ByczekPazerny

Brony
  • Content count

    237
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

375 Wzorowa

About ByczekPazerny

  • Rank
    Postentuzjasta
  • Birthday 08/22/1988

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Myślenice
  • Zainteresowania
    Nic na poważnie. W ramach wyjątku filmy dramatyczne.
  • Ulubiona postać
    Applejack, Rarity, Luna, Spike, Fluttershy, Trixie

Recent Profile Visitors

1699 profile views
  1. - co myślisz? Całkiem fajna compilacja. :)

  2. W sumie to sam nie wiem czego się spodziewałem. Dwusetny odcinek? Powinno być grubo, znacznie lepiej niż dotychczasowe epizody tego sezonu. Jarałem się całkiem mocno... ... a wyszło spoko. Poziom wyższy od poprzedników, jednakże mam doń kilka zastrzeżeń. Zacznę może jednak od pozytywów: tak jak pisał Niklas - memicznych pyszczków jest jak grzybów po deszczu, co drugi to zabawniejszy. Każdą z bohaterek wciągnięto w jakąś śmieszną sytuację, scenarzyści również postarali się o to aby postacie wypadły w swoich rolach wiarygodnie. Pojawienie się epizodycznych kucyków, w tym mojego idola Zephyr Breeze'a, w celu urozmaicenia odcinka uważam za bardzo duży plus. Ogólnie "Sparkle's Seven" to wielobarwny splot rozmaitych elementów, który puszczony w ruch jest w stanie zainteresować i w pełni wciągnąć widza. W istocie - epizod przeleciał mi szybko, zważywszy iż akcja zmieniała się dosyć często i nieco chaotycznie. Materiał śmieszny, tęczowy i żywiołowy. Niestety brakowało mi w nim głębi. Poza tym że pomysł na przeforsowanie obrony zamku był całkiem świeży i ciekawy, to problematyka zbyt długo zostaje nieujawniona. Spike wysyła sygnały iż czuje się pominięty, ale ja nie połapałem tematu : Dopiero pod koniec dowiadujemy się o co tak naprawdę chodzi i nie zostaje już zbyt wiele czasu na eleganckie tego zakończenie. Końcowy twist bardzo mi się podobał, jednakże jeśli chodzi o scenę zamykającą to została potraktowana bardzo po macoszemu. Nie odczułem nawet krztyny satysfakcji po tym jak Kolec został wliczony w poczet rodzeństwa. Wyglądało to bardziej jak "odfajkowanie" punktu na liście rzeczy które epek powinien zawierać. Susza, chropowato. Cholera, 7/10 temu. Materiału z zabawnych scenek jest już w internetach solidna kiść. Zaiste, podium należy się Lunie i jej przerażającej gęsi (mi to bardziej jak flaming wygląda), ale było też kilka innych momentów których na pewno nie zapomnę, zwłaszcza AJ i jej ponadprzeciętna ekscytacja przed występem. Aha - a odcinek nie nazywa się czasem "Twilight's Seven"? Tak tagowany jest na Derpibooru, tak samo tytułuje go anglojęzyczna MLP Wiki.
  3. Też się odezwę, a co mi tam. Prawdę powiedziawszy kiedy zacząłem zastanawiać się nad zagadnieniem tego tematu to odkryłem pewien problem - ja nie wiem dlaczego lubię Applejack. Czy może raczej - ciężko mi to sprecyzować. W przypadku innych poni sprawę mam o wiele łatwiejszą. AJ jest według mnie najmniej przerysowaną postacią w M6, żadna cecha nie jest u niej tak agresywnie uwypuklona jak np. egocentryzm u RD czy nadpobudliwość u PP, a co za tym idzie najmniej rzuca się w oczy. I chyba właściwie to o wszystkim przesądza - lubię Jackie za to że ma najmniejsze odchylenia, jest dobrze napisaną i określoną w swojej roli protagonistką, jednakże bez przesadyzmu. W takich postaciach jest mi najłatwiej dostrzec wiarygodność i poczuć do nich sympatie. Ma to jednak