Magus

Brony
  • Content count

    5223
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

57 Bardzo dobra

About Magus

  • Rank
    Magelo
  • Birthday June 28

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    9083854

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Zainteresowania
    Moje zainteresowania hmm głównie interesuję się przyrodą zwłaszcza zwierzętami poza tym lubię książki zwłaszca z gatunku fantasy gry sporo ich by wymieniać i oczywiście My Little Pony
  • Ulubiona postać
    Zdecydownie najbardziej lubię 3 postacie
    1.Applejack
    2.Luna
    3.Discord

Recent Profile Visitors

62335 profile views
  1. Czarny rynek - Mi to mówisz - wzruszyła ramionami Crimosn. - Na dodatek macie na głowie tego frędzla - posłała jej złośliwy uśmiech, wskazujący jasno, że tylko się z nią drażni. - Jeśli chodzi o twoją kumpelę, to fakt , że naiwna nie jest, można to spostrzec po chwili rozmowy z nią - skierowała wzrok na wyrywającą się w klatce wiwernę. - Chyba boje się dowiedzieć co zrobiłaś temu słodziakowi - potem znów spojrzała na Sinister. - Wiesz ja tam nie wiem co mają w głowie. Zapewne gdy była wojna z ludźmi, wszyscy mieli dosyć, potem pojawia się nagle ona i pokonuje znienawidzonego przeciwnika. Zapewne, co niektórzy czują się bezpiecznie z nią i nowym modelem gwardii - nagle w ich kierunku odwrócił się zielony ogier w białej szacie. Miał już siwą grzywę i równie siwą kozią bródkę.. - Oczywiście, że prawdziwe - powiedział niemal urażonym tonem i rzucił nią w kierunku Sinister. - Mój dostawca przywozi je prosto z ich wyspy, gdy zrzucają podczas dorastania, ta jest ze smoka, który wchodził w okres dorosłości. Proszę bardzo, sprawdź jeśli mi nie wierzysz - mruknął. - Kosztuje sto bitów, bo nie łatwo dorwać taki towar, możesz mi wierzyć W międzyczasie, podmieniec słuchał White z niemałym szokiem. Chyba nikt dawno nie był dla niego miły, bo w jego oczach pojawiły się delikatne iskry radości, najwyraźniej spowodowane tym, że ktoś okazał mu zrozumienie. Nie dziwił się jej, że czuła niechęć do podmieńców po ataku na Canterlot, sam na jej miejscu czułby podobnie. Gdy wspomniała, że nie ma pieniędzy uśmiechnął się słabo. Mimo wszystko, cieszył się, że ktoś poświęcił mu choć odrobinę czasu, chcąc poznać jego historie w jego ostatnich chwilach życia. Widząc jak klacz powoli odchodzi, znów chciał zająć swoje miejsce, aż nagle się znów do niego nie odwróciła. Zamurowało go gdy usłyszał jej propozycje. - Jeśli jest to osoba za którą szczerze tęskni twoje serce, nawet umysł można zwieść - odpowiedział słabo po niewielkiej chwili. - Uczucia są wtedy silniejsze niż nasz rozum - opuścił lekko wzrok. - Zostało mi energii na moją ostatnią przemianę. Więc mogę to zrobić raz, a jeśli nie wyjdzie wyzionę ducha na twoich oczach... - znów zaczął lekko kaszleć. - Zastanów się czy jesteś pewna. Po tym poczujesz się osłabiona i będziesz miała zawroty głowy przez kilka minut. Nie chce cię do niczego zmuszać - lekko mrugnął. - Jeśli jednak tego chcesz, to wystarczy jak po przemianie mnie przytulisz. Proces osłabia, ale jest bezbolesny, nic nie poczujesz, zapewniam
  2. Czarny rynek - Myślę, że mają teraz zapas po tym numerze - mówiła, patrząc gdzie idzie ich towarzyszka. Zdziwiło ją, że wybrała się do podmieńca, zwłaszcza po tym co mówiła niedawno. Znów jednak spojrzała na Sinister, słysząc o idiotach. - Wiesz jak to jest, wszędzie znajdziesz naiwniaków. Jak umiesz coś opchnąć, to wmówisz nawet, że kupa w sreberku to czekolada - wzruszyła kopytami. - Chociaż wiesz, w dzisiejszym świecie to każdy ma nadzieje urodzić się jednorożcem, więc nie dziwne, że są aż do tego stopnia zdesperowani - powoli ruszyła za Sinister. - No cóż ja nie wiem jak to ocenić, nie bardzo się znam na tego typu rzeczach - znów spojrzała na White. - Ma chyba to dobre serce, tylko żeby jej to kiedyś nie zgubiło - mruknęła, gdy zbliżały się do straganu. Było tu pełno dziwnych rzeczy poza smoczą łuską. Handlarz okazał się mieć nawet żywy towar. W jednej z klatek próbowała się wyrwać mała wiwerna, a w innej większej stała nietypowa chimera o ciele krokodyla i szyi i głowie węża. Syczała wściekle na wszystkich klientów. Na straganie poza smoczą łuską, było też coś co nazywało się okiem obserwatora, językiem ognistej salamandry, żuwaczkami kopnika, jajko czerwia, łapa gargulca czy szponami harpii i wiele innych dziwnych nieznanych przedmiotów. W międzyczasie, gdy White podeszła do podmieńca, ten słysząc ją, podniósł słabo głowę. Widać, że musiał być już naprawdę wyczerpany. Nawet blask w jego oczach wydawał się jakiś martwy i bez życia. Otworzył usta, starając się coś powiedzieć, ale zamiast tego wydobył się jego gardła kaszel. Uderzył się lekko kopytem w pierś. Najwyraźniej mało z kim tu rozmawiał i raczej go ignorowano. W końcu jednak wydobył się z niego ochrypły słaby głos. - Czy jestem niewolnikiem? - nagle spytał. - Królowa narzuca nam swoją wolę, ale jesteśmy wolnymi istotami. Mamy do tego prawo... - znów zaczął lekko kaszleć, nim zaczął kontynuować. - Gdybym przestał wierzyć w co wierze, ile byłbym warty? Niedługo zginę zapomniany przez wszystkich, pogodziłem się z tym dawno temu, ale umrę wolny - uśmiechnął się słabo. - Uważam, że nie musimy być wrogami. Wy teraz też cierpicie będąc pod kopytem tyranki, wszyscy czujemy... - znów zaczął kaszleć. - To jest odpowiedź na twe pytania... Dziękuje, że zainteresowałaś się moim losem...
