Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Recommended Posts

"Czasy się zmieniają, tak jak dni wszystko przemija, a czas się nie zatrzymuje bez powodu. Również i czyny ras nazbyt młodych bo znać umarłych bogów i twórców świata, są jedynie niczym ślady stup na pustyni. Nie znaczące, chwilowe, niewyraźne. Zbędne. A może to rozmyślanie o śmierci jest rozmyślaniem o wolności? Wolności od zła, smutku, bólu, chorób. Tak, śmierć uwalnia, jednak również i wiąże bowiem jest  drogą ku bogom, a ich wola będzie tą ostateczną. Ale czy można uwolnić się z tej drogi, ciągnącej nas od początku życia, aż po oblicza tych których śmierć jest wieczna? Niektórzy wciąż uważają iż jest to możliwe, choć i niektórzy bogowie się godzą z drogą którą przeszli ich poprzednicy, choć nie wszyscy. Są bowiem i bogowie którzy przeciwstawiają się tej zależności, a pierwszy z nich był zapomniany już bóg śmierci, Myrkul.  Ale czy i my pójdziemy w jego ślady i odejdziemy w zapomnienie, by już nigdy nie zostać wspomniani, czy podążymy za życiem tak daleko jak Vecna? Nie. To nie jest naszym przeznaczeniem, jednak dziś musimy uwolnić z okowów śmierci wszystkich, których napotkamy. To jest naszym przeznaczeniem i musimy za nim podążyć i nikt nas nie powstrzyma. Zbierzmy się więc i uczyńmy co nasze!"

 

~Ilithiss, List do umarłych panów.

 

Waterdeep. Spokojne miasteczko portowe, gdzieś przy brzegach wybrzeża mieczy, a istniejące dzięki handlowi który w ostatnich latach sprzyjał. Jednak nadeszły czasy w których nawet tak spokojne i nikomu nie wadzące miejsca są zagrożone. Siedzieliście właśnie w jednej z karczem, a jej nazwa brzmiała "Pod okiem Nashera". Czuliście się tu dość bezpiecznie, było ciepło, a powietrze pachniało morzem. Wypoczęliście ostatniej nocy, bowiem kobieta stojąca teraz naprzeciw was zapłaciła za wasz wypoczynek. Oboje przybyliście po informacje, jednak to co otrzymaliście było mniej przyjemne jak i dość zobowiązujące. Bowiem w zamian za list jaki otrzymaliście, a który każdy z was zdążył już przeczytać, zdążyliście obiecać iż zajmiecie się tą sprawą. Już od paru dni było wiadomo iż szykuje się wojna z Nekromantami, teraz zjednoczonymi, choć dotąd nikt nie spodziewał się kto i po co ich zjednoczył. Teraz jednak wiedzieliście że chcą wyrżnąć całe wybrzeże, a następnie zapewne zajmą się pozostałymi częściami świata. Nie mogliście jednak zrozumieć tej bredni o przemijaniu, oraz wzmianki o umarłych bogach. Przecież bogowie byli nieśmiertelni! Jednak nie był to teraz największy problem, teraz bowiem musieliście się z owymi nekromantami zmierzyć i to we dwoje. Nie znaliście się, nie wiedzieliście czego się spodziewać po sobie nawzajem i mimo iż spędziliście razem noc, nie mieliście czasu porozmawiać. Wasze wzroki jednak teraz spoczywały na kobiecie przed wami. Była wysoka i smukła, a jej skórzany i dość przyległy ku ciału, ledwie zasłaniający wdzięki ubiór mógł świadczyć iż jest barbarzyńcą, choć chusta zasłaniająca jej twarz nieco zbijała was z tropu, bowiem barbarzyńcy lubili sławę i nie ukrywają twarzy, by każdy mógł zobaczyć ich w chwale. Ona jednak była dość tajemnicza i niechętnie sprzedawała wam kolejne informacje. Dowiedzieliście się jednak iż będzie wam płaciła jak i dostarczała kolejnych informacji na interesujące was tematy, jednak tylko wtedy gdy na chwałę lorda Nashera będziecie w jej imieniu unicestwiać kolejne placówki nekromantów. Ich przyczółki, bazy, świątynie. Mieliście jedynie pozyskiwać dowody na zabicie nekromantów, a teraz miała was czekać pierwsza wyprawa. Kapłan choć w pełnej gotowości, był tu przysłany przez inkwizycję i nie był pewien co do druida, choć wiedział iż ich lud jest słowny, odważny i w razie potrzeby bitny.

Kobieta raz jeszcze naprężyła się w oczekiwaniu na waszą odpowiedź, czy podejmiecie się zadania i z niecierpliwości pozwoliła sobie się odezwać raz jeszcze, a jej głos był dość władczy i obco brzmiący, jakby sykliwy, choć to najprawdopodobniej był jej akcent.

 

- Więc jak, czy przyjmiecie ofertę?

