Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Magus

Brony
  • Content Count

    5,238
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

58 Bardzo dobra

About Magus

  • Rank
    Magelo
  • Birthday June 28

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    9083854

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Zainteresowania
    Moje zainteresowania hmm głównie interesuję się przyrodą zwłaszcza zwierzętami poza tym lubię książki zwłaszca z gatunku fantasy gry sporo ich by wymieniać i oczywiście My Little Pony
  • Ulubiona postać
    Zdecydownie najbardziej lubię 3 postacie
    1.Applejack
    2.Luna
    3.Discord

Recent Profile Visitors

73,727 profile views
  1. Magus

    Czarny rynek - Argh! Przestań! - wrzeszczał ogier gdy Sinister zadawała mu ból. Oczywiście wiedział, że nie może liczyć na obserwatorów, którzy tylko odchodzili bokiem. - Myślisz, że nie wiedzą gdzie mieszka Crimson? - zacisnął zęby. - Wystarczy jeden cynk do gwardii, a czeka ją taki wyrok, że matka jej nie pozna - nie był w stanie powstrzymać łez przy każdym słowie. - Może ty ocalejesz, ale twoje kumpele będą miały przesrane, je też jesteś gotowa poświęcić? Moi koledzy wiedzieli i słyszeli co robiła ta druga na czarnym rynku. Podmieńce łatwo nie zapominają, a jeszcze często przychodzą tutaj i można im powiedzieć coś ciekawego. Obronisz je przed wszystkimi? Puść mnie wolno, a będzie jakby nic się nie stało albo zaryzykuj i sprawdź ile warte są moje słowa. Jeśli żaden z nas nie wróci, zauważą, że coś było nie tak, a świadków jak widzisz tego co zaszło nie brakowało, ale mogę wszystko zmienić tylko pozwól mi odejść - Szlag! - wrzasnął ogier ponownie atakując promieniem, ale z takim samym efektem. - Ty cholerny paskudny bydlaku! - uderzył kopytem w ziemię wnosząc odrobinę piasku w powietrze. Nie rozumiał co ten stwór robił, ale nie miał zamiaru dać się upokarzać. Sięgnął do kieszeni i wyciągnął z niej granat. Wiedział, że nie dorzuci w obecnym stanie, ale nie miał zamiaru cierpieć katuszy z łap podistoty, - No chodź tutaj! Podejdź paskudny bydlaku! - znów wystrzelił promień. - Chodź tutaj! Kolacja czeka i stygnie! Baza - To dziwne... - powiedział nagle Lance, patrząc na swoich towarzyszy. - Co jest dziwne? - spytała niepewnie Pearl. - On jakby chciał żebyśmy wyszli - mówił cały czas Lance, nie zatrzymując się. - Nadal nie rozumiem - znów powiedziała Pearl. - Przecież nasze pancerze są dla nich widoczne, my nie mamy tych co oni - spojrzał na buntowników. - Dlaczego pozwolił nam odejść? - Może oślepł - wzruszył kopytami Spear. - Jak? Skoro nie ma oczu. Coś mi się tu nie podoba, cokolwiek nas czeka powinniśmy się mieć na baczności - Myślisz, że one chcą abyśmy wyszli? - spytała znów Pearl. - Nie mam pojęcia, ale nie można ich nie doceniać - powiedział ponuro Lance. Stwór lekko syknął w kierunku Katie, ale nie zareagował w żaden inny sposób na jej słowa, zupełnie jakby ją ignorował. Wydał z siebie dziwny dźwięk, który przypominał coś jak mruczenie połączone z kichnięciem, a potem dopiero delikatnie się poruszył. Co ciekawe jednak nie ruszył w kierunku Katie, a odwrócił się i zaczął iść za buntownikami, którzy niedawno wyszli utrzymując przy tym bezpieczny dystans. Zupełnie jakby chciał ich śledzić, co mogło nie pasować do wizerunku bezrozumnego stwora. Jakby wiedział, że smoczyca jest nic nie warta przy innych, którzy teraz wychodzą. Korytarz Cała zgromadzona trójka zdawała się nie zwracać uwagi na obecność Dawna będąc pochłoniętymi własnymi myślami. Nawet gdy ogier ruszył żadne z nich nie zareagowało. Nie słychać było również gwardzistów za drzwiami. Dopiero gdy zdecydował się podejść do klaczy ta spojrzała na niego kątem oka gdy zaczął mówić w jej kierunku, podobnie zresztą jak pozostała dwójka ogierów. Najwyraźniej oni również byli ciekawi tajemnicy sukcesu tej klaczy. Jednak ona tylko się znów oparła o ścianę nic nie mówiąc i patrząc w drzwi. Pozostała dwójka ogierów uznając najwyraźniej, że nic się jednak nie dowiedzą także wrócili do oczekiwania. Cisza trwała dobrą chwilę, aż przerwał ją niezwykle ochrypły głos należący do klaczy, którą zaczepił Dawn. - Jeśli bym powiedziała, byłabym martwa - ciężko było stwierdzić po jej ochrypłym głosie jakie emocje nią kierowały gdy to mówiła. - Mam dług wobec kogoś, muszę dopełnić umowy - Nie łapie - nagle wtrącił ogier, który do tej pory wydawał się zirytowany. - Czemu niby nie możesz powiedzieć? Tutaj raczej nikt cię nie zabije - klacz nie odpowiedziała na zaczepkę, a ogier machnął kopytem. - Zresztą nieważne, to mnie pierwszego dostrzeże cesarzowa - Bo będziesz najgłośniej krzyczał? - spytał drugi ogier przerzucając kolejną stronę w książce. - Ale robota krzykacza chyba jest zajęta - Chcesz się ze mną bić? W ogóle coś potrafisz poza czytaniem? - A co mam cię nauczyć czytać? - oba ogiery zaczęły na siebie wrogo patrzeć, a klacz zdawała się ich ignorować.
  2. Magus

    Czarny rynek Dealer, który nasłał tamtą grupę na klacz nawet się nie oglądał co się dzieje. Wiedział, że jeśli wygrają to się dowie, bo mu powiedzą jak wrócą. On nie był typem wojownika, a bardziej przedsiębiorcy, więc i tak niewiele pomoże. Gorsza sytuacja jednak będzie gdy to tamci przegrają. Gdyby go posłuchali od początku i natychmiast zabili te klacz, nie byłoby problemu. Niestety oni chcieli się bawić i teraz mają tego efekty. Musiał powiadomić jak najszybciej resztę grupy o tym co tu zaszło. Portal był już na wyciągnięcie kopyta, wystarczyło już tylko wskoczyć ale wtedy nagle pojawiła się przed nim ta klacz, co tak go przeraziło, że upadł na zad. W międzyczasie leader grupy spojrzał jak potwór chce dokończyć dzieła po tym jak wytrącił mu pistolet została mu ostatnia opcja. Nie był mistrzem w magii, ale co mu zostało? Jego róg zalśnił na pomarańczowo, a potem wystrzelił promień w bestię. - Co chcesz zrobić? - spytał drżącym głosem dealer patrząc na Sinister. Wiedział, że poza czarnym rynkiem nikt mu nie pomoże, a szansa, że zdoła ją ominąć była niewielka. - Moi przyjaciele dowiedzą się jak żaden z nas nie wróci. Tym razem będzie ich więcej, przyjdą nie tylko po ciebie, ale i po tamte, chcesz ściągać na siebie takie kłopoty? Puść mnie, a nikomu nic nie powiem, obiecuje Baza Troje gwardzistów patrzyło jak buntownicy po kolei wychodzą, ale przy okazji co jakiś czas rzucali spojrzenie na stwora na suficie, który nadal nie atakował. Lance spojrzał na Fire jakby chciał jej przekazać, że będzie osłaniał tyły, ale widząc brak ruchu z jej strony kiwnął tylko lekko głową jakby zrozumiał co chciała mu powiedzieć. Machnął kopytem na dwoje swoich towarzyszy, a potem ruszyli za innymi. Lance szedł na przodzie, Pearl za nim, a Spear na końcu, zapewne osłaniając tyły. Klacz rzuciła jeszcze spojrzenie na rannego buntownika jakby chciała mu już teraz pomóc z ranami, które odniósł, ale wiedziała jednocześnie, że to nie jest dobry czas na to. Stwór wiszący na suficie nadal nie atakował tylko wydawał wciąż dźwięki przypominające chrobotanie. Inne stwory natomiast nadal atakowały bramę, ale po niedługiej chwili odpuściły jednak, ciężko było jednak stwierdzić czy się oddaliły. Dźwięk po rzucie przez Batty ładunku nie wywołał kolejnych stworów. Koszary - Gwardziści naszej gwardii się od tak nie obrażają, jesteśmy tylko wolą cesarzowej, więc tu pudło. Przywódca naszej gwardii ma ważniejsze sprawy niż wciąż dawać ci wycisk, zresztą dziś już wyszalał się z innymi. A co do ostatniego, to jesteś jak nieoskubany kurczak. Cesarzowa sama o siebie zadba i ma swoją lojalną gwardie, więc znowu nic z tego. Nie martw się jednak, mamy dla Ciebie zajęcie - mówił cały czas nie zatrzymując się. W końcu stanął pod drzwiami do jakiegoś gabinetu. - Wchodź i nic nie mów - powiedział wpuszczając Dawna. Jak się okazało w środku były już trzy inne jednorożce. Jeden z nich o czarnej sierści i dużej szramie na pysku rzucał na wszystko wyraźnie zirytowane spojrzenie żółtymi oczyma. Drugie jednorożec był niepozornych rozmiarów o brązowej sierści i szarej grzywie, leżał na ziemi i wciąż nie odrywał wzroku od książki, którą czytał. Ostatni jednorożec został już poznany przez Dawna, a była to klacz, która prowadziła w wynikach. Stał oparta o ścianę i rzuciła tylko krótkie spojrzenie Dawnowi, a potem znów zaczęła patrzeć na okoliczną ścianę. - Zaczekaj tu z nimi, aż ktoś nie przyjdzie - powiedział gwardzista wchodząc do kolejnego gabinetu i zostawiając całą czwórkę samych.
  3. Magus

