ByczekPazerny

Brony
  • Content Count

    264
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

421 Wzorowa

About ByczekPazerny

  • Rank
    Postentuzjasta
  • Birthday 08/22/1988

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Myślenice
  • Zainteresowania
    Nic na poważnie. W ramach wyjątku filmy dramatyczne.
  • Ulubiona postać
    Applejack, Rarity, Luna, Spike, Fluttershy, Trixie

Recent Profile Visitors

2,058 profile views
  1. ByczekPazerny

    Meh, znowu Szkoła Przyjaźni. Miałem nadzieję że zamiotą ten badziew pod dywan i nie będę go widział aż do odcinków końcowych... ale byłem naiwny. Cóż, dobre chociaż to że wypuścili kolejny epek o Starlight i Trixie bo już dawno ich nie było. I niestety, ale jest to prawdopodobnie ostatni raz poświęcony parze jednorożców. Wyszło to to dosyć przeciętnie, brakowało mi elementów naprawdę zabawnych i przebojowych. Wielka i Potężna bardziej mnie irytowała niż śmieszyła, z kolei jej fumfelka miałka kilka fajnych momentów, ale zdecydowanie za mało. Wpada minus. Scenariusz był spoko, niegłupi i urozmaicony okazjonalnymi postaciami co z pewnością wpłynęło na moje zainteresowanie tym epizodem. Dokooptowane poni dostały nawet swoje kwestie, co było już wyjątkową niespodzianką! Ok, żeby zbytnio się nie rozwlekać - 6/10. Bo to taki sucharek w kolorach tęczy. Nie spodziewałem się pojawienia Sunbursta, i przyznaje że jest to najlepsze rozwiązanie jakie Starlight mogła wybrać (gratuluję Trixie, szczwana bestio ). Koleś bardzo się nadaje i w ogóle, ale cieszy mnie to że na zakończenie serialu sympatyczny nerd otrzymał dopełniającą go rolę. Chciałbym żeby wszystkie kucyki, a zwłaszcza te z M6 również zostały w podobny sposób uhonorowane.
  2. ByczekPazerny

    Odcinek całkiem spoko, udany, zabawny i niosący z sobą ładunek pozytywnych zmian. Podobało mi się, ale nie stawiał bym go wyżej od wielu innych epizodów. Jest po prostu fajnie. Zanim przejdę do szczegółów przyznam się że oceniam ten materiał na 7/10. A dlaczego? Między innymi z powodu scenariusza który został dobrze napisany, jest interesujący i nie atakuje głupotą. Sceny są przemyślane, a i śmiesznie się robi za każdym razem kiedy Rarity angażuje którąkolwiek ze swoich przyjaciółek na miejsce Spike'a. Z resztą Pianka kolejny raz wypada na No. 1 komediantek tego serialu, choć niekiedy jej zachowanie było trochę za bardzo pojechane, nawet jak na nią. Cieszę się że wpleciono każdą z M6, a do tego starczyło czasu antenowego dla innych postaci, jak np. Gabby, a Spajkuś dostał chyba rolę sezonu. xD Ogólnie fajnie, mam po tym odcinku miłe odczucia, nie mogę doczekać się wersji w PL. Niechaj o mocy tego epka świadczy to że oglądałem go po weselu kumpla, na wisielczym kacu, a wtedy mało co mi się podoba. A co do wad? No właśnie są. Między innymi Rarity zdecydowanie za bardzo odmóżdżona, lub najzwyklej przesadnie wstrętna, czyli znowu zbyt daleko idące przerysowanie. Inna sprawa to to że w "Dragon Dropped" nie dzieje się na tyle dużo by warto było o nim coś więcej pisać. Ot, dobry, niezepsuty materiał. Zastanawiam się co to były za emocje - te które przejawiała Rarity po tym gdy się połapała że Spike ją olewa? Czy to była zazdrość? Moim zdaniem niekoniecznie. Gdy tak o niej pomyślę to przypominało mi to bardziej szok związany z przełamaniem się Kolca. Urwał się jej ze smyczy i dał niezły pokaz dojrzałości. Gratuluję. Naprawdę, cieszę się że oddali temu kurduplowi nieco sprawiedliwości na zakończenie serialu, a jego osobowość została choć cokolwiek rozwinięta w dobrą stronę. Mam nadzieje że ta dobra zmiana zostanie utrwalona.
  3. ByczekPazerny

