Wujek Tadek

Brony
  • Content count

    130
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

15 Neutral

1 Follower

About Wujek Tadek

  • Rank
    exevo gran mas vis
  • Birthday 06/21/1998

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  1. Jak widać historia lubi się powtarzać. Dzisiaj pierwszy raz ktoś po prostu na mnie napadł. Nie wiem jak mogę wyrazić to co czułem w tym momencie, ale spróbuję jakoś opisać sytuację. Prawo jazdy mam od dwóch miesięcy. Jechałem spokojnie z kolegą pasażerem na stare lotnisko koło naszego miasta. Byliśmy tam już wiele razy i w większości mamy dobre wspomnienia z zabawy w tym miejscu. Tym razem przed wyjazdem czułem jakąś lekką niepewność, jakby coś mi podpowiadało, żebym po prostu odstawił samochód i powrócił do bezpiecznego trybu no-life. Niestety zignorowałem to uczucie i mimo wszystko ruszyłem tam. Wszystko przebiegało spokojnie aż przejechaliśmy przez bramę. Zauważyliśmy w oddali dwa samochody "driftujące" dość nieumiejętnie (gwiazdą driftu było oczywiście BMW E36) i granatowego Golfa IV na niemieckich tablicach, który ma się rozumieć został fabrycznie wyposażony w silnik 1.9 TDI. Spokojnie ich ominęliśmy jadąc dalej koło opon stojących tam jako przeszkody. Wtedy zaczęli za nami jechać. Golf IV wyprzedzał mnie mimo drogi zastawionej przez ww. opony. Wiedziałem, że jeśli nie zwolnię, uderzy w nie i może to się źle skończyć, więc zacząłem dość mocno hamować. Udało mu się wjechać przede mnie, ale uderzył w jedną z opon, co prawie skończyło się dachowaniem. W tym momencie zauważyłem w lusterku wstecznym BMW. Wydało się nam to trochę podejrzane, ale zbagatelizowaliśmy zagrożenie i zjechaliśmy na lewo koło hangaru w celu zawrócenia. BMW zjechało razem z nami trzymając się blisko zderzaka. Kiedy chciałem wrócić na pas, Golf zajechał mi drogę. Dopiero w tym momencie zrozumiałem, że nie jest dobrze. Zanim zdążyłem wbić wsteczny, w tylny zderzak uderzyło BMW. Mój silnik zgasł, a niedziałający wewnętrzny zatrzask zamka spowodował, że zanim zdążyłem odpalić ponownie silnik, koleś z Golfa otworzył moje drzwi. Nie było czasu na wyciągnięcie gazu z kieszeni czy też próby ucieczki. Ich wszystkich było około pięciu na nas dwóch. Typ zaczął mnie szarpać, bić, przed wyrwaniem z samochodu uratowały mnie pasy. Zaczął nam grozić, żądał 200 zł na naprawę grilla w BMW (który prawdopodobnie był rozwalony już wcześniej), zerwał mi zegarek z ręki, nawet nie próbowałem podnosić i nie wiem czy później go wziął. Wysiadłem z samochodu po wielu "prośbach" i po tym jak reszta lekko go uspokoiła. Koleś był jak po amfetaminie, strasznie agresywny, w oczach widać patolę z najgłębszych czeluści piekieł. Obejrzałem tego grilla i mój tył, który był nienaruszony. Przez ten cały czas dzięki ładowaniu przez całe życie wielu punktów w charyzmę i perswazję udało mi się go lekko uspokoić (kolesie z BMW sami próbowali do niego przemówić, bo sytuacja zaszła naprawdę daleko, chciał nawet wyciągnąć kij od baseballa) i przekonać, że nie mam przy sobie żadnych pieniędzy ani dokumentów, które chciał zabrać. Trzasnął z nerwów moimi drzwiami, "zagwarantowałem", że zaraz przyjadę na to miejsce i dam mu pieniądze. Nie zabrakło oczywiście dodatkowych gróźb. Czując trochę większą pewność w rozmowie poprosiłem go nawet o przestawienie samochodu i o dziwo się zgodził. Odjechaliśmy stamtąd jak najszybciej i prosto na komisariat, gdzie wszystko opowiedzieliśmy. Jak się później okazało, BMW było pożyczone od pewnej osoby z naszego