Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Magda B

Brony
  • Content Count

    10
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

13 Neutral

3 Followers

About Magda B

  • Rank
    Klacz do zadań specjalnych
  • Birthday 09/19/1999

Informacje profilowe

  • Gender
    Klacz
  • Miasto
    Stradomia Dolna/Ostrzeszów
  • Zainteresowania
    Zielarstwo i rośliny, ogrodnictwo, pisarstwo, majsterkowanie i DIY, książki, ekologia/OZE, gry komputerowe (starszej daty), wolontariat ;3
    Czy spanie i jedzenie też się liczy? Bo wszelkie ich aspekty też mnie interesują...
  • Ulubiona postać
    Twilight Sparkle oraz Księżniczka Luna

Recent Profile Visitors

643 profile views
  1. I wstanie jeden z Was, szkatułkę pradawną odnalazłwszy i plecami się do innych odwróci. Bowiem samotnie otworzyć ją zechce. Przyzdobiony znakami nocy, jakoby księżycami albo gwiazdami. A znany będzie jako Ten, Który Tak Potwornie Mąci. Księga Reksia, część trzecia Powiedziało się A, zapisało B, więc należy wysłać także C, o reszcie alfabetu nie wspominając. Jak Kraina Czarów popadła w Chaos, tak i świat wokół Cahan obracał się w popiół i pogorzelisko. Purple Wind miała ją w plocie, Estelle miała ją w plocie, a Lunar Wing był... nieprzychylny w słowach, ale za to nie miał jej w plocie! Choć brakuje w tym świecie trupów i broni, to Cahan polubiła nowy stan rzeczy, a przynajmniej się na niego tak nie uskarżała, być może brakowało jej wyzwań. Na nieszczęście w tym wszystkim Sorell oraz Calm Soul, klacz psycholog, zadecydowały, że to zebra ma problem i koniecznie musi się z nim rozprawić. Powtórzę dla jasności - Cahan ma problem, bo się do niej znajomi nie odzywają i to jest coś, z czym Equestrianki każą jej się uporać. Utwierdzam swoje stanowisko względem psychologii w tym kraju - mają nierówno pod grzywą i to srogo! Tylko ja widzę większy problem w utracie budzika-Estelle i że to z Estelle jest problem? *bliżej nieokreślone jęki i krzyki frustracji* Okej, możemy kontynuować. Sesję terapeutyczną z grzeczności teraz pominę długim pociągnięciem ziołowej herbaty (albo liny z wisielcem, kto co woli pociągać). Tematy "wiem jak się teraz czujesz, rozumiem cię", "kucyki są grzeczne i nie zaczynają wojen", "Homeostasis i Bellus są be, każdy wie, że istnieje tylko nasza boska alikornowa czwórka, chałwa im!" oraz "musisz zawrzeć jedną znajomość w ciągu tygodnia" to w zasadzie podsumowanie tego, co się dzieje podczas tego spotkania. Cahan może i nie lubiła się z historykiem, ale musiała przyznać, że za historie o wojnach equestriańskich powinna mu dziękować... gdyby dodał o nich coś więcej, niż oferował podręcznik, a wszyscy wiemy, że to z pewnością okrojone relacje. Ja z chęcią dowiedziałabym się, jakie to są te różne wersje pokonania Nightmare Moon i wraz z zebrą poznała szczegóły wojen, o których nikt nie był łaskawy napisać... przynajmniej nie konwertytom. Ta szkołą z internatem na pewno ma w zanadrzu parę, jak nie paręnaście, przekrętów. Rozważania dotyczące mordu alikornów przerywa Pinkie Shy, którego mamy od razu nie lubić i o którym wiele może nam powiedzieć właśnie jego imię. Mimo to, Cahan nieświadomie buduje z nim pogawędkową relację, nawet, jeśli stara się być przy tym niemiła. Jest szczera, więc i wiarygodna. A taka powinna być przyjaźń, tak tylko ostrzegam. I odnoszę chwilami wrażenie, że to nie Calm Soul powinna prowadzić terapię i tłumaczyć innym, co im dolega duchowo, a właśnie pasiasta. Powrót do pokoju przypomniał jej jednak o swoich zmaganiach, które nie przyniosły żadnego rezultatu, a bolało to bardziej niż powinno przez brak sprzętu do grania, oglądania i czatowania z innymi, czyli laptopa. To na pewno wina braku laptopa. A teraz przejdźmy do pozytywnych osiągnięć rozdziału i zebry, czyli niespodzianki od Sorell. Jak można się łatwo domyślić, Cahan musiała bardzo ładnie modlić się do bogów, ponieważ postanowili jej