    Ciekawie. A najciekawsze jest to że przed obejrzeniem tego epka nie wiedziałem że ten mały, zawszony królik jest aż takim ścierwem. Doprawdy, koleś jest pogięty pod każdym chyba względem, stoi bardzo wysoko w skali patologii. Chyba jedynie wrodzona naiwna dobroć podtrzymuje u Fluttershy troskę o tego gryzonia. Serial się kończy, wątki są domykane, więc przyszła i kolej na lekcję pokory u jednego z najbardziej obrzydliwych charakterów tej produkcji. I co? Niby fajnie, ale ja mam niestety niedosyt. Znając ogólny zarys fabuły liczyłem na coś mocnego, pamiętliwego. Takie coś po czym Angel nie usiądzie na dupie przez kilka tygodni, a jego przerośnięte ego będzie musiało skurczyć się ze wstydu do wielkości chrupki Nesquicka. Wyszło moim zdaniem neutralnie, nader kompromisowo mógłbym rzec. Bo oto szkodnik sieje ferment i zatruwa życie innym pupilom Flutterki, ale w morale wina zostaje podzielona i przypada nie tylko antagoniście, co również postaci zdecydowanie pozytywnej. Puenta nie spodobała mi się. Jest niesprawiedliwa. Nawet jeśli protagonistka cokolwiek zawiniła (rozpieściła chama, więc jest po części odpowiedzialna), to kara dla Angela jest nieadekwatna do jego poczynań - butnych i samolubnych, w tym poświęcania zdrowia i życia innych (!) dla własnych korzyści. To taka moja subiektywna ocena. Przepraszam, uniosłem się. A tak poza tym odcinek był spoko, dosyć dużo się działo i tak jak napisałem w słowie wstępu - było ciekawie. Nie wiedziałem jak się sprawy potoczą, a zamiana ciał między Fluttershy a Angelem była dla mnie zaskoczeniem. Fajne rozwiązanie, choć mogło być lepiej poprowadzone. Problem z tym epizodem mam chyba głównie przez... no właśnie, Królika którym gardzę. Przerysowali go zanadto, ale to akurat jest ogólna i naczelna wada tego sezonu. No i mało się pośmiałem. 6/10, to jest lekko, to jest takie wiesz.
  4. ByczekPazerny

    Całkiem fajnie że producenci postanowili wypuścić kilka epizodów o poczynaniach antagonistów zanim dojdzie do wielkiego finału. Podoba mi się ten pomysł bo dzięki temu dowiadujemy się co nieco o możliwych wątkach w odcinkach końcowych. Moja ciekawość została mocno podrażniona i już nie mogę doczekać się na zapoznanie z zakończeniem. Poza tym trio złoczyńców wypada całkiem zabawnie i z racji iż nie pojawią się nader często to jeszcze nie zdążyli mi się znudzić. "The Summer Sun Setback" wypada moim zdaniem gorzej od "Frenemies", ale z racji dużej liczby postaci to i tak jest w mojej ocenie epizodem całkiem fajnym i przy okazji wciągającym. Nie będę przyczepiał się do niektórych głupotek których byliśmy świadkami, ale poza nimi to na minus wypada wykonanie - bo miałem wrażenie iż cały scenariusz przebiega nieco chaotycznie, a i z racji potencjału mogło by być o wiele śmieszniej. Myślę że 7/10 będzie git. Hehe, podobała mi się złość Applejack po tym jak problemy z organizacją wyszły na jaw przed Twilight. Ma dziewczyna rację, i ciekaw jestem czy będzie jej to zapamiętane i przy następnym razie (o ile taki będzie) inne poni od razu się jej posłuchają. Discord z kolei to nie najlepszy kumpel. xD Ja rozumiem że gdyby chodziło o jakieś niebezpieczeństwo to z pewnością nie stałby z założonymi rękami, ale biorąc pod uwagę że użycie magii to dla niego żadna fatyga to mógłby przestać lecieć w Jana i wesprzeć kogo trzeba. Z drugiej strony trochę się chłopu nie dziwię, bo życie w stałym i harmonijnym friendshipie musi go strasznie nudzić, to też kiedy dzieje się coś nieplanowanego to może potraktować to jako rozrywkę.
  5. ByczekPazerny

