linki: kopia na Googlach kopia na AO3
  39. 1 point
    Przez dłuższy czas (jakieś 2,5 miesiąca, lekko licząc) w Królewskich Archiwach Canterlotu skupialiśmy się na wypuszczaniu kolejnych części jednego projektu ("Nocnego tańca", tak dokładniej) – a zatem czas to zmienić. Mamy przyjemność zaprezentować tłumaczenie "Najcieplejszej gwiazdy zimy" (oryg. The Warmest Star of Winter), autorstwa Deathscara; tym bardziej, że astronomiczna zima jeszcze się nie skończyła. Jak podpowiada okładka, utwór skupia się na Sunset Shimmer, która powróciwszy do Equestrii, musi stawić czoła swojej przeszłości. Księżniczka Luna, która kiedyś sama przez to przeszła, stara się jej w tym pomóc. Opis od autora: Odkąd wróciła do Equestrii, Sunset nie może spać. I oto spędza kolejną bezsenną noc, stojąc na balkonie, szukając w gwiazdach czegoś, czego nie potrafi odnaleźć. Tym razem jednak z gwiazd spogląda na nią zatroskana księżniczka Luna. Być może wspólnymi siłami zdołają odkryć źródło problemów Sunset. Tłumaczenie: @Reedman_PL Korekta: KamikDwa (spoza forume, chyba że zbieżność jest nieprzypadkowa) oraz moi Prereading: @Zandi Okładka narysowana przez pink-puff jako komisz dla autora. Linki: kopia na Googlach kopia na AO3
  40. 1 point
  41. 1 point
    Nie. Są jakieś takie... zniechęcające.
  42. 1 point
    Cóż, jakkolwiek dziwacznie to nie brzmi, cały czas jeśli chodzi o fanfikcje brakuje takiego zwyczajnego fantazy. Stąd cieszy mnie osobiście, że cały czas coś powstaje. Paladyn w tym kontekście jest bardzo przyjemnym do czytania one-shotem na 8000 słów (23 strony) i niezależnie od upodobań czytelnika mógłbym go polecić każdemu. Technicznie mógłbym na tym mój komentarz i rekomendację zakończyć, ale w fanfiku jest kilka rzeczy nieco bardziej interesujących o których tutaj napiszę. Powiedziałbym, że to co najbardziej mnie zaskoczyło w Paladynie to światotworzenie. Poprzednio od Zodiaka miałem ochotę czytać "Sześcioro" i fanfik był naprawdę bardzo dobry - ale światotworzenie nie było w nim jakieś "wybitne" (generalnie, to było go bardzo mało). Paladyn w tym kontekście wypada znacząco, znacząco lepiej. I nie chodzi mi wcale o fakt, że w fanfik wprowadza dużo ras "nie-kucykowych" (to też zaleta, ale drobna - zresztą, Sześcioro też to robiło). Szczególnie mi się podobało dawanie smaczków światotworzeniowych naturalnie, przez dialog i interakcje. Moim absolutnie ulubionym fragmentem co do światotworzenia było wspomnienie Equestrii oraz o istotach co próbowały do niej wejść. To blisko ledwie 180 słów tekstu, a generuje tak dużo pytań i ciekawości. Ostatecznie wychodzi, że o Equestrii w tym fanfiku "prawie" nic nie ma, ale akurat to co o niej napisałeś naprawdę wzbudza ciekawość i chęci poznania więcej. Dlaczego konkretnie Equestria robi takie rzeczy? Doskonała robota! Chociaż prawdopodobnie najbardziej detalicznie zarysowaną postacią i "centralną" dla fabuły jest tytułowy "Paladyn", to pozostałe postacie otrzymały względnie sporo czasu antenowego z szczególnym uwzględnieniem tego co myślą i jakie są ich motywacje. Właściwie wszystkie postacie wypadły wiarygodnie i realistycznie. Osobiście z fanfika nie odniosłem wrażenia, że niektóre postacie miały wzbudzać większą bądź mniejszą sympatię (nawet główna "antagonistka" jakoś tak