Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

Dzisiejszy pojedynek odbędzie się na terenach starego, od wieków opuszczonego I pożartego przez naturę rezerwatu. Jeśli mogę Wam podrzucić co nieco historii, ów rezerwat był niegdyś schronieniem wszystkich leśnych istot, nad którymi pieczę sprawowali druidzi. Choć były to głównie jednorożce, niektóre podania mówią o zebrach, czy pegazach. Ich zadaniem była również ochrona sił natury przed najeźdźcami z zewnątrz. A było ich wiele, bowiem w tamtych czasach kraina, która dziś mieni się lasami White Tail, była otoczona od strony zachodniej przez barbarzyńskie plemiona zwierzołaków, od wschodniej przez agresorów z dziś już nieistniejącej kolonii, Yaktobanii, zaś od powietrza przez dzikie gryfy. Niektóre legendy mówią, że podziemiami kroczyły armie Podmieńców, dowodzone przez króla Varr Iable’a II, lecz do dnia dzisiejszego historycy nie potrafią tego potwierdzić.

 

Tak czy inaczej, wszystkie strony upatrzyły sobie w tych lasach kawałek ziemi dla siebie. Atakowały bez przerwy, wbijając swe pazury i kły w kolejne zakątki, lecz za każdym razem druidzi byli w stanie zniszczyć ich posterunki, burzyć garnizony, czy też rozpędzać napierające na lasy armie. Część istot, które znalazły schronienie w ich rezerwacie, zostało wytrenowanych do walki, co znacznie wpłynęło na potencjał militarny tej krainy.

 

Ogólnie, mógłbym jeszcze długo opowiadać o dziejach tejże ziemi, zanim przybyły tu kucyki spod sztandaru Słońca, zajmując krainę i wcielając je do tego, co dziś nazywa się Equestrią. Ale to nie jest sedno dzisiejszego spotkania. Sednem jest, że od pewnego momentu, zapisy kronikarzy urywają się, a z tego, co udało się znaleźć i zbadać archeologom, ziemia przechodziła z łap do łap, najpierw będąc siedliskiem hardodziobych gryfów, potem koegzystujących zebr i bizonów, zanim na dobre została porzucona, z nieznanych przyczyn. Prawdopodobnie, dotychczasowi mieszkańcy zostali przepłoszeni przez Podmieńców, którzy szukali miejsca na nową kolonię, lecz ziemia okazała się nieodpowiednia dla ich gniazd i mateczników, więc przenieśli się daleko, daleko na zachód.

 

Za arenę posłuży wam porośnięta mchem i trawą, oplatana przez pnącza, ale także rozrywana przez korzenie drzew budowla, służąca kiedyś za monumentalną cytadelę. Promienie słońca ledwo są w stanie przebić się przez korony drzew. Pojedyncze snopy rzucają nieco światła na coś, co kiedyś było obeliskiem, stojącym dumnie w centrum pokrytego płaskorzeźbami podłoża. Czy piętro może się zawalić? Nie. Natura pożarła to, co zostało z cytadeli na tyle, że bez problemu utrzyma się nie tylko piętro, ale także gigantyczna klatka schodowa oraz pozostałości po murach obronnych, wzniesionych oczywiście z kamienia. Budowa czegoś z drewna w lesie poświęconym przez czcicieli natury byłaby świętokradztwem.

 

Czy natura pogniewa się, gdy na jej ziemie po raz kolejny zstąpią magowie? Czy odpowie atakiem, kiedy ich magiczna aura zakłóci jej spokój? Trudno powiedzieć. Ale z tego co mi wiadomo, jedna z dawnych bitew z gryfami zaowocowała pożarem, który w niewyjaśniony do dziś sposób został „pochłonięty” przez ziemię, a rośliny odrodziły się bez interwencji magii z zewnątrz. Cóż… Nie wiem jaką moc posiada licho nawiedzające rezerwat, lecz wiedzcie, że magia ognia nie jest zakazana… Nie zdziwcie się, kiedy nieznane moce skierują przeciwko wam pożarty lata temu pożar. Nie boicie się, prawda?

 

 

commission__echo_vs_gehrman_by_willhemti

 

 

Szanowni Państwo, niniejszym zapowiadam rychłe rozpoczęcie nowego magicznego pojedynku, w którym to naprzeciw siebie staną Tem oraz Kanita! Tem to wysoki, bo aż dwumetrowy czarownik, biegle władający elektrycznością, w formie błyskawic lub po prostu surowej energii, wykorzystywanej na przykład do manipulowania obiektami. Czy to dla Was zbyt mało? Zatem co powiecie na moc magii żywiołów, nabierającą określonego charakteru, w zależności od tego, który z nich zaatakuje Tema? Ogień zwalczy on ogniem, wodę pokona wodą, ziemi przeciwstawi ziemię. Również magia światła i mroku nie jest mu obca.

