Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Midday Shine

Brony
  • Content Count

    276
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

263 Wzorowa

About Midday Shine

  • Rank
    Panna Midday
  • Birthday 03/25/1992

Informacje profilowe

  • Gender
    Klacz
  • Miasto
    Tarnów
  • Zainteresowania
    Co by tu napisać, żeby nie było nudno... :P

    Zacznijmy od tego, że od dzieciństwa kocham literaturę – od książek, przez komiksy, po fanfiki. W ostatnich latach trochę zaniedbałam książki na rzecz fanfików, ale fakt, że lubię czytać, pozostaje niezmienny. W mojej głowie często roi się też od pomysłów na fanfiki (a niekiedy i strzępków dialogów), choć nie wszystkie spisałam. Zresztą moja radosna twórczość i tak dopiero ZACZYNA obejmować uniwersum kucykowe (moim pierwszym fandomem jest "Scooby Doo"), więc jeszcze nie ma się czym chwalić.

    Dalej, nie wyobrażam sobie życia bez muzyki: czy to w słuchawkach, czy to płynącej z mojego gardła (zawodową wokalistką nie jestem, ale przynajmniej staram się nie fałszować).

    Czasem też coś tam sobie narysuję, ale raczej tego nie upubliczniam. Primo, na ogół są to niedokończone szkice; secundo, za dużo z tym zachodu, biorąc pod uwagę, że rysuję tylko na papierze.
  • Ulubiona postać
    Celestia i Twilight (w tej kolejności)

Recent Profile Visitors

2,337 profile views
  1. Po za tym  masz fajny awatar (portret twarzy postaci kucyka).  Podoba mi się. Pozdrawiam.

    1. Midday Shine

      Midday Shine

      No cóż, dziękuję. To dzieło Moon, jednej z graficzek, a zarazem wicenaczelnej Equestria Times. Jestem tam korektorką (chwilowo na urlopie), a obrazek był potrzebny do artykułu opisującego redakcję.

    2. Król Etirenus

      Król Etirenus

      Gdybym miał swój awatar kuca próbowąłbym się umówić z twoją postacią na randkę, ale sądząc  że moja postąc kucyka jes z natury nieśmiała raczej by chyba uciekł.  :).

    3. Cahan

      Cahan

      Sorry, Królu, ale ta klacz jest zajęta. Jako samica alfa na tym forum, wcielam ją do mojego platonicznego haremu pracowników przymusowych.

  2. Odnośnie nieznajomości tabulatora. Wiem czym jest. Poprostu nie korzystałem z tej funkcji używając klawiszy, gdyż można to też uczynić edytując sam tekst. Ponieważ nie znalazłem tej funkci w edytorze powiedziałem o tym na forum. Stąd wrażenie niewiedzy.

