Jump to content

Cahan

Moderator
  • Posts

    3934
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    108

Cahan last won the day on June 23

Cahan had the most liked content!

About Cahan

  • Birthday 12/24/1995

Informacje profilowe

  • Gender
    Klacz
  • Zainteresowania
    Botanika, ichtiologia, felinologia, jeździectwo, fantasy, gry komputerowe.
    W zasadzie... Interesuję się wszystkim. Lubię uczyć się nowych rzeczy.
  • Ulubiona postać
    Serialowe:
    1. Chrysalis Queen of Changellings
    2. Celestia
    3. Rarity, Starlight Glimmer
    4. Sombra, Luna (Nightmare Moon), Sunset, Zecora

    Nie lubię:
    1. Fluttershy
    2. Tirek
    3. Maud Pie
    4. Apple Bloom

Recent Profile Visitors

105034 profile views

Cahan's Achievements

Stajenny

Stajenny (10/17)

3.6k

Reputation

  1. Witaj na forum! Zanim przejdę do pytań, to mam parę uwag. 1. Postaraj się korzystać z interpunkcji, ponieważ Twoje wypowiedzi się naprawdę ciężko czyta. 2. Kiedy zaczyna się temat, to dobrze napisać coś o sobie, by był jakiś punkt zaczepienia. I teraz pytanie: Co to znaczy, że długo się nie widzieliśmy? Już wcześniej miałaś konto na forum? A jeśli tak, to co się z nim stało?
  2. Liczyłam, że ktoś inny skomcia pierwszy, ale cóż, szkoda, że tak bez odzewu, bez atencji. Póki co fanfik ma tylko jeden rozdział i to liczący zaledwie pięć stron, więc nie ma tu jakoś szczególnie dużo do komentowania. Po prostu ciężko coś wyrokować na tak wczesnym etapie, szczególnie, że to zaledwie wstęp, który zarysował nam nieco świat i bohaterów. Czy lubię to co dostaliśmy? Trudno powiedzieć, tak naprawdę. Póki co moje nastawienie jest neutralnie pozytywne. Znaczy... Po prostu jest okej i powiedziałabym, że trochę zalatuje takim klasycznym TCB z zamierzchłych czasów. Ale tym dobrym TCB. I to jest fajne, bo TCB jako gatunek nigdy nie dostało tyle miłości i dobrych fanfików ile powinno. Miło też widzieć takie trochę bardziej nostalgiczne fanfiki i to pomimo różnych nowości. Szczególnie, że póki co nie widzę czerwonych flag, które kazałyby uciekać od tego fanfika - nie wygląda to, że zapowiada się jakiś przerysowany konflikt FOLu i POZu, w którym wszyscy byliby niezwykle niesympatyczni, niespełna rozumu i obrzydliwi. Jakich nowości? Cóż, bohater wraca do Polski po latach podróży międzywymiarowych i odkrywa, że trochę się tu zmieniło. Nawet bardzo, bo jego miasto wygląda jak po jakiejś apokalipsie i spotyka tylko jakiegoś źrebaka, z którym wyrusza na misję, bo chciałby dowiedzieć się, co tu się odjaniepawliło no i chyba tak czy siak nie ma nic lepszego do roboty. Innowacją jest też to, że wcześniej przez parę lat był furrasem, ale w świecie piesełów pozostawił Sunset. No i znał już wcześniej również Pinkie i Twilight. To dość interesujące, że jednocześnie mamy postać, która ma za sobą lata doświadczenia z kucami, a jednocześnie cała sytuacja jest dla niej nowa i nie wie na czym stoi. Jest też Zaphyra, która jest świadomym, przenośnym i wielofunkcyjnym komputerem. Ogółem... Całkiem dziwny mix sci fi, autorskiego multiversum i TCB. I to wszystko pachnie nostalgią. Te 5 stron ma swój, całkiem przyjemny klimat, jest też pewna tajemniczość i chciałabym wiedzieć, co będzie dalej. Mimo wszystko, trochę mało. O formie się nawet nie wypowiadam, bo ja to patroszyłam. Jest w porządku. Jedyne czego mi brakuje, to ciągu dalszego.
  3. Dziękuję za komentarz^^ Night Shadow jest królewną, ewentualnie księżniczką krwi królewskiej. Za samą księżniczkę by się mogła obrazić, bo to niższy tytuł. Sprawa z dziedziczeniem też jest dość skomplikowana - Królestwo Nocy faktycznie ma takie prawo, ale zwyczaj nakazuje klaczom zrzekać się praw do korony na rzecz braci (o ile bracia są wystarczająco zdrowi na ciele i umyśle). Swoją drogą - czysto technicznie brat może u nich oddać koronę siostrze. W przypadku klaczy na tronie król małżonek przyjmuje nazwisko żony i dynastia pozostaje zachowana. Dark Mane jest też niewiele młodszy, bo jest jej bliźniakiem. Co do mentalnego rozwinięcia - kierowałam się tym, że cała koncepcja dzieciństwa jako okresu beztroski, niewinności itd. jest stosunkowo świeża, a dorosłość osiągano wcześniej, przez co dzieci szybciej dojrzewały psychicznie, bo po prostu musiały. Współczesny osiemnastolatek może i jest dorosły, ale mentalnie wciąż jest dzieciakiem, a studia to przedłużenie dzieciństwa. Stąd dziesięcioletniej Night Shadow pod wieloma względami mentalnie bliżej do współczesnej piętnastolatki niż do dziecka z podstawówki. Tak jak dzisiaj dzieci w tym wieku mają się bawić, chodzić do szkoły i się niczym nie martwić, tak Night była przygotowywana na bycie żoną jakiegoś możnowładcy. Szesnastolatek to u nich pełnoprawny dorosły, a i młodsze kucyki często wchodzą w tę rolę - chociażby dziedzicząc majątki, którymi muszą się zająć, wchodząc w świat polityki oraz konfliktów zbrojnych czy po prostu utrzymując siebie i rodzinę w przypadku niższych warstw społecznych. Co do wzrostu - alikorny są generalnie znacznie wyższe od pozostałych ras, a co za tym idzie, już ich noworodki są spore. Random jej nie więzi - jego towarzysze to zrobili. On sam nawet nie wiedział o zaginionej królewnie, bo polował, kiedy wieści doszły do Sunfall i Maretown. Jedynie domyślił się, że jej historia to kłamstwo. Swoją drogą - nie jestem pewna, czy chęć oddania zbiegłej smarkuli rodzicom czyni z kogoś typa spod ciemnej gwiazdy .
  4. A propo roślin które lubią coś przekąsić. Jest taka gra (dwie części (podobno o takich liskach), gdzie występują w pierwszej i drugie części takie miłe roślinki). Polecam zobaczyć i zagrać w wolnych chwilach.

