ByczekPazerny

Brony
  • Content count

    253
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

401 Wzorowa

About ByczekPazerny

  • Rank
    Postentuzjasta
  • Birthday 08/22/1988

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Myślenice
  • Zainteresowania
    Nic na poważnie. W ramach wyjątku filmy dramatyczne.
  • Ulubiona postać
    Applejack, Rarity, Luna, Spike, Fluttershy, Trixie

Recent Profile Visitors

1,813 profile views
  1. A co to się stanęło? Jestem mile zaskoczony serią udanych odcinków które miałem przyjemność ostatnio oglądać. Ten zdecydowanie się do nich zalicza. Na pierwszy plan wkraczają Celestia oraz Luna - całkiem fajnie, ale nie do końca. Ale o tym będzie później. Największą zaletą epizodu jest liczba postaci, wliczając w to zarówno epizodyczne poni, jak również dawno nie widziane persony, przykitrane w niektórych scenach. To głównie zasługa piosenki, całkiem miłej swoją drogą. Scenariusz jest mocno przewidywalny, co gra na niekorzyść, ale wielość scen humorystycznych delikatnie to rekompensuje - jest to jeden z tych odcinków przy którym można głównie się pośmiać oraz doszukiwać ukrytych smaczków i aluzji. Szkoda że problem jaki zakiełkował pomiędzy Dwiema Siostrami był błahy i nieoryginalny, a morał w "Between Dark and Dawn" stanowi jedynie pretekst dla producentów na stworzenie luźnego i wielobarwnego epizodu z Luną i Celestią w rolach głównych. Większość fanów prawdopodobnie chciała zobaczyć materiał im poświęcony, i wyszedł właśnie taki, lecz według mnie szkoda iż wątki obydwu księżniczek nie zostały rozdzielone. Wolałbym obejrzeć dwa odcinki, z czego każdy poświęcony innemu alicornowi. Być może byłyby dzięki temu nieco ambitniejsze, mniej infantylne i jakoś uzupełniały obie postacie na zakończenie kreskówki. Obawiam się że limit na Królewskie Siorki został już wyczerpany, i koniec końców w serii IX dostaniemy już tylko ich drugoplanowe wystąpienia. Wystawiam ocenę 7/10. Nie wiem co mam powiedzieć o drugim planie "Between Dark and Dawn". Lubię oglądać kooperujące M6 oraz Kolca, cieszyłem się na wieść iż zostanie wypuszczony taki epizod, ale prawdę powiedziawszy niezbyt dobrze to wypadło. Być może bez ich wątku odcinek byłby mniej absorbujący, ale sceny z ich udziałem były dzikie i chaotyczne, robione po trochę na skróty. No cóż... ważne że ze wszystkiego można się uśmiać, a Rarity strzelająca focha za każdym razem wywołuje u mnie niemałą bekę.
