Tablica liderów
Popularna zawartość
Pokazuje zawartość z najwyższą reputacją 01/21/26 w Posty
-
Kolejny kawał dobrego, zmuszającego do myślenia i zastanowienia dzieła. Brawo Nika. Nie wiem jak to robisz, ale potrafisz zaskoczyć czlowieka. Czy to biorac mniej używane postacie, czy te częściej używane stawiać w niejednoznacznych sytuacjach. Uwaga, będą spoilery. Tym razem na warsztat poszła Cozy Glow. Dziwna, zła klaczka, która skończyła jako przerośnięty krasnal ogrodowy. Tylko czemu? Ten fik daje na to możliwą odpowiedź. I to, przyznaję, daje ją w ciekawej formie. Śledzimy kilka, moze kilkanaście momentów z perspektywy Cozy. Jej szkołę, kolejną szkołę, szkołę przyjaźni i współpracę z Villainami. Fajny koncept, podoba mi się. Całość napisana w taki sposób, że aż czuć emocje. Początkowo zal i współczucie do mąłej, za to co ją spotyka, a później, żal i współczucie z powodu tego, w co się wpakowała, częściowo na własne życzenie. I w pewnym momencie tekstyu pada pytanie, czy Cozy zniszczyła sobie życie. Przyznaję, że to chyba najbardziej mi utkwiło i zmusił do myślenia. Bo nie da się na to pytanie odpowiedzieć tak, lub nie. W pierwszej szkole, Cozy miała strasznie przerąbane. Nie ze swojej winy. Nie ze swojej winy rodzina (poza matką) jej w zasadzie nie kochała. Nie do końca ze swojej winy wszyscy jej dokuczali. Dobra, można powiedzieć, ze gdyby była lepsym kucykiem, to by dzieciaki ja zostawiły, ale to nie prawda. Dzieciaki potrafia być okrótne i zaszczuć kogoś, a nauczyciele mogą mieć to w dupie, albo nie zauważać problemów. Do tego stopnia, że jedyną osobą, do której czuła sympatię, to wielki centaur, który pozbawił wszystkich magii i nagle sprawił, ze Cozy mogła poczuć się fizycznie równa (a może i troszkę lepsza) od rodziny. Jedynie jej matka ją kochała. I tu mam mieszzane cuzucia. Czy z powodu perspektywy Cozy, nie widzimy za bardzo jak to okazuje (poza pójśzciem do nauczyciela na ,,rozmowę"), czy po prostu sama nie bardzo umiałą to okazać, albo obawiała się wykonywać większych gestów, czy pogadać parę razy z córką. Obstawiałbym to peirwsze. Druga szkoła. Jeśli miałbym wskazać jedno miejsce, gdzie Cozy sama, an własne życzenie popełniła błąd, to byłoby to tu. Ale to troche naciagane. Chodzi o Onyx. Onyx z jakiegoś powodu była na pozycji Cozy z pierwszej szkoły. Tak mi się wydaje. Odtrącona przez wszystkich. Zobaczyła szansę w postaci Cozy, a ta ją kilkukrotnie odepchneła (nieumyślnie), wybierając popularniejsze kolezanki. Rozumiem, że chciała być w końcu wśród ,,normalnych", bo bała sie wykluczenia, ale wydaje mi się, że miała szansę by poznać Onyx blizej i moze sie zaprzyjaźnić. A wtedy uniknęłaby pomówień, które na nia spadły z powodu właśnie Onyx. (W sumie matka też mogła na tym etapie odbyc z nią poważniejszą rozmowę o tym, czego chcą chłopcy) A czy korespondencja z Tirekiem była błędem? I tak i nie. Owszem, wykorzystał ja. Z drugiej strony, był w zasadzie jedynym jej powiernikiem, któremu mogła się wygadać. Idealizowanym rozwiązaniem wszystkich jej problemów (tak, wiem, że idealizowała go wcześniej, ale w drugiej szkole mogła podtrzymać i podbudować jego wyobrażenie przez konwersację). Jeśli coś miałbym tu uznać za bład, to może błąd obsługi Tartarosu, która pozwoliła Tirekowi mieć naszyjnik komunikacji. Dalej, szkoła