Leaderboard


Popular Content

Showing content with the highest reputation since 26.01.2017 in all areas

  1. 18 points
    Zjem tyle pączków ile pod tym statusem będzie repek
  2. 15 points
    Witam w kolejnym wywiadzie Znaczkowej Ligii Po bardzo długiej przerwie, pojawia się kolejny wywiad, tym razem z najnowszym Adminem! 1. Jak dowiedziałeś się o serialu i forum? O serialu dowiedziałem się totalnie przypadkiem podczas przeglądania Kwejka. Oczom mym ukazał się najpierw jeden, potem drugi gif z serialu (skradająca się Dash z drugiego odcinka). Zainteresowany udałem się na YT i wpadłem. Natomiast forum... Cholera, nie pamiętam. Też pewnie z przypadku, przynajmniej za pierwszym razem. Przez ponad rok tylko lurkowałem z cienia, nie pisząc ani jednego postu. Zacząłem się udzielać dopiero jako korektor Albericha, gdy ten zamieścił pierwsze rozdziały swojego fica - Zegary. 2. Czy pamiętasz jakąś zabawną sytuację z początków swojej kariery jako "kolorowy", bo trochę tych stanowisk już tu miałeś...? Czy zabawną to nie wiem, ale pamiętam swoje pierwsze dni w fiolecie (opiekun radia Equestria FM), gdy chciałem się wykazać i ogarniałem bajzel na SB grając z userami w "prawda lub wyzwanie" Ogólnie to wszystkie zabawne sytuacje ze mną w roli głównej (jeżeli takie były) wynikały głównie z przypadku. Jak pełnię jakąś funkcję, staram się równoważyć luz i powagę, żeby nie być sztywnym, ale jednocześnie dawać do zrozumienia, że wiem co robię (swoją drogą, ciekawe jak mi to wychodzi. Opinie mile widziane). 3. Czym się inspirowałeś, wybierając taki właśnie nick? Szczerze? Niczym. To jeden z nicków (a raczej jeden jego człon), który posiadały moje postacie w Tibii. Tak, to nick z generatora tejże gry. Ot, cała jego historia. Jego pełna wersja to Vivendius Decaded. Gdzieniegdzie można mnie też spotkać jako Valacanar (tak, też powstał z generatora nicków Tibii). 4. Co sądzisz obecnie o fandomie? Fandom jak fandom. Jest zdecydowanie większy od tego, który był pięć lat temu. Nie identyfikuję się z nim, więc i nie mam wyrobionego zdania na jego temat. 5. Jakbyś rozmawiał z osobą która jest anty brony? Tak samo jak z osobą, która lubi frytki, jest gejem, lesbijką, {insert user class here}. Nie bardzo rozumiem to pytanie. Od kiedy "lubię/nie lubię" danej osoby dyktuje to jak się z nią rozmawia? Tak długo, jak długo mój rozmówca okazuje mi szacunek, tak długo ten szacunek mu zwracam i to, czy jest fanem/antyfanem/cokolwiek nie ma tu żadnego znaczenia. 6. Za jakim userem najbardziej tęsknisz? Im dłużej nad tym myślę, tym mniej osób przychodzi mi na myśl. Acz to pewnie dlatego, że mało osób znam na tyle dobrze, by za nimi tęsknić. 7. Jak widzisz przyszłość forum? Nie widzę. Dla mnie jest "tu i teraz" i nad tym pracuję. Jednakże, odchodząc od mojego stylu bycia... przyszłość forum widzę bardziej kucykowo, inaczej za dnia, inaczej w nocy. Więcej chwilowo nie zdradzę :3 8. Chciałbyś wrócić do początku istnienia forum? Przeszłość zostawmy historykom i archeologom. 9. Jakie masz plany na najbliższą przyszłość? Pozbyć się nękającego mnie choróbska, odtruć organizm, zdjąć z karku kosę Kostuchy. Dość pozytywnie Jeżeli zaś o forum chodzi... Patrz na drugą część pytania nr 7. 10. Nadal czujesz się częścią fandomu? Nigdy nie czułem się jego częścią. Fakt, udzielam się w nim, ponieważ mam tu znajomych, jednak to jedyne co mnie z nim łączy. 11. Czy praca jako Red, bywa stresująca? Naa, ani troszkę. To jest, dopóki wszystko działa, bo jak coś działać przestanie, a ty nie masz bladego pojęcia dlaczego... różnie to bywa. Na szczęście do tej pory moja wiedza jest wystarczająca do poprawy wszystkich błędów zanim owe zasieją ferment na forum. 12. Jaką postać z serialu lubisz najbardziej? Um... hmm... em... W sumie to mam dwie takie. Twilight i Luna. Twi, ponieważ tak jak ona lubię zbadać dany problem dogłębnie i ciężko mi uwierzyć w coś, co nie ma odniesienia naukowego (acz nie upieram się, dobre argumenty z reguły sprawę załatwiają). Luna natomiast jest Panią Nocy, a noc to okres mojej największej aktywności i najlepszego samopoczucia. Cóż, dziękujemy za tak wyczerpujące odpowiedzi poświęcony czas I zapraszamy do czytania.
  3. 12 points
    Art wykonany przez @Arcybiskup z Canterbury Imię: Emerald Shine (Villefort) Rasa: Kucyk ziemski Płeć: Ogier Znaczek: Zwój pergaminu na którym spoczywa pióro Historia • Dzieciństwo i dorastanie Emerald urodził się w Trottingham* jako syn redaktora jednej z tamtejszych gazet. "Wieści Trottinghamu" dobrze się sprzedawały, więc niczego w domu nie brakowało. Aż do czasu, gdy na światło dzienne wypłynęły przekręty i fałszywe informacje, które ojciec Emeralda - Diamond Hoof, starał się zatuszować. Ojciec był prześladowany, na ulicy nazywano go kłamcą i zyskał przezwisko: Raggedy Hoof. Matka Emeralda odeszła, gdy źrebak miał niecały roczek. Emerald nie pamiętał nawet jak wyglądała. Koledzy z redakcji ojca się od niego odwrócili, większość winy spadła na niego i nie chcieli ryzykować swojej reputacji, pokazując się z nim publicznie. W końcu była to sprawa wagi królewskiej. Diamond jedyne wsparcie otrzymywał od swojego dawnego kumpla, który nie zrażony całą sytuacją, nadal trzymał jego stronę. Nie miało to również dobrego wpływu na Emeralda. Ojciec kochał swojego syna, ale nigdy mu tego wystarczająco dobrze nie okazywał. Po aferze w redakcji kompletnie osowiał i nie mógł znaleźć dla niego czasu, próbując wiązać koniec z końcem. Źrebak większość czasu spędzał na zabawie ze swoją sąsiadką - Velvet Venture. Wymykali się razem do ogrodu i bawili, dopóki rodzice Vivi (ksywka, którą pewnego dnia wymyślił Emerald) nie wracali z pracy. Velvet odegrała ważną rolę w życiu Emeralda. "Vivi, czyli moje roześmiane światełko" - napisze potem w swoim dzienniku. Jednak rodzina klaczki nie była zadowolona z towarzystwa, jakie dobrała sobie ich córka. Pewnego pochmurnego (a na pewno w ten sposób zapamiętanego przez Emeralda) dnia, matka Vivi, w tym czasie szanowana księgowa, wróciła wcześniej z pracy i zastała dwójkę przyjaciół bawiących się w ogrodzie. Nakrzyczała na córkę i niemal wyrzuciła młodego Shine'a z ogrodu. Emerald czuł się okropnie, obwiniał swojego ojca za sytuację w której się znaleźli i fakt, że nie mógł się już widywać z Velvet. Emerald miał wtedy 11 lat, po 13 rozpaczliwie długich dniach spędzonych w domu (opuścił nawet szkołę, ojciec dorabiał wtedy w szwalni i wychodził wcześnie rano, więc nie miał jak go przypilnować) usłyszał stukanie w okno. To była Vivi. Te odwiedziny mocno podniosły go na duchu, ponieważ postanowili, że będą się jednak spotykać, ale krócej i ostrożniej. Zatem weekendy spędzali razem i widywali się codziennie w szkole. Emerald nie chciał z początku przystać na propozycję Velvet, by nie narobić jej problemów. Zadawanie się z synem kłamliwego nędznika mogło przysporzyć jej kłopotów w domu i w szkole. Jednak Vivi była innego zdania, przekonała Emeralda, że liczy się to kim jesteś a nie to kim cię widzą. Była bardzo mądrą, młodą klaczką. Zawdzięczała to swojemu wujkowi, który opiekował się nią często, gdy rodzice nie chcieli wynajmować opiekunki. Był bardzo dobrym kucykiem, pewnie dzięki niemu Velvet nabrała odpowiednich wartości, zamiast podążać za statusem społecznym jak jej rodzice. Vivi powoli zmieniała również stosunek Emeralda do jego ojca. Pewnego wieczora, gdy Diamond wrócił do domu, syn rzucił mu się na szyję i płacząc przepraszał, że był dla niego taki okropny. Pomiędzy smarknięciami i szlochami, próbował mu wytłumaczyć, że teraz rozumie już jak wiele dla niego robi i że to docenia. Wtedy po raz pierwszy od sporego czasu, na twarzy Diamond Hoofa pojawił się szczery uśmiech. Co raz częściej ze sobą rozmawiali o wszystkim i o niczym. Ojciec często podkreślał, że uczciwość i dobroć są w życiu najważniejsze, przestrzegał aby syn nie popełnił jego błędu. Tuż przed dwunastymi urodzinami Emerald dostał w końcu swój znaczek. Źrebak po prostu przepisywał notatki do szkoły i nagle poczuł się dziwnie lekko. Na chwilę wszystko zawirowało, a w chwilę potem na jego zadzie pojawił się pergamin z leżącym na nim piórem. Podekscytowany pobiegł prosto do Vivi (ojca nie było jeszcze w domu) i razem celebrowali to wydarzenie. Chwile spędzone z przyjaciółką zawsze były dla niego najwspanialszymi w życiu. Nie mieli wiele czasu, bo matka Velvet miała być w domu lada chwila, ale to nie miało wtedy znaczenia. Radośnie skakali dookoła a gdy się zmęczyli, leżąc na trawie, rozmyślali co ten znaczek może oznaczać. Emerald zaczął się jeszcze