Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Magus

Brony
  • Content Count

    5,241
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    1

Magus last won the day on November 16 2020

Magus had the most liked content!

Community Reputation

61 Bardzo dobra

About Magus

  • Rank
    Magelo
  • Birthday June 28

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    9083854

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Zainteresowania
    Moje zainteresowania hmm głównie interesuję się przyrodą zwłaszcza zwierzętami poza tym lubię książki zwłaszca z gatunku fantasy gry sporo ich by wymieniać i oczywiście My Little Pony
  • Ulubiona postać
    Zdecydownie najbardziej lubię 3 postacie
    1.Applejack
    2.Luna
    3.Discord

Recent Profile Visitors

86,074 profile views
  1. Magus

    Baltimare - No dobrze, skoro pani tak mówi - rzucił jeszcze wrogi wzrok Crimson. - Jeśli jednak nadal będzie robić problemy może nam ją pani oddać na jedną noc, tam zostanie odpowiednio wytresowana - teraz spojrzał na resztę kucyków ziemskich. - A wy na co się gapicie?! - ryknął w ich stronę. - Brać się za robotę i ogarnąć ten bajzel wokół, macie godzinę, a jak nadal po tym czasie będzie tu syf to będziemy po kolei karać - kiedy tylko groźba padła wszyscy wzięli się znowu do pracy. Gwardzista jeszcze raz ukłonił się White na pożegnanie, a potem odszedł wraz z resztą oddziału. Crimson widząc, że nie ma ich blisko splunęła na bok i przetarła kopytem pysk, ale nic nie powiedziała najwyraźniej nie mając ochoty wcale do tego wracać tylko poszła wyraźnie naburmuszona pomóc innym zbierać pozostałości z przyjęcia. - Myślisz, że powinnam z nią porozmawiać? - spytała niepewnie Pumpkin zamiatając śmieci i patrząc niepewnie w kierunku naburmuszonej Crimson. Okolice bazy Spear tylko kiwnął głową i zabrał drewno bez słowa idąc za Batty. Ogier zdawał się chwilę wahać czy do niej podejść, ciężko było powiedzieć czy to odór, który obecnie wydzielała Batty go odstraszał czy może to była jego niechęć do kucyków podobnychj jej. Cokolwiek to było najwyraźniej nie powstrzymało go żeby ostatecznie zrównać się z nią krokiem. Oboje szli chwilę w milczeniu jakby zastanawiał się czy powinien coś powiedzieć czy lepiej przemilczeć. - Słuchaj... - w końcu powiedział dość niepewnie. - Tym razem poważnie nie chciałem cię urazić... Gdyby nie ty znowu bym pewnie nie żył - przewrócił oczami na bok. - Cholera... Nie jestem Pearl i nie jestem w tym dobry, ale jeśli chcesz pogadać czy coś to mogę chociaż wysłuchać, może to poprawi ci nieco nastrój Las Evefree Stała nieruchomo słuchają każdego słowa Star, ciężko było stwierdzić czy się zgadza czy nie. Nadal zastanawiała się co powinna jednak z nimi zrobić. Żadne nie wyglądało na buntownika i raczej wcale nie interesowali się obecną sytuacją, a przynajmniej tak myślała, aż nie padło pytanie o jej matkę. Znaczek, który pokazała jej rozmówczyni, wydawał się dziwnie znajomy... Chwilę wcześniej jednak patrzyła jak z oczu Sinister popłynęła łza i jak drży przy każdym słowie jakie mówiła ta druga. Czy jej współczuła? Być może by mogła gdyby nie fakt, że te emocje były jej zupełnie obce. Nie wiedziała czym jest współczucie i smutek, a nawet miłość, to wszystko były dziwne niezwykle przeszkadzające emocje. - Czemu tak reagujesz? - spytała Sinister. - Czy to powiedziała nie jest prawdą? Czy nasze życie nie polega na tym, że zabiegamy o atencje najważniejszych dla nas osób? Chcemy słuchać nawet fałszywych pochwał żeby choć przez chwilę poczuć się wyjątkowo, uważasz, że jest inaczej? - jej słowa brzmiały jakby wiedziała to wszystko z własnego doświadczenia. Nie czekała na odpowiedź Sinister tylko znów spojrzała na Star i wyciągnęła w jej kierunku kopytko, ale te przez nią przeszło. - Tak jak myślałem cały ten czas... Jesteś widmem dawnych dni... Twój znaczek mi to powiedział, widziałem go w księgach dawnych lat - znów cofnęła kopytko,a potem je uniosła chwilę na nie patrząc, aż nie spowiła go mroczna energia. Kiedy znów dotknęła Star ta mogła poczuć jej dotyk. - Teraz mogę to poczuć, bo mogę chodzić między dwoma światami być fizycznym i eterycznym - nadal poruszała delikatnie po ciele Star jakby głaskała ją po sierści. - Czemu sądzisz, że ja jestem godny wiedzieć cokolwiek o planach cesarzowej? Czyż nie jestem zwykłym wasalem jakich wielu?
  2. Magus

    Baltimare Niespodziewana interwencja White z pewnością zaskoczyła wszystkich, nie tylko gwardzistów, ale i okoliczne kucyki ziemskie. Crimson zabrała kopytko od swojej nietypowej broni nim zdążyła jej użyć i skrzywiła się z niesmakiem słysząc w swoim kierunku naganę. Jej zachowanie oczywiście też było grą, bo nie mogło wyglądać, że kucyk ziemski, który chwilę temu tak się stawiał nagle od tak potulnieje. Mimo wszystko pokłoniła się przed White z wyraźnym wyrazem wstydu lekko się przy tym cofając. Gwardziści od chwili wtrącenia White spoglądali nieco zaskoczeni to na nią, najwyraźniej dopiero zwracając uwagę na jednorożca wśród wioski ziemskich kucyków, to na kulącą się niedawno jeszcze awanturującą się klacz. Gwardzista, który do tej pory ją dręczył nie powstrzymał się zresztą żeby nie rzucić jej wrednego uśmieszku. Chwilę później zwrócił uwagę też na White. - Proszę wybaczyć - powiedział już innym tonem. - Nie sądziłem, że tak... - przyjrzał się dokładniej Crimson. - nietypowy kucyk ziemski - widać było, że inne słowo chodziło mu wcześniej po głowie. - Może mieć tak elegancką właścicielkę. Zabłądziła panienka? To jest wioska roboli, jeśli pozwolisz odeskortujemy cię do miasta - jego ton stał się niezwykle przyjazny. - Ten motłoch nie wie jak podjąć takiego gościa Okolice bazy Żuwaczki bestii po niespodziewanym ataku bestii zaczęły wydobywać z siebie nieprzyjemnie wyglądający, a przy tym kleisty i śmierdzący niczym odór skunksa płyn. Potwór, który wyraźnie poczuł ból zaczął wymachiwać przy tym głową na wszystkie strony wydając przy tym nieprzyjemne i głośne piski. Kiedy wymachiwał tak głową substancja poleciała na grzywę i grzbiet znajdującej się blisko Batty. Stwór, który nadal jednak opierał się śmierci został niespodziewanie przebity na wylot, a jago wnętrzności posypały się znowu na klacz. Ciało najpewniej też by się na nią przewróciło gdyby nie fakt, że zostało złapane w porę w lewitacje, a chwilę później odrzucone. Spear spojrzał ponuro na Batty i się skrzywił, ale jego kolejne słowa nie wskazywały aby zrobił to złośliwie. - Na cesarzową - jęknął wyciągając do niej kopyto. - Cuchniesz gorzej niż przepocony gwardzista po treningu - odwrócił lekko głowę. - Jesteś pewna, że chcesz w tym stanie wrócić do obozowiska? Las Everfree Niepokój, który odczuwała Sinister nie był niczym obcym dla jej rozmówczyni. Zawsze była inna, wiedziała o tym odkąd się urodziła. Miała jasny cel odkąd tylko się pojawiła, ona nie musiała szukać przeznaczenia jak każdy inny kucyk, bo jej było z góry nałożone. Mimo wszystko była całkiem zaskoczona widząc jak ta klacz porusza się po zakazanym terenie, po którym nawet gwardia nie ma ochoty chodzić. Wszystko wskazywało, że powodem tego jest fakt, że musi coś ukrywać, a obecna lokalizacja ma trzymać z dala od niej wścibskie oczy. Ryzykowne, ale jednocześnie całkiem praktyczne. Stworzenie nietypowego chowańca też ją intrygowało, niewiele jednorożców przejawiało takie talenty. Kiedy usłyszała głos dochodzący od Sinister delikatnie przechyliła głowę, próbując wychwycić emocje rozmówczyni. Zaraz jednak zmrużyła delikatnie oczy widząc, że cała sytuacja się zmieniła. - Wybaczyć? - jej ton stał się pełen niespodziewanego rozbawienia. - Nikt jeszcze nie miał odwagi tak do mnie powiedzieć - gdyby Sinister mogła ją zobaczyć dostrzegłaby nawet łezkę rozbawienia wypływającą jej z oka. Zaraz jednak śmiech ucichł i znów zmierzyła wzrokiem rozmówczynie. - Sinister Star? Niezwykle uroczo... Nigdy o tobie nie słyszałem - zrobiła krok naprzód aby lepiej się przyjrzeć. - Moje imię? Muszę cię rozczarować, bo go nie posiadam. Powstałem tylko w jednym celu - jej ton stał się bardziej pewny. - Jestem obietnicą tego co ma wkrótce nadejść, ale faktem jest, że czasem nadają mi przydomki - chwilę milczała patrząc na Sinister. - Ostrze cienia, zmierzch śmierci - robiła kolejne kroki w kierunku Sinister bardzo powolne, ale i niezwykle pewne. - Demon pustki - ostatnie słowa trafiły prosto do ucha Sinister gdy nagle pojawiła się tuż przy niej. Sinister mogła się domyślić, że nie była to teleportacja, a raczej szybkość, tylko, że to wskazywało, że jej rozmówca jest równie szybki jak najszybsze pegazy. Stała teraz obok Sinister niemal stykając się z nią bokiem, odwrócona do niej jednak grzbietem. - I wiele innych, ale sama możesz wybrać jak chcesz się do mnie zwracać lub wybrać nowe, Sinister Star - powiedziała niemal przymilnym tonem. - Wiesz? Intrygujesz mnie... Jesteś inna niż ci, których widzę, nie pierwszy raz obcuje z mroczną magią, ale ty cała jesteś inna. Powiedz mi jak zacieśniasz relacje? Ja chociażby lubię się poruszać, rzucić kilka razy ciałem silnego oponenta, pokazać mu jak żałosny jest żeby wiedział gdzie jest jego miejsce w szeregu. Czuć przy tym jego strach i ekscytować się porażką - teraz w jej głosie brzmiało coś jak wyzwanie. - Ty jednak zapewne nie jesteś zainteresowana takim sposobem relacji. W innym wypadku już dawno byśmy się spotkały. Masz więc jakieś propozycje jak może w inny sposób rozwinąć się nasza znajomość? A może wolisz być jak inni wycofać się i z góry pokazać moją przewagę? NiEZNANE ZIEMIE Teren wokół chatki wydawał się niezwykle cichy i spokojny, a w jej pobliżu nie było widać zagrożeń. Jedynym towarzystwem zdawały się konary wysokich drzew i ptaki gnieżdżące się na nich. Najwyraźniej do tego miejsca nie zbliżał się od dawna żaden kucyk ani inne stworzenie. Ktokolwiek również tu dawniej mieszkał musiał dawno temu się wynieść. Nie było nic co mogłoby pomóc przybliżyć lokalizacje tego miejsca. Chata wewnątrz była zrujnowana i najwyraźniej w pośpiechu opuszczona, na jedzenie nie sposób było liczyć. Dopiero nocne wycie wilków zakłóciło ciszę wokół, ciężko było powiedzieć czy są to zwykłe wilki czy może drzewne, ale po dźwięku drapieżników dało się określić, że były na tyle daleko, że nie stanowiły zagrożenia.
  3. Karta postaci ma być na ogólny widoku dla ciebie, czy najpierw ospbiście chcesz zapoznać się z nią.

