Magus

Brony
  • Zawartość

    5223
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Magus

  1. Crimson Burn Propozycja ze strony Sinister Spell, nie przebiegła bez zdziwienia ze strony Crimosn Burn, która znów z zainteresowaniem zaczęła przyglądać się nieznanej do tej pory klaczy. Można było nawet pomyśleć, że być może rozważa propozycje ze strony Sinister Spell. Zaraz jednak znów skierowała swoje spojrzenie na rozmówczynie, gdy usłyszała uwagę o podmieńcach. Ciężko było stwierdzić, czy wzięła te słowa za prawdę, biorąc pod uwagę, że na chwilę na jej twarzy pojawił się delikatny uśmieszek. Zwłaszcza gdy wspomniała o spenetrowanym podmieńcu. Potem jednak do słowa doszła do tej pory milcząca klacz, ukazując przy tym dwa pręty. Crimson lekko mrugnęła, a potem pokręciła lekko głową. - Na początek, wolę się raczej zapoznać - powiedziała, krzywo się uśmiechając. - Jednak szczerze mówiąc, to ja nawet wolę ostrą zabawę - mówiąc to, znów spojrzała na White Wish. - Myślę że jednak lepiej poznamy się w trakcie drogi - zaczęła rozglądać się wokół. - Mamy dwie możliwości pójścia tam, chociaż jesteście jednorożcami... To może i ze trzy - mruknęła, pocierając lekko brodę kopytkiem. - Możecie nas przenieść do lasu Everfree, bo to najbliższa droga, ale to trochę za proste mi się wydaje. Ja bym wybrała zabawę z gwardią i ucieczkę z miasta w czasie godziny - lekko się uśmiechnęła na samą myśl, a potem się skrzywiła. - Najgorsze to iść kanałami - westchnęła. - Tu niby mamy nimi najbliżej, ale to kiepska droga poza tym szkoda by było... - znów spojrzała na White, nie kończąc myśli.
  2. Fabuła Kilka słów Wzór karty Postaci Imię: Strona konfliktu: Rasa: Wygląd: Obrazek lub opis Cutie Mark: (Dla kucyków) Historia: Zdolności: Czyli np zdolny majsterkowicz lub specjalista w walce do wyboru. Ewentualnie zdolności magiczne, które nie zostały opisane, na karcie sesji, ale tylko przy dobrym wyjaśnieniu. Klasa magiczna: (Tylko dla jednorożców) Miejsce urodzenia: Obecne miejsce zamieszkania: Zawód: Wiek: Zasady No to chyba najważniejsza część sesji, czyli jakie zasady będą nas obowiązywać. 1. Może na początek rzecz oczywista, zero OP. Nie może być tak, że wchodzisz w oddziały śmierci w pojedynkę, wszystkich zabijasz, a wychodzisz z tego z jednym zadrapaniem. Nikt by tego nie zrobił. W konfliktach między graczami, z których nie będzie rozwiązania zostanie rzut kością. 2. To może nieco o technologii. Zanim Equestria się pojawiła, ludzkość była bardzo zaawansowana, ale była również na skraju kryzysu. Tamte czasy minęły. Ludzka zaawansowana technologia, przepadła. Obecnie technologia sięga okolic okresu drugiej wojny światowej. Nie ma bomb atomowych, czy nie wiadomo jak innych kosmicznych rzeczy. Można próbować to odtwarzać, ale trzeba pamiętać, Crystal patrzy i widzi, wszelkie zbyt wielkie zagrożenia. Trzeba być gotowym, że można stać się jej głównym celem w takim wypadku. Ponadto, nie będzie tak, że ktoś stworzy nowoczesną broń w przeciągu dnia. To niewykonalne. Na tworzenie takiego uzbrojenia potrzeba czasu i wymagam dokładnych opisów, gdy się to zacznie. 3. Czy możliwe są sojusze z innymi rasami? Oczywiście są, ale trzeba pamiętać o sytuacji. Kucyki rodowite nienawidzą Crystal, ale boją się przeciw niej wystąpić, ze strachu o los władczyń. Poza tym winią sponyfikowanych za obecną sytuację. Sponyfikowani buntownicy winią natomiast kucyki rodowite, ta niechęć jest ogromna. Można spróbować sojuszu z podmieńcami. Trzeba jednak pamiętać, że Chrysalis jest fałszywa, na początku okaże pomoc, by tylko potem zadać cios w plecy, gdy są odsłonięte. Gryfy są dumne i pewne siebie. Uważają, że są nad innymi rasami. Przekonać je do sojuszu naprawdę nie będzie łatwo. Inne rasy są raczej neutralne. 4. Polityka królestw. No dobrze, więc powiedzmy, że ktoś gra podmieńcem i wbrew rozkazom Chrysalis, pomaga np. buntownikom, co wtedy? Jest to możliwe, ale jak mówiłem, nie ma tu tęczowych podmieńców. Zdrada Chrysalis oznacza wygnanie. Podmieńcy są silni w roju, bez niego stają się słabsi, a jeśli nie będą się żywić, tracą moc będąc poza rojem. Nie ma możliwości, że przyjaźń ich wykarmi. Najpewniej skończy się tym, że podmieniec poza rojem, będzie musiał napadać na innych żeby przetrwać. Gryfy, które zdradzają swego władcę stają się dezerterami i zostają na zawsze wygnane, a ich powrót jest równy karze śmierci. Kwestie kucyków zostały wyjaśnione w fabule. Jeśli chodzi o inne rasy. Będziesz chętny/chętna, by zagrać zebrą, smokiem lub czymś innym? Na pw proszę pisać, wtedy wyjaśnię stosunek jego rasy do obecnej sytuacji. 5. Magia, i tu robi się ciekawie. Przeciętne jednorożce mogą używać zaklęć lewitacji, czy takich do pomocy domowych. Mogą unieść rogiem do siedemdziesięciu kilogramów. Znają proste zaklęcia sprzątania, czy gotowania. Te, które mają większe pojęcie o magii, potrafią stworzyć słabe pole siłowe, promień magiczny, czy teleportować się na około sto metrów. Mogą również unieść ciężar stu pięćdziesięciu kilo. Zwykle sponyfikowani ludzie kończą na tym poziomie magicznym. Potężne jednorożce odznaczają się silnymi zaklęciami transmutacyjnymi, przywołaniami niektórych stworów takich jak patykowilki. Ponadto teleportacjami na odległość nawet pięciuset metrów. Mogą podnieść cięższe przedmioty o wadzę do trzystu kilo. Nie mówiąc, że często znają się na magii żywiołów. Czy można być takim jednorożcem? Można, ale trzeba pamiętać, że takie jednorożce zwracają uwagę Crystal i są do niej zabierane. Jeśli się nie wstawią podczas wezwania władczyni, stają się poszukiwane. Każde użycie zaawansowanych zaklęć przez takiego zbiega, zwraca na niego wzrok nowej władczyni. Sponyfikowany o takiej mocy to rzadkość i jest uznawany za abominacje. Crystal, nie uznaje, by ludzie mieli prawo do takiej mocy, są więc zwykle mordowani. Podmieńce również władają magią, jednak nieco inną. Ich najlepszą sztuczką jest jak zawsze zmiana postaci, a ponadto mogą używać promieni magicznych, czy unosić przedmiot, a nawet tworzyć pole siłowe. Moc podmieńców zależy od stopnia posilenia. 6. Kwestia pola siłowego. Silne jednorożce, mogą się uchronić przed wybuchem bomby o dużej sile. Słabsze pole siłowe, uchroni przed bronią palną, taką jak słaby karabin. Natomiast, jeśli chodzi o transmutacje, nie można też transmutować samolotu w ptaka, wszystko ma swoje granicę. Można transmutować tylko coś o podobnych rozmiarach do kucyka. 7. Wymagam pisania, co najmniej czterech linijek. Post typu „Wyszedłem na miasto i kupiłem owoce”. Traktuje jak spam. 8. Zwykle wszystko obserwuje, ale jak mnie nie ma, to starać się kontrolować w pisaniu. 9. Jeśli nie chcesz brać udziału w sesji to proszę o powiadomienie, że masz dość, by można było prowadzić fabułę bez ciebie. 10. Strony konfliktów. Więc można być sponyfikowanym buntownikiem, jednak trzeba pamiętać o ostrożności. Buntownicy zostali niemal wyniszczeni, a większe grupy ściągają uwagę gwardii i Crystal. Można być kucykiem, co dąży do odbudowania dawnego porządku. Istnieje również możliwość grać po stronie podmieńców, gryfów, a nawet Crystal. Trzeba jednak pamiętać, nowa władczyni Equestrii, nie ufa nawet do końca sojusznikom, więc na przyjaźń raczej nie ma co liczyć. Można również zachować neutralność i walczyć we własnym interesie lub po stronie nie wymienionych na razie ras. Militaria Kwestie magii
