Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Khornel vs SolarIsEpic  

4 members have voted

  1. 1. Kto pobił przeciwnika swoją mocą?

    • Khornel
      4
    • SolarIsEpic
      0


Recommended Posts

Długi korytarz zaprowadził magicznych wojowników do sporej bramy. Chodź wrota ze względu na swój rozmiar wydawały się być dość masywne, to jednak w rzeczywistości były lekkie jak piórko i otworzyły się już po lekkim popchnięciu. Arena była okrągła, jej podłoże zdobione było czerwonymi ornamentami, zaś światło wpadało do środka przez kolorowe witraże, przedstawiające legendarnych magów i czarnoksiężników. W centrum areny stało kryształowe berło, sięgające aż do sufitu. Cóż, luksusów może nie było, ale z całą pewnością nie była to zwykła, starożytna arena.

 

 

mlp___inner_showdown_by_kroliath-d488gqi

 

 

Niniejszym otwieram drugi pojedynek w roku 2014, pozdrawiając jego uczestników w imieniu administracji Sal Magicznych Pojedynków oraz zespołu, który specjalnie dla Was przygotował tę oto arenę! Dzisiaj, naprzeciw siebie staną SolarIsEpic oraz Khornel. SolarIsEpic znany jest z talentu do siania chaosu, a także swego zamiłowania do komiksów, natomiast jego oponent, Khornel, interesuje się informatyką, historią oraz biologią, lubi także czytać książki. Nie pogardzi też dobrym RPG, czy też strategią. Obaj są w pełni sił i tylko czekają na gong rozpoczynający walkę.

 

W tym pojedynku obowiązuje Was limit 12 postów, a także standardowo, dobrze znane zasady pojedynkowania się w tej sekcji. Liczę, że dobrze wykorzystacie swoje posty i uraczycie nas dobrym pojedynkiem, który na długo zostanie nam w pamięci.

 

Powodzenia!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Całą arenę nawiedziło trzęsienie ziemi tak potężne że za cud można by uznać ze żaden z witraży nie uległ uszkodzeniu, pod sufitem areny zaczęły się kłębić czerwone chmury, następnie z chmur wystrzeliła również czerwona błyskawica która uderzyła w posadzkę a w tym miejscu zmaterializowałem się ja.Zwykły chłopak z włosami wy delikatnym nieładzie, a może nie taki zwykły bo ubrany w czerwony płaszcz, czarną koszule, jeansy, czarne buty oraz srebrne metalowe rękawice oraz złoty wizjer a la Cyklop z X-Men'ów na twarzy.

Rozglądnąłem się po arenie, nikogo na niej nie było, przeciwnik jeszcze nie nadszedł.

 

-Super, jestem pierwszy

 

Znowu zacząłem się rozglądać, to co zwróciło moją uwagę to wielkie kryształowe berło w centrum areny.

 

-Ojojoj...wybacz ale z tobą będzie tu nieco mało miejsca...

 

Rękawice na moich rękach zaczęły zmieniać kształt i uformowały się w srebrny miecz który zaraz wbiłem w posadzkę areny, z miejsca w które wbiłem miecz w stronę berła zaczęła się wić czarna wyrwa, która po dotarciu do berła Załęcze zmieniać w się w dziurę i pochłonęła berło, wyciągnąłem miecz i w miejscy gdzie stało berło był zwykły kawałek posadzki z wyrytym na niej napisem "Firmy sprzątająca spółka z.o.s"

Miecz z powrotem zmienił się w rękawice a ja czekałem na przybycie przeciwnika.

 

PS. -Blablabla: mówię

Blabla-naracja

Edited by SolarIsEpic

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszedłem na arenę lewitując książkę z zaklęciami przed nosem. Schowałem ją do torby z boku. Przyglądałem się arenie. Ponoć na tej, na której miałem walczyć miało być jakieś berło czy coś innego na środku.

- Hej, a pewno do dobrze trafiłem?

Nie czekając na odpowiedź przygotowałem się do walki. Wyciągnąłem z torby inną książkę z zaklęciami, otworzyłem ją na losowej stronie i zacząłem czarować. Mój róg zaświecił się, a w stronę przeciwnika po chwili zaczął lecieć ogromny widelec stworzony z czystej magii. Chyba już wiem dlaczego to zaklęcie nazywa się "Kuchenne Rewolucje™".

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patrzyłem na widelec z lekkim osłupieniem...no nic może to i widelec ale warto sięgnąć do innego wymiaru. Rękawice znowu zamieniły się w miecz który podniosłem do góry ze słowami:

-Bramy wymiarów otwórzcie się, przyślijcie tu tego który wiele razy starł się z młotem, tego który ziemie niszczy swymi krokami, tego który z metalu i maggi stworzony...przybądź Niszczycielu!

 

Z miecza wypłynęła fala energii w kolorze czerwieni która pod sufitem otworzyła portal przez który na ziemie spadła wielka metalowa zbroja...

                                                                                                                          The%20Destroyer%20image%20THOR%20(6).jpg

Potężny konstrukt stanął a widelec energetyczny po prostu się odbił od potężnego pancerza stwora, wskazałem mieczem na Niszczyciela (bądź Destroyera) i powiedziałem:

-Słuchaj mnie konstrukcie gdyż ma moc może cię kontrolować, po wypełnionym zadaniu wyślę cię z powrotem do twojego świata ale teraz...zniszcz mych wrogów!

 

Zbroja posłusznie poszła w stronę przeciwnika, raczej nie miała dobrych zamiarów...Niszczyciel był idealny, wielka potężna zbroja którą łatwo było kontrolować a która mogła się zmierzyć z Thorem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zauważyłem wielką kupę złomu. To nie mogło oznaczać niczego dobrego.

- Mam nadzieję, że nie będzie przeszkadzała ci drobna zmiana otoczenia - powiedziałem do przeciwnika.

Róg zaświecił się ponownie, lecz tym razem mocniej niż poprzednio. Z podłoża zaczęły błyskawicznie wyrastać drzewa i krzewy. Pod sufitem zaczęły gromadzić się chmury, z których zaczęła formować się ulewa spadająca na szybko rosnącą na arenie dżunglą. Pojawiały się najróżniejsze rośliny. Spojrzałem na kupę złomu, którą wysłał przeciwko mnie przeciwnik. Trochę przerdzewiała i wyrosły na niej pnącza, więc chyba mam ją z głowy. Wziąłem głęboki wdech. Czułem się tu jak ryba w wodzie.

- Wietnam... - powiedziałem do siebie wspominając dawne czasy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Patrzyłem na deszcz oraz drzewa i krzewy, Niszczyciel nieco przyrdzewiał od tego widocznie magicznego deszczu.

-Dobrze,ale nie zbyt dobrze.

 

Uniosłem miecz i w powietrzu pojawiła się wielka oliwiarka która zaczęła oliwić Niszczyciela, następnie pojawiła się wielka puszka farby które zgodnie z opisem powinna chronić metal przed rdzewieniem, puszka się przechyliła i wylała swoją zawartość na Niszczyciela który tylko strząsnął z siebie parę pnącz.

 

-Okej...a teraz niszczycielu pokaż swą moc, podnieś przyłbice i spal mych wrogów.

Mówiąc to cały czas trzymałem miecz uniesiony ale tylko dla lepszego efektu tej wypowiedzi.

Niszczyciel posłusznie podniósł przyłbice pot którą nie było żadnej twarzy, a wnętrze przyłbicy oraz korpus Niszczyciela zaczęły się jarzyć ogniem i nim ktoś zdołał by powiedzieć "Mjolnir" zbroja plunęła ogniem w stronę lasu paląc go w tempie iście ekspresowym, płomienie były tak silne że deszcz który padał jedynie parował bo zetknięciu z ognistym płomieniem oraz samym Niszcycielem, mnie chroniła stworzona naprędce tarcza przeciw ogniowa ale cały las w parę sekund obrócił się w zgliszcza.