    1. Show previous comments  6 more
    2. Magus

      Magus

      Czyli zostajesz przy cielesnym?

    3. Król Etirenus

      Król Etirenus

      Zostaję przy cielesnej postaci Ducha rozważałem dlatego, że fandom MLP uczulony jest na moc alicornów (Mary Sue Gay Sue, syndrom wszechmocy skrzydlatych jednorożdżców czy jakoś tak). Nie mówię, że to jest złe zaznaczam. Chodź czasami odnosze wrażenie, że są różne spojrzenia na postacie alicornów nie tylko ze strony twórców /autorów MLP, ale i fandomu.

    4. Magus

      Magus

      Ok dobra jak dla mnie jest ok możesz zacząć pisać xd

  4. Cześć. Piszę do ciebie, gdyż trochę z ciekawości  rozważam do dołączenia się do zabawy (nowy świat). Na razie jako postać epizodyczna (tak na próbę ukrywający się w lesie), w sensie, że przez jakiś czas bym się pojawiał ażeby sprawdzić, czy moja postać jest w miarę znośna dla innych. Był bym skrzydlatym jedorożcem (alicorn emblementaris dokładnie) ze złamanym rogiem  i ze znaczkieom od urodzenia^. W postepie fabuły mojej postaci było by napisane konsekwecje takiego stanu rzeczy.

     

    ^Piszę tak ponieważ nie wiem, czy nowa postać jest znana natychmiast od pojawienia się, czy tez gdybym odrazu wyjawił szczegóły postaci poweidzmy (krótkim epizodem walką natychmiast (szybko bym został uśmiercony) nawet nie przechodząc własnych przygód naziwjmy to.

    1. Magus

      Magus

      Cześć. Alicorn z pewnością musiałby się ukrywać albo zręcznie chować skrzydła lub rógpod ubraniem. W fabule jest powiedziane, że nowa władczyni pojmała wszystkie alicorny, więc na pewno zainteresowałaby się takim na wolności. Kolejna kwestia to poziom mocy owego alicorna im większy tym bardziej zwraca na niego uwagę. Urwany róg nie świadczy, że jest ograniczony, bo Tempest też go nie miała, ale sporo potrafiła. Jeśli ponadto zna się na czarnej magii to tym bardziej zwraca uwagę. Kolejna sprawa to jak silnego go widzisz i jak wiele lat by posiadał? Ja w fabule jako jedyne wiekowe i najpotężniejsze alicorny widzę jednak nadal Lunę i Celestię

    2. Król Etirenus

      Król Etirenus

      Poziom mocy jest ograniczony przez dwa parametry (złamany róg) i emblemat (od urodzenia)*. Nie używałbym czarnej magi  (nie walczyłby o władzę), ponieważ dla niego to nie potrzebne.* Raczej modociany, ale w pełnoletni nawijmy to. Spokojny. Właśnie emlemat od urodzenia też by powodował w pewnym sensie ograniczenie przeznaczenia (w sensie jeżeli chodzi o fuchę. Generalnie bardzeij było by to wędrowanie. Takie włuczenie się bardziej (przez jakiś czas), nie szukający konflitu.

       

      *Nie każdy alicorn walczy o władzę. Po za tym moja postać nie ma królewskiego pochodzenia.  Nie jest związany z żadnym państwem. Nie pretenduje do tronu,.

      **Alicorny podobnie jak jednorożce  odmiany eblementaris mają jakby ustalone zadanie (przeznaczenie) swojego eblematu (analogicznie do znaczka po pojawieniu się u innych kucy. Regenacja mocy trwa dłużej przez (obecny eblemat) niż w przypadku standardowyh alicornów, czy jednorożców. Ponieważ mają od urodzenia eblemat, niekiedy szukają jego znaczenia, a co idzie prawdziwego przeznaczenia nie koniecznie będąc zawansowanymi magami.

    3. Magus

      Magus

      Z tego co piszesz postać w sumie nie przekracza zdolności innych graczy i może się dopasować. Wyślij mi na pw kartę postaci i wtedy można kombinować :)

  5. Magus

    Okolice bazy Z całą pewnością pozbycie się jednego z tych robali znacznie pomogło Spearowi. Ogier mógł się teraz skupić na pojedynczym przeciwniku, ale nie miał okazji podziękować Batty za pomoc, bo nadal musiał jednak walczyć o własne życie. Mimo, że teraz było mu łatwiej, to pająk też nie chciał tak łatwo ustąpić, najwyraźniej też nie zwracając uwagi na śmierć towarzysza. Właśnie wtedy róg ogiera zaczął iskrzyć, aż nie wystrzelił w ciało robala promienia magicznego, który odrzucił go na spora odległość do tyłu. Spear opadł zdyszany na tyłek myśląc, że to koniec, ale nie przewidział, że chitynowy pancerz potwora jest silniejszy niż się wydaje. Właśnie dlatego stwór po niewielkiej chwili odwrócił się z grzbietu i skoczył, ale nie na ogiera, a Batty. Co gorsza najpierw w jej kierunku wyrzucił z odwłoku falę lepkiej pajęczyny żeby ją spętać. - Uważaj! - wrzasnął ogier widząc całą sytuacje. Jednak był za daleko aby móc znowu zaatakować stwora. Las Everfree Nawet jeśli słowa Sinister w jakiś sposób trafiły do gwardzisty to ten tego w żaden sposób nie ukazał. Stał tam niczym posąg bez ruchu, cały czas się w nią wpatrując. Klacz nawet mogła pomyśleć, że gwardzista rzeczywiście jest tylko wytworem jej wyobraźni, a ona mówi tylko do siebie. Jedyne co mogło mówić, że nie jest to jedynie ułuda mogło wskazywać nieprzyjemne uczucie jakie mogła odczuwać klacz. Las Everfree dawno nie był bezpiecznym miejscem. Za czasów władzy księżniczek stał się miejscem zamieszkania nieprzyjemnych stworzeń, ale od czasu władzy Crystal, to miejsce zmieniło się w kłębowisko mrocznej magii, ale teraz aura była znacznie mroczniejsza niż zwykle. Nietypowy gość stojący na drodze Sinister przystąpił na przednie kopyto robiąc niewielki krok w jej stronę. - Jaki on słodki, aż nie wiem czy go przytulić czy rozebrać kawałek po kawałku żeby zobaczyć z czego go zrobiłaś - powiedział w końcu nietypowy gość. Początek jej słów brzmiał niezwykle miło, można rzecz przyjacielsko, ale końcówka zabrzmiała jak groźba skierowana w kierunku strażnika Sinister. - Twoja magia jest taka przyjemna - powiedziała melodyjnym choć nadal zniekształconym głosem. - Dawno nie czułem czegoś takiego, aż mam ochotę pogłaskać twoją grzywę lub skosztować odrobinę ciebie. Przykre, że jednorożec o takim potencjale doprowadza się do takiego stanu - pokręcił głową z wyraźnym rozgoryczeniem. - Najpierw jednak dwie sprawy - róg rozmówcy Sinister rozświetlił się czerwonym blaskiem, a w jej stronę uderzył promień magiczny. Był na tyle szybko wystrzelony, że Stalker nawet nie miał okazji stanąć na jego drodze. Kiedy jednak trafił ciało Sinister, ta nie poczuła bólu, a przyjemne ciepło, a chwilę później zmysły klaczy zaczęły się wyostrzać. - To takie miłe spotkanie, szkoda abyś zwaliła je potem na winę substancji psychotropowych - powiedział niezwykle miły tonem gwardzista, a potem jego ciało otoczyło coś co przypominało czarna smołę. Sinister mogła wyczuć w tym niezwykle mroczną magię. Chwilę później smoła zmieniła się w bańkę, która przypominała przeciętne pole siłowe jednorożca jednak znacznie bardziej mroczne, ale na tym się nie skończyło, bo z bańki wyrosły smoliste kolce, które wystrzeliły w kierunku Star. Przeleciały przez widmo na wylot, ale nie można było zaprzeczyć, że zostały rzucone z ogromną siłą na co wskazywały połamane na kawałki za grzbietem Star drzewa. Czerń powoli zaczęła schodzić z ciała jednorożca, aż całkiem nie zniknęła. - To dziwne... Wyczuwam tu jeszcze czyjąś obecność, ale najwyraźniej ta osoba jest poza zakresem zaklęć z bólu fizycznego. Niezwykle przykre, bo miałem ochotę usłyszeć jej skamlenie o litość za tę żałosną próbę zajścia mnie od tyłu. Nienawidzę kiedy mi się przerywa - teraz Sinister mogła dostrzec, że rozmówca z pewnością nie żartował, bo jego ton stał się niezwykle groźny. Kiedy w międzyczasie Dawn wystrzelił magiczną kule w powietrze, ta rozjaśniła otaczający go mroku ukazując wokół niego liczne gęsto rosnące drzewa, niebo, na którym przelatywały leniwie pojedyncze chmury. A także złowrogie oczy czające się między licznymi drzewami i coś co zadziwiało. Cień ogiera znów nie zachowywał się naturalnie, bo pod wpływem światła zaczął się dziwnie trząść i z trudem utrzymywał pozycję, w której obecnie stał ogier, co jeszcze ciekawsze niedawne zmęczenie i ciężki oddech zaczęły zanikać, zupełnie jakby cień stał się pasożytem, który do tej pory się na nim żywił kiedy panowała ciemność. Zgliszcza Kiedy dwoje ogierów dotarło na miejsce mogli zauważyć, że dym nie był spowodowany ogniskiem. Wszystko wskazywało, że do niedawna była tu mała wioska. Słowo była pasowało tu w sam raz, bo teraz zostały po niej tylko zwęglone resztki. Wszystko co dawniej tu stało ktoś najwyraźniej spalił i upewnił się żeby nic tu nie zostało. Najbardziej jednak mógł niepokoić widok na środku tego dawnego miasteczka. Nieprzyjemny swąd zwęglonej sierści i mięsa unosił się wszędzie, a powodem tego był wysoki stos pełen zwęglonych zwłok. Rozmiar mówił jasno, że palono tu zarówno źrebaki jak i dorosłych. Jednak wśród zgliszczy był nadal ktoś żywy. Starszy ziemski kucyka, ale było widać, że nie brakowało mu sił, chodził i zabierał ciała ze stosu, a potem wykopywał dla nich dziurę. Był tak pochłonięty pracą, że dopiero chwilę później zauważył intruzów. - Szabrownicy? - spytał nie zaprzestając pracy. - Lepiej odejdźcie, nic tu nie znajdziecie, wszystko spalili, byli bardzo skrupulatni przy tym zadaniu, możecie mi wierzyć
  6. Magus

