Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

... Pamiętajcie, że podświadomość będzie próbowała atakować śpiących, po to właśnie jednak drużyna zawsze ubezpieczna inne. No... I przygotujcie się, zaraz was wysyłam - Świat wokół was zawirował i wkrótce przemienił się w świecący tysiącami gwiazd wir...

 

 

Słowa Księżniczki Luny ledwo docierały do waszej podświadomości, zszokowani nagłym wyrwaniem ze snów spoglądaliście po sobie niepewnie i gramoliliście na kopyta. To, gdzie sie znaleźliście i jakim sposobem było dla was całkowitą tajemnicą, wasze umysły, zamglone wciąż przez letarg w którym byliście pogrążeni rozpaczliwie próbowały odnaleźć się w nowej sytuacji. Nie dane wam było jednak dojść do siebie, czy choćby zrozumieć, o co tak naprawdę chodzi. Gwiaździstogrzywa wyraźnie spieszyła się, nie było czasu na pytania. Pani Nocy zasypała was nawałnicą mniej lub bardziej zrozumiałych informacji i niemal od razu rzuciła na głęboką wodę. Wszystko wokół was kolejny już raz zaczęło się rozmywać i znikać, kiedy potężna siła rozpoczęła przenoszenie was do innego snu...

Ostatnimi dźwiękami, jakie usłyszeliście, był odgłos przypominający ten towarzyszący zwykle wybijaniu szyb, cichy krzyk Luny i szybki stukot kopyt.

 

 

 

Jak zwykle, pracy było pod dostatkiem. Nie było szans, by w tak wielkiej placówce wszystko działało bez zarzutu, więc choć teoretycznie wasze godziny pracy nie były ściśle określone i mogliście robić sobie przerwy kiedy tylko mieliście ochotę, to dłuższe folgowanie sobie mogło zakończyć się tragicznie. W końcu każde urządzenie było istotne i co ważniejsze, eksploatowane do granic możliwości. Wielkie pralki, piorące bezustannie śnieżnobiałe pościele i bieliznę, niemal kilometry rur kanalizacyjnych i tych służących ogrzewaniu, przewody wentylacyjne, wyposażenie kuchni i wiele, wiele innych.

Szpital był tak naprawdę niedużym, rządzącym się własnymi prawami i niemal samowystarczalnym miasteczkiem, a wy, jako główni technicy byliście odpowiedzialni za to, aby wszystkie zębatki tego skomplikowanego i niezwykle złożonego mechanizmu działały jak najlepiej. Dbaliście o rzeczy, których nie dane było oglądać pacjentom czy nawet lekarzom, poruszaliście się po zakurzonych piwnicach w poszukiwaniu wadliwych zaworów i innych usterek. Na swój sposób byliście bohaterami, jednak na pewno was tak nie traktowano. Siedzieliście właśnie w swojej nieco przyciasnej kanciapie, wypoczywając po załataniu jednego z pieców w kotłowni i obserwowaliście otaczające was szare ściany. Tu i ówdzie wisiały kolorowe plakaty lub zeszłoroczny kalendarz, jednak w pomieszczeniu zdecydowanie dominowały rozrzucone wszędzie narzędzia i kawałki najrózniejszych urządzeń. Jedyna sofa zarzucona była najróżniejszymi pisemkami kupionymi w znajdującym się na parterze szpitala kiosku, lecz mętne światło jakie wpadało tu z już od dawna niemytego okienka nie pozwalało na czytanie. Wisząca pod sufitem pozbawiona jakiejkolwiek osłony żarówka była jedynym źródłem światła w waszej piwnicznej salce. A przynajmniej powinna być jedynym źródłem... Skonsternowani zauważyliście, że spod porozrzucanych gazet wyziera nienaturalny blask, z każdą chwilą przybierający na sile. W końcu jedno z was zdecydowało się rozsunąć papiery, a waszym oczom ukazała się gwiazda.

Cerastes.

Luna.

Sen.

Nagle, w jednej chwili wszystko stało się jasne. Znajdowaliście się w śnie. Niepozorna mała iskierka uświadomiła wam, że wszystko wokół było tylko i wyłącznie złudzeniem... Nawet wspomnienia. Nie pracowaliście nigdy w szpitalu, większość z was pewnie nie wiedziała nawet jak naprawić kuchenkę. Trafiliście tu, bo świat snów był zagrożony... Bo wysłała was Księżniczka Nocy. Musieliście podjąć działania, jednak teraz doskonale już pamiętaliście wszystko, co usłyszeliście z ust Gwiaździstogrzywej i uświadomiliście sobie, że najpierw musicie uzgodnić ze sobą plan i wyznaczyć role... Rozpoczęło się wasze zadanie.

 

Hospital_S2E13.png

 

Regulamin sesji "Moja Mała Incepcja" - by EverTree:


Gracze: black_scroll, Lisica, OneTwo, EmielRegis, Zmara

1) Gracze zobowiązani są do przestrzegania regulaminu forum
2) Mistrz Gry kreuje świat, decyduje o tym, co jest możliwe dla gracza, a co nie. Kluczowe czynności gracz powinien pisać więc w trybie niedokonanym, pozostawiając określenie ich efektu osobie prowadzącej sesję.
3) Gracze powinni dbać o poprawność ortograficzną i stylistyczną postów - jeśli nie jesteś pewien czy popełniasz błędy, sprawdź swój wpis w jednym z programów podkreślających błędy (np. darmowy Open Office)
4) Pisząc swoją odpowiedź wszyscy uczestnicy sesji zobowiązują się do pisania kreatywnie i możliwie obszernie. Nie wymaga się esejów, lecz należy unikać postów zawierających ledwo trzy czy cztery zdania.

4a) Wypowiedzi postaci powinny rozpoczynać się od nowej linijki i zostać poprzedzone myślnikiem

4b) Obowiązuje zakaz używania jakichkolwiek kolorów oraz emotikon
5) Graczy obowiązuje kolejka odpisów następującej kolejności: Mistrz Gry, black_scroll, Lisica, OneTwo, EmielRegis, Zmara. Każdy na swój odpis ma maksymalnie trzy dni od wpisu poprzedzającej go osoby. Dopuszcza się dzień lub dwa dodatkowego czasu jeśli gracz ma do tego ważny powód i zgłosi go wcześniej prowadzącemu poprzez PW lub w wątku "Nieobecności". To samo tyczy się dłuższej absencji spowodowanej czynnikami typu: wszelkiej maści egzaminy, sesje albo praca. Zasada ta dotyczy także Mistrza Gry. Oczywiście mile widziane będzie odpisywanie szybsze tak aby przygoda nie traciła tempa.
6) W przypadku nagminnego łamania regulaminu Mistrz Gry może usunąć z sesji gracza, a nawet zawiesić lub zamknąć sesję

Edited by EverTree

Share this post


Link to post

Sykstus siedział na kocu piknikowym z Ambrozją, jedli kanapki i śmiali się wesoło. Taka chwila mogłaby trwać wiecznie... Lecz nie miała zamiaru.

Za kryształowym ogierem otworzył się z mlaskiem portal, za którym widać było atramentowe niebo i setki gwiazd, który wciągał wszystko niczym ogromna próżnia. Przez głowę żołnierza przeszła myśl, że to tylko sen, bo przecież jego ukochana nie żyje, a takie rzeczy się nie dzieją. Wtedy to, jak za działaniem magii, Ambrozja rozsypała się na wietrze, niczym kupka suchego piachu, a sam Sykstus został wciągnięty przez portal w nicość.

 

Wylądował na czymś dziwnym, jakby stosie kucykowych ciał. Na szczęście te, były akurat żywe. Podniósł się i zobaczył księżniczkę Lunę. Zasalutował natychmiast. Słuchaj jej słów w milczeniu, starając się spamiętać jak najwięcej, każda z tych informacji mogła być istotna. Dostał magiczną jaśniejącą gwiazdę, która odbijała się w jego sierści, oraz czterokucykowy oddział, na którego staną czele. Znów miał walczyć ze snami, czy czymś takim. Nieistotne. Znów losy całej krainy, jak przed tysiącem lat, spoczywały także na jego kopytkach.

 

 

Siedział na sofie w kanciapie, po kolejnej udanej naprawie bojlera. W sumie miał trochę dość pracy, jako nieoficjalny nadzorca techniczny szpitala. W tym wielkim labiryncie ciągle się coś psuło, a jego sumienność nie pozwalała długo utrzymywać takiego stanu, toteż rzadko pozwalał sobie na przerwy. Nagle dostrzegł blask pod gazetami.

- A co to? - spytał bardziej siebie, podnosząc stertę papierów i biorąc w kopytko gwiazdę. Od razu w głowie mu pojaśniało. To był tylko sen. Rozejrzał się po pokoiku. Wydawał się taki realny... 

Pamięć wracała mu dość szybko. Księżniczka, dała mu rozkaz. A on miał zamiar wykonać jej polecenie.

Zerknął na swoją drużynę. Miał jakąś młódkę, o kremowym kolorze sierści i pstrokatych skrzydłach, jakiegoś białego pegaza, który wyglądał, że swoje odsłużył, choć coś Sykstusowi po głowie chodziło, że jego widok nie radował księżniczki. Miał tylko nadzieję, że to nie jakiś zdrajca lub co gorzej tchórz, który zwieje przy pierwszej lepszej okazji. Był też niebiesko-zielony jednorożec, z dziwnymi, chyba metalowymi nogami oraz inny jednorożec, który ze względu na swoją niezwykłą szarość, w pierwszej chwili był praktycznie nie dostrzegalny dla oka Sykstusa.

- Dobra, oddział - powiedział, chodząc przed nimi tam i z powrotem. Miał nadzieję, że za bardzo nie błyszczy się w tym świetle. - Jestem Sykstus, były łucznik z I Legionu, III Centurii Kryształowej Armii. Jak niedawno słyszeliście księżniczka Luna dała nam rozkaz opanowania sytuacji. Nasza misja to znaleźć kuca, w którego śnie jesteśmy i go uratować! - starał się mówić głośno i wyraźnie. Nigdy nie prowadził oddziału, ale pamiętał jak jego przełożeni się zachowywali. Na niego i innych żołnierzy to działało.