  3. Czarny rynek - Gwardia przepadła wraz z księżniczkami - powiedział z nieukrywanym bólem ogier. - Teraz każdy musi sobie radzić po swojemu i lepiej pogodzić się z tym jak najszybciej. Crystal nikt nie pokona - westchnął, a potem spojrzał na wymianę słów między dwoma pozostałymi klaczami. Crimson rzuciła krzywy uśmieszek, słysząc słowa Sinister. Zaraz potem spojrzał na swoisty prezent od nieznajomej i uniósł brew. - W dawnym świecie uznałbym to za łapówkę - mruknął i powoli pociągnął worek do siebie. - Dawnego świata już jednak nie ma. Tym razem zgodzimy się na te warunki, ale nie chwal się tym głośno, nie każdy będzie zadowolony - sięgnął kopytem po zawieszkę oznaczoną napisem F11. - Trzymaj ją na szyi, to znaczy, że jesteś pod ochroną i przy okazji to miejsce twojego straganu, jeśli będziesz chciała na nim handlować. Twoja koleżanka będzie wiedziała, który to jakby co - spojrzał na Crimson, a ta wzruszyła kopytami. - Możecie iść - Sorki, zapomniałam powiedzieć, że jak nie ma tequili dostaje szału - powiedziała, gdy zaczęły się oddalać w stronę bramy. - Pamiętajcie, to zupełnie inne miejsce niż zwykle i nie wszystko co sprzedają jest tu pewne. Nigdy nikt gwarancji do towaru nie daje - mówiła, gdy nagle oczom klaczy ukazało się miejsce pełne życia. Niemal wszędzie były tłumy kucyków, ale nawet przedstawicieli innych ras. Na niektórych straganach stały nawet gryfy handlujące zwykle klejnotami. - Do mnie! Do mnie! - krzyczał jakiś handlarz, wymachując biżuterią. - Zapewniam, że zwiększa zdolności magiczne jednorożców! Zdacie test w świątyni i zrobicie karierę, zapewniam! Jedyne dwadzieścia pięć bitów! - Oferuje kamienie przemiany! Wciśnijcie go pod poduszkę, a z kucyka ziemskiego lub pegaza zmienicie się w jednorożca, w zaledwie miesiąc! Koniec z poniżaniem za to kim się urodziliście! - krzyczał inny. - Niesamowite ujęcie samej Crystal! - krzyczał kolejny. - Musicie kupić zdjęcie, które przedstawia samą władczynie Equestrii, koniec tajemnicy! - Rzadkie artefakty i magiczne przedmioty! Kupcie smocze łuski albo żuwaczki kopnika! Żaden mag, nie obejdzie się bez moich składników! Niemal przy każdym straganie były kolejki. Mimo, że wiele pewnie towarów było kłamstwem, jak choćby kamienie przemiany, to nie brakowało chętnych kucyków chcących spróbować żywota jednorożca, by przestać być poniżanymi. Handlarze naprawdę zarabiali tu niesamowite pieniądze, co było widać. Najwyraźniej wystarczył pomysł na biznes i wiedza jak to wcisnąć. Straganów pilnowali uzbrojeni strażnicy, dając tym samym do zrozumienia, że wywiązują się ze swojej umowy z handlarzami co zgodzili się na współpracę. Pod niektórymi ścianami leżały też żebrające kucyki. Najwyraźniej, żebranie nie było tu zakazane. Ciekawym widokiem mógł być jednak tu wychudzony podmieniec, leżący pod ścianą z dość wymownym transparentem. Zostałem wygnany z roju za swoją tolerancje dla kucyków. Potrzebuje pieniędzy na lekarstwa, bo inaczej wkrótce wyzionę ducha. Okażcie serce i dajcie choć bita dla umierającego podmieńca.