  3. Night Tale Zastanawiał się jak teraz przebiega rozmowa Dancing of the Fate. Żadne z nich nie wychodziło od czasu gdy klacz szukała informacji na temat pytania ordynatora. Nadal było mu trochę głupio, że nie pomyślał by przygotować się na tą ewentualność, ale zupełnie tego nie przewidział. Nie rozumiał również, skąd pojawiły się jego wątpliwości. Czy klacz mogła w jakikolwiek sposób się zdradzić? Niestety, drzwi gabinetu skutecznie ograniczały mu usłyszenie czegokolwiek. Niepewność w końcu się skończyła, gdy wspomniana klacz nagle się pojawiła. Nim jednak zdołał jakkolwiek zareagować, dotarł do niego jej głos. Nie był pewny, czy ordynator czymś uraził klacz lub czy była to część przedstawienia, którą mieli odegrać. Ostatecznie kiwnął tylko głową w geście zgody i zaczął iść obok Dancing of the Fate, gdy opuszczali powoli budynek. Zaraz po tym jak się wydostali, pierwszym co mogli zobaczyć, były tłumu jednorożców, stojących w kolejce do świątyni i gwardziści pilnujący by nie doszło do zamieszek. - Szybko nam nie zejdzie - westchnął Night i nagle spojrzał na Dancing of the Fate. - Przepraszam jeśli tam coś zaszło - powiedział z nieukrywanym poczuciem winy. - Może moje rady nie były dla was tak dobre jak myślałem. Jeśli coś cię zdenerwowało, biorę całą winę na siebie - zaraz potem w jego oczach pojawiło się zmartwienie. - Jeśli również wolicie, mogę się oddalić i zostawić resztę wam jeśli utrudniam wasze zadanie - powiedział bardziej ponuro. - To naprawdę było moim marzeniem, by dowiedzieć się czegoś więcej, ale wiem, że sprawy sięgają teraz dalej i są bardziej istotne niż marzenie jednego ogiera - dodał dobitnie, nie ukrywając przy tym smutku. Crimson Burn Nocne niebo powoli zakrywało miasteczko, gdy White Wish i Sinister Spell ruszyły na spotkanie z klaczą. Oczywistym było, że kucyki powoli znikały z ulic, bo zbliżała się godzina policyjna, a gwardzistów patrolujących teren było coraz więcej. Jednorożce oświetlały ciemniejsze miejsca swoimi rogami, a pegazy i kucyki ziemskie pomagały sobie latarkami i reflektorami. Ponadto na ciemnym niebie pojawiły się kucykoperze, dawniej dumnie służący księżniczce Lunie, teraz narzędzia woli Crystal. Noc była dla nich naturalnym środowiskiem, więc nie musieli sobie oświetlać drogi. Na razie, żaden z gwardzistów nie zaczepił obu klaczy, bo te jeszcze nie złamały ustalonej godziny. Idąc w kierunku umówionego spotkania, Sinister Spell mogła zobaczyć nowy napis na ścianie mówiący "Crystal zluzuj poślady". Nie trudno było się domyślić kto jest jego twórcom. W końcu po niedługim czasie, gdy zaczęły zbliżać się do miejsca spotkania każda z nich mogła zobaczyć samotnie stojącą klacz palącą papierosa, którą co najmniej jedna nich znała. Crimson Burn miała na sobie ciemną kurtkę najwyraźniej skórzaną i jakieś torby. Musiała zobaczyć obie klacze, bo wypluła papierosa i szybko ku nim wybiegła. - Już myślałam, że spękałaś - uśmiechnęła się w kierunku Sinister Spell, a potem spojrzała na drugą klacz i lekko mrugnęła. - Wow... - powiedziała na głos, przyglądając się jej z dziwnym zainteresowaniem. - Nie wiedziałam, że kogoś zabierasz, na dodatek kogoś o tak zgrabnym ciele... - mówiła, zupełnie jakby White Wish tu nie było, a zaraz potem zmarszczyła brwi, patrząc na Sinister Spell. - Ej, nie mów, że ona robi za twoją walutę, bo jeśli w takie rzeczy się bawisz, to ja odpadam... - powiedziała marszcząc brwi. - Jest za ładna i delikatna by tak tam skończyć...
  4. Ordynator Gdy padła odpowiedź klaczy, zmarszczył lekko brwi. Najwyraźniej ogier, miał nadzieje, że zdoła wyciągnąć jakąś kartę atutową, co miałoby być spowodowane jej niewiedzą. Być może chciał w ten sposób udowodnić przy okazji, że klacz tylko perfekcyjnie udaje. Znów zaczął przyglądać się jej pyszczkowi, jakby szukał w jej mimice czegoś co mogłoby potwierdzić jego racje, jednak niczego takiego nie był w stanie się doszukać. Wtedy padły kolejne słowa ze Dancing of the Fate, które wyraźnie niezbyt zadowoliły ogiera. Nie ukrywał nawet swojej niechęci, gdy nagle padła groźba z jej ust. - Nie lubię, gdy mi się grozi - wymruczał dość poważnie, kładąc kopyta pod brodą. - Ten ogier był zasłużonym bohaterem naszej krainy, a pani chce skazać go na cierpienie i więzienie we własnym chorym umyśle - powiedział dość chłodno. - Powiadają prawdę, że w takich jak wy, nie zostało już nic z dawnych nas - zmarszczył brwi. - Teraz jednak nasze losy stały się powiązane. Jeśli pani wyda naszą placówkę, ja mogę powiedzieć o naszej umowie, ale dobrze - machnął kopytem. - Mam prośbę jednak... - odparł ponuro. - Proszę zostawić Nighta w spokoju. To dobry ogier i nie zrobił nikomu nic złego. Zasługuje na coś dobrego w życiu
  5. Night Tale Słowa ze strony klaczy, nie sprawiły, że ogier się uspokoił, jakby nie było, to była jego wina, że są w tej, a nie innej sytuacji. Zastanawiał się jaki finał może mieć to wszystko. Ordynator na pewno nie wezwie gwardii, bo ma niechęć do Crystal, wiedział to. Mimo wszystko będzie chciał wyjaśnień, tego był pewny. Próbował ze wszystkich sił sobie przypomnieć, co mogło być odpowiedzią. Przynajmniej tak było do czasu, aż nie spostrzegł co Dancing of the Fate robi. Ogier widząc mechaniczną klaczkę, wychodzącą z kapelusza, uśmiechnął się. Cały czas w końcu żałował, że nie mogła tu z nimi być. Nie rozumiał jednak, co miała niby zrobić w tej sytuacji? O nic jednak nie pytał, z zaintrygowanie patrząc na niebieską mgłę. Czegoś co dawniej kojarzyło się z obecnością księżniczki nocy. a czego dawno już nie widziano. W międzyczasie. w głowie ordynatora pojawił się obraz, którego szukała klacz, jak się okazało był to ołtarz z białego marmuru, który pokryty był również pięknymi klejnotami.
  6. Night Tale Przez czas rozmowy Dancing of the Fate z ordynatorem, ogier jak zwykle siedział spokojnie czekając. Nie sądził, by coś tu mogło pójść nie tak. Bardziej się martwił, gdy klacz była sama z potencjalnie niebezpiecznym gwardzistą. A jednak jej próby ocalenia go, wskazywały, że być może wszyscy się mylą, i to co go męczyło, było gdzieś indziej niż w podłożu psychologicznym. Mimo wszystko, klacz perfekcyjnie odgrywała swoją rolę, więc i teraz musiało wszystko pójść dobrze. Szybko jednak się przekonał, że w życiu nie można być niczego pewnym. Zaraz po tym, gdy padły słowa klaczy, ogier lekko mrugnął, zdezorientowany. Po jego minie, można było założyć, że sam również się najwyraźniej tego wszystkiego nie spodziewał. - Ja... - powiedział nerwowo, a na jego pysku pojawiły się krople potu. - Naprawdę nie wiedziałem... - zaczął nerwowo pocierać kopytem o głowę. - Nigdy nie miałem tam wstępu... - przełknął lekko ślinę. - Czytałem o tym coś, kiedyś... - zaczął nerwowo mrugać, widać było, że te presja trochę go przerasta. - To było coś z kryształem, na pewno - mówił dalej nerwowo. - Nie jestem tylko pewny, co to było dokładnie... Jedno z dwóch... Kryształowa fontanna lub ołtarz, cholera... Naprawdę przepraszam - opuścił głowę ze wstydu.
  7. Ordynator Zaraz po tym jak klacz weszła do gabinetu, ogier lekko zmarszczył brwi. Ciężko było powiedzieć, czy złość była spowodowana zachowaniem klaczy, czy może jej prośbą. Równie dobrze, ogier mimo bycia jednorożcem, mógł też nie lubić jednorożców z wyższych sfer. Najpewniej zastanawiało go również, jak Night mógł zacząć zadawać się z kimś takim. Zapewne byłoby mu wygodniej, gdyby ogier również był w pomieszczeniu, a nie tylko on z tą klaczą. Zaraz jednak po wyrażeniu prośby przez klacz, ordynator nic nie powiedział, tylko położył kopyta pod brodą i spoglądał na nią zainteresowaniem. - Nietypowa prośba, biorąc pod uwagę, kim pani jest - zaczął bardziej dokładnie się jej przyglądać. - Fakt, że jednorożec o takiej pozycji, przychodzi do tego zakładu, sam w sobie jest dziwny, a na dodatek wstawia się za dawnym gwardzistą księżniczek... To jeszcze bardziej intryguje. Powinnaś raczej, kazać mi go wydać cesarzowej, by go powiesili za zbrodnię - uderzył kilka razy kopytem w brodę. - Jak to było z niebiańską biblioteką i jej symbolami, które tylko wy możecie oglądać? Piasek, mgła, drzewo i ostatnie mi chyba umknęło, czy może mi pani przypomnieć? - zmrużył delikatnie oczy.
