Magus

Brony
  • Content Count

    5,238
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

58 Bardzo dobra

About Magus

  • Rank
    Magelo
  • Birthday June 28

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    9083854

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Zainteresowania
    Moje zainteresowania hmm głównie interesuję się przyrodą zwłaszcza zwierzętami poza tym lubię książki zwłaszca z gatunku fantasy gry sporo ich by wymieniać i oczywiście My Little Pony
  • Ulubiona postać
    Zdecydownie najbardziej lubię 3 postacie
    1.Applejack
    2.Luna
    3.Discord

Recent Profile Visitors

70,123 profile views
  1. Magus

    Crimson Słysząc słowa White, Crimson rzuciła jeszcze wzrokiem na kulącą się Pumpkin, która teraz najwyraźniej zrozumiała czym się skończy jej strach. White najpierw ją uratowała, a teraz znów chciała się poświęcać ze względu na nią. Nie dość, że wiedziała, że nigdy już nie spłaci tego długu, który już u niej miała, to jeszcze teraz czuła poczucie winy i niechęć do siebie za liczne problemy jakie im sprawiała. Sama Crimson nie protestowała z wielu powodów, ale głównie dlatego, że wiedziała, że klacz, z którą były będzie miała problem z przedarciem się na taką odległość niepostrzeżenie. Zgodnie z prośbą White podała więc jej swój adres, a niedługo potem wszystkie zniknęły z tego miejsca. Oczywistym było, że White nie będzie miała szansy utrzymać się na nogach po takich nadużyciach mocy. Ledwo się pojawiły, a Crimson już musiała ją złapać aby się nie przewróciła. Nie była pewna jak wiele White rozumie z jej słów i czy dobrze widzi, ale powiedziała jej o dobre robocie i że już są na miejscu. Pumpkin szła niepewnie za nimi jeszcze dochodząc do siebie po tym wszystkim. W okolicy nie było widać gwardzistów. Natomiast dom Crimson z zewnątrz wyglądał jak prosty niezbyt duży dom. Na pewno nie wyglądał na zapuszczony, a sąsiedzi mający domy obok najwyraźniej spali, co wskazywały zgaszone światła w domach obok. Crimson z pomocą Pumpkin zaczęła prowadzić White do środka. - Nie ma jak u siebie - powiedziała Crimson patrząc na dom. Klacz zdecydowanie nie żyła pedantycznie, ale nie było tu też tragicznie. W salonie była zielona kanapa z lekko zrzuconym na ziemię kocem, a wokół walały się magazyny opisujące mocne zespoły muzyczne. Nawet na ścianach były plakaty z różnymi kapelami rockowymi. Na półkach zdecydowanie brakowało książek, a sporo było za to płyt. W salonie poza kanapą był tylko jeszcze fotel. Pumpkin rozglądała się niepewnie po tym wszystkim, aż Crimson nie powiedziała jej żeby się rozgościła, a sama zaczęła prowadzić White do łazienki. Trzeba przyznać że na ten obowiązek nie narzekała. Łazienka Crimson okazała się niezbyt duża. Mały czerwony dywanik leżał byle jak rzucony na ziemi, a wszelkie środki higieny były porozrzucane bezwładnie. Okazało się, że klacz nie ma wanny, a prosty prysznic, pod którym położyła White. - Nie będzie przyjemnie przynajmniej na początku - odkręciła wodę, a na klacz zaczęła spływać zimna nieprzyjemna woda, dopiero po chwili temperatura się uregulowała. W tym czasie Pumpkin chodziła niepewnie po reszcie domu. Poza salonem dostrzegła niewielki korytarz, w którym nie panował zbyt duży bałagan. Było to jedno z lepiej wyglądających miejsc. Korytarz okazał się prowadzić do sypialni gdzie znajdowało się łóżko z porozrzucaną na wszystkie strony pościelą, a wokół walały się różne ubrania powyrzucane z szafy. Dostrzegła tam sporo skórzanych kurtek i kolejne plakaty, a poza tym jakąś szafkę, która była zamknięta. Wolała jednak nie denerwować Crimson naruszaniem jej prywatności, więc się wycofała. Sprawdziła kolejne pomieszczenie, które okazało się kuchnią. Stała tam prosta lodówka, umywalka i stolik z dwoma krzesłami. Dostrzegła, że w umywalce są nieumyte naczynia więc postanowiła chociaż w ten sposób się do czegoś przydać. Czarny rynek - Tak to prawda, portal nigdy nie jest przyjazny za pierwszym razem, ale to jedyny sposób by to miejsce nie zostało znalezione - w miarę gdy Sinister bardziej rozwijała się w temacie kolejka trochę narosła. Nawet gdy się odsunęła niewiele to zmieniło, bo zagadywała sprawdzającego, na co zaczęły się pomruki w kolejce. Gwardzista najwyraźniej to dostrzegł, bo zaraz spojrzał na gwardzistę obok siebie i mruknął żeby na chwilę go zmienił, a sam podszedł do Sinister. - Stalkera? Szczerze nie wiem czy możesz przebić numer z baru, ale chętnie zobaczę o czym mówisz - lekko się uśmiechnął. Baza - Masz racje nie jest to dla nas naturalne, ale nie powinniśmy byli się też mieszać. Ludzie tego nie chcieli, najwyraźniej uważali to za swoje sprawy, a księżniczka przez swą dobroć sprowadziła na nas wszystkich wojnę. Cesarzowa ma poparcie nie tylko przez strach, ale i fakt że z nią wszyscy czują się bezpiecznie. Moi rodacy pierwszy raz w życiu czują się dominujący, a nigdy jeszcze tego nie było. Nie myśl jednak, że sam dalej nie dostrzegam jak zostałem teraz potraktowany - spojrzał zaraz potem na Batty. - Mówią nadzieja matką głupich, ale każda matka kocha swoje dzieci. Odpocznij, może to ci trochę pomoże - spojrzał na buntowników i chciał już co powiedzieć gdy nagle zdał sobie z czegoś sprawę. - Słyszeliście to? - lekko się cofnął i zaczął patrzeć w kierunku skrzyń, chcąc dać im do zrozumienia co słyszał i z jakiego miejsca. Faktycznie za kilkoma skrzyniami z tyłu dochodził naprawdę cichy, ale przyprawiający o dreszcz dźwięk chrobotania. Gwardzista zaczął się cofać w kierunku swojej broni. Pokój złudzeń - Żaden kucyk nie przetrwa wszystkich swoich lęków w jednej chwili - mówił gwardzista nie zatrzymując się. - Masz zostać jednym z nas, a nie skończyć w pokoju zamkniętym szczerząc się do siebie. Zakładam, że kilkoro z was już dzisiaj nie da rady i się wycofa, więc tu nie ma żartów - mimo, że ciężko było rozgryźć ton gwardzisty można było się domyślić, że mówi poważnie. - Zwykli gwardziści muszą być silni i sprawni, my poza tym wymagamy by nasze umysły były zabójcą bronią, im więcej emocji zabijamy tym stajemy się silniejsi. Nie ma tu miejsca na strach czy współczucie. Jesteśmy wydłużeniem woli cesarzowej. Na początek więc stopniowo zajmiemy się waszym umysłem - nagle się zatrzymał przed pokojem. - Tu moja rola się kończy. Wejdziesz tam sam, a czy wyjdziesz sam zależy od twojej siły woli - zaraz po tym jak Dawn wszedł do pomieszczenia mógł odnieść wrażenie, że znalazł się w pokoju, który jest wypełniony kompletną pustką. Otaczała go tylko ciemność, aż nie wszystko wokół nie zaczęło się zmieniać. Dawn znów był źrebakiem, a przed jego oczami zaczęły stawać mu koszmary całego dzieciństwa.
  2. Magus

