Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Cahan

Moderator
  • Content Count

    3,831
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    89

Cahan last won the day on November 3 2020

Cahan had the most liked content!

Community Reputation

3,611 Pióro Starswirla Brodatego

About Cahan

  • Rank
    Tryfid
  • Birthday 12/24/1995

Informacje profilowe

  • Gender
    Klacz
  • Zainteresowania
    Botanika, ichtiologia, felinologia, jeździectwo, fantasy, gry komputerowe.
    W zasadzie... Interesuję się wszystkim. Lubię uczyć się nowych rzeczy.
  • Ulubiona postać
    Serialowe:
    1. Chrysalis Queen of Changellings
    2. Celestia
    3. Rarity, Starlight Glimmer
    4. Sombra, Luna (Nightmare Moon), Sunset, Zecora

    Nie lubię:
    1. Fluttershy
    2. Tirek
    3. Maud Pie
    4. Apple Bloom

Recent Profile Visitors

67,983 profile views
  1. Cahan

    Jakbym była osobą z zewnątrz, to powiedziałabym, ze wygląda dużo lepiej niż G4. I chyba jest to najlepsze CGI jakie mogliśmy dostać. Ogółem zapowiada się bardzo fajnie, na pewno lepiej niż "MLP: The Movie". Dobrze, że nie wybrali wersji "robimy Mane 6, ale jeszcze raz i zmieniamy im rasy". Powiązanie z G4 w takiej formie też na plus, bo to z jednej strony coś nowego, a z drugiej nie wypinają się na wszystko co mieli do tej pory. No i ogromny plus, za nieco bardziej realistyczne kucyki może w końcu ludzie przestaną rysować pysk z profilu, kiedy twarz jest z półprofilu. Przypominają mi nieco G2, a to była moja ulubiona generacja pod względem wizualnym.
  2. Schadeny nadrobione. Co by tu powiedzieć - sam tekst genialny i zabawny, szczególnie Schadencord i to jak Schaden wykorzystuje Pinkie do swoich niecnych celów - mistrzostwo. Natomiast samo tłumaczenie miejscami brzmi dziwnie i jakoś tak niezręcznie. Gib więcej.
  3. Okej, przeczytane, więc wypadałoby skomentować. Ale najpierw powiedz mi jedno - to w końcu seria czy wielorozdziałowiec? W każdym razie opowiadanie jest... Jakby napisała je Rarity. Brakuje tu ghatorryzmów, szalonych żartów i pomysłów, które dodałyby całości pewnej iskry. To grzeczny do bólu fanfik, rzekłabym, że wręcz nudnawy. Raczej sięgnę po kolejne części, ale początek niestety nie powala, a szkoda, bo spokojnie mógłbyś z tego stworzyć genialną komedyjkę. Jeśli przy pisaniu przyjdą Ci do głowy jakieś głupie pomysły, niesmaczne i złośliwe żarty, to ładuj je jak leci. Bo to właśnie one sprawiają, że Twoje komedie są takie świetne, dobrze się starzeją i się o nich pamięta. Jest Trixie, którą przedstawiono tu wręcz jako anioła, który nie oszukuje, nie kosi naiwniaków, a i lituje się nad złodziejką (i to więcej niż raz). I zastanawia się, co Starlight by zrobiła. Obawiam się, że serialowa Starlight, to zrugałaby smarkulę z góry do domu i zwinęła gdzieś ze sobą. Pomogłaby jej, ale powstrzymała przed dalszymi szkodami. Tymczasem błękitna