  2. Jak dla mnie bomba. Widowisko bardzo mi się spodobało, głównie za spójny scenariusz, występujące postacie i całkiem udane wprowadzenie elementów dramatycznych. Odcinek ten polecił bym niektórym autorom jako wzorcowy, niechaj czerpią z niego i uczą się jak pisać epizody ciekawe, logiczne i zwięzłe. "The Last Crusade" to również materiał okraszony smutnym wątkiem nadchodzącej, nieuniknionej rozłąki - oczywistym było że całość zakończy się typowym dla tego serialu happy endem, czego byłem w pełni świadom, jednakże nie wytrzymałem gry na moich emocjach i przyznać muszę iż niektóre sceny naprawdę mnie wzruszyły. Uwielbiam kiedy twórcom udają się takie zagrywki, co bardzo podnosi ocenę tego epka. Chyba nie byłbym sobą gdybym nie wspomniał o morale. Jest on jak dla mnie lekko dyskusyjny. Problem utraty bliskich przyjaciół dotyczy chyba nas wszystkich i jest to kwestia dosyć uniwersalna, z tym że tutaj mamy raczej mniej ogólny przypadek, a chodzi o znany mi głównie z amerykańskich filmów problem ciągłego zmieniania miejsca zamieszkania, a co za tym idzie opuszczania ważnych dla nas osób i szukania sobie nowych znajomości. Znacie to może? Model rodziny będącej w ciągłej pogoni za karierą, gdzie dzieci muszą godzić się na cykliczne zmiany miejsca pobytu, i dla swoich opiekunów stanowiąc niekiedy kulę u nogi. Pojawienie się rodziców Scootaloo i ich plany względem młodej zapoczątkowują właśnie taki kłopot, i moim zdaniem jest to clou tego odcinka. Dlatego myślę iż zakończenie jest nienajlepsze bo nieedukacyjne a bardziej życzeniowe, trudne do zrealizowania w prawdziwym życiu i rodzi we mnie obawę na wzniecanie nadziei u dzieci które na własnej skórze odczuwają taki dyskomfort. Lecz w ich przypadku szansa na tak szczęśliwe zakończenie jest znikoma. Nie jestem super zadowolony z końcowego obrotu spraw, i pomimo epickiego rozmachu ostatniej sceny to morał jakoś mi nie podszedł. Daję 9/10. Odcinek zostaje moim drugim ulubionym w tym sezonie. I co to będzie z tym małym Kurczakiem? Koniec serialu, połowa ostatniego sezonu, odcinek jej poświęcony, a tutaj nadal ni chu chu podboju przestworzy. Czyli kiedy w końcu jej się uda, i czy w ogóle? Prawdę powiedziawszy wątpię w to żeby Hasbro chciało tak bezpardonowo wyskubać Scootaloo z realizacji największego marzenia. Wychodzi na to że prawdopodobnie poczekamy z tym do odcinków finałowych, co nie wróży dobrze, bo było by kolejnym składnikiem w zupie która już teraz zapowiada się lekko niestrawnie. Wątek Nielota został by wtedy najpewniej mocno skrócony, przez co pozbawiony uczucia dopełnienia i satysfakcji. Chyba że producenci szykują jeszcze jakiś epek poświęcony CMC, ale czy taki nie powinien zostać oddany dla Sweetie Belle?
  3. To jest dobry odcinek. Tak dobry że umieszczam go gdzieś w top 3 epków tego sezonu. Co prawda początek nieco mnie zamulił, jednakże po kilku minutach zacząłem się wciągać i raczej nuda mi nie towarzyszyła. Epizodyczne postacie dostały swój czas w serialu i moim zdaniem wszystkie z nich wypadły nader dobrze. Serio, bawiłem się przednio i zaryzykował bym twierdzenie iż z chęcią poświęcił bym kolejny epizod na rzecz tych właśnie bohaterów, jeśli miało by wyglądać to tak jak w "Student Counsel". Jest z czego się pośmiać, jest akcja (której moim zdaniem ostatnimi czasy w MLP jednak brakuje), ładne scenografie i fascynujący klimat. 8/10, bez wazeliny. Morał raczej suchy, i pojawia się również kilka wkradających się głupotek - drobne minusy które sprawiają iż ocena wyższa być nie może. Cieszyłem się na odcinek poświęcony GlimGlam i Trixie, ale właściwie takim nie był. To raczej materiał oddany pod występ przede wszystkim Starlight, co nieco mnie rozczarowało. Jednakże wykonanie i całościowe show kolorowej brygady okazały się na tyle dobre że nie mam prawa narzekać - po trochę polubiłem nawet tych którzy przy poprzednich odsłonach doprowadzali mnie do zażenowania. Mam na myśli między innymi Mudbriara który udowodnił że nie jest aż tak wyjałowiony z emocji, a jego sztywność to jednak całkiem zabawna cecha. Kuroliszki też były fajne, i przyznać muszę że niebezpieczne są to kreatury. Nie o samo petryfikowanie chodzi co o agresję i nieustępliwość. Na szczęście całkiem głupie to to, i idzie się przed nimi schować za bramą w rozburzonej ścianie.