przyjaźni. Dla klaczki, któa nie wie, co to prawdziwa przyjaźń i co z niej wynika. Oraz nienajlepsze metody edukacji plus doświadczenia, któe sprawiły, że Cozy uznała magię przyjaźni za narzędzie. Wypaczyła ideę Twilight, by uwolnić Tireka. I mozan rzec, że Cozy postąpiła źle. Ale czy umiala postąpić inaczej, skoro przez całe swoje życie miała poczucie, że jedyną osobą, która ją rozumie i akceptuje jest wielki centaur, któego widziała raz w życiu? No i końcówka, wspólna współpraca, kiedy rózowe okulary przesłoniły skrzywionemu,odrzuconemu dziecku (a moze już zbuntowanej nastolatce), jaki Tirek ma do niej stosunek. A wszystkoz akończone sceną zdruzgotania uczuć Cozy zaklętej w kamień (muszę przyznać, że nie widziałbym tu innej, końcówki niż ta dobijająca wersja). Więc czy Cozy zniszczyła se życie? Technicznie tak. Praktycznie... nie obeszło sie bez olbrzymiego udziału innych kucyków i sporej dawki pecha, przez którą nikt nie zauważył, że Cozy idzie złą drogą. Ale oczywiście możemy się mylić, bo widzimy tylko perspektywę Cozy. Może z zewnątrz okaząłoby się, że młoda bardziej się przyłożyła do tego upadku. Forma, styl oczywiście nienaganne. Czy polecam? Tak, bardzo. To nie jest fik z epicką przygodą, czy niespodziewanymi zwrotami akcji. Ale jest to fik, który zapada w pamięć i skłania do zastanowienia się.1 point
-
Pisząc ten komentarz, wymyśliłem dwa wstępy. Nie wiem, którego użyć, więc użyje obu. Kolejność chronologiczna. 1, Muszę przyznać, że mam problem z pisaniem tego komentarza. 2, Macie czasem tak, że coś wam się podoba, ale mało o tej rzeczy jesteście w stanie powiedzieć? To dla mnie jest tak z tym fanfikiem. Szybko przez ogólniki: do strony technicznej nie mogę się przyczepić. Tak samo do strony stylistycznej (chociaż mam odnośnie jej jedno spostrzeżenie). Tekst ten jest SoLem, chociaż ociera się o tematy zdecydowanie niecodzienne przez wzgląd na bohaterkę. A bohaterką jest nie kto inny, niż Cozy Glow. Postać, co do której w serialu miałem... Żadne odczucia. Chociaż jest ciekawym punktem odniesienia do reszty antagonistów. Tu fabularnie zaś zapoznajemy się z jej przeszłością i tym, czemu zdecydowała się kroczyć ścieżką zła, a także jak postępowała. Muszę pochwalić samą kreacje postaci, bardzo sprawnie nadbudowuje postać znaną z serialu i daje jej kontekst, coś z czym sam aktualnie przy jednym pisanym fanfiku bez skutku się męczę (chociaż zdania przedczytaczy są podzielone, ale to inny temat). Cozy Glow tu przedstawiona jest wiarygodna i do pewnego stopnia można z nią sympatyzować jak i jej współczuć (chociaż trzeba jasno powiedzieć, że podjęła wiele złych decyzji i w dużej części sobie zapracowała na swój los). Tak więc, do kreacji postaci czy fabuły (nawet jeśli ta nie jest serialowa) nie mam żadnych zastrzeżeń. Nie jest wielką tajemnicą, że bardzo lubię twórczość Niki. Dlatego też muszę zauważyć, że tekst poszedł jeszcze dalej w kierunku zaprezentowanym w „Rodzina jest najważniejsza ", gdzie jest mniej tajemnicy, a więcej SoLa i osobistych dramatów postaci. Czy to źle, czy to dobrze? To po prostu cecha. Dla mnie akurat gorzej, ale wierzę, że są osoby, którym taki sposób prowadzenia opowiadania bardziej się spodoba. I nie bez powodu mówię tu o „sposobie prowadzenia", bo nie tylko z fabuły wynika to, że fik jest mniej