Jump to content

Nika

Brony
  • Posts

    89
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Nika last won the day on September 21 2021

Nika had the most liked content!

6 Followers

Informacje profilowe

  • Gender
    Klacz
  • Miasto
    Na Księżycu.
  • Zainteresowania
    Astronomia.
  • Ulubiona postać
    Starlight Glimmer.

Recent Profile Visitors

6440 profile views

Nika's Achievements

Kucyk

Kucyk (4/17)

103

Reputation

  1. Hmm, przeczytałam również jakiś czas temu i ciężko mi się odnieść, może zacznę w ten sposób: czy ta Scarlet Sword jest tą samą Scarlet Sword z tzw. "Trylogii Sunsetkowej" (nie myślcie sobie, że nie czytałam, bo czytałam i może nawet skomentuję niedługo, tylko sobie trochę przypomnę )? Wydaje mi się, że nie, bo w "Trylogii" chyba żyła nieco dłużej, a i wątpię, żeby była wampirem (przynajmniej, nie przypominam sobie czegoś takiego). Muszę przeczytać jeszcze raz. Czy mi się wydaje, czy to postać autorska, będąca matką Sunset, ale przewijająca się niejako w różnych "uniwersach", w różnych wydaniach? W sumie byłoby fajnie i by mi się strasznie podobało Wampirza Equestria to bardzo ciekawy motyw. I widać, że autor ma pomysły na jego rozegranie. Co do fanfika, moim zdaniem główny problem można opisać tak: trochę za dużo "wszystkiego". Za szybko. Chyba dlatego to opowiadanie jest tak ciężkostrawne. Wydaje mi się, że gdyby rozbić istniejące rozmowy na większą ilość spotkań, wtedy zarówno relacja bohaterów zyskałyby na wiarygodności, jak i opisy przeszłości, tego drugiego, mrocznego, skrytego świata wypadłyby bardziej naturalnie (więcej punktów zaczepienia, ale przede wszystkim postacie znają się lepiej i dłużej, więc mogą sobie bardziej ufać). Czytelnik mógłby się w pewien sposób utożsamić z Golden Wingiem: coraz bardziej fascynowałby go ten świat, ale musiałby swoje odczekać na kolejne spotkanie ze Scarlet Mam wrażenie, że tempo fabuły narzuca bohaterom takie, a nie inne zachowanie. Opowiadanie sprawia wrażenie, jakby miało się zawierać w jakimś konkretnym obrębie słów/stron.
  2. Jak na tak krótki prolog, dużo się dzieje. Jestem ciekawa, czy poznamy szersze wyjaśnienia, na przykład z tym kuferkiem, bo jak na razie brzmi to wszystko bardzo enigmatycznie i wydaje się być pretekstem do zawiązania akcji (czyli do spotkania Twilight i Spike'a z resztą). Opowiadanie ma potencjał, ale albo przydałoby się więcej opisów ze strony autorki... albo lepszej znajomości wymienionych tytułów z pierwszego posta ze strony czytelnika. Przynajmniej, na ten moment. W sumie, to tylko prolog wierzę, że później się rozkręci. Wnioskując z opisu, historia ma być "porąbana". To już pewna obietnica Jak na debiut? W sumie, całkiem w porządku.
  3. Całkiem ładne, ma klimat starego opowiadania. Z ciekawości aż sprawdziłam datę publikacji oryginału. Przyznam, że jestem nieco zdziwiona. Spoilery? Podobało mi się, chociaż uważam całość za lekką naciąganą. Jakoś nie wierzę w to, żeby główny bohater dał radę tyle przekazać (oraz żeby było to zrozumiałe, a przesłanie na tyle jasne) i to jeszcze we wzburzeniu. Za to warstwa emocjonalna daje sobie radę. W ogóle, fajny ten PJM, dobrze zostało to rozpisane, z pomysłem W krótkim tekście został zawarty ładny koncept i przyjemna fabuła. Absolutnie nie znam się na tłumaczeniach. Dokument wygląda ładnie, poza fragmentem: Coś tutaj się stało ze spacjami. Pozostaje mi życzyć powodzenia z następnymi tekstami i komentarzy od bardziej kompetentnych czytelników
  4. Pamiętam to opowiadanie. Kolejny dobry fanfik z Rarity. Dobrze mi się ją czytało Wiadomo jest bardzo mało, ale tajemnica i narastający obłęd są super oddane. Cała fabuła krąży wokół tych dwóch rzeczy, więc ciężko mi powiedzieć coś więcej :/ Fanfik jest krótki, a wrażenia świetne, więcej tekstu rozwodniłoby ideę, albo poprowadziło fabułę w zupełnie inną stronę, a tak skupiamy się na największych zaletach. Ciężko mi oceniać przekład, ale brzmi dobrze
