Jump to content

Cahan

Moderator
  • Posts

    3944
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    113

Cahan last won the day on November 3

Cahan had the most liked content!

About Cahan

  • Birthday 12/24/1995

Informacje profilowe

  • Gender
    Klacz
  • Zainteresowania
    Botanika, ichtiologia, felinologia, jeździectwo, fantasy, gry komputerowe.
    W zasadzie... Interesuję się wszystkim. Lubię uczyć się nowych rzeczy.
  • Ulubiona postać
    Serialowe:
    1. Chrysalis Queen of Changellings
    2. Celestia
    3. Rarity, Starlight Glimmer
    4. Sombra, Luna (Nightmare Moon), Sunset, Zecora

    Nie lubię:
    1. Fluttershy
    2. Tirek
    3. Maud Pie
    4. Apple Bloom

Recent Profile Visitors

110049 profile views

Cahan's Achievements

Stajenny

Stajenny (10/17)

3.6k

Reputation

  1. To znowu ja, postrach działu opowiadań, wasza umiłowana moderatorka. Forum wróciło do żywych, więc skorzystam i skomciam. Zacznijmy od rozdziału X, w którym mamy więcej Heliosa i Sundance oraz tłumaczenia Winter Guilt. Trzeba przyznać, że jej rodzice zachowali się wyjątkowo wyrozumiale choć widać też czemu Winter jest jaka jest - nikt jej tej polityki nie uczy i nie tłumaczy. Helios i Sundance są fatalnymi graczami, z czego ten pierwszy myśli, że jest mądry. Ogółem każdy tu myśli, że on jest cwany, a pozostali są głupi podczas gdy... są siebie warci. Winter i Dreaming są ewidentnie nieświadomi swojej przeszłości, tego, co dokładnie się stało na pierwszym ślubie ojca, ani tego jak wyglądały rządy ich babki oraz cała sprawa z Anemone. W dodatku para królewska ewidentnie nie myśli poważnie o Winter Guilt jako o potencjalnej królowej. Nie przygotowują jej do niczego i się dziwią, że dziewczyna odwala. No jak ma nie odwalać, skoro jej interakcje z rodziną to poziom "źle się ubierasz". Zresztą, wiemy że rodzina ma problemy związane z wielopokoleniowym kazirodztwem. Sundance i Dreaming je ewidentnie mają (choć u Sundance to może być bardziej kwestia tych wszystkich ciąż), sądzę, że Helios też, ale lepiej to ukrywa przed światem. Ale Winter? Winter wydaje się zupełnie zdrowa. Jest też młoda i nie ma męża. Czy nie lepiej byłoby wydać ją za młodszego brata Emerald Hearta? W ten sposób wpłynęłaby świeża krew, zażegnaliby konflikt o władzę w obrębie rodziny i uspokoiliby niektóre pretensje Anemone - że Helios ma już jedną żonę, a druga nawet nie zostałaby królową, tylko taką maszynką do rodzenia zdrowego potomstwa. Czy Helios i Sundance chcą czy nie, będą musieli przyznać, że Dreaming nie nadaje się do ewentualnego przejęcia korony i lepiej, by to nie wyszło dopiero po ich śmierci. Ale wtedy musieliby coś zrobić. A polityka Heliosa jest... Jest fatalna. I widać to mocno podczas kłótni z Sundance. Dla Heliosa Sundance jest głupia i ślepa, bo nie rozumie jego punktu widzenia. Ale jak może go zrozumieć, skoro go dobrze nie przedstawił i postanowił przed wszystkimi (w tym własną rodziną) ukryć prawdę. Helios zachowuje się jakby wszystkie jego problemy wynikały z rządów królowej Daybreaker i że to na pewno dlatego Anemone go nie lubi. Tymczasem, co zrobił Helios? Czy przeprosił za błędy matki? Czy naprawił stosunki z