bardziej przykładać do nauki, w końcu taki znaczek, jak sądził, zobowiązywał. Kolejne lata upłynęły na nauce oraz pierwszych przypadkowych pracach (młody ogier pomagał w szwalni, roznosił gazety, sprzedawał lemoniadę wraz z Velvet) Spotkania dwójki przyjaciół przestały być już tajemnicą, widywali się teraz kiedy chcieli. Rodzina Velvet zaakceptowała w końcu fakt, że ich córka nie chce się zadawać ze znajomymi których podtykał jej ojciec (kucyki z WYŻSZYCH SFER) i woli towarzystwo Emeralda. Byli nierozłączni, większość rzeczy robili razem, odrabiali prace domowe, czasami u siebie nocowali. Jednak w końcu nadszedł ten moment, kiedy musieli się rozdzielić. Byli w tym samym wieku, jednak wybierali się na różne uczelnie. Emerald chciał się zająć sądownictwem, marzył o karierze w sądzie. Vivi natomiast zajęła się zgłębianiem tajemnic equestriańskiej flory. •Wkraczanie w dorosłe życie Emerald był jednym z najlepszych studentów na uniwersytecie imienia Starswirla Brodatego w Trottingham. Velvet wybrała uczelnię w innym mieście, więc kontaktowali się głównie drogą listową. Czasem wpadali do siebie na weekend, żadne z nich nie odczuwało, jakoby ich przyjaźń traciła na blasku. Ogier w trakcie nauki chwytał się różnych prac żeby sobie poradzić. Skończył szkołę z wyróżnieniem i wrócił do ojca. Diamond był z niego bardzo dumny. Stary przyjaciel ojca, ten sam, który jako jedyny nie opuścił go po aferze, oświadczył Emeraldowi, że ma znajomości w tutejszym sądzie i mógłby załatwić mu pracę. Ogier chętnie przyjął propozycję i po zaakceptowaniu go przez tamten urząd (głównie ze względu na znajomości) zaczął pracę jako prokolant sądowy. Emerald nie miał problemów z papierkową robotą, starał się zawsze wyrabiać na czas i sumiennie wykonywać swoje zadania. Sędzia był z niego zadowolony. Niestety po jakimś czasie ogier zaczął dostrzegać, że niektórzy współpracownicy lub zwyczajnie uczestnicy rozpraw krzywo na niego patrzyli i szeptali między sobą. Z początku wydawało mu się, że chodzi o sprawę jego ojca i starał się ignorować sytuację. Okazało się jednak, że chodzi o coś innego. Tego dnia, parę miesięcy po przyjęciu przez niego pracy, spotkał lawendową klacz, która zaczepiła go gdy wracał do domu. Nazywała się Crystal Rose i była prawniczką. Wiedział, że skądś ją kojarzy, więc starał się miło prowadzić rozmowę. Klacz spytała, czy wie dlaczego niektórzy krzywo na niego patrzą. Gdy otrzymała odpowiedź przeczącą, wyjaśniła mu, że to przez to, że jest kucykiem ziemskim. Jak się okazało, według niektórych kucyków "z wyższych sfer", praca sekretarza sądowego powinna być zarezerwowana jedynie dla jednorożców. Pisanie przy pomocy pyszczka w tak oficjalnym towarzystwie było dla nich czymś nietaktownym. Crystal szybko podkreśliła, że jest to poronione uprzedzenie i że kompletnie się z tym nie zgadza, jednak ostrzegła go również, że to może się źle skończyć. Emerald bardzo ją polubił, nie była taka jak wszystkie kucyki, które do tej pory poznał w pracy. Miała odpowiedni dystans, poczucie humoru i nie obnosiła się swoją rolą jak pozostali. Niestety, przewidywania lawendowej klaczy szybko okazały się prawdą. Zaledwie parę dni po rozmowie Emerald został wydalony z pracy pod jakimś błahym zarzutem. Znajomi starego kumpla ugięli się pod naporem nadętych kucy, którym przeszkadzał brak rogu sekretarza. Chociaż wykonywał swoją pracę sumiennie i niektórzy bardzo niechętnie podjęli temat wydalenia go, wyleciał za błędy w aktach. Emerald zamierzał dociekać jakie błędy popełnił, jednak szybko go uciszono, gdy pokazano mu, że faktycznie się pomylił. Crystal jednak nie dała za wygraną. Sporo się przygotowywali, Emerald znalazł pracę w sporym sklepie z książkami i studiował co się dało. Czasami przyłapywał się na tym, że sięgał po książki typowo przygodowe i familijne. Czytanie sprawiało mu frajdę i podobało mu się w nowej pracy, ale zarobki nie były takie dobre jak w sądzie. Znalazł sporo zagadnień, mówiących o tolerancji pracowników i kiedy pracodawca ma prawo wyrzucić pracownika a kiedy nie. Velvet w tym czasie znalazła pracę w ogrodzie i zajmowała się pięlęgnowaniem roślin oraz ich sprzedażą. Wkrótce, po tygodniach przygotowań, sprawa wydalenia z pracy trafiła na sale sądowe. Toczyła się jeszcze przez długi czas, ale w końcu sąd przyznał, że powód był niewystarczający do zwolnienia z pracy i że Emerald Shine został wydalony z powodu uprzedzenia tamtejszych kucyków. Ta wygrana dała mu możliwość powrotu do pracy, którą oczywiście chętnie przyjął po jakimś czasie. W tym samym czasie zaczął się co raz częściej spotykać z Vivi. Od dawna wiedział, że coś do niej czuje, jednak do tej pory myślał, że to jedynie przyjaźń. Wyznał jej miłość w ogrodzie, podczas odwiedzin w pracy. Velvet była zaskoczona, popłakała się ze szczęścia. Widok swojej ukochanej tak bardzo szczęśliwej, był dla Emeralda czymś wartym więcej niż wszystko inne na świecie. Wkrótce potem się pobrali. Na ślub przyszło sporo rodziny, znajomi z pracy, w tym oczywiście Crystal, z którą Emerald starał się nadal utrzymywać dobry kontakt. Diamond Hoof był zachwycony, widok swojego syna w dniu jego ślubu był dla niego czymś wspaniałym. Vivi i Emerald podróżowali trochę po świecie. Czasem udawali się nad rzekę i urządzali sobie piknik. Po prostu cieszyli się sobą, zupełnie jak wtedy, gdy byli mali. Dwa lata po zawarciu małżeństwa na świat przyszła córka Emeralda - Amber Star. Była jego oczkiem w głowie. Źle się jednak czuł z faktem, że nie poświęca jej tyle czasu ile powinien. Czasami wynajmowali opiekunkę aby zajęła się małą Amber, jednak Emerald miał co do tego mieszane uczucia. Rozwiązanie przyszło samo pewnego wieczora, kiedy chciał przeczytać córce bajkę na dobranoc, ale skończyły się książki. Myślał, że ta sama historia nie zrobi jej pewnie wielkiej różnicy, ale postanowił samemu wymyślić bajkę. Spodobało mu się chyba równie mocno jak Amber. Postanowił spróbować swoich sił w pisarstwie. Parę miesięcy potem ukazała się jego pierwsza książka zatytułowana "Dlaczego prawo?" w której podzielił się doświadczeniem w zakresie sądownictwa i dołączył parę ciekawych wskazówek. Książka sprzedała się dobrze, bo miała na sobie jego imię, Emerald Shine. Po wygraniu tamtej sprawy wraz z Crystal stał się dość znany w Trottinghamie i chociaż niektóre kucyki nadal były uprzedzone do obsadzania kucy ziemskich na takich stanowiskach, to umożliwił pewnie wielu innym równe szanse jeśli chodzi o pracę. Wkrótce potem zrezygnował z pracy sekretarza i wrócił do księgarni. Wydał jeszcze dwie książki o podobnej tematyce - "Walcz o swoje PRAWA" i "Krótki podręcznik przydatnych terminów dla studentów prawa". Praca w księgarni nie zajmowała mu tyle czasu i była mniej męcząca, a zapewniała dochody. Większość czasu poświęcał swojej córce, Velvet oraz ojcu. Wydał również książki o zupełnie innej tematyce, pod pseudonimem, który wymyśliła mu kiedyś Velvet - Villefort. "Tęczowa wyspa" - przygody grupki źrebaków, które w niewiadomy sposób znalazły się na tajemniczej wyspie. Treść w dużej części oparł na historiach które opowiadali sobie z Velvet za źrebięcych czasów. "Zbiór baśni i bajek" - Głównie historie, które opowiadał swojej córce na dobranoc. "Co w lesie piszczy" - Zbiór opowiadań o mitycznych stworzeniach zamieszkujących najdziksze lasy Equestrii. Emerald przeżył swoje życie szczęśliwie, chociaż były momenty, w których chciał się poddać. Starał się walczyć o swoje, dla siebie oraz swoich bliskich i odniósł sukces. Może nie został znanym w całej Equestrii prawnikiem, ale zyskał coś, czego nie wymieniłby za nic w świecie. Rodzinę, miłość i spokój. Emerald zakończył swój żywot na długo przed tym, jak Twilight Sparkle przybyła do Ponyville i zaczęła studiować magię przyjaźni. Jego postać nie ma wiele wspólnego z szóstką przyjaciółek, które ratują Equestrię. Chociaż, kto wie... może jedna z jego książek leży na półce samej Księżniczki Przyjaźni D: Charakter: Emerald był raczej życzliwy, chociaż rzadko się uśmiechał. Nie był bardzo wylewny jeśli chodzi o emocje. (Chociaż zdarzało mu się wybuchać) Starał się traktować wszystkich z szacunkiem i nie oceniał kucyków po tym jaką sprawują rolę. Był opanowany i spokojny. *Trottingham Miasto wspominane w dwóch odcinkach. Pochodzi z niego Pipsqueak. Nazwa miasta nawiązuje do brytyjskiego miasta Nottingham, znanego między innymi z przygód Robin Hooda, ponadto zawiera określenie chodu konia (ang. trot 'kłus'). To właśnie tam Rarity w "Mistrzyni spojrzenia" musi wysłać 20 sukienek ze złotego jedwabiu.
