Mordoklapow

Brony
  • Zawartość

    304
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

376 Wzorowa

11 obserwujących

O Mordoklapow

  • Ranga
    Supersymetryczny

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    Warszawa/Toruń
  • Ulubiona postać
    Starlight

Ostatnio na profilu byli

3414 wyświetleń profilu
  1. "Wmawianie założeń", to brzmi tak strasznie negatywne. Zrozum, nie ma nic złego w założeniach, dopóki zdajesz sobie z ich sprawę. Każdy o ścisłym umyśle pewnie to wie. Matematyka jest wypchana założeniami po brzegi, a mimo to chyba nie będziesz uważał jej za coś złego/nienaukowego, co nie? Z drugiej strony nie ma w matmie nic gorszego, niż używanie założeń bez zdawania sobie z tego sprawy. "mówię jak jest" jest z kolei nienaukowe tak bardzo, jak to tylko możliwe. Istnieje fraza [citation needed], która dobrze określa moją opinię na ten temat. Nie będę udawał mądrzejszego niż jestem, więc walnę prosto z mostu: nie wiem o co Ci chodzi. Uważasz że każde założenie odnośnie pojęć nienaukowych jest złe? Dogmat, w moim prywatnym rozumieniu, jest założeniem. Nienaukowym założeniem. Takim, który w najlepszy znany mi sposób oddaje moją wizję Boga. To o czym teraz dyskutujemy, to właśnie mój Bóg (przynajmniej mi się tak wydaje). Żeby udowodnić jest sprzeczność, musisz wejść w moją przestrzeń aksjomatyczną. Nie traktować ją z góry próbować obalać wszystkie wierzenia jednocześnie. Z drugiej strony, może to przez to jak na widok słowa "dogmat" każdego ateistę przechodzą ciarki? Przecież dogmat, to de facto założenie... kurde, jak ci ateiści uczą się matmy? To mi nasunęło pomysł, by napisać podręcznik do matmy, gdzie zamiast aksjomatów będą dogmaty. Dogmaty Zermela-Fraenkla, dogmat wyboru. Kurde, właśnie tutaj mieszasz założenia. Jeżeli chcesz udowodnić że mój Bóg jest gorszy od SS-manów, to musisz wejść w moją przestrzeń aksjomatyczną. To takie skomplikowane? NIE UDOWODNIĘ CI ISTNIENIA BOGA. Ciężar dowodu spoczywa na głosicielu tylko w teorii naukowej. To nie jest teoria naukowa. To tak jakby artysta musiał udowadniać, że jego muzyka jest dobra, filozof udowadniać że rzeczywiście imperatyw kategoryczny drugiego rodzaju istnieje. Wystarczające dla filozofa jest, by teoria była niesprzeczna. Mi wystarczy to samo. Dostrzegłeś, że Bóg każe komuś wiecznie płonąć, czy poczyniłeś takie założenie. No hej, chyba nie jest to wynik obserwacji jakiejś tam starej książki, co nie? Czy może po prostu założyłeś, że wszystko co się tam znajduje, jest prawdą? Tutaj się zgadzam że nie ma skali porównawczej co do słuszności czy mocy ludzkich przekonań, za wyjątkiem jednej: niesprzeczności. Wciąż można próbować niektórym przekonaniom udowodnić sprzeczność, a gdy to osiągniemy, będą obiektywnie (według mnie) gorsze od tych niesprzecznych. Poza tym, to co mówisz jest generalnie zgodne z Pismem Świętym "Strzeżcie się fałszywych proroków, którzy przychodzą do was w owczej skórze, a wewnątrz są drapieżnymi wilkami. Poznacie ich po ich owocach". Mt. 7, 15-16. Nie, KK nie twierdzi że ludzie są potępieni, bo nie uczestniczą w sakramentach. KK twierdzi, że każdy może dostąpić zbawienia. Jest powiedzenie "nie ma zbawienia poza kościołem", które jednak jest jednym z głównych powodów, dla których nie jestem katolikiem. A co do doskonałości i odpowiedniości... ech, jakby Ci to wytłumaczyć... tutaj trzeba myśleć w skali globalnej. Poza tym, samym błędem jest chyba to co ja Ci tłumaczę, a raczej fakt że Ci to tłumaczę. Wyobraź sobie, że masz problem optymalizacyjny, na który znajdujesz rozwiązanie. Najlepszy możliwy algorytm, działający na pewnym rodzaju zbiorów. Rozwiązanie to, nie będzie już optymalne na innych rodzajach zbiorów. Pismo święte może zostało tak zoptymalizowane, by było najlepsze w tym, czego chciał Bóg - możemy założyć że nie jest to pedagogika klas 1-3. Polemizowałbym. Generalnie w Nowym Testamencie raczej tego nie ma, jest za to dość dużo nawiązań do idei spoza tego świata. Poza tym, znów, według mnie Bóg jest pragmatyczny, jego przekaz mógł być specjalnie