wysłuchać i podarować wizytę poza granicami ośrodka! Dostałam też kolejne potwierdzenie, że Cahan daleko do Mary Sue (chałwa Celestii!), bo jednak posiada lęki, w dodatku całkiem... normalne? Lęk wysokości wydaje się nie budzić kontrowersji, a po raz kolejny zawodzi system opieki psychicznej nad konwertytami - jak inaczej wyjaśnić, że tak świetnie poinformowana Sorell nie wie o problemie zebry z wysokością? Założę się o dobrą hawajską nawet, że to gdzieś między wierszami padło u Calm Soul, więc no... Stos w tym przypadku to za mało, ma ktoś temperówkę z otworem wielkości kopyta? Wypróbowałabym to na Cahan, ale tylko dlatego, że zamarzyło jej się zobaczyć Pierwszy Płomień. Jako wprawiona czytelniczka wszelkiej maści innych czytadeł wiem, że takie coś nie pada bez powodu. Powód fabularny też się do tego zalicza. A niech cię, Cahan za kilka akapitów! W tym miejscu proszę, aby Kleo należycie to nagrodziła, jak tylko koty potrafią karać. Komzbiory to bardzo ciekawa idea i sposób działania, muszę przyznać. Mimo, że ich wnętrze, z tego, co sobie wyobrażałam przy czytaniu, nie było już tak kolorowe i potęgowało tylko niepokój wsiadającej konwertytki. Samą mnie odtrąca i skłania ku przemyśleniu, czy nie dało się tego jakoś inaczej rozwiązać - boksy brzmią zbyt prototypowo dla tak rozwiniętej Equestrii. Kuce z klaustrofobią pewnie też się pod tym podpisują wszystkimi czterema kopytami. Chwilowo jednak trwamy przy Cahan i jej dolegliwościach lękowych, która - na szczęście lub nie - szczęśliwie przeżyła lot komzbiorem. Kminię tylko, czemu po wylądowaniu czuła pod kopytami trawę, ale może czegoś nie doczytałam i jest to całkiem normalne - trawa zimą, gdy dookoła pełno śnieżnych czap. Nie mnie to oceniać. Tak samo jak Sorell, która z jednej strony jest niezbyt zaskoczona wyznaniem zebry o swoim lęku, w tym samym czasie bełkoczącą coś o nie narażaniu konwertytów na dodatkowy stres. Coincidence? I think not! I tak oto docieramy do starego, choć niewątpliwie pięknego miasta Canterlot! Po raz wtóry przekonujemy się, że to nie jest takie sobie wspomnienie, że docieramy do lokacji i toczy się wartka, mocna akcja - spokojnie rozmawiamy sobie o architektonicznych niuansach Białego Miasta. Czujemy się, jakbyśmy stali razem z klaczami na jednej z jego ulic. I tak samo ignorowali żywą paplaninę Sorell o tym, dlaczego i kto budował takim, a nie innym stylem, czy coś. Tak jak z przewodnikami w muzeum antyków innych niż broń. Pamiętacie wzmiankę o Pierwszym Płomieniu? To teraz dorzućcie małą samowolkę w zwiedzaniu i absolutny zbieg okoliczności, że trafiamy do Sol Adventum. Bogowie Cahan, za co? Ja rozumiem ideę świętego ognia, powinno się go stosować bardzo często, ale zebra, główna bohaterka ze swoim charakterkiem i Pierwszy Płomień od Celestii to złe połączenie... Jak można to przeczytać dalej, nawet bardzo złe. Wizyta w Sol Adventum, magia alikorna i modły w świątyni oddają nam Cahan, której nie chcielibyśmy nigdy więcej spotkać. A przynajmniej ja mam na samą myśl odruchy wymiotne. Początkowo jest do przetrawienia, a jej ciekawość i podziw dla Sorell pozwalają dowiedzieć się znacznie więcej, ale to by było na tyle, jeśli chodzi o pozytywny wpływ tej sytuacji. Po obejrzeniu Fontanny Zwycięstwa i wizycie w Tenebris Lumen nadszedł czas powrotu. Okazuje się, że Pierwszy Płomień leczy także lęki i fobie, bo u zebry nie widać ani śladu strachu podczas lotu powrotnego. A szkoda. Teraz przejdźmy do tego nieprzyjemnego wpływu artefaktu, który objawił się próbą pogodzenia Purple Wind i Estelle przy użyciu płomiennego przemówienia o zgodzie, miłości i innych pierdołach. Uśmiechająca się miłościwym uśmiechem Cahan będzie mi się teraz śniła po nocach... A propos snów, to jeżeli ktoś się nie domyśli, to od takowego zaczniemy. A sny zebry o bardzo wyrazistym charakterze muszą być równie jaskrawe, co od razu widać po wstępie. Tu pozostawię mgiełkę