Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Magus

Brony
  • Content Count

    5,238
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

58 Bardzo dobra

About Magus

  • Rank
    Magelo
  • Birthday June 28

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    9083854

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Zainteresowania
    Moje zainteresowania hmm głównie interesuję się przyrodą zwłaszcza zwierzętami poza tym lubię książki zwłaszca z gatunku fantasy gry sporo ich by wymieniać i oczywiście My Little Pony
  • Ulubiona postać
    Zdecydownie najbardziej lubię 3 postacie
    1.Applejack
    2.Luna
    3.Discord

Recent Profile Visitors

71,973 profile views
  1. Magus

    Czarny rynek - Z klientami też trzeba uważać by nie weszli nam na głowę, wiem z doświadczenia - mruknął nim Sinister pokazała kulkę, która go wyraźnie zaintrygowała. - No kto by pomyślał... To jest jak wizytówka Crimson, nie sposób nie poznać jej roboty - znów spojrzał na klacz. - Jeśli jej nie zwędziłaś, to muszę powiedzieć jestem pod wrażeniem. Nikomu nie sprzedaje ani nie pożycza swoich zabawek, ty chyba byłabyś w tym wypadku pierwsza. Nawet gwardii podobno oddaje rupiecie gorszej jakości, a ty mówisz, że jeszcze możesz je podrasować - w jego oku pojawił się błysk. - Słuchaj dam ci tylko jedną radę. Ludzka broń to istny bajzel, nie zapędź się za daleko. Ludzie winią kuce za swoje życie, ale sami sobie to załatwiliśmy, choćby tą naszą bronią, to niezły syf, lepiej nie zapędzaj się za daleko. Prawda taka, że jęczą tylko ofiary co nie potrafią się ogarnąć - skrzywił pysk w wyrazie obrzydzenia. - Spytam tylko z ciekawości. Crimson wie, że chcesz majstrować przy jej zabawkach? Baza - Nie mam zamiaru skreślać twoich towarzyszy, jeśli chodzi o możliwości bojowe - mruknęła Pearl w kierunku Ordera. - Musisz jednak pamiętać, że gwardziści tutaj nie walczyli tylko nożami. Mieliśmy te bazę naszą broń i liczący grubo ponad setkę oddział, a ilu nas zostało? Ponadto, mimo, że nienawidzisz oddziałów śmierci, czym się tobie nie dziwie, to na pewno wiesz jak są wyszkoleni. Wycofali się jednak zaraz po zabraniu tego czego szukali ze świątyni, jestem niemal pewna, że dobrze wiedzieli co się stanie, a skoro się wycofali to na pewno mieli powody, nie mówiąc, że mieli ze sobą nawet kilku kapłanów obytych w magii, a i tak zostawili nas - mówiła w kierunku ogiera, nie zwracając uwagi na to co dzieje się wokół. - Mimo tego co się stało, nie żałuje, że tu przyszłam, gdzie indziej moje możliwości byłyby bardziej potrzebne? - dodała już bardziej do siebie. - Naprawdę bym chciała wiedzieć co tak rozwścieczyło te bestie i co im zostało zabrane Nieznana lokalizacja Pomieszczenie wypełnił wstrząs po uderzeniu jednorożca, najwyraźniej położenie było wyjątkowo niestabilne. Stwór zdołał już dojść do siebie po ataku i znów zaczął wyszukiwać ofiary, ale nagle się zatrzymał poruszając mackami po pomieszczeniu gdy zaczęła wlewać się magma. Wyglądało, że waha się włożyć cielsko w ciecz, ale nagle stało się coś nieoczekiwanego, bo ten złapał się sklepienia pomieszczenia i wciągnął na nie swoje ciało. Jedna z jego macek wystrzeliła i wbiła się prosto w wypływającą magmę. Ciało stwora zaczęło wypełniać się cieczą, aż nie stało się bardziej pomarańczowe przez magmę jaka się w nim zebrała, zaraz potem stwór zaczął poruszać ciałem za uciekinierem uwalniając ze swojego cielska niesamowite pokłady ciepła. Wyglądało na to, że chciał ugotować agresora.
  2. Magus

    Czarny rynek - Nie znam za bardzo Crystal, ale chyba gówno ją obchodzi gdzie się urodziłaś, a jedynie kim. Widziałem co czeka jednorogi, które nie chcą się dopasować. Zresztą czy jakiś z tych jak im tam było kryształów tych kucyków, czy coś też nie był jednorożcem? Jak widać gówno to pomaga, gdy się nie dopasujesz - powiedział zaraz po tym jak Sinister skończyła. - Pytasz o czym marze? Jestem prostym kucem. Forsa i wpływy to wszystko co się dla mnie liczy - lekko się uśmiechnął. - W każdym bądź razie, podobasz mi się, bo wiesz czego chcesz i nie pieprzysz się. Może potrafisz ulepszyć broń moich ludzi lub chciałabyś do nas wstąpić jeśli masz bojową magię. U mnie na zarobki w żadnym wypadku nie można narzekać. Dragi niestety na niewiele mi się przydadzą. Sam lubię zajarać, ale jeśli moi ludzie zaczną staną się bezużyteczni Baza - Nie jestem obrażona, bo masz racje - westchnęła Pearl słysząc Fire. - Mam przeszkolenie bojowe, ale nie w tym zakresie, więc zapewne nic bym nie pomogła. Co do pomysłu to chyba masz racje, nie mamy wyjścia, chyba, że wszyscy wyjdziemy jak Batty w tych pancerzach i nas nie zobaczą, ale... - spojrzała na swojego dowódcę i Speara. - Nie sądzę, że dam radę w takim wypadku wyjść i wynieść ich ze sobą - nagle spojrzała na Ordera. - Powinieneś nam powiedzieć. Wiem, że nam nie ufasz, ale jak wiele wiedzą tamci? Te śmieszne stworki jak je określasz zmasakrowały wszystkich niemal naszych. To nie byli rekruci, którzy dopiero wyszli z bazy byli przygotowani do walki i jak to się skończyło? Czy tamci zdają sobie sprawę z zagrożenia? Jeśli wywołają hałas lub zaczną je otwarcie atakować, zaleją nas tak jak wtedy... Najpierw zmasakrują twoich kompanów, a potem wpadną tutaj i już nie z dziewięcioma będziemy mieli problem - Pearl oparła się ciężko o ścianę. - To zupełnie nie ma sensu. Widziałam te świątynie, ona nie jest tak wielka. Nie ma możliwości aby pomieściła tyle tych istot, a jednak wciąż wychodzą nowe. Zabijesz, a i tak wracają, może po śmierci się tam odradzają, nic już nie rozumiem - opuściła głowę zrezygnowana. Nieznana lokacja Ciężko było powiedzieć jak wiele czasu upłynęło. Dla Dawna mogło to trwać wieczność, ale minęło około pół godziny. Stwór, który zwęszył ofiarę, najpewniej nie chciał odpuścić, bo wciąż słychać było dźwięki poruszania się jego cielska. Nagle jednak nieoczekiwana przeszkoda stanęła na drodze ogiera, a była to ściana blokująca przedarcie się w dalsze rejony. W miejscu, w którym się znajdował było bardzo ciepło, niemal nie sposób było oddychać. Wokół otaczały go tylko skały i ani odrobiny światła. Stwór powoli zaczął się zbliżać, aż jego cielsko nie stało się bardziej widoczne. To co Spark zobaczył mogło najbardziej kojarzyć się z czymś co przypominało ośmiornice o ciele meduzy. Nie miało oczu, a jedynie pysk zakończony ostrymi żuwaczkami. W niemal przezroczystym ciele potwora nadal widać było trochę ciała skorpiona, które było niemal całkiem nadtrawione. Monstrum nie wydawało dźwięków poza tymi jak się poruszało. Wielkość można było przybliżyć do słonia, ale galaretowate ciało stwora pozwalało łatwo mu się zmieścić w jaskini. Najwyraźniej stwór mimo podobieństwa, nie był stworzeniem wodnym.
  3. Magus