czarodziejka... Zachowuje się bardziej jak Twilight albo zaginiona siostra Fluttershy. Powinna być chyba bardziej zła, szczególnie, że po Bingo nie widać, że żałuje. Młoda pegazica wydaje się arogancka, bezczelna i amoralna. Nie potrafię jej współczuć po tym fanfiku. Nie mogę kupić jej tłumaczeń i wymówek. Jeśli miała być kimś więcej niż złodziejką i oszustką, to czegoś zabrakło - lepszego przedstawienia relacji i backstory? Jakiegoś wątku, w którym zarówno ona, jak i Trixie wpadają we wspólne kłopoty i muszą się z nich jakoś wspólnie wygrzebać? Wspólnego smutniejszego, poważniejszego momentu? Czegokolwiek. Za to podobała mi się sztuczka z monetą i sam wątek tego przedmiotu. Tu był jakiś pomysł i szkoda, że problem tak szybko się rozwiązał, a my nie dowiedzieliśmy się, czemu ten pieniądz jest taki cenny. Przecież gdyby chodziło samo nadpiłowanie, to Trixie mogłaby sobie zrobić drugą taką? Jasne, to wstęp i będzie tego więcej. Może z czasem ta relacja się rozwinie, a bohaterki bardziej otworzą i pokażą z lepszej, ciekawszej strony. Tylko że początek powinien przyciągać, a tu tak nie jest. To po prostu średniak bez polotu.
  4. Otwórz przy pomocy MS Word, włącz edycję, a następnie skopiuj do docsa. Zazwyczaj działa.
  5. Przekopiuję z discorda: Event komentarzowy został ukończony. W takim sensie, że podliczyłam punkty i już wszystko wiadomo. Pierwsze miejsce i zwycięstwo należy do @Hoffman, który obronił tytuł Króla Komentarzy i zdobył 675 punktów (podzielcie przez 5 i dowiecie się ile opowiadań skomentował). Drugie miejsce należy do @Grento YTP z wynikiem 575 punktów. Ostatnią osobą na podium jest @Sun - 442 punkty. Dolar zebrał 57 punktów, Verlax 35, Midday Shine, Po Prostu Tomek i Favri po 10. No i jest jeszcze Diamond, który uzyskał 3 punkty. Nie spodziewałam się aż tak zażartej walki i takiej aktywności w dziale opowiadań, ale cieszy mnie, że do tego doszło i choć Hoffman uzyskał 100 punktów więcej od rywala, to nie miał łatwo. Cieszy mnie, kiedy widzę coraz więcej osób, które stają w szranki. I mam nadzieję, że w kolejnej edycji zobaczę więcej nowych twarzy, a i starzy wyjadacze wciąż wykażą się walecznością i aktywnym czytelnictwem. Z góry uprzedzam - 3 edycja będzie na zupełnie nowych zasadach.
  6. Kolejny ficzek, który przeczytałam przy okazji eventu komentarzowego. Co o nim mogę powiedzieć? Tłumaczenie jest na wysokim poziomie, zaś samo opowiadanie to klasyczna komedia pomyłek. Nie ma w nim nic szczególnego, ale jest lekkie, przyjemne i dobrze się to czytało. W sumie nawet zastanawiałam się, co tam się odwaliło i myślałam, że Celestia nadinterpretuje słowa Twilight (albo ta walnęła parę literówek) lub powinna trafić do horny jail. W sumie mi ulżyło, że to żadna z tych rzeczy, zaś samo zakończenie pozostawia po sobie pewien niedosyt. W sumie czuć, że to stary fik, z czasów pierwszych sezonów kucyków. I to chyba też sprawiło, że spodobał mi się bardziej niż powinien, bo przypomniał mi o moich początkach w fandomie. A co do tych ud Rarity... Podejrzewam, że Twilight użyła hiperboli, a Spike przejawia zwykłe smarkate zauroczenie.
