Dan Balan

Brony
  • Zawartość

    48
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

2 Neutralna

1 obserwujący

O Dan Balan

  • Ranga
    Źrebaczek
  1. ((Gratuluję domyślności, faktycznie Twoją postać jako pierwszą miałem zamiar mocowo uświadomić. Resztę graczy jednak prosiłbym o poczekanie aż samemu dam im zielone światło do obudzenia zdolności XD)) Spike dostrzegł nadciągającą kotodziewczynkę w ostatniej chwili, z trudem wykonując niezbędne uniki. Jego chaotyczność okazała się jednak na tyle skuteczna, że ataki Koneko trafiały w próżnię. Psoczłowiek z wypisaną radością na twarzy przeturlał się na drugi koniec pomieszczenia. - Iiiii coooo wyyyyy naaaaa tooooo? - zarechotał - Właściwie to ty wpierniczyłaś się jako pierwsza. - powiedział Muuubek potakując głową w zamyśleniu. Gdy Vlan wydarł się, przez salę przetoczyła się fala dźwiękowa, która powaliła wszystkich na ziemię, powodując krótki, ale dotkliwy ból w uszach. Muuubek upadł na kolana łapiąc się za uszy, Spike skulił się na ziemi, Koneko przewróciła się do tyłu, a Wolfa zaś odepchnęło aż pod ścianę. Nathaniel gdy tylko usłyszał przeraźliwy odgłos dochodzący z piętra wyżej skoczył do schodów i w kilku krokach znalazł się na górze, w momencie w którym Vlan przestał krzyczeć. Wiedziałem że obdarzanie ich mocą to fatalny pomysł. Ale jak Ojciec Święty się uprze, to nie ma innego wyjścia. Templariusz odetchnął głęboko i wyciągnął rękę w kierunku nietoperzoczłowieka. Vlana otoczyła jasna poświata, która zacisnęła się wokół niego niczym lina. Wszystkie negatywne i buzujące emocje jakie w tej chwili odczuwał znikły, a Homalus z miejsca się uspokoił. Chwilę później poświata zniknęła. - No tak, jest jeszcze coś o czym zapomniałem wam powiedzieć. - powiedział Nathaniel wzdychając - Odsapnijcie chwilę i chodźcie na dół. Rycerz odwrócił się do reszty plecami i zszedł po schodach. Muuubek, wciąż lekko czując ból w uszach podszedł do Vlana z uśmiechem. - Dobra. To było niezłe, przyznaję.
  2. Spike widząc okazję ze do wtrącenia się do walki przyśpieszył i dokonując wślizgu na plecach przeleciał przed biegnącym Vlanem, jednocześnie uderzając nunchaku w jego kostki. Muuubek wciąż stał w gotowości czekając na rozwój wypadków, szczególnie że taktyka psoczłowieka zdawała się być zupełnie chaotyczna.
  3. - To mogło być niezłe. - Muuubek pokiwał głową z uznaniem dla Koneko - Następnym razem włóż w to trochę siły, jestem pewny że jakbym jeszcze poczuł te ciosy to byłoby o wiele bardziej skuteczne. Pozwolisz jednak, że skupię się na naszym wąpierzu. - krowoczłowiek uśmiechnął się zachęcająco - Dawaj Vlan, twoja kolej. Spike w tym czasie stał zdezorientowany, otoczony przez pełne poczucie bycia zignorowanym. Wściekły na wszystkich warknął i wywijając nunchaku rzucił się do biegu w kierunku walczącej trójki.
  4. - Sprytne - uśmiechnął się Muuubek. Uważnie obserwując ruchy Vlana doskoczył do najbliższej ściany z całej siły uderzając o nią tyłem głowy na którym była Koneko. Jednocześnie oczy miał cały czas skupione na Vlanie, pozostawiając kotodziewczynkę instynktowi. - Gramy każdy na każdego czy są tu jakieś składy? _______________________________________ Spike był zdecydowanie znudzony poważnymi rozmowami poważnych ludzi, miał ochotę na inne rzeczy. Na przykład pobiegać, albo obsikać tą głowę w słoiku. Nieeee. Muuuuuuszęęęęęę waaaalczyyyyyć z psiiiiim iiiinstyyyyynkteeeeem. Z braku innego wyjścia ruszył na górę by dołączyć do treningu. Wpadł do sali w momencie, w którym krowoczłowiek zadał pytanie o zasady. Stając w drzwiach ubrany w stylizowane na wschodnie spodnie i z nunchaku w dłoni krzyknął. - Oootoooo naaaadchooooodziii teeen chłooooopieeeeec. Oooo góóóóównoooo coooo taaaammmm!?
