Jump to content

Cahan

Moderator
  • Posts

    3944
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    113

Posts posted by Cahan

  1. To znowu ja, postrach działu opowiadań, wasza umiłowana moderatorka. Forum wróciło do żywych, więc skorzystam i skomciam.

     

    Zacznijmy od rozdziału X, w którym mamy więcej Heliosa i Sundance oraz tłumaczenia Winter Guilt. Trzeba przyznać, że jej rodzice zachowali się wyjątkowo wyrozumiale choć widać też czemu Winter jest jaka jest - nikt jej tej polityki nie uczy i nie tłumaczy. Helios i Sundance są fatalnymi graczami, z czego ten pierwszy myśli, że jest mądry. Ogółem każdy tu myśli, że on jest cwany, a pozostali są głupi podczas gdy... są siebie warci. Winter i Dreaming są ewidentnie nieświadomi swojej przeszłości, tego, co dokładnie się stało na pierwszym ślubie ojca, ani tego jak wyglądały rządy ich babki oraz cała sprawa z Anemone. W dodatku para królewska ewidentnie nie myśli poważnie o Winter Guilt jako o potencjalnej królowej. Nie przygotowują jej do niczego i się dziwią, że dziewczyna odwala. No jak ma nie odwalać, skoro jej interakcje z rodziną to poziom "źle się ubierasz".

     

    Zresztą, wiemy że rodzina ma problemy związane z wielopokoleniowym kazirodztwem. Sundance i Dreaming je ewidentnie mają (choć u Sundance to może być bardziej kwestia tych wszystkich ciąż), sądzę, że Helios też, ale lepiej to ukrywa przed światem. Ale Winter? Winter wydaje się zupełnie zdrowa. Jest też młoda i nie ma męża. Czy nie lepiej byłoby wydać ją za młodszego brata Emerald Hearta? W ten sposób wpłynęłaby świeża krew, zażegnaliby konflikt o władzę w obrębie rodziny i uspokoiliby niektóre pretensje Anemone - że Helios ma już jedną żonę, a druga nawet nie zostałaby królową, tylko taką maszynką do rodzenia zdrowego potomstwa. Czy Helios i Sundance chcą czy nie, będą musieli przyznać, że Dreaming nie nadaje się do ewentualnego przejęcia korony i lepiej, by to nie wyszło dopiero po ich śmierci.

     

    Ale wtedy musieliby coś zrobić. A polityka Heliosa jest... Jest fatalna. I widać to mocno podczas kłótni z Sundance. Dla Heliosa Sundance jest głupia i ślepa, bo nie rozumie jego punktu widzenia. Ale jak może go zrozumieć, skoro go dobrze nie przedstawił i postanowił przed wszystkimi (w tym własną rodziną) ukryć prawdę. Helios zachowuje się jakby wszystkie jego problemy wynikały z rządów królowej Daybreaker i że to na pewno dlatego Anemone go nie lubi. Tymczasem, co zrobił Helios? Czy przeprosił za błędy matki? Czy naprawił stosunki z minotaurami i zebrami? Czy przyznał się do trudnej przeszłości, pokazując, że tak, ona istnieje, ale to przeszłość, czas zbudować przyszłość. Nie. Zmienił stolicę, a kopyto do niekuców wyciągnęła Anemone. A na domiar złego poślubił i pokrył własną siostrę, bo to miało ustabilizować jego nowe rządy. Heliosku, ale czy to aby nie ty mordowałeś tamte zebry z imieniem mamusi na ustach? Na pewno mogłeś to zrobić inaczej. Krótko mówiąc: błąd na błędzie. Nawet nie wyszedł do Anemone przed ślubem, tylko się kitrał pływając w tajemniczej białej cieczy w jakimś grobowcu. Nie, tak się nie pokazuje, że się zmieniło. Helios przez te wszystkie lata chował głowę w piasek i liczył, że w ten sposób burza go ominie.

     

    I sądzę, że nie wiemy jeszcze wielu rzeczy, bo Helios o nich po prostu nie mówi. Ale łatwiej udawać, że Anemone nie lubi ich przez starą królową, a nie dlatego, że sami dają jej bardzo dużo argumentów przeciwko sobie. Są słabi. Są niekompetentni. Nawet jeśli mają niezłe pomysły - pałace sprawiedliwości, to nie potrafią pokazać władzy. Anemone upokorzyła Sundance, bo Sundance jej na to pozwoliła (okej, to jest nieco victim blaming, ale Sundance to królowa i jako królowa powinna umieć sobie radzić z takimi Anemone). Ale to Helios wystawił siostro-żonę na pierwszą linię, by świeciła oczami za jego przewiny. Siostro-żonę, której wcześniej nie powiedział o co chodzi. Jeśli chcą być parą królewską, to muszą władać.

     

    Swoją drogą - Daybreaker to ciekawa królowa, szczególnie, że pierwszą królową z tego rodu była Celestia. Ciekawe jak to się ma do serialu.

     

    Rozdział XI przenosi nas... o dziwo nie do Irydusze, ani nawet nie po drodze do Irydusze. Okazało się, że Anemone obawiała się pogoni i szykuje się teraz do wojny. Co prawda twierdzi, że nie zamierza jej zaczynać, ale Crescent chyba do końca jej nie wierzy. Czytelnik też nie. Ale bardziej ciekawe są inne powody niechęci Anemone do Heliosa: brak zgody na zniesienie zakazu związków między alikornami a niealikornami oraz zupełna bierność w stosunku uregulowania stosunków z zebrami i minotaurami. I jestem w stanie zrozumieć, czemu te rzeczy tak wkurzają Anemone. Po pierwsze, alikornów jest już zwyczajnie za mało, po drugie drzewo genealogiczne, po trzecie, to ona ogarnęła te stosunki pokojowe i sprzątała burdel po Daybreaker. No i jeszcze kwestia osobistych niechęci i czegoś więcej. Zastanawia mnie fragment o wyciągnięciu konsekwencji wobec Winter. Czego naprawdę oczekuje Anemone?

     

    Muszę też poruszyć koszmar Forlorn Hope, z którego wynika, że Anemone nie chciała komuś oddać Selene, co oznaczało jej śmierć. Komu? Może Heliosowi za żonę? Tylko czemu nie oddanie Selene oznaczało jej śmierć? I co takiego zrobiła Daybreaker? Anemone brzmi jak ktoś, kto rozumie wagę sytuacji, ale postanowił poświęcić jednego kucyka, by pokazać, że nie da się zaszantażować i w jakimś sensie ochronić pozostałych. Trudno powiedzieć, co o tym myśleć, szczególnie, że to sen, więc ta rozmowa mogła się nawet nigdy nie wydarzyć. Albo Forlorn coś kiedyś źle podsłuchała i jej mózg dopisał sobie resztę.

     

    Ale teraz się zastanawiam... Czy za atakiem na ślubie stała Anemone, a celem była Daybreaker? Niby winę zrzucono na grogarytów, ale to głównie Anemone była przeciwko tej szmacie.

     

    Wiemy też, że Helios też szykuje się do wojny z Anemone, choć raczej wolałby jej uniknąć - obie strony dysponują na tyle zbliżonymi siłami, by zwycięzca konfliktu odniósł pyrrusowe zwycięstwo, wychodząc z niego zbyt osłabionym, by rządzić. I chce ją zabić. By jego rodzina była bezpieczna. Ładne zamknięcie rozdziału.

  2. Dziękuję za komentarz :D

    10 minut temu, KLGDiamond napisał:

    Z tego co możemy wyczytać cała drużyna ma takie problemy. 

    I tu się mylisz. Nie cała i nie takie. Dla reszty to też nie było przyjemne doświadczenie, ale nie odbiło się aż tak mocno. Night Shadow po pierwsze była za młoda, a po drugie jest kwestia wizji i tortur. To, co ją tam spotkało, było prawdopodobnie gorsze, niż to co uświadczyli inni.

    Jav przeżywa stratę wieloletniego partnera.

    Random ma traumę sprzed 13 lat (obecnie), z czasów pierwszej wyprawy do Alikorngard. Podobnie jak Night, był wtedy za młody, a także... Alikorngard to nie jest coś, z czym mogą wygrać śmiertelne kucyki. Nawet nieśmiertelne kucyki tego nie zrobiły przez tysiąclecia. To miejsce nie bez powodu zostało zapomniane.

     

    23 minuty temu, KLGDiamond napisał:

    Przez co gdy ją spotykamy nie jest już uciekającą od ślubu małą klaczą.

    Czysto technicznie ona nie uciekała od ślubu czy od polityki. Ona raczej uciekała od miejsca, które zostało jej w tym wszystkim przeznaczone. Zgodnie z prawem Królestwa Nocy to Night Shadow jest dziedziczką Darkness Sworda, a nie Dark Mane.

    NS chciała być królową, ale nie królową-małżonką. Nie pionkiem, z którego zdaniem nikt się nie liczy. Bo w jej mniemaniu jej się to po prostu należy. Do tego doszła kwestia obawy o własna skórę i o to, co się z nią stanie, kiedy jej ojciec najedzie Królestwo Słońca.

     

    Później priorytety jej się zmieniały i wciąż zmieniają. Można powiedzieć, że Nacht Schatten szuka swojego miejsca w świecie, do którego do końca nie pasuje, nie chcąc przyjąć narzuconej jej roli społecznej, a po Alikorngard nawet nie mogąc jej do końca przyjąć. Jeśli wróci do domu, wkopie Łowców i wróci do bycia pionkiem (choć po spotkaniu z Nieumarłym Królem i całą resztą tego tałatajstwa, to nie jest to już aż tak okropna perspektywa). Jeśli zostanie z Łowcami... Ona jest nieśmiertelnym alikornem, oni nie. O ile coś jej nie zabije, to przeżyje wszystkich i co dalej? Przejmie schedę po Bastardzie? Ruszy w podróż po świecie? Może nawet dorobiłaby się jakiegoś majątku, na godne życie, ale miałaby pod górkę z racji płci, a do tego kwestia urodzenia. By gdzieś zajść, musiałaby prawdopodobnie wyjść za mąż za kogoś dość nisko urodzonego, dla kogo alikorni kundel to z jakiegoś powodu atrakcyjna partia. Klasztor? Zawsze  można. Walka o koronę? Z czym do kuców? Sunshine Arrow przynajmniej miała armię.