    Crimson - Oj bo się zarumienię - lekko się uśmiechnęła na ostatnie słowa White, podobnie jak Pumpkin. - W sumie to nie dziwie się, że jednorogom tak ostatnio urosło ego. Fajnie byłoby tak się przenosić z miejsca na miejsce, ale nas natura tak szczodrze nie obdarowała - kopnęła w kamień, patrząc na chwilę na Pumpkin. - No nic, stanie tu do rana to też żadne wyjście, bo te całe podmieńce jeszcze tu nas zaatakują - To chyba przesada - powiedziała cicho Pumpkin, a Crimson spojrzała na nią zaciekawiona. - To byłoby dla nich samobójstwo. Podobno trwa z nimi obecnie wojna. Weszliby tam gdzie jest tyle gwardii? - Słyszałaś White. Sama przecież nie mieszkała w wiosce, a jednak je napotkała. Spryciarze się maskują i widać nawet gwardziści mają problem to wykryć - Pumpkin znów zbladła, to chyba było dla niej za dużo. - Gdy tak wspominałaś o wodzie... Koło mojego domu jest rynna, często cieknie z niej woda, ale możesz mi wierzyć to nie będzie przyjemne - pokręciła głową. - No dobra, ale ruszmy się - bez większego problemu doprowadziła obie klacze niedaleko ogrodzenia, ale tutaj sprawa była gorsza. - Myślisz, że dasz radę? - Crimson spytała Pumpkin, która patrzyła z przerażeniem na wieże obserwacyjną, z której dochodziło światło. - Na niewielką chwilę zmieniają kąt oświtlenia - Ja nie wiem... - powiedziała bezradnie kuląc się ze strachu na ziemi. - No to chyba mamy problem - westchnęła ciężko. Czarny rynek - A myślałem, że już cię nie ma - dobiegł Sinister znajomy głos gdy nagle nadeszła jej kolej. Kolejka uwijała się w miarę szybko, więc czekać długo nie musiała. Okazało się, że teraz siedział tu gwardzista, który wyprowadził ją z baru, i któremu sprzedała towar. Poza nim było jeszcze dwóch innych. - Twoje kumpele miały się chyba tobą zająć - pokręcił głową, nie wiedząc co o tym myśleć. - Wyglądasz jednak trochę lepiej niż w barze, chyba szybko dochodzisz do siebie. W każdym razie jak widzisz teraz zaczęła się moja służba - wzruszył lekko kopytami. - No dobrze, ale nie przyszłaś tu zapewne gadać. Przepisy już znasz i raczej nie ma szans byś coś wniosła w tak krótkim czasie, jak dla mnie możesz wejść. Chociaż na twoim miejscu bym odpuścił poszedł odpocząć i wrócił jutro i tak nieźle się już naszalałaś Baza - Nie jestem do końca pewien - spostrzegł, że Batty coś martwiło w tym pytaniu, dlatego i jego ton był nieco zmartwiony. - Spora część dawnej gwardii tamtego dnia zginęła w starciach. Jeśli cesarzowa istnieje naprawdę, to podobno zmasakrowała każdego kto spróbował ją zaatakować. Część gwardzistów złożyła broń po porażce księżniczek oddając swoją wierność nowej władczyni, a co do innych - lekko podrapał się po brodzie. - Chodzą różne plotki. Podobno część gwardzistów założyła obozy partyzanckie próbując prowadzić własną walkę. Inni doznali szaleństwa. Nie wiadomo co zobaczyli, ale zamknięto ich w różnych zakładach gdzie całą noc wrzeszczą i bełkocą do siebie, ale ile w tym wszystkim prawdy nikt nie wie - pokręcił lekko głową, a potem spojrzał na broń Batty. - Przykro mi, nie znam nikogo o tym imieniu. Jedyne co w tym wypadku mogę ci doradzić to zachować wiarę i się nie poddawać w poszukiwaniach. Przydałaby się moc cesarzowej, która widzi wszystko - westchnął słysząc nagle jednego z buntowników. - To prawda taka jest, ale to nas napędza do walki właśnie. Szkoda, że obecnej sytuacji nie można nazwać wojną. Bardziej czuje się jak uwięziony szczur, a najgorsze, że niewiele można z tym zrobić Plac Jak się okazało plac był całkiem rozległy i wydawał się miłą odmianą od koszar. W końcu można było dostrzec promienia słońca padające na to miejsce. Mimo to, nie zmniejszało to ponurej aury, którą można było wyczuć w całych koszarach, co było dziwne gdy widziało się jednocześnie piękno nowego dnia. Na placu stało już wiele innych rekrutów, zarówno tych, którzy byli już na większej fazie szkolenia jak i świeżaków. Nawet jednak gdy Dawn wraz z resztą swojej grupy zebrał się wśród innych nic się nie działo. Zupełnie jakby ktoś dobrą chwilę sprawdzał ich cierpliwość. W końcu po niedługiej chwili na mównicy pojawił się jeden z gwardzistów, przynosząc za sobą mrok, którego nawet słońce dobrą chwilę nie mogło oświetlić. - Każdy z oddziałów śmierci zanim stanie się jego członkiem musi przejść szereg prób. Pokonać własne lęki, porzucić myślenie i wątpliwości na rzecz słowa władczyni, zaakceptować mrok, a na koniec wykonać ostatnią próbę, która zostanie odsłonięta przed najlepszymi. Dziś świeży rekruci skupią się na pierwszej ścieżce. Pokonanie swoich lęków jest pierwszą fazą do zwycięstwa nad emocjami i zaakceptowania czegoś większego - uniósł kopyto w górę i kilku gwardzistów pojawiło się niedaleko rekrutów. - To indywidualna próba. Pójdziecie teraz za gwardzistami na swoje próby, a dalej czas pokaże. Niech was Crystal prowadzi - Idziemy - powiedział twardo gwardzista do Dawna gdy przemowa trwała dalej. Najwyraźniej dalsza część była przeznaczona dla bardziej doświadczonych. Każdy rekrut rozszedł się w inną stronę z przydzielonym gwardzistą. - Wiesz czego się boisz? - spytał ogier nadal go prowadząc. - Niewielu to wie, a nawet jeśli, to nikt nie pokonuje swoich lęków za pierwszym razem. Sądzisz, że ty zdołasz?
  3. Magus

    Czarny rynek - Jeśli nie wrócisz do jutra do jedenastej. to sama cię sprowadzę ciągnąc za grzywę - powiedziała ponuro Crimson po chwili rozmyśleń. Wiedziała. że Sinister sobie poradzi. ale nie lubiła jednocześnie nikogo olewać. Miała ją tu w końcu sprowadzić i z nią pokręcić. Znały się krótko, ale zrobiły już kilka takich akcji, które potrafiły szybko budować przyjaźń. Na dodatek dziwnie było być tylko z White, której nie towarzyszył wiecznie sarkastyczny ton Sinister. Spojrzała w końcu na dwie klacze i westchnęła. - Dobra nie ma co, skoro sama chce to idziemy - powiedziała idąc przez przejście. Pumpkin spojrzała niepewnie na White i dopiero za nią weszła ruszyła. Znowu znalazły się w okolicy lasu Everfree. Przejście przez portal nie zrobiło wrażenia na Crimson, która już spokojnie się rozglądała, ale Pumpkin czuła się najwyraźniej słabo, bo opierała się kopytem o drzewo jakby próbowała odzyskać równowagę. - To co teraz - Crimson wyraziła swoje myśli na głos. - Znów musimy na pewno wejść do Ponyville i wyminąć gwardzistów, ale... - spojrzała na Pumpkin. - Bez obrazy, ale już widzę, że możesz być obciążeniem. Jesteś wyczerpana i masz obecnie niemal zerowy refleks - Pumkin nie skomentowała tego ani nie rzuciła złego słowa, najwyraźniej wiedząc, że Crimson ma racje. Zresztą sam widok tego jak zbladła gdy mówiło się o unikaniu gwardii to potwierdzał. - Ponadto jesteś jeszcze ty - spojrzała na White. - Nadal masz na sobie ten namiar. Możesz umyć się w jeziorze w lesie, ale to odradzam - zza drzew spoglądały podejrzane ślepia, które z pewnością nie należały do kucyków. - Przypuszczalnie mogłabyś może nas teleportować do mojego domu, ale wtedy będziesz już całkiem padnięta, bo sporo już mocy zużyłaś. Tam jednak mogłabyś odpocząć. Może jak szybko się umyjesz to cię nie wyczują. Inna sprawą, że możesz teleportować nas też w jego okolice mojego domu, a my oblejemy cię jakimś okolicznym wężem czy coś za nim wejdziesz. Pytanie jednak czy nie będziesz zbyt na to zmarnowana. W każdym razie kiepska sprawa - krzywo się uśmiechnęła. Baza - Nie mam nikogo bliskiego - gwardzista uśmiechnął się krzywo. - Moja rodzina zginęła w jednej z bitew z buntownikami. Chyba dlatego zaciągnąłem się do gwardii - ciężko westchnął i spojrzał na swoich podwładnych. - Nie wiem też czy oni mają rodziny, raczej nie pytam nikogo o sprawy osobiste, a co do cesarzowej - zmarszczył lekko brwi. - Czasem nawet nie mam pewności co do jej istnienia. Może to ukryta opozycja obaliła księżniczkę, a Crystal wymyślono aby wszyscy w to wierzyli, w końcu teraz rządzi rada, a cesarzowej nie widać - zaraz jednak spojrzał na Batty, która do nich dołączyła. - Wiem tyle co wszyscy jeśli chodzi o skażenie krwi. Magia ma być dla jednorożców, to nasze dziedzictwo, a inne kucyki i istoty pomniejsze, nie mają do niej prawa powinny, być pod naszymi kopytami. Jeśli jednorożec zmiesza krew, dokona najgorszej zbrodni, bo podzieli się magią z podistotą. Tak przynajmniej opowiadają kapłani w świątyniach. Jak mówiłem, Crystal nikt nigdy raczej nie widział. Co do twojej historii... - widać było, że zrobiła na nim duże wrażenie. - Twój ojciec może gdzieś tam więc być. Nadal szukać siebie samego zgubionego w pamięci. Jak jednak go rozpoznasz skoro nie pamiętasz jak wyglądał? A może jest inaczej? Pamięć mówi nam przy okazji prawdę o nas - słabo się uśmiechnął. - Poza tym Batty, nie zrobiłaś nic wbrew sobie. Taka nasza natura, że sobie pomagamy. Ale ostatnio chyba zatracamy też samych siebie - westchnął ponuro. Kwatery - Coś tam widziałem - ziewnął jeden z ogierów wstając. - Ale czy to była cesarzowa? Na witrażach w świątyni wygląda inaczej, a tutaj, bo ja wiem, u mnie widziałem zakapturzoną postać stojącą w lesie Everfree, która mnie nieco niepokoiła - spojrzał na swoje kopyto mając taki sam symbol jak Dawn. - Eee dobra, to jest dziwne - Nie to nie jest dziwne - uśmiechnął się krzywo Might, patrząc na swoje kopyto. - Cesarzowa nas wybrała i pokazuje nam swoją miłość i wiarę w nas, jeśli tylko damy się jej pokierować - Nie dajmy się zwariować - wtrącił kolejny ogier. - To, że mieliśmy pokręcone sny możemy zwalić na aurę tego miejsca, która cholernie niepokoi od samego początku - A to? - pokazał swoje kopyto Might. - Może gwardziści w nocy się z nami bawili, zawsze przecież jest jakiś chrzest - nagle drzwi stanęły otworem, a w nich pojawił się gwardzista skryty jak inni pod pancerzem. - Co z wami? - spytał swoim niepokojącym głosem. - Doprowadzać się do porządku i na plac, chyba nie czekacie na zaproszenie?
  4. Magus

