Triste Cordis

[Dyskusja] Muzyka w naszym życiu

Recommended Posts

Siemano! To ja, Vinyl. Wspólnie z Triste, często gadaliśmy jaką rolę pełni w waszej rzy...

 

STOP! Życiu. 

 

A co za różnica czy "ż", czy "rz"?

 

Bardzo duża. Wytłumaczę ci to później.

 

No dobra... zgredzie. Tak czy inaczej, chcemy zaprosić was do dyskusji, na temat muzyki. 

 

Dokładnie. Napiszcie, a raczej odpowiedzcie na teoretycznie proste pytanie: jaką rolę pełni muzyka w moim życiu? To bardzo otwarte pytanie...  Odpręża was, pomaga w nauce, poprawia samopoczucie?

Edited by Triste Cordis

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mój sąsiad... no dobra, ja mieszkam na 4 piętrze, on na parterze, ale to nie istotne. Facet najwidoczniej, zmusza córkę do gry na skrzypcach. Nie idzie jej najlepiej. Wielokrotnie słyszałem jej występy na balkonie czy przechodząc obok ich mieszkania.

 

Zastanawiam się nad jednym. Czy takie "zachęcanie" do gry, nie wywoła wstrętu do muzyki w przyszłości? "Jezioro Łabędzie" w jej wykonaniu brzmiało jak "rzeźnia w kurniku". Ktoś mógłby powiedzieć - "Triste, to początki". Być może macie rację, ale minęło ponad 1.5 roku, a postępu brak.

 

Im człowiek bardziej wykształcony, tym głupszy (na swój sposób).  

 

EDIT. 

 

W czasie gdy płyta Lindsey kopiowała się na HDD (po co męczyć nośnik i napęd), przeczytałem "książeczkę". Pomijając smród, znalazłem info, że od zawsze ciągnęło ją do muzyki. Porównajcie "tatusiu ja NIE chcę grać" do "tatusiu ja CHCĘ grać". Nie twierdzę, żeby mała sąsiadka miała mieć 100 milionów wyświetleń na YT, ale po prostu żeby lubiła to, co robi. 

Edited by Triste Cordis

Share this post


Link to post
Share on other sites

@Triste: Uuu, współczuję dzieciom zmuszanym do gry, to się zawsze kończy fiaskiem. Z drugiej strony przez pierwsze 2 lata większości nie chce się grać poza trudnymi do zabicia talentami i dopiero po tym okazuje się czy zmienią zdanie czy jednak nie, więc wszystko przed nią. A tak poza tym czego ty się spodziewasz po dziecku po 1,5 roku? Potrzeba lat codziennych porządnych ćwiczeń żeby zacząć brzmieć NORMALNIE, że o dobrym poziomie nie wspomnę. Daj jej czas, jeszcze 1,5 roku co najmniej i to tylko po to by przestała rzępolić. U nas nawet najlepsi z najlepszych dopiero wtedy zaczynali naprawdę robić widoczne/słyszalne postępy. Przypominam, że na skrzypcach nie jest nijak zaznaczone gdzie jest jaki dźwięk a przesunięcie palca o 3 milimetry w inną stronę już zmienia go o pół tonu więc twój mózg musi się tego wyuczyć, czego -osobiście- poza metodą "na słuch" sobie nie wyobrażam (tak, nieprofesjonalny n00b ze mnie, wiem heh). Potem musisz się po prostu nauczyć czytać nuty, potem to wszystko zapamiętać i odtworzyć a dopiero potem tak naprawdę większość zaczyna pracować nad jakością dźwięku, więc srsly to trochę potrwa. Dodanie do tego wszystkiego własnych emocji w brzmieniu to już w ogóle najwyższy poziom do którego większość nie dochodzi nawet po tych podstawowych 6 latach (przy poziomie polskich szkół muzycznych nie powinnam mówić "nawet" ale może dla niektórych to dużo...). W każdym razie mam nadzieję, że ta dziewczynka każde KAŻDE ćwiczenia zaczyna od grania gam i to więcej niż jeden raz, a jeśli nie to zdechnę, powstanę, pojadę tam i nią potrząsnę. Jeśli tego nie robi, to jak kiedyś ją spotkasz koniecznie powiedz jej żeby zaczęła.  :ming:

 

~~~

 

Może, żeby nie robić offtopu też powiem coś na temat, ale tutaj byłoby sporo do powiedzenia... Nawet nie wiem od czego zacząć, więc może najlepiej od powiedzenia, że muzyka stała się częścią mojego życia jeszcze zanim się urodziłam i mocno określała mnie potem latami. W mojej rodzinie od pokoleń mamy artystów wszelkiego rodzaju, którzy bardzo poważnie i z pasją podchodzą do swojej pracy, a ponieważ oboje moich rodziców jest profesjonalnymi muzykami (ojciec- wokal, trąbka, saksofon; mama- pianino, flet poprzeczny, wiolonczela) to i po mnie wszyscy spodziewali się wielkich osiągnięć w tej dziedzinie. Niestety myślę, że właśnie ta wielka presja -nie tylko najbliższej rodziny- z czasem skrajnie zniechęciła mnie do muzyki. Oczekiwania to jedno, ale nie dawanie dziecku absolutnie żadnego innego wyboru co do dziedziny w jakiej chce się rozwijać to kompletnie inna bajka. Która rzadko dobrze się kończy jak np. w moim wypadku właśnie.  :fluttershy6:

Od 3 roku życia- śpiewanie czysto i w rytmie co jest cholernie rzadką zdolnością. Niedługo później zdolność dokładnego powtórzenia nawet bardzo skomplikowanych solówek saksofonowych.

 

Do czasów podstawówki moje życie składało się z nauki kształcenia słuchu (na szczęście prywatnie) i pierdyliarda konkursów, które stawały się wyzwaniem tylko gdy pozostałe 4 utalentowane osoby z miasta brały w nich udział. Muszę przyznać, że jednej z nich zawsze, ale to ZAWSZE przysługiwało 1 miejsce i do tej pory ją podziwiam. Z resztą rozwinęła muzyczną karierę w Warszawie o ile dobrze wiem i chwała jej ciężkiej pracy. Ogólnopolski konkurs być może bym wygrała gdybym nie dostała gorączki i nie zemdlała tuż przed finałem. x.x

 

W podstawówce nastały dość ciężkie czasy jeśli chodzi o pieniądze, więc musiałam iść dorabiać sobie muzyką na ulicy. Kołobrzeski deptak zawsze z tego słynął, że ktoś na nim grał. W ten sposób co lato dorabiałam sobie na książki, tornistry a jak starczyło pieniędzy to i na inne małe przyjemności. Śpiewałam lub grałam na flecie. Większość osób nie lubi tego instrumentu bo kojarzy im się ze strasznym dźwiękiem ale jest tak tylko, gdy ktoś nie umie na nim grać. Ja potrafiłam grać ciekawe melodie nawet na 2 na raz (bez skojarzeń plz). Była to dla mnie dość ciężka fizycznie praca ponieważ dla normalnej nieprzyzwyczajonej osoby takie dmuchanie w flet kilka sekund to już zawroty głowy, a co dopiero dla 6-9 letniego dziecka, które robi to codziennie po kilka godzin na świeżym powietrzu. Spałam po tym jak zabita, ale przynajmniej ludziom się bardzo podobało, a ja miałam na książki i to się liczy. ^^

 

7 rok- nie pamiętam czemu, ale nagle zamilkłam jak zaklęta i zostało tak przez kolejne kilka lat. Zero śpiewu choćby mnie błagali na kolanach. Z perspektywy czasu był to duży błąd, ponieważ w tym wieku powinnam była szczególnie podtrzymywać i poszerzać zdolności a zamiast tego utraciłam większość, przynajmniej w kwestii wokalu. Teraz mam przez to strasznie małą skalę głosu, która uniemożliwia zaśpiewanie większości piosenek a i jakość dźwięku ucierpiała bardzo bardzo mocno. :c W tym wieku poszłam też do podstawowej szkoły muzycznej grać na skrzypcach i fortepianie czego nie chciałam i nienawidziłam całym sercem, więc mimo, że wiem wiele od strony techniczej, nie umiem grać- bo nigdy nie chciałam się nauczyć. Przynajmniej nie na skrzypcach. Za to bardzo chciałam saksofon, ale mówiono mi, ze to instrument dla chłopców (co jest smutną prawdą no ale bez przesady). Z to w kwestii rozwoju słuchu byłam na cholernie wysokim poziomie. Moja nauczycielka do tej pory nie ogarnia jakim cudem przez 6 lat potrafiłam grać jej całe koncerty na pamięć wyłącznie ze słuchu. Taki już nieprofesjonalny geniusz ze mnie huehuehue. Dyktanda melodyczne i rytmiczne oddawałam zawsze jako pierwsza, max. trzecia i zawsze na 5. Minimum 4. Trójczyna raz na rok była hańbą godną biczowania się. No zawsze cieszyłam się, że mało kto potrafi tak dokładnie nastroić instrumenty. Ale tak poza tym nienawidziłam każdego dnia w tej szkole i próbowałam wszystkiego, żeby mnie z niej wypisano, Nic nie pomogło, bo ewidentnie miałam talent. Problem w tym, że nie miałam wyboru...

 

