Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Hoffman

[Pojedynek] [A] Sajback Aliquam Gray vs PlaguePony

Sajback Aliquam Gray vs PlaguePony  

9 members have voted

  1. 1. Kto popisał się większa mocą?

    • Sajback Aliquam Gray
      7
    • PlaguePony
      2


Recommended Posts

Zaklęte tabliczki na których zapisano streszczenie dziejów sal magicznych pojedynków zdążyły przykryć się kurzem. W ogóle cały główny hol wydawał się być nieco zaniedbany. Wszak od dłuższego czasu nie rozpoczął się żaden nowy pojedynek. Turniej toczył się w najlepsze, jednakże nie wolno było zapominać o najstarszych komnatach i arenach. O tak, nadszedł czas przypomnieć o korzeniach magicznego pojedynkowania się.

 

Mimo dłuższej przerwy, mechanizmy działały bez zarzutu. Nie minęło wiele czasu i wrota otworzyły się, umożliwiając śmiałkom wejście na arenę. Już za chwilę miał się odbyć nowy pojedynek, w klasycznym stylu.

 

 

magic_duel_by_foxinshadow-d6h6apu.png

 

 

Dziś na arenę po raz pierwszy wkroczy Sajback! Ma on wiele zainteresowań - uwielbia tańczyć, słuchać muzyki (z pewnymi wyjątkami), jest doświadczonym graczem, który lubi "zjadać" każdy tytuł w całości, włącznie z sekretami, easter eggami i innymi rzeczami które programiści umieścili w swoich tworach. Mógłbym jeszcze długo przedstawiać tego wojownika, aczkolwiek pojedynek zmieniłby się wówczas w wykład, a przecież arena do tego nie służy. Przeciwnikiem Sajbacka będzie MasterDash, Powiernik Derpy i Rainbow Dash, Wielki Książę Nurgla i Strażnik Gondoru. MasterDash ma już na swoim koncie jeden wygrany pojedynek, więc posiada już pewne doświadczenie. To może być ciężkie starcie...

 

Ten pojedynek odbędzie się na klasycznych zasadach - na każdego wojownika przypada 12 postów.

 

Niech rozpocznie się pojedynek!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na arenie panuje cisza i spokój. Nagle słychać że ktoś zaczyna grać na skrzypcach. Melodia rozchodzi się w powietrzu niczym płatki kwiatu wiśni zalewając okolicę pięknem i majestatem twórczości. W pewnej chwili na arenie zaczynają pojawiać się pojedyncze nuty owładnięte niebieską poświatą. Jest ich coraz więcej, aż tworzą niebieską ścianę nut. Z każdym zwiększeniem się rozmiarów ściany intensywność dźwięków które wydobywają się ze skrzypiec jest coraz bardziej energiczna. W końcu ze ściany zaczyna się wyłaniać człowiek w czarnym płaszczy trzymający instrument. Przestaje grać, a ściana nut znika.

 

- Witam cię! Nazywam się Sajback. A ty podobno zwiesz się MasterDash. Wygląda na to że to ty jesteś moim pierwszym przeciwnikiem. Mam nadzieję że będzie to uczciwa i kulturalna walka.

 

Człowiek zrzuca z siebie płaszcz i ukazuje swój strój. Czyli czarne ubranie złożone ze spodni dresowych, koszuli przyozdobionej onyksami i bluzy z kapturem. Całość jest ozdobiona nutami wszelkiej maści i kluczem wiolinowym na piersi.

 

- Zacznijmy nieco skromnie.

 

Dłoń człowieka zaczyna pulsować żółtym światłem, aż nagle na jej środku pojawia się kula światła. Człowiek rzuca kulą w przeciwnika, jednak ta rozpada się na milion małych kuleczek które podlatują na górę areny.

 

- Firefly protection - Krzyczy człowiek. a następnie czeka na ruch przeciwnika.

Edited by Tric

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Znów ta durna elficka muzyka, aż chce mi się rzygać od tego. *pomyślał jak słyszał tą muzykę*

- Zgadza się, ale będę twoim ostatnim przeciwnikiem, bowiem dziś skończy się twoje życie. *powiedział z mrocznym uśmiechem na twarzy, natomiast głos dobiegał z portalu. Po chwili z magicznego przejścia wychodzi gruba, pokryta wrzodami, ropieniami i obrzydliwymi ranami oraz pokryta zbroją z znaniem Nurgla postać, która w prawej ręce trzyma zieloną kosę, a natomiast w drugiej dłoni niesie ostatnią ofiarę poprzedniego pojedynku, zupełnie zarażoną nieznaną chorobą. Następnie rzuca w stronę przeciwnika, a sam tworzy wokół siebie tarczę z trupów, aby osłonić się przed atakiem kul*

Share this post


Link to post
Share on other sites

Człowiek spokojnie czeka na swojego przeciwnika, gdy nagle z portalu wychodzi karykatura stworzenia z zieloną kosą. Owa postać przyznaje się do bycia niejakim MasterDash. Następnie tworzy wokół siebie tarczę złożoną z ludzkich ciał i jednocześnie atakuje dziwnym atakiem, również związanym z trupami.

 

- Jesteś aż nadmiar przewidywalny! - mówi człowiek lekko się uśmiechając.

 

Kiedy wydaje się że atak MasterDasha poskutkował, człowiek rozpada się na małe świetliste punkciki które po chwili ponownie łączą się w jego ciało.

 

- Naprawdę myślałeś że to był mój atak? To było jedynie zabezpieczenie na taki właśnie wypadek! Teraz poznasz prawdziwy atak!

 

Świetliste kule lecące w kierunku MasterDasha nagle się zatrzymują i zaczynają odpychać ciała chroniące przeciwnika.