  4. Mhm, mi się podobało ale rewelacja sezonu to to nie jest. Fajny odcinek o rodzinie, dojrzewaniu i pracy sadownika. Nie mam na szczęście do czego się w tym epizodzie przyczepić, ale elementów zasługujących na pieśni pochwalne w zasadzie też nie widzę. Ok, miło zrobiło się gdy w retrospekcji pokazali rodziców AJ - w końcu zobaczyłem jakąś interakcje pomiędzy Pear Butter i Bright Mac'iem a ich potomstwem, i mi się tak jakoś ciepło na sercu zrobiło. Szacuneczek za to. Mały smaczek, ale smaczny, lol. Występujące postacie dają radę, są wyraziste i zgodne ze swoją charakterystyką, dzięki czemu jest zabawnie ale bez uczucia naciągania niektórych kwestii czy przerysowywania scen. Mnie najbardziej rozbija scena kiedy Goldie próbuje kopnąć w drzewo i średnio jej to wychodzi, ale zaśmiałem się kilkanaście razy w przeciągu całego odcinka, tak więc taguję go jako całkiem śmieszny i przyjemny. Morał z kolei nie był zbyt istotny, trochę bezsensu i właściwie wpleciony został chyba wyłącznie z samej konieczności pojawienia się takowego, lub prawdopodobnie producenci chcieli stworzyć epek oparty o właśnie taką konkluzję i machnęli całkiem fajny produkt który swoją puentę zwyczajnie przyćmił. Dodam tylko że niepokojąco zaspany Big Mac od samego początku wydaje się być kluczem do końcowego rozwiązania zagadki - obrazowanie go non stop jako gapowatego i sennego nie jest właściwe dla tej postaci i widać jak na dłoni że to celowy zabieg. Barwnym elementem "Going to Seed" jest legenda o Siewczym. Fajna, podoba mi się, a sam mityczny lejen też wydaje się dosyć spoko. Taki... pokemon. 7/10 ode mnie. Starałem się ocenić materiał możliwie jak najbardziej obiektywnie, bo osobiście jestem zadowolony że pojawił się w końcu epizod poświęcony AJ, czy właściwie rodzinie Apple. Szczerze powiedziawszy to miałem ochotę na coś bardziej spektakularnego, żywiołowego, ale na moje nieszczęście było raczej średnio efektownie. Szkoda, i obawiam się że w tym sezonie innych epków z Jackie na pierwszym planie już raczej nie uświadczymy, zważywszy jak wiele charakterów czeka na poświęcenie im uwagi. Obym się mylił.
  5. @Terenet Ciekawe, faktycznie. Po pierwsze kiedy piszesz o tych wszystkich potworach to jest to warte zastanowienia. To jedna z kwestii która wydaje mi się całkiem możliwa - iż Grogar zechce użyć do walki swoich dawnych pomiotów. Druga teza którą przedstawiłeś i która wydaje mi się sensowna to skłócenie, lub rozdzielenie M6 i innych, stojących bardzo blisko nich postaci. I rola jaka przypadłaby wtedy uczniom szkoły. Trzecia rzecz to przemiana drzewa w rezydencję. Może się okazać że jej wnętrze chroni przed mroczną magią złowieszczego koziołka, i będzie jedynym miejscem do którego przy pomocy kuli zajrzeć nie zdoła. Co do reszty to ciężko mi stwierdzić, między innymi dlatego że nie oglądałem jeszcze wszystkich odcinków. Nie lubię snuć domysłów, jestem w tym raczej kiepski, jednak mam pewne teorie. Według mnie trójca Cozy - Tirek - Krysia zostanie resocjalizowana, przy czym ta pierwsza dwójka prawdopodobnie poprzez pogłębienie więzi między sobą i/lub pojawienie się Scorpana. Ktoś z grona twórców popełnił jakiś