    Czarny rynek - Jakoś sobie poradzę - powiedziała cicho Pumpkin, słysząc niewielką sprzeczkę między klaczami. Nie chciała ich jednak skłócić. Wystarczająco już dla niej zrobiły. - Spokojnie - powiedziała w jej kierunku Crimson. - Jakoś się pomieścimy, chociaż trochę nie ogarnęłam chałupy, ale damy radę, a jutro wrócisz do domu - zaraz jednak znów spojrzała na Sinister. No tak, przez całą te aferę właściwie nic nie osiągnęły. Kupiła te książkę, ale nie rozkręciła interesu, który chciała tak zrobić. Głównie skupili się na ratowaniu klaczy i bójce w barze. Było jej nieco głupio, bo sama częściowo do tego doprowadziła. Nie wątpiła, że też że Sinister sobie poradzi, ale zostawiać kogoś tak samego też było jej głupio. - To co robimy? - spytała w końcu. - Może ty i Pumpkin u mnie przenocujecie, a ja tu zostanę z Sinister próbując pomóc jej rozprowadzić towar. Mogę wam podać adres, chyba znasz topografię Ponyville? - powiedziała w kierunku White. - Chyba, że chcecie to inaczej rozegrać. Jakieś pomysły? Baza - Nie widzę ku temu problemów - słabo się uśmiechnął, ładując jej kolejne pociski. - Kto wie może to uratuje nam życie. Podczas rytuału zatwierdzono, że mam poziom magii na statusie potężnego jednorożca, ale w akademii jednocześnie zauważono, że mam mierny talent do typowej magii. Ironia losu jak widać - mówił ładując kolejne pociski. - Dlatego nie byłbym w stanie najpewniej uratować mojej podwładnej. Cesarzowa powiedziała nam, że kucyki twojego pokroju to defekt. Jesteście słabi i plamicie krew jednorożców brudem. To znaczy nie bezpośrednio. Nigdy jej na oczy nie widziałem. Teraz jednak dostrzegam, że wszystko ma drugie dno. Nie wiem co możesz odnaleźć w swojej przeszłości, ale czasem lepiej znać prawdę niż przed nią uciekać. Jeśli twój ojciec żyje też zapewne cię szuka, a jeśli prawda jest najgorszą z możliwych, to możesz go chociaż pożegnać na grobie co odda spokój jego duszy - powoli wstał słysząc prośbę ogiera i odkładając ostatni naładowany pocisk. - Nadal nie znam twojego imienia, w każdym razie jeszcze raz dziękuje, że nas nie zostawiłaś, choć mogłaś to zrobić - rzucił ostatnie spojrzenie Batty i zaczął pomagać Peacowi rozłożyć maszynę. - Nie przysłuży to prawda - powiedział bez emocji. - Jednak jeśli się wydostanę, to ktoś musi powiadomić ich rodziny co zaszło i czemu nie mogą nawet dostać pogrzebu. Ich ciała leżą porozrzucane niczym nic niewarte śmieci, a w Canterlocie jeśli coś powiem zostanę usunięty. Nie wybiegam za daleko w przyszłość, ale nawet jeśli przeżyje i zdołam tam powrócić, to nie sądzę, że ktoś tam rzuci mi się na szyje witając mnie z radością. Nie, ja miałem tu zginąć, podobnie jak moi towarzysze. Mam dość oleju w głowie by wiedzieć co to znaczy. Nikt nie miał wiedzieć o świątyni, a skoro my wiemy, staliśmy się zbyt niebezpieczni. Wiem jednak jeszcze jedno, jeśli mam zdechnąć, to nie chce by zabiła mnie jakaś zdegenerowana pozbawiona wszelkich emocji kreatura Sen - Słowa bywają największą bronią. Ludzie dawniej tak wybierali swoich władców gdy ci potrafili przekazać to co chcą słyszeć inni. Czeka cię wiele prób, a to jedna z nich. Chciałbyś najpewniej poznać jej wynik, ale na to przyjdzie czas. Wkrótce zaczną dziać się wielkie rzeczy przekraczające wszelkie wyobrażenie - Dawn mógł poczuć nieprzyjemny ból na przednim kopycie, a gdy na nie spojrzał jego oczom ukazał się dziwny symbol. - Żebyś nie myślał, że to tylko sen. Przemyśl wszystko co usłyszałeś i co chcesz zrobić albowiem to droga, która nie ma powrotu. Najpewniej pierwsze myśli zaczną nachodzić cię zaraz po otwarciu oczu, ale sam musisz znaleźć odpowiedź, ja nigdy nic nie podaje na tacy. Udowodnij swą wartość, przejdź drogę cienia, a wtedy być może staniesz się częścią czegoś większego, tak długo jak nie będziesz wątpił
  5. Magus

    Czarny rynek - Zdecydowanie widać, że jesteś sobą - ledwo powstrzymała śmiech mówiąc to. Nawet odważna odpowiedź Sinister nie zrobiła na niej wrażenia. Crimson nie była w końcu typowym kucykiem, który rumienił się od tak. Zbyt wiele już widziała i sama przeżyła. Poza tym to ona zawsze rozdaje karty. Na chwilę skierowała spojrzenie na rozsypany towar. Żałowała nawet, że nie zobaczy jak kilka kretynów rzuci się na ziemię próbując wciągnąć ile się da. Nie było jednak czasu, a ona dość już narozrabiała jak na jeden dzień. No cóż tym razem chociaż bar przetrwał. Skierowała wzrok teraz na White, gdy doszła do słowa. - Pierwsza sprawa, ja na pewno bym cię nie zaatakowała, nie bije ładnych klaczy, więc tu nie ma problemu - pokiwała lekko głową. - A kolejna, że nas wyprowadzę, więc spokojnie Nic więcej nie mówiąc ruszyła przodem. Nic nie wskazywało, że rynek kiedykolwiek się zamykał. Przeciwnie, im późniejsza pora tym zdawało się zbierać tu więcej mieszkańców. Widać było nocne kluby gdzie już stały kolejki. Nie trudno było się domyślić, że poza alkoholem praktykowało się tam też inne używki i zabawy. Widać było nawet w niektórych miejscach konkurentów w interesie Sinister. Dilerzy rozprowadzali własny towar w nieco wyższych cenach niż Sinister. Pumpkin szła niepewnie rozglądając się na to wszystko wokół. Chyba najbardziej ją zaniepokoił widok nocnego klubu i myśl, że sama mogła w nim skończyć gdyby nie ratunek White. Grupa gwardzistów ciągnęła za kopyta jakiegoś nieprzytomnego ogiera. Cokolwiek zrobił, musiało to być coś poważnego. Gwardia mimo, że nie była tu święta, to na pewno nie była tak okrutna jak ta Crystal, która atakowała niemal za wszystko. W końcu zaczęli powoli wychodzić w okolice dobrze znanego pustkowia. Przy wyjściu gwardziści już ich nie blokowali, najwyraźniej mając gdzieś czy coś wynoszą. W końcu liczyło się tylko bezpieczeństwo wobec tego kompleksu, a nie poza nim. Z kolejnych przejść wychodziły kolejne istoty chcące skorzystać z usług Czarnego rynku. - To jesteśmy - powiedziała w końcu Crimson, wskazując kopytem na jeden z portali. - Tu jest nasze wejście do Ponyville pamiętacie jak było ostatnio? - nie dała szansy odpowiedzieć, bo kontynuowała dalej. - No tutaj będą podobne nieprzyjemności - krzywo się uśmiechnęła i spojrzała na Sinister. - Żeby teraz twój żołądek lepiej to zniósł - potem spojrzała na Pumpkin. - Ufam, że już tędy przechodziłaś - klacz lekko przytaknęła. - No to możemy wracać Baza - To nie takie proste - westchnął ciężko. - Śmierć jak na żołnierza przystało to jedno, ale być rozszarpanym przez jakieś przeklęte stwory to co innego. To nie była śmierć, na którą zasłużyli - skrzywił się na samą myśl dalej jej słuchając. Nic nie mówił dopóki nie chwycił obu klejnotów by się im przyjrzeć. - W Canterlocie są archiwa pełne zaklęć i chyba kapłani potrafią zbadać umysł. Myślę, że tymi tropami mogłabyś odświeżyć pamięć o ojcu, o ile rzecz jasna wszyscy przeżyjemy najbliższe dni. Zawsze pozostaje nadzieja, że dzięki temu jeszcze go spotkasz - krzywo się uśmiechnął. - Technologia z magią? - Cesarzowa całkiem nie zakazała ludzkiej technologii uznając, że będzie przydatna ale tak zakres... Sponyfikowany mógł tak pojmować magię czy może rodowity kucyk tak zrozumiał ludzką technologię w obu przypadkach było to równie dziwne. Zbliżył kamienień do rogu, aż po chwili oba zaczęły świecić tak samo. - Czyli ładują się jak typowe kryształy - mruknął bardziej do siebie jeszcze chwilę patrząc na nie, a potem je jej podając. - Powinnaś się zdrzemnąć. Potem może nie być do tego okazji Sen - Ile w twych słowach jest prawdy, a ile zaledwie pustych słów? - spytała istot,a przyglądając się ogierowi. - Oddziały śmierci to coś więcej niż zwykła gwardia. Wszyscy oni są wydłużeniem mojej woli. Chcąc kroczyć tą drogą stajesz się związany ze mną przysięgą jak każdy inny kto się zgodził. To jest wiara jednostronna, z której nie ma już odwrotu - istota uderzyła kopytem rozświetlając całe to miejsce. Można było teraz wszędzie na ścianach dostrzec nieznane inskrypcje. - Widziałam wiele rzeczy więcej niż może się tobie śnić. Celestia i jej plany były słabe żałosne. Ludzie mieli zakończyć wtedy swój cykl, sami to na siebie sprowadzili. Nigdy nie mieli szacunku dla siebie i wszelkich innych istot. Ona jednak zakłóciła to, chcąc ich ratować. Widać jaką wdzięczność dały za to jej te prymitywne żałosne istoty. Mam zamiar to wszystko naprawić, ale jeszcze nie jestem gotowa. Moja moc z każdą chwilą rośnie, ale to wciąż za mało by wdrożyć me plany. Wychodzę powoli poza zakres magii, którą ty rozumiesz. Nie jest to już czarna magia, a coś co przekracza wszelkie wyobrażenia. Chcesz zdobyć moje uznanie, stać się dostrzeżony? - spytała przechylając głowę w bok. - Udowodnij swą lojalność. Skończ szkolenie cienia, złóż szczerą przysięgę powierzając mi swoje życie. A gdy tego dokonasz przyjdzie czas kolejnych prób. Nigdy nie wątp w to co mówię i wykonuj moje polecenia. Nic co robię nie dzieje się bez powodu. Pamiętaj widzę wszystko wbrew pozorom, nawet jeśli co niektórzy wątpią w moje istnienie - istota znów zaczęła wbijać spojrzenie w Dawna. - Uważasz, że to sen, czy może dzieje się naprawdę?
  6. Magus

