Jump to content

Sun

Brony
  • Posts

    1542
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    38

Sun last won the day on January 19

Sun had the most liked content!

About Sun

  • Birthday 10/26/1993

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Novigrad
  • Zainteresowania
    - Modelarstwo
    - Broń pancerna II wojny
    - Majsterkowanie
    - Sprzęt PC
    - Książki i fanfiki
    - Jak se przypomnę, dopiszę
  • Ulubiona postać
    Służę jedynej, słusznej królowej

Recent Profile Visitors

24938 profile views

Sun's Achievements

Forumowy wyjadacz

Forumowy wyjadacz (8/17)

850

Reputation

  1. Wstępnie planowane są 4 książki, ale zobaczymy jak to wyjdzie w praniu. Co do pękania grzbietów i wypadania kartek, to problem ma dwa źródła i ja jestem w stanie zadbać tylko o jedno z nich. Mianowicie, problem może wynikać albo ze złej jakości materiałów (głównie kleju), albo ze zbyt małego marginesu wewnętrznego. On jednak rodzi taki problem, że im większe marginesy, tym mniej tekstu na stronie, wiec więcej stron i grubszy grzbiet, który chętniej pęka. Ale to problem na później.
  2. i nie będzie niespodzianki. Gwoli ścisłości, to nie rozpędzałbym się tak, bo jeszcze sporo jest do zrobienia. Ale krok po kroczku...
  3. Kriostaza Przeczytałem i stwierdzam, że opowiadanie mało co wyjaśnia. Aczkolwiek, pewnie gdybym pierw przeczytał Tajemnicę lodowca, to może byłoby lepiej. Ale jakoś zacząłem od tego, więc ten skomentuję jako pierwszy. Fabularnie jest… mało. Stanowczo za mało. Znaczy, to jest bardzo zachęcający fragment. Jakby wstęp do czegoś dużego. Czuć tą tajemnicę związaną z tym starożytnym plemieniem, które zniknęło i czuć niepewność związaną z wyprawą archeologiczną w poszukiwaniu tej cywilizacji. A gdy przychodzi co do czego, to mamy dobrze zbudowane napięcie związane z atakiem czegoś dziwnego na obóz. Atakiem, który przeżyła tylko Twilight. Jedyne co mnie na razie zastanawia, to te wstawki od człowieka chyba? Te od istoty z karabinem. Chwilowo mi nie pasują do niczego. Zakładam jednak, że są ważne i mają coś wspólnego z tą cywilizacją. Tym niemniej, czułem straszny niedosyt po tym fiku. Owszem, zachętę do czytania pozostałych, ale jednocześnie straszną pustkę. Może i fabuły tu nie ma za dużo (ale jest zachęcająca zapowiedź), ale za to muszę pochwalić klimat jaki udało się tu stworzyć. Czuć tajemnicę, czuć niebezpieczeństwo i czuć przygodę. Może niepotrzebnie się napalam, ale czuję się troszkę tak, jak na początku Reliktu. Zachęcony i zaintrygowany. Pod kątem technicznym, było chyba dobrze. A przynajmniej nie rzuciło mi się w oczy nic złego. Podsumowując, zostałem zaciekawiony, więc czytam dalej. Skrysztalenie. No, to było dobre. Lepsze niż poprzedni fik. W zasadzie, są to dwie sceny. Pierwsza, gdzie błąkająca się po lodowych pustkowiach Twilight trafia do jaskini, gdzie zamrożonych jest masa istot i kucyków. Fajnie to pasuje do poprzedniego fika, gdzie Twilight gdzieś znika, a potem odnajdują tylko ją, straumatyzowaną. I o ile motyw galerii „zachowanych” istot nie jest nowy (chociażby Gravity Falls), to jest on tu zrealizowany dobrze. Mamy zarówno mieszankę ciekawości i strachu Twilight, jak i klimat niepewności, skąd się to tu wzięło.No i mamy naprawdę dobry klimat wędrówki po galerii sław. Owszem, możnaby to rozbudować, ale dalej, jest OK. Do tego mamy coś, co ściga Twilight. Słowem, naprawdę