czas temu wypowiedź że nie wszyscy antagoniści dostąpią rozgrzeszenia, z tym że słowa te już uzyskały potwierdzenie na przykładzie Sombry, to też widmo nawrócenia wisi nad pozostałymi złodupcami. Do tego Grogar musi wiedzieć iż jego podopieczni kręcą na nim wała, bo jeśli nie... to cóż - dupa z niego a nie madafaka. Kiedy tak spojrzeć na wszystkie sezony wstecz i policzyć możliwości obronne Equestrii oraz ilość i jakość postaci które opowiadają się po stronie dobra to kim musiałby być ostateczny antagonista żeby móc w ogóle myśleć o chociaż połowicznym sukcesie? Liczę że jest to gracz z numerem 1, bo jeśli nie to grozi nam słabe zakończenie. Podzielę się z wami jeszcze rozterką. Otóż martwię się o końcówkę. Gdy myślę o tych wszystkich postaciach na których występ wiele osób liczy, na domknięcie niektórych wątków, wyjaśnienie nowych tajemnic czy chociażby pełniejsze przybliżenie postaci Grogara, to nachodzi mnie obawa iż producenci ponownie pokuszą się na kompresowanie tego do 40 minut... Byłoby to niesamowicie słabe posunięcie, co widać chociażby na przykładzie pierwszych odcinków obecnego sezonu. Jeśli twórcy nie przeznaczą na finał więcej jak standardowych dwóch epizodów to obstawiam iż danie główne na które wielu z nas czeka okaże się pstrokatą, nieapetyczną kaszanką. Przepraszam za ten grafomański i niespójny post, ale ostatnio myśli mi się nie kleją.
  6. @Lemi To się nadaje na mem. Ekstra.
  7. Według mnie ten odcinek to zwyczajna sztampa. Gdyby nie to że akcja dzieje się na smoczej ziemi, a jej podstawowymi bohaterami są smoki to epizod nie zabłysnął by niczym ciekawym. No cóż, właściwie to pomimo tego jakoś super wciągający nie był. Spłynął po mnie jak woda po kaczce. Pewne scenki humorystyczne nieco mnie rozerwały, ale nie były dostatecznie zabawne bym mógł wysoko podnieść ocenę. "Sweet and Smoky" dostaje ode mnie 6/10, bo jest bez polotu, tylko trochę zabawny, ale przy tym nie spartaczony. No i temat wydaje mi się chyba nowy... Lubię smoki i ich agresywne zwyczaje. Według mnie te wulgarne zachowania i chamstwo względem siebie są śmieszne i stoją w fajnej opozycji do filozofii małych kucyków. Mają swoją chorą fantazję, i ciesze się iż tak uparcie się nią kierują. Dzięki temu każdy odcinek z ich udziałem daje pewną lekcję - bo te gadziny są uosobieniem ludzi którzy adaptują się do groźnego i szorstkiego środowiska poprzez przyswajanie i późniejsze przerysowywanie jego cech, tak by być na wierzchu i nie dać się zjeść. Ukrywają przy tym swoje drugie oblicze, i najzwyklej w świecie boją się przełamać. Tutaj na przykładzie Garble'a widać to jak na dłoni, ale prawdę powiedziawszy to odkąd smoki pojawiają się w serialu (mam na myśli te młodociane, bo dorosłe już prawie w ogóle nie przypominają swoich bękartów) to zawsze miałem wrażenie że właśnie takie są - nauczone chamstwa, lecz niekoniecznie nim przesiąknięte. Znam to z życia. Fluttershy, Spike, Smolder, Garble - wszyscy oni zaliczyli w tym odcinku fajny występ. Z tym że ta pierwsza była najlepsza w całym zestawieniu. Stawiam że gdyby nie jej memiczne pyszczki i harda postawa to odcinek byłby gdzieś o połowę mniej zajawkowy.