  4. 11 points
    Niestety mamy niezbyt dobrą wiadomość. Osoby, które co nieco są na bieżąco w nowinkach technologicznych, zapewne mogły usłyszeć o ostatnim ogromnym wycieku danych z serwisów korzystających z Cloudflare. Jest to usługa chroniąca i przyśpieszająca działanie stron internetowych poprzez odpowiednie zabezpieczenia przed atakami np. DDoS, a także optymalizująca ruch do serwera docelowego (np. grafiki czy inne pliki statyczne zamiast być pobierane bezpośrednio od nas, są przez Cloudflare zapisywane i wysyłane do użytkownika z ich serwera, który znajduje się najbliżej klienta). Niestety 17 lutego został zgłoszony poważny błąd, który powodował iż czasami zamiast oczekiwanej strony docelowej, pokazywały się wrażliwe dane losowych użytkowników, takie jak ciasteczka, adresy IP, hasła, a nawet prywatne wiadomości, dane osobowe czy zdjęcia. Problem dotyczy wszystkich stron korzystających z Cloudflare, a jest ich prawie 5,5 miliona. Zalicza się do nich np. Uber, Google, czy polskie serwisy jak chociażby sadistic, fotka, kwejk, demotywatory, chomikuj. Na tej liście znajdują się nawet rządowe strony. Do stron korzystających z Cloudflare zalicza się również mlppolska. Jak więc widzicie problem jest bardzo globalny. Pełną listę wszystkich stron korzystających z Cloudflare znajdziecie tutaj. Dlatego apeluję do wszystkich użytkowników forum i nie tylko, jeżeli w dniach 13-18 lutego korzystaliście z jakich serwisów korzystających z tej usługi, powinniście zastanowić się nad zmianą haseł na tychże stronach. Szansa, że akurat Twoje dane wyciekły jest bardzo, ale to bardzo nikła, ale niestety nie jest zerowa (na 3 miliony zapytań z całej platformy - jedno mogło wyrzucić wrażliwe dane. To daje 0,00003% całego ruchu), dlatego też nie zmuszam nikogo do zmiany hasła, decyzję pozostawiam Wam.
  5. 11 points
  6. 10 points
    C.A.H.A.N - Cholerna Agresywna Hałaśliwa Anihilatorka Nieudaczników
  7. 9 points
    Chwila moment, czegoś tu nie łapię... Wnioskując z powyższej wymiany postów, mogę dojść do następujących wniosków: Oto macie przed sobą @Vertigo, który jest wstępnie zainteresowany tematyką fanfików, więc przyszedł, żeby postać z boku i posłuchać. Innymi słowy, jest on targetem dla Klubu, osobą bardzo pożądaną w fanfikowym światku. Niestety, nie dowiedział się tego, co go interesowało, więc wyraził swoją negatywną opinię. Nikogo nie atakował, nad nikim nie chciał się wywyższać, nie czepiał się kogokolwiek - po prostu wyraził opinię. Tymczasem Wy, jako Klub, zgodnie z powyższym cytatem powinniście dążyć do tego, żeby wspomnianego kolegę @Vertigo przekonać do polskich fanfików, pozyskać nowego czytelnika (i to takiego, który jak widać umie ładnie operować słowem, a więc niezwykle cenny nabytek!) czy też zwyczajnie ukazać mu jakże podstawową kwestię - co to za fanfic, czy warto go czytać, czego się po nim spodziewać itp. W praktyce, próbujecie po nim jechać, bo ośmielił się wyrazić niepochlebną opinię. Tym samym powielacie typowy stereotyp o fandomowych pisarzach, bawiąc się w jakieś głupie kółko wzajemnej adoracji. No po prostu, kurwa, gratulacje! "Po co dbać o potencjalnego czytelnika? Lepiej zmieszajmy go z błotem i narzekajmy, że nie ma komu czytać." Foley out. ("out", bo tylko rzucam swoją opinię, a nie chce mi się brać udziału w dyskusji przeciwko kółku wzajemnej adoracji, zwyczajnie szkoda mi na to czasu)
  8. 9 points
    I ukończony komiks.
  9. 9 points
  10. 9 points
    Mała Pervi W sumie niewiele się teraz różnie
  11. 9 points
    Przez około 3 godziny musiałem kłócić się z typem który uważa że kanibalizm i zoofilja jest normalna a jak zabraniam temu komuś to robić to jestem potworem który ma czelność zabraniać zwyrolom tego co chcą, a argument jego jest taki że "czemu znęcanie się nad zwierzęciem jest nienormalne i niemoralne skoro zwierze jest własnością taką jak arbuz" a jedzenie ludzi jest normale bo jedzący i jedzony się na to zgadzają... NOSZ! Czy to jest upadek człowieczeństawa i wszelkich wartości wykreowanych przez cywilizację oraz ludzi?
  12. 8 points
    Witam was serdecznie, drodzy czytelnicy. Klub Konesera Polskiego Fanfika jest serwerem na Discordzie służącym do wymieniania się opiniami na temat polskiej kucykowej twórczości fanowskiej. Naszym celem jest popularyzacja polskich dzieł i pokazanie, że Polak też potrafi. Ekipę stanowią: @Coldwind, czyli ja - właściciel serwera i administrator @Zodiak - moderator i pomysłodawca @Pantofelek Abominacji aka Misiek - moderator Temat ten będzie służył do ogłaszania dyskusji, wyrażania opinii i przesyłania swoich propozycji. Chciałbym prosić kogoś z ekipy forum o przypięcie tematu. Terminy i tematy spotkań: 3. 03, godz. 20 - "Znak Czterech" (możliwe przedłużenie do soboty) 24.02, godz. 20 - "Ścieżki Donikąd" (możliwe przedłużenie dyskusji do soboty) Kanały tekstowe: - klub_konesera - kanał do zaplanowanych dyskusji - kawiarenka - kanał do luźnych dyskusji na tematy literackie - kanciapa - off-topic - vip - kanał dla wybranych, taka loża wolnopisarska - info - informacje na temat Klubu - klubowy_collab - wielka przygoda, którą i wy możecie pokierować Kanały głosowe: - Kawiarnia Literacka - dyskusje na temat fanfików - Trzepak - luźne dyskusje na tematy wszelakie Link do serwera Partnerzy: - MLPPolska - For Glorious Equestria No cóż, zapraszam. Kolejne informacje będą pojawiać się stopniowo. Stay tuned! Pozdrawiam i życzę miłych dyskusji.
  13. 8 points
    Cordis Całodobowa Opieka nad Radioaktywnymi Dinozaurami oraz Szczurami.
  14. 8 points
    http://soukitsubasa.deviantart.com/art/My-first-picture-of-Royal-couple-339004024 Rzucanie Cadence nigdy mi się nie znudzi.
  15. 8 points
    Z okazji walentynek.... A w sumie walcie się szczęśliwe parki, wracam na WoW'a
  16. 8 points
    Phi, nie wiem, kto ci zapłaci za sposób na Cahan. Nie sądzę, żeby bez odpowoedniej dopłaty ktokolwiek się z nią umówił.
  17. 8 points
    Rozbawiło mnie to konkretnie
  18. 8 points
    Może po prostu mają wspólny kredyt hipoteczny przez co są połączone do końca życia?