  5. Jak pewnie wiecie, ale rośliny owadożerne to jedna z moich ulubionych grup roślin. Dla nich zakładam ten temat, który poświęcę na krótką serię bardzo długich postów na ich temat, a także zdjęcia, dyskusję i zachętę do hodowli tych pięknych, wdzięcznych i nie takich trudnych w uprawie roślin. Rośliny owadożerne są grupą ekologiczną i łączy je to, że zabijają zwierzęta w celu pobrania składników odżywczych z ich ciał. Pokrewieństwo pomiędzy poszczególnymi rodzajami, rodzinami i rzędami jest różne, często niewielkie. Owadożerność jako cecha adaptacyjna powstała w toku ewolucji wiele razy, a sama strategie polowania bardzo się tu od siebie różnią. Od bardzo widowiskowych, po takie, o których powie ci tylko mikroskop. Należą tu takie rodzaje jak: dzbanecznik (Nepenthes) rosiczka (Drosera) aldrowanda (Aldrowanda) muchołówka (Dionaea) rosolistnik (Drosophyllum) tuliłezka (Roridula) kapturnica (Sarracenia) heliamfora (Heliamphora) darlingtonia (Darlingtonia) cefalotus (Cephalotus) tłustosz (Pinguicula) pływacz (Utricularia) genlisea (Genlisea) byblis (Byblis) Brocchinia Catopsis Philcoxia Triphyophyllum Może też tu należeć rodzaj Stylidium, ale tu trwają naukowe dyskusje, bo choć Stylidum łapie owady, to nie pobiera z nich składników odżywczych. Oczywiście, spora część z tego w ogóle nie występuje w handlu i jeśli w ogóle można je gdziekolwiek nabyć, to u niektórych kolekcjonerów. Nie będę też teraz omawiać poszczególnych rodzajów, ani skupiać się na ewolucji, bo to wszystko temat złożony i niekoniecznie najważniejszy. Rośliny owadożerne występują również w Polsce i mamy ich tu całkiem sporo - i to przedstawicieli aż czterech rodzajów! Są to rosiczki: Drosera anglica (rosiczka długolistna), Drosera intermedia (rosiczka pośrednia), Drosera rotundifolia (rosiczka okrągłolistna) i ich hybrdy (przede wszystkim Drosera x obovata). Znaleźć je można przede wszystkim na torfowiskach wysokich. Tłustosze: Pinguicula vulgaris (tłustosz pospolity - ma dwa podgatunki bicolor i vulgaris) i Pinguicula alpina (tłustosz alpejski). Pinguicula alpina w Polsce występuje tylko w Tatrach, P. vulgaris ma znacznie szerszy zasięg występowania, ale również najłatwiej znaleźć go w górach. Nasze rodzime tłustosze preferują stanowiska wilgotne. Aldrowandę pęcherzykowatą (Aldrowanda vesiculosa) oraz pływacze: Utricularia vulgaris, Utricularia australis, Utricularia minor, Utricularia bremii, Utricularia intermedia, Utricularia ochroleuca, Utricularia stygia. Zarówno aldrowanda (przedstawicielka monotypowego rodzaju) jak i polskie gatunki pływaczy są roślinami wodnymi. Nie licząc Utricularia vulgaris, wszystkie rodzime gatunki roślin owadożernych są objęte ścisłą ochroną gatunkową. Niestety, ale można już u nas spotkać obce gatunki, wprowadzone przez nieodpowiedzialnych hobbystów. Odnotowano w Polsce stanowiska chociażby kapturnicy purpurowej (Sarracenia purpurea). Ale dość już "przynudzania", czas na coś nieco praktyczniejszego. Od czego i jak zacząć? Cóż, pierwszy kontakt z roślinami owadożernymi zazwyczaj następuje w marketach. Ma to zarówno swoje wady (często zaniedbane rośliny po zawyżonych cenach, a obsługa na 90% nie ma o nich zielonego pojęcia, nie dziwota, zważywszy na bzdury wypisane na etykietach) jak i zalety (stosunkowo proste gatunki, czasem można też dostać coś fajniejszego w korzystnej cenie, a jak dostawa świeża, to nawet ładne). Najczęściej są to rosiczki subtropikalne takie jak Drosera capensis i Drosera aliciae, rzadziej trafiają się Drosera spatulata i Drosera madagascariensis, które są bardzo proste w uprawie i zazwyczaj samopylne. Jedyne czego potrzebują, to mocne słońce, ciepło (ale znoszą niższe temperatury, może nie na minusie i w okolicach zera), stały dostęp do wody destylowanej lub demineralizowanej, w której mają stać, torf kwaśny bez dodatków i święty spokój. Należy za to uważać na przedstawicielki grupy petiolaris (czasami do marketów trafia Drosera paradoxa) i rosiczek pigmejskich (takich jak Drosera scorpioides), które są znacznie bardziej wymagające od swoich subtropikalnych koleżanek. Bardzo rzadko spotyka się rosiczki strefy umiarkowanej (Drosera binata, Drosera filiformis), które są bardzo fajnymi roślinami, które uprawia się w zasadzie jak kapturnice. Popularne są też dzbaneczniki i tu dobra wiadomość - w marketach nie natkniecie się na nic, co wymaga terrarium, lamp i zestawu chłodzącego. Można dostać hybrydy takie jak N. 'Ventrata', N. 