Mordoklapow

Brony
  • Zawartość

    322
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

367 Wzorowa

9 obserwujących

O Mordoklapow

  • Ranga
    Supersymetryczny

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    Warszawa/Toruń
  • Coś o sobie
    Nerd bez życia społecznego itd.
  • Ulubiona postać
    Starlight

Ostatnio na profilu byli

2841 wyświetleń profilu
  1. Na początku muszę ostrzec, że nie jestem koneserem epickich ballad metalowych. Pierwsza myśl: brakuje czegoś na dolnych rejestrach. Potem robi się pod tym względem lepiej. W 4:45 straszne zamieszanie się robi. Za dużo instrumentów? Za dużo perkusji? Nie nazywa się to przypadkiem loudness war? Potem to uczucie się powtarza, nie wiem czy inni też mają z tym problem. Sama piosenka jest... cóż.... epicka. Jest to nie o tyle komplement, co po prostu cecha. Od pewnego czasu nie przepadam za tego typu epickością. I ten moment 10:30. Kurczę, to jacyś protoplaści pirate metalu?! I znowu w 11:30 "auuu moje ucho". Żądam ponownego mixingu. Podsumowując... chyba nie moje klimaty. Jakoś tak brakuje mi różnorodności, jakby przez te 14 minut grali i śpiewali to samo. Tak wiem, były jakieś solówki, jakieś Pirate Metale, jakieś marsze, wyciszenia... Ale mam wrażenie, jakby utwór chciał mieć w każdym momencie punkt kulminacyjny. Może na tym polega Epic Metal? Nie wiem. I ten mixing, no sorry, ale mnie to boli. Za każdym razem gdy to słyszę, to robi mi się smutno. Pozwolę sobie na subiektywną ocenę 7/10. Ten mixing! Jednak nie, 7+/10 za pirate metal. Ode mnie coś z progresywnej części pogranicza rocka i metalu: The Package zespołu A Perfect Circle. Smacznego! Ten mixing :(
  2. Nu metal znam głównie z dubstepowych remixów. Trochę ryją banię, ale matma wyższa wchodzi przy tym jak złoto. Ale generalnie Disturbed jest spoko. Od siebie polecę Mastodona od Crack the Skye wzwyż. Na tej płycie zaprzestali growlów i poszli w progresję.
  3. Siemka. Fajnie że wpadłeś. Pozwól proszę, że zgodnie z forumową tradycją zadam Ci parę pytań: 1) Czytujesz nie byle jakie książki... Jak definiujesz nie-byle-jakość? Wiesz, dla niektórych w ten zakres wchodzi Wiedźmin, inni poniżej Zeit und Sein Heideggera nie zejdą. 2) O! Metal. Metal bywa fajny. Jakieś konkretne zespoły? Iron Maiden/Sabaton/Metallica? Może coś cięższego? Czy po prostu słuchasz co Ci w ucho wpadnie? 3) Lubisz Poznań? 4) Od jak dawna oglądasz kuce? Życzę miłej zabawy na forum!