minotaurami i zebrami? Czy przyznał się do trudnej przeszłości, pokazując, że tak, ona istnieje, ale to przeszłość, czas zbudować przyszłość. Nie. Zmienił stolicę, a kopyto do niekuców wyciągnęła Anemone. A na domiar złego poślubił i pokrył własną siostrę, bo to miało ustabilizować jego nowe rządy. Heliosku, ale czy to aby nie ty mordowałeś tamte zebry z imieniem mamusi na ustach? Na pewno mogłeś to zrobić inaczej. Krótko mówiąc: błąd na błędzie. Nawet nie wyszedł do Anemone przed ślubem, tylko się kitrał pływając w tajemniczej białej cieczy w jakimś grobowcu. Nie, tak się nie pokazuje, że się zmieniło. Helios przez te wszystkie lata chował głowę w piasek i liczył, że w ten sposób burza go ominie. I sądzę, że nie wiemy jeszcze wielu rzeczy, bo Helios o nich po prostu nie mówi. Ale łatwiej udawać, że Anemone nie lubi ich przez starą królową, a nie dlatego, że sami dają jej bardzo dużo argumentów przeciwko sobie. Są słabi. Są niekompetentni. Nawet jeśli mają niezłe pomysły - pałace sprawiedliwości, to nie potrafią pokazać władzy. Anemone upokorzyła Sundance, bo Sundance jej na to pozwoliła (okej, to jest nieco victim blaming, ale Sundance to królowa i jako królowa powinna umieć sobie radzić z takimi Anemone). Ale to Helios wystawił siostro-żonę na pierwszą linię, by świeciła oczami za jego przewiny. Siostro-żonę, której wcześniej nie powiedział o co chodzi. Jeśli chcą być parą królewską, to muszą władać. Swoją drogą - Daybreaker to ciekawa królowa, szczególnie, że pierwszą królową z tego rodu była Celestia. Ciekawe jak to się ma do serialu. Rozdział XI przenosi nas... o dziwo nie do Irydusze, ani nawet nie po drodze do Irydusze. Okazało się, że Anemone obawiała się pogoni i szykuje się teraz do wojny. Co prawda twierdzi, że nie zamierza jej zaczynać, ale Crescent chyba do końca jej nie wierzy. Czytelnik też nie. Ale bardziej ciekawe są inne powody niechęci Anemone do Heliosa: brak zgody na zniesienie zakazu związków między alikornami a niealikornami oraz zupełna bierność w stosunku uregulowania stosunków z zebrami i minotaurami. I jestem w stanie zrozumieć, czemu te rzeczy tak wkurzają Anemone. Po pierwsze, alikornów jest już zwyczajnie za mało, po drugie drzewo genealogiczne, po trzecie, to ona ogarnęła te stosunki pokojowe i sprzątała burdel po Daybreaker. No i jeszcze kwestia osobistych niechęci i czegoś więcej. Zastanawia mnie fragment o wyciągnięciu konsekwencji wobec Winter. Czego naprawdę oczekuje Anemone? Muszę też poruszyć koszmar Forlorn Hope, z którego wynika, że Anemone nie chciała komuś oddać Selene, co oznaczało jej śmierć. Komu? Może Heliosowi za żonę? Tylko czemu nie oddanie Selene oznaczało jej śmierć? I co takiego zrobiła Daybreaker? Anemone brzmi jak ktoś, kto rozumie wagę sytuacji, ale postanowił poświęcić jednego kucyka, by pokazać, że nie da się zaszantażować i w jakimś sensie ochronić pozostałych. Trudno powiedzieć, co o tym myśleć, szczególnie, że to sen, więc ta rozmowa mogła się nawet nigdy nie wydarzyć. Albo Forlorn coś kiedyś źle podsłuchała i jej mózg dopisał sobie resztę. Ale teraz się zastanawiam... Czy za atakiem na ślubie stała Anemone, a celem była Daybreaker? Niby winę zrzucono na grogarytów, ale to głównie Anemone była przeciwko tej szmacie. Wiemy też, że Helios też szykuje się do wojny z Anemone, choć raczej wolałby jej uniknąć - obie strony dysponują na tyle zbliżonymi siłami, by zwycięzca konfliktu odniósł pyrrusowe zwycięstwo, wychodząc z niego zbyt osłabionym, by rządzić. I chce ją zabić. By jego rodzina była bezpieczna. Ładne zamknięcie rozdziału.