 

Po tym małym spektaklu Niszczyciel zamknął swą przyłbice i znów powoli ale nie ubłagalnie szedł w stronę Khornela.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Puszcza zaczęła ponownie rosnąć. Na szczęście zaklęcie było odporne na piromanów. Jednak tym razem było to za mało, by pozbyć sie tej wrednej puszki. Musiałem tym razem użyć czegoś mocniejszego niż pnącza z Kambodży.

- Czas pokazać do czego jestem zdolny - powiedziałem sam do siebie.

Myślałem, że moje umiejętności w formie kuca są wystarczające, ale jednak chyba w tym pojedynku będę musiał pokazać na co mnie stać.

Mój róg zaświecił się szkarłatnym światłem. Moje ciało zamieniało się w bezkształtną masę, która zaczęła później przemieniać się w ludzkie ciało. Miałem długie białe włosy, na lewym ramieniu fioletowej zbroi było ogromne skrzydło, zaś w ręku miałem miecz łańcuchowy.

http://www.blacklibrary.com/Images/BL/blog/2011/10/fulgrim%20big.JPG

Konserwa zbliżała się do mnie wolniej niż tego oczekiwałem, więc sam do niej podbiegłem. Wykonałem unik przed atakiem chodzącej zbroi, odrąbałem jej ramię mieczem i kopnąłem puszkę tak, że wylądowała na drugim krańcu areny, gdzie ponownie wyrosło drzewo. Spojrzałem na mojego wroga morderczym spojrzeniem i powoli zacząłem udawać się w jego stronę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

To było...odpowiednio ponaglające.Stałem sobie sprawę że jak tak dalej pójdzie to Niszczyciel wróci do Asgardu w kawałkach...a lepiej nie denerwować Odyna.

-Niszczycielu wracaj do swej krainy.

Cały niszczyciel jak i jego odrąbana ręka zmieniła się w światło i zniknęła w nicości, ale teraz trzeba przejąć się innym zagrożeniem, znikąd postaci w którą zmienił się Khornel nie znałem ale wyglądała jakby była z jakiejś gry RPG...przynajmniej tak myślę .

-Jak masz ochotę powalczyć z bliska... to czemu nie.

Wbiłem swój srebrny miecz w ziemię z którejś jakimś cudem wyleciały owocowe nietoperze wampiry, które zaraz potraktowałem promieniem energii który nie wyrządził im widocznie żadnej szkody, promień wrócił do mnie a ja błyskawicznie zmieniłem miecz na srebrny kask który mógł mnie chronić przed różnego rodzaju zaklęciami psychicznymi, na sam hełm rzuciłem czar żebym tylko ja mógł go zdjąć.

Wtedy zaczęła się przemiana, przemiana z własnej woli więc nie była bolesna jedynie czułem lekkie mrowienie na plecach gdzie zaraz wyrosły skórzaste skrzydła, później pazury na rękach i nogach, kły i cały pakiet...i niestety futro, ale hełm sprawił że miałem własną świadomość
. Mimo że żywiłem się tylko sokiem z jabłek byłem i tak silniejszy, szybszy, sprawniejszy a moje zmysły były o wiele leprze, po mimo wzroku który w nietoperzowaj formie się pogarsza ale wizjer który nadal miałem na oczach sprawiał że widziałem tak samo dobrze.

Potarłem dłoń o dłoń i w mojej ręce pojawił się mechanizm wyglądający jak srebrny robak z czarną dziurą na tyle i małymi odnóżami.

 

Błyskawicznie podleciałem do przeciwnika i nim się obejrzał przyczepiłem robaka do skrzydła mojego przeciwnika, mechanizm który był mini silnikiem odrzutowym podniósł Khornela na dość dużą wysokość i zanim mechanizm się wyłączył rzuciłem jedno małe zaklęcie na ziemie w miejscu gdzie mój przeciwnik spadnie, kiedy mechanizm się wyłączył Khornel spadł na ziemie która zachowywała się bardziej jak maź w którą mój przeciwnik zaczął się zapadać, podleciałem pod sufit areny a wtedy miejsce w które spadł Khornel znowu zdobyło swój poprzedni stan i uwięziło go tak że tylko głowa wystawała, no i koniuszek tego skrzydła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Zaczyna się robić ciekawie...

Wydostanie się z ziemi nie było dla mnie problemem. Wystarczyło proste zaklęcie, bym zwiększył swoją siłę, by uwolnienie się było proste. Przyjrzałem się swojemu przeciwnikowi. Stał się czymś w stylu nietoperza. Zaczyna robić się ciekawie. Na szczęście nie zamierzam na razie odsłaniać wszystkich swoich kart.

Wycelowałem w niego moim mieczem, co nie było proste, gdyż krążył nade mną jak jakiś sęp. Jak mi się udało z końca miecza wyleciał hak, który trafił w skrzydło mojego przeciwnika. Mechanizm w mieczu zaczął go przyciągać. Uderzył o ziemię.

- Nie tylko ty masz ciekawe zabawki, wiesz?

Uderzyłem bronią w ziemię. Po chwili wampirocosia otoczyły łańcuchy, które przykuły go do ziemi.

Wystrzeliłem w niebo magiczną flarę. Mój wzrok nie zareagował na nią, lecz przeciwnik wydał z siebie pisk, co oznaczało, że działa. Z mojej wiedzy teoretycznej wynika, że nietoperze mają bardziej wrażliwy słuch niż zwykli ludzie. Nie byłbym sobą, gdybym nie sprawdził, czy nie działa to przypadkiem też na tym mutancie.

Podrapałem się lewą ręką po gardle. Moją szyję otoczyła fioletowa poświata. Kilka sekund później z moich ust wydobył się dźwięk, który chyba przejdzie do historii. Pisk był tak głośny, że aż mnie zaczęły boleć uszy pomimo wrodzonej odporności na ból i specjalnych substancji dodatkowo tą odporność zwiększających, które wstrzykuje mi do krwi pancerz.

Znów uderzyłem mieczem w ziemię. Przeciwnik wyleciał wysoko w górę uderzając o sufit lecąc na spotkanie z mieczem w mojej prawej ręce i kuli stworzonej z magii chaosu w lewej.

- Walka dopiero się zaczyna, ptaszku - powiedziałem do przeciwnika.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dźwięk który wydał mój przeciwnik był na tyle intensywny że straciłem przytomność, na szczęście obudziłem się na tyle szybko że nie zdążyłem się nadziać na miecz, niestety mój czerwony płaszcz został przedziurawiony...smutno. Tak więc odleciałem za nim spadłem na ostrze Khornela, i wylądowałem parę metrów dalej, machnąłem ręką obok mojego hełmu który może nie okrył całych uszu ale kawałek kasku stworzył pewne futurystyczne zatyczki do uszy, zatyczki miały na celu wykrywać dźwięki które mogłyby mi zaszkodzić i je blokować, inne dźwięki słyszałem, następne co zrobiłem to zdjąłem nadmiar mojego hełmu, zatyczki zostały a za uszami resztki hełmu nadal sprawiały że miałem własną świadomość, a to się przyda jeśli wsiąść pod uwagę to co zamierzałem zrobić, to co zdjąłem z hełmu zmieniło się w jedną srebrną, metalową rękawice na prawej ręce.

 

-Okej Khornel...czas na rock'n roll!- to powiedziawszy zabrałem w rękę trochę ziemi  która zmieniła się w puszkę ze znakiem radioaktywności i znakiem "gamma", kolejny gadżet wyciągnięty z wymiary komiksów.

Puszkę otworzyłem i zaraz otoczyło mnie zielone światło które jakby wchłaniałem, całe widowisko trwało parę sekund po czym wyrzuciłem za siebie już pustą puszkę a wtedy zaczęła się kolejna przemiana.