  4. hmmn... jeszcze nie brałem udziału w żadnym quizie. W sumie czemu nie? GEOIDĄ
  5. @Lyokoheros To nie jest temat na dyskusje o Franciszkach, heretykach i innych takich, więc Powiem Ci w skrócie w czym ja widzę problem. Generalnie nie mam problemu z faktem, że jesteś przeciwnikiem homoseksualizmu. Wręcz przeciwnie, szanuję ten fakt. Mimo że się z Tobą nie zgadzam, to fakt że masz inne zdanie uważam za wspaniałą okazję do wymiany myśli, a co za tym idzie, stania się lepszym człowiekiem. Według mnie mógłbyś zakładać sobie tematy typu "Czy homoseksualizm jest zły" lub "Czy Sunset byłaby chrześcijanką" (według mnie nie). Osobiście uważam, że jest to Twoje prawo zarówno jako użytkownika, jak i człowieka - tak długo, jak rozmowy utrzymują odpowiedni poziom merytoryczny i jak długo cieszą się wysokim poziomem kultury. Inną sprawą jest fakt, że według mnie nie potrafisz odpowiednio delikatnie i kulturalnie formułować tez - brakuje Ci odrobiny autokrytycyzmu. JEDNAK Nie masz prawa robić tego jako Awatar. Te kompetencje nie zostały Ci zesłane przez Boga, zostały Ci nadane przez administrację w ściśle określonym celu - żebyś opiekował się działem Sunset zgodnie z normami forum. Nie z własnym systemem moralnym! Jeżeli jedno jest sprzeczne z drugim, to sorry, ale droga prowadzi od góry na dół, tzn. musisz zmienić normy forum, dopiero potem prowadzić zgodnie z nimi dział. Problem jest właśnie w tym, że robisz to od dołu: wykorzystujesz władzę by szerzyć ideologię która nie pokrywa się z tym co sądzi większość oraz administracja. To nie ma żadnych szans na działanie. Po prostu nie, to konflikt interesów. Pozostają Ci dwie opcje: Pierwszą już wymieniłem: zmieniasz całe forum. To Ci szczerze sugeruję. Cóż, z pomocą Bożą w końcu Ci się to uda. Druga... odchodzisz, i, bo ja wiem, może zakładasz własne forum o kucykach - takie dla katolików. Moglibyście sobie tam siedzieć i cieszyć się jakie kucyki są wspaniale chrześcijańskie. No, albo zupełnie olewasz problem homoseksualizmu i prowadzisz dział tak, jakby większość osób chciała byś to robił. Jak widać nie tylko Lyokoheros ma problem z kulturalnym formułowaniem tez. Spadaj stąd Zegarmistrz, jeszcze dwa takie posty i sam stanę się katonaziolem. Mam wrażenie, że Ty siejesz ferment bardziej niż ktokolwiek kiedykolwiek w tym dziale. PS. Och, Cahan, jak Ty mało rozumiesz religię...
  6. Rozumiem że nie podoba Ci się sposób prowadzenia działu (mi też), ale takie ad personam jest najlepszym sposobem na podziały i potężne gównoburze. @Lyokoheros Odniosę się do Twojego ostatniego postu z galerii. Po pierwsze, nie jestem pewien dlaczego galeria nie jest miejscem do dyskusji o artach. Osobiście uważam, że sztuka (zarówna ta drobna jak i ta wielka) powinna być żywa - poprzez rozmawianie o niej. To właśnie w ten sposób nieraz możemy ujrzeć treści które wcześniej nam umykały, interpretacje na które sami byśmy nie wpadli, czy piękno którego bez pomocy innych byśmy nie dostrzegli. Przy takim podejściu, wydaje się być bardzo naturalnym pozwolić na dyskusje bezpośrednio o grafikach, zarówno o poszczególnych tworach, jak i ich zbiorowości jako takiej. Po drugie, określanie zasad moralnych grupy społecznej pod siebie, w szczególności że mogą one prowadzić do konfliktów, uważam za płytkie i mało rozsądne. po trzecie proszę Cię, wrażaj tezy trochę kulturalniej. Nie chodzi nawet o to, by nie obrazić kogoś, raczej by nie odstraszyć. Gdy pokazujesz że jesteś fanatycznie pewny swojej racji, tracisz szansę na rozpoczęcie dialogu i przekonania kogoś innego zmiany swojego zdania, a czasem nawet osiągasz efekt przeciwny. I po czwarte: Święty Augustyn uznałby mnie za heretyka? Być może, nie znałem go osobiście. Chociaż wielu katolików których znam, uznałoby Świętego