  4. Night Tale W miarę jak Dancing of the Fate kładła kolejne kryształy, dziwna "magia" wydawała się popadać w swoistą agresje. Zaczynała poruszać się wewnątrz kryształu, jakby szukając drogi ucieczki, a gdy natrafiała na ściany swojego swoistego więzienia, uderzała w nie swoją masą. To było dosyć dziwne, bo uderzenia wydawały dźwięki zupełnie jakby ta materia, mogła mieć prawdziwą masę. W końcu jednak gdy wszystkie kryształy pojawiły się, zaczynała znów się uspokajać jakby dostała środek nasenny. Znów pozostała nieruchoma w swojej "celi". Można jednak było zauważyć, że od uderzeń na krysztale, pojawiła się niewielka rysa, najpewniej spowodowana wyrywaniem się substancji. Całej sytuacji z zaintrygowaniem przyglądał się Night. Poczuł ponownie potężną magię, jaką wyzwoliła klacz, a potem patrzył jak dziwna rzecz się wyrywała, a sama klacz kładła kolejne kryształy z nieznanymi symbolami. - Czytałem wiele o dziedzinach magii, ale nigdy nie widziałem czegoś takiego jak to - wskazał kopytem na substancje w środku. - Zupełnie jakby nie było z tego świata, nie mówiąc o tych kryształach, które wykorzystałaś, a też... - nagle lekko ziewnął i złapał się kopytem za głowę. Zmarszczył lekko brwi i pokręcił głową. - W każdym razie, Canterlot to forteca pełna oddziałów śmierci i gwardzistów znacznie lepiej wyszkolonych niż ten z dziś, nie mówiąc... - znów złapał się kopytem za głowę i lekko nią pokiwał. - Marnie się czuje - westchnął. - Chyba to uderzenie z dzisiaj bardzo mnie zmęczyło... - znów lekko ziewnął, zakrywając usta kopytem. - Pójdę na górę i spróbuje opłukać się zimną wodą, może to mnie pobudzi - mruknął. - Gdybyście mnie potrzebowały krzyknijcie lub zapukajcie - dodał, idąc słabym krokiem.
  5. Night Tale - Niestety - powiedział ponuro Night, na ostatnie słowa Dancing of the Fate. Tak niezaprzeczalnie, to już nie była ta sama Equestria. Co prawda, nie był do końca pewny co miała ona sama na myśli, bo ona znała to miejsce na długo przed jego dziadkami. Nie potrafił też jej pomóc jeśli chodziło o te dziwną magię. Nigdy nie widział czegoś takiego jak to... Wydawało się jednak niepokojące. Wbijał swe zainteresowane spojrzenie w kryształ, aż nagle nie usłyszał pytania klaczy. Na jego pysku pojawił się szok, jakby nie mógł w to uwierzyć. Nawet chciał już odpowiedzieć, ale gdy tylko poczuł na sobie wzrok drugiej klaczy, lekko się cofnął, a jego uszy oklapły. Myślał, że zdołał już bardziej ją do siebie przekonać, ale najwyraźniej nadal widziała w nim słabe bezużyteczne ogniwo lub po prostu mu nie ufała. Zaraz potem znów zwrócił wzrok na Dancing of the Fate. - Możesz na mnie liczyć - słabo się uśmiechnął. Celowo użył liczby pojedynczej, bo domyślał się, że Qualm wcale nie chce go tam widzieć. - Czyli chcesz iść do Canterlot? - lekko mrugnął. - Czym są nieskoń... - nim dokończył nagle lekko się cofnął skołowany i pokazał kopytem na kryształ. - Dancing of the Fate to urosło... - powiedział, pokazując na to co było w krysztale i rzeczywiście wydawało się jakby było tego dwa razy więcej niż wcześniej. - Nigdy czegoś takiego nie widziałem - mówił zaskoczony. - To na pewno jest magia?
  6. Czarny rynek - Zasady są tu jasne - mruknął, patrząc twardo na White, co ciekawe jako chyba jeden z niewielu tu kucyków, nie oceniał jej wyglądu i nie patrzył lubieżnie. Kolejną ciekawostką było to, że na mundurze miał symbol dawnej gwardii Celestii. - Można sobie dawać po pysku, ale bez zabijania lub groźnych niemal śmiertelnych ran. Wtedy nie obchodzi nas kto zaczął, bo wszyscy stają się winni i są karani dla przykładu. Nie można też atakować handlarzy i strażników. A za kradzież... W najlepszym wypadku traci się kopyto lub róg. Interweniujemy tylko wtedy gdy sytuacja wymyka się spod kontroli lub łamana jest któraś z zasad. Możesz zatrzymać zabawki, ale jak zaczniesz nimi wywijać bez powodu lub zabijesz kogoś na terenie fortu, nie miną cię konsekwencje - potem skierował wzrok na Sinister, patrząc do torby. Nie skomentował jej żartu, podobnie jak w przypadku Crimson, co mogło odznaczać, że faktycznie ma słabe poczucie humoru. Zaczął przeglądać rzeczy w torbie z zainteresowaniem patrząc na kulki, skierował spojrzenie na Crimson. - Dzielisz się z innymi? - Ma takie ładne oczy, że nie sposób było odmówić - uśmiechnęła się do klaczy, a ogier zmarszczył brwi. - Sporo dosyć ciekawego towaru, jak dla mnie w porządku - lekko zagryzł wargę. - Jeśli chcesz handlować towarem na straganie, kaucja wynosi dwadzieścia procent zysków, tym zapewniasz sobie spokój i ochronę. Jeśli natomiast przyszłaś na wymianę towaru lub wolisz handlować po swojemu, musisz liczyć się z tym, że mogą cię okraść lub próbować pobić i zabrać towar. Gdybyś myślała, że to sposób zastraszania, to zapewniam, że tak nie jest. Kucyki, które tu przychodzą to nie są zwykli spokojni mieszkańcy, w większej części, mają ma coś na koncie, dlatego zwykle handlarze wybierają opcje ochrony, a fort przy tym zarabia na siebie - westchnął i spojrzał na klacze. - No dobra, nim wejdziecie upewnijmy się czy wszystko rozumiecie i czy... - spojrzał znów na White. - Nadal chcesz wnosić broń, a ty... - spojrzał na Sinister. - Jeśli chcesz handlować, to jaki sposób wybierasz?
