Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Zena92

Bordowa pani [Oneshot] [Sad] [Alternate Universe]

Recommended Posts

Bordowa pani [Oneshot] [Sad] [Alternate Universe]

Bus-stop.jpg

Źródło

 

Pochmurny, listopadowy dzień. Pewien pan jednorożec czeka na przystanku na swój omnibus do domu. Akcja dzieje się w tym samym uniwersum co "Fizzle" oraz "Pamiętnik poplamiony whisky".

  • Upvote 4

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż ode mnie...

Króciutkie, to na pewno. W tym wypadku wymieniłbym to jako plus, jako że dzięki temu dużo zyskał klimat. Choć jednak robi swoje.

Samo dzieło zachęciło mnie też do przeczytania pozostałych wymienionych fanhyców. Jest ono po prostu świetne. Może nie wyleje morza łez, jednak czuć tę nutkę goryczy i smutku. Co jest niewątpliwym atutem. Co do zakończenia... zawsze uważałem, że dobre można rozpoznać po ciszy i  paru (acz nie za wielu) niedopowiedzeniach. To jest takie zakończenie. 

Całość polecam, zwłaszcza że krótka, każdemu, kto lubi takie smutne klimaty.

Łapaj, 8+/10. 

Swoje robi krótkość, która, choć plusem to też przesadą z jednej strony. Tylko 3 strony. Oczywiście nie chce, by to się rozpaćkało na 100, bo to by było bezcelowe, jednak sądzę, że można by dodać tu i tam trochę więcej szczegółów. Znalazłem też minimalną ilość błędów, jednak zaraz jeszcze raz zobaczę, czy wzrok nie kpi ze mnie od nadmiernej ilości szukania na godzinę sześcienną w ostatnim czasie :v. 

Pozdrawiam.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bordowa Pani, to brzmi jak tytuł kogoś, kto lubi niegrzeczne zabawy.

 

SPOJLERY

 

Ton fanfika jest strasznie przygnębiający. Wszystko tutaj dołuje; od pogodny, przez szarą rzeczywistość, do postawy głównego bohatera. A kim on jest? Nawet nie znamy jego imienia. To po prostu kolejny, zwykły mieszkaniec Equestrii, który ma problemy z pracodawcą (jak każdy, no prawie). Wszystko zaczyna się od tego, że wraca z pracy, idąc w deszczu i paląc papierosa (hmm?). Nastrój jest bardzo melancholijny. Wspomina ostatnie wydarzenia; otóż miał dokonać jakiś pomiarów (nie wiemy dokładnie czym się zajmuje, bo pomiary można robić wielu dziedzinach, wiemy tylko, że działa w fabryce). Chciał dopytać o jedną rzecz, lecz kierowniczka opierdzieliła go za niewiedze i rzuciła mu w pysk tonę kartek, w którym miał sobie poszukać odpowiedzi. Także spoko. Ogier sarka na to w myślach i spluwa. Zmęczony dociera na przystanek. Widzi, jak akurat jego omnibus odjeżdża, lecz przybity i pozbawiony zapału nawet nie postanawia za nim pobiec. Za to czeka na następny i dopiero wtedy wsiada.  Zajmuje miejsce.

 

Po krótkiej chwili zauważa niecodzienny widok. Otóż na siedzeniu po lewej stronie siedzi pewna, bordowa klacz - Tempest Shadowa. Fizzlepop Berrytwist. Ogier natychmiast odżywa i się peszy. Dowiadujemy się, że kiedyś się znali, że był jednym z tych dzieciaków, który jej dokuczał ze względu na jej zniszczony róg, a potem to ona im dokuczała, ciskają w nich piorunami. Nie jest również tajemnicą, że Tempest podobała się ogierowi, lecz nigdy nie zdobył się na odwagę, aby to wyznać swojej sympatii. Teraz również mu się podoba, pomimo tego, że blask Tempest wyraźnie przygasł. Bystre spojrzenie zasłoniła mgła i tępe wpatrywanie się przed siebie, zawadiacki wyraz twarzy zmienił się w smętny, z obwisłymi policzkami i nieudolnie zamaskowanymi worami pod oczami. W skrócie; uszła z niej werwa i żywiołowość. Pozostała jedynie pusta skorupa.