    Czarny rynek - A podobno to odwagę wiążę się z głupotą - krzywo się uśmiechnął słuchając dalej Sinister. - Wiesz, może ty uważasz, że huj jej do tego, ale ona już inaczej to widzi - mruknął znów zaciągając się skrętem. - Gdybyś z tym jej wyskoczyła to najpewniej zrobiłaby ci niezły sajgon. Wiesz w końcu sama jest jednorożcem, a ty swoim zachowaniem zaniżasz ją i całą resztę jednorożców, ale dość tych rasistowskich bzdur - machnął kopytem. - Inaczej mówiąc wykorzystałaś mnie? - mruknął jakby ignorując jej niedawne słowa o figurce do gry. - Widzicie chłopaki, najwyraźniej jestem tutaj niczym celebryta, nawet dostaje darmowe prezenty - wszyscy patrzyli jakby nie wiedzieli jak zareagować, ale na szczęście Christian to zignorował i mówił dalej. - Podobasz mi się, bo wiesz czego chcesz i masz gdzieś innych. A to jest jedyna tajemnica sukcesu. Po cholerę mieszać się w politykę i wojnę innych, skoro nie da ci to bogactwa. Najważniejsze to pilnować własnego nosa. Znasz się trochę na magii? - potarł kopytem brodę. - Chodzi mi o poważne zaklęcia. Płacę dobrze jednorożcom za usługi. Ich ciężka praca chroni to miejsce i pozwala innym tu przychodzić. Rzecz jasna do niczego nie zmuszam, ale jakbyś chciała trochę zarobić na boku - krzywo się uśmiechnął. - Crystal obiecuje jednorożcom jakieś wróżki na wierzbie za lojalność, ale ja daje coś znacznie lepszego, bo nie ma większej siły niż forsa Baza - Tak one nie są tylko tępymi stworami, ale odkryliśmy to za późno - powiedziała słabym tonem Pearl. - Potrafią nawet używać naszej broni, przynajmniej tej zwykłej, bo wyrywały niektórym z naszych włócznie z kopyt - mówiła słuchając dalej planu Fire. - Ale czy ten wybuch w bazie nie ściągnie nowych ze świątyni? - spytała niepewnie, ale nim Fire jej odpowiedziała chyba znów zaczęła mówić przez radio. Nie wtrącała się do całej sprawy, aż nie usłyszała "Ten gwardzista miał racje?" Spojrzała na swojego dowódce, a potem Speara. Co miała na myśli mówiąc o racji gwardzisty? Nawet myślała czy spytać ją o to, ale nim zdążyła, Fire już odezwała się w kierunku Ordera, a Perl lekko mrugnęła jakby też chciała poznać odpowiedź. Nieznana lokacja Będąc na dnie Dawn mógł spostrzec, że to nie był najlepszy pomysł tu iść. Jeśli na górze były kości to tutaj było ich pełno. Najwyraźniej ten stwór uwił sobie tutaj gniazdo, bo lubił ciepło. Nawet co jakiś czas spomiędzy skał wylatywał strumień płomieni. To nie był koniec złych wiadomości dla ogiera. Mógł usłyszeć z tyłu dźwięk kruszących się kamieni, który ustał po niewielkiej chwili. Najwyraźniej monstrum zdołało się wydostać, a co gorsze dźwięk poruszania się znowu zaczął rozchodzić się po jaskini. Wszystko wskazywało, że monstrum potrafiło go wyczuć. Ponownie mógł spostrzec dziwną galaretowatą mackę, która teraz blokowała wejście, którym zszedł na dno, a przy tym jego jedyną drogę ucieczki. Macka jednak najwyraźniej nie była całym ciałem, bo z tyłu ciągnęło się coś dalej.
  4. Magus

    Czarny rynek - Jesteś zabawna jest zabawna, prawda? - spytał gwardzistów i kuca, który niedawno czytał przewinienia. Wszyscy zaczęli lekko chichotać jak na komendę. - Dobra starczy chłopaki - machnął kopytem. - Mało kto mi zarzuca brak manier, ale fakt nie odpowiedziałem. Skoro dajesz za darmo mogę skorzystać, przy okazji dowiem się jaki towar proponujesz, że tak szybko wzbudziłaś zainteresowanie - uśmiechnął się chytrze. - O tak, wszyscy już o tobie mówią, szybko zdobywasz popularność, mam nadzieje, że ci się tu podoba i nie jest to twoja ostatnia wizyta. Potrzeba nam kucyków, którzy rozumieją wartość rynku - powoli sięgnął po jej skręta i zajarał. - Przyznaje całkiem niezłe, nie dziwne, że tak się tobą zainteresowali - spojrzał nagle na róg klaczy. - Podobno dzisiejszy świat jest lepszy dla jednorożców niż kiedykolwiek - przekrzywił lekko głową. - Zakładam, że nie jesteś amatorką z magii. Nie widzę towarzysza, o którym mówisz, a skoro tu jest to znaczy, że albo jest niewidzialny albo możesz go wyczarować kiedy chcesz. A jednak szlachetny jednorożec, jak to was określa cesarzowa diluje. Skąd to zainteresowanie? Uciekasz przed czymś? Jesteś dezerterem z gwardii czy coś? Poza tym co to za projekt, o którym mówiłaś? Baza - Dziękuje - wydusiła Pearl na pomoc ze strony Ordera. Nadal nachylała się nad dowódcą, a jego oddech powoli się uspokajał. W końcu nagle upadła na grzbiet ciężko dysząc. - Powinno być dobrze - zaczęła lekko masować głowę kopytem. - Musi odpocząć, a ja... Wyczerpałam niemal całą moc. Można tego nie dostrzegać, ale dla nas to naprawdę duży wysiłek fizyczny - spojrzała ponuro na Speara, a potem znów na kuca który jej pomógł. - W każdej innej sytuacji bylibyśmy wrogami. Dziwne czasy tworzą dziwne sojusze, tworzycie niecodzienną grupę, ale nie jesteście źli. Dlatego leczę zarówno sprzymierzeńców jak i wrogów - nagle doszły do niej rozkazy jakie mówiła Fire. - Co planujesz? Mogę jakoś pomóc? Nieznana lokalizacja Minęło około pięć minut, ale nic się nie działo. Co jakiś czas tylko słychać było skapywanie wody z okolicznych stalaktytów. Pojawił się jednak cichy dźwięk przypominający szuranie. Ziemia w okolicy ogiera zaczęła się poruszać i nagle coś z niej wylazło. Stworzenie przypominało skorpiona, ale wielkości człowieka. Stwór lekko poruszył się w kierunku ogiera, ale nagle stało się coś niespodziewanego. Z głębszej części jaskini wyszło coś galaretowatego co przypominało fioletową mackę owinęło się wokół wyrywającego się ciała skorpiona i wciągnęło go w głąb jaskini. Potem można było usłyszeć dźwięk chrupnięcia i dźwięk przesuwania się czegoś wielkiego w kierunku Dawna.
  5. Magus