    Baza - Rozsądne słowa - westchnął. - Moja przegrana jednak uświadcza mnie w tym, że zawiodłem tych, którzy na mnie liczyli. Jeśli tamta dwójka zostałaby rozszarpana, to zapewne sam bym sobie strzelił w łeb - uderzył kopytem w ziemię. - Na dodatek co noc widzę jak te stworzenia rozszarpują naszego dowódce, a ja nic nie mogłem zrobić. Uratowałem tylko te dwójkę, a potem się ukrywaliśmy jak szczury. Jestem żołnierzem, a nie tchórzem, ale było ich za dużo, nic nie mogłem zrobić - skrzywił się na samą myśl o tym. Potem jednak zaczął przyglądać się broni i uważnie słuchać klaczy. - Konstruktor musiał być geniuszem. Gdyby to zreplikować wolę nie myśleć o konsekwencjach. W gwardii takiej nigdy nie widziałem - mówił zaintrygowany, a potem spojrzał na kryształ. - Mogę spróbować. Zakładam, że sama jesteś na poziomie potężnego jednorożca, ale z powodu mieszanej krwi... - nagle zamilkł, czując, że wyraził się niestosownie. - Nie chciałem cię urazić, po prostu gdy leczyłaś moją podwładną, widziałem z jakim trudem używasz magii, i że najwyraźniej sprawia ci to trud. Ja nie mam raczej takich trudności jako zwykły jednorożec - słabo się uśmiechnął. - Mogę spróbować. Ta broń może się nam jednak przydać - spojrzał na miejsce, z którego dochodziły nieludzkie dźwięki. - Te klejnoty mają jakieś zagrożenie? Niektóre z tego co wiem wybuchają po przeładowaniu Sen - Pokazać się? - zabrzmiał śmiech dochodzący ze wszystkich stron. - Tutaj mogę być wszystkim, a zarazem niczym. Natomiast w waszym świecie czym naprawdę jestem? Tym co widzicie, a może czymś co skrywam? Tyle zagadek skrywa rzeczywistość, przekraczających zdolności zwykłych umysłów. A jednocześnie pragniesz rzeczy, które mogą doprowadzić do najgorszego obłędu - świat wokół zaczął wirować z niesamowitą prędkością, a kamienie zmieniać konstrukcje na dziwne zabudowania niespotykane w Equestrii czy na dawnej Ziemi. - Kucyki znały tylko jedną osobę, która mogła wejść w sen, a ja mogę nawet więcej. Kreować, zmieniać lub sprawić, że na zawsze tu zostaniesz. Tak wiele możliwości, a jednak wciąż się ograniczam, pytanie czemu? Kolejna zagadka, która pozostanie na razie tajemnicą - świat znowu stanął w miejscu, a w jego środek uderzyła fala światła, która zaczęła formować postać kucyka. Nie można było opisać wyglądu jako tradycyjny, bo najprościej mówiąc, istota przypominała po prostu kucyka ze światła. - Taka forma na razie musi ci wystarczyć - powiedział świetlisty kucyk, nie ruszając się z miejsca. - Czy masz przypuszczenie kim jestem? A może jesteś przekonany o swej przewadze i chcesz mnie zaatakować? Nawet tak prosta istota jak widzisz, może dokonać wielu wyborów, pytanie jednak, które są właściwe
  7. Magus

    Czarny rynek - Skoro tak, to już sobie poradzicie - powiedział nagle gwardzista, nie dopytując już w kwestii tego tematu. W sprawy podmieńców też raczej nie chciał się mieszać. W końcu były tu dobrymi klientami jak reszta i dopóki nie rozrabiały na czarnym rynku nie było powodu mieszać się w nie swoje sprawy. - Lepiej jej pilnujcie - wskazała na Sinister. - Chyba kompletnie odleciała - znów potem spojrzał na klacz. - Dzięki za towar, jakby co wystawię ci recenzje - uśmiechnął się do niej powoli odchodząc. - Ta dzięki za pomoc - mruknęła Crimson do ogiera. - Kłopoty to dla mnie nic nowego, jednak fakt, że mój dom będzie spalony wtedy jako kryjówka, jej zresztą też by był - spojrzała na Sinister. - Chyba najlepiej będzie jak oblejemy cię wodą w Ponyville. Chyba, że tu chcesz łazić mokra, aż do powrotu. Twój wybór - nagle spojrzała na Sinister. - Cholera co jest z tobą? - nie trudno było zauważyć, że coś nie tak z nią. - Nie mów, że mieszałaś z czymś te tequile, to jak samobójstwo - Powinnyśmy chyba iść... - powiedziała cicho Pumpkin wskazując kopytem na bar gdzie dochodziły nerwowe rozmowy. Nie trudno było się domyślić że stanie w jednym miejscu a zwłaszcza tu nie jest rozsądne. Baza - Nie wiem czy szczególnie pomogę skoro przegraliśmy walkę z nimi - powiedział ponuro. Wciąż starał się dosłuchiwać dźwięku chrobotania i ryków, ale były na szczęście odległe. Nic już jednak nie powiedział o samolocie ani o jego nieskończonej kopii. Żałował co prawda, że teraz nie mają samolotu, bo to mogłoby pomóc im się wydostać. Teraz jednak uznał, że ta Fire powinna pogadać z tym ogierem, który do nich dołączył. Zabawne jeszcze jakiś czas temu gwardia była zdana na siebie, a teraz nagle wszyscy zaczęli wyskakiwać jak grzyby po deszczu. Szkoda, że tego wsparcia nie było szybciej. Powoli odszedł i usiadł niedaleko Batty patrząc na nią. - Jeszcze raz dzięki za to, że uratowałaś nam tyłki - powiedział w jej kierunku. - Mało jaki cywil zachowałby taki spokój widząc jednego z tych bydlaków - zmarszczył lekko brwi. - Amunicja, której użyłaś... Nigdy nie widziałem czegoś tak silnego. Rozwaliłaś go niemal natychmiast. Co to za rodzaj amunicji? Gdybyśmy mieli jej więcej, może moglibyśmy się przebić Sen Każdy z pewnością spodziewał się obudzenia w środku nocy lub złośliwości ze strony wyszkolonych gwardzistów, którzy mogli się nabijać z rekrutów. Jednak nic takiego się nie działo. Kolejne ogiery powoli zasypiały podobnie jak Dawn, aż w końcu żaden nie wytrwał. Sam Dawn mógł poczuć jak jego sen jest niezwykle realny. Stał w środku nocy w nieokreślonym miejscu. Nie było tu żadnych nawet najmniejszych śladów życia. Zupełny brak roślin mógł z pewnością niepokoić, ale nie tak jak to co go otaczało. Stał między sypiącymi się kamieniami, które dawniej musiały służyć za jakieś obeliski, na których wyryte były słowa w nieznanym języku. Słowa które były starsze niż jakikolwiek kucyk. Jednak wokół tego wszystkiego była tylko pustka i nic więcej. Nagle w kierunku ogiera przemówił głos zdający dochodzić się ze wszystkich stron. - Dlaczego zdradzasz ideały Celestii? - spytał nagle tajemniczy głos. - Urodziłeś się kucykiem, czy przyjaźń nie jest największą magią? Czemu więc wstępujesz na ścieżkę cienia? Szukasz sławy, bogactwa, a może mocy?
  8. Magus

