Jump to content

Magus

Brony
  • Posts

    5480
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    6

Magus last won the day on February 2

Magus had the most liked content!

About Magus

  • Birthday June 28

Kontakt

  • Gadu-Gadu
    9083854

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Zainteresowania
    Moje zainteresowania hmm głównie interesuję się przyrodą zwłaszcza zwierzętami poza tym lubię książki zwłaszca z gatunku fantasy gry sporo ich by wymieniać i oczywiście My Little Pony
  • Ulubiona postać
    Zdecydownie najbardziej lubię 3 postacie
    1.Applejack
    2.Luna
    3.Discord

Recent Profile Visitors

108520 profile views

Magus's Achievements

Dzień bez forum to dzień stracony

Dzień bez forum to dzień stracony (13/17)

71

Reputation

  1. Chociaż jedna dobra wiadomość tego dnia
  2. Magus

    Rosja vs MLP

    Wracając do tematu. Podobno w ostatni weekend mieli w Rosji spotkanie tamtejszych broniaczy, przemalowali nawet grzywę Rainbow na barwy flagi państwowej zapewne chcąc w ten sposób uniknąć pogromu za szerzenie według tamtejszego rządu lgbt, ale nie udało im się do końca. Służby miały szybko spacyfikować i zakończyć całe spotkanie. Dla ciekawych całej sytuacji zostawiam link do artykułu xd. https://wiadomosci.wp.pl/my-little-pony-nowym-wrogiem-putina-policja-rozpedzila-konwent-w-rosji-6997372686043840a
  3. Moim zdaniem na obecną sytuacje składa się wiele rzeczy. Jedną z nich jest wycofanie społeczne, które dostrzegam choćby u swojej siostry i powoli chyba też u siebie. To wycofanie nie objawia się tylko w realnym, ale i w sieciowym świecie. Strach przed ludźmi oraz tym co o nas pomyślą jest tak wielki, że boimy się wyjść z bezpiecznych kokonów. Moja siostra choćby właśnie z tego powodu unika wszelkich rozmów z kimś kogo nie zna. Unika społeczności gdzie jest zbyt wielu ludzi, a tym bardziej unika dyskusji z nimi. Wyjścia z domu nawet do sklepu są dla niej koszmarne, bo nie znosi nawiązać żadnego kontaktu. U siebie dostrzegam podobne sytuacje kiedy wchodzę w miejsca gdzie są tłumy ludzi, a ja jestem sam. Zawsze mam irracjonalne wrażenie, że wszystkie okoliczne oczy skupiają się na mnie i oceniają mnie na każdym kroku. Kolejna rzecz to fakt braku zainteresowania i wszechobecny hejt, który co niektórzy nazywają konstruktywną krytyką. Sam jako osoba, która swego czasu przechodziła z forum na forum wiem coś o tym. Jeśli widzę, że nie ma zainteresowania tym co robię, a ja nie mogę się odnaleźć wśród weteranów danego forum, którzy już stworzyli swoje niewielkie lub większe kręgi odchodzę, bo nie widzę sensu dalej coś robić skoro i tak właściwie nie istnieje. Mnie na tym forum początkowo utrzymywały nagrody za różne czynności. Uwielbiałem je zdobywać, niemal jak trofea w grach. Były to tylko ikony, ale były świadectwem moich osiągnięć na forum, ich zniknięcie było jak dla mnie w tym przypadku pierwszym gwoździem do trumny. Jeśli idzie o drugą sprawę, to pamiętam jak kiedyś była sytuacja, że pojawiła się tu jakaś 10 latka. Wyraźnie chciała się odnaleźć na forum, ale część forumowiczów spisywała ją niemal natychmiast na straty, bo jak dziecko wśród dorosłych lub starszych nastolatków? Zapominano w tym wypadku, że jest to forum o cholernej bajce, którego głównym targetem były właśnie dzieci, ale najobrzydliwsze dla mnie przyszło potem. Ta dziewczynka wrzuciła obrazek żeby się pochwalić swoim talentem. Przyznam otwarcie nie był to może obrazek narysowany nie wiadomo jak artystycznie, ale sam nie rysuje lepiej niż tamto dziecko, więc uznałem, że nie ma co, a ona ma jeszcze czas aby się nauczyć i dalej próbować. Niestety wielu chyba o tym zapomniało. Widziałem komentarze typu przestań rysować, nie ma dla ciebie nadziei. Co to za szajs? Porażka... Nawet admin się w pewnym momencie zirytował poziomem tych wypowiedzi. Nie dziwi potem, że ludzie, którzy coś tworzą, a są z natury delikatni psychicznie