Augustyna za heretyka. Czasem mam nawet wrażenie, że niektórzy za heretyka niedługo uznają Franciszka. Pozostawmy ten temat na gdzie indziej. Szanuję Twoje próby ewangelizacji, ale mam wrażenie że sposób w jaki to robisz, daje efekt wprost przeciwny. Chrześcijanie (z którymi - wierz lub nie - się utożsamiam) coraz częściej cieszą się plakietką fanatyków, ślepców, zatwardziałych i niereformowalnych konserwatystów, a kościół katolicki kojarzony z kamiennym murem, który stoi od średniowiecza i nie słucha żadnych głosów, z wyjątkiem paru zdziadziałych teologów. Przy takiej pozycji, dyskusja - a co za tym idzie ewangelizacja - staje się coraz trudniejsza. Nie chcę wchodzić zbyt głęboko, to już chyba nie jest temat do dyskusji nawet bardziej niż galeria, zakończę więc rozbudowaną prośbą. Jako chrześcijanin, jestem być może nawet tak samo przekonany o konieczności krzewienia wśród ludzi wartości chrześcijańskich, lecz jako konsekwencjonalista, apeluję przede wszystkim o skuteczność. Dlatego proszę Cię: a) Nie wycieraj swojej mordy głosem Sunset, której spostrzeżenia odnoście chrześcijaństwa są tak tendencyjne, że wydaje mi się to być poniżej godności człowieka (nie tylko mi). Niczyjej duszyczki w ten sposób nie zbawisz (wybacz za dosadność, ale to wkurza). b) Nie narzucaj innym ludziom swojego systemu etycznego. Jeżeli masz rację, to w dowolnie długim czasie powinieneś być w stanie ich do niego przekonać na drodze dialogu. c) Wyrażaj chociaż ślady szacunku dla cudzych poglądów. Nawet jak inni nie wyrażają go dla Twoich. Zakończę to przekazem zarówno dla Awatara, jak i jego krytyków.
  7. Szczerze mówiąc nie pamiętam artów, które zostały usunięte, sugeruje to że nie były jednak takie tragicznie jakimi ech... Sunset stara się je przedstawić. Co do tych które zostały, uważam że są głęboko moralne - pokazują szczerą miłość do bliźniego i spontaniczność w jej okazywaniu. Poza tym, uważam że są słodkie, więc optuję za zostawieniem ich. Jako wielki miłośnik krzewienia moralności wśród ludzi popieram wyróżnianie prac o szczególnie moralnym wydźwięku. JEDNAK, zanim do tego przystąpimy, proponowałbym się zastanowić nad systemem etycznym, względem którego prace będziemy oceniali. Najbardziej rozsądny wydaje się być, naturalizm św. Augustyna, jednak według niego, prokreacja jest czymś dobrym, co sugerowałoby, że niektóre clopy byłyby czymś dobrym, Wiemy jednak, że są one sprzeczne z dobrymi obyczajami oraz regulaminem forum, musimy więc chyba ten pomysł porzucić. Możemy również rozpatrzyć np. imperatyw kategoryczny Kanta, tutaj sprawa ma się trochę lepiej - ale niewiele. Czułość jest chyba uniwersalizowalna. Generalnie nigdy jakoś Kanta zbyt dobrze nie rozumiałem, może znajdzie się ktoś kto samemu to rozpatrzy i opisze. Kontraktualizm... Teoretycznie clopy można już rozpatrywać pod względem negatywnie, jako że są złamaniem kontraktu - regulaminu forum. W sumie być może dobre obyczaje też są formą kontraktu? Nie jestem pewien, ale chyba tak. Ale nie widzę przeciwwskazań jeżeli chodzi o tzw. saucy lub po prostu shipy. Chyba że jako przystanie na kontrakt traktujemy samo publikowaniu artów w tym temacie, ALE czy nie jest to kontrakt wymuszony? W sensie: to trochę tak, że nie ma innego miejsca na forum (w którym mamy zapewnioną wolność wypowiedzi w zakresie określonym przez regulamin) do publikowania takich artów. Istnieje też wiele innych aspektów, pod których kątem można rozpatrywać ten system. Niestety, nie mam czasu rozpisywać się na temat systemów moralnych, których jest od groma, więc zachęcam was, drodzy forumowicze do wypowiadania się na ten temat, Teraz jako konsekwencjonalista wrzucę arta który uważam za bardzo głęboki, poprawny i prawdziwy moralnie: Podsumowując... ZAPRASZAM DO DYSKUSJI!!!