Edited by Jaenr Linnre

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kanadan spojrzał raz jeszcze na kobietę. Wydawała mu się całkiem interesująca. Widać, że nie bała się chodzić w skąpym stroju i poradziłaby sobie z ewentualnymi obwiesiami w ciemnej uliczce. Jej akcent budził podejrzenia, jak i ciekawość mężczyzny. Kanadan miał dziś dobry humor, zwłaszcza po dobrym wypoczynku, irytował go jednak brak konkretnych informacji, a raczej brak chęci wyjawiania ich przez dziewczynę. W tych ciężkich czasach było to jednak zrozumiałe. Nigdy się nie wiedziało z kim ma się do czynienia. W końcu mężczyzna odezwał się z wolna tonem życzliwym i dworskim w swym brzmieniu:

 

- Szanowna Pani... Mój ojciec poświęcił życie w walce przeciw nekromantom, zhańbiłbym siebie, inkwizycję i rodzinę, gdybym odmówił. Nie budzi oczywiście wątpliwości, że jeśli Pani przynosi wieści od samego króla Neverwinter, jest Pani zasłużoną dla kraju osobą.  Jednak nie lubię umawiać się z osobami mi nieznanymi. Niestety Pani skrywa przed nami swą piękną twarz, którą rad bym ujrzał, jak i swą godność oraz stanowisko. Oprócz tych drobnostek chciałbym się dowiedzieć dlaczego do tego zadania wyznaczono mnie, jak i zarazem obecnego tu, wielce szanownego druida, czyż nie lepiej aby inkwizycja pracowała po swojemu, a mistrzowie puszczy wedle ich upodobań? 

 

Kanadan czekał na odpowiedź, wyciągnął dłoń po kufel, który był napełniony wodą. Nie lubił alkocholu, jeśli już to tylko na specjalne okazje, tak pijał to co matka natura sama dawała z obfitością. Lewą rękę miał położoną na swym czarnym, starym kapeluszu z rondem, który zdjął do jedzenia, jak nakazywał obyczaj, jednak zbyt mało ufał współ gościom w karczmie, aby zostawić swoje ulubione nakrycie głowy na wieszaku. Mężczyzna zarzucił prawą nogę na lewą, a wzrok po szybkim zerknięciu na druida zatopił w oczach rozmówczyni, jakby próbując wybadać emocje w niej drzemiące oraz czy przemawia przez nią prawda.

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

Siedzący obok kapłana druid przeczytał list z wolna sącząc przygotowany przez siebie napar z liści i traw, po czym w ciszy spojrzał na towarzysza. Gdy już zlustrował go całego obejrzał i zleceniodawczynie. Znał paru barbarzyńców, tropicieli i zbójców i ten ostatni zawód pasował tu najlepiej. Piękne, krągłe ciało odwracające uwagę od noża, ale tu z pewnością nie chodziło o tego typu sprawy. Nagle z tych wszystkich myśli wyrwał go ów kapłan imieniem Kanadan. Bez słowa wysłuchał go i przez chwilę oceniał, gładząc się po podbródku. Wreszcie gdy przemówił wyraźnie dało się słyszeć jego elficki akcent, mówił spokojnie i bez większego emocjonalnego zabarwienia.

 

- Tak, twe imię jest dla nas niewątpliwie zagadką. I jak niewiele obchodzi mnie jaką pełnisz rolę na królewskim dworze, tak jednak wolałbym znać tożsamość osoby, której mam zaufać. Bo nie oszukujmy się być może właśnie pakujemy się do jakiejś pułapki. A co do twoich wątpliwości- Tu skierował się do kapłana - to nekromanci działają inaczej niż ty czy ja. Więc nasza współpraca będzie bardziej efektywna niż gdybyśmy działali w pojedynkę. Ponadto nekromanci zabrali mi coś bardzo dla mnie... ważnego i cennego, więc można powiedzieć, że jestem na... jak wy to nazywacie? Krucjatą, popraw mnie jeśli się mylę. Także być może łączy nas więcej rzeczy niżby nas dzieliło, panie. Tak właściwie to powinniśmy się sobie choćby przedstawić moje imię brzmi Quarion Siannodel, ale wystarczy się zwracać po imieniu. Miło pana poznać.

 

Druid wyciągnął rękę w stronę kapłana. Jego hełm z czaszki niedźwiedzia ciągle spoczywał na głowię tworząc cień ukrywający jego część twarzy mniej więcej do nosa. W tym cieniu lekko błyszczało dwoje szmaragdowych oczu. W myślach elf dopowiedział sobie resztę zdania, które brzmiało.

- Nawet jeśli jesteś kapłanem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kanadan siedział dalej przy stole, aż z wpatrywania się w nieznajomą wyrwał go druid. Kapłan odwrócił wzrok i skupił się na nowym mówiącym, wysłuchał go, po czym uścisnął mu rękę.

 

- Z tego co mówisz to nasze historie mogą być sobie bliższe niż sądziłem. W takim razie będę zaszczycony mogąc wraz z Tobą wyruszyć na największe plugastwo tego świata. Ja nazywam się Kanadan Silverblade syn Dardramira Silverbladea i Letheriny de Moren, inkwizytor z łaski rady, również mi bardzo miło.