- W moim oddziale nie ma demokracji, ja tu rządzę, jednak słucham dobrych rad i sugestii. Przede wszystkim, panienki, chcę wiedzieć w czym jesteście dobrzy. Jeśli myliście ostatnio uszy i słuchaliście choć trochę Południowej Księżniczki Nocy, wiecie, że musimy ustalić role w naszym oddziale. Potrzebujemy kogoś z bardzo dobrą orientacją przestrzenną na Architekta, kogoś przebiegłego i empatycznego na Fałszerza, kto inny, ze zręcznymi kopytkami zostanie Konstruktorem i będzie siłą wyobraźni tworzył przedmioty. No i jeszcze Alfa dzieciątka, czyli najtwardszy z twardych, najszybszy z szybkich oraz tak zwana Omega, czyli istotka, której ni ogier, ni klacz zauważyć NIE MOŻE - ostatnie słowa powiedział odrobinę głośniej. - Jacyś chętni na któreś stanowisko? - spytał i zatrzymał się i czekał na reakcje podkomendnych.

 

Sam miał już w głowie plan kto kim mógł być, jednak z autopsji wiedział, że podkomendni czasem lepiej znają swoje możliwości niż dowódca, mimo to, ewidentnie młódka pasowała na Omegę, sam ostatnio wrócił do kowalstwa, więc spokojnie mógłby być Konstruktorem, nie bał się też być Alfą. Ten z nogami... jeśli sam to zaprojektował i zbudował, mógł spokojnie być Konstruktorem, bądź nawet Architektem. Sykstus nie miał wyobraźni przestrzennej, a wiedział, że tego akurat Architekt potrzebuje. Ten szarak z kosą na boku też nadawałby się na Omegę, jeśli grał dobrze to byłby niezłym Fałszerzem. A ten białas... pasował na Alfę.

Share this post


Link to post

Nóż klaczy był już o zaledwie kilka milimetrów od ofiary, jeszcze trochę... troszeńkę... kiedy narzędzie już zaczęło się powoli wbijać w ciało swego prześladowcy teraz ofiary mającej - przynajmniej w jej śnie - umrzeć i dać Vixen Moon Spear chociaż trochę satysfakcji, że odegrała się na nim raz, a porządnie, za pegazicą otworzył się spory portal wciągając ją.

 

Vixen wylądowała już na kilkunastu kucykach, które wpadły w to miejsce już wcześniej. Przeklęła parę razy po czym spojrzała przed siebie i zobaczyła stojącą przed nią księżniczkę Lunę. Zwinęła się lekko w kulkę myśląc o tym, że coś spaprała. Chwilę potem została lekko przygnieciona przez następne kucyki. Patrzyła się nadal przed siebie by zobaczyć co się dzieje i łapiąc uszami każde słowo wypowiedziane przez Księżniczkę Nocy. Z czego się udało jej dowiedzieć coś nie tak jest z snami wszystkich mieszkańców Equestrii. Nim zaczęła wyciągać wnioski z pozostałych słów wokół niej wszystko zawirowało i wypełniając się milionami gwiazd przenosząc wszystkich do innego snu.

 

Klacz właśnie wylegiwała się w swoim kącie po długiej pracy. Praktycznie nigdy nie udało jej się cokolwiek tak dobrze naprawić, by za chwilę się nie rozwaliło. Lekko znudzonym wzrokiem śledziła Sykstusa podchodzącego do sterty gazet i podnoszącego kopytem jakąś niewielką ni gwiazdę, ni iskrę, jednak to coś jej jak i ogierowi przypominało. Wtedy do niej doszło – świat snów jest zagrożony. Na słowa ich kapitana niemalże natychmiastowo wstała. Była zwarta i gotowa. Po chwili coś jej się przypomniało.

-Gdzie tu kultura? - zapytała się po czym wystawiła swoje kremowe kopytko w stronę kapitana ich drużyny - Jestem Vixen Moon Spear, możesz mówić mi jak zechcesz.

Edited by Lisica

Share this post


Link to post

Spokojny sen wydawał trwać u białego pegaza wiecznie, a niestety ostatnio szczęścia mógł szukać jedynie w projekcji własnego umysłu. Właśnie po realizacji perfekcyjnego planu, gdzie został po raz kolejny bohaterem Equestrii we własnej głowie. Zmył w ten sposób swoje wcześniejsze plamy na sumieniu. Miał już iść do samych księżniczek, które pozwolą mu ponownie wrócić do służby w straży. Tutaj jego sen się zawsze urywał, jednak tym razem szybsze zakończenie przeszło jego najśmielsze oczekiwania. Nagle został wciągnięty przez bliżej nieznany wir, aby stanąć przed samym obliczem księżniczki Luny.

 

Zupełnie oszołomiony myślał, że oto jego marzenie przynajmniej w snach się spełni, nie będąc do końca świadomy swojego położenia, ale chłodne przywitanie alicorna przynajmniej pozwoliło mu się otrząsnąć. Słuchając przemówienia zasalutował jak za całkiem niedawnych czasów. Wszystko przebiegło tak szybko, że nie mógł zrozumieć całego sensu wyprawy, jednak poczuł, że to być może dla niego jego jedyna szansa, aby się zrehabilitować.

 

- Jej wysokość Luna wzywa mnie na ratunek Equestrii. Tym razem nie zawiodę! Tym razem nie zawiodę! - Pomyślał, chociaż tak naprawdę chciał wykrzyczeć te słowa wniebogłosy.

 

Dosyć nietypowa wyprawa się rozpoczęła się dla niego od siedzenia na kanapie, po naprawie pewnie nieudanej jakiegoś mechanizmu o którym nie miał żadnego pojęcia. Dostrzegł błysk i zdał sobie z powagi sytuacji jaka wypełniła jego umysł. Z uwagą też słuchał słów kryształowego kuca, który okazał się być jego przełożonym na czas wyprawy. Podobało mu się, że chce trzymać dyscyplinę w tym niewielkim dosyć specyficznym oddziale, gdzie jest zarazem jednorożec z mechanicznym kopytem oraz pegazica w wieku źrebaka, która nie szanuje swojego dowódcy. Obdarzył ją jedynie zimnym spojrzeniem. Nie był do końca zadowolony ze swoich współtowarzyszy, ale wiedział, że jego przyszłość zależy od tej specyficznej misji i da w niej z siebie wszystko.

 

- Kapitanie! - Stanął na baczność i zasalutował Sykstusowi jak w wojsku. - Jestem Golden Shield obe... - Zagryzł zęby by nie powiedzieć nieprawdy. - były strażnik jej wysokości księżniczki Mi Amore Cadenza. Szkolony kilka lat w boju. Zdeterminowany na największe trudy i podjęcia roli Alfy w oddziale. Jestem gotów ci służyć i wypełnić każdy powierzony przez ciebie rozkaz! - Powiedział głośno na jednym oddechu i z pasją jakby miał zaszczyt stanąć przed samym dowódcą straży - Shining Armorem, a przecież był to zwykły kryształowy kuc, którego pierwszy raz widział na oczy.

Share this post


Link to post

„Koszmar wreszcie się skończył” pomyślał Thunderlight. W oku pewnie pojawiłaby się łza gdyby to było jeszcze możliwe. Obejrzał się ponownie na stół operacyjny. Leżało tam bez ducha ciało którego był więźniem przez dobrych kilkadziesiąt lat.

 

-„Już nigdy więcej mnie nie zawiedziesz” pomyślał

 

Spojrzał w lustro. Nie mógł uwierzyć że perfekcyjnej konstrukcji Mechaniczny ogier to on sam.

 

„Cóż za Piękno” –szepnął

 

 I to uczucie!  Jego dusza byłą integralną, nierozerwalną częścią tego układu.   W pełni mechaniczne ciało dostarczało mu bodźców jakich nie czuł nigdy dotąd. Dostrzegał każdy najmniejszy nawet szczegół, słyszał każdy najmniejszy nawet dźwięk, wyczuwał najlżejsze nawet drganie.

Nagle poczuł że coś jest nie w porządku. Z przerażeniem zobaczył że pancerz się rozsypuje ukazując pod sobą jego dawne biologiczne ciało.

 

-Nie , błagam, NIEEEE!!!

 

Kiedy przemiana sięgnęła głowy stracił przytomność.

 

 

Thunderlight siedział przy stoliku i machinalnie dłubał śrubokrętem przy jednej z poślednich części niedawno naprawionego bojlera i próbował domyślić się czemu akurat ten element powoduje nieustanne awarie. Katem oka zauważył że  niebieski kryształowy ogier (zadziwiające ale nie mógł sobie przypomnieć jego imienia) podchodzi do sterty papierowych śmieci na kanapie i  wyciąga coś świecącego. Widok kryształowej gwiazdy momentalnie przywrócił Thunderlightowi pamięć lecz po krótkim zastanowieniu kontynuował dłubanie śrubokrętem przy wadliwym elemencie.

 

-„A więc to sen hmm… Zadziwiająca dbałość o szczegóły”

 

Część  jak i stop posiadały dobrze znane mu właściwości magiczne i fizyczne bez żadnych defektów czy uchybień.  Rozejrzał się po pomieszczeniu w którym się znajdował. Średniej wielkości pomieszczenie z mnóstwem złomu i przyrządów walających się gdzie popadnie. Nic specjalnego.

 

-„Prawie jak w domu”  Pomyślał.

 

 Po otoczeniu, poświęcił chwilę na analizę kuców z którymi się znalazł w tym pomieszczeniu.

 W  sposobie poruszania kryształowego ogiera oraz białego ogiera wyraźnie widać było drobne nieprawidłowości spowodowane częstym noszeniem pancerza, w ich zachowaniu wyraźne było zresztą przeszkolenie wojskowe. Obserwacja kremowej klaczy nie powiedziała mu wiele, podobnie jak ledwo zauważalna prezencja szarego ogiera z mnóstwem blizn  na ciele zszytych nicią chirurgiczną.

 

-„Prawdopodobnie pasjonat samookaleczania lub wyjątkowy pechowiec”.

 

Po zebraniu tych informacji zajął się diagnostyką protez. Gdzieś tam w tle zarejestrował w zamierzeniu mającą prawdopodobnie podnosić na duchu przemowę kryształowego ogiera, dość swobodną i jakby nie na miejscu autoprezentację młodej klaczki, oraz  pełne niezdrowego podniecenia krzyki dużego białego ogiera.Zarejestrował ich imiona, po czym z powrotem skupił się na pracy. Jedna z przednich kończyn była wyraźnie źle zasilana, więc Thunderlight rozkręcił obudowę,  wyjął ogniwo i uważnie mu się przyjrzał.

 

-„Szczegóły układu  są dziwnie  zniekształcone, wygląda na to że odtworzenie nie jest tak dokładne jak sądziłem…”

 

Dla bezpieczeństwa naprawy postanowił najpierw je opróżnić. Wyładowanie mocno rozświetliło na chwilę pomieszczenie, powodując także szalone migotanie żarówki wiszącej pod sufitem.  Z niezadowoleniem zauważył że zwrócił tym uwagę  wszystkich obecnych.  Uznał że niestety musi się odezwać żeby przerwać niezręczną ciszę.