  7. Crimson Burn - Dzięki - mruknęła do White, lekko klepiąc się po policzku jakby próbując sprawdzić czy rana zniknęła. - Do potem Stalker - powiedziała do stwora, nim ten zdążył jeszcze zniknąć. Potem znów spojrzała na obie klacze. - No dobra, skoro tak, to nie ma co, idziemy - uśmiechnęła się i ruszyła w kierunku fortu, prowadząc obie klacze. Nie skomentowała ostatnich słów Sinister, bo nie widziała powodu i tak było wiadomo, że nikt nie chodzi w takie miejsce kupować sznurówek. Im bardziej się zbliżały do fortu, tym więcej mogły napotykać kucyków, idących w te samą stronę. Co ciekawe, nie były tu same zakazane gęby, ale nawet takie kucyki, które na pierwszy rzut oka, wydawały się zwykłe i spokojne. Jedyny schemat jaki się tu utrzymywał, to brak źrebaków, co nie było niczym dziwnym, biorąc pod uwagę to miejsce. W końcu musiały jednak stanąć w kolejce do bramy. Kolejne kucyki były wpuszczane do środka po dokładnym sprawdzeniu. Obu jednorożcom mogło się to kojarzyć ,z kolejkami do świątyni na niedawny rytuał, ale tutaj jednak szło to znacznie szybciej. Im bardziej klacze się zbliżały, mogły zobaczyć strażników. Ubrani byli w hełmy, które przywodziły na myśl dawne wojska ludzkie. Ponadto, mieli na sobie pancerze, które zakrywały dużą część tułowia i kopyta. Nie wyglądały tak imponujące jak pancerze gwardii, ale z pewnością robiły swoje. Wszystko było w barwie piaskowej, zbliżonej do otaczającej pustyni tworząc idealny kamuflaż w tym terenie. Co ciekawe, żołnierze wybrani byli z różnych ras. Nie były to same jednorożce. Na bramie siedziały dwa kucyki ziemskie, stały przy wieżyczkach z karabinami. Natomiast w okolicy bramy stało siedem kucyków pilnujących wejścia. Były to dwa jednorożce i pięć pegazów. Wszyscy uzbrojeni w noże granaty, pistolety czy karabiny. Nie było tu włóczni jak u gwardzistów. Widać nie dbano tu o prezencje. Najciekawsze, że jeden z nich nawet miał bazookę. - Następny - mruknął jednorożec w kierunku tłumu. Gdy tylko zobaczył Crimson, natychmiast zmarszczył brwi. - Tylko nie ty - pokręcił głową. - Jak tam Left? - pokazała mu język. - Cholera jasna, Crimson, jeszcze tego baru nie wyremontowali... - Ej, chcieli mnie oszukać w karty - skrzywiła się lekko. - Tak... I dlatego złamałaś szczękę barmanowi? - skrzywił się. - No... Nie było tequili i wiesz... - Daruj sobie - znów pokręcił głową. - Co masz? - Mega kaca i ciężki dzień - ogier zmarszczył brwi. - No, a gdzie poczucie humoru? - uśmiechnęła się i otworzyła torbę. - Znowu te zabawki - mruknął patrząc na kulki. - Znasz zasady, prawda? - Tak mamo - włożyła ponownie torbę na grzbiet po dokładnym sprawdzeniu, a ogier spojrzał na Sinister i White. - Nie wiedziałem, że teraz praktykujesz trójkąty - skrzywił się. - Biorę z życia co najlepsze - uniosła sugestywnie brwi. - Znają zasady? - spytał sceptycznie i spojrzał po obu. - Co masz w torbie? - spytał, a potem spojrzał na White. - Co to jest maleńka? - zmarszczył brwi, pokazując kopytem na pręty. - Chcesz tu kogoś zatłuc? - Daj spokój... - jednak nie dał dokończyć. - Ciebie znam Crimson i mimo, że jesteś zdrowo walnięta, znasz zasady, ale te dwie muszę sprawdzić, nie chce by moja głowa skończyła na pice, Christian się nie patyczkuje - Crimson spojrzała na nie bezradnie.
  8. Crimson Burn - Jedni wolą kotki inni pieski, a ty jak widać masz ciekawszy gust - uśmiechnęła się ponownie, widząc reakcja Stalkera. - Patrz, a mówili, że zwierzęta mnie nie znoszą - mruknęła, powoli wstając. - Mówiąc szczerze, dobrze, że się oszczędzałaś. Znaczy nie żebym lubiła tego dupka, ale lepiej uważać - zaraz potem spojrzała na White. - Spoko, nie musisz się tłumaczyć. Wiem, że nie jesteś cykorem - spojrzała na Sinister. - Inaczej nawet byście nie gadały, a na widok tego wszystkiego już dawno byś uciekała - pokręciła głową. - Wiesz... Skorzystam z twojej propozycji - znów uśmiechnęła się i nadstawiła policzek do White. - W międzyczasie, powiedzmy sobie kilka spraw nim tam wejdziemy - spojrzała na Stalkera. - Lepiej żeby znów był mały, bo cholera wie jak zareagują tam strażnicy - pokręciła głową, z prawdziwym smutkiem. Chyba naprawdę się jej podobał. Znów spojrzała na fort. - Kuce, które chronią te miejsce mają wszelkie uzbrojenie. Istnieje tam kilka zasad takich jak zakaz kradzieży czy zabijania. Bójki są na porządku dziennym jeśli nie dotyczą ataków na strażników. Przy wejściu zaczepią nas strażnicy, rutynowa kontrola jak zawsze. W każdym razie, dopóki nie robimy problemów, nie ma kłopotów. Więc macie pytania czy idziemy?