    Czarny rynek - Co jest kurwa?! - krzyczał leader, widząc, że stwór nadal się porusza. - Z czego to cholerstwo jest?! Nic nie ma prawa przeżyć takiego ataku! - Szefie co robimy? - pytał niepewnie ochroniarz, najwyraźniej też nie mogąc uwierzyć. W tym czasie dealer zaczął zbliżać się do jednego z portali, co miało mu pozwolić się uratować. - Czemu głupio pytasz?! Wal dalej, aż ten skurwiel padnie! - mimo pewności siebie w głosie coraz bardziej panikował, widząc zachowanie tego stwora. Nie mówiąc, że kule przechodziły przez to coś jak przez sito i nic. - Co się dzieje? - nagle syknął padając plackiem na ziemię, a potem spojrzał na Sinister. - Ty cholerna suko... Oszukałaś nas... - powiedział słabo. - Szefie... - to było ostatnie słowo ogiera. Dźwięki wystrzałów ucichły, a zastąpił je wrzask bólu gdy strumień kwasu dosięgnął ochroniarza. Baza - Co tam się dzieje? - powiedziała nagle Spear, widząc reakcje wszystkich buntowników patrzących w jeden punkt. - Ciszej... - szepnął Lance, ale było już za późno. Ponowny dźwięk rozdzieranego metalu rozniósł się po bazie, a stwór, który niedawno siedział w szybie nagle znalazł się na ziemi przed buntownikami. Zaczął poruszać głową jakby zastanawiając się, który cel zaatakować na początek. Wściekły ryk wydobył się z jego ust, a potem nagle znów wskoczył na sufit, nie ruszając się. Zupełnie jakby na coś czekał. - Spróbuje trafić go promieniem - szepnął Spear. - Nie bądź głupi, tylko go zdenerwujesz - powiedział równie cicho Lance. - Czemu nie atakuje? - Może wie, że nas wszystkich nie pokona - przełknęła ślinę Pearl. - To dzikie bestie nie myślą - skrzywił się Spear. W międzyczasie Batty i Sand mogli usłyszeć liczne uderzenia w kierunku blokujących drzwi. Najwyraźniej stwory zwabione wrzaskami martwego towarzysza próbowały teraz sforsować bramę. Koszary Ogiery dalej dyskutowały ze sobą po tym co powiedział Dawn, mimo jego propozycji dotyczącej snu. Najwyraźniej jego propozycja wywołała skrajne reakcje i nikt nie wiedział czy mówił poważnie, a jeśli tak, to czy coś powinni z tym zrobić. Zasnęli dopiero godzinę później. Tym razem Dawn nie napotkał w snach cesarzowej, nie mógł poczuć jej bliskości. Nagle jednak mógł usłyszeć lekkie skrzypienie drzwi, ktoś najwyraźniej wszedł do pokoju i skierował kroki ku niemu. Ciężko było powiedzieć, która godzina, ale było z pewnością późno, bo inni nadal spali, a wewnątrz panowała ciemność. - Wstawaj i nikogo nie obudź - powiedział jak się okazało gwardzista w jego kierunku, a potem wyszedł. Zaraz po wykonaniu polecenia mógł się przekonać, że gwardzista, który go obudził czeka na niego na korytarzu przed pokojem. - Wiesz czemu obudziłem tylko ciebie?
  4. Magus

    Czarny rynek Wszystko stało bardzo szybko. Powaga sytuacji dotarła do innych gdy usłyszeli wrzask jednego z ogierów, który padł na ziemię i zaczął wrzeszczeć zwijając się z bólu. Drugi, który stał koło Stalkera również nie miał okazji zareagować, bo również padł na ziemię zwijając się z bólu. Śmiechy w jednej chwili ucichły, a zastąpiły je wrzaski ogierów, którzy zostali potraktowani jadem Stalkera. Nikt jednak nie zwracał uwagi na krzyki, co tylko potwierdzało, że nikt nie chciał się do tego mieszać. Dealer widząc całą sytuacje, nie czekał na dalszy rozwój sytuacji tylko zaczął uciekać jak najdalej nie oglądając się Natomiast leader grupy nadal był w szoku, ale szybko z niego wyszedł i wyciągnął pistolet. - Na co czekasz?! - wrzasnął do ostatniego z ochroniarzy. - Rozwal to! - Ochroniarz, który szybko zareagował na polecenie szefa posłał serie z karabinu w kierunku Stalkera, podobnie jak jego szef, który zaczął do niego strzelać pistoletem. Baza - Cesarzowa uważa, że tylko wasza broń może trzymać was w ryzach - powiedział Lance w kierunku Ordera. - Dlatego na wypadek wojny zgromadziła pokaźny arsenał. Magią i tradycyjną bronią niewiele można było osiągnąć. Nie raz słyszeliśmy, że właśnie z tego powodu księżniczki były zbyt słabe i miłosierne żeby skończyć te wojnę, mimo mocy jaką posiadały - Pocisków jednak z pewnością nie brakuje, gorzej jednak wykorzystać to odpowiednio - westchnął Spear, a potem spojrzeli na Fire. - Samolotów żadnych niestety nie braliśmy, a szkoda, bo łatwiej by było uciec - westchnął Lance, a potem spojrzał na Katie. - Niewiele wiem o smokach, ale jeśli rzeczywiście tak szukają wyzwań, to chyba trafiła do najlepszego miejsca - Może pójdę z wami - powiedziała nagle Pearl powoli wstając, nadal była nieco wyczerpana. - Nie jestem najlepszym żołnierzem, ale mogę pomóc gdyby ktoś został ranny Buntownik, który wszedł do szybu mógł usłyszeć charakterystyczne chrobotanie. Stwór co prawda nie mógł go zobaczyć, ale jego kolce zastępujące mu ręce poleciały wprost w źródło hałasu, które wywołał buntownik wchodząc do szybu. W tym samym czasie atak Batty trafił prosto w stwora, który padł tuż obok Sanda wijąc się na ziemi i wydając charakterystyczne dla siebie głośne dźwięki agonii. Nic jednak nie wskazywało aby jego wrzaski ściągnęły tu kolejne stwory. Nawet jeśli jakieś stwory usłyszały go musiały zrobić to już za zamkniętymi drzwiami. Koszary - Mamy zabić towarzyszkę? - spytał nagle jeden z grupy Dawna. - Cesarzowa by tego nie pochwaliła. Nie można od tak przelewać krwi jednorożca, to nie kucyk ziemski czy pegaz - Przecież Dawn nie mówi, że mamy ją zabić - wtrącił nagle Might. - Może to być równie dobrze sabotaż czy coś. Przecież wystarczy poddać wątpliwościom jej wyniki - Jak niby tego dokonamy? Jeśli jest rzeczywiście lepsza od nas, to załatwi nas prędzej niż my ją - Może skupmy się na rzeczach oczywistych. Wiadomo, że dokonają wyboru spośród najlepszych rekrutów. Ty Dawn na pewno zostaniesz wybrany, nawet jeśli ta klacz też, to jednak raczej zaliczysz się do czwórki - W ogóle nie rozumiem czemu cesarzowa chce się ujawnić, to głupie ryzyko - pokręcił głową Might. - Na pewno jest jakiś powód. Poza tym myślę że ona nawet sama sobie poradzi, w końcu pokonała w pojedynkę księżniczki
  5. Magus