Całe moje ciało z sekundy na sekundę stawało się coraz bardziej muskularna, nawet skrzydła stawały się większe na tyle by udźwignąć mój nowy ciężar, a oczy które przedtem były niebieski zajarzyły się zielenią a futro wcześniej brązowe też nabrało bardziej zielonawego odcieniu, czarna koszula poszła w strzępy tak samo jak buty, jeansy tylko trochę się popruły a w miarę elastyczny płaszcz wciąż wyglądał w miarę przyzwoicie choć i on miał parę dziur po przemianie, za to wizjer na moich oczach jakby powiększał się razem ze mną, ah ta magia.

 

-Solar-bat-hulk miażdży!- krzyknąłem trochę bez sensu gdyż resztki hełmu na mojej głowie sprawiały że mój rozum był taki sam jak przed przemianą więc mogłem zachować moją dawną elokwencje.

 

Postanowiłem zacząć bardziej klasycznie, znaczy się- swój atak zacząłem uderzeniem w ziemie przez co mój przeciwnik wzleciał w powietrze, po czym sam poleciałem w górę i pikując sprawiłem że mój przeciwnik ze mną na twarzy (dosłownie) spadł na ziemie gdzie zacząłem, za przeproszeniem, lać go niemiłosiernie i odrywając losowe części jego zbroi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeturlałem się unikając kolejnego ciosu wroga. Jego przemiana była dość... zaskakująca, lecz to za mało, by zmusić mnie do pokazania wszystkich moich kart. Rozejrzałem się po okolicy. Wszędzie leżały fragmenty mojego pancerza, lecz dość sporo jego elementów wciąż miałem na sobie, w tym skrzydło na lewym ramieniu. Odłamałem je.

- Łap! - krzyknąłem, po czym rzuciłem skrzydłem w głowę tej paskudy. Mój przeciwnik wywrócił się dając mi czas na naprawę strat. W mojej lewej ręce pojawiła siem kula, którą "zmiażdżyłem" zamykając dłoń. Jej moc rozlazła się po całym moim ciele dając mi nowe siły i reperując moją zbroję.

Przeciwnik zdążył już wstać i zaczął na mnie szarżować. Rozluźniłem lewą rękę i poczułem przypływ mocy. Wykonałem zamach. Pocisk poleciał w kierunku wroga i wybuchł mu przed twarzą. Za nim poleciały kolejne niczym seria z karabinu maszynowego. Każda eksplozja sprawiała, że kolos zaczął się cofać. Kilkaset kul później znajdował się w rogu areny, co dawało mi dość spore pole do popisu.

Tym razem kula w mojej ręce miała kolor czarny. Cisnąłem nią w podłoże, na którym zaczęły pojawiać siem pęknięcia, z których wydobywał się ciemnozielony gaz, ziemia robiła się fioletowa. Uniosłem rękę do góry.

- Spłoń - powiedziałem, po czym pstryknąłem palcami. Wywołało to iskrę, która w połączeniu z gazem dało potężny wybuch. Zostałem oparzony, lecz stymulanty w zbroi szybko się tym zajęły.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy buchnął ogień moje futro lekko się osmaliło a mój płaszcz lekko spłonął, lecz jeśli chodzi o poparzenia nie poczułem prawie nic gdyż "zhulkowanie" dodało mi dodatkowej odporności, pierwsze co jednak zrobiłem to pozbycie się ognia, tu wystarczyło jedynie wzlecieć i mocno zamachać skrzydłami co zdmuchnęło ogień jak świeczkę.

-Tak się bawisz...no cóż wspomóżmy się w takim razie specyfikiem Hanka Pyma.

 

Machnąłem tak jakbym chciał coś rozdrapać i rzeczywiście "rozdrapałem" dziurę do innego wymiaru, tego samego skąd pożyczyłem Destroyera i puszkę promieni gamma.

Sięgnąłem ręką w wymiar i wyciągnąłem małą fiolkę z jakimś dziwnym płynem, fiolkę rozbiłem o ziemie wtedy też ciecz zmieniła się w gaz który zaraz wsiąkł w moje ciało, wtedy zaczęła się kolejna przemiana.

Zacząłem rosnąć, nie stawałem się większy jak w przypadku promieni gamma, po prostu rosłem, kiedy cząsteczki Hanka Pyma (znanego również jako Ant-Man, Giant man i Yellow Jacket) przestały działać byłem już tak wielki że mój przeciwnik zmieścił by mi się w dłoni.

-O jak miło...krasnalek

 

Lewą ręką dotknąłem prawej (czyli tej na której była srebrna rękawica), wtedy ręka prawa zaświeciła się na chwilę, a rękawica zyskała energie magnetyczną która zaraz zaczęła przyciągać mojego obkutego w zbroje przeciwnika, kiedy znalazł się na mojej ręce błyskawicznie przykułem go do ziemi, choć powiedzenie "wgniotłem było by bardziej na miejscu, i jednocześnie odlepiając się od niego wymówiłem zaklęcie które sprawiło że spętały go liny z ciemnej energii, które jednocześnie wysysały z niego energie, jego zbroja zaczęła rdzewieć a siły opuszczać, oczywiście liny miały zniknąć kiedy będzie wystarczająco osłabiony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Magia chaosu, którą byłem przepełniony spaczyła wiążące mnie liny. Zgromadziłem energię w dłoniach i zamieniłem ją w promień, który odepchnął rękę wroga. Zyskałem dość dużo czasu, który przeznaczyłem na ucieczkę. Będąc wystarczająco daleko rozpocząłem inkantację. Założyłem miecz na plecy i skupiłem energię na dłoniach, w których pojawiły się dwie purpurowe kule. Zacząłem lewitować. Będąc dość wysoko cisnąłem kulami w ziemię i upadłem bez żadnej szkody. Ziemia pode mną zatrzęsła się i pojawiły się na niej pęknięcia, z których wylewała się czerwona kleista maź.

- Nie mam przy sobie takiej ilości krwi, więc muszę użyć zamiennika - mruknąłem sam do siebie. Substancja utworzyła skomplikowane wzory. Jak wszystko było gotowe, zaczęła płonąć zmieniając swój kolor z czerwonego na czarny, po czym wsiąkła w ziemię. Rozległ się przerażający ryk, ziemia zaczęła się trząść, a mój przeciwnik był jeszcze bardziej zdezorientowany niż po moim uwolnieniu się z więzów. Ziemia trzęsła się coraz mocniej, aż w końcu spod ziemi wyłoniła się paskudna kreatura. Ogromny, smokopodobny demon w zbroi, której ziemski metal nie był w stanie przeciąć, trzymał w ręku ostry topór.

http://static3.wikia.nocookie.net/__cb20120117042502/warhammer40k/images/1/17/Bloodthirster_by_columbussage-d47j02l.jpg

Krwiopijec od razu rzucił się na wroga, od którego był o kilka metrów wyższy. Demon wpadł w szał bitewny i rzucił się na wroga. Zatoczyłem się i przyglądając się z daleka starałem się utrzymać portal otwarty, oczekując innych demonów.

- Z nim nie wygrasz! - wrzasnąłem do przeciwnika - Krwiopijec regeneruje swoje siły walcząc. Nie masz szans!

Po moich słowach demon przygwoździł przeciwnika do podłoża i uderzył toporem niszcząc hełm wroga i zostawiając na jego głowie dużą ranę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Taka mała informacja, ja nie mam hełmu, ale powiedzmy że mnie zraniłeś, i ot teraz będę czynności pisał normalnie a moje słowa od myślnika, proszę)

 

Bolało...jak diabli, i jeszcze ten portal...zakładam że nie wyjdą z niego pluszowe króliczki...Okej...czasem trzeba powiedzieć koniec żartów i pójść na całość.

Uwolniłem opancerzoną rękę i przybliżyłem ją do swojej skroni, rękawice zaczęła absorbować resztkę mechanizmu który sprawiał byłem normalny, po absorpcji na prawej części mojej głowy został mały kawałek mechanizmu, oraz zatyczki do uszu, tylko lewa półkula mojego mózgu myślała normalnie druga...wręcz przeciwnie.

Pozwoliłem działać tej drugiej półkuli, mimo to w mojej podświadomości pozostał komunikat "Nie zabić".