 

- Light Bow! - Krzyczy człowiek, a następnie w jego ręce pojawia się świetlisty łuk.

 

Człowiek Zamyka jedne oko, napina świetlistą strzałę i zaczyna celować w kierunku MasterDasha. Nagle świetliste kule odsłaniają mały punkcik w tarczy przeciwnika. W tym właśnie momencie człowiek wystrzeliwuje strzałę która zaczyna lecieć w kierunku przeciwnika. Strzała trafia dokładnie w odsłonięty punkt, jednak zanim zdąrza trafić w cel człowiek krzyczy:

 

- Light destroyer! - W tym momencie strzała wybucha. Potężna świetlista eksplozja ściera z powierzchni ziemi tarczę MasterDasha, a następnie przypiera jego samego do ściany areny.

Edited by Tric

Share this post


Link to post
Share on other sites

*Gdy przeciwnik pomyślał, że mnie trafił, jednak cel na którym użył swoje zaklęcie okazało się zwykłym trupem, tym czasie ukazałem się za nim otwierając kolejny portal*

- Wy ludzie jesteście naprawdę naiwni, wystarczy wam pokazać cel i wy go atakujecie nie wiedząc czy to wasz cel czy iluzja. *powiedziałem upiornym śmiechem. Jednocześnie zadając słaby, lecz skuteczny cios kosą mający na celu zarażenie ofiary nieznaną chorobą. Po zadaniu ciosu znikłem z powrotem do portalu, aby po chwili pojawić się na środku areny, dotknąłem kosą ziemię, czyniąc ją bagno połączone z cmentarzem, które śmierdziało zgnilizną, zepsutym mięsem i oparami bagiennymi

- Poddaj się człowieczku, a może oszczędzę Cię z agonii, które zaraz doświadczysz. *po czym uśmiechnąłem się upiornie*

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeciwnik zadał mi cios kasą, a następnie stanął na środku areny i zmienił ją w jakieś bagno. Potem powiedział że mam się poddać, to może mnie oszczędzi. Jednak ja jedynie się uśmiechnąłem, a moje ciało ponownie rozpadło się na setki świetlików. Wtedy na środku areny zaczął tworzyć się świetlisty okrąg.

 

- Light Realm! – Krzyknął głos

 

Wtedy okrąg zamienił się w portal do którego wpadł MasterDash. Wokół niego było całkowicie biało, a on sam unosił się w powietrzu. Nagle obok niego pojawił się człowiek.

 

- Jesteś niezwykle przewidywalny. Naprawdę myślisz że nie przewidziałem tego że to nie jesteś ty? Kiedy tylko oddałem strzał, zaszczepiłem swoje istnienie w jednym z moich świetlików, a następnie pod tą postacią udałem się pod arenę. Podczas gdy ty atakowałeś mój duplikat, ja gromadziłem energię by móc otworzyć ten portal. Chyba to jednak ty jesteś tu słaby, a teraz przygotuj się na ból! Light kałasznikow!

 

W MasterDasha zaczęły uderzać pojedyncze snopy światła zadając mu ciężki buł. Z każdą chwilą było ich coraz więcej i więcej i uderzały coraz szybciej. Nagle zaprzestały, a człowiek uśmiechnął się.

 

- A teraz znikaj! Light Cannon! - Krzyknął człowiek.

 

W przeciwnika uderzył jeden ogromny i potężny snop światła który wyrzucił go z świetlistego wymiaru na obrzeża areny. Człowiek natomiast pojawił się na jej środku.

 

-  Twoje mroczne moce są niczym przeciwko uzdrawiającej mocy światła! Light Healt! – Powiedział człowiek dotykając ziemi dłońmi i zamieniając bagno z powrotem w arenę.

 

Człowiek stoi na środku areny otoczony świetlikami i z uśmiechem na twarzy.

Edited by Tric

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Brawo, trochę Cię nie doceniłem człeczyno, to muszę Ci przyznać. *klaskałem w dłonie wychodząc z ziemi* - Myślałeś, że nie wiedziałem o tym, wy magowie światła, jesteście tacy przewidywalni i słabi, twoja nędzna magia nie pomoże Ci, natomiast ja władam potężną magią, która jest prawdziwa niż twoja kłamliwa domena magii. *rzekłem ponurym głosem i śmiechem* - Myślisz czemu zamieniłem arenę w bagno? Wpadłeś w moją pułapkę, wystarczyło, że dotknąłeś lub wdychać te opary, teraz nic Cię nie uratuje. *uśmiechnąłem się upiorne*

 

Proszę o dłuższe posty. ~Tric

Edited by Tric

Share this post


Link to post
Share on other sites

Człowiek patrzy na swojego przeciwnika z ciągłym uśmiechem na twarzy.

- Czy naprawdę nie stać cię na coś nowego? - Mówiąc to człowiek osiadł na krześle stworzonym przez świetliki.

 

- Jeśli jeszcze nie wiesz to każda walka jest archiwizowana. Powtarzasz dokładnie to samo co podczas poprzedniego pojedynku. Naprawdę myślisz że nie zabezpieczyłem się przed tymi twoimi oparami? Dopóki wokół mnie krążą moje świetliki nie jesteś wstanie mnie trawić. Ponadto dzięki mojemu rozszczepieniu istnienia o wiele słabiej odczuwam wszelkie dolegliwości. Twoja choroba powinna dotrzeć do mnie za jakąś godzinę ale już dawno będzie po pojedynku. Skoro już poznałeś jeden z aspektów moich mocy, to pozwól że przedstawię ci moją główną moc!
Nagle obok człowieka pojawiła się gitara elektryczna.