    Czarny rynek - Nie mogę zaprzeczyć - Crimson lekko się skrzywiła. - Raczej nie wędrowałam w te okolice, a ty jesteś jednak zbyt wyczerpana na teleportacje - Pumpkin opuściła lekko głowę, najwyraźniej tracąc nadzieje gdy Crimson rozmyślała nad rozwiązaniem problemu. Znów jednak skupiła się na White, gdy ta zaczęła wyjaśniać problem, o którym nie pomyślała. - Nie bardzo znam się na podmieńcach. Jak mówiłam niewiele miałam z nimi do czynienia, ale jeśli z nich takie psy gończe, to faktycznie problem - przyłożyła kopyto do brody. - Można oblać cię wiadrem zimnej wody, ale nie sądzę by ci się to podobało - krzywo się uśmiechnęła na samą myśl. - To najszybsza metoda. Możesz skorzystać też z jakiegoś prysznica tutaj za opłatą albo jak wrócimy - wzruszyła lekko kopytami. - Sinister nadal nie ma, jednak... - znów zaczęła się zastanawiać. - Ostatecznie możecie się przekimać u mnie i tam możesz się umyć - ta myśl całkiem jej się spodobała, choć starała się tego nie zdradzać. - Zdecydowanie jesteś naćpana - skomentował zaraz po pocałunku Sinister. Mimo, wszystko jednak posłał jej delikatny uśmiech, ale nie komentując tego w żaden inny sposób. Robił tylko co należało, a lepiej było służyć w takiej gwardii niż tyranki. W tym momencie wyszli na zewnątrz, a on zaczął się rozglądać, aż zobaczył znajome klacze. - Ej, zapomniałyście koleżanki! - krzyknął w ich kierunku, a potem spojrzał na Pumpkin. - Myślałem, że w knajpie były was trzy... - Ta to moja kuzynka - szybko powiedziała Crimson, nim ktokolwiek zareagował. Obie w końcu były kucykami ziemskimi, więc to chyba była najlepsza droga. Przy okazji rzuciła okiem na Sinister, która chyba odpłynęła do krainy czarów. - Spotkałyśmy się na miejscu, prawda? - Pumpkin szybko skinęła głową i obie spojrzały na White. Baza - Jestem Lance Iron - powiedział na początek ogier, zastanawiając się nad całą sytuacją. - Zakładam, że ty jesteś dowódcą tej grupy - powiedział w kierunku Fire. - W tym wypadku oddaje się pod twoje rozkazy, zresztą i tak nie mam już nawet kim dowodzić - spojrzał ze smutkiem na swoich nieprzytomnych podwładnych. - Cesarzowa już na pewno spisała nas na straty i nie przyślę nikogo, pewnie nawet nie zależało jej na bazie, a tylko na tej przeklętej świątyni - uderzył kopytem w ścianę. - Nie rozumiem czemu nas nie wycofano wraz z oddziałami śmierci i kapłanami. Zupełnie jakby złożyli nas w ofierze lub coś badali, a my robiliśmy za króliki doświadczalne - zacisnął zęby, nie kryjąc swojego gniewu. Dopiero po chwili gdy odzyskał spokój, spojrzał na klacz i ogiera. - Możemy śmiało założyć, że z tym uzbrojeniem jakie macie wasze wsparcie może skończyć jak gwardziści, z którymi stacjonowałem tutaj. Co gorsza nawet jak się zabije te bydlaki, to wychodzą nowe zupełnie jakby nie miały końca - rozmyślał nad tym, aż nie dotarło pytanie Batty w jego kierunku. Sam nie wiedział po co jej ta wiedza, ale skoro chciała wiedzieć, to nie widział ku temu przeciwwskazań. - Najpierw nazywaliśmy je po prostu paskudnymi sukinsynami, potem jednak dowódca zaczął nazywać je gragulami i tak się już nam przyjęło. Choć nie wiem czy jest powód do zadowolenia, że odkryliśmy też żart matki natur - skrzywił się na samą myśl Sala szkoleń Pomieszczenie, do którego zawędrował Dawn i wybrane do jego kwatery jednorożce, nie różniło się zbytnio od standardowych pomieszczeń dla wojska. zwykłe drewniane łóżka z niezbyt wygodnym materacem, a pod każdym kufry, w którym można było trzymać rzeczy osobiste. Ściany zrobione były z szarego kamienia przez co można było nawet odnieść wrażenie, że pomieszczenie zaczyna przypominać lochy. Nie mówiąc, że wszystko oświetlały pochodnie. Nawet w tym zwykłym pomieszczeniu czuć było niepokojącą aurę. Każdy zajął swoje łóżko i zaczął wypakowywać swoje rzeczy. Mniej potrzebne ładując do kufrów. - Myślałem, że ich zakazali - nagle powiedział jeden z jednorożców w kierunku Dawna. - Czarna magia podobno robiła papkę z mózgu jednorożcom, dlatego je zabierano. No wiecie słyszano głosy i widziano podobno dziwne rzeczy. Niektórzy kończyli na stałe zamknięci w zakładach mamrocąc do siebie - To tylko spotykało słabe jednorożce i przez nie znów jej zakazali - wtrącił Might. - Potężne podobno mogły się zagłębiać - A jak jest z tobą? - spytał kolejny jednrożec Dawna.
  9. Magus

    Czarny rynek - Cholera... Niezły zgrzyt... - Crimson skrzywiła się zastanawiając nad całą sytuacją. Jedyna możliwość wyjścia to były bramki. Christian specjalnie załatwił wszystko by zwykła teleportacja nie mogła wynieść za daleko za rynek. Pozostawało więc pytanie czy Sinister sama znajdzie drogę powrotną, biorąc pod uwagę, że każda bramka przenosiła w pobliże innego miejsca Equestrii mogła trafić wszędzie i mieć problem z powrotem. Sama myśl o towarzystwie White i tej klaczy nie była zła, ale zostawienie kogoś samego jej śmierdziało. Nawet jeśli Sinster na pewno sobie poradzi. White też mogła nie wyjść z tym kucykiem sama, bo też nie wiedziała pewnie gdzie dokładnie się skierować. - Może pójdę sama... - nagle powiedziała Pumpkin. - Powinnam znaleźć drogę... Nie chce żebyście przeze mnie zostawiły przyjaciółkę... - Słuchaj mała - pokręciła głową słuchając klaczy. - Co prawda obie jesteśmy kucykami ziemskimi, ale wystarczy na ciebie spojrzeć by wiedzieć, że nie dojdziesz w tym miejscu sama dwóch przecznic i w ogóle, to skąd ty pochodzisz? - Z Trottingham... - Masz dokąd w ogóle wracać? - Mam tam młodszą siostrę i brata, zajmowałam się nimi, aż... - Tak wiem - nie dała jej skończyć, najwyraźniej Crimson wiedziała jak zdobywają klacze na aukcje. Zaraz potem spojrzała na White. - No to sprawy się komplikują - westchnęła. - Ty podobno mieszkasz w Canterlocie, ale nie możesz tam wrócić, wiadomo czemu. Co teraz zrobimy? Odprowadzimy te klacz czy zabieramy ze sobą i jutro odprowadzimy? - Pumpkin nic nie powiedziała jakby nie była pewna czy jej zdanie się nadal liczy. - Pomogę ci - powiedział gwardzista, nagle podchodząc i kładąc kopyto na grzbiecie Sinister i prowadząc do wyjścia. - Jestem ci to winny za uspokojenie rozróby - pokręcił lekko głową. - Dziwny z ciebie dealer. Masz pełno towaru ledwo chodzisz, pewnie zaraz zaśniesz na ulicy... Nie sądzę, że w czasie snu się obronisz. Gwardziści tu pilnują porządku, ale nie są wszędzie, zaśnij w jakimś zaułku i koniec, towar stracisz - klienci baru patrzyli nadal z zainteresowaniem na Sinister. Najwyraźniej część z nich faktycznie dostrzegała okazje w stanie jakim się znajdywała. - Co zrobisz jak nie znajdziesz swoich kumpeli? - spojrzał kątem oka na wściekłego ogiera, którego w całym tym zamieszaniu okradziono, najwyraźniej nadal nie znalazł swojej zguby. - Będziesz chciała opuścić czarny rynek? Baza - Więc ją tam włóżmy... - westchnął wyraźnie zmęczony gwardzista. Widać było, że ten dzień dał mu nieźle w kość. - Ale najpierw trzeba zdjąć jej pancerz. Odpoczywanie w nim będzie skuteczne jak spanie w trumnie. Zajmę się tym bo najlepiej wiem jak działają te pancerze - podniósł klacz za pomocą lewitacji i zaczął ściągać z niej kawałki pancerza, gdy Fire i Peace przygotowywali dla niej miejsce. - Nie sądzę by te stwory się przedarły, ale i tak musimy wystawić wartowników by część z nas mogła odpocząć - spojrzał na Fire pamiętając jej reakcje na jego widok, co wcale go nie dziwiło. Byłaby nierozsądna reagując inaczej - Mogę wziąć pierwszą wartę. Jeśli mi nie ufacie możecie zostawić kogoś ze mną lub odebrać mi broń, a na róg założyć srebro. W tym jednak wypadku walka między sobą byłaby kompletną głupotą z mojej strony. Macie jakieś posiłki? Ktoś wie, że tu jesteście i wyśle wam wsparcie za jakiś czas? Sala szkoleń Nikt nie robił problemów na słowa Dawna. Wszyscy ruszyli za nim przy okazji zabierając innych nieprzytomnych. Wszyscy szli wzdłuż korytarza, który wydzielał jak niemal wszystko tutaj specyficzną i nieprzyjemną aurę. Niemal wszędzie były jakieś drzwi, ale wszystkie były pozamykane przez co nie sposób było wejść. Co jakiś czas mijali kogoś z oddziałów śmierci, ale ci zdawali się ignorować rekrutów i nic im nie mówić. Przynajmniej mogli być pewni, że idą w dobrą stronę skoro nikt im nie zwracał uwagi. W końcu dotarli do skrzyżowania korytarzy, na którym stał kolejny gwardzista z jakąś listą. - Połóżcie nieprzytomnych pod ścianą - powiedział nawet na nich nie patrząc, tylko na papier, który trzymał w kopycie. - Wasza piątka... - wskazał kopytem na Dawna, Mighta i jeszcze trójkę ogierów. - Pójdziecie w głąb korytarza do pokoju 304. Tam będzie wasze miejsce. Pokoje są podzielone na płcie, więc klacze śpią w innym korytarzu. W pokojach znajdziecie rzeczy, z którymi przyszliście. Na razie to tyle - wszyscy zaczęli się rozchodzić. - To dziwne... - szepnął nagle Might w kierunku Dawna. - Nie powiedział nam, o której jest apel ani w jakich porach są posiłki, zupełnie nic nam nie mówią, tak jakby... - zamilkł gdy zaczął patrzeć na jedną z klaczy po drugiej stronie korytarza. Najwyraźniej już była na wyższym poziomie niż oni, bo miała na sobie część pancerza i tylko brakowało jej hełmu. Miała żółtą sierść, pomarańczową grzywę i zielone oczy. Mimo tych ciepłych barw, widać było chłód w jej oczach. - Chyba ktoś komuś wpadł w oko - powiedział nagle jeden z ogierów. - Daj spokój... - lekko pokręcił głową zarumieniony. - Po prostu jestem ciekawy czy szkolenia też mamy wspólne. Nic nam właściwie nie mówią. Myślicie, że to też jakiś test by nas sprawdzić?
  10. Magus

