Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Favri

Ḍ̷̭͕̳̯̲̱̭̃͋̐̆͛͂͑̾͛͝í̶̡̧̧̤̪̳̠̹̮̥̑s̴̯͖̝̝̥̳͌̈́͜ç̸̹̭̥̱̖̠͙̅̿̔ǫ̴̥͙̻̗͙̞̭̭̀r̸͚̹͓͕̍̾ḑ̵̨̙̝̬̙̟̥̖̕͠͠
  • Content Count

    197
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    5

Favri last won the day on September 30 2021

Favri had the most liked content!

Community Reputation

121 Great and Powerful Reputation

About Favri

  • Rank
    Oh, look. More books!
  • Birthday 10/16/1994

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Rawa Mazowiecka

Recent Profile Visitors

5189 profile views
  1. Najlepszego w dniu urodzin :party:

    Spoiler

     

     

    1. Favri

      Favri

      Dzięki :pinkie: To jest z jakiegoś odcinka bo już nie pamiętam?

    2. misterspauls

      misterspauls

      Nie. Hasbro stworzył dla ludzi którzy moją tylko urodziny. Stworzyli dla zabawy.

  2. To i ja dodam od siebie swoje trzy grosze. Ostrzegam – dużo truizmów i oczywistych spostrzeżeń (tak mam). Generalnie cieszę się, że film jest poddawany takiej wnikliwej i szczegółowej analizie, i nie tylko tutaj, ale w całym community, equestriadaily etc. To duże wynagrodzenie dla twórców za ich ciężką jakkolwiek bądź pracę, a także, jako iż wyłapiemy przecież wszystkie smaczki, te lepsze ale i gorsze strony, niejako odpowiedź na ich mrugnięcia okiem i błędy. Dzięki krytyce, czy ją czytają czy nie, w niewielkim chociaż stopniu sprawiamy, że finalny produkt może być lepszy. Myślę, że będąc twórcą, czy to animatorem, czy scenarzystą lub innym przyczyniającym się do produkcji, miałbym niemałą satysfakcję z tego tylko faktu, że ich dzieło zostanie prześwietlone na wylot, stanie się przyczynkiem do dyskusji i snucia teorii. A ile artów z tego powstanie, ho ho! Ale przechodząc do samego filmu. Jak dla mnie najważniejsze swe zadanie spełnił. Zostawił takie ciepło na serduszku. I poprawił humor. Pokazał całkiem wiarygodny świat, do którego możemy się na chwilę przenieść. Może za mało ostatnio oglądam twórczości filmowej w ogóle, a już w szczególności bajek i animacji które moglibyśmy podciągnąć pod „familijne”, „przygodowe”, ale na ten film specjalnie zarezerwowałem sobie czas i wiedziałem mniej więcej, czego się spodziewać, z jakim uczuciem go „opuszczę”… No dobra, nie wiedziałem, bo po zajawkach i trailerach spodziewałem się, że będzie bardziej cukierkowy i przesłodzony. Ale nie był! Czym był? Netflix wskazuje mi trzy kategorie: magia, pogodny, emocjonujący. Zadanie było dosyć trudne, bo trzeba było zrobić coś niesztampowego, wgryźć się jakoś ciekawie w strukturę fabularną poprzednich odsłon, która stanowiła jej podwaliny. Do tego twórcy narzucili sobie temat dosyć wyzywający – konflikt trzech ras, który trzeba było zrealizować na przestrzeni politycznej, społecznej, psychologicznej i jednostkowej i wpleść w to, czy może zrobić to podążając za losami bohaterów odpowiednio kształtując ich charaktery, zachowując przy tym humor i klimat dla młodszych. Odwróćmy nasze postrzeganie: ten konflikt dawał takie możliwości! Iii to się całkiem nieźle udało! Nie dajcie się zwieść pierwszemu wrażeniu; po ponownej analizie wychodzi, że fabuła została poprowadzona stosunkowo dobrze w wymierzonych jej 01.31h. Chociaż są oczywiście nieścisłości które zostały już wspomniane wyżej, ale o nich później. Mamy nawiązanie do G4, wstęp i przejście do właściwej akcji. Jakoś ucieszyło mnie, że rozstanie z ojcem – jak