  7. Właśnie uzupełniałam tabelę w evencie komentarzowym i tak jakoś wyszło, że opinia Hoffmana o "Łzach matki" mnie zainteresowała. Przeczytałam te całe 3 strony i nie żałuję, bo ficzek jest naprawdę dobry. Forma jest nawet poprawna (do perfekcji jej nieco brakuje, ale jest okej), klimat porządny, a sam pomysł genialny. Naprawdę, bardzo mi się spodobała koncepcja świata, w której przemiana w tęczlingi niesie za sobą konsekwencje. Podobają mi się opisy i użyte w fiku porównania. Niektóre są odważne, ale mimo wszystko nie wypadły żałośnie-śmiesznie, a o to łatwo przy takich zabiegach literackich. Także na plus. A co na minus? Miałam wrażenie, że to dwa pomieszane ze sobą fiki - część Chrysalis i część pegaza. Moim zdaniem lepiej byłoby je rozdzielić, a i samo opowiadanie bardziej rozbudować. Z drugiej strony to mogłoby zatrzeć jego kwintesencję, czyli zakończenie i jego moc. W każdym razie - polecam.
  8. Okej, przeczytane. Jak na pierwsze próby nie jest źle, ba, jest naprawdę dobrze. Nie wiem co zrobili Rarity i Sun, ale tekst jest raczej poprawny (dodałam parę moich sugestii, ale te nie rozwiążą moich głównych zarzutów). Zacznę od tego, że nie mam pojęcia z czym to crossover, ale wygląda na jakiegoś animca. Myślę, że dobrze byłoby to napisać w pierwszym poście. W ogóle przydałby się jakiś krótki opis, który nie zmusza do czytania Prologu, bo tak szczerze - weszłam tu tylko dlatego, bo lubię sobie zerknąć na debiutantów. No i to na razie tylko 3 strony, co przy debiutach ma znaczenie. Powiem tak, nie porwało mnie. Ale to też pewnie kwestia tego, że nie lubię anime. I nie jestem fanką humanów. Ale sam pomysł ze szkatułą określiłabym jako interesujący, tylko że... Wykonanie nie dało rady. Wszystko dzieje się za szybko. Czytelnik nie dostaje szansy na skupienie się na tajemnicy, ani na poczucie jakiegokolwiek klimatu. Bo opisy są, ale za krótkie, za mało ich, a same scenki wyglądają bardziej na przerywniki niż pełnoprawne sceny. I tak w pierwszej części tekstu, Twilight znajduje kuferek w krzakach, tylko po to by... W drugiej znalazł się u niej pod poduszką. Rzecz w tym, że nie dałaś żadnych indykatorów, pozwalających stwierdzić, że np. coś ważnego zaszło pomiędzy. Ot, Twilight znajduje skrzynkę, której nie może otworzyć, tzn. otwiera ją za pół strony, a potem bam! Traci przytomność, ciemność i ludzie. Mam wrażenie, że za bardzo skupiłaś się na postaciach, a za mało na otoczeniu, bo ciężko tu sobie wyobrazić ten świat. Ale nie tylko braki w opisach psują klimat. Mamy tu mnóstwo zdrobnień (a nadmiar zdrobnień brzmi... źle i dość infantylnie), co nie pozwala poważnie traktować tego, co się dzieje. Do tego określenia na