klimatycznie napisana scenka. Dobrze zbudowane napięcie i groźba śmierci. Drugim, znacznie krótszym fragmentem jest kilka scenek po odnalezieniu i uratowaniu Twilight. Jak się budzi w szpitalu i jak w tłumie kucyków w Kryształowym Królestwie widzi kogoś, kto był zamrożony w lodzie. To znów otwarte zakończenie, które wzbudziło moje zainteresowanie wykreowanym światem. Technicznie bez zarzutu. A przynajmniej nic nie zauważyłem. Podsumowując, kolejna fajna dawka budowania świata i zachecania mnie do Tajemnic Lodowca. Opowieści starego poszukiwacza I kolejny, zachęcający ficzek. Tym razem dziejący się w zasadzie przed pozostałymi, jeśli dobrze zrozumiałem. Ale mimo tego, sporo nam wyjaśnia odnośnie tego, co się stało w poprzednich opowiadaniach. Bardzo fajny pomysł. Bo gdyby czytać to według kolejności zdarzeń, to pewnie by można sobie zepsuć całą historię i te dwa poprzednie. Tym razem mamy wspomnienia ogiera, który poszukiwał kiedyś Kryształowego Królestwa. Nie znalazł go, ale za to trafił na pozbawione kuców miasteczko, oraz informacje co spowodowało jego zagładę. Uwaga, będą spoilery. Od razu powiem, że podoba mi się wykorzystanie Windigos. To rzadki temat w fikach. Do tego tu są całkiem fajnie wykorzystane. Jako jakieś demony, które nie tylko robią zimę, ale też porywają kuce i… zamieniają w lodowe muzeum? przybierają potem ich postać? Kolejne pytania… Sama opowieść ogiera też jest spoko. Aczkolwiek mogłaby być dłuższa. Mogłoby być więcej przeszukiwania tej pustej wioski i stopniowe natykanie się na ślady, zamiast jednego tylko wpisu w dzienniku. No ale i tak jest spoko. Podsumowując te trzy fiki… Same w sobie są ok. Poprawnie napisane i przyjemne w lekturze. Mocno mnie jednak zachęciły do Tajemnicy Lodowca.
  4. Ależ to był random. Chyba najbardziej randomowy random jaki widziałem, do czasów sweetie brick. Choć to jest random troszkę innego typu. Tu mamy po prostu zwariowaną fabułę, w którą autor wrzuca coraz więcej. I to działa. Bohater przesiedział drugą wojnę światową i kolejne 50 lat, grając na konsoli? Czemu nie. Adolf Hitler, który śpiewa? Czemu nie. Mane6? Oczywiście. I, jak mówiłem, to jest poskładane nawet z pewnym sensem. Jak na random. Przyznam, że śmiałem się przy tym niezmiernie. Technicznie, było spoko. Widzę, Ziemniak troszkę tam dodał sugestii, ale i tak było nieźle. Podsumowując, polecam ficzek miłośnikom randomów i nie tylko.
  5. Zostałem przywołany przez Ziemniaka, zatem jestem. Jestem i powiem co ja o tym myślę. Otóż, to dobra, ciekawa i naprawde przyjemna komedia. Trochę inna niż się spodziewałem, gdy zacząłem czytać, ale i tak dobra. Sweetie Belle przypadkiem znajduje tytułowe „zabawki” swojej siostry. Troszkę jak w jednej scenie Winningverse, ale tu mamy cały fik oparty na nim. Chyba pierwszy raz taki widzę. Podoba mi się ten pomysł. No więc, Sweetie znajduje „zabawki”, po gryfickim napisie Toy wnioskuje, że to zabawki (podoba mi się ten pomysł, że Angielski to Gryficki). Jednak zanim zacznie próbować rozkminić jak się tym bawić, to wpada Rarity i psuje całą zabawę, nic przy tym nie mówiąc (ale pomaga Sweetie odrobić pracę domową, więc plus). Na tym etapie byłem trochę zawiedziony, bo liczyłem, że Sweetie będzie coś testować i zastanawiać się co to za cuda (Taka, „magiczna różdżka” wygląda trochę jak mikrofon). Jednak to nie był koniec, a dopiero początek. Dalej nie będę nic mówił, ale temat poprowadzony