 

No dobrze, ale kimże jest jego przeciwniczka, zapytacie? Jest to pochodząca ze świata ZitaToli, cechująca się godną podziwu urodą dziewczyna, która to w wyniku nieudanego eksperymentu zyskała nową formę. W tejże formie, specjalizuje się w hipnozie, telepatii oraz manipulacji. Niestraszna jest jej surowa energia magiczna, którą to włada z mistrzowską precyzją. Czy uda jej się pokonać Tema?

 

Już za chwilę się o tym przekonamy! W tym pojedynku, nie obowiązuje ani limit postów, ani limit czasowy. Walka potrwa tak długo, jak postanowią to jej uczestnicy, co z kolei będzie dyktowane ich własną mocą oraz kreatywnością. Jaki będzie jej wynik? Czyja moc przeważy?

 

 

Czas rozpocząć pojedynek!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oto Tem, najstraszniejszy wśród sprzedawców burgerów. Zmora fast foodów... oraz leń. No i mag. Jakimś cudem. Jednak, przybył tu w konkretnym celu. Chciał powalczyć, może i słaby cel ale jakiś był. Wkroczył na arenę ubrany w ubranie... w żadnym stopniu nie magiczne, niebieska bluza, jeansowe spodnie, glany do połowy łydki i biała koszulka z antropomorficznym wilkiem w stroju biskupa. Idealny ubiór. Obserwował detale otoczenia, rośliny na arenie no i wszystko inne, zdjął słuchawki (nauszne) z uszu. Podkręcił głośność żeby muzyka była słyszalna i uśmiechnął się pod nosem. Po chwili dostrzegł pewną rzecz. Wroga jeszcze nie było. Tem westchnął i usiadł znudzony pod ścianą w oczekiwaniu na oponenta. Co niestety zapewne będzie się dłużyć. W sumie, może to on przybył za wcześnie. Nie mógł jednak znieść tego bezruchu i wstał po czym zaczął chodzić po arenie. Przeciwnik jednak nie pojawiał się. Tak więc Tem kontynuował obserwacje areny. Tak mijał czas, wreszcie Tem ustawił się po stronie na której zaczynał, miał nadzieje że wróg wreszcie się pojawi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tymczasem w ZitaToli. Na stacji transportu Między-wymiarowego, czekali Kanita i Detonato.

- I jak się czujesz Kanita. - Powiedział Deto cały czas patrząc mi w oczy swoim troskliwym i pełnym zrozumienia wzrokiem.

- Dobrze. - Uśmiechnęłam się. - Już nie mogę się doczekać swojej pierwszej walki. A ty?

- Kolejna walka, kolejny przeciwnik, kolejna wygrana. Jestem pewny siebie, a po przeczytaniu tego co mój popit znalazł o nim w innych wymiarach, jestem pewien zwycięstwa.

Wsiedliśmy do pociągu i usiedliśmy w tym samym przedziale. Tym razem narzuty na krzesła, przedstawiały symbol alfy (Alpha), a na stoliku przed nami leżał magazyn “OP characters in another worlds”, który był ulubionym magazynem Deto. Chwile po położeniu głowy na oparciu zasnęłam.

Obudziłam się dopiero w jakimś lesie przy ogromnej świątyni. Chyba tu mam walczyć. Jeżeli tak to trzeba się przygotować przed wejściem. Zamknęłam oczy a łapy położyłam na oczy. Przed oczyma zauważyłam aury leśnych stworzonek, ale i aurę przeciwnika, która zapraszała mnię abym ją zbadała. Nie minęła chwila a już byłam w umyśle istoty z którą miałam walczyć. Myślałam, że będę walczyć z kimś silniejszym a będę walczyć z dzieciakiem od burgerów. Nazywa się Tem, posiada telekinezę, magię ognia i elektryczności. Jak na razie tyle mi wystarczy a teraz pora na wejście.

Skupiłam się na obrazie który chciałam stworzyć. Miał być jak najbardziej realny.

Od głównego wejścia było słychać kroki jakiejś drobnej dziewczyny. Kroki były coraz głośniejsze aż w końcu dało się zauważyć jej sylwetkę i ciało. W spokoju iluzja zajęła swoje miejsce na połowie, zupełnie nie zwracając uwagi na przeciwnika, następnie rzekła głosem anielskim oraz przeszywającym ciało przyjemnym uczuciem ciepła.

- Witaj kochasiu. Nazywam się Kanita i będę twoją przeciwniczką. - Po tych słowach wskazała na boczne wejście z którego dołączałam do niej na połowie.

- Masz 3 sekundy na znalezienie prawdziwej mnie! - Powiedziałam wraz ze swoją iluzją w ten sam sposób.