    Czarny rynek Pewność siebie jaką wykazywała Sinister z pewnością nieco zdziwił leadera, który patrzył teraz na nią podejrzliwie. Podobnie zresztą było z dealerem z czarnego rynku, który już poznał kilka sztuczek tej klaczy żeby wiedzieć, że należy jednak z nią uważać. Inna sprawa była z obstawą. Widać było, że to kuce, którym się płaciło za robienie, a nie myślenie. Wybuch śmiechu z ich strony, wskazywał, że uważali Sinister za słabą, która tylko próbuje nastraszyć wszystkich gadką. Cała sytuacja jednak się zmieniła na widok małego stworka, który miał chronić klaczy. Teraz ochroniarze niemal tarzali się ze śmiechu. Nawet leader wyglądał na rozbawionego widokiem tego niepozornego stworzenia. Tylko dealer wyglądał na lekko niepewnego, ale z kumplami najwyraźniej czuł się mimo wszystko pewniej. - Nie lubię krzywdzić zwierząt - mówił z niekrytym rozbawieniem leader. - Co mamy z nim niby zrobić? Mam iść po packę? - powiedział jeden z ochroniarzy, który podszedł do stalkera i wyciągnął kopyto w jego kierunku żeby odrzucić go na bok jak nic nieznaczącego owada. - Słuchajcie... Lepiej ją szybko rozwalmy, z nią jest coś nie tak - mówił trochę już niepewnie dealer. - Czego panikujesz? Kiedyś zastrzeliłem mantykorę, a mała wiwerna czy co to tam jest jest, znacznie to mniej groźne - splunął w bok inny ochroniarz. - No dobra, pośmialiśmy się, a teraz szczerze, chyba nie chcesz kłopotów, co? - leader uśmiechnął się do niej. Baza - Dzięki - westchnął Lance gdy Order podał mu puszkę. A potem w milczeniu słuchał. - Chcesz tak ją narazić? - spojrzał na Katie, mimo wszystko nadal czuł dług do smoka, za ta, że przyszła mu z Batty pomóc. - W górach żyje wiele stworów, może gdyby podleciały tu harpie lub wywerny... - Nie zbliżą się - powiedział z niechęcią Pearl. - Wszystkie stworzenia nie chcą się tu zbliżyć odkąd są te bydlaki, chyba tylko my byliśmy na tyle głupi żeby tu zostać. Spear wyglądał jakby nad czymś myślał. - Był tu chyba jeszcze jeden czołg... To znaczy gdy zajmowaliśmy to miejsce, to przynieśliśmy do walki trochę sprzętu cięższego, większość została zniszczona, ale w jednym z hangarów nadal jest sporo naszej broni, no i ten jeden czołg... Tylko, że chyba nie ma paliwa i nie wiem czy te stwory by się nie przebiły przez pancerz jak go obsiądą - Może nie musimy nim jeździć, tylko wykorzystać pociski do odwracania uwagi, ale to i tak by trzeba było jakoś nim wyjechać, a nie ma paliwa Buntownik, który szukał jakichś śladów mógł dostrzec dziurę w szybie, ale nigdzie nie było śladów po stworze. Ciężko było powiedzieć czy to ten stwór wykorzystał taką ucieczkę przed śmiercią czy może co innego to wywołało. W każdym razie wszystko wskazywało, że nic nie ma w okolicy. Stwory na zewnątrz nadal zdawały się nie zwrócić uwagi na otwarte drzwi i wchodzącego tam buntownika gorzej było już jednak w środku. Batty mogła za swoim grzbietem usłyszeć ryk stwora, który się zbliżał, najwyraźniej zareagował na dźwięk otwieranych drzwi. Plac - Zabawne, że o tym wspominasz - powiedział gwardzista, a potem minął bez słowa Dawna. Najwyraźniej wszyscy już się pojawili na placu. - Gratuluje, tym którym się powiodło. Udowodniliście, że jesteście gotowi oddać swoje życie za naszą ukochaną władczynię niosącą pokój nam wszystkim. Nie tylko zostaniecie odznaczeni pancerzami za to. Jak wszyscy wiemy, wkrótce nasza pani ukarze swe oblicze na arenie w Las Pegazus, a tym samym wystawi się na niebezpieczeństwo. Celem jej elitarnej gwardii jest ją chronić. Wy jesteście zaledwie rekrutami i nie macie takiej możliwości. Jednakże czworo z was, którzy dopiero zaczęli zostanie wyznaczonych do pomocy gwardii w mniej ważnych obowiązkach, kto wie, może nawet zwrócicie uwagę cesarzowej na siebie - tłum zebranych nie był w stanie zapanować nad emocjami słysząc to. - Wybór zarządzi głównodowodzący koszar, dziś wieczorem dowiecie się kto zostanie wybrany - klacz, która zajmowała najwyższe miejsce uśmiechnęła się jakby już była pewna swojej nominacji do tego zadania. - A teraz, ci którym się powiodło ustawcie się w kolejce po pancerze. Natomiast ci co odnieśli porażkę zbiorą się w budynku - część jednorożców wyraźnie przygnębionych ruszyła do budynku gdy reszta stanęła w kolejce po pancerze - To kiedy chcesz te przepustkę? - spytał drugi gwardzista patrząc na Dawna. Might wyglądał jakby chciał coś powiedzieć, ale powstrzymał go inny ogier z ich grupy kręcąc lekko głową w jego kierunku.
  6. Magus

