Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Cahan

Moderator
  • Content Count

    3,834
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    90

Posts posted by Cahan


  1. I kolejny rozdział za nami. Tym razem przyszło nam śledzić przygody Au oraz Erynii (NAJLEPSZA POSTAĆ!). Wróciło też trochę starych znajomych, a także poznaliśmy zupełnie nowych bohaterów i to jakich.

     

    Wątek Au zaczyna się od tego, że wiemy, że jest w gryfiej niewoli, ale przede wszystkim dowiadujemy się jak tam trafiła. I powiem, że to było mocne, emocjonalne, smutne, dramatyczne. Pełne napięcia i świetnie poprowadzone. I to pomimo tego, że przecież wiedziałam jak to się musi skończyć. To dobrze świadczy o kunszcie autora, że mimo wszystko nie patrzy się na serię wyborów między dżumą a cholerą obojętnie i cały czas podświadomie liczy, że może jednak dostaniemy dobre zakończenie. Mocne, bardzo mocne i emocjonalne.

     

    No i gryfy. Bardzo sympatyczne gryfy i nietypowy rozdział. Przyznaję, że chciałabym się dowiedzieć o nich więcej i o tym co zaszło w ich historii, że się przejmują. A także jak to wpłynie na cały świat "Wiedźmy". Bardzo ważny twist fabularny. Pytanie co dalej. Zarówno dla chimer, dla świata jak i dla Słowiczki.

     

    W wątku Erynii też mamy coś mocnego i bardzo ważnego, choć był on zdecydowanie spokojniejszym POV, ale wciąż czytało się to przyjemnie i wartko. Ogółem odnoszę wrażenie, że to jest ten moment, kiedy ścieżki poszczególnych bohaterów zaczną się znowu ze sobą łączyć.

     

    Dialogi i opisy były naprawdę przyjemne. Klimat się lał, podobnie jak nastrój i napięcie. Ogółem zazdroszczę tej umiejętności lekkiego, czasami nawet żartobliwego pisania bardzo poważnych momentów. Czuć taką swojskość, jak u Sapkowskiego, nawet kiedy dzieją się dramatyczne rzeczy, a czytelnikowi niekoniecznie jest do śmiechu. Ciekawa, dobrze wyważona mieszanka.

     

    • Like 2

  2. Przeczytane. Czemu dopiero teraz? Niechcący przegapiłam publikację opowiadania po jego korekcie, ale postanowiłam naprawić ten błąd. W ogóle dziwne, że nikt tego jeszcze nie skomentował (poza jury w plikach konkursowych) i to mi, po takim czasie, przyjdzie rozdziewiczyć "Willensvolk". Uprzedzam, że znajdziecie tu spoilery już od trzeciego akapitu mojego komentarza, więc jeśli nie czytaliście, to ostrzegam.

     

    Zacznę od tego, że mi się podobało. I że forma jest zła, niestety. Wytrąca z czytania, czasami wręcz irytuje. No i rujnuje klimat, bo czytając "Willensvolk" cały czas widziałam jak to opowiadanie mogło wyglądać. Klimat mógłby się z niego wprost wylewać. No, ale dość tego znęcania, bo mimo wszystko bawiłam się dobrze.

     

    Sama fabuła jest prosta, ale dobrze poprowadzona. Pozornie ma jeden wątek, faktycznie trzy. Niemal do samego końca nie wiadomo co się dzieje i jak potoczy się akcja. To duży plus, bo obawiałam się, że okaże się inaczej. To w końcu polowanie na smoka, nie? Zaletą jest już to, że nasi łowcy zakonni sami w tego gada nie wierzą, bo ganiają za nim od 5 lat i dowodów brak. Nie ma strachu, nie ma pogorzelisk, porwanych dziewic. Znikają krowy i świnie, tyle. Zagadka.

    Przyznaję, że spodziewałam się, że smoka nie ma, a gryf prowadzi ich w zasadzkę - o czym sami bohaterowie pomyśleli, bo cały opis smoczych zwyczajów brzmiał jak farmazony. Czemu? Smoki to wielkie, skrzydlate bestie, które zioną ogniem. Jak one czysto fizycznie miałyby się kryć w gęstych lasach i do tego w nich skradać? Takie coś mógłby wymyśleć tylko ktoś, kto opiera się na przekazach kogoś, kto nie wie o czym gada lub nigdy nie łaził po lesie, zwłaszcza gęstym. 1. Smok albo by się blokował. 2. Albo las bardzo szybko przestał być gęsty i zapewniać schronienie - powalone drzewa, zniszczona ściółka, zmiażdżone krzewy. 3. Nie mówiąc o hałasie.

     

    Kolejną kwestią są metody polowania na smoki -  mam mieszane uczucia. Podoba mi się, że nie ma to nic wspólnego z rycerską fantazją o dzielnym smokobójcy, tylko raczej przypomina kaźnię nad przerażoną istotą, która chce żyć. To z szyją fajne i ciekawe, ale z sercem... Nieszczególnie - gruba warstwa łusek, klatka piersiowa i potężne mięśnie. No i samo ukrwienie serca i tego rejonu, o ile nie właduje się włócznią w samo serce, nie rozwali aorty, pnia płucnego, żył płucnych czy żyły głównej, to średnio to widzę. Bo tętnice wieńcowe odchodzą bezpośrednio od aorty, a ta wychodzi z lewej komory, więc wychodzi na to,  że trzeba walnąć w samo serce, a nie okolicę. Ogólnie brzmi bardzo jak coś, co ma bardzo nikłe szanse na powodzenie - trzeba dobrze trafić - dużo trudniejszy dostęp niż u człowieka, przebić się i nie zablokować na żebrach. Jakbym miała polować na smoki, to skupiłabym się na oczach i błonach skrzydeł - z pociętymi gekon spadnie i się zabije.

     

    Swoją drogą, jak z inteligencją smoków w tym uniwersum? Bo z jednej strony są rozumną rasą i to do tego stopnia, że mogą być świetnymi, mądrymi władcami, a z drugiej Ira miał być przynętą, bo dostał maskę. Smok miałby pomylić źrebaka z dorosłym gryfem? Ogółem trochę żal mi jaszczura, bo na łamach "Willensvolk" nic złego nie zrobił, po prostu się bronił, a i pewnie czasem zeżarł jakąś krowę. Zakonników rozumiem, bo religia, ale motyw gryfa mnie intryguje.

     

    To wszystko sprawia, że zastanawiam się, czy to przeoczenie, czy kryje się za tym coś więcej. Wydaje mi się, że raczej to drugie.

     

    Dialogi czytało się świetnie, było trochę powagi i trochę humoru. Ogółem, dobrze pokazywały charaktery bohaterów (może poza rzekomym talentem do opowiadania Jeimsa - to nie wyszło), wypadały naturalnie. To one skradły mi serce, podobnie jak kreacja postaci.