wycofują się, a nawet porzucają dalsze marzenia. I nie twierdzę, że wszystko musi się podobać, ale może warto zastanowić się nad konstruktywną prawdziwie krytyką zamiast zabijać czyjeś marzenia. Jestem chociażby na stronie lubimyczytać gdzie komentuje każdą książkę, którą przeczytam. Staram się wybierać tylko te, które są w moim guście. Czasem jednak zdarza się, że tytuł nie zawsze do mnie trafi, ale nigdy nie napisałem ani pod taką książką czy ficiem na wattpad, że jakie to gówno, niech autor przestanie lepiej pisać. Staram się po prostu wyrazić w takiej sytuacji co w tej książce mi się podobało, a jakie jej aspekty do mnie nie przemówiły, ale bez obrażania i wyzywania. Każdy ma swój styl i robi po swojemu jednej robi to gorzej inny lepiej, jeden przemówi do pewnej grupy ludzi inny do innej, ale wypada się szanować. Brak czasu, to jedna z częstych przypadłości w obecnym zabieganym życiu. Gdy trafiłem na to forum na początku myślałem, że będzie jak zawsze do tej pory posiedzę tu miesiąc może góra dwa i zniknę niezauważony jak zawsze. Było jednak inaczej, bo poznałem tu grupę ludzi, z którymi nawiązałem trwałe relacje, a nawet przyjaźń. Wszyscy mieliśmy własne przemyślenia i inne zdania na różne tematy, pochodziliśmy z różnych części kraju, a mimo to potrafiliśmy ze sobą rozmawiać odłożyć na bok różnice i dobrze się bawić. Był to czas wspaniały, a spotkania i pisania z tymi ludźmi wyczekiwałem każdego kolejnego dnia. Czas jednak niestety mija i mimo, że nadal utrzymujemy kontakt, to nie mamy już tyle czasu co zwykle. Wszyscy jesteśmy zabiegani walcząc o każdą odrobinę czasu na wszystko. Ciężko znaleźć go tyle co mieliśmy dawniej aby bawić się w nasze luźne gry ról, a nawet na długie wielogodzinne dyskusje jakie mieliśmy wtedy. Kolejną sprawą są światopoglądowe różnice, które moim zdaniem są teraz największym rakiem każdej dyskusji. Jeśli zaczynasz nawet najbardziej błahą obecnie dyskusje trzeba pilnować się na każdym kroku, jedno słowo, które zostanie źle odebrane i zaraz jesteś atakowany z każdej strony raz z lewej czy prawej. Wielokrotnie już widziałem siłowe narzucanie innym zdania na każdy aspekt, a jak to nie wychodziło, to zaczynały się prowokacje, zaczepki i wyzwiska byle tylko sprowokować i zepsuć cały dzień osobie, która ma inne zdanie. Nieważne jakie dasz dowody na poparcie swoich słów, jak trafisz na konkretny beton niczym go nie przekonasz. Jeśli powiesz coś nie tak na lewą stronę wychodzisz na Hitlera i wiele innych tego typu obelg, powiesz coś na prawą stronę jesteś pedałem i nic nie wartym lewakiem, neutralność niemal nie istnieje musisz być w pełni oddany jednej ze stron. Nawet w aspektach rozrywek dostrzegam jak ludzi ogarnia szaleństwo. Korporacje dymają nas na każdym kroku wykorzystują nas do bicia kasy dając coraz gorsze produkty, ale ich fanatyczne grupy mają to gdzieś. Widzę co chwilę wojny konsolowe czy z pecetowcami walki o to jaka gra powinna być na jakiej platformie, bo jak z ps pojawi się pc ból dupy, a jak gra z xbox pojawi się tylko na tej konsoli to nowa wojna wywołana przez jedną ze stron. Sztuczne zaniżanie oceny produktu ku chwalę korpo, które się z nas śmieje. Sony czy Microsoft wydadzą gównianą grę? Co z tego ich fanatycy będą bronili tych produktów tak jak byś obraził ich matkę i ojca bo wyraziłeś jakąkolwiek krytykę na temat danej gry. Nie dziwne więc, że w takich sytuacjach coraz bardziej unika się jakichkolwiek dyskusji. Mi wystarczy, że w pracy się nadenerwuje nie potrzebuje tego jeszcze w wolnym czasie. Choćby dlatego niemal wycofałem się z grania w sieci, dyskusji na wszelkich forach czy zacząłem wręcz unikać ludzi trzymając się tylko tej garstki, którą już poznałem na tyle, że mogę im ufać. Tak przynajmniej ja widzę powody dla których fora znikają.
  4. To był niezły rok ;p. Gdyby nie to, że wyszedł dodatek do Cyberpunka i całość przechodziłem drugi raz od nowa pierwszy byłby Baldur :D

