Arcybiskup z Canterbury

Mistrz Gry
  • Dodanych treści

    6163
  • Dołączono

  • Ostatnia wizyta

  • Days Won

    4

Arcybiskup z Canterbury last won the day on December 5 2016

Arcybiskup z Canterbury had the most liked content!

Informacje o Arcybiskup z Canterbury

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    Wygwizdów Górny
  • Zainteresowania
    Absolutnie żadnych.
  • Coś o sobie
    Pewnego dnia dobierze się do ciebie, nauczy cię, jak być świętą krową.

Kontakt

  • Strona www
    http://oksymoron31.deviantart.com/

Ostatnie wyświetlenia profilu

77062 wyświetleń profilu
  1. Brodacz zmierzył Richarda wzrokiem, a potem spojrzał nieufnie na paszteciki. - W pańskim przypadku przytulenie kataru byłoby nieco nieprofesjonalne - odezwał się ostrożnie. Demon kataru zeskoczył na wózek Richarda, mamrocząc pod nosem gniewne uwagi dotyczące tuszy mężczyzny, a potem wskoczył na ramię maga i dźgnął go palcem w nos. Mężczyzna kichnął, zaskoczony. - Nie lekceważcie potęgi nieżytu nosa! - krzyknął zwycięsko demon i sam kichnął.
  2. - Eeee... To mogło się zawalić. Spójrz tylko, jak kiepsko zbudowane. Dobrze, że tu byłam, bo komuś by się mogła stać krzywda. Zalecam zwolnić architekta - stwierdziła Jack, patrząc na idącą w jej stronę dziewczynę. - Jestem z kontroli jakości, i... Dobra, nieważne! Jack zrezygnowała z planu dostania się do psychiatryka przez sianie rozwałki. Teraz zależało jej raczej na tym, żeby szybko dać nogę i ochronić twarz.
  3. - A nie chciałby się pan go pozbyć? Życie jednak mamy jedno, he, he... Tak mi się przynajmniej wydaje. Co to za demon? Przedstawiał się? - zapytał mag, dając wie monety Richardowi i zabierając od niego wybrane paszteciki. - Nie, nie, nie, nie! Nie chcesz! Mam zadanie do wykonania, przyszedłem cię zabić! Magowie nie mają nic do tego, zginiesz czy ci się to podoba, czy nie! - zaprotestował demon i zadrżał. Teraz wyglądał jak jeden z małych psów bogatych dam, które w trakcie ewolucji bardziej niż wilki przypominać zaczęły gryzonie.
  4. Białka Jack zaszły czernią, skóra zbladła i poszarzała na rękach. Palce wydłużyły się i zakrzywiły na podobieństwo ptasich szponów, włosy sczerniały i między nimi pojawiły się równie czarne pióra. Spojrzała na ręce, oglądając wierzch i spód dłoni. Tego się nie spodziewała, musiała przyznać. Skierowała dłoń w stronę kupy kamieni, czekając co się wydarzy. Uwolniła impuls, który zazwyczaj powodował wybuch energii.
  5. - Poprosiłbym pasztecik. Jeden. Albo wie pan co? Proszę dać dwa - powiedział, wyciągając pieniądze zza opiętego pasa. Stary mag spojrzał na ramię Richarda, a potem na niego samego. Demon z kolei prawdopodobnie się obraził, ale że wyglądał jak siedem nieszczęść, trudno to było rozpoznać. Siedział tylko z rękami skrzyżowanymi na zapadłej klatce piersiowej i przyglądał się złośliwie klientowi. - Co to, jakiś problem z duchami?
  6. Jack zatrzymała się. - Racja. Chcesz mi potrzymać torbę? - zapytała. - A ja wtedy zacznę udawać, że coś mnie na przykład opętało. Plan jest genialny i nie mów, że nie. Oddala samurajowi torbę i ruszyła na poszukiwanie obiektu do rozwalenia.
  7. - Całe mnóstwo! W tym akurat mam świetne wyniki, pochwalę się. Słuchaj, ten szczur mnie jednak trochę skusił. Mógłbym na zeszyt może? Nie mam przy sobie w tej chwili drobnych, ale słowo demona, oddam jak tylko będę miał! Tymczasem do wózka podszedł kolejny klient. Gruby, w spiczastym kapeluszu i satynowym, fioletowym płaszczu. Najpewniej sędziwy mag. - Hejże, czy to wózek Gardło Sobie Podżynam Dibblera?
