Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Arcybiskup z Canterbury

[Kruczek] Przeklęci złodzieje

Recommended Posts

- ...I ja mu wtedy, rozumiesz, mówię: to wstań i powiedz mi to prosto w twarz! I ten kretyn, ten idiota, rozumiesz, był tak pijany, że faktycznie wstał. I ja też wstałem. I wszyscy w śmiech - zakończył opowieść Sterling, dreptający obok Late'a. 

W drodze byli od paru dni, obierając standardową trasę od gospody do gospody. Chwilowo szli po pokaźnym, olbrzymim kamiennym moście prowadzącym do Oxenfurtu. 

Miasto na rzece zapraszało widokiem jarzących się w słońcu dachów wyłożonych czerwoną dachówką. Sam widok na okolicę też był niczego sobie - wszędzie jak okiem sięgnąć lasy, jeziora i łagodne wzgórza. Nawet blizny po wojnie powoli zanikały. 

Strażnicy stojący wzdłuż bram na moście przypatrywali się bez szczególnego zainteresowania przechodniom. Uwaga jak zwykle dopadła Sterlinga, bo karzeł właściwie zawsze przykuwał wzrok mimo że przecież wszędzie wokół żyły niziołki i krasnoludy. Czasem był nawet brany za jednego z nich. 

Do uszu docierały różne dźwięki - skrzeczenie mew, szum wody i drzew, a także muzyka gdzieś z oddali. Zapowiadało się na interesującą noc w mieście, najpierw jednak należało znaleźć nocleg. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Late, jak zwykle, zdawał się być odprężony i wyluzowany. Kątem oka zmierzył strażników. Nigdy mu się dobrze nie kojarzyli. Już na samo wspomnienie słowa - strażnik, odczuwał nieprzyjemne mrowienie w okolicach trzustki. Słowo strażnik znaczyło, że gdzieś było coś wartego pilnowania, a jeśli coś było wartego pilnowania - można to było zdobyć. 
Takie obsesyjne myślenie często pomagało mu w sytuacjach, które wymagały od niego odwagi. Kiedy strażnik okazywał się parometrowym stworem, którego liczby najeżonych łusek nie dało się zliczyć, sprawa się komplikowała. W tym jednak wypadku, to byli zwykli faceci, którzy tak jak większość ludzi pragnęli tylko trochę złota, dachu nad głową i dziewki do chędożenia (bądź w niektórych przypadkach również - poczucia władzy).
Ci nieszczęśnicy, świdrujący ospale gawiedź przenikającą po moście nie byli niczemu winni i gdyby sytuacja wyglądała inaczej, może nawet spotkałby się z nimi w tawernie żeby obalić kufel piwa i porozprawiać o gównianej polityce albo sromotnych podatkach. 
Musiał się jednak pilnować, ze względu na swoją profesję. A co do strażników - nie pilnowali niczego więcej niż własnych majtek i wejścia do miasta pełnego przypadkowych łowców okazji i tępego motłochu. Nic specjalnego. 
Late westchnął, wpuszczając do płuc ostatnie (jak podejrzewał) czyste i orzeźwiające resztki dziennego powietrza. Miasta zwykle śmierdziały, na swój sposób, ale zawsze. Śmierdziały zamętem, przepychem i handlem a czasem - czystym złotem. 
- Tak... - zamyślił się Late, krocząc powoli przed siebie. - Musimy znaleźć nocleg. 
Uprzedzając to, co jego przyjaciel zapewne miał na myśli, dodał: 
- Nie, nocleg to nie zapluty rów, w którym spędzasz resztę nocy po tym jak barman wywala Cię na zbity pysk za dotykanie jego córki. Mówię o faktycznym noclegu, z faktycznym łóżkiem i przynajmniej trzema, a najlepiej czterema ścianami. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Widzisz, dobrze że sprecyzowałeś - odparł z cwaniacką miną Sterling, wsadził ręce do kieszeni i wyszczerzył się do mijanego strażnika. Tamten tylko prychnął pod nosem, wymamrotał pod adresem karła parę barwnych epitetów i wrócił do swojej arcyciekawej pracy. Sterling zachichotał. 

