Jump to content

Uniwersum Pułapek


Jonathan Cloud

Recommended Posts

  • Replies 83
  • Created
  • Last Reply

Top Posters In This Topic

- Widocznie wpadł w wyrwę międzywymiarową. Nie ma szans na wyciągnięcie go. Szukać też nie mamy czasu. Trzeba liczyć na to, że wpadniemy na siebie po drodze. O ile wcześniej nie zginie - powiedziałem do dziewczynki. - Ruszajmy - rzuciłem szybko. Skierowaliśmy się w kierunku drzwi. Powoli je otworzyłem, sprawdzając czy na zewnątrz nikogo nie ma. Ani niczego. Machnąłem ręką, by Charlotte szła za mną. Pobiegłem w mrok.

Edited by Jonathan Cloud
Link to comment

Co ja robiłem na drugim końcu szpitala??? Przecież byłem? Ja? WTF????
==============================

Jacob popatrzył się za siebie i zauważył że był gdzie indziej niż poprzednio

- Dobra...nie wiem dlaczego, ale coś tu naprawdę jest nie tak...

Po czym wyjął pistolet i strzelił w ścianę

Link to comment

Nie chciałem tego tłumaczyć. Myślałem, że nie będę musiał...ale... Pomiędzy ścianami sa wyrwy międzywymiarowe. Jako, że przy trzech osobach Sektor 1. jest dosyć niestabilny, nie można ich usunąc. A świat wykorzystuje to na twoją niekorzyść. Każde miejsce w wyrwie jest połączone z miejscem w innej. Tyle...

----------------------------------------------------

Gdy strzeliłeś w ścianę, jeden z napisów, w który trafiłeś, zaczął świecić. Na metalowej ściance wokół niego zaczął się pojawiać dziwny kryształ. Za plecami poczułeś dziwne gorąco. Obróciwszy się, zobaczyłeś dziwną kulę energii, która skwarczała coraz bardziej. Nagle kula zaczęła sunąć do przodu, coraz bardziej przyspieszając. Obok ciebie pojawił się kolejny napis: "You gotta run!"

----------------------------------------------------

Szliśmy przyparci do ściany, wszędzie było ciemno. Postanowiłem włączyć latarkę w telefonie. Od razu lepiej... Skierowałem się w głąb korytarza.

- Nie martw się... Cienie reagują na wibracje. Dopóki nie zbliżą się na tyle blisko, by poczuć ciepło światła, nic się nam nie stanie.

Link to comment

- Oczywiście, że tak. Myślałaś, że taka mroczna kraina może egzystować bez potworów w niej żyjących? Absurd - powiedziałem chłodno. - Trzeba ruszać. Musimy się spieszyć - powiedziałem z nutą rozkazu w głosie. Przesuwaliśmy się wzdłuż ściany. Po pewnym czasie spostrzegliśmy dość spore, jasne drzwi. Podeszliśmy doń, aby wejść do środka. Wewnątrz... czekały nas pewne niespodzianki.

- Broń... Leki... Prowiant. Skoro jesteśmy w tym pomieszczeniu, to oznacza, że jesteśmy blisko - spojrzałem współczująco na dziewczynkę. - Od teraz to już nie będzie zabawa, mała. Bierz co jest ci potrzebne, odpocznij chwilę i ruszamy. Pokój jest odcięty od świata zewnętrznego. Prawdopodobnie ostatnie miejsce, w którym będziemy bezpieczni - powiedziałem miło, po czym sam zacząłem zbierać zapasy. Nagle poczułem pewne pieczenie na prawym przedramieniu. Szybko złapałem się za rękę, czekając aż ból ustąpi. Nie mogłem zdradzić żadnych oznak cierpienia. Nie mogła tego zauważyć... Gdy pieczenie ustało, włożyłem do torby amunicję, kilka noży i wodę. Na środku, na stole leżał plan szpitala. Podszedłem do niego, by zorientować się w naszym położeniu. Gdy ujrzałem owy kawałek papieru, trochę się zawiodłem. Owszem był na nim plan, ale nie był on normalny. W niektórych korytarzach narysowano jakieś symbole, a na brzegach kartki widniały tajemniczne liczby: 66, 67, 14, 23^23, 01, 167. Nic mi one nie mówiły, ale dla bezpieczeństwa postanowiłem je zapisać. Sam plan zwinąłem i włożyłem do torby. Stawała się ona coraz cięższa. A taki ciężar może mnie tylko spowalniać. Na razie jednak było dobrze.