  5. ((A, uprzedzam. Wasze postacie jeszcze nie wiedzą o tych żywiołowych mocach jakie mają)) Muuubek stanął w pozycji bojowej i dobył swojego młota, wypuszczając powietrze swoim krowim nosem. Jego ogromne mięśnie były napięte i gotowe do ataku. - Dokładnie taki miałem plan. - uśmiechnął się i z szybkością jakiej nikt by się po takiej górze mięcha nie spodziewał ruszył do przodu. _______________________________________ -Tak, wahanie jest niewskazane. - Nathaniel przytaknął głową na słowa nekromanty. - Wiem, że możecie odczuwać lekką więź z innymi mutantami, ale to tak jakby mnie miał powstrzymać fakt, że ktoś jest człowiekiem. - Albo chłopem☭ - wtrącił Ninel - Aaaalbooooo pseeeeeem. - dodał Spike robiąc zamyśloną minę
  6. - Oj przyjacielu, przyjacielu. Musisz mieć w swoim kraju straszną inflację jeśli okręt jest wart tyle co zbroja. - Vernell pokręcił głową. Poza tym nikt nie mówi o uczciwie zarobionych pieniądzach.
  7. - Przyznaj, po prostu zazdrościsz mu wąsa. - powiedział do Percivalla Vernell oglądając swoją broń. - No i tych gości z piórkami. Cholera, jak wrócę na swój statek - wróć, o ile wrócę - to też coś dla moich chłopców wymyślę. No chyba że ktoś z mojego rodu umrze i będę musiał zająć się tymi poważnymi rzeczami. Czasami zazdroszczę nisko urodzonym. - dodał na końcu, bardziej do siebie niż do reszty
  8. O Marmannie i Myrmidio, ten koleś jest cudowny. Uśmiechnął się szeroko do wąsacza i klasnął w dłonie. - Napr, jesteś fenomenalny. Nie wyolbrzymiam, Fe-No-Me-Nal-Ny. Zawsze podziwiam takich jak ty - życie niczym sztuka! Pamiętam jak uczęszczałem na nauki i mieliśmy na historii kulturyodegrać sztukę. Był tam taki chłopak, Wombat, który zawsze grał aż za bardzo. Serio chłopie, przypominasz mi go! - Vernell ponownie się uśmiechnął i płynnym ruchem wsiadł na konia - Zabawny jesteś, lubię cię.
  9. - Sala treningowej nie ma, ale możesz po prostu poćwiczyć na piętrze. - templariusz wskazał ręką schody - Tak Koneko, możesz. Jak mówiłem, ten czas jest wasz. - Mogę iść z wami? - wtrącił spokojnie Muuubek podchodząc do Vlana i Koneko. Nathaniel usiadł na drewnianej ławie, po raz pierwszy od paru godzin odrobinę się rozluźniając - Celów? Te główne to Bruskovitch i Jedam. A przy tym tyle hybryd ile tylko zdołamy. Podobno Jedam organizuje hybrydy na kształt wojska, wyznaczając pomniejszych dowódców. Ninelu? - A owszem☭ - potaknęła głowa - Wieści głoszą, że szczuroczłowiek wyznaczył czterech podwykonawców, którzy zwą siebie Jeźdźcami Apokalipsy☭ - To tylko plotki, ale... - pokręcił głową Nathaniel. To brzmi jak jakaś kiepska, pogańska legenda. Czemu nas tak każesz Panie? -...ale podobno to czterech żółwioludzi jeżdżących na słoniach. - Aaaa tooo nieee świaaat jeeeest naaaa czteeereeech słooooniaaach iiii żóóóóółwiuuu? - spytał Spike podchodząc do okna. - Podobno. - odparł rycerz. Cała nasza wiedza to tylko "podobno". - Nad'Lugu, masz jakieś rady dla naszych przyjaciół?