 

- Pozwól że zademonstruje ci magię muzyki! Gitar monsun!
Człowiek zaczyna grać na gitarze tak głośno że aż uszy bolą. Wokół niego pojawia się obłok różnorakich nut i fioletowa poświata. Szalone nuty tworzą wokół niego swoistą barierę.

 

Na przyszłość - staraj się bardziej oddzielać poszczególne elementy tekstu tak, aby wszystko się ze sobą nie zlewało. Poza tym, niech mowa/dialog nie będzie dłuższa od opisu zaklęcia :P. ~Tric

Edited by Tric

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Myślisz, że o tym nie wiedziałem, że każda walka jest nagrywana, domyślałem się, że zobaczysz kim będzie twój następny przeciwnik, więc wzmocniłem swoją chorobę, dzięki ochotnikowi, którego rzuciłem wcześniej, zaczniesz odczuwać nie za godzinę, lecz za pięć minut, wtedy będzie twój powolny koniec. *rzekłem do niego spokojnie*

- Poza tym przeciwieństwie do Ciebie nie pokazuję wszystkich kart od razu, bo nie jesteś tego wart. *odpowiedziałem, tak aby go rozproszyć*

- Więc tak chcesz to rozegrać dobrze, szykuj się na bolesną agonię. *Po czym wyjąłem z portalu swą gitarę elektryczną pokrytą plugawymi runami i owiniętą skórą ludzką. Z innych mniejszych portali wystawały pyski bestii z których grała mroczna muzyka (dark music) ukazująca koszmary tak potworne, że nikt ludzkiej rasy nie wytrzyma psychicznie.*

Edited by MasterDash

Share this post


Link to post
Share on other sites
Człowiek gra na gitarze coraz energiczniej, lecz nagle rozpraszają go słowa jego przeciwnika oraz wizje koszmaru, które rzuca. Jego gitara nagle przestaje grać. Kuca na arenie, patrzy na swojego szczęśliwego przeciwnika nie mogąc znieść swojej porażki. Nagle jego gitara zaświeca się na żółto pulsując światłem, które rozwiewa straszliwe wizje. Trzymając instrument człowiek patrzy na swojego przeciwnika. 
- Naprawdę sądzisz, że to tak się skończy? - Mówi człowiek śmiejąc się. - Uwierz mi, że to dopiero początek maksimum moich możliwości! 
Człowiek podnosi gitarę i zaczyna energicznie grać wytwarzając w okół siebie dziwną niebieską poświatę. Nagle elementy areny pękają w kształt okręgu z niezrozumiałymi napisami wokół. Człowiek przestaje grać i z całych sił uderza gitarą o arenę, która rozpada się na czarne nuty, które zaczynają krążyć wokół niego samego. Nagle człowiek dotyka obiema rękami okręgu, który zaczyna pulsować niebieską energią. Nuty zawarte w stroju człowieka także się odrywają i zaczynają krążyć wokół niego, oprócz klucza wiolinowego, który pozostaje na jego klatce piersiowej. Nagle nuty zaczynają tworzyć swoistą barierę wokół człowieka podświetlaną niebieską energią. Wtedy człowiek wyjmuje ze swojej klatki piersiowe klucz wiolinowy. Trzymając go w jednej ręce podnosi go nad siebie i krzyczy: 
- Zmiana stylu, gitar flame! 
Wtedy wszystkie nuty zasłaniają całkowicie człowieka. Nagle wielka eksplozja wstrząsa areną odpychając nieco MasterDasha. W epicentrum eksplozji stoi człowiek w zupełnie nowym wyglądzie. Jego włosy są czerwone, a na głowie widnieje czarna bandana ponadto jego strój jest teraz złożony z poszczególnych elementów złączonych srebrebnymi łańcuchami. Górna część jest czerwona, natomiast dolna żółta. Na jego klatce piersiowej widać klucz wiolinowy, który płonie teraz żywym ogniem. W lewej ręce trzyma czarno - czerwoną gitarę, która także płonie. 
- Teraz poznasz prawdziwy próg piekieł! 
Człowiek zaczyna grać na gitarze wytwarzając wokół siebie falę płomieni. Utwór, który gra człowiek, to trough the fire and flames. Potężna fala ognia kieruje się w stronę MasterDasha.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Widzę, że jakoś poradziłeś z moimi koszmarami, to muszę przyznać, jesteś dobrym przeciwnikiem. *rzekłem Sajback'owi*

- Czas Ci pokazać moją kolejną moc. *po tych słowach na moim prawym barku pojawiła się szmaciana laleczka wyglądająca jak Ty a, na lewym mała, obrzydliwa demonica. Gdy zobaczyłem nową formę przeciwnika, lalka również zmieniła wygląd*

- Ty chyba nie wiesz co mówisz, człeczyno, to ty zaraz poznasz prawdziwy próg bólu pochodzący z samego piekła. *rzekłem śmiejąc się. Lecz po chwili zobaczyłem, że Sajback rzucił w moją stronę falę ognia, częściowo się obroniłem rzucając mur stworzony z trupów, część ognistej fali zraniła mnie, ale też mojego przeciwnika poprzez lalkę voodoo. Po czym przekręcając swój znak Nurgla umieszczony na mej klatce piersiowej, prawa dłoń stała się bardziej zielona i bardziej skażona, po tej reakcji dotknąłem tej lalki, przyśpieszając i potęgując chorobę, którą wcześniej zaraziłem*