 

Przez resztę fanfika ogier bije się z myślami. Zastanawia się, dlaczego do tego doszło? Czemu Tempest jest w takim stanie? Dostajemy również sugestię, że może być alkoholiczką. Główny bohater wyobraża sobie przeróżne scenariusze, według których to jego naigrywanie się z niej w przeszłości mogło do tego wszystkiego doprowadzić .Zastanawia się, czy ona wie o jego obecności w omnibusie, czy go poznała, a jeśli tak, to dlaczego postanowiła się nie odezwać? Czy go nienawidzi za wcześniejsze? Ogier próbuje zebrać w sobie odwagę i przywitać się. Powiedzieć, że mu się podobała i dalej podoba. Ale nie dochodzi do tego. Status quo zostaje zachowany. Pod sam koniec postanawia czym prędzej uciec z tej niezręcznej sytuacji i wysiąść wcześniej. Tuż przed wysiadką, spogląda na Tempest po raz ostatni i na tym fanfik się kończy.

 

Cóż, klimat jest gęsty oraz… przygnębiający, jak już wspomniałem. Główny bohater to nie dynamiczna postać i nie postanawia niczego zmienić w swoim życiu. Zawsze mnie to denerwowało, aczkolwiek w tym przypadku to pasuje. Idealnie zazębia się z tonem opowiadania. Choć szczerze mówiąc liczyłem na to, że jednak porozmawiają, bo mogło wyniknąć z tego coś ciekawego. Da się również zauważyć motyw odeszłych w mrok dziecięcych lat. Wszystkie kucyki wokół stały się poważne, sztywne, zmęczone życiem. Tytułuje się je jako Pan i Pani. Nie ma w tym iskry radości. Fanfik opowiada również o tchórzostwie i słabej woli. O poczuciu winy. Myślę, że ogier będzie żałować swojej wcześniejszej decyzji. Najpewniej będzie rozpamiętywać ten dzień, w którym mógł porozmawiać ze swoją dawną znajomą. W sumie, chyba mało kto nie spotkał się taką sytuacją w życiu, że widziała kogoś znajomego sprzed lat i zastanawiał się, czy się odezwać. A jak to, co konkretnie powiedzieć? Zwłaszcza jeżeli ta osoba była w gronie innych. To może być dosyć… krępujące. Ludzie na ogół są nieśmiali, jeżeli pozostają w przestrzeni publicznej. Wszyscy na nich patrzą. Mało kto lubi podejmować inicjatywę, bo boi się odrzucenia bądź krytyki, więc postanawia się nie wychylać. Jeżeli dzieje się komuś coś złego, to pozostają w tłumie.

 

Taka rada na przyszłość, która może uratować życie; jeżeli zagraża wam coś złego, to nie wołajcie o pomoc do ogółu, tylko wskażcie z tłumu konkretne osoby. Wtedy ci wybrańcy, pod presją tego, że ich wskazaliście, a inni się przyglądają, z pewnością wam pomogą. Były przeprowadzane eksperymenty i to działa. Zapamiętajcie to. Jednak takich sytuacji nie życzę wam wcale.

 

Na koniec powiem, że fanfik jest bardzo dobry. Choć z jednej strony pozostawia pewien żal przez decyzję głównego bohatera. Jednak w tym przypadku to pasowało. Polecam ten fanfik. Nie jest długi, ale wystarczy, żeby dostać lekkiej deprechy. Cholera… teraz muszę przeczytać coś wesołego. W każdy razie polecam. Tłumaczenie również na wysokim poziomie. Strona techniczna nie ma żadnych problemów! Świetny fik i świetna robota!

 

Tyle ode mnie.

 

Pozdrawiam!

