Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Natuszka

[Zabawa] Sen vs Koszmar

Recommended Posts

IdXwqg2.png?1

 

Moim zadaniem jest pilnowanie by sny kucyków były przyjemne i beztroskie. Staram się spełniać ten obowiązek z wielką sumiennością i zazwyczaj łatwo daję radę odegnać koszmar. Bywa jednak, że koszmary atakujące senne marzenia niewinnych kucyków wynikają z mojej mrocznej strony jaką jest Nightmare Moon. 

Ta zabawa będzie symbolizowała walkę z koszmarami tworzonymi przez Czarownicę. 

 

Zasady są proste: 

  1.  Wybiorę kucyka, a pierwsza osoba napisze początek jego/jej snu. Może wybrać czy będzie to koszmar czy miły sen. 
  2. Następna osoba kontynuuje sen, ale zmienia jego naturę (osoba x - koszmar, osoba y - miły sen, x - koszmar, y -miły sen...itd...)
  3. Nie piszemy jednym czy dwoma zdaniami. Ma to być kreatywna zabawa. 
  4. Gore i treści erotyczne są zabronione. 
  5. Kiedy zobaczę, że temat snu się wyczerpie, wybiorę nowego kucyka. 

 

Mam nadzieję, że wszystko jasne. Jeśli nie, to nie bójcie się zapytać, a tymczasem zobaczmy kto będzie śnił nasz sen. 

 

Spoiler

trixie_vector_by_sk1ll3dbr0ny-d5kppm5.pn

 

Edited by Night Dream
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

Pierwszym co usłyszała był rytmicznie kapiący dźwięk wody, dobiegający do niej odległym echem. Leżała na brudnej, wilgotnej, drewnianej podłodze, częściowo przykrytej gnijącym, pokrytym ciemnymi, jakby oleistymi plamami, dywanie. W jej nozdrza natychmiast uderzył odór zgnilizny i jeszcze czegoś. Nieuchwytny, drażniący nozdrza zapach, który w niepojęty sposób zdawał się jej być znajomy, choć jednocześnie nie potrafiła powiedzieć, czym on był ani skąd pochodził. Z trudem uniosła się na zesztywniałe nogi, chwiejąc się, kiedy zakręciło jej się w głowie. Opuściła łeb, łapiąc powietrze haustami, usiłując nie zwymiotować. Po chwili, opierając się o odrapaną, dziwnie wilgotną ścianę, rozejrzała się wokoło.

Znajdowała się w mrocznym pomieszczeniu, oświetlanym jedynie mdłym blaskiem wpadającym przez szpary w plątaninie rur i kabli, zdających się ciągnąć w nieskończoność ponad nią. Stary fotel, pełen wystających sprężyn, stał koło czegoś, co mogło być kiedyś stolikiem, zaś nieopodal resztki regału chyliły się nad zgniłymi księgami, leżącymi w stercie pod wyłamanymi półkami. Z pomieszczenia wiodły dwa wyjścia.

Jedno, niczym rozwarte usta trupa, pozbawione drzwi, prowadziło ku nieprzeniknionej ciemności, skąd dobiegał odległy dźwięk kropel wody. Dreszcz przebiegł jej po grzbiecie, i to nie tylko dlatego, iż wionęło z niego lodowate zimno.

Drugie, częściowo przesłonięte wiszącymi na jednym zawiasie drzwiami, zdającymi się czekać jedynie na pojedynczy podmuch, który powali je na ziemię. Z przejścia tego bił nienaturalny, blady blask, którego źródła nie dostrzegała. Jakby to sama ciemność jaśniała przed nią tajemniczym światłem. Wabiąc ją, niczym ćmę lampa.

Klacz drżała z zimna i strachu, kiełkującego w zakamarkach jej serca. Chwiejąc się na nogach, spoglądała to na jedno, to na drugie przejście, zastanawiając się, dokąd podążyć. Niejasno zdawała sobie sprawę, że coś jest nie tak, jak powinno i nie dotyczyło to miejsca, w jakim się obudziła. Powinna coś pamiętać, ale nie wiedziała co...