    Uczciwie rzecz biorąc to ja będę na Woodzie, ale nie łączę tego wyjazdu z tematyką Poni. Jadę dlatego że dawno mnie tam nie było i chciałbym sobie odświeżyć.
  6. ByczekPazerny

    W sprzyjających okolicznościach - ogromnym. Zjadł/abyś pizzę z owocami morza?
  7. ByczekPazerny

    "A Trivial Pursuit" to dosyć dziwny odcinek. Dziwny, lecz mimo to fajny bo momentami zabawny i urozmaicony liczną obsadą. Dużo rzadkich charakterów zagościło w tej 20 minutowej animacji - Bulk Biceps, Cranky Doodle, Sunburst i garstka innych, a wszyscy oni byli fajnym uzupełnieniem do scenariusza który kolejny raz obnażył negatywne cechy Twalota. Nie mam nic przeciwko problematyce tego materiału, ale twórcy nieco pojechali po bandzie z przesadyzmem TS. Nie musieli aż tak bardzo wykrzywiać jej psychy ażeby widzowie zrozumieli że dosięgły ją ogromne (?) rozterki. Dokładnie. W tym odcinku liczba tych groteskowych pyszczków przekroczyła subtelną granicę i uczyniła ten spektakl lekko niesmacznym. Twilight chyba przez większość epizodu nie ma normalnego wyrazu swojej buźki, a jakąś dziwną, groteskową facjatę. Pinkie z resztą też szaleje pod tym względem, co właściwie jest głównym minusem. Wklepuję do ankiety 7/10, głównie przez to że lekko się wciągnąłem, nie nudziłem i nieco pośmiałem. No i mnogość postaci która jest ogromnym pozytywem, bo dzięki nim nie musiałem przez cały ten czas oglądać rozhisteryzowanego Twalota. Pinkie Pie jako postać pierwszoplanowa? Hmm, ja może tracę już rachubę, ale odnoszę wrażenie że jest to druga po Księżniczce Przyjaźni pucułka z M6 która dostaje najwięcej uwagi w tym sezonie. Nie wiem, tak mi się tylko wydaje. I trochę mnie to denerwuj bo czas ucieka i obawiam się że nie starczy go dla pozostałych poni. W trakcie odcinka obserwowałem zmieniającą się punktację, no i kibicowałem drużynie Applejack i Dr. Hooves'a. Myślałem że doktor posiada większą wiedzę, ale niestety - na prowadzenie wyszli tylko raz, co rzuca nienajlepsze światło na tego szacownego naukowca. Szkoda że nie jest jasne kto wygrał turniej, ale myślę że najbardziej bekowe byłoby zwycięstwo Fluttershy i Bulk'a, albo chociaż Maud wraz z jej facetem.
  8. ByczekPazerny

