Skocz do zawartości

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Favri

Brony
  • Zawartość

    137
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

55 Bardzo dobra

O Favri

  • Ranga
    Oh, look. More books!
  • Urodziny 10/16/1994

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miasto
    Rawa Mazowiecka

Ostatnio na profilu byli

2241 wyświetleń profilu
  1. Sto dziewięćdziesiąty drugi odcinek w serii, i czyż można wypuścić jeszcze coś nieogranego i ciekawego? Choć moment asercji (prawdziwość zdania) jaki bym przypisał odpowiedzi na to pytanie wynosi 3/4 - 1, to nieodparcie brzmi ona: tak, można. Mimo, że odcinek opiera się na ustalonej już wcześniej konwencji. Mam na myśli szablon na jakim się posiłkuje, a bardziej przedmiotowo mapę i problemy przyjaźni wzywające nasze dzielne kucyki będące Rozjemcami Świata do rozwiązania. Tutaj pojawia się moje ulubione stwierdzenie miesiąca: "zadki nie kłamią". Zadki więc mrugają a kucyki biegną do Twilight której już to pobłyskuje wykrzyknik nad łebkiem. Swoją drogą nasza czarodziejka mogłaby przeprowadzić jakieś bardziej dogłębne, bardziej naukowe studium nad działaniem holograficznej mapy i jej powiązań z Drzewem Harmonii zamiast cieszyć się z prostych nieeksperymentalnych wniosków typu "system wybrał dwa jednakowe obiekty drugi raz". To tak jak badanie mózgu introspektywne, przez wgląd we własne myśli a pogrzebanie trochę na tkance żywej. Anyway. Wątki z serialu się ładnie nawarstwiają, bo przywołany zostaje Rockhoof i tarcza na której wskazuje on dwie zwalczające się rasy kirin i nirików. Jak dowiadujemy się później, problem leży w czymś innym i na innej zasadzie opiera się intryga odcinka, i za takie prowadzenie przez fabułę plus się należy. Inny plus należy się za zwykłe gagi, które fajnie wykorzystują formę kreskówki i rozwijają wątki (Autumn Blaze samotna na tyle by wykształcić sobie przyjaciela cienia, czy chowająca się za głazem by "wypluć" swój gniew, ten czarujący nadzorca ruchu któremu zamiast żuchwy trzęsie się przy rechocie górna część czaszki, Applejack orientująca się, że jej przyjaciółka za nią nie podąża). Takie smaczki ładnie ubarwiają odcinek. Jeśli chodzi o same Kiriny to niby ich anatomia jest bardzo zbliżona do zwykłego kucyka i także to, że są różnobarwne wśród rozmaitości OCków mogłoby zmylić kogoś kto nie miał kontaktu z MLP, wówczas taki osobnik stwierdziłby po prostu, że to kucyk. Jednak Kiriny mają cechy szczególne (UROOOOCZO przechylają łebki na bok), z ich kluczowym elementem przemiany w siejące zniszczenie niriki gdy są złe. Pomijając naukowe podstawy tej reakcji to stanowiła podstawę do dobrej kulturowej legendy... Która się rozciągnęła aż na czasy w których rozgrywa się odcinek. Czy zmowa milczenia była dobrą decyzją? Cóż, widzieliśmy jakie skutki wywołuje wśród nich niezgoda, trzeba było więc działać szybko, a ta metoda na pewno była skuteczna. Późniejsze zaprzestanie kontaktów doprowadziło do całkowitej znieczulicy społecznej, i tak zastają ich nasi bohaterowie. Zasada pierwszego wrażenia wychodzi więc tutaj blado... afektywnie dosłownie. Applejack oczywiście oprócz rzeczywistej konsternacji nad zjawiskiem skupia się raczej na wypełnianiu misji, i mimo wielu pomysłowych prób wychodzi jej to słabo. Jakie te Kiriny rzeczywiście są? Sporo dowiadujemy się dzięki piosence Autumn Blaze. Piosenka... no właśnie fajnie opisuje zajścia które nastąpiły w kirińskiej wiosce. Jak to było nawet w samej piosence ujęte, "musical" z niezłym doborem instrumentów. I chwytny refren. Taki prawdziiiiwyyy. Bez przesady, nie było to jakiś majstersztyk którego będę puszczał sobie w kolejnych dniach na słuchawkach, ale przyjemnie wpleciony był w kompozycję całości. W skrócie podobał mi się morał, że tłumienie gniewu niczemu nie służy i to my decydujemy jak dać mu ujście. Także historia osnuta na tym wątku była interesująca, i tak naprawdę chętnie poczytałbym coś w stylu kroniki Kirinów by poznać więcej. Odcinek napisał Gregory Bonsignore i to jemu chyba Qiliny czyli właściwe mitologiczne kiriny będą zawdzięczać mocną popularyzację i uwieńczenie w umysłach wielu ludzi