  8. @Bleflar Skoro grasz w RPG to zapraszam i zachęcam do szerszej wypowiedzi w tym temacie -
  9. Zgadzam się z moimi przedmówcami - to było świetne. Ogromna świeżość spłynęła na mój zakwaszony łeb. Niemal wszystko zagrało tak jak powinno - akcja postępowała lekko i płynnie, odcinek zmieścił w sobie dużo śmieszkowych sytuacji, co jest z pewnością zasługą niesztampowych głównych bohaterów, i piosenka (na którą liczyłem i mogłem postawić 10zł że taka się pojawi) była ekstra. Rześkość wylała się z tego epizodu i jestem bardzo zadowolony. Można powiedzieć że szkoda iż scenarzyści nigdy wcześniej, w poprzednich sezonach nie wypróbowali podobnego zabiegu. Odznaczam ten odcinek oceną 9/10. Jest z pewnością najfajniejszym w serii IX. Niestety nie mogę dać wyżej. "Frenemies" to spojrzenie z drugiej strony, z daleka od M6, Starlight, Kolca i innych nałogowców friendshipu, co w dużym stopniu przysłania delikatne wady epka. Wydaje mi się również że gdyby na pierwszy plan wypuścić Twilight i jej podopieczne to nie obeszłoby się bez skojarzeń ze starszymi odcinkami, czyli jakoś super awangardowy ten epizod nie jest Dla mnie osobistym powodem do podjarki jest duet Tireka i Cozy Glow - jednych z moich ulubionych postaci. Rozumiem że tego typu zestawienia pojawią się w różnych serialach dosyć często i nie jest to ani trochę oryginalne, ale poni universum wcześniej takowego nie miało. Od zawsze lubiłem czerwonego centaura, dokooptowali do niego jakąś małą, bzyczącą muchę która przecenia swoje możliwości, dzięki czemu osobowość antagonisty z S4 została całkiem fajnie rozbudowana. Widać koleś ma podejście do życia niczym typowy paker - masa, masa i jeszcze raz masa - całowanie swoich bicków to zupełne tego potwierdzenie. xD Krystyny nigdy nie darzyłem jakiś szczególnym uczuciem, ale w wypadku tego trio cieszę się że w nim jest, bo też wypada na swój sposób spoko i zabawnie. Jestem tego samego zdania. Nie można inaczej wytłumaczyć dziwnego i nagłego pojawienia się tak dużego antagonisty w postaci... dziecka. Z tym że podejrzewam iż motywy będzie miała słabe, bo jej twórcy prawdopodobnie nawet nad nimi nie myśleli. Niestety, ale mam również pewne obawy co do całości sezonu - jest to seria finałowa, zależy mi więc na tym aby zakończyła się odpowiednio epicko, z rozmachem i wybuchającymi emocjami. Jednak puki co Grogar rozczarowuje. Ma zostać największym złodupcem serii ale jak na razie zebrał wokół siebie grupę komediantów, a sam prezentuje się bardziej niczym szef obwoźnego cyrku aniżeli poważny artysta. Nie wiem, ale może to ja nie zdążyłem jeszcze odczytać jego niesamowitych planów. Myślę że jeśli da zrobić na sobie wała z tym dzwonem to wyjdzie na totalnego celebanta, zważywszy iż posiada kryształową kulę w której może zobaczyć (chyba?) niemal wszystko.
  10. Okej. Fajne epek, ale oglądało się lepsze, co nie? Odcinek solidny i wyważony, jednakże nudnawy. Niczym szczególnym mnie nie zaskoczył, ale nie skaleczyłem się na nim, dlatego też zostawiam jego temat bez większego zachwytu i nachalnej niechęci. Wydaje mi się tylko że mogło być naprawdę lepiej, bo po opisie odcinka zacząłem liczyć na coś o wiele fajniejszego i ciekawszego - że moment potańcówki będzie trzonem całości, jak to miało miejsce w "Make New Friends But Keep Discord". Niestety, bal był zrobiony bez szału, i zamiast porywającej akcji na imprezie scenarzyści zbudowali epizod przy użyciu nudnych scenek nauki tańca, pieczenia i zjadania zielonego badziewia. Z drugiej strony śmiechłem sobie kilka razy. 7/10 to uczciwa ocena.