Sytuacja nieludzi co prawda się ustabilizowała, ale to nie znaczy, że zapanował pokój. W miastach lekkie konflikty nie ustawały i choć rzadko dochodziło do morderstw, zdarzało się sporo incydentów z wykorzystaniem przemocy. A Sterling, chociaż był człowiekiem, potrafił oberwać za niziołków i krasnoludy jednocześnie, tyle że - przynajmniej zazwyczaj - całkowicie zasłużenie. Nie znaczy to, że czegoś go takie epizody nauczyły. 

W sakiewkach mieli całkiem sporo złota na całkiem rozrywkową noc.

Niedawno ponownie otwarto uniwersytet, a po ulicach Oxenfurtu kręcili się kolorowi i głośni żacy. Gdzie zaś żacy, tam murowane wybryki alkoholowe, tańce, hulanki i swawole. Wzdłuż brukowanych, zadbanych uliczek było całe mnóstwo karczm, z których dochodziła skoczna muzyka. Karzeł zaczynał się niecierpliwić.

Oxenfurt nie śmierdział szczególnie mocno. Co innego Novigrad leżący nad morzem, parędziesiąt mil dalej. Novigrad cuchnął tak paskudnie, że jego smród stał się niemal osobnym bytem i ewoluował równolegle z miastem, stając się podobnie jak ono coraz bardziej barwny. Oxenfurt natomiast, choć mniejszy, starał się przynajmniej zachować pozory. Jak na miasto wybudowane na rzece przystało, większość karczm nosiła nazwy poświęcone podwodnej faunie. Towarzyszem Late aż trzęsło, najbardziej w trakcie dyskretnie wciśniętego w róg ulicy małego zamtuzu, na ławeczce którego siedziała kurtyzana w długiej spódnicy. Mrugnęła do Late i zachichotała zachęcająco. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skoczna muzyka pulsowała mu w głowie, raz po raz przesyłając dobitne sygnały - Wiesz, że musisz, bez tego nic tutaj nie zrobisz. To była prawda, jeśli chciałeś się czegoś dowiedzieć, wstąpienie do tawerny było najrozsądniejszym wyjściem. A Late zawsze chciał wiedzieć, czasem ciekawiła go miejscowa legenda, plotki o skarbcu jakiegoś wyrodnego bogacza, a czasem po prostu ciekawiło go jak wygląda dno kufla po piwie i po ilu takich odkryciach jego spód zacznie wirować. Może właśnie dlatego zarówno on jak i Sterling uwielbiali tą robotę. Wieczne obijanie się po tawernach, wizyty w zamutzach, zręcznie określane przez nich mianem "degustacji walorów" miasta. 
Oczywiście, natychmiast gdy brakowało im pieniędzy zabierali się za robotę. Nic tak nie pobudza do zgładzenia jakiejś maszkary albo czołgania się przez parę godzin po ciemnych grobowcach niż brak piwa. 
Late za każdym razem chciał, żeby ten jeden jedyny raz wyglądał inaczej, ale nic się na to nie zapowiadało. Musieli znaleźć nocleg, ale zanim do niego dotrą, zahaczą o jakiś brudny bar pełen "wartościowych informacji", które nie lada poświęceniem liczonym w litrach, spróbują wydobyć od miejscowych. Potem już nocleg sam ich znajdzie. 
Mężczyzna z rozbawieniem obserwował karła, który beztrosko rozglądał się za okazją. Ich sakiewka podzwaniała wesoło, gdy przechodzący obok ludzie zerkali niespokojnie na wiercącego się karła. 
- Hm, może wstąpimy do jakiejś tawerny i spytamy o nocleg, przy okazji można by się sporo dowiedzieć - mruknął Late. Złoto w sakiewce najwyraźniej bardzo mu ciążyło i miał wrażenie, że rzeczona sakwa zaraz eksploduje zdobiąc całe miasto resztkami ich oszczędności, jeśli nie wyłoży jej na ladę prosząc o najlepszy, miejscowy trunek. Podobne podejrzenia miał co do swojego przyjaciela, którego głowa była prawdopodobnie jeszcze bliżej eksplozji. 
Przechodząc obok niespecjalnie dużego zamutzu na rogu ulicy, dostrzegł kurtyzanę, która puściła do niego oko. Odpowiedział zawadiackim uśmiechem, ale nie zatrzymał się nawet na chwilę, kodując w pamięci, że być może będzie chciał tu jeszcze tej nocy wrócić. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewka zachichotała w odpowiedzi na zawadiacki uśmieszek Late'a i posłała mu całusa. 