  9. Pustkowie Oczywistym było, że słowa jakie powiedziała Sinister, nie bardzo zadowoliły ogiera. Rzucił ponownie wściekłe spojrzenia Crimson, a potem ostatni raz spojrzał na Sinister i schował nóż. Najwyraźniej nie miał ochoty na dalsze starcia. Zwłaszcza po tym co zobaczył. Kiwnął ostatni raz głową, chcąc w ten sposób przekazać klaczy, że rozumie. Nim odszedł rzucił spojrzenie swoim ochroniarzom, którzy cofali się do tyłu, nie mając odwagi się podnieść w kierunku tego czegoś. Dopiero gdy zdołali się wystarczająco odsuną,ć szybko się podnieśli i pobiegli do swojego szefa, a potem całą grupą ruszyli w kierunku fortecy. W międzyczasie Crimson splunęła na ziemię, a potem sięgnęła do torby wyciągając coś jak taśma, którą starała się naprawić torbę. Skierowała jednak swój wzrok na Sinister. - Dzięki za wsparcie - krzywo się uśmiechnęła. - Nie chciałam tego, serio. Nie narażam innych dla własnych interesów, jeśli jednak wolicie iść same, zrozumiem - dotknęła kopytem policzka. - Chyba będę miała po tym szramę - wzruszyła kopytami i spojrzała na White. - Niczym gwardzistka - posłała jej uśmiech. - Jeśli jednak chcecie iść beze mnie, musicie wiedzieć, że takie akcje są tu na porządku dziennym, zawsze ktoś jest niezadowolony - obróciła się patrząc na fortecę. - Zanim nam przerwano mówiłam o Christianie. To jego królestwo. Ma pod sobą armię i najemnych magów. Nikt z nim nie zadziera, bo źle kończy - westchnęła i spojrzała jeszcze na stworka. - Muszę przyznać, że uroczy - znów słabo się uśmiechnęła wracając do torby.
  10. Pustkowie Mimo ostrzeżenia Sinister, ogier nadal mierzył bronią w potwora. Nie wyglądało jednak by planował strzelić, a bardziej miał nadzieje, że broń go chroni przed zbliżeniem się tego czegoś. Żaden z nich nie zwrócił również uwagi, gdy klacz wyrwała monstrum kilka piór. Mieli teraz większe problemy niż zwracanie uwagi na takie szczegóły. W międzyczasie, Crimson wpatrywała się wręcz morderczo na jednorożca. Nie było w jej wzroku strachu, a jedynie wściekłość. Na pysku ogiera pojawił się jednak uśmiech, widząc, że udało mu się ją zranić. Niewiele brakowało, a otrzymałby to czego chce. Nim jednak którekolwiek zdążyło zrobić coś więcej, stało się coś niespodziewanego. Crimson pierwsza spostrzegła Sinister, która nagle się pojawiła obok jej oponenta, a nim ten ją zauważył było już za późno. Wrzasnął wściekle zataczając koła, gdy nieproszony intruz mu tak nagle przerwał i wrzasnął do ucha niczym przez megafon. Nie miał szansy dojść do siebie, bo nagle poczuł piekący ból na policzku. Złapał się przednim kopytem za krwawiący policzek i spojrzał na intruza. Nadal dzwoniło mu w uszach, a obraz był rozmazany, mimo to spróbował zebrać słowa. - Oszukała mnie! - wrzasnął, choć nawet tego nie dostrzegał przez dzwonienie w uszach. - Sprzedała mi trefny towar! Niech odda co zapłaciłem! - Ostrzegałam, że towar nie będzie sprawdzony, więc nie ma pewności do działania kretynie! - rzuciła oburzona Crimson. - Ryzykowałam własną skórę, by to cholerstwo przemycić, więc ta kasa jest moja - warknęła. - Walczysz za nią?! - znów powiedział w kierunku Sinister. Najwyraźniej przez dzwonienie w uszach, nie był w stanie słyszeć Crimson. - To dziwka i złodziejka nie można jej ufać! - mówił nadal do klaczy. - Was też oszuka jak mnie, bo tylko to potrafi! Jej słowa są warte tyle co nic nieznaczący pył! - Nie skomentuje tego - zmrużyła wściekle oczy. - Jednak nazywanie mnie dziwką mija się z celem, bo nie pobieram kasy za takie uciechy. Zresztą nie stać by cię było
  11. Pomiędzy wymiarami Niemal cała sala wypełniona była, nie mającą końca bielą. Można by pomyśleć, że idealna pustka, gdyby nie parę dodatków... Na środku sali stał ogromny drewniany stół z licznymi krzesłami, co mogłoby przywodzić na myśl salę bankietową. Mimo to, jednak siedziała tu tylko jedna klacz w zbroi, trzymając tylne kopyta na stole, a w przednich trzymając niesamowite berło. Zdawała się nie zwracać uwagi na dziwny dźwięk uderzeń, powtarzający się w kółko. W końcu czemu miałaby sobie zawracać głowę takim byle czym, gdy teraz sytuacja stawała się ciekawa? Zdjęła tylne kopyta ze stołu i przywołała szachownice, tworząc na niej figury. Nic nie było nigdy pewne, ale trzeba było czytać znaki, a ona widziała je lepiej niż ktokolwiek inny. - Daj spokój Rainbow - nagle dotarły do niej te słowa. - Rozbijesz sobie głowę - Ale my musimy... - warknęła, powtarzając czynność z podobnym