  3. Prawdopodobnie masz tzw. miękkie entery. Pojawiają się, jeśli przy tworzeniu nowej linijki przytrzyma się Shift. Musisz je pozmieniać na zwykłe. Same wcięcia natomiast dorób tabulatorem; w tak krótkim tekście spokojnie da się to zrobić ręcznie. Przy kolejnych opowiadaniach wciśnij tabulator już na początku pierwszego akapitu, a każdy następny też będzie miał wcięcie. To nie jest wytłumaczenie.
  4. Radziłabym jednak tagi zawrzeć również w tytule wątku, bo się Dolar będzie czepiał. A jak nie on, to Cahan albo ktoś inny z ekipy.
  5. Przeczytane. I przed przystąpieniem do oceny mam jedno zasadnicze pytanie. Skąd się wziął tytuł? W tekście nie znalazłam ku temu żadnych przesłanek. Czyżby autora poniosła fantazja? A może po prostu niezbadane są jego wyroki? Tak czy siak przejdźmy do rzeczy. 1. FABUŁA Ogólny zamysł nawet ciekawy. Dobrze obrazuje powiedzenie, że „plotka wyleci wróblem, a wraca wołem”, oraz arabską mądrość, że „słowo, choć nie z głazu, może rozbić kości i zmiażdżyć od razu”. Ciekawe, czy autor ją zna. Nie podoba mi się za to, że fabuła pędzi tak, jakby Apple’owie właśnie rzucili świeżutką partię soku/cydru. Spokojnie można by było to rozciągnąć jeszcze na parę kolejnych stron. Nie mnie oceniać, na ile dokładnie, bo nie mam w oczach „fikowej miarki” – ale może drugie tyle, ile jest? W każdym razie na pewno dałoby się wydłużyć. Jak i dlaczego, powiem później. 2. BOHATEROWIE Głównym bohaterem jest Iron Skin, częściej zwany Skinny – jednorożec zdolny od źrebięctwa, ale naznaczony nieuleczalną chorobą. Kucykowi lekarze określają ją jako uczulenie, choć z opisu autora (wprawdzie skąpego, ale jednak) bardziej mi to wygląda na AZS (atopowe zapalenie skóry) czy coś takiego. Osoby znające się na tym lepiej niż ja lub same na to cierpiące pewnie mnie poprawią, jeśli się mylę. W każdym razie: nasz młody przyjaciel żyje sobie spokojnie i względnie szczęśliwie przez jakieś 15 lat, aż pewnego dnia okazuje się, że choroba się zaostrzyła. Wówczas to zaczynają się jego psychiczne cierpienia – oto bowiem w szkole pojawia się plotka, iż jego dolegliwość jest silnie zaraźliwa. Przykre to, naprawdę. Współczuję mu, choć o poruszeniu do łez (w odróżnieniu od niektórych innych komentujących) nie mogę mówić. Jak jednak zauważył @kodeman, postacie zachowują się chwilami co najmniej nielogicznie, o ile nie wręcz idiotycznie. Przede wszystkim: dlaczego rodzice Skinny’ego nie reagowali, kiedy się im skarżył? I nie, przeprowadzka się nie liczy. Zanim do tego doszło, powinni byli przynajmniej spróbować wyjaśnić innym kucykom, choćby nauczycielom, jak naprawdę jest z chorobą ich syna. Dlaczego więc tego nie zrobili? Mogliby mu przecież oszczędzić wielu cierpień. Dalej: wiem, że Rainbow potrafi być gruboskórna i czasem prędzej zrobi/powie, niż pomyśli, ale tutaj to już przesada. Za takie coś powinna oberwać od Twilight gazetą po głowie. Albo książką, najlepiej medyczną lub zielarską. A właśnie – skoro Twi prowadziła kwerendę na temat choroby głównego bohatera, to chyba powinna wiedzieć/zorientować się, że to nie jest zaraźliwe, nie? No i skoro tak pilnie studiowała przyjaźń, to czy nie powinna jednak zostać trochę dłużej przy Skinnym, zamiast tak od razu wychodzić, bo ją poprosił? Choćby po to, żeby spróbować podnieść go na duchu? Kolejna sprawa: kiedy już plotka rozrosła się na tyle, że nawet Twi zaczęła wątpić, a Skinny uciekł z płaczem, gdy zdał sobie z tego sprawę… dlaczego, na słodką Celestię i wszystkie gwiazdy, Twi nie pobiegła za nim, tylko jakby nigdy nic wróciła do organizacji Pożegnania Zimy? Ładna mi najlepsza przyjaciółka. I ostatnia rzecz, która nie daje mi spokoju. Kim, do jasnej stodoły, jest Booky? 