    @Dzidek Chan W niektórych kwestiach się zgadzamy, ale widzę iż ma Pan ciekawą zajawkę na trupy w serialu o malutkich kucusiach. Nie no, żart. Chciałem zrobić zawadiacki wstęp do posta... Powiedzmy że jeżeli chodzi o rodziców Rarity i Sweetie Belle to myślę podobnie - niewiele o nich wiadomo, a szkoda. Wydają mi się zabawni, a odcinek dogłębniej obrazujący relacja w całej familii Pianki mógłby wywołać niezłą bekę. Niestety, to już prawdopodobnie jedynie marzenie. Szorstko. Ale prawdę powiedziawszy to ja również mam nadzieję że tak właśnie jest. Taki element czyni z tej kreskówki nieco dojrzalszą i ambitniejszą, i po trochę uzmysławia pewne nieprzyjemne i smutne aspekty naszego życia. I robi to w całkiem przystępny sposób. Z resztą odcinek poświęcony Pear Butter i Bright Mac'owi był na tyle ładny i wzruszający że emocje jakie po sobie pozostawił nie powinny być zaprzepaszczone przez jakiś nagły i dziwny twist. Z tym że oficjalnego potwierdzenia w serialu nigdy nie było, a więc wszystko jeszcze może się zdarzyć. No i właśnie bardzo dobrze! Wydaje mi się że gdyby w CMC były trzy pucułki (z Babs to cztery, ale ona jest mniej istotna dla całości), i dwie z nich to sieroty, to byłaby to dosyć niepokojąca tendencja jak na tak sielankowe i kolorowe uniwersum. Kurczak to fajna postać, pozbawienie jej najbliższej rodziny to czyn zbyt okrutny, wymykający się nieco klimatowi bajki. Bo w sumie mówimy o bohaterce która w tym serialu solidnie dostała po dupie. Sam fakt niezdolności latania czyni z niej postać tragiczną i smutną, taką której się kibicuje i życzy jak najlepiej, a zrzucanie na jej barki kolejnego wątku dramatycznego stworzyło by spory problem w zbudowaniu dla niej końcowego happy end'u. Druga sprawa to to że rodzice Scootaloo są martwi było tylko i wyłącznie wymysłem fandomu - co prawda z pewnymi poszlakami płynącymi z serialu, ale nigdy z oficjalnym tego potwierdzeniem. Ci którzy są rozczarowani nie powinni mieć pretensji do producentów o takie zamknięcie wątku, a jedynie o brak wcześniejszych wyjaśnień. I "The Last Crusade" wcale nie jest głupie.
  9. ByczekPazerny

    Średniaczek. Nie dostrzegłem w tym epku jakiś znamiennych minusów, nie mam zamiaru koniecznie się ich doszukiwać, ale powodów do zachwytu też właściwie nie ma. Spokojny, optymalnie zabawny, lekko nudny i dosyć kolorowy. Za to puenta jest całkiem fajna. Podoba mi się również szeroka obsada, i lajtowe debiutantki w postaci dwóch przewodnich tancerek. Uczniowie szkoły przyjaźni też dostali całkiem fajne role. Snips i Snails w końcu zdążyli się pojawić, a to bardzo fajnie, bo obawiałem się że przed zakończeniem FiM już nigdy chłopaczków nie uświadczymy. No, "2, 4, 6, Greaaat!" to najzwyklej rzecz ujmując typowy "odcinek środka" - wykonany zadowalająco, ale nie niosący z sobą wielkich ładunków niespodzianek i radochy. Dostaje ode mnie 6/10.
  10. ByczekPazerny

    Hehehe, widzisz, błąd popełniłem bo kopiowałem te tytuły, i dwa razy wkleiłem "Godzilla vs. King Ghidorah", zorientowałem się, ale zamieniłem samo Ghidorah na Mothra i przypadkiem zostawiłem "King". Oczywiście poprawny tytuł to "Godzilla vs. Mothra".
  11. ByczekPazerny

