Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Magus

Brony
  • Content Count

    5,241
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Magus last won the day on November 16

Magus had the most liked content!

Community Reputation

61 Bardzo dobra

About Magus

  • Rank
    Magelo
  • Birthday June 28

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    9083854

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Zainteresowania
    Moje zainteresowania hmm głównie interesuję się przyrodą zwłaszcza zwierzętami poza tym lubię książki zwłaszca z gatunku fantasy gry sporo ich by wymieniać i oczywiście My Little Pony
  • Ulubiona postać
    Zdecydownie najbardziej lubię 3 postacie
    1.Applejack
    2.Luna
    3.Discord

Recent Profile Visitors

83,224 profile views
  1. Magus

    Baltimare - Mówiąc szczerze spodziewałam się tego - powiedziała Crimson i co ciekawe nie wyglądało aby udawała lub chowała w sobie urazę. - Zawsze odstraszam od siebie te ładne - wzruszyła ramionami. - Jednak życie w przyjaźni to dla mnie dopiero coś nowego, więc musisz wiedzieć, że nie do końca to ogarniam. Wiesz... Zwykle pojawiam się i znikam, zawsze tak było. Najłatwiej uciekać od wszystkiego. Teraz jednak Sinister, a potem ty, dziwnie się ostatnio robi w moim życiu - nagle jednak jej wzrok nieco spoważniał wyglądało, że coś chyba teraz przykuło jej uwagę. - Czy muzyka nie zrobiła się cichsza niż chwilę temu? - Crimson miała racje muzyka się wyciszała, a czas biesiady uspokajał, nawet niektóre kucyki zaczęły się wycofywać. - Zbliża się godzina policyjna! - krzyknęła biegnąca w ich kierunku i niemal potykająca się o własne kopyta Pumpkin. Kiedy dostrzegło się niebo można było zobaczyć z wolna pojawiający się księżyc. - Jeśli chcecie wrócić to wasza ostatnia szansa, w innym wypadku będziecie musiały zostać do rana Okolice bazy - To miejsce zaczyna przypominać wysypisko, skąd do cholery wzięło się tu tyle tak zróżnicowanego cholerstwa - powiedział ponuro, a potem skrzywił się kiedy Batty rozpruła podbrzusze stwora. Wnętrzności i zgniło zielona krew zaczęła zalewać okolice, a towarzyszył temu zapach zgniłych jaj. Ogier jednak tego nie skomentował tylko wrócił do zbierania drewna i odwrócił wzrok od tego nieprzyjemnego widoku. Dopiero kiedy zobaczył, że klacz mu pomaga znów zwrócił na nią uwagę. - To miłe, że chcesz zachować to w tajemnicy - nie wydawał się jednak w tej chwili wrogi w stosunku do niej kiedy to mówił. - Nic to jednak nie zmieni, bo ja będę wiedział, że mnie ocaliłaś, a kosmos nie lubi nieprawidłowości - dodał bardziej się krzywiąc. - Ocaliłaś mnie dwa razy, a potem zrobili to ci buntownicy. Czy tego chce czy nie jestem twoim dłużnikiem - ciężko westchnął, a potem urwał kolejną gałąź. - Właśnie dlatego znów to powtórzę. Wycofaj się, wróć do polowania i trzymaj się z dala od Canterlotu i w ogóle miast pod władzą cesarzowej. Nie chcę za bardzo widzieć, że ktoś komu zawdzięczam życie wisi powieszony za kopyta i jest bity batem na oczach gawiedzi, bo ktoś z rodziców tego kucyka zmieszał szlachetną krew. Słyszałaś kiedyś o elitarnej gwardii cesarzowej? Jaskinia - Naprawdę jesteście zabawni - powiedział wycierając okolice kanału łzowego pazurem kiedy popłynęła mu łezka. - Na tyle zabawni, że pozwolę wam tu zostać do rana, ale wara od moich kamieni. Tylko ja mam do nich prawo - w tym momencie jego ton był znacznie groźniejszy. - Artefakty kosmitów mówicie? Jeszcze do niedawna uznałbym to za kolejne kucykowe głupoty, ale ostatnio sporo się dzieje na tyle dziwnych rzeczy, że sam już nie wiem. Najpierw ludzie i ich latające statki, potem Crystal. Chociaż jeśli smocze podania były prawdziwe to była tu już na dużo dłużej niż to wszystko miało miejsce. Ciekawe czemu tak wychyliła więc nagle pysk i się miesza - spojrzał teraz na nich. - Chyba nie lubi takich jak wy bardziej niż się wydaje - położył się wygodniej na ziemi. - Kogo to jednak obchodzi? Smoki się nie mieszają, bo nas wojny innych istot nie dotyczą. Zawsze martwiliśmy się tylko o siebie Koszary - Czyli nie wierzysz bezgranicznie mądrości cesarzowej? - spytał słysząc odpowiedź Dawna. - To właśnie was różni. Midnight by się nie zawahała. Gdyby dostała taki rozkaz najpierw by go wykonała, a potem pytała dlaczego. Taką drogą podąża elitarna gwardia - powiedział nie zatrzymując się. - Bardzo interesuje cię moja podopieczna - mówił nie odwracając się nawet w jego kierunku. - Midnight śpi, bo tak jej kazałem. W końcu to ja ją obecnie nadzoruje i chce aby był w pełni gotowa kiedy nadejdzie ważna sytuacja. Zaimponowała mi na tyle, że postanowiłem osobiście nadzorować nawet jej obecny trening, a żeby ją zobaczyć też musiałbyś mi czymś zaimponować. Jest coś takiego? - ostatnie pytanie zostało zadane z jakby ukrytym wyzwaniem.
  2. Magus

    Baltimare Nim Pumpkin zdołała odpowiedzieć, Crimson powoli wstała z miejsca, a potem podała kopytko White. Posłała jej tylko delikatny uśmiech nic nie mówiąc kiedy poszły na parkiet. Pumpkin tylko obserwowała całą sytuacje z uśmiechem, ale sama chyba postanowiła zostać na miejscu. Muzyka choć tu grana była też na tyle cicho aby najwyraźniej nikt w mieście jej nie słyszał. Być może powodem co do tego była gwardia i mieszkające w mieście jednorożce, które nieprzychylnie patrzyły na zabawę gorszych ich zdaniem kucyków ziemskich. W końcu mieli pracować na polu, a nie się bawić. Nie minęło wiele czasu, a parkiet się zapełnił. Nie było tu eleganckiego tańca znanego z sal balowych w Canterlocie. Co chyba było na kopyto Crimson, bo klacz mimo posiadania umiejętności tanecznych raczej nie odznaczała się tańcem eleganckim. Jej taniec przypominał ten niezwykle zabawowy z koncertów jakie dawniej grywano przed nadejściem ponurych czasów. Co jakiś czas jej ciało otarło się delikatnie o ciało White w czasie tego nietypowego tańca. W pewnym jednak momencie ktoś przypadkowo trącił Crimson, która straciła równowagę i spadła na White co oczywiście musiało zakończyć się upadkiem tej drugiej. Jednak to chyba był najmniejszy problem tej obecnej sytuacji, bo w czasie upadku usta Crimson zderzyły się z ustami White. Kiedy ta pierwsza zauważyła co się stało otworzyła szeroko oczy najwyraźniej szczerze zdziwiona tą sytuacją i powoli odsunęła głowę, a przy tym swoje wargi od warg White patrząc nadal ze zdziwionym wyrazem pyska na klacz leżącą na ziemi. - Zapewniam, że tego nie zaplanowałam - powiedziała w końcu i wyciągnęła ku niej kopyto żeby pomóc wstać. - No chyba, że ci się podobało, to mogę to wtedy wziąć na siebie - dodała chwilkę później. Okolice bazy Spear oczywiście nie patrzył co teraz robi Batty, nawet nie był pewny czy nadal za nim szła, być może się zgubiła. Z drugiej strony byłoby to kłopotliwe z wielu powodów. Nie przepadał za nią jak za każdym mieszańcem. To nie było nic osobistego, ale jego zdaniem jednorożce powinny dbać o czystość i trzymać się samych siebie. Ktoś z rodziny tej klaczy złamał zasady, których jego rodzina trzymała się od dawna. Był w naprawdę złej sytuacji, bo mimo swojej niechęci do niej jak i reszty buntowników wiedział, że zawdzięcza im życie, a takie długi nie znikają od tak. Jednorożec, który daje się uratować gorszemu stworzeniu staje się gorszy od swojego wybawcy, tak go uczono od najmłodszych lat. Nie chciał umierać, a tylko śmierć mogła oczyścić taką plamę na honorze, więc jedyne co mu zostało to ukazywanie swojej niechęci do wybawców. Gdyby jednak stało się tak, że mógłby spłacić dług... Gdyby to on uratował życie Batty, być może zdołałby odzyskać choć odrobinę honoru i nikt przecież nie musiał wiedzieć co się stało. Kiedy odrywał kolejne suche gałęzie, usłyszał coś jak wystrzał, a chwilę później zobaczył wijące się na ziemi stworzenie, które poruszało kościstymi kończynami w miejscu gdzie powinien być pysk. Uniósł wzrok w miejsce, z którego padł strzał i zobaczył Batty w słabym świetle własnego rogu. Teraz był jej winny życie dwukrotnie. - Możesz tu podejść? - powiedział trochę niechętnie. - Nigdy nie widziałem takiego stwora, może ty kiedyś widziałaś - dodał po chwili kiedy stwór nadal się poruszał leżąc brzuchem do góry. Jaskinia Smok wypuszczał z dziurek od nosa kłęby ciemnego dymu kiedy małe kucyki mówiły. Nie przerywał im tylko słuchał patrząc na nich swoimi świecącymi się w ciemności ślepiami. Jeśli stwór choć trochę uważał ich za zagrożenie to dobrze ukrywał swój strach. Zresztą gdyby faktycznie się ich bał, to najpewniej w ogóle by ich nie budził tylko spalił na miejscu lub pożarł nim w ogóle zdążyliby zrozumieć co się dzieje. Kiedy kucyki skończyły na chwilę zapadała cisza, którą przerwał dopiero głośny śmiech gada. - Uratowaliście świat? - przejechał sobie szponem po pokaźnym kle. - Mylicie pojęcia. Uratowaliście swój świat nie nasz. Smoki były tu na długo nim pojawiły się kucyki czy podmieńce. Na dużo dłużej niż istniał ludzki gatunek i będziemy istnieć kiedy was już nie będzie. Taką bronią jaką macie nic mi nie zrobicie, no chyba, że wiecie jak walczyć z dorosłym smokiem - jego oko błysnęło w ciemności. - Nie bez powodu, ta cała Crystal nas nie atakuje. Wie dobrze czym grozi wojna ze smokami. A co do tego miejsca... Jesteście na zadupiu, sądzicie, że kto tu zamieszka? Nie dziwne, że ściągają tu wszelkie poczwary. Co w ogóle przygnało kucyki w taki teren? Zachciało się wam ratować ten wasz świat? Koszary - Midnight... O tak jest urocza odkąd ją znalazłem w lesie Everfree. Porzucona mała klacz, która zdołała tam jakimś cudem przetrwać, wiedziałem, że będzie wyjątkowa odkąd tylko ją wtedy zobaczyłem. Nie myli cię również instynkt, bo jestem i zawsze będę inny w stosunku do innych - nagle się zatrzymał, a Dawn musiał na niego wpaść przez ten nagły niespodziewany manewr. - Powiedz mi, czy wiesz czym jest bycie jednym z nich? - pokazał kopytami na wszystko co ich otaczało, co ciekawe sam siebie nie nazwał jednym z tutejszych gwardzistów. - Czy kiedyś zabiłeś nim tu trafiłeś? Czy widziałeś kiedyś śmierć i zniszczenie? A gdyby cesarzowa poprosiła cię o przelanie krwi najbliższej ci osoby, mówiąc, że zdradziła zrobiłbyś to bez słowa, czy próbował byś podważyć jej słowa i udowodnić, że się myli co do tej osoby?
  3. Magus