- Czyli jak zawsze - podsumował karzeł radośnie, zacierając ręce w gotowości do działania. 

Docelowym miejscem okazała się być karczma "Nigdzie" nieopodal rynku. Dochodzące z niego odgłosy i zapachy sugerowały, że oto tego dnia zagościł w Oxenfurcie targ i miasto tętniło życiem bardziej niż zwykle. Póki co wszystko wyglądało niemalże sielankowo, ale każde miasto miało swoje mroczne tajemnice i ukryte skarby, nie wspominając już o oficjalnych skarbcach i bogatych mieszczanach, których bogactw aż żal było nie "odkryć". 

Wewnątrz karczmy nastrój był spokojniejszy niż przy uniwersytecie, niemniej wciąż klasyfikowany jako pogodny. Pora była taka, że mało kto prócz twardych zawodników zdążył się upić, więc goście gawędzili sobie przy wszelkiego rodzaju trunkach i nawet na burdę się nie zapowiadało. Cóż, lokal był blisko rynku, a wśród wizytujących było widać nawet redańskich żołnierzy w zbrojach z czerwono-białymi dodatkami - ci w miarę dyskretnie starali się ukryć picie trunków procentowych, spożywając obiady. 

W powietrzu unosiła się mieszanina zapachów: czuć było łój ze świec, pieczoną rybę i oczywiście alkohol. 

Były dwie ławy, których nikt jeszcze nie zdążył zająć. Przy ladzie stał barman, wśród gości krążyły kelnerki. Pozostało usiąść i złożyć zamówienie u kelnerki, która przy stoliku pojawiła się niebawem - młoda, wybitnie pospolita dziewczyna z mysimi, cienkimi włosami i nieszczególną werwą do pracy. 