tajemnicy, bo ten element jest obowiązkowy do przeczytania dla każdego. Warto, po prostu zagłębić się w dzikie pragnienia pasiastej. Budzimy się w Wigilię Serdeczności, kiedy Cahan jest dość skacowana po magii Celestii. I tak jak psioczyłam na uroczą wersję zebry, tak teraz popsioczę na to, że jak szybko coś przewrotnego się zaczęło dziać, tak samo szybko się skończyło. Może i miałabym ochotę wbijać na pal za zbyt długie trwanie bohaterki we władaniu miłości, ale absolutne urwanie wątku, choć ten dopiero się zaczął, to niewykorzystanie potencjału, przynajmniej nie w pełni. Jak na Cahan, do której przywykliśmy przystało, najchętniej zakopałaby te wspomnienia głęboko w odmęty wszechświata razem z tymi, którzy cokolwiek o tym wydarzeniu wiedzą. Zebra wyciąga wnioski z całej sytuacji i szuka jej pozytywów, stara się przeanalizować, dlaczego działała tak, a nie inaczej. Wytłumaczenie, że to wina Pierwszego Płomienia nie było wystarczające. Po krótkich przemyśleniach i rozkminach nad potęgą alikornów głos przejmuje pusty, zebrzy brzuszek, więc klacz postanowiła zwlec się z łóżka, wyrzucić przygotowane przez uroczą Cahan prezenty i przemyśleć, co ją będzie czekało po wyjściu z pokoju. Stołówka to pobojowisko po każdym posiłku, o czym dowiadujemy się w rozdziale siódmym, żadnych wzmianek o tym wcześniej nie uświadczymy. Co wydaje się dziwne, wsadzenie pyska do talerza naprawdę jest takie trudne? I czemu personel kuchenny akurat musiał się trafić taki niezbyt miły? Na te pytania odpowiedzi brak, a brzuch konwertytki burczał tak bardzo, że skłonna była zająć się sprzątaniem stołówki. Znacznie to ciekawsze niż wiele innych wydarzeń, naprawdę. Grunt, że brzuch przestał wołać o ofiary. Po przeprowadzeniu porządków na stołówce, przyszła pora na przekąski. Stolik pasiastej klaczy szybko zauważył, że nie dość, iż zebra znów jest sobą, to w dodatku ma moralnego kaca i rozpoczynają się ploteczki. Zauważalny pozytywny wpływ Płomienia mnie nie ciekawi, miałam nadzieję, że rzucą się sobie do gardeł, ale zauważyłam już, że fabuła jest odwrotnie proporcjonalna do charakteru głównej bohaterki. Po przygotowaniu wszystkiego, kąpieli Cahan i paru mniejszych rozmowach, oto Wigilia Serdeczności – zgromadzenie modlące się do alikornów, odwiedziny epizodycznej postaci, jaką wydaje się być dyrektor ośrodka, podziękowanie za jedną z pozytywniejszych rzeczy, jaką Cahan odwaliła, czyli uwolnieniu zakonnicy ze szponów śmierci, a także jedzeniu. Potem kuce gromadzą się w salach by jeść, składać sobie życzenia, obdarowywać się prezentami i opowiadać sobie historie. Akurat historia opowiedziana przez Cahan to kolejne "must read" tego rozdziału, który momentami zdaje się nie posiadać końca - na wattpadowe standardy przydałoby się go podzielić choćby na pół - łatwiej móc przerwać po krótszym fragmencie tekstu, jeśli zajdzie taka potrzeba, niż w randomowym momencie i potem szukać tego po całym rozdziale, bo Wattpad lubi zapominać, gdzie skończyło się lekturę. Potem mamy jeszcze kilka wydarzeń Lunaliów, jak długi sen, opiekę nad szklarnią czy zabawy na świeżym powietrzu. Ostatnie wydarzenia wydają się randomowe i tak bardzo od czapy, że miałam naprawdę tęgą rozkminę o tym, czy przypadkiem czegoś nie pominęłam, ale jak się okazuje, to nie. Kończymy dotychczas opublikowane opowiadanie ucieczką Estelle z ośrodka. Spodziewał się ktoś? Po odtańczeniu tańca triumfalnego, złożeniu ofiary swojemu żołądkowi i upojeniu się leśną herbatką jestem gotowa na podsumowanie. Fanfik ciekawie skonstruowany i zapowiadający się pompatyczniej, niż to w rzeczywistości wygląda. Mamy w nim świat trochę znany, a jednak w zupełnie innej formie. Są elementy znane, ale wiele z tego, co było na stałe wpisane w schemat Equestrii, to przy stworzonych realiach stek bzdur wyjęty z kucykowej biblii dla ludzkości. Tworzy to swego rodzaju dowolność dla autorki, która nie jest ograniczona światem