  3. To tak... Miał wyjść IX 2/2, ale zamiast tego wyszedł IX 2/3, ponieważ inaczej rozdział byłby zwyczajnie za długi. Cały "Jej boski blask" tak naprawdę mógłby być osobnym, krótkim wielorozdziałowcem i dlatego wychodzi w częściach, a nie jako osobne rozdziały, bo to w dużej mierze historia poboczna, która rozwija świat i bohaterów, ale niekoniecznie dokłada wiele do głównej fabuły. Obawiam się też, że 3/3 będzie najdłuższą częścią tego odcinka CN. Ogółem jak na tekst, który powstał do soundtracku z gry komputerowej i to na totalnym bloku pisarskim, to mocno się to rozwinęło.

    Ale zrobię wszystko co w mojej mocy, by ten etap został ukończony jeszcze w tym roku. I fajnie byłoby też wydać X, która będzie pierwszym rozdziałem Cienia Nocy pozbawionym pewnej postaci.

     

    Tymczasem łapcie:

    Rozdział IX 2/3

     

    Tymczasem żebrzę o komcie i zachęcam do snucia teorii, co się tam właściwie odwala :D

  4. Miałam skomentować rozdział VIII jakiś czas temu, bo przeczytałam go jakoś zaraz po jego premierze na FGE, ale tak jakoś wyszło, że po czasie, to chce się mniej, zwlekałam, zwlekałam aż wyszedł IX.

     

    VIII rozdział jest krótki i pozornie niewiele z niego wynika. Emerald Heart powiedział reszcie spiskowców co ustalił z Forlorn Hope, a Winter Guilt uznała, że jeśli naćpie Forlorn przed walką, to może Emerald nie tylko wygra, ale i ona coś ugra dla siebie. Ta część była okej, choć ze strony Winter było to bardzo, bardzo głupie. Ale to w końcu nastolatka/młoda dorosła, więc raczej nie należy po niej oczekiwać rozsądku i doświadczenia. Szczególnie, że przy niektórych dorosłych i całkiem starych alikornach wypada nawet dojrzale. Ogółem cała związana z tym intryga jest ciekawa i dobrze napędza akcję.

     

    Ale bardziej zaciekawił mnie tu Dreaming Light i jego rozmowa z Selene. Ogółem Dreaming Light bardzo urósł w mych oczach jako postać w ciągu tych dwóch rozdziałów. I nie wiem czemu, ale przywodzi mi na myśl Miquellę z Elden Ring ;). Koleś jest całkiem niezłym politykiem i kimś, kto za parę lat (jeśli przeżyje) mógłby świetnie ciągnąć za sznurki. Jest też inteligentny i niewątpliwie utalentowany.

     

    Ale po pierwsze - dowiedzieliśmy się w końcu czym jest tytułowa "trucizna w naszych żyłach" - to kazirodcza linia genetyczna umierających i zdegenerowanych alikornów, które potrzebują na to odtrutki. Odtrutką są niespokrewnione alikorny, które zwiększyłyby genetyczną różnorodność i uchroniły potomstwo od chorób. Dość zabawne, że Dreaming Light powiedział to tak bezpośrednio.

     

    Ale ciekawe jest coś jeszcze. Implikacja, że reszta jego rodziny wcale nie jest wiele zdrowsza od niego. Oczywiście, Sundance zaliczyła serię poronień oraz możliwe, że urodzeń źrebiąt tak niedoskonałych, że pozbyto się ich zaraz po porodzie i nie wygląda najlepiej. Z Winter Guilt na pierwszy rzut oka jest wszystko w porządku, ale czyżby to były pozory?

    "Spójrz na nas. Na moją matkę, moją siostrę i na mnie. Czy my wyglądamy tak dobrze jak wy?"

    Po rozdziale IX jestem za to wręcz pewna, że z Heliosem jest coś bardzo nie tak.

    Dreaming ma rację, oni umierają. Umierają, wiedzą o tym i chcą odrodzić się jako silna dynastia.

     

    Kolejną rzeczą jest wspomnienie ojca i dziadka Anemone. Dziadek Anemone poprzedzał pierwszą królową z dynastii Heliosa. Z kolejnego rozdziału wiemy, że tą królową była Celestia. Co się z nią stało? I z całą resztą? Nie wiemy. Nie wiem też, na ile ten fanfik to AU. Ale mniejsza z serialem. Skoro dziadek Anemone poprzedzał pierwszą królową, to znaczy, że był ówczesnym władcą alikornów. Władza jest tu dziedziczna, a jednak Anemone nie została królową. Czyżby dlatego tak nie lubiła pary królewskiej? Co się stało, Anemone jest z bocznej linii i nie jest częścią dynastii, ponieważ jej ojciec się zbuntował? A może władza jej rodu została obalona i na tronie zasiadła Celestia? I czy w tym fanfiku występuje Luna?

     

    Przechodząc już zupełnie do rozdziału IX, to muszę powiedzieć, że uwielbiam Anemone i jej złośliwości. I bawi mnie jak bierna i pokorna jest Sundance, która umie się tylko wyżywać na jakichś niewinnych idiotkach. Nie do końca kupuję pretekstu jaki wymyśliły młodsze klacze, by się oddalić, wydaje się bardzo niegodny ich pozycji. Lubię też to, że Anemone nie do końca zachowuje się tak jak przystało na jej wiek i pozycję i wszyscy o tym wiedzą. Swoją drogą - ciekawi mnie ile lat ma Crescent Dawn, a także w jakim wieku alikorny na ogół łączą się w pary i płodzą potomstwo. Może i są nieśmiertelne, ale chyba dobrze jest mieć jakiś nie za duży zapas źrebiąt...

     

    Dostajemy też bardzo ciekawą scenę z Silver Hornem. I myślałam, że to będzie ostateczne WOW w tym rozdziale - po pierwsze sztandar z grobowca. Alikorny kiedyś nie były monarchami. Ba, wygląda na to, że ich historia była bardzo skomplikowana i władzę sobie w końcu wywalczyły. Ale nikt nie zna tej historii. Po drugie - dlaczego wszyscy próbują zapomnieć o starej królowej? Sundance zachowuje się jakby to miało rozsierdzić Anemone i dlatego zastąpiła ich matkę Celestią. Ale skoro rodzina ukrywa prawdę przed Dreaming Lightem, to nie wydaje mi się, że chodzi tylko o to. Ba, jestem pewna, że chodzi przede wszystkim o coś innego. Swoją drogą - Silver Horn też jest ważniejszy niż wygląda. Na naszej szachownicy robi się coraz gęściej.

     

    No i Helios. Piękny, obojętny i spokojny Helios, który ma heterochromię i robi dziwne rzeczy w basenie, w pogrzebanym i zapomnianym grobowcu. Czyżby walczył z trucizną w swoich żyłach? A może robi coś jeszcze... Cóż, cokolwiek to jest, to raczej nie bez powodu aż tak bardzo się z tym kryje. I obawiam się, że to też ma związek z jego matką.

     

    Po tej rozmowie sądzę, że on wcale nie kocha Selene. Być może nigdy jej nie kochał. Jest dla niego maszynką do płodzenia, niczym więcej. A nawet jeśli zastąpi ją Forlorn Hope? Trochę szkoda, bo ma podły charakter, ale trudno. Po prostu Helios raczej nie znęca się nad swoimi pionkami. Unika konfliktów i próbuje zachować spokój. Muszę pochwalić opis jego ubioru, a także powiązania pomiędzy jego strojem, a odzieniem Sundance. Bardzo mi się podobała ta cała symbolika i wyjaśnienie. Interesujący jest też jego pogląd na władzę jego i siostry. Szczególnie zważywszy na to jak ona to widzi oraz jak bardzo król jest nieobecny.

     

    No i otrzymaliśmy rozstrzygnięcie całej intrygi trucicielskiej, gry w kręcioła i tego kto zostanie panną młodą. Tego się nie spodziewałam. Uważałam, że to wielce prawdopodobne, że Winter wpadnie, ale nie, że tak szybko i że Anemone dogada się z Sundance, zabierze obie kandydatki na żonę i wróci do domu.

     

    Naprawdę, bardzo podobała mi się fabuła w tym rozdziale. Ogółem zarówno VIII jak i IX czytało się przyjemnie. Styl mógłby być lepszy, a opisów nieco więcej, ale jest dobrze.

    • Upvote 1
  5. No hej, bambaryłki!

    Co prawda fandom podobno umarł czy coś, ale na szczęście mamy tu trochę nekromantów! Od tego tygodnia wracamy do klubowych spotkań na kanale #klub_konesera. Wszystkie zaczynają się o godzinie 20:00 w soboty i niedziele.

     


    HARMONOGRAM:
    13-14 sierpnia Wspólne pisanie - potrzebujesz motywacji, pomocy i towarzystwa? Jesteśmy tu dla ciebie!
    20-21 sierpnia  Warsztaty dla początkujących i zaawansowanych - poćwicz pisanie, pobaw się i zmierz z innymi!

    27-28 sierpnia  Trucizna w naszych żyłach - omówienie fanfika i dyskusja.
    Pamiętaj, by przeczytać przed spotkaniem! Link do fanfika:


    https://www.fge.com.pl/2021/11/fanfik-trucizna-w-naszych-zyach.html
    3-4 września Pokaż się! - zareklamuj własną twórczość, zasięgnij rad i konsultacji
    10-11 września Zostań magikiem google docsa - warsztaty na głosowym

     

    Link do KKPF

  6. VII rozdział, to głównie dialogi, co ma swoje wady i zalety. Na pewno dzieje się tu całkiem sporo i czyta się to szybko, ale czasami brakowało mi jakichś opisów - klimat został gdzieś zagubiony. A i same wypowiedzi bohaterów wydawały się nieco nie na miejscu... jak chociażby rozmowa Anemone i Crescent Dawn...

    "

    Dopiero teraz klacz zaczęła ze smakiem połykać winogrona.

    – Kochana, nie jedz tak łapczywie, bo się zadławisz – ostrzegła ją matka, po czym wróciła do dyktowania.

    Chyba wykrakała, bo Crescent Dawn pochłaniała winogrona tak łakomie, że w pewnym momencie rzeczywiście zaczęła się krztusić.

    – Co się dzieje, kochanie?!

    Anemone znalazła się tuż przy niej z dzbankiem pełnym wody.

    – Masz, wypij wszystko!

    Zaczęła ją poić, aż klacz nie opróżniła naczynia w całości."

     

    No, to "kochanie" i "kochana" brzmi dziwnie w miejscu publicznym, zważywszy na to kim są nasze bohaterki i gdzie są. Podczas tej sceny nie czuć też zbytnio dynamizmu, jest statyczna, mimo że postać się krztusi (albo raczej udaje, że się krztusi). Swoją drogą - krztuszącej się osobie nie daje się bezmyślnie wody, chyba że chce się ją zabić :woops:. I tego typu drobne zgrzyty towarzyszyły mi przez cały rozdział. Jakoś... wypowiedzi postaci nieco kłóciły się z tym, co zostało przedstawione wcześniej.

