Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Midday Shine

Brony
  • Content Count

    266
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

254 Wzorowa

About Midday Shine

  • Rank
    Droga księżniczko Celestio... kocham emotki ubarwiające tekst!
  • Birthday 03/25/1992

Informacje profilowe

  • Gender
    Klacz
  • Miasto
    Tarnów
  • Zainteresowania
    Co by tu napisać, żeby nie było nudno... :P

    Zacznijmy od tego, że od dzieciństwa kocham literaturę – od książek, przez komiksy, po fanfiki. W ostatnich latach trochę zaniedbałam książki na rzecz fanfików, ale fakt, że lubię czytać, pozostaje niezmienny. W mojej głowie często roi się też od pomysłów na fanfiki (a niekiedy i strzępków dialogów), choć nie wszystkie spisałam. Zresztą moja radosna twórczość i tak dopiero ZACZYNA obejmować uniwersum kucykowe (moim pierwszym fandomem jest "Scooby Doo"), więc jeszcze nie ma się czym chwalić.

    Dalej, nie wyobrażam sobie życia bez muzyki: czy to w słuchawkach, czy to płynącej z mojego gardła (zawodową wokalistką nie jestem, ale przynajmniej staram się nie fałszować).

    Czasem też coś tam sobie narysuję, ale raczej tego nie upubliczniam. Primo, na ogół są to niedokończone szkice; secundo, za dużo z tym zachodu, biorąc pod uwagę, że rysuję tylko na papierze.
  • Ulubiona postać
    Celestia i Twilight (w tej kolejności)

Recent Profile Visitors

1,883 profile views
  1. Księżniczko Celestio…? Jesteś tu? O, panna Midday! Dawno się nie widziałyśmy. Nic dziwnego. Musiałam przepytać połowę pałacowych gwardzistów, żeby Cię znaleźć, bo oczywiście nie są zbyt chętni do udzielania informacji, a Twilight ma teraz za dużo na głowie. Jak następnym razem zechcesz się przeprowadzić, to z łaski swojej zostaw mi nowy adres. Och. Przepraszam. Obawiam się, że byłam tak zaaferowana tymi wszystkimi przygotowaniami, że nawet mi to do głowy nie przyszło. No dobrze, nie gniewam się. Zresztą to nawet nie wypada… Nie pleć bzdur, moje dziecko. Księżniczka, była czy panująca, też kucyk. Nie uwierzyłabyś, ile wpadek zdarzyło mi się przez te wszystkie setki lat. Ale to temat na dłuższą opowieść, a ty chyba masz do mnie jakąś sprawę, czyż nie? Skąd wiedziałaś? Doświadczenie. A poza tym widzę to po twojej minie. Siadaj i mów, o co chodzi. Znów pytania? *klapie na jedną z poduszek na podłodze* Tak. Od Starlight Sparkle. Przyszły dwa miesiące z hakiem temu… Ale znowu: skąd wiedziałaś? *wzrusza skrzydłami* Z niczym innym do mnie nie przychodzisz. A teraz słucham. Na razie jest mi całkiem dobrze tutaj, w naszym nowonabytym dworku na Srebrnym Wybrzeżu. Teraz dopiero zrozumiałam, o co chodziło Lunie na naszej przedabdykacyjnej wycieczce. Czasem miło jest po prostu poleżeć w cieniu drzew i poczytać albo pospać do oporu, zamiast zrywać się na wschód słońca i zaraz po śniadaniu pędzić na nudne spotkania. Nie wykluczam kolejnej wyprawy po przygodę, gdy już dostatecznie wypocznę fizycznie i psychicznie. A potem… hm, chyba działalność charytatywna. Może wolontariat w sierocińcu czy coś takiego? Nie po to abdykowałyśmy na rzecz Twilight, żeby jej później odbierać władzę. Mogę jej służyć radą, ale powrotu na tron nie przewiduję. Nawet jeśli nie będzie miała swoich dzieci (a trzeba Ci wiedzieć, że Cadance jest pod tym względem wyjątkiem), to jej naturalną następczynią jest mała Flurry Heart. A poza tym, jak już kiedyś wspominałam, alikorny są niezwykle długowieczne, ale jednak śmiertelne… To jeszcze pytanie ode mnie, księżniczko. Czy planujesz nadal udzielać audiencji, jak za czasów Canterlotu? Audiencjami bym tego nie nazywała, ale w dalszym ciągu będę chętnie odpowiadać na Wasze pytania. A teraz, skoro to najwyraźniej wszystko, pozdrawiam Was serdecznie!