 

offtopowy PS:

 

Proponuję wrzucić opisy wyglądu naszych postaci, bo to i tak każdy widzi, a ja Twojej KP nie widziałem i Ty mojej chyba też nie, więc chodziarz wygląd może sobie podajmy

:pinkie:

 

To mój, a raczej Kanadana(bezpośrednio wzięty z KP, więc wybacz mi proszę dziwny język i ewentualne dziwne gadanie o dygnitarzach ( :crazy:) :

 

Był to mąż o wzroście około 170 cm, choć barczysty i widać, że krzepki. Twarz z daleka niewidoczną tak dobrze, pomału zaczęli dygnitarze notować w pamięci. Była dość twarda, choć nie prostokątna, wyraźne rysy i wysunięta żuchwa odznaczały ją, nadając męski wyraz. Oczy, choć skryte za łukami brwiowymi, wydały się bystre i czujne. Brodę jegomość musiał często golić, gdyż nawet teraz, gdy prosto ze szlaku chadzał miał ją ściętą i na gołe lica spadało to coraz więcej promieni słonecznych. Gdzieniegdzie bliznę dało się obaczyć, choć największa przez oko podłużnie w dół biegła. Była poszarpana, nierówna i przywodziła na myśl rwanie skóry nieszczęśnika. Usta dość wąskie, mówiły coś do kompana, ten skinął głową, choć nikt nie poznał o czym prawili. Ubiór miał dość ciekawy. Pierwsze co w oczy się rzucało to duży czarny z rondem kapelusz na skroni. Cały poniszczony i dziurawy był, choć widać, że zadbany i z prawdziwej skóry czarnej niczym ciemna noc. Z boku wystawało piór kilka, również poniszczone, a to miecza cięciem, a to płomieniem jakim, lecz dalej swój ciemno – zielony kolor zachowały. Spod kapelusza wystawały gęste, choć krótko ścięte czarne włosy, które tak światło odbijały, jakoby z daleka były złota koloru i mieniły się w oczach.  Człowiek ubrany był w zbroję łuskową z ciemnego metalu, a szatę pod nią czarną nosił. Widać, że obie były wysłużone, bo porwane gdzieniegdzie i kurzu na sobie sporo miały.  Niektóre detale z zieleni wykonano, tak, że do kapelusza podobny był strój. Na plecach przypięta tarcza została, obok niej wisiała kusza, choć tej drugiej ciężko było dostrzec, a przy boku buzdygan, również z ciemnej stali i kołczan z bełtami z czarnego drewna. Na koniec buty rzucały się w oczy, bo nietypowe i zrobione na nową modłę, choć już wysłużone. Wysokie i zawinięte miały cholewy i mocno zasznurowane na nogach były. Podkute jakimś, materiałem, co ochraniał podeszwę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A zatem Kanadanie, zaszczytnie będzie z tobą podróżować.

Oczy druida wróciły do spoglądania na kobietę.

- Tak więc, skoro już wiadomym jest, że przyjmujemy te robotę. Oto dwa me pytania. Czy możemy już otrzymać pierwsze prawdziwe zadanie? I jak tajna jest ta misja? Dwóch nas jest wybranych, nie wierze, że tu w Waterdeep nie dało się zebrać większej ilości rzezimieszków chętnych choćby sławy i pieniędzy.

 

Wygląd: Długie, białe i sięgające bioder włosy. Blada cera, blizna na lewym ramieniu jako pamiątka po niedźwiedziu i ślady po zębach wilka na prawym przedramieniu. Brak zarostu. Oczy koloru zielonego. Około 177 cm wzrostu, lekko umięśniony. Chodzi w stroju zrobionym ze skór wilków, a na nim nosi skórzany pancerz na jego hełm jest zrobiony z czaszki niedźwiedzia z fragmentem skóry sięgającym poniżej linii łopatek. Wiek 230 lat. Elf, mężczyzna jak się patrzy. U szyi wisi mu amulecik ( ale on też jest schowany pod ubranie. )

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kanadan lekko wzdrygnął się na słowa druida, po czym ochłonąwszy powiedział:

 

- Ja jeszcze nie oznajmiłem, że będę brał w tym udział, zgodzę się, lub odrzucę propozycję dopiero po odpowiedzi na moje poprzednie pytania - wypowiedział to zdanie uprzejmie choć dosadnie, znowu obracając wyczekująco wzrok na dziewczynę.

 

-Pani mi wybaczy to zuchwalstwo, lecz nie mam zwyczaju plątać się w nieznane mi sprawy przedstawione przez nieznanych ludzi, ale niech sobie tego szanowna dama do serca nie bierze, bo bynajmniej nie czynię tego na złość.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Druid wykonał uspokajający gest w stronę kapłana i rzekł raz jeszcze tym razem już trochę znużenie.

- Wybacz ale musiałem cie źle zrozumieć. Jednak to może być jedyna szansa, a przynajmniej dla mnie by winowajca poniósł zasłużoną karę. A po za tym nie mamy żadnego terminu na wykonanie zlecenia i bodajże będziemy mogli odmówić jeśli zlecenie okaże się jednak sprzeczne z naszymi zasadami.

 

Ostatnie jego zdanie skierowane było już do zleceniodawczyni. Twarz druida przybrała podejrzliwy wyraz, a źrenice lekko się zwęziły. To milczenie ówże bohaterki również napawało go pewną dozą podejrzeń.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kobieta słuchała wszystkiego, jakby nie mogąc się połapać o co chodzi. Najwyraźniej wspólna mowa nie była jej ojczystym językiem i utrudniało jej to tak szybką odpowiedź jak pozostałym zebranym. Zebrała się jednak w sobie i postanowiła odpowiedzieć swym sykliwym głosem, choć teraz nieco zdezorientowanym.