  2. Potwierdzam, rozkręca się. Pierwsze 2 odcinki były fatalne, ale im dalej w las, tym lepiej.
  3. Dziękuję za komentarz I tu się mylisz. Nie cała i nie takie. Dla reszty to też nie było przyjemne doświadczenie, ale nie odbiło się aż tak mocno. Night Shadow po pierwsze była za młoda, a po drugie jest kwestia wizji i tortur. To, co ją tam spotkało, było prawdopodobnie gorsze, niż to co uświadczyli inni. Jav przeżywa stratę wieloletniego partnera. Random ma traumę sprzed 13 lat (obecnie), z czasów pierwszej wyprawy do Alikorngard. Podobnie jak Night, był wtedy za młody, a także... Alikorngard to nie jest coś, z czym mogą wygrać śmiertelne kucyki. Nawet nieśmiertelne kucyki tego nie zrobiły przez tysiąclecia. To miejsce nie bez powodu zostało zapomniane. Czysto technicznie ona nie uciekała od ślubu czy od polityki. Ona raczej uciekała od miejsca, które zostało jej w tym wszystkim przeznaczone. Zgodnie z prawem Królestwa Nocy to Night Shadow jest dziedziczką Darkness Sworda, a nie Dark Mane. NS chciała być królową, ale nie królową-małżonką. Nie pionkiem, z którego zdaniem nikt się nie liczy. Bo w jej mniemaniu jej się to po prostu należy. Do tego doszła kwestia obawy o własna skórę i o to, co się z nią stanie, kiedy jej ojciec najedzie Królestwo Słońca. Później priorytety jej się zmieniały i wciąż zmieniają. Można powiedzieć, że Nacht Schatten szuka swojego miejsca w świecie, do którego do końca nie pasuje, nie chcąc przyjąć narzuconej jej roli społecznej, a po Alikorngard nawet nie mogąc jej do końca przyjąć. Jeśli wróci do domu, wkopie Łowców i wróci do bycia pionkiem (choć po spotkaniu z Nieumarłym Królem i całą resztą tego tałatajstwa, to nie jest to już aż tak okropna perspektywa). Jeśli zostanie z Łowcami... Ona jest nieśmiertelnym alikornem, oni nie. O ile coś jej nie zabije, to przeżyje wszystkich i co dalej? Przejmie schedę po Bastardzie? Ruszy w podróż po świecie? Może nawet dorobiłaby się jakiegoś majątku, na godne życie, ale miałaby pod górkę z racji płci, a do tego kwestia urodzenia. By gdzieś zajść, musiałaby prawdopodobnie wyjść za mąż za kogoś dość nisko urodzonego, dla kogo alikorni kundel to z jakiegoś powodu atrakcyjna partia. Klasztor? Zawsze można. Walka o koronę? Z czym do kuców? Sunshine Arrow przynajmniej miała armię.
  4. To tak... Miał wyjść IX 2/2, ale zamiast tego wyszedł IX 2/3, ponieważ inaczej rozdział byłby zwyczajnie za długi. Cały "Jej boski blask" tak naprawdę mógłby być osobnym, krótkim wielorozdziałowcem i dlatego wychodzi w częściach, a nie jako osobne rozdziały, bo to w dużej mierze historia poboczna, która rozwija świat i bohaterów, ale niekoniecznie dokłada wiele do głównej fabuły. Obawiam się też, że 3/3 będzie najdłuższą częścią tego odcinka CN. Ogółem jak na tekst, który powstał do soundtracku z gry komputerowej i to na totalnym bloku pisarskim, to mocno się to rozwinęło. Ale zrobię wszystko co w mojej mocy, by ten etap został ukończony jeszcze w tym roku. I fajnie byłoby też wydać X, która będzie pierwszym rozdziałem Cienia Nocy pozbawionym pewnej postaci. Tymczasem łapcie: Rozdział IX 2/3 Tymczasem żebrzę o komcie i zachęcam do snucia teorii, co się tam właściwie odwala