miasta, z którą już rozmawialiśmy. Wyszło na to, że wiedzą gdzie mieszkam, bo odwiedzili moją mamę, próbując na spokojnie przekonać do zapłaty (byli to ci z BMW, bez ćpuna). Mama oczywiście odmówiła i powiedziała, że mogą jechać na policję lub do sądu. A żeby było ciekawiej, po zdarzeniu gdy samochodem kierował już ojciec, padło sprzęgło. Jest jakiś wyciek i nie odskakuje, musieliśmy dopchnąć auto na parking, skąd zostało odholowane (Nubira 2.0 CDX). Jedyny plus, to że dobrze zniosło zderzenie z BMW (nie ma żadnych śladów). Jak widać wystarczy tylko jeden człowiek, aby zepsuć dobre wspomnienia z tak fajnym miejscem. Na pewno więcej się tam nie pokażę, przynajmniej przez kilka miesięcy. Mam też z tego nauczkę - następnym razem nie mogę się poddać i muszę za wszelką cenę próbować uciec, choćby to oznaczało taranowanie Golfów (do tego Nubira się nadaje).
  2. Nie chcę zaczynać jakiejś wojny religijnej, ale z tego co wiem, Sąd Ostateczny należy do Jahwe, a nie do ludzi.
  3. Nie wiem co mnie wzięło, aby się wyżalać i dlaczego zawsze w takich sytuacjach kończę na tym forum, ale mniejsza z tym. Strasznie denerwuje mnie brak szacunku do przedmiotów. Przedmiotów, na które ktoś zapracował i za nie zapłacił, a inna osoba włożyła wysiłek w ich wykonanie. Przykładów jest pełno - od potłuczonych ekranów telefonów nastolatków zakupionych przez ich rodziców, obchodzenia się z cudzymi książkami, używania komputera, aż do jazdy samochodem rodziców. Z każdym z wymienionych przeze mnie przedmiotów obchodzę się delikatnie, starając się nic nie uszkodzić i zapewnić mu jak najdłuższy żywot. Telefony trzymam w pokrowcu, nie ma na nich najmniejszej ryski, kiedy pożyczam od kogoś książkę uważam, aby nie zagiąć jakiegoś rogu lub jej nie pobrudzić, gdy jeżdżę samochodem staram się omijać przeszkody i zwalniam przed wybojami na drodze. Nie rozumiem jak można mieć to wszystko gdzieś, już pomijając nawet te telefony - raz nauczyciel pożyczył ode mnie podręcznik, a po pięciu sekundach przez jego nieuwagę połowa jednej ze stron się zagięła. Podczas gdy moi znajomi jeżdżą samochodem, część z nich ignoruje całkowicie błagające o litość zawieszenie, bo w końcu samochód rodziców. Najgorzej jest z komputerem, gdy ktoś z mojej rodziny zostawia włączoną grę obciążającą go w 100% i wychodzi nie wiadomo gdzie na kilka godzin. Dzisiaj trochę puściły mi przez to nerwy. Na wstępie powiem, że rzadko dostaję jakieś fajne ubrania trafiające w mój gust (po prostu wystarcza mi kilka prostych ciuchów i nie czuję potrzeby posiadania całej szafy), ale dzisiaj mama kupiła mi koszulkę, która bardzo mi się spodobała. Zaplanowali, że gdybym jej nie chciał, dostałaby ją siostra. Nie ukrywałem swojego zadowolenia z tego prezentu i tego, że mi się podoba. Siostra mimo wszystko chciała ją przymierzyć, więc została mi wyrwana z rąk. Rzuciła ją na pełną psiej sierści kanapę, po zwróceniu przeze mnie uwagi, wzięła między kolana ocierając po podłodze. Chciałem ją ratować, ale ona szybko ją złapała i zaczęła ciągnąć, poczułem lekkie naderwanie. Niby taka drobna rzecz, ale bardzo mnie zdenerwowała, a pogorszył to brak zrozumienia ze strony ojca, który znowu zaczął mi wypominać moje podnoszenie głosu, choć zrobiłem to tylko lekko. Przytłoczony przez trzy osoby niepotrafiące mnie zrozumieć, przystąpiłem do szybkiej ewakuacji w najbliższe ciche miejsce - piwnicę. Moje pytanie do Was brzmi - przesadzam, czy może to inni powinni po prostu zacząć podchodzić do przedmiotów z większym szacunkiem?
