Jump to content

Kruczek

Brony
  • Posts

    1519
  • Joined

  • Days Won

    39

Everything posted by Kruczek

  1. co tu sie stało

    1. Pawlex

      Pawlex

      Kruczek pedau

    2. Applejuice

      Applejuice

      cosiecosiecosioe stao

  2. Aktualizacja! ^^ [LIPIEC 2017] Moonlight Wykonała rysunek Villeforta w całej jego okazałości i w mniej oficjalnym stylu. Jestem Jej za to bardzo, bardzo wdzięczny :3 Rzeczony rysunek możecie zobaczyć tutaj, w pierwszym poście oraz na moim avku! Oraz mały dodatek: Do pierwszego posta dodałem linki z tematami autorek oraz ich da ^^ Aktualizacja [MARZEC 2019] Do kolekcji dołącza art @migdzik. W bardziej serialowym stylu, bardzo dziękuję! Naprawiono linki które wygasły.
  3. @PervKapitan a odcinek z rodzicami AJ?
  4. możesz spróbować mojego balerona Villefort! wszystkie informacje w temacie dzięki~^^

  5. NARESZCIE JEST! :yay: 

    1. DiscorsBass

      DiscorsBass

      No w końcu... znalazłem czas na obejrzenie tego ^^

  6. Dokładny portret, który zawisnął na miejscu mojego avatara wykonała @Cassidy, proszę ją wielbić :fabulous:

  7. Jakieś furrasowe coś, na przykład łapkę. Albo jakiś album, bądź symbol kolekcjonerski, bo tych artów to pewnie masz od zawalenia.
  8. Otóż moja historia zaczyna się, bodajże drugiego dnia po tym, jak dołączyłem do Wonderbolts. Po lekkim treningu ruszyliśmy się odprężyć, jako że wypadał nam właśnie czas wolny. Nie znałem jeszcze dobrze nikogo z ekipy, więc chciałem jakoś się z nimi zaprzyjaźnić. Zaproponowałem wypad na miasto, na co oni stanowczo odrzucając moją propozycję - zaproponowali pójście nad jezioro. Zgodziłem się, bo niby dlaczego nie, chociaż miałem wrażenie, że coś knują. Kiedy dotarliśmy na miejsce, dowiedziałem się, że jako świeżak muszę przejść rytuał inicjacyjny. Moim zadaniem było zdobycie fikuśnego kwiatu, który, według moich nowych przyjaciół, miał przynieść mi szczęście podczas występów. (Gorąco zapewniali, że każdy z nich ma go przy sobie podczas każdego występu) No więc ruszyłem, jedyna podpowiedź jaką dostałem, było to, że mam ich szukać w gęstych krzakach. Były zwane "kwiatami szczęścia" bo odnaleźć je można było właśnie wlatując w przypadkowe krzaki, lub dokładnie je przegrzebując, bo owy gatunek nie lubił pokazywać się nad innymi. Skończyło się to na wielokrotnych poparzeniach jakimś cholernym bluszczem, paru ugryzieniach wściekłych szopów praczy i postrzępionej grzywie. Kiedy nie znalazłem kwiatu i zrezygnowany zacząłem szukać drogi powrotnej, odkryłem że się zgubiłem. Dopiero to, co spotkałem po drodze było naprawdę dziwne. Widziałem smoki, całą masę smoków, przepychające się do wielkiego donuta, który unosił się wysoko ponad koronami drzew. Szepnąłem do siebie "Co się..." a kwiat, który stał obok mi odpowiedział "O, myślałem że tylko ja to widzę". Wystraszyłem się i poleciałem przez las jak szalony. Drzewa dookoła zaczęły tańczyć, zewsząd słyszałem głosy i widziałem kolorowe światła. Przez chwilę mignęło mi coś, co wyglądało jak Sonic Rainboom, ale zniknęło tak szybko jak się pojawiło. Nie pamiętam w jaki sposób dotarłem do ekipy, ale wiem że po dwóch dniach miałem dwa tygodnie odpoczynku od Akademii na oddziale zakaźnym w Ponyville. Któreś z tego paskudztwa, które skrywało się w krzakach, było niesamowicie toksyczne i wywoływało halucynacje. Dzięki Wonderbols, you assholes.
  9. Uwielbiałem swego czasu chodzić na sanki. Teraz nie mam już z kim, więc dawno nie byłem, ale fajnie by było do tego kiedyś wrócić. No i zawsze chciałem spróbować jazdy na łyżwach. Troszkę się tego obawiam, bo nigdy nie jeździłem, nawet na rolkach, więc pewnie lądowałbym cały czas na moim kościstym dupsku, ale może się wybiorę w końcu. Nie próbowałem też żadnych sportów ekstremalnych, ani jazdy na nartach, nic z tych rzeczy. Są póki co myślę odrobinę poza moim zasięgiem.
  10. "Nie mam dla ciebie czasu głuptasie" "Daj spokój Twilly, nie jesteśmy w klasie!"