  2. Po odpowiedzeniu na recenzję „Śniadania” stwierdziłam, że nie ma co zwlekać, tylko trzeba pójść za ciosem i „załatwić” również sequel. Pozwoliłam sobie wybrać tylko najistotniejsze dla mnie kwestie. A teraz, bez dalszych wstępów – lecimy. Inb4 Mid składa nagrania z czytania na BC i dodaje to hasełko na wejście. No cóż, są różne rodzaje poczucia humoru. Chyba nie ma żartów, które rozbawią absolutnie każdego – chyba że o czymś nie wiem, co też jest możliwe. Jeśli przez „niuanse mogące być paliwem dla kolejnych opowiadań” masz na myśli niedopowiedzenia i aluzje do przeszłości, póki co owianej tajemnicą – to tak. Jak już wspominałam w którejś z odpowiedzi dla Grento – wątek z nieznajomym miał zasadniczo doprowadzić do spotkania bohaterek i posłużyć za przyczynek do krótkiej dyskusji o zaufaniu. Zresztą co, Luna miała tam tak po prostu stać i się z gościem kłócić czy jak? To już lepiej było wiać. Markowe? Chyba tylko, gdyby dostał je od jakiejś organizacji charytatywnej albo wygrzebał z jakiegoś śmietnika. Tak serio, to był bardzo luźno inspirowany Discordem, bo nie miałam serca go sprowadzić do roli podejrzanego menela. Nie jest to kwestia wyłącznie krytyki podejścia Celestii, ale na razie nie powiem nic więcej. Jak to nazywa Lyo (a ja od niego przejęłam) – zasada analogii. I nie tylko to, ale to już trzeba dokładniej przyjrzeć się tekstowi źródłowemu. Wplatania całych piosenek we fiki nie cierpię, jakby co. Jestem w stanie stolerować najwyżej pierwsze 2-4 wersy albo jakiś charakterystyczny fragment, po którym da się rozpoznać całość. I to tylko wtedy, gdy ma to fabularne uzasadnienie – przywołująca wspomnienia muzyka w radiu, kołysanka matki dla marudzącego dziecka i takie tam. Nie tylko o niej. Celestia twierdzi, że wie wszystko, bez żadnych zawężeń. Oczywiście przesadza. I pozdrawiam tych, którzy oglądali „Tarzana”. Przyznaję się bez bicia, że siostry są w centrum, bo z całej G4 najbardziej polubiłam Celestię – a przecież ona zwykle występuje w tandemie z Luną. Zwłaszcza w tym świecie, z racji wspólnego miejsca pracy i zamieszkania. Tak, parę nowych fików już się kroi. Muszę się tylko zdecydować, na którym się skupić w pierwszej kolejności. Minus bycia Luną – jak się siostrze zbierze na nadopiekuńczość albo rozczulenie, to nie ma na nią ludzkiej siły. I pozostaje tylko mieć nadzieję, że przejdzie jej w miarę szybko, bo inaczej obciach gwarantowany. Infantylna? Czyżbyś miał na myśli perspektywę Sweetie? Bo na ogół staram się dostosowywać słownictwo i styl prowadzenia narracji do wieku i charakteru postaci – i oczywiście danej sytuacji fabularnej. Nie wiem tylko, czy i jak mi to wychodzi. Odpowiedź na recenzję „Dobrego żartu…” napiszę, mam nadzieję, wkrótce. Tymczasem dziękuję za komentarz i pozdrawiam!
