Hoffner

Brony
  • Zawartość

    1759
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

48 Dobra

O Hoffner

  • Ranga
    Lüge ~ same kłamstwa...
  • Urodziny 15 Styczeń

Informacje profilowe

  • Ulubiona postać
    Applejack

Ostatnio na profilu byli

3946 wyświetleń profilu
  1. - Ja nie jestem kucykiem, nie muszę robić tak trywialnych rzeczy. Nigdy więcej o tym ci nie przypomnę - powiedziała Mask, a ostatnie zdanie wręcz wysyczała, jednak nie ruszyła za ogierem zostając z Haze w jednym pokoju. Spoglądając na nią, trącając jej policzek swoim nosem. Wymieniły się spojrzeniami, a klaczka próbowała się odwrócić, jednak nie była wstanie... - Przepraszam - wyszeptała... *** - Wybacz ale denerwuje mnie takie podejście. - Kręciła głową. - Magia to ciężka sztuka ale nie można nazywać jej czarną choćby pochodziła od samej Sharr - powiedziała siadając na jednym ze stołków przy stole... Zastanawiając się co powinna zjeść na śniadanie, a miała całkiem szerokie pole do wyboru. - Owies z mlekiem i kanapka z żonkilem to dobre śniadanie, nie uważasz? - zapytała, spoglądając na niego... Skoro sam się zaproponował że zrobi.
  2. - To kwestia czarującego, a nie samej magii... - powiedziała dobitnie, dość mocno uderzając swoim kopytkiem o podłogę, a pod nim poleciało parę iskier które uwolniły się gdy nieświadomie uderzyła w strunę rzeczywistości. - Ona tylko przybiera daną oczekiwaną formę... Nic więcej... Tak jak każdy splot... Jest jak żywa istota, jednak zupełnie obojętna... Jeśli dali się pochłonąć. To był ich błąd - powiedziała dość twardo. Nie akceptując innej odpowiedzi niż jej własna... - To własnie jest powód zmiany aury... Byli za dobrzy jeśli dali się opętać, a w nich uderzyło takie same zło które miało swą równowagę w dobru ich własnego serca, nie sprostali mu... Tylko to doprowadziło ich do obłędu, a nie magia. Czarna magia to tylko nazwa nic więcej. - Zadarła nosek do góry... a w jej oczach zapaliła się lampka ostrzegawcza, gdy kotłowały się w nich piaski czasu. - A czy to istotne? Musimy do niej tylko dotrzeć, mamy kompas który nas zaprowadzi...- powiedziała kryształowym głosem Qualm chcąc już ruszyć przez drzwi. To ona miała kompas. Wydawała się znać drogę. Nie pomyślała o żołądku Fate który głośno zaprotestował, a ona się tylko głupio uśmiechnęła, odwracając wzrok... Pegaz wydawała się przewrócić oczami za szklanym ekranem. - Najpierw coś zjem, za radą Nighta zajrzymy do szpitala i pójdziemy na rytuał... Potem zobaczymy co dalej - powiedziała Fate spoglądając na ogiera przychylniejszym okiem idąc ku kuchni. - Co dobrego masz? - zapytała się nie mogąc się doczekać by zapchać swój żołądek... Żółtym serem najlepiej... Albo białym twarogiem...