    Czarny rynek - Ah nowa przyjaciółeczka Crimson - uśmiechnął się krzywo. - Nikt nie trafia do mojego królestwa bez przewodnika, a ty jak słyszałem skołowałaś sobie ciekawego przewodnika - powoli poszedł w kierunku fotela, na którym znów usiadł. - Słyszałem jednak, że było was trzy. Ty, Crimson i jeszcze jedna klacz, która zwracała na siebie uwagę nie tylko samym wyglądem. Ile w końcu kucyków karmi bez powodów podmieńca? - wzruszył kopytami. - Tak słyszałem o akcji w barze, jak i o tym, że nabywasz wrogów równie szybko jak Crimson. Nie dziwne, że się spiknęłyście, obie jesteście równie pokręcone - westchnął i lekko zmrużył oczy. - Ale gdzie moje maniery. Nazywam się Christian, tylko tyle zostało z mojego dawnego życia. Ale jak ufam to już najpewniej wiesz. Mam nadzieje, że podoba ci się moje małe królestwo. Gdy reszta ludzi głupio walczyła o dawne życie, ja wykorzystałem sytuacje lepiej. Człowiek czy kucyk, co za różnica? Liczą się tylko wpływy i forsa. Nawet w tym świecie mając jej wiele można dyktować warunki. Crystal najpewniej też to wie i chodzi jej tylko o zyski. Sama jednak najpewniej również odkryłaś ten sekret, patrząc na to czym się zajmujesz... A tak właściwie... Kumpele zostawiły tak ciebie? Baza - Na pewno tu tak nie zginie - powiedziała nieco bardziej agresywnie Pearl na pytanie Ordera. Z pewnością nie była zła na niego, ale w obecnej sytuacji ciężko było się dziwić, że nie mogła zapanować nad nerwami. Spear leżał nieprzytomny i nawet nie zwracała na to uwagi. Jakby nie patrzeć nawet nie zwróciła uwagi na powrót jednego z buntowników i fakt tego co mówił o potworach za ścianą. Położyła kopyto na piersi dowódcy, a potem dotknęła go rogiem. Przetarła lekko pot z czoła i nadal kontynuowała. Cokolwiek robiła, musiało kosztować ją to sporo energii, bo w jej oczach pojawiło się niewielkie zmęczenie. - Potrzeba zimnego ręczniku na okład - warknęła, patrząc na dowódce i nadal kontynuując. - Ja też potrzebuje pomocy... - ciężko odetchnęła. - Normalnie przy takim zabiegu powinny brać udział trzy jednorożce, by mogły nawzajem uzupełniać siły. Niestety muszę zdać się na własne siły. Ktoś musi ścierać mi pot z czoła, bo nie będę w stanie się skupić gdy będzie spływał mi do oczu Nieznana lokalizacja W odróżnieniu od portali na czarny rynek, portale oddziałów śmierci nie przynosiły skutków ubocznych. Dawn po prostu przeszedł z jednego miejsca w drugie. Pierwsze co mógł poczuć to nieznośny fetor, który dobiegał z całego tego miejsca, przywodził na myśl coś zgniłego jak mięso. Na dodatek było tu strasznie ciemno. Z czymkolwiek przyszło mu walczyć, najwyraźniej lubiło ciemność. Zaraz po użyciu zaklęcia światła mógł zauważyć znacznie więcej, jak choćby to, że właśnie był w jaskini, przynajmniej skały wokół o tym świadczyły. Musiał być jednak niezwykle głęboko, bo nie dochodziły tu żadne strumienia światła, a ze stalaktytów co jakiś czas skapywała woda. Wszędzie wokół porozrzucane były kości. Nie były to kości tylko kucyków, a co ciekawe czegoś co przypominało jakiegoś wilka czy nawet niedźwiedzia. Z głębszej części jaskini dochodziły jakieś pomruki, które z pewnością ciężko było scharakteryzować. Jednak kolejną ciekawą rzeczą był fakt wypływającego z tego miejsca ciepła. Wszystko wskazywało, że im głębiej Dawn zejdzie tym będzie bardziej gorąco. Monstrum musiało lubić ciepło i było tam gdzie właśnie było najcieplej.
  6. Magus

    Czarny rynek -... Każdy wie jak wygląda sytuacja - mówił donośny głos, który najwyraźniej był już w połowie przemowy nim pojawiła się Sinister. Na środku placu leżał jakiś zielony jednorożec gdy kilku gwardzistów stało za nim. Co ciekawe przemawiał kucyk skrywający ciało za czymś co przypominało szary habit, a obok niego na wygodnym fotelu siedział brązowy kucyk ziemski o prostej czarnej grzywie i pomarańczowych oczach, ubrany w czarną przypominającą skórzaną kurtkę. - Tutaj nie obowiązują prawa Equestrii, a władza cesarzowej tu nie sięga, dlatego wszyscy mamy tutaj się szanować i pozwalać by to miejsce istniało dalej - Jestem jednorożcem, a ona była kucykiem ziemskim, miałem prawo z nią zrobić co zechce - mówił leżący jednorożec. - Wiecie kim jestem - powiedział nagle ogier wstający z fotela i chwytający metalową laskę obok niego. - Urodziłem się człowiekiem, ale nie pałam do was nienawiścią - machnął kopytem. - Na Ziemi byłem nikim, zwykłym dealerem, który ledwo wiązał koniec z końcem. Teraz otworzyły się przede mną nowe możliwości, które w pełni wykorzystałem. Dzięki waszej magii moje życie się wydłużyło, a ja mogłem stworzyć to miejsce. Jedni powiedzą, że to kolebka bezprawia i brud, ale każdy normalny dostrzeże, że jest to ostatnie wolne miejsce. Miejsce w którym podmieniec, kucyk niezależnie od razy i każde inne stworzenie są na równi, nie ma gwardii którą zaatakuje bez powodu. Nawet nie mieszam się w to co robicie, ale są pewne granice, których musimy przestrzegać - powoli zeskoczył do ogiera leżącego plackiem. - Nie masz prawa, nie jesteś cesarzową by wymierzać mi karę - nagle dostał metalową laską w kopyto, a przy tym pojawił się dźwięk kruszonych kości. Ogier leżący plackiem jęknął głośno z bólu. - Nie jestem - powiedział ponuro tajemniczy ogier, który niedawno wstał z fotela. - Ja się nie ukrywam za siepaczami - uderzył go w kolejne kopyto, przy którym dźwięk znów się rozniósł. - Stworzyłem obowiązujące tu prawa aby to miejsce nie strawiły płomienie - uderzył go w kolejne kopyto. - Ale jak powiedziałeś, nie jestem cesarzową i nie skazuje na śmierć - spojrzał na ostatnie kopyto. - Masz sprawne jedno kopyto i róg, czy zdołasz wrócić do domu lub ktoś się nad tobą ulituje i ci pomoże, to nie moja sprawa. Kara została wymierzona, możesz odejść - ogier stękając z bólu zaczął się czołgać, mając chyba nadzieje, że ktoś mu pomoże, ale wszyscy go ignorowali. Niedawny kat znów rozejrzał się po zebranym tłumie. - Możecie wracać do interesów, chyba, że ktoś ma ochotę pogadać - machnął kopytem. Baza Idąc dalej Batty mogła dostrzec, że stworów w okolicy jest coraz mniej. Mogła napotkać jeszcze ze trzy po drodze, które zdawały się ją ignorować. Podobnie jak inne doczepione były do ścian i oczekiwały na ofiary. Wszystko wskazywało, że są pogrążone we śnie jak wszystkie inne. Nie trwało długo, aż mogła dostrzec pierwsze promienie słońca, które do niej się zbliżały. Pearl musiała mieć dobre przeczucie i najwyraźniej panował już dzień. Patrząc jednak na wysokość słońca nie zaczął się tak dawno. Na zewnątrz mogła zobaczyć kolejny widok. Jeden ze stworów biegł niezwykle szybko starając się ukryć przed słońcem. Nic nie wskazywało, że czuje ból z jego powodu. Możliwe, że w dzień, stwory rzeczywiście musiały polegać tylko na słuchu. Sytuacja wewnątrz wcale nie wyglądała lepiej. Spear czuł wściekłość gdy jego towarzysze go nie poparli, a potem jeszcze żałosny buntownik go obraził. Nie mówiąc o pyskatej jaszczurce, która obraziła jego, jego magię i to kim jest. Gorsze stworzenie jakim był smok nie miał do tego prawa, ale najwyraźniej nikt nie chciał go poprzeć. Lance wyglądał na zaskoczonego tym co powiedziała Kattie, ale nadal chciał załagodzić sytuacje podobnie jak Pearl, potem jednak wszystko stało się bardzo szybko. Kolejny krok i groźba ze strony smoczycy, sprawiły, że Spear wystrzelił promień w jej stronę. Lance zareagował odruchowo chcąc najpewniej zniwelować atak podwładnego swoją barierą, ale był za wolny. Promień uderzył w jego ciało i sprawił, że ogier poleciał w ścianę. - Sir! - wrzasnęła zrozpaczona Peral biegnąc do ogiera, gdy przerażony Spear się cofnął widząc co właśnie zrobił. - Ja... ja... To był wypadek... Czemu to zrobił... - mówił zdenerwowany, najwyraźniej nadal będąc w szoku i nie mogąc uwierzyć. Pearl zignorowała towarzysza teraz próbując pomóc przełożonemu, który jeszcze niedawno zostało poważnie ranny, a teraz jeszcze to. Normalnie promień magiczny mógł się skończyć lekkim poturbowaniem, ale w wypadku niedawnych poważnych ran, finał tej sytuacji nie był pewny. Plac - No widzę, że wszyscy są - zaczął przemówienie gwardzista zaraz po pojawieniu się towarzyszy Mighta i reszty rekrutów. Na placu były cztery jakieś dziwne bramy. Wyglądały trochę jak portale. - Muszę niestety powiedzieć, że już kilkoro z was odpuściło sobie dalsze szkolenie po wczoraj. Nie ma co jednak nad tym rozpaczać. Ci którzy sobie nie radzą, nie są warci czasu naszej pani. Tylko najlepsi mogą jej służyć, a jeśli ma się wątpliwości, to lepiej nie traćcie naszego i swojego czasu, a tym bardziej cesarzowej. To tyle z niedawnych spraw, teraz przejdźmy do obecnych. Dawniej wysyłaliśmy rekruta do lasu Everfree aby przetrwał tam z godzinę, ale niestety większość nie wracała już nigdy, więc nieco to zmieniliśmy - w tłumie narosły pomruki niepewności. - Teraz jednak nie jest łatwiej. Każda z tych bramek przeniesie was na zabawę z jakimś mniej groźnym, ale nadal niebezpiecznym stworem... - A jeśli zginiemy? - spytał nagle ktoś z tłumu. - Małe szanse, przynajmniej na razie. Możecie zostać ciężko ranni lub stracić co najwyżej kończynę, jeśli nadal macie wątpliwości możecie się wycofać, tchórzy nam nie trzeba - Dostaniemy broń? - spytała kolejna osoba. - Jasne, możecie brać włócznie lub miecz - Nic lepszego? - padło kolejne pytanie. - Jak chcesz coś lepszego, to biegać podskokach do zwykłej jednostki - machnął z lekceważeniem kopytem. - W każdym razie jeśli jakaś beksa zginie, na pewno odeślemy ciało rodzinie, będzie miał chociaż pogrzeb. Ci którzy jednak zaliczą dostaną małą nagrodę - wskazał kopytem na kilku bardziej doświadczonych rekrutów. - Napierśnik naszej zbroi będzie pierwszą częścią waszego pancerza, która się z wami złączy po zakończeniu szkolenia. Stanie się częścią was po złożeniu przysięgi, teraz jednak będzie miał jeszcze ograniczone zdolności. Mimo wszystko może być bardzo pomocny w kolejnych ćwiczeniach. No dobra, ci co nie chcąc uciekać zgarnąć broń i do kolejki. Każdy ma trzydzieści minut. W tym czasie musi pokonać bestię lub przetrwać ten czas z nią
  7. Magus

