Jump to content

Leaderboard

Popular Content

Showing content with the highest reputation since 05/12/24 in all areas

  1. Nowy, jedenasty rozdział niejako zatrzymuje dotychczasową akcję opowiadania, w momencie, w którym dowiadujemy się, iż Twilight postanowiła w ramach podarunku urodzinowego napisać dla Cadance opowiadanie. Widzimy też, że to wcale nie będzie takie proste. Już teraz tekst podpowiada nam dlaczego Twilight Sparkle - jakby nie było ktoś, kto całe życie czyta książki, obserwuje, bada i na atomy rozkłada - może mieć nie lada kłopoty z kompozycją utworu literackiego pisanego prozą; brak talentu i umiejętności, zbyt długa przerwa odkąd ostatnim razem udało jej się popełnić taki tekst, a może Twilight, jak to Twilight, sama za mocno dokręca sobie śrubę, przez co nie jest w stanie napisać czegokolwiek, czym sama byłaby usatysfakcjonowana. A to przecież prezent ma być! I to nie byle jaki - ekspresywny, coby go (ślepa) Cadance ujrzała oczyma imaginacyji. A poza tym, najogólniej rzecz ujmując, rozdział napisany został zgodnie z duchem fanfika - to, co tu i teraz, miesza się z migawkami z przeszłości, a czytelnik musi przebrnąć przez wszystko z uwagą, by uszeregować na osi czasu poszczególne wydarzenia, za co nagrodą jest poznanie szerszego kontekstu; co zadziało się między bohaterkami, jak przekłada się to na ich obecne relacje i co to oznacza w ich obecnej sytuacji. Początek może lekko zmylić. Krótka konwersacja z Cadance, poprzedzona refleksją o tym czym dla Twilight - całkowicie nie gotowej do roli królowej - jest królestwo podmieńców prędko przechodzi do teraźniejszości, do sceny, w której protagonistka próbuje chociaż zacząć pisać prezent urodzinowy dla bratowej. "Wszystkie powody dlaczego nie jestem Chrysalis" okazały się przyjemnym, serialowym smaczkiem i zgrabnym rozluźnieniem nastroju przed rzeczami poważnymi, nieprzyjemnymi, przygnębiającymi. Aczkolwiek wnikając głębiej, idzie się doszukać rzeczy mogącej rzucić cień na całą dotychczasową historię i trzymać w niepewności przed jej ciągiem dalszym: Wiecie, Twilight to nie Chrysalis, no w żadnym wypadku! Ale na wszelki wypadek, gdyby to było kłamstwo (czyli Twilight jest Chrysalis, i w przenośni, i dosłownie) to będziemy to powtarzać, aż stanie się prawdą. Mała rzecz, a potrafi człowieka nawiedzić, sprowokować do zadania sobie pytania: a o czym to ja tak właściwie czytam? Świetna rzecz, za takie niuanse uwielbiam ten tekst. Wracając, próba rozpoczęcia opowiadania przypomina Twilight o czasach przedszkolnych, kiedy to naprawdę udało jej się stworzyć historię. Było to wspomniane w poprzednich odcinkach tekstu i wielki plus za przywołanie tegoż detalu teraz, jak również zbudowanie z niego czegoś więcej, takiej mini historyjki, która poszerza szeroko pojmowaną kreację tej małej Twilight, która marzyła o teleskopie, piekła ciasteczka dla Cadance, no i próbowała czaru przeistoczenia, aczkolwiek szczura z grejpfruta zrobić nie dała rady. Podobały mnie się te na pozór oderwane od siebie elementy, z których miało się składać jej opowiadanie z czasów przedszkola. Fajne jest to, że każdy może sobie na ich podstawie wyobrazić coś innego i złożyć z tego inną historię, jeżeli zechce. Siła imaginacyji I jest postęp! Twilight napisała trzy słowa: "Jesteś na Księżycu." Chylę czoła, idzie jej znacznie lepiej niż mnie ostatnimi czasy, bo aż trzy razy lepiej, ale trzy razy zero to nadal zero, a nie czekaj bo aż o trzy słowa więcej I tutaj protagonistka natrafia na problem - co dalej? Jak ja ją rozumiem Ten moment okazuje się idealnym na refleksje. Twilight Sparkle przywołuje kolejne wspomnienia, a ich przesłanie jest dość dobitne i przygnębiające: nie możesz zrobić NIC. Bardzo miła wspominka o znalezionych flamastrach i wspólnym rysowaniu z Cadance. Wygląda na to, że mimo wszystkiego, co ją spotkało na Ziemi, Twilight z sentymentem