  3. Nawet nie wiadomo kiedy przed nosem Fate pojawił się pergamin na którym to zaczęła pisać dość zamaszystymi ruchami, zapisując wszystko w swoistym stenogramie, by niczego przypadkiem nie zapomnieć. Znaki te były praktycznie nie do odczytania dla obserwatora mimo że używała typowego equestriańskiego alfabetu, jednak z niego zostały tylko niewielkie wężyki z pozjadanymi zbędnymi literami... Haze podniosła głowę, kopyto ogiera musnęło jej metalowy policzek z delikatnym stuknięciem, by oddalić się i sama zobaczyć, jakie cuda dzieją się na zewnątrz... Mask była niewzruszona. Dla niej to nadal było mało... - Czarna magia to nie jest nic nadzwyczajnego... - Pokręciła głową, wzdychając cicho, bo nie lubiła gdy magia służyła złym intencją. - To tylko nazwa w większości przypadków... - westchnęła spoglądając na ogiera, nie do końca rozumiejąc jego strach. Już, tą zwykłą magią można było nabroić. A czarna tylko zawierała najgorsze cechy. - W niektórych światach nekromancja jest tak nazywana... A to z jej pomocą można uleczyć najcięższe rany, a nawet spróbować otworzyć bramy Tartaru. Co w tym złego? - Ton jej się zmienił z jednej chwili. Na bardziej pesymistyczny, gdy sama sobie odpowiadała na pytanie... - W łamaniu zasad... Niektóre rzeczy nie powinny się wydarzyć, bo niszczą równowagę... To jest czarna magia, a ja widziałam gorsze rzeczy. Jak ciemność pochłania cały świat, zmienia go na własną modłę. To jest straszne - stwierdziła odchodząc od okna spoglądając na ogiera... Uśmiechnęła się ale oczy nadal miała dość poważne. - Zawsze weryfikuje prawdę z paru źródeł, ale nie podobają mi się te igrzyska... Musimy znaleźć Crystal i ją powstrzymać zanim do tego dojdzie... Ale najpierw do świątyni?
  4. Grzywa z metalowych wiórów szeleściła delikatnie pod jego kopytem, a mechanizmy wewnątrz niej drgały synchronicznie, jakby próbowała mruczeć, wychodził z niej tylko nieskoordynowany szum, gdy kolejne koła zębate nie wiedziały co ze sobą zrobić. Klinowały się, by zacząć się zaraz kręcić jeszcze szybciej. Pokój jednak przeszył chłód gdy Mask dotknęła ostatnim kopytem drewnianej podłogi, gdy zeszła ze schodów... - Haze... Zachowuj się - powiedziała dość dumnie, a jej wzrok zawisnął nad niewielkiej klaczce, która oddawała się tak drobnym przyjemnością jak przytulanie. A w jej głosie zabrzmiało to mniej więcej tak jakby popełniała jedną z największych możliwych zbrodni. Metalowy kucyk tylko skoncentrował wzrok na swojej przeciwniczce, ani myśląc by odejść tylko dlatego że tego ona chce... To samo zrobiła Fate, trzaskając jej bok kopytem by dała spokój... Nic się przecież nie stało. Zrobiła też dobrą minę do złej gry... Bo to co zrobiła samo w sobie nie było na miejscu. Nie powinna kwestionować jej zdania w tej kwestii, jednak to zrobiła. - Dawno nie spałam na normalnym łóżku.... - uśmiechnęła się delikatnie, schodząc zaraz za pegaz... Spoglądając na ogiera, by później podejść do okna... Spojrzeć, na magiczne ekrany. Była nimi zafascynowana... Tym ile mocy było potrzeba by zrobić coś tak błahego. - Często tak się dzieje? - zapytała dość odruchowo... Analizując na szybko wszystko. Była tym zafascynowana. - Ah tak, codziennie przecież powiedziałeś. To niezwykłe... - wyszeptała.
  5. Haze siedziała przy oknie, patrzyła na gwiazdę która wschodziła i swym ciepłym blaskiem przyćmiewała wszystkie inne... Od drobnych rys na jej obudowie, rozchodziły się po całym pokoju drobne rozbite odbicia, a na słowa ogiera cicha muszka zmieniła się w chmarę szarańczy... Gdy kolejne systemy się uruchamiały, a klaczka powoli odwróciła głowę, potem dużo płynniej, zanim ciśnienie uzyskało wartość roboczą. A sprężarka ucichła... - Wydaję mi się że nie - uśmiechnęła się zeskakując z parapetu, a jej metalowe kopytka miarowo uderzały o deski, gdy podeszła do niego... - Mnie możesz nawet dotknąć tylko czy to wystarczy by we mnie uwierzyć... - zapytała stając przy nim... a jej głowa otarła się o jego kopyto... Tak jakby domagała się drobnych pieszczot. Brakowało ich jej. W tym samym momencie z góry słychać było cichy stukot... Ogier mógł poczuć, spore fluktuacje magii... To Fate i Mask schodziły na dół.