  11. Trudno powiedzieć. Wydaje mi się, że kiedyś miałem dużo lepsze, ale patrzę przez pryzmat własnych wspomnień, widzianych oczami młodszego Kruczkozaura. Siedzę sporo w memiksach, odróżniam grażynacore od przyzwoitego humoru, nie wstawiam komiksów polskich satyryków na tablicę. Śmieszą mnie obrzydliwe rzeczy, a zdecydowanie moim faworytem jest self-deprecating humor. Nie trawię sucharów, zwyczajnych dowcipów i niektórego kontentu mielonego przez portale ze śmiesznymi obrazkami. A sam temat z sucharami na forum wywołuje u mnie głównie uśmiech politowania. Nie chcę się tu stawiać na jakiejś wyższej półce humorystycznej, jak jakiś humorystyczny superior, ale mam po prostu wrażenie że w kwestii humoru znalazłbym więcej osób z którymi bym się nie dogadał, niż z którymi bym się dogadał. A przynajmniej na tym forum
  12. Relacje z innymi ludźmi nadal u mnie leżą, ale jakieś tam małe kroczki ku lepszemu popełniłem. Nadal wracam do starych, nieprzyjemnych nawyków, ale częściej je teraz zauważam. Co do zmiany na lepsze, to pracuję też nad zdrowiem psychicznym, już ponad rok temu udałem się do psychiatry, chodzę na terapię. Poprawy nie dostrzegam, ale przynajmniej próbuję, a to już coś. Odrobinę mniej przejmuję się opinią ludzi, na których mi nie zależy. Do poziomu do którego chciałbym dotrzeć jeszcze spora droga, ale w porównaniu do tego co było, jest całkiem nieźle. No i w kwestii nauki nawet się ucieszyłem, ostatnio znowu odechciało mi się wszystkiego, ale cieszę się, że po tym jak ze dwa czy trzy lata temu wyleciałem ze szkoły udało mi się jakoś pozbierać, skończyć szkołę, zdać maturę i dostać się na studia. (Nie takie wymarzone, ale do tego będę dążył w tym roku) Na każdą zmianę na lepsze przychodzą dwie zmiany na gorsze, więc nie mam się z czego cieszyć, ale nadal próbuję i może kiedyś wyjdę w końcu na plus.
  13. Jako osoba, która nigdy nie radziła sobie w relacjach międzyludzkich, zwykle miałem tremę przed każdym możliwym publicznym wystąpieniem, czy nawet mówieniem czegoś przy jakiejś grupce ludzi. Ale z czasem zaczęło się to ograniczać, odkryłem, że większą tremę mam przy ludziach na których mi zależy, a jeśli chodzi o takie przemówienia czy wystąpienia przy obcych ludziach - czuję się dużo pewniej. Bo nie obchodzi mnie ich zdanie i nie mam z tyłu głowy tego panicznego strachu przed zrobieniem czegoś nie tak i stratą w oczach osoby na której mi zależy. Troszkę sobie tę tremę wytrenowałem, bo często występowałem i śpiewałem za dzieciaka. Nadal jest okropnie, jak mnie dopadnie jakiś zryw fobii społecznej, ale radzę sobie z tym o wiele lepiej niż kiedyś. Trema dużo bardziej mnie nęka w ciaśniejszej grupce znajomych, przy której teoretycznie powinienem się czuć swobodniej. (No ale od czego jest alkohol, c'nie)
  14. Hej Mikołaju! Wiem, że masz dużo czytania, więc przejdę prosto do konkretów. Od paru lat czekam już na mojego DeLoreana DMC-12 i mam wrażenie, że po prostu ten prezent jest odrobinę zbyt wielki i nie możesz go spakować, więc możesz w tym roku zacząć przysyłać chociaż po jednej części, może za kilkanaście lat uzbieramy chociaż połowę. No ale jeśli nie możesz, to chciałbym przynajmniej czapkę z Dashie, taką tęczową, najlepiej z frędzelkami, uszkami, wełnianą. Nie dziękuję Ci za poprzednie prezenty, bo niczego mi nie dałeś, wszystko dostałem od rodziny. Mam wrażenie, że mnie ignorujesz. ODCZYTAJ PLS Kruczke
  15. Ten serial "Are you afraid of the dark?" był super. Szkoda, że nie leciał jakoś na bieżąco w telewizji, ale oglądałem go na kasecie. Ostatnio wróciłem sobie do niego ze wspomnieniami, bo odświeżyłem odcinek JonTrona. Co do ciemności, to nie mam żadnych ciekawych opowieści, tak mi się przynajmniej wydaje. Gdy byłem mały organizowaliśmy tylko czasami nocowania w namiocie i wtedy ciemność robiła niezłą robotę.Nigdy się jej jakoś nie bałem, ale wyobraźnia i zabawa robiła swoje. Ile razy biegaliśmy w nocy po polu, lesie, rzucaliśmy się na siebie z krzaków. Mieliśmy też takiego wielkiego pogromcę ciemności, lampę, była podłączona przy wejściu do namiotu, nazywaliśmy ją Szperaczem. (Są chyba nawet takie lampy, ale to była inna) Ile się w tej ciemności wtedy widziało i słyszało paskudztwa, którego nigdy tam nie było. A ile było z tego zabawy. Szybko oswoiłem się z mrokiem, chociaż dobrze pamiętam jeszcze momenty w których biegłem przez kuchnię po zgaszeniu światła żeby mnie potwory nie złapały za nogę ;_;