 

-Jestem Thunderlight. Specialista w zakresie inżynierii magicznej oraz magii wysokich energii.

 

Powiedział  nie odrywając wzroku od układów na stoliku.

 

-Moje zdolności są do twojej dyspozycji kapitanie Sykstus jakkolwiek bez odpowiednich narzędzi nie będę mógł wiele pomóc, w związku z czym rola konstruktora byłaby dla mnie wielce pomocna.

 

Po czym zupełnie utraciwszy zainteresowanie publiką pochylił się  znów  nad ogniwem.

Nieoczekiwanie łuk energii przeskoczył  z ciała Thunderlighta oślepiając na chwilę wszystkich obecnych, topiąc jeden ze stosów złomu w rogu pomieszczenia. Tunderlight nie odrywając oczu od  obiektu przed sobą dodał :

 

-upraszałbym także o nie zbliżanie się do mnie na odległość mniejszą niż metr, przynajmniej dopóki nie odtworzę mojego izolatora ,  grozi to poważnymi obrażeniami ciała.

Edited by EmielRegis

Share this post


Link to post

-Gdzie tu kultura? - Kopytko Vixen zawisło przed nosem Sykstusa.- Jestem Vixen Moon Spear, możesz mówić mi jak zechcesz.

W odpowiedzi kryształowy kuc delikatnie prychnął. Za kogo ta małolata się uważa? A skoro mogę mówić jej jak chcę...

- Będę mówić ci, mała - skwitował krótko. Chciał jej jeszcze dogryźć, ale odezwał się biały pegaz. Proszę, proszę, żołnierz... I to strażnik Najjaśniejszej Pani, Zorzy Północy.

- Golden Shield - odsalutował mu Sykstus - miło mieć jakiegoś żołnierza ze sobą, do tego broniącego życia naszej Wspaniałej Władczyni! Zacnie, że zgadzasz się na rolę Alfy! Twoim zadaniem będzie ściąganie na siebie niebezpieczeństw snów.

Tym razem uwagę ogiera przykuł jednorożec, zwący sam siebie Thunderlightem. Powiedział o swoich predyspozycjach, wspominając coś o roli Konstruktora, ale mówił to tak zawile, że prosty Sykstus nie bardzo zrozumiał o co mu chodzi. Nagle błysk oślepił go na chwilę.

- Upraszałbym także, o nie zbliżanie się do mnie na odległość mniejszą niż metr, przynajmniej dopóki nie odtworzę mojego izolatora, grozi to poważnymi obrażeniami ciała - powiedział Thunderlight. Ten ogier za dużo grzebał w sobie we wszystkim, a za mało zwracał uwagę na otoczenie. Danie mu roli Konstruktora groziło, że w trzy sekundy zwróci na oddział całą uwagę podświadomości, tworząc najprzedniejsze narzędzia do naprawiania swoich zabawek. Z drugiej strony, jako Architekt mógłby się nie sprawdzić, zwracając praktycznie zerową uwagę na swoje otoczenie.

Sykstus westchnął. Bycie dowódcą wcale nie było takie łatwe. Dobra, dość tego gadania i myślenia, trzeba brać się do roboty, ale każdy musi znać swoje miejsce w drużynie. I on już każdemu je znajdzie.

- Dobra, Thunderlight, będziesz Architektem, mam nadzieję, że ci się spodoba. Ja zostanę Konstruktorem i w razie potrzeby jakiejś zabawki, wykuję ci to czego potrzebujesz swoimi myślami. Mała, będziesz Fałszerzem, z tymi kolorowymi piórkami nie nadajesz się na Omegę, natomiast ty - wskazał na szarawego kuca, który cały czas milczał. - Mam nadzieję, że umiesz mówić, albo cię tego nauczę! W moim oddziale będziesz pełnił rolę Omegi, masz być niewidzialny dla podświadomości. Jakieś pytania, uwagi? - zwrócił się do całej czwórki.

Share this post


Link to post

Ciemność. Kolorowe plamki. Pewnie hipnogogi, czyli świat snów był już bliski. Scythe otworzył oczy i stwierdził, że jest w małym, drewnianym domku. Przed nim stały otworem drzwi, kolejno z napisami „Przeszłość”, nad którymi widniał szary znak Elementów Harmonii i drugie z napisem „Wnętrze”. Napis wykonany był krwią. Ogier dobrze wiedział, do których drzwi pragnąłby zajrzeć. Niestety, po raz kolejny postanowił nic z tym nie robić i ćwiczyć dalej. Nie dane mu to jednak było, gdyż nagle poczuł, że spada. Czyli jednak stanie się coś złego…

 

Róg Scythe’a zabłysł, a on sam znalazł się na podłożu w pozycji stojącej, tuż przy całej reszcie kucy. Ujrzawszy jej wysokość, Księżniczkę Lunę, przyklęknął i wysłuchał wszystkiego, co miała im do powiedzenia. Po całym przemówieniu znów poczuł, jak sen przejmuje nad nim kontrolę. Proszę, tylko nie teraz. Pomyślał i pogrążył się w gwieździe nocy.

 

-Wygodna ta sofa, nie powiem. Ale trzeba się brać do pracy, przecież operacja sama się nie przeprowadzi… - Scythe przerwał swój monolog do siebie, zauważywszy, że coś mu nie pasuje. Znajdował się w kanciapie z kilkoma kucami, które poznał w… A no właśnie, gdzie? I wtedy wszystko wróciło. Scythe nie dał po sobie poznać, że się ocknął i czekał na pozostałych członków drużyny. Niespodziewanie spod gazet wydobył się rozbłysk. Cerastes. Nie trzeba było długo czekać.

 

Minęła chwila, a wszystkie kuce z drużyny zaczęły się przedstawiać i organizować. Scythe nie wychylał się i starał przyswajać nowe informacje. Kryształowy ogier miał zostać przywódcą. Mała. Heh, a to dobre. Ciekawe jak mała by była, bez tych nóżek. Opanuj się! Czyżby we śnie było to trudniejsze? Muszę się skupić. Więc to jest nasz dowódca. I jeszcze jeden żołnierz. Przynajmniej mamy tu doświadczonych przedstawicieli straży. Jakaś małolata, pewnie coś potrafi, inaczej nie byłoby jej tu. No i mamy inżyniera, który potrafi zająć się własnymi protezami, wybornie. Skończył charakteryzować w myślach pozostałych. Teraz miał co innego na głowie. Musiał dokonać wyboru, poinformować kapitana o swojej dolegliwości, czy też nie. Po dłuższym namyśle usłyszał, że kapitan zwrócił się bezpośrednio do niego. Podniósł wzrok, podszedł do niego, zasalutował. Wiedział już co musi zrobić.

 

-Sir! Przepraszam za moje roztargnienie. Natychmiast przywołuję się do porządku. Jeśli taka jest Pańska wola, mogę zostać Omegą. Co do pytań i propozycji. Mam kilka. Po pierwsze, jeżeli komuś nie przypadnie do gustu jego rola, to za pańskim pozwoleniem, mogę ją od kogoś przejąć, bądź wymienić się. Nie wywyższam się, lecz wiem, że nadaję się na każdą z powyższych ról. Po drugie, biegle władam kosą i skalpelem, czyli jestem zdolny do walki, jak i do pomocy poszkodowanym. Po wysłuchaniu pozostałych proszę o prywatną rozmowę dotyczącą spraw organizacyjnych. – powiedział najpoważniej, jak się dało. Wiedza Scythe’a na każdy temat przydawała się już niejednokrotnie, aczkolwiek pierwszy raz wypowiadał się gwarą wojskową do wyższego rangą. I w ogóle do kogokolwiek. 

 

Sprawy organizacyjne... Kapitanie, obyś nie winił mnie za to, o czym zamierzam Ci powiedzieć. Nie mam jednak zamiaru wystawiać na próbę siebie i narażać swoich towarzyszy.

 

//Piszę poza kolejką za pozwoleniem Mistrza Gry//

Edited by Zmara

Share this post


Link to post

Thunderlight, usłyszawszy odpowiedź Sysktusa przestał rozkręcać ogniwo i ciężko westchnął.

Nigdy nie mógł zrozumieć czemu większości kuców nie wystarczy powiedzieć raz dla pełnego zrozumienia.

Odwrócił się niezgrabnie do Sykstusa, roztrącając niezasilaną protezą  stos narzędzi.

 

„No dobra, trzeba to sformułować bardziej dosadnie…”

 

-Kapitanie Sykstus, żeby móc zasilić moje protezy oraz nie strzelać na prawo i lewo wyładowaniami muszę zrekonstruować mój izolator.

 

Potrzebuję do tego  aktywnego kryształu o następujących właściwościach : charakter niestabilny,  brak skaz  w aurze,  trwałość ładunku w granicach 126,3034 do 512,8749 MC, nieskończenie mała reaktacja, w dodatku posiadający elementy energo, devastis i contagna.   Nie wspominając o kilku innych właściwościach których właściwe objaśnienie zajęłoby mi godzinę. Czy jesteś absolutnie pewien kapitanie Sykstus że potrafisz mi dostarczyć dokładnie to co potrzebuję? To tylko jedna z kilku kluczowych części.  Najmniejsza nieprawidłowość w tym elemencie doprowadzi do uwolnienia przez ogniwo czystej energii zabijając mnie na miejscu oraz wymazując najbliższe otoczenie. Podejmiesz takie ryzyko?

 

Z mojej strony powiem że ja tak ryzykować nie zamierzam, w związku   z czym zostanę  tutaj nie marnując pozostałej mi energii.

 

Nie jestem ekspertem w tych sprawach lecz sądzę że właściwe operowanie drużyny opiera się na wzajemnym zaufaniu, a przynajmniej na próbie jego nawiązania. A jednak kwestionuje pan moje kwalifikacje jako inżyniera. Dziękuję skończyłem.

 

Po czym z obojętna miną wrócił do stołu z narzędziami.

Edited by EmielRegis

Share this post


Link to post

Golden słysząc słowa Sykstusa skierowane do niego o księżniczce Cadence, wcale go nie ucieszyły, chociaż powinny. Zdawał sobie sprawę, że jego dowódca nie wie zbytnio o jego przeszłości. Dało się w jego zachowaniu przez chwilę niepewność w oczach oraz delikatne opuszczenie głowy. Czy powinien wyjawić swoją prawdę właśnie teraz przed rozpoczęciem misji?