się wydaje - zaszło w przypadku Sunny w pogodnym nastroju, nie było to buntowanie się przeciwko losowi, jaki to on okrutny i stawianie wyzwania samemu Bogu (chyba tu mi się narzuca chociażby Fullmetal Alchemist). Napisałem „ucieszyło” nie dlatego, broń Boże, że jestem okrutnikiem; po prostu w wielu utworach żal po utracie bliskich jest wyolbrzymiony, przerysowany i de facto ograny, i fajnie ukazano tutaj motyw czegoś innego, takiego ciepłego wspomnienia ojca, który zostawił swój odcisk w duszy Sunny i płynnie przeszedł w przeszłość. Kraina kucyków wcale nie jest taka pusta, chociaż pokazano tylko trzy skupiska odpowiednio do trzech ras: Zatoka Grzyw, Zefirowe Wzgórza i Różkowo. Co mam na myśli: pokazano całkiem sporo postaci drugo i trzecioplanowych, zanimowanych i biorących czynny udział w akcji. Postarano się o takie niuanse, jak strzyżenie uszami w momencie, gdy uwaga jest skierowana na inną postać. Różne zwyczaje, przeświadczenia, świadomość społeczna. Te miasta żyją i mają głębię. Niektóre postacie lepiej, inne nieco gorzej nakreślone, ale o tym już było. Phyllis Cloverleaf bardzo mi przypominała Wróżkę Chrzestną ze Shreka. Zachowaniem, pozycją i intrygami. Jednocześnie najmniej mi przypadła do gustu. Chyba mniej, niż nawet Sprout. Są złolce których się lubi i szanuje, a ta para... Po prostu ich nie lubię. Napisałem „złolce” ale to nie do końca prawda, i tutaj plus dla filmu, bo odegrali w niej nieco inną rolę, nie tych na których się zrzuca całą krzywdę, ale narzędzie do wyrażenia uwarunkowanych lęków i wahań społecznych, które wykorzystali, i pobudzenia ich do czynu. Na końcu Sprout już psychicznie odjeżdża maszyną huk-wie-co-to-jest, i cała ta jego przemiana jak dla mnie zaszła trochę za szybko… Ale zamysł był dobry! Fajne są niektóre ujęcia kamery; na przykład w 19” minucie farba z wyrzutni trafia jakby w obiektyw, kamerę, którą operator potrząsa. Są i inne przykłady, ale teraz nie pamiętam gdzie. Gdzieniegdzie zauważyłem jawny przejaw magnesu wszechprzyciągającego, które kuce mają w kopytkach. Tak poza tym transformacja postaci 2D w 3D przeszła moją afirmację i choć nie mieliśmy okazji zobaczyć niemowlaka (och, te są makabryczne w G4), źrebaki wypadają OK. Co mi się bardzo podobało, to przesłanie; wychowanie w duchu przyjaznych zasad przekłada się na późniejsze idee, do których realizacji – pierwotnie nieudolnie – z czasem z coraz większą pomyślnością dąży Sunny i hej! W końcu jej się udaje. I ta scena gdy Izzy przyznaje się, że trafiła do kucyków ziemskich po znalezieniu „listu” od Sunny… Piękne. Scena z wyzwaniem rzuconym przez Sunny temu tam barmanowi skojarzyła mi się z No Game No Life, a konkretnie motywem, według którego Sora postawił bierkę rasy w zamian za przejęcie tej oponenta. Nie wiem, czy to jawne nawiązanie, ale podobieństwo się narzuca. Na razie tyle. Jak mi się coś przypomni, to napiszę jeszcze.
  3. Orientuje się ktoś czy organizowane jest jakieś spotkanie premierowe MLP gen. 5, czy stream w internecie, czy może nawet spotkanie na żywo?

    1. Show previous comments  1 more
    2. Favri

      Favri

      To będę oglądał we wszystkich trzech miejscach jednocześnie. Dzięki za info :twilight2:

    3. KLGDiamond

      KLGDiamond

      To raczej nie możliwe patrząc na możliwości discorda, ale powodzonka.

    4. Wonsz

      Wonsz

      Było spotkanie w Gdańsku w sobotę. Przyszło około 40 osób.