Share this post


Link to post
Share on other sites
Przeciwnik zhańbił słowa człowieka, by następnie wyciągnąć dziwną lalkę, która wyglądem przypominała jego samego. Tuż po wyjęciu szmacianki, w stronę MasterDasha uderzyła fala ognia, która pomimo jego tarczy trupów zraniła go lekko i jednocześnie lalkę. Lalka na moment zrobiła się osmalona, a po paru sekundach wróciła do swojego pierwotnego wyglądu. Człowiek się nie lękał, ponieważ dobrze wiedział, że, dopóki używa magii ognia, to czary tej samej domeny nie zrobią mu krzywdy. Wtedy przeciwnik dotkną lalkę swoją ręką co spotęgowało chorobę, którą wcześniej zaraził człowieka. Kiedy przestał grać na gitarze uklęknął na ziemi czując, że kurczowo traci siły. Jego ciało zaczęło powoli się starzeć, ale on podniósł się z ziemi i spojrzał na swojego przeciwnika. 
- Hahahaha! Widać, że twoja choroba nareszcie zaczęła działać! - Krzyknął człowiek - Teraz nareszcie zacznie się prawdziwa zabawa! 
Mówiąc to podniósł gitarę do góry i z całą siłą uderzył nią o arenę. Ta po kilku chwilach pokryła się lawą, na której powierzchni stał człowiek. Człowiek chwiał się co chwilę z powodu choroby którą został obdarzony, lecz nie ustępował. Człowiek zaczął grać kolejny utwór zatytułowany Operation Ground And Pound. Lawa na arenie zaczęła wrzeć wydzielając płonące opary.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Sorry, że tak długo, ale nie miałem czasu, ani weny aby odpisać.)

- No nareszcie moje dzieło daje Ci we znaki. *powiedziałem swym wyszczerzonym uśmiechem na twarzy, widząc mojego przeciwnika starzejącego się. Po chwili też zauważyłem, że atak ognisty, który na mnie rzucił, a lalka która dostała ogniem, nie zrobiła mu żadnej krzywdy* - Ogniem Cię nie pokonam, ale ja znam sposoby na zwiększenie bólu i cierpienia, bo jam jestem Zwiastunem Plagi. *po tych słowach zauważyłem jak wróg zamienił powierzchnię lawą a z niej wydobywały się opary, wnet uśmiałem się jeszcze bardziej* - Hahaha, i ty chcesz czymś takim zranić, nie bądź śmieszny. *Po czym otworzyłem kilka portali z których zaczął padać zielono-żółty kwasowy deszcz gasząc lawę pokrywającą ziemię zmieniając ją zgniłą ziemię, natomiast w powietrzu słyszalna była muzyka dobywająca z Osnowy*

Edited by MasterDash

Share this post


Link to post
Share on other sites
Człowiek grał na gitarze tak energicznie, jak to tylko możliwe zalewając arenę wrzącą lawą. Jego przeciwnik jednak po pewnym czasie stwierdził, że jest śmieszny i ta cała lawa nie zrobi mu żadnej krzywdy. Następnie wytworzył kilka portali, z których począł wylatywać deszcze, który zgasił lawę, a przy okazji przyprawił człowieka o mokre włosy, co raczej mu się nie spodobało. Po pewnym czasie lawa zamieniła się w zgniłą ziemie. Człowiek cały mokry uniósł gitarę i zagrał szybką solówkę metalową, która całkowicie osuszyła go z deszczu i nadała jego włosom poprzednią gęstość. Potem począł patrzeć na swojego przeciwnika ze średnio wesołym wyrazem twarzy. 
- Znowu to bagno? Stary, to już się robi nudne. - Powiedział człowiek ziewając. - Przykro mi, ale źle mi się walczy w takim otoczeniu. 
W ten ponownie uniósł w górę gitarę, po czym odczepił od siebie płonący klucz wiolinowy i szybkim ruchem przykleił go do gitary, której koniec zamienił się w płonące ostrze. Trzymając instrument zaczął powolnym i spokojnym krokiem zbliżać się do swojego przeciwnika. Nagle zatrzymał się jakieś sześć metrów od niego w okolicach środka areny i krzyknął: 
- Fire sacrifice! 
Krzycząc to przebił swoja klatkę piersiową ostrzem gitary i upadł na kolana. Nagle wydobyła się z niego potężna kula ognia, tak potężna, że pokryła całą arenę, z każdą chwilą stając się coraz potężniejsza. Po jakiś trzydziestu sekundach ogień opadł odkrywając osmaloną od ognia arenę. Człowiek, natomiast stał na jej środku ostro dysząc. Miał swój poprzedni struj, a oprócz tego gitarę, która po paru sekundach zamieniła się w pył, zostawiając mu w rękach klucz wiolinowy. Zaraz po tym jak odzyskał siły można było zobaczyć, że choroba rzucona na niego lekko się cofnęła, było to, bowiem spowodowane ponowną zmianą postaci. Kurczowo trzymając się podłoża człowiek umieścił klucz wiolinowy z powrotem na klatce piersiowej i począł przygotowywać się do kolejnego ataku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No cóż jestem staroświecki, lubię klasyczne zagrywki, bowiem w końcu mam kilka tysięcy lat i powodowałem liczne zgony.

*rzekłem do mego przeciwnika. Po chwili usłyszałem jak grał muzykę z rodu metalowego, wnet uśmiechnąłem i odezwałem się do niego*

- Metalem mnie nie pokonasz, bo to my demony go stworzyliśmy, aby przejąć nad wami ludźmi kontrolę.