nie wypadła). Co do opisów akcji (w końcu opowiadanie ma tag violence), były one bardzo soczyste i się je czytało z uśmiechem. Teraz troszkę o fabule w spoilerze: Wychodząc już ze strefy spoilerowej, nie będzie wielką tajemnicą, że po wszystkim liczba bohaterów nam znacząco spadła. Ci co zostali zostali już ładnie opisani jeśli chodzi o charakter i zachowanie - i w tym konkteście pozostaje tylko pytanie "co dalej?". Między innymi z tego powodu, całe opowiadanie ma nieco taki "feel" bycia prologiem do czegoś większego. I biorąc pod uwagę jak "Paladyn" został napisany, gdyby on takim "prologiem" był - byłby to świetny prolog. Mógłbym też napisać nieco o korekcie i poprawności językowej. Ale nie napiszę bo nie jestem kompetentny by to ocenić (ci co mają okazję czytać moje fanfiki konkursowe wiedzą doskonale o co chodzi), ale biorąc pod uwagę kto to korektował - na pewno jest to zrobione dobrze. Ocenić mogę co najwyżej przejrzystość tekstu - a tutaj jest kompletnie bez zarzutu. Ogólnie, im dłużej myślę o "Paladynie", tym bardziej przychylam się do zdania, że to jest naprawdę dobry fanfik - i jeśli autor ma taki zamiar - stanowi on świetny wstęp do "czegoś dalej", kontynuacji tego one-shota z bohaterami co przeżyli to spotkanie w karczmie. A co będzie dalej, to już nie wiadomo - ale z tego co nam autor zareprezentował może to być naprawdę bardzo dobre fantazy, którego wśród polskiej kucykowej fanfikcji brakuje.
  43. 1 point
  44. 1 point
  45. 1 point
    Chciałabym wam przedstawić moją ponysonę :3 Imię: Moonrise Mist (lub w skrócie Misty) Rasa: Jednorożec Płeć: Klacz Wiek: 17 lat Kolor aury: jasno niebieski Znaczek: Kwiat i dwa liście krzewu herbacianego na tle księżyca Zainteresowanie: Parzenie herbaty, hodowanie roślin (głównie ziół), uczenie się magii Historia: Moonrise urodziła się w Manehattanie. Pochodzi z średnio zamożnej rodziny, zamieszkującej obrzeża miasta. Jej ojciec [Redbrick (jednorożec)] prowadził małą firmę budowlaną, a matka [Night Wave (kucyk ziemski)] pomaga swojemu partnerowi dostarczając materiały budowlane. Ze względu na naturę pracy rodziców Misty, mała klaczka spędzała sporo czasu u swoich dziadków ucząc się od nich powoli podstaw ogrodnictwa oraz gotowania, co z początku szło bardzo opornie. Wraz z biegiem czasu w małej Moonrise obudziła się pasja do eksperymentowania z walorami smakowymi przeróżnych rodzajów herbat. Jej wytwory najczęściej były testowane na wujku, który był obieżyświatem i raz na dwa księżyce odwiedzał dom rodzinny. Nie rzadko kończyło się to prośbami ze strony wuja o przepis na mieszankę, którą wykorzystywał, aby zaimponować nowo spotkanym klaczom. Lata mijały, a bok Misty dalej pozostawał gładki, co martwiło jej rodziców, którzy pomimo długich nieobecności wciąż traktowali córkę jak największy skarb. Z czasem uznali, że może zmiana otoczenia pomoże przebudzić drzemiący w niej talent, jednakże nie wiedzieli jak to zrobić by nie wyglądało to podejrzanie oraz żeby przy okazji ich firma na tym nie ucierpiała, lecz jak na zrządzenie losu Redbrick otrzymał propozycję umowy o stałe zatrudnienie jako inspektora przy budowie nowego sektora w Canterlocie. Po chwili namysłu ogier się zgodził. Miesiąc później prace nad budową ruszyły, a Night Wave zapisała córkę do