swego rodzaju feler, ponieważ z braku skrajnych zachowań Applejack rzadko miewa momenty zabawne, a szkoda. I dodam tylko żeby nikt się nie przyczepił - napisałem iż Jabłkowa jest najmniej przerysowanym kucykiem pośród głównych bohaterek, z tym że nie uważam żeby była całkowicie wyzuta z wyolbrzymionych cech - to kreskówka i każda postać budowana jest przy pomocy przerysowań, również ona. Aha, i ma też wady, co jest ważne. Gdyby ich nie posiadała znalazła by się na końcu mojej listy, gdyż nie ma niczego gorszego jak wyidealizowane postacie.
  4. Zgadzam się z przedmówcami że było to nudne i bez polotu. Dostaliśmy częściowo powtórkę z rozrywki w dodatku z gorszą obsadą. Scenariusz pozbawiony jest jakiś ciekawych elementów, dziarskich dialogów czy dynamicznych zwrotów akcji - wszystko ciągnie się jak śpik i dostarcza takich samych wrażeń. Nie podobało mi się. Oceniam 3/10. Plusy? Piosenka, która nawet jeśli nie najfajniejsza to i tak żywsza od całej reszty. Końcówka dosyć zaskakująca i też mi się podobała bo wygląda na to że epizod dokłada jakiś ważny element do głównej linii fabularnej tego sezonu. Zobaczymy co z tego będzie. Nie lubię New M6 i tego że zabierają kucykom czas antenowy. Nie lubię awataru drzewa pod postacią Twilight i jego głosu rodem z "Resident Evil". Nie lubię Twilight i jej szkoły przyjaźni. W tym odcinku dla mnie niemal wszystko jest na "Nie". Czekam na wiatr co rozgoni czarne chmury.
  5. Wygląda na to że zostałem wujkiem. Nawet nie wiedziałem że te stwory tak szybko rosną - ledwo około półtora tygodnia temu przyczaiłem jak matka wysiaduje jajka, a już są takie duże. Specjalnie wyszedłem zobaczyć jak się mają licząc że spotkam nieopierzone i ślepe pisklaki, a tutaj proszę.
  6. To pierwsze - w Kryształowym Imperium. Zarówno przejęcie władzy przez Sombrę jak i jego późniejsze obalenie są najgorzej napisanymi sekwencjami. Tak jak zaznaczyłem w swoim pierwszym poście - winne temu jest kompresowanie wydarzeń do zaledwie kilku minut (!), co całkowicie odbiera powagę tym wątkom. Za dużo jest niedomówień, jak np. samo pojawienie się Króla w mieście. W jaki sposób ominął systemy obronne i dlaczego Kryształowe Serce nie zadziałało tak jak trzeba? Wyglądało to tak banalnie że chyba bardziej uprościć tego się nie dało. Nie zdziwił bym się gdyby Sombrero dojechał tam pociągiem. I podobnież obalenie. M6 i Kolec tak jakby bez wysiłku uporali się z dyktatorem. Potężny złodupiec a nie potraktował śmiertelnego zagrożenia jakimś mocnym zaklęciem, zbagatelizował powagę sytuacji i padł na jednego strzała. Wielka szkoda, bo powrót Sombry według mnie powinien być wydarzeniem na skalę całego sezonu, a producenci potraktowali go jedynie jako przynętę na znudzonych i odwracających się od serialu broniaków. Przejście do sceny z potyczką w sali tronowej odbyło się bez zapowiedzi, nie pokazano nam z czym Twalot i reszta musiały się zmierzyć, dlatego wyglądało to tak jakby Król nie zadbał o odpowiednią ochronę i protagonistki wykonały swoją robotę bez większego trudu. Koniec akurat mi się podobał, bo objawienie się "czystej energii" z magii przyjaźni było dla mnie zaskoczeniem. Przy okazji pogrywała fajna muzyka, a i poświęcono trochę uwagi na próbę przedostania się bohaterek do zamku, co zdecydowanie bardziej podkręciło emocję. Uroku odbiera temu przede wszystkim motyw z spóźnioną (jak zwykle) teleportacją.