 

-Zwą mnie Safira, a twarzy nie pokażę, jesteśmy bowiem w karczmie. Stanowiska nie posiadam, bowiem wedle wszelkich not czy glejtów, nawet nie istnieję. Jestem tu jedynie z woli Lorda Nashera, który obrał sobie waszą trójkę, bowiem jeszcze nie dołączył do was jeszcze pewien łowca. Każde z was zostało wybrane osobiście, bowiem każdemu można zapłacić, każdemu można obiecać sławę, wy jednak macie w tym własne cele, dzięki czemu jesteście w to bardziej zaangażowani i możecie okazać się po stokroć bardziej przydatni. Pierwszą misją ma być zbadanie pobliskiej twierdzy, mieszkały tam niegdyś jaszczury, teraz jednak atakują pobliskie statki i port w poszukiwaniu nowego legowiska. Musicie to sprawdzić, bo podejrzewamy nekromantów.

 

Kobieta wyjęła dwa mieszki i położyła przed wami, gdy do karczmy wszedł jeszcze jeden mężczyzna, niewątpliwie łowca, zapewne ten spóźniony.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna po wejściu do karczmy rozejrzał się po pomieszczeniu. Jego wzrok powiódł po wszystkich zebranych w środku aż wreszcie zatrzymał się na kobiecie stojącej przy stole oraz jej dwóch towarzyszach. Łowca powolnym krokiem podszedł do tej trójki. Łuk przewieszony przez ramię i kołczan pełen strzał z czarnymi lotkami nie poruszały się gdy on szedł. To samo było z mieczem umieszczonym przy lewej nodze. Kiedy podszedł do stołu spod kaptura bardziej spostrzegawcza osoba mogła zobaczyć jego niebieskie oczy i bliznę nad jednym z nich. Mężczyzna przysunął sobie krzesło, zdjął łuk i oparł go o stół. Następnie usiadł tak, aby widzieć obu towarzyszy i kobietę stojącą niedaleko nich.

 

 

-Witam panowie i pani- powiedział we wspólnej mowie. Jego głos był tak cichy, że usłyszeli go tylko zabrani przy stole. Jego wzrok przechodził z jednej osoby na drugą. -Musicie mi wybaczyć spóźnienie. Nie przywykłem do chodzenia po mieście. Jestem Nick Sevikol. Mimo, że otrzymałem szczątkowe informacje zajmę się tą sprawą.- Słowa te skierował do stojącej obok kobiety. Po zlustrowaniu jej wzrokiem zwrócił się do siedzących przy stole.- Jak widzę nie będę sam. A skoro tak to wypadało by poznać chociażby wasze imiona.- 

 

Nick widział, że będzie mu ciężko przyzwyczaić się, że wyrusza z kimś ale wiedział też, że musi wykonać swoje zadanie i zrobi wszystko by tak się stało

 

 

Wysoki mężczyzna( 1.80m) o średniej budowie ciała, mocnych ramionach i zwinnych palcach. Jego budowę dopełniają dobrze zbudowane nogi przystosowane do dalekich biegów i wspinania się po drzewach. Jego krótkie, ciemne włosy i wiecznie poważny wyraz twarzy sprawią, że wygląda na człowieka, którego nie obchodzi to co dzieje się wokół niego. Nad prawym okiem widnieje nieduża blizna w kształcie półksiężyca. Jego ubiór jest prosty. Składa się z zielonej materiałowej kurtki, zielonych spodni, skurzanego , lekkiego pancerza. Wszystko dopełnia brązowy płaszcz z kapturem.



 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kanadana usatysfakcjonowała odpowiedź. Dziewczyna, choć w teorii nieobecna nosiła piękne imię: Safira. Mężczyzna normalnie wypytywałby się dalej, lecz dotarło do niego, że kobieta musi być cudzoziemką. Nie chciał sprawiać kłopotu damie i tylko się lekko uśmiechnął. Chciał coś powiedzieć, ale akurat do karczmy wszedł podejrzany osobnik, który okazał się być jego przyszłym kompanem. Kanadan wstał i przeleciał wzrokiem po nowo przybyłym. Budził dość mieszane uczucia. Jego ubiór wskazywał ,że nie lubi wzroku innych.  Cóż chociaż się przywitał, nie należało być dłużnym. Mężczyzna wyciągnął rękę do łowcy i powiedział:

 

-Witam serdecznie nazywam się Kanadan Silverblade, syn Dardramira Silverbladea i Letheriny de Moren. Miło Pana poznać. 

 

Następnie zwrócił się do kobiety. 

 

- Dobrze, przyjmuję zadanie ku chwale Neverwinter i Inkwizycji, jestem zaszczycony tym wyróżnieniem.- Mówiąc to ukłonił się lekko, wziął swój stary kapelusz i nałożył na głowę, wyprostował się dumnie i nie siadając już czekał na towarzyszy. Z jego twarzy dało się wyczuć, że jest gotowy wyruszyć choćby zaraz, a w jego oczach płonął ogień.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nick powoli zlustrował wzrokiem po czym powoli lecz pewnie uścisnął wyciągniętą rękę. 