  4. Favri

    Z nieśmiertelnością wiąże się ściśle, patrząc od technicznej strony, kwestia, niegdyś z domeny filozoficznej, współcześnie już bardziej będąca zainteresowaniem neuronauk, mianowicie pojemność mózgu. Czy jest ograniczona, jak pamięć w komputerze, i jej zasoby mogą się wyczerpać, czy też sieć neuronowa się w sposób nieskończony rozszerza i tworzy wciąż nowe połączenia? Zauważ, że z założenia zakładasz to drugie. Jest też inna opcja: po to zaaplikowano nam mechanizm zapominania i zastępowania starych połączeń nową treścią, byśmy między innymi nie zwariowali mając cały czas aktywizowane traumatyczne doświadczenia, i mogli się zająć aktualnymi, ważnymi zadaniami. Kwestia sięga głębiej, bowiem nie tylko pamięć, patrząc materialistycznie na umysł, ulega wyczerpaniu, ale i inne parametry takie jak aktywność hormonalna, dojrzałość/wyrobienie/zużycie emocjonalne, zdolność do uczenia się itd. Wszystko jest wyważone tak, czy może powinniśmy stwierdzić: tak wyszło Naturze, że nasz czas został określony na te kilkadziesiąt lat egzystencji. Nasza subkietywna perspektywa się zmienia gdybyśmy na przykład weszli w ciało konia, który ma średnio 25 lat życia, myszy (której czas według dowcipu zależy od kota) albo nawet muchy, która ma go z miesiąc. Nie wiem, czy byłem w innym wcieleniu muchą czy koniem, więc nie mam pewności, ale zgaduję, że to jak ze snem; czas subiektywnie płynie w nim wolniej. Odnieśmy skalę czasową do przestrzennej: dla mrówki nasz ogródek to rozległy las, a jedno nasze oko, które przerasta ją kilkusetkrotnie wielkością rozwiązuje ten sam problem, który u niej załatwiają nieporównywalnie mniejsze receptory. Do czego dążę: perspektywa zależy od punktu odniesienia, i jeden czynnik, wydłużenie życia, porusza zbyt wiele innych sznurków, i nie tylko w ujęciu jednostki, ale całej społeczności. Niemożność zabicia się nie jest niczym dobrym, i niezależnie co czeka nas po śmierci, czy inaczej: kto czego spodziewa się po śmierci, odebranie nam możliwości zadania jej sobie jest równoznaczne z pozbawieniem pewnej składowej wolnej woli. Śmierć samobójcza może być przejawem niezgadzania się, nieakceptowania, ucieczki lub jedynym rozsądnym wyjściem z tego świata. Ciężki temat, ale są sytuacje, w których istota się męczy z sytuacją która się wokół niej (lub wewnątrz niej) wytworzyła, fizycznie lub mentalnie na nią oddziałuje, i jest w jej przypadku najbardziej logiczną opcją. Chociaż zawsze jest smutna. Mówisz, że są tylko trzy warianty? A co z wariantem nieśmiertelnego, który chodziłby do psychologa, uprawiał ogródek, popijał poranną kawkę i czytywał poranną gazetkę i przy tym wszystkim zachował stabilność psychiczną ? Wydaje mi się, że koncepcji nieśmiertelności jest więcej, i to zależy tylko od odpowiedniego ich przedstawienia, przy czym część część takich koncepcji już została, a część zostanie opisanych. O, a na przykład ktoś kto nie był z góry, ale zyskał nieśmiertelność, wypełnił swoją misję i z niej zrezygnował, spoczywając w grobie? I nie, nie należy nam się wieczne życie, jesteśmy tylko materią która się ciągle mieli.
  5. Favri

    Rzeczywiście, zabawna seria, i achh, pachnie starymi, minionymi czasami, kiedy to się piło nektar na dworze u Zeusa, albo plotkowało z Mojrami. Skąd ja ich znam? Nie pytaj. Ale wróćmy do samej essentia, jaką są lego. Podpatrzyłem pewnego dnia małego ogierka, który tworzył całkiem udane projekty, ale to, co mnie w jego przypadku zadziwiło, to niezwykłe historie jakie był w stanie z nich tworzyć. Tak, dokładnie z tymi figurkami które występują na pokazanych mi przez Ciebie filmikach. A ile było radości kiedy ożywiłem te ludziki... Mógłbym się tu żachnąć, że taki bezinteresowny gest nie jest moją domeną, ale w sumie co mi szkodzi? I tutaj plottwist: tak powstały pokazane przez Ciebie filmiki. Nie wierzysz? Cóż, nikt już nie dociecze prawdy.
  6. Favri