Share this post


Link to post
Share on other sites

((Tem jest starcem w ciele nastolatka. W sensie jest tak zniszczony psychicznie.))
Tem widząc wszystkie iluzje uśmiechnął się, wiedział że była w jego głowie, czuł to. Ale to jej problem nie jego. Usłyszał wyzwanie, przyjął je, ruchem ręki wykonał pchnięcie rzucając wszystkim co się dało w ścianę. Nie musiał szukać.
- Wspaniały dziś dzień... słonko świeci, ptaszki śpiewają, kwiatuszki kwitną. W dni takie jak ten... - powiedział wkładając ręce do kieszeni. - Psy jak ty... - dodał zamykając oczy. - Powinny smażyć się w piekle! - zawołał otwierając oczy, lewe świeciło fioletową energią. Teraz dało się zobaczyć kajdany które Tem miał na rękach. Nie były połączone ze sobą ale czułaś w nich coś dziwnego. Z jakiegoś powodu czułaś że będziesz mieć zły czas. Tem stał gapiąc się na ciebie. Miał ten uśmieszek. Ten który był niesamowicie wręcz chłodny, przypominał raczej obietnicę cierpienia niż uśmiech. 
Wreszcie Tem wyjął lewą dłoń i wskazał nią na ciebie. - Zaczynamy. - oznajmił i wystrzelił ładunek elektryczny w ciebie, błyskawice miały to do siebie że nie miały w zwyczaju poruszać się powoli, raczej z prędkością światła. No ale co tam, to był jeden atak, a z nim nigdy nie skończy się na jednym. Zaraz potem druga błyskawica poleciała z jego drugiej ręki, zaczął ciskać nimi na zmianę jakby był Zeusem. Wreszcie wykonał kolejne pchnięcie. Tym razem nie był to jedynie podmuch, raczej utrzymywanie cię przy ścianie tak długo jak się da, tylko po to by zaraz wysłać promień stworzony z błyskawic. Czy ten człowiek nie znał umiaru? A no znał, ale chciał dać niezłe show. Rozerwać się. Wreszcie przerwał atak. Schował ręce do kieszeni i zaczął się na ciebie gapić. 
- Dzieciak od burgerów co? Świetnie. Nie doceniasz mnie. Szkoda tylko że wędrowanie po moim umyśle działa dość źle na wędrującego. Ale kto by się przejmował sprzedawcą burgerów co nie? - zapytał. - Twój ruch, nie zawiedź mnie. - powiedział wyciągając lewą rękę z kieszeni i celując nią w ciebie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Byłam szczerze przekonana, że to będzie pierwszy ruch Tem’a. Nie myliłam się. Dlatego podczas kiedy moja iluzja wchodziła na arenę zdążyłam zrobić to, co Deto zrobiłby w tej chwili. Zmieniłam swoją aurę na naładowaną prądem i ukryłam ją prostą iluzją. Podczas kiedy mój przeciwnik ciskał we mnie piorunami, te ładowały mnię energią przez co moja iluzja przestała być iluzją, a zaczęla być bytem, klonem mnie.

- Nie samą obroną się, żyje. - Powiedziałam i wyprostowałam swoją prawą rękę w kierunku Tema. - Miło mi cię poznać Tem. A teraz unikaj moich pocisków.

Mój klon zrobił to samo co ja. A z naszych łap wystrzeliła salwa pocisków samocelujących. Miały wszystkie kolory tęczy. Ale nie leciały prosto na opomenta. Zaczęły najpierw wirować w około jego. Przyśpieszając stworzyły swego rodzaju osłonę, która przeistoczyła się w kopułę. Ataki jej przeciwnika zostały wchłonięte przez nią i w ułamku sekundy przeistoczyły ją w silny promień usypiający trafiając Tema ze wszystkich stron.