     

    Dobrze znowu zobaczyć znanego nam z "Władców Wiatru" Irę, uwielbiam tego kucyka, jest cudowny, a jego występ to ZŁOTO. Dowcipny, wbrew pozorom całkiem bystry i przeuroczy. Chętnie poczytałabym o nim jeszcze więcej, bo zwyczajnie poprawia mi humor. Szczerze mówiąc, to nie spodziewałam się niektórych rzeczy, których się o nim dowiedziałam z tej części "Koła Historii" i podobały mi się te informacje.

     

    O opiekunie best boya powiem jedno - jego kij w rzyci, wyprodukowano w tej samej fabryce, co tej wrednej mały z Ellenois i to na tej samej linii produkcyjnej :D. Nawet mi go jakoś specjalnie szkoda nie było.

     

    A co z resztą bohaterów? Jeims i Hugo nawet wzbudzili moją sympatię, ich zmagania ze smokiem, zwykłe, ludzkie zachowania. Powiedziałabym, że po prostu są w porządku.

     

    Gryf był intrygujący, tajemniczy i sympatyczny, ale ja w ogóle lubię tę rasę w Kole Historii, szczególnie, że nie przepadam za Kościołem Harmonii i całym tym Mandatoniebiosowaniem. Może nie jest on złem-złem, ale... Nie potrafię tego do końca wyrazić. W przypadku gryfów już poprzedni rozdział nam pokazał, że rządy Luny w sumie to poprawiły sytuację w Alemanii, jak bardzo kontrowersyjne i moralnie wątpliwe by one nie były.  Myślę, że osoba czytająca "Willensvolk" musi najpierw zaznajomić się z "Grzechem" jeśli chce się orientować, o co tu w ogóle chodzi.

     

    Sama akcja i walka mnie nie urzekła, głównie dlatego, że to są chwile, kiedy brak pięknej formy potrafi odbić się najbardziej. Myślę, że trochę szpachli i to będzie inny fanfik. Lepszy, przyjemniejszy w odbiorze, wygładzony i ociekający klimatem.

     

    Czekam na kontynuację i życzę powodzenia :D

    • Upvote 1

  3. @Hoffman

    Odnośnie scen walki, to przyznaję, że też miałam wątpliwości czy nie są za długie zważywszy na to z jaką siłą mierzą się bohaterowie, ale prawda jest taka, że całe starcie 

    Spoiler

    Trwało tak naprawdę chwilę - może ze 3 minuty, które w ogniu pojedynków stały się dla bohaterów znacznie dłuższe. A i nieumarły król (swoją drogą, w rozdziale raz pada jego imię, ciekawe, czy ktoś je znajdzie xd) potrzebował żywych ofiar i żywego nekromanty. Trupy średnio nadają się do rytuałów. Awful przeżył tylko ze względu na natychmiastową kauteryzację rany. Swoją drogą, rozważałam zabicie go w tej wersji. Jest tyle różnych zgonów, które chciałabym wcisnąć do tego fanfika, trzeba je gdzieś rozdysponować.

     

    Pozostaje też kwestia mechaniki walki w tym świecie, ale myślę, że tu pewne kwestie przyniosą kolejne rozdziały. Podobnie jak to czym jest Amulet Alikorna.

     

     

    Z ciekawości - czytałeś kwestie po łacinie?

     

    A także:

    Spoiler

    Czy domyślasz się kim był Manetenebras?

    Oraz czym były trzy wizje w koszmarze?

     

    • Upvote 1

  4. 28 minut temu, Sapphire Scroll napisał:

    W sumie powinienem był napisać, że fanfik został napisany na konkursie speedwritingowym, więc też go z góry oceniłem inaczej. Myślę, że biorąc to pod uwagę, 5/10 jest przyzwoitym wynikiem.

    Szczerze mówiąc, to wygląda na coś pisanego na szybko, co ma jakiś przyzwoity szkielet, ale nie zostało dopieszczone. Także to by wiele wyjaśniało.


  5. Przybyłam tu, ponieważ dostrzegłam tag [gore] w dziale ogólnym, a dla takich opowiadań nie ma tu miejsca - powinny trafić do My Little Necronomicon. Ale mam w zwyczaju sprawdzać o co chodzi, zanim przystąpię do szpadlowania. I powiem tak -  gore to to nie jest. Horror też nie za bardzo. Zmień tagi na [dark] i [violence].

     

    Sam fanfik jest raczej słaby, ale nie aż tak jak się spodziewałam po czymś z takimi tagami i tytułem. Nie jest zły-zły, tylko czegoś mu brakuje. Może to przez tłumaczenie, które jest często niezgrabne, zabrakło mu korekty i prereadingu, może przez to jak został napisany oryginał, ale po prostu brakuje tu klimatu, emocji, a bohaterki wydają się dość płaskie. Nie czuć wcale, że to siostry Apple. Ale pomysł wydaje się spoko, klimat miejscami nawet przebija, szczególnie w ostatnim akapicie, który mi się spodobał, po prostu... Cały początek, próba stworzenia horrorowej atmosfery, wywołania niepokoju, etc., co najwyżej zalatuje wstępem do kiepskiego opowiadania typu gore, a nie czegoś przerażającego. I jak dla mnie głównie to psuje całość. Za szybko, za krótko, bez dobrej podbudowy. Ale dałabym temu i tak takie solidne 5/10.


  6. 24 minuty temu, Lemur napisał:

    Lemur, taktyczny obserwator wątku

    Tak na przyszłość: w górnym, prawym rogu tematu masz opcję obserwuj. Proszę z niej korzystać, bo forum to nie facebook i pisząc tu posty, powiadomień nie dostaniesz.

     

    2 godziny temu, Vengir napisał:

    Dodatkowo jeden z moich znajomych niepowiązany z FGE zobowiązał się do przekazania informacji na serwer ET, gdzie również był podobno poruszany ten temat.

     

    Eeeeee, co? Aż sprawdziłam konfę i owszem, info pojawiło się u nas na offtopach. Ale nie wiem, czy "o wiki, spadło z rowerka" można nazwać poruszeniem tematu. Szczególnie, że ta inicjatywa dogorywała od lat przed upadkiem, niestety. A czasy świetności przeżywała raczej u zarania polskiego fandomu niż później. Jako redakcja, nie wiedzieliśmy, że mamy coś z tym zrobić, ani do kogo pisać. Nie prowadzimy też newsów ze świata, ze względu na nasz cykl wydawniczy (artykuły są napisane parę tygodni przed publikacją numerów).


  7. Jakbym była osobą z zewnątrz, to powiedziałabym, ze wygląda dużo lepiej niż G4. I chyba jest to najlepsze CGI jakie mogliśmy dostać. Ogółem zapowiada się bardzo fajnie, na pewno lepiej niż "MLP: The Movie". Dobrze, że nie wybrali wersji "robimy Mane 6, ale jeszcze raz i zmieniamy im rasy". Powiązanie z G4 w takiej formie też na plus, bo to z jednej strony coś nowego, a z drugiej nie wypinają się na wszystko co mieli do tej pory.