- Witamy w karczmie "Nigdzie", mamy nadzieję że miło spędzą szanowni czas. Dziś szczególnie polecamy raki w marynacie czosnkowej, pieczonego szczupaka bądź węgorza, a z powrotem cintryjskiego lagera. W czym mogę służyć? - Ciąg słów wypowiedziany przez dziewczynę równie dobrze mógł być nudną opowieścią, albo raportem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Late zmierzył wzrokiem wnętrze karczmy. Z biegiem czasu podobny widok stał się dla niego rutyną. Ale nie zawsze tak było, dobrze pamiętał swoją pierwszą wizytę w prawdziwej karczmie, było to jeszcze zanim uciekł z domu. 
Wymknął się nocą przez okno i zawędrował do "Zakazanej Przystani", miejscowej karczmy znanej z częstych burd i nagminnych wizyt straży. Wtedy jeszcze jego węch nie był przyzwyczajony do zapachu alkoholu, potu i starych owoców morza, więc był to dla niego zwykły odór mieszczaństwa, tylko że co najmniej potrojony. Na ilość zakazanych gęb, które wtedy wychwycił przy samym wejściu, nie starczyłoby miejsca do wytapetowania całej ulicy plakatami królewskiej straży. Pamięta, że próbował wtedy zamówić jakiś trunek, ale szybko opuścił karczmę w akompaniamencie złośliwego rechotu barmana i jego towarzyszy. 
Teraz taka atmosfera nie robiła na nim wrażenia. Nie widział zagrożenia, widział okazję. 
Dokładnie przyglądał się zebranym gościom, dbając o to, żeby nie zwracali na niego uwagi. Zastanawiał się, którego z nich pierwszego powinien zapytać o jakiś interes. Celem był ktoś, kto trzymał się jeszcze w miarę na nogach. Dobrze było, jeśli dałoby się go jeszcze upić, a przynajmniej wcisnąć jeden trunek, jako dowód przyjaźni. Wybór był trudny, ten ktoś musiał pozostać przy w miarę zdrowych zmysłach, Late nie miał zamiaru słuchać bełkotu, że jedynym skarbem w okolicy jest cnota córki jego towarzysza. Na szczęście trafił na odpowiednią porę, większość gości wyglądało na jeszcze trzeźwych. 
Jego rozważania przerwał mu obojętny głos kelnerki. 
- Uch, Sterling? - jednym z powodów, dla których zawsze trzymał swojego przyjaciela przy sobie był fakt, że karzeł znał prawie wszystkie alkohole stąd do Novigradu. - Co myślisz?
Plusem tej sytuacji był fakt, że karzeł naprawdę znał się na trunkach. Na początek starał się wybierać coś, co sprawiało wrażenie mocnego, pachniało jak coś mocnego, ale nie było mocne. Żeby zachować trzeźwość umysłu do poszukiwań, albo po prostu żeby sprawiać pozory przed Late'em, że tym razem nie upije się jak ostatni menel. Minusem było to, że rzadko znał w tym umiar. Po pierwszym trunku przychodziła pora na kolejne (TRZEBA... HIC!... ZACHOWAĆ POZORY, LATE) i w końcu tylko mężczyzna pozostawał na polu bitwy. Dobrze, że karzeł nie ważył zbyt wiele i łatwo było go wynieść z karczmy bez przyciągania na siebie uwagi. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Macie tu może kaedweńskiego stouta? - zapytał karzeł, po uprzednich paru sekundach odgrywania wybrednego konesera trunków wszelakich. Kelnerka, na której nie zrobiło to absolutnie żadnego wrażenia (prawdopodobnie mógłby zacząć się koniec świata, a ona dalej miałaby na twarzy kompletny brak wyrazu) kiwnęła głową twierdząco.

- Razy dwa? - zapytała. 

- A nawet cztery! - odparł Sterling ochoczo. 

W karczmie prócz żołnierzy i strażników przebywali także krasnoludzcy drwale (którzy nie zachęcali do rozmowy ponurymi minami), jakaś wesoła parka  w postaci pryszczatego młodzieńca i cnotliwej, niepięknej niewiasty i najgłośniejszy, najweselszy stół zajmowany przez najprawdopodobniej flisaka i trzech kupców - dwóch młodych i jednego w średnim wieku. Od tegoż stołu co chwila słychać było salwy śmiechów. 

- ...A ja z kolei zachęcam waszmościów serdecznie do wizyty najlepszego zamtuza w Oxenfurcie, mianowicie Madame Desson. Pierwsze i oczywiste, uciechy tam niemiara. Drugie: jeśli gustujecie w nieco egzotycznych rozrywkach... - Tu flisak znacząco podniósł brwi i wypuścił z ust obłok dymu zaczerpnięty z ustnika fajki. -...To dla was jak znalazł. Ale o tym sza! O tym tylko zaufani klienci wiedzą. 