- Gotowa?

Link to comment

Jacob... Te twoje odpowiedzi są takie treściwe xD

---------------------------------

- Chcę Cię tylko ostrzec. To, co przeżyliśmy do teraz było teraz rozgrzewką. Teraz zacznie się prawdziwe piekło - poprawiłem okulary i nasunąłem kaptur na głowę. Zacząłem się powoli przesuwać w kierunku skrzyżowania korytarzy, gdy nagle usłyszałem dźwięk podobny do dzwonków. Zamarłem. Odruchowo zasłoniłem usta Charlotte dłonią i szybko wyłączyłem latarkę w telefonie.

           Co on tu robi?! Powinien być o wiele dalej. Niemożliwe... On nigdy nie zmieniał ich ustawienia. Coś tu jest nie tak. Ona nie ma szans, by uciec o własnych siłach. Dogoni nas i zabije.

           Co teraz powinienem zrobić? Muszę coś wymyślić. W skupieniu się przybliżający się dźwięk dzwoneczków. Nie dawało mi to myśleć. Mogłem zrobić tylko jedno. Obróciłem się, błyskawicznie podniosłem dziewczynę i rzuciłem się do ucieczki. Stawiałem stopy najciszej jak potrafiłem, mając nadzieję, że mnie nie usłyszy. Gdy zobaczyłem pierwsze lepsze drzwi, bez wahania wpadłem do pomieszczenia, którego strzegły. Przysunąłem stół do drzwi, a sam zajrzałem przez dziurę w ścianie. Moje serce stanęło. Puls ucichł, a bicie narządu nie było wyczuwalne w klatce piersiowej. To co tam stało... To nie był Magik. To był legendarne monstrum Uniwersum Pułapek, Azrak. Ponoć widział go tylko jeden z ludzi, którzy tu byli...mój dziadek. Ale... Ten potwór powinien być dopiero w Sektorze 45. A i tam prawdopodobieństwo pojawienia się go wynosiło mniej niż 3%. Więc co on robi w Sektorze 1.?

- Mam złą wiadomość. Zmiana planów.

----------------------------------------------------------

Kula energii coraz bardziej się do Ciebie przysuwała, dźwięki w tunelu robiły się coraz bardziej piszczące, a w twojej głowie odbijały się echem dziwne dźwięki. Jedno było pewne. Musisz uciekać.

--------------------

Jacob, napisz jakąś bardziej rozwiniętą wypowiedź. Nie wiem... opis przeżyć wewnętrznych czy coś takiego. Dzięki temu będę mógł napisać coś bardziej odpowiedniego do sytuacji, w której się znajdujesz.

Link to comment

- Wiesz co? Po ty kilku razach, kiedy tu byłem nauczyłem się jednej rzeczy. Nigdy nie daj się zbliżyć Cieniowi silniejszemu niż Preter na więcej niż 100m - nagle poczułem na swoich plecach małe, mięciutkie zwierzątko. Ktoś mnie obserwował. A tym razem to nie był ktoś, a coś. W dziurze w ścianie, przez którą przed chwilą wyglądałem, zobaczyłem wielkie, przekrwione oko. Odskoczyłem w cień, pociągając za sobą Charlotte. Po kilku minutach stania poza polem widoczności potwora, postanowiłem wyjrzeć. W dziurze nie było już niczego. Nawet dźwięk dzwonków ucichł. Azrak...rozpłynął się w powietrzu? Czy to była...iluzja? Nie... To niemożliwe... Rubik nie miał wystarczającej mocy, by odtworzyć aurę monstrum dużo potężniejszego od niego samego.

- Cokolwiek się stanie... Trzymaj się z tyłu.

Link to comment

Spojrzałem współczująco na dziewczynkę.

- Jeżeli chcesz się stąd wydostać, to przestań płakać - znałem już takie przypadki. Żaden nie kończył dobrze. Histeria nie jest żadnym wyjściem. Podszedłem do dziewczynki, po czym przyklęknąłem i spojrzałem jej w oczy. - Ja też chcę wrócić do domu. Więc... Pomożesz mi? Chodź ze mną. Razem się stąd wydostaniemy - uśmiechnąłem się, po czym sięgnąłem do torby i wyciągnąłem z niej lizaka. - Może to Cię zachęci.

Skąd ja go wziąłem?!