  8. Night Tale Nieco zmieszany słowami klaczy, ogier lekko westchnął i kiwnął głową, w geście zgody. Nie pytał co chce zrobić, bo wiedział, że może jej zaufać. Ponadto, nadal istniała ich przykrywka. Tak więc szedł w milczeniu kolejnymi korytarzami, starając się nie zwracać na siebie uwagi. Co jakiś czas mijali personel placówki, który z zainteresowaniem, nie tyle przyglądał się ogierowi, którego już znali, co jednej z klaczy. W końcu Dancing of the Fate, wychodziła tu na arystokratkę, co było nietypowe w tym miejscu. Nie sposób było jednak dostrzec pacjentów, bo ci zwykle siedzieli pozamykani w swoich pokojach. Ponadto, ogier prowadził tak klacze, że omijali sale dla pacjentów. W końcu doprowadził obie klacze do schodów. Tam na piętrze, okazał się znajdować gabinet ordynatora. Nim weszli, Night Tale nagle stanął. - Dajcie mi chwilę. Muszę z nim porozmawiać, nim będziecie mogły wejść - nim którakolwiek mogła odpowiedzieć, ogier delikatnie zapukał i wszedł do środka, zamykając za sobą drzwi. Na niewielką chwilę, Dancing of the Fate i Quam Mask zostały zupełnie same na pustym korytarzu. Night Tale, w tym czasie spojrzał na starszego jednorożca o pomarańczowej sierści i szarej grzywie. Siedział właśnie nad dokumentami coś pisząc. - Przepraszam - mruknął, w jego kierunku. Ogier uniósł głowę i spojrzał na Nighta. - Witaj Night, coś się stało? - Chce z panem ktoś porozmawiać - lekko westchnął. - No to wpuść go proszę - To nie jest on, i nie jest zwykłym kucykiem - ordynator lekko uniósł wzrok. - To klacz z wyższego rodu - Czego tutaj szuka? - zmarszczył lekko brwi, będąc zdziwionym, tak nietypową wizytą. - Może sama panu wyjaśni - Night Tale podszedł do drzwi i je otworzył. - Dobrze, możecie wejść - mruknął, zastanawiając się, czy coś planowały w tym czasie gdy go nie było. Ordynator, spoglądał z zainteresowaniem na Dancing of the Fate.
  9. Night Tale Słysząc słowa klaczy, gwardzista na chwilę uniósł wzrok, jakby chciał coś powiedzieć, ale trwało to niewielką chwilę, bo zaraz potem znów wrócił do tworzenia symboli. Przez cały okres pobytu Dancing of the Fate z gwardzistą, Night Tale zastanawiał się co się tam dzieje. Pomieszczenie częściowo ograniczało dźwięki, jednak nie całkowicie. Tak więc, słyszał niektóre wydobywające się głosy. Nie słyszał Dancing of the Fate, bo ta była, zbyt cicha, ale głos gwardzisty owszem. Cokolwiek mu było, miał wrażenie, że jest z nim coraz gorzej. Co jakiś czas rzucał spojrzenia na Qualm Mask, zastanawiając się, czemu ona nie została z Dancing of the Fate. Czy one miały między sobą jakieś tajemnice? Zaczynał naprawdę coraz bardziej martwić się o drobną klacz, zastanawiając się, czy nie wejść do środka tak na wszelki wypadek. Powstrzymywała go jednak jej prośba, rzucona poważnym tonem zanim została tam z nim sama. Tak więc, gdy drzwi stanęły otworem, w ostatniej chwili się powstrzymał, by nie uściskać klaczy, widząc ją całą i zdrową. Zaraz potem dotarły do niego jej słowa. - Chcesz powiedzieć, że on naprawdę coś... Z jego dokumentacji wiem, że znaleziono go w zaułkach, gdzie straszył kucyki, mówiąc, że muszą wszystko zabrać i uciekać jak najdalej... Nim znalazła go gwardia Crystal, został umieszczony tutaj w tajemnicy. Nikt nie chciał sprawdzać jak zareaguje obecna gwardia, na wiadomość, że trzymany jest tu dawny gwardzista. Najpewniej by go zabili... - zmarszczył brwi i spojrzał na Qualm Mask. - Może jak powiesz jej co widziałaś, to ci zdoła odpowiedzieć na te pytania - mruknął, przypominając sobie, że klacz jest starsza od Dancing of the Fate. - Co do lobotomii, nie mam tu zbyt wiele do powiedzenia... Jestem tylko z wolontariatu, nawet tu nie pracuje. Mogę zabrać cię jedynie do ordynatora tego zakładu, może zdołasz go przekonać
  10. Oszalały gwardzista - Widziałem je... - powiedział, unosząc lekko głowę i patrząc na wychodzącą klacz. - Oko było złączone z berłem i one też jest częścią... - zaczął nagle poruszać kopytem po ziemi, jakby chciał coś narysować. Zmarszczył lekko brwi i znów uniósł wzrok na klacz. Nagle zbliżył kopyto do swoich zębów i mocno je ugryzł. Stróżka krwi zaczęła skapywać na ziemię, a on za jej pomocą zaczął tworzyć obraz. Narysował coś co wyglądało jak berło, którego koniec wyginał się w półksiężyc. W pustym miejscu półksiężyca był dziwny kulisty przedmiot, a pod nim było oko. Na zakończeniach półksiężyca, były dwie krople krwi, być może miały przedstawiać kamienie. Na środku berła narysował jakieś koło, a ostatnią rzeczą było coś długiego, owijające się wokół berła. Niestety za pomocą krwi, nie był w stanie przedstawić jak dokładnie wyglądają te przedmioty. Tylko oko i berło wydawały się wyglądać jak należy. Uniósł kopyto, i pokazał na przedmiot w półksiężycu. - Jest w ziemi... Sprowadziła to już, a teraz szuka... Inne nadal są ukryte, ale to niedługo... Ma już wasze oko i jeszcze dwa, a jej moc stale rośnie... - nagle znów upadł na ziemię płacząc. - Przepraszam księżniczko, że zawiodłem, nie jestem godny mojej zbroi - łkał załamany.
  11. Oszalały gwardzista Nie zareagował w żaden sposób, gdy Dancing of the Fate zetknęła swoje czoło z jego. Również, zdawał się już w żaden sposób nie reagować, na to co do niego mówi. Jego wzrok stał się pusty, zupełnie jakby życie w nim zniknęło. Gwardzista stał niczym pomnik, nie ukazując nawet iskry życia. Przez chwilę można było nawet odnieść wrażenie, że umiera... Jego puls zaczął słabnąć, podobnie jak oddech. Nawet nie mrugał, tylko siedział i patrzył. Trwało to dobrą chwilę, aż nie złapał nagle klaczy za kopyta. Nie zrobił tego mocno, a bardzo delikatnie. Trzymał tak chwilę kopytka klaczy, patrząc jej prosto w oczy, aż nie wymruczał słowa, którego jako kucyk nie miał prawa znać. - Ashrad - wyjąkał, zupełnie jakby nie on. Głos był zupełnie inny niż gwardzisty, który do niedawna z nią rozmawiał. Słowo wywodziło się jednego z zapomnianych języków, których nie zapisano, bo istoty, które mogłyby znać ten język, dawno już przepadły. Było starsze niż mogłoby się wydawać, nawet starsze niż czas, w którym powstawała Ziemia i Equestria, a znaczyło po prostu "ujrzyj". Ogier, nadal nie puszczał jej kopytek, a pomieszczenie wokół, zaczęło się zmieniać. Nadal było bliźniaczo podobne, do tego, w którym do tej pory siedzieli, a jednak inne... Wszystko jakby utraciło barwy i stało się zupełnie szare. Zamiast sufitu i nieba była tylko ciemność. Z niekończącej się pustki nad nimi, spadało coś na nich i ziemię, co przypominało śnieg, ale nim nie było... Jak się okazało, najbliżej było temu do pyłu. Klacz mogła zobaczyć również, Night Tale'a i Qualm Mask, w miejscu gdzie stali. Było tam również wiele innych kucyków, ale jednocześnie jakby żadnego z nich tu nie było. Wszyscy oni przypominali zupełnie białe cienie, które zdawały się ich nie dostrzegać. Całe to miejsce, wyglądało jakby zostało stworzone ze strachu i rozpaczy. Wtedy właśnie dobiegł ich dźwięk, nieprzypominający żadnego naturalnego. Brzmiało to jak coś pomiędzy warknięciem dzikiego zwierzęcia i piskiem opon, rozpędzonego samochodu. Nie sposób było określić skąd dobiegał ten dźwięk, bo brzmiało to tak jakby, cały ten świat go wydał. Wtedy właśnie, ogier puścił kopytka klaczy i znów wszystko wróciło do normy. - Mówiłem, że nie chcą was tu widzieć - szepnął, słabo. - Jestem w obu... - mówił, ciężko oddychając, a potem opadł na ziemię, szlochając. - Nie jestem tchórzem... - mówił jakby do siebie, próbując sam przed sobą się usprawiedliwić. - Jednak nie mam dość odwagi, by znów ich zobaczyć, a oni to wiedzą i cieszy ich to. Nie muszą nic zrobić, bo wystarczy, że zabiorą mnie tam, to i tu... Należę już do nich i oni to wiedzą... - podniósł głowę, patrząc teraz na klacz. - Nie pokonasz jej... Nikt nie może... A gdy już skończy, nawet nadzieja umrze - na kapeluszu i ciele Dancing of the Fate, były jeszcze resztki dziwnego pyłu, opadającego z pustki tamtego świata. Był zarówno na niej jak i ogierze. Jedyny dowód, że naprawdę tam byli.