  11. Również zapodałem swoją odpowiedź. Mam nadzieję że podzielisz się wnioskami z tej ankiety.
  12. Długo zastanawiałem się jak to ocenić, aż w końcu obejrzałem drugi raz. Myślę że odcinek zasługuje na 7/10. Moim głównym zarzutem wobec niego jest to iż jest bardzo mało śmieszkowy. Nie ma w nim prawie w ogóle scen które nagoniły by na moją mordę solidnego banana. Hmm, jak się zastanowię to wyliczę dwie, lub może trzy. A lubię ten serial między innymi za poczucie humoru którego w tym epku było bardzo mało. Oczywiście rozumiem że problematyka "Common Grounds" nie ułatwia wplatania do scenariusza komizmu i luźnej narracji, ale chłosta należy się głównie nie za brak komediowych scen co bardziej za słabość i miałkość tych ukazanych. Momenty które w założeniu miały być komiczne przekształciły się w po trochę tragiczne bądź najzwyczajniej czerstwe. Za to wpada duży minus. Jeśli o tematykę chodzi - jest ciekawa, nowa ale również trudna. Po pierwsze chciałbym nadmienić iż wątek szacownego Quibble Pants'a jest dobrze zbudowany. Wczułem się w los tego koleżki i w prostym, ludzkim odruchu zacząłem trzymać jego stronę. Dostrzegam jednak pewien zgrzyt: czy docelowi odbiorcy - dzieci, będą w stanie zrozumieć i wczuć się w sytuację głównych bohaterów? Odnoszę wrażenie że odcinek skierowany jest bardziej do dorosłych widzów, bo przecież to Qubbile Pants dostaje lekcję życia i to w jego przypadku dochodzi do przemiany. Obawiam się że najmłodsi widzowie, bez pomocy osób starszych, będą mieli problem z doszukaniem się puenty. Jako plusy chciałbym wymienić: dobry scenariusz, fajną reżyserię, epizodyczne postacie (które osobiście lubię) i oryginalny pomysł. Twórcy przesadzili jedynie z powagą, lub nie mieli pomysłu na lepsze żarty. Wyszło spoko, bo dosyć ambitnie, ale utraciwszy jeden z głównych atutów serialu, tj. poczucie humoru.
  13. Ten materiał to nie najgorszy średniak, ale nieprzygotowanych może uśpić. Akcji nie ma tutaj niemal wcale, jest nudno i trochę jakby nieciekawie. Przez całe 20 minut nie odrywamy się od poczynań Twilight i Spike'a, i czy się lubi te postacie czy też nie jeśli chce się obejrzeć do końca to trzeba się z ich obecnością pogodzić. Kolorytu dodają stare i nowe lokacje, swoją drogą wykonane bardzo ładnie, oraz obecność dawno niewidzianego kucyka. Było oczywiście kilka drobnych akcji w stylu "fuck logic", ale nie były bardziej rażące niż w wielu innych odcinkach, dlatego odpuszczam sobie piętnowanie ich. TS również nie przekroczyła w tym epizodzie granic histerii i była dla mnie raczej zabawna niż irytująca, to też upiekło jej się. Kolec był z kolei dosyć dziwny - chłopak najwyraźniej nabrał w końcu dużego dystansu do napadów paniki swojej właścicielki, bo o wiele częściej niż zwykle szydzi z jej zachowania. Ciekawe, ale niezbyt mi to do kolesia pasuje. "The Point of No Return" dostaje ode mnie 6/10 bo jest niezbyt ciekawym, sennym i zbyt mało urozmaiconym odcinkiem, do którego wrócę pewnie tylko raz, gdy zjawi się polski dubbing. Nie jest jednak spartaczony, głównie dlatego że jest dobrze wyważony i nie rozbuchany na siłę. Ot, perfekcja przeciętności. Zakończenie było fajne, puenta też spoko. Wątpię oczywiście aby rzutowało to na zachowanie Twilight w przyszłości, ale cieszę się że los zagrał jej na nosie i chociaż raz mogłem zobaczyć jak dociera do niej sygnał krytyczny wobec jej manii perfekcji i nadmuchiwania sztucznych problemów. P.S - wącham książki, a najbardziej lubię zapach nowych egzemplarzy.