- Miłych snów kochany. Do zobaczenia po tamtej stronie. - Skupiłam się na jego umyśle, aby jeszcze szybciej go uśpić a następnie móc bezpiecznie kontrolować jego sen. Zauważyłam, że będzie przeciwnikiem na poziomie, może średnim. - Trenował mnię mój kuzyn, który jest w stanie obronić nasz wymiar przed najazdem istot z innych światów! I co ty na to? Nadal uważasz, że będzie łatwo mnie pokonać?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Niedoceniony, ponownie. A szkoda, jednak niedocenienie Tema było najmniejszym błędem. Wejście w jego umysł. To był prawdziwy błąd. Przez krótką chwilę nic się nie działo, po chwili jednak poczułaś że nie jesteś umyśle wroga lecz w sowim własnym, tylko że to Tem panował nad sytuacją. Zaśmiał się złośliwie. 
- Nie trenował mnie nikt, ale sądzę że nie ważne jak silny jest twój kuzyn nie wyszkoli drugiego siebie. - stwierdził, po chwili znowu byliście na arenie, Tem dalej stał tam gdzie stał. 
Niedoceniony, jakże głupie zagranie. Nigdy nie możesz ocenić swojego wroga na podstawie jego pierwszego ataku. A zwłaszcza jeśli nie wiesz nawet kim jest ten ktoś, ten umysł jest zamknięty. Po chwili chłopak wyjął rękę z kieszeni, poprzedni utwór się skończył, zaczął się kolejny. Kajdany jeszcze nie pękły, trudno, w końcu coś się stanie i pękną. Całą jego rękę otoczyły błyskawicę, uderzały w ziemię. 
- W górę rogi podnieś i bas podkręć, niech słuch ci potnie. - zaczął ruszając w kierunku wroga, błyskawice nasiliły się. Po chwili zaśmiał się szyderczo. - To ty mnie nie doceniasz kwiatuszku. - powiedział z wyczuwalną ironią w głosie. Błyskawicę zaczęły w niekontrolowany sposób lecieć w ściany i ciebie, ale to wciąż nie był ten atak który chciał wykonać. Nagle ni stąd ni zowąd zaczął w ciebie szarżować, minął klona jakby wiedział że to nie jest cel, już wykonywał zamach aby cię uderzyć całą tą energią a tu naglę zatrzymał się milimetr od twojej twarzy i energia zniknęła. - No co ty, nie uderzę kobiety. - powiedział. Po chwili z ręki która była przy twojej twarzy poleciało pchnięcie mocy, uderzyłaś w ścianę, zaraz potem poczułaś że coś cię podnosi i ciska tobą w drugą ścianę, potem ponownie podnosi i rzuca tobą na ziemię, kilka razy, potem przeciągnęło tobą na podłodze i znowu w ścianę. W tym czasie udało ci się zaobserwować że z klonem dzieje się to samo a Tem ruszał rękoma ciskając wami po arenie. 
Po chwili i ty i twój klon znaleźliście się obok niego. 
- Nigdy nie wchodź do mojej głowy. Albo zabiorę twój umysł na podróż w głąb piekła i pozwolę ci zobaczyć wszystko co w nim jest. - wycedził przez zaciśnięte zęby i znowu wami cisnął, wycelował w was palcami, tworząc palcowy pistolet. 
- Pew pew pew, pew, pew pew. - zaczął mówić strzelając surową energią która tworzyła małe eksplozje, strzelał losowo więc trafiał tylko raz na jakiś czas ale i tak trudno było unikać. Mimo wszystko Tem nie zamierzał popełniać tego błędu co ty, on doceniał twoją siłę, nie uważał cię za ,,średniego przeciwnika''. Nie uważał się za lepszego, on w przeciwieństwie do ciebie miał świadomość że ani on, ani ty nie pokazaliście swojego pełnego potencjału. 
Wreszcie przerwał ostrzał. Wycelował jedną ręką i wysłał kolejny pocisk, tym razem większy który to przy trafieniu stworzył elektryczną eksplozję. 
Potem schował ręce do kieszeni i czekał na twój ruch. 

Edited by Mephisto von Pheles

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nagle ja i mój klon zniknęliśmy.

- Heh kolejne pudło. - Powiedział mój głos dobiegający do przeciwnika zewsząd. - Czy nie zauważasz różnicy pomiędzy iluzją a bytem? Nie ma mnie tam. Nie widzisz mnie prawdziwej. To tylko iluzja. Wytworzona w twoim umyśle. Ten świat jest jedną wielką iluzją!

Kiedy to mówiłam świątynia zniknęła a Tem znajdował się teraz w białym sześciennym pokoju. Na jego wszystkich ścianach widniałam ja. Ruszająca się naturalnie kobieta. Dlaczego próbujesz atakować coś co nie istnieje? Zgadnij gdzie teraz jestem? Zaatakuj mnie. Jestem przecież tylko “Kolejnym przeciwnikiem. Komendy popitu: usuń !

Odtwarzacz multimedialny i słuchawki Tema w jednej chwili przestały istnieć.