     

    A fabularnie? Uważam, że precedens Anemone nie jest żadną podróbką, tylko Crescent wykorzystała ten argument jako dźwignię do szantażowania matki i jej działań. Czemu to robi, trudno powiedzieć. Aż tak lubi Selene i jest na tyle naiwna, że dała się przekonać, że to małżeństwo, to wielka miłość i pomysł 10/10? W każdym razie, Emerald zaszantażował Forlorn, a także wszedł jej na ambicję i będą walczyć, a Anemone została zmuszona się na to zgodzić.

     

    Coraz bardziej ciekawią mnie motywacje różnych postaci - konflikt rodowy Anemone i Heliosa, a także konflikt Anemone i Forlorn Hope. Dowiadujemy się, że przynajmniej jednym z motywów kierujących Forlorn Hope jest wyniesienie się z domu Anemone. Nawet poprzez małżeństwo z ogierem, którego ma głęboko w rzyci.  Ale jakoś popieram jej stronę - faszerowanie jej uspokajaczami, olewanie... Mam wrażenie, że nawet jej rodzeństwo przez te wszystkie lata tak naprawdę miało ją gdzieś.

     

    A w tym wszystkim gdzieś tam jeszcze jest sobie Helios, wielki nieobecny. I podejrzewam, że Forlorn Hope trafiła w sedno - nowa żona jest mu potrzebna tylko do rodzenia źrebiąt, a która klacz nią zostanie, to już go zbytnio nie obchodzi. Cokolwiek się stanie i którakolwiek jego ślubną małżonką zostanie, będzie to ciekawe widowisko.

  7. Dobra, czas skomciać rozdział drugi... Nie powiedziałabym, by jakoś szczególnie pchnął fabułę do przodu i dalej opowiadanie się zbytnio nie rozkręciło i średnio wiadomo o czym właściwie będzie. Dostaliśmy za to nieco backstory i dowiedzieliśmy się, co się mniej więcej działo w świecie anthro wilków (moim zdaniem nic specjalnie ciekawego) i że Darth oraz Twilight mieli romans. Na tym etapie fanfika wydaje się to mało potrzebne, ale to przecież dopiero początek, więc wszystko przed nami i być może się to zmieni. Ale szczerze mówiąc, ta retrospekcja jest moim zdaniem najsłabszym punktem rozdziału. Z drugiej strony, to dobrze, że dostajemy jakieś backstory, zważywszy na to, że główny bohater skacze w czasie i przestrzeni przy pomocy magicznego samochodu.

     

    A cała reszta? Lepiej, znacznie lepiej i wciąż jedzie to mocno klasycznym, nostalgicznym, porządnym TCB. Podróż przez miasto, pościg, krótki POV pary policjantów (podobały mi się dialogi między nimi, były zabawne). Swoją drogą - czy policjantka Karolina i Karolina z biura to jedna Karolina?

     

    Niewiele się dowiedzieliśmy, ale najbardziej mnie zastanawia ostatnia scena - Darth zachował się jak idiota podczas rozmowy z pracownicą biura i ciężko mi w zasadzie powiedzieć, co on robi i co chce osiągnąć. Podejrzewam, że nawet on sam tego nie wie. Mimo wszystko, rozdział kończy się w dobrym miejscu - mamy obietnicę, że teraz zacznie się dziać, wyjaśniać i robić ciekawiej.

    • Like 1
  8. Witaj na forum! Zanim przejdę do pytań, to mam parę uwag.

    1. Postaraj się korzystać z interpunkcji, ponieważ Twoje wypowiedzi się naprawdę ciężko czyta.

    2. Kiedy zaczyna się temat, to dobrze napisać coś o sobie, by był jakiś punkt zaczepienia.

     

    I teraz pytanie: Co to znaczy, że długo się nie widzieliśmy? Już wcześniej miałaś konto na forum? A jeśli tak, to co się z nim stało?

  9. Liczyłam, że ktoś inny skomcia pierwszy, ale cóż, szkoda, że tak bez odzewu, bez atencji.

     

    Póki co fanfik ma tylko jeden rozdział i to liczący zaledwie pięć stron, więc nie ma tu jakoś szczególnie dużo do komentowania. Po prostu ciężko coś wyrokować na tak wczesnym etapie, szczególnie, że to zaledwie wstęp, który zarysował nam nieco świat i bohaterów. Czy lubię to co dostaliśmy? Trudno powiedzieć, tak naprawdę. Póki co moje nastawienie jest neutralnie pozytywne.

     

    Znaczy... Po prostu jest okej i powiedziałabym, że trochę zalatuje takim klasycznym TCB z zamierzchłych czasów. Ale tym dobrym TCB. I to jest fajne, bo TCB jako gatunek nigdy nie dostało tyle miłości i dobrych fanfików ile powinno. Miło też widzieć takie trochę bardziej nostalgiczne fanfiki i to pomimo różnych nowości. Szczególnie, że póki co nie widzę czerwonych flag, które kazałyby uciekać od tego fanfika - nie wygląda to, że zapowiada się jakiś przerysowany konflikt FOLu i POZu, w którym wszyscy byliby niezwykle niesympatyczni, niespełna rozumu i obrzydliwi.

     

    Jakich nowości? Cóż, bohater wraca do Polski po latach podróży międzywymiarowych i odkrywa, że trochę się tu zmieniło. Nawet bardzo, bo jego miasto wygląda jak po jakiejś apokalipsie i spotyka tylko jakiegoś źrebaka, z którym wyrusza na misję, bo chciałby dowiedzieć się, co tu się odjaniepawliło no i chyba tak czy siak nie ma nic lepszego do roboty. Innowacją jest też to, że wcześniej przez parę lat był furrasem, ale w świecie piesełów pozostawił Sunset. No i znał już wcześniej również Pinkie i Twilight. To dość interesujące, że jednocześnie mamy postać, która ma za sobą lata doświadczenia z kucami, a jednocześnie cała sytuacja jest dla niej nowa i nie wie na czym stoi. Jest też Zaphyra, która jest świadomym, przenośnym i wielofunkcyjnym komputerem. Ogółem... Całkiem dziwny mix sci fi, autorskiego multiversum i TCB. I to wszystko pachnie nostalgią.

     

    Te 5 stron ma swój, całkiem przyjemny klimat, jest też pewna tajemniczość i chciałabym wiedzieć, co będzie dalej. Mimo wszystko, trochę mało.

     

    O formie się nawet nie wypowiadam, bo ja to patroszyłam.

     

    Jest w porządku. Jedyne czego mi brakuje, to ciągu dalszego.

    • Like 1
  10. Dziękuję za komentarz^^

     

    Dnia 19.06.2022 o 00:55, D.E.F.S napisał:

    A więc mamy tu opowieść o młodej księżniczcee, która według prawa powinna zostać następcą tronu jako pierworodna. Niestety następcą zostaje jej młodszy brat. Night Shadow zmierza uciec z domu, nim zostanie przedmiotem służącym międzynarodowym interesom. Klaczka jest Alicornem i rozmiarem przypomina klacz pozostałych ras, co jest dla mnie nowością,  W fikach jakie czytałem wcześniej młodziutkie alikorny były o wiele mniejsze. Nighty jest też bardziej rozwinięta mentalnie. Podoba mi się jej specjalna moc mirażu. Bardzo przydatne zaklęcie i robi robotę podczas jej podróży.

     

    Night Shadow jest królewną, ewentualnie księżniczką krwi królewskiej. Za samą księżniczkę by się mogła obrazić, bo to niższy tytuł. Sprawa z dziedziczeniem też jest dość skomplikowana - Królestwo Nocy faktycznie ma takie prawo, ale zwyczaj nakazuje klaczom zrzekać się praw do korony na rzecz braci (o ile bracia są wystarczająco zdrowi na ciele i umyśle). Swoją drogą - czysto technicznie brat może u nich oddać koronę siostrze. W przypadku klaczy na tronie król małżonek przyjmuje nazwisko żony i dynastia pozostaje zachowana.

     

    Dark Mane jest też niewiele młodszy, bo jest jej bliźniakiem.

     

    Co do mentalnego rozwinięcia - kierowałam się tym, że cała koncepcja dzieciństwa jako okresu beztroski, niewinności itd. jest stosunkowo świeża, a dorosłość osiągano wcześniej, przez co dzieci szybciej dojrzewały psychicznie, bo po prostu musiały. Współczesny osiemnastolatek może i jest dorosły, ale mentalnie wciąż jest dzieciakiem, a studia to przedłużenie dzieciństwa. Stąd dziesięcioletniej Night Shadow pod wieloma względami mentalnie bliżej do współczesnej piętnastolatki niż do dziecka z podstawówki. Tak jak dzisiaj dzieci w tym wieku mają się bawić, chodzić do szkoły i się niczym nie martwić, tak Night była przygotowywana na bycie żoną jakiegoś możnowładcy. Szesnastolatek to u nich pełnoprawny dorosły, a i młodsze kucyki często wchodzą w tę rolę - chociażby dziedzicząc majątki, którymi muszą się zająć, wchodząc w świat polityki oraz konfliktów zbrojnych czy po prostu utrzymując siebie i rodzinę w przypadku niższych warstw społecznych.

     

    Co do wzrostu - alikorny są generalnie znacznie wyższe od pozostałych ras, a co za tym idzie, już ich noworodki są spore.

     

    Dnia 19.06.2022 o 00:55, D.E.F.S napisał:

    Okazuje się, że Random (Podający się za łowcę) zabiera małą do Gildii Najemników i tam ją więzi.  Poznajemy kilku typów z pod ciemnej gwiazdy, którzy chętnie oddali by księżniczkę za okup. Tymczasem Merlin z Camelotu jednorożec imieniem Spell poddaje Nighty magicznym próbom i przekonuje pozostałych by przyłączyć więzioną klacz do swojej wesołej komanii co dochodzi do skutku i wkrótce ma odbyć się wyprawa do Kaliningradu przeklętego miasta, kolebki alicornów.

    Random jej nie więzi - jego towarzysze to zrobili. On sam nawet nie wiedział o zaginionej królewnie, bo polował, kiedy wieści doszły do Sunfall i Maretown. Jedynie domyślił się, że jej historia to kłamstwo.

     

    Swoją drogą - nie jestem pewna, czy chęć oddania zbiegłej smarkuli rodzicom czyni z kogoś typa spod ciemnej gwiazdy :rdblink:.

