I coś więcej jest^^ Jade dziś na spowiedź na drugi koniec województwa, nie znając w ogóle drogi etc. Po 2 godzinach jazdy pociągiem jestem w danej mieścinie, totalna wiocha, udało mi się dorwać jakąś żywą duszę i pytam o drogę, okazuje się,że dany klasztor jest oddalony troche kilometrów, a tu śnieżyca i mam tam dojsc pieszo z dużą wątpliwością,że w ogóle tam trafię...tylko wychodze na drogę i nagle coś mi trąbi, jakiś facet i się pyta czy zmierzam do Marianów, co potwierdzam. i facet mnie podrzucił^^ A i wracać też pieszo nie trzeba było, bo mnie ksiądz podrzucił na stacje^^ Alleluja Chwalmy Pana!