Bosman

Brony
  • Zawartość

    991
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

63 Wyśmienita

O Bosman

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    Opole
  • Zainteresowania
    gry, manga, anime
  • Ulubiona postać
    Jeśli chodzi o pony : AppleJack
    W innych uniwersach są to: Ashe i Cho'gath (LoL) Bryan Fury (Tekken) Frederick Sol - Sol Badguy (Guilty Gear)

Ostatnio na profilu byli

872 wyświetleń profilu
  1. Heron skinął głową. Na jego twarzy znowu pojawił się jego standardowy lekki uśmiech. - Jest wczesny wieczór. Myślę, że jest ok 19 lub 20. Tak czy inaczej jeszcze trochę czasu mamy, zanim trzeba będzie pójść spać. A jeśli chodzi o pracę... Hmm... - Zamyślił się. Widać było, że coś sobie przypomina. - Chyba trzeba będzie zająć się gabinetem pana Lorena. Bo niedawno dowiedzieliśmy się, że jutro po południu przyjeżdżają jacyś ważni goście i zamek musi błyszczeć. Dlatego każdy jest zajęty. Dlatego proszę pójdź na górę. Jest tam Weronika. Ona powie ci co trzeba - Powiedział po czym wrócił do papierkowej roboty. Widać było to coś wiązanego z pieniędzmi, bo na pierwszej kartce, na której widniało imię Weronika znajdowały się cyfry i data.
  2. Kater westchnął i przerwał medytację. W sumie to nawet nie był zdziwiony, że nie udało mu się skomunikować z nikim. Podniósł się i spojrzał na swoje ranne ramię. Nadal był zły na siebie, że dał się tak trafić. - No tak. Ciemna Strona Mocy - Westchnął po czym wziął swoją torbę w rękę i położył ją na drugim fotelu. Usiadł i obserwował w milczeniu na dane z komputera oraz, idąc ze swoją zasadą warto próbować, Uruchomił mapę kosmosu i zaczął przeglądać Zewnętrzne Rubieże. W sumie to robił to raczej z nudów bo nie liczył na to, że jakimś cudem znajdzie planetę, która od tysiąca lat była zapomniana. Musiał w końcu się czymś zająć do czasu, aż dolecą do Nal Hutta.
  3. Strażnicy skłonili lekko głowami po czym złapali we dwójkę pakunek i zanieśli go po schodach na górę. Kiedy się odsunęli Horadin rzucił jeszcze do Saskii. - Uważaj na siebie Saskia. A w razie jakbyś chciała porozmawiać to mój pokój jest niedaleko Stajni - Powiedział po czym strzelił lejcami a konie ruszyły wraz z powozem w kierunku stajni. Dziewczyna dość szybko znalazła Herona. Siedział on w pokoju wspólnym służby i wypełniał jakieś papiery. Na części z nich Saskia zobaczyła imię swoje, Klary i Liandry. Kiedy dziewczyna go zaczepiła ten gwałtownie podniósł głowę. - A Saskia już wróciłaś. Bardzo się cieszę. Mam nadzieję, że podróż nie była trudna. W końcu bandyci krążą po lasach - Powiedział z powagą. Tak więc on kupił historyjkę o bandytach. Pewnie jak większość służby. - Co mogę zatem dla ciebie zrobić? - Zapytał składając papiery w jeden stos.
  4. Kater uśmiechnął się lekko, słysząc o mordzie za obudzenie. Ale nie zamierzał go budzić. Zainteresował się bardziej tą mapą. Przyjrzał się jej uważnie. Odczytał znaki w Sithiańskim i uśmiechnął się lekko. Przynajmniej wiedział, gdzie mógł się skupić. Zewnętrzne Rubieże. Bardzo daleka część Galaktyki. Jednak teraz nie miał więcej informacji więc nawet nie próbował szukać. Jednak nadal po głowie chodziło mu to co się działo. Schował pergamin ostrożnie do swojej torby, tą położył na fotelu a sam usiadł w pozycji do medytacji obok. Zamknął oczy i skupił się na oczyszczeniu umysłu. Był ciekawy, czy tutaj jeszcze zostało coś z Mrocznej Energii Nihilusa. A może Lord Kaan, od którego Zabrak dostał błyskawice będzie mógł się z nim teraz skontaktować. Tak czy inaczej Zabrak skupił się na medytacji. Zawsze trzeba było próbować.