    Baza Widok nietypowego rogu, sprawił, że gwardzista szerzej otworzył oczy. Wiedział, że jednorożce rodziły się również z mieszanych związków, przynajmniej tak było do czasu gdy cesarzowa nie zasiadła na tronie. Dzisiaj mieszanie krwi było obrzydliwe i zarazem karygodne. Jednak mimo to, nigdy nie słyszał o takim efekcie ubocznym mieszania krwi. Nie był pewny jak będzie działała jej magia. Z zaufaniem co do tej klaczy nie miał problemu, w końcu gdyby nie ona już by nie żyli, ale nie był pewny czy sam lepiej by nie kontynuował. Zaraz jednak spojrzał na klacz, która zadała pytanie. - Tak... - powiedział jakby wyrwany z zamyślenia. - To znaczy, świątynia jest oddalona od bazy, jednak te bydlaki notorycznie tu przychodzą. W każdym razie jest kilkaset metrów stąd, a co do tunelu to nadal pozostaje jedynym wejściem. Nikt nie widział powodu by to zmieniać, więc plan wydaje się idealny, a co do... - zwrócił się do Batty, lecz ta już zaczęła leczyć jego podwładną, na co przełknął ślinę. Zastanawiał się kogo teraz mógł prosić o cud, skoro Celestii już nie było, a Crystal ich porzuciła. Nagle jednak oddech klaczy zaczął się stabilizować. Nadal była nieprzytomna, ale jej ciało nie wyglądało jakby nadal walczyło o każdy kolejny skrawek powietrza. - Udało ci się - powiedział, nadal nie mogąc uwierzyć. - Ale nie rozumiem... Twój róg, przecież to defekt, jak to możliwe? Sala szkoleń Hełm skrywał kolor oczu jak i pysk gwardzisty, ale można było wyczuć w jego wpatrywaniu zupełny brak emocji. Wpatrywał się bardzo intensywnie w Dawna jakby próbując w nim coś znaleźć, aż po chwili odwrócił się i zaczął omijać zebrane wokół jednorożce, które przypatrywały się całej sytuacji, jednak nic nie robiły. Wyglądało, że gwardzista nie ma zamiaru już nikogo zaczepić gdy nagle jedne z wielu drzwi się otworzyły, a z nich wyszedł kolejny gwardzista po posturze można było jednak pomyśleć, że jest to klacz lub młody ogier. W każdym razie na jego widok niedawno mówiący gwardzista szybko się cofnął. - Szkolenie na dziś skończone - powiedział nowo przybyły kucyk, przez zmodulowany głos nie sposób było określić płci. - Możesz zabrać tamtych z sali siódmej, a potem przygotować mi kolejnych dziesięciu na jutro - Jesteśmy zaszczyceni, że z nami trenujesz, ale jesteśmy po tej samej stronie. Wysyłanie kolejnych żołnierzy do szpitala... - Niech nauczą się być twardzi - powiedział tajemniczy kucyk ze znużeniem i nagle spojrzał na nowo rekrutów. - Lepiej tych wyszkól na lepszych. Idę porozmawiać z cesarzową, muszę z nią coś omówić - powiedział gwardzista nim wyszedł. Każdy kto potrafił wyczuć magię, mógł spostrzec, że magia tamtego gwardzisty była wręcz namacalna przekraczająca zdolności jednorożców nawet tego z którym niedawno walczyli w mroku. Gwardzista, który niedawno mówił do Dawna znów spojrzał ne rekrutów. - Na dziś wystarczy - wskazał kopytem na jedne z drzwi. - Gwardziści wskażą wam gdzie wasze pokoje, a jutro pobawimy się dalej - spojrzał jeszcze na nieprzytomne jednorożce. - I zbierzcie tych rekrutów - warknął nim odszedł. - Co to miało być? - spytał jeden z jednorożców. - Nie mam pojęcia, ale... - mruknął Might, podnosząc nieprzytomnego rekruta. - Gwardzista jednak, który powiedział, że idzie porozmawiać z cesarzową miał inny pancerz i nie widziałem kryształu jak u innych z oddziału śmierci, a jednak chyba się go boją, poza tym chyba mamy najlepszy dowód, że cesarzowa istnieje, skoro do niej idzie
  11. Magus

    Czarny rynek - Poszło całkiem spoko - powiedziała nagle Crimson, gdy znalazły się na zewnątrz, a dym w knajpie zaczął powoli się rozchodzić. Skierowała wzrok na White, a potem na jej kopytko i z wyraźnym ociągnięciem je puściła. Pumpkin Blossom w tym czasie rozglądała się jakby nie mogła uwierzyć, że udało im się wydostać z tego miejsca. Nie była nadal bezpieczna, ale to był już pierwszy krok ku wolności. - Dziękuje... - w jej głosie ciężko było ukryć wielkie emocje, co nie było dziwne. Crimson jednak lekko się skrzywiła i spojrzała na bar. - Jeszcze trzeba wyjść z tego wypizdowa - lekko się skrzywiła i spojrzała na White. - Co robimy? Sinister nadal jest w środku, zostawimy ją tak? - widać było, że nie bardzo chciała ją tak wystawić. - Czy próbujemy się wmieszać w tłum i na nią grzecznie zaczekamy? - skierowała swój wzrok na klacz, którą wyciągnęły. - Czy ona nie wyglądała wcześniej inaczej? Czy dostałam o jeden raz za dużo w pysk i teraz nawet barwy mi się mylą? W międzyczasie gwardzista zastanawiał się skąd wzięło się to całe cholerstwo w barze i przy okazji co z tym zrobić. Nie wyglądało aby to było szkodliwe, bo nikt się nie wywracał i nie zdawał dusić czy coś. Procedury ewakuacyjne też wydawały się utrudnione przez chaos w budynku. Nie wiedział nawet gdzie kto jest, nie licząc barmana i klaczy... A no właśnie, wydawało mu się dziwne, że ona jedyna nie panikowała i zdawała się to ignorować zupełnie dalej mówiąc. Na pewno ona tego nie spowodowała, bo by to zobaczył, ale czy mogła wiedzieć coś więcej? Nim jednak zdołałby nawet ją spytać, spostrzegł, że dym powoli się przerzedza, a sylwetki biegających klientów, stają się coraz bardziej widoczne. - Patrząc na to wszystko co się tu dziś dzieje, ciężko będzie ci coś opylić w barze, przynajmniej dziś - powiedział w końcu gwardzista. - Ale na samym rynku zapewne nie brakuje chętnych - zmarszczył lekko brwi. - Wiesz skąd wziął się ten dym? - Twoje koleżanki chyba zniknęły - powiedział nagle barman, zauważając, że nie ma Crimson i tej drugiej. Baza Ryki rozchodzące się po bazie nie sugerowały by bestie miały szybko zrezygnować z ataku. Jednak żadna jak do tej pory się do nich nie przedarła. W międzyczasie gwardzista, któremu Batty zdjęła hełm okazał się kolejnym jednorożce o szarej sierści i granatowej grzywie. Po jego głowie spływała powoli krew gdy wydawał płytkie oddechy. Mógł doznać lekkiego wstrząsu, na całe szczęście, w czasie ataku był w hełmie, w innym wypadku już by pewnie nie żył. Dowódca ocalałego niewielkiego oddziału słuchał w tym czasie rozmowy ogiera i klaczy i przyglądał się jak buntownicy szukają najwyraźniej broni, przy okazji próbując uleczyć podwładną. - Nie przenosiliśmy waszych rzeczy z tego co wiem - powiedział w końcu w kierunku oddziału buntowników. - To miało nam służyć za drugi arsenał, na wypadek waszego powrotu, więc jeśli mieliście tu coś ciekawego powinno nadal być - potem lekko się skrzywił. - Od drugiego arsenału, który my tu sprowadziliśmy jesteśmy niestety odcięci - spojrzał w kierunku miejsca gdzie dochodziły ryki. - Musicie wiedzieć, że mimo braku większych możliwości w posługiwaniu się bronią palną, potrafią używać białej. Zabierały nam czasem włócznie, ale porzucały je gdy już przebiły jednego z nas - potem spojrzał na Batty. - Możemy przeczekać też do rana... - nagle powiedział jakby nad czymś myśląc. - Nie powinny się tu dostać, ale najbardziej aktywne są nocą. Jeśli nie dorwą żadnego z nas przez kilka godzin, powinny się na chwilę przegrupować, a my może dostaniemy szansę się wydostać lub znaleźć coś lepszego do walki. Jedno jest jednak pewne, nie znikną całkowicie dopóki nie odzyskają tego co im zabrano, a to już jest w Canterlocie lub nie zamkniemy świątyni - zaraz potem spojrzał na swoją podwładną. - Nie wiem czy możesz jej bardziej zaszkodzić. Jestem żołnierzem, a nie lekarzem. Potrafię leczyć lekkie obrażenia, jak niemal każdy jednorożec, ale ona walczy teraz o życie. Jeśli nic nie zrobimy, to najpewniej nie dożyje do rana Sala szkoleń - Atak? - powiedział głos z drwiną, a potem rozległ się kolejny dźwięk, brzmiący jak upadek. Potem kolejny i kolejny. Dawn Spark mógł zauważyć, że ich atak powoli zmniejsza intensywność. Nie było tajemnicą, że kliku najwyraźniej oberwało. Mrok stał się na niewielką chwilę ciężki, że nawet oddychanie sprawiało trud, a potem się rozwiał. Ogier mógł spostrzec, że znów jest w sali, ale teraz pozbawionej ciemności. Kilkoro jednorożców leżało nieprzytomnych na ziemi. Nagle niewielka ciemna chmura opadła na środek i zaczęła zmieniać się w jednorożca odzianego w dobrze znaną zbroję. Minął niemal każdego, aż zatrzymał się przed ogierem, który niedawno poprowadził do ataku innych rekrutów. - Uważasz się za lepszego niż reszta - jego głos pozostawał taki sam jak do tej pory, zupełnie pozbawiony emocji. - Twoje oczy to zdradzają. Uważasz, że gdybyś dostał teraz kryształ on by cię wybrał? Zostałbyś jednym z nas, czy przeżywał katusze, aż bym się nad tobą nie ulitował i go odebrał?
  12. Magus