    Godzilla Jak byłem mały oglądałem filmy o potworach niesamowicie często. Miały one na mnie duży wpływ. Obejrzałem kilka tytułów: "Godzilla vs. Hedorah", "Godzilla vs. Gigan", "Godzilla vs. Megalon", "Godzilla vs. Mechagodzilla", "Godzilla vs. Biollante", "Godzilla vs. King Ghidorah", "Godzilla vs. Mothra". W latach 90 konsumowałem filmy na kasetach VHS branych z wypożyczalni. Tytuły które wymieniłem były jednymi na tamten czas dostępnymi w budzie na osiedlu. Jeżeli którejś "Godzilli" tam nie było to nigdy się z nią nie zapoznałem. Młodsze filmy pojawiały się później w TV, ale zaprzestałem śledzenia dalszych losów Króla Potworów, bo po prostu mój wiek odebrał mi zainteresowanie tą epicką sagą. Może kiedyś to nadrobię, a już na pewno będę musiał sięgnąć po pierwszą ekranizację i zobaczyć jak to wszystko się zaczęło. Niestety nie pamiętam już za bardzo treści, jednak niektóre rzeczy dostrzegam w mglistych wspomnieniach. Kierując się nimi mógłbym za najlepsze uznać: - "Godzilla vs. King Ghidorah" - rozmach i epika. - "Godzilla vs. Mothra" - rozmach, epika i fantastyczny klimat. Mothra i Battra są zajebiste. - "Godzilla vs. Hedorah" - hehehe, jako dziecko nie lubiłem akurat tej pozycji - po prostu się bałem. Przerażało mnie to iż Hedorah mordowała ludzi. Co prawda w każdym z filmów o bijących się potworach giną jacyś ludzie, chociażby żołnierze próbujący stawiać opór wielgachnym kreaturom, ale sceny śmierci nigdy nie są ukazywane i chyba nigdy nie uświadczymy widoku trupów. W przypadku Hedory było już nieco inaczej, co budziło wielki niepokój w moim dziecięcym umyśle. Teraz myślę o tym obrazie zupełnie inaczej - doceniam za puentę i mroczny klimat. Lubię wszystkie potwory, a za najsilniejszego i najpoważniejszego wroga Godzilli uznaje Mechagodzille i wyżej wspomnianą Hedore.
  12. Mamy w końcu w Myślenicach kolejny już Międzynarodowy Festiwal Folkloru. Od czasu pierwszego jest to nadal najciekawsze, najatrakcyjniejsze i z pewnością najlepsze wydarzenie w kalendarzu imprez naszego powiatu. Ciekawy jestem co tym razem zobaczę na scenie, i kogo uda się spotkać. Ekipa z Nowej Zelandii już dała całkiem interesujący pokaz w ramach jakiegoś prologu: 

    Spoiler

     

     