  10. Następne dwa dni na statku upłynęły dla Hayat na myśleniu, modlitwie i sporządzaniu kolejnych notatek. Gdy zaczął się sztorm, pierwsze co dziewczyna zrobiła, to zebrała swój ekwipunek blisko siebie. Nie pomogło to niestety ocalić wszystkiego przed zniszczeniem. Gdy ocknęła się na plaży, ze smutkiem stwierdziła, że jej przenośny komputer do analizy próbek uległ zniszczeniu, podobnie jak probówki. Cała reszta na szczęście przetrwała nienaruszona. Gdy dziewczyna usłyszała gdzie się znaleźli zaśmiała się z bezradności. - Boston? Świetnie. Nie zrozumcie mnie źle, mogliśmy skończyć na Florydzie. Albo w Brazylii. Ale dalej Boston średnio nas urządza.
  11. - Wybornie. Świetnie. Wręcz nad-idealnie. Imiona są mniej problematyczne. Nie aż tak praktyczne jak numery, ale na pewno ciekawsze. A przejazd przez dzielnicę kupiecką jest nawet lepszy. - były pirat pokiwał głową zadowolony. Gdy wyszli na zewnątrz, a wąsaty towarzysz błyszczał w towarzystwie swoich kolegów na koniach, Vernell jedynie wzniósł oczy ku górze i uśmiechnął się zrezygnowany. No, gościu ma niezły rozmach. Byłby świetnym dyrektorem cyrku. Albo jakiegoś jarmarku. Swoją drogą ciekawe czy moi by przyszli gdybym ich poprosił. Z drugiej strony i tak daję Laizerowi maksymalnie pół roku zanim straci dowodzenie. Rozmyślając zaczął szukać konia, przy którym byłoby jego uzbrojenie. W końcu odnalazł swój cenny jatagan przy jasnobrązowym wierzchowcu. Podszedł pewnie do zwierzęcia i pogłaskał je po boku. Odwrócił się i krzyknął do Alicji - Ten ma jakieś imię czy mogę pozwolić sobie na inwencję twórczą?
  12. - Z przyjemnością bym wam towarzyszył w szerzeniu wolności☭ - uśmiechnęła się głowa - Niestety jednak jestem potrzebny wszystkim ludziom, nie tylko wam☭ Zapewniam was jednak, że Nad'Lug sprawdzi się równie dobrze jak ja☭ Nathaniel pokręcił głową z niedowierzaniem. Ninel ze swoimi poglądami z pewnością zostałby skazany za herezję. Tym razem jednak sytuacja była wyjątkowa. - Nie bójcie się. Wiem jak Ninel wygląda, jednak zapewniam was - jest takim samym człowiekiem jak my wszyscy. Biorąc pod uwagę że tu chyba nikt nie jest normalny, to nawet rzekłem prawdę. Z grubsza. - Templariusz okrążył stół i stanął przy Nad'Lugu i Ninelu. Wówczas rękę w górę uniósł Muuubek. - Jeśli można. - odezwał się krowoczłowiek - Dwie sprawy. Po pierwsze, jak chcemy dobrać się do Bruskovitcha? - To jest dobre pytanie towarzyszu☭ - pokiwała głowa zwana Ninelem - Nathanielu? - Ekhem. - Güntersberg odchrząknął - Naszym pierwszym celem będzie aktualny przywódca mutantów, Jedam. Prawdopodobnie przebywa on w Burgundii. To region, który wiecznie walczy pomiędzy byciem częścią Cesarstwa, Francyi i niezależnością. Taka niestabilność jest łatwa do obalenia, a doniesienia o wzmożonej liczbie hybryd w Burgundii zdaje się to potwierdzać. - Dobrze. A druga rzecz... - pokiwał Muuubek wskazując na Spike'a, który siedział na ziemi drapiąc się nogą za uchem - Da się coś z nim zrobić? - Ech. Spike, stójka. - westchnął Nathaniel. Psoczłowiek jak na komendę powstał z ziemi. - Przeeeepraaaaszaaaam. Zapooomniaaaałeeeem sięęęę. - wymamrotał Spike - Nieważne. - pokręcił głową Templariusz - Wyruszamy gdy słońce zacznie chylić się ku zachodowi. Normalnie podrozowałbym za dnia, ale z taką kompanią wolę nie rzucać się w oczy. W każdym razie, najbliższe parę godzin jest wasze. Postarajcie się nie wpaść w kłopoty.