  12. Oszalały gwardzista - Boli... - powiedział słabym tonem ogier i obejrzał się na klacz. Zarówno z nosa jak i oczu wypływały mu niewielkie strużki krwi. Nie było pewne, czy to przez magię, która teraz była w pomieszczeniu, czy może przez to, że jego umysł nie był w stanie znosić tego wszystkiego. - Nie miałem prawa tego widzieć... - mówił nadal słabo i nie zwracają uwagi na krew. - Te rzeczy i istoty, nie są przeznaczone dla takich jak ja... Nasze umysły nie są w stanie zrozumieć jak daleko to sięga... Oni nie mają ciała, to tylko iluzja dla oczu, którą karzą nam oglądać... Jak istota taka jak ja, która jest zaledwie pyłem na wietrze czasu, mogła to oglądać? Słyszę te głosy co noc... Szydzą ze mnie i mówią, że wkrótce po mnie przyjdą... Każą mi rysować, wtedy pozwolą mi tu być, ale wiem, że nadziei nie ma - zmarszczył lekko brwi. - Znasz jedno z jej setek imion, Dancing of the Fate - powiedział ponuro. - Świata, który tam był już nie ma, lecz ona została i teraz chce skończyć co zaczęła... - skulił się na ziemi szlochając jak dziecko. Najwyraźniej obłęd, który dorwał ogiera był spowodowany tym co zobaczył, a nie magią. Umysł nie był gotowy na to co ujrzał. - Widzę zapomnianych, teraz... - powiedziała nagle, unosząc głowę. - Mówią, że nie życzą sobie ciebie i tej, którą chowasz, tutaj... Karzą wam stąd wyjść... - mówił niemal przerażony. Cokolwiek widział, musiało go naprawdę przerażać, bo cały dygotał niczym galareta. Okoliczne wsie - Będziecie mieć uczciwy proces - mruknął oficer, a potem machnął kopytem na gwardzistów. - W przeciwieństwie do was, kieruje nami honor. Zgodnie z umową, wszyscy mogą odejść, poza wami - kilku gwardzistów podeszło do Terensa i Eryka, a potem założyli im łańcuchy na kopyta. Uważali przy okazji na postrzelone kopyto Eryka. - Ponieważ nie macie obrońców, zostaną oni przysłani na nasze życzenie. Dziś będziecie w naszym obozie w klatkach - wskazał na otwarte klatki. - Jesteście w tej chwili oskarżeni o zdradę i zamachy. Najgorsza dla was opcja, to śmierć, najlepsza dożywocie w kopalniach kryształu. Jeśli chcecie coś jeszcze powiedzieć to ostatnia szansa. Potem w klatkach już nikt was nie wysłucha do procesu - gwardziści stanęli przy klatkach czekając na reakcje zatrzymanych.
  13. Night Tale Lekko mrugnął, słysząc prośbę Dancing of the Fate. Nie bał się o nią. Wiedział, że poradzi sobie sama lepiej niż z jego pomocą. Co on mógł właściwie teraz zrobić? Mógł co prawda spróbować dotrzeć do gwardzisty, ale ona najwyraźniej zrobi to lepiej. Nic więc nie powiedział, tylko kiwnął głową w geście zgody, a potem wyszedł za drzwi. Mimo wszystko, był bardzo ciekawy co takiego Dancing of the Fate zdoła się od niego dowiedzieć. A może była to jedna wielka strata czasu? Ogier, nie zdawał się nie zwrócić uwagi na to że został sam w pomieszczeniu z nieznajomą. Wciąż mamrotał coś do siebie, ale z pewnością nie był to język kucyków. Brzmiało to trochę jak swego rodzaju zapomniana modlitwa. Nie zareagował również, słysząc jak klacz mu się przedstawia, zupełnie jakby ciałem był tutaj, ale jego umysł przebywał w zupełnie innym strasznym miejscu. Czując magię klaczy, wyglądało jakby jego wzrok na chwilę odzyskiwał rozsądek, ale była to kilkusekundowa chwila. Coś nie pozwalało mu jasno myśleć i cokolwiek to było, musiało być potężne. Nagle jednak poruszył lekko głową, patrząc w milczeniu na klacz, a potem zaczął obłąkańczo chichotać. - Miała racje... - mówił nie zaprzestając chichotu. - Przybyłaś tu... Ale była poza tamtą... - wiadomym było, że mówił o Qualm Mask. - Jeszcze jedna - podniósł się i zaczął chodzić w kółko po pomieszczeniu. Nie patrzył już na klacz, która stała niedaleko. Zupełnie jakby zupełnie dla niego zniknęła. - Było ich kiedyś wielu, a została już tylko ona... Zaczęła to składać... Berło, które ma moc niszczenia i kreacji, a gdy skończy, zakończy nasze życia... Widziałem jak światy trawią płomienie... Jak nienazwani niszczą miasta i mordują wszystko co stanie im na drodze... - nagle podbiegł szybko w stronę klaczy i chwycił ją, ale wyraźnie nie chcąc robić krzywdy. - Ona wie, że już tu jesteście i czeka... Musicie uciekać... Dla naszych światów, nie ma ratunku... - puścił nagle klacz, jakby zrobił coś strasznego i zaczął się cofać od niej jak najdalej. Stanął przy ścianie i zaczął uderzać głową o materac. - Strawią nas płomienie, a ziemie skąpię nasza krew, wszyscy zginiemy, ale wy tego nie widzicie - śpiewał, uderzając bez przerwy głową o materac. Okoliczne wsie Gwardziści okazali się jednak bardziej bojowi niż ostatnim razem. Na dodatek, gdy tylko zaczął się atak buntowników zaczęły nadlatywać pegazy, które powiększały ilości gwardzistów nad buntowników. Ostrzał powietrzny, skutecznie utrudniał zbliżenie się do gwardzistów na ziemi. Ponadto zaatakowani gwardziści, nie wahali się otworzyć ognia w stronę tłumu i atak kamieniami na niewiele się zdał. Kilkoro gwardzistów dało się zaskoczyć, ale większość była gotowa na agresje i nim buntownicy zdołali się choćby zbliżyć, zostali ostrzelani. Oficer widząc całą sytuacje, nie wyglądał na przestraszonego, a bardziej znużonego. Zwłaszcza widząc po czyjej stronie była przewaga. - Myślę, że już wystarczy - mruknął ze znużeniem oficer, widząc walające się ciała po ostrzale. Minął swoich ludzi od tak i podszedł do Terensa. - Wiadomo z góry jaki będzie wynik tego starcia - spojrzał na stosy ciał. - Ale chyba dostaliście już nauczkę. Dobry dowódca wie kiedy trzeba się wycofać. Ty i twój postrzelony kolega tu zostaniecie, a reszta zostanie wolna. No chyba że chcesz mieć na kopytach krew tych źrebaków, klaczy i reszty niewinnych rodzin. Wybór należy do ciebie - oficer uśmiechnął się. Uniósł kopyto, a pegazy zaprzestały ataku. - Jak widzisz można zapobiec tej rzezi
  14. Night Tale Mimo, że Night, od początku mówił Dancing of the Fate, że musi być jednorożcem z krwi i kości. Kimś kto traktuje gorszy od siebie z wyższością, widząc jej wybuch sam się lekko przestraszył. Nawet gdy zdał sobie sprawę, że była to tylko gra, nadal był w szoku. Nie sądził, że ta niewinna niepozorna klacz, może aż tak perfekcyjnie zagrać. Qualm Mask również wykonała swoje zadanie. Była zwykłym pegazem, podległym swej pani. Nic nie mówiła, bez pozwolenia. Inna sprawa to Gravel, który lekko się cofnął, widząc furię klaczy. Do tej pory rozmawiał swobodnie, uważając, że Night trzyma się z dala od takich jednorożców. Teraz patrzył zarówno na niego jak i klacz niepewnie. Night Tale nic jednak nie powiedział, tylko zamknął lekko oczy. Wiedział, że teraz był niżej w hierarchii niż Dancing of the Fate i jeśli zareaguje w jakiś sposób, wszystko zepsuje. Gravel również nic nie powiedział, tylko wziął klucze w zęby i zaczął iść. Zaczął prowadzić całą trójkę przez długi korytarz pełen pozamykanych drzwi. Z niektórych pokoi dochodziło jakieś mamrotanie. Słowa, które nie miały sensu. Zwykłe majaczenie, kogoś kto nie był zdrowy na umyśle. W jeszcze innym pokoju słychać było wrzaski, jakby kogoś torturowano w najbardziej okrutny możliwy sposób. Zarówno Night