'Bloody Mary', N. 'Hookeriana', N. 'Rebecca Soper', N. 'Gaya' czy N. 'Miranda'. Jeśli na etykiecie będzie napisane cokolwiek innego, to na 99% będzie to kłamstwo. Dzbaneczniki lubią wysoką wilgotność powietrza (spryskiwanie samych roślin nic nie daje) i jasne, ale rozproszone światło. Na parapet okej, ale przy południowym lub zachodnim nie obędzie się bez cieniowania. Podłoże powinno być stale wilgotne, ale nie bardzo mokre, rośliny nie powinny stale stać w wodzie, podlewa się je od góry wodą demineralizowaną/destylowaną. Początkującym odradzam zabawę w nawożenie jakichkolwiek roślin owadożernych. Dzbaneczniki są pnączami, rosną bardzo wysokie i jeśli chce się bardziej zwartą roślinę, to trzeba je systematycznie ciąć, ukorzeniać i odmładzać. W swoim życiu wypuszczają różne typy dzbanków. Starsze rośliny są bardziej kapryśne w kwestii dzbankowania, wymagają podpór, by się piąć oraz wyższej wilgotności. Za podłoże może posłużyć mech torfowiec (żywy lub suszony) lub torf kwaśny z dodatkami takimi jak perlit, kora czy mech torfowiec. Z tłustoszy spotyka się przedstawicieli grupy tzw. tłustoszy meksykańskich, przede wszystkim Pinguicula 'Tina' i Pinguicula 'Wesser'. Lubią jasne, ale nie ostre słońce, wilgotne, ale nie mokre podłoże. Podlewa się przez podsiąkanie, i robi parę dni przerwy po tym jak roślina wciągnie całą wodę. Częstotliwość zależy od warunków. Podłożem są mieszanki na bazie torfu kwaśnego, czasami nawet czysty torf. Niewątpliwym atutem tłustoszy są ładne kwiaty. Kapturnice niewątpliwie przyciągają oko, mają wyjątkowo piękne kwiaty i są całkiem proste w uprawie, ale jest jeden haczyk. A nawet dwa, ale drugi w sumie wynika z pierwszego. Kapturnice są roślinami strefy umiarkowanej, a to oznacza, że przechodzą okres spoczynku, zwany zimowaniem, podczas którego potrzebują temperatur poniżej 10 stopni Celsjusza. Zimowanie trwa mniej więcej około 4 miesięcy. Im niższa temperatura, tym mniej światła potrzebuje roślina. Czy może być na minusie? Tak, ale jeśli uprawiamy je w doniczkach, to te trzeba odpowiednio zabezpieczyć. Drugi haczyk wygląda tak, że kapturnice są sezonowe, a to oznacza, że swoje prawdziwe piękno pokazują tylko w niektórych miesiącach (zależy od gatunku/hybrydy). Kapturnice są heliofitami i ostre, palące słońce jest tu wskazane. Nie licząc miesięcy zimowych, w których podłoże powinno być jednak stale wilgotne, doniczki z roślinami powinny stać w wodzie. Preferowanym podłożem jest torf kwaśny, czysty lub zmieszany z piachem lub drobnym żwirem. Muchołówki, a właściwie muchołówka, ponieważ ten rodzaj obejmuje tylko jeden gatunek - Dionaea muscipula to chyba najbardziej widowiskowe rośliny owadożerne. Występuje wiele sztucznie wyhodowanych kultywarów tej rośliny, które potrafią się mocno od siebie różnić wyglądem. Podobnie jak kapturnice, muchołówka jest rośliną strefy umiarkowanej, dlatego również wymaga zimowania. Jest też heliofitem. Uprawa różni się od kapturnic tym, że muchołówka powinna mieć przerwy (1-2 dni) pomiędzy okresami, kiedy stoi w wodzie, a i zalewanie jej do połowy wysokości doniczki nie jest dobrym pomysłem. Kiedy jest mniej światła, to podlewa się mniej. Radzę obcinać pędy kwiatowe, ponieważ mocno obciążają roślinę. Coraz częściej w sklepach widuje się również cefalotusa. Cephalotus follicularis to australijski endemit i roślina budząca bardzo skrajne opinie wśród hodowców odnośnie trudności i warunków uprawy. Trudno mi mówić za innym, ale moje osobiste doświadczenia kogoś, kto trzymał cefale przez ponad dekadę (aż mi matka je ubiła jednej jesieni) mówi, że diabeł nie jest straszny, ale podatny na choroby grzybowe i mają kruche korzenie (mimo wszystko nigdy nie miałam problemów przy przesadzaniu i rozsadzaniu). Dlatego dobra jakość podłoża, wentylacja i w razie potrzeby szybka reakcja i opryski fungicydem są wskazane. Jako podłoże preferuję mix torfu kwaśnego z perlitem lub żwirem w proporcji 2:1. Rośliny w ciepłych miesiącach uprawiałam w zasadzie jak muchołówki, zauważyłam też, że lubią dobowe spadki temperatur i się wtedy lepiej wybarwiają. Cefale można zimować, ale w wyższych temperaturach niż kapturnice, muchołówki czy rosiczki strefy umiarkowanej. Przedział 5-15 stopni powinien być w porządku. Mimo wszystko, nie trzeba ich zimować. W sklepach specjalistycznych i od hobbystów można nabyć dużo więcej roślin z tych rodzajów, a także przedstawicielki innych rodzajów (Heliamphora, Utricularia i Darlingtonia są