Sterling spojrzał na Late'a z cwanym uśmieszkiem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kaedwański stout? Late zdaje się słyszał już gdzieś te nazwę, ale jakimś magicznym sposobem każdy trunek wylatywał mu z głowy, razem z całą resztą wieczoru. Wciąż podziwiał swojego przyjaciela, za takie obeznanie. 
"Co ja bym bez niego zrobił, co ja bym..." Pomyślał Late, mierząc wzrokiem rozochoconego Sterlinga. 
Towarzystwo nie wyglądało zachęcająco, szczerze mówiąc, Late spodziewał się czegoś lepszego. Do czasu, aż wychwycił wzrokiem jeden ze stołów. Tak naprawdę, trudno było go przeoczyć, bo zdawał się tętnić życiem za kelnerkę, resztę gości i całą karczmę. Przewodzący towarzyszom był prawdopodobnie flisakiem, bo wyglądał na człowieka, któremu morda się na długo nie zamyka. 
Late łapczywie począł przysłuchiwać się temu, o czym gość rozprawiał. Momentalnie dostrzegł uśmiech Sterlinga i pretensjonalnie odwracając oczy, odwzajemnił uśmiech. Był to rodzaj aprobaty, cholera, nie mógł uwierzyć, że to on jest w ich zespole głosem rozsądku. Dopóki nie spotkał Sterlinga, myślał, że nie da się być bardziej rozpuszczoną, arogancką i lekkomyślną istotą. Był mu za to wdzięczny, ale jednocześnie czuł na sobie pewną odpowiedzialność. Nieważne jak bardzo brzydziło go to słowo, musiał myśleć, planować i często się od czegoś powstrzymywać. 
- Siedź, pij, słuchaj i nie zaczynaj burdy. Przynajmniej jeszcze nie... - mruknął Late, mierząc wzrokiem obłok dymu, unoszący się nad stołem. 
Czy rozgadany jegomość będzie w stanie podzielić się jeszcze czymś ciekawym, zanim ruszą do bezpośredniej konfrontacji? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dwóch jegomości przy rozgadanym stole siedziało odwróconych plecami do Late'a i Sterlinga. Zaś opowiadający flisak, nim przeszedł dalej, spojrzał na samozwańczych odkrywców. To było jedno krótkie spojrzenie, jeden ruch oczami. Dopiero wówczas kontynuował, zachęcony przez towarzysza. 

-...Ano, powiedzmy... Różnego sortu panny tam są. Mówiąc "egzotyczne", mam na myśli PRAWDZIWIE egzotyczne. A i to nie wszystko.  Są też różne... Miejsca. I różne ciekawe zdarzenia. Pochwalę się, chłopcy, że w jednym i owszem, mojej obecności zaznano. I czego tam nie było! 

Tu mężczyzna pochylił się konspiracyjnie nad stołem, rękami zagarniając do siebie powietrze - nakazując kompanom, żeby zrobili to samo. Na twarzy flisaka wykwitł diabelski uśmieszek.

-... Ognie, kochani. Podziemia, magiczne zioła sprowadzające wizje... Najprawdziwszy wiedźmi sabat, jakim go sobie wyobrażacie! A wiedźmy jakie! Lica gładkie, piersi jędrne... Tak, tak, nago tańczyły, jak na sabacie! A co się potem działo... To tego wam już nie opowiem, bo wulgarny nie jestem, ot co. Chcecie chłopaki, to sami idźcie. Ja was tam polecę, o. Jakbyście tylko chcieli. 

Opowieść, choć niezbyt treściwa i bez większych szczegółów, najwyraźniej podziałała na towarzyszy flisaka, bo oboje kiwnęli głowami. Dziwnym tylko było, że choć ściszył głos, wciąż dobrze było go słychać.

Sterling z silnie skupioną miną siedział sztywno na ławie, przejęty tym co słyszał. Jego oczy błyszczały niebezpiecznie. Sterling został oficjalnie zachęcony i najprawdopodobniej tory jego myśli nieodwracalnie skierowane zostały na lokal Madame Desson. 