Tale, jak i kucyk ziemski jednak to ignorowali. Nikomu nie działa się krzywda i oni o tym wiedzieli. To było zawodzenie kogoś, kto już nic nie rozumiał. Im bardziej szli w głąb korytarza, zaczął dochodzić do nich szloch i skrobanie. Nagle kucyk ziemski się zatrzymał. - Znów to robi - mruknął, nie patrząc na Dancing of the Fate, jakby nie był nawet tego godny. - Daliśmy mu coś na uspokojenie, ale nie przestaje. Ogryzł sobie kopyto i robi to krwią bez przerwy - Skrępowanie nic nie pomaga? - spytał, nie mogąc najwyraźniej uwierzyć. - Zawsze znajduje sposób żeby się uwolnić. Zaproponowałbym wejście z wami, ale lepiej was zostawię - wsunął klucz do zamka i lekko przekręcił, otwierając drzwi. Nim jednak weszli, spojrzał na Nighta. - Posłuchaj, nie wiem co ze sobą robisz, ale nie zapominaj kim jesteś. Nie pozwól by zrobiła mu krzywdę - chociaż nie patrzył na Dancing of the Fate, było wiadomym, że mówi o niej. - Możesz odejść Gravel, ja je odprowadzę - powiedział ponuro, a ogier pokręcił głową i odszedł. Night Tale zrobił krok do środka. W centrum pomieszczenia wypełnionego materacami, siedział biały jednorożec, trochę większy niż Night Tale. Nie było to dziwne w końcu był dawniej gwardzistą. Jego grzywa była brązowa i w strasznym nieładzie. Najciekawsze były jednak rzeczy na materacach. Symbole, które ten kucyk musiał rysować własną krwią. To miał najwyraźniej na myśli Gravel. Symbole, których nie miał prawa znać kucyk ani człowiek. Były to zapomniane symbole z czasów gdy w Equestrii i na Ziemi nie było jeszcze życia. Każdy mówił jasno "niebezpieczeństwo". - Nie do końca wiemy co chce nam przekazać - powiedział w końcu Night Tale. - Próbowałem odczytać to co tu tworzy z różnymi księgami, ale nie ma żadnych informacji. Najwyraźniej jest to coś co zrodził jego zmęczony umysł - powoli podszedł do ogiera. - Warding, ktoś chce z tobą porozmawiać - Za późno, to już jest... Zaczęło się... Świat się kończy... Ona wie... - szlochał, nie odwracając się. Night pokręcił lekko głową. - Jeśli dacie mi chwilę, może uda mi się do niego dotrzeć i powie coś przydatnego. Od czasu ataku Crystal na Canterlot, ciężko z nim rozmawiać Kapłan - Cieszę się słysząc to - powiedział z nieukrywanym entuzjazmem ogier. - Jednorożce o twoim potencjale, nie powinny tracić swoich zdolności. Być może nawet uda ci się zainteresować naszą panią - spojrzał w kierunku wejścia i podeszło do nich dwoje kapłanów. - Droga do Canterolot gdzie zgłębia się magię jest długa, zwłaszcza stąd. Nikt nie ma tyle mocy by teleportować się bezpośrednio tam. Możesz więc zdecydować. Jeśli chcesz możesz udać się tam pieszo, a wtedy przydzielimy ci eskortę byś dotarł bezpiecznie. Jeśli jednak wolisz szybszą drogę, możemy cię teleportować ze świątyni do świątyni, aż dotrzesz na miejsce. Decyzja należy do ciebie. Zanim jednak wybierzesz, pomyśl czy masz wszystko, bo powrotu w najbliższym czasie nie będzie
  15. Night Tale Wiedział, że Dancing of the Fate ma racje, tak było bezpieczniej, a one nie mogły się narażać. Jednak czas, który spędził wczoraj z Haze sprawiał, że było mu jej naprawdę szkoda. Nawet sobie nie chciał wyobrażać jak to jest. On, który od zawsze marzył, by zobaczyć inne światy. W końcu znalazł by przejście, by go obejrzeć i zbadać, ale nie byłby w stanie. Wszystko co by zobaczył, to wnętrze kapelusza. Mimo, że uważał że to miejsce było również fascynujące, to Haze zapewne nie raz już tam była, a w jego świecie to był jej pierwszy raz. Dlatego ze smutkiem patrzył jak mechaniczny kucyk znika w kapeluszu. Słysząc jednak kolejne słowa Dancing of the Fate, nic nie powiedział, tylko pokiwał głową. Zdjął z szafy jakieś torby i nałożył na grzbiet, a potem otworzył drzwi. Pozwolił wyjść obu klaczom pierwszym, a potem zamknął drzwi i ruszył za nimi. W Ponyville znowu było istne pobudzenie. Było jednak więcej gwardzistów niż do tej pory. Niektórzy z nich mijali trójkę kucyków szepcąc do siebie coś z zainteresowaniem. Widać było jednak, że głównie skupiali wzrok na Dancing of the Fate, jakby była kimś niezwykłym. Qualm Mask była zwykle niezauważana. Niektóre jednorożce patrzyły na nią nawet ze wstrętem, jakby roznosiła jakąś nieznaną chorobę. Wszędzie na mieście były plakaty przedstawiające klacz z rytuału, która popisała się czarną magią. Informacje mówiły tylko że jest niebezpieczna i trzymać się z daleka. W świątyni ponownie zbierały się jednorożce, które przygotowywały się do rytuału. Dyby znów były wypełnione nowymi kucykami. Night Tale szedł jednak, nie zwracając na to uwagi. Najwyraźniej to samo chciał sugerować obu klaczą. Dopiero, gdy zbliżali się szpitala gdzie miał być gwardzista, otworzył usta. - Wszyscy myślą, że jesteś z wielkiego rodu - mówił, nie zatrzymując się. Łatwo było się domyślić, że mówi do Dancing of the Fate. - Twój struj sugeruje, że jesteś adeptką magiczną z wpływowej rodziny. Masz w końcu nawet pegaza jako sługę, dlatego co niektórzy tak ci się przyglądali - nie dał jednak szansy cokolwiek powiedzieć klaczom, bo zaraz pchnął drzwi. W środku w recepcji stał jakiś kuc ziemski, zapisujący jakieś dokumenty. Powoli uniósł wzrok, widząc Nighta otworzył usta. - Tak szybko? - spytał zdziwiony, a potem spojrzał na dwie nieznajome. - Serio? Nie mówiłeś, że masz kogoś - spojrzał po Dancing of the Fate. - Zabierasz wpływowego jednorożca na randkę do zakładu dla obłąkanych? Lepiej zabierz ją na kolacje - Gravel - pokręcił głową Night. - To nie jest moja klacz. One chciały zobaczyć Wardinga - Tego świra? - pokręcił głową. - Za tydzień robimy mu lobotomie - Co? - Night lekko mrugnął. - Nie jest niebezpieczny. Był dobry kucykiem i... - Ta, ale nikt nie wie co mu jest po tamtym. Płacze i wrzeszczy po nocach. Ostatnio złamał pielęgniarzowi kopyto, więc to najlepsze wyjście - znów spojrzał na obie klacze. - Ale mniejsza, jeśli chcecie go zobaczyć, to podpiszcie to - wyjął dwie kartki. - Muszę być pewny, że robicie to na własną odpowiedzialność Okoliczne wsie Rozległ się kolejny strzał. Pole siłowe, które osłaniało oficera, rozstąpiło się, tak szybko, że niemal nie było tego widać. Kula została wystrzelona tym razem w stronę Eryka. Pocisk przebił się przez jego kopyto, a oficer patrzył na niego niezwykle chłodno. W jego wzroku próżno było szukać litości, czy współczucia. Była tam tylko czysta i zimna nienawiść. - Możesz mówić co chcesz o nas i naszych metodach, ale nikt nie obrazi cesarzowej - znów zaczął rozglądać się po zebranych. - Chyba popełniliśmy błąd - lekko westchnął. - Myśleliśmy, że można was czegoś nauczyć, ale najwyraźniej tylko szczekacie i gryziecie. To miejsce jest spalone i traci tylko czas naszej pani - nagle uniósł kopyto w którym coś trzymał. - Jest w tym też moja wina, bo ja zawiodłem nie potrafiąc wam pokazać jak wasze próby są daremne. Wszyscy więc zostaniemy ukarani. Wydajcie przynajmniej siedmioro, którzy brali udział w napadzie, w innym wypadku wszyscy wylecimy w powietrze. Ja nie boję się śmierci, w przeciwieństwie do was. Będę odliczał od dziesięciu w dół. Dziewięć - powiedział, po niedługiej chwili.