dość łatwo dostępne, Roridula, Stylidium i Drosophyllum również się od czasu do czasu widuje, pozostałe to może raz kiedyś gdzieś widziałam by ktoś hodował i nie jestem pewna z jakim sukcesem) i osobiście do tego zachęcam. Zazwyczaj też łatwo uzyskać od nich odpowiedzi na pytania o uprawę. Muszę zaznaczyć, że ze wszystkich znanych mi roślin, owadożery są najmniej kapryśne. Jeśli spełnisz ich wymagania, to na 99% będą pięknie i bezproblemowo rosły. Niestety, czasem trafiają się szkodniki czy choroby grzybowe. Dość powszechnym problemem jest też pleśń. Główne przyczyny porażki w uprawie jest niedobór światła i złe nawadnianie. Dla roślin strefy umiarkowanej ryzykownym okresem jest zaś zimowanie i tu niestety, ale zdarzają się straty. W Polskich warunkach dla wielu gatunków tropikalnych konieczna jest również inwestycja w sztuczne oświetlenie, jeśli chcemy by rośliny były piękne również zimą. Wiele z nich przetrwa te miesiące, jeśli będą w dobrej kondycji, ale odbije się to na ich wyglądzie, co nadrobią wiosną.
  6. No nareszcie. Nie tylko te dwa nowe rozdziały, co miały wyjść ponad pół roku temu, ale jeszcze zaginione wątki i akcja. I ghatorryzmy wróciły. Rozdział specjalny okazał się... zaskakująco mało specjalny, sądzę, że powinien być uznany za normalny, ponieważ mam wrażenie, że był niezbędny. Bez niego Chrupkość Obsydianki byłaby po prostu niepełna. Bo tego... Mamy tych Przebudzonych, mamy kiciusia, mamy Applejack, która poleciała się nim zająć, ale wróciła i to miałoby być tyle? No bez jaj, chyba nie. Bez tego rozdziału czułabym się cholernie zawiedziona i oszukana. Tymczasem mamy akcję, mamy humor, mamy nowych bohaterów, którzy są przedstawieni akurat na tyle, na ile jest to potrzebne (lub zabawne). Świat ruszył, tekst się odkorkował. W KOŃCU. To naprawdę była dla mnie ogromna ulga, szczególnie, że magia runiczna i kiciuś okazali się całkiem ciekawi i rzucający nowe spojrzenie również na Sombrę i Obsidian. Chociażby na to jak Sombra ją katował, ale według kiciusia ją kochał, a ona była słaba i do niczego. Podobała mi się Applejack w tym rozdziale, a ja nie lubię Applejack, może dlatego, że w serialu zrobili z niej straszną idiotkę i prostaczkę. A ta tutaj... Jest całkiem inteligentna i sympatyczna. A jednocześnie na tyle znajoma by nie być out of character. Plus również za bliźniaków z Flimflamu, mimo że pojawił się tylko jeden (nie wiem który, mylę ich i nie mam pamięci do imion), ta scena była cudowna. Poza tym, dobrze widzieć, że ktoś jest kompetentny. Również pieski i ich lojalność tylko wobec Kryształowej Dynastii na plus. W ogóle nie ma w tym rozdziale rzeczy, która mi się nie podobała, był zwyczajnie ciekawy i taki w sam raz. No i w końcu zobaczyliśmy, że są istoty, które są w stanie zagrozić alikornom (kiciuś mógłby zabić AJ, gdyby był rozsądniejszy). Swoją drogą - AJ powinna wypełnić rozkaz i dostarczyć go do schroniska dla zwierząt w Abyssini. Ogółem - miło widzieć w akcji kompetentnych bohaterów, którzy robią coś innego niż magia przyjaźni. I trochę żartów. Mimo wszystko, miałam wrażenie, że rozdział był wymęczony i pisany z trudem. Nawet nie wiem skąd i jak, ale to coś, co po prostu się wie. IX wraca do Obsidian (i nie tylko) i kontynuuje wątek Fluttershy. Samo spotkanie z Księżniczką Dobroci było... Nieco rozczarowujące. Nie dlatego, że coś było źle, ale liczyłam na więcej interakcji tych bohaterek. No i Fluttershy ma zdecydowanie więcej rozumu niż Twilight. Zaczynam dochodzić do wniosku, że byłaby lepszą opiekunką Obsydian niż Twilight. Doświadczenie ze zwierzętami i źrebakami robią swoje. Poza tym... O dziwo wydaje się bardziej stanowcza - choćby ma rację z tym "księżniczkowaniem". Obsy jest teraz księżniczką niczego, chyba że chcą jej przyznać honorowy tytuł by jej nie było przykro. Myślę też, że karny pierścień antymagiczny by się jej przydał. Nawet na parę miesięcy. Muszę też pochwalić potęgę ptaka Verderera. To jest fanserwis, o jaki nic nie robiłam! No i Obsydian też ma ptaka... Zwierzęcy sidekick, jak cudownie... I do tego to imię... Ktoś straci płot. W sumie najciekawsze jest to, że ptak rozpoznał w niej rodzinę królewską. Niby jak? I jak one to robią? Czy chodzi o coś tak błahego jak sposób wysławiania się? To jedna z paru rzeczy, które mnie mocno zaintrygowały, pozostałe to: 1. Obsidian nigdy nie widziała jak Sombra wypala sobie emocje. Pewnie dlatego, że tego nie robił, szczególnie, że wydaje się kimś, kto wyładowywał swój gniew często, chętnie i intensywnie. Zastanawiające jest to, że wypalał je podwładnym. Czy tylko po to by tłumić bunty? Jakie efekty uboczne, o których nie wiemy, ma to zaklęcie? 