Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Magus

Brony
  • Content Count

    5,238
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    2

Magus last won the day on March 27

Magus had the most liked content!

Community Reputation

62 Bardzo dobra

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    9083854

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Zainteresowania
    Moje zainteresowania hmm głównie interesuję się przyrodą zwłaszcza zwierzętami poza tym lubię książki zwłaszca z gatunku fantasy gry sporo ich by wymieniać i oczywiście My Little Pony
  • Ulubiona postać
    Zdecydownie najbardziej lubię 3 postacie
    1.Applejack
    2.Luna
    3.Discord

Recent Profile Visitors

88,809 profile views
  1. Magus

    Baltimare Mimo spontanicznej reakcji White, a przy tym jej licznych pytań, rodzina Pumpkin z nią samą stała jak skamieniała po niedawnym obwieszczeniu, zupełnie jakby sami nie mogli uwierzyć w to co zostało przed chwilą powiedziane. Potrzebowali chwili aby chyba również zrozumieć, co chciała im przekazać klacz. Gdy zaczęła pytać o Crimson, rodzice White spojrzeli po sobie nadal zdziwieni, zupełnie jakby nie mogli uwierzyć, że Crimson, to zrobiła. Może była to mentalność ziemskich kucyków, że te nie chcą widzieć w sobie nawzajem mordercy, a może ciężko było im uwierzyć by ziemski kucyk mógł pokonać oddział jednorożców. Jako pierwsza wątpliwości wyraziła na głos Pumpkin. - Może to nie ona... - wyszeptała cicho. - Myślisz, że zdołałaby pokonać w pojedynkę oddział gwardzistów? - nie dając szansy odpowiedzieć White, odezwał się ojciec Pumpkin. - Nie znaleźliśmy śladów twojej koleżanki, to znaczy musiała spać w szopie, bo jest ślad na sianie, że ktoś tam leżał, ale nie mamy pojęcia jak wiele czasu minęło od jej zniknięcia - lekko się zamyślił. - Może powinniśmy rozejrzeć się w mieście, ale ziemskie kucyki nie są tam mile widziane - dodał bardziej ponuro. Okolice bazy Nietypowy skorpion, nie wydawał się bronić owoców, kiedy Batty je zbierała, zupełnie jakby był gotowy się podzielić i całkiem szybko stało się jasne dlaczego. Zaraz po tym jak Batty zabrała owoce, na drzewie zaczęły rosnąć niezwykle szybko nowe. Można było odnieść wrażenie, że drzewo działa jak pod wpływem hormonu wzrostu. Co jeszcze ciekawsze, gdy klacz się oddaliła dziwny skorpion znów na nią spoglądał i zaczął wymachiwać ogonem w jej kierunku, zupełnie jak na pożegnanie, a chwilę później wrócił do posiłku. Sam Spear nie dostrzegł jeszcze Batty, ale stał cały czas czekając, aż ta wróci. Najwyraźniej kiedy potwierdziła, że żyje nie widział powodu do zmartwień. Na całe szczęście nie wyglądało też aby coś zaatakowało jego. Las Everfree Nowe słowa Sinister nieco zbiły ją z tropu. Była pewna, że się jej bała, ale ostrożność z jaką do niej podchodziła była zaskakująca. Czemu nic nie próbowała zrobić? Dlaczego jeszcze nie uciekała? Musiała się domyślać jaka jest między nimi przepaść i mimo swojego parszywego wyglądu zachowywała logiczną ocenę, a nie często coś takiego spotykała. Znów spojrzała na motyle, a jej kopyta na chwilę znalazły się na hełmie jakby już chciała go unieść, ale w ostatniej chwili się wycofała. - Zagadka nie ma sensu - nagle powiedziała, a potem wskazała kopytem niebo. - Niebo nie jest błękitne, a obecnie granatowe, ale może stać się także szare, czarne, a nawet białe i czerwone - pokazała na motyle kopytem. - Wiem co chcesz powiedzieć przez swoją zagadkę, ale patrząc przez taką interpretacje pytania żaden z motyli nie ma koloru nieba, obie odpowiedzi są błędne Patrol gwardii Niezdający sobie sprawy z tego, że są obserwowani, gwardziści maszerowali dalej w swoim szyku. Uzupełnione zapasy pozwoliły im skierować się do obozu gdzie mieli tymczasową bazę. Marsz z ich strony trwał około godzinę zanim dotarli do garnizonu za miasteczkiem. Obóz otaczał drewniana, ale z pewnością gruba palisada, wokół wykopana była fosa, ale nie wypełniona wodą, a drewnianymi ciosami. Obóz pilnowany był przez uzbrojone oddziały gwardii, które tutaj głównie ukazywały broń białą. Z powietrza dało się zauważyć liczne namioty za palisadą oraz kolejnych pięćdziesięciu żołnierzy. Widać było również flagi, na których ukazany były dziwny kryształowy okrąg. Grupa, która była śledzona przeszła przez główną bramę mówiąc przy tym: chwała cesarzowej. Przybyła grupa zaczęła rozkładać sprowadzone zapasy, które nadzorował inny kucyk. Co ciekawe widać było, że wśród żołnierzy największą hierarchie mają jednorożce, bo kucyki ziemskie zostały sprowadzone do ciężkiej fizycznej pracy, a pegazy do patroli wokół. Zresztą to właśnie jednorożców było tu najwięcej. Poza kucykami w zbrojach było tu też najwyraźniej kilkoro więźniów. Część z nich była trzymana w dużej klatce, a reszta w dybach.
  2. Magus

    Baltimare - Tak, zapewne masz racje - mimo niedawnego strachu, na pyszczku Pumpkin pojawił się wyraz ulgi. Najwyraźniej słowa White nieco podniosły ją na duchu. Sama klacz nic już nie powiedziała chyba chcąc wierzyć w to co powiedziała White. Powoli zaprowadziła za to White do jadalni gdzie rodzina Pumpkin składająca się najwyraźniej z jej rodziców i dwóch źrebaków (klaczki i ogiera) już siedzieli przy stole. Posiłek, który przygotowano głównie składał się z owoców, ale nie było też ich nadmiernie dużo, co sugerowało, że większość musiała zabierać gwardia. Na widok White wszyscy się uśmiechnęli. - Mam nadzieję, że dobrze spałaś - powiedziała mama Pumpkin do White. - Nadal nie wiemy jak mamy ci się odwdzięczyć za ratunek naszej córki - Pumpkin już ci pewnie powiedziała o koleżance - wtrącił niepewnie ogier. - Wszędzie jej szukaliśmy, ale nie było po niej śladu. Mamy nadzieję, że nic jej nie jest - zaraz jednak lekko się uśmiechnął. - Na pewno tak jest, tu nic nie powinno dla niej stanowić zagrożenia - nim zdołali to bardziej wyjaśnić, a przy tym usiąść do posiłku pojawił się dźwięk zapowiadający poranne obwieszczenie. Rodzina Pumpkin z nią samą wyruszyła przed dom aby zobaczyć. - Dziś przekazujemy tragiczną wiadomość - powiedział ponuro herold na magicznym ekranie. - Nie opowiemy o wieściach z frontu ani o nowych egzekucjach, bo nie ma na to miejsca. Ktoś napluł wczorajszej nocy naszej cesarzowej prosto w jej niebiański pyszczek. Wielokrotnie było mówione, że ktokolwiek podniesie kopyto na strażników dzisiejszego porządku tym samym podniesie kopyto na samą cesarzową, a takie zachowania będą karane z największymi konsekwencjami. Wiedźcie, że winny tej zbrodni nie uniknie najgorszej kary. W Baltimare zostały znalezione ciała jednego z patroli. Na czas śledztwa nikt nie ma prawa opuszczać miasteczka, aż winny zostanie znaleziony. Nie musicie się obawiać o własne bezpieczeństwo, bo gwardia wkrótce złapie winnego tego niegodziwego czynu - Pumpkin spojrzała niepewnie na White, a ta mogła się domyślić o czym ona teraz myśli. Okolice bazy Owoc, który ugryzła Batty z pewnością był jadalny, bo nie wywołał u niej efektów ubocznych, a poza tym był niezwykle słodki, a sok z jego wnętrza skutecznie gasił pragnienie. Sam ofiarodawca owocu już jednak nie zwrócił uwagi na Batty pogrążony we własnym posiłku. Najwyraźniej te nietypowe owoce pomagały przetrwać tutejszym roślinożercą ekstremalne, a przy tym i nieprzyjemne warunki tego rejonu. Nic też nie wskazywało aby w najbliższej okolicy miało pojawić się zagrożenie. Najpewniej gdyby było inaczej ten nietypowy skorpion, który w tym miejscu był na dole łańcucha pokarmowego już by uciekał. - Wszystko tam z tobą dobrze?! - rozniósł się krzyk Speara, który najwyraźniej dostrzegł, że Batty długo nie wraca. Skorpion na chwilę uniósł ciało na nieznany głos, ale widząc brak zagrożenia wrócił do posiłku.
  3. Magus