tajemniczy, ale także ze stylu. Mam wrażenie, że styl jest tu prostszy. Nie gorszy, po prostu prostszy. Bardziej dosłowny, podający... No, nie odpowiedzi na tacy (zaraz do tego przejdę), ale w znacznie bardziej przystępnej formie. Czy to plus czy minus? Znów, kwestia sporna. Mi się to nie podoba, ale na pewno komuś się spodoba. No właśnie, odpowiedzi na tacy... Podobne przemyślenia miałem odnoście „Kresów". Mamy tu poruszone losy postaci, której los de facto znamy z serialu, a tu jedynie jest jego rozszerzenie. Wiemy że pewne rzeczy postać spotkają i wiemy, że postać będzie jakaś. Mówiąc bardziej ogólnie, bo w „Kresach" ten problem tyczył się losów Ewuestrii, wiemy, że coś się stanie, i wiemy, jaki będzie stan rzeczy. To samo w sobie jest ograniczające i ciężej przez to napisać intrygującą historię. Nie jest to niemożliwe, ale trudniejsze, sam się z tym męczę. Czy to się tu udało? Mam wrażenie, że to złe pytanie. Nie. Ale ta historia, na co wskazuje też styl, nie miała być intrygująca, a bardziej... Hmmm... Uzupełniająca. Uzupełnia daną lukę. Także stosując tym razem pytanie poprawne, czy ten fanfik dobrze rozbudowuje Cozy Glow jako postać? Tak, to robi wręcz wyśmienicie. Pewnie się mylę, ale jednak odnoszę wrażenie, że to był cel główny, albo przynajmniej leżący bardzo blisko głównego. Sumując to wszystko, jest to bardzo dobre opowiadanie, zwłaszcza genialne pod kątem rozbudowy postaci, ale trochę mniej dla mnie/osób takich jak ja. Nie lubię pisać takich komentarzy, bo zawsze mam wrażenie, że ślizgam się po temacie, zamiast dążyć do sedna. Pozdrawiam.1 point
-
Przeczytałam. Ostrzegam przed spoilerami. Przede wszystkim, podoba mi się dwuwątkowa fabuła, to znaczy, jest wątek Venus Throw i Heart Rate’a oraz wątek Celestii i Luny. Relacja między pierwszą dwójką też jest ciekawa, podoba mi się, jak się kłócą. Z czego Heart Rate’a chyba polubiłam bardziej, za taki, hmm, optymizm? Chociaż nie powiem, Venus też ma swoje teksty, Dobrze skonstruowane postacie. Bardzo ciekawy syn Celestii. Podoba mi się ten motyw, z chęcią przeczytałabym o nim więcej (na przykład o relacji Celestii z jego ojcem). W ogóle, co sobie myślał ten ojciec o tym dziecku, kiedy jeszcze żył. Czyżby o nim nie wiedział, skoro według Celestii była to chwila słabości? A może dla Celestii chwilą jest ileś-tam lat, skoro jest długowieczna/nieśmiertelna? A plany Luny bardzo zabawne, rozumiem jej podejście, co nie zmienia faktu, że bawią. Dowiedziałam się, że są jakieś nawiązania, do polityki, że tak powiem, ale ja się nie interesuję polityką na tyle, by je wyłapać. Ale napisane jest solidnie. Dobre domknięcie wątków. Tylko mam mieszane wrażenie co do zakończenia, to znaczy, nie wiem, czy ono miało być zabawne z tym wytykaniem „błędów” i „słabości” Celestii? Mnie nie rozbawiło. Wyglądało trochę jak fanowska analiza serialu. Serial niestety nie jest zbyt spójny i sama nieraz głowię się, jak to pogodzić (szczególnie to wznoszenie Słońca i Księżyca, które raz się unoszą z udziałem a raz bez udziału księżniczek). Nie podejrzewałabym Twilight o to, że pomyśli w ten sposób na poważnie. Już prędzej spodziewałabym się tego po każdym, tylko nie po niej. Ale może to różnica w postrzeganiu postaci. Tak czy inaczej, podobało mi się.1 point
Tablica liderów jest ustawiona na Warszawa/GMT+01:00