    Baltimare - A myślałam, że jestem jedyna w swoim rodzaju, no popatrz - powiedziała Crimson na chwilę przewracając oczami gdzieś w górę, aż znów nie skierowała swojego spojrzenia na White. - Czy ja byłam poza Equestrią? Kiedyś w pewnym sensie... Znaczy - spojrzała gdzieś w bok konspiracyjnie i lekko się uśmiechnęła w kierunku White, aż nie zaczęła szeptać jej do ucha żeby nikt nie słyszał, a White mogła poczuć jej oddech na karku. - Znam miejsce, którego nikt poza mną nie zna, gdzie kiedyś żyli ludzie, dosłownie żyli, to całe ich dawne miasto. Nie ma tam nikogo już, teraz to opuszczone odludne pustynne tereny pełne dawnych ludzkich rzeczy - powoli odsunęła głowę. - Czyli tak w pewnym sensie byłam. Kiedyś chciałam uciekać z Equetrii po objęciu władzy przez Crystal, ale mam wrażenie, że ta popieprzona wojna dociera albo dotrze w końcu wszędzie, więc bez sensu - Pumpkin, która do tej pory się nie mieszała tylko przyglądała rozmowie patrzyła zaciekawiona na obie klacze, ale nie spytała co powiedziała Crimson na ucho White mimo, że na pewno była ciekawa. - Chętnie więc skorzystam żebyśmy mogły pisać - powiedziała w końcu widząc, że Crimson na razie nie ma najwyraźniej więc do dodania. Nagle zebrała się orkiestra, ale nie typowo wiejska, a z elegancką muzyką. Pumpkin wydawała się tym wszystkim zakłopotana. - O co tu łazi? - spytała niepewnie Crimson widząc to. - To chyba z okazji mojego powrotu. To przyjęcie jest zarówno dla mnie jak i dla was, bo wszyscy są szczęśliwi. Teraz jesteście dla nas jak rodzina - faktycznie dało się zauważyć, że kucyki wokół nie patrzą już na obie klacze, a zwłaszcza White niepewnie. Najwyraźniej po zachowaniu klaczy zrozumieli jaka jest naprawdę. - Jak dla mnie bomba - wzruszyła kopytami Crimson i spojrzała na White. - Chcesz zatańczyć czy coś? Okolice bazy Spear nie powiedział nic więcej po wypowiedzi Batty tylko ruszył już na poszukiwanie drewna. Nawet w czasie wędrówki nie wyglądało aby ogier był specjalnie rozmowny. Nic nie planował ani nie dawał instrukcji Batty traktując ją niemal jak powietrze. Widać było, że ten jednorożec musi być niezwykle dumny z faktu tego kim się urodził. Nie można też było nie dostrzec jak inne miał podejście od swojego dowódcy i sanitariuszki z oddziału. Tak jak się spodziewano, słońce wkrótce całkiem zniknęło, a na jego miejsce Crystal postawiła piękny księżyc w pełni, tak jak dawniej robiła to księżniczka Luna. Temperatura z każdą chwilą stawała się coraz bardziej nieznośna, a na pustyni nie było widać żadnych śladów życia. Jedyne co ich otaczało to kaktusy i kości dawno martwych zwierząt. Spear oświetlał sobie drogę rogiem najwyraźniej nie chcąc się przyznać jak słabo cokolwiek dostrzega w tej ciemności, ale ewidentnie nie oddalał się bardzo od obozu najwyraźniej nie chcąc zgubić drogi. Kiedy tak oboje szli już od dłuższego czasu ich oczom ukazało się kilka wysuszonych kompletnie drzew, ale drewno z nich z pewnością było idealne do rozpalenia. Spear zatrzymał się jednak za nim zdecydował się zbliżyć, aż nie chwycił okolicznego kamienia żeby rzucić nim między drzewa. Czekał tak niewielką chwilę, ale widząc, że nic nie wyszło po jego rzucie zdecydował się ruszyć po drewno, nie oglądając się na towarzyszkę. Czego nie mógł zauważyć, to długa ciemna nitka umieszczona w skałach, niedaleko drzew, która teraz lekko dygotała kiedy schodziło powoli po niej niezwykle cicho dziwne stworzenie. Jego ciało zdawało się pokryte łuskami, ale zamiast głowy miało coś co przypominało cienkie kościste palce dawnych ludzi, ale na tyle długie, że bez problemu mogły chwycić stworzenie wielkości kucyka. Istota jednak nie atakowała, a wciąż czaiła się w mroku starając się pozostać niewidoczną i najwyraźniej oczekując odpowiedniej chwili. Jaskinia Wnętrze wydawało się idealnym schronieniem dla dwójki ogierów. Nie było raczej szansy na ataki podziemnych robali, bo podłoże zdawało się dosyć twarde. Harpie na pewno zostałyby dostrzeżone gdyby próbowały się tu dostać podobnie jak wszystkie inne stworzenia. Nie wiadomo jak wiele czasu minęło odkąd oba ogiery zasnęły, ale gdzieś w głębi jaskini zaczęło coś błyszczeć żółtym blaskiem. Tajemnicze światło równie szybko zniknęło, ale potem pojawił się jakiś ruch na tyle silny aby jaskinia zaczęła się trząść. Niewielką chwilę później w kierunku obu ogierów wysunął się smoczy łeb na długiej smoczej szyi. Katie, która towarzyszyła buntownikom Fire wydawała się miniaturką tego olbrzyma, którego reszta ciała nadal spoczywała głębiej w jaskini. - Kucyki? - warknął wyraźnie niezadowolony. - Zapuszczasz się jak najdalej od smoczych krain, na istnym zadupiu żeby mieć święty spokój, a teraz to? - pokazał spore kły przy ostatnim słowie. - Co wy za jedni? Myślicie, że mnie zabijecie i sprowadzicie moje łuski dla tej waszej żałosnej władczyni? A może przygód wam się zachciało? - warknął z coraz większą irytacją. Koszary - Jesteś zabawny - powiedział ogier po chwilowej potyczce wzrokowej między nimi. - Masz racje jednak, że Crystal widzi i wie wszystko. Jest wszędzie i nigdzie, a wiem to najlepiej, bo jako jedyny mogę z nią rozmawiać - Idziemy. Skoro nie możesz spać pomyślę, co z tobą zrobić - powiedział idąc wzdłuż korytarza. Kiedy tak przechodzili można było odnieść wrażenie, że światło cofa się ze strachu przed ogierem, ale kiedy oddalali się od jego źródła te znowu zaczynało świeci swoim blaskiem normalnie. - Musi to być niezwykle frustrujące stać całymi dniami na bramie i czekać, aż coś się stanie. Przecież uważasz się za lepszego od innych, prawda? Uważasz, że jesteś lepszy od tego, który dziś zabił podmieńca, tak jak od tego, który ma szukać podejrzanych artefaktów, a może nawet od niej. Na pewno nie byłeś zachwycony, że to ona prowadzi w rankingach. Czy uważasz się może za tak dobrego, że jesteś w stanie już dołączyć do oddziałów, a nawet stawić czoła mnie? - w jego głosie czuć było coś co przypominało wyzwanie.
  4. Magus