    Baltimare - Trochę mnie tu nie było, ale jestem pewna, że zajrzałam w każde miejsce w stodole, które znam - powiedziała niepewnie Pumpkin. Na dachu, na który patrzyła White też nie było widać Crimson. Na pyszczku klaczy pojawiła się niepewność. - Ja też zniknęłam wtedy... A nawet nie wiem jak... A co jeśli... - jej głos zaczął się łamać. - Crimson wygląda na silną, ale ci gwardziści... kłopoty w tamtym strasznym miejscu, z którego mnie uwolniłyście... - widać było, że Pumpkin zaczyna się bać. - Ale mogła wyjść tylko na spacer, prawda? - wyraźnie na siłę się uśmiechnęła, a jej pytanie brzmiało bardziej tak jakby oczekiwała, że to White zdoła ją przekonać, że nie ma się czym martwić i na pewno się znajdzie. GOSPODA/KARCZMA Gwardziści przeszukujący pomieszczenia w karczmie byli tam dobrą godzinę. Część z nich obstawiała wejście żeby mieć pewność, że nikt nie wejdzie ani nie wyjdzie bez ich wiedzy. Oczywiście zwykli gwardziści łatwo dali się oszukać, a przy tym nie zauważyć, że ktoś zdołał się jednak wydostać. Reszta gwardzistów, która przeszukała cały budynek opuściła go jakiś czas później. Poza jednak znów uzupełnionymi tobołami wyprowadzili z wnętrza budynku jakiegoś wyrywającego się ogiera, który uspokoił się chwilę po tym gdy został uderzony kopytem w brzuch, a poza nim wyprowadzono także dwie klacze, które szły w przeciwieństwie do ogiera posłusznie za gwardzistami, którzy je pojmali, najwyraźniej zdając sobie sprawę, że walka i tak nie ma w tym wypadku sensu. Chwilę później gwardziści zaczęli znów maszerować, zostawiając za sobą karczmę.
  4. Magus

    Baltimare Noc wydawała się niezwykle spokojna, nikt nie przeszkadzał White spać, a nie było też nocnych wizyt gwardii. Crimson najwyraźniej też nie zdecydowała się jej przeszkadzać. Jedyne na co White mogła chyba tylko narzekać podczas tej nocy to świerszcze dający za jej oknem koncert. Ledwo wzeszło słońce, a obwieściło je pianie koguta, które w tych okolicach najwyraźniej obwieszczało kolejny poranek. W domu nawet słychać było pierwsze przebudzenia, które zwiastowały liczne korki wokół. Nie trwało długo jak ktoś zapukał do drzwi izby, w której spała White, a następnie lekko uchyliły się drzwi. Jak się okazało to Pumpkin przyszła sprawdzić czy śpi. - Wybacz, że już budzę, ale niedługo nowe obwieszczenie cesarzowej - powiedziała bardziej ponuro niż zwykle. - Zdążymy jeszcze zjeść śniadanie. Przy okazji nie wiesz gdzie może być Crimson? Nie mogłam jej znaleźć rano kiedy poszłam sprawdzić co z nią GOSPODA/KARCZMA - Dobrze - powiedział ponuro dowódca oddziału kiedy ich zapasy były uzupełniane. - Widzę, że wszyscy tu zapomnieli języka w pysku - powiedział ponuro, obserwując każdego klienta wokół. - Zapomniano także o regułach gościnności - Panie tu niczego nie ma to zadupie - powiedział ktoś wewnątrz baru, a dowódca oddziału zmarszczył lekko brwi. - Zadupie czy nie, musimy się przyjrzeć - spojrzał na pozostałych gwardzistów, którzy z nim weszli do środka. - Wprowadzić resztę naszych niech sprawdzą kto zajmuje pokoje - klienci spojrzeli na to ponuro, ale nikt nic nie zrobił kiedy tamci zasalutowali i poszli po pozostałych. Nie trwało długo nim budynek wypełnił się gwardzistami, którzy zgodnie z rozkazem poszli sprawdzić zajęte izby. W tym do tej, którą zajmował Eblementaris zaczął dobijać się jeden z gwardzistów przez uporczywe walenie kopytem w drzwi.
  5. Ta chwila kiedy czytasz książkę, a ona robi taki bałagan w głowie jakiego już dawno nie czułeś

    1. Show previous comments  1 more
    2. Magus

      Magus

      Dobra jest, ale głowę nieco ryje

    3. Decaded

      Decaded

      Podziel się tytułem

    4. Magus

      Magus

      Szczelina autor Jozef Karika. Nie wiem czy każdy lubi taką tematykę, ale jest tu coś takiego co wywołuje ciarki