  5. To opowiadanie to jeden z moich osobistych faworytów, obok "Szkłomistrza". Opinia absolutnie subiektywna: Rarity dostaje najlepsze fanfiki i najlepszą muzykę. Pamiętam, jak czytając to po raz pierwszy byłam zachwycona. W ogóle, robi TAKIE wrażenie. Małe cudo. Wszystko piękne, od potęgi emocjonalnej tego opowiadania (jak dla mnie MOCNE), przez narrację i pomysł, po zakończenie. Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, polecam.
  6. Lyra krąży w środku nocy po zamku, w tym po sali tronowej Księżniczki Celestii. I to nie jeden raz, ale dosyć często: widzę, że ochronę to oni tam mają znamienitą No ale jednak byłyby problemy, gdyby jakimś cudem...? Oczywiście, że tak. Ale chyba nie ma się czego bać Ten jeden, zagubiony pan, który akurat przypadkiem faktycznie był na warcie, pomaga odnaleźć naszej bohaterce swoją zgubę i na pewno nikomu nie powie. W końcu Lyra obiecała, że to się więcej nie powtórzy - tylko, że nawet nie dotrzymuje tej obietnicy. No cóż... Pal licho ambitne plany zwiedzania innych wymiarów albo zawładnięcia Equestrią, ale wzbogacić by się można było na takich "pozostawionych książkach" całkiem pokaźnie Już na poważnie: opowiadanko jest króciutkie. Moim zdaniem akcja gna troszeczkę zbyt szybko, a sama reakcja Lyry wydaje się bliźniaczo podobna do reakcji Twilight Sparkle w pierwszym filmie. Ale limity - można zrozumieć. Ładne zakończenie. Nie jest źle.
  7. Przeczytałam już hmm... dawno. Zacznę od tego, że widziałam w swoim życiu w całości tylko jeden - wyłącznie jeden - odcinek "Kodu Lyoko". Był to pierwszy odcinek, spróbowałam, ze względu na... "Kod Equestria". Serial okazał się niekoniecznie dla mnie, niemniej, chociaż o postaciach nie wiem zbyt dużo (wygląd i główne cechy charakteru są raczej pamiętliwe, ale historia i tło to dla mnie zagadka), wczytując się w opowiadanie można bardzo wiele wyciągnąć. Także spokojnie można czytać bez znajomości materiału źródłowego, gdyż wszystko jest na swoim miejscu Czytałam "My Little Dashie". Kiedyś. Nie pamiętam nic poza tym, że główny bohater znalazł Rainbow Dash w pudełku, a później musiał się z nią pożegnać. Nieszczególnie cokolwiek ponadto, ale moje ogólne wrażenia były takie, że opowiadanie było zbyt krótkie, bym mogła wzruszyć się podczas rozstania. Ale co z "Naszą Małą Sunset"? Jest to generalnie przyjemna obyczajówka. Pomimo wprowadzania "napięcia" wydaje mi się, że opowiadanie nie zmierza w jakimś szczególnym, konkretnym kierunku; co więcej, powiedziałabym, że jest to ten rodzaj fikcji, który czyta się dla klimatu, żeby pobyć z bohaterami i się trochę odprężyć. I w takiej formie dobrze się sprawdza. Przez rozdziały brnie się sprawnie, jest miło i uroczo. Mi się podoba. Aż jestem ciekawa, czy autor planował jakieś większe zwroty akcji Może to wszystko jest tylko po to, żeby uśpić naszą czujność? Czemu nie? Minęło już trochę czasu od aktualizacji: można liczyć w przyszłości na nowe rozdziały?