    trophies.jpg

    gaming-style.jpg

    top-game.jpg

    first-game.jpg

  5. O cholera :/. Oby się udało 😞
  6. Magus

    Rosja vs MLP

    Wydaje mi się, ze jednak głównie chodzi u nich o walkę z tęczą. Ostatnio coś było, że były najazdy na bary dla homoseksualistów i banowaniu gier typu Dragon Age za treści homoseksualne. Może zaczynają popadać w paranoje i wszędzie widzą już tylko lgbt. Cholera wie jak wiele czasu minie nim zaczną walić czymś w prawdziwe tęcze
  7. Magus

    Rosja vs MLP

    Już od pewnego czasu uważałem, że Rosja to stan umysłu, ale z każdą chwila coraz bardziej się przekonuje, że wciąż potrafią mnie zaskoczyć. Tamtejsze władze jak widać znalazły sobie kolejnego wroga. Wszystko więc według nich najwyraźniej wskazuje, że oglądamy lub oglądaliśmy kreskówkę dla pełnoletnich widzów xd https://www.o2.pl/informacje/putin-przed-marcowymi-wyborami-zdefiniowal-wewnetrznego-wroga-rosji-6970605289650752a?fbclid=IwAR31wdySb4ytWSC3z0iztqnS05RjYFYAvtYudPUHxRfHK_6B8xrgfQJgR14
  8. Wiadomo co się stało z działem luźnych gier? Został skasowany czy to jakiś błąd na stronie?
  9. Wiadomo czemu dział LGR zniknął?