serialowym - korzysta z tego, co jej się podoba, a co jej nie leży lub stanowi brak - po prostu zgrabnie przekształca. Jest to też na pewno wygodny zabieg, bo pracuje się na pewnym szkielecie, który jednak można wyginać dowolnie i ubarwiać dowolnymi płatami mięśni, wnętrzności oraz skóry. Niekoniecznie musi to być casualowa forma życia. Bohaterka jest odważna, uparta i ma cięte myśli. Przebywanie na jej karku wraz z narracją jest ciekawe, nigdy nie wiemy, w którym momencie padnie jakaś fraza-petarda, która zdolna jest zmieść z powierzchni ziemi opanowanie kosztem spazmatycznego rechotu. Początkowa jej kreacja była niezbyt oryginalna, ot - osoba pełna aspołeczności i nienawiści do świata, którą odmieni poznanie krasza i dzikie seksy co noc, mimo iż będzie go nienawidziła. Tak, za dużo Wattpada. Cała ponyfikacja wyszła bardzo na plus dla postaci - rozwinęła się w kierunku bardzo intrygującej postaci, która kombinuje i wychodzi poza schematy w bardzo oczywisty dla czytelnika sposób. Jej działania bywają nieprzewidywalne, ale tak jak Cahan, tak i czytelnik zręcznie dostosowuje się do sytuacji. Problemem nie wydaje mi się tutaj sama fabuła, co poprowadzenie wydarzeń. Nie można oczekiwać wybuchów i trupów co rozdział, ale dużo tu jest rozmów, posiłków czy prozaicznych czynności, które zgłębiamy bardziej niż same przełomowe wydarzenia. Kłótnia i fochy klaczy - myk, trzy miesiące to trwa, Cahan ma problem. Zebra pod wpływem Pierwszego Płomienia? Tak, po tym ma się niezłego kaca. Sytuacje nie są tragiczne, mamy sporo wspomnień i nawiązań do wydarzeń z pominiętego okresu, ale wciąż - wydaje się to niewykorzystanym potencjałem dla historii. Nie ma jednak tego złego – rozmowy i proste czynności wnoszą swoje i dają inne spojrzenie na te proste (wydawałoby się) elementy życia codziennego – łatwe dla Equestrian, trudniejsze dla konwertyty. Świat ma swoje tradycje, zwyczaje, prawa i struktury - ich opisy są długie i wyczerpujące temat na tyle, na ile pozwala nam to wiedzieć autorka. Nie są cukierkowymi zapychaczami, że "niebo miało kolor przywodzący na myśl hordy zabitych żołnierzy, z których pod wpływem szybkiej pracy serca w ostatnich chwilach ich życia wypłynęły hektolitry krwi", ale kilka ubarwiających wtrąceń by nie zaszkodziło. A przynajmniej kilka więcej. Długość rozdziałów jest różna i chyba tylko ostatni tasiemiec bardziej prosi się o rozbicie na mniejsze elementy. Nie wiem jak w docksie, ale Wattpad pozwolił odczuć to bardziej, niż powinien. Przy dalszych publikacjach poradzę rozbić to na mniejsze i dawać tylko odwołania, że rozdział ten sam, ale część druga czy trzecia. Co jeszcze mi na śledzionie się ułożyło? Zauważam profesjonalne podejście do roboty nie tylko w postaci jakości tekstu, co widoku grupy, która za to odpowiada, czyli korekty i pre-readerów. Da się zauważyć kilka "baboli", ale wszyscy jesteśmy ludźmi. Fabularnych dziur nie uświadczyłam. Co zatem sądzę o całokształcie "Smaku Arbuza"? Warto się zagłębić, choćby dla zastosowanej formy świata, dla zebry i jej ciętego języka, jej zmagań i cierpień w ośrodku, ale jakikolwiek powód by przywołać - czytajcie, a zostaniecie nasyceni. Tymczasem ja oczekuję na więcej akcji, którą mam nadzieję, że ostatni rozdział obiecuje, więcej Cahan w formie uwielbianej, a nie uroczej, no i na więcej tej dobroci, jaką sam fik jest. Dziękuję, dobranoc. Część 3/3