bohaterów... Uwierz mi, nadmiar "granatowowłosych" i "fioletowookich" to jedna z najgorszych rzeczy jakie można zrobić (dobra, nieco przesadzam). Jasne, w przypadku kucyków czasami ma to sens, jeśli dana cecha wyglądu jest bardzo charakterystyczna. Ale w przypadku głównego bohatera? Klacz, alikorn, Twilight, Twilight Sparkle czy nawet Księżniczka Przyjaźni brzmią sto razy lepiej. Inna sprawa, że można tak konstruować zdania by ograniczyć potrzebę dokładnego określania podmiotu do minimum (bo wynika z kontekstu). Ogółem, staraj się nie powtarzać co chwilę tych określeń, bo brzmią głupio. Kolejna sprawa to ogólny dobór słów i konstrukcja zdań. Są szkolne, prawidłowe i proste. Brakuje im jeszcze literackiego pazura i pewnej płynności. Opisy wypadają sztywno, a sposób podawania informacji jest powtarzalny - aż za często pokazujesz coś za pomocą czasownika "być", mimo że tekst nie cierpi na nadmiar powtórzeń. Spróbuj bardziej eksperymentować, bawić się słowami, dyktować klimat przy pomocy stylu w jakim piszesz. Jeśli chodzi o bohaterów, to ciężko mi cokolwiek o nich powiedzieć, bo to tylko 3 strony. Ale póki co nie wkurzają, więc jest w miarę okej. Dialogi brzmią jakby wszyscy tam byli gromadką grzecznych i miłych nastolatków, nie wiem, czy to zamierzony efekt, czy nie. Co do strony technicznej - jest okej, nie licząc jednej rzeczy. Nie wiem jak w tym docsie działają odstępy po akapitach i od czego zależy ich obecność/brak. Ocena końcowa: naprawdę solidny debiut, choć przydałoby się tu trochę szlifierki. Co prawda zdecydowanie nie jestem targetem, ale postaram się śledzić to opowiadanie, przynajmniej przez jakiś czas. Jakbyś miała jakieś pytania, to wal. I jakby co - jestem autorką tych poradników z Equestria Times, o których wspominał Sun, więc jakbyś chciała...
  9. Czas na komentarz ode mnie. Czekałam aż więcej osób się wypowie bym mogła się odnieść do ich wypowiedzi, bo moje zdanie Zodiak zna. Zacznę od tego, że to kawał przyjemnego i solidnego fantasy, które równie dobrze możnaby opychać ludziom spoza fandomu i byliby zadowoleni. "Paladyn" poszedł w stronę klasycznego, staroszkolnego fantasy i sądzę, że w dobie podróbek "Wiedźmina", "Gry o Tron" oraz ultrakreatywności (Sanderson), to całkiem przyjemne i odświeżające. Szczególnie, że tekst nie brzmi sztucznie, sprawdza się jako opowiadanie (a nawet nadaje się jako podbudowa pod serię/powieść), a genialne dialogi i przyjemne, klimatyczne (choć raczej minimalistyczne) opisy robią swoje. Po prostu czyta się to dobrze i uniknięto brzydkiego efektu próby przeniesienia gry RPG 1:1 na literaturę (chwała bogom!). Podczas lektury przypomniały mi się czasy, kiedy byłam młoda i pisaliśmy coś w rodzaju role play'a na forum hirków. Tylko że to jest dużo lepsze. Może zacznę od świata... Jest ciekawy. Znaczy, niewiele o nim wiadomo, a intryguje i to bardzo. Kilka zdań o tym jak Equestria