    1. Decaded

      Decaded

      Siper robił porządki

    2. Magus

      Magus

      Jak dla mnie to wygląda na większy bałagan 😕

  10. Baltimare Crimson w milczeniu obserwowała próby zdobycia transportu przez White. To nie była jej bajka. Wiedziała, że nie wygląda źle, a gdyby trochę poprawiła swój buntownicy wygląd pewnie jeszcze bardziej przyciągałaby wzrok. Problemem był tu jednak nie tylko wygląd, ale i zachowanie. Ona nie potrafiła odegrać małej zakłopotanej klaczy, a brak rogu sprawiał, że była na swój sposób pariasem. Jak kuc ziemski mógł niby zagadać do jednorożca? Reszta nietypowej grupy też się nie mieszała do tej rozmowy uznając, że White sobie lepiej poradzi niż którekolwiek z nich. Nieznany jednorożec odskoczył nieco speszony słysząc głos White. Szybko się jednak uspokoił kiedy już ją dostrzegł i zmierzył jej wygląd od góry do dołu. Było jasne co mu chodzi po głowie. Złapał jej kopytko i delikatnie ucałował. - Jakbym mógł odmówić tak uroczej młodej damie - spojrzał jak kuce ziemskie kończą pakować jego dobytek. - Gdzie dokładnie chciałaby się pani dostać? Ja wyruszam w bardzo długą trasę do Crysal empire. Czy taka droga pani odpowiada? - spojrzał następnie za nią na "kuce", które czekały. Dobrze, że wyraz twarzy Crimson był skryty. Gdyby ją zobaczył mógłby nie być już tak chętny do pomocy. Jej zachowanie nie było spowodowane jednak zazdrością. Crimson po prostu nienawidziła wyższych sfer, właściwie od zawsze tak było. Takie kuce zbyt bardzo kojarzyły się jej z przeszłością do jakiej nienawidziła wracać. Ogier znów spojrzał na White. - Czy to służba panienki? Ma pani jeszcze jakiś bagaż poza nimi? W tym czasie z posterunku wybiegło dwoje gwardzistów rozglądając się na wszystkie strony. Ich pełne zdenerwowania spojrzenia jasno mówiły co się dzieje. Wybiegło kolejnych dwóch z włóczniami, ale to nie było jeszcze najgorsze, bo kolejny, który wyszedł miał broń palną, karabin z czasów wojny z ludźmi. To jasno mówiło, że nie zamierzali się patyczkować.
  11. Baltimare - Zawsze marzyłam o pięciu minutach sławy, ale raczej grając na koncertach z gitarą - Crimson krzywo się uśmiechnęła, a następnie ubrała przebranie. Nie bardzo chciała o tym gadać, ale miała wrażenie, że nie jest dobrze. Nawet jak uciekną, to wszędzie wyślą jej wizerunek. Wiedziała, że jest spalona w całej Equestrii, a jej dostawy dla gwardii teraz niewiele będą znaczyły. Jeśli nie znajdzie podmieńca, który ją wrobił i ten się grzecznie nie przyzna ma przesrane. Nawet zresztą jeśli tego jakimś cudem dokona, to i tak ją oskarżą za ucieczkę i przy okazji pomoc w ucieczce reszty więźniów. Stała się więc terrorystką i morderczynią w jednej chwili. Miała tak pokaźne cv, że już zastanawiała się nad tym jak je opisze. Będzie musiała pomyśleć o emigracji lub całkiem zmienić swój image, co nie bardzo jej odpowiadało. No, ale na to wszystko przyjdzie czas. Nikt nie widział zastrzeżeń w planie White, chociaż gryf nadal wydawał się niezadowolony. Jego duma była narażona, bo przyjął pomoc w jego odczuciu gorszej rasy i teraz jeszcze wykonywał polecenia kucyka. Inaczej było z zebrą, która wyraźnie była gotowa bez oporów robić wszystko aby się uwolnić. Pegaz odeszła na bok i nałożyła sobie płachtę na grzbiet zasłaniając przy okazji głowę. Spojrzała na White i lekko wzruszyła kopytkami. - Moja przepaska na oku zbyt rzuca się w oczy, a bez niej byłoby gorzej - wyjaśniła. Widać było, że najchętniej by już odleciała, ale była też świadoma, że to samobójstwo. Nigdzie jednak nie było sponifikowanego, który najwyraźniej wykorzystał zamieszanie i spróbował uciec samemu. W międzyczasie gwardziści skończyli opróżniać zapasy sprowadzone przez ojca Pumpkin. Ten zabrał powóz i się nie odwrócił. Najwyraźniej nie chciał się w żaden sposób zdradzić. Było teraz kwestią czasu jak gwardia wykryje ich ucieczkę. Mieli w pewnym sensie jednak