Odrzuciłem od siebie demona z taką siłą że uderzył w sufit, zanim zdążył opaść podskoczyłem i razem z nim wróciłem na ziemie porządnie go przygniatając, podczas lotu demon zdążył mnie zaatakować w ramię, ale nie przejąłem się tym zbytnio tylko zerwałem wizjer z moich oczu które okazały się świecić jak dwa małe słońca.

 

-Nie wolno bić Bat- zadrapałem go pazurami nietoperza- Solar- moje oczy rozbłysły i na jakiś czas oślepiły bestie- Hulka!- uderzyłem demona dwiema pięściami na raz.

 

Dalej to już było najniesamowitsze combo świata- lałem demona z lewej i prawej co jakiś czas sprawiając żeby tracił równowagę potężnym machnięciem skrzydeł oraz oślepiałem go rozbłyskami światła, a wszystkie ataki jakie demon zadał blokowała latająca wokół mnie srebrna tarcza która przedtem była rękawicą, demon jednak nie wyglądał na zmęczonego, ale plan  zakładał wepchnięcie go do portalu, byłem już bardzo blisko wystarczyły dwa porządne ciosy.

Pierwszy- tarcza która do tej pory latała wokół mnie zmieniła się w futurystyczną srebrną strzelbę, której wystrzał odepchnął potwora dość mocno

Drugi- podniosłem z ziemi losowy kamień który zaczął świecić jakimiś tajemniczymi runami które się na nim pojawiły, kamień rozgniotłem i "wessałem" jego magiczną aurę.

 

-Fus Ro DAH!

 

Krzyk odepchnął stwora prosto do portalu, po tym walnąłem w ziemię w taki sposób by mój przeciwnik na moment stracił panowanie nad swoim portalem, kiedy to się stało zmieniłem jego współrzędne, mimo że demony z tamtego świata widziały nasz wymiar tak na prawdę będą podróżować na drugi koniec ich świata...gdziekolwiek to jest.

Zamierzałem jeszcze zaatakować Khornela, ale wtedy dopadła mnie straszna migrena, pozbycie się urządzenia i przekazanie sterowania tej mniej normalnej części mojego mózgu nie było całkowicie dobrym pomysłem, klasnąłem w dłonie a w jednej z nich pojawiła się srebrna kulka która zaczęła wchłaniać wszystkie przemiany których się poddałem, cząsteczki Pyma, promienie gamma, nawet zamiana w nietoperza zaczęła ustępować, kula również sprawiła że wszystkie szkody na moim ubraniu zaczęły znikać, więc na końcu wyglądałem właściwie jak na początku walki, wizjer, srebrne rękawice i płaszcz, wróciły na swoje miejsce, kule zniknąłem tak na wszelkie co jakby była jeszcze potrzebna.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Oglądałem wszystko ze stoickim spokojem. Nawet moment, w którym portal zmienił swoje położenie. Demon wrócił do swojego świata, zaś jego energia została przekazana mi. Czułem tą moc przepływającą przez moje ciało.

- Nasza walka powoli dobiega końca. Szkoda, bo przyjemnie się z tobą walczyło. Wiedz jednak, że mam przy sobie jeszcze kilka sztuczek. Mam nadzieję, że ty też możesz jeszcze coś pokazać.

Zdjąłem z pleców miecz i zacząłem go dokładnie oglądać. Mój wzrok zatrzymał się na rękojeści, która była zakończona złotym sześcianem, który emanował ogromną mocą. Już niedługo będę musiał cię użyć...

Spowrotem założyłem broń na plecy. Rozluźniłem ręce. Niemal natychmiast w dłoniach pojawiły mi się dwie kule fioletowej energii. Rzuciłem nimi w Solara. Uniknięcie ich nie było dla mojego wroga problemem.

- A już powoli traciłem w ciebie wiarę. Miło, że próbujesz walczyć, ale ze mną nie wygrasz - wrzasnąłem do niego i rzuciłem kolejne dwa pociski. Solar przygotował się do obrony przed nimi, gdy nagle pstryknąłem palcami. Pociski stanęły w miejscu, zaś mój przeciwnik nie mógł się ruszyć, lecz widział i słyszał wszystko.

- Co się stało? - spytałem za niego - zatrzymałem czas. Muszę ci podziękować za to, że odesłałeś Krwiopijca do Khorna. Dzięki temu ja otrzymałem energię demona i mogę dość mocno rozszerzyć mój arsenał. Jak mówiłem mam jeszcze kilka rzeczy w zanadrzu. Módl się, bym nie musiał używać ich wszystkich. Na szczęście na razie nie jest to konieczne. Na czym ja skończyłem...

Zacząłem chodzić dookoła Solara w losowych miejscach "zostawiając" kule magii chaosu.

- Jak czas zacznie płynąć normalnie wszystkie pociski trafią w ciebie, ale o tym chyba wiesz, prawda? Nim jednak dam ci spotkać się z energią chaosu...

Wyciągnąłem miecz i skierowałem ostrze w stronę wroga.

- Nie obrazisz się jak zabiorę ci trochę mocy, co?

Nie czekając na odpowiedź sześcian w rękojeści zaczął świecić się na niebiesko. Z broni wyleciał promień, który trafił w Solara, który dosłownie osiwiał w kontakcie z promieniem.

- Dodałem ci parę latek, byś wyglądał poważniej.

Odwróciłem się od niego i pstryknąłem palcami. Czas wrócił do normy, a wybuch, w którego centrum znajdował się Solar rozjaśniło arenę. Rozejrzałem się po pomieszczeniu.

- Trochę tu ciasno. Będzie trzeba przenieść walkę gdzieś, gdzie będzie dużo więcej miejsca...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siwe włosy...nie ważne było to że byłem teraz na kolanach bo coś wybuchło mi w twarz....Siwe włosy...nie ważne że czuje się słaby i zmęczony prze to postarzeni bo...mam siwe włosy!

 

-Możesz mnie niszczyć ile chcesz, możesz wysysać moją magie do cna ale nie wolno odbierać ci mego młodzieńczego wyglądu!

 

Zrzuciłem czerwony płaszcz oraz srebrne rękawice i złoty wizjer, wszystkie te rzeczy zaczęły wirować po czym zmieniły się w czarne metalowe kawałki...czegoś, owe coś wciąż wirowało ale zbliżało się w moją stronę a kiedy było dość blisko zaczęło się do mnie przylepiać, owe coś było zbroją, czarnym pancerzem podobnym nieco do kombinezonów z filmu "Tron: Dziedzictwo", była tylko nieco bardziej masywna i metalowa a hełm bardziej przypominał ten który ma Iron Man, z tą różnicą że nie było na niej oczu.

Uderzyłem pięścią o pięść a zbroja w miejscach gdzie jeden kawałek zbroi łączył się z innym zaczęły jarzyć się na czerwono, zbroja się uruchomiła a ja już wszystko doskonale widziałem, oraz czułem że zbroja wzmocniła moją siłę, wytrzymałość, sprawność, sypkość oraz energie magiczną, zbroja mogła również dać mi moc każdego super człowieka jakiego znałem...i nie tylko.

 

Pierwsze co zrobiłem to wyczarowałem nad głową Khornela czarny portal, z portalu wypadło kryształowe berło, to samo które na początku walki usunąłem, i z potężnym grzmotem zwaliło się na głowę mojego przeciwnika, był ogłuszony więc w tym czasie musiałem powiedzieć coś "dowcipnego"...

 

-Masz racje, czas przenieść tą walkę w jakieś rozleglejsze miejsce, i już nawet wiem gdzie, jeśli duchy ci nie przeszkadzaj to wyruszamy.

 

...oraz zadziałać.

Ponownie uderzyłem pięścią o pięść, a cała arena utonęła w oślepiającym świetle.

Kiedy światło zniknęło ukazał nam się obraz wielkiej jałowej, wulkanicznej pustyni, zamiast nieba było sklepienie z jakiegoś czarnego kamienia a wokół słychać było zawodzenie umęczonych dusz.

