Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Detonato300 vs Efei  

5 members have voted

  1. 1. Kto okazał się silniejszy i popisał się większą mocą?



Recommended Posts

Zstępując z kłębowisk gęstej mgły, oślepieni przez blask księżyca, niepewnym krokiem wkraczacie na skąpane w nocnym półmroku wzgórze. Nie do końca wiecie, dlaczego światło naturalnego satelity zdaje się działać tylko na Was. Cała dolina, włącznie ze swą florą, zdaje się być na nie odporna. Dosyć szybko jednak, orientujecie się, że światło Waszej magii działa i może tchnąć więcej życia w ten całkiem osobliwy, zaklęty region.

Mówiąc o zaklęciach, mam na myśli także „twardą mgłę”, która działa jak mur. Oddziela on wzgórze od reszty świata, jednocześnie maskując to, co się za nim znajduje. Teraz już rozumiecie, dlaczego do tego miejsca można się dostać jedynie dzięki specjalnemu portalowi. Jak do tej pory nikomu nie udało się zburzyć tego muru, zatem nie wiadomo gdzie dokładnie mieści się to wzgórze. Nie wiadomo, czy da się tu wejść „z drugiej strony”, ani samodzielnie przeleportować.

Portal do zaklętego wzgórza odkryty został przypadkowo, podczas ekspedycji do pogrzebanego labiryntu, odnalezionego głęboko w jaskiniach Gór Macintosh. Do tej pory jeszcze nie wiadomo, czy poza nim są tam jakieś inne, prowadzące do kolejnych, zamkniętych przed światem zewnętrznym lokacji. Jakby dłużej się nad tym zastanowić, nie wiemy nawet, czy należą one do tego świata.

To by wyjaśniało dziwną, obcą aurę, którą oboje czujecie od pierwszego momentu, w którym postawiliście nogi na zaklętych ziemiach. Przez moment mieliście wrażenie, jakbyście znajdowali się na wysokości, tak jakby wzgórze znajdowało się na oderwanym od całości kawałku ziemi, dryfującym bezkreśnie w kosmosie. To z kolei by wyjaśniało dlaczego księżyc jest taki wielki…

To będzie Wasza arena.

 

vanquisher_of_the_night_sky_v2_by_sunege

 

Witam na kolejnym magicznym pojedynku! Tym razem, naprzeciw siebie staną Detonato300 oraz Efei, w ramach starcia odliczonego idealnie na trzy tygodnie! Przez ten czas uczestnicy będą zaskakiwać nas zaklęciami i zapierającymi dech w piersiach akcjami, lecz muszą działać szybko. Zgodnie z ich wolą, przeciwnik ma dokładnie pięć dni na odpowiedź!

Zarówno Detonato, jak i Efei, występują na arenie po raz pierwszy. Mamy nadzieję, że ten pojedynek okaże się ciekawy i pamiętny! Wszystko jasne? Zatem, do dzieła!

Pojedynek uważam za otwarty!

 

Edited by Hoffman
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Tymczasem w ZitaToli(czyt. Zitatoli nie źitatoli) walczylem z kolejnym potworem wytworzonym przez Dr. Dark. Był to zombie. Wyglądał jak zwykły zombie z gier. Był cały trupio-biały, owinięty bandażami, gdziekolwiek nie spojrzeć było widać szwy. Chyba Dr. Dark źle go składał. Zaśmiałem się pod nosem.

 

-Tym razem go nie pokonasz! - Powiedział Dr.

 

-Sorki ale nie mogę się zgodzić na to. - Powiedziałem i naglę poczułem wzrok czytelnika na sobie  -  Z resztą ktoś na nas patrzy.

 

-Jak to? - Dr.  Dark spojrzał za siebie.

 

-Dobra zaraz wracam. Muszę się przywitać z czytelnikami.

 

- Ale.... (utrata sygnału)

 

 

---------

 

Wiadomość od Deto

 

 

 

 

Temat: Pzywitanie

 

Treść:

 

Witajcie. Nazywam się Detonato ale i tak większość mówi na mnie Deto. Opowiem wam co nieco o sobie. Na początek może powiem że nie pochodzę z Equestrii ani z Ziemi, pochodzę ze świata energetycznego o nazwie ZitaToli. Świat ten istnieje już od 10lat. Porównując całe ZitaToli do waszej Ziemi, to ZitaToli jest 2-3 razy większe od powieszenii Ziemi. Istnieją w nim 2 główne miasta. ZitaToli i TerraPoli. Ale co tu opowiadać podczas pojedynku, po prostu będę wtrącać.  Jeżeli chodzi o mnie. Jestem białym anthropomorficznym psem.  Chodzę na dwóch łapach. Jestem przyjacielski i pomocny. W ZitaToli jestem nazywany "Super Detonato" Z kąd ta 300 na końcu? Tyle dziewczyn i kochanek miałem w ZitaToli. ; ) A tak na serio to tak mi się wybrało. Walka którą prowadziłem przed chwilą to jedno z moich codziennych zajęć. Tu ktoś obrabuje bank. Tam ktoś organizyje zamach. Standardowe zajęcia. Dobra koniec tego pisania. Wracam do akcji.

 

 

 

 

---------

 

-To co walczymy? - Zapytałem zombiaka.

 

-Muuuzg... -odpowiedział

 

-Aha.  Czyli tak.

 

 

(##########)

 

Chyba nie przybyliście tu czytać o moich walkach w ZitaToli.  Dlatego pominę tą walkę.

 

 

W moim domu na komputerze czekała na mnie wiadomość od Efei.

 

Natychmiast po jej przeczytaniu zaczeliśmy ustalać warunki bitwy oraz kto kim będzie walczyć. Będę walczył sobą ( czyli deto) tak apropo.

 

 

Poszedłem na dworzec energetyczny w TerraPoli. To była moja pierwsza podróż między śwatami. Na dworcu czekała już na mnie ekipa telewizyjna i moi przyjaciele. Wszyscy mieli transparenty z różnymi napisami. Takimi jak: "Deto wygra." " Jesteśmy z tobą wygrasz to" "Deto vs Efei" "Wygraj to dla ZitaToli" i pare innych. Pociąg wyglądał jak Polskie Intercity. Na bokach były niebieskie kable energetyczne które stabilizowały połączenie i chroniły osoby wewnątrz przed zniszczeniem. Transport między światowy/wymiarowy jest bardzo niebezpieczny, wszystko może pójść nie tak. Dlatego przez cały tydzień pracownicy kolei dopinali wszystko na ostatni guzik. Wraz ze mną do wagonu weszła Kanita oraz mój przyjaciel Max. (Kiedy indziej wam o nich opowiem) Byliśmy w przedziale VIP.  Fotele były wykonane z pluszu aby były jak najdelikatniejsze. Narzuty miały logo "Transportu między wymiarowego.". Kiedy tylko usiadłem na fotelu zasnąłem. Celem podróży była arena w equestrii Hoffmann podał dokładny opis więc powinniśmy się znaleźć dokładnie na niej. Mam nadzieję że portal wytworzy się na arenie. Największym plusem transportu energetycznego było to że zmieści się praktycznie wszędzie.

 

 

EQUESTRIA

 

 

Nagle na arenie pojawiły się świetliste tory. Były wykonanane z czystej energii. Na ich początku pojawił się portal, był wykonany z swiatła. Nagle coś zafurkotało, zagrzmiało i z portalu wyłonił się pociąg. A w nim ja, Kanita, Max ale i także Telewizja z ZitaToli, goście. Wydarzenia takie jak "bitwy w innych wymiarach" to w ZitaToli program mający największą oglądalność. Ale i zarobek. Jedna bitwa przyciąga rzesze fanów.

 

 

Kanita obudziła mnie już na arenie.

 

-Deto, ja i Max idziemy na trybuny. Powodzenia - Kanita dała mi buziaka. :)

 

-Eee.  Ok. - lekko zaspany wyszedłem z przedziału i z pięknym saltem wskoczyłem na arene. Niestety nikogo jeszcze nie było. Pociąg znikł jak bańka i nikt go już nie widział.

 

 

W tym momencie rozdzieliliśmy się Kanita i reszta poszli na lewitujące trybuny a ja, poszedłem na szczyt, usiadłem po turecku i zacząłem myśleć nad strategią. Przeciwniczki cały czas nie było widać. Czyżby zapomniała o pojedynku? Kiedy już opracowalem ją zdecydowałem że nie ma co czekać.

 

-Komendy popitu AKTYWACJA! - powiedziałem a przedemną pojawił się hologram. Znajdowało się na nim 6 ikonek :

 

Kostium

 

Naklejki

 

Czat

 

Torba

 

Narzędzia

 

Kursor

 

-Komendy popitu NAKLEJKI - Ekran zmienił się. Pokazał się katalog wszystkich posiadanych naklejek i obiektów bez kolizyjnych. Na cale szczęście, w ZitaToli zrobiłem swego klona jako obiekt tego typu. Wygląda dokładnie tak samo jak ja. Tylko z malutkim szczegółem! Wszystko przez ten obiekt przelatuje. Jednak wolałem zacząć spokojniej.  

 

-Komendy popitu PAUZA. -Ekran zminimalizował się do komputera. A ja oglądałem cudowny krajobraz czekając na pezeciwniczkę, która raczej nie spodziewa się dwóch mnie. Szybciutko jeszcze wytworzyłem 2 klony w dolinie.

-Niech rozpocznie się walka na miarę ZITATOLI.