  6. Magus

    Baltimare - Tego mamy pod dostatkiem - uśmiechnęła się Pumpkin kiedy White wspomniała o cieple i żeby było sucho. - Mam pokój naprzeciw twojego, jakbyś czegoś potrzebowała daj znać. Niech księżniczka Luna czuwa nad tobą w czasie snu - powiedziała jeszcze Pumpkin przed odejściem, to mogło też sugerować, że tutejsze kucyki nie zapomniały o dawnych władczyniach. Całkowita ciemność zapadła niecałą godzinę później. Zapowiadała się piękna noc, liczne gwiazdy i księżyc pięknie świeciły jakby chciały pokazać, że nic złego się nie dzieje. Crimson zaczęła iść w kierunku szopy niedługi czas później, a White mogła ją zobaczyć ze swojego okna. Kiedy tylko weszła do zabudowania zniknęła na niewielką chwilę żeby zaraz znowu pojawić się na dachu. Położyła się tam na grzbiecie i patrzyła w niebo, najwyraźniej nie zamierzała na razie iść spać. W domu Pumpkin panowała za to niezwykła cisza, którą zakłócały tylko świerszcze za oknem. Okolice bazy Kiedy Batty zaczęła mówić, nietypowy skorpion zaczął poruszać nogogłaszczkami patrząc w jej kierunku jakby próbował przyswoić się do nietypowego dźwięku, który wydawała. Najwyraźniej tutejsi roślinożercy musieli walczyć każdego dnia o przetrwanie w tym okrutnym terenie, a spotkanie innego gatunku, który gustuje w podobnych przysmakach graniczyło tu z cudem. Nie mówiąc, że kucyki raczej w ogóle się tu nie pokazywały od utraty bazy przez gwardię. Stworzenie jeszcze chwilę się przyglądało, aż zamachnęło się ogonem na drzewo, a owoc, który na nim rósł poleciał w kierunku zmywającej z siebie resztki pająka Batty, co ciekawe, stwór nie poszedł po niego, a zerwał sobie inny, który znów zaczął konsumować. Ta oaza wydawała się być zupełnie innym miejscem niż wszystko dookoła. Las Everfree Strach... To uczucie było najbliższe ze wszystkich innych, które zna, bo wszyscy mogący zmierzyć jej potencjał magiczny ulegali tej właśnie emocji. Nawet wśród elity gwardii, tych, których wszyscy się bali, nie czuła się jedną z nich. Nawet ta przerażająca elita się jej bała. Z czasem zaczęła wykorzystywać ten strach, skoro była to jedyna emocja jaką wywoływała, kąpanie się w nim stawało się niezwykle przyjemne. Była przekonana, że ta klacz nadal się jej boi, wie co się stanie jak dojdzie do konfrontacji. Patrzyła jak zasłania oczy swojego chowańca zgodnie z jej wcześniejszą prośbą. Ona sama znów spojrzała na owady, zastanawiając się nad kolejnym ruchem, ale właśnie wtedy dotarł do niej głos upiora. Uniosła wzrok i spojrzała na oboje. - Idiota? - rzuciła pusto, ale w jej głosie było coś niepokojącego. - Próbujesz mnie znieważyć mimo, że jeszcze nic nie zrobiłem? - pytanie wydawało się dosyć konsekwentne, a przy tym było w nim coś niepokojącego. Spojrzała teraz na Star. - A może to ty ze mną pogrywasz, bo czujesz się urażona - znów skierowała wzrok na Sinister. - Boisz się mnie? Chcesz żebym przepadł? Pragniesz znaleźć się jak najdalej stąd i w ogóle o mnie zapomnieć? - spytała robiąc krok naprzód w jej stronę. GOSPODA/KARCZMA Jeden z licznych patroli składający się ze zwykłych gwardzistów odzianych w zbroje, poruszał się po okolicznych terenach na wypadek gdyby gdzieś formowały się grupy buntowników. Wszyscy byli świadomi, że ci zwykle zawiązywali bazy w okolicznych motłochach byle jak najdalej od posterunków. Oddział składał się z dziesięciorga gwardzistów, w tym wypadku wyposażonych w tradycyjną broń białą zamiast palnej. W oddziale było sześcioro jednorożców z czego jeden po odznaczeniach na zbroi na pewno był porucznikiem. Towarzyszyły im dwa kucyki ziemskie noszące ciężkie toboły i dwa pegazy, które wypatrywały zagrożeń w powietrzu. Kilkudniowy patrol tej niewielkiej grupy gwardzistów nieco nadwyrężył ich zapasy, a niedaleka knajpa choć obskurna zdawała się idealnym miejscem aby je uzupełnić. Jako pierwszy wszedł do środka porucznik w towarzystwie dwojga jednorożców, a reszta oddziału została na zewnątrz. Kiedy tylko się pojawił w knajpie zapanowała cisza. - Chwała cesarzowej, chwalmy kolejny wieczór, który nam dała - w odpowiedzi pojawiły się tylko liczne pomruki. - Szukamy wszelkich przejawów wrogości wobec porządku, który nadała temu światu nasza pani. Czy ktoś coś widział? - nie padła żadna odpowiedź, więc jednorożec poszedł napełnić toboły. Gwardziści zdawali się nie zrażeni tutejszymi klientami jak i ich niechętnymi spojrzeniami jakimi ich obrzucano. Zapewne spowodowane to było przewagą oddziału nad zwykłymi moczymordami.
  7. Magus

    Baltimare - Naprawdę mam nadzieje, że ci się uda, bo wszystkie jesteście dla mnie równie ważne. Gdyby nie wasza pomoc nie wiem co by dziś ze mną było - spojrzała jeszcze raz na Crimson, a potem na White. - Pamiętaj jednak, że nie warto robić nic na siłę. Jeśli ktoś tego nie chce to nie sposób pomóc komuś w ten sposób - kiedy to powiedziała na niebie zaczęło powoli się ściemniać. Pojawił się jak na razie słaby jeszcze księżyc, a niebo zmieniło barwę na bardziej pomarańczową. Pumpkin wprowadziła White do niewielkiego domku. Nie wyglądał na zbyt wygodny jeśli chodzi o miejsce do mieszania. Niewiele przestrzeni, stare meble i piec mający już swoje lata. Zimą musiało tu być bardzo nieprzyjemnie. W końcu Pumpkin wprowadziła ją do miejsca, które miało być pokojem White na noc. Okazało się, że była to niewielka izba, którą niemal całkiem zawalało łóżko nadgryzione nieco przez ząb czasu oraz stara szafka z niewielką lampką. Pościel na łóżku także wyglądała jakby była kilkukrotnie łatana. Uwagę też zwracało niewielkie okienko, z którego był widok na szopę, w której zapewne miała spać Crimson. - Musisz nam wybaczyć, wiem, że nie do tego pewnie przywykłaś, ale nic lepszego nie mamy - powiedziała trochę przygnębiona tą sytuacją Pumpkin. Okolice bazy Spear już nic nie powiedział tylko pozwolił odejść Batty, a sam został z tyłu. Oaza wyglądała nietypowo wokół kamieni i piasku, ale nie wydawała się też na groźna. Wokół było kilka krzaków, a nawet drzewa z nietypowymi owocami, ale ciężko było stwierdzić czy jadalnymi. Woda z całą pewnością była niezwykle czysta, widać było przez nią nawet dno, ale nie wyglądało aby coś żyło w tej wodzie, a jeśli nawet to być może obecność Batty przestraszyła tutejszych mieszkańców. Klacz mogła wyczuć, że woda nie należała do ciepłych, a była nawet nieco chłodna. Wokół panowała niezwykła cisza, nie licząc świerszczy i krzaków, którymi co jakiś czas poruszał wiatr. Zaraz jednak jeden z krzaków zaczął się mocniej poruszać, zupełnie jakby ktoś za nim był. Batty mogłaby nawet pomyśleć, że to Spear ją podgląda, bo przez chwilę nic z tego miejsca nie wychodziło. Z krzaków w końcu jednak wylazło coś co przypominało nieco przerośniętego skorpiona. Stworzenie zdawało się chwilę przyglądać Batty, ale równie szybko ją zignorowało, a zamiast niej skupiło się na owocach na drzewie. Stwór wyciągał dług ogon, a jego zakończeniem przebijał owoce, które momentalnie zaczęły się kurczyć, aż nie została pozbawiona zawartości skórka. Wyglądało, że dziwne stworzenie w ten nietypowy sposób zjadało wnętrze owoców, ale bez skórki. Las Everfree Wiedziała cały czas, że ma przewagę w tej rozmowie. Duch? Gdyby miał ciało mógłby sprawić problemy, dziś jednak był tylko cieniem dawnej siebie czego sam był pewnie świadomy. Istoty eteryczne nie były w stanie skrzywdzić fizycznych. Klacz? Władała czarną magią i zdawała się sporo umieć, ale nie uczyła się jej w wielkim zakresie, a przy tym nie zgłębiała wszelkich zakazanych tajemnic, nadal wiele jej brakowało do pełni potencjału. Chowaniec? Istota tego typu nie stanowiła większego problemu, zwłaszcza kiedy została stworzona przez słabszego użytkownika magii, chociaż musiała przyznać, że był dość nietypowy patrząc na inne chowańce. Gdzie byłaby tu jednak zabawa gdyby od tak ją zabiła? Wolała widzieć strach w oczach, chciała utemperować tę nieznajomą klacz, a później pomyśleć co z nią dalej zrobić. Strach jaki od niej wyczuła chwilę wcześniej był niemal jak apetyczny podwieczorek. Zaraz jednak sytuacja zmieniła się. A stało się to w momencie kiedy ta klacz znowu doszła do głosu. Słuchała uważnie jej słów, ale kiedy Sinister przywołała owady spojrzała zakłopotana w bok. Pierwszy raz nie było widać u niej dotychczasowej dominacji. - Nie potrafię odpowiedzieć... Nie tak... - jej ton po raz pierwszy brzmiał tak niepewnie. - Mój hełm... Nie mogę przez niego dostrzec idealnie barw, ale gołym okiem... - zacisnęła zęby z powodu tej niezręcznej sytuacji. - Muszę go zdjąć, ale... Powiedzmy, że moja tożsamość to tajemnica. Możemy to rozegrać na kilka sposobów - spojrzała po całej trójce. - Zaufam wam, że żadne nie będzie patrzyć, a jeśli, któreś mnie uszka w lesie zamieszkają dwa duchy - aluzja była oczywista, bo Stalker jako sztuczna istota nie mógł się nim stać. - Mogę rzucić na was klątwę ślepoty, ale to nie działa na duchy - spojrzała na Star. - Musiałbym ją na chwilę wygnać. Ostatnią opcją jest zamaskowanie pyska odpowiednim zaklęciem, ale to też może mi rozproszyć nieco widok - powiedziała znów nieco zirytowana tym. Nie mogła uwierzyć, że ktoś podszedł ją w ten sposób, a nawet zapewne tego nie planowała, a przynajmniej nie tak.
  8. Magus