  3. Jak zapowiedziałam w wątku „Remontu”, przyszedł czas odpowiedzi na drugą recenzję z… ile to ich było? *sprawdza* Aha, cztery. Drugą z czterech. No to lecimy! Cóż za ironia losu, że ten fik przeczytałeś i/lub skomentowałeś później niż „Sekrety…”, które na dobrą sprawę są jego sequelem. Naiwnie? Ha. Nigdy nie myślałam o tym w ten sposób. Zwykle celuję w nastrój raczej pogodny, podszyty humorem i może odrobinką idealizmu – chyba że w grę wchodzą poważniejsze/cięższe tematy. Wyznaję zasadę, że z charakterami nie ma co kombinować jak koń pod górę (pun intended) i wymyślać od początku, bo w gruncie rzeczy otrzymamy zupełnie nowych bohaterów. A przecież nie zawsze o to chodzi. Wolę czasem jedne cechy przytłumić, inne lekko podkręcić, dodać coś od siebie, ale jednak staram się zachować te najbardziej charakterystyczne rysy osobowości, bez których dana postać po prostu nie byłaby już sobą. Nauczyciele i dyrektorzy szkół też ludzie! A co do postaci – największy ubaw miałam tu przy pisaniu roztrajkotanej Pinkie oraz Twi otaczającej Celestię kultem na całej linii. W tym świecie AJ i jej rodzeństwo są w jednej szkole (tylko oczywiście w różnych klasach), więc różnica wieku między Big Makiem a Apple Bloom (która nie wygląda na wiele młodszą od siostry) może wynosić góra 3-4 lata. Zależy, czy przyjąć nasz obecny system czteroklasowego liceum, czy jeden z wariantów systemu amerykańskiego, w którym to uczniowie z klas bodaj VII i VIII (tu mogę się mylić, bo opcji jest od groma) są w jednym budynku z licealistami. Tak czy siak, jest możliwe, żeby AJ kojarzyła rodziców głównie ze zdjęć. Ciekawostka: Celestia może i nie ma własnych dzieci, ale pewne doświadczenie w „matkowaniu” to i owszem – i da się to wywnioskować z samego tekstu. W końcu, skoro w momencie osierocenia Luna miała 14 lat… to niby kto dokończył jej wychowanie? No i jest jeszcze spostrzeżenie AJ, że „[Celestii] najwyraźniej do tej pory zdarzało się traktować Lunę jak dziecko”. Ależ oczywiście, że tempo jest wolne. To w pełni celowy zabieg. Przecież całość dzieje się dość wcześnie rano, kiedy cała reszta obozu jeszcze mocno śpi (tym bardziej, że impreza z poprzedniego wieczoru skończyła się raczej późno), zwierzęta dzienne dopiero się budzą, a kwiaty pomału zaczynają się otwierać po nocy. Główne bohaterki mają dostatecznie dużo czasu, by spokojnie sobie wszystko przygotować i przy okazji pogadać. Następna odpowiedź pojawi się w wątku „Sekretów…” (w końcu to sequel). A tymczasem jeszcze raz dziękuję za komentarz i pozdrawiam!
  4. Midday Shine

    Na wstępie przepraszam za opóźniony zapłon. Tak to jest, jak się za coś nie wezmę od razu. Przy okazji – na pozostałe recenzje odpowiem w jeszcze późniejszych terminach, bo wstawianie kilku naraz jest, obawiam się, ponad moje siły. A tymczasem jedziemy z tym koksem. Nie wykluczam. Osobiście miałam do czynienia głównie z dość niewielkimi remontami. Ze dwa nawet sama przeprowadziłam. Siłą rzeczy oznaczało to brak jakichś wielkich komplikacji. Nie licząc niedawnej wizyty młodego zdolnego elektryka w mieszkaniu babci w celu zamontowania nowej lampy. Chłopak przez dobrą godzinę męczył się z przeszło 40-letnią instalacją. Cóż, w zasadzie to po drodze była jeszcze mowa o wiaderku z farbą, zawieszonym na nadgarstku Sweetie. Podejrzewam, że kucykowa nie za bardzo byłaby w stanie to zrobić – ale możliwe, że ta wzmianka po prostu jest na tyle drobna, że łatwo ją przegapić. Heh, w sumie coś w tym jest. Nie wiem tylko, czy i kiedy byłabym w stanie to zrealizować, bo mam już parę zaczętych projektów. Przyznaję się bez bicia – w mniej oczywistych przypadkach zdarza mi się robić interpunkcję na czuja, wg rytmu, w jakim zdanie zostałoby wypowiedziane. Staram się jednak zmienić ten nawyk i częściej konsultować swoje domysły choćby z Poradnią językową PWN. Zadziwiające, jak często okazuje się, że nie tylko mnie trapi/interesuje dane zagadnienie. Koniec końców dzięki za komentarz. Odpowiedzi na kolejne, jak wspomniałam, będą się pojawiały stopniowo. A na razie pozdrawiam!