  2. Ma ktoś kontakt do autora albo zarchiwowane gdzieś kopie fanfica? Bo dostęp do dokumentów google jest zablokowany a upload wersji pdf wygasł.
  3. Nie. Czy jesteś koniem?
  4. Wstaw. Najwyżej zostanie zdyskwalifikowany. Powiem, że trochę zaangażowałem się w ten temat, bo przeczytałem parę prac i sam zacząłem wieczorami przed snem snuć wizje, ale niestety nie udało mi się ich czasowo przełożyć na słowa. Cóż, teraz nastał "CZAS DOLARA"
  5. Kawał dobrej roboty. Wiedziałem, że nie odpuścisz i kiedyś będziesz musiał zespolić brzmienie saksofonu z wiolonczelą. Cóż, jeden cel zrealizowany
  6. W Warszawie też była niedawno robiona sesja fotograficzna z udziałem bronies. Powinno się wkrótce ukazać. Ach. To jeden i ten sam artykuł Zabieramy się do czytania.
  7. Jest takie powiedzenie o moim mieście: "Rawa Mazowiecka z Widzewem od dziecka". Przeróbmy to na semi-rym: "Maciej Bielakowski z Disneyem od kołyski". Kiedyś każdego ranka zrywałem się dosłownie ze wschodem Słońca i zapuszczałem sobie którąś z animacji na VHS. Zmieniło się to w mantrę, tak, że niejednokrotnie jestem w stanie dokończyć dowolne zdanie poszczególnych postaci. Kiedy mi się zrodziła siostra i był czas na odświeżenie sobie starych wspomnień na rynku pewien sprzedawczyk na lewo handlował płytami, więc kolekcja uzupełniła się we wszystkie chyba produkcje. Opowiadana obrazami i muzyką historia do dziś wywołują mały dreszczyk, przynajmniej co niektórych scen. To tak słowem odpowiedzi na pierwszy post. Do dyskusji przyłączę się później.
  8. Znalazłem się w szpitalu i oto co mi podsunął dla "relaksu" pielęgniarz: "Centrum" Davida Shobina. Tytułowe Centrum, gdzie skomputeryzowany system nadzoruje poprzez roboty, automaty, sieć czujników wysięgników i innych mechanicznych części przebieg operacji, zabiegów i szpitalnego życia. To nowoczesny kompleks, gdzie nie ma czynnika ludzkiego a przez to szansy na pomyłkę... Czy na pewno? Już samo takie zawahanie napawa czytelnika grozą. Po prostu piękna pozycja do obczajeniu w szpitalu przed operacją, tak żeby dodać sobie otuchy. Dzięki panie pielęgniarzu. A tak na poważnie problem został dosyć wystarczająco omówiony i całe działania z nim związane dosyć szeroko opisane, z użycuem specjalistycznego słownictwa. Można wydestylować parę fajnych nazw, jak propofan, także domen, primum non nocere. Zawsze lubię zasysać z książek nową wiedzę, obyczaje, algorytmy działania i tego typu rzeczy. Ogólnie krótsza powieść - dłuższe opowiadanie godne swojego miejsca na kartkach.
  9. Jak zadaliście (?) to ostatnie pytanie, chociaż nie jest to właściwy kontekst jego rozumienia, zaraz nasunęła mi się mechanika starych, dobrych gierek crpg. Tam zyskiwało się reputację, pozytywną lub negatywną, zależnie od podejmowanych działań. Więc jeśli rozbijać sławę na składowe przyczynia się do niej każdy pojedynczy czyn który pozostawia po sobie ślad wśród danej społeczności, czy to pasażerów autobusu, czy mieszkańców wsi, czy większą skalę dajmy na to państwa. Dochodzą do tego, jak w systemie Fallout, reputacje mieszane, typu "zrobił wiele dobrego ale i również poczynił jakąś ogromną szkodę" itp. Czy zyskiwanie rozgłosu jest pozytywne... Musimy być w stanie go unieść, starać się utrzymać pozycję na którą wkroczyliśmy, tytuł, który dany krąg ludzi nam nadał, bo będą czegoś takiego po nas dalej oczekiwali. Raz wkroczywszy na piedestał danej osobliwości dopiero z czasem i powoli z niego zstępujemy.
  10. Dekret czarnoksięstwa Magii używa się na własną odpowiedzialność. Z przyzwanych wściekłych demonów, nieudanych transmutacji kończyn, sklonowanych osobników będzie rozliczać się w piekle. Dekret nad dekretami Zasady są po to, żeby je łamać. Więc już możesz. Nie, nawet powinieneś. Chrzań te głupie dekrety.