3. ŚWIAT PRZEDSTAWIONY I KLIMAT Mamy tu do czynienia z opowieścią smutną, stopniowo przesiąkającą rozpaczą głównego bohatera. Ten deszcz padający podczas jego pogrzebu to w sumie dość częsty motyw; na tyle częsty, że doczekał się własnej strony na TV Tropes. Z immersji w świat przedstawiony przejściowo wybiło mnie jednak parę powiązanych ze sobą szczegółów, a mianowicie… Hoofington to w końcu miasto czy wieś? Bo na przestrzeni dwóch zdań jest określane tak i tak. Z tej drugiej wersji tekstu wynika, że Wyższa Szkoła dla Utalentowanych Jednorożców znajdowałaby się we wsi. A tego trochę tak jakby nie widzę. I czy dobrze rozumiem, że Skinny ukończył ją po dwóch latach? Bo trochę jednak mało mi się to wydaje, zwłaszcza że po przeprowadzce do Ponyville dalej był uczniem… i to chyba ichniej podstawówki, bo innej szkoły to tam raczej nie mają. Pogubiłam się zupełnie. 4. JĘZYK I STYL Najkrócej mówiąc – dramat. I to nie w sensie rodzaju literackiego, niestety. Przede wszystkim styl jest słaby. Całość wygląda bardziej jak streszczenie – opisuje zamiast pokazywać. Dialogi brzmią sztywno, a narracja niewiele lepiej. Mam szczerą nadzieję, że przez te 8 lat od publikacji autor się pod tym względem wyrobił. I korektor(ka) zresztą też. Dlaczego tak mówię? Otóż z przykrością stwierdziłam, że forma również leży i kwiczy. A że mam już nieco doświadczenia w korektach, to takie rzeczy dość mocno kłują mnie w oczy. Cóż zatem tu mamy? Ano choćby entery, nieraz wielokrotne, zamiast automatycznych odstępów po akapitach – i co najdziwniejsze, również na końcu doksa. I po co? Przecież tylko dokładają niepotrzebną stronę. Skoro mowa o akapitach – zauważyłam niekonsekwencję w kwestii wcięć. I to w przypadku zarówno narracji, jak i dialogów. Przykład? Ot, choćby pierwsza scena oraz ta, w której Rainbow dla żartów puszcza w obieg plotkę, która z czasem zniszczyła głównemu bohaterowi życie. Dobrze, że choć justowanie jest. Zapis dialogowy też kuleje, zwłaszcza przy ostatniej rozmowie Rainbow i Skinny’ego. Komentarz narratora odnoszący się bezpośrednio do wypowiedzi nigdy nie powinien lądować w osobnym akapicie. Dalej: interpunkcja. Mnóstwo brakujących przecinków, w paru miejscach kropka tam, gdzie powinien być pytajnik… i wszechobecne dywizy zamiast półpauz. Zauważyłam ponadto trochę powtórzeń i literówek, ale w porównaniu z pozostałymi usterkami to mały pikuś. 5. WRAŻENIE OGÓLNE I PODSUMOWANIE Nie jest źle, ale naprawdę byłoby lepiej, gdyby to wydłużyć, dodając więcej interakcji zamiast niektórych opisów. A gdyby jeszcze przeprowadzić ponowną korektę i pozbyć się tych wszystkich usterek technicznych, mogłaby wyjść perełka – albo przynajmniej kawał bardzo dobrej, choć smutnej, może wręcz tragicznej (w sensie literackim) opowieści. Jeśli pojawi się/istnieje remake, to chętnie bym przeczytała. Na chwilę obecną: 6/10.