  4. Ten temat spadł mi z nieba. Od jakiegoś czasu czułem, że muszę napisać jaki wpływ na moje życie miało wciągnięcie się w ten serial. Bez zbędnego przeciągania - zacząłem to oglądać, kiedy byłem w pierwszej klasie gimnazjum, czyli jakieś 5 lat temu, w czasach "świetności" kucyków. Po dość ciężkich przeżyciach w podstawówce dostałem drugą szansę, bo postanowiono pomieszać klasy. Na show wpadłem przypadkiem, na stronie gamebanana wśród zdjęć profilowych użytkowników było dość dużo kucyków, więc zainteresowałem się tym, podchodząc do nich trochę sceptycznie. Nawet nie zauważyłem gdy skończyłem już cały pierwszy sezon, założyłem tutaj konto i uznałem siebie jako część fandomu. W trochę przygnębiającej (przynajmniej przez pierwszy rok) atmosferze gimnazjum, ten dopływ pozytywnej energii bardzo mi pomógł. Kiedy teraz myślę o tym, to gdyby nie kucyki, nie wciągnąłbym się w anime, porządne gry (mam na myśli między innymi Final Fantasy, w które zacząłem grać dzięki temu serialowi), dobrą muzykę, pewnie nie przestałbym też ściągać pirackich gier i nie znałbym tak dobrze angielskiego. Ten show otworzył mi bramę prawdziwego Internetu, dzięki czemu odkryłem tak wiele wspaniałych rzeczy. Utwierdził mnie również w moich przekonaniach światopoglądowych, pokazując że nie muszę być taki jak większość i nie mam obowiązku interesować się zdaniem innych, dopóki sam mogę obronić swoje postawy i to, co po prostu lubię. Odpowiadając jednak na pytanie zadane w temacie - tak, kucyki nudzą się prawie każdemu po jakimś czasie, w tym i mi. Ale to, co po sobie zostawiają, nie znika już nigdy. Każdy głęboko wewnątrz na zawsze pozostaje połączony niezniszczalną więzią ze wspomnieniami. Choć już od końca trzeciego sezonu nie oglądam kucyków i nie uczestniczę regularnie w życiu tego forum, czasem najdzie mnie nagła ochota na obejrzenie jednego odcinka. Kiedy dowiedziałem się, że najlepsza książka jaką przeczytałem (może dlatego, że przeczytałem niewiele książek) - Past Sins, będzie do kupienia w wersji na papierze, jakoś automatycznie postanowiłem ją kupić. MLP mógłbym przyrównać do CS 1.6. Obydwie te formy, jeśli można to tak prosto nazwać, rozrywki się zestarzały, ale zawsze fajnie jest wrócić do nich, powspominać i porównać do ich następców lub też do ich obecnej sytuacji. CS:GO jak i obecny fandom nigdy nie będą już takie same jak kiedyś, ale nie ma co nad tym za dużo rozmyślać. Wszystko po jakimś czasie się trochę psuje, nudzi - wyjątkiem są jedynie wspomnienia, które zawsze będą takie same. Jestem pewny, że większość z nas nie żałuje "straconego" na to wszystko czasu. Jak już wcześniej wspomniałem, nie mam pojęcia jaki bym teraz był gdyby nie te kilkadziesiąt godzin poświęconych na ten show. Nie mam też wątpliwości, że nigdy o nim nie zapomnę, ponieważ był dla mnie swego rodzaju początkiem czegoś nowego i zapoczątkował moją obecną drogę - ujmując ogólnie - rozwoju. El Psy Congroo.