 

- To zły moment! Jest zadanie do wykonania. - Odruchowo pomyślał, niszcząc najgorsze myśli jakie przed chwilą mu nadleciały.

 

Tajemniczy konstruktor był dla Shielda całkowicie niezrozumiały i zarazem niebezpieczny. Na zawiłej mechanicznej magii nie znał się zupełnie, a chwilowy tajemniczy błysk tylko uzmysłowił mu, że lepiej się do niego nie zbliżać nawet na odległość większą niż jeden metr, zwłaszcza bo potoku bliżej dla niego niejasnych słów jakie później wypowiedział. Dopiero też przed chwilą zauważył, że siedzi tam również jednorożec Scythe, jednak nie wiele mógł o nim powiedzieć. Za krótko go znał.

- Kapitanie! - Zwrócił się z należnym szacunkiem do swojego przywódcy. - Nie zawiodę was Sir, jako Alfa w zespole. - Dodał z przekonaniem. - Jaki jest pierwszy rozkaz kapitanie? - Zapytał, będąc całkowicie gotowy na każde nawet najtrudniejsze zadanie.

 

Jak stał wcześniej baczność, tak stał nadal, oczekując na pierwsze zadanie od swojego przywódcy.

Share this post


Link to post

Kiedy Scythe w końcu się odezwał, Sykstus uśmiechnął się lekko. Na szczęście nie był niemową i nawet wykazywał chęć współpracy. Jednak nie było z nim problemu to dobrze. Skinął lekko jednorożcowi głową.

- Zaraz pogadamy na temat spraw organizacyjnych - odparł, choć szczerze nie miał pojęcia, o czym ogier chce pogadać.

Teraz okazało się, że wynalazca ma jakiś problem.

-Potrzebuję do tego  aktywnego kryształu o następujących właściwościach - po tych słowach na pysku Sykstusa pojawił się uśmiech. Całe życie mieszkał wśród kryształów, nie było szans, żeby nie dał rady stworzyć odpowiedniego, lecz po właściwościach wymienionych przez Thunderlighta, kąciki ust opadły. O czym ten jednorożec plecie?

- Słuchaj, nie wiem co właśnie powiedziałeś, ale jeśli pokażesz mi swój kryształ, który znając takich jak ty, jest syntetykiem - na samo to słowo Sykstus się wzdrygnął Dla niego syntetyczne kryształy były wypaczeniem natury, które nie powinno ujrzeć światła dziennego - a zrobię ci dokładnie taki sam. Muszę znać jego pokrój, chociaż patrząc oględnie zdaje mi się, że jest słupkowy, nawet można go nazwać pręcikowym, rysa i barwa pewnie będą ci obojętne, jeśli nie potrzebujesz ich do załamań, zakładam że barwa może być achromatyczna, rysa biała, a przezroczystość dam taką samą. Co do łupliwości i przełamu, na oko ciężko będzie mi powiedzieć, ale - pogładził kopytkiem brodę - stawiałbym, że w łupliwość dobra, ale tylko w płaszczyźnie podłużnej, a przełam ziemisty... Żeby to sprawdzić musiałbym rozwalić jedno takie cacko, a na to nie ma czasu, więc mógłbyś mi to po prostu powiedzieć. No i takie inne rzeczy, jak twardość, gęstość, przybliżony skład, przewodność prądu... Odpowiedz mi na te pytania, a na przyszłość zapamiętaj, że ponad tysiąc lat spędziłem w Kryształowym Królestwie, gdzie jest mnóstwo wszelkiego rodzaju kryształów.

To że praktycznie nic nie pamiętam z tamtego okresu nic nie znaczy...

 

Nagle spojrzał w górę. Nie wiedział jak radzą sobie inni, ale czuł, że za bardzo zwlekają. Rozglądnął się po pokoju.

- Dobra, mniejsza. Nasze role, Thunderlight, ustalimy ostatecznie w drodze. Straciliśmy za dużo czasu. Powinniśmy się zbierać. Pierwszy rozkaz, Shield, i to nie tylko do ciebie, to ustalić czyj to sen. Zakładam, że jesteśmy w sennej marze, którejś z Powierniczek Harmonii, a jak mówiła Południowa Księżniczka, w śnie powinny być jakieś wskazówki, także macie rozglądać się za czymkolwiek konkretnym. Chyba, że na wstępie, ma już ktoś pomysł, to chętnie wysłucham.

Share this post


Link to post

Thunderlight  z uwagą obserwował mimikę Sykstusa podczas mówienia

 

„To oczywiste że nie zrozumiał o czym mówiłem”

 

Wrażenie to nasiliło się kiedy kryształowy ogier zaczął wymieniać zupełnie nieistotne fizyczne parametry. Thunderlight  ze znudzeniem oczekiwał na koniec przemowy Sykstusa.  

 

-Nie posiadam tego kryształu Sykstusie, obudziłem się tutaj jedynie  z protezami bez żadnych innych elementów. Kryształy w moich kopytach to jedynie proste układy magazynujące,  kryształ którego potrzebuję jest zupełnie inny. Nie może to być także syntetyk, mój poprzedni kryształ wydobyłem osobiście w jaskiniach pod Canterlotem.  W jednym ci przyznam rację: mniejsza z tym.

 

Decyzja Sykstusa oznaczała dla niego ponowne kalectwo. Thunderlight z trudem stłumił bardziej radykalne myśli .  

 

 „Cóż, Jakoś sobie poradzę ale zapamiętam to sobie…”  

 

Szurając nieaktywną protezą po podłodze  Thunderlight dokuśtykał do stolika i rozejrzał się po pokoju. Jego róg  zabłysnął. Cały złom w pomieszczeniu oraz leżące narzędzia  skierowały się w jego stronę po czym  zostały wprawione w szalony taniec dookoła ogiera. Skupiony na tej czynności Thunderlight w mgnieniu oka rozkładał zepsute urządzenia na części, analizował je  i odkładał przydatne elementy na bok . Usłyszawszy „rozkaz” zastanowił się po czym wstrzymał na chwilę tornado złomu.

 

-Wygląda na to że koszmar tego Elementu to wielki szpital. Jakiś czas temu czytałem w gazecie że Rainbow dash trafiła do szpitala w związku ze złamanym skrzydłem. Z tekstu wynikało że nienawidzi szpitali.

Edited by EmielRegis

Share this post


Link to post

Golden zupełnie nie zwracał po pewnym czasie na wymianę zdań między jednorożcem z mechaniczną nogą i Sykstusem. Nie chciał się wtrącać w nie swoje sprawy, a po za tym na dziwacznych kryształach się nie znał tym bardziej na jakiś bliżej niejasnych magicznych zastosowaniach. Był mimo wszystko gotów popierać, jak zwykle swojego przełożonego, chociażby nie wiem na jak dziwne pomysły miał wpaść.

 

- Tak jest kapitanie! - Niemalże odruchowo odparł na rozkaz przywódcy i zaczął się rozglądać za czymś interesującym co mogło by stanowić pierwszy trop. Niestety mimo, że pozycja byłego strażnika dawała mu nieco więcej wiedzy na temat powierniczek harmonii, to przyglądając się szarym ścianom i porozrzucanych bez ładu narzędzi na nic nie mógł wpaść, co dawało by minimalne powiązanie z słynnymi klaczami. Zdecydował się przeszukać jeden z kątów pomieszczenia, gdzie stał wielki bojler, licząc na nawet najmniejszą poszlakę. Grzebał w górze mechanicznych odpadów i narzędzi, rzucając w stronę kanapy mniejszymi odłamkami, tak naprawdę robiąc tylko jeszcze większy bałagan w pomieszczeniu.

 

- Kapitanie! Tu nic nie znajdziemy! Musimy iść czym prędzej dalej! - Zameldował pegaz swojemu dowódcy, dając jednocześnie sugestie całej drużynie, aby rozpocząć czas właściwej misji.

Share this post


Link to post

Klacz rzuciła zimne spojrzenie na swojego kapitana, mimo to była przystosowana do tego, iż rzadko mówiono jej po imieniu. Odeszła lekko na ubocze i lekko znudzonym spojrzeniem słuchała przydzielanych stanowisk.

-Jak zechcesz mogę bć fałszerką... pozostaje mi mieć nadzieję, że nic nie spapram - podsuowała lekko ponurym głosem.

Dalej stała na uboczu obserwując teraz wymianę zdań dóch ogierów. Nie znała się na mechanice, więc nic nie mogła na po poradzić.

Stała tak aż do wydania rozkazu dowiedzenia się w czyim śnie są.

Z lekką litością wysłuchała propozycji zielonego jednorożca, a następnie oglądając poczynania białego ogiera grzebiącego w starych śmieciach i narzędziach.

- Kapitanie! Tu nic nie znajdziemy! Musimy iść czym prędzej dalej! - usłyszała.

-No wreszcie ktoś gada w miarę rozsądnie - powiedziała, po czym podeszła do drzwi lekko je uchylając tworząc niewielką szparę, przez którą można było zobaczyć fragment jasnego szpitalnego korytarza.

Share this post


Link to post

//Upoważnieni do przeczytania spoilera: black_scroll, EverTree - reszta jak chce. Większość wiadomości w spoilerze to historia, ale jest tam kila faktów, o których nie było w niej zawartych.//

 

Nie mogą kłócić się odrobinę ciszej? Ściągnął na nas uwagę podświadomości. Ehh… Chyba naprawdę muszę być tą Omegą sądząc po zachowaniu pozostałych. Pomyślał i zaczął czekać na dalszy bieg wydarzeń, jednocześnie lustrując otoczenie. Tutaj musiało być coś przydatnego.

 

 

Coś się zaczęło. Wszyscy zaczęli szukać poszlak, a Scythe przyłączył się do poszukiwań. Niestety, z przydatniejszych rzeczy znalazł jedynie lekko zużyty skalpel, który służył zapewne do smarowania jakiś części smarem. Chociaż tyle. To powinno chwilowo wystarczyć. Prawdopodobnie jest to klinika w Ponyville. Może być zmodyfikowana, toż to sen, ale powinna odwzorowywać tą realną. Więc…

 

-Kapitanie! Nasz kolega w niedoli ma rację. Niejaka Rainbow Dash, znana również jako Element Lojalności, przebywała w szpitalu. Aczkolwiek z tego co wiem, były tu również jej przyjaciółki, więc równie dobrze może być to sen którejś z nich. Księżniczka Twilight, Element Magii, była tu kiedyś z jakimś smokiem, lecz została odesłana do weterynarza. Fluttershy, Element Dobroci, przychodziła czasem kupować bandaże, czy inne medykamenty w sklepie szpitalnianym. Tyle wiem. W końcu tu pracuję. Chyba że to całkiem inna klinika, wtedy sprawy mogą się lekko… Skomplikować. – dokończył po krótkiej przerwie.