    Czarny rynek Po wyjściu Sinister, sprzedawca nic już nie powiedział. Czarny rynek wokół działał wciąż jak szalony, a tylko co jakiś czas zmieniali się sprzedawcy sprzedający nowy towar gdy poprzedni albo już swój wyprzedali albo zakończyli handel po prostu na dziś. Co jakiś czas Sinister mijały kolejne kucyki, czasem nawet gryfy czy podmieńce, nie ukrywające swojej prawdziwej postaci. Czasem zdarzało się spotkać kogoś nawet bardziej egzotycznego jak hipogryfy, które od czasu panowania Crystal unikały Equestrii albo nawet pojedynczą zebrę. Niektórzy ciągnęli za sobą nowe potwory na arenę, a inni po prostu handlowali. Nowe aukcje nietypowych towarów nadal trwały. Niedawne stoisko Sinister teraz zajęła jakaś klacz sprzedająca eliksiry, a jej niedawny konkurent nadal sprzedawał towar kolejnym chętnym. Spory tłum zebrał się też na placu coś obserwując, mimo, że nie było tam stoisk ani areny. Baza Zaraz po tym jak Batty odesłała towarzysza, mogła przez swój wyczulony słuch usłyszeć kolejny dźwięk, który powoli się do niej zbliżał. Nagle do pomieszczenia weszła kolejna teraz czteroosobowa grupka stworów. Wydawały jednak teraz inne dźwięki niż dotychczas, a zwłaszcza jeden z nich. Stwory, które z nim przyszły otoczyły go i nie reagowały jakby słuchały każdego dźwięku jaki się z niego wydobył. Wyglądało jakby prowadziły rozmowę w tylko przez siebie rozumianym języku. Stwór, który wydawała dziwne dźwięki nagle wstał prosto i pokazał innym ostrzem na zamknięte drzwi, a potem zaczął pokazywać inne miejsca. Stwory zaczęły się rozchodzić zajmując różne miejsca i ukrywając się. Wszystko wskazywało, że paskudy, które gwardia uważała za dzikie bestie potrafiły planować i nie były tak głupie jak się zdawało. Gragul, który wcześniej rozmieścił towarzyszące mu bestie wskoczył teraz na sufit i czekał. - Myślisz, że się ciebie boję?! - ryknął nagle Spear, a jego zaczął świecić intensywnym światłem. - Jakiś smoczy szczyl sądzi, że może grozić gwardziście? Jeden krok, a przerobię cię na walizkę! - Zamknij się - warknął nagle Lance w kierunku Speara, a potem patrząc na Katie. - Posłuchaj, przepraszam za jego zachowanie. Na pewno należy mu się kara i mu ją wymierzę nawet osobiście, ale obecnie walka między sobą nawzajem nie jest najlepszym wyjściem - Trzymasz stronę tej jaszczurki?! - ryknął Spear. - Nie poznaje cię, gdzie twoja duma? - A ja zastanawiam się gdzie twój mózg - warknęła Pearl. - Jeśli twoje wrzaski ściągną tutaj gragule, to osobiście cię wypatroszę i również przepraszam za brak intelektu towarzysza. Chyba naprawdę zaliczył testy umysłowe z litości egzaminatora Koszary - No patrzcie jak ładnie wstajecie, nawet budzika nie trzeba - powiedział nagle gwardzista. - Dziś nie ma żarcia, nie przyjmie się, bo zaraz i tak zwymiotujecie, ale nie będę wam wyjaśniał. Ogarniać się i być gotowymi w ciągu pięciu minut i na plac - powiedział jeszcze nim odszedł. - Myślicie, że żartował? - spytał jeden z ogierów. - Nie wydaje mi się aby byli skorzy do żartów, ale padam z głodu, więc nie za dobrze to wygląda - Znów mieliście nietypowe sny? - nagle spytał Might. - Śniło mi się miejsce, w którym ostatnio byłem i pomógł mi Dawn... - Gdy o ty mówisz, to znowu miałem powalony sen - Ta ja też - wszyscy machali zgodnie głowami. - To miejsce dziwnie na nas działa, ciekawe czy gwardziści o tym wiedzą, może powinniśmy z nimi pogadać
  8. Magus