 

-Witaj w Tartarze mój drogi, najgłębsze miejsce w Hadesie wręcz idealne na piknik.

 

Teraz musiałem się skupić Profesor X, Pheonix, Mastermind, Mesmero, Loki- wszyscy oni którzy mają jakieś zdolności telepatyczne, użyłem ich mocy by zawładnąć jednym z największych umysłów w tym świecie, czułem go, zbliżał się, próbował walczyć ale moja połączona moc telepatyczna każdego super człowieka jakiego znałem oraz to że zbroja mnie wzmacniała sprawiły że szybko zaczął mnie słuchać, przybył.

 

Olbrzym tak wielki że dorosły człowiek jest wielkości połowy jego paznokcia, małego paznokcia, król Tytanów, Kronos.

Tytan mimo swych imponujących gabarytów nie wyglądał na całkowicie zdrowego, własnym sierpem został posiekany i wrzucony tutaj, mimo to już zdążył się nieco zregenerować, większość jego ciała była na swoim miejscu było tylko parę dziur w całej jego konstrukcji, Kronos miał bardzo bladą skórę, jego jedyny ubiorem była czarna grecka tunika, bardzo podarta zresztą, nie wyglądał całkiem jak człowiek na jego blada twarz żywo kontrastowała z całkiem czarnymi oczami oraz żyłami widocznymi na ciele, ale Tytan w żaden sposób nie był cherlawy, wyglądał słabo ale sylwetkę miał jak zawodowy kulturysta.

 

Iście epickim skokiem wskoczyłem na ramie Kronosa.

 

-Zmiażdż mych wrogów! - krzyknąłem a w ręce Tytana zaczął się materializować wielki sierp stworzony z czarnego metalu, nie tak potężny jak oryginał ale tej wielkości broń w rękach tak potężnego Tytana i tak była wielce niebezpieczna.

 

Tytan zamachnął się na Khornela sierpem, ten próbował się obronić ale magiczna tarcza rozbiła się jak kieliszek, następnie Tytan podniusł lekko nieprzytomnego Khornela i zaczął go ściskać jak kukiełkę, w umyśle Tytana było zakodowane "nie zabijaj go" ale i tak na zbroi mego przeciwnika pojawiły się liczne wgniecenia oraz uszkodzenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po krótkiej drzemce obudziłem się w ręku jakiegoś greckiego boga. Nie zważając na to, że próbował mnie zgnieść postanowiłem zrobić ćwiczenia rozciągające. Kolos zdziwił się, gdy nagle zniknąłem z jego ręki i lewitowałem jakiś metr dalej. Zamachnął się ręką, zaś ja obroniłem atak mieczem wspierając się ogromną mocą sześcianu. Bez trudu odepchnąłem bronią wroga. Rękojeść mojego miecza zaświeciła się i w sekundę naprawiła pancerz.

- tu też jest trochę ciasno. Pozbędę się twojego kolegi i przyniosę nas gdzieś indziej.

Tytan rzucił się na mnie w ślepej furii. Był silny, lecz strasznie powolny. Tuż przed pierwszym jego atakiem znalazłem się za jego plecami, a on potrzebował piętnastu sekund, by zauważyć, że mnie nie ma pod jego pięściami, a to było wystarczająco dużo, by dać mi szansę na kontratak.

Zebrałem siły. Mój miecz zaczął drgać, zaś dookoła mnie tworzyła się fioletowa aura. Z ogromną prędkością uderzyłem w olbrzyma i wbiłem mu miecz w plecy. Ten zachwiał się i przesunął o kilka metrów w przód. Solar wrzasnął coś w stylu "tym go nie pokonasz". Przekręciłem broń. Tytan zawył. Trucizna zaczynała go paraliżować. Wiedziałem jednak, że to go nie zabije. Tutaj z pomocą przyszedł mi sześcian i moc przyzwanego wcześniej przeze mnie krwiopijca. Kostka na końcu rękojeści zaświeciła się, zaś po chwili światło objęło całą broń. Promień energii wyleciał z ostrza i przebił Kronosa na wylot. Odepchnąłem go i wyciągnąłem broń z jego ciała. Ciąłem płytko po jego plecach, jednak dzięki mocy zgromadzonej w mieczu rany były ogromne i przechodziły przez ciało przeciwnika na wylot. Odwrociłem swoją broń rękojeścią do góry i wbiłem kostkę w ciało kolosa. Czułem jak uchodzi z niego życie i trafia do mojej broni. Zebrałem całą energię tytana, przez co obrócił się w proch, a Solar zaczął z niego spadać. Zacząłem pikować w dół za nim, mając w przygotowaniu pewien czar. Kiedy mój główny przeciwnik był kilkadziesiąt centymetrów od ziemi rzuciłem czar i otworzył się tuż za jego plecami portal, do którego wpadł nie mając wielkiego wyboru. Po chwili ja też przekroczyłem bramę innego wymiaru.

Solar upadł gruchocząc sobie żebra. Ja zaś lewitowałem w powietrzu. Gdy mój wróg wstał zobaczył coś, czego w Tartarze nie był w stanie dostrzec - unosiłem się na ogromnych, kruczoczarnych skrzydłach stworzonych z magii chaosu. Potem zaczął rozglądać się po okolicy i nie zobaczył nic.

Przeniosłem nas do białego wymiaru będącego jednym z bardziej irracjonalnych miejsc że wszystkich wymiarów. Nie wiadomo było, gdzie jest góra, a gdzie dół. Równie dobrze powierzchnia, na której stoi Solar zaraz może zniknąć, a on może spaść bez szansy na trafienie na coś na czym mógłby stanąć. Ja dobrze znałem ten wymiar. Spędziłem tu wystarczająco dużo czasu, by umieć się w nim orientować. Po moim mieczu przeszła seria wyładowań elektrycznych. Oznaczało to, że sześcian zapieczętował wymiar i tylko dzięki niemu można z niego wyjść, lecz zrobić może to tylko jedna osoba, nie ma więc kontaktu z żadnym że światów zewnętrznych, co oznacza żadnych demonów i żadnych bajerów z komiksów. Dodatkowo zablokowane zostały zdolności telepatyczne zarówno moje jak i Solara.

- Walcz! Tylko uważaj, byś nie zdechł na zawał! - powiedziałem machając mieczem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Poczułem się jakby przejechał mnie traktor pełen słoni zrobionych z najcięższego metalu na świecie, próbowałem wezwać jakiegoś innego Tytana albo i moc boga olimpijskiego, ale nie mogłem ani nic przyzwać ani użyć telepatii, mogłem na szczęście nadal sterować moją zbroją myślami więc po odpowiedniej komendzie zaczęła mnie składać do kupy, ból zaczął ustępować, nie zniknął całkiem ale mogłem w miarę ustać na nogach.

-Dzięki, Kronos teraz nie wyjdzie z Tartaru przez jakieś bilion lat, jak chcesz to dam ci papierową czapeczkę bohatera- podczas tej kwestii mój pancerz zaczął skanować  otoczenie, taaa... tu na pewno było mnóstwo miejsca, Khornel jakoś zablokował jakąkolwiek łączność z tym wymiarem a innymi...miecz, tak to jest odpowiedź, trzeba się pozbyć tego wielkiego świecącego noża do masła.

Nastawiłem zbroje na pełną moc.Ryknąłem jakby mnie obdzierali ze skóry, na szczęście to był tylko krótkotrwały szok po tak sypkim włączeniu mocy, następnym razem trzeba będzie to włączać powoli.

Teraz całą moją postać otaczała szkarłatna poświata, z rękawicy mojej zbroi odzielił się kawałek metalu w formie czarnej kuli po czym uformował się w srebrny miecz.

Już miałem zaatakować ale porównałem mój miecz z mieczem mego przeciwnika, jego miecz wręcz kipiał mocą oraz magią, a mój mimo że wyglądał na kunsztowną robotę i był srebrny wyglądał jakoś nijak, czasami wzmacniałem go jakimś zaklęciem ale to było za mało, czas sprawić by ta broń stała się potężniejsza.