szczęście, bo przecznice dalej stał powóz, który najwyraźniej miała pociągnąć grupa kucyków ziemskich. Problemem był jednak fakt, że najwyraźniej wynajął go już jakiś jednorożec, patrząc po stroju kupiec. Powóz był jednak na tyle duży, że wszyscy mogli się pomieścić. Podejrzane miasteczko Pearl delikatnie się uśmiechnęła widząc jak Batty staje w jej obronie, ale nie powiedziała nic więcej. Chyba nie chciała prowokować Lance'a. Ten podrapał się lekko po głowie w wyraźnym zakłopotaniu. - Wiem, że z twojej strony jako cywila wydaje się to dziwne, ale nie jesteśmy tu dla zabawy. Być może walczymy o przetrwanie, a dyscyplina może je nam zapewnić. Pearl mimo bycia rewelacyjnym medykiem ma niestety kilka nagan za niesubordynacje - spojrzał na swoją podwładną. - Tylko jej umiejętności w kontroli magii pozwoliły jej nadal z nami zostać - klacz wyraźnie zawstydzona opuściła głowę, a on na nią spojrzał. - Musisz się hamować - To były tylko niewielkie wygłupy - powiedziała ponuro. - Chciałam poprawić nastrój... - Rozumiem to. W gwardii jednak musimy pozostać jacy jesteśmy, cesarzowa tego oczekuje. Staraj się zachowywać swój entuzjazm na zabawy poza służbą - westchnął i znów spojrzał na Batty. - Niedługo wrócimy Pearl nie spojrzała już na Batty tylko poszła za dowódcą, wyglądała teraz nieco jak zbity pies. W pokoju panowała cisza, ale na dole za to było inaczej, a czuły słuch Batty mógł to wykryć. Najwyraźniej była godzina kiedy miejscowi przychodzi na kilka głębszy, a jako, że tutaj nie bardzo było gdzie za bardzo iść przychodzili tu. Szmery i rozmowy oraz pijackie pieśni, ale nadal nie wracali. Nikt też nie kręcił się najwyraźniej przy pokojach. Nagle jednak z dołu rozbrzmiał dźwięk upadającego krzesła. Wyglądało jakby miała się odbyć tam jakaś bójka, ale nie było pewne między kim. Być może to tylko kłótnia lokalnych, a może to jej towarzysze się w coś wpakowali.
  12. Baltimare Crimson wyraźnie chciała coś powiedzieć, ale nim zdołała White odwróciła wzrok, a ona lekko zmarszczyła brwi. Nadal była poobijana, ale coś wyraźnie zaczęło ją nieco męczyć po tym wyznaniu związanym z podmieńcami. Nie wydawała się zła, ale coś na pewno ją gryzło. Nie zwracała nawet uwagi na współwięźniów i na to co robią, ale wszystko się zmieniło w momencie, w którym rozniosły się głosy gwardzistów. Podobnie jak wszyscy dookoła nawet nie próbowała ukrywać niepokoju, ale tym razem sobie obiecała, że prędzej ją zabiją nim da się znowu zamknąć w klatce. Zresztą nie miała nic do stracenia, bo i tak wisiał nad nią stryczek, a ona nie miała dowodów swojej niewinności. Dopiero głos White sprawił, że ta znów na nią spojrzała i delikatnie skinęła głową. Spojrzała na obluzowany głaz z niechęcią. Czuła się teraz jak zramolała klacz, a nie miała nawet trzydziestki. White ją co prawda uleczyła, ale jej kości nadal były obolałe po mancie gwardzistów. Nim jednak weszła niespodziewanie cmoknęła White w policzek. Zrobiła to bardzo szybko i znów się uśmiechnęła. - Tak na szczęście, po wszystkim możesz mi za to wygarnąć - Nie czekała na jej odpowiedź tylko weszła w przygotowane dla niej przejście. Ledwo tam zniknęła, a z korytarza rozległ się głos. - Chłopaki?! Jak tam?! Nadal jesteście źli, że sami tu siedzicie?! Może damy wam butelki zimnego cydru na zgodę?! Nikt nie zauważy braku kilku buteleczek! - Gryf spojrzał na sponifikowanego, który się skrzywił z niechęcią. - Jasne! - krzyknął sponifikowany starając się naśladować głos nieprzytomnych gwardzistów. - Schowajcie je dla nas, a my potem weźmiemy! Lepiej żeby dowódca się nie dowiedział! - Ok! To potem możemy razem wypić! I chyba powinieneś iść do lekarza! Głos ci lekko ochrypł! - Kroki gwardzistów zaczęły się oddalać. Kiedy White weszła do przejścia za nią ruszyła klacz pegaza potem zebra i sponifikowany. Co było oczywiste największe problemy z przeciśnięciem miał gryf. Stracił sporo