    Baltimare Kiedy padło pytanie White o Crimson, Pumpkin znowu skierowała wzrok na klacz, którą zostawili z tyłu. Wyglądało, że zastanawia się nad tym co powiedzieć, ale sama Crimson nie wyglądała na urażoną czy obrażoną. Siedziała pod drzewem opierając kopyta za głową i trzymając źdźbło trawy w zębach oraz mając przy tym zamknięte oczy. Wyglądała tak spokojnie jakby miała zamiar zaraz zasnąć. Wyraz pyszczka Pumpkin wskazywał jednak, że nie jest do końca przekonana co do jej pozy. - Nie znam jej tak długo jak wy - wydusiła z siebie w końcu. - Ona twierdzi, że sobie poradzi i nie musimy się o nią martwić ja jednak... - znów skierowała na nią wzrok. - Kiedy tak z nią rozmawiałam to miałam wrażenie, że ukrywa pod tą pozą, którą wszystkim nam pokazuje prawdę. Nie rozpłacze się tu, ale... Była już chyba tyle razy poniżana w życiu i mieszana z błotem, że nie pamięta już innego życia. Każdy codzienny dzień jest dla niej tym samym, a opiera się na przetrwaniu, a przynajmniej tak mi się wydaje, nie mogę być tego pewna. Jestem natomiast przekonana, że nikomu się nie wyżali, bo woli się zamknąć na innych Okolice bazy - Nie znam takich co nie popełniają błędów - powiedział jeszcze nim zaczął, a jego róg otoczyła magiczna aura. - Niby trzeba uczyć się na błędach aby ich nie powtarzać, a tak przynajmniej mówią - zmarszczył lekko brwi przekręcając głową na wszystkie strony. - Chyba coś mam... Nie jest daleko i najwyraźniej to oaza - dodał powoli ją prowadząc. - Nie sądzę abyśmy kiedykolwiek się dogadali - mówił idąc dalej prowadząc ją za sobą. - Mimo to zaryzykowałaś i mi pomogłaś choć mogłaś uciec. Widać zostały ci jeszcze pewne wzorce z dawnych zachowań naszej rasy. Słyszałem też, że to ty poszłaś nas ratować kiedy byłaś z buntownikami, choć powinnaś nas była zostawić, przynajmniej każdy z nich by tak zrobił. Nie rozumiem czemu to zrobiłaś - nim Batty mogła odpowiedzieć przed nimi zaczęła rozciągać się oaza. Spear przystanął i zaczął się rozglądać. - Nie wyczuwam zagrożeń. Chyba możesz się odświeżyć w tym, a ja zaczekam tutaj żebyś miała nieco prywatności Las Everfree Nim mogłaby powiedzieć coś Star, dotarł do niej głos Sinister. Słuchała każdego jej słowa uważnie. Była świadoma tego, że te dwie nie wiedzą z kim rozmawiają, nie wiedzą kim tak naprawdę jest. Nikt nic o niej nie wiedział, a nawet wszyscy mieli myśleć, że jest ogierem. Ta klacz nie miała prawa wiedzieć jak z nią rozmawiać. A jednak... Fakt tego, że nikt się tak do niej nie zwracał, że wszyscy się bali kiedy tylko się pojawiła, fakt tego, że tylko jej matka i twórczyni z nią rozmawiała jak ktoś równy, a nawet lepszy musiał zacząć na nią jakoś oddziaływać. W chwili gdy Sinister zaczęła jej zarzucać upośledzenie emocjonalne jej samokontrola zaczęła pękać. Wydobyła się z niej tak mroczna aura, która nie magazynowała się tylko w rogu a całym ciele, z którego teraz wypływała. Powietrze było tak gęste, że można było ciąć je nożem, a gałęzie drzew zdawały się cofać w przerażeniu. - Dobroć... Lojalność... Szczodrość... Śmiech... Uczciwość oraz Magia... - jej głos był teraz niezwykle zimny kiedy wymieniała każdy z dawnych elementów harmonii. - Osobiście spotkałem każdą z nich, a nawet zniszczyłem dwa z sześciu elementów harmonii. To ja zaatakowałem Crystal Empire i obaliłem tamtejszą księżniczkę i chowając ich największy skarb, a zrobiłem to wszystko dla cesarzowej, która nas prowadziła. Spotkałem każdą z emocji kucyków, które miały dawać im siłę, miały ich chronić, a ostatecznie uciekały w panice. Wyczułem każdą z tych cech na własnej sierści - nagle zamilkła, a mroczna magia zaczęła się cofać. - To było niezwykle odświeżające - powiedziała już spokojniej. - Nie potrzebuje słabych uczuć żeby wiedzieć ile warte jest moje życie. Czy jesteś w stanie udowodnić, że się mylę? Że jestem gorszy od każdego kucyka, który rozumie emocje? - w jej głosie kryło się coś jak wyzwanie.
  9. Magus