  19. 7 points
    Witam. Jestem nowa na MLPPolska i niedokońca wiem co i jak. Jak ktoś ma jakieś porady to proszę o mi ich udzielenie. Pozdrawiam Migjana Pink
  20. 7 points
    Cześć, razem z znajomymi wpadłem na pomysł stworzenia minimeeta, na którym wybierzemy się wspólnie do kina i będziemy oglądać nic innego jak... MLP: The Movie, który swoją premierę będzie mieć w październiku. Kilka informacji: Gdzie?- Warszawa, Złote Tarasy, Kino. Kiedy?- Październikowa Sobota- 7 lub 14. Data zostanie doprecyzowana w przyszłości i zależnie od repertuaru kina ( o której godzinie będzie leciał film). Jednak z większym nastawieniem na 14 październik. Kto?- Każdy chętny zaproszony! Korzystając z lokacji, jaką będą Złote Tarasy będzie można wybrać się coś zjeść lub po prostu spędzić czas w fandomowym gronie. Aktualnie jest już pewnych kilka osób, które pojawią się na pewno, jednak chciałbym orientacyjne sprawdzić ile więcej było by zainteresowanych- jeśli ich ilość doliczyła by kilkunastu+ można by było zorganizować coś większego. Ogłoszone bardzo wcześnie, ale dzięki temu można się na spokojnie zastanowić i przedstawić własne propozycje nt. meeta! A czas do października zleci jak całe życie- czyli szybko i niezauważalnie. Zapraszam! -Post będzie na bieżąco edytowany i aktualizowany-
  21. 7 points
    U.S.Z.A.T.K.A - Uprzejmy Sztuciec Zwariowanego Aczkolwiek Taktownego Konesera Arbuzów
  22. 7 points
    Pozdrawiam wszystkich w których płynie Słowiańska krew
  23. 7 points
    Tak się tylko wtrącę - self publishing o niczym nie świadczy. Każdy może ruszyć do drukarni i wydrukować cokolwiek. A KO zostało zmasakrowane przez fandomowych krytyków.
  24. 7 points
    Witamy ponownie. Od ostatniego konkursu (z porządną frekwencją) minęło sporo czasu. A skoro MLS dostał swój, to i tutaj pora przywrócić tę tradycję. Dlatego też, bez dłuższych wstępów przejdźmy do kolejnej edycji Gradobicia. Wracamy do 10 tematów - 5 od Zodiaka i 5 ode mnie. Teraz jednak należy przejść do standardowego marudzenia. 1. Limit słów (na jedno opowiadanie) - 1500 2. Termin oddawania prac - 23:50:59 31.03.2017 3. Opowiadania muszą być w klimacie MLP 4. Formatem obowiązującym jest wysyłanie linków do google docs w którym będą prace. 1 link = 1 fanfik. Jednocześnie przypominam o wyłączeniu opcji komentowania/edycji do czasu zakończenia oceny prac. 5. Wszystkie prace proszę umieszczać w jednym poście edytując go w miarę potrzeby. 6. Tagi - dowolne zarówno w liczbie jak i rodzaju (oprócz gore/clop). Tagów obowiązkowych nie trzeba umieszczać w pracach konkursowych (wymagane są dopiero przy publikacji w dziale). 7. Prace które przekroczą dozwolony limit, będą zawierać elementy gore/clop, zostaną oddane po terminie lub zostaną poddane korekcie przez osoby trzecie podlegają natychmiastowej i nieodwołalnej dyskwalifikacji. 8. Minimalna ilość prac kwalifikująca do oceny - cztery opowiadania. 9. Uczestnicy przystępując do konkursu w całości akceptują powyższe postanowienia. Tematy: 1. Dzień z życia Zecory 2. Luna Vult i Celestia Akhbar 3. Chimeryczna rodzinka: Discord, Dyskurs i Dysfunkcja 4. Śmierć Powierniczkom Elementów! 5. Owies na tysiąc sposobów 6. Noc, krew i kły 7. Vivat Las Pegas! 8. W szponach chaosu 9. Sztuka oksymoronu: zimny ogień, sucha woda i kompetentna Celestia 10. W promieniach zachodzącego słońca Jury: Zodiak, Dolar84 Jak widzicie tym razem trzeba napisać cztery opowiadania. Naturalnie zachęcamy by było ich więcej - macie w końcu ponad półtora miesiąca. Naturalnie jeżeli macie jakieś pytania, zadawajcie je w temacie - odpowiemy na pewno. Cóż, chyba wszystko już zostało powiedziane - teraz pozostaje nam czekać aż zadziwicie nas swoją wyobraźnią. Let the chaos begin!
  25. 7 points
    Fandom, jaki jest, każdy widzi :} Mój Mały Człowiek
  26. 7 points
    Shining Metal - kowale go nienawidzą, zobacz jak stworzył najbardziej wyrąbistą podkowe w dwa dni, której nie powstydziłaby się nawet sama Celestia, kliknij i dowiedz się już dziś! XD
  27. 7 points
  28. 7 points
    Kiedy 99% Twoich znajomych i przyjaciół zachwyca się nową piosenką "Midnight Frenzy", a ty nie wiesz o co chodzi dopóki nie odsłuchasz... a już myślałem, że od kiedy większość moich ulubionych kucowych artystów zakończyło swoją działalność nic tak bardzo nie wpadnie mi w ucho. Boże, kocham to.
  29. 7 points
    Uff, przeczytane. Uwaga, komentarz może zawierać złośliwości, jad, przytyki, czepialstwo, spojlery i śladowe ilości czerstwych żartów. Może powodować raka, choroby serca i ból dupy, albowiem jego autor, choć nic do autora fanfika nie ma i życzy mu wszystkiego najlepszego, nie ma zamiaru powstrzymywać się przed negatywną oceną jego wypocin. No, to wstęp mamy już za sobą. Jedziemy! Zacząć trzeba od strony technicznej. Która nie byłaby taka straszna, gdyby nie kilka naprawdę irytujących błędów. Przykładowo, pomimo iż trochę fanfików już przeczytałem (w tym sporo słabych), nie widziałem wcześniej takiego, w którym imię Spike'a odmieniałoby się jako „Spikie'go”. Gdzieś znalazłem też „zabraliśmy go jeleniĄ”, co wywołało u mnie gigantyczną salwę śmiechu. (Od razu mówię, że nie zaznaczałem błędów w tekście, bo z oszczędności transferu – i żeby móc fanfika czytać w samolocie – zgrałem sobie wszystko na telefon w formie plików .txt). I weź przepuść wszystkie rozdziały przez automat zamieniający podwójne dywizy (--) na myślniki (–). Ktoś bardziej wrażliwy ode mnie pewnie zwróciłby uwagę też na stylistykę zdań itp. (fanfik, zwłaszcza w początkowych rozdziałach, często brzmi jak historia opowiedziana przy piwie i nie, to nie jest zaleta – zostaw włączony dyktafon na stole przy piwie z kolegami, a potem spisz DOSŁOWNIE wszystko, co się tam nagrało, i spróbuj to przeczytać), ale moja wrażliwość na te aspekty została mocno stępiona przez wieloletni kontakt ze słabą literaturą, więc tu ci nie pomogę i nie powiem, co jest do poprawy. Postacie można podsumować bardzo szybko – dwóch Garych Stu (męskie wersje Mary Sue) i banda idiotów. Jeśli były jakieś wyjątki, to słabo rozwinięte. Kapitan i jego towarzysz są zdecydowanie zbyt idealni, zwłaszcza kapitan. Tu pewnie autor stwierdzi, że wcale nie, przecież mają liczne wady... okej, tyle że cierpią na podstawową przypadłość Garych Stu – zdają się być otoczeni Niewidzialnym Bąblem Zarąbistości, który zakrzywia czasoprzestrzeń tak, że nic poważnego im się nie może stać (a w efekcie całe napięcie siada). Luna szpieguje kapitana we śnie? Co tam, zna się chłop na świadomym śnieniu i potrafią wypierniczyć stamtąd samą Władczynię Snów! Kapitan zostaje ciężko ranny? Nic to, jest napompowany magią i błyskawicznie się leczy! Zatrzaśnięci w celi bez wyjścia? Spoko, wbrew podstawowym zasadom więziennictwa Ceśka i Luna nie kazały rozebrać pojmanych do rosołu i nie zabrały im wszystkiego, co ci mieli ze sobą, dając w zamian jedynie więzienne pasiaki (albo, z braku strojów dostosowanych do anatomii więźniów, jakieś prześcieradła dla przyzwoitości), dzięki czemu kapitan-McGyver i jego płaszcz z zaszytą w nim połową Ikei wyciągają wszystkich z opresji przy pomocy tunelu wykutego w ciągu kilku dni w litej skale, właściwie bez snu i na okrągło ze śpiewem na ustach (fizycznie niemożliwe – rozumiem że to Ślązacy, ale nawet naturalne dla osób z tego regionu powołanie do kopalni ma chyba jakieś granice). Mogą zawisnąć za piractwo? E tam, tak naprawdę to nie, a poza tym Twilight się za nimi wstawia! Sam diabeł przybywa po nich z piekieł? SAM BÓG ICH CHRONI! No i w rezultacie ich przygody nieszczególnie mnie obchodziły, bo jak tu się przejąć, skoro wiadomo, że po wszystkim okaże się, że tak naprawdę nic im nie jest? Przy okazji, doceniam próbę urozmaicenia ich postaci poprzez wykorzystanie gwary śląskiej (jako zamieszkały we Wrocławiu, oznaczonym na lingwistycznej mapie Polski jako „nowe dialekty mieszane”, bardzo lubię wszelkie regionalizmy), ale szkoda, że pojawia się tak rzadko. Jestem zdania, że powinna w większym stopniu nadawać charakter rozmowom kapitana i starszego