  16. Okoliczne wsie Nagle pojawiło się ogromne pole magiczne, większe niż zwykle, bo te tworzyło solidną ścianę oddzielającą oficera od burzliwego tłumu. Jak się okazało, stworzyły go dwa jednorożce, którzy stali teraz u boku oficera. Sam ogier, który pociągnął za spust, patrzył z nienawistnym uśmiechem na wściekłość mieszkańców. Gdy jednak sytuacja stała się nazbyt napięta, padły odgłosy licznych strzałów. Nikt jednak nie został tym razem ranny. Strzały były tym razem ostrzegawcze i miały na celu tylko uspokoić wściekły tłum. Nie było tajemnicą, że gdyby gwardziści chcieli, mogliby wystrzelać teraz niemal wszystkich zgromadzonych i zrobić tu istną rzeź. - Mylicie pojęcia - mruknął oficer, opierając kopyto o pulpit i patrząc na wszystkich mieszkańców ze znużeniem. Nadal stał za magiczną ścianą, dzielącą go od tłumu. - Crystal nigdy was w nic nie zmieniła - zmrużył delikatnie oczy. - To był błąd poprzedniej władczyni, która sami nie wiemy, co sobie myślała czyniąc to i obrażając nas tym samym. Gdy tylko Crystal objęła tron, i pokonała wasze powstańce wojska, miała wybór. Mogła zlikwidować was wszystkich i nie dać wam szansy lub chociaż spróbować. Wy za jej miłosierdzie odwdzięczacie się krwią naszych braci. Zakładam, że gdyby ona tutaj stała, nie okazalibyście jej tyle miłosierdzia i zabilibyście w najbardziej okrutny sposób, mimo, że ona tego nie zrobiła i nie ona sprowadziła nas do waszego świata. Mógłbym teraz kazać tak samo wymordować was wszystkich tu na miejscu - rozejrzał się po gwardzistach, otaczających cały teren. - Wy byście to zrobili. Zabilibyście każdego z nas, za to, że się urodził, a my potrafimy ukazać jak widzicie, więcej tego co wy dawniej nazywaliście człowieczeństwem - spojrzał na wykrwawiającą się klacz. - Nie zostało jej wiele czasu. Myślałem, że jesteście odważni, ale najwyraźniej tchórze atakowali z zaskoczenia i teraz boją się śmierci. Gdyby to moja przyjaciółka się wykrwawiała, to bym się nie wahał przyznać Night Tale Spoglądał jak Dancing of the Fate się posila i słuchał każdego słowa. Nie wyglądał przy tym na zniesmaczonego, zachowanie klaczy przy stole. Mimo, że jednorożce obecnie miały odznaczać się jako klasa wyższa, widać było z góry, że on za takiego się nie uważał. Wyglądało, że nawet go to nieco rozbawia. Mimo wszystko, nie mógł kłócić się z tym co powiedziała. Miała racje, co do magii. Jeśli naprawdę Mystra ją splotła, a Crystal jej używała, to musiała znać jej gatunek. Najlepszą opcją by było stwierdzenie, że Crystal to po prostu kucyk. Potężny i niezrozumiały, ale jednak kucyk. Im jednak bardziej się tym interesował, miał wrażenie, że to niestety nie to. Czy mogła istnieć szansa, że ukryła wszystko o swoim pochodzeniu? - Cieszę się - mruknął, na jej podziękowanie i powoli uniósł lewitacją brudne naczynia. - Mam jednak nadzieje, że okaże się to czymś banalnym, co znacie na wylot - uśmiechnął się, wstawiając naczynia do zlewu. - Teraz więc mam wam pokazać gwardzistę, a potem rytuał? - opuścił delikatnie wzrok. - Zapewne będziesz chciała schować Haze do kapelusza - szkoda mu jej było, wiedząc jak bardzo jest ciekawska świata. - Nie można zbliżyć jej wyglądu do kucyka, by była z nami? Wiecie tyle o magii, można zrobić coś jak zmiana wyglądu podmieńca, to chyba jednak magia
  17. Okoliczne wsie - Przybyliśmy tu dziś, aby pożegnać mieszkańców, walczących w obronie swoich domów i rodzin - powiedział, z mównicy oficer, patrząc na tłumy zebranych. Wszędzie było pełno gwardzistów, co było dość dziwne, biorąc pod uwagę, że tego typu uroczystości, nie wymagały specjalnej ochrony. - Polegli bohaterską śmiercią, w walce z prymitywnymi istotami, które nigdy, nie powinny były się narodzić - zmrużył delikatnie oczy. - My jako żołnierze, wiemy czym jest śmierć w obronie naszych domów i rodzin i podobnie jak wy, odczuwamy ból, gdy tracimy towarzyszy bohatersko walczących na służbie - zapadło nagle chwilowe milczenie. - Ludzie nadal pamiętają historie, w której my jesteśmy najeźdźcami i odbieramy wam wasz świat. Wielu z was, jest zbyt młodych by to pamiętać, ale nim przybyliśmy, byliście na progu zagłady. Wasz świat umierał, a wy wraz z nim. Przyszliśmy do was z gałązką oliwną i odbudowaliśmy to co straciliście, ale wy tego nie doceniliście. Wypowiedzieliście nam wojnę i zabijaliście naszych braci i siostry. Taką okazaliście nam wdzięczność - uderzył kopytem w pulpit. - Ale to było dawno i kto by o tym jeszcze myślał - jego ton stał się spokojniejszy, aż za bardzo spokojny. - Nie możemy jednak zapomnieć, śmierci naszych braci z wczorajszego wieczoru - rozejrzał się po zdezorientowanych minach sponyfikowanych. Nagle ogier po coś sięgnął. Nim ktokolwiek mógł zareagować, wystrzelił nagle z pistoletu w jakąś postronną klacz. Postrzelona upadła na ziemię, ciężko oddychając, a krew wylewała się z jej ciała. - Ma jeszcze pięć minut nim się wykrwawi - zmarszczył lekko brwi. - Macie czas na podjęcie decyzji - wskazał kopytem na zamknięte trumny, które otworzyli gwardziści. Okazały się zupełnie puste. - Wydajcie tych, którzy wczoraj okradli nas i zabili z zimną krwią naszych braci lub patrzcie jak ona powoli umiera, a zaraz potem kolejni, aż zrównamy straty - zmarszczył brwi i znów uniósł pistolet. - Byliśmy do tej pory dla was za mili. Jeśli chcecie byśmy pokazali gorszą stronę, wystarczyło poprosić. Kto ma być następny, więc? Może on - wymierzył broń w przypadkowego źrebaka - gwardziści dookoła, czekali najwyraźniej, aż, któreś z mieszkańców zrobi coś głupiego. Night Tale - Nie pomyślałbym, że ktoś tak niewielki może mieć taki apetyt - szybko zamilkł, jakby powiedział coś niestosownego. - To znaczy, nie uważam że jesteś niska czy coś... - mówił zakłopotany, starając się dobrać słowa. - Może lepiej skończę ten temat - lekko pokręcił głową i zaczął zabierać swoją pustą miskę po jabłkach za pomocą lewitacji. Podobnie zrobił z miską Dancing of the Fate i nałożył jej dokładkę, o którą prosiła. - Cieszę się, że posiłek tak ci smakuje - lekko się uśmiechnął. - Tak dawno nie miewałem gości, że zapomniałem jakie to przyjemne - nagle lekko zmrużył oczy. - Nie chce poddawać wątpliwością waszej wiedzy i mocy, ale czy zastanawiałyście się, co będzie jeśli Crystal okaże się nawet wam obca? Wiesz mam na myśli, że okaże się czymś czego nigdy nie zanotowano w kartotekach. Z nieznanym jednak ciężko walczyć
  18. Podmieńce Słysząc nagłe słowa White, niema podmieniec uniosła wzrok na nią. Przyglądała się jej trochę nieufnie, widząc jak magia zaczyna spowijać jej towarzysza. Zmieniła jednak zdanie, widząc, że ten znów zaczął oddychać powoli i słabo, ale jego ciało się poruszało. Spoglądała ze szczerym zdziwieniem na jednorożca. Nie było w tym nic dziwnego, w końcu nie była im nic winna. To oni zaatakowali ją i sami byli sobie winni wyniku tego starcia. Zaraz jednak pobiegła, nie w kierunku White, a skrzyń z których wybiegła, tuż przed ujawnieniem się klaczy. Wróciła ponownie do swoich towarzyszy, trzymając w kopycie dziwny kamień, który położyła obok wojownika. Nagle wokół jego ciała, powstał zielony płonący okrąg, który całkiem go pochłonął. Zaraz potem podniosła Toxic Snare i ją tam również wrzuciła. Zrobiła krok do przodu, by również wejść w ten płomień. Najwyraźniej był to rodzaj teleportu do ich domu. Nim jednak to zrobiła, rzuciła jakimś zawiniątkiem w głowę White, nim ta zdążyła odejść. Potem podmieniec wskoczyła w płomienie, a te zniknęły wraz z tajemniczym kamieniem. Nie było żadnego śladu po podmieńcach, za wyjątkiem tego czym dostała White. Jak się okazało była to kartka, a w niej krótka informacja. "Ślad na tobie zostawiliśmy, wyczuwamy twój zapach, umyj się. Twój dom nie jest bezpieczny, jest obserwowany, wiemy gdzie mieszkasz" Okoliczne wsie Gwardziści przygotowywali miejsce, na którym mieli zostać pożegnani polegli, w walce ze stonką. Jeśli była to pułapka, musiała być niezwykle zręczna, bo niemal wszystkie siły zebrane były w tym miejscu. Tylko niewielkie patrole zostały w okolicach mieszkalnych. Pierwsi mieszkańcy powoli zbliżali się na pożegnanie zmarłych. Każdy kto chciał wejść, musiał minąć dwójkę jednorożców z gwardii, którzy za pomocą zaklęcia sprawdzali, czy nie jest wnoszone coś niebezpiecznego. Wszystko wskazywało, że to prawdziwe pożegnanie ze zmarłymi. Na widoku były jeszcze ciała z otwartymi trumnami, a mieszkańcy mieli okazje się pożegnać. Niektóre trumny były jednak pozamykane. Najprawdopodobniej ciała w nich były zbyt zmasakrowane, by pokazać je oczom wszystkich. Niewielkie patrole, będące w okolicach mieszkalnych, upewniały się również, czy wszyscy wykonali rozkaz.