  2. Najdroższa Führerin, autorko dzieła "Smak Arbuza", któraś nas, niegodnych, dziełem tym pobłogosławiła... Pragnę gorąco uraczyć Twą duszę nekromancką (czy coś takiego istnieje?) recenzją, która próbą będzie, by oddać majestat owego dzieła. Czy próba zakończy się pomyślnie, tego żadni bogowie nie są w stanie przewidzieć. Usiądź zatem wygodnie (o Kleo nie zapominając, bo inaczej Ci przeszkodzi w trakcie) i racząc się herbatką, w te oto słowa się wczytaj... Moje spotkanie ze "Smakiem Arbuza" to pierwszy po wielu miesiącach wgląd w fandomową, pisarską twórczość. Dotąd niezbyt zmierzałam w te rejony, będąc chyba zrażoną (młoda niewinności, któraś zwiała mi przez "Rainbow Factory", pocztówkę byś napisała) i niezbyt przekonaną, co do tego, czy jest to dział lektur dla mnie (kaszlu"RF"kaszl). Moje preferencje to książki w postaci fizycznej, stojące na półce i pachnące drukiem, a późniejszą ich "dodatkową substytucją" stał się dla mnie Wattpad. To mogło mieć związek z tym, czemu lektury fandomowe mi umykały bokiem... Po kilku mniej zapadających w pamięć "lekturkach" kucykowych porzuciłam te rejony Wattpada... aż do niedawna. Wygoda czytania na WT bardziej mi pasowała, niż siedzenie na forum, na którym i tak jakoś nie siedzę (chyba to jest nieuleczalne), ta forma socjalizacji mi nie podchodzi do końca. Ale stało się, że pewnego chłodnego wieczora dostała się na ekran mojego telefonu zebra, wyjątkowo znajoma, buntowniczo-sarkastyczna i otoczona zielenią. W dodatku ten tytuł: "Smak Arbuza" - kto by nie dał się złapać w te zmyślnie zastawione sidła? Kto nie chciałby poznać historii Cahan walczącej z biurokracją Equestrii? Dowiedzieć się, jak może wyglądać dostanie się do kuczej krainy pełnej tęczy i miłości? Zgłębić jej tajniki, sklepać zad terrorystom? Tylko głupiec by nie wszedł do takiej książki. I co mogliśmy dostać wewnątrz książeczki? Prolog i siedem bardzo długich rozdziałów. Zaczynamy od inwazji kucyków na Ziemię, pojmania władz i przemianie całej planety w bajkę od Hajsbro... A czekaj, nie ta książka! Zaznajamiamy się z ponyfikacją jako czymś normalnym, realnym i jakże możliwym... w niektórych państwach, prawie jak z marichuaną. Prolog w kilkunastu zdaniach przedstawia realia, wokoło których będziemy się kręcić. Poznajemy Biura Adaptacyjne niczym portale i prawdopodobne "boss roomy" walki z biurokracją, kuce jako Zbawców. Serial to tylko kucza biblia dla ludu przyszłokopytnego. I zostawia nas pytanie bohaterki, co ona tam robi? Mnie na tym etapie zastanawiało tyle, że nie dziwnym wydaje się skok po więcej, prawda? Skoki do studni to niebezpieczne przedsięwzięcie, o którym przekonujemy się po fakcie. Z tej o smaku arbuza tym bardziej... W rozdziale pierwszym poznajemy naszą bohaterkę, z którą nie tyle się utożsamiamy, co jesteśmy ją w stanie zrozumieć. Jej przemyślenia pociągowe to niejednokrotnie to, co chcielibyśmy sobie pomyśleć, a jednak gdzieś w środku trzyma nas blokada, której ona nie ma. Myśli głośno i dosadnie, w końcu kto ją usłyszy w ten sposób? Na pewno nie Janusz z rodzinką. Przez chwilę odniosłam lękliwe wrażenie, że bohaterka nie będzie nikim innym, jak zołzą, która dostanie przymioty Mary Sue. Może to atmosfera Wattpada, ale gdybym nie kojarzyła autorki, to nienawiść do świata wydałaby mi się bliższa 15-latce piszącej ff o porwaniu przez idoli, co mogłoby być ryzykowne pod kątem dalszej lektury. Podróż dobiega końca, końca dobiegły także wątpliwości, gdy dworzec zalewają terroryści, a "oby nie Mary Sue" rzuca się w akcie desperackiej ucieczki wprost na nich. I zdradza genezę tytułu już w rozdziale pierwszym. Drugi rozdział całkowicie zaciera niesmak do bohaterki. Jak się okazuje, za sprawą arbuzowego wynalazku staje się zebrą, przyjmuje imię Cahan i przestaje być anonimowa, przez co łatwiej mi się teraz o niej będzie pisało. Wszyscy szczęśliwi - poza właśnie Cahan, która została nieplanowaną konwertytką (powiedzcie to na głos trzy razy szybciej). Badania, wywiad, próba oswojenia się z nowym stanem rzeczy, próba chodzenia - rozpoczyna się nowe życie i tęsknota za mięskiem. Teraz konia z rzędem temu, kto mi odpowie na pytanie, dlaczego eliksiry ponyfikacyjne są, ale ludzifikujące już nie? Odpowiedź: "bo mają głupią nazwę" nie wchodzi w grę... Nie dziwię się zatem oporom ludzkości przed kuczym światem - zabierają im populację, przez co w długofalowych założeniach może się okazać, że Ziemia będzie absolutnie