 

 

Cała walka będzie komentowana w późniejszych postach przez ZITATOLI-TV. Cały czas będę pisał jako Deto a komentarze dodam w spoilerze

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edited by Detonato300

Share this post


Link to post
Share on other sites
Nastał kolejny wieczór w pewnym skromnym warsztacie, niskiej przybudówce przytulonej do ściany jednej z kamienic zachodniego krańca Canterlotu. Młoda dama, drobna jednorożka o ametystowej sierści wciąż ślęczała nad papierami poniewierającymi się po całym stole, i tak już porządnie zaśmieconym zapiskami konstrukcyjnymi, rysunkami i uwagami, z reguły dotyczącymi wszelkiej maści maszynerii, która trafiała tu do reperacji, bądź dopiero była tworzona. Jednak teksty, które dziś pochłonęły uwagę klaczy nie dotyczyły mechaniki. Jeśliby przyjrzeć się im bliżej można zobaczyć, że to między innymi krótki, elegancki list opatrzony drobną pieczęcią, a także kilka tomów na temat przeróżnych magicznych pojedynków. Iluzjonistka, bowiem to jest główną specjalizacją owej panny właśnie przegląda je z zainteresowaniem. Już niedługo wiele zależeć będzie od tego, ile zdoła zapamiętać. Choć przecież nie walczą na śmierć i życie, niemniej jednak miło byłoby uniknąć nieprzyjemnych obrażeń, a jeszcze przyjemniej wygrać...

 

Dzień pojedynku. Oboje przeniesieni zostają na arenę. Dla Tide (gdyż właśnie Turning Tide mieni się owa pani) to całkowita nowość. Nigdy jeszcze nie walczyła, lecz ze starych ksiąg niejednego można się nauczyć. A kiedyś musi być ten pierwszy raz. Przygląda się więc ciekawie otoczeniu, bada strukturę magiczną tajemniczej mgły, dyskretnie posyła na nią sondę-niewielką kulkę energii. Rozbija się ona z niewielkim plaśnięciem nie zostawiając na ścianie najmniejszego śladu. Wzgórze jest dość obszerne, łatwo byłoby objąć je wzrokiem, gdyby nie panujący tu półmrok. Czarodziejka uśmiecha się pod nosem. Niewielka ilość światła działa na jej korzyść. Nie tracąc niepotrzebnie czasu zabiera się do przygotowań. Musi się pospieszyć, wygląda na to, że przeciwnik dotarł tu chwilę przed nią. Jej róg błyszczy leciutko, jednak wątpliwe, by oponent zauważył to z takiej odległości. Nie widać, by cokolwiek się stało, jednak sztukmistrzyni zdążyła już niezauważona i niewidzialna przejść za plecy osobliwego psa, z którym ma walczyć. W miejscu, gdzie stała poprzednio pozostała tylko jej iluzja.

    Po cichu wyjmuje z juków kilka szklanych kul wypełnionych już utkanym zaklęciem ognistego pocisku i ilością energii potrzebną do jego zrealizowania. Neutralizuje strukturę czaru i wypełnia kulę nowym: zabutelkowaną ułudą. Ilość energii powinna wystarczyć, by podtrzymać ją do końca pojedynku. Chwyta je w chmurę swej magii i turla po równym podłożu owego nadzwyczajnego miejsca. Nie trzeba długo czekać na efekty. Gładka ziemia zaczyna się wybrzuszać w niezliczone niskie pagórki. Najniższe mierzą niewiele, ot wystarczająco, by zakryć drobnego pieska. Najwyższe górują znacznie nad przeciętnej wysokości kucem. Iluzja powinna automatycznie reagować na dotykające jej przedmioty tak, jakby była prawdziwą skałą. Pora na przywitanie. Dziwnym trafem żadne wzgórze nie zasłania przestrzeni pomiędzy osobliwym psem a kopią magini. 'Marionetka' Turning Tide przemawia: Witaj, nieznajomy. Miło będzie mi zmierzyć się z tobą w walce.-Usta poruszają się wydając głos niemalże identyczny z jej prawdziwym. Nigdy nie potrafiła dokładnie go skopiować. -Nazywają mnie Turning Tide Mist.- Tu dodaje delikatny ukłon poruszając 'kukiełką' tak, jak sama zachowałaby się na jej miejscu. Cały czas uważnie obserwuje oponenta i po raz kolejny zastawia się, o czym jeszcze zapomniała. Oczywiście. Juki. Teleportuje je więc pospiesznie za któryś z głazów w pobliżu swojej kopii. Teraz wszystko przygotowane.

Edited by Efei

Share this post


Link to post
Share on other sites

Piękne otoczenie przykuło moją uwagę na tyle, że nie zauwarzyłem jak przeciwniczka przeteleportowała się na arenę. Przyszykowała się bardzo dobrze, niestety w przeciwieństwie do Tide,  stoczyłem w ZitaToli bardzo dużo bitew, ale w Equestrii to był mój debiut . Wiedziałem co nieco o iluzji(w końcu naklejki 3d były iluzją), ale to co Tide zrobiła napełniając kulki energią zdziwiło nawet mnie. Niestety pomyliła jednego z moich klonów ze mną. Ten ogromny błąd miał ją wkrótce dużo kosztować.

 

--------Nadawane z ZITATOLI-------

 

Witacie drodzy czytelnicy. Nazywam się Kate z ZitaToliTv i będę dla was relacjonować to wydarzenie.

 

Jako pierwszy na arenie pojawił się ulubieniec mieszkańców ZitaToli Detonato. Szybko opracował strategię na przeciwnika po czym wytworzył bezkolizyjne kopie siebie i porozmieszczał je na arenie. Łatwo je pomylić z prawdziwym Deto. Parę minut później pojawiła się Turning Tide, dosyć ładna klaczka która specjalizuje się w iluzji. Niestety jeszcze nie wie, że jej iluzja nie pomoże jej z "medytacją Detonato. Klaczka szybko przyszykowała swój asortyment i pzeniosła się, tworząc kopię, do bezkolizyjnego i nieruszającego się klona Deto. Przywitała się z klonem. Drodzy czytelnicy takie sytuacje tylko u nas. Jeżeli chcecie dowiedzieć się czegoś o mieszkańcach ZitaToli albo o przyjaciołach którzy przyjechali z Deto, napiszcie na Pw. Do kolejnego fragmentu. cześć.

 

-------Koniec audycji---------

 

-Komendy popitu wznowienie. - powiedziałem jak najciszej. Tym razem hologram się nie pojawił, dzięki czemu mogłem potajemnie używać popitu.

- Komendy popitu "TORBA" zapisz obiekt juki, lokalizacja pagórek nr5. -Przede mną pojawiła się skórzana o nieskończonej pojemności.  

-Bląd, nieznaleziono celu. - Odpowiedział komputer.

-Heh. No trudno.

 

Niestety nie wiedziałem czy ten głos jest prawdziwy czy to iluzja. Na szczęście dzięki nauce medytacji poznałem technikę pozwalającą rozróżnić iluzję od prawdy na podstawie aury postaci. Iluzja zazwyczaj miała dużo słabszą aurę od oryginału.

Słyszałem co mówiła, wszystkie naklejki 3d mają miktofon w sobie.

 

Usiadłem po turecku , zamknąłem oczy i skupiłem się na aurze dwóch identycznych istot. Przed oczyma pojawiła mi się najpierw krótka wizja. W tej wizji Tide tworzy kopie siebie, iluzję. W tym momencie wizja zmieniła mi się na obraz Tide i jej mationetkę. Skupiając się jeszcze bardziej zauważyłem ogromną różnicę pomiędzy aurami. Aura jednej postaci była bardzo cienka praktycznie niewidoczna. Ta postać była niewidzialna? Miała ciemno zielony kolor. Z kolei druga była intensywna i mocno skupiona w okół ciała klaczy. Hmm. Kolor aury wydawał mi się znajomy, jak bym już go kiedyś widział, pomarańczowy z nutką czerwonego. A tak, prawda widziałem te kolory w aurze Kanity. Czyżby przeciwniczka miała podobny charakter? Szybko i bezszelestnie po dotarciu do wniosku, powróciłem do pozycji stojącej aby zaatakować. Przeciwniczka pewnie szybko zorientowała się, że rozmawia z naklejką 3D. Jako iż to dopiero początek tego pojedynku, wolałem użyć jakiegoś prostego ale i jakże widowiskowego ruchu.

-AB ładuj - Zacząłem kumulować energię na swój drugi ruch. Nagle poczułem ciepło w łapie.

- Czyli jednak od tego mam zacząć. FireBall ładuj. -Gorąca ognista kula powoli rosła mi w łapie, ale wystarczająco szybko abym mógł rozdzielić ją na dwie. Kiedy kule osiągnęły rozmiar mniej więcej piłki od waszej tak zwanej piłki nożnej, zamachnąłem się (nie za mocno, od tyle aby rzucić i by dosięgnęła przeciwniczki) i rzuciłem ją w miejsce gdzie przypuszczalnie była przeciwniczka. Kula podczas lotu syczała, furkotała by w końcu osiągnąć swój cel.

-Tide, twoja iluzja nie wypaliła szykuj się na pieczony ogon- Wzleciałem w powietrze aby lepiej wszystko widzieć. Byłem ciekawy co moja przeciwniczka zrobi.

 

-----------Transmisja z ZITATOLI----------

 

Witajcie to znowu ja Kate.

Nasz pojedynek dopiero się rozkręca. Ale podam parę ciekawych informacji. Popit Deto jest idealną kopią tego z LittleBigPlanet co sprawia, że może używać torby i zapisywać obiekty. Spokojnie obiekty zapisane w torbie nie znikają z areny. To tyle jak na ten post. Jeżeli chcesz się czegoś dowiedzieć to pisz na pw. Do następnego. Cześć. 