     

    No i ogromny plus, za nieco bardziej realistyczne kucyki może w końcu ludzie przestaną rysować pysk z profilu, kiedy twarz jest z półprofilu. Przypominają mi nieco G2, a to była moja ulubiona generacja pod względem wizualnym.


  8. Okej, przeczytane, więc wypadałoby skomentować. Ale najpierw powiedz mi jedno - to w końcu seria czy wielorozdziałowiec?

     

    W każdym razie opowiadanie jest... Jakby napisała je Rarity. Brakuje tu ghatorryzmów, szalonych żartów i pomysłów, które dodałyby całości pewnej iskry. To grzeczny do bólu fanfik, rzekłabym, że wręcz nudnawy. Raczej sięgnę po kolejne części, ale początek niestety nie powala, a szkoda, bo spokojnie mógłbyś z tego stworzyć genialną komedyjkę. Jeśli przy pisaniu przyjdą Ci do głowy jakieś głupie pomysły, niesmaczne i złośliwe żarty, to ładuj je jak leci. Bo to właśnie one sprawiają, że Twoje komedie są takie świetne, dobrze się starzeją i się o nich pamięta.

     

    Jest Trixie, którą przedstawiono tu wręcz jako anioła, który nie oszukuje, nie kosi naiwniaków, a i lituje się nad złodziejką (i to więcej niż raz). I zastanawia się, co Starlight by zrobiła. Obawiam się, że serialowa Starlight, to zrugałaby smarkulę z góry do domu i zwinęła gdzieś ze sobą. Pomogłaby jej, ale powstrzymała przed dalszymi szkodami. Tymczasem błękitna czarodziejka... Zachowuje się bardziej jak Twilight albo zaginiona siostra Fluttershy. Powinna być chyba bardziej zła, szczególnie, że po Bingo nie widać, że żałuje. Młoda pegazica wydaje się arogancka, bezczelna i amoralna. Nie potrafię jej współczuć po tym fanfiku. Nie mogę kupić jej tłumaczeń i wymówek. Jeśli miała być kimś więcej niż złodziejką i oszustką, to czegoś zabrakło - lepszego przedstawienia relacji i backstory? Jakiegoś wątku, w którym zarówno ona, jak i Trixie wpadają we wspólne kłopoty i muszą się z nich jakoś wspólnie wygrzebać? Wspólnego smutniejszego, poważniejszego momentu? Czegokolwiek.

     

    Za to podobała mi się sztuczka z monetą i sam wątek tego przedmiotu. Tu był jakiś pomysł i szkoda, że problem tak szybko się rozwiązał, a my nie dowiedzieliśmy się, czemu ten pieniądz jest taki cenny. Przecież gdyby chodziło samo nadpiłowanie, to Trixie mogłaby sobie zrobić drugą taką?

     

    Jasne, to wstęp i będzie tego więcej. Może z czasem ta relacja się rozwinie, a bohaterki bardziej otworzą i pokażą z lepszej, ciekawszej strony. Tylko że początek powinien przyciągać, a tu tak nie jest. To po prostu średniak bez polotu.


  9. Przekopiuję z discorda:

    Event komentarzowy został ukończony. W takim sensie, że podliczyłam punkty i już wszystko wiadomo. Pierwsze miejsce i zwycięstwo należy do @Hoffman, który obronił tytuł Króla Komentarzy i zdobył 675 punktów (podzielcie przez 5 i dowiecie się ile opowiadań skomentował). Drugie miejsce należy do @Grento YTP z wynikiem 575 punktów. Ostatnią osobą na podium jest @Sun - 442 punkty. Dolar zebrał 57 punktów, Verlax 35, Midday Shine, Po Prostu Tomek i Favri po 10. No i jest jeszcze Diamond, który uzyskał 3 punkty.

     

    Nie spodziewałam się aż tak zażartej walki i takiej aktywności w dziale opowiadań, ale cieszy mnie, że do tego doszło i choć Hoffman uzyskał 100 punktów więcej od rywala, to nie miał łatwo. Cieszy mnie, kiedy widzę coraz więcej osób, które stają w szranki.

     

    I mam nadzieję, że w kolejnej edycji zobaczę więcej nowych twarzy, a i starzy wyjadacze wciąż wykażą się walecznością i aktywnym czytelnictwem.

     

    Z góry uprzedzam - 3 edycja będzie na zupełnie nowych zasadach.

    • Thanks 1

  10. Kolejny ficzek, który przeczytałam przy okazji eventu komentarzowego. Co o nim mogę powiedzieć? Tłumaczenie jest na wysokim poziomie, zaś samo opowiadanie to klasyczna komedia pomyłek. Nie ma w nim nic szczególnego, ale jest lekkie, przyjemne i dobrze się to czytało. W sumie nawet zastanawiałam się, co tam się odwaliło i myślałam, że Celestia nadinterpretuje słowa Twilight (albo ta walnęła parę literówek) lub powinna trafić do horny jail. W sumie mi ulżyło, że to żadna z tych rzeczy, zaś samo zakończenie pozostawia po sobie pewien niedosyt.

     

    W sumie czuć, że to stary fik, z czasów pierwszych sezonów kucyków. I to chyba też sprawiło, że spodobał mi się bardziej niż powinien, bo przypomniał mi o moich początkach w fandomie.

     

    A co do tych ud Rarity... Podejrzewam, że Twilight użyła hiperboli, a Spike przejawia zwykłe smarkate zauroczenie.


  11. Właśnie uzupełniałam tabelę w evencie komentarzowym i tak jakoś wyszło, że opinia Hoffmana o "Łzach matki" mnie zainteresowała. Przeczytałam te całe 3 strony i nie żałuję, bo ficzek jest naprawdę dobry. Forma jest nawet poprawna (do perfekcji jej nieco brakuje, ale jest okej), klimat porządny, a sam pomysł genialny. Naprawdę, bardzo mi się spodobała koncepcja świata, w której przemiana w tęczlingi niesie za sobą konsekwencje.

     

    Podobają mi się opisy i użyte w fiku porównania. Niektóre są odważne, ale mimo wszystko nie wypadły żałośnie-śmiesznie, a o to łatwo przy takich zabiegach literackich. Także na plus.

     

    A co na minus? Miałam wrażenie, że to dwa pomieszane ze sobą fiki - część Chrysalis i część pegaza. Moim zdaniem lepiej byłoby je rozdzielić, a i samo opowiadanie bardziej rozbudować. Z drugiej strony to mogłoby zatrzeć jego kwintesencję, czyli zakończenie i jego moc.

     

    W każdym razie - polecam.

    • Upvote 1

  12. Okej, przeczytane. Jak na pierwsze próby nie jest źle, ba, jest naprawdę dobrze. Nie wiem co zrobili Rarity i Sun, ale tekst jest raczej poprawny (dodałam parę moich sugestii, ale te nie rozwiążą moich głównych zarzutów).