Chwilę później stanęły przed nimi zamówione kufle. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Late zmrużył oczy i myślał. Udał, że niezmiernie interesuje go ściana przed nimi, podczas gdy myślami, wędrował już między murami lokalu Madame Desson. Przejęty wizją, formującą się w jego głowie na skutek przemowy flisaka, poderwał się z miejsca, chwytając oba kufle pełne świeżego trunku. Nie myślał dokładnie co zrobi, ale często mu się to zdarzało. W każdym razie zwykle działało. 
Starając się nie ulać za dużo zamówienia, ruszył w kierunku zabawowego stolika. Po drodze zmierzył wzrokiem krasnoludy i obleśną parkę, wijącą się nieopodal. Cholera, ta dziewczyna naprawdę była brzydka jak noc. Biorąc pod uwagę gusta Late'a, była naprawdę na samym dole jego listy potencjalnych towarzyszek łóżkowych. Ale dałby sobie rękę uciąć, że jeśli pokazałby jej chociażby fragment skarbu, który kiedyś miał w rękach, wyszłaby ocierając się o niego jak kot podczas rui,  tymi samymi drzwiami, którymi weszła z tym pryszczatym wyrostkiem. 
Niewiele myśląc, Late bez ostrzeżenia postawił kufel przed rozgadanym flisakiem i uwalił się na wolnym miejscu, tuż obok dwóch niepozornych słuchaczy. Wiedział, że to nie było do końca kulturalne, czy nawet naturalne w takiej sytuacji, ale zdał się na swoją intuicję. Jeśli stawiasz wszystko na jedną kartę i nie pieprzysz się w tańcu, ludzie mogą zareagować dwojako - albo się tobą zainteresować albo uznać cię za zdesperowanego pajaca. W obu przypadkach dobrze rozegrane karty oznaczają nagrodę. 
- Witaj - powiedział Late. - Przypadkiem usłyszałem, jak szanowny Pan rozprawiał o tym osławionym domu uciech... 
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Taaak? - zapytał flisak, mierząc Late'a podejrzliwym wzrokiem. Wymienił spojrzenia z towarzyszami i nachylił się lekko nad stołem. 

- A wiesz waszmość, że podsłuchiwanie czyichś rozmów może być szkodliwe? - zapytał, mrużąc oczy. Trudno było mówić o podsłuchiwaniu, bo wąsaty flisak nie silił się ani na dyskrecję, ani nawet na przyciszenie głosu. Więcej: co wrażliwsi mogłoby stwierdzić, że literalnie się darł. 

- No, ale jak pan tak tu przychodzisz gościnnie, z trunkami, to czemu by nie? - udawana groźba została zażegnana, a dwójka  towarzyszy zarechotała uprzejmie. - Zebrało wam się na bezeceństw z najprawdziwszymi czarownicami? Słusznie. Komu by się nie zebrało? Słuchaj, ja ci tam mogę pomóc, koleżko, bo dostać się do Madame nie jest łatwo. Co prawda nie powinienem tak każdemu, ale przecież im to napędza klientów, czasy nawet dla kurew ciężkie, a tobie dobrze z oczu patrzy. Pierwsza rzecz: zawsze musisz tam iść nocą, ale o konkretnej godzinie. Druga, unikaj Świętego Ognia i ich strażników, strasznie świętojebliwe typy. I cięte na takie uciechy. Dokładne instrukcje dam, ale to raczej nie teraz... - Rozejrzał się znacząco po otoczeniu. - Sam czy z kimś? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Late uśmiechnął się niemrawie i pociągnął z kufla, dając sobie chwilkę czasu na zastanowienie się. Czy powinien ujawniać swojego towarzysza? W sumie, i tak chyba już widzieli ich razem, nie było sensu zgrywać głupiego. 
- Z kimś - mruknął Late. - Ten tam to Sterling, nie jest zbyt bystry, ale kompan z niego nie byle jaki. Rozeznany w terenie a i jak trzeba to, by dwóch takich strażników przez ramię przerzucił byle się do uciechy dorwać. 
Late przetrawił uwagę o otrzymaniu dalszych instrukcji i żeby nie zapijać nagłej ciszy, dodał, siląc się na obojętność:
- Święty Ogień? O czym mowa? 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dobra, dwóch to jeszcze - stwierdził flisak, gestem zapraszając Sterlinga do stołu. Ten z okazji skorzystał, wesoło drepcząc w ich stronę. Wskoczył na ławkę i upił łyk z kufla, który przyniósł ze sobą.