efektem. - Nie można pozwolić jej wygrać, musimy coś zrobić. Twilight poprzyj mnie! - Przykro mi Rainbow - powiedział nagle słaby głos. - Moja magia nic nie może zrobić. Zupełnie tego nie rozumiem. Jej moc jest inna... - głos zaczął się łamać. - Księżniczko... - Też nie rozumiem tego Twilight - powiedział bardziej ciepły, a jednocześnie pełen smutku głos. - Wraz z siostrą, gdy pierwszy raz ją zobaczyłyśmy... To było niezrozumiałe. Jej magia... - To nie jest kucyk! - powiedział twardo inny głos. - Żaden jednorożec, nie włada taką potęgą. Przez całe moje długie życie, nie widziałam czegoś takiego! Musimy się stąd wydostać! - Serce mi się kraje, gdy pomyślę co ten potwór robi z naszymi poddanymi, a my nic... - Ja robię? - nagle dobiegł wszystkie uwięzione klacze głos. Kopyta Crystal poruszały się powoli wokół celi. - To nie ja sprowadziłam kucyki do tego zniszczonego i straconego świata. Jedynie wy sprowadziłyście tu zagładę, czyż nie Celestio? - spytała, kładąc kopytko pod brodę kremowej klaczy i patrząc jej prosto w oczy. - Zostaw księżniczkę w spokoju! - dobiegł nagle rozgniewany głos Rainbow Dash, która ponownie uderzyła w cele z takim samym efektem jak poprzednie. - Właśnie! - wrzasnął różowy kucyk. - Księżniczka nic ci nie zrobiła - Oh, to nie chodzi co ona zrobiła mi, ale co ja zrobię wkrótce wam - mruknęła, zabierając kopytko od Celestii. - Crystal... - nagle dobiegł ją głos Twilight. - Cokolwiek ci zrobiono, możemy to wspólnie naprawić. Pozwól aby przyjaźń ci pomogła, tak jak wszystkim - Wybacz księżniczko - zwróciła się teraz bezpośrednio do młodej alicorn. - Moje plany zaczęły się na długo nim się pojawiłyście. Myślałam, że może się mylę, ale wy to odebrałyście - Daj nam szansę... - Wasze szanse dobiegły końca! - wrzasnęła, przerywając Celestii i pierwszy raz tracąc cierpliwość. - A jednak koniec gry nie nadszedł i trwa... - mruknęła bardziej cicho. - Być może, szansa dla was przyjdzie nawet wbrew mojej woli, ale czas pokaże. Widziałam jedną z nich już, ale są też inne... - mówiła bardziej do siebie, powoli odchodząc, gdy klacze na nią patrzyły jak na wariatkę. Crystal powoli zniknęła w bieli pomieszczenia, trafiając do komnaty zupełnie innej. Wszędzie unosiła się ciepła para, a z nieskończonej przestrzeni nad nią zdawała się spływać woda tworząc wodospad. Ściągnęła z siebie żelastwo, odsłaniając swoją niebieską sierść i poszła usiąść w oczku. Czuła powoli jak para ją relaksuje, dzięki czemu mogła łatwiej skupić myśli. Uniosła kopyto, a w nim pojawiła się bańka i widok ze świątyni. Widziała porażkę gwardzisty i Dancing of the Fate, z którą niedawno miała pogawędkę. Była ciekawa czy coś do niej dotrze. Na razie musiała czekać, tak jak kazały znaki, czas nadejdzie wkrótce. Ułożyła się wygodniej zamykając oczy. Pustkowie Utarczka pomiędzy Crimson, a ogierem zdawała się ich tak pochłonąć, że ogier najwyraźniej zupełnie olał groźbę Sinister lub nawet nie zwrócił na nią uwag. Klacz mimo, że nie była wojowniczką okazała się całkiem zwinna, co sugerowało, że to nie pierwsza dla niej taka sytuacja. Robiła zręczne uniki przed ciosami noża ogiera, mimo obciążenia w postaci plecaka. Ponownie zamachnął się na nią nożem, a ta załapała go za kopyto i przerzuciła przez siebie, kopiąc w brzuch. Nim jednak zrobiła coś dalej, ogier uderzył promieniem magicznym i ledwo zrobiła unik, ale dostała w torbę, z której wysypały się jej zabawki. Widząc to warknęła wściekle i rzuciła się w jego kierunku. W międzyczasie oba ogiery stojące pomiędzy klaczami, a walczącymi kucykami wpatrywały się na nie z drwiną. - Nie szczekaj tak malutka, bo pożałujesz pierwsza - warknął jeden z nich, w stronę Sinister. - Wasza koleżanka spłaci długi i się rozejdziemy, nie mieszać się - A co ktoś taki jak ty tu robi? - spytał drugi, patrząc lubieżnie na White. Zaraz jednak oboje skupili się na Sinister, która wyciągnęła coś jak zabawkę? Sytuacja na początku wyglądała na zabawną, ale do czasu... Gdy zobaczyli jak dziwna zabawka zmieniła się nagle w monstrum z pokręconego koszmaru ich wielkości, obaj cofnęli się przerażeni do tyłu, przewracając się przy tym na grzbiet i wrzeszcząc jak opętani. - Co to jest?! - wrzasnął jeden z nich. - Nie zbliżaj się! - wrzasnął drugi, mierząc do potwora z karabinu. - Ah... Kurwa! - nagle dobiegł wrzask, Crimson która trzymała się za policzek, a szkarłatna ciecz spływała jej po pyszczku. Wpatrywała się wręcz morderczo w ogiera.