Edited by Arkane Whisper
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

     Ponura atmosfera zdawała się coraz bardziej gęstnieć. Wszystkie włoski na ciele Trixie stanęły już dęba przez co klacz wydawała się być śmiesznie puchata. Wciągnęła powietrze chcąc dodać sobie odwagi, ale skrzywiła się przez jego paskudny smak. Wtedy coś sobie przypomniała. Nie była pewna czy jest to to, p czym pamiętać powinna, ale w tej chwili na pewno jej się przydało. 

     Przypomniała sobie bowiem, że jest Wilką i Potężną Trixie, która nie boi się jakichś tam brzydkich pomieszczeń. Wypięła pierś i ruszyła w stronę drzwi, bo wybrała to przejście, które jeszcze drzwi miało. Uchyliła je i spojrzała w dal. Widziała jedynie światło. Z początku zdawało się jej straszne, ale gdy chwilę się przyjrzała zaczęła widzieć w nim światło dnia, wyjście z tego ponurego i zatęchłego miejsca. Zrobiła kilka pierwszych kroków. Poczuła się o wiele lepiej. Już czuła ulgę. 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Idąc korytarzem w pewnym momencie do jej uszu dobiegł przytłumiony dźwięk muzyki, a w ślad za nim gwar rozmów i śmiechy. Wyjście z ponurego korytarza było przesłonięte ciężką kotarą, za którą dostrzegała niewyraźne kształty kucyków, wirujących w eleganckim tańcu, w takt pięknej melodii. Ostatni raz spoglądając za siebie, odsunęła kotarę, wchodząc do opuszczonego pomieszczenia.

Muzyka, którą jeszcze przed chwilą słyszała, zamarła w jednej chwili. Stała w pełnej zdobień i blasku komnacie balowej, lecz całkowicie opuszczonej. Na scenie leżały porzucone, przykryte kurzem instrumenty. Z obrazów, rozwieszonych wzdłuż ścian, spoglądały na nią niewyraźne oblicza kucyków, a jednak jakby nie kucyków. Ich oczy zdawały się podążać za nią. Inne obrazy przedstawiały natomiast pejzaże tak nieuchwytne, iż za każdym spojrzeniem zdawały się przedstawiać co innego. Widoki wyjęte z sennego majaku pogrążonego w szaleństwie umysłu. Wysokie okna, przesłonięte zwiewnymi firanami, ukazywały emanującą blaskiem pustkę. Nicość, pełną światła.

Komnata była stara, ale nie zniszczona. Kurz wirował powoli na ledwie wyczuwalnym powiewie powietrza. Po przeciwnej stronie sali spostrzegła pojedynczą postać, stojącą w cieniu kolumny. Szybko podeszła do niej, wzbijając tumany kurzu, już otwierając usta, lecz słowa zmarły jej w gardle. Była to klacz, ubrana w starą suknię balową. Na twarzy miała zdobioną wystrzępionymi piórami maskę, z ziejącymi mrokiem oczodołami, spod której wystawał zniszczony przez czas, niebieski róg. Trixie podświadomie uniosła kopyto, ledwie muskając postać, z której momentalnie opadła maska. Ujrzała swoje własne, jakby lustrzane odbicie, które w mgnieniu oka rozsypało się w proch, mieszając z kurzem wirującym w powietrzu i zalegającym wszędzie wokoło. Huk rozbijającej się na podłodze maski był ogłuszający.

Trixie spoglądała oszołomiona na starą suknię, wyglądającą na starszą, niż jeszcze chwilę temu. Powoli docierało do niej, iż pokryta jest w całości pyłem z rozsypanego kucyka...