    Baza - Nie wiem... - powiedział ponuro na pytanie ogiera, ale z pewnością nie z niechęci, a raczej własnej bezradności. Nic nie odpowiedział na kolejne pytania Batty tylko położył gwardzistkę pod ścianą, a potem zdjął hełm. Jak się okazało klacz nie wyglądała na specjalnie twardą i była dość drobna. Prosta brązowa sierść i żółta teraz postrzępiona grzywa. Na jej głowie były liczne ślady zadrapań, z których nadal powoli wypływała krew. Nadal bardzo słabo oddychała. - Za dużo już zginęło - zacisnął zęby. - Nie zdążyłem w porę zareagować i na nią skoczył. Z drugim rzuciliśmy się na tego stwora. Tamten sama widziałaś jak skończył gdy nim rzucił, zostałem sam, a wtedy nas znalazłaś. Ona jest naszym lekarzem, ale teraz... - otoczył ją magiczną energią. - Nie jestem w to najlepszy, ale spróbuje coś zrobić i jej pomóc - spojrzał na ogiera, który niedawno dołączył. - Jeśli potrafisz opatrywać rany możesz spróbować pomóc - potem znów spojrzał na Batty. - Nie do końca wiem... To znaczy... Słuchaj, dostaliśmy rozkaz zajęcia tej bazy. Podobno buntownicy stanowili zagrożenie i bombardowali cywilne wioski nikogo nie oszczędzając. Dzięki instrukcjom i całemu opisowi bazy nie było to trudne zadanie. Po zajęciu bazy i przegnaniu buntowników mieliśmy tylko ją utrzymywać w całości. Około tydzień później pojawiła się spora grupa kucyków. Wśród nich byli kapłani, zwykli robotnicy, a nawet oddziały śmierci. Dostali rozkaz od samej cesarzowej by przekopać się w okolicy gór. Prace wykopaliskowe trwały w najlepsze, aż natrafili na jakąś świątynie. Nic nam nie mówili, my mieliśmy tylko utrzymywać pozycje. Około tydzień po znalezieniu świątyni odeszli zabierając coś z jej wnętrza, a nam zostawiono ten sam rozkaz. Macie pilnować bazy i się nie ruszać. Dzień później w nocy nasi wartownicy nagle zniknęli. Znaleźliśmy tylko jednego, który mamrotał o potworach jak to dorwały innych i nie można ich zabić. Uznaliśmy, że oszalał i skierowaliśmy go na izolatkę. Nie trwało długo nim okazało się, że wariat ma racje. Byliśmy notorycznie atakowani przez te stwory tracąc coraz więcej żołnierzy przy każdym ataku. Z Canterolotu nie przybywały informacje, a my zostaliśmy odcięci. Nieważne jakie stawialiśmy zapory zawsze się dostawały. One nie zabijały nas by się najeść, a robiły to z radością, jakby to była ich natura. Wymyślały najbardziej monstrualne sposoby zabijania i robiły wszystko by ich ofiary cierpiały i błagały o śmierć. Nic ich nie zatrzymywało. Broń palna czy nasza magia była zupełnie bezużyteczna. Ich skóra jest cholernie twarda, jakby walić w coś pancernego. Jednak strzał prosto w otwartą paszczę może być skuteczny. Wracając jednak do świątyni. Nie wiem czego tam szukano, a zamknięcie jej to spory problem. Wysłaliśmy tam grupę dwudziestu gwardzistów. Wszyscy uzbrojeni po zęby i wyszkoleni. Nikt nie wrócił. Położenie świątyni sprawia, że nie sposób ją zbombardować, a zasypanie kamieniami nic nie pomoże, bo się przekopią jak za każdym razem - dodał ponuro. Sala szkoleń - Świeże mięso - rozległ się głos po sali, przerywając rozmowy, ale nikogo nie było widać. Nagle zaczęła zbierać się przed ochotnikami czerń, która formowała postać kucyka. Podobnie jak inni z oddziału śmierci gwardzista odziany był w zbroję, która przypominała jedność z ciałem. Zupełnie jakby nikogo nie było w środku. Klejnot na klatce piersiowej zaczął lekko świecić. - Tylko wybrani dostają zaszczyt wstąpić w nasze szeregi - dodał ponuro. - Większość wariuje, ucieka lub umiera. Z waszej grupy myślę, że przetrwa może z dwóch lub trzech i dostąpi zaszczytu przysięgi. Na początek poddamy was licznym testom, które was złamią, a potem nad wami popracujemy. Dobrze, to na razie tyle, wszyscy za mną - powiedział i powoli ruszył w głąb niekończącego się mroku znikając z oczu wszystkim. - Ej gdzie on jest? - spytał, któryś z kucyków i wbiegł za gwardzistą podobnie jaki inni. - Jest tu ktoś? - roznosiły się kolejne głosy, a światła rogów nie były w stanie rozświetlić tej ciemności. Gdy Dawn Spark wszedł tam również, mógł szybko spostrzec, że nic nie było tu widać. Zupełnie jakby wszyscy znaleźli się na pustej arenie. - Już nie dajecie rady? - powiedział szyderczy głos żołnierza. - Jeśli nawet nie potraficie mnie znaleźć, to możecie się od razu wycofać, ale gdzie wyjście prawda? - zaczął rechotać. Nawet zlokalizowanie go po głosie było trudne, bo można było odnieść wrażenie, że głos dobywa się ze wszystkich stron.
  13. Magus

    Czarny rynek - Cokolwiek byś nie zrobiła i tak stałaś się już popularna - mruknął gwardzista, patrząc jak wszyscy się gapią, ale nie reagowała na wiadomość o kradzieży. Najwyraźniej nie bardzo go to interesowało lub nie należało do jego obowiązków. - Czyli co, chcesz zgłębiać magię? - zwrócił najwyraźniej uwagę na to co powiedziała. - To chyba powinnaś spotkać się z Crystal, jeśli istnieje magia to jej rzemiosło, z tego co wiem, ale... - Co jest? - nagle przerwał barman, bo po barze zaczął rozpościerać się ciemny dym. - Zaczekaj... - powiedziała nagle klacz, odsuwając od White się nim rzuciła zaklęcie. - Słyszysz? - za drzwiami panowało jakieś poruszenie, ale nie brzmiało to na bójkę. Nagle ktoś otworzył drzwi do toalety, a za postacią wlewał się do pomieszczenia dym. - Sorki trochę zwaliłam - powiedział głos, który White z pewnością znała. W obłokach dymu pojawiła się Crimson. Z nosa spływała jej stróżka krwi, a oko miała lekko napuchnięte. Natomiast grzywa była w większym nie ładzie niż do tej pory. - Musimy się śpieszyć, długo to się nie utrzyma. Złap ją za kopyto żeby się nie zgubić - powiedziała do White, a gdy to zrobiła sama złapała ją za kopyto i zaczęła ciągnąc za sobą. Crimson najwyraźniej pamiętała gdzie jest wyjście, bo zręcznie prowadziła obie klacze mimo obecnego harmideru. Jeden ogier nawet prawie wpadł na White niczego nie widząc, ale na szczęście ominął ją w ostatniej chwili. Baza - Sama stwierdziłaś jestem ci coś dłużny - powiedział gwardzista, ignorując nowo przybyłego. Miał teraz większy problem, bo musiał przez wentylacje ciągnąć ledwo żywą gwardzistkę, która z każdą chwilą była słabsza. Czołgał się za resztą grupy Fire ciągnąc za pomocą magii nieprzytomną gwardzistkę i prowadząc za sobą przy tym Batty i nieznajomego. Na dole musiał dziać się istny koszmar, bo nieludzkie ryki zalewały pomieszczenie, więc potworów musiała być tam masa. - Tutaj na pewno nie wejdą - dodał po chwili. - Niepotrzebnie tu przyszliście. Jedyna nasza szansa to ucieczka - dodał ponuro. - Te stworzenia nie są z naszego świata. Wylazły z tej przeklętej świątyni i będą wychodziły, aż brama znów nie zostanie zamknięta. To dlatego tak trudno je zabić i różnią się od wszystkiego innego Sala szkoleń - Mighty Clash - powiedział podając kopyto, a potem pokręcił głową. - Niestety nie miałem okazji. Jestem z rytuału. Gdy stwierdzono, że jest we mnie potężna moc magiczna dano mi kilka możliwości, a ja chciałem lepiej służyć imperium. Nikt nie wzbudza takiego szacunku w dzisiejszej Equestrii jak oddziały śmierci i podobno oni jedyni mają szansę zobaczyć cesarzową - powiedział z nieukrywanym uśmiechem. - Nie wierzę w to, że nie istnieje. Musi tam być, a ja chce ją spotkać i okazać wierność, bo ona prowadzi nas do lepszej przyszłości - Ja tam nie jestem pewny jej istnienia - nagle wtrącił ogier obok. - Skoro jest tak potężna, czemu nam się nie ujawnia tylko wciąż skrywa w mroku? Co ukrywa? - Jesteś głupcem - warknął Might. - To na pewno nie mit, zgadzasz się ze mną, Dawn?
  14. Magus