    Czarny rynek - No patrzcie jaka wyszczekana i jeszcze nas nazywa ofiarami - powiedział jeden z uzbrojonych ogierów, a potem wybuchnął śmiechem. - Nie no co wy chłopcy, przecież widać, że zapewne idzie na zamach na cesarzową, w końcu widać, że to najpotężniejsza klacz w Equestrii - znów wybuchnęli śmiechem, ale zaraz wystąpił przed nich diler, którego już poznała. - I co znowu zatrzymasz czas? Sądzisz, że jesteś szybsza niż karabin? - spojrzał na jednego z wyraźnie wyczekujący ogierów na jeden głupi ruch Sinister. - Nim ten twój rożek zacznie świecić padniesz martwa - Byłaby jednak szkoda - wtrącił nagle lider. - Zawsze można w jakiś sposób przekonać do współpracy. Z jednymi jest łatwiej z drugimi trudniej, co by nie było, możemy jakoś na niej zarobić - znów spojrzał na Sinister. - Nie jesteś już na terenie chronionym, strażnicy ci nie pomogą. Nie ma twoich kumpeli, o których wspominał mi kolega. Możesz być nawet z oddziałów śmierci cesarzowej, sama nie dasz nam rady, skarbie. Nie bądź głupia i rób co mówimy - przechodzące w okolicy kucyki wymijały ich tylko czasem rzucając im spojrzenie, ale nic ponadto. Najwyraźniej nikt nie chciał mieszać się w nieswoje sprawy. Baza - Przeżyje - mruknął nadal oszołomiony tym wszystkim Lance, podobnie jak zresztą Peral, której wciąż huczało w głowie po niedawnym wybuchu. Spear będący w najlepszej formie, jako jedyny nie wyglądał aby ta eksplozja jakoś na niego wpłynęła poza tym, że wydawał się wkurzony. - Jeśli tak dalej pójdzie, to nie będzie potrzeba potworów, bo nas zabiją prędzej tamci - spojrzał na puszki, które dała im Fire, a potem otworzył je dając je bliżej Lancea i Pearl. - Eksplozja była silna, może zdołali wytłuc to cholerstwo i już jest bezpiecznie - Nie bądź głupi - westchnął Lance. - To jak walka z karaluchami, zawsze wracają. Jedyna metoda to uciec lub zrobić porządek ze świątynią - nachylił się nadal zmarnowany nad jedzeniem. - Ja bardziej myślę czy to nie przyniesie odwrotnego efektu - powiedziała słabo Pearl, sięgając po swoją puszkę. - Teraz będą wściekłe jeszcze bardziej. Te wybuchy ściągną ich jeszcze więcej, nie wiadomo jak wiele się ich zbierze w okolicy. Wyjście z bazy może być teraz trudniejsze niż się wydaje - Cholera... W takim momencie dałbym wiele za skrzydła - powiedział ponuro Spear, jakby nic innego już mu nie przychodziło do głowy. Wywołane przez Sanda eksplozje sprawiły, że dywersja się udała i stwory nie ruszyły za nim, a w kierunku wzgórz gdzie doszło do kolejnej eksplozji. Stwory jednak nie poruszały się po powierzchni, a nadal pod ziemią, co wskazywały pojawiające się kolejne kopce w miejscach, w których do tej pory ich nie było. Oczywiście nie brakowało przy tym licznych ryków dochodzących ze wszystkich stron wokół. W międzyczasie pomysł Batty sprawdził się, choć niewiele brakowało, bo w czasie silnego wybuchu stwór na suficie próbował się poruszyć, ale wtedy doszło do jej eksplozji, której towarzyszyły nowe nieprzyjemne dla ucha piski. Buntownik, który wyszedł szukać przerośniętego stwora, szybko mógł zdać sobie sprawę, że nigdzie go nie było, ale nie było też powiedziane, że przeżył, bo jego ciało mogło wyparować tak jak zwykle się to dzieje. Plac Wszyscy patrzyli w milczeniu jak Dawn wkłada zbroje. Na pysku jednego z ogierów nawet pojawiły się krople potu, gdy tak przyglądał się pancerzowi. Zgromadzony na placu tłum również oczekiwał w napięciu na to co się stanie. Po gwardzistach nic nie dało się zobaczyć z powodu hełmów, ale najpewniej byli rozbawieni tym widokiem. W końcu gdy Dawn założył pancerz, mógł poczuć, że zbroja zdaje się nie różnić niczym od zwykłej zbroi gwardzisty. Nie wydawała się niezwykła ani w żadnym stopniu z nim związana. Mógł nawet ją zdjąć w każdej chwili. Reszta z jego grupy, która zaczęła wkładać pancerze po nim też to zauważyli. - Ja nie rozumiem... - wyjąkał Might patrząc na swój. - Myślałem, że te zbroje mają być częścią nas - Oh i będą - powiedział w jego kierunku gwardzista. - Ale nadal czegoś brakuje, a to dostaje się na samym końcu szkolenia. - Dobra jak chcecie możecie wrócić - powiedział kolejny gwardzista. - Zostają jeszcze komunikaty do ogłoszenia, ale skoro jesteście tak niecierpliwi możecie odejść - mówiąc to spojrzał głównie na Dawna.
  7. Magus

    Czarny rynek Sprzedawca zaprosił Sinister po kolejne zakupy jeśli będzie zadowolona z obecnego towaru, a sam potem sprzedał jakiegoś stwora przypominającego nietoperza stojącego na dwóch łapach z wymachującymi skrzydłami w małej klatce. W międzyczasie na rynek znów przychodziły kolejne kucyki, a inne wychodziły. Przychodzili nawet nowi handlarze, którzy zastępywali już tych co wyszli. Zaraz przy wyjściu, Sinister musiała oczywiście rozliczyć się ze strażnikami. Wyglądali na zadowolonych jej powodzeniem w handlu i przy okazji zaprosili na kolejną wizytę, a potem ją puścili. Klacz oczywiście musiała kierować się do portalu, który wcześniej pokazała jej Crimson żeby znaleźć się blisko domu. - To ona! - mogła nagle usłyszeć krzyk nim zdążyła dotrzeć, a potem dostrzec grupę pięciu ogierów, którzy szli w jej kierunku. Jednego z nich już zdążyła poznać, bo byli jeszcze niedawno konkurencją. - Niezła - powiedział jeden z ogierów podchodząc bliżej i wyciągając kopyto do jej grzywy. Mogła zauważyć, że troje z nich miało przy sobie karabiny typu kałasznikowa. - Ta ciekawe, z której strony - skrzywił się konkurent Sinister, a ogier, który wyciągnął ku niej kopyto wybuchnął gromkim śmiechem. - Nasz kolega skarbie, twierdzi, że psujesz nam interesy - pokręcił lekko głową. - Ale szkoda żeby się nie dogadać. Możemy zawiązać współpracę, powiedzmy dasz nam siedemdziesiąt pięć procent zysków i wszyscy będą zadowoleni. Chyba sama rozumiesz, że to lepsze niż skończyć na licytacji - Kto by kupił to coś? - diler zaczął się śmiać. - Może ze trzydzieści bitów by z niej było - wtrącił jeden z uzbrojonych i teraz wszyscy zaczęli się śmiać. - Wyglądasz na rozsądną osobę i chyba sama przyznasz, że wspólne interesy to najlepsza opcja - znów uśmiechnął się do niej ten co wyciągnął niedawno kopyto w jej kierunku. Baza Zarówno Lance i Pearl nic nie dodali. Ogierowi nadal kręciło się w głowie mimo podparcia nie był w stanie zbyt wiele zobaczyć. Pearl też nie wyglądało najlepiej po tym leczeniu i podpierała się o Speara. Nim jednak którekolwiek zdążyło się ruszyć wrócił buntownik, który miał się rozejrzeć. Niewiele zrozumieli z tego co mówił przez wybuchy w tle, a potem wcale nie było lepiej. Buntownik sięgnął po broń i znowu wyszedł, a potem doszło do jeszcze silniejszej eksplozji. Lance i Perl niewiele zareagowali przez swój stan, ale Spear patrzył w szoku. - Kurwa, chcecie nas wszystkich zabić? - spytał nadal nie do końca łapiąc co tamten chciał zrobić. Nim jednak nadeszła odpowiedź Fire rzuciła gwardzistom jedzenie. Spear spojrzał dość niechętnie na Ordera. - Myślę, że to dobry pomysł, powinni coś zjeść zanim wyjdziemy - potem spojrzał na Fire. - W górach jest jaskinia to około trzysta metrów stąd, ale nie mam pojęcia co tam jest - poszedł żeby otworzyć jedną z puszek ale wtedy nastąpił kolejny wybuch, na zewnątrz. - No kurwa, co tu się dzieje W międzyczasie Batty latając w poszukiwaniu kolejnych napastników mogła natknąć się na kolejne dwa stwory, które zdołały się ukryć. Jeden z nich siedział schowany w cieniu przyczepiony do sufitu jakby szykował zasadzkę gdy kolejny zaszył się pomiędzy szafkami gdzie naprawdę trudno było go dojrzeć. Zaraz jednak potem Batty mogła usłyszeć potężną eksplozje na zewnątrz. Nic jednak nie wskazywało, że potwory otaczające bazę zginęły. Ryki stały się jeszcze bardziej wściekłe i dochodziły zewsząd, co Sand też mógł słyszeć, zupełnie jakby eksplozja rozwścieczyła stwory jeszcze bardziej niż do tej pory. Monstra, które znalazła Batty dołączyły się do tego huru wydając nieprzyjemne dźwięki, wyglądało na to, że porozumiewają się w ten sposób między sobą. Jednak najciekawszą rzecz mógł ujrzeć ogier, który dopuścił się potwornego wybuchu, bo eksplozja zdawała się nie zniszczyć całych wzgórz i była słabsza niż powinna przy takiej ilości materiałów wybuchowych, zupełnie jakby coś stłumiło część eksplozji. Plac Wszyscy spoglądali Dawna nieco zdziwieni widząc jego niedawny niezrozumiały wybuch. Żaden z nich nie rozumiał co mogło tak wpienić ich towarzysza. Zapewne też dlatego żaden nie zareagował negatywnie na jego propozycje, tylko ruszyli dość niechętnie w kierunku gwardzisty, który miał wydawać pancerze. Zwłaszcza niepokoił ich fakt, że byli jedynymi, którzy wyszli z szeregu gdy inni cierpliwie czekali. Właśnie dlatego w chwili gdy znaleźli się przed gwardzistą stanęli dość niepewnie za Dawnem. Nadzorujący gwardzista skierował na nich spojrzenie, a zwłaszcza na Dawna. - Tak ci się śpieszy? - machnął kopytem na jednego z ogierów, a ten się powoli cofnął. - Jak tam chcecie, ja bym jednak zaczekał na zakończenie, ale nikt nie zmusza. Skoro się wykazaliście dostajecie pierwszą część pancerza - ogier, którego wysłał niósł z pomocą magii napierśniki. - Pamiętajcie, to jak druga skóra, która kiedyś zostanie z wami do końca życia - Co masz na myśli? - spytał niepewnie Might, ale gwardzista posłał mu tylko krzywy uśmiech.
  8. Magus