 

 

Więc pozostali chcą już ruszać. Niech i tak będzie. Ale przed wyjściem… Biały ogier zbliżył się do kapitana drużyny i przemówił szeptem widząc, że reszta pomału kończy bawić się w całym tym bałaganie.

 

-Kapitanie. Trochę nagiąłem prawdę mówiąc, że chcę porozmawiać o organizacji. Dla bezpieczeństwa grupy, musi Pan znać kilka szczegółów na mój temat. Będzie Pan pierwszym, któremu przekażę tą wiedzę i proszę jedynie, by mnie Kapitan wysłuchał do końca. Więc tak. Mam amnezję. Sprzed trzech miesięcy pamiętam jedynie urywki wspomnień z dzieciństwa. Kolejno: Gryfy, dużo Gryfów, ich państwo, las, Kryształowe Królestwo, las EverFree. Tak, dobrze Pan myśli. Kryształowe Królestwo. Nie to nowe, tylko sprzed lat. Kontynuując jednak. Obudziłem się w lesie, doszedłem do Ponyville, nie miałem znaczka. Kilka mniej ważnych szczegółów ominę, ale koniec końców dotarłem do szpitala, gdzie odkryłem pierwszą część mojego „powołania”. Na moim boku pojawił się skalpel. Lecz nie tylko. Oprócz niego były tam jeszcze jakieś zamazane kształty. Odkryłem, że kolejna rzecz, to kosa. I wtedy stało się to… Straciłem nad sobą kontrolę. Gdy się ocknąłem, okoliczna fauna… Była zmasakrowana… A na moim ciele pojawiły się nacięcia. Potem wiedziałem już co się stało. Sprawdziłem. Ze skalpela i kosy spływała krew. Ale to jeszcze nie koniec. Wtedy krew była czerwona. Wiedziałem co musiałem zrobić. Zacząłem medytować w osamotnieniu. Trenowałem ciało i umysł. Nigdy więcej nie straciłem kontroli. Za każdym razem mogłem się opanować. Lecz to tak jakbym… miał rozdwojenie osobowości? Nie do końca. Ale po prostu ujawnia się jakaś sadystyczna część mnie. Zacząłem ćwiczyć magię. Podstawowe zaklęcia, ale wtedy krew zmieniła się na czarną. Wypożyczyłem księgi. Mam zadatki na używanie magii chaosu. Podobnej do tej Discorda, aczkolwiek dużo słabszej. Jak dotąd jednak nie wykonałem ani jednego zaklęcia z tego „repertuaru”. Ostatnia rzecz. Gdy przebudziłem się te trzy miesiące temu w lesie, wiedziałem o wszystkim, co się działo przez ten czas. Jakbym był świadkiem tych wydarzeń. Powrót Księżniczki Luny, odbudowa Kryształowego Królestwa, resocjalizacja Discorda… Znam wszystkie ważniejsze wydarzenia. I wiedziałem jedno. Ta myśl została wbita najmocniej. „Jestem Scythe of Death”… Kapitanie. Jeśli straciłbym nad sobą kontrolę, niech mnie Pan powstrzyma. Wątpię, by to się stało, ale nie mógłbym narazić życia pozostałych. I niepowodzenia misji. Jeśli Pan tak postanowi, przekaże Pan wszystko, całą historię księżniczkom, czy komukolwiek, kogo uzna Pan za stosowne. Tylko niech to się odbędzie poza wiedzą pozostałych. Proszę, Sir. – skończył. Jego spojrzenie spoczywało na dowódcy.

 

Pozostali byli już gotowi i czekali prawdopodobnie na rozkaz wymarszu.

 

-Zachowujmy się, jakby nigdy nic, jakbyśmy tu pasowali i pracowali. – rzucił tylko tonem wskazującym na luźną propozycję, czy przypomnienie.

 

-Kapitanie? – zapytał już głośniej.

Edited by Zmara

Share this post


Link to post

Kiedy Sykstus zobaczył jak Thunderlight kuśtyka z nieaktywną protezą przewrócił oczami. Może jednorożec udawał, może nie, ale jedno było pewne, jak na żołnierza widzącego wiele śmierci i pożeranych współtowarzyszy, kryształowy ogier był wyjątkowo wrażliwy na niedolę innych. Westchnął zrezygnowany.

- Dobra. Thunderlight, będziesz Konstruktorem. Tylko pamiętaj, im więcej stworzysz, tym bardziej będziemy natrętami w śnie, a wolałbym tego unikać jak najdłużej.

Czyli ja będę Architektem. No to będzie zabawnie.

Sykstus słabo sobie radził z budowaniem czegokolwiek. Plany budynków, rozrysowywanie taktyk... to nie było dla niego. Nawet jako malutki ogierek, nie potrafił zbudować zamku z kryształków. No cóż, jak nie ma wyzwań, to się kucyk cofa!

 

Kiwnął głową, kiedy mała zgodziła się być Fałszerzem. Dobrze, z nią też nie ma kłopotów. Lecz spodziewał się ich, gdy Scythe podszedł do niego i zaczął opowiadać swoją historię. Przytakiwał parę razy, słysząc najdziwniejszą opowieść w swoim życiu. Kiedy Scythe skończył, popatrzył mu prosto w oczy.

- Zrobię co tylko w mojej mocy - odpowiedział poważnie.

 

- Kapitanie! Tu nic nie znajdziemy! Musimy iść czym prędzej dalej! - odezwał się Golden Shield.

- No wreszcie ktoś gada w miarę rozsądnie - dodała Vixen, uchylając drzwi.

- Kapitanie? - rzucił szary jednorożec.

 

Będą tak gadać jedno przez drugie, a niedługo zwariuję.

 

Podszedł do Vixen i delikatnie złapał klamkę od drzwi, nie pozwalając im uchylić się bardziej. Popatrzył na klaczkę. Mimo, że na razie ich relacje nie były najlepsze, nie chciałby, żeby taka młódka zginęła pod jego rozkazami. Innych też nie chciał tracić, ale strata Vixen... co Ambrozja by sobie pomyślała?

Ona i tak nie żyje.

Ale i tak liczę się z jej zdaniem.

- Wychodzimy, ale musimy zachować szyk. Alfa zawsze idzie pierwszy - zerknął na pegaza. - Taka jego rola. Thunder, napraw się proszę, bo ta twoja zwisająca bezładnie proteza mnie przeraża. W miarę możliwości idziemy w kupie, ja za Golden Shieldem na przedzie, Scythe pilnuje tyłów, chyba że uciekamy, wtedy Alfa biegnie ostatni. Jeśli gdzieś jest niepewny teren, Omega - popatrzył na Scythe'a - idzie na zwiad. Potrzebujemy informacji, wkraczasz ty - spojrzał na Vixen. - Przebierasz się za odpowiednią osobę i wyciągasz to co chcemy wiedzieć. Potrzebujemy przedmiot, Thunderlight go wymyśla. Teren nam przeszkadza - nabrał powietrza w płuca i wypuścił je głośno - ja się tym zajmuję. A teraz, oddział, będzie nasz chrzest bojowy. Szukamy wszystkiego co może nas naprowadzić czy jest to sen Rainbow Dash, czy innej Powierniczki, następnie znajdujemy ją i ściągamy pozostałe drużyny. Nie rozdzielamy się w miarę możliwości, ja niosę gwiazdę.

 

Spojrzał na nich. Odpowiada za ich życie. Ich śmierć to jego porażka, nawet jeśli sami się w nią wpakują. Miał nadzieję, że wyjdą z tego cało.

- Golden Shield przygotuj się, bo my pierwsi wychodzimy razem. Wiesz, pewnie, ale tak, żeby nie wzbudzać podejrzeń podświadomości. Na trzy. Raz, dwa, trzy! - otworzył szeroko drzwi, opuszczając kanciapę, razem z pegazem i robiąc miejsce na zewnątrz dla reszty. Rozglądnął się, zastanawiając się, którą drogę wybrać.

Ich misja właśnie się zaczęła.

Share this post


Link to post

-Dziękuję Sykstusie.

 

Powiedział  krótko Thunderlight cichym głosem. W rzeczywistości był wdzięczny i  miał nadzieję że kryształowy ogier nie  uzna tego za lekceważenie. Nigdy nie był dobry w okazywaniu emocji.

 

„A więc mogę teraz stworzyć fizyczny obiekt tylko myśląc? Jak miałoby to w ogóle  działać?”

 

Spojrzał na stół i pomyślał o krysztale. Ze zdziwieniem skwitował pojawienie się niewyraźnego konturu jakby nabazgranego  przez bawiącego się kredkami źrebaka.  W miarę przypominania sobie wszystkich szczegółów bazgroł powoli zaczynał wyglądać bardziej realnie, nabierając wyglądu technicznego rysunku a w końcu stając się niemal nieodróżnialny od otoczenia. Thunderlight trącił kopytem wiszący w powietrzu kryształ. Ten spadł na stół i poturlał się chwilę. Momentalnie zachwycił się możliwościami użycia tego cudu, lecz natychmiast ostudził swój zapał.

 

„To tylko sen, to nie ma żadnej wartości”

 

Przyjrzał się ponownie stworzonemu przez siebie kryształowi.  

 

„Jest…tak Perfekcyjny. Tak perfekcyjny że aż nierealny”

 

 Wiedział że jest niemożliwym by taki kryształ zaistniał naturalnie. Już wcześniej zauważył że przedmioty we śnie cechuje skrajność. Są fizycznie i magicznie doskonałe, bez żadnych  skaz.

 

„Przynajmniej  nie pomylę snu z rzeczywistością”

 

Ze względu na mnogość różnych sprzętów leżących dookoła znalazł już resztę potrzebnych elementów, więc zrekonstruowanie izolatora  zajęło mu chwilę.

Thunderlight  przypiął małą skrzynkę z kryształem i oplatającymi go przewodami na boku, podczepił puste ogniwo i sprowokował wyładowanie. Błysnęło, lecz układ przechwycił całą energię i ku jego zdziwieniu napełnił ogniwo całkowicie.  