    Baltimare - Bardzo bym chciała tylko... - powiedziała Pumpkin, a Crimson w tym czasie upijała kufel. Nim Pumpkin dokończyła Crimson odstawiła kufel i spojrzała na White. - Ona chce ci powiedzieć, skarbie, że nie wie jak miałaby wykorzystać te wiedzę - Pumpkin opuściła głowę, ale najwyraźniej zgadzała się z Crimson. - Jednorożec może łazić gdzie mu się podoba, pegaz ze względu kontroli pogody też ma możliwość przemieszczania, ale kucyk ziemski... Takie jak my upycha się w jednym miejscu i mamy tam siedzieć. W końcu dostajemy pole do uprawy i to wystarczy, mamy zapewniać żywność nic poza tym. Możemy oczywiście podróżować jeśli robimy za tragarzy jednorożców - Lub kiedy zostajemy porwani - dodała bardziej ponuro Pumpkin wspominając to co ją spotkało. Wokół jednak panowała taka radość z powodu powrotu White, że kuce wokół zdawały się nie dostrzegać jak ponury obraz przyjęła ta rozmowa. Zwłaszcza kiedy chwilę później na stole zaczęły pojawiać się ciasta i różne inne przysmaki. - Śmiało jedzcie - powiedziała szybko Pumpkin jakby chciała zmienić ten ponury temat. - A co do mnie... - Crimson uśmiechnęła się krzywo do White. - Teraz przynajmniej wiem, że słuchasz historii o moim życiu. Masz jednak racje, ja do stagnacji wcale się nie nadaje, świat jest za duży żeby tkwić w miejscu Okolice bazy - Jesteś cywilem - powiedział Spear nim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć. - Nieważne jak wiele widziałaś i co robiłaś zawsze nim pozostaniesz, bo nigdy nie byłaś w gwardii. Poza tym czemu sądzisz, że twoja broń jest lepsza niż nasza? - Bo tą bronią uratowała nam życie - wtrącił Lance. - Wywaliłem cały magazynek w tamte stwory, a gówno to dało. Jej pociski przebiły się przez twardy pancerz. Może nie ma przeszkolenia wojskowego, ale zna się z pewnością na przetrwaniu - Poza tym w połowie ma geny kucyka, który lepiej sprawdza się w ciemności niż przeciętny jednorożec - Pearl rzuciła jej delikatny uśmiech. - Pearl ma racje. Jeśli się zgubisz, nie wiem czy ciebie znajdziemy, z Batty masz też większe szansę coś znaleźć - Spear patrzył chwilę na swoich towarzyszy, wszystko wskazywało, że chce coś powiedzieć, ale chyba odebrano mu wszelką linie obrony. W końcu skierował wzrok na Batty. - Jak chcesz możesz iść, ale jeśli zostaniesz w tyle nie licz, że będę cię nosił - najwyraźniej prośba o pomoc od gorszego jego zdaniem kucyka nie chciała przejść mu przez gardło. Krańce pustyni Starcie między obiema bestiami wyglądało na niezwykle wyrównane kiedy oboje się nawzajem odpychali. Nic nie wskazywało aby szybko miało skończyć się to starcie, a oczekiwanie wymagało sporo cierpliwości. Po około godzinie wszystko wskazywało, że skorpiony również miały dosyć starcia między sobą. Oba w pewnym momencie odłączyły od siebie swoje szczypce i zaczęły się oddalać w przeciwne strony. Najwyraźniej wynik tego starcia miał pozostać nierozstrzygnięty. Przynajmniej wejście do jaskini zdawało się czyste. Z wnętrza wydobywało się seledynowe światło, a na dodatek w środku było całkiem ciepło. Jak się okazało światło wydobywało się z dużych kryształowych kamieni umieszczonych na niemal całym sklepieniu jaskini. Koszary Na korytarzach było już pusto, ale nie trudno było znaleźć gwardzistów. Gdzieś na zewnątrz dochodziły jakieś pomruki, które były skutecznym kierunkowskazem. Mimo zapalonych świateł ciężko było nie odczuć dziwnego mroku jaki wydobywał się w godzinach nocnych w koszarach. Kiedy Dawnowi udało się w końcu dotrzeć do źródła głosów okazały się one dochodzić z placu. Na zewnątrz zebrała się spora grupa elitarnej straży cesarzowej, każdy stał bez ruchu słuchając tego co mówił ogier przed nimi. - Dostaliśmy raport, że buntownicy zaatakowali jedno z miasteczek. Wyrżnęli wszystkich cywili i przejęli niewielki okoliczny posterunek gwardii - Nie do końca rozumiem. Co w tym niezwykłego? Buntownicy wciąż nas atakują - Ci mają lepsze uzbrojenie. Na dodatek mają jakiegoś jednorożca niezłego w magii. Nie możemy pozwolić aby zbudowali sobie tam nową bazę wypadową, bo inne okoliczne miasta będą zagrożone, a przy tym i projekt cesarzowej. Wyślemy dziesięcioro z was i... - nim Dawn zdążył usłyszeć coś więcej ktoś przycisnął go kopytem do ściany. Ciekawe było, że agresor bezszelestnie się do niego zakradł. Kiedy jednak mógł spojrzeć kto go dorwał szybko wyjaśniło się dlaczego. - Tak podejrzewałem, że nie był tu sam - kopyto z dużą siłą zaciskało się na karku Dawna przybijając go do ściany. Mógł jednak widzieć charakterystyczny hełm przed oczami. Nie było szansy na ucieczkę skoro dorwał go najlepszy żołnierz cesarzowej, jej prawe kopyto. - Nudziłem się i zobaczyłem twojego kumpla, który zapewne wybiegł za tobą, nie wydał cię, ale jednak podejrzewałem że nie wyszedł by sam - Dawn mógł poczuć na sobie napór całego ciała gwardzisty. - Powiedz mi czego tu szukasz? Nie możesz spać po nocach? Masz ochotę na kolejną lekcje? A może tu szpiegujesz? - zabrał kopyto uwalniając Dawna, ale nadal stojąc na tyle blisko żeby mu nie uciekł.
  5. Magus

    Baltimare - Mimo wszystko wiem, że możesz czuć się nieswojo, ale przekonają się do ciebie jak tylko lepiej cię poznają - powiedziała Pumpkin w kierunku White kiedy Crimson uniosła jedną brew w górę widząc jak White siada koło niej. Uśmiechnęła się do niej delikatnie, a potem rzuciła okiem na to co ich otaczało. Pumpkin w tym czasie chwilowo odeszła. - Kiedy tak to widzę... - powiedziała na tyle głośno żeby White mogła ją usłyszeć, ale poza nią nikt kto stał za daleko. - Mam wrażenie, że do dupy ze mnie kucyk ziemski. Za cholerę bym tu nie wytrzymała nawet jednego dnia. Na jednorożca też się nie nadaje, a pegaz... Sama nie wiem. Może moi starzy nie byli nawet kucykami - parsknęła lekko śmiechem pod nosem. Chwilę później wróciła Pumpkin niosąc tacę z dwoma kuflami, które położyła przed Crimson i White. Ta pierwsza zbliżyła nos do kufla żeby powąchać zawartość, a potem szeroko otworzyła oczy. - Cholera to jest cydr... Dawno tego nie piłam poza Czarnym Rynkiem, a tam to zwykła podróba - Większość zabiera nam gwardia dla dobra królestwa, ale nadal mamy kilka ukrytych beczek - uśmiechnęła się Pumpkin. - Śmiało pijcie - Crimson nie trzeba było prosić dwa razy, bo zaraz zaczęła opróżniać swój kufel. Pumpkin spojrzała znowu na White niepewnie. - Co teraz zrobisz kiedy wrócicie, spotkamy się jeszcze kiedyś? - spytała cicho. Okolice bazy Kiedy Batty wspomniała, że Spear jest uroczy, Pearl wyglądała na nieco zdziwioną, ale zaraz na jej pyszczku pojawił się cwany uśmiech, który rzuciła teraz gwardziście. Ten jednak widząc to zmarszczył tylko brwi i skrzywił się z niesmakiem jakby w ogóle nie chciał o tym gadać lub zupełnie o tym zapomnieć. Lance jako jedyny zdawał się zignorować ten temat. - Nie wątpie w twoje umiejętności, ale lepiej oniżyć ryzyko biorąc pod uwagę przewagę liczebną przeciwnika, a co do Wojny... Nigdy to nie jest tak łatwe jak się wydaje - powiedział ponuro Lance. - Nie mam pojęcia co przyniesie przyszłość, ale mimo wszystko nie chce abym kiedyś musiał z nią walczyć. Zresztą nawet nie wiem czy będę mile widziany w gwardii za stratę naszej bazy - Znam Canterlot jak własną kieszeń, na pewno ją znajdziemy jeśli będziesz chciała pomocy - kontynuowała Pearl kiedy jej Spear nagle wstał. - Jeśli mamy założyć obóz potrzebujemy drewna - powiedział ponuro. - Poszukam czegoś w okolicy, a wy ustalcie wachty. Noce są tu zimne - Nie powinieneś iść sam - Lance zaraz wstał. - Jest nas tylko czworo sir. Z czego jedno nie ma nawet przeszkolenia - spojrzał na Batty. - Nie możemy jeszcze bardziej się rozdzielać. Poradzę sobie, nie mam zamiaru przecież rzucać się w wir walki, nie jestem samobójcą - Może być jednak trudno o drewno w takim rejonie - wtrąciła Pearl. - Coś zrobić musimy, a siedzenie i gadanie pogarsza sprawę. Jeśli zrobi się za ciemno nikt z nas nic nie zobaczy, a wtedy na pewno nie znajdziemy drewna Krańce pustyni Poszukiwanie schronienia przed ciemnością nie było najłatwiejsze z powodu uwarunkowania terenu. Mimo licznych pagórków nie widać było jaskiń kiedy słońce coraz bardziej zachodziło. Marsz mógł stawać się męczący, zwłaszcza, że nigdzie nie było też śladów żadnego jedzenia ani wody, a jedyne rośliny jakie otaczały dwójkę ogierów to kaktusy. W okolicach jednego z pagórków w końcu znalazła bardzo duża i najpewniej głęboka jaskinia, ale niedaleko niej widać było dwa ogromne skorpiony, które się ze sobą siłowały. Teraz można było spróbować je ominąć i wejść do niezbadanej jaskini lub spróbować najpierw zaatakować przerośnięte robale. Została jeszcze możliwość szukania innej jaskini, ale słońce zdążyło już niemal całkiem zaniknąć, a przy tym temperatura spaść jeszcze bardziej. Koszary Noc tym razem mimo spokojnego początku nie przebiegała tak do końca spokojnie. Nie wiadomo, która była godzina, ale najwyraźniej jeszcze panowała noc. Na korytarzu zrobiło się jakieś zamieszanie, które zdołało nawet wybudzić towarzyszy Dawna. Słychać było liczne kroki i jakieś rozmowy, które przez drzwi były niezrozumiałe. Któryś ze współlokatorów najwyraźniej kierowany ciekawością uchylił lekko drzwi, ale równie szybko je zamknął kiedy na korytarzu ktoś do niego coś krzyknął. - Słyszałeś coś? - spytał jeden z towarzyszy Dawna, najwyraźniej tego, który otworzył drzwi - Coś o rzezi, ale nic więcej - Myślicie, że coś się stało? - Wygląda jakby zbierali oddziały - Chwilę przed Igrzyskami? Przecież za kilka dni pojawi się cesarzowa, są potrzebni tutaj
  6. Magus