traktuje imigrantów wystarczyło by pobudzić moją wyobraźnię. Ogółem chciałabym się dowiedzieć o nim więcej. Dialogi są genialne i błyszczą. Naturalne, gładkie, płynne. W sumie po Zodiaku nie spodziewałabym się niczego innego. Postaci. Podziwiam jak charakterystyczne się okazały. Nawet randomy z tła zapadają w pamięć i nie ma trudności połapania się kto jest kim. W odróżnieniu od poprzedników ja polubiłam Valianta i nie uważam go za lawful stupid jak @Verlax i @Dolar84. Po pierwsze wtrącanie się to jego robota. Jest paladynem, taką ma pracę. Poza tym... Myślę, że próba zapobieżeniu morderstwu to czyn szlachetny i akt odwagi (większość ludzi w takich sytuacjach nic nie robi dlatego, że ma pełne gacie, a nie dlatego, że nie chce i ma to zupełnie w dupie). Szczególnie, że Valiant starał się załatwić sprawę pokojowo, polubownie i z wyczuciem. To, co się stało później, to nie jego wina. Winowajcą jest rzecz jasna Rubin. Nie dlatego, że chciał zabić Monetę - tu był usprawiedliwiony. Ale przypadkowe gnolle i jednorożec, który po prostu chciał iść do domu? Kiedy zaczął mordować przypadkowe istoty, pokazał swą prawdziwą twarz. Zwykłego bydlaka. Czytelnik, podobnie jak Valiant, na początku nie wiedział z kim ma do czynienia i po czyjej stronie sporu powinien stanąć, ale w tym momencie wszystko stało się jasne. Jeśli chodzi o Monetę, to trudno powiedzieć by była świętą, to w końcu złodziejka. Ale jednak szlachetność Valianta sprawiła, że i w niej zakiełkowało coś... dobrego. Zwalczyła tchórzostwo oraz postanowiła spłacić dług i bezinteresownie pomóc paladynowi. I wierzę jej, że próbowała zabić Rubina w samoobronie. Ba, sądzę, że miała rację, uważając, że tylko wyjdą z zamczyska i gryf ją zabije. Co do Dark Faith, to nie wydała się zupełnie zła do szpiku kości. Jej relacja z Valiantem jest raczej pełna smutku, żalu i nostalgii. Ciekawe, co się stało. Jak zeszła na mroczną ścieżkę i czy byli parą, czy tylko przyjaciółmi. Nie uważam, by ponosiła winę za to, co zaszło w karczmie. No, może trochę. Ale sądzę, że wybuchłoby prędzej czy później i to bez jej pomocy. Tam po prostu nawarstwiło się za dużo grzechów i goryczy. Sądzę, że "Paladyn" jest bardziej o tej misji zakonu Valianta niż o pogoni za Dark Faith. Bo przecież te wszystkie kucyki i niekucyki... Nie były do końca złe. Robiły złe rzeczy żeby przeżyć. Czasem mściły się za krzywdy. Spirala się nakręcała coraz bardziej i wydaje mi się, że może ten świat potrzebuje właśnie takich paladynów, którzy wbiją i posprzątają. Nawet jeśli padną trupy, to powietrze się oczyści, zamiast podtruwać latami. Poza tym jest nadzieja na poprawę. Spór w karczmie jak dla mnie to pokazał. Jasne, nie wszystkich da się uratować przed byciem zepsutymi do szpiku kości dupkami (o tobie mówię, Rubin), ale większość? Chyba tak.