     

    Zacznę od tego, że nie mam pojęcia z czym to crossover, ale wygląda na jakiegoś animca. Myślę, że dobrze byłoby to napisać w pierwszym poście. W ogóle przydałby się jakiś krótki opis, który nie zmusza do czytania Prologu, bo tak szczerze - weszłam tu tylko dlatego, bo lubię sobie zerknąć na debiutantów. No i to na razie tylko 3 strony, co przy debiutach ma znaczenie.

     

    Powiem tak, nie porwało mnie. Ale to też pewnie kwestia tego, że nie lubię anime. I nie jestem fanką humanów. Ale sam pomysł ze szkatułą określiłabym jako interesujący, tylko że... Wykonanie nie dało rady. Wszystko dzieje się za szybko. Czytelnik nie dostaje szansy na skupienie się na tajemnicy, ani na poczucie jakiegokolwiek klimatu. Bo opisy są, ale za krótkie, za mało ich, a same scenki wyglądają bardziej na przerywniki niż pełnoprawne sceny. I tak w pierwszej części tekstu, Twilight znajduje kuferek w krzakach, tylko po to by... W drugiej znalazł się u niej pod poduszką. Rzecz w tym, że nie dałaś żadnych indykatorów, pozwalających stwierdzić, że np. coś ważnego zaszło pomiędzy. Ot, Twilight znajduje skrzynkę, której nie może otworzyć, tzn. otwiera ją za pół strony, a potem bam! Traci przytomność, ciemność i ludzie. Mam wrażenie, że za bardzo skupiłaś się na postaciach, a za mało na otoczeniu, bo ciężko tu sobie wyobrazić ten świat.

     

    Ale nie tylko braki w opisach psują klimat. Mamy tu mnóstwo zdrobnień (a nadmiar zdrobnień brzmi... źle i dość infantylnie), co nie pozwala poważnie traktować tego, co się dzieje. Do tego określenia na bohaterów... Uwierz mi, nadmiar "granatowowłosych" i "fioletowookich" to jedna z najgorszych rzeczy jakie można zrobić (dobra, nieco przesadzam). Jasne, w przypadku kucyków czasami ma to sens, jeśli dana cecha wyglądu jest bardzo charakterystyczna. Ale w przypadku głównego bohatera? Klacz, alikorn, Twilight, Twilight Sparkle czy nawet Księżniczka Przyjaźni brzmią sto razy lepiej. Inna sprawa, że można tak konstruować zdania by ograniczyć potrzebę dokładnego określania podmiotu do minimum (bo wynika z kontekstu). Ogółem, staraj się nie powtarzać co chwilę tych określeń, bo brzmią głupio.

     

    Kolejna sprawa to ogólny dobór słów i konstrukcja zdań. Są szkolne, prawidłowe i proste. Brakuje im jeszcze literackiego pazura i pewnej płynności. Opisy wypadają sztywno, a sposób podawania informacji jest powtarzalny - aż za często pokazujesz coś za pomocą czasownika "być", mimo że tekst nie cierpi na nadmiar powtórzeń. Spróbuj bardziej eksperymentować, bawić się słowami, dyktować klimat przy pomocy stylu w jakim piszesz.

     

    Jeśli chodzi o bohaterów, to ciężko mi cokolwiek o nich powiedzieć, bo to tylko 3 strony. Ale póki co nie wkurzają, więc jest w miarę okej. Dialogi brzmią jakby wszyscy tam byli gromadką grzecznych i miłych nastolatków, nie wiem, czy to zamierzony efekt, czy nie.

     

    Co do strony technicznej - jest okej, nie licząc jednej rzeczy. Nie wiem jak w tym docsie działają odstępy po akapitach i od czego zależy ich obecność/brak.

     

    Ocena końcowa: naprawdę solidny debiut, choć przydałoby się tu trochę szlifierki. Co prawda zdecydowanie nie jestem targetem, ale postaram się śledzić  to opowiadanie, przynajmniej przez jakiś czas.

     

    Jakbyś miała jakieś pytania, to wal. I jakby co - jestem autorką tych poradników z Equestria Times, o których wspominał Sun, więc jakbyś chciała...


  13. Czas na komentarz ode mnie. Czekałam aż więcej osób się wypowie bym mogła się odnieść do ich wypowiedzi, bo moje zdanie Zodiak zna. 

     

    Zacznę od tego, że to kawał przyjemnego i solidnego fantasy, które równie dobrze możnaby opychać ludziom spoza fandomu i byliby zadowoleni. "Paladyn" poszedł w stronę klasycznego, staroszkolnego fantasy i sądzę, że w dobie podróbek "Wiedźmina", "Gry o Tron" oraz ultrakreatywności (Sanderson), to całkiem przyjemne i odświeżające. Szczególnie, że tekst nie brzmi sztucznie, sprawdza się jako opowiadanie (a nawet nadaje się jako podbudowa pod serię/powieść), a genialne dialogi i przyjemne, klimatyczne (choć raczej minimalistyczne) opisy robią swoje. Po prostu czyta się to dobrze i uniknięto brzydkiego efektu próby przeniesienia gry RPG 1:1 na literaturę (chwała bogom!). Podczas lektury przypomniały mi się czasy, kiedy byłam młoda i pisaliśmy coś w rodzaju role play'a na forum hirków. Tylko że to jest dużo lepsze.

     

    Może zacznę od świata... Jest ciekawy. Znaczy, niewiele o nim wiadomo, a intryguje i to bardzo. Kilka zdań o tym jak Equestria traktuje imigrantów wystarczyło by pobudzić moją wyobraźnię. Ogółem chciałabym się dowiedzieć o nim więcej.

     

    Dialogi są genialne i błyszczą. Naturalne, gładkie, płynne. W sumie po Zodiaku nie spodziewałabym się niczego innego.

     

    Postaci. Podziwiam jak charakterystyczne się okazały. Nawet randomy z tła zapadają w pamięć i nie ma trudności połapania się kto jest kim.

     

    W odróżnieniu od poprzedników ja polubiłam Valianta i nie uważam go za lawful stupid jak @Verlax i @Dolar84. Po pierwsze wtrącanie się to jego robota. Jest paladynem, taką ma pracę. Poza tym... Myślę, że próba zapobieżeniu morderstwu to czyn szlachetny i akt odwagi (większość ludzi w takich sytuacjach nic nie robi dlatego, że ma pełne gacie, a nie dlatego, że nie chce i ma to zupełnie w dupie). Szczególnie, że Valiant starał się załatwić sprawę pokojowo, polubownie i z wyczuciem. To, co się stało później, to nie jego wina.

     

    Winowajcą jest rzecz jasna Rubin. Nie dlatego, że chciał zabić Monetę - tu był usprawiedliwiony. Ale przypadkowe gnolle i jednorożec, który po prostu chciał iść do domu? Kiedy zaczął mordować przypadkowe istoty, pokazał swą prawdziwą twarz. Zwykłego bydlaka. Czytelnik, podobnie jak Valiant, na początku nie wiedział z kim ma do czynienia i po czyjej stronie sporu powinien stanąć, ale w tym momencie wszystko stało się jasne.