  6. - Mówiłam że ci postróżuje... - zaszczebiotała, już z mniejszym entuzjazmem jak gdyby coś innego przejęło nad nią moc... rozmyślała naprawdę długo nad tym co powiedział, prawda była jednak była taka że wydawała za wiele dźwięków. Których nie zdołałaby zdusić, a terkotanie zegara na rynku takiego jak ona nie było możliwe... Nawet gdyby panował niesamowity harmider i tak z dużą dozą pewnością pozostawała by dostrzegalna jako jedna z pierwszych. Nie znała magii umożliwiającej jej ukrycie własnej tożsamości. Jednak nie ubolewała nad tym. Mogła zrobić wiele innych rzeczy.
  7. - Wątpię bym dała radę utrzymać pozory bycia otępiałą... Niespełna rozumu - powiedziała klaczka chowając swój pyszczek jakby się zaczynała się rumienić... Odczuwać delikatne zażenowanie, jak wyglądałoby to gdyby spróbowała zrobić dokładnie to o czym powiedział ogier. Udawać zabawkę, tylko ona... I w tym momencie swojego rozumowania się cały czas gubiła... - Nie obserwować wszystkiego wokół... To jest za bardzo ekscytujące. Nie dałabym rady... - westchnęła pochodząc do okna by móc spojrzeć w gwiazdy, które tak rzadko mogła obserwować. W jej krainie nie istniały... Tylko kolejne odległe wyspy przebiegały po horyzoncie w idealnej harmonii... - Ja już lepiej zostanę w tym kapeluszu... Tam nie jest tak źle... A może coś wymyślę? - zapytała sama siebie zastanawiając się jakby jeszcze mogła rozwiązać bieżące problemy, ale nic do głowy jej nie przychodziło. - Miłych snów... Poczuwam nad tobą... - Odwróciła się do niego i puściła mu naprawdę przyjazny uśmiech, zanim ciała niebieskie jej nie pochłonęły zupełnie. Nawet ucichło delikatnie terkotanie jej rozlicznych mechanizmów. - Też się cieszę że cię spotkałam... Nie żałuje tego.
  8. - Wszystko pokręciłeś... - zachichotała naprawdę głośno, a piszczałki w jej krtani doszły do głosu... Zagrały dość wysoko, przeciągle i brzmiały jeszcze długo, gdy już następne słowa były gotowe opuścić jej usta. - Fate widzi i prowadzi, podobno nawet czas odkrywa przed nią swe tajemnice... - powiedziała to dość krytycznym naprawdę nie wierząc w tą ostatnią informacje. - Qualm jest tu za karę, z tego co wiem, domyślam się - zamyśliła się przez jeden moment i zawahała - pilnuje jej by ta nie zrobiła czegoś naprawdę niemądrego... To przez nią wszystko to się dzieje... Nie dopilnowała swoich obowiązków, ale odemnie tego nie wiesz... - Wypięła dumniej pierś. - Ja poruszam się po wieloświecie z największą wprawą... One są ograniczone do ślepego losu. - Mówiła dość spokojnie... Miała jeszcze coś powiedzieć, ale zaprzestała, gdy pierwsze młoteczki i piszczałki uderzyły wydobywając z niej pierwszą nutę. - O to powinieneś zapytać Fate... O magię... - powiedziała naprawdę ostrożnie nie chcąc niczego pomieszać. - Ja znam się raczej na innych rzeczach.. A jeśli chodzi o Crystal... Jeśli jest tak potężna nie potrzebuje żadnej maszyny. To nie byłoby nic dziwnego. - Potakiwała sobie głową, jednak nie umiejąc odpowiedzieć całkowicie pewnie na to pytanie. - Jest wiele istot które naturalnie pokonują granicę... - Uśmiechnęła się, a z astralnych oparów które wydobyły się z jej rogu powstał jej statek... Morze mgieł, kurtyn które miało nieskończoną ilość płaszczyzn, Po tym wszystkim płynęły one w trójkę... - Statek był potrzebny by poruszać się wśród mgieł eterycznych, kolejnych kurtyn... Bo mimo że świat jest tamten dość pusty to trafiłyśmy tam na największego możliwego potwora... - Według jej słów trwała akcja... Wielki potwór je zaatakował, a one wpadły do wiru... I trafiły do tego świata. Po tym wszystko się rozmyło...