  5. Kater nadal patrzył na Izefeta. Po chwili wyjął z torby, która jakimś cudem utrzymała się na ramieniu datapad. Zapisał w nim informację o tym jak się czuł Izefet. Po tym odłożył datapada do torby i spojrzał co tam jeszcze ma. - Cholera. Prawie całe pieniądze zostały w myśliwcu. Mam przy sobie ok 2 i pół tysiące kredytów. A przydałoby się uzupełnić zapasu na Nal Hutta - Powiedział pokazując pieniądze oraz nóż. - Dobra to teraz najważniejsze pytanie. Jakie koordynaty ustawiłeś? Nal Hutta czy coś innego? - Zapytał, patrząc przez szybę na umykające gwiazdy i planety. - A właśnie. Mogę rzucić okiem na tą część mapy, którą kupiłeś na Coruscant? - Zapytał patrząc z lekkim zaciekawieniem na Izefeta.
  6. Horadin spojrzał najpierw na paczkę, którą trzymała dziewczyna a potem na nią samą. - Szczerze? Nie mam bladego pojęcia. Jeśli faktycznie jest wampirem lub ktoś z jego rodziny jest to może to być krew. Ale pracuję u nich już kilka lat i nic takiego nie widziałem. Ale może faktycznie się ukrywają. Ale jakbym miał powiedzieć, nie zakładając, że są wampirami to powiedziałbym, że jest tam trochę drogiego trunku. Widziałaś przecież, że pan Loren ma dość pokaźny barek i kolekcję pucharów, kielichów i innych szkieł. Więc szczerze wolałbym tą drugą opcję - Powiedział z lekkim uśmiechem po czym wjechał przez bramę na teren zamku. Od razu Saskia zobaczyła, że przed wejściem stało dwóch strażników. Kiedy powóz się zatrzymał jeden z nich podszedł do Saskii. - Witam. Pan Loren kazał się zapytać, czy poradzi sobie pani z wniesieniem tej przesyłki czy mamy to zrobić za panią? - Zapytał patrząc na dziewczynę. Widać było po nich, że nie wiedzieli co to było.
  7. Horadin zamyślił się, słysząc krótki opis tajemniczego konia. - Czekaj. Chyba był taki jeden. Przeważnie jeździ na nim pan Aleksander. Ale to średnio możliwe, żeby był w mieście. Sam widziałem, jak wyjeżdżał w drugą stronę z zapasami na, chyba 2 lub 3 dni. Więc on odpada. Ale jak wrócimy to popytam stajennych. Może oni widzieli coś, czego ja nie zobaczyłem - Powiedział i skręcił lekko powóz. Przed dziewczyną powoli rysował się zamek, który teraz był jej miejscem pracy. Zaczynało się ściemniać, ale w zamku sporo pokoi się świeciło. Wyglądało to tak, jakby w większości z nich ktoś przebywał. Nagle wóz najechał na jakiś kamień lub kłodę. Podrzuciło lewą stronę. Krasnolud zareagował szybko, starając się z powrotem postawić wóz na 4 kołach. Saskia w tym czasie, pomijając, że musiała się złapać wozu, żeby nie wypaść, usłyszała, że w paczce za nią coś zabrzęczało. Brzmiało to jak szklane butelki obijające się o siebie. Sporo butelek.
  8. Katar warknął cicho i przestał rozmasowywać rękę, bo to powodowało odwrotny efekt do zamierzonego. Na dodatek widział, że to może rozpraszać mężczyznę. - Ujdzie. Ale muszę ją na razie oszczędzać - Powiedział Zabrak po czym popatrzył na Izefeta. - Wiem, kim był Nihilus. Jeden z najpotężniejszych Darthów w historii. Był czymś na kształt czarnej dziury w mocy. Energia wokół niego zostawała przez niego wchłaniana. Podobno kiedyś ściągnął z orbity spory statek, stojąc na powierzchni planety - Powiedział, przypominając sobie informacje, które udało mu się zebrać o nim. Nie był co prawda przekonany, czy to o statku było prawdą, ale wierzył, że Nihilus był na tyle potężny, że mógłby to zrobić. - Ciekawe, co Nihilus robił na twojej planecie. Oraz czemu jego maska się tam znalazła. Niestety nie mam więcej informacji o nim. Nie wiem też jak zginął, bo wykluczam możliwość spokojnej śmierci ze starości - Powiedział opierając się wygodniej na tyle, na ile pozwalało postrzelone ramię. Ciekawość rozpierała Katera. Przed chwilą widział pokaz potęgi Ciemnej Strony Mocy. Teraz jeszcze bardziej chciał poznać jej tajemnice. - Jedno wiem, a raczej zakładam, że Nihilus posługuje się tylko Sithiańskim. Niestety nie znam go aż tak dobrze jakbym chciał. Zaledwie trochę podstaw w mowie i piśmie - Przyznał mężczyzna. Nie umiał znaleźć zapisków o Sithiańskim. Jedynym szczęśliwym trafem była nieduża notatka z kilkoma podstawami co do tego języka, którą Zabrak znalazł niecały rok wcześniej. Ale to by było na tyle, jeśli chodzi o jego Sithiański. Po chwili milczenia popatrzył na Izefeta. - Jak się czułeś? Wtedy, kiedy miałeś maskę na twarzy? - Zapytał. Był ciekawy jak ten artefakt Dartha Nihilusa wpływa na Izefeta.
