Tablica liderów
Popularna zawartość
Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją 01/13/26 w Posty
-
Od autora: Miałam sporo pomysłów na opowiadanie o tej postaci, głównie w świecie [Equestria Girls]. Niestety nie dałam rady. Próbowałam też napisać opowiadanie Sci-Fi, nie podołałam również. Może kiedyś się uda. Tymczasem, postanowiłam, że napiszę coś, co - chyba - lepiej mi wychodzi, czyli [Slice of Life]. Ważne: Mało [Violence]. Ale mimo wszystko jakaś przemoc jest. Korekta, dobra rada, pomoc: @Hoffman Bo moja dusza - jeżeli jakąś mam - jest stracona w czeluściach Tartaru. Lecz nadzieja błyszczy, jak światełko w tunelu, podczas ostatniej podróży. "Nadzieja, która błyszczy" ROZDZIAŁ 1 ROZDZIAŁ 2 ROZDZIAŁ 3 ROZDZIAŁ 4 ROZDZIAŁ 5 ROZDZIAŁ 61 point
-
„Nadzieja, która błyszczy” to bardzo interesujący fanfik. Prawdopodobnie, gdyby był krótszy byłby jeszcze lepszy. Wśród złoczyńców MLP:FiM najwięcej fanfików poświęcono Discord owi oraz Chryssaliss lub Sombrze. Piszę tutaj o kanonicznych złoczyńcach, ma się rozumieć. Tirekowi, chociaż był to jedyny antagonista z korzeniami jeszcze w pierwszej generacji My Little Pony poświęcono niezbyt wiele fanfików. Ja pamiętam tylko jeden, „Into The Depths” autorstwa Pen Stroke’a, gdzie się przewija, a i wtedy była to postać nawiązująca właśnie do pierwszej generacji MLP, a nie czwartej, gdzie Tirek się jeszcze nie pojawił. Fanfik zaczął być pisany w 2012 r. Także bohaterce „Nadzieja, która błyszczy”, Cosy Glow, bardzo rzadko poświęca się uwagę i pisząc bardzo rzadko, mam na myśli, że w jest to pierwszy fanfik o niej, który przeczytałem. A przecież przeczytałem ich dużo. Już to czyni fanfika oryginalnym. Zastanawia mnie co zainspirowało autorkę. Mnie opowiadanie przypomina nieco film „Dzieciństwo wodza” z 2015 r. w reżyserii Brady’ego Corbeta. Narodziny złoczyńcy zaczynają się od skromnych początków, od czynników, które zdawałoby się nie są aż tak istotne. Dla Cosy Glow tym, co popchnęło ją ku złu był fakt, że była jedynym pegazem w rodzinie jednorożców, z czego wypłynął wniosek, co prawda nie należący do bohaterki fanfika, ale jej kolegów i koleżanek z klasy, że jej mama się „puszcza”. Wątek ten zresztą nie wychodzi na pierwszy plan od początku. Cosy Glow ma wyjątkowo tolerancyjną rodzinę i nie jest otwarcie dyskryminowana przez dziadków, ani też ojca (który w fanfiku jest prawie nieobecny) a jej mama ją bardzo kocha. Autorka opisuje w fascynujący sposób mieszankę kompleksów, jakie odczuwa Cosy Głów wobec jednorożców. Poszła ona tropem „Fallout: Equestria”, gdzie jednorożce są faktycznie OP (jak się mówi pomiędzy graczami kompetytywnymi), gdyż magia pozwala im na niemożliwą do uzyskania dla innych ras kucyków precyzję we władaniu przedmiotami. Rozgrywki szachowe pomiędzy Cosy Glow a jej dziadkiem są tego dobrym przykładem. Nie chodzi tutaj nawet o samo posunięcie na planszy, ale o sposób przesuwania bierek. To bardzo interesujące, chociaż chyba niezgodne z kanonem MLP:FiM podejście. Wspominam o tym, bo fanfik, próbuje raczej być zgodny z serialem. W szkole właśnie za mamę, która się „puszcza” Cosy Glow jest szykanowana przez kolegów i koleżanki z klasy. Źrebaki są tutaj okrutne w jakiś wyolbrzymiony sposób, ale są bardzo złośliwe. Kiedy porównałem to, co opisywano w fanfiku z tym, do czego