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Jej oczy nagle zrobiły się dwa razy większe, ale źrenice zmalały. Uchyliła pyszczek wydając z siebie zdławiony pisk. Cofnęła się o krok i zaczęła w panice strzepywać z siebie pył. Oddychała głośno. Miała już łzy w oczach, ale...pył nagle zniknął. Znów rozbrzmiała muzyka. Instrumenty, które chwilę temu porzucone leżały na podłodze teraz były dzierżone przez pięknie ubraną orkiestrę. Wśród rozpoznała Octavię, ale nie znała jej za dobrze więc nie podeszła. Z resztą. Była w szoku. Odwróciła się od miejsca, w którym stało jej potworne oblicze i spojrzała wprost na te tańczące kuce. Zastanawiała się jak to możliwe, że na moment zniknęły. Zerknęła w bok. Stał tam stół zastawiony przepysznymi daniami z wysokiej półki, godnymi szlachty. Uśmiechnęła się. Powoli dochodziła do siebie, uspokajała się. Chciała zdjąć kapelusz, bo wśród tak wytwornego tłumu wyglądała zbyt groteskowo, ale nie miała go. Zamiast tego jej głowę zdobił srebrny diadem... 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Klacz pomyślała, że dobrze będzie zdjąć diadem aby mu się lepiej przyjrzeć. W momencie gdy srebrne cacko straciło styczność z jej głową, dotarł do niej wrzask z końca sali. Odwróciła się szybko i ujrzała salę wypełnioną zakurzonymi, poszarpanymi strojami balowymi kucyków, które dopiero co tańczyły w rytm przyjemnej melodii. Uderzającą ciszę przerywał jedynie niespokojny, przerywany oddech klaczy stojącej po środku sali, zaledwie paręnaście kroków od Trixie. 
To była Starlight Glimmer, jej najlepsza przyjaciółka. Klacz mamrotała coś pod nosem, aż w końcu jej głos poniósł się delikatnym echem po sali.
- D-dlaczego to zrobiłaś, Trixie?
Trixie nie wiedziała co gorsze, groteskowy wygląd miejsca w którym się znalazła, czy wyraz twarzy jej przyjaciółki. Patrzyła na nią jak na potwora, było dużo gorzej niż za czasów gdy klacz była zła. Jej przyjaciółka. Jej najlepsza przyjaciółka, patrzyła się na nią z przerażeniem w oczach. 
Próbowała coś wydukać, ale szybko odkryła, że nie może. Jej usta zniknęły, dobrze znała to zaklęcie. Odwróciła się w stronę pięknie zastawionego stołu. Nie mogła wyjść z podziwu, że odór leżących tam rzeczy dotarł do niej dopiero teraz. Wyglądało to, jakby potrawy, które dotychczas tu leżały, nie były tknięte przez przynajmniej parę lat. Cały stół pokrywały zgniłe, paskudnie cuchnące potrawy, stanowiące dom dla obślizgłych larw i innego robactwa. 
Trixie pomyślała, że może gdy założy srebrny diadem wszystko wróci do normy. Próbowała, raz za razem. Nic się nie zmieniło. Nie odwracając się w stronę przyjaciółki zaczęła biec przed siebie w poszukiwaniu wyjścia.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Biegnąc w panice; co rusz potykając się na strzępach zniszczonych ubrań; spostrzegła niepozorne, drewniane drzwi, skryte w cieniu kolumnady. Prędko podbiegła do nich, szarpiąc za klamkę. Zatoczyła się na drugą ich stronę, zamaszyście zatrzaskując je za sobą. Stała tak długą chwilę, oparta grzbietem o drzwi, łapiąc oddech. Uspokajając myśli. Powoli docierało do niej, gdzie się znajduje.

Było to niezbyt duże, acz przytulne pomieszczenie. Dziwnie znajome. Jasne promienie słońca wpadały leniwie poprzez przysłonięte zwiewnymi żaluzjami okno, w których blasku tańczyły w powietrzu drobiny kurzu. Chwilę później Trixie ze zdumieniem odkryła, że znajduje się w swoim "mobilny mieszkaniu". Przyglądała się półkom, zapełnionym najprzeróżniejszymi drobiazgami; łóżku, na którym pościel wciąż pozostawała w tak dobrze znanym jej nieładzie oraz plakatowi samej Trixie nad nim; aż jej wzrok padł na zagracone biurko. Stało na nim kilka starych fotografii jej samej oraz jej rodziców. Podeszła powoli, nieświadomie rzucając okiem na tytuły książek leżących na regale, dobrze jej znane; muskając kopytkiem długie, wielobarwne pióra, element przedstawienia, z którego ostatecznie zrezygnowała.

