Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Sign in to follow this  
Malvagio

Brzemię [Oneshot][Dark]

Recommended Posts

Hej, przedstawiam kolejną pracę - ta zapewniła mi zwycięstwo w konkursie z działu Zecory. Zgodnie z rozkładem Planu została napisana na kwiecień, ale wstrzymywałem się z publikacją do czasu ogłoszenia wyników. W przypadku opowiadania majowego zachodzi ten sam problem, heh. Obrazek jest póki co tymczasowy - wśród nagród znajdował się także rysunek do fika, więc kiedy powstanie, zapewne dokonam podmiany.

 

EDIT: Cahan skończyła rysować, podmieniłem ilustrację.

 

Ad rem.

 

Tytuł: Brzemię

 

Tagi: [Oneshot], [Dark]

 

Obrazek okładkowy:

abyss_sentinels_by_cahandariella_dde2vxq

 

Link: https://docs.google.com/document/d/1mJchr9Tv0hu-dj1E4-eIMSgn5NcyBUfrlKB3GrtgQ80/edit?usp=sharing

 

Korekta: Rarity (dzięki!)

 

Opis: Mądrość przez pasiaste zdobyta plemię,

Ta wiedza najcięższe stanowi brzemię.

 

 

Życzę miłej lektury.

 

PS Dorzucam od razu muzykę, która nie towarzyszyła mi, co prawda, podczas całego pisania, ale można traktować ją jako motyw pewnej postaci, heh.

Spoiler

 

 

Edited by Malvagio
  • Upvote 2

Share this post


Link to post
Share on other sites

SPOJLERY

 

Co my tu mamy... Zecora, nasza tajemnicza szamanka, do której wszyscy przychodzą po radę gdy już nie ma gdzie szukać, tym razem sama potrzebuje pomocy i wsparcia ze strony innych kucyków? Zecora wytrącona ze stanu equilibrium, stanu równowagi, pozbawiona pewności siebie? A co to się stało? Coż wytłumaczenie jest całkiem dobrze uzasadnione...

 

Gdy razem z Twilight przyglądaliśmy się, jak jej najnowszy nabytek, osobliwa książka-bez-imienia, rozpływa się pod wpływem jęzorów ognia, było nam jej szkoda, taka tajemna wiedza która ma zostać całkowicie strawiona. Byliśmy źli na Zecorę. Jednak, spojrzenie na to samo zdarzenie parę akapitów później było już kompletnie inne. Nabraliśmy perspektywy, co ukazuje głębię całej historii. Radykalne działanie zebry było wskazane i uzasadnione.

 

I wtedy rozwija się właściwa część fanfica. Mistyczna podróż duchowa. Czytałem to w stanie podgorączkowym, lekko chory, a to zawsze pobudza wyobraźnię, ale i bez tego wizja mocno oddziałuje na imaginację. Generalnie, miałem wrażenie, że rozgrywam jakąś sesję RPG, a autor jest mistrzem gry. Powodowały to głównie rozmaite predyspozycje poszczególnych bohaterów, ich wspólne spotkanie i rozprawienie się ze złem. Nie byłby to najgorszy scenariusz.

 

Magia szamańska, cały ten rytuał został zgrabnie nakreślony. Idube, z początku trochę dziki, później okazuje się logiczny w swym działaniu, jak sprzedaje pier***nięcie Karmazynowemu Królowi, a przede wszystkim dlatego, że ujawnia się jako ten, który "znał milczenie". W ogóle fajnie, że opowiadanie rozwija historię zebr, ich zwyczajów, rytuałów, z reguły pomijaną w twórczości fandomowej.

 

Szkoda, że w opowiadaniu tak mało dowiadujemy się o tym, czym jest wspominana raz po raz "pycha". Generalnie, można było pewne rzeczy raczej wykazać na jakimś przykładzie, a nie opisywać dosłownie, jak tutaj:

 

Cytat

Oto, do czego doprowadziła ich pycha. Nie tylko władcy, nie, ich wszystkich. Unoszący się przed szamanami demon był jeno zwieńczeniem wzrastającego po cichu szaleństwa, zepsucia, za które nie ponosił nawet pełnej odpowiedzialności. Chyba tylko ta świadomość pozwoliła im – wciąż z trudem – oprzeć się wezwaniu, ku wyraźnemu niezadowoleniu czerwonej zebry.

 

...Każąc wziąć te słowa a priori. Chociaż gdy później Inkosi krzyczy "Jeden Bóg!"? Ale to i tak mało.

 

Nie wszystkie rapsy Zecory są też udane. Niektóre się rymują, niektóre tak średnio.