piór i się naskrzeczał, ale nikt go najwyraźniej nie usłyszał. Crimson jako pierwsza wyszła na zewnątrz. Widok słońca sprawił, że musiała przysłonić oczy kopytkiem. Niedaleko gwardziści kończyli rozładunek rzeczy dostarczonych przez ojca Pumpkin. Wszystko wskazywało, że zostało im góra pięć minut nim tam wrócą i się połapią. Podejrzane miasteczko - Chyba z pięć minut temu - powiedział zastanawiając się nad tym chwilę. - Nie chciałem go puszczać samego, ale nie byliśmy pewni czy nie zacznie wyglądać podejrzanie jak zaczniemy chodzić razem nawet do toalety - Zawsze mogliby pomyśleć, że macie podróż poślubną - Pearl nie mogła się powstrzymać. Najwyraźniej w sytuacjach stresowych zawsze starała się ratować dobrym humorem, ale nie rozważała wtedy konsekwencji. - Poruczniku - powiedział takim tonem, że zaraz się wyprostowała. - Nadal jestem waszym przełożonym, więc proszę abyś darowała sobie żarty w takiej sytuacji - Oczywiście - Teraz jej ton był bardziej oficjalny i nawet zasalutowała prostując się. Czekała chwilę patrząc na Lance'a żeby się upewnić czy już może się odezwać, a kiedy była pewna trochę się rozluźniła. - Czy mogę sprawdzić czy wszystko z nim dobrze? - Nie wiem czy jest sens panikować, ale może warto się rozejrzeć - zmarszczył lekko brwi. - Tylko, że jeśli zaczniemy chodzić w pojedynkę, to znowu ktoś może przepaść, a nie możemy iść wszyscy, bo może w międzyczasie wróci - spojrzał na Batty. - Może ja pójdę z Pearl sprawdzić, a ty tu na niego zaczekasz?
  13. Baltimare Crimson nadal nie była najwyraźniej do końca pewna czy to się dzieje naprawdę czy może umysł zaczął się nad nią już zupełnie znęcać i teraz daje jej okrutne niespełnione nadzieje na ratunek. Sytuacja się zmieniła kiedy nagle poczuła niespodziewaną ulgę. Nadal nie była w pełni sił, ale było o niebo lepiej niż do tej pory. Nie chciało jej się wierzyć, że to również iluzja. Miała już pewne doświadczenia z urojeniami, a te z pewnością tak nie działały. - Ty serio tu jesteś? - powiedziała zaskoczona i pokręciła głową. - Wiesz... każdy w tej sytuacji powiedziałby, że jesteś trzepnięta, właśnie weszłaś do jaskini lwa - westchnęła. - Ja uznam, że to już miłość - krzywo się uśmiechnęła. Nadal miała na ciele ślady i wiele brakowało jej do dawnej formy, ale było z nią znacznie lepiej. Zebra sięgnęła kopytem po klucze, a następnie zaczęła otwierać swoją celę. - Chwała ci dzielna wojowniczko - powiedziała zaraz po wyjściu. - Mogłabym nas stąd zabrać natychmiast, ale zabrano moje eliksiry i pył naszych przodków - podeszła do celi klaczy pegaza i jej otworzyła. Klacz rozprostowała skrzydła i rozejrzała się ponuro, a jej wzrok skupił się na White. Patrzyła na nią nadal sprawnym okiem wyraźnie niechętnie, ale w końcu jej zasalutowała. - Nie wiem czemu to zrobiłaś, ale dziękuje. Muszę dostarczyć wieści mojemu dowództwu w nowym Cloudsdale. Tyle powinno ci wystarczyć - wyraźnie nie chciała rozwijać tematu. Nagle jednak spojrzała wściekle na zebrę. - Co robisz? - ledwo się powstrzymała przed krzykiem widząc jak chce otworzyć celę gryfa. - A na co to wygląda? - spytała zaskoczona. - Chcesz ich wypuścić? - rozejrzała się ponuro. - To nie są nasi sojusznicy - Pieprzony kucyk - splunął gryf. - Teraz czujesz się wielka, bo jesteś wolna? Nie będę żebrał o litość - Wszyscy jesteśmy obecnie związani jednym losem. Nie możemy ich tak zostawić. Poza tym mogliby powiadomić straże - Pegaz nadal nie wydawała się zadowolona, ale nic nie powiedziała. Zebra otworzyła celę gryfa, a ten wyszedł. - Wspaniale - powiedział z radością. - Teraz przekonają się na co stać prawdziwego gryfa. Niech tylko tu przyjdą, a powyrywam im rogi i zrobię sobie z nich pamiątkowy łańcuch - Tak! - wrzasnął zadowolony sponifikowany po tym jak mu otworzono. - To początek powrotu prawdziwej rasy panów! Przebijmy sobie drogę do wolności! - Oboje jesteście pieprznięci - warknęła