  8. - Pojawiła mi się wizja. Nieproszona - odparła, świdrującym i lekko rozbieganym wzrokiem wpatrując się w samuraja. - I zaczęła mnie boleć ręka. O, ta. Płonęła, rozumiesz? Tak to odczuwałam. Ale nic na niej nie ma, a ja nawet nie mam dowodu na to, że to się stało naprawdę. Ktoś mówił coś o ogniu. Cały czas. Że... 'era ognia się kończy'. Ciągle. Raz po razie. Jack otwarła torbę i zaczęła w niej szukać. Kiedy obliczyła swoje środki, sumując to z potencjalną sprzedażą smoczej broszki, westchnęła i odłożyła torbę. - Nie starczy nawet na psychiatrę. Kiepsko to widzę. Cholera, tu nawet nie ma świeżego powietrza! - jęknęła. Cóż, lepiej niż w Zaun, ale wciąż nie była to leśna polana. Gonitwa myśli doprowadziła Jack do kolejnego genialnego rozwiązania. Stuknęła palcem o wargę i spojrzała na twarz kompana... Całkiem niezłą, chociaż może nie będąc w formie odpadało kilka punktów za styl. - A gdybym narobiła jakichś szkód i uznaliby mnie za niepoczytalną? Nie mówię, żeby od razu kogoś zabijać, ale... Tak! Idę coś rozwalić!
  9. - Nie, umrzesz na katar - odpowiedział demon. Ale zastanowił się przez chwilę nad pytaniem Richarda i kiedy doszedł do odpowiednich wniosków, odpowiedział. - To znaczy... Potem znikniesz. Ale nie tak od razu. To się wiąże z rozkładem i innymi. Mówiąc szczerze, nie jestem pewien, czy śmierć w wyniku kataru wygląda inaczej. To trochę wstydliwe, ale... Nigdy nikogo nie zabiłem, nie mam doświadczenia - dodał. Zaczerwienił się jak burak.
  10. - Nieprawda. Poza tym, dostałem taki rozkaz z góry. I żyjesz, mam do takich rzeczy nosa. Ale spokojnie, jeszcze kilka godzin tu posiedzę, i... - Kichnął potężnie. - ... I to i tak trochę dalej stąd. Może skoro to ostatnie godziny twojego życia, zrobisz coś lepszego niż sprzedawanie zwłok?
  11. Jack chwyciła się blatu, a potem stołka na którym siedziała jakby nie była pewna, czy istnieją. Dopiero potem spojrzała na dłoń Yasuo, a w następnej kolejności na niego. Zaczęła trochę szybciej oddychać. Takie utraty świadomości nie były niczym przyjemnym, tym gorzej, że nie była w stanie ich przewidzieć. Podniosła dłoń na wysokość oczu; spodziewała się, że nic na niej nie będzie. A to oznaczało brak dowodu. - Muszę wyjść na świeże powietrze - oznajmiła i dość chwiejnie wyszła przed knajpę, żeby odetchnąć. Jack chwyciła się za głowę i kucnęła, opierając się o ścianę. No bez żartów, może faktycznie lepiej pomyśleć nad wizytą u specjalisty?
  12. Po dobrych kilkudziesięciu minutach skradania się dotarli w końcu do cel więziennych. Już na wstępie, zakręt dalej siedzieli strażnicy, piraci jak widać było po ich niedbałym ubiorze i zdekompletowanych zbrojach. Oboje grali w kości. Ezreal spojrzał na Shiro. - Jesteś w stanie jakoś ich ogłuszyć bez zabijania?
  13. - Mogłabyś zrobić coś takiego, żeby kryształami zablokować przejście? Zrobić tarczę, ale na cały korytarz. Wtedy, kiedy już się dostaniemy do Kayle, będziemy mogli bez większego problemu zwiać - odparł, idąc ostrożnie przed siebie. Póki co jedynymi żywymi organizmami były szczury.
  14. Jack wychyliła szybko zawartość swojej szklanki. - Dobra, to musisz szybko wytrzeźwieć i idziemy - stwierdziła energicznie. Tylko... no właśnie, gdzie? I właściwie po co? Jack trochę opadła z sił i energii. Spojrzała na kompana i przypomniała sobie o klątwie. - Yasuo? Oddałeś tę skrzynkę z amuletem, prawda? Nie wiesz może, czy ta babka mówiła coś o tej mojej klątwie?
  15. - No, prawie tak jak wyglądałam. Z tą zieloną energią to niewiele się pomyliłeś. Czyli teraz wierzysz, że jestem prawdziwa i żyję? - zapytała Jack z nadzieją. - Jeśli tak, to całkiem spokojnie to przyjąłeś. To znaczy... Ja przyjęłabym to zupełnie inaczej. Zdarzały ci się wcześniej w przeszłości takie przypadki? - zapytała.