  13. Spike podniósł głowę i odezwał się piskliwym głosikiem - Ooooiii taaaakkkk. Żaaaadnyyyychhh pytaaaaoooiiiń! Cesarz popatrzył na psoczłowieka z politowaniem i westchnął i złapał okiem spojrzenie Nathaniela. Mój Boże, współczuję wszystkim, którzy będą zmuszeni z tym psem wytrzymać. - Więc tak... - zaczął papież odchrząkając - Zacznę od łatwiejszego pytania. Nie, nie lubię koniodziewczynek. Z warkoczykami czy bez warkoczyków...Lubię konie, jak dadzą to jem. Zaś co do twojego pytania, moje dziecko - tu zwrócił się do Vlana - Nie potrzebujecie wsparcia oddziału. Nathaniel oraz Nad'Lug będą waszym oddziałem zbrojnych. I uprzedzając pytania - papież uniósł rękę widząc pytający wzrok Muuubeka - To, kim jest Nad'Lug dowiecie się po wyjściu z katedry. Rycerz Günterberg was zaprowadzi. Nathanielu? Templariusz w odpowiedzi skłonił się papieżowi i przyklęknął przy ołtarzu. Donośnym głosem rzekł na cały kościół - Panie, w twe ręce składam los tej wyprawy. Użycz nam swej łaski, byśmy mogli pozbyć się grzechu ze świata tego. - Wstał i ponownie spojrzał na Klemensa III - Ojcze? - Nie przedłużaj pożegnania synu. Daję ci moje błogosławieństwo. - odparł papież spokojnie - Niechaj Bóg was prowadzi. - dodał Ferdynand - I niech da wam zwyciężyć. - skwitował cesarz. Obyś był godny swojej sławy templariuszu. To będzie twój największy test. Ruszyliście za rycerzem, który przez jedno z sekretnych przejść sprowadził was do podziemi. Przodem szedł jeden z rzymskich żołnierzy, zaś tyły ubezpieczał templariusz, obydwaj w dłoniach dzierżyli pochodnie. Droga trwała raptem kilka minut, podczas których panowała grobowa cisza, przerywana odgłosami szczurów uciekających przed intruzami. Tunel kończył swój bieg w piwnicy jednego z akwizgrańskich domów. Na miejscu, rozłożone na stołach leżało wasze uzbrojenie. - Weźcie co wasze. - powiedział spokojnie mężczyzna - Na górze czeka nas ciepły posiłek, ale przede wszystkim jest tu ktoś, kogo musicie poznać. Na piętrze zastali dziwny, coby nie rzec przerażający widok. Tajemniczy mężczyzna w kapturze stał, trzymając w rękach słoik z głową mężczyzny w środku, zanurzoną w jakiejś żółtawej cieczy. Twarz głowy była łysiejąca, z równo przyciętymi, krótkimi wąsami i bródką. - To moi drodzy jest Nad'Lug. - Nathaniel wskazał zakapturzonego i skierował wzrok na głowę. Nieważne ile razy to widzę, zawsze jestem zmieszany. Paskudztwo. - A ten... jegomość, to człowiek któremu zawdzięczamy życie króla Ferdynanda. Ninel. - Witajcie pracujący na rzecz wolności i pokoju! - uśmiechnęła się głowa
  14. - Darmowe konie, świetnie! - uśmiechnął się Vernell i ukłonił się nisko w kierunku królowej. Kobieta w dowodzeniu? No nieźle. Przynajmniej chociaż to my jeździmy na koniach a nie na odwrót. Wyprostował się i ruszył za czerwonowłosą. Przyspieszył kroku i gdy zrównał się z kobietą i zwrócił się do niej. - Ahoj szefie! Mam mówić szefie, czy Alicia wystarczy? Mogę skoczyć na chwilę do pobliskiego sklepu? Daję słowo, zajmie mi to kilka minut. No, może kilkanaście. Ale raczej kilka.