    Baltimare - Żarcia się nie odmawia, a skoro ona się zgadza, to ja też coś chętnie wszamię - oba kucyki rzuciły spojrzenie Crimson, które świadczyło, że nie do końca rozumieją jej język. Tylko Pumpkin, która już trochę poznała klacz lekko się uśmiechnęła, a nawet widać było, że powstrzymuje śmiech na widok reakcji swoich opiekunów. - Szkoda, że wielu już zapomniało dawne czasy i dawną władzę - westchnął ponuro ogier na słowa White, a potem cała trójka zaczęła ich prowadzić. - To nietypowe nie widzieć kucyka ziemskiego na polu - powiedziała klacz w kierunku Crimson. - Tym bardziej poza swoim miasteczkiem. Należysz do niej? - spojrzała na White. - Ja? Nie należę do nikogo - nie wydawało się aby w tonie Crimson kryła się uraza za to pytanie. - Nikt by ze mną nie wytrzymał - rzuciła okiem na White oceniając ją od kopyt po głowę. - Chociaż z nią mogłabym spróbować - klacz zdawała się nie rozumieć dwuznaczności słów Crimson. Nim jednak ktoś więcej zdołał coś powiedzieć stali już po środku licznych kucyków ziemskich. White wyglądała w tym tłumie niezwykle nietypowo jako jedyny jednorożec. W przeciwieństwie jednak do jednorożców okoliczne kucyki ziemskie nie rzucały jej wrogich spojrzeń tak jak jednorożce jej towarzyszkom, a raczej patrzyły na nią z ciekawością lub ze strachem w przypadku źrebaków. Pumpkin widząc niepewność przyjaciół wyszła na środek. - Nie martwcie się, to jest ta klacz, o której wam mówiłam - mieszkańcy nadal wyglądali na niepewnych, ale wyglądało również, że starają się przemóc lęk rzucając jej słabe uśmiechy. - Musisz nam wybaczyć - powiedział w kierunku White ogier, który niedawno przyszedł z Pumpkin. - Gwardziści, którzy nas odwiedzają, nie są za mili, a zwykle to jednorożce i sama rozumiesz - spojrzał na długi stół i wolne miejsca wokół. - Zajmijcie sobie miejsce, a my przygotujemy posiłek - Nie musisz mi dwa razy powtarzać - Crimson szybko zajęła pierwsze wolne miejsce będące najbliżej. - Mam nadzieję, że nie czujesz się urażona - powiedziała cicho Pumpkin w kierunku White kiedy wciąż towarzyszała im lekka niepewność miejscowych. Okolice bazy - Nie bądź zła, on naprawdę najpierw mówi potem myśli - rzuciła Pearl nim Spear zdążył odpowiedzieć Batty. Widać było jednak, że ogier miał ochotę to zrobić, ale widząc potępiające spojrzenie klaczy zrezygnował wyraźnie się przy tym krzywiąc. - Naprawdę lepiej abyśmy trzymali się razem. Ty jesteś nam potrzebna tak samo jak my tobie, wiem, że to nie łatwe, ale możesz nam zaufać - Poza tym pustynia to nie tylko harpie - powiedział ponuro Lance. - Nie wątpię, że jesteś specjalistką w przetrwaniu, ale roi się tu od pustynnych robali w ziemi. Nie mówiąc o wywernach i piaskowych golemach. Tych ostatnich na szczęście jest raczej niewiele - zarówno Lance i Pearl zrównali się z nią krokiem kiedy Spear szedł kawałek za nimi. - Tak szczerze mówiąc... Nic już nie będzie takie samo. Kiedy walczysz z kimś w ramię w ramię tworzy się między taki osobami więź, której nie sposób rozerwać. Nie wiem czy oni czują to samo, ale ja raczej bym nie potrafił zabić Fire gdybym miał taką szansę na polu walki. Może przypłaciłbym to życiem, ale nic nie poradzę - White? - spytała bardziej siebie Pearl, ale zaraz spojrzała na Batty. - Znałam sporo klaczy o takim imieniu. Jeśli nie masz gdzie się zatrzymać w Canterlocie możesz u mnie. Może będę w stanie ci pomóc ją znaleźć - Ściemnia się - Spear o sobie niespodziewanie przypomniał, a kiedy rzuciło się okiem na słońce można było dostrzec, że te faktycznie powoli zachodzi. - Będziemy musieli założyć obozowisko i rozstawić warty - powiedział ponuro Lance. Krańce pustyni Nie doszło do kolejnych ataków dzikich bestii z okolicy. Najwyraźniej te rejony były już bezpieczne. Oba ogiery jednak mogły poczuć delikatną chłodną bryzę. Słońce, które do tej pory tak silnie ogrzewało całą okolice teraz powoli zachodziło dając powoli miejsce wolno zbliżającej się nocy. Wieczór mógł z pewnością przynieść ukojenie po skwarze słońca, ale również mógł być problematyczny. W tych rejonach, noce tu były wyjątkowo chłodne i nigdy nie było wiadomo co czai się w ciemności. Canterlot Klacz słuchała wszystkiego co mówił Dawn przy okazji się rozglądając z zaciekawieniem po jego domu. Nie było dziwne, że nic nie odpowiada biorąc pod uwagę jej stan. Na nietypowe pytanie o siostrę delikatnie mrugnęła wyraźnie zaskoczona, ale raczej nie było to spowodowane myślą, że taką posiada, a raczej niezrozumieniem sedna pytania. Rzuciła na chwilę okiem na książki i znowu na bałagan wokół. Nadal wydawała się tym wszystkim zaskoczona, ale nie stawiała żadnych oporów nawet przed możliwością bycia sprzątaczką. Jakby nie patrzeć, jednorożce bez wielkich zdolności magicznych często kończyły jako służba, a praca w Canterlocie to niemal jak spełnienie marzeń. Kiedy ogier spytał ją o pytania ta znów na niego spojrzała niepewnie, aż nie podeszła do ogiera i bardzo szybko delikatnie cmoknęła go w policzek, równie szybko odsuwając głowę.
  7. Magus

    Baltimare - Nie oceniaj każdego kucyka ziemskiego w ten sposób - westchnęła Crimson patrząc wciąż jak Pumpkin wita się z rodziną i przyjaciółmi, a potem uśmiechnęła się lekko do White. - Gdyby każdy kucyk ziemski oceniał każdego jednoroga z góry dziś pewnie byśmy nie gadały, a ja olałabym Sinister kiedy potrzebowała pomocy. Zawsze trafią się dupki wśród każdej rasy, trzeba tylko umieć ocenić kto jest frajerem, a kto kimś więcej - krzywo się uśmiechnęła. - Pewnie dlatego ja straszę każdego po pięciu minutach rozmowy ze mną - w tym właśnie momencie Pumpkin znów szła w stronę White i Crimson prowadząc ze sobą dwa kucyki ziemskie, ogiera i klacz. Kiedy byli już wystarczająco blisko klacz wyszła przed Pumpkin i spojrzała na White. - Dziękujemy za wszystko co zrobiłaś dla Pumpkin - widać było, że z trudem utrzymywała łzy. - Opiekujemy się nią odkąd jej rodzice zostali zabici. Nie sądziliśmy, że jeszcze kiedykolwiek ją zobaczymy po tym co się stało - opuściła wzrok najwyraźniej nie będąc w stanie mówić dalej. - Niewiele spotyka nas dobrego ze strony jednorożców - powiedział teraz ogier. - Pumpkin powiedziała nam jednak jak obie dla niej wiele zrobiłyście - Ja tam żadnym bohaterem nie jestem - powiedziała Crimson unikając ich spojrzenia. - Gdyby nie White i jej determinacja pewnie nigdy by to wszystko tak się nie skończyło - Mimo wszystko chcielibyśmy wam jakoś podziękować - powiedział teraz ogier. - Nie mamy za wiele, ale może chociaż damy wam jakiś posiłek i coś na drogę, choć tak w niewielkim stopniu zdołamy się odwdzięczyć Okolice bazy - A tak... - powiedział jakby wyrwany z transu Lance i zaczął ściągać z siebie pancerz podobnie jak jego towarzysze nim ruszyli. - Widzieliśmy spadający samolot... Pomyśleliśmy, że możemy być potrzebni i sama rozumiesz - No właśnie - wtrąciła nagle Pearl. - Co tam się stało? Nikt nie został ranny? Jakby co mogę spróbować ich opatrzyć. To nie tak, że nie doceniam Fire i jej oddziału, ale nie wyglądali aby znali się na medycynie - Może po kolei - Spear zmarszczył lekko brwi patrząc na Batty. - Zanim ja odpowiem tobie, może ty powiedz nam co dałaś jej? Tak widzieliśmy, że dałaś coś temu smokowi - Spear - nie wyglądało aby ogier chciał jednak odpuścić, nawet kiedy dowódca go skarcił. - Musimy wiedzieć czy możemy jej zaufać. Co jak nas zabije w czasie snu? - Nie musi się z niczego spowiadać. Miała szanse nas zabić wiele razy. Mogła nas zostawić na pastwę losu, a tego nie zrobiła - Skoro to wszystko prawda, to chyba nie musi się obawiać odpowiedzi na moje pytanie. Jeśli pomożemy jej się dostać, a ona zostanie złapana za coś o czym nie wiem jak szpiegostwo, wezmą ją na tortury i prześwietlą mózg do każdego wspomnienia, nic się przed nimi nie ukryje. Zostaniemy wtedy skazani za zdradę i straceni - Mam wrażenie, że w gwardii już postawili na nas kreskę, więc raczej nie sądzą aby trup mógł z kimś kolaborować - powiedziała ponuro Pearl. Pustynne robale Na niebie jak na złość nic nie chciało się pojawić, a robal nie ruszał się dobre kilka minut wciąż poruszając olbrzymi żuwaczkami. Skwar słońca z pewnością nie był teraz przyjemny dla dwójki ogierów, ale owad wydawał się zachwycony gorącem, grzał swój chitynowy pancerz zupełnie nie zwracając uwagi na temperaturę. Kiedy minęło piętnaście minut stworzenie nagle się poruszyło. Jego głowa wysunęła się wprost przed dwa kuce, tak, że teraz oboje mogli zobaczyć jego pokaźne żuwaczki, którymi z pewnością mógłby przepołowić kuca jednym zaciśnięciem ich na jego ciele. Owad jednak nie zaatakował tylko uniósł ogromną głowę nad nimi, a potem wbił ją w piasek ciągnąć za sobą resztę swojego olbrzymiego cielska, aż całkiem nie zniknął z ich oczu. Canterlot Klacz nie stawiała oporu idąc za gwardzistą. Ciężko było powiedzieć czy z powodu strachu przed nim, czy może z faktu, że nie bardzo miała gdzie się udać. Słyszała wszystko co mówił do niej ogier, ale nie reagowała w żaden sposób po prostu słuchając. Niewiele zresztą mogła powiedzieć. Wyglądała jednak na trochę zdziwioną kiedy zamiast na posterunek gwardii ten zaczął ją prowadzić do dzielnicy mieszkalnej. Nadal jednak dreptała powoli za swoim nieoczekiwanym przewodnikiem. Kiedy zaczął prowadzić ją do jednego z mieszkań lekko się zawahała jakby nie była pewna czy powinna tam wejść. Ostatecznie zdecydowała się to zrobić. Rzuciła tylko raz okiem na bałagan, ale nie wydawała się tym zniesmaczona. Spojrzała niepewnie na kartkę, którą jej podarował żeby nawiązać komunikacje, a potem na ogiera, który niespodziewanie złapał jej kopytko. W pierwszej chwili wyglądała na trochę przestraszoną, ale ten szybko jej wyjaśnił o co chodzi. Klacz delikatnie mrugnęła, a potem z nów spojrzała na kartkę, chwilę później jej róg otoczyła zielonkawa aura, a na kartce zaczęły pojawiać się słowa. Nazywam się Midnight Harmony Dziękuje za życzliwość, ale dlaczego to robisz?
  8. Magus