 

 

-Miło mi poznać Kanadan.- po uściśnięciu dłoni odsunął ją i wsłuchał się w wypowiedź skierowaną do stojącej kobiety -Hmm ku chwale inkwizycji-powróżył cicho do siebie. To wzbudziło mieszane uczucie w łowcy. Jego wzrok powoli przeniósł na siedzącego kompana ubranego w wilcze skóry. Nick zauważył brak zarostu oraz długie białe włosy.

-A ten nie wygląda na człowieka -rozmyślał w milczeniu. - Bardziej przypomina mi elfa.- Po tej chwili przemyśleń położył ręce na stole, złączył dłonie i bacznie obserwował to stojącego Kanadana, to siedzącego jeszcze nieznajomego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Druid usłyszał głos nowego towarzysza i od razu nie przypadło mu do gustu zdanie o nim. Skrzyżował ręce na piersi i groźnie spojrzał na niego. Jego głos był spokojny, ale zapowiadający burzę.

- A co ci przeszkadza, że jestem elfem? Czy ta misja jest tylko dla ludzi? Mogę cie zapewnić Nick, że dam sobie radę. Może nie interesuje cie imię tego nie-człowieka ale brzmi ono Quarion. W sumie skoro nasze zadanie jest już znane to chyba czas zbadać co dokładnie przepędziło tamtych jaszczuro-ludzi z ich wylęgarni.

 

Błyskawicznym ruchem pochwycił mieszki. Jeden rzucił do kapłana jeden z nich rozwinął i zajrzał do środka. W środku znajdowało się drobna sumka na niewielkie wydatki ale wystarczało zupełnie. Teraz już swym śpiewnym głosem rzekł.

- 100? W sumie to można by było się rozejrzeć za zaopatrzeniem. Kanadanie czy chcesz odwiedzić dom boga swego przed wyruszeniem? Jeśli tak to gdzie byśmy się spotkali? Proponuje już przy wschodniej bramie i gdy wszystko już załatwione będzie udamy się do ów twierdzy.

 

Po czym druid wstał, przeciągnął się, poprawił hełm i spojrzał na towarzysza czekając odpowiedzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Łowca usłyszał wypowiedź elfa i trochę się zmieszał. Wiedział, że mają one dobry słuch ale nie sądził, że aż tak. 

 

 

-Cóż będę się musiał trochę pilnować.-Powiedział cicho z lekkim uśmiechem. Teraz wiedział, że Quarion to usłyszy. Nick miał nadzieję, że uda mu się nawiązać w miarę przyjazne stosunki z towarzyszami skoro czeka go wspólna wyprawa. Kiedy usłyszał o odwiedzeniu domu bogów i zaopatrzeniu obejrzał się po sobie. Jego łuk i strzału oraz miecz były gotowe ale nie miał zapasów jedzenia na podróż. Mimo tego popatrzył po towarzyszach przeglądających zawartość mieszków. Po chwili westchnął, wstał i założył łuk przez ramię.

 

-Dobrze skoro panowie jeszcze chcą posiedzieć w mieście to proszę bardzo. Poczekam na was przy wschodniej bramie.- Popatrzył po swoich towarzyszach czekając na odpowiedź.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kanadan uśmiechnął się lekko na słowa o domu boga, siły z nieba były mu dość obojętne, wbrew jego fachowi. Nic niezwykłego nie pomogło mu, gdy jego rodzina ginęła przez zło. Nie miał zwyczaju bywać w świątyniach częściej niż to było konieczne, jego kaplicą była droga, a modlitwą tępienie zła. Robiłby to czy to z pomocą bóstw czy bez niej. Mężczyzna zastanowił się czy może jednak teraz nie pójść do świątyni. Jednak po namyśle stwierdził ,że nie ma to sensu. Jeśli bogowie postępują jak chcą, to on też tak będzie. Czy z ich pomocą czy bez niej i tak wybierze się na tą wyprawę. Nie dla chwały jakiejś siły, tylko aby innym na świecie żyło się lepiej.

 

- Też przejdę się na targ, być może znajdzie się tam coś ciekawego. Do domu mego boga iść nie muszę, on pomoże mi niezależnie od mojego pobytu tam, a jeśli skaże mnie na śmierć... (tu ściszył głos, tak że szeptane słowa nie dały się zrozumieć).

 

Następnie mężczyzna zwrócił się do kobiety, biorąc jednocześnie mieszek z monetami.

- Dziękujemy za ofertę szanownej damie, jeśli to wszystko opuszczę Panią, miłego dnia życzę i szczęścia w podróży.

Kanadan pewnym krokiem skierował się do drzwi, jednak na tyle wolnym, że gdyby ktoś chciał coś od niego, mógł bez problemu dopaść go przed drzwiami karczmy. 

- Zatem przy wschodniej bramie... - rzucił na wpół do siebie na wpół do towarzyszy, po czym nasunął na głowę swój czarny kapelusz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nick usłyszał krótką wypowiedź Kanadana i uśmiechnął się. Wiedział, że nie będzie musiał zbyt długo zostawać w mieście. Nie lubił przebywać w mieście więcej niż to było wymagane. Poprawił łuk i miecz po czym podszedł do kobiety stojącej obok.