 

(Twoja kolej)

Edited by Detonato300

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nawet się nie przywitał! Wprawdzie mieli walczyć przeciwko sobie, jednak dobre maniery obowiązują zawsze. Cóż, nie wszyscy to wiedzą. Zamiast się przedstawić zaczął medytować. Ametystowa bynajmniej nie uważała tego za dobre posunięcie. Przecież w ten sposób jest niemalże całkiem odsłonięty na ataki fizyczne, a przeciwnik zwykle tylko czeka na taką okazję. Ona również nie zamierzała jej stracić. Szybko chwyciła telekinezą kilka ognistych kulek i rzuciła je z różnych stron na oponenta. Jedną od przodu, doskonale widoczną, dwie z boków, jedną od góry, jedną od tyłu. Zamaskowała dwie wymienione jako ostatnie mniej więcej poprawną magią iluzji odbijając w nich otoczenie tak, by stały się niewidzialne. Wprawdzie przy takiej prędkości ukrycie ich dokładnie stało na granicy możliwości klaczy, lecz najprawdopodobniej nie było to konieczne. Dodała do tego jeszcze iluzję wzrokową ściany płomieni otaczającej oponenta, z dużym dodatkiem dymu.

    Nie czekając, aż pociski osiągną cel przeszła do kolejnego etapu swojego "ruchu": obrony. W końcu całe to siedzenie po turecku z zamkniętymi oczami powinno czemuś służyć. I lepiej zawczasu się przed tym ochronić. Stworzyła więc tarczę broniącą dostępu do niej wszystkiemu, co porusza się szybciej od spadającej piłki plażowej dbając o to, by nie błyszczała w mdłym świetle księżyca. Iluzją podobnej otoczyła swą "laleczkę".

- Twój ruch - Bezgłośnie szepnęła.

Edited by Efei

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Witajcie tu wasza Kate.

 

Jak pewnie zauważyliście przeciwniczka przyszykowała ciepłą niespodziankę dla naszego Deto. Jestem strasznie ciekawa co teraz zrobi.

 

 

 

 

 

Podczas gdy spokojnie sobie medytowałem, poczułem zapach pieczonego futra.

 

-Jaaaaaaauć - podskoczyłem na równe łapy - Zmiana materiału: neutralne.  

 

Futerko błyskawicznie przestało się palić, z charakterystycznym syknięciem. Zabrzmiało to tak jakby ktoś zalał je wodą.

 

- To tak chcesz się bawić?! Dobrze, zabawimy się, ale najpierw zabezpieczę się przed twoją iluzją.

 

Wysunąłem łapy do przodu, tak aby palce i ramie tworzyło kąt prosty, następnie skupiłem się na przestrzani która była iluzją. Szybko zeskanowałem aurę marionetki Tide. I skupiajając się wykasowałem ją z widocznych przedmiotów i postaci. Chwile po tem, wszystkie pagórki, iluzje jak i sama marionetka, zniknęły. Teraz widziałem dokładnie gdzie jest przeciwniczka.

 

- Witaj Tide, jestem Deto. - przywitałem się - Przepraszam ciebie, że się nie przywitałem wcześniej. No cóż. U mnie w ZitaToli. Jak przeciwnicy stają do bitwy, to nie ma czasu na uprzejmości. Ty się ukłonisz, a smok już złamie ci kark ogonem. Wiem, że to brzmi troche mrocznie, ale wiem co mówię. Podczas wakacji mieliśmy 3 ataki na ZitaToli. Musieliśmy przyzwać gryfa aby nam pomógł. (Nie była to Gilda) Walczyliśmy z: Elfem Łukaszem oraz smoczymi braćmi.  Najpierw walczyliśmy z Mimmitem Smokiem, który o mało co mniej e nie zabił, chciał przejąć świat ZitaToli, więc walczyliśmy o dom. A kiedy go pokonaliśmy. Zaatakował nas, w zemście za brata Smok Monit. W przeciwieństwie do Mimmita, Monit miał bardzo silną telepatię i aby zająć świat, chciał najpierw wykończyć jego twórcę. Więc pomyśl,  przeżyłem dwie wojny ze smokami energetycznymi i walkę z elfem, dlatego wolę się upewnić co co przeciwnika z którym walczę. Szykuj się na cios! - skończyłem monolog. - Używając "super prędkości" w ciągu sekundy znalazłem się przy przeciwniczce, potem podniosłem ją nad głowę, następnie wzleciałem na wysokość jakiś 50, może 100 metrów i rzuciłem przeciwniczką w dół.

 

-Może nie mam doświadczenia w walkach w innych wymiarach, ale ocaliłem swój wymiar (z pomocą przyjaciół którzy teraz siedzą na trybunach) przed przeciwnikami dużo silniejszymi od ciebie. Monit używał magji iluzji potężniejszej od twojej.  Potrafił kreować wspomnienia i wizje.  Dzięki niemu nauczyłem się niwelować aurę iluzji. Ale koniec tego gadania, to jest dopiero początek, a ja już rzucam przeciwniczką.  - W tym monencie zaświeciła mi się czerwona lampka. "Ale ona może zginac! " Co ja robię w nerwach. Nie lubię zabijać. Nie mogę krzywdzić dziewczyn. A w szczególności nowicjuszek.

 

- Komedy popitu: torba : żelowy dmuchany zamek. Emituj na dole. - Jak najszybciej chciałem umieścić dmuchany zamek pod przeciwniczką. Dosłownie w ostatniej chwili wytworzyłem go na dole. Zel miał zielonkawy kolor. Cały zamek zamortyzował upadek klaczki. Zleciałem na dół jak najszybciej mogłem.

 

Tide! Nic ci nie jest? - przerażony myślą co mogło by jej się stać. - Przepraszam za to co się stało przed chwilą. Nie lubię! Nie potrafię krzywdzić tak delikatnych stworzeń jak ty. -To nie było nawet 20% tego co znalazła twoja posarka w mojej karcie postaci! Medytacja, Lot, Super i hiper prędkość, AB  oraz energetyka. AB mogło by ciebie nieźle poturbować! -  Ale chwile potem walnąłem się w twarz. i powiedziałem w myślach - Miała tarczę! Nic by się jej nie stało. Głupi Deto

 

 

 

 

- Chlip. To ja, Kate. Co za wzruszający moment. Obrona przeciwnika przed swoim atakiem. I rozmyślanie nad przyszłością pojedynku.  Co nas czeka? Czy Deto zrezygnuje? Czy nastąpi zamiana postaci? Czy pojedynek się zakończy? Tego dowiemy się wkrótce! A teraz jak na razie żegna się z wami płacząca Kate... Chyba poszukam chusteczek. Chlip.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Edited by Detonato300

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy skończyła tworzyć tarczę odczekała jeszcze chwilę, po czym upewniwszy się, że kule już powinny osiągnąć swój cel, o ile nikt im nie przeszkodził zdjęła iluzję ściany ognia, dzięki czemu mogła podziwiać okrzyk przeciwnika i zneutralizowanie efektu kulki poprzez osobliwą przemianę ciała. Cóż, przynajmniej zyskała jakąś wiedzę na temat oponenta.

   W tym czasie ten, wyraźnie niezadowolony (nic dziwnego, każdy byłby po nieprzyjemnym zapachu palonego na własnym grzbiecie futra) zrobił dziwny ruch łapą, po czym (o zgrozo!) zniknęły wszystkie iluzje Ametystowej. Klacz spróbowała więc zastąpić je nowymi, jednak ze zdumieniem stwierdziła, że zaklęcia nie działają. Inne typy magii - tak, iluzja - nie. Szkoda, aczkolwiek nie samą iluzją magini żyje. Ale będzie niewygodnie. Pies nareszcie się przedstawił. Jednak Tide słuchała jego mowy tylko jednym uchem, bowiem zajęła się maskowaniem leżących na środku równiny juków. Niepostrzeżenie przeniosła je gdzieś na widownię zamieniając je w zwykły kuferek (było to możliwe pomimo mgły z powodu prostego zabiegu: chwilowej zamiany w taką samą mgłę z zachowaniem struktur zaklęć. To tak, jakby włożyć obrazek do worda, przesłać mailem nie zapychając komuś skrzynki i znów zamienić w obrazek). Umysłem sprawdziła, czy struktura czarów zamkniętych w kulach pozostała nietknięta. Na szczęście wciąż działały jak należy. Wyciągnęła stamtąd miecz i przeniosła go na wysokość karku Deto. Zanim ten skończył tyradę ostrożnie weszła do jego umysłu. O ile obywatel ZitaToli nie jest tam ochroniony cały manewr powinien się udać, a szala zwycięstwa przechyli się na stronę jednorożki.

Edited by Efei

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

 

Zanim jeszcze przeciwniczka próbowała wejść mi do umysłu. Czas na arenie zwolnił aby ukazać wszystko co teraz robiłem.

 

 

- Nie liczył bym na to. - zaśmiałem się - Komendy popitu aktywacja! Mogłem teraz ukazać prawdziwą moc popitu. Oj zaboli!

 

/Torba -e -o Klon -k Deto -m Kopia mnie

 

 

 

 

/torba ?

 

Minimalna pomoc do komendy popitu torba

 

-e #Emituj

 

-o #obiekt

 

-k #kostium

 

-m #moce

 

-c #chip

 

 

 

 

-Trwa tworzenie obiektu.  Prosze czekać. -Odpowiedział komputerek - Szacowany czas do zakonczenia...  10 milisekund!

 

Widziałem dokładnie jak w około mnie w idealnej lini tworzą się klony o takich samych mocach. Ale jeszcze trzeba się obronić przed wirusikiem.