  8. Jest to dopiero przedmiotem naszej dyskusji. To także. Wybacz za moje czepialstwo, ale pozwolę sobie zwrócić uwagę na Twój sposób traktowania szczegółów. Wiesz, generalnie aspiruję do bycia fizykiem, i co za tym idzie spotykam się z wieloma teoriami fizycznymi, zazwyczaj poznając pewne aspekty ich kontekstów historycznych. Cóż, na tej podstawie stwierdzam, że szczegóły potrafią być bardzo ważne. Gdyby nie szczegóły, nie mielibyśmy: optyki falowej (punkt Arago), mechaniki kwantowej (efekt fotoelektryczny), Kwantowej teorii pola (rozbieżność między obliczeniami i doświadczeniem dla oddziaływań ze momentem magnetycznym elektronu rzędu 0.00003),ogólnej teorii względności (śladowa niezgodność przy okresie obrotu Merkurego wokół Słońca) i ogółem ponad połowy fizyki. Widzisz, szczegóły te mają jedną wspólną cechę: są ważne. Fakt że w komiksie nie jest pokazana tele-książka, nie jest ważny - to nieistotny szczegół. Jednak sam fakt istnienia tele-książki, jest już ważny! Musimy znaleźć sposób połączenia tego wątku, z wątkiem ucieczki, bo inaczej doprowadzi to do nieakceptowalnej sprzeczności. Tele-książka istnieje w wymiarze ludzkim, i ma bardzo duże znaczenie fabularne, dlatego nalegam, by było to wytłumaczone tym, jak Sunset tam trafiła. Podsumujmy historię będącą przedmiotem dyskusji: 1) Sunshim chce się dowiedzieć czegoś o lustrze. 2) Celestia nie chce jej powiedzieć, więc ta olewa ją i idzie szukać informacji na własną rękę. 3) Zostaje przyłapana, więc Celestia chce ją wyrzucić z zamku 4) Ta, ucieka strażnikom którzy mieli spełnić powyższe, i wbiega do lustra. Więc teraz proszę, pogódź to z faktem, posiadania przez nią magicznej książki w świecie ludzi. Możesz dowolnie daleko odbiec od historii zawartej w komiksie tak długo, jak powyższe 4 punkty będą wzięte pod uwagę. "Dość jasno sugeruje"... Cóż, szczerze mówiąc, to ja tej sugestii nie słyszę. W ogóle. Przesłuchałem to z 10 razy, i nie udało mi się tego wychwycić jakichkolwiek wskazówek, że Sunset zbuntowała się przed wejściem do portalu, lub że weszła do niego bez zgody Celestii. Wybacz, ale chyba dopóki mi tego łopatologicznie nie wyjaśnisz, nie będę w stanie tego dostrzec. Znów, to nie jest arogancja, tylko okrucieństwo. Po prostu znęca się psychicznie i podporządkowuje sobie ludzi. Arogancja nie ma z tym nic wspólnego. No właśnie przez cały czas. Mam wrażenie, że przez cały czas trwania komiksu nie wykrzesała z siebie ani jednej myśli. Zamiast siedzieć cicho i czekać, aż Celestia jej sama opowie o lustrze, wolała truć jej dupę jedynie oddalając ten moment. Mogła udawać "gotową", doskonale wiedziała czego Księżniczka od niej oczekuje. Zamiast siedzieć cicho i przepraszać gdy została przyłapana na czytaniu rzeczy których nie powinna, darła się na Celestię. Kurczę, gdyby nie zaczęła, to mogłaby się jeszcze tej samej nocy wymknąć i spróbować wejść do portalu, wciąż zostając uczennicą Celestii. Podsumowując, robiła dokładnie to, co było dla niej najgorsze. Jak to nie jest głupota, to ja chyba jestem geniuszem. protip: nie jestem Przed Celestią, Księżniczką całej Equestrii nie zgrywała niewiniątka. Przed DYREKTORKĄ SZKOŁY już tak. Teraz wkraczamy na grząski grunt... Generalnie w serii tylko raz pojawia się sytuacja, gdy Sunshim rani tylko jedną osobę jednocześnie - chodzi oczywiście o Friendship Games. Potwornie ją gryzie to co powiedziała do Twilight. Nie daje jej to spokoju. Dopiero gdy stwierdza ze ją potem przeprosi, czuje się lepiej. Chyba głównie tym się sugerowałem, myśląc ze Sunset będzie wolała