  11. Wychwytywałem i wyrzucałem na zewnątrz szerszenie które miały gniazdo nieopodal ośrodka szpitalnego w którym przebywałem. Wprawdzie później wytoczyłem im wojnę, bo za dużo ich się namnożyło, ale generalnie zawsze starałem się stawać po stronie tych maluczkich i drobnych organizmów w obronie przed bezmyślnym, dominującym i niszczącym gestem człowieka. Liczy się ?
  12. W sumie zacząłem nowy wątek, ale dotyczyła mniej więcej sporu religii z nauką i teorii, które możemy bądź nie udowodnić.
  13. Proszę udowodnij mi, bom ciekaw :3 Wkradnę się do dyskusji tak chyłkiem i tylko rzucając parę zdań, bo przeczytałem zaledwie 3 strony z tej pokaźnej uwertury, jaką skomponowaliście. (większość wywodu zjadł przypadkowo aktywowany skrót klawiszowy, ale meh, udało mi się odzyskać chociaż częściowo jego sens) Problem w relacjach Boga z człowiekiem jest taki, że to nie Bóg stworzył człowieka, a człowiek Boga. Na przestrzeni lat kształtował jego obraz na podstawie słów Pisma, tego co się dzieje na Świecie, w jakim kierunku zmierza, jakim jest człowiek i jakie jest jego działanie. Psychologicznie próbował podporządkować sobie Boga pod pewną istotę rozumną... i tu haa, nie ma jednej zunifikowanej inteligencji ale występują różne jej rodzaje, różne sposoby logicznego rozumowania, nawet takie, które jeszcze nie powstały. Tymczasem człowiek stara się koniecznie go skategoryzować i zrozumieć swoim miernym i koniecznym w jego przypadku myśleniem przyczynowo-skutkowym. Bóg nigdy w Biblii nie objawiał się bezpośrednio, raczej za pomocą symboli i pewnych przesłanek, słów o sobie wkładanych w usta proroków i Jezusa. Chyba, że czyni to w sposób kontrolowany, i zamierzony, na co wskazywałyby niektóre historie schizofreniczne i z objawień, a także dziwne zrządzenia losu, jak to, że piramida w Gizie jest położona na szerokości geograficznej dokładnie odpowiadającej szybkości światła, tak jakby ktoś to wcześniej zaplanował, jakby takie mrugnięcie okiem w stronę późniejszych badaczy. I więcej: https://www. youtube.com/watch?v=sHCHEykUxP4 chociaż on akurat stara się je uzasadnić nie aż tak daleko idącymi wnioskami.
  14. Do bólu akurat ciężko się przystosować i potwierdzają to badania. Nieważne ile razy byś się zacinał, za każdym razem boli tak samo. Bez tego nie dostawalibyśmy relatywnych informacji o zagrożeniach. Można się natomiast nastawić do niego psychicznie, wyrobić sobie przyzwyczajenie do jego odczuwania. Taki człowiek będzie uznany za większego "twardziela", ale nawet jego boli tak samo. Inna jeszcze technika to przenoszenie skupienia. Jeśli zaangażujemy całą percepcję w robienie sobie krzywdy, poza tym, że bronią nas naturalne mechanizmy utrudniające nam to, będzie to mocno dotkliwe. Zaś żołnierze na wojnie potrafią zwiększyć próg bólu, bo w zawierusze mniej są świadomi odczuwania ran, atakuje ich bezlik różnych sygnałów, bodźców i stresorów, również ból eliminujących. Co do reszty postu mogę się śmiało podpiąć. Szczególnie interesujący jest konflikt między dualizmem a skrajnym materializmem. Niektórzy twierdzą, że mimo dużego postępu w badaniach świadomość wciąż nam się wymyka, bo jest ulokowana poza naszym bezpośrednim dostępem, gdzieś w hardware systemu. Jeśli Świat byłby programem, aspekty jego hardware byłyby ukryte przed nami, znajdowalibyśmy tylko jego ślady. Także logika naszego mózgu może być niewystarczająca, by pojąć to zagadnienie.
  15. Dochodzisz do pytań na które nie ma odpowiedzi... Jeszcze. Albo odpowiedź byłaby dla Ciebie o tyle dołująca, co godząca w Twoją wolę życia. Człowiek dawno zaczął rozgrzebywać siebie, nikt nie wie czy ktoś to przewidział i ze specjalnym zamiarem nadał temu pęd, czy też dzieje się to chaotycznie i sami sobie jesteśmy sterem i okrętym na bezkresnym pustkowiu Wszechświata. Niektóre schizofrenie zdają się potwierdzać, że Ktoś lub Coś stoi nad nami i "bawi się" naszymi losami. Ale myślę, że odbiegamy od tematu, jak to zwykle przy ruszaniu takich zagadnień bywa.
×