  5. Midday Shine

    Pomijam kwestię łez i hipotetycznego nawrócenia, bo mam spore zaległości w sezonie 9. Czytaj: widziałam tylko pierwsze dwa odcinki. Chciałabym się jednak wypowiedzieć w kwestii Flurry. Wytłumaczenie, moim zdaniem, jest bardzo proste. Sombra w pierwszej kolejności poszedł do pokoju/komnaty małej, bo wiedział / domyślał się, że rodzice zrobią dla niej wszystko, łącznie z poddaniem się. Z tego samego powodu jej nie zabił. Martwym dzieckiem najwyżej rozpaliłby gniew Cadance i Shininga, a tak po prostu ich zaszantażował.
  6. *puk-puk* Em... księżniczko? A! Panna Midday! Już myślałam, że całkiem o mnie zapomniałaś; tak długo cię tu nie było... No... miałam trochę innych zajęć. W każdym razie: @misterspauls przysłał kolejne pytania. Dwa tygodnie temu... To nie ma co dłużej zwlekać. O cóż to nasz stały korespondent pyta tym razem? Możesz, jeśli się zapowiesz co najmniej parę dni wcześniej. Bo gość nie w porę gorszy od Tatarzyna… Od kogo? Najogólniej mówiąc, od najeźdźcy. Dokładniej wytłumaczę ci później. No dobrze… tak czy siak, cóżeś się tak uparł na ludzi w Equestrii i kucyki w świecie ludzi, mój drogi? Lubię, ale w małych ilościach. Dobrze napisałeś. Grogar to dawny samozwańczy władca terenów obecnej Equestrii - o ile kogoś, kto tworzy potwory siejące spustoszenie, można nazywać władcą. Co dalej? To już wszystko, księżniczko. No i po co było czekać te dwa tygodnie? Noooooooo... hehe... Dobrze, porozmawiamy na osobności. A Ciebie, mój drogi, pozdrawiam!
  7. Przy okazji Warsztatów Literackich Klubu Konesera z maja 2018 (w których nie brałam udziału) mój znajomy, Night Sky, rzucił mi wyzwanie, bym również stworzyła fika o Rarity i Rainbow poszukujących Opal. Opowieść powstała w ciągu miesiąca i przeszło rok przeleżała w wirtualnej szufladzie, aż wreszcie dziś stwierdziłam, że co mi tam – w sumie mogę ją wygrzebać i opublikować. Szukając zaginionej Opal, Rainbow Dash strzela żarcikami na prawo i lewo – ku nieszczególnemu zadowoleniu Rarity. Tej jednak w końcu nadarza się okazja, by odpłacić przyjaciółce pięknym za nadobne... Dobry żart... funta kłaków wart? Tekst i korekta własne.