- I co teraz? - Powiedziałam a następnie Tem poczuł ciepły całus na swoim policzku. Ale nikogo nie było. - Jesteś teraz głęboko we śnie. Na tyle głęboko, że jak spróbujesz się obudzić to wylądujesz w próżni. A nie w swoim ciele.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Mój telefon! - zawołał wściekle człowiek. Jednak, głęboki sen? Na tyle głęboki sen że obudzi się w próżni? Dobrę sobie, te wory od jego oczami nie pojawiły się znikąd. On nie miał głębokiego snu, takie coś dla niego nie istniało, żadne zaklęcie nie zabierze go tak daleko. Stąd też nie obudzi się w żadnej próżni. Po chwili leżenia jednak coś uderzyło w ciało Tema, grom z nieba. Ten poderwał się gwałtownie, iluzja pękała, ciekawe co nie? Nie martw się moja droga... mój wysłannik nie jest taki słaby, będziesz miała wyzwanie. W tym samym czasie Tem wstał zataczając się. Splunął na ziemię i sięgnął do kieszeni, wyjął z niej batona, otworzył i zjadł. Smakował mu, w końcu to jego ulubiony. Pozbywszy się smaku kapcia z ust uśmiechnął się złośliwie. Poczułaś że straciłaś kontrolę. Twoja iluzja zniknęła, zabawne co nie? Myślałaś że nic jej nie przełamie, a na pewno nie taki słaby ,,dzieciak od hamburgerów''. Szkoda że nie przewidziałaś że twój oponent nie jest tak słaby jak pokazała twoja analiza, są miejsca w jego umyśle do których się nie dostaniesz. Nigdy. 
Teraz jednak, Tem wyjął z kieszeni spodni paczkę papierosów i zapalniczkę po czym odpalił, dym uniósł się w górę, było go naprawdę dużo. 
- Wybacz mała, ale nie mogę wylądować w próżni... skończyły mi się dni urlopu. - powiedział, zaciągnął się i schował zapalniczkę. Po chwili trzymając papierosa prawą ręką złapał, tym razem tę prawdziwą, opierając się wszelakiej iluzji, ciebie, ruszając lewą ręką zaczął miotać tobą po pomieszczeniu, przeciągać cię po podłodze, po ścianach i wiele innych. Po prostu miotał tobą we wszystkie strony. Przyznaj się, boli? Boli wreszcie naprawdę oberwać od kogoś kogo ciosy były omijanie, chyba go wkurzyłaś. Wreszcie poczułaś jak wbija cię w ziemię, przyciska cię do niej, po chwili w twoją stronę poleciała kula energii, ta sama co w iluzji wybuchła tworząc eksplozję elektryczną. Pojawił się mały mankament, twoje iluzje... teraz nie zadziałają tak jak wcześniej, stały się zniszczone, a przynajmniej dla niego. Widział te pęknięcia sztucznego świata. Wreszcie wyrzucił papierosa, w twoją stronę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie byłam w zasięgu wzroku Tema. W ogóle mnie nie widział i nie wiedział gdzie jestem. Rzucił niedbale papierosa za siebie i tyle.

- Komendy popitu: Usuń - Pomyślałam i natychmiast: Paczka papierosów, wszystkie urządzenia elektroniczne które miał w kieszeniach. Znikły.

- Komendy popitu: Kursor ; Klonuj obiekt, (Tem)

Przed prawdziwym Temem pojawiła się jego robotyczna kopia kontrolowana przeze mnie. Klon wyciągnął obydwie ręce i rozpocząl ostrzał pociskami ognia i elektryczności. A w głowie Tema rozbrzmiał głos. “Nieźle ale musisz się jeszcze bardziej postarać.” Głos był spokojny i zdawał się być rozczarowany. “Jestem cieniem który istnieje nieistniejąc, jestem wiatrem którego nie czujesz a powala drzewa. Jestem ziarnem które obrania się przed pożarem. Wszystkim czym jestem to jestem Kanitą. Istotą z ZitaToli która ciebie pokona.” Nagle z dłoni klona wystrzelił promień energii czysto negatywnej. Jej jedynym celem była destrukcja i zniszczenie przeciwnika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tem bez większych problemów uniknął ataki klona, chwycił coś w rękę, tego obiektu nie usunęła, nie ważne co by zrobiła wracałby, w końcu to nie była jakaś tam elektryczna zabawka, specjalnie połączył ten obiekt ze swoimi kajdanami, dość sprawnie zbliżył się do klona i ten w tym momencie został przecięty, cios ręką, po chwili jednak dostrzegłaś że schował nóż, przypominał ten używany przez wikingów, całość była długa na dwadzieścia centymetrów, rękojeść miała osiem, ostrze dwanaście. Niedbały ruch ręką Tema odrzucił obie części klona. Westchnął.
- Zabierasz mi muzykę i papierosy? Jesteś podła, wiesz? - powiedział w powietrze. Skupił się. Szukał cię, starał się wyczuć gdzie jesteś, muszę cię zasmucić. Nie zabierzesz mu tego miecza, on po prostu dalej będzie w jego ręce. - Jesteś też zbyt pewna siebie. - powiedział. Wreszcie, podniósł rękę. - Może zaczniemy wreszcie walczyć twarzą w twarz, twierdzisz że jestem słaby a jak na razie nawet mnie nie drasnęłaś, cały czas tylko zabierasz mi wszystko i siedzisz w cieniu. Boisz się tak bardzo konfrontacji z kimś tak średnim jak ja?! - zawołał. 
Fakt, nie walczyłaś. Ale i ja i Tem dobrze wiemy że nie możesz ukrywać się wiecznie. On jest inteligentny, ma moc, on cię wyrwie z twojej kryjówki, czy tego chcesz czy nie. Może i wyjdziesz sama, to nic nie zmieni. Nie pokonasz go będąc tak pewną siebie. 