 

„Wydajność 100%...To nierealne”

 

W pokoju zauważył wcześniej 5 skórzanych toreb, prawdopodobnie mających służyć „zespołowi technicznemu”  którym byli do noszenia narzędzi.  Uznał że przydadzą mu się teraz.  Wypchał je  użytecznymi częściami po czym  przerzucił wszystkie przez grzbiet. Wolał nie polegać całkowicie na swojej nowej umiejętności. Wśród leżącego złomu jego uwagę zwrócił jeszcze kilku metrowy stalowy drąg. Popatrzył na izolator  i ponownie na drąg. Po  krótkim zastanowieniu przypiął go wykorzystując paski toreb.

 

„Po lekkim zmodyfikowaniu  to może być niezwykle przydatne”

 

W tym czasie Sykstus wraz z Golden Shieldem zdążył już otworzyć drzwi i wyjść na korytarz.

 

„No to zobaczmy co ciekawego jest za tymi drzwiami”

 

Pomyślał, po czym zwiększył poziom zasilania w wszystkich protezach i podzwaniając  lekko częściami w torbach ruszył za nimi.

Edited by EmielRegis

Share this post


Link to post

Pegaz uważnie słuchał wypowiedzi swojego dowódcy, tak jakby każde słowo miało jakieś ukryte znaczenie. Cóż trzeba przyznać, że próby zachowania dyscypliny przez lidera drużyny Cerastes bardzo mu się podobały. Gdy ktoś uważnie się białemu pegazowi przyjrzał mógł zauważyć drobny uśmieszek.

 

- Zrozumiano kapitanie! - Zasalutował Sykstusowi i ustawił się na ustalonej przez kryształowego kuca pozycji. Jako pierwszy z tej dziwnej gromady miał okazje okazje przejść przez otwarte drzwi i tak naprawdę nie nie mógł przewidzieć co się stanie po drugiej stronie. Pierwsze kilka kroków wykonał wojskowym marszem, który był dosyć głośny, jednak po chwili przypomniały mu się znajome słowa z przemowy.

 

- Wiesz, pewnie ale tak, żeby nie wzbudzać podejrzeń podświadomości.

 

i nagle zaczął przechadzać się po korytarzu w normalny sposób, rozglądając się za każdym możliwym znakiem, który mógłby stanowić jakąkolwiek wskazówkę podczas misji. Początkowa duma żołnierza ustąpiła miejscu lekkiemu zwątpieniu. Nigdy bowiem nie uczestniczył w misji w której każde miejsce będzie stanowić łamigłówkę, a sam wróg jest trudny do określenia, a każdy z jego współtowarzyszy ma tak różne zadanie do wykonania.

 

- A więc zaczęło się, oby to nie była moja ostatnia praca.

Share this post


Link to post

Co oni wyprawiają? Jak wszyscy będą się tak rozglądać po miejscu, które teoretycznie powinni znać na wylot, to podświadomość zaraz nas wykryje i w najlepszym wypadku ukatrupi. Ehh… Scythe stanął kilka kroków za pozostałymi i zaczął szeptać.

 

-Nie rozglądajcie się zbytnio, starajcie się mało ruszać głowami, a bardziej starali się na powolnych ruchach gałkami ocznymi. Jeśli patrzysz na coś bezpośrednio, dostrzeżesz więcej szczegółów, zaś patrząc „kącikami” lepiej dostrzegalny jest ruch. Taka mała uwaga. I starajcie się nie rzucać w oczy. Pamiętajcie, że tu pracujemy. Jeśli będziemy się zachowywać, jakbyśmy byli tu pierwszy raz, to natychmiastowo znajdziemy się na przegranej pozycji. Powinniśmy mieć też przy sobie jakieś narzędzia lub ubranie robocze. Możemy się przechadzać pod pretekstem kontroli urządzeń na korytarzach. Jak już mówiłem, prawdopodobnie tu właśnie pracuję. Postaram się nas delikatnie pokierować… – zamilkł na chwilę. – Oczywiście za przyzwoleniem kapitana. – mówiąc to zerknął na niego przelotnie.

 

 

-To chyba tyle pierwszych wskazówek. Skoro jestem Omegą, powinienem być najmniej widoczny, lecz wam też przyda się chociaż podstawowa wiedza, na temat bezpiecznych zachowań. Jeśli ktoś was zaczepi, starajcie się odpowiadać jak najkrócej. Jeśli sprawy wymkną się spod kontroli, nie obraźcie się, jeśli wtrącę się w rozmowę i zainterweniuję. Wiem jak spławiać innych. – skończył z przyjaznym uśmiechem na twarzy.

 

Uff… Jednak nie najtrudniej jest mi się powstrzymać. Nie lubię zgrupowań, ale tutaj przynajmniej mamy w miarę przyjemną atmosferę i świadomość jednego celu i zadania do wykonania. Thunderlight… Duże zmiany zachowań, ale imponuje mi swoim opanowaniem. Może polecę mu kilka medytacji? Zapytał sam siebie zapominając o całej sytuacji. Szybko się jednak ogarnął i skupił na zadaniu. Wiedział, że jego zadanie polega też na śledzeniu otoczenia. Tak więc musiał się kontrolować. Ogarnął się wzrokiem.

 

-Prywatna uwaga. Znaleźć kitel. Moje rany będą się rzucać w oczy. I jeszcze sprawa do konstruktora, ale to potem. Teraz możemy wzbudzić zbyt duże zainteresowanie…

 

//Trochę krótko, ale na "wychodzę na korytarz" starczy.//

Share this post


Link to post

Gdyby nie fakt, że Golden Shield był gwardzistą przyzwyczajonym do stawiania czoła niebezpieczeństwom, zapewne cofnąłby się natychmiast po ujrzeniu znajdującego się za drzwiami piwnicznego korytarza. Pogrążone w półmroku surowe, betonowe ściany przyozdobione jedynie rdzawymi zaciekami, wszechobecny kurz i plątanina rur oraz kabli tuż pod sufitem tak niskim, że każdy kuc o wzroście choć trochę przekraczającym przeciętny zmuszony był się schylać - wszystko to sprawiało iście upiorne wrażenie i nie napawało optymizmem.

Czekając na zbierającego najróżniejsze graty Thunderlighta i nieco onieśmieloną roztaczającymi się przed wami ponurymi widokami Vixen mieliście jednak czas, by w słabym, mrugającym agonalnie blasku nierównomiernie rozlokowanych świetlówek rozejrzeć się wokół i nabrać nieco pewności. Żadne podejrzane dźwięki nie zakłócały ciszy, w której słychać było delikatne echa szumu dalekich, ukrytych gdzieś w tej rozległej piwnicy maszyn, delikatne obłoczki które wydostawały się z nieszczelnych w paru miejscach rur nie wyglądały na szkodliwe. Przede wszystkim zaś Sysktus dostrzegł wyblakłe, lecz wciąż widoczne na jednej ze ścian duże, czerwone strzałki. Wskazująca drogę w lewo podpisano "Kotłownia". Prawa, zgodnie z umieszczonym pod nią napisem powinna prowadzić do "Pralni"...

Share this post


Link to post

Sykstusowi cały ten 'szpital' w ogóle się nie podobał. Właśnie zorientował się, czemu czuł się nieswojo. Tutaj było strasznie matowo. Wszystkie budynki w Kryształowym Królestwie, w środku i na zewnątrz, błyszczą, choć trochę, zapewniając dodatkowe oświetlenie. Tutaj ściany były chropowate, rury i wszystko inne też. Jedyne co się mieniło, to sam Sykstus, jak kryształowa kula na balu. No i ta mała gwiazdka, którą dzierżył w kopytku. Na razie nie planował jej chować do kieszeni ubrania roboczego. Czy Południowa Księżniczka nie wspominała coś o kontakcie z nią i między drużynami? Może udałoby mu się dowiedzieć, gdzie są inni? Wizja poszukiwania większą grupą była kusząca, ale rozdzieleni szybciej znajdą śniącą. Mimo wszystko, jakiś kontakt z innymi dowódcami byłby pomocny, gdyż w wypadku, gdyby ktoś już znalazł cel, można by niezwłocznie kontynuować zadanie. Pozostałe dwie drużyny nazywały się... Lucida i Tempestris. Ich dowódcy mają takie same gwiazdki, tylko jak oni się nazywali... Syks nie bardzo pamiętał, ponieważ, gdy tylko dostał gwiazdkę, od razu zaczął uważnie się jej przyglądać i nie za bardzo przysłuchiwał się pozostałym imionom.

Myśl, Syk, myśl!

No.... Star Shield i Sky Light? Nie, czekaj...

Sky Shield i Starlight!

Tak, to chyba były imiona dwóch dowódców. Zaraz, zaraz... Sky Shield? Ten Sky Shield? Przez umysł kryształowego ogiera przebiegły wspomnienia, w śnie jakby lekko owiane mgłą... Tak Sky'a znał. Kącik ust odrobinę mu się uniósł, zerknął na gwiazdkę, po czym ścisnął ją mocniej i zamknął oczy.

Starał się przywołać obraz Sky Shielda trzymającego taką samą gwiazdkę. Tak widział go. Wyobrażał sobie, że do niego mówi.

Lucida, jeśli mnie słyszycie, dajcie znać. Tu Sykstus, dowódca Cerastes. Jesteśmy w podziemiach, brak kontaktu wzrokowego z celem. Jeśli znaleźliście śniącą, podajcie koordynaty. Kryształy odbierałeś ode mnie, więc może ten przekaz też odbierzesz sierżancie Sky. Słowo 'sierżancie' specjalnie wypowiedział z nutką arogancji. Bawiło go, że czasem pegaz używał przy nim swojego stopnia.

Otworzył oczy. Pozostało tylko czekać i mieć nadzieję, że gwiazdka w jakiś cudowny sposób przemówi głosem Sky Shielda. Miał nadzieję, że nie kazał czekać swojej drużynie zbyt długo.

 

Pralnia czy kotłownia... W kotłowni jest małe prawdopodobieństwo, że ktokolwiek tam będzie, ale na tym polega szukanie, że szuka się wszędzie.