pegaz. - Jak chcecie to walczcie, ale ja na to nie mam czasu. Nie mam zamiaru znowu wracać do klatki - Znasz drogę ucieczki? - Zebra spojrzała na White, ale wtedy w korytarzu rozległy się głosy. - Inni jeszcze ładują, ale na razie postawmy te worki - Widziałeś ile cydru? Może wypijemy troszeczkę? Nikt przecież nie zauważy - do budynku musiało wejść dwóch lub więcej gwardzistów. Sponifikowany i gryf szybko sięgnęli po broń uśpionych gwardzistów wyraźnie szykując się na najgorsze. Podejrzane miasteczko - Urocza ta twoja mania - mrugnęła do niej i delikatnie uchyliła drzwi. Wyjrzała jednym okiem, ale na korytarzu było najwyraźniej pusto. Coś jednak zwróciło uwagę Pearl i lekko się cofnęła marszcząc brwi. - Ktoś chyba tu był - powiedziała marszcząc brwi. - Pozwoliła podejść Batty do drzwi aby spojrzała. Gałąź okolicznego kwiatu doniczkowego lekko się nadal poruszała, ale powoli przestawała. - Może to przez wiatr - szepnęła. - Ale nie jestem przekonana - znów spojrzała na Batty. - Ubezpieczaj mnie, ja wyjdę pierwsza. Jeśli ktoś tu jest to lepiej aby mnie obezwładnili niż ciebie, twoja broń, to nasza przewaga - przełknęła ślinę i pchnęła drzwi wyskakując na korytarz. Nic się jednak nie stało, rozejrzała się, ale nikogo nie dostrzegła. Machnęła kopytkiem do White dając jej znać, że droga wolna. Bardzo ostrożnie zbliżyła się do pokoju swoich towarzyszy i delikatnie zapukała. Drzwi się uchyliły i spojrzało na nich oko Lance'a - Myślałem, że to Spear - westchnął i otworzył szerzej. - Poszedł na chwilę do toalety. Wszystko dobrze? - Pearl zmarszczyła brwi i spojrzała na Batty. - Może sprawdzę czy nic sobie nie zrobił? - Myślicie, że zaatakowaliby tutaj? - spytał nieco zmieszany. - Nie przesadzacie trochę?
  14. Baltimare - Kiedyś nasze rasy żyły w zgodzie - powiedziała zebra. - Nadal pamiętamy, że są wśród was tacy. Walczyliśmy wspólnie w niejednej bitwie, aż na tron nie zasiadła uzurpatorka. Jeśli jej nie służysz pokaż, że nadal pamiętasz tamten czas - Należysz do ruchu oporu? - spytała teraz zainteresowana pegaz. - Czy jest to sztuczka, która ma pomóc mnie skłonić do wydania naszej kryjówki? - Zamknijcie się żałosne istoty! Wszyscy jesteście nic nie warci! To świat ludzi, a wam należy się tylko śmierć! - wrzeszczał wściekły wychudzony ogier. - Wrzeszcz głośniej, idioto - warknął gryf. - Niech wszyscy się tu zejdą - spojrzał ponuro na White. - Chociaż wiadomo, że ona została tu podstawiona. Nie można jej ufać Gdy inni się sprzeczali z celi Crimson dobiegł cichy pomruk. Coś poruszyło się w ciemności i bardzo słabym krokiem ruszyło w kierunku klaczy. Kiedy szła niemal potykając się o kopyta można było dostrzec zmianę. Crimson zawsze nie wyglądała na kogoś kto dba o wygląd. Była wyrazem zbuntowanej klaczy i nigdy tego nie ukrywała. Mimo wszystko była na swój sposób atrakcyjna, co raczej skrywała pod swoim nietypowym stylem. Teraz jednak była w dramatycznym stanie. Pod okiem miała opuchliznę, a pod pyszczkiem ślady zeschniętej krwi. Nawet na jej ciele były ślady jakby ktoś uderzał ją batem i to nie raz. Mokra sierść w okolicy głowy sugerowała, że była podtapiana. Miała nawet ślady przypalenia magią. Na jej twarzy pojawiło się coś co przypominało uśmiech, ale teraz bardziej wyglądało na skrycie okropnego bólu. - Chyba już gorzej ze mną, bo głowa stwierdza, że trafiłam do raju i witają mnie anioły - upadła pod ścianę i zaczęła kaszleć. Jej ton był bardzo ochrypły w każde słowo wkładała wiele wysiłku, ale mimo to mówiła dalej. - Nie wiem... Jeśli cię tu nie ma naprawdę, to chociaż zostań, aż skończą, dobrze mieć w okolicy chociaż tak przyjemny majak - przetarła kopytem nos. - Jeśli jednak jesteś... Wiem wyglądam niewyjściowo, ale nadal mam wszystkie zęby i nic im nie powiedziałam. Wiedzieli, że nie byłam sama, ktoś doniósł, że były nas trzy, ale gówno powiedziałam, wolałam już zdechnąć - znów zaczęła