Złapałem miecz obiema rękami, prawą trzymałem rękojeść miecza a lewą klingę, skupiłem umysł i blada poświata zaczęła spływać do miecza, miecz przyjmował moją osobowość, moją dusze oraz wspomnienia, każdy smutek, każde szczęście, każda łza, każdy śmiech, każdy gniew spływał teraz na miecz, opowiadałem mieczowi o swoim życiu, kierowałem w niego magię oraz wszystkie moje cechy, by stał się czymś więcej nisz rzecz by stał się...przyjacielem.

Miecz rozbłysł światłem tak potężnym że można by je uznać za słoneczne gdyby nie to że nie dawało ciepła, kiedy światło zeszło miecz wyglądał inaczej, wciąż był srebrny ale jego trzon był czerwony a jelec oraz głowica (która wyglądała teraz jak mała galaktyka uwięziona w kuli) były czarne, u podstawy klingi można było dojrzeć znak omegi a po drugiej stronie w tym samym miejscu alfy a na samej klindze piękną czcionką wyryte było imię miecza- Amicus

Było czuć że to już całkiem inny miecz, czułem że teraz jest silniejszy oraz potężniejszy, czułem że nawet gdyby wyrzucić go na drugi koniec wszechświata wróciłby do mnie, był teraz częścią mnie.

-Khornel- popatrzyłem na mojego przeciwnika i uniosłem miecz- poznaj Amicusa- miecz jakby chciał zrobić dobre pierwsze wrażenie wysłał mały czerwony piorun który skakał przez chwile po klindze miecza oraz po mojej ręce jakby chciał powiedzieć "Uważaj bo gryzę".

Skoczyłem w stronę mojego przeciwnika, nasze miecze starły się ale dzięki wzmocnieniu zbroi miałem lepszy refleks oraz koordynacje ruchową, a sam miecz jakby mnie prowadził, wspierał mnie.

"Przyjaźń to magia" pomyślałem w tej chwili.

Wtedy mój miecz zdał sobie sprawy że ma świetny pomysł, w chwili kiedy znowu miałem skoczyć w stronę Khornela, miecz jakby powiedział mi "traf w skrzydła", bez zbędnych pytań zaatakowałem Khornela tak samo jak przedtem ale w pół ruchu zmieniłem kierunek trafienia klingi, jedno ze skrzydeł z chaosu zostało trafione, wtedy Amicus jak odkurzacz zaczął chłonąć tą energie i przekierowywać ją do mnie, teraz sam miałem skrzydła z chaosu a mój przeciwnik spadał wprost na ziemię...znaczy chyba bo wszystko tu było białe.

Mimo upadku Khornel szybko wstał ale ja jeszcze szybciej skrzyżowałem swój miecz z jego mieczem a Amicus zaczął pobierać energie z miecza Khornela, broń mojego rywala zaczęła rdzewieć aż w końcu obróciła się w proch a klucz do tego wymiaru był mój, więc bez dalszych ceregieli wróciłem nas na arenę z której przyszliśmy.

Na arenie skrzydła były już niewidoczne ale wciąż je czułem, mimo to wylądowałem na ziemi a moc skrzydeł i energię z miecza Khornela wysłałem w kosmos.

 

Amicus zmienił się w kule energii która wsiąkła w moją klatkę piersiową, "Świetne miejsca na trzymanie miecza, nie ma co" pomyślałem.

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Koniec zabawy!

Teleportowałem się w pobliże mojego wroga. Nim zorientował się, że jestem za nim wywróciłem go i przybiłem do ziemi nogą. Pstryknąłem palcami i wszystko dookoła zmieniło się w biel.

- Na prawdę nie zauważyłeś, że to iluzja? Nie udawaj głupszego niż rzeczywiście jesteś! Och, chyba, że nie wiesz, że ja jestem załączony szescianem i nie wyjdziesz stąd dopóki cię nie wypuszczę albo dopóki nie zginę, choć w obu przypadkach czeka cię walka ze Strażnikiem.

Uderzyłem pięścią w zbroję i wyciągnąłem rękę, a w niej pojawiła się dobrze znana mi broń. Wykonałem nią zamach i uderzyłem w czoło Solara zostawiając jedynie niedużą ranę, jednak otoczenie się zmieniło. Wszystko dookoła było czarne, a tylko na środku paliło się światło z nieokreślonego źródła. Przeciwnik rozglądał się przerażony. Słyszał głosy i widział duchy.

- Jesteśmy w twoim umyśle - Solar spojrzał na mnie niedowierzając - Też się dziwię, że to nie jest pustka, ale cóż... To jest twój spaczony umysł. Dlaczego spaczony? Dlatego - powiedziałem wskazując ręką na jego klatkę piersiową i wydobywając z niej jego miecz - to coś wchłonęło energię chaosu, a chowając się w twoim ciele zatruło także i ciebie. Obserwuj swoje szaleństwo.

Po tych słowach zniknąłem w cieniu, a umysł Solara uformował się w sieć korytarzy. Zewsząd słychać było szepty. Wyszedłem z głowy wroga zostawiając go sam na sam z demonami i koszmarami.

Leżał bezbronny. To była idealna okazja, by go zabić, lecz wolałem nie psuć swojej zabawki przedwcześnie. Za to zacząłem obdzierać go ze zbroi. Przyjrzałem się jego klatce piersiowej. Pod skórą rozchodziła się moc chaosu. Już zaczynał tracić nad sobą panowanie i miał drgawki od czasu do czasu.

- Chodź do mnie - powiedziałem, po czym wyrwałem magią broń z jego truchła. Ciekawy wynalazek, muszę przyznać. Bardzo przyda mi się jego moc. Włożyłem sześcian do kuli energii. Ten wchłonął ją bez trudu i przemielił w czystą energię podobnie jak wcześniej Kronosa. Chyba ktoś pomylił się w rachunkach i tytan będzie mi towarzyszył dłużej, chyba, że będę zmuszony do zużycia całej energii.

Kopnąłem Solara w żebra, zaś w jego pułapce zostało to odebrane jako trzęsienie ziemi. Wymierzyłem ostrzem w jego głowę, a tą otoczyły iskry. Jak się obudzi, to cały ból go nagle zaatakuje. Wymierzyłem mu kopniak w krocze i kolejny znów w żebra. Po drugim uderzeniu przewrócił się na brzuch posłusznie jak szmaciana lalka, którą tak na prawdę teraz był. Skoczyłem na jego prawą nogę, która wydała z siebie głośny trzask. Wymierzyłem cios w korpus, za którym poszedł kolejny i jeszcze kilka innych. Teraz udałem się do umysłu Solara, by spojrzeć jak sobie radzi że spaczeniem.

By uniknąć szczegółów powiem tyle, że obecnie Solar znajdował się w sytuacji podobnej do treści kucykowego fanfika znanego jako SAM. I bynajmniej nie występował w roli Big Maca. Na szczęście w tym pięknym miejscu mógł umierać wiele razy. Wyczarowałem sobie popcorn i przyglądałem się jego cierpieniom.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ból, czułem straszny ból zresztą kto by nie czuł będąc zabijanym wiele razy, słyszałem Khornela, był tutaj w moim umyśle, jego pierwszy błąd.

Ale najpierw trzeba się uwolnić czułem że moje ciało na zewnątrz jest dość uszkodzone, ale teraz liczą się myśli, to mój umysł ja tu jestem panem i nikt nie będzie mną pomiatał w MOIM UMYŚLE!

 

Te ostatnie słowa odbiły się echem po mojej świadomości, jednocześnie z rykiem bólu uwolniłem się ze strasznej wizji, wszystko zaczęło nabierać kształtów kiedy panowałem nad moim umysłem był jak...czysty chaos, mieszaniny różnych światów, komiksy, kucyki, gry komputerowe, książki, to wszystko było w pewnym nieładzie połączone, Pinkie jadła Chmichangi z Deadpoolem, Kratos walczył w oddali z Dantem, Twilight w sercu srobionym z wielu serduszek z napisem "Best pony ever forever"...eeee, zapomnijmy o tym ostatnim.