    Czarny rynek - Mógłbym - powiedział z niemałym uśmiechem widząc jak klacz się wycofuje. Jego ludzie wpatrywali się w nią wyraźnie czekając na jeden rozkaz. - Wystarczy jedno słowo, a całe to miejsce zaleją moi ludzie, a ty będziesz na mojej łasce - oparł głowę na kopycie jakby był wyraźnie znużony. - Sądzę jednak, że tym razem tego nie zrobię - uśmiech nie znikał z jego twarzy. - Uważam się za biznesmena, a nie przeciętnego bandytę. Staram się dochodzić do zysków przez normalne następstwa . Czasem jednak sytuacja wymaga innych metod. Ja uznałem, że dam ci cenną radę abyś wiedziała jak wiele można mówić, zwłaszcza gdy rozmawiasz z kimś kogo nie znasz. Taka lekcja, którą wykładają rodzice dzieciom, a jakże użyteczna - znów spokojnie oparł się na swoim siedzeniu. - Myślę, że nie jest to nasze ostatnie spotkanie i jeszcze nie raz zawędrujesz do mojego królestwa, więc do zobaczenia wkrótce skarbie - rzucił jej ostatni uśmiech. Baza - Będę cię spowalniał - wycharczał słabo Lance do Ordera, nadal kręciło mu się w głowie. - Na niewiele się zdam - ciężko było mu dostroić obraz przed oczyma przez zawroty głowy. - Powinniście mnie zostawić... - widać było, że nawet słowa ciężko było mu wypowiadać. - Nie chce spieprzyć naszej ucieczki - Ty też mogłeś nas zostawić - powiedziała nagle Pearl, której też ciężko było ustać przez nadużywanie mocy. - Ciągnąłeś mnie za sobą do samego końca, mimo, że byłam spisana na straty - nagle Spear pomógł jej wstać, a ona spojrzała zdziwiona na niego zdziwiona. - Pearl mogę przenieść na grzbiecie, a Lance'a mogę wspomóc przez moją magię- skrzywił się lekko. - Choć tak w niewielkim stopniu naprawię bałagan, który zrobiłem Stwór rozerwał na pół swojego towarzysza i rzucił jego truchłem o ziemię, ale w tym momencie nadszedł nowy dźwięk, na który zareagował w nietypowy sposób, bo nagle wskoczył na sufit i zaczął bardzo szybko wycofywać się korytarzem nim granat zdążył wybuchnąć. Ciało rozerwanego towarzysza w tym czasie zaczęło w końcu powoli zanikać. Gorsza sytuacja zdawał się być w obozie. Stwór który został ostrzelany wpadł z powrotem do kopca, ale potem stało się coś gorszego. Ziemia zaczęła trząść się z jeszcze większą siłą, a kopce zaczęły pojawiać się niczym grzyby po deszczu, niektóre w bazie inne poza nią. Z każdą chwilą pojawiały się nowe ryki dochodzące co nie świadczyło o niczym dobrym. Obecna sytuacja nie wyglądała najlepiej dla buntowników, zwłaszcza, że liczebnie stwory znacznie ich przerastały, a nie wiadomo jak wiele mogło ich przybyć. Droga od bazy do obozu pełna była kolejnych kopców, ale nic nie wychodziło jak do tej pory. Jedyne miejsce jakie wydawało się teraz bezpieczne zdawało znajdywać się za obozem, bo tylko tam nie było kopców. Plac Kolejne jednorożce wychodziły ale jak się okazało nie każdy zdołał wykonać zadanie. Niektórzy wracali nieprzytomni inni byli w kiepskim stanie. Patrząc na to wszystko wskazywało, że kilka kucyków w ogóle nie zdołało zaliczyć swojego testu. Na koniec okazało się nawet, że pięcioro nie zdołało wrócić. Gwardziści przez portale sprowadzili ciała poległych przerzuconych przez grzbiet, ale wszyscy zdawali się nie zwracać na to uwagi. Najwyraźniej trzeba było się tu pogodzić ze śmiercią. W pewnym momencie zdawało się, że wszyscy już wrócili, ale nagle otworzyło się kolejne przejście i z niego wyskoczyła teraz szara klacz o bardzo ponurym spojrzeniu. Co ciekawe jedynym jej obrażeniem była tylko lekko krwawiąca szrama na policzku, ale nie zdawało się aby coś ponadto jej się stało. Co najciekawsze jednak, w kopytku trzymała urżnięty łeb stwora, z którym najwyraźniej walczyła. - Myślałem, że nikt nie może zginąć w czasie tego zadania - powiedział szeptem Might - Ta... Widać zrobili coś głupiego... - A kim ona jest? - spytał teraz patrząc na klacz. - Jest pierwsza podobno w rankingu, nikt nie wie skąd przylazła i z nikim nie gada, dziwne co? Podobno to ona będzie pierwsza do wyniesienia
  9. Magus

    Czarny rynek - No patrz, czyli to kolejny podmieniec z magicznymi sztuczkami, trzeba to zapisać chłopaki - spojrzał po swoich ludziach, a potem znów skierował spojrzenie na klacz. - Ciekawe czy cesarzowa o tym wie, ja w każdym razie pozwalam tu przychodzić podmieńcom jak wszystkim innym, bo to neutralny teren. Jeśli obiecają nie atakować mogą tu przyłazić. Co jakiś czas pojawia się jakiś, który ofiaruje własne talenty na sprzedaż, każdy przychodzi z czym innym. Jeden ostatnio pokazywał jak to może przyjmować na siebie płomienie, pokręcone stwory - pokręcił głową. - To ty nie wiesz? Crimson zalicza każdego, niezależnie czy to ogier czy klacz, ale co nie znaczy, że każdy sobie może pozwolić na zabawę - krzywo się uśmiechnął cały czas patrząc na Sinister. - Jeśli będzie to trwały uraz psychiczny, to raczej byłby problem. Zmieniając jednak temat, mówisz, że nie oddasz mi kulek, bo powiedziałem ile znaczą dla Crimson, a ponadto tworzysz broń, którą ty możesz tylko stworzyć - podrapał się lekko po brodzie. - Powiedz, czy mówienie takich rzeczy na głos, jest rozsądne? Biorąc pod uwagę, że gość, który cię słucha ma pod sobą całą armię i może spróbować zmusić cię do współpracy? Baza - Spróbuje... - powiedziała niepewnie Pearl patrząc na swoich towarzyszy. - Spear nie oberwał mocno, więc powinno się udać bez problemu, ale mój dowódca będzie nadal najpewniej osłabiony - nachyliła głowę żeby zbliżyć róg do towarzyszy, nim jednak zaczęła spojrzała na buntowników. - Czy miny nie sprawią, że to wszystko się zawali i nas uwięzi? - spytała niepewnie, a potem zaczęła próbę cucenia towarzyszy. Zgodnie z przewidywaniami pierwszy obudził się Spear. - Co się stało? - spytał, powoli się podnosząc do pozycji siedzącej. - Na razie nic nie rób - powiedziała dość słabo w jego kierunku. Ogier nadal zdezorientowany rozglądał się wokół jakby próbował sobie przypomnieć co się stało. Nagle jednak poruszył się Lance, a Pearl upadła plackiem na podłogę, najwyraźniej była wyczerpana i potrzebowała chwili odpoczynku. Zaraz po tym jak buntownik wychylił głowę, mógł zobaczyć wrzeszczącego wściekle stwora, który unosił ciało jednego ze swoich. Wygrał najwyraźniej z powodu rozmiaru, bo wydawał się większy o głowę od swojego martwego towarzysza. Zdawał się nie widzieć buntownika, bo tylko poświęcał się cielsku, które rozrywał na kawałki. Głowa martwego potwora potoczyła się w kierunku buntownika i co ciekawe jak do tej pory nie znikała. W międzyczasie nieludzkie ryki z gór nagle zostały przerwane, ale po nich nadeszło coś innego. Ziemia na całym terenie zaczęła drżeć z taką siłą, że ciężko było ustać. Nagle w obozie oddziału Ordera pojawił się kopiec, z którego dosłownie sekundę później wyskoczył z wrzaskiem potwór, skacząc w kierunku najbliższej ofiary z wysuniętymi szponami. Plac Na placu pojawiało się coraz więcej kolejnych kucyków. Każdy z nich wracał w różnym stanie. Jeden był ciężko ranny, z jego ciała wylewało się dużo krwi przez co nie mógł ustać. Musiał siedzieć przy ścianie gdy inne jednorożce go leczyły. Inny natomiast kandydat do próby był lekko osmalony i trochę spaliła się jego grzywa. Dawn mógł dostrzec także swoich towarzyszy. Might miał na sobie pełno jakiegoś szlamu i żywo rozmawiał z towarzyszami. - Trafiłem do miejsca gdzie było coś co przypominało wielkiego ślimaka. Co nie robiłem, nie mogłem go w żaden sposób zranić, w końcu wskoczyłem na niego i wspólnie potoczyliśmy się po skale. Potem mogłem się schować i przeczekać - Wielkie mi co... Cholera, widzieliście kiedyś wilka stworzonego z cienia? Nic nie można było mu zrobić. Magia w ogóle na niego nie reagowała - To i tak lepsze niż walka z latającym bydlakiem na skale. Omal nie spadłem i byłby ze mnie naleśnik - Dawn - machnął do niego Might, a inni spojrzeli. - Dałeś radę? Z czym tam walczyłeś? - najwyraźniej mogli jeszcze chwilę pogadać, bo nadal nie wszyscy wrócili, a uroczystość jeszcze się nie zaczęła. Wszystko wskazywało, że wszyscy musieli wrócić.
  10. Magus