  12. Okolice świątyni Gwardzista, z którym niedawno walczyła Qualm, sięgnął po swój hełm. Czuł się kompletnie poniżony i miał dosyć. Nim jednak zdążył go włożyć, poczuł nagle końcówki ogona tej klaczy na swoim pysku. Zupełnie nie łapał co z nią było nie tak. Mimo wszystko, wiedział co widział. Klacz, która pochłaniała magię. Powoli znów ubrał hełm i spojrzał na Dancing of the Fate. Nieważne kim była, nie miała prawa zdradzać tajemnic magii gorszej istocie. Wiedział, że towarzysze go nie wysłuchają, ale może nadal istniała możliwość by jakość wyjść z tej sytuacji. Niższe istoty nie miały prawa ingerować w magię. Musiał napisać raport o tym wszystkim. Może uda mu się zwrócić uwagę kogoś u góry na całą sytuacje lub przynajmniej udowodnić, że przegrał ten pojedynek przez jakąś durną sztuczkę. Rzucił ostatnie spojrzenie na pegaz, a potem ruszył w kierunku towarzyszy mijając jednorożce, rzucające mu spojrzenie pełne politowania. - Nie... Sądzę, że to chyba wszystko - powiedział nagle Night, dochodząc do siebie. Zastanawiało go jednak co powiedziała. Czy Crystal więc była kucykiem? Co jednak mogła znaleźć i skąd znała takie języki? Przez całą drogę do domu Nighta już nic się nie działo. Kucyki mijały ich spokojnie, bo wiele z nich nie wiedziało o niedawnym starciu. Więc znów stali się częścią otaczającego ich tła. Nie minęło długo nim dotarli do celu. Ogier powoli otworzył drzwi i pozwolił swoim gościom wejść pierwszym. - Przepraszam, że musiałaś grać te rolę - powiedział zaraz po zamknięciu drzwi. - Jeśli was to pocieszy, to zagrałyście perfekcyjnie - zaraz potem spojrzał na Fate. - Czy dowiedziałaś się czegoś co może pomóc w waszej misji? - spytał niepewnie. - Macie plan co dalej?
  13. Pustkowie Uderzenie w drzewo, przypominało trochę jak przejście przez zasłonę. Nie można było po nim czuć bólu, ale można było odczuć niezłe nudności. Najciekawsza jednak sytuacja powstała po wyjściu z drugiej strony, okazało się, że nie są już wśród drzew, a nawet w okolicy Ponyville. Trafiły, na zupełną pozbawioną niemal życia pustynie. Zewsząd dochodził do nich powiew wiatru, unoszący piasek, który leciał we wszelkie strony. Wiatr był na tyle silny, że rozwiewał bez problemu grzywy klaczy. Zamiast drzewa, którym przeszły, teraz stał tam kamień. Najwyraźniej to on łączył Ponyville z tym miejscem. Crimson zamiast patrzeć na Sinister, patrzyła przed siebie w dużym skupieniu. Jak się okazało, po środku pustkowia, stała ogromna forteca z kamienia, przypominając fort. Widać było tam liczne światła, co wskazywało, że miejsce nie jest opuszczone. To nie była ostatnia niespodzianka, bo przejście, którym przeszły klacze, najwyraźniej nie było jedynym, bo do fortecy maszerowały różne kucyki z zupełnie innych stron, pojawiające się jak one przez przejścia w kamieniach. Dopiero gdy White pojawiła się również, Crimson spojrzała na klacze. - Jeśli macie ochotę puścić pawia, to się nie krępujcie, sama tak miałam za pierwszym razem - potem spojrzała na Sinister. - Nie znam się za bardzo na magii - powiedziała nagle. - Jeśli jednak chciała cię opętać, to nie wiem czy można jej ufać. Z drugiej strony, jeśli nie możesz się jej pozbyć i będzie do ciebie uczepiona do śmierci, to może powinnyście znaleźć złoty środek i jakoś się dogadać. Nie wiem czy może też podbić Equestrie, gdy ta Crystal jest na tronie... - lekko mrugnęła. - Sorka, zbaczamy z tematu. Pierwsza sprawa, jeśli komuś powiecie o przejściu, to Christian, który tu rządzi, skróci mnie o głowę, więc mam nadzieje, że zachowamy pewne sprawy dla siebie, wiecie jestem jednak do niej przywiązana - słabo się uśmiechnęła i pokazała kopytem na fortece. - To jest miejsce, którego szukamy. Przy wejściu pozwólcie mówić mi i... - Ty suko! - nagle dobiegło do klaczy. Oczywistym było do kiego było skierowane to wyzwisko. W kierunku klaczy biegł jakiś jednorożec z dwoma masywnymi kucykami ziemskimi, z karabinami które miał na grzbietach. - Jak śmiesz się tu pokazywać po tym jak mnie oszukałaś?! - wrzasnął nagle w kierunku Crimson, dotykając ją kopytem w pierś. Ta wydawała się jednak nie reagować. - Ostrzegałam jak to działa, ale ty nie chciałeś słuchać. Nie moja wina, że jeden z twoich przygłupów ci je rozwalił - wzruszyła kopytami. - Oddaj co mi zabrałaś albo zabiorę jedno z twoich oczu - warknął, wyciągając nagle nóż, a Crimson się skrzywiła. - Wiesz, że poza rynkiem nie ma ochrony - zaczęli powoli krążyć wokół siebie. Ogier zdawał się nie zwracać uwagi na pozostałe klacze, ale co innego jego obstawa. Oba ogiery stanęły naprzeciw nich, dając do zrozumienia by się nie mieszały.