 

-Droga pani jeszcze jedna sprawa- mówił szeptem rozglądając się do wokół jakby nie chciał by ktoś go usłyszał.- Z racji mojego spóźnienia nie zostałem obdarowany mieszkiem złota. Czy znajdzie się jeden dla mnie?- Nick zapytał w taki sposób jakby chciał dać do zrozumienia, że chce załatwić wszystkie sprawy jak najszybciej i opuścić miasto. Po tych słowach odsunął się lekko od kobiety i nałożył kaptur na głowę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Druid gdy usłyszał od Kanadana o jego bóstwie, spojrzał z lekkim zdziwieniem na kapłana.

*A więc różni się od nich.*

Pomyślał po czym wzruszył ramionami i wyszedł z karczmy. Jego pierwszym celem był kowal. Gdy już takowego znalazł rzekł.

- Witaj kowalu. Chciałbym kupić u ciebie nóż, którym mógłbym oskórować zwierzęta, bo mój się złamał. Ile mnie to będzie kosztować?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kobieta w ciszy nasłuchiwała mężczyzn, wciąż bowiem miała problem z ich mową i choć chusta zakrywała jej twarz, wydawało się iż ta próbuje powtarzać po mężczyznach niektóre słowa, uważnie śledząc ruchy ich warg. Wtedy odezwał się do niej spóźnialski mężczyzna ze swoim pytaniem. Była na nie przygotowana, jednak wciąż pomrukując pod nosem parę cięższych słów wyciągnęła jeszcze jeden mieszek i rzuciła mężczyźnie by i on mógł się dokładnie wyposażyć. Zbliżała się bowiem ważna dla nich wszystkich wyprawa.

 

***

 

Druid w tym czasie ruszył na pierwsze zakupy. Gdy doszedł do kowala ujrzał młodego chłopaczka, ludzkie dziecko, rozpalające ogień w palenisku i nieporadnie podłączające wielki miech. Najwidoczniej młodzian musiał być tutaj terminatorem. Męczył się przy tym okropni, jednak nadchodziła godzina w której otwierały się wszystkie kramy oraz sklepy, więc i jego pan musiał się już szykować. Wtem z budynku dało się słyszeć gruby, donośny i lekko roześmiany głos.

-Poradziłeś już sobie Tomas? Dobrze wiesz że musisz się tego nauczyć jak masz być kowalem.

Z budynku wyszedł niski, choć szeroki mężczyzna. Odziany był w skórzane spodnie, czarne buty i fartuch. Jego długa, czarna, powiązana w warkocze broda, sięgała aż do pasa, a na twarzy owego jegomościa gościł ogromny serdeczny uśmiech. Był to krasnolud, najwidoczniej tutejszy kowal, bowiem w jego ręku błyszczał ogromny, srebrny, zdobiony młot, służący mu zapewne do wykuwania przeróżnych cudów z jakich słynęli krasnoludżcy rzemieślniczy. Teraz jednak dojrzał druida i odezwał się jeszcze weselej.

-Gość, czy może kupiec? Zapraszam, zapraszam!

 

***

 

Kapłan wyszedł na ulicę. ?Cuchnęło rybą i kałem, znajdującym się w przydrożnych rowach. Miasto, mimo smrodu wydawało się jednak dość czyste i przytulne choć owo wrażenie szybko zniknęło. Bowiem kapłana zobaczyła dwójka pijaczków niedawno wyrzuconych z karczmy w której odbywało się spotkanie. Wyciągnęli oni pałki, nabijane gwoźdźmi i popatrzyli to po sobie, to po kapłanie i odezwali się do niego idąc w jego stronę, jakby w dość wrogim nastawieniu.

-A wy? Czego tu szukacie? To nie wasza mieścina kapłanie!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Druid spojrzał na kowala i odwzajemnił uśmiech. Wesołym tonem rzekł:

- Ja? Klient, szukam dobrego noża, którym mógłbym oskórować zwierzynę oraz zbierać te nieco twardsze korzenie. Macie może coś takiego co mnie zadowoli po rozsądnej cenie?

 

Spojrzał teraz na terminatora i jak się uwija przy sprzęcie.

- Nowy kowal się rodzi co? Ludzie to wspaniali uczniowie ich umysły są otwarte i chętne do poznania nowego. Szkoda, że tak krótko żyją. Zgodzisz się ze mną czyż nie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Mężczyzna pośpiesznie zobaczył zawartość mieszka. Następnie schował go do kieszeni swojego stroju, ukłonił się kobiecie i pośpiesznie skierował się na zewnątrz. Rozejrzał się jeszcze po karczmie czy nikt za nim nie idzie i wyszedł. *dobra teraz kupić trochę żywności, jakieś noże do rzucania i opuścić to miasto. I tak za długo tu zabawiłem* Rozmyślał Nick. Nagle ujrzał Kanadana i dwóch pijaczków z wyciągniętymi pałkami. Zatrzymał się i spojrzał na kapłana.

-Och Kanadan widzę, że ktoś cię tutaj nie lubi.- Dodał spokojnym ale poważnym szeptem słyszanym tylko przez kapłana. Po chwili przyjrzał się pijaczką.  *Para szumowin. Dlatego nie lubię miast* Pomyślał po czym dodał również szeptem.- Zamierzasz coś z nimi zrobić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kanadan przyjrzał się dwóm drabom. Z jednej strony byli to ludzie, czyli istoty dobre, a na pewno znacznie leprze od nieumarłych, jednak każdy wie jakich okropności ci się dopuszczają. Stwierdził, że nie warto od razu przechodzić do czynu, choć widział swego nowego towarzysza, który zbliżał się ku niemu. W głębi ducha był wdzięczny losowi, że nie będzie sam. Walczył już nie raz, ale jeden na jednego to co innego niż dwóch.  