Potem nastały kiepskawe czasy ponieważ z jednej strony kochałam muzykę mimo wszystko, czułam ją i nadal uwielbiałam śpiewać. Chciałam też komponować. Z drugiej strony codziennie CODZIENNIE byłam do niej zniechęcana. Przez chore zachęcanie. Po prostu moja rodzina nie znała w tym absolutnie żadnego umiaru. Żadnego. Codzienne słuchanie o tym jaka to szkooooda, że już na niczym nie gram sprawiła, że w ogóle przestałam myśleć o muzyce jak o drodze na przyszłość. Za każdym razem gdy słuchając czegoś w domu zapomniałam się i zaczynałam śpiewać ktoś zakradał się, żeby walnąć mi "motywacyjną przemowę". Z czasem nauczyłam się kontrolować tą pasję, choć z trudem i milczeć choćbym całą sobą chciała śpiewać do jakiejś cudnej nowej piosenki. Naprawdę... nie znoszę mojej rodziny za to jak podeszła do sprawy w tej kwestii. Była to jedna połowa powodu z którego nie poszłam na studia do jazzowej wyższej szkoły muzycznej. Chciałam, ale psychiczna blokada była dla mnie wtedy nie do przekroczenia. Dopiero teraz, gdy pomieszkałam sobie samotnie na studiach 3 lata i odpoczęłam od tego bagna, powróciła mi ta chęć, a ponieważ rzuciłam studia i muszę sobie znaleźć coś nowego do roboty, poważnie rozważam powrót na muzyczną drogę. Niestety, mam ogromne zaległości i żeby wrócić do formy będę musiała dużo ćwiczyć. Drugim powodem dla którego nie poszłam tu do muzycznej jest fakt, ze w tym kraju po prostu nie ma miejsca dla muzyków. Polska to jeden z najbardziej głuchych krajów w Europie jak dla mnie, co -zważając na moją niezdrową troskę o sztukę- w cale mnie nie cieszy, a prawie codziennie załamuje. Sam system KSZTAŁCENIA SŁUCHU w większości przedszkoli cofa go do tyłu. Naprawdę i to w sensie biologicznym. Latami widziałam jak ciężko jest w tym kraju naprawdę utalentowanym ludziom a jak łatwo wybijają się wszelkie kompletne beztalencia, co również mocno zniechęciło mnie do zawodu muzyka. Gdybym w tamtych czasach wiedziała, że ucieknę stąd do Stanów, gdzie lekki jazz w barach to najbardziej uniwersalna muzyczka do puszczania ludziom... ;_; wtedy na 100% poszłabym na wokal i komponowanie do wyższej. ;_; Może jeszcze uda mi się to jakoś naprawić, ale jak zwykle problemy będą z pieniędzmi na to wszystko, więc naprawdę nie wiem jak będzie. I musiałabym przypomnieć sobie i nadrobić ogrom wiedzy teoretycznej. x.x

 

No i tyle. Wybaczcie mi moją wewnętrzną Rainbow Dash w tym poście, ale są kwestie w których jestem przesadnie skromna a są takie w których absolutnie nie zamierzam ukrywać, że mi wychodzi. Deal with it.

Jezusmaria ile mi tego wyszło. Przepraszam. XD

Edited by Burning Question

Share this post


Link to post
Share on other sites

W moim życiu muzyka nie ma tak dużej roli jak w życiu BQ i pewnie wielu innych osób. Umiem grać tylko na frażolecie i trochę śpiewam, ale bardzo chciałabym nauczyć się grać na pianinie, skrzypcach lub na gitarze, ale nie mogę(moja rodzina nie jest zbyt bogata). Od kiedy tylko pamiętam kochałam śpiewać i pomaga mi w tym to, że umiem mówić bardzo piskliwym, zwykłym lub niskim głosem oraz mówić bardzo szybko(na religii kiedy mówiłam z pamięci modlitwę tak zasuwałam, że katechetka nie była w stanie nadążyć xD). Mam w szkole również szkołę muzyczną, szkolną scholę i chór, ale schola jest tylko dla podstawówki(i tak nie chcę tam być >.>), chór w godzinach, kiedy mam lekcję, a zajęcia w szkole muzycznej są za drogie dla mojej rodziny. Lubię śpiewać, ale czasem słyszę, że piosenki, które uwliebiam nie nadają się do mojego wokalu, bo strasznie przy nich fałszuję, przez co przestałam śpiewać i niechętnie to robię - wolę już nie śpiewać niż śpiewać coś, czego wręcz nienawidzę.

 

Poza tym muzyka pełni w moim życiu kilka funkcji. Zawsze słucham jej w drodze do szkoły/do domu. Pozwala mi ona się zrelaksować przed lekcjami oraz odpocząć po nich. Lubię jej słuchać podczas nauki, bo wtedy kiedy skojarzę sobie jakiś utwór, to automatycznie przypomina mi się, czego się uczyłam w trakcie słuchania go. Często też w trakcie słuchania muzyki dostaję nagłego olśnienia i dostaję wenę na wykonanie jakiegoś rysunku(rysuję prawie codziennie). Głównie jednak mnie relaksuje :v

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Krótko.

 

Muzyka:

* służy mi prawie non stop. Jeśli jej nie słucham, to często coś nucę, albo wymyślam własne bazgroło-muzyki

* przy niej potrafię się uczyć, cisza mi przeszkadza,

* nie wyobrażam sobie jazdy jakimś samochodem, czy autobusem bez muzyki

* zły/smutny humor, to i odpowiednia muzyka się znajdzie

Edited by Linds

Share this post


Link to post
Share on other sites