    Dodam tylko, że żeby spróbować utrzymać kontakt wzrokowy w kłótni - ten słabszy, bardziej uległy albo po prostu mający coś na sumieniu "spuści wzrok", jak to się mówi. W takim przypadku bezpośrednie spojrzenie jest wyzywające i oznacza pewność siebie. Chociaż w MLP:FiM przyznaję, że "STARE" jest trochę przykoloryzowane specjalną zdolnością.
  7. Favri

    Hurrrr, czuję się jak smok (którym w pewnej części jestem) w samotnej jaskini do którego jakiś dzielny rycerzyk w końcu zajrzał... Z jednej strony samotność mi odpowiadała, z drugiej tak mi się nudziło, że jakbym go oczekiwał. Co my tu mamy... Papier to bardzo wartościowy produkt żywieniowy, nie wiem jak można go ignorować, jest papier w sosie słodko-kwaśnym, papier w rosole, papierzanki i inne grzanki, papierogi, papier po canterlocku... Doprawdy, trzeba docenić potencjał każdego wytworu. Moje klony to ja, ach, materia jest jedną wielką zupą, jesteśmy tylko pozornie rozdzieleni od siebie. Moje klony... Czasem nie można ich znieść, ale czasem wpadają na bystre pomysły, warto ich słuchać! Psst, tak naprawdę draconequusy nic nie jedzą! Żywimy się ciemną materią i to nam wystarcza. Meimuzor oc zsam an ilśym! A tu mamy kolejnego petenta... Dzień dobry, witamy! Pierwsze słyszę! Lego jest cudowne, tyle w tym chaosu, z którego można coś stworzyć! A skąd pytanie? Czyżbyś posiadał jakiś egzemplarz takowych?
  8. Najlepszego w dniu urodzin :twihug::raritylick::B6jwX:

    1. Show previous comments  1 more
    2. Favri

      Favri

      Dzięki! Stary kuń się ze mnie robi

    3. Kapitan Jawor

      Kapitan Jawor

      Panie - jesteś Pan 10 lat, 6 miesięcy i 8 dni młodszy ode mnie :P. Także, kto tu jest stary Qń?

    4. Favri

      Favri

      Może, ale nie czuję się już pierwszej świeżości :)