    Baltimare Pumpkin nic nie odpowiedziała, tylko ruszyła w stronę ponurej Crimson. Inne kucyki ziemskie nie rzucały nieprzyjemnych spojrzeń White ani nie trzymały się z daleka od klaczy. Najwyraźniej fakt, że sprowadziła Pumpkin do domu i to jak się z nimi wcześniej bawiła sugerowało, że już wiedzą jaka jest naprawdę i to, że chwilę temu odegrała inną rolę nic nie zmieniało. White nie mogła usłyszeć o czym mówią obie klacze, bo te stały za daleko. Crimson jednak nie wydawała się wyżywać na drugiej klaczy, a słuchała jej w milczeniu. Kiedy Pumpkin skończyła mówić, Crimson lekko się uśmiechnęła coś jej powiedziała i na tym właściwie się skończyło. Chwilę później Pumpkin wróciła. - Chcesz zobaczyć swój pokój? - spytała widząc, że plac wokół powoli wraca do normy. Nie powiedziała jednak nic o rozmowie z Crimson. Sama Crimson poszła w kierunku drzew i usiadła pod jednym z nich kiedy skończyła swoją część pracy. Okolice bazy - Sądziłem, że dla ciebie to normalka - powiedział po niedługiej chwili. - Nie powinnaś myśleć nad tym co mogło się stać, a nad tym, że przeżyłaś reszta chyba nie ma znaczenia. Tak nam przynajmniej zawsze mówią na wojnie - powiedział niemal bez emocji. - W Canterlocie będziesz często patrzeć na znacznie gorsze rzeczy, a i tak idziesz. Widać musi ci zależeć - zmarszczył lekko brwi nad czymś myśląc. - Słuchaj... Znam zaklęcie, które może pomóc wykryć dużo wody. Może niedaleko jest jakaś niewielka osada. Mogłabyś wtedy doprowadzić się trochę do porządku i nie wiem może ci to poprawi nastrój. To tak luźna myśl, bo jeśli jednak wolisz wrócić do obozu w resztkach tego czegoś to rozumiem, nie moja sprawa Las Evefree Dostrzegła niemal natychmiast dziwną zbieżność między tą dwójką. Czasem jednorożce odznaczające się zdolnościami w czarnej magii uczyły się nekromancji. Przyzwanie szkieletu, kukły, którego zasilała zwykła mroczna magia było niezwykle proste, trochę trudniej było jeśli chodzi o bardziej złożone zwłoki. Duch... Samo przyzwanie nie było problemem, ale robienie za kotwicę dla niego wymagało już sporo mocy. Tutaj jednak było inaczej i zaczynało ją intrygować na jakim poziomie ta dwójka jest połączona. Wiedziała, że jest tu nienawiść, ale najwyraźniej było coś jeszcze. Czemu się nie pozbyła upiora skoro go nienawidziła? - Cesarzowa... - najpierw postanowiła wyjaśnić tę kwestie. - Wymaga od nas zaufania, wszystko co robi jest przyszłością, w której to kucyki będą dominować, wszystko robi z myślą o naszej rasie - skierowała wzrok na Sinister. Atakowała już za nie takie słowa, za nie okazywanie jej szacunku, mogłaby ją łatwo zmusić do tego, ale po co było odkrywać wszystkie karty z góry? - Chcesz być normalna? Chciałabyś być jednorożcem bez mrocznej magii i talentu? Mieć zwykłe problemy jak oni? - pokręciła głową z dezaprobatą. - Jeśli tak tego pragniesz, to mogę odebrać ci mroczną moc, sprawić, że będziesz normalna. Poczujesz jak to jest mieć zwykłe problemy, jak to jest na siłę szukać powodu do istnienia. Bo jakie to jest życie kiedy uparcie próbujemy udowodnić naszą wartość, ale tak właściwie wiemy, że się oszukujemy i stajemy się częścią nic nie wartego tła. Nigdy nie dostałem szansy na normalne życie, nie poczułem niczyjej miłości, ale wiem, że jestem więcej wart, że posiadam zdolności o jakich inni marzą. Mam więc dzięki temu obie rzeczy, nawet jeśli uczucia wobec mnie są sztuczne, to jest to warte tej mocy
  10. Magus

    Baltimare - No dobrze, skoro pani tak mówi - rzucił jeszcze wrogi wzrok Crimson. - Jeśli jednak nadal będzie robić problemy może nam ją pani oddać na jedną noc, tam zostanie odpowiednio wytresowana - teraz spojrzał na resztę kucyków ziemskich. - A wy na co się gapicie?! - ryknął w ich stronę. - Brać się za robotę i ogarnąć ten bajzel wokół, macie godzinę, a jak nadal po tym czasie będzie tu syf to będziemy po kolei karać - kiedy tylko groźba padła wszyscy wzięli się znowu do pracy. Gwardzista jeszcze raz ukłonił się White na pożegnanie, a potem odszedł wraz z resztą oddziału. Crimson widząc, że nie ma ich blisko splunęła na bok i przetarła kopytem pysk, ale nic nie powiedziała najwyraźniej nie mając ochoty wcale do tego wracać tylko poszła wyraźnie naburmuszona pomóc innym zbierać pozostałości z przyjęcia. - Myślisz, że powinnam z nią porozmawiać? - spytała niepewnie Pumpkin zamiatając śmieci i patrząc niepewnie w kierunku naburmuszonej Crimson. Okolice bazy Spear tylko kiwnął głową i zabrał drewno bez słowa idąc za Batty. Ogier zdawał się chwilę wahać czy do niej podejść, ciężko było powiedzieć czy to odór, który obecnie wydzielała Batty go odstraszał czy może to była jego niechęć do kucyków podobnychj jej. Cokolwiek to było najwyraźniej nie powstrzymało go żeby ostatecznie zrównać się z nią krokiem. Oboje szli chwilę w milczeniu jakby zastanawiał się czy powinien coś powiedzieć czy lepiej przemilczeć. - Słuchaj... - w końcu powiedział dość niepewnie. - Tym razem poważnie nie chciałem cię urazić... Gdyby nie ty znowu bym pewnie nie żył - przewrócił oczami na bok. - Cholera... Nie jestem Pearl i nie jestem w tym dobry, ale jeśli chcesz pogadać czy coś to mogę chociaż wysłuchać, może to poprawi ci nieco nastrój Las Evefree Stała nieruchomo słuchają każdego słowa Star, ciężko było stwierdzić czy się zgadza czy nie. Nadal zastanawiała się co powinna jednak z nimi zrobić. Żadne nie wyglądało na buntownika i raczej wcale nie interesowali się obecną sytuacją, a przynajmniej tak myślała, aż nie padło pytanie o jej matkę. Znaczek, który pokazała jej rozmówczyni, wydawał się dziwnie znajomy... Chwilę wcześniej jednak patrzyła jak z oczu Sinister popłynęła łza i jak drży przy każdym słowie jakie mówiła ta druga. Czy jej współczuła? Być może by mogła gdyby nie fakt, że te emocje były jej zupełnie obce. Nie wiedziała czym jest współczucie i smutek, a nawet miłość, to wszystko były dziwne niezwykle przeszkadzające emocje. - Czemu tak reagujesz? - spytała Sinister. - Czy to powiedziała nie jest prawdą? Czy nasze życie nie polega na tym, że zabiegamy o atencje najważniejszych dla nas osób? Chcemy słuchać nawet fałszywych pochwał żeby choć przez chwilę poczuć się wyjątkowo, uważasz, że jest inaczej? - jej słowa brzmiały jakby wiedziała to wszystko z własnego doświadczenia. Nie czekała na odpowiedź Sinister tylko znów spojrzała na Star i wyciągnęła w jej kierunku kopytko, ale te przez nią przeszło. - Tak jak myślałem cały ten czas... Jesteś widmem dawnych dni... Twój znaczek mi to powiedział, widziałem go w księgach dawnych lat - znów cofnęła kopytko,a potem je uniosła chwilę na nie patrząc, aż nie spowiła go mroczna energia. Kiedy znów dotknęła Star ta mogła poczuć jej dotyk. - Teraz mogę to poczuć, bo mogę chodzić między dwoma światami być fizycznym i eterycznym - nadal poruszała delikatnie po ciele Star jakby głaskała ją po sierści. - Czemu sądzisz, że ja jestem godny wiedzieć cokolwiek o planach cesarzowej? Czyż nie jestem zwykłym wasalem jakich wielu?
  11. Magus