 

I Jeszcze Khornel, cały mój umysł próbował go zniszczyć łabska z ciemności próbowały go rozerwać, harpie próbowały go zagarnąć i wielki czerwony skrzydlaty demon z kamiennym ognistym toporem zamiast ręki lał go niemiłosiernie, chętnie bym przystał i popatrzył ale on zabrał mi jedną rzecz, a ja mam nadzieje oddać mu coś innego.

Kiedy dostatecznie się zbliżyłem wszystko przestało atakować Khornela, harpie zabrały mu popcorn a demon zabrał jego zbroje do swojej kuźni.

 

-Mój umysł pusty tak? Może i jestem czasem nieogarnięty, a moje zachowanie jest dziwne...ale nie jestem aż tak głupi...-moje oczy zapłonęły białym ogniem, a i bez tego było to spojrzenie pełne gniewu oraz pewnej dozy sadystycznej groźby.

Z rozmachem uderzyłem Khornela, w powietrzu pojawiło się słowo "Awasome!" a sam Khornel wyleciał na sam koniec mojej wyobraźni, szybko się teleportowałem w miejsce gdzie wylądował, miał takiego pecha że wpadł akurat do wulkanu w Mordorze, ale szybko go przeniosłem do mnie, a pierwsze co zrobiłem do...wbicie mu ręki w klatkę piersiową, opatrzone to było zaklęciem więc zdarzenie było mało krwawe ale bardzo bolesne, z jego torsu wyjąłem Amicusa.

 

-Witaj mój drogi, następnym razem nie daj się odebrać- miecz zadrżał i zazgrzytał jakby mówił "Jasne koleś, jeśli ktoś na mnie choćby krzywo spojrzy odetnę mu ręce do łokci", ah ten entuzjazm mieczy.

Błyskawicznym ruchem odciąłem Khornelowi włosy, nie na łyso, nie jestem całkiem bezlitosny, jedynie "na grzybka", krótko obcięte poniżej a długo zostawione na górze, urocze.

 

-Mam ci coś do oddania- powiedziałem Khornelowi pełnym nienawiści głosem i dosłownie wyplułem coś w rodzaju czarnej mazi na twarz mojego przeciwnika która zaczęła się w niego wchłaniać, ten cały jego chaos wrócił do niego, myślałem czy go nie wzmocni ale po odpowiednim zmodyfikowaniu powinien dostać takiego mętliku w głowie że nawet nie będzie mógł dokładnie sklecić słowa które ma więcej niż dwie litery.

 

Pstryknąłem palcami (normalnie tego nie potrafie ale w umyśle umiem wszystko) i wróciliśmy do tego białego miejsca, obudziłem się na ziemi (znaczy chyba) i czułem że mnie boli, ale w ręku miałem Amicusa a ten ciemny chaos nie był już w moim ciele więc szybko wróciłem do zdrowia i wstałem, Khornel odarł mnie ze zbroi więc miałem na sobie jedynie jeansy, czarną koszule i buty ale Khornel był w samej bieliźnie i fryzurze na grzybka więc tak źle nie skończyłem.

Powoli zbliżałem się do Khornela który pól siedział pół leżał na ziemi (chyba) trzymając się za szczękę w którą uderzyłem w moim umyśle, w czasie kiedy podchodziłem do niego mój czerwony płaszcz pojawił się na mnie tak samo jak okulary (tak, najnormalniejsze w świecie okulary).

Kiedy już stałem nad Khornelem wbiłem w niego miecz, był to atak magiczny więc atak go nie uszkodził a jedynie przeszedł przez niego ale mój przeciwnik poczuł się jakby ten miecz naprawdę się przez niego przebił, trzymałem miecz przez jakiś czas w jego ciele a on zaczął słabnąc i się starzeć o wiele bardziej niż ja, jego moc nie przechodziła do mnie ani do mego miecza tylko zostawała usuwana z jego ciała, po paru sekundach Khornel był już całkiem słabym i łysiejącym staruszkiem z brodą, zdzieliłem go po głowie płazem miecza a on powrócił do swojej pierwszej formy czyli kucyka, teraz był już starym kucykiem z brodą a ja wydeklamowałem zaklęcie:

"Ja, wiąże cię Khornelu w tej formie do czasu końca naszych zmagań" jakiś blady znak runiczny mignął w powietrzu po czym zniknął.

-A teraz ostatnia rzecz- klasnąłem w dłonie a z ścian (chyba) wypełzły fioletowo-czarne łańcuchy które spętały szyje, tułów, róg oraz wszystkie nogi Khornela, każdy łańcuch palił mojego przeciwnika ja czysty ogień, jak ogień w jego komórkach, tkankach, kościach i szpiku, po za tym łańcuchy nie pozwalały mu regenerować jego mocy.

Wywołałem jeszcze deszcz placków z brukselkami które spadały na Khornela po czym stałem i patrzyłem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Solar, nie dostaniesz mojego dziewictwa!

Wrzasnąłem do przeciwnika. Po chwili moim ciałem wstrząsnęły drgawki, otworzyłem pysk, a moje oczy wywróciły się na lewą stronę. Trwałem w takiej pozycji przez jakieś dwie minuty i nagle zacząłem kaszleć, a moje włosy, ogon i broda - wypadać. Wyplułem błękitny sześcian, a wraz z nim masę krwi. Ta czerwona ciecz zaczęła lecieć mi z pyska, oczu i nasady rogu. Zacząłem szarpać łańcuchy z nadludzką siłą aż w końcu puściły. Otworzyłem pysk i zaczęły mi rosnąć kły, zaś ciało wracało do dawnej świetności, lecz włosy nie odrastały. Wyglądałem jak kucyk Zombie, powiem więcej - byłem Zombie.

W międzyczasie sześcian uniósł się i zaczął świecić i zmieniać swój kształt. Ostatecznie przybrał moją ludzką formę, w całości wykonaną ze świecącego na niebiesko metalu.

- Solar, zmierz się ze swoim tworem. Życzę szczęścia - powiedziałem, po czym wzniosłem się w powietrze.

Kuc rzucił się z całą siłą na Solara. Ciało, nad którym kontrolę przejął demon, wzmocniony przez siłę tytana i tego czegoś, co w ładowania we mnie przeciwnik walczyło z furią godną Berserkerów Khorna. Zastanawiałem się, czy by go nie wzmocnić, ale stwierdziłem, że lepiej oszczędzić siły na później. Nawet bez tego demon będzie atakował Solara nawet jeśli wróg zamieniłby go w pył.

Przeciwnikowi udało się odepchnąć bestię od siebie, lecz ta zaatakowała ponownie. Odsunęła się po kolejnym ataku, tym razem z wbitym w brzuch mieczem. Magią rzucił broń daleko. Gdy spadła na ziemię jeszcze przez chwilę się ślizgała i spadła z krawędzi podłoża w przepaść.

Kolejna szarża demona zakończyła się unikiem Solara. Stwór spadł za krawędź podobnie jak wcześniej miecz, lecz on wciąż był w grze w przeciwieństwie do broni wroga. Ten starał się skupić uwagę na mnie. Przeleciałem tuż nad nim na metalowych skrzydłach. Stanąłem naprzeciwko niego. Mierzyliśmy się spojrzeniami, gdy nagle rozległ się trzask drewna i spod ziemi wyskoczył kuc, który rzucił się na Solara strącając go na odległą, położoną niżej półkę. Demon skoczył gdzieś dalej. Przeciwnik rozglądał się w poszukiwaniu mojej drugiej formy, gdy na głowę spadła mu kropla krwi. Kuc stał na płaszczyźnie, która z perspektywy Solara była ścianą. Tym razem demon się nie patyczkował. Obijał Solarem o setki ścian, które przed chwilą jeszcze nie istniały. Na przeciwnika padały moje krople krwi. Gdy kuc trzymał wroga w uścisku swoich kopyt, one zaczęły ożywać i poruszać się po ciele ofiary raniąc ją. Kuc uniósł się, a jego róg swiecił czerwienią. Kolor ten otoczył ciało Solara i demon zaczął rozrywać mu duszę. Powstrzymałem go, lecz przeciwnik skończył z naderwaną duszą, co oznacza, że raz na jakiś czas po prostu się wyłączy z walki.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Tak...naderwana dusza boli...