Szkoły dla Uzdolnionych Jednorożców. Przygotowywania do egzaminu wstępnego były ciężkie i czasochłonne, a Moonrise nie widziała w sobie dobrze prosperującej czarownicy. Nadszedł w końcu wielki dzień, zdenerwowana Misty stała przed komisją egzaminacyjną. Po chwili do sali wjechał wózek, na którym stała doniczka, a jeden z egzaminatorów na spokojnie objaśniał polecenie. Zadaniem klaczki było przyspieszenie wzrostu rośliny zasadzonej w donicy. Moonrise wzięła głęboki oddech, przymknęła powieki i skupiła swoją magię na nasionku. Trwała chwilę w bez ruchu, jednak było po niej widać jak wielki trud jej to sprawia, lecz po otworzeniu oczu klaczka ujrzała krótką łodygę wyrastającą z ziemi, zakończaną pomarańczowym kwiatem. Komisja uznała to za wystarczające do zdania. Nauka z początku szła jej bardzo opornie, jednak z czasem zaczęła przejawiać większe zainteresowanie zajęciami, lecz pomimo dobrych stopni nie potrafiła się przystosować do życia wśród tak dużej ilości rówieśników. Sytuacja się trochę polepszyła kiedy do Misty zagadała znajoma z klasy zapraszając ją na imprezę urodzinową, na co ta niepewnie się zgodziła. Klaczka w ramach prezentu przygotowała swoją specjalną mieszankę herbacianą. Przyjęcie przebiegało spokojnie, aż do późnego wieczora gdy jubilatka poprosiła Moonrise o zaparzenie herbaty, gdyż ta sama nie zna się na tym, na co ta niepewnie się zgodziła. Gdy już rozlała ciepły napar do filiżanek wycofała się w milczeniu, przyglądając się oświetlonym przez blask księżyca kucykom. Kiedy już zaczęła myśleć, że coś było nie tak kucyki rozpoczęły komplementować smak herbaty. Klaczka poczuła jak serce jej rośnie, a na jej boku pojawił się jej znaczek. Mijał rok, za rokiem. Rodzice Misty wrócili na Manehattan zostawiając córkę w internacie. Moonrise została zatrudniona na pół etapu w herbaciarni i ma załatwioną stałą posadę jak ukończy szkołę. Ciekawostki: - przyjaźni się z Saffron Masala - jej ulubioną z mane 6 jest Applejack - najbardziej lubi czarną herbatę - uważa, że zajmuje miejsce w szkole, na którym mógł się znaleźć bardziej utalentowany uczeń, ale nie rzuci szkoły, aby nie zawieść rodziców - marzy o własnej herbaciarni w Kryształowym Królestwie - nie lubi zimna
  46. 1 point
    2020 nie był najlepszy... Dlatego życzę Wam, drodzy Użytkownicy, żeby obecny 2021 rok był lepszy od poprzedniego. Wszystkiego Najlepszego w Nowym Roku!
  47. 1 point
  48. 1 point
    Lustro mam już naprawione. Szklarz, skrócił je o 1,5 cm i wyszlifował. Kosztowało mnie to jedynie 10 złotych (spodziewałem się, że zapłacę dużo więcej). Dodam jeszcze, że istniało spore prawdopodobieństwo, że zostanie całkowicie uszkodzone.
  49. 1 point
    Mój ziomek tak miał i siedem dni później umarł.
  50. -1 points
    Sword Art Online 3 - ta śmierć zabolała jak cholera...
This leaderboard is set to Warsaw/GMT+01:00


  • Regulamin Forum
  • Ogłoszenia
  • Ekipa Forum
  • Złóż Podanie


  • For Glorious Equestria
  • Przyjaźń to Magia WIki
  • Bronies Polska
  • Bronies na DeviantArcie
  • Ponymemes
  • 6pony
  • Klub Konesera Polskiego Fanfika
  • Sparkle Subs
  • Kącik lektorski Bronies Corner
  • Lailyren Arts


  • Newsletter

    Want to keep up to date with all our latest news and information?
    Sign Up
×
×
  • Create New...