  8. Gratulacje dla mnie, ogarniać się z odpowiedzią tak długo, że po drodze forume zdechło… Na szczęście teraz mogę naprawić swój błąd. Nie będę kryć ani kłamać – przykro mi, że Ci fik nie podszedł, ale nie jestem o to zła ani obrażona. Zdaję sobie sprawę, że pisanie to jedna wielka loteria. Coś się uda bardziej, coś mniej; jeden tekst w ogóle będzie lepszy, inny gorszy… a w dodatku dwie różne osoby potrafią mieć na temat jednej opowieści niekiedy skrajnie odmienne opinie. Coś takiego zresztą zdarzyło się między Tobą a Grento – jemu bardziej przypadł do gustu ten fik, a Tobie "Sekrety…". Ot, ciekawostka. Zwłaszcza że jedno i drugie ma tag EqG, więc to raczej nie w nim sęk. A! Nie, zaraz, coś Ci się jednak spodobało! Konkretnie wgląd w przeszłość, o ile dobrze rozumiem? Jeśli tak, to się cieszę, bo niniejszy fik jest w tym samym kontinuum czasowym, co "Sekrety i niespodzianki". Jest nadzieja! Jeśli chodzi o technikalia typu wejście Pinkie – do pewnego stopnia można to wytłumaczyć tym, że tak naprawdę to był mój prawie pierwszy fik w uniwersum MLP ("najpierwszy" jest stricte kucowy i leży w wirtualnej szufladzie, tj. na twardym dysku), a zupełnie pierwszy w poduniwersum EG. Początki przeważnie są trudne i niekoniecznie całkowicie udane. W zasadzie to nie była Matylda, tylko Maryla. Ale prawdę mówiąc, nie celowałam w podobieństwo do niej, tylko do tych wszystkich stereotypowych obrazków i reklam retro. O, coś w tym stylu: Mimo że opowiadanie nie za bardzo Ci się podobało, dziękuję serdecznie za komentarz. Zawsze to wskazówki, na co w przyszłości zwrócić większą uwagę. Pozdrawiam!
  9. Skłonności do zwlekania z odpisywaniem się na mnie srogo zemściły. Tyle czekałam na sposobną chwilę do obmyślenia odpowiedzi na Twój komentarz, że w międzyczasie forume zdążyło po raz kolejny umrzeć… a ja, genialna, nie zrobiłam sobie wcześniej kopii tekstu. No ale dobra, skoro już wszystko wróciło do normy, to swoim zwyczajem odniosę się do najważniejszych (przynajmniej dla mnie) kwestii. Pewnie by mógł, tylko że tak naprawdę miał posłużyć jako sposób doprowadzenia do spotkania głównych bohaterek – oraz jako przyczynek do krótkiej dyskusji o zaufaniu do ludzi. Sekrety zamierzam stopniowo ujawniać – obecnie pracuję nad jednym z kilku zaplanowanych sequeli, w który zamierzam wpleść kolejne poszlaki. Inna sprawa, że termin jego publikacji to póki co "bliżej nieokreślona przyszłość"… W każdym razie nie wykluczam, że motyw lunarno-miłosny jeszcze powróci. I powtórzę raz jeszcze: Luna ma swoje powody, żeby trzymać faceta na dystans – i nie tylko jego, prawdę mówiąc. Spokojnie, z Rarcią i "skarbowaniem (skarbieniem?)" jest dokładnie tak, jak z Twi i wielbieniem Celestii – dojrzeje dziewczyna i jej przejdzie. No, może nie całkowicie, boby przestała być sobą, ale myślę, że jednak będzie o wiele lepiej panować nad swoimi odruchami. Oj, żebyś się nie zdziwił, jak dziecinni potrafią być nastolatkowie. Dziwnym trafem, zwłaszcza płci męskiej. Dorastałam z bratem i kuzynem, więc co nieco o tym wiem. O ile wiem, bycie muzykiem nie wyklucza skłonności do chlania… No dobra, jechanie alkoholem w ciągu dnia jest domeną Panów Żuli, ale obawiam się, że w swojej naiwności Sweetie nie wzięła tego szczegółu pod uwagę. xD Tak, breloczek i Zielonooki Ktoś zdecydowanie zaliczają się do tytułowych sekretów. Jak już kiedyś, kiedyś wspominałam, pierwotnie to w ogóle miała być komedyjka, kręcąca się wokół dysonansu poznawczego Sweetie, a kończąca się mniej więcej w momencie oddania jej siostrze. Dopiero potem doszły motywy chłopca, ochroniarza, urodzin itd. Tak że ten… miejsca na wielkie napięcie nie przewidywałam. Jak już, to jakieś pomniejsze momenty. ^_^' I wkłada ręcznik na głowę, jak ta Rarity. Zwłaszcza po wyjściu z kąpieli. No, to już wszystko. Również Cię pozdrawiam!