oficera albo nie powinno jej być wcale. Celestia i Luna są zwyczajnie głupie. To bardzo częste w fanfikach, ale nagminność nie jest usprawiedliwieniem wykroczenia, a poza tym to część problemu z Niewidzialnym Bąblem Zarąbistości, jaki otacza naszych Garych Stu – cytując nonsensopedyczny poradnik, w konfrontacji z nimi każdy okazuje się zaradny jak anemik i inteligentny jak warzywo (scena we śnie z Luną, przesłuchania). Rozumiem, że w założeniu mieli być wyjątkowo sprytni, ale tworzenie takich bohaterów to naprawdę niełatwe zadanie – autor musi być odrobinę inteligentniejszy od każdej ze swoich postaci. Nie, nie uważam autora za idiotę, uważam tylko, że zrobił idiotów ze wszystkich dookoła głównych bohaterów, chcąc z nich samych zrobić spryciarzy. Wyszło trochę nie w tę stronę co miało. A dać się zirytować tekstami rodem z gimnazjum to coś naprawdę niegodnego władczyni z tysiącletnim doświadczeniem. Twilight za to zdecydowanie za szybko przechodzi do porządku dziennego nad przebywaniem na jednym statku z osobami, które na jej oczach zabijały kuce i zniszczyły statek Celestii. Powinna najpierw wzbraniać się wszelkimi możliwymi sposobami przed wciągnięciem na pokład (i bez żadnych wymówek z mokrymi skrzydłami, jest alikornem i Powierniczką Elementu Magii, jakiś sposób na pewno by znalazła), a po wciągnięciu na pokład i zamknięciu w kajucie strzelić focha jak stąd do Newport News. O rzezi jeleni już nie mówię i nie, to, że stanowiły załogę statku, z którego pochodził zabójca gryfiej pani doktor, nie stanowi żadnego usprawiedliwienia. Serialowa Twilight to porządnisia, która poza Celestią świata nie widzi. Zrobienie właśnie z niej adwokatki piratów to wybitnie karkołomne zadanie – moim zdaniem w tej roli znacznie lepiej sprawdziłaby się Rainbow Dash, której znacznie mniej potrzeba byłoby do uznania, że piraci wymiatają, są awesome i cool, a ich statek to już w ogóle. Spike'a nie ma. To znaczy jest, a jakoby go nie było. Jego rola sprowadza się do istnienia i jednorazowego pobiegnięcia z wiadomością. Nie służy nawet jako mobilny faks, a pomysł skorzystania z niego w ten sposób nie wpada do głowy ani Twilight, ani Celestii – choć jest kilka momentów, kiedy odległość między nimi jest stosunkowo niewielka, a sporo by to pomogło. Załoga statku pirackiego zlała mi się w jedno. Brakuje tam wyrazistych postaci, które zapadłyby w pamięć. Można o nich powiedzieć tyle: chleją, piracą, rozrabiają i boją się kapitana. Trudno to nazwać charakterem. Papuga nazwana po ś.p. polityku nie jest złym motywem (jest trochę za inteligentna jak na zwykłą papugę, ale mieści się to w granicach mojego zawieszenia niewiary), tyle że autor zdecydowanie za często o niej zapomina. Jest przedstawiona, potem długo jej nie ma, zjawia się na chwilę raz czy drugi, potem znowu jej nie ma, a potem pomaga w więzieniu. A potem znowu jej nie ma. Jej chamskie komentarze bardzo ożywiłyby wiele momentów fanfika. Pora zacząć znęcać się nad fabułą. Tu taka drobna rada od kogoś, kto „humanów” kilka ma już na koncie. Jeśli piszesz fanfika, w którym ludzie trafiają do Equestrii – przemyśl to poważnie. Jeśli jeden z bohaterów jest bardzo mocno wzorowany na tobie – przemyśl to trzykrotnie. A jeśli to w dodatku twój pierwszy fanfik – to... napisz coś innego. Serio, ten motyw jest niesamowicie wyeksploatowany, a do tego z jakiegoś powodu większość decydujących się na jego użycie łomocze go na okrągło w ten sam sposób. Tutaj za pomocą dość nietypowego settingu (fanfiki dziejące się na morzu to rzadkość) udało się uniknąć może tego, że ten fanfik brzmi jak tysiąc innych... ale irytującego marysuizmu głównych bohaterów już nie. Naszych bohaterów poznajemy na środku Atlantyku, który, jako mechanicy ze stoczni, przemierzają statkiem. I to nie byle jakim statkiem, lecz prawdziwą pływającą fortecą z mnóstwem dział, pancerzem grubym jak świnia, silnikiem który pójdzie na wszystko co się pali i najnowocześniejszym wyposażeniem nawigacyjnym. Tu wypadało powiedzieć coś więcej. Jeśli statki, jak twierdzą niektórzy, posiadają dusze, to Żelazny Orzeł zasługuje na miano honorowego Gary'ego Stu. Jest OP do potęgi entej. Wszystkie inne jednostki bierze taranem na raz, a armaty i, co niezwykłe, zaklęcia, nic mu nie robią – pewnie ma na wyposażeniu generator pola antymagicznego. Bez trudu rozwala całą flotę Equestrii czy okręty jeleni, które wypowiedziały piratom wojnę. Problem? Ten sam co z idealnością głównych bohaterów – jak tu się przejąć ich losami, skoro w zasadzie nic im nie zagraża? O ciężkich bitwach z morskimi potworami, które rzeczywiście stanowią jakieś zagrożenie dla jednostki, dowiadujemy się z opowiadań, ale ich nie doświadczamy. Do tego miał być zamówiony przez jakiegoś miliardera ze Stanów... a wyposażony jest jak okręt wojenny. Nie wydaje mi się żeby to w ogóle było legalne. Jak przeczytałem, jak on właściwie wygląda, moje zawieszenie niewiary pękło z trzaskiem. Jakiś nieco podrasowany jacht, ze sporym arsenałem pod pokładem – okej, to byłbym w stanie przełknąć, ale cholerny okręt wojenny? Co ten facet chciał tym statkiem robić, zatopić całą flotę Raula Castro i odbić Kubę? Czy też szykował się na apokalipsę zombi? Dobra, idziemy z fabułą. Mamy sztorm, puf – załoga znika, jesteśmy w Equestrii (później ni z gruchy ni z pietruchy główni bohaterowie mówią coś o wojsku, co z niczego wcześniejszego nie wynika), a nasza dwójka postanawia zostać piratami. I ta decyzja jest największym problemem tego fanfika. Wpływa ona na wiele późniejszych wydarzeń, a motywacje bohaterów i sposób podejmowania decyzji pozostawiają wiele do życzenia. Sprawia ona wrażenie strasznie wymuszonej i podjętej nie w wyniku autenycznego procesu myślowego, a „bo tak mówi fabuła”. I autor chyba zdaje sobie z tego sprawę, bo później próbuje to uzasadniać – że niby magia, że kapitan był niepewny (on miałby się czegokolwiek bać? Nigdy! On tylko był niepewny!), że rząd może ich pociąć na kawałki (bo, cytując pewną parodię My Little Dashie, „to jest po prostu coś, co rząd robi”), co by nasz rząd zrobił z kosmitami... (swoją drogą to szczególnie zabawne, jeśli przyjmiemy za „rząd” nie agencje i instytucje, a Beatę Szydło, Mateusza Morawieckiego i tak dalej – ciekawe jakie miejsce miałby kapitał kosmiczny w Planie Odpowiedzialnego Rozwoju). Okej, nabijam się z tego, ale tak na serio uważam, że ta ostrożność w kontaktach z miejscowymi jest znacznie mądrzejsza niż ślepy entuzjazm, który pojawia się w większości opowiadań typu „brony w Equestrii” – to, że coś wygląda jak w kreskówce dla dzieci, nie znaczy, że będzie się zachowywało w kreskówce dla dzieci (gry z serii Touhou są bardzo zdradliwe pod tym względem). Tylko że chwilę później dwaj kamraci lądują na wysepce o wybitnie podejrzanym wyglądzie, o której również nic nie wiedzą, zgodnie z Prawem Wygody Fabularnej całej utytłanej w paliwie nadającym się znakomicie do ich silnika. I postanawiają zająć się piractwem. Tym samym przekreślając całkowicie swoje szanse na stałym lądzie, bez najmniejszej próby nawiązania kontaktu. I z góry zakładają (przypominam – nic nie wiedząc ani o tym świecie, ani o jego mieszkańcach), że dadzą radę przepić tego czy innego lokalsa. I że uda im się wygrać z nimi pojedynek na rękę. I że w tym świecie ręczna broń palna nie istnieje (choć istnieją armaty). I że po zastrzeleniu jakiegoś przypadkowego gościa cała wyspa nie rzuci się na nich. I mają rację. Niewidzialny Bąbel Zarąbistości wszedł ostro. Swoją drogą kapitan ma być przypadkowym gościem, który znalazł się w tej sytuacji, w której się znalazł, w wyniku okoliczności. A ma pistolet i umie się nim podługiwać, choć w Polsce bynajmniej nie jest to coś typowego. Aż by się prosiło o jakieś wyjaśnienie, że, nie wiem, kapitan należał do zorganizowanej grupy przestępczej i dlatego tak łatwo przyszła mu decyzja o wyborze tej a nie innej drogi życiowej w nowym świecie czy coś podobnego... Przeskakujemy kilka lat w przód. Piraci sieją spustoszenie na morzu, a z jeleniami mają wręcz