    • Like 1
  11. Jak pewnie wiecie, ale rośliny owadożerne to jedna z moich ulubionych grup roślin. Dla nich zakładam ten temat, który poświęcę na krótką serię bardzo długich postów na ich temat, a także zdjęcia, dyskusję i zachętę do hodowli tych pięknych, wdzięcznych i nie takich trudnych w uprawie roślin.

     

    Rośliny owadożerne są grupą ekologiczną i łączy je to, że zabijają zwierzęta w celu pobrania składników odżywczych z ich ciał. Pokrewieństwo pomiędzy poszczególnymi rodzajami, rodzinami i rzędami jest różne, często niewielkie. Owadożerność jako cecha adaptacyjna powstała w toku ewolucji wiele razy, a sama strategie polowania bardzo się tu od siebie różnią. Od bardzo widowiskowych, po takie, o których powie ci tylko mikroskop.

     

    Należą tu takie rodzaje jak:

    dzbanecznik (Nepenthes)

    rosiczka (Drosera)

    aldrowanda (Aldrowanda)

    muchołówka (Dionaea)

    rosolistnik (Drosophyllum)

    tuliłezka (Roridula)

    kapturnica (Sarracenia)

    heliamfora (Heliamphora)

    darlingtonia (Darlingtonia)

    cefalotus (Cephalotus)

    tłustosz (Pinguicula)

    pływacz (Utricularia)

    genlisea (Genlisea)

    byblis (Byblis)

    Brocchinia

    Catopsis

    Philcoxia

    Triphyophyllum

     

    Może też tu należeć rodzaj Stylidium, ale tu trwają naukowe dyskusje, bo choć Stylidum łapie owady, to nie pobiera z nich składników odżywczych.

     

    Oczywiście, spora część z tego w ogóle nie występuje w handlu i jeśli w ogóle można je gdziekolwiek nabyć, to u niektórych kolekcjonerów. Nie będę też teraz omawiać poszczególnych rodzajów, ani skupiać się na ewolucji, bo to wszystko temat złożony i niekoniecznie najważniejszy.

     

    Rośliny owadożerne występują również w Polsce i mamy ich tu całkiem sporo - i to przedstawicieli aż czterech rodzajów!

     

    Są to rosiczki: Drosera anglica (rosiczka długolistna), Drosera intermedia (rosiczka pośrednia), Drosera rotundifolia (rosiczka okrągłolistna) i ich hybrdy (przede wszystkim Drosera x obovata). Znaleźć je można przede wszystkim na torfowiskach wysokich.

     

    Tłustosze: Pinguicula vulgaris (tłustosz pospolity - ma dwa podgatunki bicolor i vulgaris) i Pinguicula alpina (tłustosz alpejski). Pinguicula alpina w Polsce występuje tylko w Tatrach, P. vulgaris ma znacznie szerszy zasięg występowania, ale również najłatwiej znaleźć go w górach. Nasze rodzime tłustosze preferują stanowiska wilgotne.

     

    Aldrowandę pęcherzykowatą (Aldrowanda vesiculosa) oraz pływacze: Utricularia vulgaris, Utricularia australis, Utricularia minor, Utricularia bremii, Utricularia intermedia, Utricularia ochroleuca, Utricularia stygia. Zarówno aldrowanda (przedstawicielka monotypowego rodzaju) jak i polskie gatunki pływaczy są roślinami wodnymi.

     

    Nie licząc Utricularia vulgaris, wszystkie rodzime gatunki roślin owadożernych są objęte ścisłą ochroną gatunkową. Niestety, ale można już u nas spotkać obce gatunki, wprowadzone przez nieodpowiedzialnych hobbystów. Odnotowano w Polsce stanowiska chociażby kapturnicy purpurowej (Sarracenia purpurea).

     

    Ale dość już "przynudzania", czas na coś nieco praktyczniejszego. Od czego i jak zacząć?

    Cóż, pierwszy kontakt z roślinami owadożernymi zazwyczaj następuje w marketach. Ma to zarówno swoje wady (często zaniedbane rośliny po zawyżonych cenach, a obsługa na 90% nie ma o nich zielonego pojęcia, nie dziwota, zważywszy na bzdury wypisane na etykietach) jak i zalety (stosunkowo proste gatunki, czasem można też dostać coś fajniejszego w korzystnej cenie, a jak dostawa świeża, to nawet ładne).

     

    Najczęściej są to rosiczki subtropikalne takie jak Drosera capensis i Drosera aliciae, rzadziej trafiają się Drosera spatulata i Drosera madagascariensis, które są bardzo proste w uprawie i zazwyczaj samopylne. Jedyne czego potrzebują, to mocne słońce, ciepło (ale znoszą niższe temperatury, może nie na minusie i w okolicach zera), stały dostęp do wody destylowanej lub demineralizowanej, w której mają stać, torf kwaśny bez dodatków i święty spokój.

    Należy za to uważać na przedstawicielki grupy petiolaris (czasami do marketów trafia Drosera paradoxa) i rosiczek pigmejskich (takich jak Drosera scorpioides), które są znacznie bardziej wymagające od swoich subtropikalnych koleżanek. Bardzo rzadko spotyka się rosiczki strefy umiarkowanej (Drosera binata, Drosera filiformis), które są bardzo fajnymi roślinami, które uprawia się w zasadzie jak kapturnice.

    Spoiler

    t3C45To.jpeg m13NTBQ.jpeg

    NUEgayY.jpeg

    220521083_4153852241368611_6000570246397

    TvAOw3V.jpeg

     

     

    Popularne są też dzbaneczniki i tu dobra wiadomość - w marketach nie natkniecie się na nic, co wymaga terrarium, lamp i zestawu chłodzącego. Można dostać hybrydy takie jak N. 'Ventrata', N. 'Bloody Mary', N. 'Hookeriana', N. 'Rebecca Soper', N. 'Gaya' czy N. 'Miranda'. Jeśli na etykiecie będzie napisane cokolwiek innego, to na 99% będzie to kłamstwo. Dzbaneczniki lubią wysoką wilgotność powietrza (spryskiwanie samych roślin nic nie daje) i jasne, ale rozproszone światło. Na parapet okej, ale przy południowym lub zachodnim nie obędzie się bez cieniowania. Podłoże powinno być stale wilgotne, ale nie bardzo mokre, rośliny nie powinny stale stać w wodzie, podlewa się je od góry wodą demineralizowaną/destylowaną. Początkującym odradzam zabawę w nawożenie jakichkolwiek roślin owadożernych. Dzbaneczniki są pnączami, rosną bardzo wysokie i jeśli chce się bardziej zwartą roślinę, to trzeba je systematycznie ciąć, ukorzeniać i odmładzać. W swoim życiu wypuszczają różne typy dzbanków. Starsze rośliny są bardziej kapryśne w kwestii dzbankowania, wymagają podpór, by się piąć oraz wyższej wilgotności. Za podłoże może posłużyć mech torfowiec (żywy lub suszony) lub torf kwaśny z dodatkami takimi jak perlit, kora czy mech torfowiec.

     

    Spoiler

    1iYbN7v.jpeg

    6B34XBr.jpeg

    5tPq8uc.jpeg

     

    Z tłustoszy spotyka się przedstawicieli grupy tzw. tłustoszy meksykańskich, przede wszystkim Pinguicula 'Tina' i Pinguicula 'Wesser'. Lubią jasne, ale nie ostre słońce, wilgotne, ale nie mokre podłoże. Podlewa się przez podsiąkanie, i robi parę dni przerwy po tym jak roślina wciągnie całą wodę. Częstotliwość zależy od warunków. Podłożem są mieszanki na bazie torfu kwaśnego, czasami nawet czysty torf. Niewątpliwym atutem tłustoszy są ładne kwiaty.

    Spoiler

    ZlCrxVC.jpeg

     

    Kapturnice niewątpliwie przyciągają oko, mają wyjątkowo piękne kwiaty i są całkiem proste w uprawie, ale jest jeden haczyk. A nawet dwa, ale drugi w sumie wynika z pierwszego. Kapturnice są roślinami strefy umiarkowanej, a to oznacza, że przechodzą okres spoczynku, zwany zimowaniem, podczas którego potrzebują temperatur poniżej 10 stopni Celsjusza. Zimowanie trwa mniej więcej około 4 miesięcy. Im niższa temperatura, tym mniej światła potrzebuje roślina. Czy może być na minusie? Tak, ale jeśli uprawiamy je w doniczkach, to te trzeba odpowiednio zabezpieczyć. Drugi haczyk wygląda tak, że kapturnice są sezonowe, a to oznacza, że swoje prawdziwe piękno pokazują tylko w niektórych miesiącach (zależy od gatunku/hybrydy). Kapturnice są heliofitami i ostre, palące słońce jest tu wskazane. Nie licząc miesięcy zimowych, w których podłoże powinno być jednak stale wilgotne, doniczki z roślinami powinny stać w wodzie. Preferowanym podłożem jest torf kwaśny, czysty lub zmieszany z piachem lub drobnym żwirem.

    Spoiler

    aNC3lRq.jpeg

    s7cvc22.jpeg

    ys8bOev.jpeg

     

    Muchołówki, a właściwie muchołówka, ponieważ ten rodzaj obejmuje tylko jeden gatunek - Dionaea muscipula to chyba najbardziej widowiskowe rośliny owadożerne. Występuje wiele sztucznie wyhodowanych kultywarów tej rośliny, które potrafią się mocno od siebie różnić wyglądem. Podobnie jak kapturnice, muchołówka jest rośliną strefy umiarkowanej, dlatego również wymaga zimowania. Jest też heliofitem. Uprawa różni się od kapturnic tym, że muchołówka powinna mieć przerwy (1-2 dni) pomiędzy okresami, kiedy stoi w wodzie, a i zalewanie jej do połowy wysokości doniczki nie jest dobrym pomysłem. Kiedy jest mniej światła, to podlewa się mniej. Radzę obcinać pędy kwiatowe, ponieważ mocno obciążają roślinę.

    Spoiler

    220772693_4153852071368628_9060636950186

    Coraz częściej w sklepach widuje się również cefalotusa. Cephalotus follicularis to australijski endemit i roślina budząca bardzo skrajne opinie wśród hodowców odnośnie trudności i warunków uprawy. Trudno mi mówić za innym, ale moje osobiste doświadczenia kogoś, kto trzymał cefale przez ponad dekadę (aż mi matka je ubiła jednej jesieni) mówi, że diabeł nie jest straszny, ale podatny na choroby grzybowe i mają kruche korzenie (mimo wszystko nigdy nie miałam problemów przy przesadzaniu i rozsadzaniu). Dlatego dobra jakość podłoża, wentylacja i w razie potrzeby szybka reakcja i opryski fungicydem są wskazane. Jako podłoże preferuję mix torfu kwaśnego z perlitem lub żwirem w proporcji 2:1. Rośliny w ciepłych miesiącach uprawiałam w zasadzie jak muchołówki, zauważyłam też, że lubią dobowe spadki temperatur i się wtedy lepiej wybarwiają. Cefale można zimować, ale w wyższych temperaturach niż kapturnice, muchołówki czy rosiczki strefy umiarkowanej. Przedział 5-15 stopni powinien być w porządku. Mimo wszystko, nie trzeba ich zimować.