  6. Przeczytane. Niestety, gdzieś w przeciągu tych 8 lat od publikacji tłumaczenia, oryginał zniknął z fanfiction.net. Wielka szkoda, bo chętnie porównałabym obie wersje. Nie mam szczególnej wprawy w komentowaniu – robię to zdecydowanie za rzadko – więc pozwoliłam sobie rozbić całość na kilka części, wg wzoru zapożyczonego z Bitwy Fików zorganizowanej kiedyś przez Klub Konesera Polskiego Fanfika. 1. FABUŁA W świecie zewnętrznym dzieje się niewiele. Bohater-narrator (czy on w ogóle ma imię?) czyta pożegnalny list od Rainbow Dash w rocznicę jej odejścia – jakkolwiek to brzmi – i topi smutki w napojach procentowych. Swoją drogą, czy nikt mu nigdy nie mówił, że alkohol nie rozwiązuje żadnych problemów, a wręcz może ich przysparzać? W każdym razie: osią fabularną są odczucia naszego koleżki oraz jego wspomnienia związane z pobytem Rainbow na Ziemi i jej ostatecznym powrotem do Equestrii. No dobra, są przedstawione klarownie i dość obszernie… tyle że ostatecznie niewiele z tego wynika. Nie nic, bo pod koniec facet się wreszcie zaczyna ogarniać, ale przez większość fika po prostu siedzi i smęci. 2. BOHATEROWIE W tym wypadku tylko jeden, który w dodatku wydaje się jakiś taki rozmemłany – jojczy chyba bardziej niż Rarity – i samolubny, skoro chciał/chce zatrzymać Rainbow tylko dla siebie. To drugie jest o tyle kuriozalne, że Celestię oskarża właśnie o egoizm i podejmowanie decyzji za innych. A to już podpada pod hipokryzję. Chyba że w „kanonie” księżniczka faktycznie zabrała Rainbow siłą, wbrew jej krzykom, łzom i protestom. W to jednak wątpię, biorąc pod uwagę treść listu, a konkretnie: Bawiłeś się ze mną i sprawiałeś, abym była szczęśliwa w świecie, który nie jest moim prawdziwym domem. 3. ŚWIAT PRZEDSTAWIONY I KLIMAT Klimat jest łzawy, w założeniu zapewne wzruszający, acz na mnie nie podziałał. Może to kwestia nieznajomości głównego utworu? Albo może lekko wnerwiającego bohatera-narratora, który jak już mówiłam, przez praktycznie cały fik potrafi tylko użalać się nad sobą? Z czegokolwiek to wynika, nie zdołałam się zanurzyć w świat przedstawiony. Inna sprawa, że było go mniej więcej tyle, co kot napłakał i że gdybym nigdy nie słyszała o My Little Dashie, to chyba w ogóle bym nie wiedziała, o co chodzi. 4. JĘZYK I STYL Z technikaliów: zauważyłam angielski zapis dialogowy, zamiast polskiego, w momentach, gdy bohater mówi na głos. Nadto wielkie litery w niewłaściwych miejscach (i parę przecinków też). Sformułowanie „głośny szept” też mi się nie podoba, zwłaszcza w tym kontekście (w innym można by mówić o „szepcie scenicznym”). Wyrocznią nie jestem, ale skoro Google notują to tylko jako tytuł jakiegoś wiersza i jakiejś wystawy oraz jako część hasełka z memów, to coś może być na rzeczy. Jak już zwracali uwagę poprzedni komentujący, wyśrodkowany tekst wygląda dość dziwnie. Nie jestem przekonana do takiego formatowania. No, ale skoro tak zadecydował tłumacz, wzorując się na autorze… Niemniej język ładny, bogaty, styl również poprawny (no, może miejscami ciut zanadto książkowy – choćby to „me życie”), choć zdania czasem za długie. Zgaduję, że tak było w oryginale; w wersji polskiej nie wygląda to jednak najlepiej. Oczywiście trzeba uwzględniać styl autora, ale nie warto trzymać się go niewolniczo. 5. WRAŻENIE OGÓLNE I PODSUMOWANIE Ogólnie rzecz biorąc, nie ma tragedii (w sensie potocznym, nie literackim). Niemniej sam język, choć naprawdę mi się spodobał, nie jest w stanie wyciągnąć całości powyżej średniaka. Ostateczna ocena: 5/10
  7. Midday Shine