    Okolice bazy Spear nie odpowiedział, a kolejne błyski słabo rozświetlały ciemności dziury, w której przebywał. Poza dźwiękami promieni magicznych uderzających o kamienne ściany było tam jednak coś jeszcze. Nieprzyjemny dźwięk kojarzący się z insektem, którego Batty wcześniej zabiła, a był to ten dziwny wielki pająk. Nim jednak Batty miała szansę nad tym pomyśleć niedaleko niej pojawił się błysk świadczący o teleportacji. Mogła szybko zobaczyć, że był to Spear, ale nie sam. Ogier siłował się z dwoma pająkami takimi samymi jak wcześniej. Najwyraźniej będąc w dziurze chronił się barierą i tylko na chwilę ją opuszczał żeby wystrzelić promień magiczny, ale kiedy zaczął się teleportować bestie najwyraźniej na niego wskoczyły i w ten sposób pojawiły się tu z nim. Starał się trzymać jak najdalej obrzydliwe żuwaczki od ciała, ale bestie zdecydowanie miały więcej siły niż jeden jednorożce i powoli zbliżały się do jego ciała. Las Everfree Kiedy tylko Dawn zniknął aby przejść swoją próbę, córka Crystal ruszyła w kierunku, który tak bardzo ją przyciągał. Nie bała się tego miejsca, nawet najbardziej mroczne kreatury zamieszkujące obecnie las czy najbardziej ciemny mrok nie były w stanie wywrzeć na niej wrażenia. To wszystko było niczym przy próbach jakimi poddała ją matka tuż po narodzinach. Widziała miejsca i rzeczy jakich nie widział nikt inny, miejsca, których nikt nigdy nie powinien widzieć. Mroczna magia działała na niczym magnes. Mało, który jednorożec potrafił bez szkolenia nad nią zapanować, właśnie dlatego te słabe jednostki uważały ją za przeklętą. Kiedy rytuał wykrył taką magię można było poddać obserwacji jednostkę odznaczającą się tym niezwykłym talentem i zadecydować o jej przyszłości. Teraz jednak była przekonana, że była to obca magia, nadal mroczna, ale z całą pewnością jej nigdy wcześniej nie czuła. Jakaś bestia zeskoczyła z drzewa prosto na nią, ale równie szybko padła martwa, a ona bez oporu zgniotła czaszkę martwego truchła i poszła dalej. Na jej pyszczku ukrytym pod hełmem pojawił się jeszcze szerszy uśmiech kiedy usłyszała jakieś głosy dochodzące z okolicy. To było dziwne... Była pewna, że słyszała dwie osoby, ale wyczuwała tylko jedną. Zupełnie jakby druga potrafiła całkowicie ukryć swoją obecność. - Nie za późno na spacerki? - rzuciła w kierunku dobiegającego głosu. W międzyczasie Dawn, który się przedzierał się przez gęste liście lasu Everfree mógł dostrzec nadal dziwnie panujący spokój, zupełnie jakby wszystkie bestie się nagle pochowały. Mimo jednak braku walki mógł dostrzec coś co powinno go zaniepokoić. Mimo, że nie zrobił jak do tej pory nic nadzwyczaj trudnego powietrze wokół ogiera było jakieś cięższe, tak ciężkie, że coraz trudniej było nim oddychać. Z czasem brak oddechu zaczął przemieniać się w zmęczenie i ból mięśni, a powieki ogiera stawały się tak ciężkie, że nawet okoliczny krzak wydawał się najbardziej wygodną poduszką. Tylko czy ten krzak nie wyglądał znajomo? Cała okolica, którą od dłuższego czasu poruszał się ogier wyglądała zupełnie tak samo. Na dodatek otaczająca go ciemność nic nie ułatwiała, tylko jego cień pozostawał widoczny. Czy jednak cień ogiera powinien być widoczny w takiej ciemności? Pustynia Dalsza podróż dwójki ogierów nie była już tak trudna. Nie napotykali kolejnych olbrzymich robali czy harpii. Być może to sąsiedztwo smoka odstraszało pomniejsze drapieżniki. Problemem jednak mógł być brak wody. W okolicy nie widać było żadnej osady, a skwarne pustynne słońce z pewnością nie chciało ułatwić im i tak już ciężkiej podróży. Dopiero po około dwóch godzinach ciężkiego i niezwykle męczącego marszu mogli dojrzeć nad horyzontem dziwny dym unoszący się w powietrze sugerujący jasno, że coś musiało w tamtej okolicy płonąć albo powoli dogasało. Mogli sprawdzić źródło dymu lub spróbować je ominąć, wybór należał do nich.
  7. Magus

    Baltimare - Daj spokój - uśmiechnęła się do niej Crimson. - To dla mnie nie pierwszyzna. Swego czasu takie spanie na sianie było dla mnie niczym luksus, więc... - nie zdążyła dokończyć, bo lekko zmrużyła oczy widząc, że niedawny pośpiech teraz się rozrósł. Kilka ziemskich kucyków nawet porzuciło swoje rzeczy biegnąc do domu. - Gwardziści cesarzowej! - wrzasnął ktoś ze spanikowanego tłumu. faktycznie ku niewielkiej spokojnej osadzie ziemskich kucyków szedł niewielki oddział gwardzistów, było ich około pięcioro. Nawet Pumpkin była zdziwiona tym widokiem, bo najwyraźniej nie spodziewała się ich tak szybko. Na cele pochodu szedł jednorożec, a asystowały mu ziemskie kucyki. Być może miał to być test lojalnościowy dla nich. Ziemskie kuce uzbrojone były we włócznie kiedy jednorożec nie posiadał broni. Wszyscy byli jednak opancerzeni jak przystało na gwardię cesarzowej. Pochód zatrzymał się w wejściu wioski nim jeszcze wszyscy zdążyli się ukryć. Jednorożec wyszedł na sam przód rozglądając się wokół. - Doniesiono nam o dziwnych hałasach - spojrzał na resztki walające się po niedawnym przyjęciu. - A więc to tak? Macie czas na zabawę, ale za to pracować wam ciężko? - zaczął rozglądać się wokół, aż jego wzrok nie zatrzymał się na White, a potem Crimson... - Szlachetny jednorożec wśród plebsu? - powiedział z wyraźnym niesmakiem, ale więcej uwagi jej nie poświęcił, bo zaraz spojrzał na Crimson. - Nie widziałem ciebie tu wcześniej... A jestem pewnym, że zapamiętałbym takiego odszczepieńca - Ta panie gwardzista... - w jej głosie nie było należytego szacunku, a nawet była drwina co nie tylko wyraźnie zirytowało gwardzistę, ale i przestraszyło społeczność. - Jestem na wakacjach jak widać - A kto udzielił ci takiego pozwolenia? - Crimson tylko wzruszyła kopytami. - Nie wiem... Tak właściwie żeby skorzystać z toalety też muszę prosić o pozwolenie? - Crimson chyba teraz przeciągnęła strunę, bo w jej kierunku poleciał promień magiczny, który uderzył ją i skutecznie sprawił, że jej ciało potoczyło się po ziemi. Świadkowie tego zdarzenia patrzyli na to zbulwersowani, ale nikt nie miał odwagi nic zrobić. Obolała Crimson powoli wstała, ale widać było, że jej ciało jest potłuczone, bo chwiała się na kopytach. - To wszystko na co cię stać? - splunęła strużką krwi gdzieś w bok. - Źrebaki w magicznym przedszkolu czarują lepiej - White mogła dostrzec, że Crimson najwyraźniej kieruje kopyto po jedną ze swoich kulek. Jeśli chciała załagodzić sytuacje i coś zrobić to miała ostatnią szansę. Okolice bazy - Widzisz... - powiedział wyraźnie zrezygnowanym tonem po wszystkim co powiedziała. - Nie wiesz jak świat się zmienił. Jesteś mieszańcem, a w obecnych czasach dla jednorożców przy okazji największą zbrodnią jaka nie powinna mieć miejsca - skrzywił się z wyraźną niechęcią. - Idziesz do stolicy jednorożców. Wystarczy, że chociaż jeden nie będzie ku tobie chętny i sprowokuje bójkę... Jak sądzisz kogo posłuchają gwardziści, mieszańca czy rodowitego czystego mieszkańca stolicy? - skierował wzrok na kolejną gałąź. - Przemyśl to lepiej póki jeszcze możesz. Zabiorę tę i możemy... - nie dokończył, bo zrobił krok w kierunku drzewa, a grunt pod nim w jednej chwili się zawalił. Okazało się, że była to zręcznie zakamuflowana dziura, w której ziała tylko ciemność. - Cholera... - dobiegło z wnętrza dziury. - Ciemno tu jak w dupie. Masz jakąś linę czy... - raptownie zamilkł. - Tu coś jest! - wewnątrz dziury pojawiły się błyski magiczne, ale nie na tyle silne żeby wszystko oświetlić. Las Evefree - Bardzo dobrze, odrobiłeś lekcje - powiedziała niezwykle przyjemnym tonem. - Kiedy cesarzowa objęła tron sporo się zmieniło - dodała bardziej ponuro. - Wiele rzeczy zarzuca się naszej pani, ale niestabilność wymiarowa zaczęła się przez poprzednie władczynie - zaczęłą rozglądać się wokół. - Kiedy Celestia i Luna wspaniałomyślnie poszły ratować ludzi zaburzyły delikatną strukturę wymiarową. Wiele stworzeń zaczęło się przedzierać do naszego świata. Gwardia księżniczek miała więc teraz na głowie ludzi i bestie z innych światów. Nasza pani pozbyła się obu problemów. Bestie zostały zepchnięte jak właśnie do takich miejsc jak to. Wcześniej odradzano zapuszczanie się do lasu Everfree teraz jednak zakaz jest kategoryczny dla cywili. Obecnie żyjące tu bestie są znacznie gorszy niż wilk z patyków. Na dodatek struktura wymiarowa pozostaje nadal wyjątkowa krucha i co jakiś czas się tu coś przedziera. Mimo, że cesarzowa stara się łatać wszystkie takie niestabilności, to nie zawsze jest w stanie zrobić to na czas - odwróciła się kierując wzrok na gąszcz drzew. - Minęło sporo czasu kiedy patrolowałem te okolice aby zbadać niepokojące sygnały. Wszystkiego mógłbym się spodziewać, ale nie małego źrebaka porzuconego wśród tych aberracji. Klaczka była wyczerpana i głodna, ale przetrwała. Na pewno wiesz o kim mówię - nie czekając na odpowiedź znów otworzyła usta. - Jednak zapewne jesteś ciekawy dlaczego ciebie tu sprowadziłem. Chcesz mi się podlizać? Proszę bardzo. Właśnie wylądowaliśmy w gęstwinie zakazanego lasu. Podobnie jak mała Midnight nie masz nawet broni, a tylko swoje umiejętności i wiedzę. Wydostań się do rana z tego lasu, a być może zdołam się przekonać, a więc jak... - skierowała na niewielką chwilę wzrok na bok. Dawn nie mógł widzieć jak pod hełmem córka Crystal oblizuje delikatnie swoją wargę zupełnie jakby wyczuła coś co ją właśnie zainteresowało, zaraz jednak znów skupiła na nim wzrok. - Jeśli jesteś gotowy ruszaj, a jeśli masz dość to powiedz, a odeślę cię do bezpiecznego łóżka, a ty wrócisz jutro do pilnowania bramy - najwyraźniej postanowiła tu z jakiegoś powodu zostać i chyba chciała być teraz sama. Pustynia - Uważajcie na siebie - powiedział nagle głos dobiegający z jaskini. Smok powoli wyszedł i stanął w jej wejściu. - Zabawne z was było towarzystwo. Nie wiem czy bardziej głupi czy dzielni, że zaufaliście smokowi. Radzę wam jednak uważać pustynia ma masę przeszkód i uwielbia zabierać życie - powoli się wycofał, ale jeszcze stanął w jaskini. - Być może powiem lordowi smoków o tym co się dzieje, ale na za wiele bym nie liczył. Wojny zawsze były i będą, a smoczą stroną nikt się nigdy nie interesuje, więc i my się nie mieszamy
  8. Magus