- Uszanowanie mości panowie! - rzucił, starając się grać durnia już od pierwszych słów. Sterlingowi wychodziło to naprawdę dobrze, a jego wygląd stanowił w tej sprawie duży plus.

- Nie wiecie co to Święty Ogień? Widać, że nietutejsi. Święty Ogień to religia, która panuje w Novigradzie i Oxenfurcie. Rozprzestrzeniła się dzięki Redanii, bo i król Radowid nielubiący czarodziejów sobie go upodobał. W skrócie Ogień ogrzeje dusze i oczyści z nich brud. Dlatego też tak dużo ostatnio palenia na stosach. Czarodzieje, kiedyś i elfy, krasnoludy, niziołki. Na szczęście póki co teraz się uspokoiło i tylko wszelkie praktyki magiczne, gusła i inne takie są zabronione i karane śmiercią, ale praktyki Madame również do nich należą. Dlatego Wieczny Ogień jest be. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Ci... strażnicy - zaczął Late. - Oni muszą pilnować czegoś konkretnego, prawda? Znaczy, oprócz wyłapywania heretyków i bycia wielkim wrzodem na dupie, mają jakieś... konkretniejsze zadanie?
Nie czekając na odpowiedź, zwrócił się do Sterlinga: 
- Chyba jednak wpadniemy do - zatrzymał się na chwilę. - Madame, jak tylko ten oto przyjazny jegomość wyjawi nam pewne szczegóły. 
Late starał się zachować powagę. 
- Pamiętaj, że nie trafisz do lokalu, jeśli będziesz leżał nieprzytomny pod stołem, więc... zachowuj się. 
Dobrze wiedział, że Sterling jest naprawdę sprytny i przebiegły, ale czasami miał wrażenie, że opiekował się dzieckiem. Może to przez skłonność do ulegania miejscowym trunkom, a może przez jego wzrost. 
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Chodzą co prawda słuchy o tym, że mają jakieś tam bogactwa, ale to... Jak chyba każdy większy burdel w Novigradzie i Oxenfurcie. Poza tym, tutaj ich siedziba jest maleńka. Jeśli już, to na kursie Novigrad. No, a teraz konkrety, chłopcy. 

Kupiec gestem nakazał Late'owi zbliżenie się i nachylił się do jego ucha, manifestacyjnie skrywając usta dłonią. Ot, na wszelki wypadek. 

- Stara locha urodziła cztery warchlaki. To hasło na ten tydzień. Pamiętaj co do słowa, bo inaczej nie wpuszczą. Przechodzicie obok zielarki, na ulicy głównej. Potem obok dawnej kryjówki szefa gangu, Skurwiela Juniora. Poznacie, to taki dom otoczony kamiennym murem z dużą bramą, potem skręcacie w bramę i pukacie do drzwi po lewej. W bramie.  No. Także ten, chłopcy... - Odchrząknął. Resta towarzystwa przy stole zachichotała jak rasowe podlotki. - To co, pijemy? Następną kolejkę ja stawiam. A skąd to jesteście? 

Late kiwnął głową, drżąc z podekscytowania. Tym razem alkohol zdecydowanie nie zniszczy wieczoru. 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Przyjacielu - odparł Late. - Skąd jesteśmy? Sam już dobrze nie pamiętam. 
Late zerknął ochoczo w stronę, z której miała się pojawić potencjalna następna kolejka. Wszystko szło dobrze, nawet bardzo dobrze. Tawerniane wywiady rzadko przynosiły tak szybko skutki. 
- I nie odbierz tego źle, przyjacielu. Wiele nie mamy do ukrycia, a co mamy, to nie warte nawet zachodu potrąconego karła. 
Rzucił surowe spojrzenie Sterlingowi, bo spodziewał się, że potraktuje on słowo karzeł jako zaproszenie do rozmowy. 
- Wspominałeś coś o szefie gangu, Skurwiel Junior, prawda? Brzmi... groźnie - parsknął Late. - Kryjówkę i ksywkę przejął jak mniemam po Skurwielu Seniorze? 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po chwili do stolika przyszła kelnerka, dziewczyna o rudych, skręconych włosach i bladej, piegowatej cerze. Całkiem ładna, jak kto lubi tego typu urodę. Po odebraniu zamówienia ruszyła na zaplecze, zachęcająco kręcąc biodrami. Stojąc przy stoliku uśmiechała się do Late'a. 