kaszleć. - Oddam królestwo za coś mocnego... Podejrzane miasteczko - Cóż, gdybym wiedziała, że na mojej nieprzewidzianej przepustce czeka nas wyprawa na to zadupie wzięłabym większa sakiewkę - przyłożyła kopytko do brody. - Chociaż nie wiem czy to byłoby inteligentne widząc tę okolicę. No i chyba mieliby słabą reklamę zabijając jedynych turystów jakich mają - zaczęła się lekko śmiać, a kiedy skończyła znów spojrzała na Batty. - Nie wydaje się to zły pomysł, ale nie wiem czy obecnie ma to sens. Jeśli masz racje to nas ciągle obserwują, a w tej sytuacji mogą tylko czekać na dobry moment do ataku. Teraz mamy tych niby najemników po naszej stronie, ale poza miastem musimy liczyć na siebie. Nawet nie mogę nas teleportować, bo nie wiem jak zareaguje to ich ustrojstwo - skrzywiła się ponuro.
  15. Baltimare - Jak sądzisz ile to potrwa? - spytał jeden z gwardzistów rzucając jedną z kart na stół. - Bo ja wiem. Zresztą śpieszy ci się? Teraz mamy najluźniejszą robotę. Oni niech to wypakują, a my możemy się zrelaksować. Więźniowie się przecież nigdzie nie ruszają - wzruszył kopytami i teraz on rzucił kartę. - Najlepsza robota, to taka za którą płacą, a nic robić nie trzeba - podchwycił drugi i obaj zaczęli się śmiać. - Dziwne... - gwardzista zaczął lekko ziewać. - Nie pamiętam kiedy byłem taki senny - Tak... Wiem o czym mówisz - zaczął ziewać drugi. - Może za długo siedziałem w nocy... - Przynieś kawę... - zaczął mówić sennym tonem. - Nie można zasnąć... - Masz racje... - ledwie jeden wstał, a głowa drugiego padła na stół. - Ej... wstawaj... - zaczął go potrząsać, ale tamten już smacznie chrapał. - Nie mogę... - ruszył do dzbanka z kawą. Złapał go kopytem i padł na ziemię. Dzbanek mu wypadł i się potłukł, ale nikt tego najwyraźniej nie usłyszał. Zaraz po wejściu, White mogła się przekonać, że jest tu pięć celi. Z jednej wymachiwał jakiś wychudzony ogier. Mimo, że zmarnowany wciąż warczał pod nosem: śmierć Celestii, śmierć Lunie i śmierć Crystal. Ludzie są najwyższą rasą! Obok siedziała jakaś klacz pegaz ponuro mierzyła wzrokiem ogierów, którzy spali. Miała szarą sierść i opaskę na oku. Widoczne były na niej ślady licznych bitew. Nie mówiła jednak ani słowa. W kolejnej celi siedział jakiś gryf. Pozbawiony był jednej łapy i miał złamane skrzydło. Widać musieli go pojmać na froncie i tu sprowadzić. W kolejnej celi siedziała prawdziwa zebra. Chyba niedawno tu trafiła, bo nadal nie wyglądała na sponiewieraną i miała na sobie tubylczą maskę ze swojej ojczystej krainy. Wyglądało na to, że Crystal wypowiedziała teraz również wojnę im. Zresztą, to zebra pierwsza zobaczyła White. - Nie jesteś po stronie ducha ciemności? Nie zwiodła cię swoimi kłamstwami? Pomożesz nam? - pytała patrząc na White. - Klucze są tam - wskazał kopytem na okoliczny hak. - To kucyk! - skrzeczał wściekle gryf. - One wszystkie są takie same! Możesz przekazać swojej władczyni, że gryfy się nie poddadzą! Wygramy z wami i zapłacicie za wszystko! Tylko klacz weteranka i ogier dawny człowiek ignorowali White. Ostatnia cela była ciemna, nie było tam widać nikogo. Pod ścianą leżało coś zwiniętego w kłębek, ale się nie ruszało. Ciemność nie pozwalał jednak ocenić co to jest. Podejrzane miasteczko - Ogier? - spytała lekko marszcząc brwi i na razie darując sobie komentarz na temat jej poprzedniej propozycji i pytania. - Myślisz, że może coś kombinować? - spojrzała na zamki. - Niezbyt się na tym znam... Wiesz jestem jednorożcem jak martwię się o drzwi po prostu używam magii, ale biorąc pod uwagę co się ostatnio stało... - wzdrygnęła się na samo wspomnienie tego doświadczenia. - Wolałabym tego unikać. Chyba musimy stać na czatach jak jedna zaśnie to druga pilnuje - westchnęła i sięgnęła do drzwi. - Masz racje, lepiej im powiedzmy - zrobiła jeden krok i lekko się uśmiechnęła. - Potem dokończymy rozmowę - delikatnie mrugnęła.
×
×
  • Create New...