2. Co Obsidian zrobiła z Kryształowym Sercem? I czy to za to skatował ją Sombra, kiedy miała 5 lat? 3. Uwaga Proskeniona o jej rogu i wschodnim pochodzeniu. Cóż, Sombra musiał skądś pochodzić. Liczę na zbadanie tego kierunku. 4. Grób Sombry jest pusty. Czyżby czcigodny tatuś jednak żył, wbrew zapewnieniom autora? Ale co tam robi kryształowa róża? Działalność jakiejś jego kochanki? Czy w KO jest Radiant Hope? Tyle pytań... Osobiście podejrzewam, że Sombra był weebem, który zgwałcił kryształową księżniczkę (lub na niej eksperymentował) i tak powstała Obsidian. A jej matkę zwyczajnie zabił. A samej Obsy z jednej strony nienawidził, a z drugiej potrzebował do czegoś... Na plus interakcje Obsy i Proskeniona, misja w poszukiwaniu biblioteki, humor, interakcje Flutterki i Twilight. Na minus wątek Ambrosii, który jak zawsze nic ciekawego nie wnosił, ale w sumie był potrzebny by go domknąć po ostatnim pokazie chłopofilstwa. Ogółem: bardzo na plus w stosunku do poprzednich, nudnych rozdziałów.
  7. @Obsede jak dodajesz nowy rozdział, to pisz nowego posta prócz aktualizacji w pierwszym poście. Inaczej wszyscy to przegapią. Ale no, przeczytane. I zacznę od negatywów, bo jeszcze o nich zapomnę. 1. Pyszczki i klaczki brzmią jakbyś pisał o małych źrebaczkach. Klaczka oznacza źrebaka płci żeńskiej. To tak jakbyś nazywał jakąś dorosłą królewnę "dziewczynką". 2. Czasami dialogi bywają dość chaotycznie napisane i ciężko się połapać kto, co akurat mówi. 3. Opisy w tym rozdziale brzmiały często... Technicznie. Sztywno. Brakuje tu nieco pewnej poetyckiej płynności, która budowałaby nastrój. Mam wrażenie, że zamiast tego otrzymaliśmy makietę, na której niby wszystko jest, ale to wciąż pozbawiona życia makieta, która niekoniecznie idealnie łączy się ze scenami. Znaczy, nie że się gryzie, tylko no... One mogłyby funkcjonować oddzielnie. Aż za bardzo. Po prostu te same informacje mogły zostać podane inaczej, ładniej, gładziej. A i w paru miejscach dałabym więcej opisów. Niekoniecznie w formie chamskiego monobloku. Np. scena w której Winter, Emerald i Selene wkraczają do komnaty Sundance, to opisu praktycznie nie ma. I nie, nie musisz opisywać wszystkiego, ale dać parę szczegółów czy elementów, by nadać iluzję, że to faktycznie komnata, a nie pusty pokój. Ogółem - więcej dynamizmu i elastyczności w opisach. To nada też większą płynność przy przechodzeniu od sceny do sceny. 4. Anemone dealuje końmi. Czemu Selene jest najcenniejszą klaczą? Znaczy, domyślam się, że chodzi o wiek i o to, że jest zdrowa psychicznie, ale to określenie zabrzmiało jakby tam się odbywał jakiś targ koński. Swoją drogą, ciekawi mnie, czy oni tam mają jakiś sposób by Emerald, Selene i Forlorn w ogóle wyrwali się spod jurysdykcji Anemone. Są dorośli i nie są jej dziećmi. I co by się stało jakby pokazali jej środkowy palec (nie żeby mieli jakieś inne palce niż środkowy) i się wynieśli, robiąc co chcą. Znaczy, podejrzewam, że chodzi o jakieś prawo i obyczaj, niemniej jednak byłoby to ciekawe. Podobnie jak to jak faktycznie skończyłby się sąd rozstrzygnięty przez niewieczne rody. Bo podejrzewam, że sprawa figowa mogłaby ich nie przekonać. Ale też zależy, co dokładnie jest w tym kontrakcie. Ciekawi mnie, co wykombinował Emerald Heart i co ma do tego jego młodziutka siostra. Bo znając Anemone, to Helios mógłby dostać Oasis, a on i Selene zostaliby z kopytami w nocniku. Za to Sundance i tak potencjalnie otrzymałaby swój pakiet upokorzeń, bo jej kondycja psychiczna i intelekt nie są dość sprawne by poradzić sobie z figowym argumentem. Poza tym... Oasis tam nie ma i co jeśli... W ogóle się nie zgodzi? Czy w ogóle mogłaby się nie zgodzić gdyby do tego doszło. Chciałabym więcej lore i informacji jak to wszystko u nich właściwie działa, bo to ciekawe i zmienia zasady gry. Ogółem interesujący rozdział, choć nieco zdziwiło mnie, że Crescent Dawn tak spokojnie przyjęła kombinowanie na przekór swojej matce. Chyba że tylko udaje, a w rzeczywistości jej doniesie lub ją sprowadzi na spiskowców. No i zastanawiam się, co na to wszystko powie sam Helios. Choć może jemu wszystko jedno, ważne by macica się zgadzała. Bo po tym, co Winter Guilt myśli o swoim ojcu, to nie zdziwiłabym się jakby był wyjątkowo nieprzyjemnym ogierem. Który zachowuje się bardzo źle, kiedy sprawy nie idą po jego myśli. W sumie jakaś część mnie chciałaby widzieć takie nieudane małżeństwo Selene, to byłoby na swój sposób zabawne. Myślę też, że chciałabym więcej Forlorn Hope. I w ogóle tych postaci, ich historii oraz interakcji. Jak wyglądało ich życie z Anemone, co tam robili, jak żyli, itd. To byłoby ciekawe. Nawet bym się ucieszyła jakby powstały jakieś prequele A i jeszcze jedno - czytam ten fanfik od dawna, tylko komciałam wcześniej na FGE. Gorąco polecam.