 

 

Edited by Grento YTP

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przemyślenia po pierwszym czytaniu:

Przeczytałem, czas na komentarz. Nie po raz pierwszy miałem mały kłopot, bo o ile opowiadanie ma mocne strony, jak i rzeczy, które w moich oczach troszkę się gryzą, o tyle ostateczne wrażenia wydają się mieszane w tym sensie, że „znoszą się” wzajemnie, a ja zostaję sam i drapię się po czerepie, próbując sklecić coś, dzięki czemu szanowna społeczność będzie wiedzieć, skąd się biorą problemy moje z tym, co czytam. Przede wszystkim, po pierwszym przeczytaniu fanfika, postanowiłem zapoznać się z pozostałymi opowiadaniami wchodzącymi w skład tegoż alternatywnego uniwersum, coby mieć szerszy kontekst. Jak dobrze zrozumiałem, nie jest to chronologicznie pierwsze opowiadanie z tego cyklu. Niewykluczone, że źle się za to zabieram i stąd moje mieszane odczucia. Tak, zdecydowanie powinienem zacząć traktować kolejność chronologiczną poważniej... :hBB25:

 

Aktualne przemyślenia, po zapoznaniu się z cyklem po kolei i powtórnym przeczytaniu:

Po tym, jak zapoznałem się z pozostałymi tytułami z tejże mini-serii, przyznaję, mam teraz nieco klarowniejszy obraz tego, co chciał przekazać nam autor i o ile rzeczywiście, opowiadanie radzi sobie samo w miarę dobrze (o czym już wspominałem przy okazji komentarza do „Pamiętnika...”), o tyle uczucie głównego bohatera do Tempest wypada dużo bardziej wiarygodnie po tym, jak zna się pozostałe opowiadania. Tło klaczy także jest pełniejsze, nie ma już czegoś takiego, że jej postać po prostu się pojawia i najwyraźniej pije. Mnóstwo pije. Dzięki znajomości „Fizzle”, element ten nie wydaje się już wyciągnięty z kapelusza, ale ląduje w fabule naturalnie. Wiemy o co chodzi i co się dzieje ;)

 

No i mimo wszystko podtrzymuję, że atutem cyklu jest to, że można czytać go w dowolnej kolejności, bo każde opowiadanie poradzi sobie jako te pierwsze, zaś kolejne rozszerzą wątek. Może akurat „Bordowa pani” ma większe predyspozycje, by powodować (bez znajomości pozostałych opowiadań) wrażenie pojawiania się różnych wątków znikąd, bez kontekstu, od tak, ale z drugiej strony, intryguje i zachęca do poszukania odpowiedzi na pytania, w jaki sposób Tempest znalazła się tam, gdzie się znalazła oraz skąd się wziął główny bohater. Poszczególne opowiadania z cyklu dają nam te odpowiedzi. Stąd odkrywanie fabuły, mimo wszelkich problemów, o których mogę pomyśleć, jest satysfakcjonujące. To nie jest długa historia, ba, mimo wymienianych przeze mnie pozytywów, to wciąż nie jest ani wyczerpująco opisana, nie wszystko, co się w niej znajduje posiada swoje tło, część rzeczy wydaje się być wrzucona na doczepkę, reszta robi robotę, w paru miejscach czytelnik ma wrażenie, że mogło być lepiej, niekoniecznie więcej, ale lepiej, po prostu, wprawdzie jest kilka aspektów, które należy zostawić wyobraźni każdego z osobna i to jest w porządku, jednakże trudno pozbyć się wrażenia, że autor stworzył sobie szerokie pole manewru i nie wykorzystał w pełni drzemiącego w tym uniwersum potencjału. Chodzi mi o to, iż cykl ten, spokojnie mógłby mieć więcej odsłon, krótszych, dłuższych, podejmujących różne problemy społeczne, zwracających uwagę na coś ważnego, a przy tym rozwijających tę inną Tempest. Czytałbym :aj5:

 