  5. Cześć! Witamy w naszym antycznym gronie Jakie fanfiki lubisz najbardziej?
  6. Miałam skomentować rozdział VIII jakiś czas temu, bo przeczytałam go jakoś zaraz po jego premierze na FGE, ale tak jakoś wyszło, że po czasie, to chce się mniej, zwlekałam, zwlekałam aż wyszedł IX. VIII rozdział jest krótki i pozornie niewiele z niego wynika. Emerald Heart powiedział reszcie spiskowców co ustalił z Forlorn Hope, a Winter Guilt uznała, że jeśli naćpie Forlorn przed walką, to może Emerald nie tylko wygra, ale i ona coś ugra dla siebie. Ta część była okej, choć ze strony Winter było to bardzo, bardzo głupie. Ale to w końcu nastolatka/młoda dorosła, więc raczej nie należy po niej oczekiwać rozsądku i doświadczenia. Szczególnie, że przy niektórych dorosłych i całkiem starych alikornach wypada nawet dojrzale. Ogółem cała związana z tym intryga jest ciekawa i dobrze napędza akcję. Ale bardziej zaciekawił mnie tu Dreaming Light i jego rozmowa z Selene. Ogółem Dreaming Light bardzo urósł w mych oczach jako postać w ciągu tych dwóch rozdziałów. I nie wiem czemu, ale przywodzi mi na myśl Miquellę z Elden Ring . Koleś jest całkiem niezłym politykiem i kimś, kto za parę lat (jeśli przeżyje) mógłby świetnie ciągnąć za sznurki. Jest też inteligentny i niewątpliwie utalentowany. Ale po pierwsze - dowiedzieliśmy się w końcu czym jest tytułowa "trucizna w naszych żyłach" - to kazirodcza linia genetyczna umierających i zdegenerowanych alikornów, które potrzebują na to odtrutki. Odtrutką są niespokrewnione alikorny, które zwiększyłyby genetyczną różnorodność i uchroniły potomstwo od chorób. Dość zabawne, że Dreaming Light powiedział to tak bezpośrednio. Ale ciekawe jest coś jeszcze. Implikacja, że reszta jego rodziny wcale nie jest wiele zdrowsza od niego. Oczywiście, Sundance zaliczyła serię poronień oraz możliwe, że urodzeń źrebiąt tak niedoskonałych, że pozbyto się ich zaraz po porodzie i nie wygląda najlepiej. Z Winter Guilt na pierwszy rzut oka jest wszystko w porządku, ale czyżby to były pozory? "Spójrz na nas. Na moją matkę, moją siostrę i na mnie. Czy my wyglądamy tak dobrze jak wy?" Po rozdziale IX jestem za to wręcz pewna, że z Heliosem jest coś bardzo nie tak. Dreaming ma rację, oni umierają. Umierają, wiedzą o tym i chcą odrodzić się jako silna dynastia. Kolejną rzeczą jest wspomnienie ojca i dziadka Anemone. Dziadek Anemone poprzedzał pierwszą królową z dynastii Heliosa. Z kolejnego rozdziału wiemy, że tą królową była Celestia. Co się z nią stało? I z całą resztą? Nie wiemy. Nie wiem też, na ile ten fanfik to AU. Ale mniejsza z serialem. Skoro dziadek Anemone poprzedzał pierwszą królową, to znaczy, że był ówczesnym władcą alikornów. Władza jest tu dziedziczna, a jednak Anemone nie została królową. Czyżby dlatego tak nie lubiła pary