    Czarny rynek - Crimson ma renomę za samo urodzenie - krzywo się uśmiechnął. - No sama rozumiesz, ziemski kucyk bez magii ani nic, ale jak grzmotnie w pysk nie ma co zbierać. Poza tym każdy wie, że można być jej pewnym. Nigdy nikogo nie sprzeda i wie jak się bawić, no chyba, że przekroczysz normę. Ostatni gość, który chciał ją obmacać wylądował w szpitalu. Poza tym była jedną z pierwszych, która odkryła ten rynek, jest jak pielgrzym do nowego świata - zachichotał, aż Crimson nie wspomniała o czarnej magii. - Ta słyszałem, że cesarzowa ściga każdego kto posługuje się tą magią, ale nie mam pojęcia po jaką cholerę. Raczej nie zaprasza na kawę i ciastko - machnął kopytem. - Dopóki nikogo nie zabijesz, to ta magi mi nie przeszkadza - zaraz potem rzucił okiem na tajemniczy przedmiot. - Kulki Crimson bym przygarnął, nie raz je chciałem, ale zawsze odmawia - skrzywił się. - Dobrze, a jak silne to coś jest takiej wielkości i czego używasz do działania modyfkujesz trotyl? Baza - Wszystkie odpowiedzi znajdują się w jej wnętrzu, ale wejście tam... Nikt z naszej ekspedycji nie wrócił gdy chcieliśmy ją zamknąć - mówiła jeszcze nim Fire zaczęła przygotowania. Sama była ciekawa jak powiedzie się plan, więc postanowiła nie rozpraszać buntowników patrząc jak przygotowują ofensywę. Tak naprawdę chciała już tylko stąd wyjść. Tkwiła w tej bazie od tak dawna, że już zapomniała nawet jak wygląda światło słońca. Ponownie spojrzała na swoich ostatnich towarzyszy. Wiedziała, że jeśli nawet przeżyje, to nigdy nie zapomni o tym co tu widziała. Nagle jednak padła na ziemię zatykając uszy co nie było raczej dziwne. Dźwięki wydawane przez bestie zaraz po detonacji stały się nie do zniesienia nawet dla zwykłych kucyków mimo odległości, a co gorsza nie chciały zamilknąć. Stwory wpadły w panikę próbując się wydostać. Ogień wydawał się sprawiać, że były zdezorientowane i skakały na wszystkie strony próbując się wydostać. Doszło nawet do tego, że bestie nie rozpoznawały nawet siebie. Jedna z nich wskoczyła na drugą i zaczęła ją masakrować gdy inne skakały jak oszalałe. Ciężko było ocenić ile z nich jeszcze tam jest próbujących się wydostać, ale raczej nie było ich już tyle co na początku. Piską stworów odpowiedziały ryki dochodzące ze wszelkich stron poza bazą, które mogli usłyszeć towarzysze Ordera. Brzmiało to jak tysiące ryków nie z tego świata, których nie mogło wydać żadne normalne stworzenie. Nieznana lokacja - No patrzcie utrzymał się - mruknął jeden z dwóch gwardzistów wychodzących z portalu. - Gdzie tak uciekasz? - spytał drugi z drwiną, a potem wyskoczył w kierunku Sparka jakby chciał go zaatakować, ale nagle tuż przed nim zniknął. Jak się okazało stwór znowu ruszył za Dawnem i wyciągał ku niemu mackę. Gwardzista tylko ją dotknął, a stwór zaczął nagle dziwnie się zachowywać i cofać się do tyłu. - Jak myślisz czemu spał tak głęboko? - spytał ironicznie pokazując mu kopyto teraz pokryte lodem. - Chociaż Magmosy wyglądają na galaretę, to uwielbiają ogień, a lawę wciągają jak sok - Dobra chyba zasłużył jednak na nagrodę, mimo braku wiedzy dotrwał. Zobaczmy jak sobie poradzili twoi kumple. Możesz wejść do portalu, no chyba, że tak ci się tu spodobało i chcesz tu zamieszkać - rzucił z drwiną.
  11. Magus

    Czarny rynek - Z klientami też trzeba uważać by nie weszli nam na głowę, wiem z doświadczenia - mruknął nim Sinister pokazała kulkę, która go wyraźnie zaintrygowała. - No kto by pomyślał... To jest jak wizytówka Crimson, nie sposób nie poznać jej roboty - znów spojrzał na klacz. - Jeśli jej nie zwędziłaś, to muszę powiedzieć jestem pod wrażeniem. Nikomu nie sprzedaje ani nie pożycza swoich zabawek, ty chyba byłabyś w tym wypadku pierwsza. Nawet gwardii podobno oddaje rupiecie gorszej jakości, a ty mówisz, że jeszcze możesz je podrasować - w jego oku pojawił się błysk. - Słuchaj dam ci tylko jedną radę. Ludzka broń to istny bajzel, nie zapędź się za daleko. Ludzie winią kuce za swoje życie, ale sami sobie to załatwiliśmy, choćby tą naszą bronią, to niezły syf, lepiej nie zapędzaj się za daleko. Prawda taka, że jęczą tylko ofiary co nie potrafią się ogarnąć - skrzywił pysk w wyrazie obrzydzenia. - Spytam tylko z ciekawości. Crimson wie, że chcesz majstrować przy jej zabawkach? Baza - Nie mam zamiaru skreślać twoich towarzyszy, jeśli chodzi o możliwości bojowe - mruknęła Pearl w kierunku Ordera. - Musisz jednak pamiętać, że gwardziści tutaj nie walczyli tylko nożami. Mieliśmy te bazę naszą broń i liczący grubo ponad setkę oddział, a ilu nas zostało? Ponadto, mimo, że nienawidzisz oddziałów śmierci, czym się tobie nie dziwie, to na pewno wiesz jak są wyszkoleni. Wycofali się jednak zaraz po zabraniu tego czego szukali ze świątyni, jestem niemal pewna, że dobrze wiedzieli co się stanie, a skoro się wycofali to na pewno mieli powody, nie mówiąc, że mieli ze sobą nawet kilku kapłanów obytych w magii, a i tak zostawili nas - mówiła w kierunku ogiera, nie zwracając uwagi na to co dzieje się wokół. - Mimo tego co się stało, nie żałuje, że tu przyszłam, gdzie indziej moje możliwości byłyby bardziej potrzebne? - dodała już bardziej do siebie. - Naprawdę bym chciała wiedzieć co tak rozwścieczyło te bestie i co im zostało zabrane Nieznana lokalizacja Pomieszczenie wypełnił wstrząs po uderzeniu jednorożca, najwyraźniej położenie było wyjątkowo niestabilne. Stwór zdołał już dojść do siebie po ataku i znów zaczął wyszukiwać ofiary, ale nagle się zatrzymał poruszając mackami po pomieszczeniu gdy zaczęła wlewać się magma. Wyglądało, że waha się włożyć cielsko w ciecz, ale nagle stało się coś nieoczekiwanego, bo ten złapał się sklepienia pomieszczenia i wciągnął na nie swoje ciało. Jedna z jego macek wystrzeliła i wbiła się prosto w wypływającą magmę. Ciało stwora zaczęło wypełniać się cieczą, aż nie stało się bardziej pomarańczowe przez magmę jaka się w nim zebrała, zaraz potem stwór zaczął poruszać ciałem za uciekinierem uwalniając ze swojego cielska niesamowite pokłady ciepła. Wyglądało na to, że chciał ugotować agresora.
  12. Magus