    Czarny rynek Już przy drzwiach nim wyszła Sinister mogła usłyszeć liczne pomruki dochodzące z głównej sali. Najpewniej domyślała się co to oznacza, ale otwarcie drzwi wszystko potwierdziło. Zatrzymane w czasie do tej pory kucyki powoli dochodziły do siebie, Wszyscy wyglądali na dość zdezorientowanych całą sytuacją. Gwardzista, z którym Sinister robiła interesy i barman przyglądali się temu z zaciekawieniem. Najwyraźniej nie byli pewni czy minął czas zaklęcia, czy ta klacz ich uwolniła. W każdym razie nikt już nie wyglądał na chętnego do dalszej bójki. Nawet Crimson, która powoli wstawała na kopyta, patrzyła na to wszystko jakby próbowała zebrać myśli. Spojrzała jednak na ogiera pod swoimi kopytami i jeszcze raz go grzmotnęła, tak, że stracił przytomność. Chwila zadumy nagle jednak została przerwana przez niespodziewany wrzask. - Okradziono mnie! - nagle wrzasnął jednorożec, któremu White odebrała niedawno klacz. Spojrzał nagle na dwa rosłe ogiery. - Przeszukajcie całe to miejsce i sprowadźcie mi te małą dziwkę. Już ja ją nauczę czym się kończy ucieczka Klacz patrzyła z zaintrygowanie zarówno na wymianę zdań między obiema klaczami jak i na zaklęcie, którego używała ta nowo przybyła. Patrząc na nie nie mogła się nadziwić jak bardzo się różniły, a mimo to potrafiły współpracować. Nie mówiąc, że dziwne samo w sobie było to, że ta druga była jednorożcem, a mimo to wyglądem i zachowaniem zupełnie nie przypominała jednego z nich. Niestety nie było nawet okazji z nią porozmawiać, bo klacz zniknęła zaraz po rzuceniu zaklęcia. Sama nie wiedziała czy to dobrze, ale nawet nie zdążyła jej jednak podziękować za pomoc. Zaraz jednak jej uwaga skupiła się znowu na White. - Pumpkin Blossom... - powiedziała cicho. - Jesteście zupełnie inne, ale widać, że wiele dla siebie znaczycie, bo nikt od tak bez powodu by dziś raczej nie pomógł - westchnęła. - Jak mamy wyjść? Jeśli wyjdziemy salą ktoś może się domyślić Baza Mimo że gwardzista nic nie odpowiedział, słuchał uważnie prowadzącej go klaczy. Nie wiedział jednak czy chciała uświadomić mu jak bardzo był naiwny, czy raczej przekazać coś czego nie dostrzegał. Nie trwało długo nim dotarli do innych, a dźwięk chrobotania stawał się coraz bardziej donośny. Jak się szybko okazało była tu całkiem duża zorganizowana grupa. Szybko połączył fakty, rozumiejąc, że są to najpewniej buntownicy, którzy przybyli odzyskać dawne tereny, teraz jednak należące do kogoś innego. W obecnej sytuacji liczyło się tylko przetrwanie, nic ponadto. Nie dziwił się jednak, że przywódczyni tej grupy mu nie ufała, to był jednak przejaw rozsądku. - W obecnej sytuacji, walka między sobą byłaby głupotą - mruknął gwardzista, słysząc, że zbliżają się coraz bardziej. Czekał jednak niemal do samego końca dając tym samym do zrozumienia, że chciał robić za wsparcie dla Batty, aż nie wejdą inni. - Musisz wiedzieć że potrafią znikać - powiedział nagle w jej kierunku. - Nie wiemy do końca jak to robią, ale to przypomina trochę naszą teleportacje na niewielkie odległości - nagle zaczął strzelać w kierunku, z którego dochodził dźwięk, najwyraźniej byli już wystarczająco blisko. Batty mogła nawet dostrzec pierwsze stwory, gdy jeszcze nie wszyscy zdołali wejść. Stwory zaczęły szarżować w ich kierunku gdy gwardzista próbował je ostrzeliwać swoim karabinem. Dopiero gdy wszedł ostatni kucyk, a on został tylko z Batty sam również wszedł za nimi. - Szybko! - krzyknął do Batty, wyciągając kopyto by go złapała, gdy jeden ze stworów skakał w jej stronę. Canterlot sala szkoleń Pomieszczenie, do którego wszedł Dawn było rozległe oddzielane licznymi drzwiami. W sali, do której trafił nie było zbyt wiele rzeczy. Było to niemal puste pomieszczenie otoczone niepokojąco mroczną aurą, zupełnie nie przypominającą tej kucykowej. Poza wspomnianym ogierem było tu jeszcze kilku innych, którzy najwyraźniej podobnie jak on chcieli dostać się do oddziałów. Wszyscy reagowali różnie na mrok tego miejsca. Jedni wyglądali jakby mieli się zaraz pochorować, a inni starali się siedzieć twardo, choć widać było niepokój na ich pyskach. Ogier do którego przyszedł Dawn z dokumentami, spojrzał na niego ponuro. - Siadaj gdzie inni i czekaj, aż zgłosi się ktoś po was - powiedział niemal nienaturalnym tonem wracając do swoich zadań i nie zwracając już uwagi na nowo przybyłego. Z niektórych pomieszczeń docierały niepokojące dźwięki przypominające wrzaski i wycie, a nawet odgłosy walki. - Też chcesz zrobić szybką karierę? - spytał Dawna jeden z czekających ogierów.
  15. Magus

    Czarny rynek Wnętrze toalety nie wyglądało najlepiej. Możliwe, że właściciel tu sprzątał, ale w godzinach szczytu brakowało tu bardzo wiele. Mimo, że była to toaleta damska nie brakowało napisów na ścianie mających być typowymi śladami wandalizmu. Umywalki co niektóre były uszkodzone podobnie jak toalety. W niektórych kabinach brakowało klamek przez co nie sposób było zamknąć drzwi od nich. Nawet w niektórych miejscach brakowało uchwytów od kranów. Jednak nie było tu powszechnego brudu. Najwyraźniej właściciel przestał wymieniać to wszystko uznając, że nie ma sensu, a napisy były zbyt trudne do zmycia, więc skupiał się na zwykłym brudzie. Nie było jednak nigdzie widać klaczy, która wyskoczyła zza rogu dopiero gdy usłyszała głos White. Do tej pory ukrywała się skulona za jedną z kabin. - Przepraszam... - powiedziała cicho, patrząc na dwie klacze. Nie do końca wiedziała o co się sprzeczają, ale zrozumiała, że chyba szukają czegoś o nietypowej barwie. Wyciągnęła kopyto pokazując niewielki trochę obsuszony liść, ale nadal zachowujący ślady zieleni. - Znalazłam go przy oknie - wskazała kopytem na okno w ścianie. - Czy to się nada do tego co planowałyście? - spytała niepewnie. Baza - Faktycznie nie wyglądacie... - powiedział nagle zdziwiony, a potem zaczął lekko rechotać. - Czyli to wszystko? - spytał bardziej siebie. - Przysłali nas, wypuścili te cholerstwa z tej świątyni, a potem spisali na straty? - uderzył kopytem w ścianę, nie kryjąc wściekłości. - Inni podejrzewali, że tak jest, ale ja wierzyłem, że cesarzowa wkrótce wyślę oddziały śmierci, kapłanów, cokolwiek, a nas tak po prostu zostawili, a teraz mamy tylko was... - spojrzał jak Batty zabiera jednego z gwardzistów, a drugiego zostawia. Nagle podniósł swój hełm i podniósł lewitacją drugiego gwardzistę kładąc go na grzbiecie. - Po śmierci naszego dowódcy jestem najstarszy stopniem. Dopóki oddycha jest nadzieja. Jeśli będziemy was spowalniać możecie nas zostawić. Nie mogę pozwolić żeby tak tu została zeżarta przez to cholerstwo, to nie śmierć godna żołnierza - wskazał kopytem na martwego stwora, a potem spojrzał na nie. - To nietypowy sojusz, ale ciężkie czasy takich wymagają. Później opowiem wam ile trzeba, ale teraz... - nagle odwrócił głowę, Batty na pewno biorąc pod uwagę jej słuch, nawet lepiej to usłyszała. Chrobotanie jak na razie jeszcze daleko, ale zbliżało się zdecydowanie w ich stronę. - Teraz nie jeden, a wielu. Zareagowały na tego śmiecia, musimy uciekać, bo nas rozerwą na kawałki, szybko prowadźcie do swoich