dzieciaki w szkołach są zdolne to muszę przyznać: poczułem, że byłyby to wiarygodne sytuacje. „Hiperseksualność” młodzieży, jako element wchodzenia w świat dorosłych, tak jak ja ją pamiętam z moich szkolnych lat jest tutaj dobrze oddana. Momentem przełomowym dla Cosy Glow jest przybycie Tireka, który odebrał magię wszystkim kucykom, łącznie z główną bohaterką. Tylko że pegazy są po zjedzeniu ich magii po prostu osłabione, a jednorożce całkowicie bezradne. Autorka ponownie pokazuje partię szachów jako przykład tejże bezradności. W tym momencie miałem wrażenie, że Cosy Glow zaczyna mi trochę przypominać Starlight Glimmer, która szukała równości, pozbawiając inne kucyki mocy ich uroczych znaczków, zachowując jednak swój. Jednak Cosy Glow nie ma takich możliwości jak Starlight Glimmer. Postanawia posłużyć się Tirekiem. W tym momencie „Nadzieja, która błyszczy” zaczyna mi przypominać nieco „Jojo Rabbit” z 2019 r. w reżyserii Taiki Waititiego. Nie widziałem tego filmu, ale bohaterem był chłopiec, który miał wymyślonego przyjaciela. Był nim Adolf Hitler. Dla Cosy GLow jest nim Tirek. Tirek jest z Cosy Glow na lekcjach, odrabia z nią zadania domowe itd. Fragmenty, gdy Tirek jest wyimaginowanym przyjacielem pegazicy są chyba najlepszymi w fanfiku. Potem następuje wymiana korespondencji z Tirekiem oraz Twilight Sparkle i… I gdyby „Nadzieja, która błyszczy” zakończyła się w momencie, gdy Cosy Glow postanawia udać się do Szkoły Przyjaźni uznałbym ten fanfik za arcyciekawy. Ale naiwny świat kucyków, napisany przecież dla dzieci gryzie się z tym młodzieżowym, wyrastającym z dziecięcej niewinności. Co Twilight Sparkle, która ocaliła Equestrię ileś tam razy, miała odpowiedzieć na list Cosy Glow, w którym informowała ją, że ma problemy w szkole, bo się jej mama puszcza? Cóż, postać z kreskówki miałaby tutaj spory problem. A Twilight nie została tutaj pokazana jako postać ze świata fanfika. Twilight, to po prostu Twilight. Generalnie im bardziej zbliża się moment, gdy świat fanfika i świat kreskówki się zazębiają, tym mam wrażenie, pojawia się więcej zgrzytów. Już sam fakt, że Tirek otrzymuje medalion, pozwalający się komunikować listownie z Cosy Glow, jest nieco naiwny. Jest naiwny w realiach fanfika, ale w serialu ten problem został w ogóle zignorowany. Ale to nie jedyny przypadek, gdy pojawiają się zgrzyty. Weźmy inny przykład: w serialu postacie nie załatwiają swoich potrzeb fizjologicznych (poza jednym odcinkiem). W fanfiku uwięzieni w Tartarze są wypuszczani z klatek, aby mogli się załatwić, co sugeruje, że ktoś, jednak nad nimi czuwa, podczas gdy w serialu odnosiłem wrażenie, że, prawdę mówiąc, nikt ich nie pilnuje. Czasami próba udzielenia odpowiedzi rodzi więcej problemów niż pozostawienie czegoś bez odpowiedzi. Mam także wrażenie, że serialowa Cosy Glow nigdy nie traktowała przyjaźni z Tirekiem ani przyjaźni jako takiej poważnie. Że samorozumienie znaczenia tego słowa było wypaczone. Dlatego uważam, że Cosy Glow z serialu to nie Cosy Glow z fanfika i mam wręcz wrażenie, że „Nadzieja, która błyszczy” to AU. AU, które bardzo chce się stać jednością z naiwnym serialem dla dzieci. To wywołuje komplikacje, bo wydarzenia, które rozgrywają się w serialu powodują postacie kierujące się innymi czynnikami niż te z fanfika. Chcę po prostu napisać, że gdyby