  10. *tętent kopyt* Księżniczko! *dyszenie* Księżniczko Celestio! *Księżniczka zatrzymuje się i odwraca.* O! Panna Midday! Dawno cię tu nie widziałam, moje dziecko. W zasadzie... przez ostatnie parę tygodni w ogóle nikogo nie widziałam w pałacu ani w okolicach. Cóż to się stało? Mieliśmy... pewne problemy techniczne. Ale teraz już wszystko w porządku. Na tyle w porządku, że mam dla Ciebie świeżutką porcję pytań. Przysłał je @misterspauls. No dobrze, to zaczynajmy! Pewnie, że możesz. I dziękuję Ci bardzo za kwiaty i czekoladki. Będę miała czym poczęstować rodzinę i najbliższych współpracowników. Nie, nie byłam. Świat, który odwiedziła Twilight, już ma swoją Celestię. Wyobrażasz sobie, jakie zamieszanie by powstało, gdyby ktoś zobaczył nas obie równocześnie? Założę się, że Dicord byłby wtedy dumny z was obu. Albo miałby niezły ubaw. Albo jedno i drugie. Proszę Cię, nie podsuwaj mu pomysłów. Wiem, że się nawrócił, ale wolałabym, żeby ograniczył używanie swoich mocy tylko do naszego świata... No dobrze, dobrze... ale wiesz co? Mogłybyście po prostu powiedzieć, że jesteście bliźniaczkami. To w zasadzie byłaby prawda. Która jednak nie tłumaczyłaby, dlaczego nosimy to samo imię. Dziękuję bardzo, chyba mimo wszystko zostanę w Equestrii. Daybreaker jako istota pojawiła się tylko w koszmarze Starlight Glimmer. Nie można mówić o panowaniu nad nią w takim sensie, w jakim Luna musiała zapanować chociażby nad Tantabusem (nawiasem mówiąc, zrobiłam jej później dość długi wykład na temat komunikacji w rodzinie). Nie będę jednak ukrywać, że zajmowanie najwyższego stanowiska w państwie jest źródłem wielu pokus. Łatwo jest wpaść w pychę czy despotyzm i nie dostrzegać problemów podwładnych. Na całe szczęście Luna zawsze mówiła mi prawdę prosto w oczy. No, przynajmniej dopóki nie nadeszły czasy Nightmare Moon. Gwoli wyjaśnienia: wizja, o której opowiedziała nam Twilight, ukazała wyłącznie punkt kulminacyjny, ale kryzys trwał już od jakiegoś czasu. Jedną z przyczyn była kiepska komunikacja między nami... A to takie istnieją? Nie patrz na mnie, księżniczko, ja nie wiem. W takim razie proszę Cię o wyjaśnienie, skąd Ci ten pomysł przyszedł do głowy, mój drogi. A tymczasem pozdrawiam. Obie pozdrawiamy i zapraszamy do zadawania kolejnych pytań. Do następnego razu!
  11. Część trzecia, oby ostatnia. No właśnie o ten paradoks chodzi. W zasadzie to w tej historii mamy starcie dwóch skrajności: łatwowiernej do bólu Sweetie oraz niemal w równym stopniu nieufnej Luny. I znowu – to ma swoje uzasadnienie, które na razie jest jeszcze sekretem. Biorąc pod uwagę modę na rzeczy (głównie spodnie) z nieraz ogromnymi dziurami i/lub przetarciami, to stylizacja na żula wcale nie wydaje mi się taka nieprawdopodobna. To niech się tej odpowiedzialności uczy! Zresztą w najgorszym razie na miejscu było też dwoje o wiele bardziej odpowiedzialnych dorosłych. "Bystre" nie jest równoznaczne z "obdarzone życiową mądrością". Może by i mogła, ale czy chce… A to ironia czy nie? Nie, to taki ukłon w stronę Kicilestii z "Kotastrofy Twilight". Podczas okresu to się zdycha, mój drogi. Celestia jest z typu sentymentalno-romantycznego. Takie (nieomal?), z przeproszeniem, pornole są nie w jej stylu. Czy ja wiem… to raczej Luna prowadziła siostrę na tyle powoli, żeby dać Sweetie i reszcie dość czasu na zupełnie ostatnie przygotowania. xD Temat palenia nie jest zabawny. To wielka kumulacja trucizn, prowadząca często do raka płuc i innych nieprzyjemności. Jako osoba, która miała palącą mamę (rzuciła) i palącego dziadka (zmarł, choć nie z powodu papierosów), jestem na to wyczulona. I zdecydowanie takie zachowanie potępiam. Tak. To było w pełni celowe. :> Jakże bym mogła przepuścić okazję do tak cudnej gry słów? Jeszcze raz dzięki za komentarz!