    Baltimare Nim Crimson mogłaby coś powiedzieć na uwagi White, a Pumpkin odpowiedzieć na jej pytanie, ta druga nagle popędziła przed siebie zostawiając obie klacze w tyle. Chwilę później wbiegła do niewielkiej wioski, a bardziej można by rzec dystryktu uczepionego do tego miasta. Wokół licznych pól było tu pełno drewnianych prostych wiejskich domków. Pumpkin stanęła na środku tego nietypowego miejsca, a chwilę później z okolicznych domków zaczęły wychodzić kolejne kucyki ziemskie. Wszystkie otoczyły niedawno przybyłą klacz patrząc na nią takim wzrokiem jakby właśnie ujrzeli ducha. Nikt nie reagował dobrą chwilę. Przynajmniej tak było do czasu, bo nagle wszyscy rzucili się w kierunku Pumpkin i zaczęli ją ściskać z każdej możliwej strony. Całej atmosferze towarzyszyły radosne śmiechy i łzy radości. Crimson stała w pewnej odległości od tego osiedla, nie podchodząc za blisko, aż nie spojrzała na White. - Cóż, można powiedzieć, że naprawiłaś dla kogoś świat - delikatnie się do niej uśmiechnęła. - Pójdziesz się ujawnić? Chyba ci podziękują - nie można było raczej winić Pumpkin, że po tak długiej rozłące na chwilę zapomniała o swoich towarzyszkach i teraz skupiła całą uwagę na przyjaciołach i rodzinie. Okolice bazy Widok latającego pojazdu, który leciał teraz ku skale, wzbudził niepokój trójki gwardzistów. Jednakże żadne nie miało sposobności nic zrobić. Pearl znała się na magi medycznej i defensywnej, mogła pomóc rannym, ale nie byłaby w stanie zatrzymać tak szybko lecącego obiektu. Spear natomiast znał się na magii ofensywnej i jedyne co mógłby zrobić to atak na spadającą maszynę. Pozostał Lance, który najlepiej znał się z całej trójki na magii, ale nawet on miał ograniczone możliwości. Nie było szans aby zdołał złapać taki obiekt we własną aurę, a tym bardziej aby teleportować się do pojazdu i ratować załogę. Patrząc na prędkość obiektu chyba tylko pegaz miałaby szansę coś zrobić. Wszystko na szczęście dobrze się skończyło, bo nim cokolwiek zdołali zrobić lub zobaczyć śmierć nieszczęśników, ci chwilę później byli bezpieczni. Kiedy zobaczyli załogę, szybko zrozumieli, że najwyraźniej Fire ściągała resztę sojuszników, co wskazywało, że zaczyna powoli się zadomawiać na dawnym terenie. Nie do końca wiedzieli co jest w skrzynce i chyba nie byli pewni czy chcą wiedzieć. Poza klaczą dostrzegli także Batty, na którą czekali i smoczycę, z którą się żegnała. Spear zmarszczył lekko brwi widząc jak klacz oddaje jaszczurze jakieś pudełko, ale reszta zdawała się nie zwrócić na to uwagi. Kiedy jednak ta się nagle teleportowała najwyraźniej dotarło do nich w jakie miejsce mogła zniknąć. Lance również zniknął wraz z towarzyszami, a później cała trójka znalazła się w miejscu, w którym niedawno się rozdzieli z Batty tuż po niej. Pustynne robale Kiedy oba ogiery przebiegały po piasku co jakiś czas w niektórych miejscach pojawiała się dziura, ale jak do tej pory z daleka od nich. Nie widać było również odpowiedzialnego za wykopanie tych dziur. Cokolwiek to jednak było musiało być duże, bo dziury były na tyle wielkie, że bez problemu wpadłby w nie ogromny niedźwiedź. W pewnym momencie gdy obaj pędzili przed siebie, nagle przed nimi coś się uniosło, zupełnie jakby góra wyrosła w tym właśnie miejscu, piasek zaczął opadać z nieznanego obiektu, aż w końcu go ujawnił. Kiedy dwójka ogierów była w stanie dostrzec co było za to odpowiedzialne ich oczom ukazał się cztero metrowy insekt przypominający w niewielkim stopniu stonogę. Słońce odbijało się w jego białym chitynowym pancerzu, a sam owad, poruszał delikatnie czułkami i ogromnymi żuwaczkami, ale co najciekawsze, nie atakował dwójki kucy tylko stał w miejscu. Wszystko wskazywało, że stworzenie najwyraźniej posługiwało się wibracjami w celu poszukiwania ofiar, a kiedy ci stali nic nie robiąc, owad nie stanowił takiego zagrożenie. Canterlot Przełożony Dawna rzucił tylko spojrzenie na swojego rekruta kiedy ten powiedział, że się oddali, ale nie zabronił mu tego, a pokiwał lekko głową w geście zgody. Być może zdobył już do pewnego stopnia jego zaufanie, a może uznał, że Dawn sobie zasłużył na chwilę wytchnienia za dobrze wykonaną pracę, ciężko powiedzieć. Drugi rekrut zupełnie go ignorował pochłonięty swoim trofeum, kolejny za to gwardzista, nie miał zamiaru najwyraźniej interweniować skoro pierwszy pozwolił mu odejść. Cała trójka powoli odeszła w stronę koszar, chwilę później znikając mu z oczu. Klacz, która szła, najwyraźniej była zamyślona, bo niemal upadła na grzbiet widząc przed sobą znajomego gwardzistę. Kiedy padło jego pytanie ta mrugnęła zaskoczona, a potem uniosła kopytko i zaczęła uderzać nim w szyję, zupełnie jakby chciała mu coś przekazać. Nie będąc pewnym czy zrozumie otworzyła usta, ale nie dobył się z nich głos. Wszystko wskazywało, że klacz była niemową.
  9. Magus