    Baltimare Niespodziewana interwencja White z pewnością zaskoczyła wszystkich, nie tylko gwardzistów, ale i okoliczne kucyki ziemskie. Crimson zabrała kopytko od swojej nietypowej broni nim zdążyła jej użyć i skrzywiła się z niesmakiem słysząc w swoim kierunku naganę. Jej zachowanie oczywiście też było grą, bo nie mogło wyglądać, że kucyk ziemski, który chwilę temu tak się stawiał nagle od tak potulnieje. Mimo wszystko pokłoniła się przed White z wyraźnym wyrazem wstydu lekko się przy tym cofając. Gwardziści od chwili wtrącenia White spoglądali nieco zaskoczeni to na nią, najwyraźniej dopiero zwracając uwagę na jednorożca wśród wioski ziemskich kucyków, to na kulącą się niedawno jeszcze awanturującą się klacz. Gwardzista, który do tej pory ją dręczył nie powstrzymał się zresztą żeby nie rzucić jej wrednego uśmieszku. Chwilę później zwrócił uwagę też na White. - Proszę wybaczyć - powiedział już innym tonem. - Nie sądziłem, że tak... - przyjrzał się dokładniej Crimson. - nietypowy kucyk ziemski - widać było, że inne słowo chodziło mu wcześniej po głowie. - Może mieć tak elegancką właścicielkę. Zabłądziła panienka? To jest wioska roboli, jeśli pozwolisz odeskortujemy cię do miasta - jego ton stał się niezwykle przyjazny. - Ten motłoch nie wie jak podjąć takiego gościa Okolice bazy Żuwaczki bestii po niespodziewanym ataku bestii zaczęły wydobywać z siebie nieprzyjemnie wyglądający, a przy tym kleisty i śmierdzący niczym odór skunksa płyn. Potwór, który wyraźnie poczuł ból zaczął wymachiwać przy tym głową na wszystkie strony wydając przy tym nieprzyjemne i głośne piski. Kiedy wymachiwał tak głową substancja poleciała na grzywę i grzbiet znajdującej się blisko Batty. Stwór, który nadal jednak opierał się śmierci został niespodziewanie przebity na wylot, a jago wnętrzności posypały się znowu na klacz. Ciało najpewniej też by się na nią przewróciło gdyby nie fakt, że zostało złapane w porę w lewitacje, a chwilę później odrzucone. Spear spojrzał ponuro na Batty i się skrzywił, ale jego kolejne słowa nie wskazywały aby zrobił to złośliwie. - Na cesarzową - jęknął wyciągając do niej kopyto. - Cuchniesz gorzej niż przepocony gwardzista po treningu - odwrócił lekko głowę. - Jesteś pewna, że chcesz w tym stanie wrócić do obozowiska? Las Everfree Niepokój, który odczuwała Sinister nie był niczym obcym dla jej rozmówczyni. Zawsze była inna, wiedziała o tym odkąd się urodziła. Miała jasny cel odkąd tylko się pojawiła, ona nie musiała szukać przeznaczenia jak każdy inny kucyk, bo jej było z góry nałożone. Mimo wszystko była całkiem zaskoczona widząc jak ta klacz porusza się po zakazanym terenie, po którym nawet gwardia nie ma ochoty chodzić. Wszystko wskazywało, że powodem tego jest fakt, że musi coś ukrywać, a obecna lokalizacja ma trzymać z dala od niej wścibskie oczy. Ryzykowne, ale jednocześnie całkiem praktyczne. Stworzenie nietypowego chowańca też ją intrygowało, niewiele jednorożców przejawiało takie talenty. Kiedy usłyszała głos dochodzący od Sinister delikatnie przechyliła głowę, próbując wychwycić emocje rozmówczyni. Zaraz jednak zmrużyła delikatnie oczy widząc, że cała sytuacja się zmieniła. - Wybaczyć? - jej ton stał się pełen niespodziewanego rozbawienia. - Nikt jeszcze nie miał odwagi tak do mnie powiedzieć - gdyby Sinister mogła ją zobaczyć dostrzegłaby nawet łezkę rozbawienia wypływającą jej z oka. Zaraz jednak śmiech ucichł i znów zmierzyła wzrokiem rozmówczynie. - Sinister Star? Niezwykle uroczo... Nigdy o tobie nie słyszałem - zrobiła krok naprzód aby lepiej się przyjrzeć. - Moje imię? Muszę cię rozczarować, bo go nie posiadam. Powstałem tylko w jednym celu - jej ton stał się bardziej pewny. - Jestem obietnicą tego co ma wkrótce nadejść, ale faktem jest, że czasem nadają mi przydomki - chwilę milczała patrząc na Sinister. - Ostrze cienia, zmierzch śmierci - robiła kolejne kroki w kierunku Sinister bardzo powolne, ale i niezwykle pewne. - Demon pustki - ostatnie słowa trafiły prosto do ucha Sinister gdy nagle pojawiła się tuż przy niej. Sinister mogła się domyślić, że nie była to teleportacja, a raczej szybkość, tylko, że to wskazywało, że jej rozmówca jest równie szybki jak najszybsze pegazy. Stała teraz obok Sinister niemal stykając się z nią bokiem, odwrócona do niej jednak grzbietem. - I wiele innych, ale sama możesz wybrać jak chcesz się do mnie zwracać lub wybrać nowe, Sinister Star - powiedziała niemal przymilnym tonem. - Wiesz? Intrygujesz mnie... Jesteś inna niż ci, których widzę, nie pierwszy raz obcuje z mroczną magią, ale ty cała jesteś inna. Powiedz mi jak zacieśniasz relacje? Ja chociażby lubię się poruszać, rzucić kilka razy ciałem silnego oponenta, pokazać mu jak żałosny jest żeby wiedział gdzie jest jego miejsce w szeregu. Czuć przy tym jego strach i ekscytować się porażką - teraz w jej głosie brzmiało coś jak wyzwanie. - Ty jednak zapewne nie jesteś zainteresowana takim sposobem relacji. W innym wypadku już dawno byśmy się spotkały. Masz więc jakieś propozycje jak może w inny sposób rozwinąć się nasza znajomość? A może wolisz być jak inni wycofać się i z góry pokazać moją przewagę? NiEZNANE ZIEMIE Teren wokół chatki wydawał się niezwykle cichy i spokojny, a w jej pobliżu nie było widać zagrożeń. Jedynym towarzystwem zdawały się konary wysokich drzew i ptaki gnieżdżące się na nich. Najwyraźniej do tego miejsca nie zbliżał się od dawna żaden kucyk ani inne stworzenie. Ktokolwiek również tu dawniej mieszkał musiał dawno temu się wynieść. Nie było nic co mogłoby pomóc przybliżyć lokalizacje tego miejsca. Chata wewnątrz była zrujnowana i najwyraźniej w pośpiechu opuszczona, na jedzenie nie sposób było liczyć. Dopiero nocne wycie wilków zakłóciło ciszę wokół, ciężko było powiedzieć czy są to zwykłe wilki czy może drzewne, ale po dźwięku drapieżników dało się określić, że były na tyle daleko, że nie stanowiły zagrożenia.
  12. Karta postaci ma być na ogólny widoku dla ciebie, czy najpierw ospbiście chcesz zapoznać się z nią.

    1. Show previous comments  6 more
    2. Magus

      Magus

      Czyli zostajesz przy cielesnym?