królewskiej? Co się stało, Anemone jest z bocznej linii i nie jest częścią dynastii, ponieważ jej ojciec się zbuntował? A może władza jej rodu została obalona i na tronie zasiadła Celestia? I czy w tym fanfiku występuje Luna? Przechodząc już zupełnie do rozdziału IX, to muszę powiedzieć, że uwielbiam Anemone i jej złośliwości. I bawi mnie jak bierna i pokorna jest Sundance, która umie się tylko wyżywać na jakichś niewinnych idiotkach. Nie do końca kupuję pretekstu jaki wymyśliły młodsze klacze, by się oddalić, wydaje się bardzo niegodny ich pozycji. Lubię też to, że Anemone nie do końca zachowuje się tak jak przystało na jej wiek i pozycję i wszyscy o tym wiedzą. Swoją drogą - ciekawi mnie ile lat ma Crescent Dawn, a także w jakim wieku alikorny na ogół łączą się w pary i płodzą potomstwo. Może i są nieśmiertelne, ale chyba dobrze jest mieć jakiś nie za duży zapas źrebiąt... Dostajemy też bardzo ciekawą scenę z Silver Hornem. I myślałam, że to będzie ostateczne WOW w tym rozdziale - po pierwsze sztandar z grobowca. Alikorny kiedyś nie były monarchami. Ba, wygląda na to, że ich historia była bardzo skomplikowana i władzę sobie w końcu wywalczyły. Ale nikt nie zna tej historii. Po drugie - dlaczego wszyscy próbują zapomnieć o starej królowej? Sundance zachowuje się jakby to miało rozsierdzić Anemone i dlatego zastąpiła ich matkę Celestią. Ale skoro rodzina ukrywa prawdę przed Dreaming Lightem, to nie wydaje mi się, że chodzi tylko o to. Ba, jestem pewna, że chodzi przede wszystkim o coś innego. Swoją drogą - Silver Horn też jest ważniejszy niż wygląda. Na naszej szachownicy robi się coraz gęściej. No i Helios. Piękny, obojętny i spokojny Helios, który ma heterochromię i robi dziwne rzeczy w basenie, w pogrzebanym i zapomnianym grobowcu. Czyżby walczył z trucizną w swoich żyłach? A może robi coś jeszcze... Cóż, cokolwiek to jest, to raczej nie bez powodu aż tak bardzo się z tym kryje. I obawiam się, że to też ma związek z jego matką. Po tej rozmowie sądzę, że on wcale nie kocha Selene. Być może nigdy jej nie kochał. Jest dla niego maszynką do płodzenia, niczym więcej. A nawet jeśli zastąpi ją Forlorn Hope? Trochę szkoda, bo ma podły charakter, ale trudno. Po prostu Helios raczej nie znęca się nad swoimi pionkami. Unika konfliktów i próbuje zachować spokój. Muszę pochwalić opis jego ubioru, a także powiązania pomiędzy jego strojem, a odzieniem Sundance. Bardzo mi się podobała ta cała symbolika i wyjaśnienie. Interesujący jest też jego pogląd na władzę jego i siostry. Szczególnie zważywszy na to jak ona to widzi oraz jak bardzo król jest nieobecny. No i otrzymaliśmy rozstrzygnięcie całej intrygi trucicielskiej, gry w kręcioła i tego kto zostanie panną młodą. Tego się nie spodziewałam. Uważałam, że to wielce prawdopodobne, że Winter wpadnie, ale nie, że tak szybko i że Anemone dogada się z Sundance, zabierze obie kandydatki na żonę i wróci do domu. Naprawdę, bardzo podobała mi się fabuła w tym rozdziale. Ogółem zarówno VIII jak i IX czytało się przyjemnie. Styl mógłby być lepszy, a opisów nieco więcej, ale jest dobrze.