    Spoiler

    Mój świętej pamięci cefal.

    121068380_3386507141436462_5042773233183

     

     

    W sklepach specjalistycznych i od hobbystów można nabyć dużo więcej roślin z tych rodzajów, a także przedstawicielki innych rodzajów (Heliamphora, Utricularia i Darlingtonia są dość łatwo dostępne, Roridula, Stylidium i Drosophyllum również się od czasu do czasu widuje, pozostałe to może raz kiedyś gdzieś widziałam by ktoś hodował i nie jestem pewna z jakim sukcesem) i osobiście do tego zachęcam. Zazwyczaj też łatwo uzyskać od nich odpowiedzi na pytania o uprawę.

     

    Muszę zaznaczyć, że ze wszystkich znanych mi roślin, owadożery są najmniej kapryśne. Jeśli spełnisz ich wymagania, to na 99% będą pięknie i bezproblemowo rosły. Niestety, czasem trafiają się szkodniki czy choroby grzybowe. Dość powszechnym problemem jest też pleśń. Główne przyczyny porażki w uprawie jest niedobór światła i złe nawadnianie. Dla roślin strefy umiarkowanej ryzykownym okresem jest zaś zimowanie i tu niestety, ale zdarzają się straty. W Polskich warunkach dla wielu gatunków tropikalnych konieczna jest również inwestycja w sztuczne oświetlenie, jeśli chcemy by rośliny były piękne również zimą. Wiele z nich przetrwa te miesiące, jeśli będą w dobrej kondycji, ale odbije się to na ich wyglądzie, co nadrobią wiosną.

    Spoiler

    H2dNBsz.jpeg 

    Ten okaz był doświetlany przez zimę, ten poniżej już nie.

    Ms7P8la.jpeg


     

    • Upvote 1
    • Thanks 1
  12. No nareszcie. Nie tylko te dwa nowe rozdziały, co miały wyjść ponad pół roku temu, ale jeszcze zaginione wątki i akcja. I ghatorryzmy wróciły.

     

    Rozdział specjalny okazał się... zaskakująco mało specjalny, sądzę, że powinien być uznany za normalny, ponieważ mam wrażenie, że był niezbędny. Bez niego Chrupkość Obsydianki byłaby po prostu niepełna. Bo tego... Mamy tych Przebudzonych, mamy kiciusia, mamy Applejack, która poleciała się nim zająć, ale wróciła i to miałoby być tyle? No bez jaj, chyba nie. Bez tego rozdziału czułabym się cholernie zawiedziona i oszukana.

     

    Tymczasem mamy akcję, mamy humor, mamy nowych bohaterów, którzy są przedstawieni akurat na tyle, na ile jest to potrzebne (lub zabawne). Świat ruszył, tekst się odkorkował. W KOŃCU. To naprawdę była dla mnie ogromna ulga, szczególnie, że magia runiczna i kiciuś okazali się całkiem ciekawi i rzucający nowe spojrzenie również na Sombrę i Obsidian. Chociażby na to jak Sombra ją katował, ale według kiciusia ją kochał, a ona była słaba i do niczego.

     

    Podobała mi się Applejack w tym rozdziale, a ja nie lubię Applejack, może dlatego, że w serialu zrobili z niej straszną idiotkę i prostaczkę. A ta tutaj... Jest całkiem inteligentna i sympatyczna. A jednocześnie na tyle znajoma by nie być out of character. Plus również za bliźniaków z Flimflamu, mimo że pojawił się tylko jeden (nie wiem który, mylę ich i nie mam pamięci do imion), ta scena była cudowna. Poza tym, dobrze widzieć, że ktoś jest kompetentny. Również pieski i ich lojalność tylko wobec Kryształowej Dynastii na plus.

     

    W ogóle nie ma w tym rozdziale rzeczy, która mi się nie podobała, był zwyczajnie ciekawy i taki w sam raz. No i w końcu zobaczyliśmy, że są istoty, które są w stanie zagrozić alikornom (kiciuś mógłby zabić AJ, gdyby był rozsądniejszy). Swoją drogą - AJ powinna wypełnić rozkaz i dostarczyć go do schroniska dla zwierząt w Abyssini.

     

    Ogółem - miło widzieć w akcji kompetentnych bohaterów, którzy robią coś innego niż magia przyjaźni. I trochę żartów.

     

    Mimo wszystko, miałam wrażenie, że rozdział był wymęczony i pisany z trudem. Nawet nie wiem skąd i jak, ale to coś, co po prostu się wie.

     

    IX wraca do Obsidian (i nie tylko) i kontynuuje wątek Fluttershy. Samo spotkanie z Księżniczką Dobroci było... Nieco rozczarowujące. Nie dlatego, że coś było źle, ale liczyłam na więcej interakcji tych bohaterek. No i Fluttershy ma zdecydowanie więcej rozumu niż Twilight. Zaczynam dochodzić do wniosku, że byłaby lepszą opiekunką Obsydian niż Twilight. Doświadczenie ze zwierzętami i źrebakami robią swoje. Poza tym... O dziwo wydaje się bardziej stanowcza - choćby ma rację z tym "księżniczkowaniem". Obsy jest teraz księżniczką niczego, chyba że chcą jej przyznać honorowy tytuł by jej nie było przykro. Myślę też, że karny pierścień antymagiczny by się jej przydał. Nawet na parę miesięcy.

     

    Muszę też pochwalić potęgę ptaka Verderera. To jest fanserwis, o jaki nic nie robiłam!

     

    No i Obsydian też ma ptaka... Zwierzęcy sidekick, jak cudownie... I do tego to imię... Ktoś straci płot. W sumie najciekawsze jest to, że ptak rozpoznał w niej rodzinę królewską. Niby jak? I jak one to robią? Czy chodzi o coś tak błahego jak sposób wysławiania się?

     

    To jedna z paru rzeczy, które mnie mocno zaintrygowały, pozostałe to:

    1. Obsidian nigdy nie widziała jak Sombra wypala sobie emocje. Pewnie dlatego, że tego nie robił, szczególnie, że wydaje się kimś, kto wyładowywał swój gniew często, chętnie i intensywnie. Zastanawiające jest to, że wypalał je podwładnym. Czy tylko po to by tłumić bunty? Jakie efekty uboczne, o których nie wiemy, ma to zaklęcie?

    2. Co Obsidian zrobiła z Kryształowym Sercem? I czy to za to skatował ją Sombra, kiedy miała 5 lat?

    3. Uwaga Proskeniona o jej rogu i wschodnim pochodzeniu. Cóż, Sombra musiał skądś pochodzić. Liczę na zbadanie tego kierunku.

    4. Grób Sombry jest pusty. Czyżby czcigodny tatuś jednak żył, wbrew zapewnieniom autora? Ale co tam robi kryształowa róża? Działalność jakiejś jego kochanki? Czy w KO jest Radiant Hope?

     

    Tyle pytań... Osobiście podejrzewam, że Sombra był weebem, który zgwałcił kryształową księżniczkę (lub na niej eksperymentował) i tak powstała Obsidian. A jej matkę zwyczajnie zabił. A samej Obsy z jednej strony nienawidził, a z drugiej potrzebował do czegoś...

     

    Na plus interakcje Obsy i Proskeniona, misja w poszukiwaniu biblioteki, humor, interakcje Flutterki i Twilight. Na minus wątek Ambrosii, który jak zawsze nic ciekawego nie wnosił, ale w sumie był potrzebny by go domknąć po ostatnim pokazie chłopofilstwa.

     

    Ogółem: bardzo na plus w stosunku do poprzednich, nudnych rozdziałów.

    • Upvote 2
  13. @Obsede jak dodajesz nowy rozdział, to pisz nowego posta prócz aktualizacji w pierwszym poście. Inaczej wszyscy to przegapią.

     

    Ale no, przeczytane. I zacznę od negatywów, bo jeszcze o nich zapomnę.

    1. Pyszczki i klaczki brzmią jakbyś pisał o małych źrebaczkach. Klaczka oznacza źrebaka płci żeńskiej. To tak jakbyś nazywał jakąś dorosłą królewnę "dziewczynką".

    2. Czasami  dialogi bywają dość chaotycznie napisane i ciężko się połapać kto, co akurat mówi.

    3. Opisy w tym rozdziale brzmiały często... Technicznie. Sztywno. Brakuje tu nieco pewnej poetyckiej płynności, która budowałaby nastrój. Mam wrażenie, że zamiast tego otrzymaliśmy makietę, na której niby wszystko jest, ale to wciąż pozbawiona życia makieta, która niekoniecznie idealnie łączy się ze scenami. Znaczy, nie że się gryzie, tylko no... One mogłyby funkcjonować oddzielnie. Aż za bardzo. Po prostu te same informacje mogły zostać podane inaczej, ładniej, gładziej. A i w paru miejscach dałabym więcej opisów. Niekoniecznie w formie chamskiego monobloku.

    Np. scena w której Winter, Emerald i Selene wkraczają do komnaty Sundance, to opisu praktycznie nie ma. I nie, nie musisz opisywać wszystkiego, ale dać parę szczegółów czy elementów, by nadać iluzję, że to faktycznie komnata, a nie pusty pokój. Ogółem - więcej dynamizmu i elastyczności w opisach. To nada też większą płynność przy przechodzeniu od sceny do sceny.

    4. Anemone dealuje końmi. Czemu Selene jest najcenniejszą klaczą? Znaczy, domyślam się, że chodzi o wiek i o to, że jest zdrowa psychicznie, ale to określenie  zabrzmiało jakby tam się odbywał jakiś targ koński.

     

     

    Swoją drogą, ciekawi mnie, czy oni tam mają jakiś sposób by Emerald, Selene i Forlorn w ogóle wyrwali się spod jurysdykcji Anemone. Są dorośli i nie są jej dziećmi. I co by się stało jakby pokazali jej środkowy palec (nie żeby mieli jakieś inne palce niż środkowy) i się wynieśli, robiąc co chcą. Znaczy, podejrzewam, że chodzi o jakieś prawo i obyczaj, niemniej jednak byłoby to ciekawe. Podobnie jak to jak faktycznie skończyłby się sąd rozstrzygnięty przez niewieczne rody. Bo podejrzewam, że sprawa figowa mogłaby ich nie przekonać. Ale też zależy, co dokładnie jest w tym kontrakcie.