    Ten uczuć, kiedy szukasz perełek do odgrzebania z okazji konkursu komentatorskiego, a znajdujesz temat z martwymi linkami do skasowanych doksów... Z pustego to i Salomon nie naleje. Szkoda.
  8. Midday Shine

    Ten uczuć, kiedy prokrastynujesz tak bardzo, że wreszcie na napisanie ok. 80 stron zostaje ci jakieś półtora miesiąca...
  9. Oczywiście, że możesz, moje dziecko. Wierz mi, są na tej liście osoby starsze od Ciebie o ładne parę lat. Panna Midday na pewno chętnie Cię wpisze... Wpisałabym, księżniczko, gdybym tylko mogła. Nie mam dostępu do tej części akt. Tym musi się zająć @Szonszczyk.
  10. Królewskie Archiwa powracają z kolejnym tłumaczeniem. Tym razem jest to fik „W stronę słońca” (ang. To Try For the Sun) autorstwa Rune Soldier Dana. Nie jest tajemnicą, że księżniczki Celestia i Luna żyją już bardzo długo. Tajemnicą za to owiana jest ich przeszłość. Kucyki mogą snuć różne teorie na ten temat, ale chyba żadnemu z nich nie przyszłoby do głowy, że ich ukochane władczynie zaznały niegdyś życia w skrajnej biedzie… Cytując autora: Tłumaczenie: @Lucas oraz moi Korekta: @Cinram i @Reedman_PL Prereading: @WierzbaGames kopia na Googlach kopia na AO3 PS. Oryginał zatytułowany jest tak samo, jak pewna piosenka. Postanowiłam zastosować ten sam zabieg.
  11. *patrzy na datę komentarza od Hoffmana* *patrzy na datę swojej odpowiedzi w wątku „Sekretów…”* *patrzy na dzisiejszą datę* Aha. Jak się okazuje, „wkrótce” jest najwyraźniej pojęciem względnym. Długo się przymierzałam do odpowiedzi na komentarz Hoffmana, aż tu nagle wczoraj zjawił się Foley i też skrobnął opinię. No nie ma co, trzeba się w końcu ogarnąć i dać znak, że jeszcze żyję. A teraz przejdźmy do rzeczy. Suchary Rainbow miały być właśnie funta kłaków niewarte. A przecież dobry żart powinien być tynfa wart. I to dlatego tytuł jest taki, a nie inny. Podobieństwo może wynikać stąd, że tu starałam się skupić na rzuconym temacie i pozostać w konwencji ćwiczeń pisarskich, a przy „Remoncie” ograniczał mnie limit słów. Nieważne, że jedno i drugie powstało (odpowiednio) poza warsztatami i poza konkursem. Jeśli chodzi o lepsze/gorsze - zależy chyba, co kto lubi. Całkiem dobrze się bawiłam, układając te wszystkie suchary w jeden ciąg, i jestem z nich nawet dumna. Po raz kolejny przypomniał mi się mój pierwszy kucofik, wciąż leżący w wirtualnej szufladzie. Powstał w listopadzie 2016, więc mógłby stanowić materiał do porównania dawnego a obecnego stylu… Pozwolę sobie sparafrazować swoje wcześniejsze słowa: miałam ubaw przy tym całym śmieszkowaniu Dashie. Przy okazji ciekawostka: pierwotnie kwestia… …miała brzmieć: Koniec końców uznałam jednak, że wersja czysto kocia bardziej by wkurzyła Rarcię. Nie będę kłamać – lubię, kiedy słowa postaci da się „usłyszeć” wypowiadane głosem odpowiedniego aktora (lub aktorki). I ten dylemat – czy jestem do tyłu z modą, czy to już podpada pod styl retro? No, zdaje się, że to już wszystko. Dziękuję za komentarze i pozdrawiam!
  12. Księżniczko Celestio…? Jesteś tu? O, panna Midday! Dawno się nie widziałyśmy. Nic dziwnego. Musiałam przepytać połowę pałacowych gwardzistów, żeby Cię znaleźć, bo oczywiście nie są zbyt chętni do udzielania informacji, a Twilight ma teraz za dużo na głowie. Jak następnym razem zechcesz się przeprowadzić, to z łaski swojej zostaw mi nowy adres. Och. Przepraszam. Obawiam się, że byłam tak zaaferowana tymi wszystkimi przygotowaniami, że nawet mi to do głowy nie przyszło. No dobrze, nie gniewam się. Zresztą to nawet nie wypada… Nie pleć bzdur, moje