  19. Okoliczne wsie Niemal na całym terenie pojawiły się patrole gwardii. Mogło to mieć związek z niedawnym atakiem na konwój, ale nic na to nie wskazywało. Było spokojnie... można by pomyśleć, że,aż nazbyt spokojnie. Gwardziści patrolowali okolice i nawet nie zaczepiali mieszkańców o niedawny atak. Co jeszcze ciekawsze, nie wyglądało nawet by trwały poszukiwania zaginionej broni. W niektórych jednak miejscach, otaczająca cisza była zagłuszana przez głos młotka. Jak się okazywało, w pewnych miejscach, gwardziści przybijali jakieś tabliczki. Wszystkie były postawione, tak żeby każdy mieszkaniec mógł je zobaczyć. Treść na tabliczkach była dosyć intrygująca. Wszystko było napisane w formie rozkazu, mimo wszystko można było odnieść wrażenie, że gwardziści ukazali odrobinę serca. "Dziś o godzinie dwunastej, wszystkie prace rolne mają zostać wstrzymane. Każdy mieszkaniec ma obowiązkowo wstawić się na głównym placu, gdzie nastąpi ostatnie pożegnanie poległych we wczorajszej walce z robactwem. Będzie to ich ostatnia podróż nim ciała zostaną pochowane. Nie wstawienie się, będzie miało poważne konsekwencje." Ostatnie ostrzeżenie mogło jednak trochę zaskakiwać.
  20. Podmieniec Otworzyła usta, jakby chciała coś powiedzieć na wątpliwości White, ale nie dobył się z niej żaden głos. Uderzyła kopytem w swoje gardło, ale nie dało to żadnego efektu. Ostatecznie z rezygnacją pokręciła głową. Wszystkie jej obecne ruchy, mogły sugerować, że nadal nie przywykła do milczenia, a niemową została całkiem niedawno. Uderzyła kilka razy kopytem o ziemię, próbując najwyraźniej porozumieć się alfabetem morsa, którym porozumiewała się z innymi. Zaraz jednak przestała, rozumiejąc, że najpewniej kucyk przed nią nigdy się tego nie uczył. Nie miała w końcu nigdy ku temu powodów. Zaczęła więc machać kopytem przed sobą, jakby próbowała przekazać White wiadomość. Pokazała kopytem na White, a potem nim machnęła, chcąc jej najwyraźniej przekazać, że to koniec walki i może odejść. Najwyraźniej wcale nie miała ochoty na walkę z jednorożcem. Na pewno nie był to strach, bo podmieniec wcale go nie okazała. Powoli ruszyła z Toxic Snare na grzbiecie, w kierunku wojownika, który uderzył o ziemię. Stanęła nad nim i pokręciła lekko głową. W końcu spróbowała go podnieść, jednak ten był za duży dla niej gabarytami i wyglądało to całkiem komicznie, gdy dwa razy mniejsza podmieniec próbowała go unieść. W końcu usiadła z rezygnacją na ziemi, kładąc Toxic Snare obok i zaczęła jakby czegoś szukać.
  21. Podmieńce Nie było tajemnicą, że masywny podmieniec, nie przewidzi planu White. Leciał z taką prędkością, że nawet nie spostrzegł, że pręt, który niedawno leciał z dużą prędkością, nagle zwolnił. Był pewny, że ten już zdążył opaść na ziemię, więc nawet się nie rozglądał. Nagle jednak poczuł ogromny ból, gdy coś uderzyło go w grzbiet. Czuł, że traci powoli władzę w skrzydłach i nie jest w stanie utrzymać się w powietrzu. Nim jednak zdążył całkiem opaść na ziemię, tuż przed swoim pyskiem zobaczył pręt. Nie miał szans na wykonanie uniku, w tak krótkim czasie, nie mówiąc, że skrzydła przestały mu pracować. Poczuł jak pręt z dużą siłą uderza go w pysk, po czym spadł na ziemię z wielkim hukiem, wznosząc wokół tumany kurzu. Podmieniec leżał na ziemi z prętem wbitym w grzbiet i drugim, leżącym obok niego. Wyglądał na martwego, zwłaszcza, gdy widziało się spływającą po nim zieloną posokę, która tworzyła powoli kałużę pod jego ciałem. Nagle jednak podniósł się ledwo z ziemi. - Ty suko... - powiedział słabo i padł na ziemię z wywalonym na wierzch jęzorem. Nim White mogła zaatakować ostatnie podmieńce, nagle jej broń pokryła zielona poświata. Pręt z ciała podmieńca został wydobyty z nieprzyjemnym dźwiękiem. Oba pręty leciały w kierunku White, jednak co ciekawe nie szybko, a wyjątkowo spokojnie. Nie wyglądały by miały ją zaatakować. Nagle zatrzymały się tuż przed White i tkwiły nieruchomo. Milcząca podmieniec, patrzyła na klacz spod zmrużonych oczu i jakby czekała, aż White zabierze swoją broń.
  22. Podmieńcy Pręt zaczął opadać w kierunku leżącej Toxic Snare. Podmieniec o nieznanym jeszcze imieniu, patrzyła jak ten opada na jej głowę, zupełnie jakby nie interesowała się losem towarzyszki. Nim jednak pręt zdołał dotknąć jej głowy, podmieniec stojąca nad nią, uderzyła w niego kopytem z taką siłą, że ten wbił się w okoliczną ścianę. Nie patrzyła na starcie White z wojownikiem, bo dostała jasne rozkazy. Poruszyła jej ciało kopytem, ale Toxic Snare się nie ruszyła. Podmieniec uniosła ją lekko i położyła jej bezwładne ciało na grzbiecie. W międzyczasie, wojownik uderzył w barierę magiczną, którą stworzyła White z taką siłą, że roztarł się wielki huk. Na barierze pojawiły się delikatne pęknięcia, ale wojownik nie zdołał się przebić, tylko trzymał się za głowę zdezorientowany. Z jego głowy skapywała zielona posoka, która spływała na jego pysk. Oblizał lekko strużkę własnej krwi. - To było mocne... - powiedział, szybko podnosząc się, nim White go zaatakowała. Nagle milczący podmieniec, znów zaczęła uderzać kopytem o ziemię. - Zamknij się, wiem co robię - podmieniec pokręciła głową, a wojownik znów spojrzał na White, uśmiechając się. Nagle chwycił jedną z niedawnych broni White w kopyto. - Zabawimy się inaczej - warknął, lecąc bardzo wysoko w górę, co ciekawe milcząca podmieniec nie zaatakowała White, tylko stała i czekała. W międzyczasie wojownik, zniknął z oczu White i rzucił prosto w nią z dużą siłą, jej niedawną broń. Samemu lecąc z drugiej strony, tak by klacz nie spostrzegła podwójnego zagrożenia.
  23. Podmieńce - Tak, macie to do siebie, że łatwo ulegacie wpływom innych - uśmiechnął się wojownik, nie zaprzestając ciągnięcia broni White. - Ludzie to wyjątkowo śmieszne zwierzątka, ale mówiąc szczerze, nigdy mi nie smakowali, nie to co wy - z uśmiechem, zaczął słuchać dalszych słów White. - Tym lepiej, że jesteś z daleka, Preferuje nowe orientalne smaki. A patrząc na naiwność twojej rasy, wcale bym się nie zdziwił ilu z was skorzystałoby z takiej propozycji - Strejk... - syknęła, najwyraźniej zirytowana Toxic Snare. - To nie czas na gadki z jedzeniem. Musimy się skupić - spojrzała na masywnego podmieńca i lekko się cofnęła. - To znaczy... Jak ty uważasz - Musisz wybaczyć moim podwładnym - znów się uśmiechnął. - Nie wiedzą kiedy się zamknąć. To prawda, możesz uciec, ale my zawsze cię wytropimy, to życie w ciągłej... - nim dokończył, otworzył szeroko oczy, widząc jak broń nagle znika. Toxica Snare była w równie wielkim szoku, gdy nagle jedna z broni pojawiła się przed nią. Nie zdążyła nawet zareagować, gdy pręt uderzył jej szyje. Język podmieńca wyszedł bardzo mocno z jej ust, a ona legła na ziemi. Nie było pewne czy nadal żyje. Zaraz potem nastąpił inny dźwięk. Drugi pręt, który poleciał w drugą podmieniec, opadł z hukiem na ziemię. Podmieniec, w którego on leciał, stała z uniesionym kopytem w górze. Wszystko wskazywało, że nim pręt ją dosięgnął, ta uderzyła go kopytem z taką siłą, że opadł na ziemię. To tylko wskazywało jaki miała refleks. Nic jednak nie powiedziała, tylko patrzyła ponuro, to na White, to na Toxic Snare. - Teraz mnie naprawdę wkurzyłaś - powiedział wściekle wojownik. Na jego pysku był absolutny wyraz furii, gdy nagle skierował wzrok na podmieńca, który obronił się przed prętem. Nic nie mówiła, tylko uderzała kopytem w ziemię, zupełnie jakby używała alfabetu morsa, co było dziwne. - Nie - warknął, patrząc na nią. - Nigdzie nie idziemy - podmieniec, używający alfabetu morsa, opuścił głowę, ale patrzył spod niej wściekle na wojownika. - To, że królowa pozbawiła cię strun głosowych za karę, nie znaczy, że nie wiem co myślisz - zacisnął zęby. - Zważaj sobie i spróbuj pomóc Toxic Snare. Sam się tym zajmę - podmieniec pokiwała głową i ruszyła sprawdzić, co z drugą nieprzytomną. W tym czasie wojownik, znów spojrzał na White. - Zobaczymy jak szybka jesteś i jak sobie poradzisz bez swoich zabawek, kucyku - nagle wojownik rozwinął skrzydła, a jego ciało pokryła zielona bariera. Zaczął lecieć prosto na White, niemal z prędkością pocisku.
