Bosman

Brony
  • Zawartość

    1020
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

63 Wyśmienita

O Bosman

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    Opole
  • Zainteresowania
    gry, manga, anime
  • Ulubiona postać
    Jeśli chodzi o pony : AppleJack
    W innych uniwersach są to: Ashe i Cho'gath (LoL) Bryan Fury (Tekken) Frederick Sol - Sol Badguy (Guilty Gear)

Ostatnio na profilu byli

1233 wyświetleń profilu
  1. Vincent, po wejściu zaczął warczeć, czując zapach wampira. Jednak trzymał się blisko Saskii. Aleksander wszedł za nią i zamknął drzwi. Podszedł do okna i otworzył go, wpuszczając do środka trochę świeżego powietrza. To minimalnie zmniejszyło intensywność zapachu Aleksandra. - Cóż plan jest taki, żebyś tutaj oswoiła się z zapachem wampirów. Wiem, że to będzie mało przyjemne, ale dzięki temu będziesz mogła jakoś wytrzymać zarówno w zamku jak i w mieście, bo, jak już pewnie wiesz, w mieście mieszka sporo wampirów. A poza tym... Cóż... Loren obawia się, że możesz stracić nad sobą kontrolę. Bo pełnia będzie za 3 dni. Więc można to uznać za takie przymusowe wakacje - Powiedział, siadając na krześle. Pokazał gestem dziewczynie kanapę. - Ja wiem, że dasz sobie radę. No ale Loren martwi się zarówno o ciebie jak i o swoją rodzinę. Sama rozumiesz. - Dodał, patrząc na dziewczynę. Na jego twarzy było widać odrobinę zmartwienia.
  2. Kater westchnął, słysząc słowa Lady. Odniósł wrażenie, że dla Zannah zabicie kogoś bez broni czy czegokolwiek to coś oczywistego i łatwego. Jednak postanowił nie komentować, żeby znowu nie narażać się na słowa pogardy ze strony Sitha. Słysząc strzały i słysząc słowa Zannah ruszył do konsoli, która odpowiadała za działa na statku. Zaczął się rozglądać za celami, do których mógł otworzyć ogień. Musiał ich utrzymać przy życiu, jeśli chcieli mieć szansę odlecieć stąd wraz z Sehtet. - Ile dasz mi czasu na zabranie Sehtet i rozwiązanie sprawy Izefeta? - Zapytał, skupiając się jednocześnie na strzelaniu do celów, które strzelały do nich. W głowie już rozmyślał jak mógłby przekonać Izefeta, żeby ten się do nich przyłączył. Chodź bardziej skupił się na tym jak mógłby go zabić, zwłaszcza, że już wcześniej Kage dał mu do zrozumienia, że uważa Zannah za zagrożenie.
  3. Aleksander już nic nie powiedział. Odezwał się dopiero wtedy, kiedy oboje znaleźli się przed drzwiami jego samotni w środku lasu. - Cóż... możliwe. Ale co się stało to się nie odstanie. Żadne z nas nie jest już człowiekiem i raczej nie zapowiada się, żeby któreś z nas miało na nowo nim być. Trzeba się przyzwyczaić do nowego życia. I nowych możliwości - Powiedział po czym otworzył drzwi. Dziewczynę uderzył zapach Aleksandra. Tak intensywny, że Saskia poczuła mdłości. Cóż nikt poza nim tu wcześniej nie wchodził, więc wszystko co było w środku nasiąkło jego zapachem. Cóż jeśli tutaj dziewczyna miała powiedzieć kilka dni to musiała się przyzwyczaić do tego zapachu lub zrobić coś, żeby go zniwelować. Aleksander zaprosił ją ręką do środka. - Tak, wiem, że zapach pewnie ci się nie podoba. Ale to jedyne bezpieczne miejsce, o którym ja wiem. Wszędzie indziej ktoś mógłby cię wyczuć - Dodał, czekając na to, czy Saskia przełamie się i wejdzie do środka.
  4. Kater skinął głową. Trochę się zdziwił, widząc, że Zannah siada za sterami. Ale postanowił nie powiedzieć nic, tylko wysłuchał tego co ona ma do powiedzenia. Rozejrzał się po pokładzie statku. Szukał czy nie leży tutaj żadna broń. W końcu Zabrak nie miał niczego poza Mocą, ale i to mogło być trochę kłopotliwe. - Rozumiem. Co mam zrobić, jeśli Izefet nie będzie chciał iść ze mną po dobroci? Nie mam w sobie tyle Mocy, żeby go zaciągnąć siłą - Powiedział, stając niedaleko wyjścia. Musiał być przygotowany na wszystko. Teraz tylko liczył na to, że Moc po raz kolejny będzie po jego stronie i uda mu się zabrać ze sobą Sehtet i Izefeta. Oraz, że razem uda im się odlecieć. W końcu Izefet nadal miał w ukryciu jego broń i inne rzeczy.