    Baltimare Mimo, że Crimson nie powiedziała nic na głos, to dostrzegła rumieniec na pyszczku White, jak i jej zakłopotanie w głosie. Nie była w stanie nie zauważyć jak to uroczo wygląda, a przy tym miała wrażenie, że może jeszcze ma jakąś niewielką szansę u niej. Być może potrzebowała czasu żeby ją do siebie przekonać, ale to nie był problem, w końcu nigdzie się jej nie śpieszyło, a White raczej też nie planowała w najbliższym czasie powrotu do Canterlotu. Było jednak coś jeszcze co ją zainteresowało, a były to słowa klaczy: też kiedyś uciekłam. Zastanawiało ją co musiało sprawić, że ktoś tak uroczy jak ta klacz musiała kiedykolwiek uciec. Wyglądała raczej na taką co stara się kurczowo trzymać przepisów. Nawet w obecnym reżimie nie wyglądało aby była chętna do łamania przepisów wyznaczonych przez władze, a przynajmniej większości z nich. Niestety teraz nie było szansy stwierdzić o co chodzi, bo pojawiła się Pumpkin mówiąc o godzinie policyjne. Szczerze mówiąc Crimson też nie chciała naciskać White co do jej przeszłości, poczeka, aż sama będzie miała ochotę się zwierzyć. - To nie problem tylko... - Crimson spojrzała kątem oka jak kuce zbierają wszystko z przyjęcia zapewne żeby jak najszybciej zniknąć nim pojawi się gwardia na kontrolę. - Cydr jest, ale mamy tylko jeden wolny pokój i stodołę... Nie wiem czy obie się pomieścicie w pokoju, nie ma tam za dużo miejsca i jest tylko jedno łóżko... Ten pokój bardziej przypomina niewielką izbę... - Crimson spojrzała to na White to Pumpkin, ostatniej nocy spały w jednym łóżku z tą pierwszą, ale teraz... Nie chciała znowu speszyć White. - To nie problem. Ja prześpię się na sianie, a White weźmie pokój. To nie pierwszyzna dla mnie spać na podwórku, a sianko wygodniejsze niż ławka - uśmiechnęła się pewnie, a w jej głosie nie było żadnego wyrzutu. Okolice bazy - Nie rozumiem tego w tobie - skrzywił się dość niechętnie. - Chcesz narażać się na rany i ból i nawet nie wiesz czy coś tam znajdziesz - urwał kolejną gałąź. - Pozwól więc, że coś ci opowiem. Jak zapewne pamiętasz księżniczki miały gwardię, ale ta była dość pacyfistyczna. Właściwie pierwszej wojny posmakowali dopiero z ludźmi. Gdyby nie magia księżniczek i późniejsze przystosowanie, najpewniej ludzie by nas zmietli. Z cesarzową jest inaczej, przygotowała gwardię do wszelkich konfliktów, bardzo wiele się zmieniło od czasu jej panowania, ale to było nadal za mało - jego głos zaczął drżeć w prawdziwym poczuciu strachu. - Powstała nowa jednostka, bezwolne narzędzia na usługach cesarzowej. Nie ma z ich strony współczucia ani litości, kiedy dostaną rozkaz wykonają go bez pytania, nawet gdyby mieli zabić najbliższą im osobę. Nie mam pojęcia jaki to jest rodzaj szkolenia, ale kiedy ich zobaczyłem... Nigdy jeszcze nie czułem takiego lęku. Moje serce zamarła, a ja nie byłem nawet w stanie drgnąć. Możesz sporo umieć, ale jeśli na nich wpadniesz, to twoje umiejętności nie będą miały znaczenia. Nie wiem co dokładnie ci zrobią, ale nikt nigdy nie wraca żywy - skrzywił się niechętnie. - Jeśli brak ci pieniędzy, to mogę pomóc. Moja rodzina ma ich sporo, to będzie jak częściowa spłata długów, a ty będziesz mogła zamieszkać jak najdalej porzucając ten niedorzeczny pomysł o Canterlocie Koszary/Las Evefree Kiedy padła propozycja Dawna o wspólny trening zapadło nagłe milczenie. Dowódca elity Crystal stał niczym kamień wciąż przyglądają się ogierowi, ale najdziwniejsze było, że nawet otoczenie zdawało się zamrzeć w tej jednej chwili. Sytuacja ta trwała tak dobrą chwilę i nie wydawało się aby coś miało się zmienić. Jedno było pewne, jeśli Dawn pierwszy by się ruszył mógłby zrobić coś co najpewniej wkurzy jego rozmówcę lub obleje ten dziwny egzamin na wstępie. W końcu jednak żołnierz ruszył w jego kierunku, a potem wyciągnął ku niemu kopyto, którym delikatnie dotknął jego piersi. W jednej chwili cały krajobraz się zmienił, zamiast otaczających ich murów wszędzie były gęsto rosnące drzewa, nie mówiąc o ciemności, której nic nie oświetlało. Kiedy jednak Dawn skierowałby swój wzrok na górę mógłby dostrzec nocne niebo, a więc wszystko wskazywało, że znaleźli się na zewnątrz albo otaczała ich niezwykle realistyczna iluzja. Jedno było pewne, to nie przypominało teleportacji jednorożca, a coś zupełnie innego. Nie było błysku ani podobnego co dzieje się w takiej sytuacji, po prostu byli wcześniej w koszarach, a teraz znaleźli się tutaj w zaledwie sekundę. Róg elitarnego gwardzisty rozświetlił się krwistą czerwienią idealnie oświetlając całe miejsce wokół. Teraz kiedy Dawn mógł go zobaczyć, mógł też dostrzec niewielkie ostrze w jego kopycie mierzone prosto w niego. - Przeszkadzasz - powiedział z wyraźną niechęcią, a potem rzucił ostrze z taką siłą, że kiedy te osiągnęło prędkość nie było szansy aby Dawn uniknął tego ataku gdyby oczywiście był wymierzony w niego. Ostrze minęło o włos jego głowę i poszybowało za niego, a potem rozniósł się głośny nieznośny pisk. Ostrze przybiło do drzewa dziwną istotę przypominającą wielką gąsienice z licznymi zębami, która najwyraźniej czaiła się na Dawna. Siła uderzenia ostrza była na tyle wielka, że ciało stworzenia przebiło się na wylot, a ostrze zatrzymało się dopiero kiedy wbiło się w drzewo z cielskiem potwora. - Nie wiem jak ty, ale ja uwielbiam spacery w świetle gwiazd - powiedział teraz w kierunku Dawna. - Poza tym na powietrzu mogę zrobić coś czego nie wolno mi w koszarach - zaczął rozciągać kopyta, a chwilę później uwolnił z siebie falę mrocznej magii, która rozeszła się po lesie, a była przy tym na tyle przerażająca, że okoliczne bestie zaczęły się wycofywać, co można było dostrzec przez paniczne ryki z otaczających ich krzaków. Nawet Dawn mógł niemal namacalnie poczuć te mroczną przesiąkniętą śmiercią i zniszczeniem magię. - Wiesz gdzie jesteśmy? - spytał jakby nigdy nic.
  9. Magus