  7. Szanowny @The Silver Cheese podzielił swoją wypowiedź na 3 wątki, tak więc i ja podzielę - na sprawę ogólną i moje osobiste podejście do zamknięcia G4. Myślę że żeby określić co stanie się z fandomem wraz z odejściem obecnej generacji i przyjściem następnej powinniśmy ustalić pobudki jakie kierowały ludźmi do odpalenia serialu. Jedni lubią kuce i oglądali wszystkie poprzednie serie, jeszcze inni lubią kreskówki, a znowu ktoś polubił tylko i wyłącznie Poni w ich teraźniejszym kształcie. Nie powinniśmy się więc dziwić że społeczność fanów nie przetrwa w obecnej formie, ponieważ nadchodząca generacja kucyków niesie z sobą sporo modyfikacji których nie aprobuje pewien procent miłośników tej bajki. Z resztą zdaje mi się że fandom nigdy nie posiadał jednej, niezmienionej konstrukcji - zawsze szargały nim kontrowersje związane ze stopniowo wprowadzanymi zmianami: pojawiały się nowe postacie, gadżety, formy przekazu, mniej lub bardziej udane wytwory broniaków. "Panta rei" jak zapodał kiedyś pewien starożytny Grek. To co niesie ze sobą G5 to przede wszystkim początek jej własnej grupy odbiorców, do której dołączy część sympatyków FiM, podczas gdy pozostali puszczą to bokiem. Według mnie nie powinno się określać czy to co nadchodzi jest dobre lub złe, bo zależy od indywidualnego punktu widzenia każdego z nas. To co The Silver Cheese opisałeś jako horyzont i perspektywę dalszej przyjemności oglądania, dla innych jawi się jako ściana której przeskakiwać nie zechcą. Nie jest to krytyka z mojej strony, bo to co zawarłeś w swoim poście jest jak najbardziej prawdziwe i ja w to wierzę, z tym że wydaje mi się że jest to spojrzenie kogoś kto już teraz wie że będzie nową generacje oglądał. No offence. Z kolei ci którzy śledzą bajkę wyłącznie z powodu jej teraźniejszej formy mogą powiedzieć iż zbliżający się koniec jest zły, lub co najmniej smutny. Natomiast o fandom nie martwię się nic a nic, i to nie dlatego że w miejsce kreskówki wejdzie następna, że komiksy i gazetki nadal będą wypuszczane, że będą pojawiać się kolejne zabawki. Broniaki nie potrzebują już tego wszystkiego, bo ludzie zdążyli zżyć się ze sobą - myślę że losy większości splotły się tak bardzo że nie można by nazwać ich zwykłą, przelotną relacją, a zdecydowanie czymś więcej, np. braterstwem. Nawet jeśli poni uniwersum przestanie dostarczać materiału do obgadania to pozostaną jeszcze inne tematy i wydarzenia które przyjaciele będą między sobą poruszać. Dla tych którzy szanują międzyludzkie więzi fandom prawdopodobnie nigdy się nie skończy. Ja natomiast postanowiłem nie oglądać G5. To czego dowiedziałem się o niej do dnia dzisiejszego nie przekonuje mnie w cale. Prawdę mówiąc to zaliczam się do tej grupy osób która po prostu ogląda kreskówki, a FiM wpadło mi gdzieś po drodze. Z tym że nie przepadam akurat za opowiastkami o dobrych i ckliwych zwierzątkach, a można powiedzieć iż G4 zrobiłem wyjątek bo jest przede wszystkim śmieszna i posiada charyzmatyczne postacie. Poza tym podoba mi się wygląd taboretów - ich słodziaczne i pluszowe mordki zawsze napawają mnie przyjemnym ciepełkiem na sercu (i zrytej bani). Dla mnie liczy się jedynie obecna generacja, ale nie planuje opuszczać forum po jej zakończeniu bo lubię tutejszych ludzi.