  8. Powracamy do świata Equestria Girls w wykonaniu Midday Shine Miło. Tym razem głównym bohaterem jest nie kto inny, jak zły król... Właśnie wcale nie taki zły i wcale nie taki król Sombra Niemniej, wciąż są pewne drobnostki, pewne szczegóły, które ładnie nawiązują do kanonicznej postaci, ale nadając jej bardziej przyziemny, a zdecydowanie mniej mroczny charakter - stety-niestety, ale wielbiciele mrocznego tyrana tutaj go nie znajdą. W każdym razie, mnie osobiście wizja podstarzałego, samotnego pana inż. arch. altr. (znaczy, inżyniera architekta altruisty!), żyjącego przeszłością i wiecznie na walizkach dosyć urzekła, jest na swój sposób oryginalna, a jednocześnie pasuje. Gdyby Sombra nie miał takiego złotego serduszka - którym musi być przecież przy swojej ukochanej - i nie finansował niewol... znaczy, studentów (studia są przecież bardzo fajne i wcale nikt nikogo tam nie męczy, no skąd ;P ) zainwestowałby w wydobycie minerałów, osiadł we wzniesionej wedle własnego projektu twierdzy i to na tej fajnej działeczce poza granicami miasta, o której Cadance marzyła i na którą do tej pory odkładała, a którą już obiecała jej ciocia-dyrektor-mająca-wszędzie-wtyki-Celestia... Albo może i nie? Wracając do opowiadania, klimat jest obyczajowy i opisałabym go jako delikatno-życiowy. Jest nostalgicznie, uroczo, smutno, refleksyjnie, a to tylko dziesięć stron. Warto przeczytać, bo tego naprawdę nie ma dużo, a można się wczuć i zainspirować. Mocniejszego uderzenia nie ma, jest spokojnie, z akcentem na relację romantyczną (sam tytuł i okładka odpowiednio zachęcają/ostrzegają ), ale jest to zrobione delikatnie, z wyczuciem, dojrzale. Ciekawe, że Sombra dalej tak intensywnie o tym wszystkim myśli, to nie jest ktoś, kto pierwszy mi przychodzi do głowy, kiedy pomyślę o podobnych klimatach - NAWET jeśli to jest ten dobry Sombra. Ale wygląda na to, że to chwilowe - z powodu przypadkowo rozgrzebanych wspomnień. Gdybym miała określić najmocniejszy punkt opowiadania, to byłoby właśnie dosyć realistyczne podejście do tego typu spraw. O pewnych rzeczach już się później nie myśli, bo siedzą tak głęboko, a nie wszystko jest proste i łatwe. Wspominając takie inne, poprzednie opowiadanko, pełne sekretów i innych niespodzianek: Cóż pozostało? Czekać na pozostałe części. Rozmyślać o tym, co zostało napisane. Czekać. No i oczywiście: CZYTAĆ I KOMENTOWAĆ!
  9. Uff... Puff... Czuję się troszkę jak "Lokomotywa" z wiersza Tuwima. Nie jestem przyzwyczajona do tak długiej lektury. Tym bardziej: całość okazała się niesamowicie wciągająca, że przezwyciężyła moje słabości. Niemniej, ciągle mi głupio, że przeczytanie wszystkiego zajęło mi aż tak długo. Nie chciałam, żeby tak wyszło. A to jeszcze nie koniec przygody! Ha! Ale teraz będę już na bieżąco Ujmując całościowo: Przede wszystkim: myślę, że na przestrzeni całej serii KAŻDY znajdzie coś dla siebie. Jest obyczajówka, jest fantastyka, spokojne rozmowy, ale i walki. Trochę romansu, a trochę strategii. I to wszystko współgra ze sobą bardzo dobrze angażuje i nie pozwala ani na chwilę się znudzić. Styl jest świetny, a całość napisana bardzo dobrze, profesjonalnie wręcz. Czyta się gładko, żadnych dłużyzn, opisy są rozbudowane i bardzo dobrze wplecione. Bohaterowie są świetni i dobrze rozbudowani. Swoją drogą, nie wiem, w którym momencie - ale zdecydowanie zbyt późno - zorientowałam się, że każdy z głównych bohaterów jest innej rasy, to znaczy: kucyk ziemski, pegaz i jednorożec. To znaczy, nie to, żebym nie wiedziała, kto z bohaterów jest kim ( ) ale potencjał, jaki dała taka, a nie inna kreacja postaci odkryłam dopiero później. Aha - i bardzo interesuje mnie wątek Alberta. Wciągnęłam się, emocjonalnie również. To znaczy, jest co przeżywać Na pewien sposób, odpręża mnie to opowiadanie. Życzę dużo weny autorowi Polecam i oczekuję na następne części