  9. - Mystra, przedstawiana jako Alicorn... - mówiła Haze dostarczając dość prostych informacji, po tym jak zapytał. Rozpalając swój róg, a pomieszczenie wypełniło się dość nieprzyjemnym w dłuższym wymiarze czasu brzęczeniem... Jakby wskazówki w zegarze przeskakiwały parokrotnie szybciej, a parę książek na raz wzleciały z regału, a ona zaczęła dość prędko je wertować... Parę na raz, jednocześnie cały czas mówiąc. - Bogini Magii stworzycielka Sigil... Magicznego splotu. Legenda głosi że to ona dała magię wieloświatowi, dzieląc swoją duszę na nieskończoną ilość części, ale zniknęła już milenia temu zostawiając swoje dzieci blisko swojego serca... Kronikarzy pilnujący by magia nie czyniła zła. To oni trzymają jej legendę, zbierają rozliczne dzieła, historię światów - wyrzekła ostatnie słowa i w tym samym momencie skończyła czytać pierwszą partię i zaczęła z następnymi. - I tak nie mogę opuszczać tego budynku, powtarzanie tego wydaje się zbędne. Tak powiedziała Qualm... Że nie pasuje tutaj. Nikt mnie nie powinien widzieć - opowiedziała dokładnie to czego przecież dowiedziała się nie tak dawno temu, a w jej głosie zabrzmiał delikatny smutek. Jakby drzazga że musi się kryć... - Ale cieszę się że mogę z tobą porozmawiać. Kronikarze bywają zarozumiali. Za bardzo oddani swojej pracy. A twoje marzenia są cudowne, ja bym chciała kiedyś zbudować coś co przyćmi działa Primusa, na jeden moment... Ale nie będzie to tak zimne...
  10. - Była zwykłym kucykiem ziemskim, bez krzty magii... - powiedziała Haze dość odruchowo spoglądając na ogiera tymi swoimi oczami... Widzącymi praktycznie wszystko. Mrugała nimi dostosowując ostrość kolejnych interesujących ją obiektów, gdy niezwykle powoli przemieszczała się po całym gabinecie, sprawdzając wszystko... Miała bardzo brzydki zwyczaj dotykania rzeczy bez pytania.Otwierania, wertowania i poznawania. - Nie mogła być potężniejsza od ciebie w żadnym wypadku - zanuciła tym swoim głosikiem kontrę jego poglądów - zwłaszcza jako źrebię, które znalazło schronienie, po tym jak się zgubiło i odnalazło według woli Mystry... ale w to nie wierzę. Logika temu zaprzecza. - Wyczuwalny był delikatny zgrzyt w jej wypowiedzi, po czym jej nastawienie się zmieniło. - Nie istnieją zbiegi okoliczności o których opowiadała. - Wszystko jest możliwe... - Podeszła do niego, stając na tylnych kopytkach, jakby ułożenie znaków, góra dół jej nie bardzo obchodziło... Spoglądała tak na księgę. Wydając się ją czytać o wiele szybciej niż on sam. - Pytanie jak i gdzie... Czy to nie tylko fantazja źrebaka. - Opadła na swoje kopytka, a resory zasyczały delikatnie dostosowując się do obciążenia... - A wzmocnienie twojej magii nie wiele da... Pozwoli ci przeżyć, ale nie koniecznie znaleźć drogę. - Spojrzała na niego dość krytycznie. - Tu trzeba intuicji. Talentu... albo oczu jak u Fate.