dziecko. Księżniczka, była czy panująca, też kucyk. Nie uwierzyłabyś, ile wpadek zdarzyło mi się przez te wszystkie setki lat. Ale to temat na dłuższą opowieść, a ty chyba masz do mnie jakąś sprawę, czyż nie? Skąd wiedziałaś? Doświadczenie. A poza tym widzę to po twojej minie. Siadaj i mów, o co chodzi. Znów pytania? *klapie na jedną z poduszek na podłodze* Tak. Od Starlight Sparkle. Przyszły dwa miesiące z hakiem temu… Ale znowu: skąd wiedziałaś? *wzrusza skrzydłami* Z niczym innym do mnie nie przychodzisz. A teraz słucham. Na razie jest mi całkiem dobrze tutaj, w naszym nowonabytym dworku na Srebrnym Wybrzeżu. Teraz dopiero zrozumiałam, o co chodziło Lunie na naszej przedabdykacyjnej wycieczce. Czasem miło jest po prostu poleżeć w cieniu drzew i poczytać albo pospać do oporu, zamiast zrywać się na wschód słońca i zaraz po śniadaniu pędzić na nudne spotkania. Nie wykluczam kolejnej wyprawy po przygodę, gdy już dostatecznie wypocznę fizycznie i psychicznie. A potem… hm, chyba działalność charytatywna. Może wolontariat w sierocińcu czy coś takiego? Nie po to abdykowałyśmy na rzecz Twilight, żeby jej później odbierać władzę. Mogę jej służyć radą, ale powrotu na tron nie przewiduję. Nawet jeśli nie będzie miała swoich dzieci (a trzeba Ci wiedzieć, że Cadance jest pod tym względem wyjątkiem), to jej naturalną następczynią jest mała Flurry Heart. A poza tym, jak już kiedyś wspominałam, alikorny są niezwykle długowieczne, ale jednak śmiertelne… To jeszcze pytanie ode mnie, księżniczko. Czy planujesz nadal udzielać audiencji, jak za czasów Canterlotu? Audiencjami bym tego nie nazywała, ale w dalszym ciągu będę chętnie odpowiadać na Wasze pytania. A teraz, skoro to najwyraźniej wszystko, pozdrawiam Was serdecznie!
  13. Po odpowiedzeniu na recenzję „Śniadania” stwierdziłam, że nie ma co zwlekać, tylko trzeba pójść za ciosem i „załatwić” również sequel. Pozwoliłam sobie wybrać tylko najistotniejsze dla mnie kwestie. A teraz, bez dalszych wstępów – lecimy. Inb4 Mid składa nagrania z czytania na BC i dodaje to hasełko na wejście. No cóż, są różne rodzaje poczucia humoru. Chyba nie ma żartów, które rozbawią absolutnie każdego – chyba że o czymś nie wiem, co też jest możliwe. Jeśli przez „niuanse mogące być paliwem dla kolejnych opowiadań” masz na myśli niedopowiedzenia i aluzje do przeszłości, póki co owianej tajemnicą – to tak. Jak już wspominałam w którejś z odpowiedzi dla Grento – wątek z nieznajomym miał zasadniczo doprowadzić do spotkania bohaterek i posłużyć za przyczynek do krótkiej dyskusji o zaufaniu. Zresztą co, Luna miała tam tak po prostu stać i się z gościem kłócić czy jak? To już lepiej było wiać. Markowe? Chyba tylko, gdyby dostał je od jakiejś organizacji charytatywnej albo wygrzebał z jakiegoś śmietnika. Tak serio, to był bardzo luźno inspirowany Discordem, bo nie miałam serca go sprowadzić do roli podejrzanego menela. Nie jest to kwestia wyłącznie krytyki podejścia Celestii, ale na razie nie powiem nic więcej. Jak to nazywa Lyo (a ja od niego przejęłam) – zasada analogii. I nie tylko to, ale to już trzeba dokładniej przyjrzeć się tekstowi źródłowemu. Wplatania całych piosenek we fiki nie cierpię, jakby co. Jestem w stanie stolerować najwyżej pierwsze 2-4 wersy albo jakiś charakterystyczny fragment, po którym da się rozpoznać całość. I to tylko wtedy, gdy ma to fabularne uzasadnienie – przywołująca wspomnienia muzyka w radiu, kołysanka matki dla marudzącego dziecka i takie tam. Nie tylko o niej. Celestia twierdzi, że wie wszystko, bez żadnych zawężeń. Oczywiście