Arcybiskup z Canterbury

Mistrz Gry
  • Zawartość

    5392
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

901 Legenda Forum

O Arcybiskup z Canterbury

  • Ranga
    Glon
  • Urodziny 31.10.1997

Kontakt

  • Strona www
    http://oksymoron31.deviantart.com/

Informacje profilowe

  • Płeć
    Steven Magnet
  • Miejsce zamieszkania
    Wygwizdów Górny
  • Zainteresowania
    Absolutnie żadnych.

Ostatnio na profilu byli

78938 wyświetleń profilu
  1. Witam, Do końca października zawieszam działalność MG ze względu na sprawy prywatne. Najprawdopodobniej wznowię wszystkie sesje w listopadzie. Pozdrawiam.
  2. Weszła krokiem tak dziarskim, że deski zatrzeszczały pod jej stopami. Jednocześnie desperacko starała się nie zwrócić posiłku z tego dnia i trzymać Vincenta blisko przy sobie, ot, na wszelki wypadek. Było trudno, fakt, ale przecież musiała panować nad swoimi instynktami. Chciała nawet chwycić krzyżyk, ale zdecydowała, że nie zrobi tego w tamtym momencie. Mogłoby to ją tylko rozsierdzić. - Jaki jest plan? - zapytała.
  3. - Kaleis Den. Wiedźmin - przedstawił się, trzaskając drzwiami i ruszając ciężkim krokiem za Victorem. Pod podkutymi buciorami trzeszczały deski w podłodze, bo sposób poruszania się mężczyzny był - lekko mówiąc - pozbawiony gracji. Zabójca potworów wydawał się być nieco zaniepokojony, a po uważnym przyjrzeniu się Victor mógł zauważyć, że medalion na jego kurtce lekko podryguje. - To jaki mamy problem, hę? - zapytał.
  4. - Jeśli nie będzie chciał iść po dobroci, masz go zabić - odparła, jakby to było coś zupełnie oczywistego. - Ze mną, albo przeciwko mnie. Nie lubię kompromisów. Przyłącz się do tego drugiego, zabij go podstępem... Nieważne jak. Ważne, żeby zadziałało. Nie chcę, żeby był przeciwko nam. Mimo wszystko. Statek ruszył, o czym Katera powiadomiło lekkie pchnięcie w tył. Zaraz po tym padły pierwsze strzały w stronę statku. - Ktoś musi strzelać - odezwała się ponownie Lady.
  5. - Tak. Tak zrobimy - odparła, skupiając się już na czym innym. Usiadła za sterami frachtowca i zamknęła śluzę. Rozległo się buczenie silników, a kokpit rozświetliły dziesiątki przycisków i ekrany komputera pokładowego. Zannah z determinacją rozejrzała się po całej tej technice, marszcząc brwi. Rozprostowała palce. - Trzeba będzie się nieco rozruszać. Wysadzę cię, kiedy już wylecimy z hangaru, znajdziesz tą swoją i Nihilusa juniora, a potem po was wrócę - zarządziła, popychając jedną z dźwigni. Widać było, że mechanizmy działają topornie - jak na stare modele statków przystało.
  6. - Wcześniej było lepiej. Chciałabym zauważyć, że siła fizyczna i te inne dodatki zostały wam... Nie, zostały nam dane nie za nasze zasługi. Co jest lepszego w byciu wilkołakiem albo wampirem? Co jest lepszego w posiadaniu złotych oczu? Ot, kolejna fanaberia, nic czym można byłoby się chwalić - odpowiedziała urażonym tonem. - Ludzie są w porządku. Lepiej być człowiekiem.
  7. Za drzwiami stał typ dosyć niepozorny, acz było parę elementów, które rzucały się w oczy i których Victor nie mógł nie zauważyć. Po pierwsze, były to żółte, kocie oczy. Po drugie, rękojeści dwóch mieczy na plecach i po trzecie medalion w kształcie srebrnej plecionki. Wiedźmin ze szkoły żmii. Do tych trzech szczegółów nie pasował niski wzrost mężczyzny. Mimo to pod skórzaną kamizelką i płóciennymi rękawami widać było zarysowane mięśnie. Bujna, czarna broda i wąs dodawały mu nieco krasnoludzkiego wyglądu, podobnie jak wygolona do łysa czaszka. - Victor Veet? - zapytał niskim, burczącym głosem.
  8. Z szoku Ruby została wybita przez dźwięk tłuczonego szkła. Szarość zniknęła, zastąpiona niepodzielnie przez czarne pióra. Zakotłowało się, a do pokoju wtargnął chłód i grube krople deszczu. Na chwilę zapadła cisza. Po paru minutach na skraju okna pojawiły się szpony, a Isleen z jękiem wdrapał się na parapet, mokry i w niezbyt dobrej kondycji. Wpadł do środka i przyjrzał się szkodom. - Wydaje mi się, że wiem kto może nam pomóc - stwierdził.
  9. - Dlaczego sądzisz, że ktoś kto ma złote oczy jest szczęściarzem? - zapytała. Miała nadzieję, że kwestią nie jest tu głównie walor estetyczny, bo to byłoby dosyć naiwne. - Nie jestem głodna. Jadłam już, Vincent był na tyle uprzejmy, żeby wyręczyć mnie w... gotowaniu. Nie zamierzam polować - odpowiedziała zdecydowanie. Nie wydawało jej się, że jest głodna. Porcja mięsa powinna być w końcu wystarczająca...
