Lucjan

Brony
  • Zawartość

    417
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

44 Dobra

7 obserwujących

O Lucjan

  • Ranga
    Holy Berry Father of Joseph
  • Urodziny 26.08.1998

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    Daleko. Serio daleko....
  • Zainteresowania
    Hmmm. Metal. Wszystkie możliwe gatunki. Militaria. Wszystkie możliwe bronie. Macie jakieś pytania? Zapraszam na priv :3
  • Ulubiona postać
    Discord

Ostatnio na profilu byli

4037 wyświetleń profilu
  1. Zostańmy przy tym, że jestem bytem materialnym. O dużej mocy. Wystarczająco dużej do... niektórych spraw. Co do obserwacji. Będę niewidoczny przez twoją rodzinę ale będę spał u ciebie w domu. Czy masz coś przeciw? - zapytał.
  2. Na wzgórzu paliło się ognisko przy którym siedział profesor. Gdy Cię zauważył z uśmiechem pokazał byś usiadł z nim. Gdy to zrobiłeś, mężczyzna z zamyśleniem popatrzył na ciebie. - Posłuchaj. Nie mogę być ciągle obok ciebie oraz pomagać ci gdy tylko nadejdzie niebezpieczeństwo. Lecz jest ktoś kto stracił wszystko ale z chęcią ci pomoże. Drake. Mogę Cię prosić? - zapytał las. Po chwili z mroku wyłonił się mężczyzna. Był dobrze zbudowany, ubrany w jeansy, trampki i koszulkę. Włosy blond opadały mu na ramiona a spod okularów spoglądały na ciebie szare oczy. Biła od niego siła i inteligencja. Usiadł przy ognisku i bez słowa patrzył na ciebie. Miałeś czas na zadawanie pytań.
  3. Jack gdy zobaczył tego gnoja to zaniemówił. To są jakieś jaja. - A więc dlatego taki smród czułem - mruknął sam do siebie. Adrenalina mu podskoczyła więc musiał ją odreagować i z takim planem ruszył szybkim krokiem w stronę drzew aby znów usiąść na drzewie. Im dalej od Czarnobrodego tym lepiej.
  4. Jack westchnął tylko na słowa Osmy. Jakoś jej słowa go nie zranił. Za to zainteresował się kto ma ich odwiedzić. - O kim mowa? - zapytał młodych piratów.
  5. Jack tylko się zaśmiał. - Gdybym nie był ranny to na ślepo bym Cię pokonał wtedy w czasie pojedynku. - powiedział jakby od niechcenia. Następnie rzucił pustą butelką w powietrze. W tym samym momencie złapał pistolet który jeden z majtków miał przy pasie, obrócił się i strzelił w butelkę która wybuchła w powietrzu. Następnie oddał pistolet i uśmiechnął się. - Chciałem sprawdzić mojego cela. - powiedział i usiadł na ziemi. - To co? Robimy coś czy siedzimy na dupach? - zapytał.
  6. Jack spojrzał na mężczyznę i podniósł brew. - Ale po co mi ta wiedza? Jakoś mi się na żaden pojedynek nie spieszy a po drugie jestem ranny więc tym bardziej. - powiedział spokojnie.
  7. Jack oderwał się od butelki rumu i wstał. Następnie chwiejnym krokiem podszedł do wołającego. - No słucham. - powiedział lekko znudzonym głosem. Jeszcze nic ciekawego się nie działo.
  8. ((ale on tylko kichnął.)) Jack parsknął śmiechem i wrócił do siedzenia na powalonym drzewie oraz picia rumu.
  9. ((Mhm. Czyli wróżbita Maciej. W takim razie rezygnuję z sesji. Do widzenia))
  10. (( pił, z nudów podszedł popatrzeć z bliska na walkę bo czemu nie, zakręciło go w nosie i zanim cokolwiek zrobił to se kichnął. Co jest? Nie można już kichać? Za sowieckiej Rosji było lepiej.))
  11. (skąd on wiedział, że chciał go wytrącić z rytmu? Może po prostu mu się kichło...)
  12. Jack podszedł po cichu do grupy która patrzyła na walczących. Nie był upity ale podszedł lekko chwiejnym krokiem. Poprawił koszulę i przyjrzał się walce. Heh. No nie źle sobie radzi jak na kobietę. pomyślał i poszedł za pułkownika. Tam wytarł nos i mocno kichnął. Chciał by ten lekko wypadł z równowagi i Osma mogła mieć szansę go rozbroić.
  13. Davis uśmiechnął się promiennie. - Jednak nie jesteście tak wpatrzeni w siebie. Spokojnie. Do poświęcenia nie dojdzie. Może nie twojego. Ale wracając. Dziś o 20 na wzgórzu obok twojego domu. Do zobaczenia. Tam dostaniesz dalsze informacje. - powiedział Drake i rozpłynął się w powietrzu.
  14. Jack zszedł na ziemię i... splunął na nią. Rozejrzał się. No to nie źle. Wyspa, czyli skarb czy coś czyli będzie ciekawie. Ruszył przed siebie i usiadł na powalonym drzewie, następnie wyciągnął spod koszuli butelkę rumu i zaczął cicho nucić pod nosem: So come take a drink and drown your sorrowsAnd all of our fears will be gone till tomorrowWe'll have no regrets and live for the dayIn Nancy's Harbour Cafe
  15. Ach. Jesteś tak młody. Zazdroszczę Ci. - powiedział mężczyzna z uśmiechem. - Ale wracając do tematu. Sam sobie nie poradzisz. Czy aby chronić rodzinę umiałbyś poświęcić siebie samego? - zapytał poważnym tonem profesor.