  10. Dobra, czytałam, więc wypadałoby skomciać. O formie się nie wypowiem, ponieważ znam tylko wersję przed korektą, ale ufam Rarity, że wszystko zostało naprawione. 13. Wolność, Równość, Trixie Spoko komedyjka jak na fanfik konkursowy. Należy raczej do tych spokojniejszych i serialowych opowiadań, ale wciąż bawi. Nie ma w niej nic szczególnego i zapewne, podobnie jak Gandzia, szybko o niej zapomnę. Spodobała mi się kreacja Trixie, która wyszła tu na całkiem sprytną i pomysłową klacz. Ogółem nie ma się tu do czego przyczepić, ale nie ma też czego kochać. 14. Kevin sam w ulu O! I tu jest lepiej. Genialny tekst z wybitnym humorem, sporą dozą kreatywności, szaleństwa i ślunskiej godki. O tym będzie trudno zapomnieć. Absurd goni absurd, żart goni żart i to działa. Że tak to ujmę - ghatorryzmy w najlepszym wydaniu. O takie komedyjki nic nie robiłam. Ale raczej nie chcę więcej. Więcej się może przejeść, a tak jest idealnie.
  11. Widzę, że nie skomentowałam Szach Mata i Rach Uby... No nic, nie nadrobię tego, bo mi się nie chce, a pamiętam, że tamten fik był po prostu nudny - i go patroszyłam. Takie okej, ale szału nie ma. I podobnie jest z Ali-Ghatorrem. Jest jakaś historia, która pasuje do konwencji baśni, ale tak jak baśnie lubię, tak przygody węglowego muła, 3 braci od znanego producenta przeciekających bukłaków i kotki autora w ogóle mi nie podeszły. Zastanawiałam się dlaczego i co poszło nie tak, i nawet już wiem. 1. Tekst jest za długi. Baśnie mają to do siebie, że są raczej krótką formą, przez co są treściwsze. Ali-Ghatorr zawiera fragmenty zupełnie zbędne dla historii - młodość rodzeństwa, fragment o tym jak Loviatar oślepła. Czy nawet sam fragment o tym, że Lovi jest uzdrowicielką i kucyki się jej boją i przezywają Panią Bólu - to brzmi raczej jak materiał na drugą baśń, ale zupełnie rozwadnia tę konkretną. 2. Użyty język. Po prostu nie pasuje do baśni. Dobór słów, stylistyka, konstrukcja zdań i akapitów. To odbiera opowieści magię i klimat. 3. Ogólny klimat. Mamy Ali-Ghatorra (brzmi arabsko) i fińskie trio. I to dość dziwne połączenie. Wydaje mi się, że lepszym rozwiązaniem byłoby postawienie na jedną kartę - baśń w stylu Baśni Tysiąca i Jednej Nocy lub baśń w stylu jakichś opowieści skandynawskich. Tymczasem dostajemy coś, co pasuje raczej do historii francuskich czy niemieckich. Z tego powodu fanfik nie powala. Przeczytać można, główna oś fabularna jest bardzo baśniowa (choć dodałabym tu jakiś element fantastyczny, nie wiem, że maczuga Ali-Ghatorra była magiczna i czyniła go niepokonanym), ale wiele tu brakuje. Wiem dlaczego powstało i podtrzymuję opinię, którą dałam Dolczemu na PW - ten tekst wyszedłby lepiej gdyby był komedią. Mimo wszystko nie będę odwodzić od pisania baśni. Ale polecam najpierw zrobić risercz ze stylizacji i konstrukcji tego typu opowieści, bo to głównie one sprawiają, że ludzie lubią tak proste historyjki.
  12. To może Chelicera? Nie będzie owadzio, ale za to stawonogowo.
  13. Cahan