wspomina swoją przeszłość. To, co z wierzchu wydaje się miłe, szybko okazało się czymś smutnym, trudnym dla głównej bohaterki. I tak, spodziewałbym się po niej, iż będzie usiłować rozpracować barierę, ale nawet sukces tego przedsięwzięcia nie daje cienia nadziei (o gwarancji nie wspominając), iż cokolwiek to zmieni. Poczucie sprawczości jest tylko ułudą, bo nie można zrobić nic. Na nic się nie ma wpływu, trzeba z tym żyć? Ale czy na pewno? W trakcie kolejnych wspominek powraca motyw wpływu Celestii na Twilight, który to wpływ wydaje się być tak silny, że ta nic nie może poradzić, MUSI poddać się jej woli. Bo okazuje się, że jakiś czas temu bohaterki wyprawiły Lunie urodziny na Księżycu, lecz widok solenizantki wzbudził u Twilight niemały dyskomfort. Znacznie skrócona grzywa, tak na lato - niby nic. Szkopuł w tym, że to Twilight jest odpowiedzialna za ścięte włosy Luny, zaś sama Luna bynajmniej się o to nie prosiła. Kochana Celestia podpowiedziała Twilight, by ściąć nożycami grzywę Luny. Twilight tego nie chciała, uważała, że to coś strasznego (i ja jestem przekonany, że Celestia także od początku w pełni zdawała sobie sprawę z tego, że to jest straszne, niczego nie musiała sprawdzać), ale i tak to zrobiła. Podobnie jak wiele, wiele razy w przeszłości, wystarczyło odmówić. Wziąć swoje życie we własne kopyta. Pojąć, że to, co Celestia uznaje za słuszne wcale nie pokrywa się z tym, co Twilight uważa za słuszne. Ale jak wiele razy w przeszłości, tak i teraz Twilight pokornie wykonała to, co zasugerowała jej mentorka. Okoliczności zdarzenia Państwu nie przytoczę, zamiast tego gorąco zapraszam do przeczytania nowego rozdziału albo i całej historii, jeśli jeszcze tego nie zrobiliście, ale moim zdaniem Cadance i Celestia potraktowały Lunę dość okrutnie. Co do Cadance, to ona mogła za Luną nie przepadać, trudno, ale Celestia? Tak beztrosko przyłączyła się do Cadance? Sama wymyślała różne rzeczy? Jeszcze do spółki Władczynią Serc wmanewrowały Twilight we "fryzjerski" scenariusz? W połączeniu z tym, co wiemy z poprzednich rozdziałów, naprawdę zaczynam się zastanawiać, czy to nie Celestia jest tutaj... Może nie antagonistką, bo to za duże słowo, lecz źródłem zła, smutku i niewygody. Myśl ta stoi w silnej opozycji z tym, że przecież przez cały ten czas wszystko, co musi zrobić Twilight, by różnym rzeczom zapobiec, to powiedzieć: "NIE" Ważna rzecz - Celestia udoskonalała czar zsyłki na Księżyc przez te wszystkie lata. Teoretycznie mogłaby stwierdzić, że z takiej nieposłusznej Twiight nic nie będzie i troszkę ją ukarać... Ukarać oczywiście za nic. Chociaż pewnie dla niej niewykonywanie jej woli jest wielkim wykroczeniem. Im dłużej o tym myślę, tym bardziej wydaje mnie się, że protagonistka cały czas była i nadal jest w potrzasku. Są dwa przebłyski, w których Twilight próbuje zakosztować wolności, a nawet uzyskać kontrolę, pewną sprawczość. I za każdym razem kończy się to dla niej tak, że jak tylko tego próbuje, to z miejsca jej się odechciewa. Co za paskudna sytuacja, acz z drugiej strony naprawdę idzie w tym wszystkim odnaleźć cząstki samego siebie. Dzięki temu zyskuje refleksyjny wymiar dzieła, więź z czytelnikiem jest silniejsza, no i sama fabuła nie daje spokoju. Chciałoby się wiedzieć więcej, odkrywać więcej, mimo obawy, że to, co na nas czeka, może być wstrząsające. I to kolejny aspekt, za który uwielbiam "Nowoczesną Baśń o Księżycu" - klimat. Kreacja Twilight Sparkle jest prowadzona konsekwentnie i mimo różnych rzeczy, które popełnia, wielu scenariuszy, w które wplotła je autorka, czuć, że to ta sama, znajoma Twilight, choć nieco przerysowana, wypaczona szmatem upływającego czasu oraz zmianami w jej życiu, motywowanych głównie wolą Celestii. Twilight, która rozpacza, która spogląda w przeszłość i dostrzega rzeczy, z których kiedyś nie zdawała sobie sprawy, a które teraz, na Księżycu, nabierają