    Czarny rynek - Nie znam za bardzo Crystal, ale chyba gówno ją obchodzi gdzie się urodziłaś, a jedynie kim. Widziałem co czeka jednorogi, które nie chcą się dopasować. Zresztą czy jakiś z tych jak im tam było kryształów tych kucyków, czy coś też nie był jednorożcem? Jak widać gówno to pomaga, gdy się nie dopasujesz - powiedział zaraz po tym jak Sinister skończyła. - Pytasz o czym marze? Jestem prostym kucem. Forsa i wpływy to wszystko co się dla mnie liczy - lekko się uśmiechnął. - W każdym bądź razie, podobasz mi się, bo wiesz czego chcesz i nie pieprzysz się. Może potrafisz ulepszyć broń moich ludzi lub chciałabyś do nas wstąpić jeśli masz bojową magię. U mnie na zarobki w żadnym wypadku nie można narzekać. Dragi niestety na niewiele mi się przydadzą. Sam lubię zajarać, ale jeśli moi ludzie zaczną staną się bezużyteczni Baza - Nie jestem obrażona, bo masz racje - westchnęła Pearl słysząc Fire. - Mam przeszkolenie bojowe, ale nie w tym zakresie, więc zapewne nic bym nie pomogła. Co do pomysłu to chyba masz racje, nie mamy wyjścia, chyba, że wszyscy wyjdziemy jak Batty w tych pancerzach i nas nie zobaczą, ale... - spojrzała na swojego dowódcę i Speara. - Nie sądzę, że dam radę w takim wypadku wyjść i wynieść ich ze sobą - nagle spojrzała na Ordera. - Powinieneś nam powiedzieć. Wiem, że nam nie ufasz, ale jak wiele wiedzą tamci? Te śmieszne stworki jak je określasz zmasakrowały wszystkich niemal naszych. To nie byli rekruci, którzy dopiero wyszli z bazy byli przygotowani do walki i jak to się skończyło? Czy tamci zdają sobie sprawę z zagrożenia? Jeśli wywołają hałas lub zaczną je otwarcie atakować, zaleją nas tak jak wtedy... Najpierw zmasakrują twoich kompanów, a potem wpadną tutaj i już nie z dziewięcioma będziemy mieli problem - Pearl oparła się ciężko o ścianę. - To zupełnie nie ma sensu. Widziałam te świątynie, ona nie jest tak wielka. Nie ma możliwości aby pomieściła tyle tych istot, a jednak wciąż wychodzą nowe. Zabijesz, a i tak wracają, może po śmierci się tam odradzają, nic już nie rozumiem - opuściła głowę zrezygnowana. Nieznana lokacja Ciężko było powiedzieć jak wiele czasu upłynęło. Dla Dawna mogło to trwać wieczność, ale minęło około pół godziny. Stwór, który zwęszył ofiarę, najpewniej nie chciał odpuścić, bo wciąż słychać było dźwięki poruszania się jego cielska. Nagle jednak nieoczekiwana przeszkoda stanęła na drodze ogiera, a była to ściana blokująca przedarcie się w dalsze rejony. W miejscu, w którym się znajdował było bardzo ciepło, niemal nie sposób było oddychać. Wokół otaczały go tylko skały i ani odrobiny światła. Stwór powoli zaczął się zbliżać, aż jego cielsko nie stało się bardziej widoczne. To co Spark zobaczył mogło najbardziej kojarzyć się z czymś co przypominało ośmiornice o ciele meduzy. Nie miało oczu, a jedynie pysk zakończony ostrymi żuwaczkami. W niemal przezroczystym ciele potwora nadal widać było trochę ciała skorpiona, które było niemal całkiem nadtrawione. Monstrum nie wydawało dźwięków poza tymi jak się poruszało. Wielkość można było przybliżyć do słonia, ale galaretowate ciało stwora pozwalało łatwo mu się zmieścić w jaskini. Najwyraźniej stwór mimo podobieństwa, nie był stworzeniem wodnym.
  13. Magus

    Czarny rynek - A podobno to odwagę wiążę się z głupotą - krzywo się uśmiechnął słuchając dalej Sinister. - Wiesz, może ty uważasz, że huj jej do tego, ale ona już inaczej to widzi - mruknął znów zaciągając się skrętem. - Gdybyś z tym jej wyskoczyła to najpewniej zrobiłaby ci niezły sajgon. Wiesz w końcu sama jest jednorożcem, a ty swoim zachowaniem zaniżasz ją i całą resztę jednorożców, ale dość tych rasistowskich bzdur - machnął kopytem. - Inaczej mówiąc wykorzystałaś mnie? - mruknął jakby ignorując jej niedawne słowa o figurce do gry. - Widzicie chłopaki, najwyraźniej jestem tutaj niczym celebryta, nawet dostaje darmowe prezenty - wszyscy patrzyli jakby nie wiedzieli jak zareagować, ale na szczęście Christian to zignorował i mówił dalej. - Podobasz mi się, bo wiesz czego chcesz i masz gdzieś innych. A to jest jedyna tajemnica sukcesu. Po cholerę mieszać się w politykę i wojnę innych, skoro nie da ci to bogactwa. Najważniejsze to pilnować własnego nosa. Znasz się trochę na magii? - potarł kopytem brodę. - Chodzi mi o poważne zaklęcia. Płacę dobrze jednorożcom za usługi. Ich ciężka praca chroni to miejsce i pozwala innym tu przychodzić. Rzecz jasna do niczego nie zmuszam, ale jakbyś chciała trochę zarobić na boku - krzywo się uśmiechnął. - Crystal obiecuje jednorożcom jakieś wróżki na wierzbie za lojalność, ale ja daje coś znacznie lepszego, bo nie ma większej siły niż forsa Baza - Tak one nie są tylko tępymi stworami, ale odkryliśmy to za późno - powiedziała słabym tonem Pearl. - Potrafią nawet używać naszej broni, przynajmniej tej zwykłej, bo wyrywały niektórym z naszych włócznie z kopyt - mówiła słuchając dalej planu Fire. - Ale czy ten wybuch w bazie nie ściągnie nowych ze świątyni? - spytała niepewnie, ale nim Fire jej odpowiedziała chyba znów zaczęła mówić przez radio. Nie wtrącała się do całej sprawy, aż nie usłyszała "Ten gwardzista miał racje?" Spojrzała na swojego dowódce, a potem Speara. Co miała na myśli mówiąc o racji gwardzisty? Nawet myślała czy spytać ją o to, ale nim zdążyła, Fire już odezwała się w kierunku Ordera, a Perl lekko mrugnęła jakby też chciała poznać odpowiedź. Nieznana lokacja Będąc na dnie Dawn mógł spostrzec, że to nie był najlepszy pomysł tu iść. Jeśli na górze były kości to tutaj było ich pełno. Najwyraźniej ten stwór uwił sobie tutaj gniazdo, bo lubił ciepło. Nawet co jakiś czas spomiędzy skał wylatywał strumień płomieni. To nie był koniec złych wiadomości dla ogiera. Mógł usłyszeć z tyłu dźwięk kruszących się kamieni, który ustał po niewielkiej chwili. Najwyraźniej monstrum zdołało się wydostać, a co gorsze dźwięk poruszania się znowu zaczął rozchodzić się po jaskini. Wszystko wskazywało, że monstrum potrafiło go wyczuć. Ponownie mógł spostrzec dziwną galaretowatą mackę, która teraz blokowała wejście, którym zszedł na dno, a przy tym jego jedyną drogę ucieczki. Macka jednak najwyraźniej nie była całym ciałem, bo z tyłu ciągnęło się coś dalej.
  14. Magus