  8. Witajcie, moje małe rosiczki! Pragnę zaprosić Was do Zakątka Przyrodniczego, miejsca na forum, w którym możecie cieszyć się magicznym światem nauk przyrodniczych, własnymi zwierzakami, roślinami, itd. Znajdzie się tu zarówno miejsce na śmieszki i luz, jak i konkursy oraz poważne dyskusje na ważne tematy. Masz problem z identyfikacją gatunku? Kwiatki doniczkowe ci padają? Nie wiesz co zrobić ze znalezionym zwierzakiem? Pani z biologii zadała za trudną pracę domową? To jest dział również dla Ciebie. Opiekun działu: Cahan REGULAMIN DZIAŁU: 1. W dziale obowiązuje regulamin forum. Oznacza to również brak przyzwolenia na niektóre grafiki i zdjęcia, które ze względu na specyfikę mogą być zbyt drastyczne by publikować je na forum. 2. Jeśli masz wątpliwości - napisz do opiekuna działu na PW (tylko nie wysyłaj grafik). 3. Staraj się nie dublować tematów i zakładać je w odpowiednich subforach. 4. Zdjęcia i grafiki chowaj w spoilerach oraz napisz wcześniej, co się tam znajduje. Dotyczy to szczególnie materiałów, które często wzbudzają w innych fobie. 5. Promowanie pseudonauki będzie tępione. 6. Dział nie służy do diagnozowania i leczenia chorób. Cokolwiek tu przeczytasz, lepiej skonsultuj to ze specjalistą, niezależnie, czy chodzi o człowieka czy inne zwierzę. 7. Dział nie służy również do prowadzenia wojen ideologicznych. Trzymaj poziom dyskusji. Podawanie źródeł i linków do nich jest mile widziane. Niewskazane jest podawanie linków do źródeł, które łamią punkt 1 regulaminu.
  9. W drugiej i ostatniej turze tego eventu zebraliśmy 1850 zł z puli, która ostatecznie wyniosła 1969 zł. Specjalną nagrodę ponownie zgarnął Hoffman (680 zł), któremu gratuluję zwycięstwa i obrony tytułu Króla Komentarzy. Dziękuję Wam wszystkim za udział i liczę, że ponownie zobaczymy się przy jakimś zwykłym, nudnym evencie w spokojnych i nudnych czasach.
  10. Cóż, przeczytałam i w większości kwestii zgadzam się z Hoffmanem (w większości, bo jeśli chodzi o niektóre rzeczy, to nasze zdania nie mogłyby się bardziej różnić). Mam problem z "Tajemnicami". Z jednocześnie ani mi się nie podobało, ani nie nie podobało, ani nie było dla mnie obojętne. Ani nudne, ani ciekawe. No co za dziwny fanfik! Najgorsze jest to, że najciekawsze dla mnie było zakończenie. Ja chcę wiedzieć co będzie dalej, co odkryją Celestia i Luna, czy Cadance da radę? Twilight jakoś mnie w tym nie obchodzi wcale, jest po prostu neutralnym obserwatorem, do którego ma się przyczepić czytelnik. Ale no... CZEMU AKURAT DO NAJCIEKAWSZYCH RZECZY W TYM FIKU NIE MA KONTYNUACJI?! Ehhhhh... Ale po kolei... "Tajemnice" są długie. Wybitnie długie jak na oneshota i rzekłabym, że aż za długie jak na to, co i jak zawierały. Zaznaczę jednak, że ta długość mniej by mi przeszkadzała gdyby niektóre sceny były opisane... inaczej, nawet jeśli oznaczałoby to zwiększenie objętości. Bo matko, ale to opowiadanie serio ma strasznie jednostajne tempo. Nie ma w nim napięcia, a niektóre sceny przyjmuje się wręcz jako nudne rozczarowanie. Bo są, są długie, a informacje, które z nich uzyskujemy nie mają aż tak wielkiej wagi by to miało jakieś większe znaczenie. W całym fiku jest tak naprawdę jeden większy sekret, który faktycznie jest dużym plot twistem. A reszta? Reszta to takie "No i?", a ostatnie wspomnienie to w swojej obecnej formie wręcz lekkie "XD". Sądzę też, że wolałabym "Tajemnice" w formie wielorozdziałowca. Cóż, postaci były oddane okej, choć na największą pochwałę zasługują Discord i Golden Jewel. Ona była prawdziwym graczem. No i jakoś urzekło mnie jej zdanie na temat alikornów. To akurat było w tym wszystkim spoko. Sam Sombra - całkiem okej, ale dość nudno, przez więszość czasu. Podobnie z księżniczkami. Cadance i Celestia wypadły najlepiej. Zwłaszcza Celestia, jako ta gniewna, a jednocześnie najbardziej dojrzała i rozumiejąca pewne sprawy. Cadance jako idealistka, ale dość rozsądna i ostrożna. Fajnie też, że to głównie ona ratowała dzień. Luna w porządku, ale Twilight nudziła. Twilight była tu oczami czytelnika, a nie pełnoprawną postacią. Forma w porządku jak zwykle. Generalnie - to dobry fanfik, ale mam ekstremalnie mieszane uczucia, choć wynikają głównie z kwestii czysto subiektywnych. Mimo wszystko - czuję pewien niedosyt i rozczarowanie. Ale za to bardzo ciepło bym przyjęła kontynuację. I to najlepiej jako wielorozdziałowca.