  11. - Jeżeli nasz statek ma polecieć w całej swej okazałości... - mówił źrebak terkocząc dość delikatnie swym głosem, gdy skomplikowany instrument muzyczny wystukiwał odpowiednie tony zestawem smyczków, młoteczków i piszczałek, co było do wychwycenia przez zupełnie normalne ucho. Że jej głos nie był bez skazy, jednak dość melodyjny. - Będę musiała wcześniej czy później zdobyć te kamienie, z resztą sobie poradzę... Nawet bez pozostałych materiałów... Całkiem sporo jednak zgubiłam przy lądowaniu... - westchnęła dość leniwie, podchodząc do jego tablicy marząc ją dość delikatnie, zanim magią nie ujęła kredy i nie rozrysowała czegoś czego nie mógł zrozumieć. Wypełniła się masą symboli. Masą przejść i odnośników... że najdrobniejsze literki musiały być czytane przy pomocy lupy. Pokazała coś na tablicy... Jej lewą skrajną stronę. - Tu się urodziłam...Chociaż moi rodzice pochodząc z wewnętrznych krain... - Uśmiechnęła się, a ogier dopiero z daleka mógł dostrzec że ma przed sobą na płasko rozrysowaną sferę z masą krain wewnątrz i jeszcze większą na jej skraju. Nic jednak nie uciekało po za pewną granicę, jakby to było niemożliwe. - Z tym zajdziesz o wiele dalej... Skróciłam twą podróż o jakieś 40 lat... Nie polecam przejść bazujących na gwałtownych żywiołach... Jak woda, czy ogień... Szukałabym czegoś przy ziemi. Przy drzewach magii... Jednak ze swoją magią nie dasz rady. Jeśli trafisz źle, udusisz się, upieczesz, utopisz... Albo będziesz spadać bez końca, a masz na to 68% szans... - Za dużo mu powiedziałaś Haze... Nie powinnaś się tym dzielić - powiedziała Qualm... zmazując jeden ze znaków, że na pewno załamała tym całkiem sporo z tego co zostało zapisane... Ogier patrząc na to mógł zrozumieć całkiem wiele, nie wszystko. Znaki te przewalały się w staroequestriańskim, w księgach zaklęć to wszystko miało znaczenie.. W tamtym momencie właśnie pegaz wyszła idąc na górę. - A ty nie wygadaj się bardziej - syknęła... Na co źrebak tylko wystawił mu język. *** Fate położyła się na łóżku, zawijając delikatnie w kołdrę... Położyła jedną świeczkę na stołku zapalając ją z pomocą swojej magii, która zaczęła delikatnie wibrować, gdy kolejne runy zaczęły błyszczeć na fioletowo rozciągając drobną barierę... Co ciekawe wszystkie cienie w pokoju znikły... Magia wydawała się załamać tworząc bezpieczną sferę, dzięki której czuła się bezpieczna. Dopiero w tamtym momencie zamknęła oczy, zaczynając pochrapywać cichutko... Pegaz widząc ją, przyłożyła kopyto do bariery... zastanawiając się czemu zamknęła się sama...
  12. - My nie musimy spać... To Fate jest śpiochem, a ja nawet już nie pamiętam... Jak to jest spać... Śnić. - Heze przysiadła na moment na swoim metalowym zadku myśląc dość intensywnie, a ciche buczenie wypełniło pomieszczenie. Przymykała powieki, a z pod nich iskrzyły delikatnie jej oczy, coraz gwałtowniej im więcej myśli kłębiło się w jej głowie... Bardzo szybko jednak spojrzała na ogiera przyglądając się dokładnie tak jak robiły to zwykłe źrebaki spotykające kogoś ciekawego... - No nie możecie widzieć bo ta rzeczywistość to jeden z wewnętrznych planów materialnych... a ja jestem z Mechanusa z ziemi wałów, trybów i zębatek gdzie dzień i noc trwa zawsze po 12 godzin, a to już obrzeże wieloświata... a wy nie zaczęliście szarpać tej rzeczywistości. Jest stabilna - mówiła klekocząc lekko swym głosem spoglądając na kucyka... - Masz może duży kamień księżycowy i parę rubinów? - zapytała znikąd... Właśnie ich potrzebowała do naprawienia silnika ich statku. Zastanawiała się tylko jak bardzo te surowce są powszechne w tej rzeczywistości. By móc uruchomić potężną maszynerie... - Bardzo by mi się te materiały przydały. Tak jak dwie tony miedzi... drugie tyle żelaza i trochę węgla... Mask tylko o wspomnieniu o ich śnie uśmiechnęła się dość drapieżnie rażąc go delikatnie swym dosłownie krystalicznym uśmiechem... Pegaz zaczęła podgryzając swoje pióra na skrzydle, jakby naprawdę się o nie troszczyła i pielęgnowała je by wyglądały dobrze, a w locie jej nie przeszkadzała krzywa lotka, czy taka która miałaby za chwile wypaść... Nie odezwała się jednak gdy ją prowokował. Jakby wszystko było w najlepszym porządku...