Edited by Mephisto von Pheles

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie pokonam będąc zbyt pewną siebie? - Zastanowiłam się w myślach a następnie zaśmiałam się w głowie. - Cały czas wykonuję swój plan. I jak na razie wszystko idzie zgodnie z nim. Mogę się nawet ujawnić ale najpierw.

Za prawym udem przeciwnika pojawiła się strzykawka z jakąś żółtą cieczą. Strzykawka bez jakiegoś większego kłopotu wbiła się w ciało przeciwnika, a płyn znajdujący się w niej znalazł się teraz w jego ciele. Płyn ten miał tą właściwość, że po dotarciu do dłoni negował efekty telekinezy. Każda próba ataku telekinezą kończyła się teraz ruszaniem samym sobą. Tem poczuł to zapewne jak ugryzienie komara.

W tej chwili przypomniały jej się słowa mego kuzyna. “ Synteza jest kluczem do zrozumienia siebie i swojego JA. Jeżeli zrozumiesz istotę rzeczy pokonasz nawet najpotężniejszego wroga.” Te słowa posłały do mego ciała niezwykłą wolę walki. Wyprostowałam swoją lewą łapę na której znajdował się popit.

- Komendy popitu: Stwórz klona mnie i dodaj mu zadanie typu x1 (zbieranie pozytywnej energii z otoczenia) Klon wyglądał co prawda tak samo, może z jedną małą różnicą. Miał na szyi kryształ niebieskiego tolitu. (Wzmocnienie telepatii 100 razy.)

- Chcesz walczyć ze mną twarzą w twarz. Zgoda. - Po tych słowach mięsnie mego klona i moje powiększyły się. Moja siła i prędkość też uległy zmianie. A do tego poczułam dziwny dreszcz dobiegający z popitu. Czułam jakby ciecz rozlewała się po moim całym ciele tworząc na nim, niebiesko-złotą zbroję, która pokrywała już całe moje ciało. Wyskoczyłyśmy z balkonu na pierwszym piętrze i robiąc w powietrzu potrójne salto, wylądowałyśmy na swojej połowie przyjmując pozycję bojową. Akurat chwilę temu płyn zaczął działać.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie minęło dużo czasu a Tem padł na ziemię wijąc się w konwulsjach. Wyglądał jakby cierpiał, mam nadzieje że jesteś dumna z tego co mu zrobiłaś.Użyłaś środków chemicznych na osobie której nie znasz. Można tym zabić, a to jest wbrew zasadą panującym na arenie. Jeśli twa wola zwycięstwa jest tak silna że jesteś w stanie zabić, nieznaną ci osobę to pokazujesz, że jesteś większym potworem niż ja. To był ten plan? Zabić go jakimś narkotykiem? Żałosne zagranie.

Wreszcie po długim czasie cierpienia Tem padł sztywno, nie ruszał się ani nie oddychał. Nie żył...

Ha! Nie można zabić tego co jest już martwe w środku. Kajdany zmieniły kolor na czarny. Powietrze wypełniła przytłaczająca atmosfera.

,,Ma pieśń była już w grobie..." Usłyszałaś pusty głos. ,,Krew poczuła, z pod ziemi wygląda." Ciało Tema przebiegł dreszcz, podniósł się z trudem. Jego skóra była biała, cienie pod oczami jeszcze ciemniejsze, usta sine. Naczynia krwionośne były wyraziste, łatwe do zobaczenia przez kontrastujący kolor. ,,I krwi żąda, krwi żąda, krwi żąda." Tem wskazał na ciebie palcem.

- Tak! Zemsta, zemsta na wroga! - zawołał. Jego ciało otoczyły pioruny. - Z bogiem! I choćby mimo boga! - dokończył i strzelił promieniem energii elektrycznej. Potem splunął na ziemię żółtym płynem. Oj chyba nie podziałał. Przerwał ostrzał.

- Teraz ja wydam komendę. - oznajmił i zaczął ładować energię. - Aktywować IEM. - powiedział, całe pomieszczenie wypełniła elektryczność. Co to robiło? Nie raniło. Uszkadzało wszystkie urządzenia na arenie. Nawet ten twój śmieszny popit. Owszem, uszkodził go. Przeciążył i przepalił podzespoły.

Puff, ni ma popita.

Ale, ale. To nie koniec. Po chwili ruch ręki Tem'a sprawił że wbiło cię w ziemię. Grawitacja jakby nagle cię znienawidziła. Po chwili poleciałaś w ścianę. Szybko cię od niej oderwało bo poleciałaś w klona. Mało? A no, Tem dodał ostrzał magiczny mówiąc przy tym radośnie. POW pow POW POW POW!

Zaraz potem upuścił was i przywalił piorunem. Wyszczerzył się.