 

- Komendy popitu : Narzędzia -o Antywirus -c klony + ja.  - Nagle poczułem, że został zamontowany chip i że bazy wirusów są aktualne. (Tak na prawde ten antywirus jest ochroną przed atakami na umysł i nerwy postaci)(wszystko co dotąd napisałem działo się w ciągu 100ms)

 

 

 

 

Działanie chipu antywirus!

 

Antywirus jest to energetyczna forma ochrony. Chroni organizm przed bakteriami, wirusami, i atakami na psychologię osoby.

 

Czas wraca do normalnego tempa.

 

 

-A teraz czas na moją ulubioną moc! AB+(wzmocniony atomic ball - typ sekwencyjny) - W moich lapkach pojawiły się czerwone kule energii. Ta energia była kontrolowalna. Max Queaket zaprogramował ją i dodał sekwencyjność ataku. Kula była bardzo zimna w dotyku a po mocniejszym uderzeniu rozpoczynała się sekwencja. Więc uwazalem aby noe zainicjować sekwencji! - Klony AB+ emituj! -Roboty błyskawicznie wytworzyły kule w swoich łapach. - Śledzenie i przewidywanie ruchu, włacz!

 

-Komenda wykonana! - Odpowiedzieli chórem.  

 

-Przygotować się do rzutu! - Powiedziałem po czym wydałem kolejną komendę.

 

- Rzucamy!

 

Natychmiast wszystkje kule poleciały www niebo po krzywej, tak aby trafić przeciwniczkę. (Klonów wytworzyłem 3 wiec lepiej zatkać uszy)

 

 

(Twoja kolej......

 

Czekaj! A ja to co.  - Wykrzykneła Kate.

 

- Kompletnie zapomniałem. Kate  masz głos.

 

 

 

- Dzieki Deto. - Odpowiedziała oburzona Kate.

 

Pieczone psie mięso. Chińczycy byli by zadowoleni. Hihi. Taki suchar na początek relacji. A wracając to postu. Przeciwniczka nareszcie trafiła Deto. A w furii Deto potrafi zamienić się w DarkDet(Mroczny Deto.  Uwaga postać ta jest o wiele silniejsza od zwykłego Deto) albo użyć  jakiegoś ataku który najpewniej jakąś OP postać delikatnie by zadrapał, a kuca bez osłony na poziomie, conajmniej bardzo dobrym, może porządnie poturbować.

 

Dzisiaj króciutko. Zegnała się z wami kochana Kate. ;*

 

Twoja kolej Efei.  Pozdrów ode mnie Tide.

 

 

 

 

 

 

Edited by Detonato300

Share this post


Link to post
Share on other sites
Niebezpiecznie jest nie zwracać uwagi na nóż na swoim gardle. Lub miecz na swoim karku. Jeden pies.
 
Choć dyskretny szturm mentalny klaczy zakończył się fiaskiem, i choć zaraz potem szóstym, 'magicznym' zmysłem wyczuła niepokojące zawirowania czasu znaczące zapewne jakieś kombinacje przeciwnika wciąż miała na tyle jasny umysł i dobry refleks, by zdążyć z całej siły uderzyć Deto płazem klingi w kark. Akurat na czas. Bowiem przed chwilą ten zdążył wyczarować swoje podobizny otaczające Ametystową.
   Jak najprędzej przeteleportortowała się więc za ich plecy, w odległości kilkunastu metrów. Zasłaniając się mieczem sprawdziła umysłem zawartość ukrytego pośród widzów kuferka. Wciąż zawierał sporo kul ognia, kilka zaklęć paraliżujących, unieruchamiających, parę iluzji. Magini postanowiła wykorzystać technikę mieszaną. Zaatakowała każdy z klonów ogniem, a jednego uprzednio iluzją wycieńczenia i osłabienia, zaś na oryginalnego psa nasłała unieruchamiacz: czar działający na zasadzie elektronu: kulka energii elektrycznej grożąca potężnym, co najmniej nieprzyjemnym wyładowaniem, poruszająca się po orbicie niedającej się przewidzieć z powodu wielkiej szybkości owego obiektu. To powinno wystarczyć. Na wszelki wypadek odnowiła tarczę anty-szybko-poruszającym-się-obiektom. Strzeżonego Celestia strzeże. Teraz tylko czekać na posunięcie oponenta. 
- Masz pozdrowienia od niejakiej Kate - rozbrzmiał głos w głowie klaczy.
- Miałam ci przekazać. 
 
Edited by Efei

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Auć! - Poczułem silne uderzenie w kark. Troche obrażeń  zadała ale nie jest gotowa na to.  -teraz to się doigrałaś.

- Klony! Zmiana materiału ogień,  a potem elektryczność! - Blyskawiczna zmiana wystarczyła aby zneutralozować kule ognia. A kulki osłabienia i wykończenia nie działają na roboty. A AB które zostało rzucone w stronę przeciwniczki zatrzymały się jakby czekały na komendę.

- Zmiana materiału elektryczność! - Moje ciało zaczeło wibrować, ale nic nie czułem. Wchłonąłem całą energię jonu, który krążył dookoła mnie. Co dodało mocy mojemu kolejnemu atakowi.

- Zmiana materiału ogień! - Moje ciało szybko rozgrzało się i stanąłem w płomieniach. Plusem było to, że nie czułem ognia. - Trzeba pozbyć się tego miecza! Ale najpierw trzeba troche Tide popieścić!  (Chodzi o prąd zboczuchy)

- Klony,  przejdźcie jak najszybciej do Tide i uważajcie na osłonę!

Roboty szybko za pomocą super prędkości przenieśli się do Tide. Kiedy wyczuli aurę osłony zwolnili, aby zmieścić się w limicie prędkości. A potem mocno chwycili Tide za grzbiet tak aby cała elektryczność przepływała przez ciało powodując paraliż. Ja tymczasem byłem już w powietrzu i szykowałem niespodziankę. Była nią "ognista arena". Skierowałem otwarte ręce do ziemi a z moich dłoni posłałem energetyczny promień ognia, który podpalił arene. Energetyczny ogień jest o tyle niebezbieczny , że tylko jednorożce z magią na poziomie Twilight Sparkle albo wyższym mogą go ugasić! Tym czasem przeciwniczka była rażona prądem a jej miecz. Cóż chyba trudno jest atakować z paraliżem.

- A teraz czas na Kate.

- Witajcie kochani czytelnicy! - powiedziała, nadal lekko podirytowana Kate. - W tej turze Deto przyszykował dla naszej przeciwniczki pare niespodzianek.

Neutralizacja ataku ognistego i osłabiającego.

Popieszczenie przeciwniczki prądem. Z dość sprytnym wykorzystaniem spowolnienia.

A na koniec zamiana areny na ognistą.

Co nas jeszcze czeka?

Share this post


Link to post
Share on other sites
Turning Tide z pewnością poczuła co najmniej lekkie poczucie zawodu, kiedy patrzyła, jak przeciwnik neutralizuje po kolei wszystkie części jej pięknego ataku. A jeśli nawet któraś z nich udała się tak, jak miała, to po psie wszystkie obrażenia spływały jak po kaczce. Czemu? Lepiej byłoby od razu znaleźć na to odpowiedź, ale oponent nie dał jej czasu. Jego kopie niebezpiecznie szybko zaczęły się do niej zbliżać. 
- Bo co trzy głowy, to nie jedna -usłyszała dziwnie znajomy głos w swojej głowie. Zignorowała go. Wyczuła coś w rodzaju niezadowolonego fuknięcia, lecz nie miała ani chwili, by zacząć je analizować.
   Zamiast tego przeteleportowała się na bezpieczną odległość zostawiając za sobą swą iluzję i tarczę tworząc wokół siebie kolejną. Niemalże uległa odruchowi stuknięcia się kopytem w czoło na widok swego wielkiego zaniedbania. Na chwilę zapomniała o osobliwej blokadzie ułudy. Postanowiła więc trochę z nią poeksperymentować. Zwiększyła realność i prawdopodobieństwo swojej laleczki. Ta zaczęła migotać, jakby walczyła o pojawienie się. Żeby zatuszować ów efekt Ametystowa pomnożyła mgłę otaczającą arenę. Mruganie nie powinno być tak widoczne. Odrobinę zwiększyła też transparentność swojego ciała, by lepiej wtapiać się w otoczenie.  
      Teraz mogła podziwiać natarcie klonów. Wzdrygnęła się na samą myśl o tym, że mogłaby znajdować się na miejscu swojego sobowtóra. Ale nie zamierzała marnować cennego czasu. Była już w połowie zaklęcia przemiany stosowanego na klonach Deto, kiedy poczuła, że arena nagle zaczyna się rozgrzewać. Dość szybko. A nawet bardzo szybko. Odruchowo zaczęła podskakiwać przerywając czar. Trochę poparzyła kopyta zanim zdążyła przeteleportować się kilkanaście metrów nad ziemię i zamienić płomienie w pierwszą rzecz, jaka przyszła jej do głowy: kwiaty. Dokładniej leśne fiołki. Nic dziwnego biorąc pod uwagę fakt, że przy każdej możliwej okazji zamieniała rzeczy nawijające się jej pod kopyto w swoje ulubione kwiaty. Było ich całkiem sporo, w końcu jej oponent chciał skąpać całą dostępną powierzchnię w płomieniach. Lecz wciąż niewystarczająco, by wylądować całkiem bezkolizyjnie. Naprędce utkała więc zaklęcie pozwalające na zagęstnienie powietrza pod nią czyniąc lądowanie odrobinę miększym. Wciąż trochę niewystarczająco. Nawet dodając do tego ochronę tarczy (magini porusza się z dużą prędkością, ale że tarcza ją otacza działa jakby to ziemia zbliżała się do czarodziejki) klacz nieźle się potłukła. Na szczęście nic ponadto. Już tyle wystarczy, żeby poruszać się dużo wolniej.
    Już po krótkiej chwili jednorożka doszła do siebie i z determinacją wypatrywała przeciwnika. Zobaczyła niejasny zarys jego ciała, a także sylwetek klonów przez mgłę. Tyle powinno starczyć. Wzięła się za przemienianie sobowtórów w nieduże stalowe kulki, po czym nadała im prędkość podobną do tej, którą osiąga wściekły huragan (a huragany bywają bardzo drażliwe) celując w przeciwnika. 
- Teraz widzisz jak w zwierciadle, niejasno, lecz wtedy zaś zobaczysz twarzą w twarz… - mówił głos rozbawiony. Wciąż ostentacyjnie  nie zwracała na niego uwagi. Usłyszała tylko wesoły, może nieco złośliwy chichot.
Edited by Efei

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

- Witajcie kochani czytelnicy. To znowu ja, Kate. Pewnie wielu z was dziwi obrona Deto. Mnie i mieszkańców ZitaToli, akurat to nie dziwi. Pewnie zapytacie, "Dlaczego?". Zaraz wam wszystko wyjaśnię.