  13. W pewnym momencie kapelusz Fate zaczął się ruszać dość chaotycznie, jakby coś w nim było uwięzione, spadł z jej złotej czupryny, potoczył się po podłodze. a z jego wnętrza wreszcie wydobyła się kolejna postać... Patrzyła na nich z pomocą dwóch delikatnie świecących kryształów, na tle zwietrzałej miedzi... Mechaniczny kucyk rozejrzał się po pokoju. Zamrugał, a liczne mechanizmy zabrzęczały delikatnie gdy zrobiła parę kroków, by pokazać kim jest... Niewielkim źrebakiem z błyskającym na czerwono kryształem w piersi... Licznymi mechanizmami które kręciły się zza osłonami stanowiącymi jej ciało. Zarzuciła poskręcaną srebrną grzywą, jakby były to odpadki z tokarki... Zaszumiały delikatnie... Gdy kolejne kawałki metalu ocierały się o siebie... - Zapomniałaś o mnie Fate - powiedziała z delikatnym oburzeniem i źrebięcej swawoli... Popatrzyła na to jak klaczka obejmowała ogiera, ale wycofała się równie szybko jak Haze zaczęła na nich patrzyć. Night miał okazję zweryfikować swoją teorię że Qualm wcale nie jest mechanicznym kucykiem... Prawdziwy przed nim właśnie stał. - Na szczęście udało mi się zrozumieć na jakiej zasadzie działa ta twoja sfera kieszonkowa... - westchnęła dość cichutko po czym jej uśmiech przepełnił się złośliwością. - Wstydziłabyś się za te wszystkie spleśniałe kanapki tam poukrywane. - No przepraszam - przewróciła oczami, a źrebak bardzo szybko rozglądał się po pomieszczeniu... Jej oczy w tamtym momencie wydawały się jak skanery... Prześwietlały dosłownie wszystko licznymi promieniami... Jakby nic nie stanowiło dla niej granicy. - Heze Mustale - zabrała głos Qualm paraliżując wzrokiem mechanicznego kucyka... a jej kryształowe kopytko uderzyło parę razy o deski. - Uspokój się... To nie czas na takie ekspresje... Powinnaś zostać w kapeluszu. Zwracasz na siebie uwagę jako jedyna... - Patrzyła na nią tymi swoimi szarymi oczami. Nie znalazło się w nich krztyna emocji, mimo że jej głos mówił coś więcej. - Wybacz Night... - pokręciła delikatnie głową Fate idąc ku górze... - ale tylko ja skorzystam z twojej propozycji, a twoje domysły niestety są błędne. Lustra są straszne... - zadrżała delikatnie na samą myśl o tym co się tam znajdowało. Jakby lustro było największym okropieństwem ich świata. W pewnym momencie jej kapelusz śmignął przed nosem ogiera. Jakby nie chciała o nim zapomnieć.