     

    Jeśli chodzi o Monetę, to trudno powiedzieć by była świętą, to w końcu złodziejka. Ale jednak szlachetność Valianta sprawiła, że i w niej zakiełkowało coś... dobrego. Zwalczyła tchórzostwo oraz postanowiła spłacić dług i bezinteresownie pomóc paladynowi. I wierzę jej, że próbowała zabić Rubina w samoobronie. Ba, sądzę, że miała rację, uważając, że tylko wyjdą z zamczyska i gryf ją zabije.

     

    Co do Dark Faith, to nie wydała się zupełnie zła do szpiku kości. Jej relacja z Valiantem jest raczej pełna smutku, żalu i nostalgii. Ciekawe, co się stało. Jak zeszła na mroczną ścieżkę i czy byli parą, czy tylko przyjaciółmi. Nie uważam, by ponosiła winę za to, co zaszło w karczmie. No, może trochę. Ale sądzę, że wybuchłoby prędzej czy później i to bez jej pomocy. Tam po prostu nawarstwiło się za dużo grzechów i goryczy.

     

    Sądzę, że "Paladyn" jest bardziej o tej misji zakonu Valianta niż o pogoni za Dark Faith. Bo przecież te wszystkie kucyki i niekucyki... Nie były do końca złe. Robiły złe rzeczy żeby przeżyć. Czasem mściły się za krzywdy. Spirala się nakręcała coraz bardziej i wydaje mi się, że może ten świat potrzebuje właśnie takich paladynów, którzy wbiją i posprzątają. Nawet jeśli padną trupy, to powietrze się oczyści, zamiast podtruwać latami. Poza tym jest nadzieja na poprawę. Spór w karczmie jak dla mnie to pokazał. Jasne, nie wszystkich da się uratować przed byciem zepsutymi do szpiku kości dupkami (o tobie mówię, Rubin), ale większość? Chyba tak.

    • Like 1

  14. Dobra, czytałam, więc wypadałoby skomciać. O formie się nie wypowiem, ponieważ znam tylko wersję przed korektą, ale ufam Rarity, że wszystko zostało naprawione.

     

    13. Wolność, Równość, Trixie

    Spoko komedyjka jak na fanfik konkursowy. Należy raczej do tych spokojniejszych i serialowych opowiadań, ale wciąż bawi. Nie ma w niej nic szczególnego i zapewne, podobnie jak Gandzia, szybko o niej zapomnę. Spodobała mi się kreacja Trixie, która wyszła tu na całkiem sprytną i pomysłową klacz. Ogółem nie ma się tu do czego przyczepić, ale nie ma też czego kochać. 

     

    14. Kevin sam w ulu

    O! I tu jest lepiej. Genialny tekst z wybitnym humorem, sporą dozą kreatywności, szaleństwa i ślunskiej godki. O tym będzie trudno zapomnieć. Absurd goni absurd, żart goni żart i to działa. Że tak to ujmę - ghatorryzmy w najlepszym wydaniu. O takie komedyjki nic nie robiłam. Ale raczej nie chcę więcej. Więcej się może przejeść, a tak jest idealnie.

     

    • Upvote 1

  15. Widzę, że nie skomentowałam Szach Mata i Rach Uby... No nic, nie nadrobię tego, bo mi się nie chce, a pamiętam, że tamten fik był po prostu nudny - i go patroszyłam. Takie okej, ale szału nie ma.

     

    I podobnie jest z Ali-Ghatorrem. Jest jakaś historia, która pasuje do konwencji baśni, ale tak jak baśnie lubię, tak przygody węglowego muła, 3 braci od znanego producenta przeciekających bukłaków i kotki autora w ogóle mi nie podeszły. Zastanawiałam się dlaczego i co poszło nie tak, i nawet już wiem.

     

    1. Tekst jest za długi. Baśnie mają to do siebie, że są raczej krótką formą, przez co są treściwsze. Ali-Ghatorr zawiera fragmenty zupełnie zbędne dla historii - młodość rodzeństwa, fragment o tym jak Loviatar oślepła. Czy nawet sam fragment o tym, że Lovi jest uzdrowicielką i kucyki się jej boją i przezywają Panią Bólu - to brzmi raczej jak materiał na drugą baśń, ale zupełnie rozwadnia tę konkretną.

    2. Użyty język. Po prostu nie pasuje do baśni. Dobór słów, stylistyka, konstrukcja zdań i akapitów. To odbiera opowieści magię i klimat.

    3. Ogólny klimat. Mamy Ali-Ghatorra (brzmi arabsko) i fińskie trio. I to dość dziwne połączenie. Wydaje mi się, że lepszym rozwiązaniem byłoby postawienie na jedną kartę - baśń w stylu Baśni Tysiąca i Jednej Nocy lub baśń w stylu jakichś opowieści skandynawskich. Tymczasem dostajemy coś, co pasuje raczej do historii francuskich czy niemieckich.

     

    Z tego powodu fanfik nie powala. Przeczytać można, główna oś fabularna jest bardzo baśniowa (choć dodałabym tu jakiś element fantastyczny, nie wiem, że maczuga Ali-Ghatorra była magiczna i czyniła go niepokonanym), ale wiele tu brakuje. Wiem dlaczego powstało i podtrzymuję opinię, którą dałam Dolczemu na PW - ten tekst wyszedłby lepiej gdyby był komedią.

     

    Mimo wszystko nie będę odwodzić od pisania baśni. Ale polecam najpierw zrobić risercz ze stylizacji i konstrukcji tego typu opowieści, bo to głównie one sprawiają, że ludzie lubią tak proste historyjki.

    • Upvote 1

  16. 7 minut temu, draksodia napisał:

    następnie mam zamiar pójść na studia genetyczne

    Pozostaje życzyć powodzenia. Genetyka jest super. Jedna z moich ulubionych gałęzi biologii. Obok biologii ewolucyjnej, botaniki i ichtiologii :D

     

    Z ciekawości, jakie fiki czytasz? I tego, jeśli czytasz, to nie bój się komentować. Większość pisarzy cieszy się jak pięciolatki w Wigilię, kiedy znajdą pod choinką PS5, gdy dostaną komcia, szczególnie od kogoś nowego.


  17. Hej, witaj na forum!

    Pochwalam za genetykę. Jeśli to nie tajemnica, to ile masz lat i w jakim kierunku się kształcisz/pracujesz?

    Czytasz fanfiki? A może piszesz? A nawet jeśli nie, to jeśli lubisz pisarstwo, to polecam Klub Konesera Polskiego Fanfika - jest otwarty również na pisarstwo niekucowe.

    Sama rysowałaś avka?

    • Like 1

  18. Okej, to jest chyba ten komentarz z maratonu, do którego najbardziej chciałam się odnieść. Z żadnym innym jednocześnie tak bardzo się zgadzam i nie zgadzam. Bo sama mam z "Początkiem" pewien problem. A nawet problemy. Bo sama nie jestem zadowolona z tego tekstu, choć jednocześnie nie żałuję, że je napisałam i sądzę, że zawarłam to, co chciałam zawrzeć.