    Baltimare Kiedy tylko White rzuciła zaklęcie cała trójka zniknęła w magicznym błysku pojawiając się gdzieś w zaułku gdzie nikt nie miał raczej możliwości ich dostrzec. White mogła poczuć lekki zawrót głowy, ale Crimson w porę podtrzymała ją przed upadkiem. Pumpkin natomiast miała szeroko otwarte oczy kiedy znalazły się w mieście. Najwyraźniej znała całą okolicę na pamięć, co nie mogło w sumie dziwić. Kiedy White była już w stanie się ruszyć cała trójka powoli opuściła zaułek wychodząc w samo centrum miasta. Baltimare było znacznie większe niż Ponyville, ale daleko było mu do takich miejsc jak Canterlot, Crystal Empire czy Manehattan. Podobnie jak niemal wszędzie i tutaj pojawiały się patrole gwardii, a na ulicach miasta były głównie jednorożce. Tak samo mało przyjemnym widokiem były kolejne kucyki uwięzione w dybach, a inny z licznymi ranami wiszący na pręgierzu kiedy nad jego nieruchomym ciałem zlatywało się robactwo. - I niech ktoś mi powie, że to Czarny Rynek jest prymitywny - powiedziała na tyle cicho Crimson aby tylko jej towarzyszki ją usłyszały. Kiedy przechodzili okoliczne kuce rzucały nieprzyjemne spojrzenia Crimson i Pumpkin, najwyraźniej nikt nie poznawał nawet tej drugiej. W ich oczach musiała być tylko jednym z wielu kucyków ziemskich zamieszkujących te okolice. Natomiast White wysyłali przyjemne uśmiechy i kiwali głowami w geście powitania. - Pytałaś czemu opuściła ludzi - powiedziała nagle Crimson kiedy poruszali się dalej. - To chyba było jak z tamtym podmieńcem z Czarnego Rynku. Wiesz nie każdy jest szczęśliwy we własnej skórze - powoli zaczęły wychodzić poza teren miejski gdzie ciągnęły się długie pola z dość niewielkimi domkami, to tu musiał być teren kucyków ziemskich, które zresztą teraz pracowały w polach, a ich pracy pilnowali gwardziści. Okolice bazy - Szkoda byłoby ją zostawiać - mruknął Lance czując najwyraźniej, że ma również dług u młodej smoczycy. Nie zdążył jednak pogadać o tym z Batty, bo ta już zniknęła. - Chyba żartujesz... - Spear nie dokończył widząc spojrzenie dowódcy, chyba zrozumiał, że nie zachował się jak należy w stosunku do przełożonego. - Sir... To by się nie skończyło dla niej dobrze. Tu jest bezpieczna, w Canterlocie zabiliby ją natychmiast. Nie ma szans abyśmy zdołali ją przeprowadzić, już z tą będzie problem - Co to jest? - spytała niepewnie Pearl pokazując kopytkiem na statek. - Chyba statek - mruknął Lance. - Włóżcie pancerze, lepiej to sprawdźmy - cała trójka włożyła szybko zbroje i ruszyła w kierunku, do którego spadał statek. Harpie Siła wybuchu sprawiła, że część harpii rozerwało w powietrzu, a ich kawałki zaczęły spadać po ziemi. Inne, które przetrwały zaczęły się z piskiem wycofywać. Pole siłowe stworzone przez jednorożca uchroniło co prawda oboje przed śmiercią w wybuchu, ale siła eksplozji była na tyle silna, że zdołała zniszczyć pole, a nawet lekko przypiec ogony obu kucy. Jak się okazało jakaś harpia nadal była na ziemi i teraz wściekle wskoczyła w ich kierunku, ale zanim zdążyła się zbliżyć wielkie szczypce wyszły z pod pisaku i zacisnęły się na jej ciele, a potem wciągnęły wrzeszczącego stwora pod ziemię. Najwyraźniej oba jednorożce pozbyły się harpii, ale eksplozją wybudzili mieszkające pod ziemią stworzenia, które mogły ich teraz otaczać na każdym kroku. Canterlot Gwardziści pilnujący bramy wrócili niedługi czas później niosąc ciało niewielkiego podmieńca pozbawionego głowy. Ciało było smukłe, typowe dla klaczy, a z niego nadal ulatywały resztki zielonawej krwi. Po tym incydencie niewiele się już działo. Panował spokój pod bramą, a liczba odwiedzających miasto kucy spadała wraz z coraz późniejszą godziną. Przynajmniej chowające się słońce dało miejsce chłodniejszej nocy. Drugi rekrut przez cały ten czas wpatrywał się w ślepia odciętej głowy podmieńca zupełnie jakby czuł swoiste podniecenie na widok swojego trofeum. - Dobra chyba czas powoli wracać - westchnął przełożony Dawna rozciągając przy tym mięśnie. - Ta, chyba niewiele się już wydarzy - ziewnął równie znudzony przełożony drugiego rekruta. - Zabieraj ten łeb i powoli się zbieramy - Ty również zabierz co twoje i chodź - wtrącił przełożony Dawna. Powoli cała czwórka ruszyła w kierunku koszar. Kiedy przechodzili ulicami Canterlotu, Dawnowi w oczy mogła rzucić się klacz, którą widział przed bramą, ta która wcześniej milczała, szła teraz samotnie z opuszczoną niczym zbity pies głową po drugiej stronie ulicy.
  10. Magus

    Baltimare - Tak szczerze, nie wiem co grozi za ucieczkę - Crimson jednak nie zdawała się przerażona tą myślą być może z powodu faktu, że widywała już najgorsze kary ze strony obecnego reżimu i nie sądziła żeby coś jeszcze zrobiło na niej wrażenie. - Zresztą nie wiem co może być gorsze od dzisiejszego życia ziemskiego kucyka, no może tylko ponyfikacja - mina jej nagle skwaśniała. - Kiedyś znałam pewną jednorożec, przeszła ponyfikacje z własnej woli. Jako człowiek nie czuła się nigdy sobą. Może to okrutne, ale chyba bym nie chciała żeby nadal żyła. Widziałam co robili z jednorożcami, które były dawniej ludźmi. Nie życzyłabym tego najgorszemu wrogowi, ona była delikatna niczym kwiat, nie zasłużyła by na to sobie - Pumpkin do tej pory niepewnie się wszystkiemu przysłuchiwała, a kiedy słuchała o dawnej znajomej Crimson posmutniała, ale kiedy były już niezwykle blisko miasta niemal odżyła w jednej chwili. Wyglądało, że chce pędzić w kierunku dawnego domu, ale Crimson ją powstrzymała w ostatniej chwili. - Wpadłam na pewien pomysł mała - nagle znów uśmiechnęła się do White. - Mówiłaś po cichu, to co powiesz aby nas teleportować prosto do miasta? Okolice bazy - Ty chyba nie do końca rozumiesz - powiedział Spear podnosząc jedno z ciał, które wydawało się należeć do niezwykle młodej klaczy, to było jedno z tych, które wyglądało lepiej. - Jesteś w Equestrii, a to znaczy na terenie cesarstwa cesarzowej. Jeśli zażądają żebyś poszła, nie masz wyboru i musisz to zrobić. Prawa są jakie są, a sama nie jesteś przecież w stanie podbić Canterlotu - No ja tam nie wiem - westchnęła Peral również wrzucając kolejne ciała. - Gdyby nie ona już byśmy nie żyli. Tylko ona i tamta smoczyca przyszły na ratunek naszemu dowódcy. Poza tym sam fakt, że może patrzeć na te makabrę bez mrugnięcia okiem wskazuje, że jest niezwykle silna - Przestańmy się martwić na zapas - wtrącił Lance. - Coś wymyślimy, na początek jednak chce to skończyć i wynieść się z tego pustkowia. Nie chce już nigdy więcej oglądać pustyni. A co do Fire mam dla niej wielki szacunek, uważam, że jest dobrym żołnierzem. Gdyby każdym z nas przestały prowadzić tylko uprzedzenia, a byłby to honor i walka o innych jak w jej przypadku, może świat byłby inny - wrzucali tak ciała przez około dwie godziny, skwar słońca stawał się powoli bezlitosny, a nad mogiłę zaczęły zlatywać się insekty, które najwyraźniej do tej pory odstraszały mieszkające tu do niedawna potwory. Kiedy skończyli zasypali mogiłę piachem, a potem Lance oznaczył to miejsce kamieniem, na którym za pomocą rogu stworzył jakiś wzór. - To chyba już koniec - dowódca przetarł pot z czoła. - Jesteście gotowi? - Im szybciej tym lepiej - powiedział ponuro Spear. - Ja byłam niemal od początku - cała trójka spojrzała na Batty oczekując jej odpowiedzi. Harpie Stworzenia, które zostały niespodziewanie zaatakowane niemal nie miały szans na ucieczkę. Pierwsza z Harpii zaczęła spadać prosto na Sanda, a kolejna miała uszkodzone skrzydło i z wrzaskiem spadła na ziemię, nie mogąc już najwyraźniej latać, ale rzuciła się jednak wściekle mimo rany w kierunku Ordera. Kolejne były ranione, ale nadal były w stanie latać. Jednak wrzaski potworów najwyraźniej usłyszały inne. Z okolicznego wzgórza zaczęły napływać niepokojące dźwięki, a wtedy oboje mogli zobaczyć jak stada latających bestii zaczynają wylatywać ze wzgórza, przypominając przy tym nadciągającą szarańczę. Canterlot - Nigdy nie było władzy doskonałej - powiedział teraz dowódca Dawna. - Zbadałem dokładnie historię ludzi i jak to się dla nich skończyło? Ich władcy przez całą ich historie ich wykorzystywali, a potem niemal stracili wszystko. Gdyby nie ofiarność Celestii cały ich gatunek by zginął - Dokładnie, a w swej nieprzemierzonej głupocie owiniętej w miłosierdzie księżniczki sprowadziły potem zagładę na nas nawet nie pytając o zdanie swoich poddanych, a potem wysłały nas na wojnę z zagrożeniem, które same sprowadziły. Cesarzowa może nie jest idealna, ale teraz nikt już nie musi się przynajmnie bać, chyba, że ma do tego powody - mówił drugi gwardzista. - A co do niego... Powiem ci, że nie jesteś pierwszy, ale nikt tak na dobrą sprawę nie poznał jego tajemnicy. Nikogo i niczego się nie boi za wyjątkiem cesarzowej - Czy to nie nasz drugi rekrut? - wtrącił przełożony Dawna odpowiadając na jego niedawne pytanie. Faktycznie drugi rekrut wracał, ale coś niósł na grzbiecie. Kiedy był wystarczająco blisko rzucił przed całą trójkę głowę podmieńca. - Idiotka, myślała, że się nie domyślę - powiedział niemal z drwiną. - Odciąłem jej łeb kiedy piła właśnie wodę - zwykli gwardziści pilnujący bramy patrzyli na to w szoku. Jeden z nich machnął głową do jednego z towarzyszy żeby najwyraźniej poszedł po ciało podmieńca. - To nie było rozsądne... - powiedział przełożony tego rekruta. - Co gdybyś się pomylił? - Jak do tej pory się nie zdarzyło - głowa podmieńca sugerowała, że musiała to być samica i chyba jeszcze bardzo młoda. - Mogę zatrzymać głowę jako trofeum? - Pomyślimy o tym potem... Mimo wszystko muszę przyznać, że mnie zaskoczyłeś
  11. Magus