    Czarny rynek - To niestety przeświadczenie, na które nie mamy wpływu - westchnął słuchając historii znaczka klaczy. - Kucyki mówiące zawsze o przyjaźni potrafią zepchnąć najbardziej wyróżniającą się osobę na sam margines społeczny, nie szukając drugiego dna. Pewnie z podobnych powodów równie szybko wybrali nowego monarchę zapominając o starym i dawnym trybie życia. Mimo wszystko nie można uciec od tego kimś jest, lepiej to zaakceptować niż narażać się na same porażki i próby zrobienia z siebie kogoś kimś kim się nie jest. Trzeba jednak przyznać, że ta klacz - nie trudno było zgadnąć, że ma na myśli Crimson. - Mówi słusznie, czasem lepiej uważać co się komu mówi. Poza tym nie masz za co dziękować. Radami i mądrością zawsze warto się dzielić - lekko się uśmiechnął. - W każdym bądź razie uważaj na siebie cokolwiek nie planujesz zrobić, a gdybyś kiedyś potrzebowała pomocy lub rady w sprawie swej magii, możesz tu wrócić Baza Reakcja na niespodziewany dźwięk była natychmiastowa. Stwór wyskoczył z niesamowitą prędkością ku źródłu dźwięku z wysuniętymi szponami gotowymi do ataku. Stanął jednak niemrawo w miejscu gdy jego szpony nie natrafiły na opór, a tylko dźgnęły powietrze. Znów zaczął poruszać się nerwowo wyszukując wokół intruzów. Gdy Batty i jej towarzysz się trochę rozejrzeli mogli dostrzec w niektórych miejscach coś niepokojącego. Jak się okazało to nie był jedyny stwór w okolicy. W pomieszczeniu znajdowało się jeszcze około pięć, ale się nie ruszały tylko tkwiły przybite do okolicznych ścian. Wyglądało jakby spały, ale nie było pewne czy choćby najmniejszy hałas nie obudzi tych jak tamtego. Co ciekawe jednak stwory nie reagowały na dźwięki towarzysza, zupełnie jakby były wyczulone na te odpowiednie. W międzyczasie nagła pobudka Kattie z pewnością była szokiem zwłaszcza dla Pearl i Lance'a, którzy nawet nie wiedzieli o niedawnym planie Speara. Z pewnością największy szok pojawił się na pysku Pearl, która do tej pory nie zwróciła uwagi na Katie i chyba nie wiedziała, że jest tu z nimi młody smok. Lance wyglądał na równie zdziwionego jej oskarżeniem, zwłaszcza gdy zadała pytanie, a nawet nie wiedział o co pytała dokładnie. Mimo wszystko jako dowódca postanowił brać odpowiedzialność za swoich podwładnych, nawet jeśli wykazali się jakąś głupotą. Już chciał wziąć winę na siebie gdy wtrącił się Spear. - Uspokój się krokodylu, twoje groźby na nikim nie robią wrażenia - odparł ze znużeniem. - Pewnie jesteś tak groźna jak smoczek dawnej księżniczki przyjaźni. W ogóle to zgubiłaś się w trakcie migracji czy co? Sen - Celestia mimo wielu lat na karku wciąż wierzyła, że w każdym znajdzie dobro i każdemu wybaczała. Choćby dzięki temu zmanipulowała Discorda lub odzyskała siostrę. Mimo to były przypadki, które z góry skreślała jak niegdzisiejszy tyran Crystal Empire. Pytanie czy jej próby wyszukiwania dobra mogą wynagrodzić krew, którą przelali jej poddani za jej marzenia - wśród tłumu ludzi pojawiła się klacz utkana ze światła. - Moim zdaniem ludzie wybrali swój los, więc mają prawo umrzeć na swoim wymarłym świecie jeśli taka była ich wola. Teraz tego świata nie ma, a ja nie pozwolę im zniszczyć kolejnego - powiedziała spokojnie postać unosząc kopyto. - Nie każdy zrozumie moje metody, ale ludzi nie dają się kusić piosenkami i rozmowami, a rozumieją jeden argument, który staram się im okazywać. Pytasz czy stanie się coś złego? Zawsze dzieje się coś złego, tego nie da się uniknąć. Być może wiem co ma nadejść, a może głupio się narażam, to czas pokaże. Czasy są jednak ponure - jej ton stał się bardziej twardy. - Jednak ja jestem gotowa na wszystko by mój plan dobiegł końca, a ja jestem coraz bliżej jego realizacji, brak mi tylko jeszcze kilku rzeczy - postać uderzyła kopytem w ziemię, a miasto stało się zniszczone i pozbawione życia. - Zabawne, że nawet my do tego nie doprowadziliśmy, a sami to wyniszczyli. Masz jakieś jeszcze pytania?
  9. Magus

    Czarny rynek - Czarna magia jest darem, ale niestety nie każdy tego daru jest godny - w końcu wydukał. - Byłem młody i byłem inny wiedziałem, że nigdy nie będę taki sam jak reszta kucyków. Wypieranie się siebie jednak nie jest rozwiązaniem. Pytasz co możesz zrobić? Są różne drogi, jedne krótsze inne dłuższe. Możesz spróbować własnej drogi lecz jest to długa droga, która zmusi cię do zgłębiania wiedzy we własnym zakresie, a przy tym szansa na lepsze poznanie samej siebie. Inną drogą jest szukanie kogoś kto nauczy cię jak żyć ze swoim darem, ale kogoś kto nie chce niczego w zamian, a już na pewno nie wiąże się to z mieszaniem w naturę życia i śmierci. Sam dawniej miałem nauczyciela, który pokazał mi jak można przeżyć. Mogłem żyć znów pośród zwykłych kucyków lub sam zdecydować o własnym losie - powiedział spokojnie duży natłok słów. - Może jednak mogą pomóc ci przyjaciele tacy jak ta Crimson. Może pojęcie o magii marne, ale nawet wsparcie sprawia niezwykłe cuda Baza - Wbrew pozorom również mamy w tym swój udział. Wstąpiłem do gwardii by chronić innych, a jeśli te stwory się rozpanoszą to ile warta jest nasza przysięga? - spytał, ale nie oczekiwał na odpowiedź unosząc Batty za pomocą czaru lewitacji. - Mam nadzieje, że nie jest to nasze ostatnie spotkanie, a ja się mylę - nim Batty zniknęła w szybie Spear wystrzelił promień prosto w zad Kattie. Nie było pewne czy zrobił to umyślnie uważając za zabawne, czy po prostu strzelił w pierwsze lepsze miejsce. W międzyczasie gdy Batty i jej towarzysz przechodzili przez szyb, było niezwykle cicho w miejscu, z którego niedawno uciekli. Zupełnie jakby wszystkie maszkary zasnęły. Gdy jednak pomieszczenie ukazało się ich oczom, mogli zobaczyć, że nie ma już tam stworów. Mogły wrócić do świątyni lub gdzieś się schować. Po wyjściu z szybu nic się nie zmieniło. Wszędzie wokół była drażniąca cisza i ani śladu armii stworów, które niedawno widzieli. Nic nie ruszało się w kątach ani pomiędzy skrzyniami. Dopiero po chwili mogli dosłyszeć dźwięk, który nie był niczym optymistycznym. Chrobotanie dobiegało z nad nich. Stwór nagle opadł tuż przed nimi prosto z sufitu i przechylił lekko głowę wydając przy tym dźwięk przypominający mruczenie, ale nie zaatakował tylko stał w miejscu jakby próbował nasłuchiwać. Sen Zdecydowanie kolejny sen nie należał do normalnych i nie mógł być wspomnieniem. Dawn znalazł się w końcu w miejscu, którego raczej nie miał szansy zobaczyć, bo był za młody. Nie było tu żadnych kucyków ani typowych istot jakie mógł widzieć na co dzień. Otaczały go całe tłumy stworów, które nie powinny były już istnieć, a byli to ludzie. Zachowywali się jakby on zupełnie nie istniał, wszyscy zajęci własnymi sprawami. Sam ogier był w wielkim ludzkim mieście, a zewsząd dochodził dźwięk samochodów. Jakiś mężczyzna na niego wszedł, ale przeszedł przez niego jakby był duchem. - Zabawne prawda? - głos taki sam jak w poprzednim śnie dotarł do jego uszu. Nie było jednak widać właścicielki głosu. - Celestia odkryła ludzi tak niedawno, mając co do nich wielkie nadzieje. Chciała ich ratować, a wbrew sobie dokończyła czas ich egzystencji. Sądziła, że ludzie zrozumieją jej ideę i okażą chęć wspólnoty tymczasem niemal zniszczyli tych, których powinna chronić najbardziej. Celestia mogła odkryć ich niedawno, ale ja widziałam więcej niż ona. Ludzie mieli to w sobie, że wykorzystywali siebie nawzajem jak i cały ich świat. Skoro sami doprowadzili do swojego wyniszczenia czy nie powinno się im pozwolić zostać przy losie, który sami wybrali?
  10. Magus