jest ciekawie, zabawnie i nawet z morałem. Postacie, jak już Ziemniak zauważył są bardzo serialowe. Ale to dobrze. To pasuje. Poza tym, ta serialowość została tu fajnie zbudowana i fajnie wykorzystana. A, przecież chcemy postacie, które mają coś wspólnego z rzeczywistością. Technicznie było ok. Widziałem kilka literówek, ale ogólnie jest spoko. Nic nie odrywa od lektury. Podsumowując, polecam ten fik, bo się całkiem ubawiłem, czytając perspektywę młodych i jeszcze niewinnych klaczek na niezbyt niewinne sprawy. Choć potencjał możnaby wykorzystać bardziej.
  6. Jeśli masz taką moc, to tak. A możesz też dodać rozdziały do pierwszego wątku?
  7. Jak już kiedyś wspominałem, uwielbiam Crisisa. To jeden z moich ulubionych fików. Było mi niezmiernie smutno, gdy autor porzucił swe dzieło na 37 rozdziale. Zaś gdy po latach postanowił dokończyć swe dzieło, poczułem olbrzymią radość. Równie wielką, gdy aTOM wznowił tłumaczenie. Szkoda, że nie miał czasu go dokończyć. Ale i tak jestem mu wdzięczny za to, co dla mnie zrobił, tłumacząc ten tekst. I za to, chciałbym się w pewien sposób odwdzięczyć, dokańczając go. By tłumaczenie było pełne i by inni mogli się cieszyć tym tekstem w całości. Trwało to stanowczo za długo, ale oto jest: Rozdział XXXX: Inherencja Epilog: Inauguracja Od razu uprzedzam, nie jestem aTOMem i zapewne nigdy nie będę na jego poziomie, ale starałem się jak najlepiej. Chciałbym też podziękować @aTOM, jak mi pomógł, udostępniając swój ,,słowniczek", notatki, oraz wspomagając dobrym słowem. A także @Gandzia za korektę, dzięki której ten tekst wygląda naprawdę dobrze, oraz @SPIDIvonMARDER za wsparcie przy wierszach. A nie powiem, były strasznie trudne, by zachować układ rymów i budowę linijek zgodną z postaciami (zdecydowałem się na dokładne zachowanie układu z oryginału, gdyż sposób mówienia zebry zależy od jej statusu społecznego). Dziękuję raz jeszcze. Od razu dorzucę swoją opinie o finale i epilogu, bo wiem, że wywołały pewne emocje. Ja osobiście jestem zdania, ze ten finał jest dobry. Zapewne mógłby być lepszy, ale moim zdaniem, jest dobry i pasuje do tego fika. Co zaś się tyczy epilogu, to podzielę go na dwie części: Powrót mean six oraz resztę. Ta cała reszta, czyli ostatnie pożegnanie z bohaterami z Equestrii V jest fajne, urocze i bardzo ważne z perspektywy seqela. Jak dla mnie pasuje i bardzo się cieszę, że się tam znalazło. Zaś powrót Starlight i jej sióstr? Cóż, jest ok, choć nic byśmy nie stracili gdyby sie nie pojawiło, albo pojawiło w innej formie. Aczkolwiek to moje zdanie. A dla tych, którym jeszcze mało Crisisversum, polecam zerknąć na rozdziały bonusowe, a także prequel, sequel i alternatywną wersję Crisisa. Wszystko to można znaleźć na fimfiction.
  8. Przeczytane i… mamo, co to był za random. Nawet nie wiem czy troszkę nie za bardzo randomowy (o ile to możliwe). Fabuła jest zakręcona jak słoik po potrójnej przejażdżce na karuzeli. CMC próbują zdobyć znaczki, przejmując władzę nad światem. Chcą wykupić kubki na kawę, by przejąć naleśniczki i zmusić Ceśkę do poddania się. Jakby tego było mało, na Apple Bloom poluje płatny zabójca, a ona sama ma problem z aktywującym się co jakiś czas trybem komunistki. Słowem, jest tu wszystko, wszędzie i na raz. I to nawet ze sobą gra, tworząc piękny, logiczny chaos. Tak piękny, że na przemian prycham i parskam ze śmiechu. Technicznie nie mam nic do zarzucenia. To tekst napisany bez błędów i bez niedoróbek. Niby można by się czepiać tak kosmicznie długiego zdania, ale to ewidentnie celowy zabieg, poza tym to random. Podsumowując, to jest czysty random, który nie każdemu przypadnie do gustu. Mi się podobał.