  14. Okolice świątyni Słysząc nagłą odmowę z jej strony, gwardzista zacisnął mocniej zęby. Nikt nie zamierzał go wesprzeć. Oddział z niego kpił, inne jednorożce śmiały się tu teraz z niego. Nie spodziewał się, że tak nisko może spaść. Najbardziej się jednak wściekł, słysząc jej kolejne słowa. Próbowała go całkiem upokorzyć, przeklęty pegaz. Nie miała prawa tego wygrać, to nie była prawda, ten koszmar musiał dobiec jakoś końca. Końca jednak nie było, a sytuacja była coraz gorsza, na dodatek jeszcze bardziej mu pokazywała jak źle było. Nie mówiąc o kolejnych słowach, które były niczym najgorszy jad wpływający do jego ciała i duszy. Skąd to wszystko wiedziała? Czytała z niego jak z otwarte księgi. Zaraz jednak wrócił na ziemię, słysząc jej krzyk. Stał niczym słup soli tylko na nią patrząc, aż po niedługiej chwili chwycił hełm przednimi kopytami i zaczął go powoli ściągać, ukazując tym samy ciemno czerwoną sierść, krótką brązową grzywę i jasno żółte oczy. Patrzył na pegaz z nieukrywanym gniewem. Skierował spojrzenie na tylne prawo kopyto klaczy i nachylił się z nieukrywaną odrazą. - Przepraszam cię pani za mój brak wiary - zwrócił się bezpośrednio do Dancing of the Fate. Zaraz potem spojrzał znów na Qualm Mask. - Również i ciebie przepraszam, za to, że nie posłuchałem - mówił ze znacznie większą niechęcią. Delikatnie pocałował jej tylne kopyto, słysząc przy tym głośne rechoty. Ponowił te czynność, czując się jeszcze gorzej, a potem pocałował ostatni raz. Powoli wstał i znów na nią spojrzał. - Masz czego chciałaś, a teraz odejdź - powiedział ponuro. - To niesamowite - mówił Night, nie mogąc wyjść z szoku. - Nikt jeszcze nie widział Crystal... Inne języki, to by znaczyło, że może naprawdę nie jest kucykiem, tyle pytań się ciśnie - zaraz jednak spojrzał na Dancing of the Fate. - To znaczy... Gdy będzie gotowa oczywiście - powiedział już bardziej zakłopotany. Nie dodał już nic więcej, bo wtedy zaczęło się przedstawienie, w które nie mógł uwierzyć. Naprawdę nie spodziewał się, że ten gwardzista to zrobi, a nawet obie przeprosił.
  15. Crimson Burn, - Psuje to nam trochę zabawę ale twoje myślenie ma sens - wzruszyła kopytami, mówiąc do White, a potem znów zaczęła przysłuchiwać się niewielkiej sprzeczce obu klaczy. Nie wydała się jakoś specjalnie zmartwiona, że ta Star nie żyje. Bardziej zaintrygował ją chyba ten Stalker, to było dość nietypowe imię. - Sama też go chętnie poznam - mruknęła, gdy dyskusja chwilowo się zakończyła. - O ile jego imię nie ma związku z jakimiś dziwnymi przyzwyczajeniami - pokręciła głową. - Co do tej Star... Raczej nie zginęła bez powodu, a jeśli zachęca cię do dziwnych, to lepiej uważaj, bo może też zapędzi cię tym do grobu czy coś. Nie wiem jak to jest z twoją magią i zdolnościami, ale ja bym tam duchom, czy zombie nie ufała. Dobra, teraz najlepsze - powiedziała, prowadząc je wprost do lasu Everfree i nic więcej nie wyjaśniając. Wydawało się to samobójcze, biorąc pod uwagę, że nawet gwardia unikała tego miejsca. Gęstwiny lasu stawały się bardziej ponure, im bardziej się wchodziły w głąb tego przeklętego miejsca, a na dodatek słychać było dziwne dźwięki. Nagle jednak stało się coś nieoczekiwanego. Crimson nagle wybiegła przed obie klacze i wskoczyła prosto w jedno z okolicznych drzew. Powinna się najpewniej na nim zranić, a nawet zabić być może, tymczasem po prostu zniknęła. Po niewielkiej chwili wychyliła nagle głowę z drzewa, do którego wskoczyła. - No na co czekacie? Wskakujcie - powiedziała, nim znowu jej głowa ponownie zniknęła w drzewie.