    Baltimare - To możliwe - westchnęła Crimson. - Gwardia jednak raczej nie jest zainteresowana zniknięciami kucyków ziemskich czy pegazów, mają większe problemy niż niedorobione niby żałosne kucyki. Zwykle niby w takich sytuacjach są jakieś procedury poszukiwawcze, z tego co wiem, ale jeśli kogoś nie znajdują to z góry uznaje się to za ucieczkę. To chyba zresztą nie dziwne biorąc pod uwagę obecny standard życia ziemskiego kucyka lub pegaza, kto nie chciałby uciec, sama czasem o tym myślałam, ale gdzie w Equetrii przyjmą mnie z otwartymi ramionami? - wzruszyła kopytami, a potem spojrzała na Pumpkin. - To jak mała. Rodzina zgłosiła, że zaginęłaś? - Myślę, że tak - odpowiedziała cicho. - Wiedzą, że nigdy bym nie uciekła, a na pewno nie sama. Jestem pewna, że się o mnie martwili i to zrobili - Skoro tak to może podejdziecie we dwie i to wyjaśnicie, a ja tu zaczekam - spojrzała na White. - Jeśli nie chcesz udawać mojej właścicielki to mogą nie być zachwyceni widokiem ziemskiego kucyka, który zwiedza sobie miasta wokół Okolice bazy - Kogokolwiek więc szukasz jestem tak samo wdzięczny tej osobie - powiedział Lance, tylko na chwilę się zatrzymując kiedy Batty wyciągnęła książkę i coś w niej notowała. - Gdyby nie ta osoba pewnie my również byśmy nie żyli - Nie chce wychodzić na niewdzięcznika - wtrącił Spear i spojrzał na Batty. - Ale jak wprowadzimy ją do Canterlotu? To miejsce elit tylko dla jednorożców, a ona jest mieszańcem. Zaraz mogą ją za to gdzieś zabrać. Mieszańcy są najgorzej traktowani, gorzej niż inne kucyki za mieszanie szlachetnej krwi - Mam na to plan - Pearl kiedy to powiedziała delikatnie uśmiechnęła się do Batty. Spear wyglądał na zaciekawionego, ale najwyraźniej na razie medyczka nie chciała zdradzać szczegółów tego planu. Kiedy trochę się oddalili, powoli zaczęli zbliżać się do miejsca gdzie do niedawna stała świątynia, a teraz została po niej tylko pusta przestrzeń. Nadal leżały tu jednak ciała poległych gwardzistów, których Spear mógł zobaczyć pierwszy raz. - To nie jest śmierć godna żołnierza - wysyczał przez zęby. - Te stworzenia, to najgorsze co mogło kiedykolwiek powstać - Teraz nie czas na to. Fire i tak sporo ryzykowała wypuszczając nas i pozwalając ich pochować. Nie nadużywajmy jej gościnności - uderzył magicznym promieniem tworząc wielką dziurę, a potem złapał jedno z ciał za pomocą lewitacji i je do niej wrzucił. - Co zrobisz kiedy staniesz nad nią w czasie walki i będziesz miał zadecydować o jej życiu? - spytał Spear robiąc to samo co Lance wcześniej. - Nie jest naszym wrogiem - Ale wiesz, że jest wrogiem cesarzowej, a przy tym naszej krainy. Jako żołnierze cesarzowej musimy bronić domu - Nie zabije jej - powiedział tylko ponuro, co jasno też miało wskazywać na zakończenie tego tematu. - Jeśli chcesz możesz zaczekać z boku, aż skończymy Batty - powiedziała do niej Pearl. - Wiem, że nie jest to przyjemny widok. Pustynia Kiedy Order i Sand oddalali się od bazy mogli czuć nieprzyjemny skwar grzejącego słońca. Trasa z pewnością nie była przyjemna, ale w pewnym momencie mogli poczuć też ulgę kiedy zebrał się wokół nich silny wiatr, a potem zawisł nad nimi ogromny cień, który zaraz ich wyminął. Jak się okazało cień należał do wiwerny raczej nie wykazującej nimi zainteresowania. Przemierzanie kolejnych odległości kończyło się tylko widokiem wysuszonych kości dawno martwych zwierząt. Gdzieś na skale jednak wciąż coś im się przypatrywało, a było zdecydowanie za duże na sępa. Powoli wzbiło się w powietrze i zaczęło latać nad nimi, a przy tym nieprzyjemnie rechotać. Jak się okazało była to harpia, która chyba tylko wyczekiwała. W okolicy pojawiła się kolejna jak na wezwanie i teraz obie nad nimi latały. Mogło to wzbudzać niepokój, bo jeśli ktoś choć trochę znał te stworzenia wiedział, że są stadne, a gdzieś w okolicy musiało być ich gniazdo. Canterolot - Czego oczekujesz? - spytał przełożony tamtego rekruta. - Uważasz, że za karę powinien robić pompki, biegać w kółko, a może dostać batem po grzbiecie, a na rany sól? - pokręcił głową. - Zaledwie dwadzieścia procent z was do nas dołączy. Inni oszaleją, zginą lub uciekną, zawsze tak jest. Sami siebie ukaraliście w momencie kiedy przyszliście z zamiarem dołączenia do nas. Wszyscy myślą jakie to mamy zajebiste i piękne życie, ale nie wiedzą ile w tym poświęcenia. Wszystko zostawiamy cesarzowej, bo to jej wola. Jeśli wszystko co o nim mówisz jest prawdą, sam się niedługo ukarze, bo nawet nie będzie godny, to nie jest zwykła gwardia żeby praktykować typowe kary. Tak właściwie tylko jeden gwardzista z naszych oddziałów udziela kar. Wiesz o kim mówię, prawda?
  12. Magus

    Czarny rynek - To byłoby tylko pierwsze wrażenie - delikatnie się do niej uśmiechnęła. - Myślę, że zaraz byśmy się dogadały i mogłabym nawet dać się tobie zrewidować - Pumpkin zdawała się nie bardzo rozumieć gierki słownej Crimson lub dobrze udawała. W każdym razie nie mieszała się do rozmowy tylko oczekiwała. Crimson dopiero po chwili znów zwróciła na nią uwagę. - Nie martw się zaraz będziesz w domu - wskazała na okoliczne wysuszone drzewo, a ona spojrzała na nią pytająco. - No wiem wygląd nie powala, ale tak nikt nic nie podejrzewa. Drzewo to przejście - kiedy to powiedziała właśnie wyszła z niego jakaś grupa kucyków. - Problem w tym, że nie wiem jak się nie rzucić w oczy gwardii w twojej okolicy, bo dawno mnie tam nie było. A ty kiedy byłaś ostatnio w domu? - Sama już nie wiem... - No to słabo, ewentualnie możemy udawać, że jesteśmy własnością White. Jest jednorożcem, to się raczej nie przyczepią - powoli podeszła bliżej drzewa. - Proponuje, że zrobię to pierwsza, tak na wszelki wypadek. Szkoda, żebyście ucierpiały, mnie już bardziej się nie da zepsuć - nim zdążyły odpowiedzieć wbiegła w drzewo żeby zaraz w nim z niknąć. Po niedługiej chwili wychyliła głowę. - No chodźcie - pogoda jest tu naprawdę ładna - Pumpkin lekko się uśmiechnęła, a potem ruszyła. Kiedy obie klacze weszły mogły zobaczyć miasto, które było skutecznie ogrodzone. Wszędzie stały wieże, na których stali gwardziści, a jeśli ktoś chciał wejść musiał minąć posterunek przy bramie lub przeskoczyć niezauważony ogrodzenia. Mimo tego smętnego widoku Pumpkin rozpłakała się z radości. - To gdzie jest twój dom? - Za miastem, na farmie, nie mogę uwierzyć, myślałam, że już nigdy tu nie wrócę Baza Prośba Fire nieco chyba zaskoczyła troje gwardzistów, a z całą pewnością Speara. Mimo wszystkiego co się stało można było odnieść wrażenie, że nadal ufa cesarzowej i nie ma zamiaru poddawać w wątpliwości jej osądu. Pearl spojrzała pytająco na swojego dowódcę, a ten uśmiechnął się po niedługiej chwili w kierunku Fire. - Myślę, że możemy spróbować, prawda? - pytanie padło głównie do Speara, który mało optymistycznie pokiwał głową. - Jeśli znajdę cię na polu walki ranną to schowam cię i uleczę wtedy nie trafisz na egzekucje - Pearl mrugnęła w jej kierunku. - Cieszy mnie, że wyruszysz z nami, mam nadzieję, że znajdziesz to czego szukasz kiedy dotrzemy - Lance uśmiechnął się do Batty, a potem spojrzał na swoich żołnierzy. - Chodźmy, nie przeszkadzajmy dłużej, czas abyśmy oddali ostatnie honory naszym braciom, a potem wyruszyli dalej - rzucił ostatni uśmiech Fire, a potem ruszyli w kierunku wyjścia. Canterlot - Muszę się odlać - powiedział po kolejnej godzinie rekrut. - Chyba mogę, co? - Nie powinniśmy opuszczać stanowiska - powiedziała ponuro przełożony Dawna. - To mam narobić w zbroję? To chyba będzie hańba dla munduru czy coś - Niech idzie - westchnął jego przełożony. - I tak nic się nie dzieje - rekrut pokiwał głową, a potem odszedł na bok. - Jesteś za ostry - Jego umiejętności to wykrywanie podmieńców, jeśli go nie będzie i... - Poradzimy sobie. Dziwie się, że twój rekrut daje tak radę stać bez przerwy w tym słońcu - Podchodzi poważnie do swoich obowiązków. Jeśli nie zmieni nastawienia może zostać kiedyś wybrany - A ty co myślisz? - spytał w kierunku Dawna przełożony drugiego rekruta. - Masz ochotę na przerwę? Nic się raczej nie stanie jak odejdziesz na dwie minuty
  13. Logika gry crash team racing. Za monety kupujesz stroje, nowe samochody, koła, naklejki i kolory do aut. Monety zdobywa się za wyścig. Zwykłe dni to zwykle 40 monet za wyścig w weekend 70. Dodatkowo czasem zdobywasz dodatkowe monety zależnie od zadania do 75 lub sporadyczny bonus 200 monet. Przeciętny strój to około 2500 monet. Można to skrócić i kupić za realną kasę max 40000 monet za 121 zł. Ja grałem cały miesiąc zdobyłem przy tym 400000 monet inaczej mówiąc ktoś komu nie chce się grać musiałby zapłacić 1200 realnej kasy za to ile ja zdobyłem. Mimo takiej ilości monet mogłem odblokować tylko wszystkie postacie i samochody część strojów i opon i naklejek, ale jeszcze drugie tyle zostało. Inaczej mówiąc jeśli chce się pójść na skróty trzeba zapłacić ponad 2000 kiedy sama gra kosztowała 120 lub grać bez przerwy niemal dwa miesiące