 

Kapłan stwierdził, że pewnie ten który mówi jest tutaj bardziej odważny, więc do niego zwrócił następne słowa, uprzednio nasunąwszy swój ukochany kapelusz mocniej na czoło.

- Czego ja tu szukam? Podziwiam widoki i zapachy tej mieściny, gdyż niedługo wyruszam by ratować karki takim jak wy, co biją ludzi w mieście, a przed prawdziwymi zagrożeniami szczają w gacie. Jeśli nie chcecie się narażać bogom, a już w szczególności mi to zejdźcie z drogi, lub odnoście się milej do przedstawiciela wyższego stanu.

 

Kapłan powiedział wszystko spokojnie, choć dobitnie. Podniósł głowę na znak, że nie boi się drabów i aby uwidocznić swoją słynną szramę. W oczach miał nieznoszący sprzeciwu autorytet i pewność. Gdy szumowiny koncentrowały się na widoku, prawa ręka Kanadana powędrowała w dół do buzdyganu, aby w razie potrzeby szybko dobyć broni bardziej zabójczej niż głupie pałki. Mężczyzna szykował się również do szybkiego uniku, choć nie dawał po sobie tego poznać.

 

Patrząc po tym, że draby chciały go zaatakować pałkami, gdy on miał na sobie zbroję łuskową budził śmiech w sercu mężczyzny. Musieli być to jacyś idioci, którzy nie mieli nic lepszego do roboty. W razie niepowodzenia negocjacji z przyjemnością Kanadan połamie im niektóre kości, raczej jego przyjaciel też się ucieszy z małej rozrywki.

 

Kapłan nie odezwał się na razie do Nicka, aby nie zaburzyć efektu ostrych i pewnych słów, które mogły zbić z tropu napastników, wiedział jednak, że towarzysz nie jest głupi i będzie wiedział co robić.

 

(Kanadan używa umiejętności wywołanie strachu, którą podobno ma, na tym drabie, który miał czelność się do niego odezwać)  

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Drogi panie! Noży i u nas dostatek! Jaki to on ma być? Aha takie cudeńko.

 

Krasnolud rozpromienił się widząc iż druid okaże się jego pierwszym klientem. Wiadome przeto było wszem i wobec że klient o tak wczesnej porze zwiastuje dobry dzień dla kupca. Krasnolud zaszedł na chwilę do swej izby by wyjść za raz z ładnie zdobionym nożem, najwidoczniej bardzo ostrym. Wręczył ów przedmiot do rąk druida by ten obejrzał produkt po czym odezwał się już nieco ciszej, jakby nie do końca chciał by klient usłyszał cenę.

 

-Jedynie 5 sztuk złota drogi panie. A co do Tomasa, tak terminuje u mnie. Szybko się uczy tyle że nieco słabawy, boję się że młota nie uniesie...

 

***

 

Drab który jeszcze przed chwilą tak chętnie zaczepiał kapłana wybałuszył na niego swoje oczy, i to tak mocno że prawie wylatywały mu z orbit. Po spodniach spłynęła mu stróżka płynu, a samego Kandana doszedł paskudny odór odchodów. Mężczyzna zaczął wrzeszczeć jak poparzony przykuwając uwagę wszystkich okolicznych ludzi i uciekać, potykając się co chwila tylko po ty by się obrócić na kapłana i ponownie w strachu zacząć brać nogi za pas.

Drugi zaś z mężczyzn widząc co kapłan uczynił z jego znajomkiem również się przeraził i pobladł straszliwie, jednak w jego wypadku starach zagonił go do działania gdyż mężczyzna zamachnął się na kapłana swą pałą, chcąc trafił go gdzieś w okolicy głowy lub barków, jednak przy tak chaotycznym czynie ciężko było to oszacować.

 

Jednak to co się wydarzyło nie poszło po myśli kapłana, bowiem krzyki przerażenia chłopaka, wyprowadziły z karczmy na ulicę jego kolejnych dwóch kumpli. Jeden z nich biegł już by zaatakować Nicka, nastawiając przed siebie swoje widły i próbując nabić na nie łowczego. Drugi zaś był nieco rozważniejszy i chwycił wieko z pobliskiej beczki czyniąc z niej coś na kształt tarczy, zaś w drugą rękę dobrał swój sierp i zaczął zachodzić kapłana od tyłu mając nadzieję iż ten go nie zauważy i będzie mógł się na niego zamachnąć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nick przyglądał się całemu zdarzeniu z mieszanymi uczuciami. Z jednej strony chciał zobaczyć co ma do pokazania jego przyszły towarzysz. Wolał wiedzieć czego może się po nim spodziewać. Z drugiej jednak strony nie chciał brać udziału w głupich bójkach w mieście. Wystarczy, że i tak nie przepadał za przebywaniem za murami. Kiedy pijaczek zaczął uciekać do nosa łowcy dotarł zapach odchodów. Skrzywił się.

Jeszcze tego tutaj brakowało. Żeby koleś się jeszcze wypróżnił na ulicy. Rozmyślał. Zobaczył, że drugi z pijaków zamachnął się na kapłana. Już chciał zareagować, kiedy jego wzrok przykuła inna sprawa.