  9. Kolejny Crosover z Bombą. Jak wyszedł? Muszę przyznać, że nawet zabawnie. Nie jest to komedia wszechczasów, ale tragedii nie ma. Kilka razy się zaśmiałem. Zaczyna się od tego, że Twilight bierze Rainbow na królika doświadczalnego. Pomysł OK, serialowy i sensowny. Jednak zamiast cofnąć Rainbow w czasie, wywala ją na inną planetę, do bazy kosmitów. I akurat w tym samym momencie wchodzi tam Bomba i jego dwóch ziomków. Rainbow najpierw ucieka przed nimi, a potem współpracuje przy rozwalaniu kosmitów. Plus za scenę, gdy Rainbow zaplątuje się w karabin laserowy i rozwala przypadkiem dziesięciu obcych. Kojarzy mi się z podobną sceną z Jak rozpętałem II wojnę. No i była całkiem zabawna. Opisy w zasadzie dają radę. Są krótkie, szybkie i w zasadzie skąpe, ale jakoś mi to tu nie przeszkadza. Rainbow i tak nie ma czasu zachwycać się detalami, gdy strzelają do niej z laserów. Klimat Bomby też jest utrzymany. A przynajmniej tak mi się wydaje. Technicznie, Hoffman już się wypowiedział, więc za bardzo tu nie mam nic do dodania. Po prostu się zgadzam. Tekstowi nie zaszkodziłoby trochę poprawek. Aczkolwiek czytać się da. Podsumowując, ten fik jest nawet zabawny, ale z pewnością nie wykorzystuje pełni swojego potencjału. Tu można było wycisnąć znacznie więcej.
  10. Heh, to było całkiem dobre. Random bazujący na kosmicznych jajach (aż szkoda, że takich filmów się już nie robi). Dobry pomysł. Nie tylko dobry pomysł, ale i dobre wykonanie. Czuć klimaty pierwowzoru i filmów Mela Brooksa. Lord HEŁMOnoCNIK wygląda i zachowuje się jak filmowy Hełmofon. Ma nawet te same problemy z opadającą przyłbicą i swój masterplan. Tu od razu muszę przyznać, że podoba mi się jego backstory z byciem niespełnionym potentatem handlowym. Nie pamiętam na ile to kanoniczne, ale wypada fajnie i pasuje. Podobał mi się również pomysł z oddziałem zezowatych snajperów. Wprost cudowny. Pasuje do klimatów obu dzieł. W ogóle, opisy i dialogi budują klimat filmów Mela Brooksa. Strona techniczna wygląda nienagannie. Nie ma się do czego przyczepić. Podsumowując, to dobra komedia. Wprawdzie, widziałem lepsze (albo raczej takie, które rozbawiły mnie bardziej), ale ta jest dobra, dobrze zrealizowana i godna polecenia.
  11. Widząc tytuł, aż w głowie chce się dopowiedzieć Mario. Ale to przecież nie jest fik o Mario. To jest fik o bardzo ciekawym pomyśle. Ponieważ przez większość czasu nie mamy dialogów, ani opisów, tylko nagrania na automatycznej sekretarce. Każde poprzedzone informacją, że jest to nagranie. I cała sprawa zaginięcia Fluttershy i tego co się działo potem z jej przyjaciółkami jest właśnie przedstawiona jako nagrania na automatycznej sekretarce. To bardzo dobry i bardzo klimatyczny pomysł. Niezmiernie mi się podoba. Realizacja pomysłu też jest nawet całkiem dobra, choć miejscami brakuje jej logiki. Czemu nikt nie sprawdził na początku czemu Fluttershy nie odbiera? Przecież nie mieszka w innym mieście, czy coś. Czemu czekały ponad cztery dni z wezwaniem policji? I jeszcze się obraziły. No serio, czy tak postępują przyjaciółki? Na całe szczęście dalej jest lepiej. Nawet nie będę narzekał na szmatę z chloroformem. Filmy z