     

    Ciekawi mnie, co wykombinował Emerald Heart i co ma do tego jego młodziutka siostra. Bo znając Anemone, to Helios mógłby dostać Oasis, a on i Selene zostaliby z kopytami w nocniku. Za to Sundance i tak potencjalnie otrzymałaby swój pakiet upokorzeń, bo jej kondycja psychiczna i intelekt nie są dość sprawne by poradzić sobie z figowym argumentem. Poza tym... Oasis tam nie ma i co jeśli... W ogóle się nie zgodzi? Czy w ogóle mogłaby się nie zgodzić gdyby do tego doszło.

     

    Chciałabym więcej lore i informacji jak to wszystko u nich właściwie działa, bo to ciekawe i zmienia zasady gry.

     

    Ogółem interesujący rozdział, choć nieco zdziwiło mnie, że Crescent Dawn tak spokojnie przyjęła kombinowanie na przekór swojej matce. Chyba że tylko udaje, a w rzeczywistości jej doniesie lub ją sprowadzi na spiskowców.

     

    No i zastanawiam się, co na to wszystko powie sam Helios. Choć może jemu wszystko jedno, ważne by macica się zgadzała. Bo po tym, co Winter Guilt myśli o swoim ojcu, to nie zdziwiłabym się jakby był wyjątkowo nieprzyjemnym ogierem. Który zachowuje się bardzo źle, kiedy sprawy nie idą po jego myśli. W sumie jakaś część mnie chciałaby widzieć takie nieudane małżeństwo Selene, to byłoby na swój sposób zabawne.

     

    Myślę też, że chciałabym więcej Forlorn Hope. I w ogóle tych postaci, ich historii oraz interakcji. Jak wyglądało ich życie z Anemone, co tam robili, jak żyli, itd. To byłoby ciekawe. Nawet bym się ucieszyła jakby powstały jakieś prequele :D

     

    A i jeszcze jedno - czytam ten fanfik od dawna, tylko komciałam wcześniej na FGE. Gorąco polecam.

  14. Witajcie, moje małe rosiczki!

    Pragnę zaprosić Was do Zakątka Przyrodniczego, miejsca na forum, w którym możecie cieszyć się magicznym światem nauk przyrodniczych, własnymi zwierzakami, roślinami, itd. Znajdzie się tu zarówno miejsce na śmieszki i luz, jak i konkursy oraz poważne dyskusje na ważne tematy. Masz problem z identyfikacją gatunku? Kwiatki doniczkowe ci padają? Nie wiesz co zrobić ze znalezionym zwierzakiem? Pani z biologii zadała za trudną pracę domową? To jest dział również dla Ciebie.

     

    Opiekun działu: Cahan

     

     

    REGULAMIN DZIAŁU:

    1. W dziale obowiązuje regulamin forum. Oznacza to również brak przyzwolenia na niektóre grafiki i zdjęcia, które ze względu na specyfikę mogą być zbyt drastyczne by publikować je na forum.

    2. Jeśli masz wątpliwości - napisz do opiekuna działu na PW (tylko nie wysyłaj grafik).

    3. Staraj się nie dublować tematów i zakładać je w odpowiednich subforach.

    4. Zdjęcia i grafiki chowaj w spoilerach oraz napisz wcześniej, co się tam znajduje. Dotyczy to szczególnie materiałów, które często wzbudzają w innych fobie.

    5. Promowanie pseudonauki będzie tępione.

    6. Dział nie służy do diagnozowania i leczenia chorób. Cokolwiek tu przeczytasz, lepiej skonsultuj to ze specjalistą, niezależnie, czy chodzi o człowieka czy inne zwierzę.

    7. Dział nie służy również do prowadzenia wojen ideologicznych. Trzymaj poziom dyskusji. Podawanie źródeł i linków do nich jest mile widziane. Niewskazane jest podawanie linków do źródeł, które łamią punkt 1 regulaminu.

    • Upvote 2
  15. W drugiej i ostatniej turze tego eventu zebraliśmy 1850 zł z puli, która ostatecznie wyniosła 1969 zł. Specjalną nagrodę ponownie zgarnął Hoffman (680 zł), któremu gratuluję zwycięstwa i obrony tytułu Króla Komentarzy. Dziękuję Wam wszystkim za udział i liczę, że ponownie zobaczymy się przy jakimś zwykłym, nudnym evencie w spokojnych i nudnych czasach. 

    • Upvote 3
  16. Cóż, przeczytałam i w większości kwestii zgadzam się z Hoffmanem (w większości, bo jeśli chodzi o niektóre rzeczy, to nasze zdania nie mogłyby się bardziej różnić). Mam problem z "Tajemnicami". Z jednocześnie ani mi się nie podobało, ani nie nie podobało, ani nie było dla mnie obojętne. Ani nudne, ani ciekawe. No co za dziwny fanfik!

     

    Najgorsze jest to, że najciekawsze dla mnie było zakończenie. Ja chcę wiedzieć co będzie dalej, co odkryją Celestia i Luna, czy Cadance da radę? Twilight jakoś mnie w tym nie obchodzi wcale, jest po prostu neutralnym obserwatorem, do którego ma się przyczepić czytelnik. Ale no... CZEMU AKURAT DO NAJCIEKAWSZYCH RZECZY W TYM FIKU NIE MA KONTYNUACJI?! Ehhhhh... Ale po kolei...

     

    "Tajemnice" są długie. Wybitnie długie jak na oneshota i rzekłabym, że aż za długie jak na to, co i jak zawierały. Zaznaczę jednak, że ta długość mniej by mi przeszkadzała gdyby niektóre sceny były opisane... inaczej, nawet jeśli oznaczałoby to zwiększenie objętości. Bo matko, ale to opowiadanie serio ma strasznie jednostajne tempo. Nie ma w nim napięcia, a niektóre sceny przyjmuje się wręcz jako nudne rozczarowanie. Bo są, są długie, a informacje, które z nich uzyskujemy nie mają aż tak wielkiej wagi by to miało jakieś większe znaczenie. W całym fiku jest tak naprawdę jeden większy sekret, który faktycznie jest dużym plot twistem. A reszta? Reszta to takie "No i?", a ostatnie wspomnienie to w swojej obecnej formie wręcz lekkie "XD". Sądzę też, że wolałabym "Tajemnice" w formie wielorozdziałowca.

     

    Spoiler

    Ogółem, Twilight zostaje wezwana do zamku przez Lunę i zastanawia się czemu Lunę. I idzie przez ten zamek, idzie... A ja czuję nudę jakby to "Gucio, Cezar, Karolina" szli przez pustynię. Zastanawiałam się wtedy - czy akcja nie mogła zacząć się później? Kiedy coś się naprawdę dzieje? Albo skrócić ten wstęp? Bo niestety, ale za wiele on w sobie nie zawierał.

     

    Potem Twilight gada z bratem i jakkolwiek uważam, że jego uczucia i emocje są tu jak najbardziej normalne, słuszne i realistyczne, tak nie jestem pewna, czy ten fragment powinien się tu znaleźć. Wydłuża "Tajemnice", a nic do nich nie wnosi. I to byłoby w porządku, przy wielorozdziałowcu, który dałby nam też aktywniejszą Twilight i pociągnął pewne wątki DALEJ. Ogółem cały wstęp odebrałam trochę "muszę napisać wstęp, jebs, odhaczone, czas na część właściwą".

     

    Ale księżniczki się spotykają i Luna wraz z Celestią każą TS i Kredens dochować tajemnicy. Młode się burzą, że wcale się nie różnią od zwykłych kucyków, no i w przypadku Cadance może być niezręcznie, bo ma męża (swoją drogą, czemu pozwoliłaś na to małżeństwo, Celestio?). Przy okazji dowiadujemy się, że historia o Nightmare Moon jest kłamstwem i... Hmm... Nie jestem aż tak zachwycona jak @Rarity i w odróżnieniu od niej uważam, że "więź Luny z poddanymi podczas łażenia po snach" nie jest wyjaśnieniem. Znaczy, trochę tak, ale historia z książek to legenda. One mają to do siebie, że są uproszczone, najwyżej zawierają ziarna prawdy. I zawsze interpretowałam to bardziej jako "Luna zazdrościła Celestii nie tyle atencji, co realnej władzy nad Equestrią. Celestię postrzegano jako ważniejszą, co ma też o tyle sensu, że ile snów może obskoczyć Luna? No i sny to w większości jakieś bzdury. Celestia pławiła się we władzy i w zaszczytach, podczas gdy Luna pocieszała źrebaki, którym się śniło, że zsiusiały się na środku klasy czy coś w ten deseń.". Żeby nie było - nie uważam tego wątku za słaby, po prostu nie widzę zgrzytu w przyczynie przemiany Luny. Bawią mnie przy tym reakcje Twilight i Cadance - takie naiwne i młode. No brzmią jak smarkule, które nigdy nie musiały podejmować ważnych decyzji wagi państwowej. Chyba że powiedzenie prawdy, która wywołałaby anarchię i masowe zgony byłoby według nich lepsze niż to, co zrobiła Celestia. Celestia jako władczyni musiała przede wszystkim podjąć odpowiedzialną decyzję, niekoniecznie komfortową czy moralnie czystą.

     

    Ale dobrze, po wielkich bojach dowiadujemy się o co chodzi - Celestia i Luna znalazły róg Sombry, który nie umarł i chcą mu przejrzeć duszę. Bo Luna musi wiedzieć, czy przyczynił się do jej przemiany w Nightmare Moon. I w ogóle chcą poznać odpowiedzi na różne pytania. Podzielam ich ciekawość, ale równocześnie podzielam niechęć Celestii i Luny, choć głównie z innych powodów - bałabym się, że to niebezpieczne i skończy się bardzo źle. Tajemnice sprzed tysiącleci nie są warte ryzyka. Szczególnie, że z "Konfrontacji" wiemy, że Celestia i Luna ostatecznie nie poradziłyby sobie bez Elementów, tak jak Cadance i Twilight nie wygrałyby bez armii minionów i Kryształowego Serca. A w duszy mają tylko magię Lunę. Tylko... Dusza to nie sny. Jako czytelnik myślę sobie jednocześnie "zróbcie to" i "co za idiotki".