  8. Z powodu długiego oczekiwania i wcześniejszych zapowiedzi odnośnie ostatniego sezonu liczyłem na naprawdę solidny i interesujący wjazd w pierwszych odcinkach. Wymaganie miałem wysokie, jednakże pamiętając iż jest to jedynie kreskówka dla dzieci wiedziałem iż na niektóre rzeczy będę musiał przymknąć oko i pogodzić się z realiami Equestrii. Niestety, "The Beginning of the End" nie sprostało moim pragnieniom i mógłbym skwitować go krótkim "to jest głupie", ale chcę również powiedzieć o plusach które mimo wszystko się pojawiły. Tak jak pisaliście - dwa odcinki to stanowczo za mało by móc wpleść doń tak wiele wątków i wydarzeń, i zachować przy tym odpowiednie tempo i logikę. Tym razem scenarzyści mocno się zagalopowali chcąc upichcić wiele dań na jednym gazie. Podczas gdy początek był niczego sobie, to od momentu ataku Sombry na Kryształowe Imperium wszystko podupada. Zwycięstwo Króla jest szybkie i banalne, a z kolei obalenie go to najgorsza rzecz jaką w tym serialu widziałem. Zastanawiam się która postać z tego uniwersum wygrałaby plebiscyt na "Debila roku", i odnoszę wrażenie że o koszulę lidera walczyłyby przede wszystkim koronowane głowy. Mam taką konkluzję iż w tym świecie im większą moc się posiada tym bardziej się głupieje - zarówno Sombra, jak i Dwie Siostry, czy też Twilight - wszyscy oni dokonują posunięć nie myśląc dalej jak na jeden ruch do przodu. Jedynie Discord jest ogarnięty. Ogólnie cały scenariusz to solidna porcja fuck logic: przekopywanie się zamiast użycia teleportacji? Luna i Celestia idące na emeryturę, i że co? Nie będą już nigdy walczyć o bezpieczeństwo swojej krainy? Kiedy zło zaatakuje będą leżały na plaży i miały wyjebane? Wygląda na to że wszyscy tak pomyśleli (łącznie z Sombrą...), a oczywistym powinno być że tak się nie stanie. Dlaczego nikt nigdy nie wzywa sojuszników? Starswirl pilnował lasu Everfree? Przy tak szybkim przyroście tego vegetabilia chciałbym się dowiedzieć kiedy Brodacz miał czas na robienie czegokolwiek innego? Ok, dosyć, nie będę mielił tematyki absurdów bo za dużo tego. Zapowiadało się interesująco ale scenarzyści spaprali robotę. Więcej nie zawsze znaczy lepiej, a twórcy najwidoczniej chcieli bardzo urozmaicić nowe epizody i przy okazji rozbudzić ciekawość - udało się im ale bardzo dużym kosztem. Jak pisałem w słowie wstępu - plusów jest dużo. Najważniejszym z nich jest śmieszkowość - sporo razy się uśmiechnąłem, a największą frajdę sprawiało mi oglądanie Tireka i Cozy Glow. Ten duet stał się jednym z moich ulubionych w całości serialu. Grogar wyszedł całkiem spoko, ale jak na pojawienie się tak potężnego i starożytnego zła to klimat nie powalił. Było właściwie zbyt śmiesznie i cudacznie żebym mógł wziąć tego koziołka na poważnie. Bardzo fajnie iż oddali pierwszy plan M6, dzięki czemu było jak za dawnych czasów. Przyjaciółki walczyły ramię w ramię by ostatecznie w pięknym stylu zlać złą dupę. Zakończenie bardzo mi się podobało. Przyjaźń to magia i właśnie ta magia pokazała w końcu swoje materialne oblicze. "The Beginning of the End" oceniam 5/10. Poza tym (uwaga spilery!):