  7. No hej, bambaryłki! Co prawda fandom podobno umarł czy coś, ale na szczęście mamy tu trochę nekromantów! Od tego tygodnia wracamy do klubowych spotkań na kanale #klub_konesera. Wszystkie zaczynają się o godzinie 20:00 w soboty i niedziele. HARMONOGRAM: 13-14 sierpnia Wspólne pisanie - potrzebujesz motywacji, pomocy i towarzystwa? Jesteśmy tu dla ciebie! 20-21 sierpnia Warsztaty dla początkujących i zaawansowanych - poćwicz pisanie, pobaw się i zmierz z innymi! 27-28 sierpnia Trucizna w naszych żyłach - omówienie fanfika i dyskusja. Pamiętaj, by przeczytać przed spotkaniem! Link do fanfika: https://www.fge.com.pl/2021/11/fanfik-trucizna-w-naszych-zyach.html 3-4 września Pokaż się! - zareklamuj własną twórczość, zasięgnij rad i konsultacji 10-11 września Zostań magikiem google docsa - warsztaty na głosowym Link do KKPF
  8. VII rozdział, to głównie dialogi, co ma swoje wady i zalety. Na pewno dzieje się tu całkiem sporo i czyta się to szybko, ale czasami brakowało mi jakichś opisów - klimat został gdzieś zagubiony. A i same wypowiedzi bohaterów wydawały się nieco nie na miejscu... jak chociażby rozmowa Anemone i Crescent Dawn... " Dopiero teraz klacz zaczęła ze smakiem połykać winogrona. – Kochana, nie jedz tak łapczywie, bo się zadławisz – ostrzegła ją matka, po czym wróciła do dyktowania. Chyba wykrakała, bo Crescent Dawn pochłaniała winogrona tak łakomie, że w pewnym momencie rzeczywiście zaczęła się krztusić. – Co się dzieje, kochanie?! Anemone znalazła się tuż przy niej z dzbankiem pełnym wody. – Masz, wypij wszystko! Zaczęła ją poić, aż klacz nie opróżniła naczynia w całości." No, to "kochanie" i "kochana" brzmi dziwnie w miejscu publicznym, zważywszy na to kim są nasze bohaterki i gdzie są. Podczas tej sceny nie czuć też zbytnio dynamizmu, jest statyczna, mimo że postać się krztusi (albo raczej udaje, że się krztusi). Swoją drogą - krztuszącej się osobie nie daje się bezmyślnie wody, chyba że chce się ją zabić . I tego typu drobne zgrzyty towarzyszyły mi przez cały rozdział. Jakoś... wypowiedzi postaci nieco kłóciły się z tym, co zostało przedstawione wcześniej. A fabularnie? Uważam, że precedens Anemone nie jest żadną podróbką, tylko Crescent wykorzystała ten argument jako dźwignię do szantażowania matki i jej działań. Czemu to robi, trudno powiedzieć. Aż tak lubi Selene i jest na tyle naiwna, że dała się przekonać, że to małżeństwo, to wielka miłość i pomysł 10/10? W każdym razie, Emerald zaszantażował Forlorn, a także wszedł jej na ambicję i będą walczyć, a Anemone została zmuszona się na to zgodzić. Coraz bardziej ciekawią mnie motywacje różnych postaci - konflikt rodowy Anemone i Heliosa, a także konflikt Anemone i Forlorn Hope. Dowiadujemy się, że przynajmniej jednym z motywów kierujących Forlorn Hope jest wyniesienie się z domu Anemone. Nawet poprzez małżeństwo z ogierem, którego ma głęboko w rzyci. Ale jakoś popieram jej stronę - faszerowanie jej uspokajaczami, olewanie... Mam wrażenie, że nawet jej rodzeństwo przez te wszystkie lata tak naprawdę miało ją gdzieś. A w tym wszystkim gdzieś tam jeszcze jest sobie Helios, wielki nieobecny. I podejrzewam, że Forlorn Hope trafiła w sedno - nowa żona jest mu potrzebna tylko do rodzenia źrebiąt, a która klacz nią zostanie, to już go zbytnio nie obchodzi. Cokolwiek się stanie i którakolwiek jego ślubną małżonką zostanie, będzie to ciekawe widowisko.