  9. Krasnolud spojrzał na dziewczynę ze zdziwieniem. - Jaki koń? Nic nie widziałem. A już na pewno żadnego konia przywiązanego do wozu - Powiedział Horadin wracając wzrokiem na drogę. - Coś tutaj faktycznie jest nie tak. Najpierw to całe zdarzenie z Klarą, potem ci dziwni kolesie a teraz jeszcze ten koń - Powiedział krasnolud po czym po chwili jakby sobie o czymś przypomniał. - A tak racja nie było cię tam wcześniej. Ci dwaj kolesie wydawali się jacyś dziwni od początku. Najpierw nie chcieli w ogóle ze mną rozmawiać, potem ten bez palców rzucił tekstem, że ta cała paczka jest nieporęczna, ciężka i coś w środku pływa. A drugi od razu go uciszył. Nie wiem, co jest w tej paczce, ale mam dziwne wrażenie, że panu Lorenowi musi bardzo na tym zależeć - Powiedział patrząc kątem oka na paczkę. Po chwili znowu spojrzał na Saskię. - Jakiś pomysł co z tym wszystkim robimy? - Zapytał. Miał namyśli zarówno paczkę jak i nietypowe zabójstwo Klary.
  10. Kater, widząc twarz Izefeta zatrzymał się w pół kroku. Przez chwilę zastanawiał się, czy wzrok go nie myli. Ale przetarł oczy a na twarzy jego towarzysza nadal spoczywała dziwaczna maska. Zabrak nie wiedział co ona oznacza. Ale wiedział jedno. Jest ona niezwykle mocno powiązana z Ciemną Stroną Mocy. Świadczyło o tym wiele rzeczy. Sithiański, nagle polepszenie zdolności prowadzenia samolotu oraz fakt, że bez pomocy nikogo zestrzelił tyle myśliwców. Kiedy maska zniknęła z dziwnym sykiem Kater usiadł na fotelu drugiego pilota i patrzył z lekkim otępieniem na Izefeta. - Co to było? Jakim cudem dałeś radę zrobić to wszystko? Sam nie dałbyś rady jednocześnie prowadzić samolotu i strzelać. Poza tym mówiłeś mi, że pierwszy raz pilotujesz. Możesz mi to jakoś wyjaśnić Izefet? - Zapytał mężczyznę, patrząc na niego uważnie. Nadal próbował poukładać sobie wszystko co przed chwilą zobaczył oraz to co się stało. Jednocześnie delikatnie rozmasowywał swoje ramię. W końcu nadal odczuwał ból i liczył, że szybko to minie.
  11. Krasnolud popatrzył na dziewczynę lekko zdziwiony ale strzelił lejcami a konie ruszyły. Kiedy odjechał kawałek spojrzał na nią i wysłuchał tego, co ma do powiedzenia. Kiedy Saskia skończyła oczy Horadina były tak duże jak obol, którym bawił się mężczyzna w kostnicy. - CO proszę?! Ktoś spuścił z niej krew? Żadnych bandytów? Cholera to faktycznie wygląda tragicznie. Co teraz z tym zrobimy? - Zapytał krasnolud prowadząc powóz. - Trzeba będzie powiadomić ludzi. Rodzina Klary musi znać prawdę - Powiedział patrząc na dziewczynę - Ale nie wiem czemu pan Loren powiedział, że to byli bandyci. Czemu on chciał ukryć ten fakt? - Pytania mnożyły się w zastraszającym tempie. Ale niestety żadnej odpowiedzi nie było widać na horyzoncie. Widać było, że krasnolud był równie zaskoczony tym odkryciem co wcześniej Saskia. Chyba tutaj chodziło o coś większego, niż się dziewczynie na początku zdawało. Może wampiry naprawdę istniały?
  12. Kater nie wierzył w słowa Izefeta. Zwłaszcza, że ten powiedział je w Sithiańskim. Więc nie było dobrze. Ale Zabrak powstrzymał się od ruszenia z miejsca i czekał, aż TB skończy opatrywać jego rękę. Kiedy nałożył materiał Kater nie wytrzymał i krzyknął z bólu, kiedy poczuł palący ból w ręce. Jednak opatrunek przyniósł na tyle ulgi, że mężczyzna podniósł się do siadu i popatrzył na swoją rękę. Na próbę poruszał nią lekko palcami. Cóż będzie musiał na razie na nią uważać, tak jak powiedział droid. Ale teraz nie miał czasu na to. Pośpiesznie zebrał się i ruszył w stronę kokpitu. - Nie ruszaj się stąd - Rzucił jeszcze polecenia TB po czym ruszył od razu do towarzysza. - Sam jesteś nic Izefet. Jak wygląda sytuacja? - Zapytał rzucając szybko okiem przez szyby pojazdu. Musiał teraz myśleć szybko a działaś jeszcze szybciej. Nie zamierzał teraz umrzeć, zwłaszcza, że był tak blisko odkrycia miejsca starożytnej planety Sithów.