    Czarny rynek - Tacy jak my sami decydują o swoim losie - powiedział w końcu ogier na całą fasadę słów jakie wylała z siebie Sinister. Najwyraźniej odniesienie do tacy jak my miało się tyczyć jej i jego. - To oczywiste, że mając taką moc nie można żyć jak inni, ale można nauczyć się nad nią panować. Wystarczy rzucić na ciebie okiem by wiedzieć, że jesteś więźniem własnych emocji. Nie panujesz nad nimi, a za to one nad tobą już tak. To samo tyczy się twojej magii, która, aż wylewa się z ciebie. Pójście na rytuał w takim stanie nie było najmniejszym nawet przejawem rozsądku - westchnął ciężko. - Sama o sobie decydujesz, a kłopoty, o których mówisz sama też na siebie ściągasz. Obrona jest konieczna, jednak wciąganie się w tego typu gry już nie bardzo - zapewne miał na myśli sytuacje ze straganu. - A co do twojej przyjaciółki... Nie sądzę by wydała cię umyślnie, o to na pewno nie. Trzeba po prostu liczyć się z tym, że nawet tego nie chcąc może ściągnąć na ciebie kłopoty, które cię przerosną - skrzywił lekko głowę. - Gdyby gwardia chciała zrobić jej publiczną egzekucje za wszystkie jej czyny patrzyłabyś spokojnie jak ja wieszają? Albo gdyby została zakuta w dyby i skazana na karę głodu, pozwoliłabyś jej głodować? Każda reakcja z twojej strony znów zwróciłaby ich uwagę na ciebie Baza - Plan brzmi, aż nazbyt idealnie - mruknął Lance słuchając o zbroi. Jednak znowu nie spodobało mu się, że Batty chce się narażać. - Pegaz jest zwinny, ale z siłą ma spore opor,y a ty... Jesteś jednak nadal klaczą. Jeśli się mylimy, w tym pancerzu będziesz miała problem wykorzystać swoją szybkość w razie ich ataku. W końcu to ona daje ci przewagę w walce. Będziesz tam sama bez wsparcia, jedna chwila i leżysz. Ja jestem jednorożcem, ale mam nieco więcej sił fizycznych niż przeciętny - Jesteś uparty i głuchy - warknęła Pearl. - W twoim stanie nie ma szans abyś wykonał te misje. Chcesz wszystko zaprzepaścić przez swoją zawziętość? Mimo wszystko powinna mieć jakieś wsparcie, może ja z nią pójdę... - Z twoimi zdolnościami do walki? - spytał Lance kręcąc głową. - Bardziej byś jej zawadzała. Poza tym nadal nie wiemy czy uda się zamknąć te przeklętą świątynie. Nigdy tam nie byłem, a szansa że moja magia wystarczy, nie jest czymś na czym powinniśmy opierać całość planu... - Spear w tym czasie parsknął śmiechem widząc jak smok odpycha Ordera. - Skoro tak twardo śpi, to może walnijmy ją jakimś kijem? Można związać coś by było długie i walnąć w bok. Nawet gdybyśmy zakończyli koniec włócznią to niewiele jej zrobi, bo te krokodyle mają mocną łuskę. Mogę w nią ewentualnie uderzyć promieniem magicznym o niewielkiej sile Koszary - Co tam się stało?! - powiedział nagle zszokowany Might nim ktokolwiek odpowiedział Sparksowi. - Dostałeś na testach, a potem gwardzista cię połamał - mruknął jeden z ogierów. - Ciesz się, że Dawn sprowadził cię do żywych - Cholera... Pamiętam, ale on... Moje pole siłowe... On miał siłę jak kucyk ziemski i szybkość niczym pegaz - Ta... Słuchaj stary, na pewno był silny i szybki, ale nawet w oddziałach śmierci nikt nie przekroczy bariery biologicznej. Jednorożce nie mają siły i zwinności kucyków ziemskich czy pegazów, choćbyśmy nie wiem jak trenowali - Mówię wam ja to czułem! Zniszczył moją barierę niczym szklaną kopułę! Wiem, że ciężko w to uwierzyć po moich wpadkach, ale nie mam słabej magii, inaczej by mnie tu nie było - wszyscy zaczęli patrzeć po sobie niepewnie, aż jeden zwrócił znów uwagę na Dawna. - Ta wiem po co chcesz tam być... Każdy chce zobaczyć cesarzową na własne oczy, a wielu ma nadzieje nawet na coś więcej - pokręcił głową. - W każdym razie przepustki wydaje nasz nadzorujący gwardzista. Mi przydzielił, ale ja o nią prosiłem tydzień temu - Chyba sam się wybiorę - nagle wtrącił kolejny. - Poznanie cesarzowej? Może serio byłaby szansa na coś... - Ta śnij na jawie - wszyscy wybuchnęli śmiechem poza Mightem, który nadal najwyraźniej myślał o niedawnym starciu.
  11. Magus

    Czarny rynek - Być może tak je zwą, bo nie zawsze nimi były. Może bezcenne kamienie leżące wokół smoków nabrały wartości po ich śmierci. W każdej legendzie warto doszukać się drugiego dna - zamilkł jednak i uniósł brew gdy klacz wspomniała o podobnej legendzie. - To prawda, że warto kierować się tym co dla nas przyjemne, lecz z czasem nawet przyjemność staje się mdła i nudna, czy wtedy też warto było oddać życie niż szukać wielu innych przyjemności, które na nas czekają w całym naszym długim życiu? - odpowiedział najpierw na opowieść Sinister, a potem przekrzywił lekko głową. - Jesteś jeszcze młoda i nie jest to obraza. Mało kto przeżył tak wiele lat na tym świecie co ja. Nikt jednak nie słucha starszych, a przy tym zwykle doświadczonych - lekko się uśmiechnął. - Ta klacz po prostu ma talent do ładowania się w kłopoty, a trzymając się jej sama się o nie prosisz. Nikt o niej nie mówi, bo wiedzą, że nie lubi jak się o niej mówi, a wolą nie psuć jej humoru, bo wtedy bywa groźna. Nikt nigdy nie wie co jej strzeli do głowy. Musisz jednak pamiętać, że władasz czarną magią, a ona wbrew swojej woli jest blisko z gwardią. Tylko dlatego nie została posłana z resztą ziemskich kucyków do pracy na roli i nie musiała uciekać tutaj Baza Zarówno dowódca jak Pearl i Spear zaczęli po sobie patrzeć, zaraz po słowach, które powiedziała Batty. Nikt wcześniej tak o tym nie myślał. Wcześniej zakładano że muszą reagować na wibracje w powietrzu czy coś w tym guście, a teraz mogło się okazać, że byli w błędzie. Może gdyby wtedy wiedzieli zdołaliby zamknąć świątynie i pozbyć się stworów. Lance zaraz jednak skierował spojrzenie na Fire, która zaczęła mówić. - Cholera... - warknął Lance gdy Fire skończyła. - Wasze pancerze niewiele pomogą, a nasze nie będą w tym wypadku lepsze. Stworzono je raczej z myślą o pociskach i broni białej do walki z ogniem służy nam pole siłowe - znów zaczął myśleć na głos. - Możesz chyba wstać - powiedziała nagle Pearl. - Wolałabym jednak żebyś oszczędzał te kopyto - dowódca zdawał się ją ignorować. - Batty powiedziała coś interesującego, a potem jeszcze ty - wskazał kopytem na Fire. - Skoro nas widzą to musi być sposób żeby nas nie widziały. Każdego można oszukać jeśli nie chodzi o wzrok, tak jak te rakiety, o których mówiłaś - powiedział powoli wstając. - Daleko do tego pomieszczenia z napalmem? - pytał ignorując przekomarzankę dwóch buntowników, którą z kolei obserwował Spear. - Litości - w końcu powiedział w ich stronę. - To jest zaledwie młody smok. Nie to co te duże dorosłe, boicie się nastoletniej jaszczurki? - spytał z wyraźną drwiną w głosie. Koszary - Jesteście? - spytał nagle ogier widząc jak Dawn przynosi Mighta. W pomieszczeniu byli już wszyscy inni i patrzyli równie zszokowani na Mighta. - On chyba żyje co? - spytał niepewnie patrząc na towarzysza. - Ta oddycha - powiedział kolejny. - Ten to ma pecha najpierw nie dał rady z zadaniem, a teraz... No właśnie? Co się stało? - Dawn użył magii żeby mu pomóc i chyba się wkurzyli nieco... - To magia jest zakazana? - Ja bym powiedział, że raczej pomaganie innym jest zakazne - Ciekawe kiedy się ocknie - pokręcił głową. - Co wam właściwie zrobili?
  12. Magus