 

U nas w ZitaToli też istnieje coś takiego jak walki na arenie. Deto jest bardzo dobry w walkach na arenie w naszym świecie. Jednak podczas ostatniego turnieju przegrał. Przeciwnik miał tak silną osłonę, że jego najsilniejszy atak tylko delikatnie go zadrapał. Od tamtej pory Deto ciężko trenował. Podczas treningów Max atakował go za pomocą różnych wymyślnych ataków. Począwszy od ataków psychicznych, po ataki energetyczne, np. Kamehameha. Wykończony i spocony,  chciał więcej, aby jego obrona była jeszcze wyższa. Tylko po to aby być godnym rewanżu z jego potężnym przeciwnikiem.  Kiedy nadszedł czas rewanżu,  pewny siebie przeciwnik ziewnął na myśl o rewanżu.  Wydawało mu się, że Deto nic a nic się nie zmienił. Zaskoczył go fakt, że jego rywal stał się potężniejszy niż wcześniej. Popełniając błąd za błędem przeciwnik słabł aż w końcu się poddał. Teraz już wiecie dlaczego Deto ma taką a nie inną obronę. Powróćmy jednak do dzisiejszego zmagania.

 

 

 

 

 

Będąc w powietrzu miałem dokładny widok na to co się dzieje.

 

- Zamiana ognia w kwiaty. Ciekawe posunięcie muszę przyznać. - Nagle zaczęło mi się kręcić w głowie. - Ale pamiętasz o tym, że kwiaty są palne. Co to...  - Zdziwiłem się,  jak chwilę potem moje klony zostają zamienione w kulki i zostały posłane z ogromną prędkością w moją stronę. Uśmiechając się szyderczo powiedziałem cicho dwa słowa

- Poprzedni cel. Zmiana materiału ogień - Kulki błyskawicznie zawróciły i powinny uderzyć przeciwniczkę 3 razy, tworząc oparzenia na skórze. Pierwszy cios miał polecieć w bok, drugi w podbródek, a trzeci został wymierzony w brzuch. Kiedy roboty wykonały pracę, przywróciły swój wygląd do początkowego, a następniie wzleciały w powietrze. Uuu.  To mogło boleć. Osobiście dostałem pare razy,  rozgrzanymi do czerwoności   węgielkami i wiem jak to jest kiedy przypala ci się futro. (max podczas treningu nimi atakował) Z resztą, podczas tej bitwy też dostąpiłem tej nieprzyjemności.

 

Podczas gdy moje klony zmierzały atakowały ja wykopałem tunel, który o ile mnie nos nie myli. Prowadzi do jaskini kryształowej, której magiczne kryształy stabilizują aurę areny i jej otoczenia. Niestety były zniszczone! Dlatego na arenie znajdowała się mgła i teleportacja była utrudniona. Jednak jakimś cudem "Transport Międzywymiarowy" zadziałał. Ale dosyć już się napisałem na ten post.

 

 

 

 

 

Stan:

 

Klony : Po zaatakowaniu przeciwniczki wzleciały w powietrze.

 

Deto: Wykopał tunel do jaskini kryształowej.

 

 

 

(Twoja kolej Efei)

 

 

 

 

 

 

Edited by Detonato300

Share this post


Link to post
Share on other sites
Stalowe kule wracają jak bumerangi. Nic nie szkodzi. Odsunęła się kilka kroków w bok pozwalając najbardziej wysuniętej w lewo musnąć tarczę. Z delikatnym uśmiechem na pyszczku obserwowała, jak pocisk zwalnia, po czym ześlizguje się po osłonie jak po pochyłej ścianie. Zanim spadła wzięła go, a także pozostałe dwa w chmurę swej magii, i znacznie zwiększyła ich ciężar. Dzięki temu mają o wiele większą bezwładność i niełatwo wytrącić je z poprzedniego toru lotu. Tłumiąc chęć niegdysiejszych klonów powrócenia do poprzedniej postaci ułożyła je w szereg i rozpędziła cały czas kontrolując ruch tak, by ich nie spowolnić, a móc interweniować w razie potrzeby. Cel: przeciwnik. Wszystko stało się błyskawicznie, tak, by zdążyć zanim pies zdąży schować się w wydrążonym przez siebie tunelu. Ten atak prawie na pewno się uda. W końcu pies po ciosie w kark ma o wiele mniej zwinności i koncentracji. Ledwo lata, pewnie z mniejszej odległości widać, jak chwieje się w powietrzu. Nie pokazuje tego po sobie, ale po takim ciosie pewnie ledwo utrzymuje równowagę. Z pewnością tępy ból uniemożliwia mu koncentrację. Tide spróbowała więc jeszcze raz dyskretnie podglągnąć umysł rywala uprzednio po raz kolejny umacniając tarczę. Nie chciała zbyt szybko być za pewna siebie, ale jak na razie szala zwycięstwa przechylona była w jej stronę. Wciąż miała juki. I miecz  aktualnie leżący bezczynnie na środku placu i odzyskujący zwykłą temperaturę i kolor po podpaleniu areny. To porządna, dobrze zahartowana (i wzmocniona magicznie) broń. Co to dla niej kilka płomieni? 
Dziwny głos na razie zamilkł. Widocznie zajął się czym innym. Klacz nie była pewna, czy to uczucie, które czai się gdzieś w środku to nie zawód.
Edited by Efei

Share this post


Link to post
Share on other sites

W tym samym czasie.

Będąc w jaskini mogłem słyszeć to, co dzieje się na górze. Słyszałem jak moje klony mają ustalić cel na przeciwnika. Przeciwniczka nie za bardzo zrozumiała komendy głosowe, te klony myślą tak samo jak ja. Wiem o tym, że jak ktoś powie im aby ustalili cel na przeciwnika. To celem nie może być sojusznik. Kule co prawda miały mniejszą zwrotność, ale to moje klony, więc Tide powinna wiedzieć czym grozi użycie niewłaściwej komendy. Za pomocą super prędkości wydostaly się z aury telekinetycznej i znowu zaatakowały.

Jaskinia w której jestem była oświetlana przez jasnoniebieskie kryształy. Kryształy które rosły obok siebie, jak krzaki. Kiedy światło emitowane przez nie oświetlało moje ciało, czułem jak dużo pozytywnej energii ma to miejsce. Czułem jakby ktoś mi coś szeptał do ucha. Nie był to głos drażniący. Bardziej brzmiał mi jak głos jakiejś troskliwej rusałki albo jakiegoś bytu opiekuńczego.. W tym otoczeniu usiadłem lekko osłabiony. Rozpoczalem medytację, aby zregenerować się,  ale i po to aby zeskanować aurę kryształu. Dzięki znajomości jego aury,  będę mógł poznać jego moc.

Powoli przed oczyma pojawiał się cień, który przemieniał się w kolorową mgłę. Ta mgła zawierała w sobie jaśniejsze i ciemniejsze miejsca. Jaśniejsze to aura pozytywna a ciemniejsze to negatywna albo jej brak. Skupiłem się. Aby zeskanować otoccm zenie. Kiedy poruszyłem głowę mogłem zobaczyć aurę kryształu. Wiele z nich zostało zniszczonych. Zapewne po jakiejś bitwie. Nagle pewna aura skupiła całą moją uwagę.

- O.  Ten mi się podoba. - Powiedziałem w myślach i dodałem -Wygląda zupelnie jak Tolit, kryształ na którym zbudowano stolicę ZitaToli. Był to ciemno niebieski kamień z odrobiną czerwieni u podstawy. O ile dobrze pamiętam Tolit daje możliwość telepatii i tworzenia halucynacji. (Jest trudny do obróbki bez kursora popit. ) Otworzyłem oczy i spojrzałem w poszukiwaniu najmniej zniszczonego. Po paru sekundach znalazłem. Musiałem działać szybko. Przeciwniczka pewnie spróbuje znowu włamać mi się do głowy. Mam antywira włączonego i coś mi się zdaje, że kolejne "włamanie" będzie porażką. Wracając do tematu.

Czas zwolnił.

- Komendy popitu: zapisz obiekt "Tolit".

- Komenda wykonana... - Odpowiedział komputerek.

- Komendy popitu: wytwórz obiekt "Obroża z kryształem" Kryształ "Tolit"

- Wykonywanie komendy - Usłyszałem odpowiedź. - Komenda wykonana.  Założyć?

Przede mną pojawiła się czarna obroża. Tolit był przyczepiony z przodu na superklej, silniejszy od Kropelki.

- Tak - Aura otoczyła obroże i delikatnie założyła mi ją.