  12. Kontynuacja z posta powyżej: …co nie do końca podoba się Lunie, ale Celestia ma tego dnia taryfę ulgową. Pomyślmy… brak sporej części lekcji plus darmowy tort… ta, nie wiem, jak Ty, ale ja byłabym szczęśliwa. Za późno. Ulotnili się. Teraz można jedynie zminimalizować stratę czasu sprzątaczek. I tak dobrze, że chociaż główna siódemka i Big Mac mieli na tyle RiGCzu, żeby pomóc to ogarnąć. Jak na ironię… żadnej teorii nie wysnułeś, przynajmniej w komentarzu. Jeśli masz jakieś, to chętnie je poznam – tutaj albo na privie (może być Discordowy). Bo to nie miał być dramat z wielkim rozmachem i akcjami godnymi amerykańskich scen pościgów samochodowych. To jest lekka obyczajówka z elementami humoru oraz pewnej zadumy. …i drobne nawiązanie do "Roju stulecia". I jeszcze jeden podział...
  13. I kolejny komentarz, za który dziękuję i na który mogę spokojnie odpowiedzieć dzięki weekendowi. Na szczęście tym razem nie dostałam tak wielkiego raka jak poprzednio, ale i tak pozwolę sobie odnieść się tylko do najważniejszych kwestii. Nie no, nie przesadzajmy. Najwyżej przypali sok albo upłynni grzanki. A co do tego typa… po prawdzie jego właściwe zamiary miały być niedookreślone, ale istotnie, myślałam między innymi o pedofilu. Pierwsza zasada ratowania naiwnych uczennic przed podejrzanymi menelami: nie wdawać się w dyskusje. Druga: wziąć delikwentkę za przysłowiowe fraki i wiać. Za Sweetie, rzecz jasna, czuje się odpowiedzialna, bo ta jest jej uczennicą. Co do tego chłopca – tu chodzi o wyczulenie na dzieci. Zresztą było to zasygnalizowane prawie na samym początku. Cytując tekst źródłowy: Mijało ją [tj. Lunę] wielu ludzi, lecz jej uwagę najbardziej przyciągały dzieci. Nawet nie próbowała powstrzymywać uśmiechu na ich widok. Pod tym względem bardzo przypominała swoją siostrę… choć może nie wyrażała swoich zachwytów równie otwarcie jak Celestia. Tępa? Nieee… po prostu z początku (mega)naiwna, a teraz ciutkę zazdrosna o uwagę niedawno odkrytej "miłej cioci Luny"… nawet jeśli nie zdaje sobie z tego sprawy. xD To nie słyszałeś, że kto się czubi, ten się lubi (względnie odwrotnie)? Zresztą tak naprawdę wystarczy chwila, żeby ktoś komuś wpadł w oko (disclaimer: nie mówię tu o pełnoprawnym zauroczeniu, a tym bardziej o miłości). Facet miał po prostu pecha, że Luna nie dała tej znajomości szansy – mimo że (przynajmniej zdaniem Sweetie) on również wpadł jej w oko… ale po prawdzie, to Luna ma swoje powody, żeby się tak zachowywać. Tyle że to jeden z tytułowych sekretów. Przynajmniej do czasu. Em… gdzie Ty widzisz spoufalanie się ze strony Luny? Przecież ona się czuła niekomfortowo, kiedy Sweetie po raz pierwszy się do niej "przykleiła". Za drugim… no, kontekst był trochę inny. Słyszałeś o przytulaniu kogoś na pocieszenie i/lub przeprosiny? To było dokładnie to. Pragnę tylko zauważyć, że Rarcia prawie natychmiast się zreflektowała. Tak, Celestia w trybie Nadopiekuńczej Starszej Siostry w zestawieniu z Luną w trybie Wkurzonej Młodszej Siostry ma spory potencjał komediowy. Lubię od czasu do czasu sięgnąć po ten motyw. Ciąg dalszy w poście poniżej, bo wywala błąd.