    1. Show previous comments  1 more
    2. Magus

      Magus

      Chyba słusznie. Activision znów pokazało jak lubi okradać ludzi :/

    3. Starlight Sparkle

      Starlight Sparkle

      To w Mario Kart jest jakiś sklepik? Zawsze odblokowuje coś, jak zrobię jakiś postęp w grze lub wygram wyścig na złoto. Jednak tak czy inaczej, to motywuje do gry, a np w takim Hyrule Warriors: Definitive Edition od startu mamy wszystkie postacie odblokowane. Zero przyjemności z przechodzenia misji na perfekt, bo i tak nie dostajesz za to nic... Według mnie to wyjątkowo niefajne posunięcie ze strony Nintendo. Powinni zostawić postacie po blokowane i niech gracze grają by je unlocknąć, że tak powiem.  :NjdaT:

      A co do samego tematu... od mikropłatności nie uciekniemy. Nieraz jest poprzeczka dla zdobycia czegoś tak wysoko postawiona, że dla jednego stroju musisz grać naprawdę dużo... przykład? Dead by Daylight. Strój kosztuje 12 000 kamieni, a za level dostajesz 100-120 jakoś chyba. Na level oczywiście potrzeba coraz więcej expa i np w tej chwili, by zdobyć te 100-120 kamieni muszę naprawdę długo grać, bo za mecz jak dobrze pójdzie jest 500 expa.. kropla w morzu. Oczywiście można za normalną kasę szybko łatwo i przyjemnie, ale w cenie około 40 chyba złotych masz 1000 złotych kamieni, a one starczają na 1 strój.

      Jak dla mnie drogo, a, zwłaszcza że to nic nie daje poza wyglądem, a bardziej kolorowe i bajeranckie stroje sprawiają, że łatwiej jest dostrzec ukrywającą się przed Killerem postać.

    4. Magus

      Magus

      To prawda, nie uciekniemy od mikropłatności, ale twórcy zaczynają iść o krok dalej. Rozumiem długą grę i w ogóle, ale to już jest zmuszanie do ciągłej gry. A jak się nie podoba to oczywiście się bronią tym, że wystarczy trochę czasu poświęcić. No, ale niestety coraz więcej firm robi tego typu kroki, a przyszłość grania w tym wypadku nie rysuje się kolorowo :/

  14. Magus

    Czarny rynek - Możesz też poczekać, aż sami się pozabijają, skoro planują atak na Crystal to raczej długo nie pożyją i po wszystkim wycofają się i dadzą ci spokój - wzruszyła kopytami. - Skoro cesarzowa widzi wszystko, to już pewnie wie, że się na nią szykują - powoli ruszyła naprzód kiedy kolejna osoba się przesunęła i wróciła do sprawy portalu. - Nie ma różnicy, raczej chodziło mi o sensacje żołądkowe po podróży - rzuciła delikatny uśmiech White i właśnie wtedy nadeszła ich kolej. - Wynosicie coś? - spytał gwardzista patrząc podejrzliwie. - A co chcesz mnie zrewidować? - rzuciła mu krzywy uśmieszek. - Dobra idźcie już - machnął z niechęcią kopytem, a Crimson zaczęła powoli iść przed siebie. Gwardzista nic już nie powiedział też White i Pearl. Kiedy tylko znalazły się poza murami Crimson lekko się rozciągnęła i spojrzała na White. - Coś ze mną nie tak, że tak do siebie zniechęcam? - rzuciła jej nieco zmartwione spojrzenie zadając to pytanie. Baza - Nie jestem po waszej stronie i nigdy was nie poprę, ale nie jestem szują - skrzywił się Spear w kierunku Sanda. - Mam nadzieję, że nigdy już się nie spotkamy, bo szczerze mówiąc dziwnie byłoby teraz ze sobą walczyć - To trochę dziwnie zabrzmi, ale będzie mi was naprawdę brakowało - powiedziała nagle Pearl. - Gdyby to był inny czas i okoliczności to myślę, że moglibyśmy zostać przyjaciółmi. Jeśli kiedyś zobaczę was umierających na polu walki możecie na mnie liczyć - Jeśli twoi żołnierze zaczną podważać twój autorytet to znaczy, że nie rozumieją jak wspaniałego dowódce mają, to był honor walczyć z wami po jednej stronie i masz też racje musimy się pośpieszyć - zasalutował Fire, a potem spojrzał na Batty. - Jeśli zmierzasz do Equestrii możesz iść z nami, ale musiałabyś poczekać, aż skończymy chować naszych zmarłych Canterlot - Wiesz co się dzieje kiedy stajemy się jednością z cesarzową? Chyba nie, bo zakładasz, że nie reagujemy. Uczucia często przeszkadzają, a my musimy się ich wyzbyć. W naszych działaniach nie ma gniewu rozpaczy czy chęci zemsty. Nie stajemy się też psychopatami bez serca, dla których zabijanie staje się rozrywką. Cena mocy jest wielka, ale wierzymy cesarzowej dlatego oddajemy jej wszystko czym byliśmy, jesteśmy i będziemy, bo jej wierzymy. Jeśli uważasz, że twój towarzysz jest niewarty łaski cesarzowej to poczekaj, aż ona to oceni, w innym wypadku będziesz musiał pogodzić się z własną niewiedzą. Ona widzi więcej niż którekolwiek z nas, to ona nas kuje niczym żelazo, aż staniemy się jej bronią. Nie możemy też mieszać się w sprawy innych. Jeśli ta klacz poprosi dostanie schronienie i ochronę nawet nie mówiąc wystarczy, że tylko da znak, ale nie możemy wiedzieć co dzieje się w jej domu, a kierowanie się przeczuciami nigdy nie przynosi zadowalających rezultatów, rozumiesz?
  15. Magus

    Czarny rynek - Zawsze mogę pomóc w dezynfekcji - lekko się uśmiechnęła. - Do walki z robalami raczej mnie wpuszczą do stolicy jednorożców - puściła oczko do White kiedy szły dalej. Nikt ich już nie zaczepiał kiedy szły, wszyscy zajęci byli swoimi interesami. Kiedy na rynku nie było Sinister inni dilerzy na tym korzystali sprzedając swoje towary. Natomiast gdzieś w głębi rynku dochodziły potworne ryki kiedy potwory ścierały się na arenie. Ponownie trwały też aukcje, ale tym razem nikt nie handlował kolejnym klaczami tylko maszynami zniszczenia czy biżuterią i artefaktami. Mimo to Pumpkin, aż zadrażała kiedy znów zobaczyła to miejsce. Nawet gwardziści zdawali się już nie zwracać uwagi na klacze patrolując teraz tylko okolice. W końcu po dobrej godziny drogi zaczęły docierać do jednej z kolejnych bram. White i Pumpkin mogły się przekonać jeszcze bardziej jak rozległe jest to miejsce i jak wiele jeszcze nie widziały, bo rynek zdawał się ciągnąć w każdą stronę jeszcze przez wiele kilometrów niczym niewielkie miasto. W końcu Crimson stanęła i wyciągnęła papierosa. - Ostatni posterunek - mruknęła patrząc na kolejkę zbierającą się do wyjścia i zapalając fajkę. - Tam będzie już czekał powrót do domu, to która wejdzie pierwsza tym razem? - Naprawdę nie wiem czy kiedykolwiek się wam odwdzięczę - pierwszy raz głos Pumpkin stał się tak radosny, chyba już czuła, że jest w domu. Baza - O jakiej ofercie on gada? - powiedział zaskoczony Spear. - Jak dużo mnie ominęło i gdzie te skurwiele? - Nie sposób tego opowiedzieć krótko, to naprawdę długa historia - Pearl lekko się do niego uśmiechnęła, a potem spojrzała na buntowników, którzy jej podziękowali. - Taka moja rola - dodała do nich również się uśmiechając, aż nie spojrzała na Ordera. - Muszę odmówić propozycji. Jestem lekarzem, nie żołnierzem, wyruszyłam na te ekspedycje żeby pomagać innym, a nie zabijać. W Canterlocie mieszkają moje dwie młodsze siostry, jeśli nie wrócę trafią do przytułku, a boje się pomyśleć co im zrobią jeśli w dowództwie dowiedzą się, że zdradziłam - wbiła wzrok w podłogę. - Żaden szanujący się żołnierz nigdy nie zdradza dowództwa - powiedział znowu Spear. - Poza tym na mnie też ktoś czeka w Canterlocie, obiecałem, że wrócę - Nie mogę zostawić swoich żołnierzy - powiedział ponuro Lance, a potem spojrzał na Fire. - Nie macie też powodu aby nam ufać. Na pewno jednak nie zdradzę waszego położenia dowództwu. Wierze, że wspólna walka rodzi więzi między żołnierzami, silniejsze niż rozkazy, a po tym co wszyscy tu przeżyliśmy raczej nasze łatwo się nie rozerwą Canterlot Kiedy jednorożce zniknęły służba znów wróciła na normalne tory, ale nic nowego się nie działo. Podmieńce najwyraźniej nie były na tyle głupie aby wchodzić główną bramą albo rekrut nie był w stanie żadnego zlokalizować, nikt też nie zachowywał się podejrzanie przez co czas ciągnął się niemiłosiernie. Rekrut, który przyszedł tu z Dawnem w końcu oprał się o ścianę pozwalając sobie na odrobinę wygody, a w kierunku Dawna nagle poleciała butelka z wodą. Jak się okazało jego przełożony mu ją rzucił. - Pozwól na chwilę - powiedział w jego kierunku. Kiedy Dawna szedł do swojego dowódcy rekrut jeszcze szepnął w jego kierunku. Ktoś dostanie dziś klapsa. - Nie powinieneś brać wszystkiego za bardzo do siebie, są rzeczy do których nie możemy się mieszać - powiedział mu w końcu przełożony kiedy już się oddalili tak żeby nikt ich nie słyszał.
×
×
  • Create New...