    Baltimare - Mówiąc szczerze spodziewałam się tego - powiedziała Crimson i co ciekawe nie wyglądało aby udawała lub chowała w sobie urazę. - Zawsze odstraszam od siebie te ładne - wzruszyła ramionami. - Jednak życie w przyjaźni to dla mnie dopiero coś nowego, więc musisz wiedzieć, że nie do końca to ogarniam. Wiesz... Zwykle pojawiam się i znikam, zawsze tak było. Najłatwiej uciekać od wszystkiego. Teraz jednak Sinister, a potem ty, dziwnie się ostatnio robi w moim życiu - nagle jednak jej wzrok nieco spoważniał wyglądało, że coś chyba teraz przykuło jej uwagę. - Czy muzyka nie zrobiła się cichsza niż chwilę temu? - Crimson miała racje muzyka się wyciszała, a czas biesiady uspokajał, nawet niektóre kucyki zaczęły się wycofywać. - Zbliża się godzina policyjna! - krzyknęła biegnąca w ich kierunku i niemal potykająca się o własne kopyta Pumpkin. Kiedy dostrzegło się niebo można było zobaczyć z wolna pojawiający się księżyc. - Jeśli chcecie wrócić to wasza ostatnia szansa, w innym wypadku będziecie musiały zostać do rana Okolice bazy - To miejsce zaczyna przypominać wysypisko, skąd do cholery wzięło się tu tyle tak zróżnicowanego cholerstwa - powiedział ponuro, a potem skrzywił się kiedy Batty rozpruła podbrzusze stwora. Wnętrzności i zgniło zielona krew zaczęła zalewać okolice, a towarzyszył temu zapach zgniłych jaj. Ogier jednak tego nie skomentował tylko wrócił do zbierania drewna i odwrócił wzrok od tego nieprzyjemnego widoku. Dopiero kiedy zobaczył, że klacz mu pomaga znów zwrócił na nią uwagę. - To miłe, że chcesz zachować to w tajemnicy - nie wydawał się jednak w tej chwili wrogi w stosunku do niej kiedy to mówił. - Nic to jednak nie zmieni, bo ja będę wiedział, że mnie ocaliłaś, a kosmos nie lubi nieprawidłowości - dodał bardziej się krzywiąc. - Ocaliłaś mnie dwa razy, a potem zrobili to ci buntownicy. Czy tego chce czy nie jestem twoim dłużnikiem - ciężko westchnął, a potem urwał kolejną gałąź. - Właśnie dlatego znów to powtórzę. Wycofaj się, wróć do polowania i trzymaj się z dala od Canterlotu i w ogóle miast pod władzą cesarzowej. Nie chcę za bardzo widzieć, że ktoś komu zawdzięczam życie wisi powieszony za kopyta i jest bity batem na oczach gawiedzi, bo ktoś z rodziców tego kucyka zmieszał szlachetną krew. Słyszałaś kiedyś o elitarnej gwardii cesarzowej? Jaskinia - Naprawdę jesteście zabawni - powiedział wycierając okolice kanału łzowego pazurem kiedy popłynęła mu łezka. - Na tyle zabawni, że pozwolę wam tu zostać do rana, ale wara od moich kamieni. Tylko ja mam do nich prawo - w tym momencie jego ton był znacznie groźniejszy. - Artefakty kosmitów mówicie? Jeszcze do niedawna uznałbym to za kolejne kucykowe głupoty, ale ostatnio sporo się dzieje na tyle dziwnych rzeczy, że sam już nie wiem. Najpierw ludzie i ich latające statki, potem Crystal. Chociaż jeśli smocze podania były prawdziwe to była tu już na dużo dłużej niż to wszystko miało miejsce. Ciekawe czemu tak wychyliła więc nagle pysk i się miesza - spojrzał teraz na nich. - Chyba nie lubi takich jak wy bardziej niż się wydaje - położył się wygodniej na ziemi. - Kogo to jednak obchodzi? Smoki się nie mieszają, bo nas wojny innych istot nie dotyczą. Zawsze martwiliśmy się tylko o siebie Koszary - Czyli nie wierzysz bezgranicznie mądrości cesarzowej? - spytał słysząc odpowiedź Dawna. - To właśnie was różni. Midnight by się nie zawahała. Gdyby dostała taki rozkaz najpierw by go wykonała, a potem pytała dlaczego. Taką drogą podąża elitarna gwardia - powiedział nie zatrzymując się. - Bardzo interesuje cię moja podopieczna - mówił nie odwracając się nawet w jego kierunku. - Midnight śpi, bo tak jej kazałem. W końcu to ja ją obecnie nadzoruje i chce aby był w pełni gotowa kiedy nadejdzie ważna sytuacja. Zaimponowała mi na tyle, że postanowiłem osobiście nadzorować nawet jej obecny trening, a żeby ją zobaczyć też musiałbyś mi czymś zaimponować. Jest coś takiego? - ostatnie pytanie zostało zadane z jakby ukrytym wyzwaniem.
  10. Magus

    Baltimare Nim Pumpkin zdołała odpowiedzieć, Crimson powoli wstała z miejsca, a potem podała kopytko White. Posłała jej tylko delikatny uśmiech nic nie mówiąc kiedy poszły na parkiet. Pumpkin tylko obserwowała całą sytuacje z uśmiechem, ale sama chyba postanowiła zostać na miejscu. Muzyka choć tu grana była też na tyle cicho aby najwyraźniej nikt w mieście jej nie słyszał. Być może powodem co do tego była gwardia i mieszkające w mieście jednorożce, które nieprzychylnie patrzyły na zabawę gorszych ich zdaniem kucyków ziemskich. W końcu mieli pracować na polu, a nie się bawić. Nie minęło wiele czasu, a parkiet się zapełnił. Nie było tu eleganckiego tańca znanego z sal balowych w Canterlocie. Co chyba było na kopyto Crimson, bo klacz mimo posiadania umiejętności tanecznych raczej nie odznaczała się tańcem eleganckim. Jej taniec przypominał ten niezwykle zabawowy z koncertów jakie dawniej grywano przed nadejściem ponurych czasów. Co jakiś czas jej ciało otarło się delikatnie o ciało White w czasie tego nietypowego tańca. W pewnym jednak momencie ktoś przypadkowo trącił Crimson, która straciła równowagę i spadła na White co oczywiście musiało zakończyć się upadkiem tej drugiej. Jednak to chyba był najmniejszy problem tej obecnej sytuacji, bo w czasie upadku usta Crimson zderzyły się z ustami White. Kiedy ta pierwsza zauważyła co się stało otworzyła szeroko oczy najwyraźniej szczerze zdziwiona tą sytuacją i powoli odsunęła głowę, a przy tym swoje wargi od warg White patrząc nadal ze zdziwionym wyrazem pyska na klacz leżącą na ziemi. - Zapewniam, że tego nie zaplanowałam - powiedziała w końcu i wyciągnęła ku niej kopyto żeby pomóc wstać. - No chyba, że ci się podobało, to mogę to wtedy wziąć na siebie - dodała chwilkę później. Okolice bazy Spear oczywiście nie patrzył co teraz robi Batty, nawet nie był pewny czy nadal za nim szła, być może się zgubiła. Z drugiej strony byłoby to kłopotliwe z wielu powodów. Nie przepadał za nią jak za każdym mieszańcem. To nie było nic osobistego, ale jego zdaniem jednorożce powinny dbać o czystość i trzymać się samych siebie. Ktoś z rodziny tej klaczy złamał zasady, których jego rodzina trzymała się od dawna. Był w naprawdę złej sytuacji, bo mimo swojej niechęci do niej jak i reszty buntowników wiedział, że zawdzięcza im życie, a takie długi nie znikają od tak. Jednorożec, który daje się uratować gorszemu stworzeniu staje się gorszy od swojego wybawcy, tak go uczono od najmłodszych lat. Nie chciał umierać, a tylko śmierć mogła oczyścić taką plamę na honorze, więc jedyne co mu zostało to ukazywanie swojej niechęci do wybawców. Gdyby jednak stało się tak, że mógłby spłacić dług... Gdyby to on uratował życie Batty, być może zdołałby odzyskać choć odrobinę honoru i nikt przecież nie musiał wiedzieć co się stało. Kiedy odrywał kolejne suche gałęzie, usłyszał coś jak wystrzał, a chwilę później zobaczył wijące się na ziemi stworzenie, które poruszało kościstymi kończynami w miejscu gdzie powinien być pysk. Uniósł wzrok w miejsce, z którego padł strzał i zobaczył Batty w słabym świetle własnego rogu. Teraz był jej winny życie dwukrotnie. - Możesz tu podejść? - powiedział trochę niechętnie. - Nigdy nie widziałem takiego stwora, może ty kiedyś widziałaś - dodał po chwili kiedy stwór nadal się poruszał leżąc brzuchem do góry. Jaskinia Smok wypuszczał z dziurek od nosa kłęby ciemnego dymu kiedy małe kucyki mówiły. Nie przerywał im tylko słuchał patrząc na nich swoimi świecącymi się w ciemności ślepiami. Jeśli stwór choć trochę uważał ich za zagrożenie to dobrze ukrywał swój strach. Zresztą gdyby faktycznie się ich bał, to najpewniej w ogóle by ich nie budził tylko spalił na miejscu lub pożarł nim w ogóle zdążyliby zrozumieć co się dzieje. Kiedy kucyki skończyły na chwilę zapadała cisza, którą przerwał dopiero głośny śmiech gada. - Uratowaliście świat? - przejechał sobie szponem po pokaźnym kle. - Mylicie pojęcia. Uratowaliście swój świat nie nasz. Smoki były tu na długo nim pojawiły się kucyki czy podmieńce. Na dużo dłużej niż istniał ludzki gatunek i będziemy istnieć kiedy was już nie będzie. Taką bronią jaką macie nic mi nie zrobicie, no chyba, że wiecie jak walczyć z dorosłym smokiem - jego oko błysnęło w ciemności. - Nie bez powodu, ta cała Crystal nas nie atakuje. Wie dobrze czym grozi wojna ze smokami. A co do tego miejsca... Jesteście na zadupiu, sądzicie, że kto tu zamieszka? Nie dziwne, że ściągają tu wszelkie poczwary. Co w ogóle przygnało kucyki w taki teren? Zachciało się wam ratować ten wasz świat? Koszary - Midnight... O tak jest urocza odkąd ją znalazłem w lesie Everfree. Porzucona mała klacz, która zdołała tam jakimś cudem przetrwać, wiedziałem, że będzie wyjątkowa odkąd tylko ją wtedy zobaczyłem. Nie myli cię również instynkt, bo jestem i zawsze będę inny w stosunku do innych - nagle się zatrzymał, a Dawn musiał na niego wpaść przez ten nagły niespodziewany manewr. - Powiedz mi, czy wiesz czym jest bycie jednym z nich? - pokazał kopytami na wszystko co ich otaczało, co ciekawe sam siebie nie nazwał jednym z tutejszych gwardzistów. - Czy kiedyś zabiłeś nim tu trafiłeś? Czy widziałeś kiedyś śmierć i zniszczenie? A gdyby cesarzowa poprosiła cię o przelanie krwi najbliższej ci osoby, mówiąc, że zdradziła zrobiłbyś to bez słowa, czy próbował byś podważyć jej słowa i udowodnić, że się myli co do tej osoby?
  11. Magus