    Czarny rynek - Nadal uważam, że w sprawy zmarłych nie powinno się mieszać, ale uznam, że wiesz co robisz - westchnął ciężko sięgając po szkatułkę i wyciągając kamień. - Wiesz czemu nazywają je krwawymi? - spytał wkładając kamień do mieszka. - Nikt niemal nie wie gdzie występują, a w Crystal Empire nikt z pewnością ich nie znajdzie. Legenda mówi, że powstały gdy najstarsze smoki zaczęły umierać chroniąc swoich skarbów, a ich krew zaczęła spływać po klejnotach, które ją wchłonęły. W ten sposób smoki na zawsze związały się ze swoimi skarbami. Bajeczka, a może prawda i nauczka mówiąca co czeka każdego za chciwość. Co by to nie było, jestem ostatnią osobą, która wie gdzie je znaleźć - powoli podał zapakowany mieszek Sinister, odbierając przy tym zapłatę. - Uważaj na siebie mała i przemyśl dobrze czy warto wszystkim ufać, tym bardziej zjawom, które nie wiadomo co mogą skrywać Baza - Próba przebicia nie ma sensu - powiedział nagle Lance, na niedawne gdybanie Ordera. - Stwory reagują na hałas. W dzień są mniej aktywne, ale jeśli zaczniemy prowadzić otwartą walkę zaczną zalewać nas z tej przeklętej świątyni. Jedyna opcja to przedostać się po cichu, a potem możemy uciekać lub spróbować zamknąć świątynie - Te stwory... - mruknęła Pearl, gdy nadal jej róg świecił nad kopytem dowódcy. - Batty słusznie zauważyła, że atakują, bo coś im zabrano. One nawet nie jedzą nas, a atakują jakby były wściekłe, nie zastanawia nikogo co oddziały śmierci cesarzowej mogły im zabrać? - Kogo to obchodzi? - warknął Spear. - I tak tego nie odzyskają, a ta wiedza nikomu nic nie da. Lepiej wynośmy się z tego przeklętego miejsca i zapomnijmy o tym co tu zaszło... - Nie bardzo chce byś się narażała - powiedział ponuro dowódca do Batty przerywając Spearowi. - I tak wiele zrobiłaś, ale nie można też zaprzeczyć, że twoje myślenie jest najbardziej logiczne - zaraz potem zaczął słuchać Fire. - Twój pomysł wydaje się dobry, ale hałas je tu ściągnie. Nawet jeśli jest ich tu mało, to ściągniemy im posiłki ze świątyni - zaczął pocierać się kopytem po brodzie patrząc po wszystkich, a jego wzrok zatrzymał się na Katie. - Ogień... Nie jest co prawda jakoś bardzo dla nich zabójczy, ale nie lubią go. Gdybyśmy mieli napalm moglibyśmy wpuścić go do odciętych pomieszczeń i spróbować wywołać kontrolowany pożar, to by mogło przegnać, te które zostały. Chyba, że Katie? - nie był pewny czy zapamiętał imię. - Jest w stanie wytworzyć ogień o podobniej temperaturze, ale to ryzyko, bo może je rozjuszyć. Gdy używaliśmy zaklęć opartych na ogniu wpadały we wściekłość i próbowały wyeliminować tego kto ich używa. Strasznie irytująca sprawa Sala - Wątpliwości co do planu cesarzowej nigdy nie powinny istnieć - powiedział głos dochodzący z ciemności. - Mówisz, że przechodziliście to niedawno, więc możesz wykorzystać wiedzę w praktyce - słychać było drwinę dochodzącą przy każdym słowie. - Pytanie jak wiele rzeczy istnieje, a jakie są tylko wytworem twojej wyobraźni? Zupełnie jak przeciwnicy, z którymi walczysz - po ostatnich słowach jakie Dawn rzucił mógł poczuć silne uderzenie gdy nagle gwardzista zmaterializował się przed nim. - Nieźle jak na rekruta - teraz nie było żadnych emocji w jego głosie. - A co do tych istot, lepiej nie wtykaj nosa tam gdzie nie trzeba i sprawdzaj co mówisz na przyszłość. Masz zadania, które ci przydzielono i się ich trzymaj. Nie uderzyłem cię zbyt mocno, możesz więc zabrać kolegę i wracać do swojej kwatery. Na przyszłość unikaj również problemów, bo kara będzie gorsza
  13. Magus

    Czarny rynek - Czyli pytanie nie było do końca retoryczne? - uniósł z zainteresowaniem brew. - Nie sądzę by zabicie siebie rozwiązało ten problem, bo zapewne ta zjawa spróbuje potem skorumpować kogoś innego - westchnął najwyraźniej niewzruszony tym, że upiór zaczyna się denerwować. - Być może mógłbym ci je sprzedać - znów spojrzał na skrzynkę. - Mam jednak wrażenie, że nie tobie na nich zależy, a bardziej temu twojemu duchowi - mruknął ze znużeniem. - Nie mam pojęcia jaka umowa was wiąże, ale ciekawe czy ten duch tak samo ją postrzega jak ty. Poza tym taka pomoc powinna być chyba jakoś opłacalna, samo odczepienie za taką pomoc? To trochę mało - machnął w końcu kopytem. - To jednak twoje życie i sama powinnaś o sobie decydować. Jeden kamień kosztuje 50 bitów - zmarszczył brwi. - Jednak lepiej to przemyśl, bo może stracisz więcej niż tylko pieniądze Baza - Ja pójdę... - nagle dobiegł znajomy głos nim Pearl lub Spear zdążyli coś powiedzieć. Lance chwiał się lekko powoli wstając. - Ty Batty dość już zrobiłaś moim zdaniem, a ty Pearl jesteś medykiem. To oddziały cesarzowej wypuściły te cholerstwa, więc to my powinniśmy tylko ryzykować - Sierżancie... - Pearl szybko podbiegła mu pomóc wstać. - Nawet jeśli cię wyleczę, nie jesteś w dostatecznej formie by walczyć, a co dopiero uciekać - Poradzę sobie - powiedział ponuro. - Wiemy najwięcej o tych stworach, a tkwienie w miejscu nie jest rzeczą, która pomoże. Poza tym to nie w moim stylu - Nawet jeśli, to zbędne ryzyko. Obecnie każdy lepiej się sprawdzi od ciebie. Jesteś wyczerpany i niedawno mocno oberwałeś - klacz nie ustępowała. - To może ja pójdę - powiedział nagle Spear. - Jeśli ich nie ma, wydostanę się poza bazę i może sprowadzę pomoc - Te pustkowia ciągną się w cholerę - powiedział ponuro dowódca. - Kogo niby chcesz sprowadzić? - Może gdzieś stacjonuje oddział gwardii... - Odmawiam - powiedział twardo Lance. - Buntownicy czy nie, jestem im coś winny - powiedział ponuro i usiadł pod skrzyniami. - Powiedzmy sobie szczerze, musi iść tam ktoś kto jest szybki lub zna się na magii. Jestem tu najlepszym jednorożcem jeśli chodzi o magię, więc łatwo się teleportuje jeśli trzeba - Jesteś wyczerpany sir - warknęła Pearl, próbując uleczyć jego kopyto. - Stać cię tylko na jedną teleportacje - Takie życie na wojnie - machnął zdrowym kopytem. - Inna opcja to pegaz, który jest dość szybki i zwinny by się uratować - spojrzał na Batty. - Przejawiasz cechy latającego kucyka i jednorożca, ale twoja magia szwankuje, a z tego co wiem kucoperze nie są tak zwinne jak pegazy. Jeśli ktoś ma jednak inny pomysł chętnie wysłucham, bo sam też nie lubię samobójczych misji Sala - Jesteś masochistą? - warknął gwardzista słysząc jego śmiech, a potem uniósł brew (czego nie było widać przez hełm) słysząc skomlenie Sparka. - Jednorożce są wybrane, bo mają wiele atutów, które mogą stać się równie wadami - kończąc te słowa fala mroku spłynęła po ciele gwardzisty, a ten nagle zniknął. - Sądzisz, że możesz mnie nabrać na tak prostą sztuczkę? Wyczułem magię, którą w sobie zbierałeś, więc ta żałosna podróbka mogła oszukać tylko amatora - głos zdawał się dochodzić ze wszystkich stron. - Niewidzialność? Powiedz co taki nieśmiały? Wobec cesarzowej jestem niczym amator, ale wciąż znam parę sztuczek - Dawn mógł poczuć się dziwnie zupełnie jakby dochodził do niego dźwięk jakby coś się zbliżało, ale niczego wokół nie było. - Jak to jest gdy zmysły zwodzą? Najpierw słuch, a potem zapach? - nozdrze ogiera wypełnił fetor zgnilizny. - Został jeszcze... - teraz mógł odnieść wrażenie, że całe to miejsce ożywa. W kierunku ogiera zaczęły iść kuce ukształtowane z otaczającej go ciemności.
  14. Magus