otwartą wojnę – a mimo to większość equestriańskich marynarzy uważa ich za legendę. I tak, wiadomo, że piraci starają się pozostać w ukryciu, a sytuacja między Equestrią i Rushią jest napięta, ale chyba jakiś handel jednak prowadzą, a i prasa przecież istnieje w tym świecie... jeśli mowa o otwartym konflikcie, to jakieś wieści chyba by się przedostały. Twalot płynie sobie statkiem, pojawia się Żelazny Orzeł i rozwala statek, a fioletowego alikorna wyławia załoga na wniosek starszego oficera, który jest broniakiem i jara się na widok Twalota jak ja na widok angielskiego Intercity 125. Dowiadujemy się, że celem rozbicia statku było to, żeby galera nie mogła ostrzec innych... ale z jakiegoś powodu piraci nie pozabijali całej załogi, tylko tym, którzy nie zginęli w zderzeniu, pozwolili odpłynąć szalupą, tym samym niwecząc cały sens swojego ataku. Z późniejszych wątków dwa zasługują na szczególną uwagę. Jeden to Niewidzialny Bąbel Zarąbistości ogłupiający Ceśkę i Lunę podczas przesłuchań, dzięki któremu piratom uchodzą na sucho odzywki rodem z gimnazjum. A drugi... to wątek nadprzyrodzony. Autorze, dobra rada: wejdź w archiwum forum, poszukaj dzieła pod tytułem „Anioł z Ponyville” i poczytaj komentarze. Doradzam niezwykłą ostrożność, jeśli w ogóle chcesz dotknąć świata nadprzyrodzonego w swoim dziele. Mefistofeles dybiący na Celestię i Lunę i odstraszany jedynie przez Niewidzialny Bąbel Zarąbistości (w dodatku w tym momencie zapewniany przez samego Najwyższego, który z jakiegoś powodu uważa dwóch rzezimieszków za godnych Swojej opieki) o tej ostrożności bynajmniej nie świadczy. Podobnie jak scena ze św. Piotrem... Mnie to nie uraża. Mam prawie trzy dychy na karku i przez te lata wyhodowałem sobie na tyle grubą skórę, że jestem w stanie czytać teksty z karachana bez uczucia obrzydzenia. Ale ostrożnie, bo może trafić się ktoś bardziej wrażliwy na tym punkcie. Pora się zabrać do rzeczy, która mnie w tym fanfiku naprawdę irytowała. A jest nią konstrukcja świata przedstawionego. Nie, nie mam nic do zamieszczonych map, nie mam nic do samego pomysłu Czarnej Wyspy (poza tym, że fakt, iż jest utytłana w paliwie, trochę za bardzo śmierdzi mi wygodą fabularną). Nie mam nawet nic do tego, że w tym świecie mówią po angielsku i po polsku (choć to też trochę zbyt wygodne). Mam coś do poziomu technicznego Equestrii i w ogóle całego świata. Zdaję sobie sprawę z tego, że materiał źródłowy nie do końca może się zdecydować w jakiej epoce się dzieje i trochę miota się od ściany do ściany, niepewny, czy świat przedstawiony ma być stricte baśniowy, czy też ma być jakąś wariacją na temat współczesności. Ale, do jasnej ciasnej, elektryczność to oni na pewno mają, a choć Twilight może i byłaby zaskoczona widokiem elektrycznego tramwaju, nie byłby on dla niej nieodgadnioną zagadką, podobnie jak blacha spawana. Wyspa, jak bardzo by się nie rozwinęła od czasu, kiedy piraci zainstalowali na niej akap monarchię konstytucyjną i nawieźli łupów, raczej nie odleciałaby całej reszcie świata aż tak daleko, jak fanfik zdaje się sugerować. Serialowa Equestria zdecydowanie nie jest w średniowieczu. Stawiałbym raczej na przełom dziewiętnastego i dwudziestego stulecia. A te ciągłe gadki o tym, jacy to ludzie inteligentni, jakich to oni niepojętych rzeczy nie zbudowali i jak bardzo Equestria nie jest w tyle za nimi są strasznie irytujące. To jak te wszystkie opowiadania TCB, gdzie kuce są święte, a ludzie to potwory – tylko w drugą stronę. Tutaj mamy super-zarąbiście-fajnych ludzi i kuce, które potrafią tylko gapić się z niedowierzaniem i z otwartymi pyskami na ich wynalazki. Dlaczego tak mało osób pisze fanfiki, w których kuce mogą być dla ludzi równorzędnymi partnerami (bez skojarzeń), a obie cywilizacje w jakiś sposób wzajemnie się uzupełniają? A teraz nadeszła pora, na którą nikt nie czekał. Panie i panowie... uwaga, nadciąga rant miłośnika kolei. Do dziewięćdziesięciu kilometrów na godzinę rozpędzi się ta lokomotywa. Powstało jej 1822 sztuki, co czyni ją najliczniej wyprodukowaną lokomotywą w Polsce. A towarowe, choćby nawet bardzo chciały, nie rozpędzą się do stu osiemdziesięciu kilometrów na godzinę. W Polsce zdecydowana większość pociągów towarowych, zwłaszcza tych z ładownymi węglarkami, porusza się z prędkością maksymalną... siedemdziesięciu kilometrów na godzinę. Pewnie, istnieją też szybsze. Zwłaszcza za granicą, w Europie Zachodniej i Stanach Zjednoczonych (kolej towarowa ma się w USA bardzo dobrze). Tyle że i one pojadą maksymalnie sto dwadzieścia kilometrów na godzinę, a prędkość ta dotyczy tylko najszybszych pociągów kontenerowych na najlepiej utrzymanych głównych liniach. Ba, większość pociągów pasażerskich w Polsce nie jest w stanie osiągnąć tych stu osiemdziesięciu kilometrów na godzinę, które nasi bohaterowie przypisują pociągom towarowym. To jest EU07. Najpopularniejsza lokomotywa PKP Intercity. Jest to konstrukcja licencyjna, opracowana przez firmę English Electric na początku lat 60. XX wieku, a następnie produkowana we wrocławskich zakładach Pafawag i, po pewnych przeróbkach, w poznańskiej fabryce Cegielskiego aż do roku 1992. Obecnie narodowy przewoźnik pasażerski posiada 236 takich lokomotyw, z czego 150 w zmodernizowanej wersji EP07. Ich prędkość maksymalna to zaledwie 125 km/h. Pojazdów zdolnych osiągnąć wyższą prędkość jest w tej chwili na ilostanie firmy 142, z czego tylko 30 osiąga więcej niż 160 km/h (dziesięć lokomotyw Husarz, prowadzących pociągi do Berlina, oraz dwadzieścia pendolin). Nie mówiąc już o tym, że w Polsce można rozpędzić się najwyżej do 200 km/h na kilkunastokilometrowym odcinku Centralnej Magistrali Kolejowej. A teraz zajmijmy się zagranicą. Trzy razy dziewięćdziesiąt to dwieście siedemdziesiąt kilometrów na godzinę. Hmm... nie. Jasne, superekspresy pomykają sobie trzysta i więcej, ale nawet w Niemczech czy Francji większość pociągów, nawet dalekobieżnych, jest w stanie rozpędzić się najwyżej do 200 km/h, co jest warunkowane wytrzymałością sprzęgów i aerodynamiką wagonów. Nawet specjalnie przystosowane zestawy wagonów typu Railjet, kursujące w Austrii, Czechach, Szwajcarii i na Węgrzech, są w stanie jechać najwyżej 230 km/h. A nie wspomniałem nawet o tym, że prędkości maksymalne są maksymalne i że w najlepszych kolejowo krajach też istnieją liczne odcinki, gdzie pociągi swojego maksimum osiągnąć nie mogą, choćby dlatego, bo linię kolejową zbudowano wzdłuż rzeki i podąża ona za jej zakrętami. NIE. Nie zwiększy. W najlepszym razie uruchomi zawór bezpieczeństwa. W najgorszym – rozsadzi kocioł. Kotły parowozów buduje się z uwzględnieniem ich maksymalnego ciśnienia roboczego (w polskich parowozach z międzywojnia zwykle kilkanaście atmosfer). I jest to ciśnienie bez trudu możliwe do utrzymania, a nawet przekroczenia, przy zwykłym paleniu węglem. Do tego ciśnienia dostosowane są też tłoki, rozrząd pary i cała armatura. Dlatego właśnie kotły wyposażane są w zawory bezpieczeństwa, które po prostu upuszczają nadmiar pary do atmosfery. I to właśnie stałoby się z dodatkową parą, wydzieloną po wrzuceniu do pieca dopalacza. Chyba że equestriańscy inżynierowie są idiotami i zaworu bezpieczeństwa w swojej konstrukcji nie umieścili. Wówczas – bum. Okej, pora na jakieś podsumowanie... Jak chyba można zauważyć, nie bardzo mi się to podobało. Przyznam szczerze – przeczytałem ten fanfik bardziej dla beki, tak samo jak ogląda się kiepskie filmy typu „Mega Rekin kontra Gigantyczna Ośmiornica”. No i w tej roli sprawdził się nieźle, bo niektóre sposoby, na jakie objawiał się Niewidzialny Bąbel Zarąbistości, były przezabawne. Ale dobre to to nie jest. Nie zniechęcam jednak autora do dalszego pisania. Tylko niech spróbuje czegoś innego. Ale „Upadłego z niebios” nie tknę. Powód? No właśnie.
  30. 7 points
    hej i witam jestem tu nowy i pokazuję wam ze dwie moje prace wysłał bym całoś ale no cóż nie można jeżeli ktoś z bronych lub pegasister chce ze mną popisać to zapraszam ( storm white )
  31. 7 points
    @Cygnus > Jezioro łabędzie.