  13. ByczekPazerny

    Większość rzeczy wyjaśnić możemy prostą matematyką serialu - że jeśli jakaś postać jest potrzebna to się ją wplata, a jeśli nie to nawet się o niej nie wspomina. Brak innych członków rodzin CMC wynika właśnie z tego, a to że mieliśmy okazję poznać Hondo Flanks'a i Cookie Crumbles było najzwyklej podyktowane odpowiednim wstępem do epizodu, gdzie chciano podkreślić iż na pewien czas Sweetie Belle przeprowadzi się do Rarity, i będzie to trzonem odcinka i zaczątkiem kłopotów Pianki. Wujków, ciotek, babć czy teściów nigdy nie widzieliśmy, bo scenariusz nigdy nie przewidywał takiej potrzeby. I tutaj stawiam srogą kropkę. (a nie, nie da się). Co do Scootaloo i Apple Bloom to pojawienie się ich rodziców było raczej spowodowane dociekaniem fandomu. Nie było ich wcześniej z powodu mechanicznego podejścia do postaci w serialu, o którym pisałem w pierwszym akapicie. A przypadku Birght Maca i Pear Butter możemy powiedzieć chyba nawet o pewnym olewczym stosunku w pierwszym sezonie. Dopiero kiedy fani zaczęli drążyć temat, a twórcy pokapowali się że nieobecność obu par wzbudza ciekawość, to od tamtej pory wiadome było że prędzej czy później będą musiały pojawić się jakieś kanoniczne informacje, z tym że nie od razu. Twórcy chcieli utrzymać widzów w jak najdłuższej niepewności. I w końcu wypuścili epki które sporo pokazują, jednakże wszystkiego nie wyjaśniają. Nie było większego sensu wplatać do serialu innych członków rodzin, bo fanów gryzły głównie sprawy związane z enigmatycznymi rodzicami dwóch dzieciaków z CMC. Pisanie scenariuszy specjalnie pod epizodyczne postacie które byłyby gdzieś tam wplecione w drzewo genealogiczne którejś z nich też nie wydawało się perspektywiczne. Z Kurczakiem poszło całkiem sprawnie - okazuje się że cały czas żyła pod okiem ciotki, nie była (na szczęście) osierocona, a jej rodzice pracowali z dala od domu. Mi osobiście to wyjaśnienie bardzo się spodobało, strąciło kamień z serca. Według mnie nie było to ani głupie, ani naciągane. To że nigdy wcześniej producenci nie udzielali nam informacji odnośnie tych wszystkich oczywistości, jakie wychodzą w odcinku "The Last Crusade", a mowa tu o korespondowaniu i opiece innych kucyków nad Scootaloo, wynika pewnie z tego iż twórcy do ostatniego sezonu nie wiedzieli jak rozstrzygnąć wątek małego pegaza, a bronić mogą się tym że żaden epizod do tej pory takich ciekawostek zawierać nie musiał. Tak czy owak wyszło dobrze, i cieszę się że ta kwestia jest tak wyjaśniony. Gorzej jeśli chodzi o rodzinę Apple - tutaj niestety niczego nie możemy być pewni. Co prawda wiele elementów sugeruje że rodzice Apple Bloom odeszli z tego świata, ale do puki nie padnie jasny komunikat o ich losie to do samego końca serialu będzie to niewyjaśnioną zagadką. Myślę tak dlatego że długa nieobecność bohaterów, smutny ton i nostalgia postaci o nich wspominających wcale nie muszą być spowodowane śmiercią a np. zaginięciem. Zaginięciem nie dającym zbyt wielkich nadziei, ale niczego nie przesądzającym. Hasbro może zechce zagrać nam na nosie i zrobi jeszcze niesamowity przekręt z pojawieniem się BM i PB. Oczywiście nie stawiam że tak będzie, podkreślam jedynie że to kreskówka, w dodatku jej akcja dzieje się w magicznym świecie. Zobaczymy. Osobiście myślałem kiedyś nad taką teorią iż rodzice AJ zaginęli w jakiejś katastrofie lub kataklizmie, wylądowali z dala od Ponyville, być może na jakiejś egzotycznej wyspie i nie mogą się stamtąd wydostać. Niby próbowali, ale w końcu się poddali i w bezsilności zaczęli układać sobie życie na nieznanych ziemiach niczym Robinson Crusoe, a jako że to kucyki ziemskie to uprawiają teraz ogromne połacie bananów lub kumkwatów. To tylko bajka dla dzieci, więc nie wykluczał bym tej teorii zbyt wcześnie.
  14. ByczekPazerny