- Twój ruch! Tylko nie próbuj znowu mnie zabijać! - zawołał.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jaka szkoda, że na popit nie działają wasze ziemskie IEM. Jest inaczej skonstruowany. Nie ma w nim elektroniki, są tylko kryształy. Popit wykrył próbę przeciwnika i w ciągu milisekund dodał mi chipy nowych super mocy. Lotu i super siły. Siła telekinezy przeciwnika była niewystarczająca aby poruszyć moim teraźniejszym ciałem. Pora na etap 2.

Czas zwolnił na tyle, że przeciwnik zaczynał dopiero ruszać ręką w moją stronę.

- Synteza. - Powiedziałam nie wiedząc co teraz robię. Mój klon przeobraził się w istotę światła ze świetlistą zbroją. a następnie scalił się ze mną. Miałam teraz z 3 metry wzrostu moja ręka była wielkości głowy Tem’a. a popit przeobraził się w minigun energetyczny typu Z1 z wyrzutnią rakiet i innymi bajerami. Osłona mojego ciała wzrosła 10’krotnie. Czas wrócił do normalnego biegu. Przeciwnik ruszał rękoma jakby chciał mną rzucić. - Próbowałeś wymusić na mnie poczucie winy. Nieprawdaż? Nie udało ci się. Nie raz substancje które miały osłabiać przeciwnika powodowały u niego reakcje uczuleniowe. A pioruny którymi mnie rzucałeś dodają mi teraz mocy.-

Wyprostowałam swoje ramiona i wycelowałem w przeciwnika.

- Zobaczymy jak odpowiesz na własną broń. - Z moich łap wystrzelił promień połączonych energii plazmy i ognia. Zakręcił się dookoła przeciwnika więżąc go w gorącej kopule. - Dopiero się rozgrzewam. A popit nadal działa. A może jeszcze mam coś zrobić? A tak! Już wiem! Komendy popitu: Chip niezniszczalności - umieść na kopule.

Po znajomym ale głośniejszym piknięciu kopuła zajaśniała kolorami tęczy i powoli zwiększała temperaturę wewnątrz.

- Jedynie jak możesz teraz uciec to wykopując tunel. Powodzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tem uśmiechnął się pod nosem. 
- To nie był ziemski IEM. Nie jestem z ziemi moja droga. - oznajmił szorstko. - Ale dobra, moją bronią. Ależ dziękuje bardzo. - stwierdził. - Może i jesteś op na każdej możliwe płaszczyźnie, ale jesteś zbyt pewna siebie. - Wyjaśnił. Dotknął kopuły i stało się coś nieoczekiwanego. Zniknęła... podobnie jak kajdany, rozbłysk światła i nagle całe pomieszczenie było cieplejsze, a to nie najlepsza część. Poczułaś że efekt który miał wydarzyć się wcześniej, wydarzył się. Padłaś na ziemię. Nie, nie obchodzi mnie to że jesteś op. Popełniłaś błąd i naładowałaś go energią. Zaczęło tobą miotać po pomieszczeniu, błyskawice uderzały w losowe miejsca, cegły z sufitu spadały, totalny chaos. W pewnym momencie Tem znalazł się obok ciebie i przywalił ci w twarz, cisnęło tobą w ziemię z taką siłą że pozostanie po tym ślad, zarówno na twoim ciele jak i w pomieszczeniu. 
- Żryj to! - zawołał podrzucając tobą i strzelając w ciebie laserem, utrzymało cię to w powietrzu, chwilę później Tem z nadludzką prędkością znalazł się za tobą, poczułaś że twoja zbroja ma na sobie przecięcie, rozciął ją. Po chwili poczułaś jak kula energii wciska cię w podłogę, trafiła w brzuch i pchała w dół. Chwilę później fala ognia, energii i grawitacji zaczęła wbijać cię w podłogę bardziej. Chwilę później wyleciałaś z podłogi. I wyrzuciło cię wysoko w powietrze. Przez chwilę tam lewitowałaś aż wreszcie w kilka sekund znowu przywaliłaś w ziemię. Bolesne? A no... to nie jest koniec! Megalovania się aktywowała. Wybacz, twoje zbroje, pancerze, popity ani inne zabaweczki nic nie dają, to już nawet nie jest energia którą da się pochłonąć, to jest najczystszy gniew. A najlepsze jest to że jego kajdany nie spadły! Wciąż mogą pochłaniać magię! Cóż za wspaniały koszmar! 
Tem pojawił się nad tobą i upadł na ciebie wbijając ci pięść w twarz, potem odskoczył i zaczął ładować jedną dłonią atak. 
- Artyleria Kinetyczna. - powiedział i strzelił promieniem który wyrwał cię z podłogi i z impetem wbił w ścianę. Potem zaczął przeskakiwać z nogi na nogę. Był pełen energii. 
- Dziękuję za pomoc! Ha! Naładowałaś mnie i teraz jestem niesamowicie wręcz energiczny! Hahahaha, nie wierze, jak ja to kocham! - wypowiedź skwitował śmiechem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tak. To bolało ale zrobiłeś dokładnie to co chciałam. - Powiedziałam trzymając zakrwawioną prawą łapę na popicie, który powracał do normalnego stanu. - Doładowałeś się! Pozwól, że pożyczę sobie trochę twojej mocy. Zaklęcie : Wyrównanie Energetyczne!