    3. Król Etirenus

      Król Etirenus

      Zostaję przy cielesnej postaci Ducha rozważałem dlatego, że fandom MLP uczulony jest na moc alicornów (Mary Sue Gay Sue, syndrom wszechmocy skrzydlatych jednorożdżców czy jakoś tak). Nie mówię, że to jest złe zaznaczam. Chodź czasami odnosze wrażenie, że są różne spojrzenia na postacie alicornów nie tylko ze strony twórców /autorów MLP, ale i fandomu.

    4. Magus

      Magus

      Ok dobra jak dla mnie jest ok możesz zacząć pisać xd

  13. Cześć. Piszę do ciebie, gdyż trochę z ciekawości  rozważam do dołączenia się do zabawy (nowy świat). Na razie jako postać epizodyczna (tak na próbę ukrywający się w lesie), w sensie, że przez jakiś czas bym się pojawiał ażeby sprawdzić, czy moja postać jest w miarę znośna dla innych. Był bym skrzydlatym jedorożcem (alicorn emblementaris dokładnie) ze złamanym rogiem  i ze znaczkieom od urodzenia^. W postepie fabuły mojej postaci było by napisane konsekwecje takiego stanu rzeczy.

     

    ^Piszę tak ponieważ nie wiem, czy nowa postać jest znana natychmiast od pojawienia się, czy tez gdybym odrazu wyjawił szczegóły postaci poweidzmy (krótkim epizodem walką natychmiast (szybko bym został uśmiercony) nawet nie przechodząc własnych przygód naziwjmy to.

    1. Magus

      Magus

      Cześć. Alicorn z pewnością musiałby się ukrywać albo zręcznie chować skrzydła lub rógpod ubraniem. W fabule jest powiedziane, że nowa władczyni pojmała wszystkie alicorny, więc na pewno zainteresowałaby się takim na wolności. Kolejna kwestia to poziom mocy owego alicorna im większy tym bardziej zwraca na niego uwagę. Urwany róg nie świadczy, że jest ograniczony, bo Tempest też go nie miała, ale sporo potrafiła. Jeśli ponadto zna się na czarnej magii to tym bardziej zwraca uwagę. Kolejna sprawa to jak silnego go widzisz i jak wiele lat by posiadał? Ja w fabule jako jedyne wiekowe i najpotężniejsze alicorny widzę jednak nadal Lunę i Celestię

    2. Król Etirenus

      Król Etirenus

      Poziom mocy jest ograniczony przez dwa parametry (złamany róg) i emblemat (od urodzenia)*. Nie używałbym czarnej magi  (nie walczyłby o władzę), ponieważ dla niego to nie potrzebne.* Raczej modociany, ale w pełnoletni nawijmy to. Spokojny. Właśnie emlemat od urodzenia też by powodował w pewnym sensie ograniczenie przeznaczenia (w sensie jeżeli chodzi o fuchę. Generalnie bardzeij było by to wędrowanie. Takie włuczenie się bardziej (przez jakiś czas), nie szukający konflitu.

       

      *Nie każdy alicorn walczy o władzę. Po za tym moja postać nie ma królewskiego pochodzenia.  Nie jest związany z żadnym państwem. Nie pretenduje do tronu,.

      **Alicorny podobnie jak jednorożce  odmiany eblementaris mają jakby ustalone zadanie (przeznaczenie) swojego eblematu (analogicznie do znaczka po pojawieniu się u innych kucy. Regenacja mocy trwa dłużej przez (obecny eblemat) niż w przypadku standardowyh alicornów, czy jednorożców. Ponieważ mają od urodzenia eblemat, niekiedy szukają jego znaczenia, a co idzie prawdziwego przeznaczenia nie koniecznie będąc zawansowanymi magami.

    3. Magus

      Magus

      Z tego co piszesz postać w sumie nie przekracza zdolności innych graczy i może się dopasować. Wyślij mi na pw kartę postaci i wtedy można kombinować :)

  14. Magus

    Okolice bazy Z całą pewnością pozbycie się jednego z tych robali znacznie pomogło Spearowi. Ogier mógł się teraz skupić na pojedynczym przeciwniku, ale nie miał okazji podziękować Batty za pomoc, bo nadal musiał jednak walczyć o własne życie. Mimo, że teraz było mu łatwiej, to pająk też nie chciał tak łatwo ustąpić, najwyraźniej też nie zwracając uwagi na śmierć towarzysza. Właśnie wtedy róg ogiera zaczął iskrzyć, aż nie wystrzelił w ciało robala promienia magicznego, który odrzucił go na spora odległość do tyłu. Spear opadł zdyszany na tyłek myśląc, że to koniec, ale nie przewidział, że chitynowy pancerz potwora jest silniejszy niż się wydaje. Właśnie dlatego stwór po niewielkiej chwili odwrócił się z grzbietu i skoczył, ale nie na ogiera, a Batty. Co gorsza najpierw w jej kierunku wyrzucił z odwłoku falę lepkiej pajęczyny żeby ją spętać. - Uważaj! - wrzasnął ogier widząc całą sytuacje. Jednak był za daleko aby móc znowu zaatakować stwora. Las Everfree Nawet jeśli słowa Sinister w jakiś sposób trafiły do gwardzisty to ten tego w żaden sposób nie ukazał. Stał tam niczym posąg bez ruchu, cały czas się w nią wpatrując. Klacz nawet mogła pomyśleć, że gwardzista rzeczywiście jest tylko wytworem jej wyobraźni, a ona mówi tylko do siebie. Jedyne co mogło mówić, że nie jest to jedynie ułuda mogło wskazywać nieprzyjemne uczucie jakie mogła odczuwać klacz. Las Everfree dawno nie był bezpiecznym miejscem. Za czasów władzy księżniczek stał się miejscem zamieszkania nieprzyjemnych stworzeń, ale od czasu władzy Crystal, to miejsce zmieniło się w kłębowisko mrocznej magii, ale teraz aura była znacznie mroczniejsza niż zwykle. Nietypowy gość stojący na drodze Sinister przystąpił na przednie kopyto robiąc niewielki krok w jej stronę. - Jaki on słodki, aż nie wiem czy go przytulić czy rozebrać kawałek po kawałku żeby zobaczyć z czego go zrobiłaś - powiedział w końcu nietypowy gość. Początek jej słów brzmiał niezwykle miło, można rzecz przyjacielsko, ale końcówka zabrzmiała jak groźba skierowana w kierunku strażnika Sinister. - Twoja magia jest taka przyjemna - powiedziała melodyjnym choć nadal zniekształconym głosem. - Dawno nie czułem czegoś takiego, aż mam ochotę pogłaskać twoją grzywę lub skosztować odrobinę ciebie. Przykre, że jednorożec o takim potencjale doprowadza się do takiego stanu - pokręcił głową z wyraźnym rozgoryczeniem. - Najpierw jednak dwie sprawy - róg rozmówcy Sinister rozświetlił się czerwonym blaskiem, a w jej stronę uderzył promień magiczny. Był na tyle szybko wystrzelony, że Stalker nawet nie miał okazji stanąć na jego drodze. Kiedy jednak trafił ciało Sinister, ta nie poczuła bólu, a przyjemne ciepło, a chwilę później zmysły klaczy zaczęły się wyostrzać. - To takie miłe spotkanie, szkoda abyś zwaliła je potem na winę substancji psychotropowych - powiedział niezwykle miły tonem gwardzista, a potem jego ciało otoczyło coś co przypominało czarna smołę. Sinister mogła wyczuć w tym niezwykle mroczną magię. Chwilę później smoła zmieniła się w bańkę, która przypominała przeciętne pole siłowe jednorożca jednak znacznie bardziej mroczne, ale na tym się nie skończyło, bo z bańki wyrosły smoliste kolce, które wystrzeliły w kierunku Star. Przeleciały przez widmo na wylot, ale nie można było zaprzeczyć, że zostały rzucone z ogromną siłą na co wskazywały połamane na kawałki za grzbietem Star drzewa. Czerń powoli zaczęła schodzić z ciała jednorożca, aż całkiem nie zniknęła. - To dziwne... Wyczuwam tu jeszcze czyjąś obecność, ale najwyraźniej ta osoba jest poza zakresem zaklęć z bólu fizycznego. Niezwykle przykre, bo miałem ochotę usłyszeć jej skamlenie o litość za tę żałosną próbę zajścia mnie od tyłu. Nienawidzę kiedy mi się przerywa - teraz Sinister mogła dostrzec, że rozmówca z pewnością nie żartował, bo jego ton stał się niezwykle groźny. Kiedy w międzyczasie Dawn wystrzelił magiczną kule w powietrze, ta rozjaśniła otaczający go mroku ukazując wokół niego liczne gęsto rosnące drzewa, niebo, na którym przelatywały leniwie pojedyncze chmury. A także złowrogie oczy czające się między licznymi drzewami i coś co zadziwiało. Cień ogiera znów nie zachowywał się naturalnie, bo pod wpływem światła zaczął się dziwnie trząść i z trudem utrzymywał pozycję, w której obecnie stał ogier, co jeszcze ciekawsze niedawne zmęczenie i ciężki oddech zaczęły zanikać, zupełnie jakby cień stał się pasożytem, który do tej pory się na nim żywił kiedy panowała ciemność. Zgliszcza Kiedy dwoje ogierów dotarło na miejsce mogli zauważyć, że dym nie był spowodowany ogniskiem. Wszystko wskazywało, że do niedawna była tu mała wioska. Słowo była pasowało tu w sam raz, bo teraz zostały po niej tylko zwęglone resztki. Wszystko co dawniej tu stało ktoś najwyraźniej spalił i upewnił się żeby nic tu nie zostało. Najbardziej jednak mógł niepokoić widok na środku tego dawnego miasteczka. Nieprzyjemny swąd zwęglonej sierści i mięsa unosił się wszędzie, a powodem tego był wysoki stos pełen zwęglonych zwłok. Rozmiar mówił jasno, że palono tu zarówno źrebaki jak i dorosłych. Jednak wśród zgliszczy był nadal ktoś żywy. Starszy ziemski kucyka, ale było widać, że nie brakowało mu sił, chodził i zabierał ciała ze stosu, a potem wykopywał dla nich dziurę. Był tak pochłonięty pracą, że dopiero chwilę później zauważył intruzów. - Szabrownicy? - spytał nie zaprzestając pracy. - Lepiej odejdźcie, nic tu nie znajdziecie, wszystko spalili, byli bardzo skrupulatni przy tym zadaniu, możecie mi wierzyć
  15. Magus