  32. 7 points
    Historia dnia 1/2/17: >wrocławskie MPK >semestralny skończył się 31/1 >nie miej biletu, a dostać się na uczelnię to w zimową noc niezbyt fajnie rowerem się jeździ ... >niech będzie ten autobus ... >brak biletomatu na przystanku >mały przystanek, więc k >przyjeżdża ten cfel >numer jego 116 >pamiętaj, że w autobusach są automaty sprzedające bilety >wsiadasz do autobusu, wyciągasz portfel ... >*niecenzuralne słowo w myślach* >automat ma awarię >*więcej niecenzuralnych słów w myślach* >myślę sobie: "na przypale i do przodu!" >zajmij miejsce takie, że mógłbyś przytulać ten cholerny automat ... >muzyczka sobie leci, nowe 300+ utworów same się nie przesłuchają ... >2 przystanki dalej, z uczelni wsiadają do autobusu jacyś, chyba, arabowie, obchodzą mnie ze wszystkich stron >trudno, niech sobie będą ... mi tu jest dobrze >spokój, cisza, tylko w słuchawkach mocne bity ściągnięte z youtuba >przypomnij sobie tych konarów co zawsze pierwszego dnia po semestralnym wyłapują gapowiczów co zapomnieli uiścić "abonamentu" autobusowego i na gapę pojechali ... >/drgawki/ >czwarty przystanek >zacznij podejrzewać, że coś jest nie tak >/większe drgawki/ >b;;..ada k;[';[wsników PROSZĘ PRZYGOTOWAĆ BILETY DO KONTROLI (przez słuchawki) >*KKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKKK**** >sprawdzają bilety >jeden kanar do drugiego: "pacz zepsuty" *wskazuje automat* >kogoś spisują (???) >/stan podpadaczkowy/ >dalej okupuję swoje cholerne miejsce przy tym cholernym automacie i zaczynam powoli go przytulać -,- >kanary trzymają się z daleka od moich arabów (???) >5 przystanków później - wszyscy bohaterowie naszej historii (poza mną) wysiadają z autobusu >*odetchnąłem z ulgą* >"Nie było, aż tak źle" - głos w mojej głowie >po dojechaniu na grunwald kupuję semestralny >kanary już mi nie straszne KONEC
  33. 7 points
  34. 7 points
    I to właśnie jest przyczyna, dla której znam kilka osób uważających, że przeczytać jedne "Biura" to jak przeczytać wszystkie. Fanfiki z uniwersum Biur Adaptacyjnych używały tego motywu na okrągło i wytarł się od tego tak mocno, że w tej chwili już widać przez niego na wylot. Zresztą nie bardzo wiem, skąd to przeświadczenie, że kuce nie żywią negatywnych emocji. Pastelowe czworonogi podczas trwania akcji serialu wielokrotnie udowodniły, że potrafią być wredne, złośliwe, chamskie, potrafią też żywić urazę, a nawet nienawiść, a także kłamać i manipulować. Ba, bywają cholernymi rasistami, czy może raczej gatunkistami (Zecora!). A dlaczego? No właśnie. Uważam, że cukierkowa, pozbawiona wad Equestria z wyłącznie dobrymi, wiecznie pogodnymi mieszkańcami to wymysł d***p społecznych, które ten fandom z jakiegoś powodu ściąga i które w cukierkowej krainie z bajek dla dzieci widzą miejsce, gdzie mogą uciec w swojej wyobraźni, gdy rzeczywistość ich przerasta. Może i w tej roli się sprawdza, ale nie wydaje mi się, żeby robienie z kuców świętych dobrze służyło fanfikom.
  35. 7 points
    Mogłaś bardziej podwinąć, więcej atencji by wpadło. :^)
  36. 7 points
    Witam was ponownie moi kochani czytelnicy. Dziś chcę wam zaprezentować moje najnowsze opowiadanie, które wygrało ostatnią edycję specjalną Konkursu Literackiego. Buch i para w ruch Tradycyjnie już zapraszam do przeczytania i skomentowania.
  37. 6 points
  38. 6 points
  39. 6 points
    Przepraszam, za chwilową nieobecność, ale nie jestem na "swoim stanowisku", a na innych się źle pracuje, więc ... średnio mnie było ostatnio na forume Mam parę spraw z wami do załatwienia, bo ostatnio trochę myślałem nad moim dwudniowymi zadaniami i wyszło mi, że: 1) W marcu będzie miesięczna przerwa od zadań, z powodu tego, że brakuje mi pomysłów (na resztę tego miesiąca są już ustalone). Mam nadzieję, że w kwietniu da radę ruszyć drugą edycję "dwudniowych". 2) W pierwszej połowie marca, znajdzie się ankieta którą mam nadzieję, że wypełni całkiem pokaźna suma osób. Będę tam zbierał informację: jakich zadań więcej nie dawać, co się podobało, co nie lub "co się stało, że nie wziąłeś/wzięłaś udziału" itp. Spodziewajcie się dużej ilości pól do zaznaczania ... 3) Szukam w dalszym ciągu jak nagrodzić osoby które zajęły pierwsze 3 miejsca, mam parę nagród rzeczowych, sam postaram się coś dorzucić, ale jakby ktoś chciał jeszcze coś dodać, to zapraszam na priv. No i oczywiście trzeba wyłonić zwycięzcę ostatniej nagrody: =Piękna Tęcza Nam Tu Wyszła= "Zdziwiłabym się, gdyby było inaczej. Ból, krzywda, groźby, tęcza, krew, zabójstwa to w końcu twój żywioł" Otrzymuje: @RedPower Nowe zadanie jak zwykle o 15! Pozdrawiam, Miszcz Tencz Ps. Za chwilę zaktualizuję excela i ten mój nieszczęsny leaderboard ...
  40. 6 points
    Siemka, jestem Jan Mielcarek, lub po prostu Mielcar. Kończę w sierpniu 17 lat. Z fandomem jestem powiązany praktycznie od początku, lecz dołączyłem do niego dopiero parę tygodni temu. Zacząłem pisać trochę postów, więc niektórzy mogą już mnie znać, ale zapomniałem się przywitać! W gronie moich najbliższych znajomych nie ma nikogo kto lubi MLP, więc wybrałem się na to forum by znaleźć znajomych bronych z Poznania i Polski, oraz podzielać mój entuzjazm do kucyków nie tylko w internecie (i nie tylko po angielsku). Większość wolnego czasu spędzam siedząc przy komputerze, z tym forum otwartym w tle, więc duża ilość pytań jest mile widziana. Chętnie chciałbym pomóc w różnego rodzaju projektach, zahaczających o moje zainteresowania. Resztę informacji o mnie można znaleźć na moim profilu, a ja chciałbym usłyszeć parę pytań od was
  41. 6 points
    Dzisiaj mamy okazję powitać dawnego Avatara , Kruczka w naszym Domku. 1. Jak dowiedziałeś się o serialu i forum? O serialu dowiedziałem się przez przeróbkę jakiegoś polskiego youtubowego śmieszka. Nie pamiętam już czy podesłała mi ją koleżanka czy sam ją znalazłem, ale zainteresowałem się tematem. Obejrzałem parę odcinków wtedy chyba nawet z kolegami. Dla nich była zabawa na parę dni i maltretowanie mnie linkami do clopów (których nie mogłem zdzierżyć, w sumie nadal trochę nie mogę) a ja zostałem na dłużej. To było gdzieś w 2012 roku chyba. Forum pokazała mi starsza kumpela, która swego czasu tutaj postowała, ale potem porzuciła bądź usunęła konto (chyba usunęła). Przesiadywałem czasami na jej koncie i czytałem fanfiki, jakiś czas po tym jak wyjechała postanowiłem założyć własne konto. 2. Czy pamiętasz jakąś zabawną sytuację z początków swojej kariery jako Avatar ? Dostałem robotę u Cadenzy 11 (o ile dobrze pamiętam) dni od rejestracji, gdy wbiłem na /sb/ Jarwin myślał, że jestem jakąś napaloną fanką Jacka Blacka, a potem ktoś stwierdził, że jestem kuzynem Arjena i dlatego dostałem kolor. Wtedy nie wiedziałem, że nie miałbym nic przeciwko byciu kuzynem Arjena. Whisky, Moonbutt i jeszcze więcej whisky. 3. Czym się inspirowałeś, wybierając taki właśnie nick? Zarejestrowałem się tutaj jako "Nieznany Artysta". Okazało się, że nie jestem najlepszym artystą. W sumie lepszym pytaniem byłoby co zainspirowało resztę (czyli coś koło 30) moich nicków, ale pamiętam, że mój stały nick to zdrobnienie od nicku którym się posługiwałem w csie. Kruk -----> Kruczek. Od tamtego czasu posługuję się nim w różnych miejscach w internecie, bardzo mi się spodobał. Pióra mi lecą ze wściekłości jak ktoś przekręca "Kruczek" na "Kurczak" a często się zdarza, na przykład w csie. 4. Co sądzisz obecnie o fandomie? O polskim nie mam zbyt wielkiego pojęcia. Chyba trzyma się dobrze, chociaż niektórzy twierdzą, że FANDOM UMJERA HURR DURR. Niezbyt mnie to obchodzi, nigdy nie grałem żadnej ważniejszej roli w fandomie. Nie byłem na żadnym ponymeecie (Chyba, że liczy się taki dwuosobowy ). A ogólnie o fandomie mam całkiem dobre zdanie, ilość animacji, artów, muzyki i wszelkiego stuffu kucykowego jest niesamowity. Uzbierałem sobie sporą grupę kanałów na youtube zza granicy i lubię sobie śledzić wszystkie filmy z teoriami, przemyśleniami, reakcjami i temu podobnymi rzeczami. Kucy nigdy za wiele. 