przeprosić Celestię niż siedzieć w innym wymiarze z poczuciem winy. Tu nawet nie chodziło o przyjęcie z otwartymi kopytami, raczej o uspokojenie sumienia. Celka szanuje friednshipa, więc pozwoliłaby wrócić Sunset do świata ludzkiego, więc nie musiała się bać że straci swoje przyjaciółki. Poza tym, to nie tak, że zrobiła swojej mentorce coś strasznego. Trochę na nią nawrzeszczała i uciekła, to wszystko. Z tego powodu uważam że argument o nie wracaniu do Equestrii przez strach przed Celestią jest mało przekonujący. Ale to dość chyba subiektywne odczucie. Mówisz o tym że zbuntowała się po ucieczce z Equestrii, czy tym że w rzeczywistości nie jest kucykiem tylko człowiekiem? Poza tym, co to za niepewne założenia? Jedynym założeniem jest teza sama w sobie: że Sunset pochodzi ze świata ludzi. To jak się do niego dostała jest jedyną logiczną konsekwencją tego faktu, oraz tego że wychowywała się jako kucyk. Wszystkie możliwe drogi prowadzą nas praktycznie rzecz biorą do tej samej konkluzji: że Sunset zostaje powiadomiona o istnieniu lustra, przez które w końcu przechodzi. To nie tak że musimy założyć że nie ma jej wersji kucykowej, czy czegoś w tym stylu. Wybacz za nieuprzejmą dosadność, ale to jest jakaś parodia dowodu anegdotycznego. Z tego co mi wiadomo, statystycznie rzecz biorąc, dzieci adoptowane gorzej się dogadują z rodzicami. http://www.suz.uzh.ch/dam/jcr:00000000-5971-7075-0000-0000793be5ab/Lansford_div.pdf (str. 847 tabelka), znaczenie gorsze child's-family rationship, family cohesion, i inne. Podoba mi się to, jak do dyskusji o kucykach wkroczyły publikacje naukowe. Wcale nie autyzm. Wybacz, ale wszelkie domysły na temat Celestii spotykającej lub nie spotykającej kucykowej Sunset są z góry skazane na porażkę. Nie wiemy nic o tym, jak funkcjonuje Celestia, ile porusza się po Equestrii i poza nią, jaką uwagę przywiązuje do losowo spotkanych kucyków. Może nawet na nią wpadła! Ale jakie to ma znaczenie? Hm? Gdyby nie wiedziała, że istnieje "druga Sunset", to gdyby ją spotkała, skończyłoby się to co najwyżej na zdziwieniu, po którym nastąpiłaby spora konfuzja gdy tylko Celestia spróbowałaby traktować "drugą Sunset" jak tą "naszą". No, ewentualnym efektem takiego zdarzenia byłby dodatkowy argument za wysłaniem Sunset z powrotem do świata ludzi. Twierdzenie, że nadużywała magii był tylko losowym pomysłem, zupełnie niezobowiązującym i niepotrzebnym teorii pochodzenia Sunset ze świata ludzkiego. A nawet jak nadużywała, to jaki to ma wpływ na sytuację?! Po prostu skopała jej tyłek, ostrzegła że jak jeszcze raz to zrobi to spotka ją to samo, i wróciła do Canterlotu by zauważyć, jak jej uczennica grzecznie studiuje magię zmieniania kucyków w roślinki. To by nic nie zmieniło! Bo to nie jest Friendship Problem? Mapa wzywa tylko do miejsc gdzie jest problem przyjaźni. I nudniejszym. Dającym mniej możliwości. Nie próbujemy ustalić jednej, jedynej, uświęconej i pobłogosławionej przez Tarretha wersji wydarzeń. Brzytwa Ockhama tu nie działa. To luźna dyskusja, niemalże anegdotyczne rozpatrywanie możliwych historii bohaterek. Ja staram się udowodnić że moja jest niesprzeczna, ewentualnie że istnieją przesłanki za jej prawdziwością. Ty starasz się osiągnąć coś przeciwnego. Skomplikowanie nie ma znaczenia właśnie ze względu na fikcyjność, a nawet delikatną żartobliwość tematu. Dobra, teraz patrz i podziwiaj wirtuozję erystyki: Ja też się tego nie spodziewałem, a w szczególności po sobie Ale to czyni wszystko jeszcze zabawniejszym. To chyba najbardziej epicki post w moim życiu...