nieopłacalna do życia i lepiej iść do Equestrii, tym samym kolonizatorzy zyskają nowy świat praktycznie za darmo. Wymieniłabym tu jeszcze parę przekrętów, ale ten powinien na razie wystarczyć, by chcieć zachowywać dystans w sprawie "kuce są takie super, w ich świecie ludzie chorzy są zdrowi i uratowani". Cahan dopadają pierwsze problemy systemu, przez co jej wolność jest mocno ograniczona, żeby mogła się cieszyć jej namiastką, gdy zostanie zamknięta w Ośrodku Adaptacyjnym dla Nieplanowanych Konwertytów (dla Planowanych też mają osobny? I czy kucyki equestriańskie też dzielą na planowanie i nieplanowane...?). Dodatkowy problem rodzi fakt, że jest w świecie kucyków, sama bedąc zebrą - wiedza, którą dostaje, może się okazać zbyteczna i niewystarczająca. Obym się myliła. I fakt, jak Cahan znalazła się w Equestrii, by był mniej naciągany jak "ktoś zrobił coś i puf! - ocalałaś". Ale prawie była z Ciebie mokra, koścista i martwa papka. Wytłumaczenie z dawką jestem w stanie zrozumieć, ma sens. Zebra jest ciekawska i zadaje dużo pytań i choć martwi ją to, jak sobie poradzi bez swojego dotychczasowego życia, kto nakarmi jej kota i rybki - wie, że da sobie radę. nawet, jeśli została przez to weganką (Uwaga, weganie! Nie czerpcie z tego pomysłu na przekonywanie innych do swojej diety, to nielegalne i niemożliwe ponyfikować ludzi). Dzień, w którym Cahan opuściła szpital, aby trafić do przedszkola Ośrodka Adaptacyjnego dla Nieplanowanych Konwertytów, to dobry dzień. Pasiasta bohaterka może zobaczyć świat poza szpitalnymi ścianami, w którym przyjdzie jej przypuszczalnie żyć - a przynajmniej dopóki nie uda jej się zwiać na Ziemię. Tworzenie świata kucykowego, a jednak mniej serialowego wypada super - nie jest to sienkiewiczowskie zalepianie dodatkowych stron, a ważny element, bez którego trudno byłoby sobie zobrazować, gdzie jesteśmy i dokąd zmierzamy. Dostajemy też realne problemy, które z perspektywy czytającego są jak najbardziej uzasadnione - że jak to tak teraz bez ubrań można się poruszać, że czemu wszyscy się gapią, a daleko jeszcze... Opiekunka zachowuje się jednak bardziej jak "prawo" niż faktycznie powinna, z psychologicznego punktu widzenia traktuje Cahan bardzo surowo - wprowadzanie do nowego świata powinno zostać poprowadzone stopniowo, nie terapią szokową. Może Equestria nie zna czegoś takiego - nie mnie to już prostować. Klatki z Ośrodkiem też się to tyczy - ale pamiętajcie, to wszystko dla dobra nowych mieszkańców Equestrii! Wstawki o bronies sponyfikowanych w Equestrii to dobry materiał na komizm i jeszcze większy na żałobę, że tak zapewne by to wyglądało. Pierwsze chwile w ośrodku to temat na następny wpis, do przeczytania niebawem. Część 1/3 I zapiał kur, a gdy słowo się rzekło, to druga część próby pojawiła się za pierwszą... Witamy w Ośrodku Adaptacyjnym dla Nieplanowanych Konwertytów! Zapraszamy do radosnej socjalizacji, przedszkolnego pisania z ołówkiem i mnóstwem bakterii w pysku, nagości jak na obozie dla ministantów, zakłusowaniu się na śmierć i cotygodniowych herbatkach u psychologa! Nie martwcie się, wszystko jest wliczone w koszty pobytu - tak oto spędzicie niezapomniane miesiące z nami. Jak będziecie grzeczni, to nawet dostaniecie przepustkę i będziecie mogli wyjść. Witamy w kolorowym wariatkowie! Tym oto radosnym, jak wisielec znaleziony na spacerze, akcentem wracamy do recenzji (czy czegoś tam, już się pogubiłam). Wraz z Cahan będziemy się mierzyli z urokami życia w Ośrodku. Z jej próbami asocjalizacji, wyrobieniem się w miesiąc z ucieczką do cywilizacji i dokonaniem niemożliwego, czyli nauką historii. Jak trafnie można wnioskować, każda z tych prób do dziś kocha się gdzieś ze stwierdzeniem "to nie moje, to od bezdomnego". Zaczynamy od czegoś podstawowego, jakże ważnego - dogadania się ze współlokatorką, Estellą. Cahan, jako doświadczona postać wie, że bez tak ważnego zaplecza wojny nie wygra. Problemy