5. Jakbyś rozmawiał z osobą która jest anty brony? Raczej tak jak z każdym, normalnie. Chyba, że to przesadnie narzucająca swoje racje ameba umysłowa, wtedy najlepiej wcale. Ale jak już to pewnie z odpowiednią dawką dystansu i nie ukrywając - politowania. Ludzi którzy nie pojmują prostego "lubisz coś i nie krzywdzisz tym nikogo - go for it" lepiej omijać szerokim łukiem. Z tego co słyszałem, sporo fanów baleronów wdaje się w wojny z takimi "anty brony". Swego czasu też lubiłem denerwować ludzi w internecie i wiem, że im bardziej się rzucasz tym lepiej się taki troll czuje. Nie karmimy, tobie co raz cieplej się robi w okolicach twarzy a jemu w okolicach brzuszka, nic z tego dobrego. No chyba, że chcesz się pośmiać, nieudolnego rozmówcę można ładnie porobić. 6. Za jakim userem najbardziej tęsknisz? Nikt konkretny nie przychodzi mi na myśl, wszystkich da się gdzieś znaleźć. No może arek fuks, wielki człowiek z wielkimi marzeniami. No i Skaja trochę brakuje, szkoda psuja, cs go zabrał a gdzie teraz jest i co aktualnie psuje jest dla mnie zagadką. 7. Jak widzisz przyszłość forum? Nowi będą przychodzić, starzy będą odchodzić, tak chyba jest wszędzie. Aktywność mała czy duża zawsze można coś fajnego poczytać. Nie siedzę tutaj już tak często jak kiedyś, widzę, że ludzie postują - jest dobrze. Nowi kolorkowcy napinają mięśnie żeby poustawiać jakieś ciekawe tematy w swoich działach. Czy im to wychodzi to pewnie kwestia sporna, ale wiadomo, zawsze się znajdzie ktoś do narzekania i ktoś do chwalenia. Nie mam pojęcia co będzie w przyszłości, teraz jest w porządku i tyle mnie chyba powinno obchodzić. 8. Chciałbyś wrócić do początku istnienia forum? Zależy w jaki sposób, jeśli cofnąć się w czasie to jasne, zią. Obstawiłbym przyszłe mecze przy pomocy ALMANACA jak w "Back to the future". Ograłbym jeszcze totka i był obrzydliwie bogaty. Kupiłbym Siperowi jakiś ładny sprzęcik, wynajął ludzi do biegania w chomiczych kółkach, żeby usprawnić silnik forumowy. A tak po prostu to raczej nie, nie ma co rozpamiętywać że "dawniej było lepiej hurr durr forum też umiera". Chociaż czasami lubię sobie powspominać ^^ 9. Jakie masz plany na najbliższą przyszłość? Zrobię sobie tosty z serem na kolację. 10. Nadal czujesz się częścią fandomu? Nigdy się jakoś przesadnie nie czułem jego częścią, ale przyjemnie było go poznać "od środka". Jeśli wklepanie od czasu do czasu jakiegoś posta o konikach czyni mnie jego częścią, to jest mi to serdecznie obojętne. 11. Jaką postać z serialu lubisz najbardziej? To akurat jedno z trudniejszych pytań, głównie dlatego nie mam na profilu rubryczki z ulubioną postacią. Dawniej mogłem śmiało powiedzieć, że to Pinkie Pie. Później wszystkie mane 6 były po kolei na szczycie listy. Nie mogę jakoś jednoznacznie określić ulubionej, do wszystkich czuję sympatię. Rarity - klasa, fajny baleronik, lubię jej teksty i całą kreację postaci, przypomina mi jedną koleżankę. Zawsze adoruję odcinki w których Rarity gra główną rolę (np ten odcinek z Detektyw Rarcią). No i jej element (klejnot) jest moim trzecim ulubionym. Applejack - odcinki w których brała udział rodzina Apple zostały przeze mnie bardzo miło przyjęte. AJ to postać, która dostała ode mnie najmniej atencji (chyba w końcu rozumiem te żarty o backgroundzie), ale jak się okazało nie słusznie. Lubię jej charakter, relacje z Rarcią no i oczywiście kapelusz, zawsze miałem słabość do kapeluszy. Twilight Sparkle - BOOOOKSSSS. Fajnie jej postać rozwinęli, magical horse. No i oczywiście Tara Strong i jej głosik, uwielbiam Pinkie Pie - łamanie czwartej ściany, no jak tego nie lubić. Czasami bywa denerwująca, ale ma swoje dobre odcinki i to chyba mój pierwszy ulubiony kuceł, jest sentyment. Stary, dobry Ponk. Rainbow Dash - myślałem, że ona jest główną bohaterką zanim jeszcze zacząłem serial. Moi koledzy też tak myśleli. Nie lubiłem jej z początku, ale okazało się że jest bardzo w porządku. Cieszyłem się jak dostała swoje pierwsze solo w Tanks for the memories. Dostała też plus po przeczytaniu My Little Dashie i jemu pochodnych tworów. Chociaż czasami ciężko się czytało, a sam fanfik wielkiego poziomu nie prezentuje (zdziwiło mnie trochę, że stał się tak popularny w fandomie) to miał w sobie coś miłego. Dobrze się bawiłem, postać jeszcze bardziej polubiłem, a chyba właśnie o to chodzi ^^ Dash jest spoko, ciekawi mnie co nowego z nią wymodzą w siódmym sezonie. Fluttershy - z początku mnie denerwowała. Tak jak inne postacie były dość ładnie rozrysowane i ich charakter nie rzucał mi się tak bardzo w oczy, był ładnie stonowany, tak od Flutterki strasznie biła ta ciapowatość i nieśmiałość. W niektórych scenach podkreślali jej cechy aż za bardzo. Jednak w ostatnich dwóch bądź trzech sezonach polubiłem Flutterkę i przez spory czas wybijała się w moim niestniejącym rankingu na prowadzenie. Ładnie uwydatnili jej asertywność, jednocześnie trzymając się tego jak wykreowali ją z samego początku. Najbardziej urocza postać, szanuję motzno. pozderki Dziękujemy za udzielenie odpowiedzi w imieniu Znaczkowej Ligii otrzymasz
  42. 6 points
    Nie zrozum mnie źle, ale "post, a w nim" może sugerować, że dozwolony jest post z artem (plik). Trzeba było napisać bardziej przejrzyście. Nie mam pojęcia, jak można to napisać "bardziej przejrzyście", i nie mam pojęcia jak można było to odebrać w ten sposób w jaki ty to odebrałeś ~MoR A żeby nie było na temat, tutaj art (Flurry Heart).
  43. 6 points
    Ivory Diamond - dealer diamentowych naszyjników z Canterlotu, ścigany listą gończą.
  44. 6 points
    Prince Snow - He knows nothing. Jest mieczem w ciemnościach, a jego warta nigdy się nie skończy. Dowódca Nocnej Straży, jednorożec z brązową grzywą i szarymi oczami. Ma pociągłą, końską gębę. Jest bękartem Lorda Stupida Starka (przynajmniej oficjalnie). Rasowe emo, ma białego psa, którego wołają Duch. Dobrze walczy mieczem i ma liczne przyrodnie rodzeństwo.
  45. 6 points
    Zadanie 4: Sobota 11.02 Wejdź na stronę fantasynamegenerators.com/my-little-pony-names.php i wygeneruj nazwę kucyka, po czym opisz jednym zdaniem kim jest lub/i co robi ten kucyk w Equestrii. Potwierdzenie: Post. Czas Trwania: 10.02 {20:00} - 12.02 {23:00} Nagrody: Reputacje, punkty do leaderboard. Nagrody specjalne: =Najlepsza Nazwa= : +10 pkt. =Najciekawsza Historia= : +10 pkt. Małe sprostowanie: To zadanie to taka mini-zabawa, tego typu tematy na offtopie mają żywotność ... około dwóch dni, czyli tyle samo co trwa to zadanie.
  46. 6 points
    Trzy miesiące temu, Twilight Sparkle jako jedyna powróciła z archeologicznej wyprawy. Dziś, ponownie musi zmierzyć się z demonami przeszłości Sequel opowiadania "Skrysztalenie" autorstwa Arkane Whisper'a Tajemnica Lodowca
  47. 6 points
  48. 6 points
  49. 6 points
    bo moją ulubioną aktualnie jest ta :3
  50. 6 points
    Jeśli wrzuciłeś to tutaj to znaczy, że liczysz na uczciwą opinię więc taką wyrażę. Praca jest bardzo niskich lotów, krzywe kontury pomalowane jak przez przedszkolaka, gdzie kolory wychodzą za linie. Porównaj sobie swoją pracę z pracami innych osób, którzy tworzą tu tematy, wrzucanie tu czegoś takiego to obraza dla ludzi, którzy włożyli w swoją pracę jakikolwiek większy wysiłek, niż Twoje 5 minut na namalowanie tego czegoś. Dodatkowo wrzucając tu pracę w pdf wykazujesz się już totalnym lenistwem i pokazujesz jak robisz wszystko na odwal się. To tyle, nie ma tu co oceniać, obrazek jest bardzo słaby. Nie jest nawet niezły. Zanim zaczniesz publikować prace musisz się naprawdę sporo nauczyć, bo tutaj nie ma tego nawet jak konstruktywnie skrytykować i powiedzieć co masz poprawić. Tutaj trzeba poprawić i zmienić wszystko, bo to wygląda jak jakieś bazgroły z marginesu zeszytu. Tą opinią oczywiście nie mam zamiaru Cię obrazić ale wstawiając to tutaj musisz się liczyć, że spotkasz się z podobnymi komentarzami, chyba, że serio wydaje Ci się, że ta praca jest ładna.
This leaderboard is set to Warszawa/GMT+01:00