Delikatnie ujęła jedno obramowane zdjęcie w magię, unosząc je nieco, przyglądając się sobie samej, ledwie klaczce, tonącej w uściskach rodziców. Mimowolnie uśmiechnęła się, ukradkiem ocierając kącik oka. Poczuła się bezpieczna. Bezpieczna, jak tylko może być w domu.

Edited by Arkane Whisper

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nagle postacie na zdjęciach poruszyły się. Uśmiechnęły się groteskowo, kierując oczy w jej stronę. Wszystko zadrżało - a może tylko tak jej się wydawało? Powietrze wypełniło się gestym, żółtym pyłem. Chciała otworzyć w panice drzwi, ale zniknęły. Zakrztusiła się. Dobiegł jej coraz szybszy dżwięk "taram, taram". Zbladła.

Wóz pędził po stromym zboczu.

Edited by CatBot
Jak Arkane robi, to ja też

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trixie czuła, że jej wóz w bardzo szybkim tempie zjeżdża z górki i nie skończy się to dobrze. Drzwi nadal nie było. Rozglądała się dookoła w panice. Przez okno widziała jak szybko migają kolejne drzewa. Właśnie! Okno. Podbiegał do jednego i otworzyła. Wyjrzała na zewnątrz i z przerażeniem odkryła, że na dole zbocza znajduje się bulgocące bagno. Nie zamierzała tam wpaść. Wyskoczyła. Krzyczała, bo wiedziała, że jak uderzy w ziemię zacznie się turlać w dół, ale tak się nie stało. Wylądowała na czymś miękkim. 

- Huh? Co się stało? 

Spojrzała pod siebie. Leżała na mięciutkim materacu. We własnym łóżku. Z kąta pokoju rozbrzmiewała spokojna nuta jej ulubionej melodii wydobywająca się z gramofonu. Pomyślała, że to wszystko jej się śniło i właśnie się obudziła. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak sobie pomyślała.

Jej pokój skąpany był w osobliwym, szarym świetle, wkradającym się ukradkiem przez firany przesłaniające okno. Rozejrzała się wokoło, jakby chcąc się upewnić, czy na pewno jest to jej mieszkanie. Meble wydawały się jakieś nieostre na brzegach, nieco rozmyte. Przetarła oczy i raz jeszcze rozejrzała się. To był jej dom, to nie ulegało wątpliwości, ale coś w nim było nie tak, jak być powinno.

Wstała z łóżka i podeszła do gramofonu. Melodyjne dźwięki wydobywające się z urządzenia, poprzednio kojące, teraz budziły w jej umyśle trudny do wyjaśnienia niepokój. Niejasno zdawała sobie sprawę, że tej płyty od lat już nie ma. Nie powinna jej mieć. To nie była jej ulubiona melodia, lecz jej matki. Delikatne trzaski świadczyły o wieku płyty. W pomieszczeniu zapadła cisza, kiedy prawie bezwiednie uniosła igłę gramofonu.

Podeszła do okna, odsuwając firanę. Mleczny opar spowijał wszystko. Ledwie była w stanie dostrzec zarys drzewa, które stało obok jej powozu. Przez moment zdawało jej się, że we mgle porusza się jakiś niewyraźny kształt. Cofnęła się, opuszczając firankę.

Nagle podskoczyła zaskoczona, kiedy usłyszała pukanie do drzwi. Chwilę się wahała, lecz kiedy już miała otworzyć, pukanie powtórzyło się, bardziej natarczywe, a chwilę później przerodziło się w silne uderzenia, jakby ktoś dobijał się do środka kopytami. Patrzyła z bijącym szaleńczo sercem, jak drzwi drgają od coraz mocniejszych, jakby rozpaczliwych uderzeń, a potem...

Zapadła niepokojąca cisza.

Coś zaskrobało w drzwi.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Trixie z ledwością stłumiła jęk, w ostatniej chwili zasłaniając pyszczek kopytkami. Nie mogła jęknąć w takiej chwili. Istniała szansa, że to coś, co jest po drugiej stronie jeszcze o niej nie wie i da sobie spokój. Skrobanie jednak nie ustawało i klacz zaczęła drżeć. Nagle poczuła się spokojniej, bo spowiła ją jakaś tajemnicza, przyjemna aura. 

- Nie bój się. 