    Pozostaje życzyć powodzenia. Genetyka jest super. Jedna z moich ulubionych gałęzi biologii. Obok biologii ewolucyjnej, botaniki i ichtiologii Z ciekawości, jakie fiki czytasz? I tego, jeśli czytasz, to nie bój się komentować. Większość pisarzy cieszy się jak pięciolatki w Wigilię, kiedy znajdą pod choinką PS5, gdy dostaną komcia, szczególnie od kogoś nowego.
  14. Cahan

    Hej, witaj na forum! Pochwalam za genetykę. Jeśli to nie tajemnica, to ile masz lat i w jakim kierunku się kształcisz/pracujesz? Czytasz fanfiki? A może piszesz? A nawet jeśli nie, to jeśli lubisz pisarstwo, to polecam Klub Konesera Polskiego Fanfika - jest otwarty również na pisarstwo niekucowe. Sama rysowałaś avka?
  15. Okej, to jest chyba ten komentarz z maratonu, do którego najbardziej chciałam się odnieść. Z żadnym innym jednocześnie tak bardzo się zgadzam i nie zgadzam. Bo sama mam z "Początkiem" pewien problem. A nawet problemy. Bo sama nie jestem zadowolona z tego tekstu, choć jednocześnie nie żałuję, że je napisałam i sądzę, że zawarłam to, co chciałam zawrzeć. Zrób to. Mój ulubiony fanfik. Aktualny styl Zodiaka może i jest pod pewnymi względami podobny do tego, którym włada Sapek, ale zdecydowanie lepszy. Pan Andrzej stosuje zdecydowanie za dużo powtórzeń i to takich brzydkich. Moim celem na pewno nie było odtwarzanie tego stylu 1:1, bo... to nie ma sensu. Czy byłabym w stanie to zrobić? Możliwe. Na pewno chciałam by brzmiało wiedźmińsko. Moim celem było zachowanie wierności oryginałowi - "Wiedźmie", a nie "Wiedźminowi". A to mnie dziwi. Bo na pewno nie chciałam uzyskać takiego efektu, tylko raczej zachować pewną mroczną swojskość. I trochę oddać klimat znany z opowiadania o strzydze. W sumie... To pewnie dlatego skojarzyło Ci się z początkiem "Wiedźmy" - bo on wali pierwszym z wiedźmińskich opowiadań na kilometr. Nope. Jedyne co chciałam, to oddać hołd oryginałowi i napisać fika na konkurs. I żeby historia była fajna. Na konkurs nie zdążyłam, bo... Tak naprawdę nie miałam pomysłu, natchnienia, ani czegokolwiek, co by mnie niosło. I dość czasu. Bardzo podoba mi się ta rozkmina. Lubię jak czytelnik się zastanawia. Ale na te pytania sama nie odpowiem. Uważam, że lepiej by niektóre rzeczy pozostały niewyjaśnione. Obu ? A co do tego fragmentu... Pisanie go było dla mnie katorgą. Pisanie czegokolwiek o ekwipunku wiedźm było dla mnie jednym wielkim koszmarkiem. Chciałam by "Początek" był tak wierny "Wiedźmie", by mógł spokojnie wydarzyć się w jej realiach, nie chciałam zgrzytów. Dlatego unikałam opisywania niektórych rzeczy i to była jedna z nich. Berenika raczej czuje pewien żal, że coś ją omija. Nie angstuje, nie ma żadnej tragicznej historii. Tylko tyle i aż tyle. Nie czuje się dobrze z tym, że zdecydowano za nią. I w odróżnieniu od Lamberta (uwaga, spoiler dotyczący historii postaci): A czemu w fiku tego nie ma? Bo po co kucoperka miałaby to mówić? Zdaję sobie sprawę, że jeśli coś istnieje tylko poza fikiem, to nie powinno obchodzić czytelnika. Bo schemat się powtarza. Schemat tego skąd się biorą małe wiedźmy. Założyłam, że raczej nie z prawa niespodzianki (nawet w "Wiedźminie" jedynym Dzieckiem Niespodzianką była Ciri, a mit tego prawa był raczej tylko mitem albo jednostkowymi przypadkami - gry pomijam, są niekanoniczne). Szkoła Mantykory to dla Bereniki rodzina. Seaweed nie ma już swojej rodziny, jaki los by ją czekał w Kravenstadt? Seaweed już przeżyła Wilgę, choć nie powinna Bo Chromia nie jest tą główniejszą. Ogółem miało (albo i ma) powstać więcej opowiadań o Berenice. I w żadnym nie dostanie swojego POV. Wybrałam taki sposób opisywania tej postaci, bo Berenika jest... czy może raczej będzie bardzo niejednoznaczna. Dość powiedzieć, że przejdzie do historii jako A wracając do Chromii - owszem, nie robi nic wielkiego, jej rolą w historii jest przełamać strach, zyskać