  11. Przeczytałam "Konfrontację" parę dni temu, czas na komentarz (może się nawet jeszcze załapię na event ). To kolejna część tej samej serii, do której należą "Pościg", "Delirium" i "Tajemnice" (te ostatnie dopiero na mnie czekają). I co mogę powiedzieć. Podobało mi się, miejscami bardzo, ale szału nie ma. Zanim przejdę do rzeczy ważnych... Te PYSZCZKI i KOPYTKA tak mnie wnerwiają, że wyjdę z siebie i będziecie mieli dwie Cahan w tym dziale. Jedna gorsza i marudniejsza od drugiej. Brrrrrrrrrrrr. Po prostu nie jestem w stanie traktować poważnie poważnego fanfika z poważnymi scenami, które są poważne, kiedy wyskakują mi gdzieś takie zdrobnienia. A teraz powrót do normalności. Fanfik przez większość czasu wydał mi się... rzemieślniczy. Jakbyś obejrzał tę fanowską animację "Fall of the Crystal Empire" i stwierdził "ha, wezmę i napiszę to lepiej, i bez animu". Cóż, napisałeś lepiej i bez animu. Skojarzenia wynikają zarówno z broni sióstr, tego co mówi Celestia i sceny z Luną na samym końcu. A także różnice w zachowaniu Sióstr. No i tego, że musiały porzucić armię ze względu na aurę. Ale no, fik jest dość standardowy, miejscami (zwłaszcza na początku) nieco brakowało mi więcej opisów, w ogóle sam początek, przed przybyciem do Imperium wydał mi się słaby. Czy raczej - poniżej Twoich możliwości, a to znaczna różnica. Od niektórych się zwyczajnie oczekuje dużo więcej. Przykro mi Malv, jesteś za dobry. Ale podobał mi się ten niepokój, który im towarzyszył już na początku, podejrzenie, że coś jest nie tak. A dalej jest lepiej, lecz wciąż nierówno. Moim zdaniem najlepsza cześć fika to przybycie do miasta i wszystko, co wydarzyło się przed stanięciem przed obliczem Sombry. Tajemnicze wizje, posągi, opętani niewolnicy, uczucie paranoi, klimat. Świadomość Celestii i Luny, że władca się nimi bawi i do tego skądś je zna (ale one jego już nie). To było tak cudownie niepokojące, to wyczuwalne napięcie. Niestety, bańka pękła, kiedy do tej konfrontacji doszło. Było już standardowo i nieco nudnawo, nie wydarzyło się nic na tyle niespodziewanego by to zmienić, a cała sekwencja z Luną w korytarzu zdawała się wręcz wymuszona. Celestia w ogóle wypadła tu lepiej. Ze swoim połączeniem z martwą królową Imperium. Ktoś bardzo złośliwy mógłby powiedzieć, że nie popisała się tu intelektem, ale, o dziwo, to nie będę ja. Nie dziwię się, że nie skojarzyła jakiegoś paplania o Sercu, kiedy była w trakcie walki z nieumarłym czarnoksiężnikiem. (+ martwa alikornka mogła wyrażać się bardziej bezpośrednio). Finał znamy, Imperium zostało wygnane. Za to ciekawa jest końcowa scena z Luną i to jak doszła do tego wniosku. I tu się zastanawiam - jak Sombra na nią wpłynął? Czy jego magia coś jej zrobiła, czy to raczej kwestia jej samej? Jeśli chodzi o postaci, to zarówno Celestia i Luna bardzo na plus. Podobało mi się jak się różniły, a jednocześnie dopełniały i mogły na siebie liczyć. Sam Sombra wypadł gorzej, wciąż okej, ale... Nie porwał. W ogóle zastanawiam się, czy to ten Sombra z "Abdykacji", ale mam nadzieję, że nie, idę czytać "Tajemnice", to się pewnie dowiem. Ogółem, fik dobry i momentami czytało się genialnie, wręcz wciągał, ale niektóre fragmenty były średnie, nieco nużące.
  12. "Delirium" to kolejny bardzo artystyczny fanfik, ale tym razem ta sztuka okazała się dla mnie niestrawna. Już po pierwszych akapitach narodziła mi się w głowie myśl "Czy to pisał jakiś naćpany młodopolski poeta?!". Kolejne akapity delirium dłużyły się i dłużyły, no czytać się tego nie dało. To było jak jakaś awangardowa poezja dla hipsterów I już myślałam, że skończy się na "Malv, co to na kiłę, rzeżączkę i trąd miało być?!". I tak, zwróciłam uwagę na tytuł. Ale potem wchodzą siostry i wybór artystyczny takiej formy nabrał sensu, bo to Luna grzebała w umyśle kogoś, kto sobie właśnie radośnie umiera, a wtedy się nie myśli zbyt składnie i logicznie. To, że czegoś szukała wyjaśnia też to, że te majaki ułożone są chronologicznie. I część alikornicami była w porządku, nawet bardzo w porządku. Co tu rzec... Czy "Delirium" dobrze oddaje przedśmiertne majaki tego kuca? W zasadzie to tak. Ale mimo wszystko, potraktowałabym je jako ciekawy eksperyment artystyczny, tylko że jednocześnie zupełnie niestrawny. Akapity delirium dłużyły się i dłużyły, a ja miałam dość, bardzo dość. Po prostu. I dobra końcówka nie jest w stanie zatrzeć tej męczarni. Strasznie irytowały mnie te celowe powtórzenia. Myślę, że bez nich i gdyby samo delirium trwało max jedną stronę, to oceniłabym tego fika znacznie lepiej. Mimo wszystko, zabieg intrygujący.