  13. Po chwili wrócił ten brzydszy mężczyzna, trzymając w obu rękach średniej wielkości paczkę. Wyglądała jak dość spora walizka. Mężczyzna niósł ją ostrożnie. Postawił ją na stole, a kiedy Saskia chciała ją podnieść okazało się, że musi użyć obu rąk. Paczka była dość ciężka. Na dodatek dziewczyna czuła, że w środku coś się ruszało. Jakby jakieś płyny. - Proszę na nią uważać. Za tą paczkę sporo zapłacono - Powiedział Martin po czym uścisnął rękę dziewczynie. Drugi, po chwili wahania zrobił to samo. Jednak obaj mężczyźni zostali w środku, siadając znowu przy stole. Horadin musiał nieco pomóc dziewczynie przedostać się pomiędzy stolikami. Ale na szczęście po chwili oboje znaleźli się przy powozie. Ciemny koń zniknął. - Tak więc co się dowiedziałaś? - Zapytał krasnolud, kiedy paczka bezpiecznie wylądowała na wozie a on sam zajął miejsce woźnicy.
  14. Kater poszedł za droidem medycznym, przeklinając swoich napastników. Położył się na leżance i w milczeniu wysłuchał analizy droida. Słysząc ostatnie słowa przewrócił oczami. - Ale mi spostrzeżenie - Rzucił po czym poczuł wstrząs. Odruchowo złapał się prawą ręką krawędzi leżanki, żeby nie spaść. - Cholera nadal nas ścigają - Warknął pod nosem, jednak pozostał na miejscu, czekając na dalsze słowa robota. Kiedy ten powiedział o amputacji popatrzył na niego. - Nie chcę słyszeć ani słowa o utracie ręki - Powiedział chłodno po czym oparł głowę o leżankę i zamknął oczy. Czując mrowienie a następnie ból zacisnął zęby. Wiedział, że to jest konieczne, jeśli chce nadal używać drugiej ręki. Jednak nagle poczuł drugi wstrząs. Tym razem musiał się jeszcze zablokować prawą nogą, żeby nie spaść na podłogę statku. Uruchomił komunikator. - Izefet co tam się do cholery dzieje?! - Krzyknął do urządzenia. Nie wiedział, jak wyglądała sytuacja. W głowie kołatała mu się myśl, żeby wstać i ruszyć do kokpitu. Ale to mogłoby się wiązać z utratą ręki. Kater jednak wiedział, że w razie, gdyby byli w poważnych kłopotach jest w stanie poświęcić lewą rękę niż rozbić się gdzieś na planecie.
  15. Mężczyzna skłonił lekko głowę i wziął list od dziewczyny. Otworzył go i szybko przeleciał wzrokiem po papierze. W tym czasie Horadin i drugi mężczyzna popatrzyli na siebie wilkiem po czym oboje usiedli i czekali na to co powie mężczyzna z listem. Ten po chwili skończył czytać i przeniósł list nad świeczkę. Ten błyskawicznie zajął się ogniem i po chwili została z niego tylko kupka popiołów. - Zgadza się. Idź po paczkę - Rzucił mężczyzna do swojego towarzysza. Ten popatrzył na Saskię, po tym na krasnoluda a następnie podniósł się i wyszedł, kierując się w stronę schodów na piętno. Kiedy ten zniknął mężczyzna z łukiem uśmiechnął się lekko i popatrzył na Saskię. - Zanim zadasz pytanie czemu spaliłem list to na końcu listu było, że muszę to zrobić. Wiesz tajemnica służbowa itd - Zaśmiał się ze swoich słów po czym zdjął kaptur, pokazując tym samym długie, blond włosy, spięte kilkoma wsuwkami, aby nie latały we wszystkie strony. Ogólnie to można by było powiedzieć, że jest przystojny, gdyby nie fakt, że miał paskudną bliznę pod prawym okiem, oraz brakowało mu części lewego ucha. Wyglądało, jakby ktoś mu je odgryzł, a medyk zszywając je był lekko wstawiony. - Jestem Martin - Przedstawił się. Krasnolud siedział cicho, obserwując mężczyznę.