 

"Brzemię" to dobre opowiadanie, a tytuł wraz z biegiem wydarzeń nabiera swojego pełnego znaczenia. Nie zapoznałem się wprawdzie z konkursem, który wygrał, ale jako ciekawe opowiadanko na raz jak najbardziej polecam.

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zanim rozpiszę się na temat kolejnego opowiadania od Malvagio, na gorąco zwrócę uwagę na kwestię rymów, którymi operuje przedstawiona w fanfiku Zecora.

 

Dnia 17.09.2020 o 15:59, Favri napisał:

Nie wszystkie rapsy Zecory są też udane. Niektóre się rymują, niektóre tak średnio.

 

Na moje oko, te „średnio rymujące się” kwestie były celowym zabiegiem stylistycznym, po prostu autor zdecydował się wykorzystać rymy niedokładne, czyli takie, które w ramach obszarów, które mają się rymować, nie operują na identyczności głosek. A przynajmniej nie na całkowitej identyczności, niekiedy wystarczy, by w brzmieniu były podobne. Zatem to się jak najbardziej rymuje, tylko w inny sposób, niż zazwyczaj ;)

 

Co według mnie okazało się celne, gdyż nie tylko jest to konsekwentna realizacja kanonicznego charakteru Zecory – znajoma szamanka słynie przecież z tego, że cały czas wypowiada się wierszem – ale jest to niuans, który odświeża nieco jej charakterystykę, no i odróżnia nieco fanfik od pozostałych, w których wystąpiła znajoma zebra. Ogółem, zdarzają się tu i ówdzie rymy dokładne (np. Obiło-skryło, przyszła-kryształ) ale dominują właśnie te niedokładne. Ale bardzo mi się podobają, już od samego początku: pomocy-nocą, głuszy-kłusu, gorączkę-sączyć id. Czytałem sobie te kwestie na głos i jest w tym rytm, wpada to w ucho, ponadto zostało znakomicie przemieszane wtrąceniami narratora, po raz kolejny byłem pod niemałym wrażeniem kunsztu, tym razem dotyczącego wykonania postaci Zecory :D

 

Co nie oznacza, że reszta obsady wypada blado, acz w porównaniu z Zecorą... No, może to przez fakt, że jest to postać, którą znamy z serialu animowanego, a ponadto, otrzymała ona najwięcej czasu antenowego, stąd wydaje się bardziej rozbudowana. Poza księżniczką Twilight Sparkle, która została wykonana po prostu solidnie, zgodnie z kanonem, autor przedstawił nam trzy nowe postacie. Dwie staną po stronie Zecory, trzecia zaś, wystąpi w roli antagonisty. Sojusznikami protagonistki będą Punda oraz Idube. Jak można się tego spodziewać po Malvagio, z pewnością nie będą to kreacje banalne. Ta pierwsza, o ile nie mówi wierszem, jak Zecora, o tyle swoje wypowiedzi intonuje w odpowiedni sposób, nie jest to czysty śpiew, lecz charakterystyczny, melodyjny sposób mówienia. Trzeba to sobie odpowiednio wyobrazić, jako, że to słowo pisane, autor zadbał o odpowiedni, zwięzły opis, który powinien okazać się wystarczającą wskazówką dla każdego czytelnika, któremu przyjdzie poznać Pundę po raz pierwszy ;) Z kolei Idube... nie mówi nic. Komunikuje się z Zecorą oraz Pundą przy pomocy gestów, nierzadko dając upust swym emocjom. Zdecydowanie, jego atutem jest zimna krew oraz siła fizyczna, co znakomicie widać w wybranych, kluczowych scenach, których nie chciałbym Państwu spoilerować, toteż w tym miejscu serdecznie zaproszę Was do lektury po raz pierwszy :zecora3:

 

Decyzje podjęte wobec tychże postaci bynajmniej nie są od czapy, nie chodzi też o odróżnienie ich od Zecory dla samego odróżnienia ich od Zecory. Znów – po Malvagio należy spodziewać się czegoś więcej, niekoniecznie głęboko ukrytego między wierszami. Tak też jest i tym razem. Mam na myśli motyw Opowieści. Tego też nie chciałbym Państwu spoilerować, ale powiem tyle – fantastyczny motyw, zrealizowany błyskotliwie i wprost bezbłędnie, jest to konkretny dowód na to, jak dokładnie zaplanowana została ta historia. Uwielbiam, gdy autor dzieła rozwiązuje zagadkę w sposób kreatywny, a zarazem prosty i satysfakcjonujący :D Nie wspominając już o tym, że doskonale korzysta z charakterystycznych cech protagonistów. W ogóle, spodobał mi się także motyw masek, jak również to, że jest on wykorzystywany w sposób bardziej... nazwijmy to, graficzny. Ale zaraz, zaraz, jak to „graficzny”? :ppshrug: Mam na myśli to, że nie jest to tylko element designu postaci, ale również coś, co znajduje rozwinięcie w ramach podejmowanej przez postacie aktywności – czyli zdejmowania pieczęci ze studni. Tak, postacie w pewnym momencie natrafiają na takie oto... przejście. Może to brzmieć od czapy, ale po prostu nie chcę, by była to recenzja spoilerowa. Stąd, zachęcam do lektury po raz drugi :zecora:

 

W każdym razie, bardzo spodobał mi się opis, w którym barwy masek zaczęły spływać na pieczęć, łączyć się, aż blokada rozpłynęła się całkowicie, umożliwiając postaciom podjęcie dalszej drogi. Moment bardzo klimatyczny, z jakichś powodów zapadł mi w pamięci, bo po prostu był plastyczny. W wykreowanym przez autora miejscu, kolory te stały się doskonale widoczne, wyraźne w mojej wyobraźni, co odbieram jako dowód na to, że opis ten po prostu jest barwny, znakomity. Zresztą, to nie jedyny taki moment w opowiadaniu.

 

Hm, najwyraźniej tak się zacząłem rozpływać nad jakością wykonania, stylistyką, czy poziomem artystycznym, że zapomniałem o trzeciej postaci oryginalnej :D Kto to taki? Ano Karmazynowy Król, antagonista „Brzemienia”, tajemniczy Inkosi. Cóż, tutaj nie do końca mam tak ciepłe odczucia, co przy naszej głównej trójce. Dlaczego? Może od razu uściślę jedną rzecz – nie, nie uważam, że była to postać słaba, nieciekawa, czy też taka, która pojawia się na zbyt krótko, by wywołać u odbiorcy jakąś reakcję. Wręcz przeciwnie, po opisach widać, że sprawiła protagonistom sporo problemów i bynajmniej nie był to przeciwnik łatwy do pokonania. Sęk w tym, że z jakichś powodów przypomniał mi o królu Sombrze, skądinąd postaci chyba najchętniej podejmowanej przez Malvagio i zarazem jego ulubionej. Serio, karmazynowy, pasiasty król zebr autentycznie przypomniał mi o mrocznym królu Sombrze. Mimo tego, że był zdecydowanie bardziej gadatliwy i... był jednocześnie przedstawicielem zupełnie innej rasy. Sam nie wiem, może to przez to, że otoczenie, w którym rozegrała się konfrontacja, została opisana jako pustka, czerń, co mnie kojarzyło się z mrokiem, cieniami, czyli dosyć znajomy setting, pomimo obecności tajemniczej Biblioteki (również ciekawie opisanej). Sam nie wiem, przez cały czas miałem świadomość, że to ktoś inny, zupełnie inna istota, inny rodzaj magii, a jednak kojarzył mi się z Sombrą i przez to nie miałem względem Inkosi tak silnego odczucia oryginalności. Po prostu jednocześnie przez cały czas miałem z tyłu głowy coś takiego, że gdzieś już coś podobnego czytałem.

 

Niemniej, był to ciekawy antagonista i ciekawa postać, ogólnie. Bynajmniej nie przez to, co był łaskaw zdradzić o nim autor, lecz przez to, czego NIE zdradził. Zresztą, tyczy się to także głównego wątku, ogólnie. Kolejny celny zabieg – cały czas intryguje to, co to za Biblioteka, czym jest ta wiedza, do której dążyły zebry, w ogóle, czym jest wspomniany w tekście pierwiastek boskości, grzech pychy, co się wydarzyło i przede wszystkim, skąd się wzięło tytułowe brzemię i co ono oznacza? To znaczy, z tekstu wiele wynika, nie da się ukryć, że Zecorę nadal nękają demony przeszłości, że to dla niej śmiertelnie poważna sprawa i że na jej grzbiecie spoczywa kolosalna odpowiedzialność, niemniej, ciekawi sama historia, konkrety, których poskąpił nam autor, dzięki czemu mamy nad czym dumać, o czym spekulować i czego się domyślać, nie wspominając już o tym, że ten myk podbił tajemniczą otoczkę, dzięki czemu fanfik od początku do końca szczyci się wyrazistym, intrygującym i mrocznym nastrojem, którego nie da się pomylić z niczym innym, niż charakterystycznym stylem autora. Państwo rozumieją, czasem mamy opowiadania zupełnie niezłe, dobre, nawet bardzo dobre, które jednak da się pomylić, jeśli zataić przed czytelnikiem tożsamość autora bądź autorki i kazać mu zgadywać. O czymś takim nie ma mowy w przypadku Malvagio ;)

 