- Idziemy w stronę Pralni - wskazał kopytkiem w prawo. - Golden znów przodem. Thunder - zbliżył się do Konstruktora - teraz tego nie potrzebuję, ale w razie zbliżającej się walki, prosiłbym o kryształowego gladiusa, ewentualnie, przy okazji do ataku z dystansu, kryształowy łuk plus kołczan strzał z grotami posiadającymi zadziory i małe otwory przypominające gwizdki, ostatecznie, mogą być zwykłe strzały. W kryzysowej sytuacji może nie być czasu, żeby składać zamówienia, także mówię już teraz - wytłumaczył Thunderlightowi, po czym zerknął na Vixen - Mała, jak dowiemy się, w czyim śnie jesteśmy, musimy zachęcić tą klacz do spania, także przygotuj się na każdą możliwość, gdyż twoim zadaniem będzie przekonanie naszego celu, że może spać z nami. Scythe - zwrócił się do Omegi - byłbym wdzięczny za wybadanie korytarza w stronę Kotłowni. Jeśli pomieszczenie jest niedaleko, obadaj je, po czym wracaj. Jak korytarz ciągnie się zbyt daleko, nie pchasz się niepotrzebnie i też wracasz. No! - ukrył złotą gwiazdkę w kieszeni. - Pora znaleźć naszego śpiocha. I pamiętajcie, jakby co, ja odzywam się pierwszy.

Edited by black_scroll

Share this post


Link to post

Idąc przed siebie jako pierwszy z drużyny, nie zwracając zbytnio uwagi na różnego rodzaju niedogodności terenowe korytarza, który zdawał się Goldenowi ciągnąc się w nieskończoność. Na dodatek musiał się schylać, ponieważ był nieco większego niż przeciętnego wzrostu. Nie był z tego faktu zadowolony, jednak jako były strażnik nie wypadało okazywać niezadowolenia w takich sprawach. Milcząco stawiał, więc kolejne kroki.

 

Czekając na pozostałych zatrzymali się na drobnym skrzyżowaniu. Sykstus właśnie wypatrzył znaki, które prowadziły do innych części szpitala, chociaż tak naprawdę z tego co obserwował to miejsce w którym byli w żaden sposób nie przypominało przynajmniej na razie Equestrianskiej placówki medycznej. - Pralnia, kotłownia. Na Celestie to nic nie mówi. Żadnej najmniejszej wskazówki. - Pomyślał z irytacją, będąc niezadowolony faktu, że w żaden sposób nie przybliżają się do wykonania powierzonego zadania.

 

Uważnie słuchał kolejnego już przemówienia swojego lidera. - Tak jest! - Odparł błyskawicznie, będąc gotowy do dalszej drogi w kierunku mało interesującego pomieszczenia. Jednak coś nie dawało mu spokoju - Kapitanie. - Zwrócił się do kryształowego kuca, jednak nie aż tak pewnie jak przed chwilą mu potwierdził wykonanie rozkazu, jakby ciężko mu było przełamać relacje na linii dowódca-żołnierz. - Czy my nie możemy zmienić tego korytarza? - Zadał z pozoru głupie pytanie. - Jej wysokość Luna mówiła o innych prawach rządzących snem. - Dodał no koniec, starając się uzasadnić swoje dziwne słowa, jednak nieco żałował swojej wypowiedzi. Nie w jego stylu było sugerować przełożonym co powinni robić.

 

- Też nad tym myślałem. Ale na razie nie widzę potrzeby naginania sennej rzeczywistości do naszych potrzeb - odpowiedział Sykstus. - Pamiętaj, że księżniczka Luna mówiła także o tym, że im częściej używana moc, tym podświadomość bardziej będzie wrogo do nas nastawiona, szczególnie dla ciebie, drogi Alfo - położył na krótko kopytko na ramieniu Golden Shielda, uśmiechając się lekko. Potem zwrócił się do całej drużyny - I proszę o nie mówienie do mnie 'kapitanie'. Nie mam takiego stopnia wojskowego. Może być 'dowódco'. Albo co mi tam, Sykstus, też może być.

 

- Zrozumiano ka... - Jego głos nagle się urwał, a sam przełknął ślinę. - Dowódco. - Dokończył jakby ostatkiem sił i się nieśmiało uśmiechnął w stronę swojego "kapitana".

Edited by OneTwo

Share this post


Link to post

Dłuższy czas jaki zabrało im dojście do rozwidlenia Thunderligth obserwował niepozorną kremową klacz która nie odezwała się, ani nie okazała żadnych zauważalnych emocji od wyjścia z pokoju mechaników.

 

„Ta mała zaczyna mnie przerażać”

 

W czasie gdy Sykstus, wnioskując z wyrazu twarzy, wyjątkowo intensywnie zastanawiał się którą drogę wybrać Thunderlight eksperymentował ze swoim talentem konstruktora. Szybko odkrył że może tworzyć kompletne przedmioty ale jeśli nie zakończy zdecydowanie aktu twórczego może je odwołać i przywołać jedną myślą. Przez głowę przemykały znane mu konstrukcje ofensywnego zastosowania. Nie zamierzał jednak z nich korzystać bez potrzeby. Wśród pozyskanych części znajdowało się wiele zwyczajnych kryształów zasilających używanych w urządzeniach domowego użytku, jednak znał wiele sposobów ich  niekonwencjonalnego użycia. Z nudów zdążył już, używając ostrego kawałka metalu, na kilku z nich wygrawerować kanały energetyczne.

 

- Thunder

 

Dźwięk własnego imienia wyrwał go z zamyślenia. Sykstus.

 

- teraz tego nie potrzebuję, ale w razie zbliżającej się walki, prosiłbym o kryształowego gladiusa, ewentualnie[…]

 

Thunderlight skinął głową. Zaprojektował w myślach gladius oraz łuk.

Spojrzał na masywnego szarego ogiera wyraźnie podnieconego sytuacją w której się znajdowali.

 

„Cóż, przynajmniej ten się dobrze bawi…”

 

Z tego co zrozumiał alpha będzie głównym celem agresji czy tego chce czy nie, więc należałoby go odpowiednio wyposażyć. Zrównał się na chwile z nim i spytał:

 

-Golden shield, jaki rodzaj oręża preferujesz?

 

Gdy Golden Shield usłyszał pytanie od konstruktora przez głowę przeszły mu różne wyrafinowane bronie. Mógł poprosić o dosłownie wszystko, jednak z całego arsenału wszelkiego rodzaju wymyślnych mieczy, halabard, łuków i innych specjalności dla niego niedostępnych z Canterlodzkiej zbrojowni.

 

- Zwykła włócznia z ostry grotem. - Odparł zaskakująco, nawet tak mocno nie zwracając uwagi na Thunderligtha. Przytłoczył go kłopot bogactwa, jednak trzeba przyznać, że podczas służby posługiwał się właśnie tą bronią w sposób jak najbardziej biegły.

Edited by EmielRegis

Share this post


Link to post

A więc w lewo. Chyba jednak muszę poprosić o to Thunderlight’a teraz… Tak właściwie, to czemu ja o nim tak ciągle myślę? Może to jakaś wskazówka. Pomyślmy… Thunderlight… Zawiesił się na chwilę Scythe, szukając w głowie jakiegoś obrazu, który pomógłby mu zorientować się, czemu ciągle jego myśli lgną w stronę tego ogiera. Rozejrzał się po pomieszczeniu, a następnie na każdego członka swego zespołu. Zerknięcie na Sykstusa, następnie na Cerastes… Mam! Przecież ja mu zakładałem protezy! Tylko czemu przypomniało mi się to dopiero teraz? Natłok myśli, to przez sen, albo tutaj mam ograniczone zasoby umysłowe lub pamięciowe… Nie, wątpię. Pewnie to moje roztargnienie i brak przywiązania. No, ale skoro się znamy… Podszedł wolnym krokiem do dwójki, która rozmawiała na uboczu, prawdopodobnie chodziło o sprawy oręża, gdyż przed chwilą ich Dowódca poprosił Konstruktora o broń. Poczekał na moment w którym nikomu by nie przerwał i przemówił:

-Przepraszam, że się wtrącę, ale skoro mam iść na zwiad, to potrzebuję zabezpieczenia w postaci broni. – powiedział trochę głośniej, by usłyszał to Sykstus. Spojrzał na niego, lecz po chwili jego wzrok spoczął na Thunderlight’cie. –Znalazłem ten skalpel w kanciapie i postanowiłem go sobie przywłaszczyć. Jest lekko zniszczony, ale jeśli moje podejrzenia się ziszczą, to nic. Ciekawi mnie, czy oprócz tworzenia, możesz też modyfikować gotowe twory. Proszę więc, byś spróbował odnowić i zmodyfikować. Jak? Najlepiej, by była to kosa teleskopowa, ze składanym ostrzem. Czyli mam skalpel, a po jednym mocniejszym szarpnięciu, rączka się wydłuża, a z jej rękojeści wynurza się kosa. Końcówka od skalpela może zostać z drugiej strony. Widziałem podobny mechanizm, aczkolwiek nie wiem, jak lepiej Ci to wyjaśnić. Liczę na Twój zmysł mechanika. Jeśli nie będziesz mógł zmodyfikować tego żelastwa, pozbędę się go. Wtedy poprosiłbym o podobną kosę, lecz wytworzoną przez Ciebie. – skończył monolog i uśmiechnął się delikatnie do Thunder’a.

 

Thunderlight wysłuchał objaśnień po czym spojrzał na unoszony magią Scytha skalpel. Jego róg zabłysnął  ciemną zielenią, chwytając  ostrze –„Pozwolisz?” - i przejmując je od Scytha. Przesunął je przed oczy i przez następnych kilka  chwil wpatrywał się intensywnie w skalpel, obracając nim we wszystkie strony. W końcu posłał go w górę i  nagłym ruchem wykonał zamaszyste cięcie. Konstrukcja w locie rozłożyła się na niemal dwumetrową kosę. Przesunął po niej wzrokiem,  jakby oceniając jakość wykonania i lekko uśmiechając się podał rozłożoną kosę Scythowi.

 

Ten z uśmiechem na ustach chwycił ją w kopyto. Oczywiście, mógł chwycić je magią, aczkolwiek Biały Ogier lubi czuć w kopycie dotyk broni.

- Dziękuję... I tak na marginesie… Kojarzysz mnie? Podpowiedź: protezy.

 

Thunderlight obrócił się w jego stronę i spojrzał zaskoczony - „O czym ty…”- Nagle urwał, jego oczy rozszerzyły się, a wzrok stał się lekko nieobecny. Po chwili ponownie spojrzał na Scytha z bezbrzeżnym  zdumieniem i powiedział - „Zadziwiające, jeszcze chwilę temu przysiągłbym że nigdy w życiu cię nie widziałem” -Twarz rozjaśniła mu się w uśmiechu -   „Naprawdę cieszę się że cię widzę Scythe”.

 

-Ja również. Za chwilę będziemy mogli pogadać. Muszę się tylko o coś zapytać naszego przewodnika. - skończył tonem, który wskazywał na to, iż przerwanie tej rozmowy było trochę za wczesne. Zgrabnym ruchem kopyta złożył kosę w skalpel.