Niewyraźny, bo trochę zapomniany przez upływ czasu, ale nadal kochany głos wydobył się z pyszczka matki Trixie, która delikatnie przesunęła kopytkiem po czole córki. Trixie podniosła się gwałtownie i patrzyła na nią. Powinna być zaskoczona, zszokowana. Ale tymczasem czuła się tak spokojnie. Jakby to było normalne, że jej martwa matka tu jest, jakby wręcz miała tutaj być. 

- To nie zrobi ci krzywdy - dodała po chwili starsza klacz po czym przytuliła czule swoją córkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Mamo? Mam Ci tyle do powiedzenia! Ja...
Głos utknął jej w gardle, uścisk był naprawdę kojącą odmianą, po tych wszystkich okropnościach, z którymi przyszło jej się do tej pory zmierzyć. Nie liczyła się z tym, że to musiał być sen. Nie było przecież fizycznej możliwości, że jej matka, ta sama, za którą tak okropnie tęskniła, jednak żyła. Chciała tylko aby ten uścisk trwał wiecznie. Przez chwilę czuła jeszcze przyjemny zapach włosów swojej rodzicielki - lawenda. Ten zapach był dzieciństwem, ten zapach był...
- Mamo? 
Chłód. Zamiast ciepła, poczuła natychmiastowy chłód. Ale nie zamierzała puszczać, nie pozwoli Jej odejść, nie teraz. 
Ktoś chyba kręcił się koło gramofonu, bo melodia zaczęła cichnąć, a po paru sekundach, również zniekształcać. Dźwięk nabierał rozpędu, melodię przeplatały niezrozumiałe szepty, Trixie miała wrażenie, że ktoś puścił tę piosenkę od tyłu. Klacz wciąż tkwiła w objęciach matki, bała się delikatnie ją odsunąć, bała się tego, co może zobaczyć. Wiedziała już, że coś zdecydowanie pogrywa tej nocy z jej uczuciami. Nie chciała dać koszmarnej istocie satysfakcji, zacisnęła mocniej, czując świeże łzy wędrujące po jej pyszczku.
(Tęskniłem troszkę za tą zabawą! Uszatkens, daj wincyj!!!11)

Edited by Kruczek
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ależ oczywiście, moja droga! Wyglądasz naprawdę niesamowicie! 
- Madame, muszę się zgodzić, ale jeśli chodzi o piękno, nikt Pannie Rarity nie dorówna - odparła kaszmirowa suknia, rumieniąc się lekko. 
Rarity siedziała przy malutkim stoliku, takim przy którym bawiła się czasami ze Sweetie Bell. Przed nią, na kryształowym talerzyku spoczywała parująca jeszcze herbatka, prosto z prześlicznego, perłowo-białego imbryczka. Po drugiej stronie stołu siedziała suknia, jej najnowsza kreacja. Uśmiechała się do niej szeroko i z gracją popijała herbatkę.
- Uważaj, moja droga, aby się nie poplamić, to byłaby prawdziwa katastrofa! - zachichotała Rarity. 
Suknia odwzajemniła uśmiech. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Nagle suknia zaczęła się rozpadać, a całe pomieszczenie blaknąć. Rarity panicznie biegała po całym domu który z każdą chwilą stawał się coraz bardziej odrażający. W powietrzu latały strzępki ubrań uszytych przez klacz. Rarity spojrzała przez okno, przeraziła się, jej dom był w czarnej pustce. Obróciła się, pisneła wystraszona, jej dom się rozpadał. Kawałki mebli i ścian znikały w czarnej głębi. Po krótkiej chwili klacz nie miała już na czym spać i zaczęła spadać. . .

Share this post


Link to post
Share on other sites

Krzycząc w niebogłosy i w panice wierzgając kopytkami spadała coraz niżej i niżej w nieprzejrzaną czerń, gdy nagle poczuła jak ląduje na czymś miękkim. Był to kawałek mięciutkiego jedwabiu w kolorze lawendy. Rarity przetarła załzawione oczy i przywarła ciałem do materiału, bojąc się, że i ono zaraz zniknie. 

- Nie bój się, panno Rarity - odezwał się jedwab i skierował w stronę migoczącego w oddali światła. 