  5. Fakt Saskia nie czuła głodu. Jednak nie była w pełni najedzona. Miała miejsce na coś więcej. Ale nie było to wymagane, aby się kontrolować. Aleksander wzruszył ramionami. - Cóż ja uważam, że posiadanie czegoś, czego nie ma nikt inny jest pewnego rodzaju szczęściem. Przynajmniej się wyróżniamy z tłumu innych nam podobnych - Powiedział nadal prowadząc dziewczynę do swojej samotni. Saskia po chwili zorientowała się, że są już niedaleko. Ale nadal nie czuła zapachu Aleksandra między drzewami. Wyglądało, jakby jakimś sposobem maskował swój zapach, przez co nikt nie mógł wyśledzić jego samotni w lesie. - A ty nie czujesz się teraz wyjątkowa? Cóż wcześniej już byłaś niezwykłą osobą, ale teraz... sama rozumiesz - Roześmiał się mężczyzna. To chyba miało być coś na kształt komplementu.
  6. Kater trochę nie dowierzał, że tak sprawnie dostali się do frachtowca. Jednak przeczuwał, że to szczęście może ich szybko opuścić. I wcale nie pomylił się za bardzo. Po uruchomieniu silnika popatrzył na komunikaty po czym uderzył pięścią w ster. - Cholera. Hipernapęd nie działa. Tym to możemy sobie co najwyżej polatać po planecie. Trzeba znaleźć inny statek jeśli mamy opuścić tą planetę - Powiedział odwracając głowę do Zannah. Po chwili zaczął się rozglądać, czy gdzieś dalej nie ma innego statku, który wyglądałby na taki, który mógłby odlecieć. Po chwili znowu popatrzył na Mroczną Lady - Więc jak wygląda sytuacja? Lecimy, zgarniamy Sehtet i Izefeta a potem szukamy innego statku, lecimy po zapasy a potem Korriban? A w międzyczasie próbujemy nie zginąć - Zapytał, próbując odczytać z twarzy Lady jak ona zapatruje się na ich obecną sytuację. Bo nie była ona zbyt kolorowa.
  7. David nadal patrzył na swojego brata. W tym momencie nie ruszały go jego łzy. Wystarczyło mu to, że zachowywał się dziwnie. - Czemu wcześniej mi nie powiedziałeś Mars? - Zapytał, patrząc na niego. - Czemu Tamta grupa zaatakowała? Czego chcecie lub czego szukacie - Powiedział po czym oparł się o ścianę. Zabezpieczył broń - A teraz powiedz mi, gdzie leży ten wasz kolega - Dodał. Chciał się dowiedzieć więcej o tej grupie. A skoro wiedział, że jeden z nich leży w szpitalu to dawało mu dobry argument. - I nie próbuj wzywać kolegów. Pojadę, zobaczę co chcę zobaczyć i wracam tutaj. A ty masz czekać tutaj na mnie - Dodał, po czym poczekał na słowa jego brata. Musiał się upewnić w paru sprawach.
  8. David przeczytał notatkę. Potem jeszcze raz. I jeszcze. Potrzebował kilku minut, żeby ogarnąć co właśnie przeczytał. Następnie wstał. Zaczął iść w stronę wyjścia. Mijając Kuro podszedł do niej. - Mam nadzieję że lepiej się czujesz - Powiedział po czym przytulił ją do siebie. Po chwili dodał - Nieważne co usłyszysz, nie wolno ci wyjść z kuchni. Muszę przeprowadzić poważną rozmowę - Dodał po czym wyszedł. Stanął za Marsem. Broń trzymał w kaburze. - Musimy porozmawiać młody. Teraz. I mam nadzieję, że tym razem mnie nie okłamiesz Mars - Powiedział, patrząc na plecy chłopaka. - A może powinienem powiedzieć Shinji - Dodał, kładąc dłoń na pistolecie.
  9. David zamyślił się. Słowa Shiro dały mu do myślenia. Wiedział, że Mars ma żółte oczy i to go jeszcze bardziej zmartwiło. - Dzięki. Przejrzę to co mi wysłałaś i w razie pytań zgłoszę się do tego Bjarkana. I właśnie to mnie martwi. Że atakowało tylko 3. Gdzie jest czwarty? Czemu nie było go z nimi, skoro są tak zgraną ekipą - Powiedział po czym skinął lekko głową do Shiro i wyszedł. Poszedł prosto do swojego domu, rozglądając się przy okazji, czy czasem nigdzie w okolicy nie ma jego brata. Wchodząc do domu poszedł prosto do swojego pokoju, do komputera. Chciał zapoznać się z informacjami od Shiro.