 

Mianowicie zobaczył, że z karczmy wybiegło dwóch kolejnych drabów. Ile jeszcze ich tutaj będzie? Zastanawiał się. Jednak nie mógł poświęcić więcej czasu tej sprawie. Zobaczył, że jeden z nich nacierał na niego z wyciągniętymi widłami. Nick błyskawicznie sięgnął po swoje miecze. Dłuższym zbił widły na jedną stronę. Sam okręcił się wokół napastnika z drugiej, uderzył go płazem krótszego miecza w tył głowy a następnie, będąc nadal za nim, sprzedał mu kopniaka w dolną część pleców posyłając napastnika na ziemię. 

 

-Nie polecam wstawać.- Powiedział poważnym głosem z nutką goryczy do leżącego kolesia. Nie chciał zabijać pijaka, ale nie będzie tolerował ataku na siebie.- Wierz mi nie chcesz poczuć tego ostrza. - Dodał po czym zwrócił się do kapłana i pozostałych dwóch drabów. Broń trzymał w gotowości ale czekał na dalszy rozwój sytuacji. Mógł sięgnąć po łuk, jednak nie chciał zabijać zwykłych pijaków. Mogło by to zostać źle odebrane przez miejscową ludność.

Edited by Bosman

Share this post


Link to post
Share on other sites

(offtop informacyjny) nie wiem ile akcji nam przysługuję i co mogę deklarować, że robię. Napiszę więc tyle ile uznałem, że będzie jeszcze do przyjęcia, jeśli za dużo to można ograniczyć moje ruchy.

 

PS offtopowy

jak się mają czary do walki, czy mogę rzucać normalnie w trakcie zadawania ciosów, czy muszę się zatrzymać zamknąć oczy, wystawić się na cios itd. ?

 

Kanadan nie spodziewał się ,że ma do czynienia z takim tchórzem. Facet stojący przed nim najzwyczajniej wydalił z siebie swe odchody, co było rzeczą obrzydliwą. Jednak czas na obrzydzenie minął błyskawicznie, gdyż drugi drab zareagował wręcz w odwrotny sposób. Zaatakował kapłana zamachując się. No cóż drewniana pała pędząca na łeb nigdy nie była czymś miłym, choć Kanadan spotykał się z gorszymi rzeczami. Myśli szybko przemknęły mu przez głowę. Unik... dobycie... cios.... Jak pomyślał tak zrobił. Nie chciał aby wszystko stało się jednocześnie, bo wtedy ryzyko błędu jest powiększone. Najpierw starał się odskoczyć w bok, aby cios, prowadzony od góry w głowę czy barki (tak zrozumiałem, że jest to zamach od góry) chybił, a przynajmniej uderzył w łuskową zbroję. Ponieważ ręka do uniku innego niż przewrót nie jest potrzebna Kanadan sięgnął po buzdygan, zgodnie ze swym pierwotnym zamierzeniem. Chiciał od razu zdzielić niem draba po mordzie, jednak w szale bitewnym starania nie gwarantują sukcesu, najpierw musi uniknąć, a później, jeśli szczęście dopisze pijak będzie miał o kilka zębów mniej od potężnej stalowej głowni broni kapłana. 

 

W tym całym zamieszaniu i szybkich myślach Kanadan nie zauważył wychodzących z karczmy "kolegów". Trudno się mu dziwić, nigdy nie był jakoś wybitnie spostrzegawczy i skupiał się na jednym celu, teraz ratował się przed ciosem, nie było sposobności aby się rozejrzeć. Dopiero słowa druida mogły go otrzeźwić ze skupienia. 

 

Jeśli tarcza byłaby na tyle pod ręką, aby ją wyciągnąć bez narażania się na olbrzymie niebezpieczeństwo, to Kanadan z chęcią skorzysta z dodatkowej osłony.

Edited by kapi

Share this post


Link to post
Share on other sites

(Offtop: Przysługuje nieokreślona liczba akcji, mieszcząca się w około 5-10 sekund. Pojedynczy czar i zasłonięcie się mieszczą się w takim wymiarze, choć czar i atak już nie. Może również nastąpić atak i zasłona, Wszystko jednak zależy od jakości opisania tego co się robi.)

Share this post


Link to post
Share on other sites

Druid poskrobał się po brodzie w zamyśleniu. Nagle jakby się zbudziwszy ze snu wyciągnął zapłatę i podał ją krasnoludowi.

- Zdążam niebawem na bagna i do lasów, jeśli znajdę tam jakieś składniki byłbym skory dać ci je i nauczyć cie sporządzać maść, która zwiększała by siłę. Efekt nie jest stały ale po kilku broniach jego mięśnie przyzwyczaiłyby się do wysiłku i nie byłaby ona potrzebna. Jeśli znajdę je i ci to pomoże może kiedyś jak będę znowu w tym cudnym miejscu ty też jakoś mi się odwdzięczysz.

Druid wziął nóż do ręki i przyjrzał mu się uważnie

- Faktycznie niezła masz rękę.

 

Gdy już skończył rozmowę udał się do najbliższego sklepu by kupić zapasy jedzenia na około 5 dni i wyszedł przed bramę, by zaczekać na towarzyszy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...