    Czarny rynek - Interesujące pytanie - mimo, że jego ton na to nie wskazywał, to wzrok, który ukazał mówił co innego. Powoli podszedł do jednej z półek patrząc na słoje pełne dziwnych składników. - Zmarłym należy się spokój. Jeśli ta osoba by nie żyła, powinna zrozumieć, że jej sprawy dobiegły końca, a teraz czas na nowe pokolenie, a jeśli tego nie rozumie zastanowiłbym się nad kilkoma sprawami. Na początek spróbowałbym zbadać swoją genealogię aby się upewnić czy na pewno jesteśmy spokrewnieni. Potem zastanowiłbym się czy to na pewno jedyne wyjście. Być może istnieje inna metoda, o której ta zjawa nie mówi, bo nie chce tak naprawdę zaznać wiecznego spokoju, a jeśli tak jest to rozważyłbym jej cele i plany. Jak powiedziałem ci na początku czarna magia nie jest dla każdego, ale można jej używać na różne sposoby. Nekromanci pętają zmarłych nakazując im służbę, zwykle wbrew ich woli. Jednak są zaklęcia, które mogą zapewnić przejście tej zjawie na drugą stronę, nawet jeśli nie ma na to ochoty, to inne duchy zabiorą ją ze sobą, a jeśli wróci można tak w kółko ją odsyłać, aż się znudzi. Pytanie jednak powinno nie brzmieć, co chce tak właściwie ta zjawa, a czego ty chcesz, bo czy naprawdę tak bardzo chcesz jej pomóc, czy może jednak czujesz obawę czym ta pomoc może się skończyć - delikatnie się uśmiechnął. Baza - To nieco utrudnia sprawę - mruknęła Pearl powoli wstając. - Niestety nie mogę ci pomóc jeśli chodzi o twoją przyjaciółkę, mogę mieć tylko nadzieje, że wszystko dobrze. Musisz w to wierzyć - uśmiechnęła się przytykając ucho do ściany. - Chyba wróciły do świątyni, zwykle nie są takie ciche, zawsze wydają jakieś dźwięki - zmarszczyła lekko brwi. - Może powinnam pójść to sprawdzić - Spear, który patrzył niezadowolony na Batty nagle się podniósł gdy na chwilę jego wzrok skierował się na Ordera. - On coś ukrywa! - wrzasnął pokazując na niego kopytem. - Ma przy sobie jakiś nadajnik czy coś, widziałem! Pearl to zdrada, on chce nas pozabijać - klacz lekko mrugnęła niepewnie patrząc na Batty, z którą niedawno rozmawiała, a teraz na ogiera. Najwyraźniej nie była pewna czy wierzyć jego słowom. - I tak nie przeżyjemy jeśli zostaniemy sami - westchnęła słabo. - Jeśli naprawdę chcecie nas zabić, to pozwólcie nam chociaż na szybką śmierć. Wiem, że to i tak za dużo, ale choć o tyle chce prosić - Co?! - wrzasnął wściekle. - Ja się nikomu nie dam zabić! - nadal wrzeszczał. - Jestem żołnierzem, a nie tchórzem! - spojrzał na Batty. - Wiedziałaś, że coś ukrywa? Jeśli tak to po co nas ratowałaś? Pokój treningowy Nagły wybuch klona zadziwił gwardzistę, ale nie na tyle by nie zdążył w porę odskoczyć. Złapał się ściany zupełnie jakby się do niej przykleił i obserwował wszystko. Ciemność nie była dla niego problemem. Przywykł już do mroku i zjednoczenia się z nim. Rekrut jednak wprawiał go w pewną konsternacje. Wydawał się ciekawy i podejmował logiczne rozwiązania. Wiedział, że bezpośrednia walka nie ma najmniejszego sensu, co wskazywało, że rozumiał dzielącą ich granice mocy. Myślenie taktyczne było niezbędne, jednak większość chciała się popisać. Całe te zdumienie zniknęło zaraz po obcych słowach Sparka. - Co ty do mnie powiedziałeś?! - wściekłość jaka pojawiła się w tonie gwardzisty mogłaby zmrozić przerażeniem nie jedno serce. Zeskoczył niemal natychmiast ze ściany na sam środek między klony, a oryginał. Jego róg, aż iskrzył się od zmagazynowanej magii. Zaraz potem nastąpił wybuch mocy, który rozprzestrzenił się po całym pomieszczeniu. Nie był to zabójcy wybuch, ale z pewnością mógł zadać spory ból.
  15. Magus

    Czarny rynek - Jednej z tych klaczy faktycznie nie znam - mruknął pocierając kopytem o brodę. - Jednak Crimson jest tu już całkiem znana, aż się dziwie, że tu nie zamieszkała jeszcze - machnął lekceważąco kopytem. - Poza tym nie uważam byś robiła coś złego, tylko nie sądzę byś była kimś kto szuka spokoju widząc twoje dotychczasowe zachowania - zaraz jednak uniósł lekko brew słysząc pytanie klaczy. - Chcesz kupić coś ode mnie i jeszcze zadawać pytania? - wydawał się naprawdę rozbawiony. - Dawno nie spotkałem kogoś takiego. No, ale dobrze, skoro tak ci zależy zagrajmy w twoją grę - ponownie machnął kopytem. - Nie jestem żadną wyrocznią i nie widzę przyszłości. Nie, nie myślałem, że tu przyjdziesz, takich rzeczy się nie przewiduje. Jakie jest więc drugie pytanie? Baza - White Wish? - spytała przekrzywiając głowę. - Canterlot jest ogromny... - pokręciła głową jakby nadal myśląc. - ...Ale chyba mieszkała klacz o podobnym imieniu w moim sąsiedztwie, ale nie jestem pewna. Raczej z nią nie rozmawiałam - westchnęła znów rozglądając się po okolicy. - Ktoś wie, która godzina, kiedy zacznie świtać? - Te stwory to proste bezrozumne istoty - nagle wtrącił Spear. - Pewnie nawet nie wiedzą co straciły. Cesarzowa na pewno lepiej wykorzysta te rzecz. Poza tym ludzie również według ich historii okradali grobowce swoich przodków, co jest nawet gorsze. Ta świątynia jest na naszym terenie, więc jej skarby należą do kucyków - Tak spróbuj im to powiedzieć - skrzywiła się Pearl patrząc na miejsce gdzie powinny być stwory. - Ona ma racje, ta rzecz nie powinna być ruszana, ale nie dowiemy się co to, dopóki nie wejdziemy do świątyni, a teraz to niewykonalne - skrzywiła się. - Co do twojej przyjaciółki, trzeba mieć nadzieje, że nadal żyje. Nie wszyscy dawni gwardziści polegli tamtego dnia - Dawna gwardia była za bardzo litościwa, dlatego nie mogli wygrać z ludźmi i dlatego musiała przybyć cesarzowa - powiedział ponuro Spear. - Jak mówiłam, jeśli nie wiesz co powiedzieć po prostu milcz - rzuciła mu wściekle, a on znowu się skrzywił. - Gdyby nie ta klacz pewnie sam byś został rozszarpany okaż jej nieco szacunku Pokój treningowy - Naprawdę? - tak jak myślał Dawn, gwardzista ominął promień ze zwinnością, którą nie miał prawa odznaczać się jednorożec, jego ciało i szybkość można było porównać do naprawdę gibkiego pegaza. Zrobił wręcz idealny korkociąg nad promieniem, a potem wybił się od ściany, ale nie w kierunku Sparksa... Might najwyraźniej zdołał dostrzec, że to on stało się celem ataku. Natychmiast otoczył się barierą, ale gwardzista na to nie zważał, tylko poleciał prosto na niego z oboma wysuniętymi przed siebie kopytami. Najpierw pojawił się dźwięk pęknięcia jakby szkła. Wiele można było myśleć o Mightcie, ale na pewno nie był słaby z magii, a tymczasem jego bariera pokruszyła się niczym szklany klosz. Gwardzista nie zatrzymał się i zaraz po przebiciu bariery uderzył go z siłą, którą mógłby się odznaczać ziemski kucyk. Był słychać lekki trzask kości, a potem bezwładne ciało Mighta potoczyło się pod ścianę. - No to pierwszy z głowy, zostałeś ty - rzucił w kierunku Sparksa. - Mam nadzieje, że wytrzymasz dłużej - gwardzista znów zaczął skakać ze ściany na ścianę z niebywałą szybkością. Widać było, że próbuje zmieszać przeciwnika. W pewnym momencie opadł na ziemię tuż za plecami Sparksa chcąc mu wymierzyć cios w kark.
×
×
  • Create New...