  9. Favri

    SPOJLERY Co my tu mamy... Zecora, nasza tajemnicza szamanka, do której wszyscy przychodzą po radę gdy już nie ma gdzie szukać, tym razem sama potrzebuje pomocy i wsparcia ze strony innych kucyków? Zecora wytrącona ze stanu equilibrium, stanu równowagi, pozbawiona pewności siebie? A co to się stało? Coż wytłumaczenie jest całkiem dobrze uzasadnione... Gdy razem z Twilight przyglądaliśmy się, jak jej najnowszy nabytek, osobliwa książka-bez-imienia, rozpływa się pod wpływem jęzorów ognia, było nam jej szkoda, taka tajemna wiedza która ma zostać całkowicie strawiona. Byliśmy źli na Zecorę. Jednak, spojrzenie na to samo zdarzenie parę akapitów później było już kompletnie inne. Nabraliśmy perspektywy, co ukazuje głębię całej historii. Radykalne działanie zebry było wskazane i uzasadnione. I wtedy rozwija się właściwa część fanfica. Mistyczna podróż duchowa. Czytałem to w stanie podgorączkowym, lekko chory, a to zawsze pobudza wyobraźnię, ale i bez tego wizja mocno oddziałuje na imaginację. Generalnie, miałem wrażenie, że rozgrywam jakąś sesję RPG, a autor jest mistrzem gry. Powodowały to głównie rozmaite predyspozycje poszczególnych bohaterów, ich wspólne spotkanie i rozprawienie się ze złem. Nie byłby to najgorszy scenariusz. Magia szamańska, cały ten rytuał został zgrabnie nakreślony. Idube, z początku trochę dziki, później okazuje się logiczny w swym działaniu, jak sprzedaje pier***nięcie Karmazynowemu Królowi, a przede wszystkim dlatego, że ujawnia się jako ten, który "znał milczenie". W ogóle fajnie, że opowiadanie rozwija historię zebr, ich zwyczajów, rytuałów, z reguły pomijaną w twórczości fandomowej. Szkoda, że w opowiadaniu tak mało dowiadujemy się o tym, czym jest wspominana raz po raz "pycha". Generalnie, można było pewne rzeczy raczej wykazać na jakimś przykładzie, a nie opisywać dosłownie, jak tutaj: ...Każąc wziąć te słowa a priori. Chociaż gdy później Inkosi krzyczy "Jeden Bóg!"? Ale to i tak mało. Nie wszystkie rapsy Zecory są też udane. Niektóre się rymują, niektóre tak średnio. "Brzemię" to dobre opowiadanie, a tytuł wraz z biegiem wydarzeń nabiera swojego pełnego znaczenia. Nie zapoznałem się wprawdzie z konkursem, który wygrał, ale jako ciekawe opowiadanko na raz jak najbardziej polecam.
  10. 3 lata minęły... Wciąż tkwią w tym obozie? Cóż, czas na Moją Małą Recenzję. Naprawdę małą. A później może zagłębienie się w lekturze kontynuacji, bo fanfic okazał się niezły, łykłem go na raz. Uwaga spoilery. Przede wszystkim opowiadanie jest przesiąknięte ciężkim, przygnębiającym klimatem, i takie uczucie pozostało mi po jego przeczytaniu. Nie można powiedzieć, że kończy się dobrze, ale to wszystko idzie na korzyść fica, bo takie uczucia przystają do charakteru sytuacji, w jakiej znaleźli się bohaterowie i zachowany jest realizm prezentowanych wydarzeń. Naprawdę poczułem zapach tej krwi, która została przelana przez nieszczęsnych skazańców, i ciężar kuli, którą targała za sobą Twilight. W tej materii rzeczywiście autor osiągnął sukces, a stało się to za pośrednictwem wielu zabiegów: nieoszczędzanie bohaterów, niefaworyzowanie ich kosztem tej przeciwnej strony - strażników, wspomnienia o losie tych którzy nie mieli szczęścia zachować skrzydeł a nawet życia, opisy katorżniczej pracy i szarej codzienności oraz inne. Ciekawym akcentem jest wplecenie w całą tą atmosferę postaci Pinkie Pie, do której jakby nie docierał katastrofizm ich sytuacji, która potrafiła się cieszyć z drobnych, prostych rzeczy i aklimatyzowała się w tym specyficznym środowisku. Tym bardziej boli to, co się jej później przytrafiło. Z drugiej strony, i ona wydaje się jakby zgasła, jakby już nie ta sama iskra pierwotnej radości rozpalała jej duszę, a jej optymizm sprawiał wrażenie niestosownego, jeśli nie obsesyjnego. Co do kreacji innych postaci to również dostrzega się ich swego rodzaju znieczulenie, w końcu byli w tym łagrze tyle, że pewne rzeczy stały się dla nich normalne, codzienne. Twilight jest gotowa rozpatrzeć kwestię oddania swych skrzydeł, zaś gdy Trixie i Yell zdążają na ratunek swej różowej przyjaciółce, ich uwagę rozprasza... delektowanie się soczystymi jabłkami. Relacje Twilight i Trixie się pogłębiły, i zostało to ukazane w sposób naturalny, współtrwanie w tych przytłaczających czasach spowodowało, że zaakceptowały swoje wady. Yell jest tu ciekawym wtrąceniem, względem innych kucyków zdaje się jakby bardziej energiczna, mniej przytłoczona sytuacją, żywa. Wrażenie to potęguje jej szczególny zmysł powonienia, jest jak szczur zamknięty w labiryncie. Pozostali, Whine Star, Rapid Wish, Candy i inni też zostali przyzwoicie nakreśleni, mają swoją duszę. Akcja płynie wartko, i jest rozwijana zarówno przez barwne opisy, jak i przeprowadzone dialogi. Nie wiem, czy ostateczne powstanie które miało miejsce jest dokładnie tym, czego oczekiwała Twilight po swoim "planie", ale od tamtego punktu tempo rozgrywanych wydarzeń znacznie wzrasta, tak, że rozrysowując to w układzie współrzędnych współczynnik kierunkowy a strzela do góry. Nie jest to błędem, biorąc pod uwagę, że zrobił się rozgardiasz i działo się o wiele więcej. Zaskakuje trochę, że Alicorna, jednego z nielicznych w całej Equestrii, zmuszali do współdzielenia losów innych nieszczęśników i zaprzęgali do żmudnej pracy w obozie, a nie wykorzystywali jego magicznych zdolności. Cóż, może to i robienie z faktu ujarzmienia księżniczki symbolu, że nawet ona nie oprze się panującym w ich czasach podmiotom. W ogóle nie mamy żadnych informacji o innych księżniczkach, ani - jeśli już idziemy tym torem - wglądu w sytuację zewnętrzną i odpowiedzi na pytanie co doprowadziło do takiego stanu, jaki spotykamy. Dostajemy taki insight, sprawozdanie z sytuacji wewnętrznej, i może taka perspektywa odpowiada zamkniętemu środowisku opowiadania. Na koniec dwa cytaty które utknęły mi w głowie, warte zapamiętania: oraz: True! Owies na tysiąc sposobów... Przytłaczający klimatem i zawierający kilka szczególnych rozwiązań i pomysłów świetnie kreślących sytuację. Ogólnie polecam!
  11. Favri