    Baltimare - A myślałam, że jestem jedyna w swoim rodzaju, no popatrz - powiedziała Crimson na chwilę przewracając oczami gdzieś w górę, aż znów nie skierowała swojego spojrzenia na White. - Czy ja byłam poza Equestrią? Kiedyś w pewnym sensie... Znaczy - spojrzała gdzieś w bok konspiracyjnie i lekko się uśmiechnęła w kierunku White, aż nie zaczęła szeptać jej do ucha żeby nikt nie słyszał, a White mogła poczuć jej oddech na karku. - Znam miejsce, którego nikt poza mną nie zna, gdzie kiedyś żyli ludzie, dosłownie żyli, to całe ich dawne miasto. Nie ma tam nikogo już, teraz to opuszczone odludne pustynne tereny pełne dawnych ludzkich rzeczy - powoli odsunęła głowę. - Czyli tak w pewnym sensie byłam. Kiedyś chciałam uciekać z Equetrii po objęciu władzy przez Crystal, ale mam wrażenie, że ta popieprzona wojna dociera albo dotrze w końcu wszędzie, więc bez sensu - Pumpkin, która do tej pory się nie mieszała tylko przyglądała rozmowie patrzyła zaciekawiona na obie klacze, ale nie spytała co powiedziała Crimson na ucho White mimo, że na pewno była ciekawa. - Chętnie więc skorzystam żebyśmy mogły pisać - powiedziała w końcu widząc, że Crimson na razie nie ma najwyraźniej więc do dodania. Nagle zebrała się orkiestra, ale nie typowo wiejska, a z elegancką muzyką. Pumpkin wydawała się tym wszystkim zakłopotana. - O co tu łazi? - spytała niepewnie Crimson widząc to. - To chyba z okazji mojego powrotu. To przyjęcie jest zarówno dla mnie jak i dla was, bo wszyscy są szczęśliwi. Teraz jesteście dla nas jak rodzina - faktycznie dało się zauważyć, że kucyki wokół nie patrzą już na obie klacze, a zwłaszcza White niepewnie. Najwyraźniej po zachowaniu klaczy zrozumieli jaka jest naprawdę. - Jak dla mnie bomba - wzruszyła kopytami Crimson i spojrzała na White. - Chcesz zatańczyć czy coś? Okolice bazy Spear nie powiedział nic więcej po wypowiedzi Batty tylko ruszył już na poszukiwanie drewna. Nawet w czasie wędrówki nie wyglądało aby ogier był specjalnie rozmowny. Nic nie planował ani nie dawał instrukcji Batty traktując ją niemal jak powietrze. Widać było, że ten jednorożec musi być niezwykle dumny z faktu tego kim się urodził. Nie można też było nie dostrzec jak inne miał podejście od swojego dowódcy i sanitariuszki z oddziału. Tak jak się spodziewano, słońce wkrótce całkiem zniknęło, a na jego miejsce Crystal postawiła piękny księżyc w pełni, tak jak dawniej robiła to księżniczka Luna. Temperatura z każdą chwilą stawała się coraz bardziej nieznośna, a na pustyni nie było widać żadnych śladów życia. Jedyne co ich otaczało to kaktusy i kości dawno martwych zwierząt. Spear oświetlał sobie drogę rogiem najwyraźniej nie chcąc się przyznać jak słabo cokolwiek dostrzega w tej ciemności, ale ewidentnie nie oddalał się bardzo od obozu najwyraźniej nie chcąc zgubić drogi. Kiedy tak oboje szli już od dłuższego czasu ich oczom ukazało się kilka wysuszonych kompletnie drzew, ale drewno z nich z pewnością było idealne do rozpalenia. Spear zatrzymał się jednak za nim zdecydował się zbliżyć, aż nie chwycił okolicznego kamienia żeby rzucić nim między drzewa. Czekał tak niewielką chwilę, ale widząc, że nic nie wyszło po jego rzucie zdecydował się ruszyć po drewno, nie oglądając się na towarzyszkę. Czego nie mógł zauważyć, to długa ciemna nitka umieszczona w skałach, niedaleko drzew, która teraz lekko dygotała kiedy schodziło powoli po niej niezwykle cicho dziwne stworzenie. Jego ciało zdawało się pokryte łuskami, ale zamiast głowy miało coś co przypominało cienkie kościste palce dawnych ludzi, ale na tyle długie, że bez problemu mogły chwycić stworzenie wielkości kucyka. Istota jednak nie atakowała, a wciąż czaiła się w mroku starając się pozostać niewidoczną i najwyraźniej oczekując odpowiedniej chwili. Jaskinia Wnętrze wydawało się idealnym schronieniem dla dwójki ogierów. Nie było raczej szansy na ataki podziemnych robali, bo podłoże zdawało się dosyć twarde. Harpie na pewno zostałyby dostrzeżone gdyby próbowały się tu dostać podobnie jak wszystkie inne stworzenia. Nie wiadomo jak wiele czasu minęło odkąd oba ogiery zasnęły, ale gdzieś w głębi jaskini zaczęło coś błyszczeć żółtym blaskiem. Tajemnicze światło równie szybko zniknęło, ale potem pojawił się jakiś ruch na tyle silny aby jaskinia zaczęła się trząść. Niewielką chwilę później w kierunku obu ogierów wysunął się smoczy łeb na długiej smoczej szyi. Katie, która towarzyszyła buntownikom Fire wydawała się miniaturką tego olbrzyma, którego reszta ciała nadal spoczywała głębiej w jaskini. - Kucyki? - warknął wyraźnie niezadowolony. - Zapuszczasz się jak najdalej od smoczych krain, na istnym zadupiu żeby mieć święty spokój, a teraz to? - pokazał spore kły przy ostatnim słowie. - Co wy za jedni? Myślicie, że mnie zabijecie i sprowadzicie moje łuski dla tej waszej żałosnej władczyni? A może przygód wam się zachciało? - warknął z coraz większą irytacją. Koszary - Jesteś zabawny - powiedział ogier po chwilowej potyczce wzrokowej między nimi. - Masz racje jednak, że Crystal widzi i wie wszystko. Jest wszędzie i nigdzie, a wiem to najlepiej, bo jako jedyny mogę z nią rozmawiać - Idziemy. Skoro nie możesz spać pomyślę, co z tobą zrobić - powiedział idąc wzdłuż korytarza. Kiedy tak przechodzili można było odnieść wrażenie, że światło cofa się ze strachu przed ogierem, ale kiedy oddalali się od jego źródła te znowu zaczynało świeci swoim blaskiem normalnie. - Musi to być niezwykle frustrujące stać całymi dniami na bramie i czekać, aż coś się stanie. Przecież uważasz się za lepszego od innych, prawda? Uważasz, że jesteś lepszy od tego, który dziś zabił podmieńca, tak jak od tego, który ma szukać podejrzanych artefaktów, a może nawet od niej. Na pewno nie byłeś zachwycony, że to ona prowadzi w rankingach. Czy uważasz się może za tak dobrego, że jesteś w stanie już dołączyć do oddziałów, a nawet stawić czoła mnie? - w jego głosie czuć było coś co przypominało wyzwanie.
  12. Magus