     

    Ale dobra, włazimy do umysłu Sombry. I najpierw trafiamy do Przedsionka. W którym za wiele się nie dzieje. Ogółem cały przedsionek i początkowy labirynt były... Nie chodzi o to, że za wiele się nie działo, co nawet zauważyła Twilight, tylko że... Jakoś klimat mi nie odpowiadał i przez to tekst się dłużył. Przyszliśmy po tajemnice.

     

    Potem pojawia się spopielone pustkowie z Nienawiścią i statuą matki Sombry. I to już było ciekawe, tylko znowu - przydługie. Paradoksalnie to pustkowie było ciekawsze bez Nienawiści. Ona jakoś odarła je z tajemnicy, a ja już przeczuwałam z czym się to wiąże - Sombrę opętał jakiś zły, mroczny byt, który w dodatku wygląda i zachowuje się jakby urwał się z komiksów.

     

    Ale mamy pierwsze wspomnienie i małego Sombrusia, któremu mamy chyba współczuć. Cały czas czekałam na jakieś WOW, coś dużego. Ale tylko dowiedzieliśmy się, że nazywał się Silver Shade i według mamusi miał talent magiczny (w co nikt inny nie wierzył), i był stworzony do wielkich rzeczy. Ogółem - nic szczególnie ciekawego, wyglądało bardziej jak przypadkowe, normalne wspomnienie, a nie coś, na co się napalaliśmy. W końcu szliśmy do centrum, bo mieliśmy dostać coś ekstra.

     

    Kolejne wspomnienie, tym razem Sombra uczy się języka i już wiemy skąd mu się wzięło Sombrerowanie. Też nic szczególnego, aż do końca - dowiadujemy się, że należy do rodu Platinum. I że inne jednorożce w Canterlot uważają ich rodzinę za zdrajców. Czemu? Tylko możemy się domyślać, prawdopodobnie chodzi o pakt z Discordem. Inni nie wiedzą, że ród stoi w opozycji do tyrana. Poza tym - lepiej poznajemy jego matkę, która jest dość ciekawą postacią. No i ród - Sombra to Platinum. Całkiem spoko i ciekawe, gdyby niosło za sobą coś więcej. Historia legendarnego rodu, który potem ginie w mroku dziejów brzmi ciekawie, ale co z tego, skoro finalnie nie zagłębiamy się w ten temat?

     

    Dalej, Sombra zdobywa swój Znaczek w dość drastyczny sposób. Wszystko dlatego, że jego matka była bardzo zdesperowana by młody pokazał na co go stać. Zastanawiam się, czy jego wuj to przeżył. I jak to wydarzenie wpłynęło na kaszojada. Co to za talent? Czarna Magia? I te kryształy... Golden Jewel coś wiedziała, pytanie ile wiedziała. Ta scena jest najlepszych z dotychczasowych wspomnień, ale i tak bym ją skróciła.

     

    Discord, wiemy, że misją Sombry jest jego zabicie. No i matka mu mówi, że bogowie nie istnieją, co ma na niego wielki wpływ. Całą interakcję z Discordem też bym skróciła. Była naprawdę spoko, bardzo dobrze oddany Discord, tylko no... Co za dużo...

     

    W końcu Nienawiść się bardziej wtrąca i zsyła ich do Kryształowego na egzekucję Amary, podczas której Sombra odwala, bawi się w tortury, itd. To wyrwanie rogu było słabe, podpisuję się pod tym, co napisała Rar. Podczas tego wspomnienia towarzyszyło mi pewne uczucie... Zdziwienia bezsensownością jego zachowania. Czemu Kryształowe Imperium? Sombra to canterlocki jednorożec, a wcześniej nawet Celestia i Luna nie wiedziały, że Kryształowe istnieje. Co sprawiło, że ruszył taki kawał na północ i po co? Czemu akurat tam? Czemu zabijać jakąś Amarę, która akurat nic nie miała do jego sprawy? Znaczy, rozumiałabym jakby zabrał się za nią później, po Celestii i Lunie, ale wcześniej? Co wydarzyło się pomiędzy.

     

    I tu mamy najlepszą tajemnicę - Cadance to reinkarnacja Amary, która przypomniała sobie o tym, oglądając i odczuwając własną śmierć. To był mocny, fajny i ciekawy moment. W końcu coś naprawdę soczystego. I w końcu miałam poczucie, że dzieje się coś, godnego uwagi. Była moc, było pokazanie, że bogowie nie tylko istnieją, ale alikorny nimi są i nie można ich tak po prostu zabić. I cały misterny plan i wielka ambicja króla Tacosa Espaniola poszła się kochać. Bardzo daleko.

     

    W końcu docieramy do ostatecznego wspomnienia, tego creme de la creme, które miało pokazać czemu Sombra tak nienawidził alikornów i chciał je pozabijać. Czemu zmienił się w potwora, skoro wcześniej był tylko mamisynkiem zwykłym ogierkiem? Miało być pięknie, ale już na samym początku sceny wiedziałam o co chodzi - Celestia i Luna pokonały Discorda, a całe jego "przeznaczenie" się zawaliło. I co gorsza, jego ród się cieszy, jego matka się cieszy, uznaje nową władzę i uważa, że wszystko jest okej. A Sombra? Sombra odwala jak kreskówkowy/komiksowy villain, który przeżył tak głęboki zawód, że nie spełni się jego marzenie życia, że zszedł na drogę totalnego zła. Celestia i Luna to kolejne uzurpatorki, bo są alikornami, a to bogowie, których nie ma, choć mama zmieniła zdanie, więc mama jest zaczarowana i dla niej za późno. Potem w lustrze objawia mu się nienawiść i bum, leci zabić mamę. I alikorny.

     

    Jakie to było słabe. Jaki to był zawód. To tempo przemiany bohatera. Od zera do setki. I nie uważam, że Sombra powinien zaraz skakać pod niebiosa i wychwalać alikornie siostry, ale od poczucia zawodu, krzywdy i chwilowego rozczarowania do zabicia mamy (bo na pewno ją omotały) i alikornów jest dalsza droga niż pięć minut. Wyjaśnić może to tylko ta Nienawiść. Ale ja jej nie kupuję jako siły. Szczególnie, że Sombra miał te myśli wcześniej, jeszcze nim się objawiła. Ale no... Wciąż, ona aż za bardzo wydaje się czymś wyjętym z serialu. To nagłe działanie i usprawiedliwianie złych uczynków wielkich złodupów magiczną mocą, a oni nie chcieli zazwyczaj uważam za słabe. Szczególnie, kiedy nie jest to przemiana, która postępuje. Bo nie uważam, by ona była wcześniej. Wcześniej Sombra chciał zadowolić mamę i uwolnić się spod buta znęcającego się nad nimi tyrana. Po prostu nie. Nie w takim czasie. Nie bez lepszego poznania Nienawiści.

     

    No i końcówka. Najlepsza, pełna emocji, ucieczki Sombry (no kto by to przewidział?) i wątków, o których chętniej bym czytała niż o tych tajemnicach Sombry.

     

    Czy dowiedzieliśmy się skąd przemiana Luny w NMM? Nie, możemy się tylko domyślać, że winna jest wewnętrzna nienawiść i jak się ją czuje za mocno (czy coś), to zmienia się w wewnętrznego demona i każe zabić ci matkę. Tzn. wypacza twój cel i zaburza światopogląd.

     

    Ale przynajmniej to nie jest ten sam Sombra, co wylazł z lustra!

     

    Cóż, postaci były oddane okej, choć na największą pochwałę zasługują Discord i Golden Jewel. Ona była prawdziwym graczem. No i jakoś urzekło mnie jej zdanie na temat alikornów. To akurat było w tym wszystkim spoko. Sam Sombra - całkiem okej, ale dość nudno, przez więszość czasu. Podobnie z księżniczkami. Cadance i Celestia wypadły najlepiej. Zwłaszcza Celestia, jako ta gniewna, a jednocześnie najbardziej dojrzała i rozumiejąca pewne sprawy. Cadance jako idealistka, ale dość rozsądna i ostrożna. Fajnie też, że to głównie ona ratowała dzień. Luna w porządku, ale Twilight nudziła. Twilight była tu oczami czytelnika, a nie pełnoprawną postacią.

     

    Forma w porządku jak zwykle.

     

    Generalnie - to dobry fanfik, ale mam ekstremalnie mieszane uczucia, choć wynikają głównie z kwestii czysto subiektywnych. Mimo wszystko - czuję pewien niedosyt i rozczarowanie. Ale za to bardzo ciepło bym przyjęła kontynuację. I to najlepiej jako wielorozdziałowca.

    • Upvote 2
  17. Przeczytałam "Konfrontację" parę dni temu, czas na komentarz (może się nawet jeszcze załapię na event :D ). To kolejna część tej samej serii, do której należą "Pościg", "Delirium" i "Tajemnice" (te ostatnie dopiero na mnie czekają). I co mogę powiedzieć. Podobało mi się, miejscami bardzo, ale szału nie ma.

     

    Zanim przejdę do rzeczy ważnych... Te PYSZCZKI i KOPYTKA tak mnie wnerwiają, że wyjdę z siebie i będziecie mieli dwie Cahan w tym dziale. Jedna gorsza i marudniejsza od drugiej. Brrrrrrrrrrrr. Po prostu nie jestem w stanie traktować poważnie poważnego fanfika z poważnymi scenami, które są poważne, kiedy wyskakują mi gdzieś takie zdrobnienia.

     

    A teraz powrót do normalności. Fanfik przez większość czasu wydał mi się... rzemieślniczy. Jakbyś obejrzał tę fanowską animację "Fall of the Crystal Empire" i stwierdził "ha, wezmę i napiszę to lepiej, i bez animu". Cóż, napisałeś lepiej i bez animu. Skojarzenia wynikają zarówno z broni sióstr, tego co mówi Celestia i sceny z Luną na samym końcu. A także różnice w zachowaniu Sióstr. No i tego, że musiały porzucić armię ze względu na aurę.

     

    Ale no, fik jest dość standardowy, miejscami (zwłaszcza na początku) nieco brakowało mi więcej opisów, w ogóle sam początek, przed przybyciem do Imperium wydał mi się słaby. Czy raczej - poniżej Twoich możliwości, a to znaczna różnica. Od niektórych się zwyczajnie oczekuje dużo więcej. Przykro mi Malv, jesteś za dobry.

     

    Ale podobał mi się ten niepokój, który im towarzyszył już na początku, podejrzenie, że coś jest nie tak.