głębszego sensu i znaczenia, zwłaszcza w kontekście jej relacji z Luną, która daje się ponieść emocjom i niekiedy potrafi zachować się jak nie do końca zrównoważona, ale zarazem jest to Twilight, która najwyraźniej nie uczy się na błędach. A przynajmniej na tym jednym, za sprawą którego to ktoś inny zorganizował jej całe życie, nie po jej myśli, lecz po swojej myśli. I ciężko powiedzieć czy zawsze jej trudy były skazane na porażkę, tylko teraz jest to szczególnie uwydatnione. Jedna z wielu zagadek, nad którymi każdy czytelnik winien podumać sam A zatem, chociaż rozdział nie popchnął akcji do przodu w jakimś oszałamiającym stopniu, to jednak odniósł sukces w skupieniu się na przeszłości Twilight, jej relacjach z pozostałymi księżniczkami, a także poszerzaniu kontekstu ich księżycowego więzienia. Czytało się to z zaciekawieniem, lekkim niepokojem i mimo trochę ponad dziesięciu stron, miało się wrażenie, że zadziało się wiele. Większość to wspomnienia, ale wciąż, czuć bagaż doświadczeń, czuć oddech tych demonów przeszłości, które podążają za Twilight nawet na Księżyc. Lunie idzie współczuć jeszcze bardziej, wzrosła niechęć ku Celestii oraz Cadance, zaś Twilight nadal wydaje się nosić w sobie wszystko. Niezmiennie historia wciąga i nie pozwala się oderwać ani o sobie zapomnieć. Cóż więcej rzec, czekam na ciąg dalszy, a niezdecydowanych namawiam, by dać temu fanfikowi szansę, gdyż jest on tego wart. Pozdrawiam!
    2 points
  2. Przeczytane. Mam wrażenie, że ten rozdział dostarczył mało ważnych informacji. Może poza tym, że Twilight dalej jest irytująca pod pewnymi względami - zwalanie winy na Celestię, swego rodzaju niezdolność do ponoszenia odpowiedzialności za własne wybory. No i lista z Nową Chrysalis mnie rozbawiła. Po prostu, miejsca, w które trafiają myśli Twilight i jej problemy bywają dla mnie mocno absurdalne, choć serialowe. A czemu Celestia trenowała czar zsyłki na Księżyc? To wydaje się oczywiste. Celestia straciła połączenie z Elementami Harmonii, a wciąż potrzebowała mieć jakieś rozwiązanie, które nie wiąże się z zabiciem oponenta.
    2 points
  3. Ale to jest właśnie ideologia WOKE Której to stellar blade unika, unika jej też heldivers 2, które nie daje żadnych symboli, nie tylko LGBT alfabetu, ale i czarnych i reszty. Tam jestes po prostu helldiverem walczącym z robakami czy robootami... Nie bez powodu środowiska atakują te dwie gry, jak atakowały min Dziedzictwo Hogwartu :d W każdej grze MUSI BYĆ teraz jakaś mniejszość :d choćby toi BYŁO NAJBARDZIEJ NIELOGICZNE! Jak np CZARNA ANGREBODA w nowym GOWie Kto kiedyś widział czarnego wikinga w tamtych czasach? Normanie byli wyłącznie Białym Ludem To tak, jak Netflix przesadził fałszując historię niedawno, za co został pozwany za "czarną kleopatrę". To właśnie takiej ideologii wciskania poprawności politycznej, czyli "polityki" mają dość gracze. NORMALNYCH GRACZY nie interesuje płeć, kolor skóry, nie musi być wciskana chociaż jedna postać, by zadowolić... Ważne by to było logiczne historycznie, a coraz bardziej wychodzi na to, że poprawność niszczy nie tylko logikę, ale i fakty historyczne w grach czy filmach.... A firmy konsultingowe stojące za min Sweet Baby, Black Girl Gamers i innymi, które promują Inkluzywność i inne te pierdoły, własnie przepełniają czarę, napędzając sprzedaż gier, jak Stellar Blade, które uciekają od tych tematów. @Socks ChaserLudziom po prostu zaczyna się już z ryjów ulewać, proszę, zrozum. Za dużo wpychania do gardeł 😞 Nie w każdej grze, musi być czarny, nie w każdej grze musi być jakaś "podróbka płci" trans, nie w każdym tytule musi być tęcza... I na boga... "Nie mozna być rasistą w stosunku do białych"... Jedno z najbzdurniejszych powiedzeń, które mogli wymleć ludzie z branży inkluzytwności, ech. Serio, to się już ulewa.
    1 point
This leaderboard is set to Warsaw/GMT+02:00
×
×
  • Create New...