     

    11 godzin temu, Hoffman napisał:

    Ucieszyłem się, gdy przeczytałem, że znajomość oryginału nie jest wymagana, gdyż oryginalną „Wiedźmę” czytałem (czy może raczej czytywałem) dawno, dawno temu, jestem przekonany, że na ówczesnym etapie brakowało kilku rozdziałów, które to dziś są ogólnodostępne. Większości rzeczy zdążyłem zapomnieć (dobry pretekst, by w bliżej nieokreślonej przyszłości w pełni odświeżyć sobie fanfik i go skomentować, aby się utrwaliło), poza tym, że moje wrażenia były zdecydowane pozytywne, głównie z uwagi na klimat

     

    Zrób to. Mój ulubiony fanfik.

     

    11 godzin temu, Hoffman napisał:

    na ile Cahan odtworzyła styl Sapkowskiego. Co najwyżej na ile opowiadanie okazało się podobne do dzieła Zodiaka. Chociaż z drugiej strony, mamy na forum osoby znające literaturę wiedźmińską od podszewki, więc skoro one uznają, że Zodiak swego czasu dobrze ów styl odtworzył

     

    Aktualny styl Zodiaka może i jest pod pewnymi względami podobny do tego, którym włada Sapek, ale zdecydowanie lepszy. Pan Andrzej stosuje zdecydowanie za dużo powtórzeń i to takich brzydkich. Moim celem na pewno nie było odtwarzanie tego stylu 1:1, bo... to nie ma sensu. Czy byłabym w stanie to zrobić? Możliwe. Na pewno chciałam by brzmiało wiedźmińsko. Moim celem było zachowanie wierności oryginałowi - "Wiedźmie", a nie "Wiedźminowi".

     

    12 godzin temu, Hoffman napisał:

    Co więcej, i co jeszcze przez jakiś czas się utrzymuje w tekście, to wrażenie, że ja, jako czytelnik, uczestniczę w czymś wielkim/ że rozpoczyna się coś wielkiego.

     

    A to mnie dziwi. Bo na pewno nie chciałam uzyskać takiego efektu, tylko raczej zachować pewną mroczną swojskość. I trochę oddać klimat znany z opowiadania o strzydze. W sumie... To pewnie dlatego skojarzyło Ci się z początkiem "Wiedźmy" - bo on wali pierwszym z wiedźmińskich opowiadań na kilometr.

     

    12 godzin temu, Hoffman napisał:

    czuć w tym pasję, chęć napisania fanfika będącego dużą produkcją

     

    Nope. Jedyne co chciałam, to oddać hołd oryginałowi i napisać fika na konkurs. I żeby historia była fajna. Na konkurs nie zdążyłam, bo... Tak naprawdę nie miałam pomysłu, natchnienia, ani czegokolwiek, co by mnie niosło. I dość czasu.

     

    12 godzin temu, Hoffman napisał:

    O, zanim zapomnę.

     

      Ukryj treść

    Czy tylko ja odniosłem wrażenie, że to, co się działo w kanałach (o tym nieco szerzej później) to nie była tak do końca suwerenna inicjatywa Sparkpawa, tylko księciunio mu oświadczył, że chce jadać omlety na wypasie i polecił wyhodować nietrujące jaja kuroliszków? Wiadomo, że nielegalne eksperymenty są nielegalne, ale kto bogatemu zabroni? Wiem, wiem, sam zmusił go do zbadania śladów, ale mogła to być tylko przykrywka, gdy okazało się, że potwory żywią się kucykami. Poświęcenie, na które każdy książę powinien być gotów, byle tylko prawda nie ujrzała światła dziennego zbyt szybko. A motyw z Zatapiaczem, to mogła być taka poboczna inicjatywa, bo dlaczego nie? Zresztą, mówimy o dziwnych aktywnościach z kanałów, takie to popaprane, że w sumie wszystko jest możliwe. A pytanie, czy Rickerd wiedział, no baa, moim zdaniem jak najbardziej :D

     

    Bardzo podoba mi się ta rozkmina. Lubię jak czytelnik się zastanawia. Ale na te pytania sama nie odpowiem. Uważam, że lepiej by niektóre rzeczy pozostały niewyjaśnione.

     

    12 godzin temu, Hoffman napisał:

    W każdym razie, następnie bohaterki wyruszają w drogę. I tutaj też jeszcze wszystko jest ok, chociaż szkoda, że autorka nie pokusiła się na bardziej szczegółowy opis ekwipunku obu zebr.

     

    Obu :zecora2:?

    A co do tego fragmentu... Pisanie go było dla mnie katorgą. Pisanie czegokolwiek o ekwipunku wiedźm było dla mnie jednym wielkim koszmarkiem. Chciałam by "Początek" był tak wierny "Wiedźmie", by mógł spokojnie wydarzyć się w jej realiach, nie chciałam zgrzytów. Dlatego unikałam opisywania niektórych rzeczy i to była jedna z nich.

     

    12 godzin temu, Hoffman napisał:

    W sumie, szkoda, że takich momentów nie było więcej, bo na podstawie tego, co jest w fanfiku, jakoś trudno mi kupić to, że ona nie chciała być Wiedźmą i że w tym sensie była luźno inspirowana Lambertem z „Wiedźmina 3”. Znaczy się, Lambert w grze miał cały zestaw charakterystycznych cech, przez co jakoś trudno mi sobie wyobrazić, że Berenika miałaby mieć z nim cokolwiek wspólnego, w ramach kreacji postaci. Zresztą, za Lambertem stoi szersza, smutna historia, mam na myśli rozmowę z nim w Kaer Morhen, to było CHYBA na krótko przed odczarowaniem Umy. Może coś przeoczyłem, a może źle zrozumiałem, ale jak dla mnie o Berenice dowiadujemy się zbyt mało, by móc się wczuć w tę postać, dostrzec ją, związać się.

     

    Berenika raczej czuje pewien żal, że coś ją omija. Nie angstuje, nie ma żadnej tragicznej historii. Tylko tyle i aż tyle. Nie czuje się dobrze z tym, że zdecydowano za nią.

     

    I w odróżnieniu od Lamberta (uwaga, spoiler dotyczący historii postaci):

    Spoiler

    Berenika jest podrzutkiem. Jej matka nie chciała wychowywać mieszańca. Bo, choć Chromia tego nie zauważyła, Berenika nie jest czystej krwi kucoperzem - na co wskazuje choćby jej jasne umaszczenie. Wiedźmy ze Szkoły Mantykory są jedyną rodziną jaką kiedykolwiek miała. Także jej żal to raczej żal młodego człowieka, któremu rodzice zaplanowali całą karierę.

     

    A czemu w fiku tego nie ma? Bo po co kucoperka miałaby to mówić? Zdaję sobie sprawę, że jeśli coś istnieje tylko poza fikiem, to nie powinno obchodzić czytelnika.

