Skocz do zawartości

Tablica liderów

Popularna zawartość

Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją od 02/11/26 we wszystkich miejscach

  1. Zacznę od tego, że przeczytanie remaku "Tajemnicy Białego Bazyliszka", częściowo na Klubie Konesera Polskiego Fanfica, częściowo samemu, to moje pierwsze i jak na razie jedyne zetknięcie z serią "Kresy". I muszę tu zaznaczyć, bardzo przyjemne. Lektura, oprócz tego, że dała mi sporo rozrywki i wrażeń estetycznych, rozszerzyła moje horyzonty na to, jak można przedstawić drążenie psychiczne, jak opisać jednocześnie i równolegle wielu bohaterów tak, by się nie pogubić, a także jak zaprezentować mityczną istotę tak, by pozostała i tajemnicza, i prawdziwa. Ale po kolei. Z relacji autora wynika, że opowiadanie jest generalnie wkomponowane w Kresy i rzeczywiście, podczas czytania znalazłem dużo odniesień do jakiejś większej całości, której wprawdzie nie pojmowałem, ale nie przeszkadzało mi to w odbiorze dzieła. Przygoda stanowi zamkniętą całość, postacie mają wyraźne cechy i charaktery, a wyrażają się one głównie w wypowiadanych przez nie kwestiach dialogowych. W ogóle, wprowadzenie sześciu postaci na raz i ich jednoczesne interakcje to coś czego nigdy nie próbowałem, i pewnie trudno by mi było utrzymać to w ryzach. Tu się udało, chociaż na początku trochę ich myliłem, są na tyle wyraziści, że po krótkim czasie już czaiłem co który robił. I pewnie jest to trochę efekt zamierzony, trochę "tak wyszło", ale każda postać ma w sobie głębię i swoje smaczki, tak jak trochę nieokrzesany Bottomless Pouch, dobroduszny i pogodny, solidnie zbudowany Rocky Avalanche, nieco narwany Fenrir, dobrze zorientowany w zgłębianiu jaskiń Tattered Edge, oraz dwaj magowie Blazing Cube i Blue Spiral. Magowie w ogóle mi się tutaj podobają i wypadają bardzo dobrze. Nie są przesadzeni ani w jedną stronę, a więc zbyt potężni, ani w drugą, że w momencie gdy tracą swoją energię nie są zdatni do niczego i są tylko dodatkiem. Są po prostu kompetentni, ich wykształcenie wybija się w ich myśleniu i kombinowaniu, ich zaklęcia są technicznie opisane, nie za bardzo wdając się w szczegóły, ale i nie będąć zbyt ogólnikowe. Dobrze interpretują sytuację i nie podejmują fałszywych kroków. Podoba mi się też, biorąc pod uwagę pierwszą część, jak każdy bohater nabiera swojego indywidualnego oglądu sytuacji, i dowiaduje się czegoś swojego odnośnie bazyliszka - tak kreowana jest jego tajemniczość i niezwykłość. I więcej - nie chce tego przekazać innym, tworzy się swoista gra złudzeń, w której wiedza nie jest wspólnie dyskutowana i podsumowywana, ale czytelnik musi sam wysnuwać wnioski na podstawie poszczególnych faktów. Dowiadujemy się z czasem coraz więcej, a wizja bazyliszka i jaskini zaczyna się wyostrzać. Sygnały niezgodności, niepokoju, nadnaturalności są sugestywne a jednocześnie nie zdradzające za dużo, niepozorne. Bardzo podoba mi się, jak autor opisuje złudzenia, omamy i drążenie psychiczne. Bohaterowie są stopniowo traktowani przez najpierw impulsy niezgodności, aż zaczynają wnikać coraz głębiej i głębiej. Złudzenia nie są jednoznaczne; nie wskazują na jedno źródło, albo jeden cel wedle którego poddawani są oni manipulacjom psychicznym, co pozostawia wiele dla domysłów czytelnika. Może to być bazyliszek, albo jakieś inne licho które czyha w jaskiniach. Może chcieć nas zwabić, ale może też chcieć osiągnąć jakiś inny cel. To, w jakim kierunku można było więc poprowadzić ostatnią niemal scenę, w której Fenrir styka się ze swoimi rodzicami jest bardzo niejednoznaczne i rozległe. Opcja, którą wybrał autor, sugerująca że Czeluść wpłynęła na kucyka tak, że go odmieniła i ożywiła na nowo jego plany oraz odmieniła nieco postrzeganie przeszłości jest niezła, ale nie jedyna. Ale Fenrir wciąż chce dowiedzieć się czegoś jeszcze, o grocie i o... sobie. Jaskinia i to jak wpływa na kucyki pozostaje więc wciąż tajemnicą. Samo postrzeganie bazyliszka zmienia się płynnie w trakcie akcji. W pierwszej części