Nagle nabrał prędkości. Rarity o mało co nie spadła, ale jedwab owinął się w okół niej tak, by ją przytrzymać i już po chwili zanurzyli się w świetle. Po drugiej stronie była piękna łąka, na której stał stół z wszystkimi krawieckimi przyrządami. Obok stołu leżała skrzynia wypełniona klejnotami. Oczy Rarity zabłysły na ten widok. Jedwab wylądował, stawiając ją na ziemi. 

- Uszyj najpiękniejszą kreację! - poprosiło, kładąc się na stole, gotowe do użycia. 

- Tak zrobię! - odpowiedziała pewnym siebie głosem Rarity. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Gdy Rarity skończyła pracę jej oczom ukazała się przepiękna kreacja z bufiastymi rękawami i wspaniałym powłóczystym trenem, a całość zdobiła niezliczona ilość kolorowych kamieniami. Suknia, rzecz jasna, pasowała na niej jak ulał.
Usłyszała skrzypienie drzwi za plecami i podniecony, piskliwy głos swojej siostry.

- Pośpiesz się Rarity! - zawołała klaczka z innego pomieszczenia. - Inaczej przyjęcie się skończy i nikt cię nie zobaczy!

- Już pędzę moja droga - odparła z pełną gracją obracając się w stronę drzwi.

Światło bijące z pomieszczenia obok było wręcz oślepiające, ale to nie przeszkadzało Rarity. Wręcz przeciwnie, była zadowolona z efektu jaki zapewne wywoła jej mieniąca się tysiącem barw suknia. Była niemalże pewna iż właśnie wykreowała hit sezonu. Gdy wreszcie przyzwyczaiła swój wzrok do panującego natężenia światła spostrzegła, że znajduje się na wielkiej gali galopu. Jednak nie to było dziwne. Wszystkie kucyki miały na sobie ekstremalnie proste, prymitywne wręcz stroje szyte na jedno kopyto i przyglądały się jej ze zgorszeniem.

- Tren? Kamienie szlachetne? - głosił jeden z szeptów. - Przecież to było modne w zeszłym sezonie... Teraz modny jest minimalizm.

Rozejrzała się i na moment spotkała się wzrokiem z Sweetie Belle, która szybko spojrzała w innym kierunku unikając jej spojrzenia. Serce śnieżnobiałej jednorożki zaczęło tłuc się niczym szalone na widok krzywych szwów w kreacji swojej młodszej siostry. Przełknęła głośno ślinę, czując jak jej zmysł piękna opuszcza pokład ze słowami "Ja już dłużej nie dam rady!".

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Niemniej, to bardzo odważne z Twojej strony, panienko Rarity... - mruknął jakiś podstarzały ogier, którego klacz do tej pory nie zauważyła. - Prawdę mówiąc, to naprawdę szykowna kreacja.
Okazało się, że był to sam Hoofacci von Klein, jeden z jej największych idoli i autorytetów w świecie mody. Po sali poniosły się niespokojne szepty, Rarity rozejrzała się z niepokojem. Po chwili z tłumu odezwała się jedna klaczka:
- Czy można zamówić taką samą, tylko w innym kolorze?
Tłum począł chaotycznie rzucać w Rarity zamówieniami, przepychając się i podziwiając jej kreację. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rarity czuła się w potrzasku. Jak ma uszyć tyle sukienek w tak krótkim czasie?

Poproszę o pomoc Fluttershy - powiedziała po chwili namysłu - Ona jako jedyna z moich przyjaciółek może mi pomóc.

Biała klacz bez słowa wybiegła z butiku. Spojrzała w tył, a kiedy zobaczyła, że tłum ją goni, postanowiła przelewitować się to Fluttershy. Na początek szło gładko, lecz później podczas lotu na ciele Rarity pojawiły się rany. Jednorożec zagryzł więc zęby i dotarł do chatki Fluttershy. Z za drzwi Rarity usłyszała jęki i krzyki. Kiedy weszła, zobaczyła że pewna czarna klacz krzywdzi jej przyjaciółki. Kiedy mrugnęła, znalazła się w ciemności która nią rzucała. Gdzie ja jestem - różne myśli przychodziły jej do głowy.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...