  14. - Jeśli rada wiedziała, zostały im jakieś tajemnice przez samą Mystrę zdradzone to z nami się nimi nie podzielili... - powiedziała Fate dość ostrożnie dobierając słowa, gdy jej głowa kręciła się delikatnie w rytm wypowiedzi, a jej oczy najwidoczniej zdradzały swe zamyślenie, gdy raz za razem chowała je za powiekami... A piasek się w nich przewracał delikatnie niespokojny. Moc się w niej burzyła, ale ona była niezwykle spokojna. - My wiemy że ma zdolności wybiegające daleko po za możliwości większości mieszkańców różnych światów. - Zamyśliła się dłuższy moment, zastanawiając się czy powinna mówić, z drugiej strony on na pewno nie wiedział nawet czym to wszystko było. - Pokonała komnatę luster... Najprawdopodobniej nie ma własnego odbicia co jest niepokojące... Qualm... byłabyś tak miła pokazać ten moment? I muszę niestety zastrzec że wasza Crystal może okazać się marionetką kogoś innego... - powiedziała ze smutkiem że tak naprawdę nie wie nic. A jedna ze ścian pokoju zaczęła się zalewać płynną rtęcią, ale to nie mogło być to, gdy zapach soli zdominował pomieszczenie. Wyświetliło się na niech jedno ze wspomnień... Gdy oczy pegaz świeciły się jak lampy rzutników. Ma szklanym ekranie zaczął się wyświetlać jeden moment w koło zapętlony co wyglądało dosyć śmiesznie ale nic innego nie mieli... Idealnie ostry jednak uchwycony w ostatnim momencie... Cienisty kucyk się do niej uśmiechnął... Błysnął swym okiem, a jedynym wyraźnym szczegółem był jej biały ogon... Coś co trzymał w świetle swej lewitacji Kulę o fioletowym płaszczu całą czarną w środku... Czy to właśnie było oko Sharr, którą trzymała w swej burzliwej seledynowej mocy... Po czym się rozpłynął w następnej chwili jak gdyby wszystkie bariery w całym mieście dla niej jednej nie istniały. - Tyle o niej wiemy... Wiemy jak ją znaleźć, jednak tutaj jej moc wydaje się wymieszana... - westchnęła spoglądając na Nighta dość ufnie... Jednak przez jej oczy na nowo przetaczały się jego słowa... Wstała podchodząc do niego, zanim po prostu go przytuliła... Qualm tylko syknęła że nie powinna tego robić... - Ja też zostałam sama wbrew pozorom - westchnęła mu do uszka.
  15. - Bo ja jeszcze nic nie pokazałam... - prychnęła rozeźlona pegaz kłapiąc kryształowymi zębami przed jego nosem... Dalej się wpatrując w niego z ogromną uwagą. Jakby próbowała złamać jego wolę... a delikatna słona mgiełka rozprzestrzeniła się po podłodze dość złowieszczo... A w tym wszystkim wyczuwalna była woń oczyszczającej siarki. - A ty jesteś za arogancki... widzieć wiele nie zwalnia od strachu... Tylko głupcy się nie boją, albo ci co wiedząc za dużo. Arogancko pewni że im nic nie grozi... - syknęła, a wszystkie myszy które gdzieś mieszkały w domu zaczęły usiekać, próbując się nie udusić w nowej atmosferze... Nie dla każdej los był łaskawy... Niektóre w parę sekund wyschły na wiór. To była jej moc? Albo jedna z jej części. Bo na pewno nie odkryłaby wszystkiego. Jednak sam widok duszącego stworzenia... Szukającego ratunku, próbującego się desperacko wspinać wyżej, a mgła jak głodny stwór podążała za nimi. Nie dając szans, był zwyczajnie okrutny... Jakby Mask nie miała poszanowania do życia. Nie do tego. Fate na to wszystko patrzyła z niesmakiem... Nie podobała jej się ta ofiara, jednak jej z kolei nie było warto interweniować. To były tylko myszy... Jednak wyraz jej pyszczka mówił naprawdę wiele. Usta otworzyły się i zamarły, by zmienić w prostą linie... Nie wypowiedziane słowa zniknęły gdzieś w jej głowie. - Opowiesz jeszcze o rytuale... - spojrzała na niego znowu pytająco. Ignorując całą scenę którą wykonała Mask... Jakby podświadomie mu zaufała, jednak tembr jej głosu mówił co innego. Zwątpienie i konieczność zdobycia wiedzy. Był jak na razie jedynym źródłem wiedzy, oprócz ich własnych oczu... A jego wizja nawet grała w tym wszystkim dobrze. - Co czeka tych którzy się okażą godni... Silni mocą... Co ich czeka? - dopytywała się delikatnie. - I przepraszam cię za nią - odezwała się w pewnym momencie czym zwróciła na siebie uwagę tej drugiej. Coś syknęła dość głośno w powietrzu, gdy tamta znów jako zwykła pegaz wpatrywała się gdzieś przez okno... Jednak jej oczy już nie były utkwione w niebo które jej było tak rzadko widzieć, a w Fate, która mówiła nadal dość uparcie. - Ona się o mnie troszczy...