z kimś, z kim dzielimy wspólną przestrzeń sypialnianą nie wchodzą w grę, bo spanie z nożem jest w jej przypadku szalenie niebezpieczne. Kto by takiego biedaczka zszywał...? Nie wspominając już o innych kłopotach, przejdę do plusów: darmowy i dość sprawny budzik, źródło informacji, źródło informacji, spokojny sen, skrzydłowa, źródło informacji i najważniejsze - darmowy budzik na śniadanie! Dobre relacje ze współlokatorką to większe szanse na powodzenie i przetrwanie. Pora zapoznać się z posiłkami - szału nie ma, dupy...ZADU nie urywa, ale nawet mnie nie powala perspektywa wpierniczania siana i zieleniny dzień w dzień, choć mięso jest dla mnie dodatkiem, niż głównym składowym posiłku. Kasze, kiszonki, zupy krem z warzyw - a gdzie tu rosół, mięsko, kurczaczek, kebaby i hawajska z salami?! Żegnajcie marzenia o frykasach Ziemi, witaj kuchnio Equestrii. Czasy szkolne powinny pozostawić po sobie instynkt infiltracji środowiska poprzez pozorne wniknięcie do niego i sępienie tylu informacji, by nie wydało się to podejrzane. Wspólne stoliki na posiłkach - czego tu chcieć więcej, wiedza to potęga. Plany dobrej-wojowniczki-Cahan psuje jednak Purple Wind, która zabiera zebrę na stronę w celu wydobycia informacji jako pierwsza konwersacji. W tym momencie asocjalizacja Cahan zapragnęła miłości, toteż więcej się z nią nie spotkamy w całej jej okazałości. Bohaterka nabiera zainteresowania fauną i florą Equestrii, co wydaje się dla niej naturalne - od zawsze ją to ciekawiło. Człowieka można z biol-chema wypuścić, ale biol-chem z człowieka już nie wychodzi i nawet zmiana w czterokopytne nic nie daje. Czwarty rozdział w tańcu się nie obija i zaprasza na zajęcia ze "Wstępu do życia w Equestrii". Tu po raz kolejny kłaniam się w pas za rzeczowe opisy - krótko, treściwie, na temat.Na mój gust ciut za krótko, ale to prawie nieodczuwalne. I nigdy nie czułam się tak zainteresowana prozaiczną czynnością, jaką się wcale nie okazuje używanie kopyt. Próba wyjaśnienia zasad funkcjonowania tego systemu na plus - małe dzieci chyba podobnie odbierają chwytanie w ręce po raz pierwszy czegoś z "własnej woli", tylko nie mają z tym większego problemu natury egzystencjalnej. Dowiadujemy się, że Cahan lubi spać (kto nie lubi niech pierwszy rzuci jabłkiem), ale cierpi na dodatkową przypadłość złośliwości i "oddałabym wszystko, byle móc pójść spać dalej". Ale nic tak nie łagodzi pobudkowych niesnasek jad dobre i jadalne śniadanie! Nauka pisania to horror dla ludzkich dentystów - jak to pysk trzebaby sobie spaprać, żeby wiecznie pisać z narzędziem w nim zaaplikowanym? Mnie na sam pomysł pisania w ten sposób skręca i wcale a wcale nigdy tego nie próbowałam... Młoda i głupia ja! Nieważne, wróćmy do bazgrania. Podczas, gdy wszyscy wpierniczają woskowe rylce, Cahan trzyma się domeny "nikt nie będzie mi mówił, jak mam żyć", co przynosi mniej lub bardziej pożądane efekty. Nowe umiejętności to jedno, kopanie pod sobą dołków - drugie. Pamiętacie asocjalność? No, tu mamy pomagającą z własnej woli koleżance zebrę, wracajcie do ślinienia tablic. I nie zapomnijcie o brawach dla pasiastej towarzyszki za krzywo nieakceptowalne literki! Czymże jest dzień w szkole bez wf-u? No właśnie, zwykłym dniem bez finezji i polotu. Tak oto jeździec stał się wierzchowcem, a gdy zaszło słońce, to nie Zorro siał postać, a pasiasta śmierć z pentagramem na zadzie, kreśląca wszędzie wzory chemiczne i nie-chemiczne. Jak tylko opanuje bieganie w każdej postaci i przestanie się fascynować zębami. Historia przyniosła ze sobą questa, na którego Cahan nie czekała licząc, że będzie pobocznym - przynajmniej nostalgicznie zaleciało studiami. Kolejny posiłek to kolejne źródło cennej wiedzy, a im więcej wiemy, tym łatwiej poruszać się po terytorium wroga. Wroga uwielbiającego boskie alikorny, które wzięły się nie wiadomo, skąd. Największa niespodzianka czeka na klacz w szklarniach Ośrodka, gdy