  10. Przeczytałam jeszcze raz Zaletą krótkich opowiadań jest to, że są krótkie. Łatwo do nich powracać Podobny klimat do "Sekretów i Niespodzianek", ale nie ma co się dziwić. A że klimat jest dobry, toteż tym bardziej, nie ma na co narzekać No i mamy tę samą szkolną młodzież. Te naleśniki musiały być naprawdę dobre, skoro miały takie wzięcie. Miło się czytało rozmowę, interakcje Applejack-Celestia. Wyszło naturalnie. Ładny cytat (SPOILER): Nie określiłabym tego opowiadania jako "opowiadania o niczym". Po prostu wszystko napisane jest w delikatnym stylu, nienachalnym. Miejscami jest kreskówkowo (Pinkie Pie, kult Twilight, wygłodniali uczniowie), ale przeważa jednak spokojna obyczajówka. I to też jest w porządku Element edukacyjny: oparzenia od razu pod zimną wodę. Zdecydowanie! Zakończenie dopełnia całości. Idealne podsumowanie. Ogólnie polecam
  11. Przeczytałam już dłuższy czas temu, ale krótkość tego tekstu pozwoliła mi szybko przeczytać go jeszcze raz. Tłumaczenie ciężko mi oceniać, ale czyta się zupełnie tak, jakby to był polski fanfik. Jest dobrze i oby tak dalej Bardzo ciekawy pomysł. I ciekawa kreacja Chrysalis ("ROBALOWA" i lekcje WDŻ. WDŻ z Chrysalis MUSIAŁO być interesujące). Ale chciałabym jej więcej. Trochę szkoda, że po rozmowie Celestii z Luną wszystko tak szybko się dzieje. Przez tempo akcji naprawdę ciężko się wczuć. Pamiętam też, że za pierwszym razem, podczas czytania opisu: "Później Celestia uświadomi sobie, że jedyną rzeczą, jakiej jej zastępczyni dokonała przez cały tydzień, było zjednoczenie przeciwko niej wszystkich uczniów." Byłam przekonana, że Chrysalis zjednoczyła wszystkich uczniów przeciwko Celestii. Pomysł jest ciekawy. Rola Starlight (w ogóle, jej wystąpienie w realiach EqG) na plus. Podobał mi się też lekki klimat. Czytałabym więcej podobnych historii, bo mają swój urok.
  12. Przeczytałam (okazało się, że jednak nie przeczytałam wcześniej całości :( ). Ale już nadrobiłam Opowiadanie jest przyjemne, sama fabuła to taki lekki Slice of Life... Ale właśnie: sekrety i niespodzianki. I właśnie te "sekrety" wydają mi się najbardziej interesujące. Nie powiem, fanfik pozostawia wiele pól do spekulacji i to jest, moim zdaniem, jego największą zaletą. O, oraz spokojny, przyjemny klimat! (chociaż młodzież szkolna chyba umierała z głodu, mam nadzieję, że dyrektor Celestia przeżyła ten atak! ). Z przyjemnością przeczytałabym kontynuację, odkrywającą przed nami jeszcze więcej z historii... Sióstr u szkolnej władzy, o Celestia jest baaaardzo rozmarzona, a Luna-Pani-(Ciocia)-Dyscyplina jest zdecydowanie dla niej balansem i trzyma tę szkołę w ryzach. Uczniowie Canterlot High jednak mają szczęście - chociaż może sami nawet o tym nie wiedzą.
  13. Muszę przyznać, że to było niesamowicie wciągające. Zupełnie nie wiedziałam, czego się spodziewać, ale jejku, to jest naprawdę bardzo dobre. Bardzo podoba mi się prowadzenie akcji. Jest dynamicznie, opisy naprawdę spełniają swoją rolę, bardzo łatwo się wczuć. Mnóstwo pytań, na które odpowiedzi przychodzą z czasem (muszę koniecznie przeczytać resztę opowiadań!). Relacje między postaciami, ich motywacje. Super! Jedyny problem, na jaki zwróciłam uwagę: czasem występuje "Candy", a czasem "Cande". Ale to chyba jedyne, co mi się bardziej rzuciło w oczy. Aha - w następnym opowiadaniu (na razie jestem w połowie, ale liczę na to, że to się zmieni w najbliższym czasie) widzę, że jest ciekawie. Dostajemy trochę odpowiedzi. A ja dostaję... Imienniczkę
  14. Trzy słowa: To. Jest. Świetne. O, i jeszcze trzy: Ja. Chcę. Kontynuację! Ale tych słów się mnoży... W każdym razie, NAPRAWDĘ mi się podobało. I naprawdę, przeczytałabym kontynuację. (chociaż jej pewnie nie będzie, ale marzyć zawsze można... Prawda? ;( ) Pan na końcu trochę zbyt rozgadany jak na mój gust, ale poza tym nic do zarzucenia
  15. "Ale czy ktoś wiedział"? Teraz z pewnością wiedzą to wszyscy w mieście I nie wiem, czy Rarity będzie traktowana jak głupia ślicznotka. (Bo przez kogo). Krótkie, acz treściwe. Nie wiedziałam, że bułki to badziewie, ale już wiem!!! Nieironicznie, mnie nawet rozbawiło. Koniec.
×
×
  • Create New...