*Gdy przeciwnik podszedł na środek areny i zadał sobie cios, spowodował wielką kulę ognia, która już bardziej mnie poparzyła, przez to uklęknąłem na jednej nodze, lecz dzięki robakom, które były poruszały się pod skórą, szybko zregenerowałem oparzenia, wnet podniosłem się i zacząłem klaskać*

- No brawo, już myślałem, że będzie nudno, ale dzięki Tobie szybko to zakończę i wrócę do szerzenia plag dla Ojczulka. Przypieczętowałeś swój los wracając do swej postaci

*Po tych słowach przekręciłem metalowe znamię Chaosu oraz wymówiłem w demonicznym języku* - Mortem vincit tamen nigra *które spotęgowało chorobę, którą nałożyłem przeciwnikowi.*

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Człowiek powoli zaczął się podnosić, krzywo patrząc na swojego przeciwnika, który doznał dość ciężkich opatrzeń od jego ognia. W ten jego oponent zaczął leczyć swoje rany jakimiś obrzydliwymi robakami, które przyprawiły człowieka iście o odruch wymiotny. Cierpiący i obolały przyklęknął na ziemi w oczekiwaniu na dalszy bieg wydarzeń. Nagle MasterDash zaczął mamrotać jakieś niezrozumiałe zaklęcie, które spotęgowało, lekko cofniętą chorobę nałożoną na człowieka. Człowiek wyczuwał jak jego ciało zaczyna słabnąć, a jego ciało zaczynają pokrywać jakieś dziwne robaki. Ciało zaczęło go potwornie swędzieć, utrudniając ocenę sytuacji.
- Nie sądziłem, że będę musiał wysilać się, aż w takim stopniu dla kogoś takiego jak ty. - Powiedział człowiek patrząc na przeciwnika. - Możesz skalać moje ciało, lecz moja świadomość i dusza są po za twoim zasięgiem!
Człowiek wstał i ponownie wyciągnął klucz wiolinowy z klatki piersiowej. Mając kamienną twarz spojrzał na MasterDasha, a następnie złączył stopy, rozpostarł ręce i zaczął pulsować niebieską energią. Człowieka ponownie zaczęły otaczać nuty, lecz tym razem o wiele szybciej niż przedtem. Nagle ustawiły się w skomplikowaną symfonię tworząc swoisty mur naokoło człowieka. W ten na arenie zaczęła grać mroczna muzyka, przed, której dźwiękiem milkły nawet najgłośniejsze waśnie. Przy akompaniamencie dźwięków, na arenie zaczęły wyrastać dziwne niebieskie kwiaty, które pulsowały niebieską energią. Gdy zasiały całą arenę, dźwięki ucichły.
- Flower of essences sounds! - Wszystkie nuty uderzyły w trzymającego klucz wiolinowy człowieka, tworząc wielką niebieską eksplozję. Gdy opadł dym, człowieka nie było. Pozostał po, nim jedynie skrawek materiału. Z nieba zaczął padać błękitny śnieg, obwieszczając tragedię tego wydarzenia. Zwycięstwo zdawało się należeć do przeciwnika, lecz nagle na arenie zabrzmiała melodia tajemnicy. MasterDash zdawał się być otaczany przez falę niewidzialnej mgły, która tłamsiła jego myśli. Nagle w powietrzu zabrzmiał cichy głos.
- Niechaj melodia tajemnicy stłamsi twoją pewność siebie.... .

Edited by Sajback

Share this post


Link to post
Share on other sites

*Usłyszawszy słowa przeciwnika o tym, że jego świadomość i dusza się nie do zdobycia, zacząłem śmiać się wniebogłosy.*

- Jesteś naprawdę naiwny, myśląc, że twoja dusza i własna wola nigdy nie ulegną Mrocznym Potęgom *rzekłem do Sajbacka uśmiechając się upiornie. Następnie dodałem kilka słów, aby zdekoncentrować przeciwnika.*

- Chyba nie wiesz o tym, ale powiem Ci, że jak my walczymy. Tym czasie moje sługi właśnie w tym momencie zarażają twoich najbliższych, czyniąc ich niewolnikami Chaosu. *Widząc mur nut otaczający mojego wroga. Pomocą kilku demonicznych słów z moich pleców wyrosły małe zarodniki, które były niewidoczne dla niego. Po chwili zobaczyłem, że na arenie zaczęły rosnąć jakieś niebieskie chwasty. Następnie po zaklęciu wymówionym przez niego, utworzył wielką, niebieską eksplozję zobaczyłem, że mego rywala nie ma na arenie, a zamiast niego zaczął padać śnieg. Widząc, że to kolejny czar postanowiłem użyć moich zarodników do obrony przed następnym jego zaklęciem. Jak wkrótce się okazało, że dobrze zrobiłem. Bowiem po słowach przeciwnika wiedziałem, że to zaklęcie ma tłamsić moje myśli, ale na szczęście byłem przygotowany na to. Przed nim tylko udawałem, że jestem pod wpływem zaklęcia, czekając na odpowiedni moment.*

Edited by PlaguePony

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Arena zaczęła wypełniać się białą mgłą utrudniając widoczność. Melodia tajemnicy przez cały czas tłamsiła myśli Mastera, co bardzo radowało człowieka. Wokół przeciwnika dało słyszeć się ciche szepty, niczym stłumione krzyki utraconych jestestw. Błękitny śnieg nagle przestał padać, a niebieskie kwiaty otworzyły się wypuszczając granatowy pył, który otoczył arenę. Pył zaczął kierować się w stronę przeciwnika, drapiąc go w oczy. Nagle melodia tajemnicy ustała, a kwiaty rozpadły się tworząc swoisty deszcz płatków. Na arenie zapanowała całkowita cisza, przysłoniona niebieskim pyłem, który otaczał przeciwnika. W ten nagle ktoś zaczął grać na skrzypcach, burząc mur
spokoju. Melodia poczęła rozprzestrzeniać się po arenie. Była przepełniona spokojem i niezmąconą radością życia.