 

-Taki jesteś lekko niezdrowyy Khornel, nie sądzisz że potrzebujesz nieco witaminy D? Że nie mam danonków musisz się poczęstować, wielką potęgą słońca!

Zajaśniałem epickim blaskiem, każda moja komórka świeciła jak słońce oślepiając mojego przeciwnika i zrastając moją dusze...tak czułem się już lepiej

 

-I jeszcze jedno, nie tak łatwo oddzielić mnie od Amicusa

 

W tym momencie z przepaści (chyba) wyleciał mój miecz z nabitym na nim jak szaszłyk niebieskim, metalowym cosiem Khornela, metaliczny twór miotał się ale mój miecz jakby sobie z niego drwił, cały ja. W końcu mój miecz wbił się w podłogę (chyba) tym samym przyszpilając demona do posadzki (chyba).

 

-Dzięki mały- podszedłem do metalowej ludzkiej wersji Khornela która zakrywała oczy przed moim słonecznym blaskiem, złapałem go za gardło, moje ciało po za tym że jaśniało jak słońce było równie rozgrzane, twór zaczynał się topić, w końcu na ziemi pozostała mała niebieska kałuża z której wyleciał demon który przez kontakt ze mną po prostu się spopielił, wyciągnąłem Amicusa z ziemi po czym zwróciłem się do mojego przeciwnika.

 

-Teraz twoja kolej- skoczyłem w jego stronę, Khornel próbował się bronić ale moja jaśniejąca postać oślepiała go na tyle że właściwie nic nie mógł zrobić, klinga Amicusa zaświeciła się na niebiesko, po czym głowa Khornela odpadła od jego ciała, mimo to nadal żył, jedynie nie miał władzy nad swoim ciałem które się rozdarło na wiele atomów.

 

-Nie bój się, dostaniesz swoje ciało kiedy już skończy się ta walka, po za tym ono nadal tu jest- Khornel nie wyglądał na zadowolonego, mimo że dekapitacja wcale nie bolała to jednak smutno jest być zombiaczą głową- wracajmy już- powiedziałem a głowa Khornela powędrowała do mojej ręki tak samo jak niebieski płyn który zmienił się w sześcian, który po paru minutach skomplikowanej walki umysłowej pozwolił mi wrócić na nasze pierwsze pole bitwy.

 

-Ciebie tu nie chcemy- powiedziałem do sześcianu po czym wrzuciłem go w wyczarowaną szczelinę- a ciebie trzeba unieruchomić- powiedziałem do bardzo smutnej ale żywej głowy Khornela po czym wyczarowałem dla niej miłe więzienie w którym panowała bardzo wysoka temperatura, ze ścianami przez które nawet duch nie przejdzie oraz piosenkami Justina Biebera wewnątrz.

 

To iście okrutne więzienie odłożyłem na ziemie po czym przestałem się jarzyć światłem słonecznym, patrząc na tą jakże wytrawną pułapkę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciało już dawno przestało mnie interesować, co więcej zerwałem z nim jakiekolwiek połączenie. Zwłoki regenerowały się po atakach Solara i demon znów zaczął atakować. Głowa się zintegrowała i potwór, którym dawniej byłem zaczął wytwarzać nową.

Zaś za moim przeciwnikiem znów pojawił się sześcian. Nie jestem pewien, czy mój przeciwnik zrozumiał, że teraz ja nim jestem, a moje dawne ciało jest kontrolowane przez twór chaosu.

Przybrałem ludzką formę. Poza ciałem nie mogę używać magii chaosu, ale mogę ją przekazywać. Zebrałem całe swoje siły, by przekazać mroczną moc moim zwłokom, te zaś w kontakcie ze złą siłą zaczeły mutować. Na plecach kuca pojawiły się macki stworzone z czystej ciemności. Cztery z nich były zakończone paszczami, które miały zęby, które rozrywały stal. Sierść zwierzęcia zmieniła swój kolor na fioletowy.

Od razu po tym jak chaos zaczął działać istota rzuciła się na Solara raniąc go swymi mackami.

Zdezorientowany przeciwnik próbował się bronić, lecz cztery zębate paszcze wbijały się w jego kończyny i łamiąc kości, co skutecznie go unieruchamiało.

W końcu demon wybił wroga w powietrze dając mi możliwość ataku. Zamieniłem się w wiązkę czystej energii, która przechodząc przez ciało przeciwnika sprawiała mu ból i zabierała energię. Po serii kilkunastu takich ataków rzuciłem nim o ziemię i wróciłem do ludzkiej postaci, lecz z pewnym dodatkowym szczegółem - miałem na twarzy złotą maskę dającą mi władzę nad światłem. Wchłonąłem całe światło z okolicy, która stała się teraz nieprzeniknionym mrokiem. To samo zrobiłem ze światłem, które emitował Solar. Zamieniłem je w energię cieplną, którą otoczyłem Solara. Temperatura wokół niego zaczynała rosnąć. Wstałem i udałem się w mrok widząc, że zmutowany kuc czai się w budynku, który po stracie światła stał się cały czarny, a była to czerń, której nic nie było w stanie rozproszyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bolało, było gorąco... zombiaki eh... czemu

 

-Super, super jest ciemno...jest strasznie...super...

 

Po ostatnim "super" strzelił we mnie potężny blady piorun który na pół sekundy rozświetlił arene, pół sekundy wystarczyło gdyż piorun dał mi kolejną moc, superszybkość.

Świat się zatrzymał widziałem potwora oraz Kholnera, moje ciało również przyśpieszyło, wszystkie rany goiły się w rekordowym tempie, zacząłem się kręcić wokół własnej osi i rozwiewałem ciepło, światło pioruna zaczęło blaknąć. "Mam czas" pomyślałem.

Wyciągnąłem miecz wciąż wirując i natarłem na potwora, został posiekany a Amicus wessał jego resztki a później je zdezintegrował. Połowa czasu ze światłem już się skończyła, teraz czas na jakiś genialny pomysł...Maska.

Podbiegłem do Khornela, albo czegoś innego już sam, nie wiedziałem kto jest nim a kto nie nim...eh. Tak więc natarłem na to co/kto kolwiek było ze złotą maską, wbiłem miecz w maskę a Amicus zaczął wchłaniać moc maski i samą maskę, po tym z Amicusa wystrzeliło światło...znaczy miało wystrzelić bo z mojej perspektywy dość wolno się rozprzestrzeniał, zacząłem więc biegać w kółko dookoła areny, tak szybko że wszystko co się na niej znajdowało (wraz z Khornelem i wszystkim w czym mógł być) przeszło do czasu między czasem (czyli w tym miejscu przez które przechodzi wszystko co podróżuje w czasie), później wyciąłem Amicusem ten kawałek międzyczasu  w którym była arena i zmniejszyłem ją do rozmiarów atomu i wysłałem gdzieś w kosmos...chyba tam gdzie są szczątki Kryptonu, planety Supermena (czyli wysłałem go również w inny wymiar).

Wtedy piorun zniknął.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Najwyższy czas poznać zwycięzcę tegoż starcia! Minęło już dostatecznie wiele czasu, a widowisko całkiem przednie, jednakże nic nie trwa wiecznie, więc  oto staję dziś tu, przed Wami, by ogłosić zakończenie starcia!

 

Droga publiczności, kto Waszym zdaniem popisał się większą mocą? Kto został Waszym zwycięzcą? Kto zasługuje na to miano? Już teraz możecie komentować i oddawać swe głosy!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...