- Brr jaka zimna - Przeszedł mnie dreszcz a chwilę potem poczułem jak moc kryształu przenika moje ciało. Było to bardzo przyjemne uczucie, jakoby ciepły powiew wewnątrz ciała. Nagle zacząłem czuć inne istoty na arenie.

- Aaa za dużo tego. - Muj umysł nie zdążył przetworzyć wszystkich aur. Lecz po chwili zlokalizowałem też umysł Tide.

- Bardzo szybko się uczę - Zaśmiałem się do siebie, z bólem głowy który nikł z każdą sekundą Następnie skupiłem się na umyśle Tide. Zobaczyłem jej wspomnienia, znajomych, jej teraźniejsze myśli. Pora się zabawić. Wyobraziłem zobie głos jaki chcę wprowadzić do umysłu Tide, kiedy już go znalazłem rozpoczęła się zabawa.

Czas wraca do normalności. Całość trwała sekundę.

- Tide, dlaczego atakujesz za pomocą swoich najsłabszych ataków?!   - Wysłałem głos do umysłu Tide. Był to mroczny demoniczny głos.

- Jesteś aż taka słaba? Hahaha. Ale musisz atakować mocniej. Zabij, zadaj pełne obrażenia, niech twój przeciwnik cierpi. Zaatakuj z całą swoją mocą! Zostało wam niewiele czasu. A ja jestem cały czas zawiedzony.  Pozdrawiam satanus maksimus. - Ten głos powinien przestraszyć przeciwniczkę.

Jak na razie zostanę w podziemiach i poczekam na ruch Tide.

###Pilna wiadomość od Kate###

- Witajcie kochani czytelnicy. Mam nadzieję, że walka się wam podoba. Osobiście jestem nieco zawiedziona. Za mało akcji.

Pomimo iż na chwile się rozkręciła, to 2 posty dalej już było widać spadek jakości. Mam nadzieję,  że uczestnicy postarają się umilić wasz czas.

Dzisiaj przeciwniczka pomyliła komendy. A Deto nauczył się nowej umiejętności! Jestem ciekawa jak zareaguje przeciwniczka na głos Satanusa Maksimusa.

Całuję was wszystkich i dziękuję wam za to, że czytacie tą walkę. W następnym poście spróbuję połączyć się z ZitaToli, aby ich zapytać co sądzą o bitwie i uczestnikach.

A pojedynek terminowo ma się zakończyć 12.10.2015. Coś mi się zdaje że kolejne ataki uczestników będą OP.

Jeżeli chcesz wysłać swoją opinnię ewentualnie radę. Napisz do nas na PW.

Share this post


Link to post
Share on other sites
 Próba użycia czarów oponenta do własnych celów nie powiodła się. Kule momentalnie wyrwały się w bok naginając czas do swoich celów. Tide pozwoliła im wrócić i zbliżyć się na stosunkowo małą odległość, po czym momentalnie zamieniła je w zwyczajne powietrze nie zachowując nic z ich poprzedniej struktury. Teraz jeśli przeciwnik chciałby użyć ich ponownie musiałby stworzyć je od początku.
   Pies zniknął w wykopanej przez siebie jamie. Miała chwilę spokoju by zebrać myśli i broń. Maleńki moment pozwoliła sobie odetchnął, rozluźnić się i zebrać przydatne wiadomości. Ten Deto jest wytrzymały i naprawdę niezły, ale zbyt roztrzepany i zapominalski. Już kilka razy atakował, jakby nie wiedział o tarczy, choć wcześniej zdołał ją obejść. W jej głowe zaczął powoli kiełkować nienajgorszy pomysł. Ale lepiej nie wyrażać go dokładniej, nawet w myślach, a nuż przeciwnik niepostrzeżenie wszedł do jej umysłu. Choć to mało prawdopodobne, w końcu zawsze ma mur pogmatwanych myśli naokoło tych bardziej uformowanych (z wyjątkiem chwil kiedy mentalnie sonduje otoczenie), poza tym cały czas pozostaje czujna i przygotowana na taki scenariusz, lecz ostrożności nigdy dosyć. Podobny błąd popełnił kiedyś Starswirl, i nawet on, potężny mag nie najlepiej na tym wyszedł...
    Czym prędzej przystąpiła do realizacji planu. Najpierw sprawdziła juki. Wyjęła 2 kulki paraliżujące i tak jak poprzednio - na chwilę zamieniając w mgłę - położyła je po podłożu pozwalając im toczyć się leniwie w jej kierunku, aż przekroczyły linię tarczy i zatrzymały się na jej wyciągniętym kopytku.
    Teraz trudniejsza część. Otoczyła magiczną barierą w kształcie kuli (także podziemnej) przypuszczalne miejsce położenie przeciwnika i cały teren na około w promieniu 12 m. Powinna nie wpuszczać ani nie wypuszczać niczego, nawet najdrobniejszego atomu przez linię dzielącą "w środku" od "na zewnątrz"(dotyczy także teleportacji i sztuczek z czasem). 
   Odczuła początek szturmu mentalnego i momentalnie przygotowała się do ochrony, kiedy usłyszała, jak głos słyszany już wcześniej mruczy: "ja się tym zajmę". Uspokoiła się więc i spokojne zajęła się dalszą częścią manewru ignorując echa bitwy z podświadomości. Chwilę jeszcze wahała się co do intencji niespodziewanego sojusznika, ale stwierdziła, że tym razem zaryzykuje. Koniec pojedynku się zbliża, trzeba zacząć grać bardziej intensywnie.
   Dla pewności zamknęła oczy i skoncentrowała się na wszystkich istotach żywych w obrębie kuli. Pies był tam z całą pewnością. I chyba znalazł coś ciekawego. Cokolwiek by to było wyglądało na potężne, jego aura była świetnie widoczna. Teraz atak. Zamieniła powietrze w środku bariery w wielką ilość kamieni spadających momentalnie na ziemię, pod którą powinien być tunel. Sprawdziła, czy aby nie zabiła oponenta na miejscu, ale nie - żył na pewno, zaraz okaże się, w jakim jest stanie.
Na razie miała odrobinkę czasu, w którym nie spodziewała się zostać zaatakowana. Odgłosy potyczki w jej umyśle ucichły już chwilę temu. Nieśmiało pomyślała więc głośno:
- Poradziłaś sobie?
Głos momentalnie odpowiedział, jakby tylko na to czekał.
- Wystarczyło powiedzieć mu kilka komplementów i zalać lawą. Nic takiego - ton zdradzał odrobinę lekceważenia i osobliwej wesołości, być może także nutkę chełpliwości
- A teraz popraw grzywę, zaraz zaczną się te nudne gratulacje. Pytanie tylko czy będziesz ich słuchać, czy składać...
 
Edited by Efei

Share this post


Link to post
Share on other sites

Czułem jak temperatura się podnosi. Ale to ma być mój ostatni post, Więc pora zakończyć to w stylu Zita Toli.

- Zmiana materiału ogień.  Poziom 100. -Moja sierść błyskawicznie rozgrzewała się. Atak przeciwniczki jeszcze bardziej powiększył temperaturę mojej aury dzięki czemu "Przetopiłem" sobie drogę na powierzchnię.

Kiedy byłem już na powierzchni wyglądałem jak świetlista kula. Gorąc który ode mnie bił natychmiast rozgrzał arenę zamieniając jej powierzchnię w pustynie. szykowałem się do kolejnego etapu.

- Komendy popitu: emituj obiekty. Fajerwerki ZitaToli. Klony lvl 50. UDC

- Komenda zaakceptowana! Wykonuję.

Natychmiast za mną wytworzyły się fajerwerki które poleciały wysoko ponad arenę. Eksplodowały tworząc napis "ZITA TOLI dla was". Klony tworzyły się bardzo szybko. I już po chwili mogłem użyć ostatniego ruchu.

- Klony? It's UDC time! - Powiedziałem stanowczym tonem i natychmiast wytworzyliśmy po 2 kulki na postać. W sumie było ich 20. - Rzut!

Kule poleciały w dół! Ich prędkość była na tyle duża, że nawet ja ze swoim kursorem popit nie dałbym rady ich zatrzymać!  Dwi poleciały na przeciwniczkę! Reszta w ziemię! ( UDC zużywa bardzo dużo energii wiec nawet po medytacji było trudno mi latać. )

BOOM Wszystkie kule wybuchły tworząc gigantyczne kratery. Fala uderzeniowa zniszczyła wszystkie klony a mnie przeniosła w prąd powietrza który leciał prosto w ziemię. Otrzymałem dość duże obrażenia, pomimo ognistej aury. Wstałem i zobaczyłem że arena została rozdzielona dwoma tunelami stworzonymi z aury która nie pozwalała widzieć przeciwnika.

- Zmiana materiału neutral. - Zmieniłem aurę na normalną.

  Nagle usłyszałem głos Kanity w głowie. "Prawdziwa walka to taka, w której jesteś sobą i jesteś szczęśliwy. Nawet jeżeli poniesiesz porażkę to się podnosisz! "

- Dziękuję ci Tide za pojedynek! Mam nadzieję, że czegoś się nauczyliśmy! Ja na pewno. - W tym momencie zauważyłem pociąg  "Transport Międzywymiarowy ZitaToli". Kiedy już doszedłem do przyjaciół stojących przy pociągu zauważyłem, że się cieszą z mojego powrotu do nich.