lat 90tych utrwaliły w nas obraz tego, że chlust chloroformu na szmatę uśpi każdego w kilka sekund. Owszem, to nie jest prawda, ale jakoś mogę z tym uproszczeniem żyć. Widzimy jak cierpią przyjaciółki Fluttershy, Rarity zaczyna pić na wyścigi z Applejack, Pinkie się tnie (jeśli dobrze zrozumiałem), a Rainbow ma nadzieję. Nadzieję, która, jak się okazuje wynika z miłości. Znów muszę pochwalić, bo relacja (niby jednostronna), którą widzimy ze strony Rainbow jest naprawdę fajnie opisana. Widać chwilę wahania, gdy Rainbow stwierdza, że nienawidzi tych wiadomości, widać pociechę jaką Rainbow ma w głosie z sekretarki, widać nawet to przywiązanie wynikające z opowiadania elektronicznemu głosowi, co się dzieje. Po roku (według fabuły) nadchodzi przełom, Flutters (mam wrażenie, że to zdrobnienie się nie przyjęło u nas) się znajduje i trafia do szpitala. Wychudzona, poraniona i zniszczona psychicznie. Możemy się tylko domyślać, co się działo. Rainbow przytuliła przyjaciółkę i wreszcie pozwala sobie na płacz, wyrzucając sobie, że nie powinna płakać bo przecież musi być silna. Może i Grento miał rację, że takie podejście jest złe i wyniszczające, ale moim zdaniem, to pasuje do Rainbow Dash. Szkoda, że strona techniczna tłumaczenia wypada tak średnio. Brak justowania i angielski zapis dialogowy w części gdy Rainbow rozmawia z Shy. Miejscami też miałem wrażenie, że tłumaczenie jest zbyt dosłowne i zbyt bezpośrednie, przez co zdania nie wyglądają naturalnie. Ale pewnie musiałbym porównać z oryginałem by mieć pewność co do tego. Podsumowując, nawet polecam ten fik. Bo ma ciekawy pomysł. Wykonanie mogłoby być lepsze, ale biorąc pod uwagę długość i pomysł, to warto dać mu czas.
  12. Na początek zaznaczę, że komentarz tyczy się wersji rozszerzonej. To był całkiem zabawny randomik. Rechotałem razem z bohaterami wymyślajacymi coraz to bardziej pokręcone teorie spiskowe o drzewach. Niby wszystkie brzmiące bezsensownie, ale ta argumentacja… sprytna i zabawna. Jeszcze bardziej zabawnie zrobiło się na końcu, gdy się okazało, że te teorie spiskowe są jednak prawdziwe. Musieli mieć niezłe miny. Owszem, zakończenie było kompletnie przewidywalne, ale pasuje. Trochę szkoda, że dialogi są zapisane jako wypunktowanie (autoformatowanie google), ale powiedzmy, że szło to przeżyć przy czytaniu. Podsumowując, polecam bo to przyjemny i zabawny ficzek.
  13. Có, to było dziwne, ale zaskakująco przyjemne. Fik opowiada o istotach wyższych, takich jak pan śmierci, snów i kilku innych tego typu jegomości. To ciekawy koncept. Podoba mi się. Aż się prosi by był wątkiem pobocznym w jakimś dłuższym fiku, albo by któryś z bohaterów gościł czasem w tle jakiegoś dzieła. A czym się zajmują w tym fiku? Poza pilnowaniem siebie nawzajem dbają o to by życie śmiertelników nie było za przyjemne. A to wymyślą lek na kaca, ale zarazem sprawią, że wynalazcy będą mieli tyle kasy, że im odwali, koszmar ześlą, albo potrują młodzież metanolem za co wina spadnie na sprzedawczynię. To wszystko utrzymane w z jednej strony luźnej, ale tak naprawdę niepokojącej i zastanawiającej atmosferze. Aż się zacząłem zastanawiać ile wspólnego z nimi ma Discord, czy przed masowym unieszkodliwianiem życia powstrzymuje ich coś więcej niż tylko chęć by zabawa trwała. Klimacik pierwsza klasa. Zaskoczyła mnie z kolei ilość błędów w tym fiku. Ale nie typowych ogonków, błędów interpunkcyjnych, albo związanych z formatowaniem tekstu, a błędnych końcówek wyrazu, form lub spójników. Przyznam, że po autorze spodziewałem się więcej. Podsumowując, to było trochę dziwne dzieło. Dziwne, ale przyjemne. Ma dobry pomysł na siebie, który bardzo klimatycznie realizuje. Można je polecić, nawet mimo wad technicznych.