oczarowana roślinnością Equestrii otrzymuje propozycję nie do odrzucenia i namiastkę normalności - pomoc w opiece nad roślinami. Raj dla niej, cieszę się jej szczęściem. Komu partyjkę w planszówki? Tak oto minął wieczór i poranek - miesiąc pierwszy. Czas spędzony na trzymaniu się grafiku, jedzeniu i spaniu, a nawet szamańskim epizodzie z obornikiem w roli eliksirowej. A kogo dawno nie było? Pani "chodź nago jak my i nie marudź" Sorell. Ta sama, która teraz próbuje zmusić zebrę do nauki historii w podstępny sposób twierdząc, że wojny z Zebrice dadzą jej to, czego szuka. I wincyj Sebka i Błażeja, oni koniecznie muszą się jeszcze pojawić. lepsze to niż cały sztab Equestrian traktujący konwertytów jak niedorozwinięte dzieciaki z autyzmem. Cahan za wszelką cenę pragnie wyjść poza teren klatki, ale Sorell nie mięknie serce nawet po wykładzie z botaniki. Ogromnie przyłożę się do budowy tego ołtarza za trucizny. Nawet dołączę do armii minionów szturmującej urzędy, gdy nastanie czas, by spróbować wysłać list do domu. A żeby rozdział nie był za nudny, to zakończył się wyrachowaną wymianą zdań między Purple Wind i Estelle - kłótnia, jakich nam brakowało! A co najlepiej rozwiązuje kłótnie? Pozbycie się oponenta tak bardzo kusi... A kto umarł, ten nie żyje. Gdzie schować zwłoki na terenie tego Ośrodka, Cahan? Część 2/3
  3. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  4. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  5. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  6. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  7. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  8. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  9. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  10. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  11. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
  12. Magda B

    O ! Dobrze słyszeć, że Equestria Times nie kończy tak jak parę innych kucykowych projektów w minionym czasie- co za ulga. No cóż mogę dodać w tej sprawie.....nie wiem czemu, ale naszło mnie takie dziwne uczucie, aby spróbować swoich sił i pomóc w tworzeniu tak świetnej gazetki . Mam tylko takie pytanko: gdzie (lub do kogo) składać swoje "podanie"? I poprzez próbki umiejętności rozumiane jest napisanie np. artykułu o byle czym na potrzebę rekrutacji, czy może jakaś aktywność na danym polu już wcześniej gdzieś obecna (np. w internetach jakiś blog czy kuc jeden wie)? Ta posada redaktora brzmi kusząco, ale nie wiem, czy nie zadowoliłabym się jedynie korektorem (przy okazji tego przez myśl przeleciał mi widok siebie jako korektora w sensie, że przedmiotu xD).....nieważne ;3 Chciałabym po prostu poznać odpowiedzi na wcześniej zadane pytanka, a potem to się zobaczy I dla dalszego powodzenia projektu ;3
  13. Magda B

    Cześć Więc tak: Nazywam się Klaudia, mam 16 lat. Dołączyłam do forum niedawno, więc stwierdziłam, że warto byłoby się przywitać Moje zainteresowania są rozległe, bo jestem człowiekiem renesansu. Głównie interesuję się biologią (szczególnie ekologią), uwielbiam taniec i rysowanie, muzyki mogę słuchać godzinami , lubię grać w różne gierki, kocham przyrodę oraz informatykę xD Oglądam serial od kiedy pojawił się na antenie MiniMini, a do fandomu wpadłam przypadkiem w 2013 roku, kiedy trwała połowa 3 sezonu. Wtedy to kucyki ogarnęły całe moje życie Obecnie jestem aktywną pegasister i stara się udzielać na rzecz fandomu Moje ulubione kuce to oczywiście Twilight Sparkle oraz Pani Nocy Księżniczka Luna.
  14. Magda B

    Kuracyja widzę prowadzi do wznowienia audycji. Bardzo mnie ten fakt cieszy. Mam nadzieję, że zgłoszą się chętne kopyta do pomocy (pomogłabym, ale co ja mogę? Trzymać kciuki za wytrwałość projektu. Chwila, kucyki nie mają jak, przecież brak im dłoni ). W każdym razie naprawdę dopinguję doprowadzenia KopytTV do świetności rozmiarów całego fandomu
×
×
  • Create New...