Odszedł kawałek i zbliżył się do Dowódcy. Widać było po nim, że czuje się o wiele swobodniej, po rozmowie z nim. Zaufał mu. Prawdopodobnie i tak wszystko wyjawi Księżniczce. W końcu to jego obowiązek, jestem niebezpieczny. Jednak jeśli mi odbije. A odbije na pewno! Gah… To mam nadzieję, że zrobi co w jego mocy.

-Czy my czasem tam czegoś nie naprawialiśmy? Mam zamglone myśli, dowódco. Czujesz podobnie, czy to tylko moja wyobraźnia płata mi figle. – zapytał Kryształowego Ogiera, lekko ściszonym głosem.

Doktor czekał na odpowiedź rozglądając się, by po chwili wlepić wzrok w ciemność korytarza, prowadzącego do kotłowni….

 

Sykstus zerknął z lekkim niepokojem na korytarz po lewej.

-Też pamiętam, że coś naprawialiśmy, ale czy tam? Sam nie wiem - mówił powoli, jakby ważył słowa, których używa. Zerknął na Scythe'a z troską. Miał nadzieję, że 'zamglone myśli' nie są początkiem zapowiadanego, niekontrolowanego ataku. - W twoich słowach na pewno jest słuszność, dlatego wysyłam tylko ciebie, Omego. Szybko zerkniesz, dla pewności, czy nikogo tam nie ma i wrócisz do nas. Głupio by było, gdyby tam się schował nasz cel, a my nie postanowiliśmy go tam poszukać, prawda?

 

-Oczywiście. Tak więc ruszajcie. Postaram się was dogonić jak najszybciej... Właśnie. Pani Nocy mówiła, że nasze gwiazdy mają specjalne zdolności. Jeśli długo nie będę wracał, to spróbuj się przez nią ze mną skontaktować... - przerwał, ponieważ właśnie się zorientował, że mówi zbyt swobodnie przy ich dowódcy. No i jeszcze otwierał się tak, jak jeszcze nigdy. To dziwne... Stał mi się tak bardzo bliski przez jedną czynność... Może powinienem wszystkim o tym powiedzieć? NIE! Nie mogę ich narażać. Jeszcze by się mnie bali i byłoby po misji... Z naszym Kapitanem też muszę przystopować.

 

-Wybacz za taką otwartość. Po prostu... zaufałem Ci jak jeszcze nigdy nikomu. Wybacz Dowódco. - skwitował. Był już gotowy do dalszej drogi...

Edited by Zmara

Share this post


Link to post

Scythe

 

Sykstus słysząc wypowiedź szarego jednorożca zerknął z lekkim niepokojem na korytarz po lewej.

- Też pamiętam, że coś naprawialiśmy, ale czy tam? Sam nie wiem - mówił powoli, jakby ważył słowa, których używa. Zerknął na Scythe'a z troską. Miał nadzieję, że 'zamglone myśli' nie są początkiem zapowiadanego, niekontrolowanego ataku. - W twoich słowach na pewno jest słuszność, dlatego wysyłam tylko ciebie, Omego. Szybko zerkniesz, dla pewności, czy nikogo tam nie ma i wrócisz do nas. Głupio by było, gdyby tam się schował nasz cel, a my nie postanowiliśmy go tam poszukać, prawda?

 

Po tych słowach przyszedł czas na rozdzielenie się. Ruszyłeś lewym korytarzem, uważnie obserwując najbliższe otoczenie. Z twojej drogi uciekały całe roje pająków, niektóre tak wielkie, że ledwo zmieściłyby się na kopycie dorosłego ogiera, narastał też coraz bardziej dudniący odgłos dobiegający z końca korytarza, który zagłuszał  wszystkie inne dźwięki. Wkrótce zacząłeś przedzierać się przez unoszące się ciężko zasłony gorącej pary, korytarz jednak wciąż nie kończył się, a widoczność stawała się coraz mniejsza. W końcu, kiedy już zdecydowałeś się zrobić ostatnie kilkanaście kroków i zawrócić, ciasne przejście skończyło się i wkroczyłeś do wielkiej, oświetlonej czerwonawą poświatą sali.

Sufit składał się niemal tylko i wyłącznie z plątaniny najróżniejszych rur, małych, dużych, obłych i kanciastych, jednak prawdziwe wrażenie robiły umiejscowione w czterech kątach ogromne piece. W ich wnętrzach płonął potężny ogień, wpływający na niemiłosiernie wysoką temperaturę w najbliższej okolicy. Wszędzie, gdzie tylko możliwe walały się sterty węgla, wśród których krzątała się ósemka osmolonych kucy z łopatami, mających najwyraźniej za zadanie uzupełniać materiał opałowy. Nawet nie zaszczycili spojrzeniem niespodziewanego przybysza.

Co jednak ciekawe, wszędzie też roiło się od szybów wentylacyjnych. Dym, jaki wydobywał się z pieców był przez nie w znacznej części odsysany, część jednak wydawała się zupełnie niepotrzebna i nieczynna. Już miałeś wzruszyć ramionami i ruszyć w swoją stronę, gdy dostrzegłeś na jednej ze ścian... Plan budynku. A przynajmniej coś, co na taki plan wyglądało, Już jedno spojrzenie wystarczyło, by zakręciło ci się w głowie, plątanina kresek objaśnionych losowo napisanymi literami nie wyglądała na coś, co może mieć sens... Jednak z drugiej strony, nie byłeś architektem, więc może ktoś o odpowiednich predyspozycjach doszukałby się w tym jakiejś logiki.

 

 

 

Reszta drużyny

 

Wysłuchaliście słów, jakie Sykstus skierował do Omegi i bez żadnych dalszych dywagacji ruszyliście swoim korytarzem. Mimo marnego oświetlenia, niskiego stropu i przebiegających od czasu do czasu pomiędzy kopytami szczurów i pająków podróż mijała bez większych przeszkód. Kilkakrotnie minęliście ciemne czeluści korytarzy przecinających wasz pod kątem prostym, nie mogliście się jednak nic w nich dopatrzeć, a strzałki dalej uparcie wskazywały drogę na wprost. W końcu po kilku minutach szybkiego marszu dotarliście do pralni... Która okazała się ogromną halą.

Rzędy wysokich, trzykrotnie większych od przeciętnego kuca pralek ciągnęły się długimi, równymi rzędami, zaś wśród nich uwijało się kilkanaście klaczy z personelu szpitalnego, ubranych w śnieżnobiałe stroje i czepki. Na waszych oczach prano, suszono i segregowano dziesiątki pościeli, poszewek, koszul nocnych i innych niezbędnych w szpitalu tkanin.

Nagle, gwiazda pozostająca w posiadaniu Sykstusa rozbłysła i rozległ się z niej znany mu głos.

 

Cerastes, tu Starszy Sierżant Sky Shield, lider Lucidy. Stan osobowy 5, w tym fałszesz wysłany na przeszpiegi. Kontakt z nim stracony 10 minut temu. Rada - nie rozdzielajcie się, cały budynek to anormalnie wielki labirynt paradoksów. Przy zgubieniu kogoś użyjcie Gwiazdy.

Pozycja: drugie piętro, łazienka koło dyżurki pielęgniarek. Położenie i tożsamość śniącej nieznane. Szukamy Powierniczek. Podświadomość bierze nas za chirurgów. Wartość bojowa drużyny mierna, broń mam tylko ja. Utrzymujemy kamuflaż. Jak dotąd brak jawnych zagrożeń.

Uwaga! Wysoka tolerancja na skarajności w zachowaniu i wyglądzie, dopóki są w ramach waszej roli we śnie. Przeszła nawet moja łapa.

Spróbuj nawiązać kontakt z Tempestris. I nie wysyłaj wiadomości zwotenej - psuje kamuflarz.

Nie daj się zabić, brokatowy płatnerzu! Wciąż jestem ci winien rundkę z kopiami!

 

 W ogólnym rozgardiaszu i wśród huku pracujących maszyn niemal nikt nie zwrócił na was uwagi. Niemal. Jedna z klaczy, upychająca właśnie jakąś ładną, choć paskudnie ubłoconą pościel w motylki oderwała się od pracy i marszcząc brwi podeszła do waszej grupy.

- Hej... Coś znowu się zepsuło? - Zapytała, najwyraźniej uznając, że pojawiliście się w celu dokonania jakiejś naprawy.

Edited by EverTree

Share this post


Link to post

Widok pralni sprawił, że na krótką chwilę Sykstusowi zaparło dech w piersiach. Nie tak sobie wyobrażał pralnię. Była zdecydowanie dużo większa. Zadzierał głowę wysoko, patrząc na sufit hali, by później poszukać jakiegoś przejścia dalej. Musi tu gdzieś być, przecież to byłoby nielogiczne, gdyby tu nie było przejścia... No tak, przecież to tylko sen. Tu nic nie musi być logiczne.

- Szukajcie wszystkiego, co odbiegałoby od typowej pralni, obrazki, naklejki, może jakieś charakterystyczne poszewki albo coś w tym stylu... - zwrócił się po cichu do swojej drużyny.

Nagle, gwiazda pozostająca w posiadaniu Sykstusa rozbłysła i rozległ się z niej znany mu głos. Wywołał on uśmiech na pyszczku kryształowego kucyka.

Gwardzista, niby to samo, co regularny żołnierz. A papla jak mało kto. Gdyby u nas w Legionie tyle gadali, dawno bym zdechł.

Chciał wysłać wiadomość do Starlighta, gdy jakaś klacz podeszła do nich zadając pytanie.

- Nooo tak, a co mielibyśmy tu robić? - odparł Sykstus, drapiąc się kopytkiem po skroni. Nie patrzył jednak na praczkę, lecz na ubrudzoną pościel w motylki.

Czyżby jednak nie Rainbow Dash, a Fluttershy...?

- W zasadzie to miło, że pytasz - kryształowy ogier podszedł krok do klaczy -  gdyż podążamy, by zreperować klimatyzację. Wiesz, pacjentka się skarży, że jej za gorąco, już drugim pomieszczeniu. Poznaję tą pościel, należy właśnie do tej pacjentki, tyle że... głupio to rzec, ale podobno przenieśli ją do innego pokoju - spojrzał błagalnie na klacz. Nie był najlepszy w wymyślaniu historyjek, ale miał nadzieję, że ta zadziała. - Mogłabyś nam powiedzieć, z którego pokoju zabrałaś tą pościel?

Edited by black_scroll

Share this post


Link to post
Guest
This topic is now closed to further replies.
×
×
  • Create New...