trochę pewności siebie i wiary w świat. Nie bez powodu przez większość czasu wydaje się bierna, wycofana i bez wyrazu - bo taka właśnie miała być. Ale kiedy została sama i kazała uciekać swojej towarzyszce, coś się zmieniło. Bo przecież sama mogła z łatwością uciec. I tu się zdecydowanie nie zgodzę. Rzecz w tym, że gdyby nie Brightlight, to w Kravenstadt prawdopodobnie nic złego by się nie wydarzyło. W laboratorium nie doszłoby do wybuchu, Zatapiacz by nie uciekł, a kuroliszki nie ucztowałyby na kucykach. I to wszystko dlatego, że chciała skompromitować rywala. Cóż, Sparkpaw przypłacił życiem próbę naprawy błędu, Chromia i Berenika jako tako rozwiązały problem, winna nie została ukarana. Co gorsza - klacze odkryły kto za wszystkim stoi, przez co czuły się jeszcze podlej. O to chodziło w tym ficzku. O bezsilność młodych wiedźm, które wykorzystano do brudnej roboty, oszukano na zapłacie, a winowajczynię pewnie jeszcze nagrodzono. O to jak bezsensowne są śmierć i cierpienie. I że działania może zmienią los jednostek, ale poza tym? Tak naprawdę nic się nie zmieniło - świat jak był zgniły i brudny, tak i jest. I tu się w 100% zgadzam. Taki jest ten fik - rzemieślniczy i bezpieczny do bólu. Pisanie fików do fików mi nie leży, bo staram się zachować zgodność z oryginałem, co zamyka mi wiele ścieżek, które eksplorowałabym przy czymś autorskim. A wtedy robię coś, co opanowałam raczej dobrze - rzemiosło. I... czegoś mi brakuje. W przypadku "Początku", będą to szczegóły oraz lore. Szerszy obraz, jakieś dziwne rzeczy wsadzone do świata, etc. Nawet go teraz przeczytałam i tak jak było okej, podobał mi się styl i żarty (wiem, cóż za skromność^^), tak wciąż brakowało mi tego samego co wtedy - fajerwerków. To znaczy... Kiedy piszę coś, co bardzo chcę pisać (nawet jeśli idzie jak krew z nosa), to czuję takie natchnienie i pewność fabuły. Zaczynam od tego, że mam pomysł na świat/fabułę/bohaterów - w przypadku "Początku", pomysł miałam na Berenikę, ale to za mało by uciągnąć takie opowiadanie. Tak jak tekstu o strzydze nie ciągnął Geralt z Rivii. Cóż, Chromia jest za to wystraszona i wycofana - tylko dobrze się maskuje, również przed sobą. A kuroliszki, nie były trudnymi przeciwnikami, owszem. I w sumie nie miały być. Dla wiedźm były groźne tylko przez przewagę liczebną. I tego - Geralt większość zleceń też załatwiał bez szwanku czy większych problemów. Jakby było inaczej, to przeżywalność w tym fachu byłaby strasznie niska. To mój częsty problem z docsami. Zmieniam tekst na czarny, wracam po czasie, piszę na automatycznym (który jest ciemnoszary), a że jestem ślepa, to tego nie widzę. + jako że nie posiadam klawiatury numerycznej, to kopiuję półpauzy z innych docsów, to też może mieć wpływ. A o grze to przy pisaniu tego w ogóle nie myślałam. Ogółem gry wyrzucam z głowy, jeśli chodzi o "Wiedźmę" i rzeczy z nią związane. I samego "Wiedźmina". Lubię je, mam do nich ogromny sentyment, ale... Są fanficzkiem od Redów i to bardzo nierównym. Czasem genialnym, czasem idiotycznym i zaprzeczającym temu co Pan Andrzej pisał (a to jest święte!). No i zbrzydły mi nieco przez fanów i kult "Wiedźmina 3", przyznaję. No i... Ostatnio gadałam sobie o grach z kolegą z grupy i odkryłam, że nie pamiętam prawie niczego z "Wiedźmina 3". Wątek główny, DLC, parę śmieszków... A jak próbowałam sobie tę produkcję przypomnieć, to za każdym razem się od niej odbijałam. Bo nagle przypominałam sobie zadania i nie było już prawie niczego, co by mnie do tego tytułu ciągnęło. Czas nie ma znaczenia. Piszę po kolei, nie skaczę po scenach. Geralta i Ciri? Nope. Prędzej Geralt-Vesemir. I właśnie, to o czym wspominałam wcześniej. Nie czuję się na siłach. Nie umiem pisać fików do fików. Brakuje mi tu pewnej wolności i swobody. Serdecznie dziękuję za komentarz i wnikliwą analizę^^
×
×
  • Create New...