  14. Czy to ten sam Erlenmeyer z fanfika: Polityka? Jeśli założyć, że tak, to ten list nie może być względem Polityki kanoniczny, bo zwyczajnie nie pasuje do jej fabuły. Załóżmy więc, że nie jest to ten sam Erlenmeyer. W tej sytuacji muszę stwierdzić, że fik jest ciekawy. Tak, powiedzmy, że jest ciekawy. Jeśli dobrze rozumiem, to ostatnie słowa samobójcy, który podsumowuje swoje życie i przeprasza tych, dla których był niedobry, a których nie potrafi przeprosić twarzą w twarz. I z tej perspektywy to wypada ok. Podobają mi się też określenia używane w fiku, jak krystaliczna krew. Poetyckie. Trzeba będzie kiedyś zastosować. Między wierszami da się zobaczyć, co przeszedł bohater. Owszem, miał słowa otuchy, że się sytuacja poprawi, że życie ma sens, ale poza dobrymi radami nie dostał wiele. A widać to nie wystarczyło. Z resztą, życie samo w sobie nie ma sensu. Dopiero my możemy mu ten sens nadać, mając jakiś cel, czy coś. Owszem, ludzie wokół są ważni, ale to my i tylko my możemy nadać naszemu własnemu życiu sens. Tak mi się wydaje, bo nie jestem dobry w te klocki. Rozumiem też tych, którzy go odrzucili. Ile można siedzieć z kolesiem, który jest toksyczny. Niestety, czegoś mi w tym fiku brak. Ciężko mi zdecydować czego, ale chyba jakiegoś, szerszego kontekstu do tego fika. Arkane ma rację, że to by świetnie pasowało jako początek, albo koniec czegoś dłuższego. Podsumowując, to było dość ciekawe dzieło, które niesie sporo treści ukrytej między wierszami. Aczkolwiek mnie fik nie porwał.
  15. Przeczytałem i muszę rzec, że to był bardzo fajny i poprawnie napisany ficzek. Aczkolwiek nie wiem czy jestem w stanie się zgodzić, że jest tak cudowny i wzruszający. Fik opowiada o Lunie, która dowiedziała się, że kocha ją gwardzista. Gwardzista, który poświęcił dla niej życie. I ona odkryła, że też go kocha. Choć nawet nie wymienia jego imienia. Nie znała go? Choć to akurat fajny zabieg. Nadaje jakiejś takiej tajemniczości do postaci… A może pokazuje, że każdy z nas może pokochać księżniczkę? Fik mówi dużo o miłości gwardzisty do Luny, ale mało o samej miłości Luny do niego. Do tego stopnia, że trochę miałem wątpliwości co do tego. Znaczy, wiem, że miłość wszystko wypaczy, ale dalej zabrakło mi tu troszkę więcej ze strony Luny. Może fragmentu, gdzie wspomina jego drobne gesty czy coś. Aczkolwiek mimo to historia jest napisana naprawdę dobrze. I naprawdę może wzruszyć. Z pewnością muszę pochwalić fika za formę przedstawienia opowieści. Mimo, że nie ma tu za wiele opisów, to mamy napchane treścią scenki, które składają się na pełen obraz naszej sytuacji. Wspomnienia zapisane w dzienniku, wiersz do Luny, krótki opis koszarowego łóżka, obserwacja nocy… Wszystko to zwięźle, ale treściwie prezentujące tą „tragiczną” miłość. Poza tym, ta forma jakoś bardzo mi pasuje do fabuły. Jeśli chodzi o stronę techniczną, to tylko jedna rzecz przykuła moją uwagę. Mianowicie pisanie Cię i Ciebie z dużej litery. Czy nie powinno być czasem z małej? Poza tym, ładne, poprawne tłumaczenie. Podsumowując, to dobry fik. Zdecydowanie wart polecenia.
×
×
  • Create New...