     

    A dalej jest lepiej, lecz wciąż nierówno. Moim zdaniem najlepsza cześć fika to przybycie do miasta i wszystko, co wydarzyło się przed stanięciem przed obliczem Sombry. Tajemnicze wizje, posągi, opętani niewolnicy, uczucie paranoi, klimat. Świadomość Celestii i Luny, że władca się nimi bawi i do tego skądś je zna (ale one jego już nie). To było tak cudownie niepokojące, to wyczuwalne napięcie.

     

    Niestety, bańka pękła, kiedy do tej konfrontacji doszło. Było już standardowo i nieco nudnawo, nie wydarzyło się nic na tyle niespodziewanego by to zmienić, a cała sekwencja z Luną w korytarzu zdawała się wręcz wymuszona. Celestia w ogóle wypadła tu lepiej. Ze swoim połączeniem z martwą królową Imperium. Ktoś bardzo złośliwy mógłby powiedzieć, że nie popisała się tu intelektem, ale, o dziwo, to nie będę ja. Nie dziwię się, że nie skojarzyła jakiegoś paplania o Sercu, kiedy była w trakcie walki z nieumarłym czarnoksiężnikiem. (+ martwa alikornka mogła wyrażać się bardziej bezpośrednio).

     

    Finał znamy, Imperium zostało wygnane.

     

    Za to ciekawa jest końcowa scena z Luną i to jak doszła do tego wniosku. I tu się zastanawiam - jak Sombra na nią wpłynął? Czy jego magia coś jej zrobiła, czy to raczej kwestia jej samej?

     

    Jeśli chodzi o postaci, to zarówno Celestia i Luna bardzo na plus. Podobało mi się jak się różniły, a jednocześnie dopełniały i mogły na siebie liczyć. Sam Sombra wypadł gorzej, wciąż okej, ale... Nie porwał. W ogóle zastanawiam się, czy to ten Sombra z "Abdykacji", ale mam nadzieję, że nie, idę czytać "Tajemnice", to się pewnie dowiem.

     

    Ogółem, fik dobry i momentami czytało się genialnie, wręcz wciągał, ale niektóre fragmenty były średnie, nieco nużące.

  18. "Delirium" to kolejny bardzo artystyczny fanfik, ale tym razem ta sztuka okazała się dla mnie niestrawna. Już po pierwszych akapitach narodziła mi się  w głowie myśl "Czy to pisał jakiś naćpany młodopolski poeta?!". Kolejne akapity delirium dłużyły się i dłużyły, no czytać się tego nie dało. To było jak jakaś awangardowa poezja dla hipsterów :P

     

    I już myślałam, że skończy się na "Malv, co to na kiłę, rzeżączkę i trąd miało być?!". I tak, zwróciłam uwagę na tytuł. Ale potem wchodzą siostry i wybór artystyczny takiej formy nabrał sensu, bo to Luna grzebała w umyśle kogoś, kto sobie właśnie radośnie umiera, a wtedy się nie myśli zbyt składnie i logicznie. To, że czegoś szukała wyjaśnia też to, że te majaki ułożone są chronologicznie. I część alikornicami była w porządku, nawet bardzo w porządku.

     

    Co tu rzec... Czy "Delirium" dobrze oddaje przedśmiertne majaki tego kuca? W zasadzie to tak. Ale mimo wszystko, potraktowałabym je jako ciekawy eksperyment artystyczny, tylko że jednocześnie zupełnie niestrawny. Akapity delirium dłużyły się i dłużyły, a ja miałam dość, bardzo dość. Po prostu. I dobra końcówka nie jest w stanie zatrzeć tej męczarni. Strasznie irytowały mnie te celowe powtórzenia. Myślę, że bez nich i gdyby samo delirium trwało max jedną stronę, to oceniłabym tego fika znacznie lepiej. Mimo wszystko, zabieg intrygujący.

    • Upvote 1
  19. To było interesujące doświadczenie i kolejny dobry fanfik. To niemal jedna scena, scena paniki i walki o życie. Strachu tak głębokiego, że sprawiającego, że główna bohaterka bardziej przypomina głupiego zwierzaka niż rozumną istotę. Można powiedzieć, że traumatyczne przeżycia pozbawiły ją człowieczeństwa (czy raczej tego, co mają kuce). Sombra pozbawił ją czegoś tak integralnego i wartościowego, że nie da się już tego naprawić. Nie da się uwolnić od tego panicznego, niewolącego strachu, który degraduje do roli rzeczy. Aż ciężko jest bohaterce nawet współczuć. Właśnie przez to - ona już nie ma swojego ja i swojej osobowości, jest kształtem stworzonym przez swojego oprawcę.

     

    Swoją drogą - strasznie podoba mi się to jak cholernie mroczny jest ten fanfik i w jak subtelny sposób sugeruje o czym jest. A jest o ofierze regularnych gwałtów. I to jest napisane z niesamowitym wyczuciem. Chylę czoła.

     

    Warsztatowo? Cud, miód i orzeszki. Akcja, jej tempo, budowanie i podtrzymywanie klimatu. Świadome posługiwanie się długością i konstrukcją zdań oraz formatowaniem. I ta nienachalność. Ta nienachalność jest piękna.

     

    Zakończenie jak zakończenie - to był sen. Ale czy na pewno symboliczny i w rzeczywistości wszystko wyglądało inaczej? W przypadku Sombry, który jest postacią wywołującą koszmary i wizje, bawiącą się ze swoimi ofiarami trudno powiedzieć. Nie zdziwiłabym się nawet gdyby faktycznie fundował swoim ofiarom takie właśnie koszmary.

     

    Ale jest w tej beczce miodu łyżka dziegciu - pyszczki i kopytka. Te zdrobnienia tak bardzo tu zgrzytają. Tak bardzo nie. Nie w tym mroku, nie w tym strachu, nie w tym upodleniu i zezwierzęceniu.

     

    Mimo wszystko... To bardziej koncepcja niż fanfik. I wiem, że powstały kolejne z tej serii. Jeszcze ich nie czytałam. Ale myślę, że samodzielnie "Pościg" radzi sobie średnio. Jest za to dobrym wstępem do czegoś dłuższego.

    • Upvote 1
  20. Ciężko skomentować to opowiadanie bez odniesienia do "Abdykacji", która powstała lata później po "Intronizacji", ale jest ewidentnie jej prequelem. I co mogę rzec? "Abdykacja" była niby okej, ale nieco się dłużyła i nudziła, brakowało mi czegoś "WOW", tymczasem... "Intronizacja" mi podeszła. Bardzo. Opowiadanie nie jest za długie, ani za krótkie. Jest w sam raz.


    To, co zrobiłeś ze słowami jest tu po prostu piękne. Czyta się to jak dzieło sztuki, przy którym czytelnik cieszy się z budowy poszczególnych zdań, opisów i wylewających się z nich emocji oraz klimatu. Ale to nie pociągnęłoby fika, gdyby nie zamknięcie. Które miażdży. Jest tą petardą, tym WOW, które nadaje jeszcze piękniejszych barw całości. No i pojawia się w nim moja ulubiona bohaterka z fików Malva.

     

    Bardzo spodobał mi się opis Otchłani, światła i schodów. Nie wiem czemu, ale skojarzyło mi się to z kwiatkiem z "Zaplątanym", miało w sobie coś magicznego, czystego i pełnego nadziei. Od pierwszych słów wiadomo z jakim typem fanfika mamy do czynienia. I jest to typ, który osobiście lubię.

     

    Sama walka wewnętrzna Sombry i bytu, który go opętał i uznał, że jest tym  właściwym, walka o siebie jest ładna, jest piękna, jednocześnie dosłowna i poetycka (choć dość zabawnie się myśli, że wszystko dzieje się może w ciągu sekundy), ale nie więcej.  Z jednej strony dobry duch szlachetnego Sombry, a z drugiej... No właśnie. Czy zły czarnoksiężnik nie zasłużył na odrobinę współczucia? Jako oszalała część opętanej jaźni, przekonana o własnej prawdziwości, krzywdzie i prawach do tronu. Istota, nie wiedząca kim, ani czym jest i obawiająca się tego drugiego... Demona. Czyż to nie przewrotne?To co naprawdę wzrusza to zakończenie. Piękna śmierć. Słodka i dobra. Bo tylko tak mogło się to skończyć, było za późno na cokolwiek innego.

     

    Jeśli wcześniej zastanawiałam się, czy warto przeczytać "Abdykację", to teraz mam wrażenie, że tak. Dzięki temu rozumiałam i czułam więcej, a sama historia nabrała głębi.

     

    I właśnie dlatego przyznaję głos na EPIC.

    • Upvote 1
  21. Przeczytane. To było szybkie i dobre. Bardzo przyjemny, zgrabny i ciekawy oneshocik. Może nie jakieś arcydzieło, skłaniające do namysłu, ale i tak bardzo mi się podobało.

     

    Forma niemal bez zarzutu, ale czemu tam są dywizy zamiast półpauz, podczas gdy półpauzy w tym fanfiku występują? Klimat mroczny, ale nie horrorowy. Raczej przypominający chłodną, letnią noc, niosący jej zapachy i wilgoć. Jakbym miała coś zmienić, to pewnie wydłużyłabym scenę w mieście i dodała tam nieco więcej opisów. Ogółem, osobiście bym tego fika jeszcze odrobinę zagęściła. Kilka zdań w paru miejscach.

     

    Jeśli chodzi o bohaterów, to chyba najbardziej przypadła mi do gustu Celestia. Jej wejście było mocne. Swoją drogą - ciekawi mnie, co by się stało jakby Glowowi się udało.

     

    A jeśli chodzi o samego Glowa, to chyba najlepiej podsumowała go sama Celestia, wysyłając go na wakacje do wariatkowa. I uważam, że koleś nie potrzebuje więcej sceny i wyjaśnień. Był spoko postacią i spełnił swój cel. Zakochany głupiec, który pomylił niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni stawu. I najlepsze w nim było właśnie to - on szczerze wierzył w te swoje banialuki. Za to jego umiejętności i całe tło uważam za naprawdę ciekawe.

     

    Jeśli chodzi o fabułę, to od razu domyśliłam się, że Luna nie zdradziła - wskazał na to jej dobór słów. Nightmare Moon nigdy nie wyraziłaby się w ten sposób. Ale mimo wszystko - i tak kibicowałam Glowowi, bo byłam ciekawa, co się stanie. Za to udało Ci się zwieść mnie na manowce w kwestii czasu - myślałam, że akcja dzieje się przed wygnaniem Nightmare Moon. Ładnie :D

     

    Moim ulubionym fragmentem fika jest jednak sen Glowa. Był napisany przepięknie. Po prostu. A na drugim miejscu wejście Ceśki.

     

    Zdecydowanie polecam.

    • Upvote 1
×
×
  • Create New...