  5. Właśnie rozmawiasz i wyżalasz się, więc nie możesz mówić, że jesteś z tym sama. Taka forma czasem nawet lepsza niż rozmowa z ludźmi w "realu" (szczególnie na tym forum, dobrze trafiłaś). Ćpanie to nienajlepsze rozwiązanie, jeszcze bardziej wszystko pogorszy, a popełnienie samobójstwa? Jeśli jesteś wierząca, to w większości przypadków los samobójców po śmierci nie jest najlepszy, a jeśli nie jesteś wierząca, to skąd wiesz, że po śmierci nie spotka Cię coś jeszcze gorszego? Poza tym jest to proste, rzekome rozwiązanie problemów, a życie z założenia nie powinno takie być. Chyba większość ludzi ma w życiu taki okres jak Ty, nie zawsze tak poważny, ale jednak. Według mnie po prostu brakuje Ci jakiegoś celu, pasji, zainteresowania. To przychodzi z czasem, może nawet masz już coś takiego, ale po prostu tego nie dostrzegasz. Przede wszystkim nie próbuj niczego na siłę i pamiętaj, że nie wiesz co przyniesie Ci przyszłość i nie warto sobie tej wiedzy odbierać. Nieufność w stosunku do innych ludzi jest całkowicie normalna, bardzo często rzeczywiście są dwulicowi i okropni. Zbyt bardzo się nimi przejmujesz, a zbyt długi brak prób rozwiązywania problemów może spowodować, że staniesz się taka sama jak Twoi rodzice. Możesz spróbować trochę poważniej porozmawiać z matką, a jak to nic nie da, to przestań się tak bardzo nią przejmować, ale mimo wszystko pamiętaj, że to jej dom. Powiedziałaś, że rodzice nigdy nie pytali się "co u ciebie", ale samo pytanie o szkołę oznacza, że nie mają Cię gdzieś. Uważali, że szkoła jest bardzo ważna i przejmowali się Twoją przyszłością. W sprawie nadopiekuńczości potrzeba tylko trochę więcej pewności siebie, musisz pokazać im, że nie potrzebujesz takiej opieki. Wykorzystaj swoje zainteresowanie informatyką lub motoryzacją i za jego pomocą zarób pieniądze. Pasja jest tylko Twoja i nie powinnaś się przejmować opinią innych na jej temat. Z autopsji wiem, że nie ma nawet sensu podejmowania prób wytłumaczenia jej przed rodziną. Nie zmarnuj tego, że ją posiadasz, bo po jakimś czasie może się wypalić i wpadniesz w nieskończoną pętlę "byle do piątku". Niestety nie wiem co jeszcze mógłbym powiedzieć, bo różnica wieku między nami jest trochę duża, więc być może ja widzę wszystko trochę inaczej.
  6. Cóż, bycie kucem oznacza (zapewne nie tylko dla mnie) wypróbowanie wszystkich jego możliwości, nie jest to wcale "clopzboczone".