- Możesz mówić do woli, lecz mojego ducha nie złamie nawet najciemniejsza noc.... nawet najmroczniejszy dzień. Jestem aniołem muzyki.... to my czynimy ten świat tak pięknym i przyodzianym w dźwięki... . - Zaczął mówić głos półszeptem.

Arena zaczęła się wypełniać nutami powstałymi w wyniku gry na skrzypcach. Symfonia jaka niosła się po okolicy zaczęła tworzyć swoiste tornado na drugim końcu areny.  Nagle z tornada wystrzeliły dwa czarne potężne czarne skrzydła, a następnie pozostałe części ciała. W końcu ukazał się cały człowiek o zupełnie nowym wyglądzie. Jego włosy były granatowe, natomiast oczy błękitne. Jego struj był teraz przepasany niebieskimi wstęgami. Ponadto na jego głowie pojawił się niebieski kapelusz fedora.

- Powalczymy teraz według moich zasad. - Stwierdził człowiek uchylając kapelusz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mgła, która pokrywała arenę, zaczynała mnie denerwować, więc za pomocą zarodników, które znajdowały się na moich plecach rozproszyłem ją. Niestety nie obroniłem się przed pyłem, który podrażnił oczy. Po chwili mój przeciwnik przemówił, że jest aniołem muzyki. Po tych słowach przykryłem rękę do ust i po cichu się zaśmiałem.

- Nie wiesz, że oni pierwsi ulegli Chaosowi, a ty będziesz kolejnym - rzekłem do Sajback'a.

Jednak zaraz, mój przeciwnik zaczął się przemieniać w anioła ubranego w wstęgi i niebieski fedor. Nie chcą być w tyle, otworzyłem w ziemi duży portal.

- Myślisz, że Ci pozwolę na to. O nie będziemy walczyć na moje zasady - przemówiłem do przemienionego wroga.

Po czym wykonałem kombinację gestów, które spowodowały przyzwanie dwugłowego gigantycznego robaka. Jedna z jego głów pochyliła się nade mną i połykając mnie schowała się pod ziemią. Natomiast z drugiej wyskoczyła inna postać, której twarz była czerwona i pokryta małymi rogami. Z areny wydobył się potężny głos.

- Zajmij się nim przez chwilę - odrzekłem do przyzwanej istoty.

Rogowata postać podeszła do anioła i łapiąc go za twarz zabrała go swego świata snów. Tej krainie wydobywał się głos postaci. Nagle pojawiła się przed nim i zaczęła na swój brutalny sposób torturować istotę niebiańską. Trwającej dla niego godzinach tortur, które naprawdę trwały pięć minut, wypuścił z swej krainy na sam środek areny.

Edited by PlaguePony

Share this post


Link to post
Share on other sites

 Człowiek przemienił się w anioła muzyki, a następnie począł czekać na odzew jego przeciwnika. Stwierdził, że to właśnie anioły pierwsze uległy chaosowi. Znałem starą legendę o tym, że pradawny demon przekabacił niektóre anioły na stronę chaosu, lecz te czasy dawno minęły i z pewnością nie dam się zastraszyć tej kreaturze. Następnie wróg powiedział, że nie pozwoli mi walczyć na moich zasadach, lecz tylko i wyłącznie na jego. Uśmiechnąłem się lekko na to stwierdzenie mając świadomość mojego asa w rękawie, którego jeszcze nie odkryłem. Potem kreatura przyzwała jakiegoś obrzydliwego dwugłowego robaka, który zjadł go, a następnie drugą stroną wypluł jakieś rogate stworzenie. W ten na arenie rozległ się potężny głos brzmiący "zajmij się, nim przez chwilę". Stworzenie zaraz po tych słowach rzuciło się na mnie. Otworzyłem oczy i okazało się, że znajduje się w jakimś dziwnym wymiarze. Z pewnością nie była to arena. Prawdopodobnie był to wymiar snów, bardzo częsta sztuczka demonów. Związany czymś na kształt łańcuchów usłyszałem dziwną odgłosy, a następnie zobaczyłem małego sługusa przeciwnika. Począł zadawać mi cierpienia, których nie sposób opisać. Ja jednak nie krzyczałem ani nie narzekałem. Stałem zakuty w łańcuch nucąc pieśń anielskich przodków, która cały czas podtrzymywała mnie na duchu. W końcu zostałem wyrzucony z powrotem na arenę. Począłem powoli się podnosić, wciąż czując ból na całym ciele, który po pewnym czasie całkowicie zaniknął. Przeciwnik wciąż znajdował się pod ziemią. Nagle wyciągnąłem naszyjnik, który przez cały czas ukrywałem pod koszulką. Była, nim niebieska fiolka, zakończona niewielkim otworem. Podniosłem fiolkę do góry, po czym granatowy pył zaczął zmieniać kolor na jasny błękit. Pył zaczął wirować i kierować się w moją stronę. W ten utworzył lej, który począł kierować się w kierunku fiolki. cały pył trafił do mojego naszyjnika, po czym zmienił się w niebieską ciecz. Zawiesiłem naszyjnik z powrotem na szyję i wzniosłem się w powietrze.
- Naprawdę myślałeś, że ten twój pachołek jest w stanie zrobić mi jakąkolwiek krzywdę? Jak już mówiłem nie zlęknę się najciemniejszej nocy i najstraszliwszego cierpienia. A teraz wychodź! - Krzyknąłem unosząc się nad areną.
W mojej dłoni nagle zabłysło jasne niebieskie światło, które zamieniło się w skrzypce. Wziąłem je w ręce, po czym zacząłem energicznie grać melodię bojową. Nuty utworzyły kilkanaście ostrzy które były wycelowane prosto w arenę, by w razie wyjścia przeciwnika porazić go deszczem bólu.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po jego uwolnieniu z pułapki zastawionej przez sennego demona. Nagle z ziemi przebił się robak, który mnie wypluł z swej ociekającej ropą paszczy. Po czym stałem na nogi i odesłałem go z powrotem do Domeny.