     

    12 godzin temu, Hoffman napisał:

    dlaczego mimo to chciałaby podobnego losu dla Seaweed

     

    Bo schemat się powtarza. Schemat tego skąd się biorą małe wiedźmy. Założyłam, że raczej nie z prawa niespodzianki (nawet w "Wiedźminie" jedynym Dzieckiem Niespodzianką była Ciri, a mit tego prawa był raczej tylko mitem albo jednostkowymi przypadkami - gry pomijam, są niekanoniczne). Szkoła Mantykory to dla Bereniki rodzina. Seaweed nie ma już swojej rodziny, jaki los by ją czekał w Kravenstadt?

     

    12 godzin temu, Hoffman napisał:

    Bo rozumiem, że można nie przeżyć procesu transformacji w Wiedźmę? Co wtedy?

     

    Seaweed już przeżyła Wilgę, choć nie powinna ;)

     

    12 godzin temu, Hoffman napisał:

    Może się Państwu wydawać, że moje wątpliwości odnośnie wątku Bereniki i Seaweed są niczym błądzenie pijanego dziecka we mgle, ale po prostu chciałem pokazać, że końcówka wydała mi się niejednoznaczna, podobnie zresztą jak postać Bereniki, której powrót bardzo chętnie bym zobaczył. Zdecydowanie, mimo paru niewykorzystanych okazji, jest to postać, która z upływem fabuły zyskuje, czego jednak nie mogę powiedzieć o Chromii, której występ ostatecznie nie wzbudził u mnie jakiegoś szczególnego entuzjazmu, momentami byłem skłonny uwierzyć, że za moment Berenika już zupełnie skradnie jej show, ale jednak aż do końca była ukazywana jako „główniejsza” z dwóch głównych protagonistek. Sam nie wiem, nie było przecież totalnie źle, ale nie miałem na końcu wrażenia, że dokonała się w niej jakaś przemiana, że zdobyła jakieś doświadczenie, że poszła naprzód. A przynajmniej nie tak silnego wrażenia, jak w przypadku Bereniki. Chyba jedyne, co zostało uczynione z tą postacią, a co cokolwiek wnosi do jej charakterystyki, to wzmianka, że jest ciekawa swoich korzeni i chciałaby dowiedzieć się czegoś więcej o swoim gatunku.

     

    Bo Chromia nie jest tą główniejszą. Ogółem miało (albo i ma) powstać więcej opowiadań o Berenice. I w żadnym nie dostanie swojego POV. Wybrałam taki sposób opisywania tej postaci, bo Berenika jest... czy może raczej będzie bardzo niejednoznaczna. Dość powiedzieć, że przejdzie do historii jako 

    Spoiler

    Krwawa Mantykora.

     

    A wracając do Chromii - owszem, nie robi nic wielkiego, jej rolą w historii jest przełamać strach, zyskać trochę pewności siebie i wiary w świat. Nie bez powodu przez większość czasu wydaje się bierna, wycofana i bez wyrazu - bo taka właśnie miała być. Ale kiedy została sama i kazała uciekać swojej towarzyszce, coś się zmieniło. Bo przecież sama mogła z łatwością uciec.

     

    12 godzin temu, Hoffman napisał:

     

    W ogóle, ta końcówka, w sumie nie wiem, czy było to intencjonalne, ale w jakiś sposób ratuje opowiadanie. Zanim zająłem się protagonistkami, szedłem równo z fabułą, no i dochodziłem do pierwszego momentu, w którym zaczęły się pojawiać kłopoty. Po pierwsze, zwłaszcza po zapoznaniu się z całością, nie mogę się pozbyć wrażenia, że cały ten wątek z postacią szpiegującą Berenikę, pościg za nią, konfrontacja, były tylko po to, by zaprezentować możliwości Słów Mocy i zarzucić czymś komediowym, co akurat mnie nie rozbawiło. Nie wspominając już o tym, że cały fragment z przesłuchaniem to spora dominacja dialogów nad opisami, których na tym etapie pomału zaczyna w opowiadaniu brakować. Nadal nie wiem, co właściwie wnosi ta scenka i po co ona tam jest. Zbędny wątek, który wprawdzie daje nadzieje na jakąś intrygę, na coś niespodziewanego, jakiś zwrot akcji, ale do niczego takiego nie dochodzi (mam na myśli postać Brightlight oraz niepewność, że w tej kabale może maczać kopyta ktoś jeszcze, że chodzi o coś więcej), stąd uważam to za niepotrzebny dodatek, którego pominięcie nie wiąże się z przegapieniem żadnego istotnego szczegółu, rzutującego na całość historii.

     

    I tu się zdecydowanie nie zgodzę. Rzecz w tym, że gdyby nie Brightlight, to w Kravenstadt prawdopodobnie nic złego by się nie wydarzyło. W laboratorium nie doszłoby do wybuchu, Zatapiacz by nie uciekł, a kuroliszki nie ucztowałyby na kucykach. I to wszystko dlatego, że chciała skompromitować rywala. Cóż, Sparkpaw przypłacił życiem próbę naprawy błędu, Chromia i Berenika jako tako rozwiązały problem, winna nie została ukarana. Co gorsza - klacze odkryły kto za wszystkim stoi, przez co czuły się jeszcze podlej. O to chodziło w tym ficzku. O bezsilność młodych wiedźm, które wykorzystano do brudnej roboty, oszukano na zapłacie, a winowajczynię pewnie jeszcze nagrodzono. O to jak bezsensowne są śmierć i cierpienie. I że działania może zmienią los jednostek, ale poza tym? Tak naprawdę nic się nie zmieniło - świat jak był zgniły i brudny, tak i jest.

     

    12 godzin temu, Hoffman napisał:

    lecz przez większość czasu to po prostu rzemieślnicza i – jak to ujął Johnny – bezpieczna robota

     

    I tu się w 100% zgadzam. Taki jest ten fik - rzemieślniczy i bezpieczny do bólu. Pisanie fików do fików mi nie leży, bo staram się zachować zgodność z oryginałem, co zamyka mi wiele ścieżek, które eksplorowałabym przy czymś autorskim. A wtedy robię coś, co opanowałam raczej dobrze - rzemiosło. I... czegoś mi brakuje. W przypadku "Początku", będą to szczegóły oraz lore. Szerszy obraz, jakieś dziwne rzeczy wsadzone do świata, etc.

     

    Nawet go teraz przeczytałam i tak jak było okej, podobał mi się styl i żarty (wiem, cóż za skromność^^), tak wciąż brakowało mi tego samego co wtedy - fajerwerków. To znaczy... Kiedy piszę coś, co bardzo chcę pisać (nawet jeśli idzie jak krew z nosa), to czuję takie natchnienie i pewność fabuły. Zaczynam od tego, że mam pomysł na świat/fabułę/bohaterów - w przypadku "Początku", pomysł miałam na Berenikę, ale to za mało by uciągnąć takie opowiadanie. Tak jak tekstu o strzydze nie ciągnął Geralt z Rivii.