Link to comment

Eh...jak chcesz

------------------------

Jacob poczuł w brzuchu głód lecz nie był na to czas. Przyspieszył biegu i powiedział do siebię

- Jak to przeżyję zjem hamburgera z podwójnym sosem

Jako iż żołądek to chyba usłyszał dał naszemu bohaterowi 2 razy więcej energii i mocy, przy czym troszkę adrenaliny na przystawkę co poskutkowało przyspieszeniem biegu o całe 5 km/h. Jakby miał włosy to pewnie by mu falowały z pędem lecz był łysy więc wyglądał jak łysy palant biegnący przez korytarze, a za nim goni jakieś okrągłe gówno energii.

Link to comment

Kula energii coraz bardziej przyspieszała. Po chwili poczułeś jak fragment tunelu zapada się pod twoimi stopami. Spadłeś na twardą podłogę. Znajdowałeś się w dziwnym, kwadratowym pomieszczeniu. Wokół ciebie latały dziwne przedmioty. Wszystkie wydawały się być dziwne wyblaknięte. Nagle wszystkie zatrzymały się w miejscu i opadły na ziemię. Lampa wisząca u góry pokoju zapaliła się oświetlając zardzewiałe, stalowe drzwi.

Link to comment

Gdy kopnąłeś drzwi, te zatrzęsły się, ale nie otworzyły. I nie wyglądały na takie, które miałyby to w najbliższym razie zrobić. W pokoju robiło się coraz zimniej. Nagle usłyszałeś za sobą cichy, kobiecy głos:

- Weź to - kobieta z blond włosami, a raczej duch takowej, trzymała w ręku mały, mosiężny klucz. Już na pierwszy rzut oka widać było, że pasuje do drzwi za tobą.

-------------------------------------

- Pierwsza rzecz jaką musimy zrobić to znaleźć Jacoba. Bez niego stąd nie wyjdę - uśmiechnąłem się pod nosem. - Może i jest idiotą, ale czasami potrafi zrobić coś sensownego. - sprawdziłem godzinę. Jako, że czas tutaj był co chwilę zaginany, nie można było określić dokładnej godziny. Jeżeli nie znało się systemu... Na oko od otwarcia drzwi minęły 2 i pół godziny. Wrota będą otwarte jeszcze przez 30 minut. Jako, że wtedy była 16:30, a do tej pory czas zmienił się 6 razy, trzy razy 20 min do tyłu i raz 12 minut do przodu, a potem tak samo do tyłu, mamy jeszcze ok. półtorej godziny. To powinno wystarczyć. Po chwili spojrzałem na nóż leżący na stole przede mną.

- Weź to - powiedziałem do Charlotte, patrząc na ostrze, którego brzeg błyszczał czerwoną barwą. - To ci pomoże przetrwać. W większości przypadków będę zdejmował Cienie z dystansu, ale gdyby udało się jakiemuś dostać dostatecznie blisko, by nas zranić, wystarczy wbić ten nóż w jakąkolwiek część ciała. Rozpadną się.

Czy ja napewno dobrze robię?

- W każdym razie... Ruszajmy - otworzyłem powoli drzwi prowadzące na korytarz. Nikogo ani niczegu tu nie było. To dobry znak. Pokazałem dziewczynce dłonią, aby podążała za mną. Na razie nie mieliśmy się czego bać. Jeżeli pojawił się tu Azrak, to oznacza, że reszta Cieni z tego miejsca zniknęła pod naporem energii neuroelektrycznej. Szliśmy spokojnie przez korytarz szukając najbliższych drzwi. Jednak nawet chwila wytchnienia musiała zostać zakłócona przez głęboki, męski głos.

 

- Ooh... Jak widzę znalazłeś sobie towarzyszy? - zamarłem. Po tylu razach nie mogłem go nie rozpoznać.

- Dobrze widzisz... Czego chcesz?! - krzyknąłem. Moja nieudana próba ukrycia przerażenia nie umknęła mojemu rozmówcy.

- Boisz się? Wiesz co oznacza mój głos, prawda? - złowieszczy śmiech poniósł się echem po korytarzu. - Teraz to już nie jest zabawa. Jeden fałszywy ruch, a wy i ten wasz koleżka zginie! Czy jesteś gotowy?! Star Breaker! - zamarłem po raz drugi. Tego przezwiska nikt nie używał odkąd skończyłem 14 lat. Chociaż nawet wtedy znała je tylko grupka moich najlepszych przyjaciół. Więc jakim cudem on je znał?