przesadza. I pozdrawiam tych, którzy oglądali „Tarzana”. Przyznaję się bez bicia, że siostry są w centrum, bo z całej G4 najbardziej polubiłam Celestię – a przecież ona zwykle występuje w tandemie z Luną. Zwłaszcza w tym świecie, z racji wspólnego miejsca pracy i zamieszkania. Tak, parę nowych fików już się kroi. Muszę się tylko zdecydować, na którym się skupić w pierwszej kolejności. Minus bycia Luną – jak się siostrze zbierze na nadopiekuńczość albo rozczulenie, to nie ma na nią ludzkiej siły. I pozostaje tylko mieć nadzieję, że przejdzie jej w miarę szybko, bo inaczej obciach gwarantowany. Infantylna? Czyżbyś miał na myśli perspektywę Sweetie? Bo na ogół staram się dostosowywać słownictwo i styl prowadzenia narracji do wieku i charakteru postaci – i oczywiście danej sytuacji fabularnej. Nie wiem tylko, czy i jak mi to wychodzi. Odpowiedź na recenzję „Dobrego żartu…” napiszę, mam nadzieję, wkrótce. Tymczasem dziękuję za komentarz i pozdrawiam!
  14. Jak zapowiedziałam w wątku „Remontu”, przyszedł czas odpowiedzi na drugą recenzję z… ile to ich było? *sprawdza* Aha, cztery. Drugą z czterech. No to lecimy! Cóż za ironia losu, że ten fik przeczytałeś i/lub skomentowałeś później niż „Sekrety…”, które na dobrą sprawę są jego sequelem. Naiwnie? Ha. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Zwykle celuję w nastrój raczej pogodny, podszyty humorem i może odrobinką idealizmu – chyba że w grę wchodzą poważniejsze/cięższe tematy. Wyznaję zasadę, że z charakterami nie ma co kombinować jak koń pod górę (pun intended) i wymyślać od początku, bo w gruncie rzeczy otrzymamy zupełnie nowych bohaterów. A przecież nie zawsze o to chodzi. Wolę czasem jedne cechy przytłumić, inne lekko podkręcić, dodać coś od siebie, ale jednak staram się zachować te najbardziej charakterystyczne rysy osobowości, bez których dana postać po prostu nie byłaby już sobą. Nauczyciele i dyrektorzy szkół też ludzie! A co do postaci – największy ubaw miałam tu przy pisaniu roztrajkotanej Pinkie oraz Twi otaczającej Celestię kultem na całej linii. W tym świecie AJ i jej rodzeństwo są w jednej szkole (tylko oczywiście w różnych klasach), więc różnica wieku między Big Makiem a Apple Bloom (która nie wygląda na wiele młodszą od siostry) może wynosić góra 3-4 lata. Zależy, czy przyjąć nasz obecny system czteroklasowego liceum, czy jeden z wariantów systemu amerykańskiego, w którym to uczniowie z klas bodaj VII i VIII (tu mogę się mylić, bo opcji jest od groma) są w jednym budynku z licealistami. Tak czy siak, jest możliwe, żeby AJ kojarzyła rodziców głównie ze zdjęć. Ciekawostka: Celestia może i nie ma własnych dzieci, ale pewne doświadczenie w „matkowaniu” to i owszem – i da się to wywnioskować z samego tekstu. W końcu, skoro w momencie osierocenia Luna miała 14 lat… to niby kto dokończył jej wychowanie? No i jest jeszcze spostrzeżenie AJ, że „[Celestii] najwyraźniej do tej pory zdarzało się traktować Lunę jak dziecko”. Ależ oczywiście, że tempo jest wolne. To w pełni celowy zabieg. Przecież całość dzieje się dość wcześnie rano, kiedy cała reszta obozu jeszcze mocno śpi (tym bardziej, że impreza z poprzedniego wieczoru skończyła się raczej późno), zwierzęta dzienne dopiero się budzą, a kwiaty pomału zaczynają się otwierać po nocy. Główne bohaterki mają dostatecznie dużo czasu, by spokojnie sobie wszystko przygotować i przy okazji pogadać. Następna odpowiedź pojawi się w wątku „Sekretów…” (w końcu to sequel). A tymczasem jeszcze raz dziękuję za komentarz i pozdrawiam!
×
×
  • Create New...