     

    13 godzin temu, Hoffman napisał:

    Ciekawe jest to dlatego, że obie Wiedźmy mają być na tym etapie młode, mocno niedoświadczone. W sferze mentalnej jak najbardziej, ujawniają się ich „kucze” słabości, emocjonalność... To znaczy, Berenice, natomiast, jeżeli chodzi o walkę, coś za dobrze sobie radzą. Wiem, wiem, morderczy trening i te sprawy, ale nie zmienia to faktu, że cały czas miałem wrażenie, że nic im nie grozi, wręcz, że zbyt łatwo im idzie. Jasne, Berenika nabawiła się blizn, ale dla Wiedźmy na Szlaku to powinien być chleb powszedni. Poza tym, brak poważniejszych uszkodzeń, brak czegoś większego do pokonania, taka niezobowiązująca przygoda w kanałach z kuroliszkami.

    Zwłaszcza, że zapłata za zlecenie miała wynieść tyle, że chyba można było oczekiwać jakiegoś bossa. Jak dla mnie kolejna niewykorzystana okazja. Natomiast, po wyjściu z kanałów i otrzymaniu zapłaty płynnie przechodzimy do końcówki, o której już wspominałem.

     

    Cóż, Chromia jest za to wystraszona i wycofana - tylko dobrze się maskuje, również przed sobą.

     

    A kuroliszki, nie były trudnymi przeciwnikami, owszem. I w sumie nie miały być. Dla wiedźm były groźne tylko przez przewagę liczebną. I tego - Geralt większość zleceń też załatwiał bez szwanku czy większych problemów. Jakby było inaczej, to przeżywalność w tym fachu byłaby strasznie niska.

     

    13 godzin temu, Hoffman napisał:

    Dobrze, że forma stanęła na wysokości zadania, aczkolwiek... Nie wiem jak to się dzieje, ale tekst jest dwukolorowy. Początek jest automatycznie czarny, ale już na pierwszej stronie nabiera szarości.

     

    To mój częsty problem z docsami. Zmieniam tekst na czarny, wracam po czasie, piszę na automatycznym (który jest ciemnoszary), a że jestem ślepa, to tego nie widzę. + jako że nie posiadam klawiatury numerycznej, to kopiuję półpauzy z innych docsów, to też może mieć wpływ. 

     

    13 godzin temu, Hoffman napisał:

    ale również to, że w grze chodziło się troszkę po tych kanałach i znajdowało się tam różne dziwne rzeczy

     

    A o grze to przy pisaniu tego w ogóle nie myślałam. Ogółem gry wyrzucam z głowy, jeśli chodzi o "Wiedźmę" i rzeczy z nią związane. I samego "Wiedźmina". Lubię je, mam do nich ogromny sentyment, ale... Są fanficzkiem od Redów i to bardzo nierównym. Czasem genialnym, czasem idiotycznym i zaprzeczającym temu co Pan Andrzej pisał (a to jest święte!). No i zbrzydły mi nieco przez fanów i kult "Wiedźmina 3", przyznaję. No i... Ostatnio gadałam sobie o grach z kolegą z grupy i odkryłam, że nie pamiętam prawie niczego z "Wiedźmina 3". Wątek główny, DLC, parę śmieszków... A jak próbowałam sobie tę produkcję przypomnieć, to za każdym razem się od niej odbijałam. Bo nagle przypominałam sobie zadania i nie było już prawie niczego, co by mnie do tego tytułu ciągnęło.

     

    13 godzin temu, Hoffman napisał:

    No właśnie, to chyba wniosek końcowy, który pasuje do opowiadania, jako całości – mogło być lepiej. Jakoś nie mogę pozbyć się wrażenia, że opowiadanie składa się z fragmentów, na których autorce zależało (Czyżby było to to, co udało się ukończyć przed upłynięciem terminu konkursu?), a także z fragmentów, które powstały, by to, co było gotowe ze sobą powiązać (Już jakiś czas po konkursie?)

     

    Czas nie ma znaczenia. Piszę po kolei, nie skaczę po scenach.

     

    13 godzin temu, Hoffman napisał:

    Mimo wszystko, chętnie przeczytałbym kolejne opowiadania z tej stajni, ponieważ uważam, że Cahan jak najbardziej jest osobą kompetentną do tego, by pisać opowiadania osadzone w uniwersum „Wiedźmy” i że dobrze czuje ten klimat oraz realia, umie o tym pisać. Przyznam, że ciekawa wydaje mi się perspektywa „Wiedźmy”, jako dzieła głównego, pisanego przez Zodiaka oraz serii spin-offów od Cahan, poświęconych Wiedźmie Berenice oraz Seaweed, jej przybranej córce. Może nawet wynikłoby z tego coś a'la relacja Geralta i Ciri. Może nie z tym lore, nie z tymi samymi mocami, ale z wiarygodną relacją rodzic-córka, jak najbardziej.

     

    Geralta i Ciri? Nope. Prędzej Geralt-Vesemir.

     

    I właśnie, to o czym wspominałam wcześniej. Nie czuję się na siłach. Nie umiem pisać fików do fików. Brakuje mi tu pewnej wolności i swobody.

     

    Serdecznie dziękuję za komentarz i wnikliwą analizę^^

    • Upvote 1

  19. 9 godzin temu, Hoffman napisał:

    Ciekaw jestem, ile czasu zajęło pisanie, w ogóle, jak to wyglądało, czy też całość sprowadziła się do wymienionego w pierwszym poście natchnienia. Bo nie wydaje mi się, by coś podobnego mógł napisać każdy, o dowolnej porze, spontanicznie. Ja na pewno nie.

    Nie pamiętam ile, ale to był jeden z tych szybkich tekstów, jeśli chodzi o samo pisanie. Wieczór? Popołudnie? Coś takiego.

     

    Ale masz rację, wykonałam pewien risercz. Natchnienie natchnieniem, forma sama się nie zrobi. Wygrzebałam z półki "Baśnie Andersena" i zaczęłam je czytać, skupiając się na tym jak autor i tłumacz operują słowami, jakich środków stylistycznych używają, etc. I to zajęło parę minut. Spory wpływ miały też "Bursztynowe baśnie", które czytałam za młodu.

     

    Cała seria miała być o syrenach - ich genezie, życiu i upadku. Ale nie pamiętam, co w niej chciałam zawrzeć. Miałam parę luźnych pomysłów. Przez te wszystkie lata zawsze myślałam o powrocie do tej serii. Bądźmy realistami - pewnie do tego nie dojdzie, ale nie wykluczam. Odpowiedni wiatr będzie musiał zaśpiewać swoją pieśń.


  20. 18 godzin temu, Hoffman napisał:

    Tak w ogóle, czy mi się zdaje, że ten anioł Michał, to jest ten Michał z „Heroes VI”? Chyba, że coś źle zapamiętałem.

    To miejscowa wersja anioła Mateusza (który chyba w którejś wersji tego opowiadania nazywał się Michał), głównego bohatera fanfika "Anioł z Ponyville".

    A w hirkach VI archanioł Michał był głównym złym.

     

×
×
  • Create New...