- Skąd wiesz?! Skąd je znasz?! - nie otrzymałem odpowiedzi... głos ucichł, a cisza ponownie wypełniła pustą przestrzeń. Lecz nie na długo. Po chwili do naszych uszu dotarły dziwne krzyki. Źródeł było mnóstwo. A to oznaczało, że pojawiła się Horda. Dlaczego? Dlaczego tym razem to wszystko jest takie pomieszane? Horda nie ma prawa tu być! Nie ma! To napewno złudzenie. Jednak złudzeniem to nie było. Kilka sekund później ujrzeliśmy przed sobą grupę Cieni. Wśród nich byli dwaj Magicy.

W walce nie mamy szans

Odsunąłem się do tyłu, by być na równi z Charlotte. Kucnąłem.

- Trzymaj się mocno i pod żadnym pozorem nie krzycz - szepnąłem jej do ucha. Następnie podniosłem ją i rzuciłem się w stronę okna. Potem tylko uderzenie, odgłos tłuczonego szkła... i przestrzeń.

Ciemność.... Przestrzeń... Pustka... Co powinienem teraz zrobić? Wciąż lecieliśmy w dół. W pewnym momencie podświadomie złapałem się rurki wystającej z wiszącego w przestrzeni budynku.

Po prostu daj mi się ponieść

- Heh... Jak chcesz - nie zdawałem sobie sprawy, że powiedziałem to na głos. Nagle obraz zaczął się zamazywać, a ja tracić przytomność. Moje włosy zbielały, a oczy zalśniły czerwienią. Jednak potem... Zapadła ciemność... Dla mnie.

- Trzymaj się mocno. Wbijemy się tam - głos był o wiele chłodniejszy i beznamiętny niż oryginalnego Johnny'ego. Nie czekając na odpowiedź, chłopak rozbujał się na rurce po czym skoczył w kierunku ściany celując w najsłabsze miejsce. Bingo! Ściana zaczęła pękać, a po chwili całkowicie sie rozpadła pozostawiając wyrwę, przez którą na spokojnie mogli dostać się do budynku. Gdy wylądował na podłodze, postawił dziewczynkę, a sam zaczął chodzić po pomieszczeniu.

- Eh... Czemu on musi zawsze nosić takie dziwne ubrania? - popatrzył z pogardą na grubą, niebieską bluzę. Po chwili na jej miejscu pojawiła się cienka, biała bluzka z kapturem, której tył zdobiła duża, szkarłatna gwiazda.

Edited by Jonathan Cloud
Link to comment

- He? To ten gość ci o tym nie powiedział? - spojrzał zdziwiony na dziewczynę. -  Hmm... W takich sytuacjach zwykł wszystko wyjaśniać, ale jak widać tym razem zapomniał. Ech... Jonathan ma dość skomplikowane wahania tożsamości. Na tyle zaawansowane, że możemy egzystować jednocześnie. Więc lepiej naucz się rozróżniać głosy - pokazał jej język, ale po chwili go schował i przybrał poważną minę. Następnie roześmiał się. - Czekaj... Dobija się - zamknął na chwilę oczy, a gdy je otworzył, jedno z nich było brązowe.

- Hmm.. Chyba nie ma sensu tego wyjaśniać głębiej - to z pewnością był głos okularnika. - Wziąłeś ostrze?

- Nie... Zostawiłem je.

- Jak to je ku*wa zostawiłeś?!

- Już spokojnie... Nie bulwersuj się - zaśmiał się głośno.  - Nie mamy czasu na takie sprawy. Zresztą nasza rozmowa chyba trochę przeraża tę oto dziewczynkę - spojrzałem na nią. Faktycznie... Widok jednej postaci mówiącej na przemian dwoma głosami może być dziwny.

Link to comment

- Ech... Serio? - spojrzał z pogardą na szarżującą dziewczynkę. Gdy była kilkanaście centymetrów od niego, kucnął błyskawicznie i uderzył dłonią w nadgarstek rozluźniając mięśnie, tym samym doprowadzając do wyślizgnięcia się oręża z dłoni. Spojrzał na nią śmiejąc się. - Na przyszłość, gdy będziesz chciała mnie zabić, powiedz. Będę mógł dać ci fory.

Link to comment
Guest
This topic is now closed to further replies.

Discord Server

Partnerzy

  • For Glorious Equestria
  • Bronies Polska
  • Bronies na DeviantArcie
  • Klub Konesera Polskiego Fanfika
  • Kącik lektorski Bronies Corner
  • Lailyren Arts
×
×
  • Create New...