  9. Wreszcie pojawiła się wersja z oryginalną obsadą, ale o tym za chwilę. Odcinek bardzo mi się podobał - był spokojny, przyjemny, pierwsze EqG bez jakiegoś potwornego antagonisty. Dziewczyny zasługiwały na jakiś slice of life (w szczególności Sunset). Polski dubbing był akceptowalny, chociaż oryginału nie zastąpi. W sumie nie wiem co mogę jeszcze o nim powiedzieć. Trochę mi się nie podoba, że Spike został zepchnięty na margines, chociaż to pewnie trochę ze względu na dość sporą (i wciąż rosnącą) liczbę bohaterek. Cóż solidne 8/10. Pojawiła się parę dni temu wersja z angielskim dubbingiem! Chyba wyciekła ścieżka dźwiękowa i została dopasowana do polskiej wersji językowej: http://www.dailymotion.com/embed/video/k612ZjmoJFshFonpXFW?logo=0&info=0 Według mnie znacznie lepiej brzmi niż polska wersja. Przydałoby się by ktoś ten podpiął link pod pierwszy post.
  10. Mówię o jego walce z Twilight pod koniec. Poza tym, Tirec nic sobie nie zaplanował, leciał bezmyślnie przez co prawie przegrałby przez Discorda, a potem został rozwalony magią przyjaźni. Może gdyby zrobił research mógłby tego uniknąć. Może po prostu SG o tym wiedziała, i zaplanowała to tak, żeby pozostałych M6 nie było na miejscu konfrontacji? Jak mówiłem: skrupulatność i spryt. Czemu nie? Chyba w ten sposób właśnie jednorożce stają się dobre w magii - mając w niej talent i ćwicząc. Wydaje mi się że to właśnie w ten sposób Twilight mogła pozbyć się tego dużego misia w s1e6. Poza tym, chyba nie załapałeś przekazu. Nie uważam że Starlight ciężką pracą zdobyła moc magiczną, lecz że dzięki ciężkiej pracy nie potrzebowała jej by wygrać. Jak pisałem: nie szła na głupią siłę, jak np. Tirec, gdzie walka przypominała zwykłe walenie się po mordach dwóch kolesi w barze. Nie było w tym żadnej taktyki, żadnej finezji, żadnego pomyślunku. Starlight podchodziła konstruktywnie, jak dzieciak który powala trzy razy większego od siebie faceta przy pomocy aikido. Generalnie nie widzę żadnego powodu by sądzić, że jest specjalnie potężna. Nigdy nie wykonywała jakichś potężnych czarów.
  11. Jazz/klasyka zazwyczaj nie jest grany na cały regulator. Więc trochę prawdą jest, że bardziej niż disco polo przeszkadza kultura jego odbioru. Ale w psychologii istnieje ciekawe pojęcie warunkowania instrumentalnego - jeżeli neutralny bodziec A zaczynamy kojarzyć z nieprzyjemnym bodźcem B, to sam bodziec A staje się nieprzyjemny. Disco polo staje się nieprzyjemne gdyż "kojarzy się" z nieprzyjemnym przebiegiem imprez. Tak przynajmniej jest w moim przypadku.