  9. Dobra, czas skomciać rozdział drugi... Nie powiedziałabym, by jakoś szczególnie pchnął fabułę do przodu i dalej opowiadanie się zbytnio nie rozkręciło i średnio wiadomo o czym właściwie będzie. Dostaliśmy za to nieco backstory i dowiedzieliśmy się, co się mniej więcej działo w świecie anthro wilków (moim zdaniem nic specjalnie ciekawego) i że Darth oraz Twilight mieli romans. Na tym etapie fanfika wydaje się to mało potrzebne, ale to przecież dopiero początek, więc wszystko przed nami i być może się to zmieni. Ale szczerze mówiąc, ta retrospekcja jest moim zdaniem najsłabszym punktem rozdziału. Z drugiej strony, to dobrze, że dostajemy jakieś backstory, zważywszy na to, że główny bohater skacze w czasie i przestrzeni przy pomocy magicznego samochodu. A cała reszta? Lepiej, znacznie lepiej i wciąż jedzie to mocno klasycznym, nostalgicznym, porządnym TCB. Podróż przez miasto, pościg, krótki POV pary policjantów (podobały mi się dialogi między nimi, były zabawne). Swoją drogą - czy policjantka Karolina i Karolina z biura to jedna Karolina? Niewiele się dowiedzieliśmy, ale najbardziej mnie zastanawia ostatnia scena - Darth zachował się jak idiota podczas rozmowy z pracownicą biura i ciężko mi w zasadzie powiedzieć, co on robi i co chce osiągnąć. Podejrzewam, że nawet on sam tego nie wie. Mimo wszystko, rozdział kończy się w dobrym miejscu - mamy obietnicę, że teraz zacznie się dziać, wyjaśniać i robić ciekawiej.
  10. Witaj na forum! Zanim przejdę do pytań, to mam parę uwag. 1. Postaraj się korzystać z interpunkcji, ponieważ Twoje wypowiedzi się naprawdę ciężko czyta. 2. Kiedy zaczyna się temat, to dobrze napisać coś o sobie, by był jakiś punkt zaczepienia. I teraz pytanie: Co to znaczy, że długo się nie widzieliśmy? Już wcześniej miałaś konto na forum? A jeśli tak, to co się z nim stało?
  11. Liczyłam, że ktoś inny skomcia pierwszy, ale cóż, szkoda, że tak bez odzewu, bez atencji. Póki co fanfik ma tylko jeden rozdział i to liczący zaledwie pięć stron, więc nie ma tu jakoś szczególnie dużo do komentowania. Po prostu ciężko coś wyrokować na tak wczesnym etapie, szczególnie, że to zaledwie wstęp, który zarysował nam nieco świat i bohaterów. Czy lubię to co dostaliśmy? Trudno powiedzieć, tak naprawdę. Póki co moje nastawienie jest neutralnie pozytywne. Znaczy... Po prostu jest okej i powiedziałabym, że trochę zalatuje takim klasycznym TCB z zamierzchłych czasów. Ale tym dobrym TCB. I to jest fajne, bo TCB jako gatunek nigdy nie dostało tyle miłości i dobrych fanfików ile powinno. Miło też widzieć takie trochę bardziej nostalgiczne fanfiki i to pomimo różnych nowości. Szczególnie, że póki co nie widzę czerwonych flag, które kazałyby uciekać od tego fanfika - nie wygląda to, że zapowiada się jakiś przerysowany konflikt FOLu i POZu, w którym wszyscy byliby niezwykle niesympatyczni, niespełna rozumu i obrzydliwi. Jakich nowości? Cóż, bohater wraca do Polski po latach podróży międzywymiarowych i odkrywa, że trochę się tu zmieniło. Nawet bardzo, bo jego miasto wygląda jak po jakiejś apokalipsie i spotyka tylko jakiegoś