    Ciekawe co listonosz doręczający bilet na Galę miał w adresie. "Wymiar Anarchii, Chaosville"? W końcu tam trafił, więc potrzebował jakiegoś klucza, otwierającego portal, w serialu portal stanowił "Bottomless pit" czyli dziura bez dna. Samo Chaosville jest miejscem intrygującym i mającym potencjał dla fanficopisarzy. Jak gospodarz powoli je sobie układał i budował, i co jeśli w początkowych odcinkach pozwolono by mu zrobić to samo ze światem wspólnym dla wszystkich.
  12. Jeśli Twoja pierwsza myśl na hasło "Discord" to nie platforma czatowa a draconequus, zaś "Octavia" nie model samochodu a kucyk, to niesamowity znak że jesteś Bronym/Pegasis


    (albo przedawkowałeś MLP)

  13. Był taki przypadek... rzeczywistość w podejrzany się tu sposób zlała ze snem, i tak widziałem swój pokój w letargu, z perspektywy śpiącego, ktoś wchodził do niego, nachylał się nade mną i się obudziłem. Drzwi się poruszają, światło gaśnie w przedpokoju, cisza. Mocno się wtedy zdygałem, poszedłem sprawdzić, ale wszyscy spali. Był okres kiedy przytrafiały mi się dziwne zbiegi okoliczności. Często kiedy patrzyłem wieczorem na zegarek, trafiałem na godzinę 22:22. W ogóle liczba 22 mnie prześladowała. Kiedy chciałem do kogoś zadzwonić i już wykręciłem numer, ten ktoś zadzwonił do mnie. Gdy zapomniałem zapalniczki w pracy w innej szafce znalazłem zapałki. Bardzo się też głowiłem nad pewnym rzadkim zwrotem słownym, gdy nagle usłyszałem go z radia obok, wplecione w wypowiedź kogoś. I to cholerne uczucie déjà vu, które mnie prześladowało, tak jakbym odkodowywał ślady z przeszłości, z nagranego filmu. W ogóle polecam sobie obejrzeć klip Michaela Stevensa na temat dziwnych przypadków w Świecie, co mogłoby znaczyć, że jest "zaprogramowany". Czy tylko zbieg okoliczności?
  14. Favri

    Zastanawiam się kiedy utknąłem na tym forum. Kiedyś buszowało się po runepl (z gry runescape), filozoficznym albo fantazyzone a teraz... Nie wiem, jakąś nostalgię czuję, choć wcale nie chcę się z nim rozstawać, propsy dla obsługi i wszystkich którzy je współtworzą. Niby można sobie pogadać na dowolny temat, ale tylko wśród kuni, a tyle ciekawych ludzi jest do poznania i podyskutowania spoza naszego kochanego grona. W dodatku sama specyfika konstrukcji takiego internetowego foro uległa znacznemu umniejszeniu i rozproszeniu przez inne formy i miejsca dyskusji, np. grupy facebookowe albo serwery discordowe. I chociaż dzisiaj forum może sobie założyć każdy przez gotowe generatory, dobre forum to wciąż sztuka. A wy? W jakich dyskusyjnych zakątkach sieci jeszcze bywacie? I jak się tam znaleźliście? Admini nie bijcie za temat
  15. Favri

    Przyznam, że oczekuję na film z niecierpliwością, biorąc pod uwagę ilość czasu, pracy i środków weń włożonych. Widać, że zależy Ci na precyzji wykonania a to i dobrze, choć ten fandom w czasie trwania produkcji zdążył się już nieco zmienić... Chciałbym pomóc, ale nie wiem konkretnie w czym, więc jeśli coś jeszcze pozostało do zrobienia, to wal śmiało
×
×
  • Create New...