  12. Tośmy się minęli. Może chociaż zaspokoisz moją ciekawość odpowiadając na pytanie: Za co można lubić polski? Część z nas właśnie ją za to uwielbia . A co innego robić? Tańczyć? Nawet jak się tańczy (nie żebym to robił), to w końcu człowiek się zmęczy i musi odpocząć. I co może wtedy robić oprócz wkurzania się na disco polo które uniemożliwia mu wszelaką komunikację werbalną?
  13. Mam wrażenie że zaczynam docierać do pewnej granicy. Z jednej strony mnie to smuci, z drugiej trochę cieszy.


    No, i czuję się oszukany. Nie ma w tym nic kwantowego :grumpytwi: .

  14. No elo. Pytanka: 1) Ulubiony przedmiot szkolny, inny niż plastyka? 2) Metal! Co sądzisz o tym progresywnym (jeżeli cokolwiek sądzisz)? Posiadasz jakiś ulubiony podgatunek metalu? 3) Jakaś fantastyka oprócz wieśka? Polecam Dukaja Bez przesady, czasem Disco Polo posiada frywolnie anegdotyczne, acz estetycznie rytmiczne teksty, nie różni się wtedy tak bardzo od typowej poezji baroku. Gdy czasem opowiada o życiu prostych ludzi, to podchodzi pod taki charakterystyczny dla modernizmu naturalizm. 4) Swoją drogą, do muzyki instrumentalnej masz podobny stosunek? Miłej zabawy na forum! PS. Nie urządzajcie shitstormów w tematach powitalnych, a jak już to chociaż takie, w których może brać udział osoba witana. Mi się wydaje, że głównym przeznaczeniem disco polo jest wkurzanie ludzi którzy chcą normalnie rozmawiać na imprezach. A zważywszy na jego prymitywną budowę, robi to w moim przypadku bardzo dobrze.
  15. "She decided abandon her studies and pursue her own path" Ja tutaj takiej implikacji absolutnie nie słyszę. A co do komiksu, to cóż, nie uważam go coś kanonicznego. Nie chodzi do końca fakt, że jest nie jest to dzieło twórców serialu, lecz raczej o jakość. Cóż, według mnie Sunset jest w nim przedstawiona tak płytko, jak to tylko możliwe. Spójrz tylko: 1) W komiksie jest przedstawiona jako potwornie arogancka. Taaaak strasznie arogancka, że-o-ja-nie-moge. W filmie generalnie taka nie jest. Jedyna scena, w której można spróbować się tego dopatrzyć, to ta gdy poznaje Twilight w szkole, ale to była raczej próba jej upokorzenia, co według mnie kwalifikuje się jako okrucieństwo. 2) W komiksie jest TAKA GŁUPIA że ledwo co jestem w stanie to czytać. W filmie jest znacznie sprytniejsza. 3) W filmie nie jest tak głupio roszczeniowa. Właściwie to jest raczej samodzielna, lubi rządzić innymi ale jest podległa autorytetom (Dyrektorce Celestii). Przynajmniej taką udaje. 4) Dlaczego miałaby chcieć zostać za lustrem? Nie ma tam magii, prawdopodobnie odkryłaby to po chwili i wróciła - w sensie Sunset uważała że to jej zdolności magiczne czynią ją wyjątkową, i to przy ich pomocy starała się spełnić swoje ambicje. Ucieczka do świata bez magii jest tak bardzo irracjonalna! Dlaczego nie wróciła? Skoro była taka zapatrzona we własną dupę, to raczej rządzenie szkołą nie było jej szczytem marzeń, prawdopodobnie uważałaby, że lepiej wrócić i rządzić całą Equestrią. Filmowa Sunset zna się na ludziach, więc pewnie i kucykach, nie powinna się więc specjalnie bać Celestii. Bez problemu mogłaby wrócić i ją okłamać, że czuje skruchę itp. itd. i że jest jej przykro, i że wszystkie rzeczy które odczuła w tym drugim świecie