- Brawo Deto ten koniec był niesamowity. - Powiedziała Kanita

-Dzięki. Ale muszę coś jeszcze zrobić! - Złożyłem dłonie i wytworzyłem w nich uzdrawiającą kulę energetyczną i rzuciłem ją prosto w Tide, a przynajmniej w miejsce gdzie mogła być. Aura osłony która blokowała widzenie przeciwnika przepuściła a nawet naprowadziła kulę tak aby energia kuli uleczyła ją całkowicie. - No. Tylko tyle miałem jeszcze do zrobinia. Lepiej pójdźmy do naszego przedziału. Za mną ZitaToli. - Z radością weszliśmy do pociągu. Wszyscy którzy byli na widowni też wrócili.

Usiadłem na swoim fotelu. Kanita opatrzała mi rany, które zadałem sam sobie. Ruszyliśmy.

- Nareszcie jedziemy do domu. - Powiedzialem szczęśliwy.

Witajcie kochani czytelnicy to znowu ja Kate z ZitaToli. Pojedynek który czytaliście nie odbył się gdyby nie pewni użytkownicy! Teraz pragnę im wszystkim podziękować.

Hoffmanowi za cudowną arenę i przyjęcie zgłoszenia. Ale i za jego inne areny które stworzył.

Efei za wyzwanie na pojedynek. Piękne poruszanie swoją postacią. "Tide Mist". Oraz za uwagi które przydały się Deto. Ale i za dobre opisy.

Deto za piękny pojedynek. Mocne ataki. I dobry opis.

Ale największe podziękowania należą się wam kochani czytelnicy i czytelniczki. Dzięki wam ja i Deto mieliśmy motywację do tego by pisać dla was.

Deto jest już w pociągu i odjeżdża do domu. ALE CZY NA PEWNO?....  

Tego dowiecie się wkrótce.

Tym kończę moją audycję z areny Hoffmana. Całuję was i żegnam w tym pojedynku.

-------Brak sygnału-----

Wysłano z ZitaToli przy pomocy "Transportu międzywymiarowego"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podskakując w miejscu i usiłując jak najmniej poparzyć kopyta jak najszybciej zmieniła ziemię pod sobą w kilka dębowych desek. Teraz miała w miarę dogodne warunki do oglądania spektaklu samozniszczenia, jaki Deto zafundował wszystkim widzom. Fajerwerki były chyba przewidziane na większą przestrzeń - w każdym razie zamiast pięknie rozbłysnąć na niebie odbiły się od ścian bariery spadając z powrotem na ziemię. Za to poprzedni manewr wyszedł pięknie. Oponent w widowiskowym stylu przebił się przez warstwę ziemi. 

- A oto i przykład "płonącego prawie-krzewu" - mruczał głos w głowie klaczy. Z tonacji można było wywnioskować, że świetnie się bawi. Za to Tide było coraz mniej do śmiechu. W prawdzie teoretycznie wszystkie kule wycelowane w nią przez przeciwnika powinna zatrzymać magiczna bariera, ale te tutaj wyglądały raczej złowieszczo. Na wszelki wypadek jednorożka przesunęła się razem z drewnianym podłożem kilka kroków w bok (podskakując w czasie, kiedy telekinetycznie przesuwa deski. Wprawdzie poparzone kopytka mogą przy tym trochę boleć, ale jakoś się to przeżyje...) Próbowała też z heroicznym wysiłkiem utrzymać przegrodę, ale zrezygnowała, kiedy ze zdumieniem odkryła, że ledwo trzyma się na nogach i prawdopodobnie będzie z nią znacznie gorzej jeśli nie przestanie. Poddała się więc przepuszczając pociski tak, by bariera zasklepiła się za nimi. Energii pozostało jej niewiele, jedynie na tyle, by jakoś utrzymać tarczę odgradzającą ją od przeciwnika i uchronić się przed skutkami wybuchu. Łagodnie to ujmując możnaby powiedzieć, że nie była w najlepszej formie. Jedynie uśmiechnęła się blado w odpowiedzi na pozdrowienie. Wtem poczuła, jakby nagle przybyło jej sił.
- Następnym razem pomyśl o magii leczniczej - usłyszała. 
- Na razie po prostu tłumacz to sobie jako iluzję.  A kiedy już wreszcie przyjdziesz do siebie zważ, że autor jest jak Bóg dla swojego dzieła. Obowiązują go inne zasady. 
 
Chwilę później z nieba spadła osobliwa kuleczka rozplaskując się blisko środka areny.
Edited by Efei

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pociąg przejechał 2 metry po czym stanął!

- Dlaczego stoimy? - Po tych słowach do przedziału wszedł konduktor.

- Dzień dobry! - Powiedział wysoki brunet ubrany w czarny garnitur. - Bilety do kontroli.

- Proszę bardzo.

- No niestety, ma pan kłopot.

- Jak to? - odpowiedziałem zdezorientowany.

- Termin wyjazdu jest dopiero 15 października, czasu ziemskiego.

- Coo. - Przestraszyłem się. Po moim ostatnim  ruchu przeciwniczka mogła pomyśleć że uciekam! - Komendy popitu: teleporter postaci na arenę.

- Wykonywane! - Przeniosło mnie na arenę która nadal była ognista. Zauwazylem jak kulka spada na ziemię. Niestety nic się nie stało. A przynajmniej tak mi się wydawało!

- Zmiana materiału : SafeZone fire (SafeZone nie zamienia mego materiału na ognisty,  a chroni mnie przed nim. ) - teraz byłem uodporniony na ogień. Przez cały czas zbierałem informacje o przeciwniczce ale niewystarczająco. Atakuj psychikę ale bądź przygotowany na bronę swojej.

Deski na których stała tide powoli zaczęły się palić, Mieliśmy coraz mniej czasu. A Kate nie ma.

------utrata sygnału------

- Sorki Deto ale ja też myślałam że dzisiaj jest koniec. - Przejęła sygnał? Kate?! -

Witam was ponownie kochani czytelnicy. Wiem, że nasz poprzedni ruch był błędem ale naprawimy to dając wam jeszcze lepszy pokaz!

----- wznowienie-------

-Dobra pora to zakończyć na innej arenie! - Powiedziałem - Komendy popitu :

Edycja areny! Płaska!

- Wykonywanie! - Arena natychmiast zaczynała się wyrównywać.

- To chwilę potrwa. - Pomyślałem - Chyba mam jescze energii na wytworzenie klona.

Kiedy to powiedziałem z pod komputera wypadł greatball. Kiedy uderzył w ziemię z jego środka wyleciała biała aura która zaczęła formować się w kształt Pokèmona.

- Co to? - Spojrzałem na greatball'a. Na jego dolnej części było coś przyklejone.

" Nazywa się Iskierka, samiczka. (Delfox.  (Jego wygląd niestety musicie znaleźć w google. ))

- No dobra. Iskierka słyszysz mnie? - Zdziwiony zapytałem ją.

- Kiwnęła głową. - Z lekkim uśmieszkiem przyjęła pozycję bojową.

- Łał. Jej ogon jest niesamowity. - Głośno pomyślałem a Iskierka zaśmiała się pod nosem zamykając oczy Czułem, że zwlekam. - No dobra pora zaatakować! Iskierka! FireSpin.

Na moje słowa skinęła głową po czym zrobiła przewrót w przód,  chwytając swój ogon który zgrabnie złapała. Kiedy mnie zobaczyła do góry nogami. Zamknęła oczy i z uśmiechem zaczęła się toczyć w stronę przeciwniczki, Podpalając całe swoje ciało od podłoża. Była bardzo szybka. Ale skąd ten great ball? Chwila...  przecież w pociągu Kanita mi mogła coś włożyć!

- Komendy popitu. Regeneracja II 18s

- Wykonywanie. - Czułem jak moje ciało się regeneruje. Ciekawe jak przeciwniczka zareaguje na Delfox.

- O. Delfox Tym razem doszedł nam jeszcze Pokemon na arenie, która robiła się płaska. - Powiedziała Kate. - Witajcie kochani. To znowu ja. Po pomyłce z datą końca walki Deto ruszył do boju a u jego boku pojawiła się Iskierka Kanity. W walkach jest dostępne przywoływanie. A pokeball chyba do nich należy! Teras lekkie wyjaśnienie tego co efei dawno napisała. Widzisz w krzywym.... . http://www.nonpossumus.pl/ps/1_Kor/13.php

Do usłyszenia.

Na arenie pojawił się ogromny zegar odliczający czas do końca. Został dzień! Kto wygra? Tego dowiemy się w ankiecie! Już teraz dziękuję wam za to, że to czytacie.; )

Wysłano z ZitaToli przy pomocy "Transportu międzywymiarowego"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rzeźka i pełna energii po niespodziewanym uzdrowieniu czekała na teleportację poza arenę podsumowując w myślach pojedynek. Wtem zauważyła Deto materializującego się kilkanaście metrów od niej. Zdziwienie w parze z pytaniem: „o co chodzi?" biegały wte i wewte po jej umyśle nerwowo obijając się o ścianki i krzycząc raz za razem: "jest tu ktoś?". Nie doczekały się odpowiedzi.  Tajemniczy głos zniknął. Przeciwnik na razie nie atakował, być może po prostu chciał poczekać na transport zapewniony przez organizatorów i zwiedzić Equestrię. Nie chciałaby źle zrozumieć sytuacji i podejmować wrogich kroków, jeśli okazałoby się, że pies przyszedł w pokojowych zamiarach. Stała więc bezczynnie nie wiedząc co robić. Wtedy nareszcie głos postanowił się odezwać. 