to bestia o niejasnych planach i zamiarach, wabiąca swoje ofiary i pozbawiona określonych kształtów. Druga część postanawia postawić sprawy jasno już na samym wstępie "Tam jest ba- ba- bazyliszek!". Otrzymujemy stwora z krwi i kości, który wciąż jest potężny, ale da się go utłuc. Prawdopodobnie. Jeśli chodzi o styl jest bardzo dobrze, chociaż w pierwszej części było zdanie między myślnikami, które wydawało mi się przebudowane, tak, że gdy wróciliśmy do pierwszej myśli, traciliśmy kontekst. Ogólnie czytając opisy iluzji przychodziła mi na myśl postać Zorin Blitz z Hellsing: Ultimate. Sposób jej działania, jej cel... Z kolei jeśli już przy odniesieniach z anime jesteśmy, stworek który objawił się Rockiemu i jego siostrze przywodził mi na myśl Skrzata z kolby - Homunculusa z Fullmetal Alchemist: Brotherhood. Czy dobrze celuję? Odniesienia zaś do Might and Magic są oczywiste i wyjaśnione przez autora na łamach klubowych. Swoja drogą, czytając słuchałem soundtracku z HoM&M5 Dwa udane porównania: to o życiu jako uczcie, z którego po jakimś czasie je się tylko wodę i sałatę, oraz to o szambonurku. Opowiadanko stanowiło dla mnie bardzo ciekawą przygodę do jaskiń Czeluści i pewnie za jakiś czas sięgnę po więcej z Kresów. Szczerze sam chyba niigdy bym się nie zdecydował na reedycję swojego utworu, ale to na pewno ciekawe doświadczenie literackie, może nawet dla porównania przeczytam pierwszą wersję Tajemnicy Białego Bazyliszka.
    1 point
  2. Sekret Sunset Shimmer to ciekawy fanfik. Ciekawy jest zapewne dlatego, że napisał go Sun. Zaczyna się prosto i tajemniczo. Otóż Sunset Shimmer gdzieś znika. Czyżby ukrywała coś przed koleżankami? Cóż to może być? To ciekawe, ale w tym krótki fanfiku udaje się wykreować jakąś tajemnicę, której rozwiązania oczekiwałem i które mnie nawet zainteresowało. Należy jednak zaznaczyć, że autor nie polegał wyłącznie na owej tajemnicy. „Sekret Sunset Shimmer” to przede wszystkim „okruchy życia”, który opowiada o tym, jak Sunset Shimmer dostosowuje się do życia w ludzkiej społeczności. Ciekawostką jest to, że mieszka ona w USA. No, to niby oczywiste, ale miałem wątpliwości, czy świat ludzi w serialowym spin offie to nasz świat. Sun uważa, że tak. Można to uznać, za pewną podpowiedź dla czytającego komentarz, co za sekret może skrywać Sunset Shimmer. Próby dostosowania się do naszej rzeczywistości są ciekawe. Sunset Shimmer eksperymentuje z ważeniem eliksirów (czym autor odwraca uwagę od powodów znikania Sunset Shimmer po szkole) je mięso… tak, to mnie zaintrygowało i nawet przeraziło, bo sobie pomyślałem, co by było, gdyby zaczęła jeść kabanosa? Jakby to zaklasyfikować? Zawoalowana forma kanibalizmu? Sun potrafi uderzyć w mroczniejsze tematy… i subtelną erotykę: W ogóle drobnych żarcików tutaj nie brakuje. Powodują one, że tekst nabiera lekkości co pomaga w odbiorze. Są tu nawiązania do gier video, ale mnie najbardziej rozbawiły „chińskie bajki” i próba tradycyjnej odpowiedzi na taki argument. Jak ja to dobrze pamiętam. Aczkolwiek chyba ten dowcip może nie mieć odniesienia do tego, jak postrzegano anime w USA. A to, że akcja dzieje się w USA, ma tutaj znaczenie. Podkreślam, Sun wybrał USA nie bez powodu. Podsumowując „Sekret Sunset Shimmer” to utwór, który czytało mi się przyjemnie, aczkolwiek mam wrażenie, że mógłby on być dłuższy i autor trochę skacze po tematach. Być może czyni to dla odwrócenia uwagi czytelnika od tytułowego zagadnienia, a być może nie miał pomysłu, jak rozwinąć pewne wątki. Niemniej jednak było przyjemnie. Nie zaryzykuję bardziej pozytywnej oceny, gdyż fanfik ma 12 stron, a je nie wierzę, że na 12 stronach można stworzyć pamiętne arcydzieło, o ile nie jest to poemat. A co do sekretu, jaki ukrywa Sunset przed przyjaciółkami, zdradzę czytelnikowi, że…,że ten fanfik napisał Sun. I ponieważ ten fanfik napisał Sun, to czytelnik może się domyślić cóż, tym sekretem może być.
    1 point
Tablica liderów jest ustawiona na Warszawa/GMT+01:00
×
×
  • Utwórz nowe...