  16. znaczy, jak dla mnie to głównie bzdety, ale kto powiedział że nie można z nich wybrać czegoś pożytecznego? wasze rady powinny służyć jako drogowskazy, umożliwiające wyrobienie sobie własnych, lepszych nawyków i zachowań, które pomogą ziomeczkowi wyjść bardziej do ludzi. wasz "konflikt" zalatuje skrajnościami, a najładniej z was napisała pani pervełka na poprzedniej stronie. a Cahan z tym "KOBIETY TO MASZYNY KAŻDA DZIAŁA TAK SAMO HURR DURR" a potem "Pocieszanie nie pomaga" wait, czyli nie jesteśmy tacy sami, ale pocieszanie jednak nie pomaga nikomu? mi się wydaje że jednak trochę pomaga, szczególnie gościowi, który mówi że jest samotny i nie ma z kim porozmawiać. a co do kołczów to akurat trochę racji w tym jest, ale jeśli potrzebujesz żeby jakiś łysy bajerant wykrzyczał ci w mordę żebyś ruszył dupę i to faktycznie sprowokuje cię do działania, to go for it, nie wiem, może na niektórych ludzi to tak działa. no i druga część posta Cahan to już akurat sama prawda, wpierw powinieneś zadbać trochę o siebie. z wszystkich waszych porad da radę wyciągnąć coś pożytecznego, najważniejsze to jakoś się wśród nich odnaleźć i znaleźć własną drogę
  17. tak, jeśli jego opiekun się zgodzi lubisz smutną muzykę?
  18. Obudzić się w świecie, w którym nic nie sprawia Ci radości i nie widzisz nawet sensu wychodzenia z łóżka.
  19. @Zegarmistrz 1. Zegar 2. Marzenie 3. Kryminał
  20. To ja dorzucę troszkę ambientów, klimatyczne całkiem.
  21. Są tacy ludzie, którzy zasługują na powiedzenie im wszystkiego. I czasami, zgodnie z jakąś romantyczną wizją wyidealizowanej przyjaźni naprawdę chciało by się komuś powiedzieć wszystko (co w sumie jest chyba niemożliwe), ale to tak chyba nie działa. Mam osobę, której byłbym w stanie powiedzieć wszystko, ale myślę, że to po prostu niepotrzebne albo zwyczajnie - ktoś o to nie pyta. Przyjaźń, według mnie, powinna polegać na zaufaniu i naturalności, a naturalnym jest, że każdy ma swoje mniejsze czy większe sekrety. Jeśli ta osoba by nalegała i bardzo by jej zależało na prawdzie, na pewno bym się nią podzielił, ale odpowiadając na pytanie - nie, przyjaźń nie wyklucza sekretów. Myślę, że dopóki te sekrety jakoś nie ciążą i nie wywodzą się z irracjonalnych lęków, to każdy powinien mieć jakiś sekret. Życie bez nich byłoby pewnie nudniejsze.
  22. Zależnie od humoru - czasem, zdaję mi się że najczęściej, preferuję slashery/gore i tym podobne. Nie liczy się wtedy dla mnie zbytnio fabuła, lubię po prostu oglądać jak nastolatki i studenci jadą gdzieś na wakacje i po kolei umierają. Lubię jeśli taki slasher wywoła we mnie jakieś emocje i pozwoli mi polubić jakiegoś bohatera, bo z góry jestem po stronie antagonisty. Najfajniej właśnie kiedy film w połowie sprawia, że podświadomie zmieniam strony konfliktu i kibicuję jednak ofiarom tego, co akurat ich tam wybija. Moja ulubiona seria to na przykład "Droga bez powrotu" z takich nowszych. Najbardziej lubię te środkowe części. (Całą serię oglądałem może z 10-15 razy) Ale kiedy już nakarmię mniej więcej moją żądzę oglądania nastolatków rozpadających się na ekranie, to najbardziej lubię stare horrory, szczególnie lata 80-90, które też słyną głównie z takich slasherów. Z tą różnicą, że one częściej bywają naprawdę klimatyczne i ciekawe. Generalnie horror to akurat mój ulubiony gatunek filmowy, zaraz po nim jest dramat, potem chyba fantasy. Oczekuję od horroru tego, co akurat mi chodzi po głowie. Trudno powiedzieć, żebym jakiegoś typu horroru nie lubił.
×
×
  • Create New...