    Czarny rynek - Jesteś zabawna jest zabawna, prawda? - spytał gwardzistów i kuca, który niedawno czytał przewinienia. Wszyscy zaczęli lekko chichotać jak na komendę. - Dobra starczy chłopaki - machnął kopytem. - Mało kto mi zarzuca brak manier, ale fakt nie odpowiedziałem. Skoro dajesz za darmo mogę skorzystać, przy okazji dowiem się jaki towar proponujesz, że tak szybko wzbudziłaś zainteresowanie - uśmiechnął się chytrze. - O tak, wszyscy już o tobie mówią, szybko zdobywasz popularność, mam nadzieje, że ci się tu podoba i nie jest to twoja ostatnia wizyta. Potrzeba nam kucyków, którzy rozumieją wartość rynku - powoli sięgnął po jej skręta i zajarał. - Przyznaje całkiem niezłe, nie dziwne, że tak się tobą zainteresowali - spojrzał nagle na róg klaczy. - Podobno dzisiejszy świat jest lepszy dla jednorożców niż kiedykolwiek - przekrzywił lekko głową. - Zakładam, że nie jesteś amatorką z magii. Nie widzę towarzysza, o którym mówisz, a skoro tu jest to znaczy, że albo jest niewidzialny albo możesz go wyczarować kiedy chcesz. A jednak szlachetny jednorożec, jak to was określa cesarzowa diluje. Skąd to zainteresowanie? Uciekasz przed czymś? Jesteś dezerterem z gwardii czy coś? Poza tym co to za projekt, o którym mówiłaś? Baza - Dziękuje - wydusiła Pearl na pomoc ze strony Ordera. Nadal nachylała się nad dowódcą, a jego oddech powoli się uspokajał. W końcu nagle upadła na grzbiet ciężko dysząc. - Powinno być dobrze - zaczęła lekko masować głowę kopytem. - Musi odpocząć, a ja... Wyczerpałam niemal całą moc. Można tego nie dostrzegać, ale dla nas to naprawdę duży wysiłek fizyczny - spojrzała ponuro na Speara, a potem znów na kuca który jej pomógł. - W każdej innej sytuacji bylibyśmy wrogami. Dziwne czasy tworzą dziwne sojusze, tworzycie niecodzienną grupę, ale nie jesteście źli. Dlatego leczę zarówno sprzymierzeńców jak i wrogów - nagle doszły do niej rozkazy jakie mówiła Fire. - Co planujesz? Mogę jakoś pomóc? Nieznana lokalizacja Minęło około pięć minut, ale nic się nie działo. Co jakiś czas tylko słychać było skapywanie wody z okolicznych stalaktytów. Pojawił się jednak cichy dźwięk przypominający szuranie. Ziemia w okolicy ogiera zaczęła się poruszać i nagle coś z niej wylazło. Stworzenie przypominało skorpiona, ale wielkości człowieka. Stwór lekko poruszył się w kierunku ogiera, ale nagle stało się coś niespodziewanego. Z głębszej części jaskini wyszło coś galaretowatego co przypominało fioletową mackę owinęło się wokół wyrywającego się ciała skorpiona i wciągnęło go w głąb jaskini. Potem można było usłyszeć dźwięk chrupnięcia i dźwięk przesuwania się czegoś wielkiego w kierunku Dawna.
  15. Magus

    Czarny rynek - Ah nowa przyjaciółeczka Crimson - uśmiechnął się krzywo. - Nikt nie trafia do mojego królestwa bez przewodnika, a ty jak słyszałem skołowałaś sobie ciekawego przewodnika - powoli poszedł w kierunku fotela, na którym znów usiadł. - Słyszałem jednak, że było was trzy. Ty, Crimson i jeszcze jedna klacz, która zwracała na siebie uwagę nie tylko samym wyglądem. Ile w końcu kucyków karmi bez powodów podmieńca? - wzruszył kopytami. - Tak słyszałem o akcji w barze, jak i o tym, że nabywasz wrogów równie szybko jak Crimson. Nie dziwne, że się spiknęłyście, obie jesteście równie pokręcone - westchnął i lekko zmrużył oczy. - Ale gdzie moje maniery. Nazywam się Christian, tylko tyle zostało z mojego dawnego życia. Ale jak ufam to już najpewniej wiesz. Mam nadzieje, że podoba ci się moje małe królestwo. Gdy reszta ludzi głupio walczyła o dawne życie, ja wykorzystałem sytuacje lepiej. Człowiek czy kucyk, co za różnica? Liczą się tylko wpływy i forsa. Nawet w tym świecie mając jej wiele można dyktować warunki. Crystal najpewniej też to wie i chodzi jej tylko o zyski. Sama jednak najpewniej również odkryłaś ten sekret, patrząc na to czym się zajmujesz... A tak właściwie... Kumpele zostawiły tak ciebie? Baza - Na pewno tu tak nie zginie - powiedziała nieco bardziej agresywnie Pearl na pytanie Ordera. Z pewnością nie była zła na niego, ale w obecnej sytuacji ciężko było się dziwić, że nie mogła zapanować nad nerwami. Spear leżał nieprzytomny i nawet nie zwracała na to uwagi. Jakby nie patrzeć nawet nie zwróciła uwagi na powrót jednego z buntowników i fakt tego co mówił o potworach za ścianą. Położyła kopyto na piersi dowódcy, a potem dotknęła go rogiem. Przetarła lekko pot z czoła i nadal kontynuowała. Cokolwiek robiła, musiało kosztować ją to sporo energii, bo w jej oczach pojawiło się niewielkie zmęczenie. - Potrzeba zimnego ręczniku na okład - warknęła, patrząc na dowódce i nadal kontynuując. - Ja też potrzebuje pomocy... - ciężko odetchnęła. - Normalnie przy takim zabiegu powinny brać udział trzy jednorożce, by mogły nawzajem uzupełniać siły. Niestety muszę zdać się na własne siły. Ktoś musi ścierać mi pot z czoła, bo nie będę w stanie się skupić gdy będzie spływał mi do oczu Nieznana lokalizacja W odróżnieniu od portali na czarny rynek, portale oddziałów śmierci nie przynosiły skutków ubocznych. Dawn po prostu przeszedł z jednego miejsca w drugie. Pierwsze co mógł poczuć to nieznośny fetor, który dobiegał z całego tego miejsca, przywodził na myśl coś zgniłego jak mięso. Na dodatek było tu strasznie ciemno. Z czymkolwiek przyszło mu walczyć, najwyraźniej lubiło ciemność. Zaraz po użyciu zaklęcia światła mógł zauważyć znacznie więcej, jak choćby to, że właśnie był w jaskini, przynajmniej skały wokół o tym świadczyły. Musiał być jednak niezwykle głęboko, bo nie dochodziły tu żadne strumienia światła, a ze stalaktytów co jakiś czas skapywała woda. Wszędzie wokół porozrzucane były kości. Nie były to kości tylko kucyków, a co ciekawe czegoś co przypominało jakiegoś wilka czy nawet niedźwiedzia. Z głębszej części jaskini dochodziły jakieś pomruki, które z pewnością ciężko było scharakteryzować. Jednak kolejną ciekawą rzeczą był fakt wypływającego z tego miejsca ciepła. Wszystko wskazywało, że im głębiej Dawn zejdzie tym będzie bardziej gorąco. Monstrum musiało lubić ciepło i było tam gdzie właśnie było najcieplej.
×
×
  • Create New...