    Mój komentarz stanie nieco w opozycji do opinii niektórych moich przedmówców, ale moim zdaniem to było słabe. Dostarczyło mi emocji podobnych do lizania papieru ściernego, i trwało zdecydowanie zbyt długo jak na tak nudny materiał. Nie chcę pisać zbyt rozciągłego posta, dlatego podkreślam że główne wady tego filmu to przede wszystkim brak akcji oraz posusz zabawnych scen. Nie pierwszy raz wspomnę o tym iż humor w produkcjach spod znaku MLP stawiam bardzo wysoko, a tutaj dostaję klopsa o niemal zerowej zawartości tego elementu. Jest jałowo pod chyba każdym względem. Jak na godzinną bajkę to aż dziw bierze że tak bardzo wieje w niej sandałem - mogli zrobić z tego epizod do serialu, zwęzić to do 20 minut a myślę że wyniósł bym z niego tyle samo wspomnień. W ogóle to mam wrażenie że osoby odpowiedzialne za scenariusz, poza tym że napisały parę kolumn tekstu, to nie myślały nad nim zbyt intensywnie. Wygląda mi to bardziej na próbę zainteresowania nową animacją, tak jakby jedynie to było podstawą do wypuszczenia tej zdechłej flądry, podczas gdy fabuła została bardzo zmarginalizowana. Jest mi przykro, chcę czekoladkę. Dobre strony to dosyć ciekawe nowe epizodyczne poni, które być może zrobią karierę w fandomie. Za plus uznać muszę również wykorzystanie innego programu graficznego. Prawdę powiedziawszy nie spodobał mi się on w filmie kinowym, ale tutaj wypadł coś jakby lepiej. Sam nie rozumiem co mi się w tym mogło spodobać, ale to chyba dzięki niemu nie żałuję że obejrzałem "Rainbow Roadtrip", bo mogę potraktować ten materiał jako ciekawostkę. Szkoda tylko że z pominięciem scenariusza. Teraz dam 3/10, i prawdopodobnie spróbuje to obejrzeć ponownie wraz z pojawieniem się polskiego dubbingu, który (może was to zdziwi) nieraz pomagał mi lepiej spojrzeć na słabsze odcinki. Kurde, ale miałem schiza na samym początku - to wprowadzenie i przekierowanie uwagi na Rainbow Dash. Pospinałem się bo myślałem że ten film będzie skupiał się na niej. Godzinna opowiastka o aroganckiej RD? Wtedy to bym już chyba nie obejrzał tego do końca. Na szczęście się pomyliłem... to również mogę potraktować jako taki delikatny plusik... @Niklas Dopiero teraz się zorientowałem - dlaczego nie ma ankiety szefie?
  15. ByczekPazerny

    Uwaga - jaram się bo piszę posta. Nie jestem zadowolony z tego epizodu. Mocno mnie rozczarował. Może przez to że zupełnie nie tak wyobrażałem sobie powrót Cheese Sandwich'a na łono serialu. Ponk i jej ziomal dawali mi nadzieję na scenariusz pełen fajerwerków i kreskówkowych zakrzywień, tak jak miało to miejsce w pamiętnym "Pinkie Pride". Ów kultowy odcinek zawierał również sceny smutne, grał emocjami i potrafił zaskoczyć, co uczyniło go jednym z najlepszych w historii serialu. Aha, no i piosenki których było w nim multum. W "The Last Laugh" tego zabrakło, nie ma w nim tej energii i bajerów. Mój zawód najlepiej obrazuje fakt iż prawie w ogóle się nie uśmiałem. Udanych żartów było niewiele, nawet ani jednego nie zapamiętałem, a biorąc pod uwagę tak doborową obsadę zgrywusów i hultajów to powinienem wynieść z epka przede wszystkim dobry humor. To nie to że źle oceniam odcinek tylko dlatego że nie spełnił moich oczekiwań - jest on po prostu nudny i nie widzę w nim zbyt wielu elementów pozytywnych. To porównanie do " "Pinkie Pride" przyszło mi jakby samo, zważywszy iż był to dotychczas jedyny materiał z udziałem Cheese'a. Puenta niestety była niesamowicie przewidywalna i prosta, więc zakończenie można było samemu napisać sobie w głowie i być może było by nawet ciekawsze. Te rzeczy które wpłynęły na mnie cokolwiek pozytywnie to piosenka na niemalże finisz, której też zabraknąć nie mogło zważywszy na umiejętności wokalne aktora podkładającego głos Serowemu. Nie była to może rewelacja, ale dla mnie rozświetliła szarość. Fabryka jako lokacja i aluzja do "Charlie i fabryka czekolady" też cosik tam u mnie zaplusowały. No i sam Cheese Sandwich. On według mnie zawsze był ciekawą postacią, i paradoksalnie nawet w tym epizodzie jest dosyć interesująco przedstawiony - ma fajny design. Tylko nie zarzucajcie mi tego że z jednej strony narzekam na nudę, a z drugiej chwalę depresyjny obraz naczelnego wodzireja. Owszem, wolał bym żeby "The Last Laugh" było o czymś innym, ale skoro scenarzyści postanowili w taki sposób potraktować Cheese'a, to przyznać muszę że przynajmniej został fajnie zobrazowany i dobrze zagrany. 5/10 leci ode mnie do ankiety.