pomogły jej wrócić na ścieżkę cnoty. Sunset jest raczej lekkomyślna/odważna. I bezpośrednia. To nie jest typ osoby który ucieka przed zagrożeniem, wręcz przeciwnie, stawia mu otwarcie czoło. Poza tym, mogła wrócić bez konfrontowania się z Celestią. "Mogła się bać jak po tym wszystkim spojrzy Celestii w oczy" Tacy jak ona nie mają z tym problemów. Zbyt duże ego, żeby nie umieć spojrzeć komuś w oczy trzeba czuć skruchę, tzn. nie wybaczać sobie tego co się uczyniło. Ona mogłoby mieć z tym problem jedynie pomiędzy pierwszym EqG i Rainbow Rocks. Przed tym okresem nie czuła skruchy, a po nim już się pogodziła ze swoją przeszłością, więc prawdopodobnie nie miałaby zbyt dużych problemów by pójść do Celestii i ją przeprosić. W szczególności że ta okazała jej już zaufanie poprzez przesłanie Twilight tele-książki. Nie mówiąc już o tym, że Sunset w tamtym momencie nie czuła specjalnych oporów przed poproszeniem Celestii o przysługę. Fakt że ma ze sobą magiczny pamiętnik, czy jak to tam się po polsku nazywa, uważam za argument za tezą, że odwróciła się od Celestii po wejściu do świata ludzi. Już sam fakt, że w komiksie został pominięty pokazuje duże trudności. Zakładając że miała uciec strażnikom, jak miałaby wziąć ową książkę? Jeżeli miałaby ją akurat przy sobie, to chyba Celestia - jako że właśnie usunęła ją z pozycji swojej uczennicy - powinna ją zabrać. W wypadku pokłócenie się z Celestią po przejściu przez portal, ten wątek trzyma się kupy. Poza tym, może właśnie fakt że nie rozmawiają osobiście podważył autorytet Celestii i dał odwagę do bycia roszczeniowym. I kurczę dlaczego do diaska ci strażnicy leżą pod portalem? To nie ma sensu. No, jeszcze w filmie Celestia mówi, że chciała pomóc Sunset. Nic takiego nie jest przedstawione w komiksie. Jak na taką znikomą objętość komiksu, jest to NAPRAWDĘ dużo problemów. Podsumowując, komiks wydaje mi się być kompletnym przeciwieństwem serialu i filmów - jest słabo przemyślany, charaktery są wręcz artystycznie płytkie, nic się nie trzyma kupy. AAAAaaaa. Odmawiam uznania tego komiksu za kanon. Po prostu nie. Nie. Nie. Zdecydowanie nie. Dopóki ktoś nie wyjaśni tych nieścisłości ma na to szansy. Ten z Rainbow Rocks jest lepszy, mogę go bez większych problemów zaakceptować. Zasmucę Cię może jeszcze faktem, że prawdopodobnie będziesz zmuszony zapoznać się dokładniej z moim spojrzeniem na ten wątek życia naszej drogiej Sunset Shimmer. huehue A dlaczego miałaby? Prawdopodobnie Celestia nie wie o tym, że każdy ma swoją kopię w tym drugim świecie, więc nie miałoby sensu gdyby jej szukała. A może nawet wpadła! Czemu nie? Możliwe że właśnie Celestia sama doszła do wniosku, że Sunset przeleciała przez lustro, ale było już za późno by ją odesłać, bo portal się zamknął. W tym wypadku nawet gdyby wpadła na kucykową SS, to nic by to nie znaczyło. Starlight też jej nadużywała, i jakoś nikt jej nie przeszkadzał. AAAAAAAAAaaaaa.... A dlaczego się nie dogadywała ze swoimi rodzicami???? HM? HMMM!?!?!? Bo to nie byli jej rodzice! Ha! Była adoptowana! Może nawet była tego świadoma, ale wciąż nazywała ich rodziną z przyzwyczajenia czy po prostu dlatego, że były to najbliższe jej kucyki (wciąż niezbyt bliskie). Czuję się niedoceniony i niezrozumiany