    Baltimare - Bardzo bym chciała tylko... - powiedziała Pumpkin, a Crimson w tym czasie upijała kufel. Nim Pumpkin dokończyła Crimson odstawiła kufel i spojrzała na White. - Ona chce ci powiedzieć, skarbie, że nie wie jak miałaby wykorzystać te wiedzę - Pumpkin opuściła głowę, ale najwyraźniej zgadzała się z Crimson. - Jednorożec może łazić gdzie mu się podoba, pegaz ze względu kontroli pogody też ma możliwość przemieszczania, ale kucyk ziemski... Takie jak my upycha się w jednym miejscu i mamy tam siedzieć. W końcu dostajemy pole do uprawy i to wystarczy, mamy zapewniać żywność nic poza tym. Możemy oczywiście podróżować jeśli robimy za tragarzy jednorożców - Lub kiedy zostajemy porwani - dodała bardziej ponuro Pumpkin wspominając to co ją spotkało. Wokół jednak panowała taka radość z powodu powrotu White, że kuce wokół zdawały się nie dostrzegać jak ponury obraz przyjęła ta rozmowa. Zwłaszcza kiedy chwilę później na stole zaczęły pojawiać się ciasta i różne inne przysmaki. - Śmiało jedzcie - powiedziała szybko Pumpkin jakby chciała zmienić ten ponury temat. - A co do mnie... - Crimson uśmiechnęła się krzywo do White. - Teraz przynajmniej wiem, że słuchasz historii o moim życiu. Masz jednak racje, ja do stagnacji wcale się nie nadaje, świat jest za duży żeby tkwić w miejscu Okolice bazy - Jesteś cywilem - powiedział Spear nim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć. - Nieważne jak wiele widziałaś i co robiłaś zawsze nim pozostaniesz, bo nigdy nie byłaś w gwardii. Poza tym czemu sądzisz, że twoja broń jest lepsza niż nasza? - Bo tą bronią uratowała nam życie - wtrącił Lance. - Wywaliłem cały magazynek w tamte stwory, a gówno to dało. Jej pociski przebiły się przez twardy pancerz. Może nie ma przeszkolenia wojskowego, ale zna się z pewnością na przetrwaniu - Poza tym w połowie ma geny kucyka, który lepiej sprawdza się w ciemności niż przeciętny jednorożec - Pearl rzuciła jej delikatny uśmiech. - Pearl ma racje. Jeśli się zgubisz, nie wiem czy ciebie znajdziemy, z Batty masz też większe szansę coś znaleźć - Spear patrzył chwilę na swoich towarzyszy, wszystko wskazywało, że chce coś powiedzieć, ale chyba odebrano mu wszelką linie obrony. W końcu skierował wzrok na Batty. - Jak chcesz możesz iść, ale jeśli zostaniesz w tyle nie licz, że będę cię nosił - najwyraźniej prośba o pomoc od gorszego jego zdaniem kucyka nie chciała przejść mu przez gardło. Krańce pustyni Starcie między obiema bestiami wyglądało na niezwykle wyrównane kiedy oboje się nawzajem odpychali. Nic nie wskazywało aby szybko miało skończyć się to starcie, a oczekiwanie wymagało sporo cierpliwości. Po około godzinie wszystko wskazywało, że skorpiony również miały dosyć starcia między sobą. Oba w pewnym momencie odłączyły od siebie swoje szczypce i zaczęły się oddalać w przeciwne strony. Najwyraźniej wynik tego starcia miał pozostać nierozstrzygnięty. Przynajmniej wejście do jaskini zdawało się czyste. Z wnętrza wydobywało się seledynowe światło, a na dodatek w środku było całkiem ciepło. Jak się okazało światło wydobywało się z dużych kryształowych kamieni umieszczonych na niemal całym sklepieniu jaskini. Koszary Na korytarzach było już pusto, ale nie trudno było znaleźć gwardzistów. Gdzieś na zewnątrz dochodziły jakieś pomruki, które były skutecznym kierunkowskazem. Mimo zapalonych świateł ciężko było nie odczuć dziwnego mroku jaki wydobywał się w godzinach nocnych w koszarach. Kiedy Dawnowi udało się w końcu dotrzeć do źródła głosów okazały się one dochodzić z placu. Na zewnątrz zebrała się spora grupa elitarnej straży cesarzowej, każdy stał bez ruchu słuchając tego co mówił ogier przed nimi. - Dostaliśmy raport, że buntownicy zaatakowali jedno z miasteczek. Wyrżnęli wszystkich cywili i przejęli niewielki okoliczny posterunek gwardii - Nie do końca rozumiem. Co w tym niezwykłego? Buntownicy wciąż nas atakują - Ci mają lepsze uzbrojenie. Na dodatek mają jakiegoś jednorożca niezłego w magii. Nie możemy pozwolić aby zbudowali sobie tam nową bazę wypadową, bo inne okoliczne miasta będą zagrożone, a przy tym i projekt cesarzowej. Wyślemy dziesięcioro z was i... - nim Dawn zdążył usłyszeć coś więcej ktoś przycisnął go kopytem do ściany. Ciekawe było, że agresor bezszelestnie się do niego zakradł. Kiedy jednak mógł spojrzeć kto go dorwał szybko wyjaśniło się dlaczego. - Tak podejrzewałem, że nie był tu sam - kopyto z dużą siłą zaciskało się na karku Dawna przybijając go do ściany. Mógł jednak widzieć charakterystyczny hełm przed oczami. Nie było szansy na ucieczkę skoro dorwał go najlepszy żołnierz cesarzowej, jej prawe kopyto. - Nudziłem się i zobaczyłem twojego kumpla, który zapewne wybiegł za tobą, nie wydał cię, ale jednak podejrzewałem że nie wyszedł by sam - Dawn mógł poczuć na sobie napór całego ciała gwardzisty. - Powiedz mi czego tu szukasz? Nie możesz spać po nocach? Masz ochotę na kolejną lekcje? A może tu szpiegujesz? - zabrał kopyto uwalniając Dawna, ale nadal stojąc na tyle blisko żeby mu nie uciekł.
  13. Magus

    Baltimare - Mimo wszystko wiem, że możesz czuć się nieswojo, ale przekonają się do ciebie jak tylko lepiej cię poznają - powiedziała Pumpkin w kierunku White kiedy Crimson uniosła jedną brew w górę widząc jak White siada koło niej. Uśmiechnęła się do niej delikatnie, a potem rzuciła okiem na to co ich otaczało. Pumpkin w tym czasie chwilowo odeszła. - Kiedy tak to widzę... - powiedziała na tyle głośno żeby White mogła ją usłyszeć, ale poza nią nikt kto stał za daleko. - Mam wrażenie, że do dupy ze mnie kucyk ziemski. Za cholerę bym tu nie wytrzymała nawet jednego dnia. Na jednorożca też się nie nadaje, a pegaz... Sama nie wiem. Może moi starzy nie byli nawet kucykami - parsknęła lekko śmiechem pod nosem. Chwilę później wróciła Pumpkin niosąc tacę z dwoma kuflami, które położyła przed Crimson i White. Ta pierwsza zbliżyła nos do kufla żeby powąchać zawartość, a potem szeroko otworzyła oczy. - Cholera to jest cydr... Dawno tego nie piłam poza Czarnym Rynkiem, a tam to zwykła podróba - Większość zabiera nam gwardia dla dobra królestwa, ale nadal mamy kilka ukrytych beczek - uśmiechnęła się Pumpkin. - Śmiało pijcie - Crimson nie trzeba było prosić dwa razy, bo zaraz zaczęła opróżniać swój kufel. Pumpkin spojrzała znowu na White niepewnie. - Co teraz zrobisz kiedy wrócicie, spotkamy się jeszcze kiedyś? - spytała cicho. Okolice bazy Kiedy Batty wspomniała, że Spear jest uroczy, Pearl wyglądała na nieco zdziwioną, ale zaraz na jej pyszczku pojawił się cwany uśmiech, który rzuciła teraz gwardziście. Ten jednak widząc to zmarszczył tylko brwi i skrzywił się z niesmakiem jakby w ogóle nie chciał o tym gadać lub zupełnie o tym zapomnieć. Lance jako jedyny zdawał się zignorować ten temat. - Nie wątpie w twoje umiejętności, ale lepiej oniżyć ryzyko biorąc pod uwagę przewagę liczebną przeciwnika, a co do Wojny... Nigdy to nie jest tak łatwe jak się wydaje - powiedział ponuro Lance. - Nie mam pojęcia co przyniesie przyszłość, ale mimo wszystko nie chce abym kiedyś musiał z nią walczyć. Zresztą nawet nie wiem czy będę mile widziany w gwardii za stratę naszej bazy - Znam Canterlot jak własną kieszeń, na pewno ją znajdziemy jeśli będziesz chciała pomocy - kontynuowała Pearl kiedy jej Spear nagle wstał. - Jeśli mamy założyć obóz potrzebujemy drewna - powiedział ponuro. - Poszukam czegoś w okolicy, a wy ustalcie wachty. Noce są tu zimne - Nie powinieneś iść sam - Lance zaraz wstał. - Jest nas tylko czworo sir. Z czego jedno nie ma nawet przeszkolenia - spojrzał na Batty. - Nie możemy jeszcze bardziej się rozdzielać. Poradzę sobie, nie mam zamiaru przecież rzucać się w wir walki, nie jestem samobójcą - Może być jednak trudno o drewno w takim rejonie - wtrąciła Pearl. - Coś zrobić musimy, a siedzenie i gadanie pogarsza sprawę. Jeśli zrobi się za ciemno nikt z nas nic nie zobaczy, a wtedy na pewno nie znajdziemy drewna Krańce pustyni Poszukiwanie schronienia przed ciemnością nie było najłatwiejsze z powodu uwarunkowania terenu. Mimo licznych pagórków nie widać było jaskiń kiedy słońce coraz bardziej zachodziło. Marsz mógł stawać się męczący, zwłaszcza, że nigdzie nie było też śladów żadnego jedzenia ani wody, a jedyne rośliny jakie otaczały dwójkę ogierów to kaktusy. W okolicach jednego z pagórków w końcu znalazła bardzo duża i najpewniej głęboka jaskinia, ale niedaleko niej widać było dwa ogromne skorpiony, które się ze sobą siłowały. Teraz można było spróbować je ominąć i wejść do niezbadanej jaskini lub spróbować najpierw zaatakować przerośnięte robale. Została jeszcze możliwość szukania innej jaskini, ale słońce zdążyło już niemal całkiem zaniknąć, a przy tym temperatura spaść jeszcze bardziej. Koszary Noc tym razem mimo spokojnego początku nie przebiegała tak do końca spokojnie. Nie wiadomo, która była godzina, ale najwyraźniej jeszcze panowała noc. Na korytarzu zrobiło się jakieś zamieszanie, które zdołało nawet wybudzić towarzyszy Dawna. Słychać było liczne kroki i jakieś rozmowy, które przez drzwi były niezrozumiałe. Któryś ze współlokatorów najwyraźniej kierowany ciekawością uchylił lekko drzwi, ale równie szybko je zamknął kiedy na korytarzu ktoś do niego coś krzyknął. - Słyszałeś coś? - spytał jeden z towarzyszy Dawna, najwyraźniej tego, który otworzył drzwi - Coś o rzezi, ale nic więcej - Myślicie, że coś się stało? - Wygląda jakby zbierali oddziały - Chwilę przed Igrzyskami? Przecież za kilka dni pojawi się cesarzowa, są potrzebni tutaj
  14. Magus