- Pomyłka. Jeszcze walczycie - w tej samej chwili z biednej klaczy zaczęły uchodzić cudownie nabyte siły. Znowu była w takim samym stanie, jak po odparciu pędzących kuli.
- W związku z tym nie będę szachrować. Nos do góry! Zawsze coś możesz zrobić. Nawet jeśli właśnie prawe zostałaś pokonana. Cały czas masz w zapasie kilka użytecznych zaklęć i wciąż (właściwie nie wiedzieć czemu, ale cóż, teraz to nawet i dobrze) utrzymujesz wokół siebie tarczę. Pamiętasz? Księga "Niezwykłe podstępy". Nawet wielki Starswirl ich używał. Więc zrób mi tu słonia trojańskiego, złotko, ale szybciutko. Pytasz co zrobić z płonącym drewnem? Kobieto! Przecież masz wokół siebie pełno chłodnej mgły. Po prostu otocz nią te deski. Jakaś podrzędna kreatura leci na ciebie? A co z tarczą? Pewnie ten... pies znów o niej zapomniał. 
    Zrobiła więc co jej kazano. Ogromne zwierze wnet rzuciło cień na przeciwnika. Wyglądało na niezbyt zadowolone. Jego niewielkie oczka spoglądały wściekle. Pomimo bycia pozornie ociężałym w mgnieniu oka znalazł się tuż tuż, przy Deto. Otaczała go chmura rzadkiej mgły migocącej nerwowo. Jeśli oponent chciałby zbadać go pod względem struktury zaklęć i poleceń mu wydanych mogłby zobaczyć początki rozkazu podeptania, zmiażdżenia i ogólnej destrukcji swojego celu. W dodatku jego trąba była przygotowana do wystrzeliwania kulek z czarami paraliżującymi, spowalniającymi, pozbawiającymi sił i maleńkimi stalowymi pociskami. Być może w razie ataku trafiłby się jeszcze jakiś zbłąkany ognik. 
Edited by Efei

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy masywny słoń biegł prosto na mnie zadziałałem instynktownie.

- Komendy popitu. Obiekt miecz! - W dłoni pojawił mi się dwuręczny żelazny miecz. Biła od niego bardzo silna aura, która w zmieszaniu z aurą tego miejsca. Tworzyła tęczę. Podbiegłem do słonia, następnie wślizgnąłem mu się pod spód i za pomocą szybkich,  jak błyskawica uderzeń raniłem go po nogach. Po tych morderczych uderzeniach słoń padł na ziemię i już się nie podniósł!

- Teraz pora na ciebie Tide! - Pobiegłem w kierunku Tide. Trzeba wykorzystać całą moją wiedzę i zadać ostateczny cios!

- Szybka zmiana materiału : ogień lvl 100! -Moje ciało w ciągu sekundy rozgrzało się i stanęło w płomieniach. Skoczyłem w górę a następnie z super prędkością wtopiłem się w ziemię. Nastała cisza.

Nagle coś pod przeciwniczką zafurkotało i zagrzmiało. To byłem ja. Wyskoczyłem z ziemi, raniąc mieczem prawą tylną nogę. Zmieściłem się na styk w limicie prędkości.

- A teraz Tide pora na ruch który był dla ciebie! - Bez słowa odrzuciłem miecz i zmieniłem swój materiał na elektryczny. Następnie w ciągu milisekundy chwyciłem mocno Tide za grzbiet i posłałem tam cały ładunek elektryczny który miałem. Po 2 sekundach puściłem Tide. I zacząłem iść do "Transportu między-wymiarowego"

- To już koniec pojedynku! Dziękuję za niego i mam dla ciebie jeszcze mały upominek! - Odwróciłem się do Tide. Szybkim ruchem złożyłem ręce do posłania promienia. - Uleczę cię i dam ci to - Rzuciłem w stronę Tide płytę cd ze swoimi przygodami w ZitaToli a następnie zmaterializowałem pomiędzy łapami promień uzdrawiający i trafiłem nim Tide. - Wróci do pełni sił za godzinę.

Wróciłem na mój poprzedni kurs. Transport energetyczny stał tam gdzie był.

- Tym razem data jest dobra. - Za pomocą hiper prędkości wbiegłem do przedziału w którym znudzeni przyjaciele grali w wasze ziemskie "Szachy".

- Szach mat.  - Powiedziałem,  po czym zasapany i spocony usiadłem na swoim fotelu. - Idę spać, poproście Kate aby przejęła mój sygnał.

W tym momencie zamknąłem oczy i zasnęłen.

- Witajcie kochani czytelnicy. To jest już PRAWDZIWY koniec pojedynku. Deto, Kanita i Max ruszyli w kierunku ZitaToli. A co ich tam czeka? Dowiecie się w krótce!

Całuję was i żegnam. Do widzenia. Nadawała dla was wilczyca Kate z ZitaToliTv.

Wysłano z ZitaToli przy pomocy "Transportu międzywymiarowego"

Share this post


Link to post
Share on other sites

Więc przeciwnik nabrał się na tę starą (bo mającą ponad trzy tysiące lat!) sztuczkę! Rzeczywiście słoń miał wbudowane początki zaklęć, ale nic więcej. Był zaledwie iluzją, przynętą. Z resztą wyczerpaną klacz nie byłoby stać na więcej. Wykorzystała więc to, co przygotowała zawczasu. Prędko sięgnęła po pociski paraliżujące leżące u jej kopyt, przygotowane kilka ruchów wcześniej i wyrzuciła je wszystkie w stronę oponenta niezdarnie je maskując. Zajęty walką nie powinien ich zauważyć. W czasie, kiedy leciały ze sporą prędkością na Deto jednorożka przetransportowała ku sobie kilka z pozostałych kulek. Wszystkie ogniste, resztę paraliżujących oraz iluzję zmęczenia i utraty sił. Kuferek będący kiedyś jukami zaczynał ziać pustką. Na razie łagodnie. Cóż z tego, zegar odliczający czas do końca pojedynku już pojawił się nad nimi. Oczy Ametystowej mrugały sennie, jedyne, o czym teraz marzyła to chwila odpoczynku w jakimś bezpiecznym, przytulnym i ciepłym miejscu. Już niedługo...

Edited by Efei

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kule przelatywały obok mnie, a ja robiłem uniki jak w MATRIKSIE. Po chwili odpowiedziałem

- Co. Iluzja? Heh tego już za wiele. Pora skończyć to raz na zawsze! - W moich lapach pojawiła się znana mi bardzo dobrze czerwona aura. Wzmocniłem ją jak najbardziej. Wytworzyłem dwie kule AB+(samocelujące). - GameOwer - Powiedziałem i rzuciłem kule z całą pozostałą mi mocą w Tide!

Zegar zaczynał tykać szybciej. Zostało 10 minut. Z super prędkością przeniosłem siebie obok pociągu, który za chwilę miał odjezdzać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Godzina wybiła, toteż nie pozostało nam nic innego jak zakończyć magiczne starcie i wyłonić zwycięzcę.

Drodzy Państwo, nie ulega wątpliwości, że w trakcie niniejszego pojedynku działo się wiele. Porywające zaklęcia, niebanalne osobowości oraz wszelakie czynniki losowe nakarmiły nasze o czy, a pojedynek ani przez moment nie zatrzymywał się, jego uczestnicy niestrudzenie parli naprzód, zmierzając aż do tego punku.

Zdradźcie nam, kto okazał się potężniejszy? Czyje zaklęcia utkwiły Wam w głowach? Czy na miano zwycięzcy zasłużył Detonato300, czy też może Efei? Wznoście kikuty w górę i pokażcie nam, kto zaskarbił sobie większe uznanie!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Detonato300

Wiesz że byłeś delikatnie OP. ale obiecuje dalej potraktować całość jako tekst, bez badania jego treści.

Pośpiech nigdy nie jest dobrym doradcą czy to przy pisaniu opisu, czy też zachowywaniu zasad ortografii... Jedno i drugie niestety u ciebie leży plackiem i wykręcanie się tym: "bo..." nie ma tu nic do rzeczy. Wysłałeś go, czyli zaakceptowałeś jego wady, bo powinieneś być ich świadom. Ludzie patrzą na to dość uważniej. Niedopracowany tekst źle się czyta.

Opis trza widzieć podczas czytania przed oczami. Twoje mi uciekają, przez to co napisałem powyżej, a również format tekstu z początku, który się rozlewa objętościowo. To wszystko rozprasza uwagę i nie byłem wstanie zrozumieć tego co miałeś mi do przekazania. Nie ważne jakie były twoje intencje. Następnym razem wolniej i to nie tylko ty masz rozumieć to co piszesz... Musisz pójść na pewien kompromis przekazu odnoszący się do teraźniejszości. Masz wprowadzić nas w swój świat. Pokazać jaki jest. Gdybyś nie zawalił technicznie i zrobił całą resztę zwyczajnie lepiej, wygrałbyś to. Pomysł miałeś nawet okej. Dość oryginalny.

Efei

Nadal nie zachowujesz miejscami jedności czasu, ale skoro mówisz że taki twój styl rozumiem to. Nie bądź zaskoczona jak więcej ludzi będzie zwracało na to uwagę. Jednak za spójność lokalną otrzymujesz mniejszą ilość punktów i tak. Kompozycja była mniej więcej w porządku, tak samo jak styl, co wymaga dopracowania... Przyjdzie z czasem.

Niestety widzę u ciebie nadal błędy ortograficzne [jednorożkę daruję... Niech będzie że wyraz słowotwórczy. Dla mnie nadal to błąd.] tak samo jak u Deto, więc powiedzmy sobie że wygrywasz z nim 2 na 4 oceniane przeze mnie w tym momencie kategorie:

Kompozycja 
Spójność lokalna
Styl tekstu
Poprawność zapisu

Pracuj dalej nad sobą, a powinnaś daleko zajść. Zwyczajność nie jest cechą negatywną.

Rysunek wyślę jak skończę. Nie mam czasu ostatnio dobrze usiąść. Nie zdążę przed końcem głosowania. Nie widzę tego.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...