    Okolice bazy Spear nie odpowiedział, a kolejne błyski słabo rozświetlały ciemności dziury, w której przebywał. Poza dźwiękami promieni magicznych uderzających o kamienne ściany było tam jednak coś jeszcze. Nieprzyjemny dźwięk kojarzący się z insektem, którego Batty wcześniej zabiła, a był to ten dziwny wielki pająk. Nim jednak Batty miała szansę nad tym pomyśleć niedaleko niej pojawił się błysk świadczący o teleportacji. Mogła szybko zobaczyć, że był to Spear, ale nie sam. Ogier siłował się z dwoma pająkami takimi samymi jak wcześniej. Najwyraźniej będąc w dziurze chronił się barierą i tylko na chwilę ją opuszczał żeby wystrzelić promień magiczny, ale kiedy zaczął się teleportować bestie najwyraźniej na niego wskoczyły i w ten sposób pojawiły się tu z nim. Starał się trzymać jak najdalej obrzydliwe żuwaczki od ciała, ale bestie zdecydowanie miały więcej siły niż jeden jednorożce i powoli zbliżały się do jego ciała. Las Everfree Kiedy tylko Dawn zniknął aby przejść swoją próbę, córka Crystal ruszyła w kierunku, który tak bardzo ją przyciągał. Nie bała się tego miejsca, nawet najbardziej mroczne kreatury zamieszkujące obecnie las czy najbardziej ciemny mrok nie były w stanie wywrzeć na niej wrażenia. To wszystko było niczym przy próbach jakimi poddała ją matka tuż po narodzinach. Widziała miejsca i rzeczy jakich nie widział nikt inny, miejsca, których nikt nigdy nie powinien widzieć. Mroczna magia działała na niczym magnes. Mało, który jednorożec potrafił bez szkolenia nad nią zapanować, właśnie dlatego te słabe jednostki uważały ją za przeklętą. Kiedy rytuał wykrył taką magię można było poddać obserwacji jednostkę odznaczającą się tym niezwykłym talentem i zadecydować o jej przyszłości. Teraz jednak była przekonana, że była to obca magia, nadal mroczna, ale z całą pewnością jej nigdy wcześniej nie czuła. Jakaś bestia zeskoczyła z drzewa prosto na nią, ale równie szybko padła martwa, a ona bez oporu zgniotła czaszkę martwego truchła i poszła dalej. Na jej pyszczku ukrytym pod hełmem pojawił się jeszcze szerszy uśmiech kiedy usłyszała jakieś głosy dochodzące z okolicy. To było dziwne... Była pewna, że słyszała dwie osoby, ale wyczuwała tylko jedną. Zupełnie jakby druga potrafiła całkowicie ukryć swoją obecność. - Nie za późno na spacerki? - rzuciła w kierunku dobiegającego głosu. W międzyczasie Dawn, który się przedzierał się przez gęste liście lasu Everfree mógł dostrzec nadal dziwnie panujący spokój, zupełnie jakby wszystkie bestie się nagle pochowały. Mimo jednak braku walki mógł dostrzec coś co powinno go zaniepokoić. Mimo, że nie zrobił jak do tej pory nic nadzwyczaj trudnego powietrze wokół ogiera było jakieś cięższe, tak ciężkie, że coraz trudniej było nim oddychać. Z czasem brak oddechu zaczął przemieniać się w zmęczenie i ból mięśni, a powieki ogiera stawały się tak ciężkie, że nawet okoliczny krzak wydawał się najbardziej wygodną poduszką. Tylko czy ten krzak nie wyglądał znajomo? Cała okolica, którą od dłuższego czasu poruszał się ogier wyglądała zupełnie tak samo. Na dodatek otaczająca go ciemność nic nie ułatwiała, tylko jego cień pozostawał widoczny. Czy jednak cień ogiera powinien być widoczny w takiej ciemności? Pustynia Dalsza podróż dwójki ogierów nie była już tak trudna. Nie napotykali kolejnych olbrzymich robali czy harpii. Być może to sąsiedztwo smoka odstraszało pomniejsze drapieżniki. Problemem jednak mógł być brak wody. W okolicy nie widać było żadnej osady, a skwarne pustynne słońce z pewnością nie chciało ułatwić im i tak już ciężkiej podróży. Dopiero po około dwóch godzinach ciężkiego i niezwykle męczącego marszu mogli dojrzeć nad horyzontem dziwny dym unoszący się w powietrze sugerujący jasno, że coś musiało w tamtej okolicy płonąć albo powoli dogasało. Mogli sprawdzić źródło dymu lub spróbować je ominąć, wybór należał do nich.
×
×
  • Create New...