Oczywiście, z drugiej strony, ileż można czytać opowiadania mroczne, brnąć przez opisy wspominające o czerni, ciemności, cieniach, czy też delektować się znajomym, cięższym niż zazwyczaj klimatem? Jak długo jeszcze da się śledzić kolejny, poważny tekst, utrzymany w eleganckim, momentami bardziej podniosłym stylu, bez wrażenia wtórności? Rozumiem to, acz przynajmniej na tym etapie, nadal mi się to nie nudzi, no i co by nie mówić, obsada postaci ulega zmianie odpowiednio często, by opowiadania okazały się różne od siebie, miały w sobie coś swojego. Zresztą, nawet jeżeli to kolejne historie o królu Sombrze, w „Tajemnicach” i „Abdykacji”, mamy do czynienia z różnymi jego wcieleniami, jako że autor niekiedy czerpie również z komiksów, a tamtejsza rzeczywistość nie zawsze do końca pokrywa się z tą serialową. Zresztą, skoro nie brakuje mu pomysłów na jedną postać, jak mogłoby mu brakować koncepcji na zupełnie inne?

 

Zresztą, "Brzemię" ma wiele klimatycznych, cieszących oko czytelnika momentów, niekoniecznie opartych na epatowaniu mrocznym klimatem, tudzież duszeniu czytelnika cieniami skąpanymi w purpurowych płomieniach. Kilka już wymieniłem, ale poza tym, mamy na przykład znakomity opis duchowej wędrówki Zecory, jej transcendencja wypadła wprost wybornie, tego po prostu nie da się podrobić. Również interakcja bohaterki z Twilight, od czego przecież wszystko się zaczęło, wypada bardziej serialowo, niż mrocznie, posępnie. A końcowy pojedynek z Inkosi? To przecież tez coś innego, choć gość przypominał mi o Sombrze. Według mnie, jest to trochę podobne, ale wciąż to nie to samo, ale coś innego, na swoich własnych warunkach nowego. Tym bardziej, zachęcam Państwa do lektury po raz trzeci :zecora1:

 

Historia prowadzona jest jednostajnym, raczej spokojnym tempem, każdy fragment w pełni rozwija swoje możliwości, głównie pod kątem nastroju. Wszystko zostało opisane należycie, w sposób kunsztowny, ale i wyczerpujący, zatem zero niedosytu, czy też gorzej brzmiących fragmentów, pod tym względem, opowiadanie zachowuje jednolitą jakość, sprawia wrażenie wysoce dopracowanego. Słowem, wszystko, do czego przyzwyczaił nas autor, jest tutaj, w jednym miejscu i czeka, by wciągnąć czytelnika, pokazać mu coś nowego ;) Poza tym, podobało mi się to, jak niewinnie, serialowo wręcz rozpoczyna się ta historia, a potem staje się dużo poważniejsza, mroczniejsza, może momentami troszkę smutna, z uwagi na los Zecory oraz jej pobratymców, ale nie zapominająca o mistycyzmie, do tego podejmująca temat konkursu w intrygujący sposób. Do tego chyba największy zwrot akcji, o ile dobrze zrozumiałem...

 

Spoiler

To już trwa setki lat i prędko się nie skończy, czy zatem znajoma zebra jest długowieczna, gdyż... została "naznaczona"? Że czego by nie zrobiła, będzie musiała dźwigać dalej swoje brzemię, biernie oczekiwać, aż pewnego dnia przyjdzie do niej inny kucyk, a cała sprawa z Inkosi powtórzy się? Znaczy, końcówka co do tego nie pozostawia wątpliwości, ale zastanawia mnie tylko, czy to niezmiennie Zecora, Punda i Idube niezmiennie dźwigają brzemię od tych kilkuset lat (a może i dłużej), czy po prostu są czyimiś następcami i po prostu za ich życia wypadła pora powstrzymać Inkosi? A może to tylko jakieś fizyczne powłoki ("Kotwice" w świecie żywych?), a w rzeczywistości trójka szamanów jest... czymś innym i egzystuje gdzieś poza granicami kucykowego poznania?

 

Tak czy inaczej, gorąco polecam Państwu „Brzemię”. Jest to wciągająca, ciekawa historia, w której jest o czym spekulować i która cieszy wyrazistym klimatem oraz wysoką jakością wykonania, objawiającą się głównie znakomicie skomponowanymi opisami, ale także kreacjami postaci oraz pomysłem na motyw Opowieści, imponuje też to, jak każdy element historii zazębia się z pozostałymi, dając otwarte, acz w pełni satysfakcjonujące zakończenie. Warto przeczytać ;)

  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Create an account or sign in to comment

You need to be a member in order to leave a comment

Create an account

Sign up for a new account in our community. It's easy!

Register a new account

Sign in

Already have an account? Sign in here.

Sign In Now
Sign in to follow this  

×
×
  • Create New...