- Widzę, że dobrze wyszkoliłem. Ale żadna istota jeszcze nie odparła się moim czarom i chorobom - rzekłem do anioła.

Z swej torby zrobionej z ludzkiej skóry wyjąłem składnik niezbędny do mojej przemiany. Mój przeciwnik ujrzał, że w mojej ręce znajduje się serce, które należało do jego rasy. Wymiotując utworzyłem demoniczny krąg, na którym następnie za pomocą kosy narysowałem wzory. Po wymówieniu inkantacji "Azhir uval nutarus. Azhir mudas ethanul. Dalektharu il dask daku" oraz przebiciu serca anioła, otoczyła mnie bariera nie do przebicia. W niej zacząłem się przemieniać. Po kilku minutach z bariery wybiły się skrzydła, które były połączeniem muszych i aniołów. Skrzydła miały kolor zgnilizny mieszaną z czernią. Następnie reszta mnie wyszła z kuli. Przeciwnik zobaczył ropiejącego pół demona pół anioła, który trzymał w prawej ręce kosę, natomiast w lewej trzymał niebiesko-zielony kamień.

- Więc mój uczniu, skończyła się zabawa, chciałem pokojowy sposób Cię przegonić. Ale twoja upartość znajdzie swój koniec w śmierci. - rzekłem do niego.

Spojrzałem na górę i zobaczywszy te ostrza, zamachnąłem się kosą, z której wydobył promień niszcząc te małe zabaweczki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ostrza wycelowały się wprost na arenę. Nagle z ziemi wyszedł robak, który kilka minut wcześniej pochłoną mego przeciwnika. Następnie wypluł mojego oponenta, który stanął na nogi i powiedział, że dobrze wyszkolił, ale nikt mu się nie oprze. Wyszkolił? On nie jest moim mistrzem! Za kogo on się uważa?! Następnym jego czynem było wyciągnięcie jakiegoś worka, najprawdopodobniej zrobionego z skóry już chciałem nasłać na niego moje ostrza, lecz w, tedy zobaczyłem co demon wyciąga ze swojej torby. To było serce należące do mojej rasy. Ten widok lekko mnie przeraził, przez co nie mogłem wycelować ostrzy, lecz, wtedy oponent utworzył wokół siebie krąg, a następnie przebił serce. Otoczyła go jakaś dziwna bariera, która zdawała się być wystarczająco silna, by odepchnąć me ostrza, więc wstrzymałem się, aż do zakończenia jego przemiany. Po kilku minutach z bariery wystrzeliły dziwne skrzydła przypominające musze, a jednak jakby znajome. Po chwili z bariery wyszła reszta mojego przeciwnika. Kiedy zobaczyłem jego nowy wygląd ogromny uśmiech zagościł na mych ustach, po czym wysłałem w jego kierunku muzyczne ostrza, które po chwili rozpadły się od ciosu jego kosy. Powoli wciąż z uśmiechem zleciałem na przeciwległy kraniec areny, po czym zacząłem powoli klaskać w ręce. Nagle sięgnąłem po mój amulet zawieszony na szyi. Oderwałem go, po czym pokazałem przeciwnikowi.
- Naprawdę myślisz, że jesteś taki sprytny? A jednak nie zorientowałeś się czym naprawdę był pył przed, którym nie zdołałeś się obronić.
Wokół mnie zaczęła zbierać się niebieska poświata, która powoli poczęła przemieniać się w swoiste okręgi otaczające moją osobę. Oderwałem korek zapieczętowujący flakonik, po czym szybkim ruchem wypiłem jego zawartość. Pochyliłem głowę na dół, a w ten moje skrzypce uniosły się nade mną same grając i tworząc jasno niebieską barierę, przez którą nie było nic widać. Po około minucie kula zmieniła kolor na ciemny fiolet. Kilka sekund później, niespodziewanie z kuli wybiła się ręka trzymająca długą kosę z symbolami w nieznanym języku i niebieskim ostrzem. Następne wystrzeliło ogromne skrzydło nietoperza, a potem drugie skrzydło, które było takie samo jak wcześniej. W końcu kula całkowicie się rozpadła odsłaniając mój obecny wygląd. Jedno moje skrzydło zmieniło się w fioletowe skrzydło nietoperza, mój strój składał się teraz z falujących skrawków czarnego materiału, a me włosy lekko poszarzały. Tęczówka, natomiast była teraz żółta. W jednej ręce, natomiast widniała teraz ogromna kosa z niebieskim ostrzem, a w drugiej flakonik, który chwilę później zmiażdżyłem.
- Ciekawe prawda? Moje kwiaty potrafią wytworzyć pył, który wysącza z przeciwnika część jego umiejętności, a następnie ja przetwarzam ten pył w eliksir, który obdarowuje mnie częścią potęgi wroga. – Kończąc zdanie skierowałem kosę w kierunku demona. – To raczej twoja upartość znajdzie swój koniec w śmierci. Zakończmy to! – Krzyknąłem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Widzę, że chyba nie znasz całej prawdy uczniu - powiedziałem patrząc na jego z swym uśmieszkiem - Zanim mnie wyrzucili z Niebios za wypowiadanie prawdy, którą Oni ukrywali przed innymi. Miałem ucznia, którym byłeś ty. Usunęli Ci pamięć o mnie jak zostałem wygnany z Nieba. Lecz ja zachowałem swoją - dodałem po chwili.
Po czym rzuciłem w jego kierunku kamień, aby mógł sam zobaczyć prawdę. Lecz po kilku minutach ujrzałem przemienionego przeciwnika, który prawie wyglądał jak ja, po czym odrzekłem mu.