Moje włosy zajaśniały złotym płomieniem a moje ciało zaczęło unosić się do góry. Dookoła mojego ciała rozpościerała się silna, słoneczna aura. Skierowałam ręce na przeciwnika. W tym samym momencie energia, którą się doładował, uciekała z niego ale najwięcej uciekało z kajdan! Aura przeciwnika wydawała się powracać do stanu początkowego.

- Teraz moja kolej. Nie chcesz po dobroci? Dobrze! Pora na diablicę!- Powiedziałam po czym z impetem wleciałam barkiem w splot słoneczny tema, chwytając jego ciało. -

Rzucałam tobą po ścianach i uderzałam ciało z całej siły podczas kiedy leciało. Nagle chwyciłam je i uderzyłam nim o ziemie tworząc krater wielkości ciała przeciwnika. kiedy pył opadał Podleciałam do ciebie i chwyciłam ciebie za udo jedną ręką, a drugą za łydkę. Pociągnęłam z całej siły i oderwałam ci nogę! I ją zmiażdżyłam na małą kuleczkę.

- Boli? Czy masz jeszcze niedosyt? - To mówiąc zmniejszyłam się do swoich normalnych rozmiarów nadal będąc w syntezie z klonem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No i koniec, poziom przegięcia został, osiągnięty. Rany zniknęły, podobnie zresztą jak kończyna którą miałaś w ręku, była na swoim miejscu. Przegrałaś. Pojawiłem się na arenie pomiędzy tobą a Temem. Ja, Mehpsito von Pheles. 
- Kończymy tę nędzną walkę. Żałosny pokaz okrucieństwa i nietrzymania się zasad. Żałosny pokaz przesadzenia, niezniszczalności i walki nie fair. - wyjaśniłem. 
- No i ch&% no i cześć. - skwitował Tem opuszczając zniszczoną arenę. Wkrótce również zniknąłem, zostałaś sama na arenie. Walka dobiegła końca. Nie nazwał bym tego wygraną. Raczej brakiem umiejętności zabawy. 
Panie Hoffman, odchodzimy, nie chcę walczyć z kimś kto wyrywa oponentowi kończyny. 
Żegnaj, na wieki. Detonato i ty Kanito, niechaj wasz świat stanie w ogniu wojny. 

Edited by Hoffman
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na moim popicie pokazał się czerwony przycisk z napisem RESET. Przycisnęłam go jak najszybciej. Całość cofnęła się do momentu kiedy wchodziłam na arenę a twoja postać była już na niej i szykowała się.

- Bez OP I PRZESADZANIA dobra! - Powiedziała Kanita prosto do umysłu Mephisto von pelles.

Z mojej strony wolę ogłosić Remis. Obydwaj przesadzaliśmy. I prosił bym o brak ankiety.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pojedynek został przerwany i unieważniony, ze względu na nie przestrzeganie zasad jednego z uczestników oraz przekroczenie granic dobrego smaku przeciwnika, co poskutkowało jego decyzją o opuszczeniu pola walki.

 

@Mephisto von Pheles

Przepraszam za zaistniałą sytuację oraz nerwy, jakie musiały Ci towarzyszyć przy okazji kilku ostatnich postów. Mam nadzieję, że nowy, zbliżający się pojedynek rozegra się milszej, bardziej sportowej atmosferze, co częściowo zrekompensuje Ci tenże rage quit.

 

@Detonato300

Jeśli mógłbym coś zalecić - wyhamuj. Fajnie, że się wczuwasz w postacie i realia świata z jakiego się wywodzą, ale to zaczyna się robić nieco chorobliwe, co bynajmniej nie służy dobrej atmosferze. Spróbuj zachować więcej umiaru i dystansu, a na pewno inni będą chętniej się z Tobą pojedynkować, gdyż nie będą się musieli przy tym denerwować. Najlepsza do tego okazja to Twój równoległy pojedynek. Przestrzegam przed dalszym używaniem przesadnie dewastujących zaklęć, nie tylko wyrywających kończyny, ale również zabijających przeciwnika. To jest niedozwolone.

 

Poza tym, dziękuję obu uczestnikom, gdyż zaistniała sytuacja to dla mnie kolejny sygnał, że warto zastanowić się nie tylko nad zmianami w regulaminie Turniejów, ale również w regulaminach zwykłych pojedynków, na przyszłość.

  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...