  10. David westchnął, widząc Teo. Faktycznie nie wyglądał na zdrowego. Następnie popatrzył na Shiro i skinął głową. - Dzięki. Przejrzę to, jak wrócę do siebie - Dodał po czym zamilkł na chwilę. - Shiro słyszałaś o kimś, kto ma złote oczy? - Zapytał, opierając się o framugę drzwi. Teraz sobie przypomniał, że Naho coś o nich wspominała. Musiał to też brać pod uwagę. - Nie wiem czemu, ale to może mieć coś wspólnego z moim bratem. Zaczynam się martwić. Sporo przeżył. Wczoraj zobaczyłem, że ma rany na rękach. Zachowuje się tak samo jak Kuro. Zamiast mi powiedzieć wolą się ciąć - Powiedział, zaciskając dłonie w pięści. Strasznie go to denerwowało, że tak się dzieje. Dodatkowo całą sytuację pogarszały słowa Naho.
  11. David westchnął i popatrzy w niebo. - Wierzę, że się znajdzie. Ale mam pewne obawy. Coś każe mi myśleć, że stało się coś złego. On coś ukrywa przede mną - Powiedział spokojnie, idąc dalej w kierunku domu Teo. - Zróbmy tak. Powiedz mi, czy mam wzywać do was lekarza. Calypso chciała już wzywać najlepszego ze swoich. A potem... Potem idę go poszukać. A ty w wolnej chwili sprawdź nagrania z kamer w okolicy. I wyślij na mój komputer dane o tych całych... GOD'sach. Zobaczę co z nimi. Może... Może mój Geass się w końcu na coś przyda - Dodał po czym wyłączył rozmowę i ruszył szybszym krokiem do domu Teo.
  12. - Tak słyszę cię. Cóż to się cieszę, że to nic wielkiego. Ale spróbuj odpocząć trochę. Bo słyszę, że jesteś zmęczona - Powiedział do komunikatora po czym westchnął. - A teraz jak możesz to odpowiedz mi na pytanie. Widziałaś gdzieś Marsa? Nie było go rano w domu. Nie wiem, gdzie go wcięło. Zaczynam się martwić - Dodał, idąc w kierunku swojego domu. Musiał się dowiedzieć, czy czasem nie wrócił do domu. Miał ciągle z tyłu głowy słowa ducha Naho. I to jeszcze bardziej go martwiło.
  13. David skinął głową po czym wyszedł z gabinetu Calypso. Przez chwilę przeciskał się do wyjścia. Kiedy mu się udało udał się od razu do domu Teo. Zastanawiał się o co chodzi. Czy to jest faktycznie choroba czy może jednak Teo coś robi po tajemnie. Uruchomił komunikator, zastanawiając się czy Kuro już wstała. Nadal rozglądał się za swoim bratem. Musiał go znaleźć. - Shiro co się dzieje z Teo? Topaz przed chwilą był w gabinecie Calypso. Mówił, że Teo jest chory. A ja mam iść zobaczyć co się stało i ewentualnie powiadomić medyka - Powiedział, licząc, że dziewczyna odbierze i powie mu o co chodzi.
  14. David nic nie powiedział do momentu, aż Calypso odpowiedziała Topazowi. Podniósł lekko rękę. - Calypso spokojnie. Może to tylko zwykłe przeziębienie lub coś w tym stylu. Nie wysyłaj od razu lekarza. Pójdę tam i zobaczę jak wygląda sytuacja. W razie czego poinformuję cię. I tak muszę tam iść. - Powiedział. Nie wspominał o swoim bracie. Wolał w to nie mieszać innych. Będzie musiał go poszukać jak tylko będzie w domu. - Coś jeszcze mam dla ciebie zrobić Księżniczko? - Zapytał, patrząc na nią z lekkim uśmiechem. Skoro już wrócił do pracy, to musiał się na nowo wczuć.
  15. David skinął głową. - Dobrze Księżniczko. Nie zawiodę - Powiedział z lekkim uśmiechem chłopak. Już chciał zapewnić, że na pewno miło spędzi dzień, lecz wtedy do pomieszczenia wszedł Topaz. Słysząc go odwrócił się błyskawicznie w jego stronę. Posłał mu lekki, konspiracyjny uśmiech. - Tak jestem cały. Czemu mieli by mnie zabić? Po prostu wróciłem do służby. A ty jak się trzymasz? - Zapytał, wracając wzrokiem na księżniczkę. - Tak, myślę, że dobrze spędzę ten dzień. Dziękuję za troskę.