  13. To było interesujące doświadczenie i kolejny dobry fanfik. To niemal jedna scena, scena paniki i walki o życie. Strachu tak głębokiego, że sprawiającego, że główna bohaterka bardziej przypomina głupiego zwierzaka niż rozumną istotę. Można powiedzieć, że traumatyczne przeżycia pozbawiły ją człowieczeństwa (czy raczej tego, co mają kuce). Sombra pozbawił ją czegoś tak integralnego i wartościowego, że nie da się już tego naprawić. Nie da się uwolnić od tego panicznego, niewolącego strachu, który degraduje do roli rzeczy. Aż ciężko jest bohaterce nawet współczuć. Właśnie przez to - ona już nie ma swojego ja i swojej osobowości, jest kształtem stworzonym przez swojego oprawcę. Swoją drogą - strasznie podoba mi się to jak cholernie mroczny jest ten fanfik i w jak subtelny sposób sugeruje o czym jest. A jest o ofierze regularnych gwałtów. I to jest napisane z niesamowitym wyczuciem. Chylę czoła. Warsztatowo? Cud, miód i orzeszki. Akcja, jej tempo, budowanie i podtrzymywanie klimatu. Świadome posługiwanie się długością i konstrukcją zdań oraz formatowaniem. I ta nienachalność. Ta nienachalność jest piękna. Zakończenie jak zakończenie - to był sen. Ale czy na pewno symboliczny i w rzeczywistości wszystko wyglądało inaczej? W przypadku Sombry, który jest postacią wywołującą koszmary i wizje, bawiącą się ze swoimi ofiarami trudno powiedzieć. Nie zdziwiłabym się nawet gdyby faktycznie fundował swoim ofiarom takie właśnie koszmary. Ale jest w tej beczce miodu łyżka dziegciu - pyszczki i kopytka. Te zdrobnienia tak bardzo tu zgrzytają. Tak bardzo nie. Nie w tym mroku, nie w tym strachu, nie w tym upodleniu i zezwierzęceniu. Mimo wszystko... To bardziej koncepcja niż fanfik. I wiem, że powstały kolejne z tej serii. Jeszcze ich nie czytałam. Ale myślę, że samodzielnie "Pościg" radzi sobie średnio. Jest za to dobrym wstępem do czegoś dłuższego.
  14. Ciężko skomentować to opowiadanie bez odniesienia do "Abdykacji", która powstała lata później po "Intronizacji", ale jest ewidentnie jej prequelem. I co mogę rzec? "Abdykacja" była niby okej, ale nieco się dłużyła i nudziła, brakowało mi czegoś "WOW", tymczasem... "Intronizacja" mi podeszła. Bardzo. Opowiadanie nie jest za długie, ani za krótkie. Jest w sam raz. To, co zrobiłeś ze słowami jest tu po prostu piękne. Czyta się to jak dzieło sztuki, przy którym czytelnik cieszy się z budowy poszczególnych zdań, opisów i wylewających się z nich emocji oraz klimatu. Ale to nie pociągnęłoby fika, gdyby nie zamknięcie. Które miażdży. Jest tą petardą, tym WOW, które nadaje jeszcze piękniejszych barw całości. No i pojawia się w nim moja ulubiona bohaterka z fików Malva. Bardzo spodobał mi się opis Otchłani, światła i schodów. Nie wiem czemu, ale skojarzyło mi się to z kwiatkiem z "Zaplątanym", miało w sobie coś magicznego, czystego i pełnego nadziei. Od pierwszych słów wiadomo z jakim typem fanfika mamy do czynienia. I jest to typ, który osobiście lubię. Sama walka wewnętrzna Sombry i bytu, który go opętał i uznał, że jest tym właściwym, walka o siebie jest ładna, jest piękna, jednocześnie dosłowna i poetycka (choć dość zabawnie się myśli, że wszystko dzieje się może w ciągu sekundy), ale nie więcej. Z jednej strony dobry duch szlachetnego Sombry, a z drugiej... No właśnie. Czy zły czarnoksiężnik nie zasłużył na odrobinę współczucia? Jako oszalała część opętanej jaźni, przekonana o własnej prawdziwości, krzywdzie i prawach do tronu. Istota, nie wiedząca kim, ani czym jest i obawiająca się tego drugiego... Demona. Czyż to nie przewrotne?To co naprawdę wzrusza to zakończenie. Piękna śmierć. Słodka i dobra. Bo tylko tak mogło się to skończyć, było za późno na cokolwiek innego. Jeśli wcześniej zastanawiałam się, czy warto przeczytać "Abdykację", to teraz mam wrażenie, że tak. Dzięki temu rozumiałam i czułam więcej, a sama historia nabrała głębi. I właśnie dlatego przyznaję głos na EPIC.
×
×
  • Create New...