  10. - A w jakiej mam iść? - zapytała z rozdrażnieniem, gniewnie falując. - To jedyna jaką mam, bo nie pozwalasz mi zobaczyć człowieka! Nie chcesz, żebym była człowiekiem, Victorze? Dlaczego nie? Co takiego zrobiłam? Przecież pomagam, chcę być dobra! - jęknęła zmora i gdyby już była człowiekiem, byłby to odpowiednik wstępu do kobiecego napadu histerii wymieszanej z wyrzutami i żalem. Ale z tej sytuacji wybawiło go energiczne pukanie do drzwi, po którym Selena zamilkła i zsunęła się do najbliższego cienia. Ktoś kto stał za drzwiami ponowił wysiłki, dając wyraźny znak, że nie należy do osób cierpliwych.
  11. - Ubóstwiam - odparła tylko i ruszyła za Katerem. Były naprawdę małe szanse na to, żeby nikt ich nie zauważył. Jeszcze mniejsze, by nikt ich nie zestrzelił, by dotarli do statku i żeby statek sprawnie odpalał. Z całego tego koncertu życzeń udały się pierwsze dwa punkty - dotarli do śluzy, mimo że Zannah szła bardzo wolno (możliwe, że było to powiązane z dziwacznym szczęściem). Niestety, potem zaczęły się schody. Frachtowiec co prawd odpalił, ale na ekranie pojawił się komunikat o niesprawnym hipernapędzie, co potwierdził głos komputera pokładowego. Mogli wylecieć z hangaru, ale już podróż międzyplanetarna należałaby do wybitnie długich - na przykład przekraczających standardową długość życia Zabraków i ludzi.
  12. - Nie widzę - odparł Isleen, a w tym momencie Ruby usłyszała głośny plask. Do szyby przywierała szara twarz. Do uszu dziewczyny dotarł dźwięk pękającej skóry, kiedy dolna część upiornej twarzy rozwarła się i uśmiechnęła uśmiechem szerszym niż u ludzi. Dzieliło ich ledwie parę milimetrów, a kto wie do czego zdolny był stwór... Isleen nie zareagował. Najwidoczniej nie widział potwornej kreatury, która teraz zapamiętale lizała szybę, wpatrując się czerwonymi, małymi oczkami bez źrenic w Ruby.
  13. Shaafi Syrena spojrzała na arabskiego pirata spode łba. - Nie byłeś, nie widziałeś - skwitowała, nagle pozbywając się pijackiego odrętwienia języka. - I zaręczam, że nic nie wiesz o żadnych kulach, a teoria o świecie kulistym może i jest trafna, tak samo jak ta o tym, że ma krawędzie. Zdarzają się zakrzywienia, Shaafi. I żaden Bonacci, Fibonacci czy jak mu tam inaczej, cholerny Włoch, tfu. Musiałam wytrzeźwieć, żebyś się domyślił, że chodziło o pi? - zapytała z wyrzutem. Chwyciła butelkę i wychyliła jednym haustem, po czym ze stukotem postawiła z powrotem na deskach pomostu. - Dylaj po następne, znowu muszę się upić. A ty nie jesteś wystarczająco pijany. Annie Kiedy odezwała się, zdradzając swoje zamiary, chłopak wyglądał na szczerze zaskoczonego. Wytrzeszczone oczy były jeszcze większe ze względu na chudą, brudną twarz i ogólnie nadawały chłopcu wyglądu skrzata. Zamrugał oczami - jak większość dzieciaków, przyzwyczajony był raczej do zapowiedzi dostania pięścią w nos, nawet od dziewczynek. Sucha, ciepła kwatera na noc była na wagę złota, a uliczne dzieci nie zwykły się takowymi dzielić z obcymi. - Chyba... Chyba znajdzie się miejsce. Nie jesteś gruba, więc możesz zostać - szepnął. Wzrok dziewczynki skupił ciemny, upiorny kształt na ramieniu chłopca, który zauważyła dopiero po dłuższej chwili. Ośmionogie, włochate monstrum wielkości dłoni - ptasznik, którego nie sposób było rozpoznać ze względu na zbyt małą ilość światła.
  14. - Po to tu jesteśmy - odparł Devaronianin i przesunął skrzynkę w stronę Moba gestem tak swobodnym, jakby to była wymiana iście przyjacielska. Sam zaś zagarnął dla siebie kredyty, cały czas patrząc na chłopaka. Ten z kolei mógł zauważyć, że zapłatę uważnie śledziły oczy ordynarnej Twi'lekanki. Handlarz przeliczył dokładnie zapłatę i pokiwał głową z zadowoleniem. - Wszystko się zgadza, miecz jest twój - odparł mężczyzna i wyciągnął dłoń w stronę mrocznego akolity. Całokształt jego persony był raczej odpychający pod względem dziwacznej śliskości w zachowaniu, ale uścisk dłoni na Coruscant oznaczał oficjalne dobicie nielegalnego targu. Sygnał Mocy dochodzący od tajemniczej osoby z drugiego końca baru zniknął, ale Mob czuł wciąż dreszcze na karku - zagrożenie nie zniknęło.
  15. - Ty też na siebie uważaj, Patricku - odparła. - Jest. Dzięki temu mogę się opanować - odpowiedziała. - Chociaż nie chciałabym mieć na sobie srebra przez dwa tygodnie, to... Mogłoby być niekorzystne. Dobrze, że cię nie zabiło - stwierdziła. Przypomniało jej się, jak bardzo martwiła się możliwą utratą zdolności czarodziejskich i jak miło, że jednak zostały. Może ostatecznie zamiana wcale nie była taką katastrofą, za jaką ją z początku uważała? Cóż, jeszcze nie przeżyła pełni... - w jaki sposób ukrywasz oczy? - zapytała.