Zgodzę się, że towarzyszący nam nastrój jest dołujący – widzimy szaro-bure otoczenie, czujemy chłód, wilgoć, w miarę jak spływa po nas deszcz, ciemność, pomimo pory dziennej, no i dym papierosowy, charakterystyczny, duszący smród. Smutna jesień. Autorowi w oszczędny sposób udało się oddać to wrażenie wręcz doskonale. „Spotkanie” z dawną znajomą wypadło dość melancholijnie, natomiast ciche wyznanie miłości protagonisty, o ile wydaje się wrzucone troszkę na siłę (no bo nawet po „Pamiętniku...”, w sumie nie wiemy zbyt wiele o tym ogierze, wiemy natomiast, że kiedyś miał szanse powiedzieć Tempest co czuje, ale tego nie zrobił), o tyle wkomponowuje się całokształt fabuły, wzmacnia przygnębiającą otoczkę (bądź co bądź, obserwujemy Tempest zniszczoną przez nałóg, zgorzkniałą, zupełnie inną od tej, jaką ją zapamiętał bohater), no i nie powoduje szczególnie negatywnych wrażeń. Po prostu jest, pasuje tam, daje pojęcie o uczuciu wobec tej postaci, ale z drugiej strony, w jakimś sensie powiało deczko sztampą. Aż się tego spodziewałem, że tak sobie pomyśli.

 

W sumie, jak tak się zastanowię nad tym, co się na łamach fanfika wydarzyło, dochodzę do wniosku, że w sumie... on wsiadł do omnibusa, zobaczył ją po latach, nie weszli w żadną interakcję, poszli w swoją stronę – ona w alkoholowym rauszu, on z wyrzutami sumienia, że dawno temu (tak jak i teraz) zabrakło mu odwagi. Nie zmienia się nic, być może podobnej szansy już nie będzie. Wydaje mi się to całkiem smutne, może nawet refleksyjne. Początkowo nie zdawałem sobie z tego sprawy, ale opisywana sytuacja daje do myślenia. O tym, jak drobne błędy przeszłości mogą ustawić nas lub kogoś na resztę życia, no i nie zawsze odbywa się to na korzyść, z czego z kolei bardzo długo nie zdajemy sobie wrażenia. Skutki mogą być tragiczne, a gdy zaczynamy rozumieć, jest już za późno. Może zbyt głęboko eksploruję ten wątek, niemniej było w tym dużo melancholii, nastrój okazał się przygnębiający, otoczenie szaro-bure, niewzruszone. Zupełnie jak ten świat ;)

 

Kończąc ten niedługi cykl o Tempest, muszę przyznać, że jeśli chodzi o niewesoły, duszny, przygnębiający nastrój, to się udało autorowi naprawdę dobrze. Opisywałem już, co się udało, co niekoniecznie wypaliło, a także czego mi brakowało przy okazji „Fizzle”, ale zarówno „Pamiętnik...” jak i „Bordowa pani” dobrze rozszerzają główny wątek i nadają całości szerszego kontekstu. Seria zdecydowanie zyskuje po zapoznaniu się z całością, przy czym każdy kawałek tekstu czytało się dobrze, pomimo niedoskonałości w formie oraz nie aż tak imponującego stylu, gdzie momentami przeszkadzały krótkie zdania tudzież niefortunnie dobrane słownictwo. Myślę, że dało się to zrealizować lepiej, ale to, co już jest, spełnia swoje zadanie i zostaje w głowie.

 

Czy polecam? Cóż, nie jest to fanfik dla każdego, tematyka jest dosyć ciężka, zrealizowana w sposób melancholijny, momentami przytłaczający, nastrój jest duszny i niesprzyjający, ale to jak najbardziej życiowa historia, która podejmuje rzeczy doskonale nam znane ze zwykłej codzienności. Chociażby dlatego, warto spróbować i wyrobić sobie własne zdanie. Można zachodzić w głowę, a dlaczego akurat Tempest, niemniej, wierzę, że autor po prostu uznał tę decyzję za najlepszą i zrealizował swoje pomysły z tą postacią w roli głównej, bo mu najbardziej podpasowała. Zaznaczam, że seria, chociaż nie wykorzystuje swojego potencjału, zyskuje po zapoznaniu się z całością fabuły. Kto wie? Może kiedyś, przyjdzie nam przeczytać kolejne jej odsłony?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now

×
×
  • Create New...