  14. Okej, ponieważ wreszcie nadszedł weekend, mogę spokojnie usiąść i odpisać na Twój komentarz – za który swoją drogą bardzo Ci dziękuję. Pozwolę też sobie odnieść się do przynajmniej niektórych kwestii. Tak, przyznaję się, preferuję klimaty spokojne, zabarwione lekkim humorem i/lub kapką uroczości. Fanfiki z zadęciem nie są dla mnie. Ostatnio próbowałam napisać scenę walki. Wyszło… najwyżej średnio. Może kiedyś, jak trochę poćwiczę na boku, zacznie mi iść lepiej. A póki co w moich publikacjach takowych nie znajdziecie. Też nie wychowałam się na wsi, choć mam tam dalszą rodzinę, ale biorąc pod uwagę, że trzeba nakarmić zwierzaki, choćby odrobinę sprzątnąć im wybiegi/zagrody – i w sumie nie wiem, co jeszcze – a do tego wszystkiego zdążyć się wyszykować do szkoły… ta, wczesne wstawanie na pewno ułatwia im życie. (Ale tak szczerze, to ja też jestem śpiochem). Popsucie klimatu to tam pal sześć. Przede wszystkim mam zbyt duży szacunek do postaci Celestii, żeby powielać tak szkalujące memy. Byłoby to bowiem tak, jakbym obrażała swoją absolutnie ulubioną nauczycielkę, którą Celestia mi przypomina z charakteru. Nie do końca wiem czemu, ale to o queście mnie rozbawiło. Ta, co do tych emocji… znam je z pierwszej ręki. Co prawda nie straciłam rodziców, w przeciwieństwie do głównych bohaterek – ale zdarza się, że dopadają mnie wspomnienia o zmarłym Dziadziu, którego byłam ulubienicą (jedyna dziewczyna z trojga wnucząt). Jasny gwint, nawet w chwili pisania tych słów popłynęło parę melancholijnych łez. Paradoksalnie, choć tematu rozważań bynajmniej nie można uznać za wesoły czy przyjemny… jest mi nawet miło, że pośrednio skłoniłam kogoś do refleksji. Och, miło mi, że tak wysoko je oceniasz. Nie będę kłamać – staram się pisać z uwzględnieniem młodszego i/lub wrażliwszego czytelnika. Po części może dlatego, że sama zaliczam się do tej drugiej grupy. Nie w wersji ekstremalnej, ale jednak. Ta… poważniejsze i/lub drażliwsze tematy mają to do siebie, że nie wypada z nich żartować. Zresztą, jak już wspominałam, akurat ten poważny temat (śmierć bliskiej osoby) przerobiłam na własnej skórze. Tak, zdecydowanie mogą. Dlatego dobrze jest mieć się przed kim wygadać. #truizmy I nie zapominaj o Twilight, otaczającej Celestię kultem na całej linii oraz brutalnie naruszającej prywatną przestrzeń AJ. Co do spostrzeżeń… po prawdzie są dość rakowe, przynajmniej dla mnie. Skomentuję zatem tylko dwa, a na pozostałe spuszczę zasłonę milczenia. Spokojnie, nie wyjdzie. Za bardzo szanuję obie postacie. W dodatku ich kucykowe bliźniaczki już mają bardzo bliską relację… z rodzaju matka-córka (co z tego, że nie biologiczna), więc shipowanie ich niebezpiecznie zbliża się do kazirodztwa. A że działa tu zasada analogii, to dla wersji ludzkich również jest to absolutnie wykluczone. Zresztą pani dyrektor jest w wieku, w którym spokojnie mogłaby być matką swoich uczniów, z dowolnego rocznika (jakkolwiek dziwnie to nie brzmi). W skrócie – za kogo Ty mnie masz, no naprawdę… Początkowo chciałam to obszerniej skomentować, ale rakłam tak, że mogę powiedzieć tylko jedno – nie. Po prostu… nie. Mimo wszystko dzięki za komentarz; a przynajmniej za te nierakowe części.
  15. This post cannot be displayed because it is in a password protected forum. Enter Password
×
×
  • Create New...