- Myślałeś, że ja się tego nie spodziewałem, uczniu, naprawdę będziesz musiał wiele się nauczyć, jak z tobą skończę - rzekłem Sajbackowi w prosto oczy. - Właśnie wchłonąłeś bardziej zabójczą chorobę, którą nawet anioły umierają, na którą tylko ja jestem odporny, a tego już nie skopiujesz - powiedziałem uśmiechem z którego wypływała zielona ciecz.

- Ale w jednym masz rację mój uczniu. Zakończmy to, bo zaczyna się to robić nudne. Po tych słowach zakręciłem swoje znamię, które spotęgowało już dwie choroby.
 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Słowa przeciwnika bardzo mnie zastanowiły. Dlaczego on ciągle nazywa mnie swoim uczniem? Zaczął opowiadać coś, że był kiedyś aniołem i, że miał ucznia… . W końcu dodał, że to ja, nim byłem. Zaskoczenie na mojej twarzy było jakże potężne. Stwierdził, że usunęli mi pamięć, a on swoją zachował. Potem rzucił mi jakiś kamień, Spojrzałem na niego i ujrzałem wizję, w której on faktycznie był moim mistrzem. Zaraz potem upadłem na kolana.
- Ja… ja… . Spojrzałem na swoje dłonie. A, więc to prawda… .
Potem stwierdził, że spodziewał się tego, że użyję swojej mocy, by skopiować jego potęgę. Mówiąc to spojrzał mi prosto w oczy, co wzbudziło we mnie lęk. Stwierdził, że właśnie wchłonąłem jeszcze bardziej zabójczą chorobę, która jest nawet śmiertelna dla aniołów. Potem przekręcił swoje znamię, które najprawdopodobniej miało spotęgować obie rodzaje chorób. Widząc to upadłem na ziemie upuszczając kosę. Leżałem tak przez około minutę nie ruszając się. Nagle moje ciało rozpadło się w cień.
- Taki żarcik! Powiedziałem pojawiając się, z drugiej strony areny z lekkim uśmiechem na twarzy kierując kosą w jego stronę. Naprawdę myślisz, że moje zdolności tak marne?! Spędziłem wiele lat na doskonaleniu tej magicznej mikstury! Nie potrzebuję twojej mocy! Wchłonąłem jedynie samą esencję zasad jej działania! Nie bez powodu nie wziąłem jej od razu! Ta probówka służy do wyodrębnienia samej esencji danego strumienia magicznego i likwidacji wszelkich nieprawidłowości! Chyba nie myślisz, że nie jestem w pełni przygotowany do każdego pojedynku! Twoja moc została przetworzona i przekształcona w moją własną, odpowiednią do mego istnienia! Nie myśl, że przegram z tobą w tak żałosny sposób , jak ta twoja żałosna choroba! Sposób mojej wypowiedzi był bardzo gwałtowny.
Podczas mojej wypowiedzi wokół mnie zaczęło tworzyć się cieniste koło, które powiększało się z każdą sekundą. W końcu objęło całą arenę, czyniąc całkowicie czarną i emitującą mroczną energię. Na moim ciele zaczęły pojawiać się mroczne symbole, Z, których po chwili zaczął ulatniać się czarny dym. Moje włosy, natomiast zaczęły robić się coraz dłuższe, ostatecznie sięgając niemal podłogi. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, można było także dostrzec kieł, który stał się bardzo ostry. Moje tęczówki zaczęły robić się wyjątkowo karmazynowe, a następnie poczęły świecić czerwonym światłem. Zaraz potem podniosłem kosę i z całych sił uderzyłem a arenę uwalniając ogłuszający dźwięk. Obok mnie pojawiły się dwie istoty z cienia przyodziane w czarne kaptury. Schowałem swoją kosę na plecy i wyciągnąłem specjalne lalkarskie krzyże, z których wystawały czarne nici trzymające istoty.
- Sprowadźcie wieczny cień, wasz lalkarz wam rozkazuje… . Powiedziałem grubym głosem.
Owe istoty nagle wzbiły się w powietrze i rozprzestrzeniając czarny dym przysłoniły blask słońca. Zaraz potem schowałem krzyże, a istoty rozpłynęły się w powietrzu. Ponownie wyjąłem kosę i kierując na wroga spojrzałem na niego moimi czerwonymi oczami.
- Poznaj anioła śmierci! Może i kiedyś byłeś moim mistrzem, ale to się już dawno skończyło! Pokaż pełnię swoich możliwości! Niechaj ostatni akt rozegra się tutaj!
Wtedy ukłoniłem się i niczym w mrocznej smudze samej śmierci pognałem w kierunku wroga trzymając lśniącą niebieską kosę. Do tego ataku użyłem całej swej mocy, a ponadto na mojej twarzy było widać zadowolenie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mimo brakującego posta, otrzymałem informację, że nie ma żadnych większych przeszkód przed wyczarowaniem stosownej ankiety, w której szanowna publiczność wskazała by swego zwycięzcę.

 

Tak więc, w mgnieniu oka pojawiła się zdobiona ornamentami urna, która już czeka na wasze głosy. Kto Waszym zdaniem popisał się większą mocą i odwagą? Czy był to Sajback Aliquam Gray, czy też może PlaguePony? Komentujcie i głosujcie!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...