  7. Nie poda, bo niemożliwym jest zapamiętanie czegoś takiego Ledwo co da się zapamiętać zdanie, a On "zapamiętał" bardzo długi dialog. Albo zmyślone, albo dialogi dodane. To POZ'owksa propaganda, mająca na celu Was do nich przekonać. Oczywiście nie żebym spinał, czy coś
  8. Niestety, ale w gimnazjum trzeba się przystosować do otoczenia. Ale nieważne, jakbyś się nie przystosował, w głębi będziesz po prostu sobą, nie brutalem. Nie mam nic przeciwko paleniu marihuany (mimo, że nie palę), chyba że jest to palenie gimbusiarskie (dla lansu). Osobiście uważam, że musisz po prostu cały czas odmawiać, wymówka jest prosta: "Rodzice wyczują i będę miał przesrane". Odnośnie ocen - 2, 3, 4 nie są złymi ocenami, choć w III gimnazjum powinieneś się bardziej starać, bo na podstawie tego świadectwa przyjmą Cię (lub nie) do szkoły średniej. Cóż, to tyle. Pozdrawiam.
  9. Ostatnia myśl na jawie to pierwsza myśl we śnie. Podczas kiedy myślisz o kucykach, po jakimś czasie po prostu nieświadomie zboczysz z tematu lub odpłyniesz. Sam tak mam. Po prostu metoda na częste myślenie o czymś przed snem jest nieskuteczna. Musisz albo czegoś bardzo chcieć, np. pieniędzy, aby Ci się przyśniły. Osobiście preferuję zwykłą pamięć snów, jak nie przyśni Ci się nic o kucykach, to może być to zawsze coś innego, ciekawszego, np. Spyro, który idzie na solówkę z Hitmanem (mój wczorajszy sen) Ustawienie budzika wszystko pogorszy. Obudzić musisz się spokojny i rozluźniony, a budzik obudzi Cię szybko i gwałtownie. Możesz spróbować autosugestii "Kiedy się obudzę, będę miał zamknięte oczy i będę pamiętał swoje sny". Nie możesz też zmienić pozycji.
  10. Krowa
  11. To jeszcze bardziej zaostrzy konflikt. Z doświadczenia wiem, że nie ma co liczyć na wychowawcą, pedagoga szkolnego, czy też dyrektora. Trzeba to po prostu przetrwać.
  12. Nie chciałbym Cię przekonywać do moich poglądów (ateizm), ale mi również bardzo źle szło w życiu, co prawda nie aż tak jak Tobie, ale jednak. Działo mi się tak źle, bo żyłem w strachu przed Bogiem (piszę z dużej, bo u Was to imię). Ciągle wszystko zwalałem na niego, wmawiałem sobie, że to wina mojego nieuczęszczania do spowiedzi. Wierzyłem w Boga, ale nie wierzyłem w siebie... Byłem dręczony przez jednego typa i nic nie mogłem zrobić (dzisiaj, gdyby taki koleś mnie zaczepił, zareagowałbym o wiele inaczej). Mój wychowawca chciał się mnie pozbyć z klasy (nazwałbym to nawet spiskiem przeciwko mnie, uwagi dostawałem za każdą błahostkę). Aż nagle wszystko zmieniło się na końcu szóstej klasy. Przestałem chodzić do kościoła, co było pierwszym krokiem do zmiany. W pierwszej gimnazjum byłem obrażany z powodu lekkiego trądziku. Gimbusy przyczepia się do wszystkiego... Na szczęście, zamiast skarżyć się, sam załatwiałem takie sprawy. W wakacje zmieniłem swoje poglądy religijne i od razu żyło mi się lepiej, różnica była kolosalna, napływ szczęścia, większa pewność siebie, wszystko całkowicie się zmieniło. Nic na siłę, ale przemyśl swoje poglądy. Więcej na temat chrześcijaństwa nie będę pisał, bo nie chcę nikogo urazić.
  13. Żałuj, że nie miałeś okazji skorzystać z takiego nanokombinezonu, maximum speed daje piękne uczucia
  14. Jeden z trzech odcinków, które mnie wzruszyły. W pewnych momentach (szczególnie przemiana Twilight) miałem minę Bezimiennego z gothic'a. Dużo piosenek, co jednak nie jest zauważalne, bo odcinek wciąga strasznie. No i była też Derpy (sześć razy) i Pinkamena. Szkoda tylko, że taki krótki odcinek :/