  9. To było raczej nieciekawe. Długo musiałem czekać na rozwinięcie akcji, a co gorsza pośmiać się było mi dane dopiero w drugiej połowie animacji. Oglądałem i nużyłem się, reagując kwaśną miną na większość początkowych wątków, w tym chaotyczną plątaninę głównych bohaterek. Ich indywidualne problemy były średnio interesujące. Postacie w tle również nie wykazały się niczym szczególnym - ot, zamulający odcinek. Pochwalić muszę zamianę miejsca akcji z typowego i przejedzonego już Canterlot High School na jacht i morską wyprawę, bo dawało to scenarzystom całkiem sporo swobody i możliwości, jednakże potencjał nie został odpowiednio wykorzystany. Mógłbym powiedzieć iż cała seria zdarzeń jaką śledzimy podczas tej podróży to tylko głupiutka opowiastka o nieudolnej załodze wycieczkowca i nader zaradnych, nieprzejednanych dziewuszkach, które z niewiadomych przyczyn przejmują kontrolę nad okrętem. Oczywiście można tłumaczyć to kreskówkową logiką, wiekiem grupy docelowej i tego typu kwestiami, ale w poprzednich filmach z serii "EG" nie było aż tylu niedopowiedzeń (za wyjątkiem bardzo słabego "Friendship Games") - pomijając kwestię nieobecności kapitana i innych kompetentnych osób z dowództwa to zabrakło nawet typowej Celestii czy Luny, a z tego co mi się zdaję akcja bajki dzieje się w trakcie wycieczki szkolnej (?). Przejście do świata kucyków okazało się najfajniejszym wątkiem w całości tej dziwnej produkcji. Dopiero po przeniesieniu do Equestrii udało mi się cokolwiek zaśmiać czy rozerwać. Za najlepszy i najzabawniejszy moment uważam zakończenie... xD Nie będę jednak spoilerował. Wystawiam ocenę 4/10 bo to dobre nie było - nudne, debilne i z niewykorzystanym potencjałem. Kilka scen ratuje ten okręt... Poprzedni film z tej serii poświęcony był Applejack i Rarity, "Spring Breakdown" traktuje o Rainbow Dash i Twilight (dla mnie gorzej być nie może), z kolei "Forgotten Friendship" to historia Sunset Shimmer. Czyli co? Przy okazji kolejnej animacji głównymi bohaterkami miałyby zostać Fluttershy i Pinkie Pie? Jestem jak najbardziej za, mam nadzieję że się to potwierdzi. Dziwny był ten Raggamuffin - nie rozumiem co producenci chcieli zobrazować kopiując dla niego kolory AJ z "FiM". Swoją drogą Jabłkowa była niemal pozbawiona własnego wątku w tym filmie bo 75% czasu antenowego spawała po okręcie. Trochę szkoda, ale w "Spring Breakdown" dostała rolę background'a.
  10. @Wonsz Spoko, ogólnie rzecz biorąc to się z Tobą zgadzam. Po prostu miałem nadzieję się upewnić, bo z własnego doświadczenia wiem że o wiele łatwiej jest połapać się pośród ludzi kiedy ma się do kogo gębę otworzyć. No nic - nie chcę tutaj dłużej robić prywaty - sorry za spam, przemyślę sobie sprawę i ew. przyjadę na after, bo żeby udało mi się na konwent to szanse minimalne.
  11. Skoro sprawa aftera sie wyjasnila to czy sa na forum osoby ktore planuja sie na to wybrać? Dla mnie to najistotniejsza kwestia.
  12. Ja bym się wybrał tylko gdybym miał pewność że będą jakieś osoby z forum i po zakończeniu meeta ustawilibyśmy się na jakiś after. Bo prawdopodobnie byłbym w stanie przybyć jedynie na zakończenie, a z doświadczenia wiem że to akurat wtedy nie dzieje się już nic interesującego.
  13. Chciałbym jeszcze dodać że dzięki tym opisom wiemy już na pewno że sezon IX nie będzie jednym ciągiem fabularnym i najprawdopodobniej zachowa typowy dla MLP schemat. Druga sprawa to abdykacja Luny i Celestii - czy na pewno permanentna? Bo jeśli odeszły by w pierwszych dwóch odcinkach, tym samym obarczając Twalota srogim zawaliskiem obowiązków, to czy jej późniejsze perypetie nie powinny skupiać się na nowych zadaniach, z pominięciem tych pierdół o których wspominają opisy nadchodzących epków? Stawiam więc na 90% iż z żadnym rozstaniem na początku sezonu nie będziemy mieli do czynienia. Choć chyba chciałbym się mylić.