- Ja jestem z Koviru - odparł Sterling dumnie. - A ty się przypałętałeś. I ja ci dam zaraz potrąconego karła - zagroził, oczywiście niezbyt poważnie. Wystarczyło że tylko się odezwał, a cała uwaga skupiła się na nim. 

- A jakże! Po Skurwielu Seniorze, tyle, że tym razem uczeń przerósł mistrza, znaczy się syn ojca, znaczy no... No, wiecie co mam na myśli. Mówi się, że Alonso Willeya, czyli właśnie Skurwiela Seniora zamordował własny syn... I pewnie sporo w tym racji.

- No, przyjemniaczkiem nie był - wtrącił kupiec. 

- Ani trochę. A jego syn był jeszcze gorszy i pewnie dlatego się w końcu doigrał. 

Kelnerka przyniosła piwo na tacy. Late pierwszy dostał swój kufel, a Sterling rzucił się niemal jakby nie pił od miesiąca.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Late podążył wzrokiem za pośladkami piegowatej kelnerki. Pociągnął spokojnie łyk z przyniesionego kufla i odstawił go na stół. 
- A czym się ten... Junior zajmuje? Bycie kryminalnym wrzodem powinno mieć jakieś korzyści. Co Ci jeszcze o nim wiadomo, przyjacielu?
Kiedy ktoś dużo gada, mądrze jest wyciągnąć z niego tyle ile się da, oczywiście w granicach rozsądku. Late pragnął jednak dowiedzieć o wszystkich atrakcjach, żeby ruszyć na jarmark przygotowanym. Gdyby dostać o strażników Ognia po dupie, zawsze można spróbować się wślizgnąć do kryjówki mordercy i podkraść mu trochę zlanego krwią złota. Pakowanie się w taką sytuacją nie jest najlepszym pomysłem, ale nie można przecież żyć samymi dobrymi pomysłami. 

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No... Chwilowo to gryzieniem ziemi - odparł kupiec, a jego towarzysze zarechotali. Sterling również zarechotał, wybitnie zresztą głupio. 

- Dobra, chłopcy. Ja się będę musiał niedługo zbierać, robota czeka. Trzeba mi płynąć na Novigrad z towarem - stwierdził flisak, sącząc do końca trunek. Głośno postawił kufel z powrotem na stół, zabrał skórzaną torbę i skłonił się lekko. 

- Miłego dnia panowie i... Dobrej zabawy - rzucił znacząco, poruszając brwiami. Zahaczył po drodze o karczmarza i wyszedł.

- A ja chyba też się zaraz będę zawijał - odezwał się po chwili jeden z kupców i tak to niebawem Late został sam ze Sterlingiem. 

 

Dochodziła północ, kiedy Late i Sterling minęli rezydencję wspomnianego wcześniej Skurwiela Juniora otoczoną wysokim murem i stanęli w kamiennej bramie oddzielająca niewielki plac od ulicy wychodzącej na rzekę. Drzwi po lewej nie wyglądały szczególnie zachęcająco, ale przecież nie można było oceniać książki po okładce, a tak wartościowy lokal nie mógł być szczególnie popularny wśród "niezaznajomionych". 

Sterling wydawało się że zaraz wyjdzie z siebie. Był podekscytowany jak mało kiedy, więc oczywiście zapukał. Otworzyło się małe okienko w drewnianych drzwiach. 

- Czego? - zapytała postać. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...