  24. Podmieńce - Uwielbiam takie twarde sztuki, to wzmaga apetyt - ogier lekko oblizał się, gdy Toxic Snare się cofnęła do tyłu, widząc wirujący kij. Drugi drone, nie wykonał żadnej reakcji, tylko patrzyła ponuro na White. - Sądziłem, że kucyki szukają ciągle przyjaciół i wybaczają wszystko - zmarszczył lekko brwi i nagle napiął bardziej ciało, stając twardo. Jego róg otoczyła zielona aura i ta sama zaczynała pojawiać się na kijach White. To samo zrobiły kolejne dwa podmieńce, próbując pomóc przy tym ogierowi. Teraz White musiała siłować się z trzema podmieńcami o swoją broń. - Zapomniałem cię uprzedzić - lekko się uśmiechnął, ciągnąc z całych sił. - Jedliśmy całkiem niedawno, więc jesteśmy w pełni sił jak sądzisz? Jaki to będzie miało finał? - spytał, gdy cała trójka zaczęła ciągnąć mocniej, by zdobyć kije. - Jestem wyjątkowo ciekawy, co zrobisz bez swoich zabaweczek Restauracja Towarzystwo, które już zdążyło zdenerwować Sinister, nie zachowywało się inaczej niż do tej pory. Nic nie wskazywało, żeby plan klaczy zadziałał. Nadal się śmieli, ubliżając przy okazji w ich uznaniu tym gorszym kucykom. Spokojnie przy tym dokańczali swój posiłek. W pewnym jednak momencie, wzrok klaczy się zmienił. Zaczęła się lekko kiwać na boki, a jej głowa przy tym opadała lekko. Wyglądało, że z całych sił walczy ze snem. Jeden z ogierów uśmiechał się w nietypowy sposób, nie jak zazwyczaj kucyki. Trzeci kucyk w międzyczasie, zaczął nerwowo rozglądać się po okolicznych kucykach. Otworzył nagle usta i wtedy głośno beknął. Wszystkie kucyki patrzyły na niego zniesmaczone, gdy ten kiwał się na krześle. - Cś... wam... nie... psuje... - bełkotał niezrozumiale, podnosząc się. Okoliczne kucyki były zaskoczone zmianą. Nagle drugi ogier wstał od stolika, podchodząc do jakiejś klaczy. - Masz.... takie... łydne... no... wiesz - klacz była wyraźnie zniesmaczona, widząc jego zachowanie. - Idziemy... do mnie...? - wybełkotał. Sytuacja stała się na tyle dziwna, że zaraz zjawiła się obsługa. Jeden z kelnerów podszedł do stolika, wąchając ich szklanki, by sprawdzić, czy czegoś tam sobie nie dolali. Pozostała trójka kelnerów podeszła do jednego z ogierów. - Wszystko dobrze? - spytał niepewnie ogiera, gdy kelner koło stołu dawał znak, że nic nie czuje. Powoli podszedł do klaczy, która jako jedyna nie sprawiała większych problemów. Nie licząc tego, że spała na stole i obficie przy tym chrapała. - A bo co? - pacnął kopytem kelnera, który lekko się cofnął. - Myślisz.... że co? Chcesz.... też...? - nagle, w restauracji pojawiło się kilku gwardzistów. Najwyraźniej okoliczny patrol, zauważył, że coś niedobrego się tu dzieje. - Na chwałę Crystal - powiedział kelner, widząc ich i powoli idąc do jednego z nich. Zaczął mu coś mówić, a gwardzista kiwnął głową i podszedł do pijanego kucyka. - Ma się pan natychmiast uspokoić - powiedział twardo, patrząc na ogiera. - Skarbie,,, - oparł się o zdezorientowanego gwardzistę. - Możmy... iść na sienko i... - nagle stało się coś, co zniesmaczyło wszystkich wokół, a gwardzistę zamurowało. Ogier, który ledwo składał słowa, nagle zaczął czkać coraz mocniej i nie wytrzymał. Zwymiotował na gwardzistę, którego trzymał. Wszyscy patrzyli na to z szokiem i zniesmaczeniem. Może na chwilę było niezręcznie, ale trwało to krótko - Dość tego - warknął wściekle obrzygany i nagle obezwładnił ogiera, przyciskając do ziemi. - W imieniu Crystal, zostajecie zatrzymani - w międzyczasie, kolejni gwardziści pochwycili chrapiącą klacz i ogiera, który zaczepiał samotną klacz przy stoliku. - Jakiej srystal? - spytał ogier, przygniatany do ziemi, gdy wyprowadzali go gwardziści. Kucyki patrzyły na to wszystko w szoku. Nawet, gdy cała akcja się skończyła, nikt nie wrócił do posiłków, tylko coś do siebie gorączkowo szeptali.
  25. Dobra, Hettman to możesz zacząć nowy dzień, chyba, że chcesz coś jeszcze napisać w tym. Jeśli zaczniesz nowy możesz zwrócić uwagę na obwieszczenie, które go zaczęło. Podmieniec Słysząc brak wiary w siłę i możliwości władczyni podmieńców, "towarzyszka" White, niemal, nie ukrywała wściekłości. Chyba ledwo się powstrzymała, by głośno nie syknąć w jej kierunku. Ostatecznie zmarszczyła tylko brwi nic nie mówiąc. Wiedziała w końcu, że jeszcze to wszystko odszczeka, o ile rzecz jasna przeżyje dzisiejszy dzień. Zaraz jednak, podmieniec ponownie się zirytowała, widząc nieporadność klaczy. Naprawdę kucyki były żałosne. Dziwne, że jeszcze sama nie nabiła się na kolec przy jej boku. Uniosła kopyto, by złapać White za kark i podnieść na równe kopyta, przeklinając przy tym pod nosem. Stało się jednak coś, czego nie przewidziała. Nim zdołała złapać White, ta się nagle odsunęła i kopnęła ją w brzuch. Podmieniec głośno syknęła, wpadając w okoliczne kartony, ale szybko doszła do siebie, stając na równe kopyta. Przy okazji przestała udawać, pokazując swoją prawdziwą postać podmieńca. Nie różniła się niczym od reszty z nich. Syknęła głośno w kierunku White, pokazując przy tym długi cienki język i duże kły. Nim jednak podmieniec zaatakowała klacz, nagle z zaułka doszedł twardy męski, ale jakby znajomy głos. - Toxic Snare, starczy - dwie skrzynie w zaułku, otoczyły się zielonym światłem i zamiast nich, pojawiły się nagle kucyki, które White mogła zapamiętać. Pierwszym z nich, był duży ogier, który wpadł na nią na peronie. Drugim była klacz, która siedziała obok niej w pociągu. - Miło znowu cię widzieć - uśmiechnął się ogier, ponownie zmieniając postać. Nagle White, mogła ujrzeć masywnego podmieńca. Był ze dwa razy większy niż ten, który na nią syczał. Widać było na nim naturalny pancerz, w barwie ciemnego błękitu. Nie było złudzeń, to był wojownik z gniazda. Zaraz po nim, postać zmieniła klacz, na szczęście gabarytami przypominając pierwszego podmieńca. - Muszę przyznać, że wyglądasz apetycznie - oblizał się lekko duży podmieniec, gdy dwa kolejne stanęły na przód niego. - Sądzę, że nim zabierzemy cię do gniazda, najpierw my się na tobie pożywimy. Sama wiesz, jesteś to winna Toxic Snare, za te kopnięcie i popsucie ataku jej bliskiej przyjaciółki - Już nie mogę się doczekać - oblizała się, ta, która wcześniej prowadziła White. Teraz ona jak i drugi podmieniec, szły bezpośrednio na nią, gdy ten duży stał spokojnie z tyłu, patrząc na całą sytuacje z rozbawieniem. Restauracja Ogier przyjmujący zamówienie, zanotował słowa Sinister. Zaraz potem lekko się uśmiechnął skinął głową i odszedł w kierunku kuchni. W międzyczasie, kucyki, które tak żywiołowo mówiły o wczorajszym występie Sinister, jeszcze nic nie jadły. Ich stolik był bez jedzenia, co wskazywało, że właśnie skończyli posiłek lub nadal czekali. Nagle jednak, jeden z kelnerów zaczął nieść w ich kierunku za pomocą lewitacji zamówienie. Taca składała się ze szklanek z chłodnym sokiem jabłkowym i potraw w postaci sałatek jak i apetycznego ciasta na deser. - Najwyższy czas - mruknął z niezadowoleniem ogier, który do niedawna nabijał się z Sinister. - Musi nam pan wybaczyć. Mamy dziś straszny ruch, z powodu... - Tylko tłumaczenia - skrzywił się, przerywając kucykowi. - Jeśli nie dajesz rady, zmień pracę, oj wybacz, nie możesz, bo takie beztalencia magiczne nic nie osiągają - wszyscy troje, parsknęli śmiechem, gdy kelner odszedł. Po około dziesięciu minutach, przyszedł kelner z zamówieniem dla Sinister. - Proszę wybaczyć, że tak długo, mamy dziś wielu gości - mruknął, kładąc jej posiłek na stole.