źrebaka, z którym wyrusza na misję, bo chciałby dowiedzieć się, co tu się odjaniepawliło no i chyba tak czy siak nie ma nic lepszego do roboty. Innowacją jest też to, że wcześniej przez parę lat był furrasem, ale w świecie piesełów pozostawił Sunset. No i znał już wcześniej również Pinkie i Twilight. To dość interesujące, że jednocześnie mamy postać, która ma za sobą lata doświadczenia z kucami, a jednocześnie cała sytuacja jest dla niej nowa i nie wie na czym stoi. Jest też Zaphyra, która jest świadomym, przenośnym i wielofunkcyjnym komputerem. Ogółem... Całkiem dziwny mix sci fi, autorskiego multiversum i TCB. I to wszystko pachnie nostalgią. Te 5 stron ma swój, całkiem przyjemny klimat, jest też pewna tajemniczość i chciałabym wiedzieć, co będzie dalej. Mimo wszystko, trochę mało. O formie się nawet nie wypowiadam, bo ja to patroszyłam. Jest w porządku. Jedyne czego mi brakuje, to ciągu dalszego.
  12. Dziękuję za komentarz^^ Night Shadow jest królewną, ewentualnie księżniczką krwi królewskiej. Za samą księżniczkę by się mogła obrazić, bo to niższy tytuł. Sprawa z dziedziczeniem też jest dość skomplikowana - Królestwo Nocy faktycznie ma takie prawo, ale zwyczaj nakazuje klaczom zrzekać się praw do korony na rzecz braci (o ile bracia są wystarczająco zdrowi na ciele i umyśle). Swoją drogą - czysto technicznie brat może u nich oddać koronę siostrze. W przypadku klaczy na tronie król małżonek przyjmuje nazwisko żony i dynastia pozostaje zachowana. Dark Mane jest też niewiele młodszy, bo jest jej bliźniakiem. Co do mentalnego rozwinięcia - kierowałam się tym, że cała koncepcja dzieciństwa jako okresu beztroski, niewinności itd. jest stosunkowo świeża, a dorosłość osiągano wcześniej, przez co dzieci szybciej dojrzewały psychicznie, bo po prostu musiały. Współczesny osiemnastolatek może i jest dorosły, ale mentalnie wciąż jest dzieciakiem, a studia to przedłużenie dzieciństwa. Stąd dziesięcioletniej Night Shadow pod wieloma względami mentalnie bliżej do współczesnej piętnastolatki niż do dziecka z podstawówki. Tak jak dzisiaj dzieci w tym wieku mają się bawić, chodzić do szkoły i się niczym nie martwić, tak Night była przygotowywana na bycie żoną jakiegoś możnowładcy. Szesnastolatek to u nich pełnoprawny dorosły, a i młodsze kucyki często wchodzą w tę rolę - chociażby dziedzicząc majątki, którymi muszą się zająć, wchodząc w świat polityki oraz konfliktów zbrojnych czy po prostu utrzymując siebie i rodzinę w przypadku niższych warstw społecznych. Co do wzrostu - alikorny są generalnie znacznie wyższe od pozostałych ras, a co za tym idzie, już ich noworodki są spore. Random jej nie więzi - jego towarzysze to zrobili. On sam nawet nie wiedział o zaginionej królewnie, bo polował, kiedy wieści doszły do Sunfall i Maretown. Jedynie domyślił się, że jej historia to kłamstwo. Swoją drogą - nie jestem pewna, czy chęć oddania zbiegłej smarkuli rodzicom czyni z kogoś typa spod ciemnej gwiazdy .
  13. A propo roślin które lubią coś przekąsić. Jest taka gra (dwie części (podobno o takich liskach), gdzie występują w pierwszej i drugie części takie miłe roślinki). Polecam zobaczyć i zagrać w wolnych chwilach.

×
×
  • Create New...