wziąć Cosy Glow z fanfika i przenieść się do serialu, wówczas prawdopodobnie postępowała by inaczej. Serialową Cosy Glow nie interesowała bowiem przyjaźń. Ją interesowała władza. A tę z fanfika interesowałoby raczej to, żeby inni byli tak samo nieszczęśliwi jak ona. Wtedy poczułaby się lepiej. Zastanawia mnie także rodzina Cosy Glow. Jest ona bardzo „tolerancyjna”. Ba, mąż toleruje, że żona go zdradza, chociaż córka ma wyrzuty sumienia, że jej mama śpi z nauczycielem, żeby miała wzorowe zachowanie na świadectwie. Dziadkowie nie robią Cosy problemów, że jest bękartem. Zastanawia mnie jednak wyjaśnienie, czy raczej próba wyjaśnienia tego stanu rzeczy: Chciałbym usłyszeć wersję męża, bo relacja mamusii się nie chce skleić w mojej głowie. Jej wersja kojarzy mi się z wizją świata hrabiny Ponimirskiej z serialu „Kariery Nikodema Dyzmy”. Niestety, brakuje mi tutaj nieco wyjaśnień ojca, a tutaj by się akurat przydały. Podsumowując, „Nadzieja, która błyszczy” to bardzo interesujący fanfik, który najlepiej działa tam, gdzie nie miesza się z wydarzeniami, z serialu (łącznie z cytowaniem go słowo w słowo). Optymalnym byłoby zakończenie go tuż przed tym, jak Cosy Glow zaczyna „naukę” w Szkole Przyjaźni, gdyż uproszczony świat z serialu nie zawsze się łączy z bardziej dojrzałym światem z fanfika. Pomimo wyżej wymienionych wątpliwości, polecam.1 point
-
Przeczytałam „Miłość, diament i demony”, czyli „Wyprawę Shining Armora”. I muszę powiedzieć, że powrót do tej serii był świetny, jest dokładnie tak, jak zapamiętałam – bardzo dobrze. Spoilery poniżej. A nawet, powiedziałabym, że przez ten wątek „paranormalny” bawiłam się jeszcze lepiej. Co prawda, samo miasto i golemy nieszczególnie mnie poruszyły, ale jak wszedł demon we własnej osobie było bardzo ciekawie. Klątwa też była w satysfakcjonujący sposób wyjaśniona. Chociaż uważam, że „Wyprawa Shining Armora” jest lepszym tytułem niż „Miłość, diament i demony”. Głównie ze względu na to, że ten drugi moim zdaniem zdradza za dużo. Bardzo podoba mi się styl, w jakim jest to pisane, jest sporo opisów, ale nie są to bloki tekstu, przez które ciężko byłoby mi przebrnąć – wszystko jest wyważone i jest po coś. Zdziwiłam się, może już zdążyłam zapomnieć, że ci… Hmm, ludzie (?) jedzą mięso. I przez ten czas chyba zdążyłam wypracować sobie lepszą wyobraźnię, bo faktycznie widziałam anthro. Podobały mi się opisy wioski Indian. Dialogi są naturalne. Miejscami było bardzo zabawnie, jak z żoną Indianina (może tylko mnie bawi, nie wiem). Podobały mi się postacie, chyba wszystkie były interesujące (głównie Moonbow ze swoim podejściem do innych – kompletnie zrozumiałym). Shining Armor jest taki, jakiego się spodziewałam – choć myślałam, że będzie trochę mądrzejszy, bo naprawdę nie wiem, czy celowanie do demona to dobry pomysł; ale to, że jest honorowy bardzo pasuje. Główny bohater jest motywowany przez zdobycie informacji o Wrednej Szóstce (co chyba wyleciało mi z głowy, bo lekko mnie zaskoczyło, myślałam, że bardziej go motywuje sama relacja z wyprawy). Dobre imię dla Indianina, pasuje do świata przedstawionego, podoba mi się Co do fabuły, była to przygoda, dobrze się ją śledziło. Walki nie nużyły ani się nie ciągnęły. Muszę przeczytać inne opowiadania z serii1 point
Tablica liderów jest ustawiona na Warszawa/GMT+01:00