    Baltimare - Żarcia się nie odmawia, a skoro ona się zgadza, to ja też coś chętnie wszamię - oba kucyki rzuciły spojrzenie Crimson, które świadczyło, że nie do końca rozumieją jej język. Tylko Pumpkin, która już trochę poznała klacz lekko się uśmiechnęła, a nawet widać było, że powstrzymuje śmiech na widok reakcji swoich opiekunów. - Szkoda, że wielu już zapomniało dawne czasy i dawną władzę - westchnął ponuro ogier na słowa White, a potem cała trójka zaczęła ich prowadzić. - To nietypowe nie widzieć kucyka ziemskiego na polu - powiedziała klacz w kierunku Crimson. - Tym bardziej poza swoim miasteczkiem. Należysz do niej? - spojrzała na White. - Ja? Nie należę do nikogo - nie wydawało się aby w tonie Crimson kryła się uraza za to pytanie. - Nikt by ze mną nie wytrzymał - rzuciła okiem na White oceniając ją od kopyt po głowę. - Chociaż z nią mogłabym spróbować - klacz zdawała się nie rozumieć dwuznaczności słów Crimson. Nim jednak ktoś więcej zdołał coś powiedzieć stali już po środku licznych kucyków ziemskich. White wyglądała w tym tłumie niezwykle nietypowo jako jedyny jednorożec. W przeciwieństwie jednak do jednorożców okoliczne kucyki ziemskie nie rzucały jej wrogich spojrzeń tak jak jednorożce jej towarzyszkom, a raczej patrzyły na nią z ciekawością lub ze strachem w przypadku źrebaków. Pumpkin widząc niepewność przyjaciół wyszła na środek. - Nie martwcie się, to jest ta klacz, o której wam mówiłam - mieszkańcy nadal wyglądali na niepewnych, ale wyglądało również, że starają się przemóc lęk rzucając jej słabe uśmiechy. - Musisz nam wybaczyć - powiedział w kierunku White ogier, który niedawno przyszedł z Pumpkin. - Gwardziści, którzy nas odwiedzają, nie są za mili, a zwykle to jednorożce i sama rozumiesz - spojrzał na długi stół i wolne miejsca wokół. - Zajmijcie sobie miejsce, a my przygotujemy posiłek - Nie musisz mi dwa razy powtarzać - Crimson szybko zajęła pierwsze wolne miejsce będące najbliżej. - Mam nadzieję, że nie czujesz się urażona - powiedziała cicho Pumpkin w kierunku White kiedy wciąż towarzyszała im lekka niepewność miejscowych. Okolice bazy - Nie bądź zła, on naprawdę najpierw mówi potem myśli - rzuciła Pearl nim Spear zdążył odpowiedzieć Batty. Widać było jednak, że ogier miał ochotę to zrobić, ale widząc potępiające spojrzenie klaczy zrezygnował wyraźnie się przy tym krzywiąc. - Naprawdę lepiej abyśmy trzymali się razem. Ty jesteś nam potrzebna tak samo jak my tobie, wiem, że to nie łatwe, ale możesz nam zaufać - Poza tym pustynia to nie tylko harpie - powiedział ponuro Lance. - Nie wątpię, że jesteś specjalistką w przetrwaniu, ale roi się tu od pustynnych robali w ziemi. Nie mówiąc o wywernach i piaskowych golemach. Tych ostatnich na szczęście jest raczej niewiele - zarówno Lance i Pearl zrównali się z nią krokiem kiedy Spear szedł kawałek za nimi. - Tak szczerze mówiąc... Nic już nie będzie takie samo. Kiedy walczysz z kimś w ramię w ramię tworzy się między taki osobami więź, której nie sposób rozerwać. Nie wiem czy oni czują to samo, ale ja raczej bym nie potrafił zabić Fire gdybym miał taką szansę na polu walki. Może przypłaciłbym to życiem, ale nic nie poradzę - White? - spytała bardziej siebie Pearl, ale zaraz spojrzała na Batty. - Znałam sporo klaczy o takim imieniu. Jeśli nie masz gdzie się zatrzymać w Canterlocie możesz u mnie. Może będę w stanie ci pomóc ją znaleźć - Ściemnia się - Spear o sobie niespodziewanie przypomniał, a kiedy rzuciło się okiem na słońce można było dostrzec, że te faktycznie powoli zachodzi. - Będziemy musieli założyć obozowisko i rozstawić warty - powiedział ponuro Lance. Krańce pustyni Nie doszło do kolejnych ataków dzikich bestii z okolicy. Najwyraźniej te rejony były już bezpieczne. Oba ogiery jednak mogły poczuć delikatną chłodną bryzę. Słońce, które do tej pory tak silnie ogrzewało całą okolice teraz powoli zachodziło dając powoli miejsce wolno zbliżającej się nocy. Wieczór mógł z pewnością przynieść ukojenie po skwarze słońca, ale również mógł być problematyczny. W tych rejonach, noce tu były wyjątkowo chłodne i nigdy nie było wiadomo co czai się w ciemności. Canterlot Klacz słuchała wszystkiego co mówił Dawn przy okazji się rozglądając z zaciekawieniem po jego domu. Nie było dziwne, że nic nie odpowiada biorąc pod uwagę jej stan. Na nietypowe pytanie o siostrę delikatnie mrugnęła wyraźnie zaskoczona, ale raczej nie było to spowodowane myślą, że taką posiada, a raczej niezrozumieniem sedna pytania. Rzuciła na chwilę okiem na książki i znowu na bałagan wokół. Nadal wydawała się tym wszystkim zaskoczona, ale nie stawiała żadnych oporów nawet przed możliwością bycia sprzątaczką. Jakby nie patrzeć, jednorożce bez wielkich zdolności magicznych często kończyły jako służba, a praca w Canterlocie to niemal jak spełnienie marzeń. Kiedy ogier spytał ją o pytania ta znów na niego spojrzała niepewnie, aż nie podeszła do ogiera i bardzo szybko delikatnie cmoknęła go w policzek, równie szybko odsuwając głowę.
  15. Magus

    Baltimare - Nie oceniaj każdego kucyka ziemskiego w ten sposób - westchnęła Crimson patrząc wciąż jak Pumpkin wita się z rodziną i przyjaciółmi, a potem uśmiechnęła się lekko do White. - Gdyby każdy kucyk ziemski oceniał każdego jednoroga z góry dziś pewnie byśmy nie gadały, a ja olałabym Sinister kiedy potrzebowała pomocy. Zawsze trafią się dupki wśród każdej rasy, trzeba tylko umieć ocenić kto jest frajerem, a kto kimś więcej - krzywo się uśmiechnęła. - Pewnie dlatego ja straszę każdego po pięciu minutach rozmowy ze mną - w tym właśnie momencie Pumpkin znów szła w stronę White i Crimson prowadząc ze sobą dwa kucyki ziemskie, ogiera i klacz. Kiedy byli już wystarczająco blisko klacz wyszła przed Pumpkin i spojrzała na White. - Dziękujemy za wszystko co zrobiłaś dla Pumpkin - widać było, że z trudem utrzymywała łzy. - Opiekujemy się nią odkąd jej rodzice zostali zabici. Nie sądziliśmy, że jeszcze kiedykolwiek ją zobaczymy po tym co się stało - opuściła wzrok najwyraźniej nie będąc w stanie mówić dalej. - Niewiele spotyka nas dobrego ze strony jednorożców - powiedział teraz ogier. - Pumpkin powiedziała nam jednak jak obie dla niej wiele zrobiłyście - Ja tam żadnym bohaterem nie jestem - powiedziała Crimson unikając ich spojrzenia. - Gdyby nie White i jej determinacja pewnie nigdy by to wszystko tak się nie skończyło - Mimo wszystko chcielibyśmy wam jakoś podziękować - powiedział teraz ogier. - Nie mamy za wiele, ale może chociaż damy wam jakiś posiłek i coś na drogę, choć tak w niewielkim stopniu zdołamy się odwdzięczyć Okolice bazy - A tak... - powiedział jakby wyrwany z transu Lance i zaczął ściągać z siebie pancerz podobnie jak jego towarzysze nim ruszyli. - Widzieliśmy spadający samolot... Pomyśleliśmy, że możemy być potrzebni i sama rozumiesz - No właśnie - wtrąciła nagle Pearl. - Co tam się stało? Nikt nie został ranny? Jakby co mogę spróbować ich opatrzyć. To nie tak, że nie doceniam Fire i jej oddziału, ale nie wyglądali aby znali się na medycynie - Może po kolei - Spear zmarszczył lekko brwi patrząc na Batty. - Zanim ja odpowiem tobie, może ty powiedz nam co dałaś jej? Tak widzieliśmy, że dałaś coś temu smokowi - Spear - nie wyglądało aby ogier chciał jednak odpuścić, nawet kiedy dowódca go skarcił. - Musimy wiedzieć czy możemy jej zaufać. Co jak nas zabije w czasie snu? - Nie musi się z niczego spowiadać. Miała szanse nas zabić wiele razy. Mogła nas zostawić na pastwę losu, a tego nie zrobiła - Skoro to wszystko prawda, to chyba nie musi się obawiać odpowiedzi na moje pytanie. Jeśli pomożemy jej się dostać, a ona zostanie złapana za coś o czym nie wiem jak szpiegostwo, wezmą ją na tortury i prześwietlą mózg do każdego wspomnienia, nic się przed nimi nie ukryje. Zostaniemy wtedy skazani za zdradę i straceni - Mam wrażenie, że w gwardii już postawili na nas kreskę, więc raczej nie sądzą aby trup mógł z kimś kolaborować - powiedziała ponuro Pearl. Pustynne robale Na niebie jak na złość nic nie chciało się pojawić, a robal nie ruszał się dobre kilka minut wciąż poruszając olbrzymi żuwaczkami. Skwar słońca z pewnością nie był teraz przyjemny dla dwójki ogierów, ale owad wydawał się zachwycony gorącem, grzał swój chitynowy pancerz zupełnie nie zwracając uwagi na temperaturę. Kiedy minęło piętnaście minut stworzenie nagle się poruszyło. Jego głowa wysunęła się wprost przed dwa kuce, tak, że teraz oboje mogli zobaczyć jego pokaźne żuwaczki, którymi z pewnością mógłby przepołowić kuca jednym zaciśnięciem ich na jego ciele. Owad jednak nie zaatakował tylko uniósł ogromną głowę nad nimi, a potem wbił ją w piasek ciągnąć za sobą resztę swojego olbrzymiego cielska, aż całkiem nie zniknął z ich oczu. Canterlot Klacz nie stawiała oporu idąc za gwardzistą. Ciężko było powiedzieć czy z powodu strachu przed nim, czy może z faktu, że nie bardzo miała gdzie się udać. Słyszała wszystko co mówił do niej ogier, ale nie reagowała w żaden sposób po prostu słuchając. Niewiele zresztą mogła powiedzieć. Wyglądała jednak na trochę zdziwioną kiedy zamiast na posterunek gwardii ten zaczął ją prowadzić do dzielnicy mieszkalnej. Nadal jednak dreptała powoli za swoim nieoczekiwanym przewodnikiem. Kiedy zaczął prowadzić ją do jednego z mieszkań lekko się zawahała jakby nie była pewna czy powinna tam wejść. Ostatecznie zdecydowała się to zrobić. Rzuciła tylko raz okiem na bałagan, ale nie wydawała się tym zniesmaczona. Spojrzała niepewnie na kartkę, którą jej podarował żeby nawiązać komunikacje, a potem na ogiera, który niespodziewanie złapał jej kopytko. W pierwszej chwili wyglądała na trochę przestraszoną, ale ten szybko jej wyjaśnił o co chodzi. Klacz delikatnie mrugnęła, a potem z nów spojrzała na kartkę, chwilę później jej róg otoczyła zielonkawa aura, a na kartce zaczęły pojawiać się słowa. Nazywam się Midnight Harmony Dziękuje za życzliwość, ale dlaczego to robisz?
×
×
  • Create New...