sformułowany tak, by zmieścił się kulturze tamtejszego Izraela. Opieranie modelu na geometrii... to według Ciebie widzimisię??? ehc... jak myślisz, na czym oparta jest CAŁA WSPÓŁCZESNA FIZYKA? Nie, bo rzeczywiście, ogólna teoria względności to nie jest teoria oparta na geometrii różniczkowej... co ja gadam, teoria względności to jest geometria różniczkowa. No model standardowy... kurde, SU(3)xSU(2)xU(1) to wcale nie grupy symetrii, co nie? Każdy współczesny fizyk marzy o oparciu teorii o geometrię, w możliwy najprostszy sposób, a stwierdzenie że planety latają po okręgach, jest bardzo proste. Co innego bronienie teorii, która została obalona, to najgorzej na świecie, muszę się zgodzić. ALE nie nazywaj geometrii "widzimisię" bo Einstein, Huygens, Yang, Mills, i bardzo wielu innych fizyków płacze wśród aniołków gdy to słyszy. Wybacz za ten offtop, ale strasznie się striggerowałem. Jestem chrześcijaninem, nie katolikiem. Poza tym, błądzić rzecz ludzka. Właściwie katolicyzm jakoś specjalnie nie propsuje ubóstwa, co osobiście uważam za błąd. Z tego co mi wiadomo, chrześcijaństwo sprzeciwia się ostracyzmowi. Serio? Ja bym się strasznie szybko znudził. No właśnie, chrześcijanin wierzy w Boga, czyli zakłada że coś takiego istnieje. W tej przestrzeni aksjomatycznej zachowuje się rozsądnie. No. Fajnie, co nie? Szczerze mówiąc ja osobiście nigdy nie miałem potrzeby usprawiedliwiania cierpienia, nędzy i innych takich. Ale jak wytłumaczenie pojawia się samo, to niech będzie, czemu nie? Paaanie, tutaj nawet nie chodzi o to bym Chipa przekonał, czy on przekonał mnie. To właśnie w ogniu dyskusji hartuje się poglądy, odrzucając te ich aspekty które rozmówca jest w stanie obalić. Często mam tak, że sam dochodzę do wniosku że byłem w błędzie, próbując polemizować z kimś innym. Strasznie to egoistyczne, to prawda, ale próbuję się za to odwdzięczać, atakując jego poglądy. Poza tym, dzięki takim dyskusjom można dowiedzieć się, jak inni ludzie myślą (zazwyczaj zupełnie inaczej niż my), i uczyć się tworzyć pomosty pomiędzy jego i twoim tokiem rozumowania. Ludziom ( w tym mi ) bardzo tego brakuje. A najwięcej to się człowiek uczy stając po stronie, z którą się nie zgadza. Generalnie bardzo szanuję ateistów, znam wielu bardzo inteligentnych i rozsądnych (niestety ciężko mi to powiedzieć o chrześcijanach), z tego powodu czasem gdy widzę wypowiedź jakiego katola ciężko mi się oprzeć chęci wejścia w polemikę.
  2. Nie jestem pewien czy dostrzegasz samą podstawę mojej linii argumentacyjnej. Otóż właśnie w tym momencie postawiłeś się na miejscu Boga, i stwierdziłeś, jak by było najlepiej gdyby zrobił, co nie? Założenie, które właśnie poczyniłeś jest niezwykle wręcz odważne: stwierdziłeś, że jesteś na poziomie intelektualnym Boga, zadecydowałeś, że lepiej od Niego wiesz, co powinien robić. Robisz to od samego początku tej dyskusji. Rozumiem, że próbujesz użyć logiki, ale wybacz za ostre słowa, nie wychodzi Ci to najlepiej. Liczba zmiennych od których zależy wynik jest taki duży, że żaden ludzki umysł nie byłby w stanie tego logicznie przeanalizować, chociażby nie wiem jak genialny. To co teraz sugerujesz, jest więc niesprawdzalną tezą, de facto jest wytworem Twojej wyobraźni. Wyobraziłeś sobie, jak to ludzie będą bardziej w Ciebie wierzyli, gdy dasz im jasny przekaz. Co skojarzyło mi się z inną Twoją wypowiedzią: Wybacz, jeżeli to jest nadinterpretacja lub jeżeli nie doceniłem Twoich zdolności umysłowych w zakresie analizy potencjalnych konsekwencji społecznych zjawisk nadprzyrodzonych. Poza tym, nie wiem o co Ci chodzi z tym "Założenia, założenia...", wydaje mi się że jest to dość dobre podejście (moje, nie Twoje :P), inny Bóg rzeczywiście byłby dość kłopotliwy w rozpatrywaniu, według niektórych nie pasowałby wręcz do definicji Boga. Swoją drogą, ja przynajmniej piszę, co zakładam, to dobry nawyk, polecam. Hmmm, może istnieć wiele powodów, bo np. być może Bóg "chce" być postrzegany w różny sposób przez różne osoby, dla nich najodpowiedniejszy. Albo, tak jak sugerowałem wyżej, niektórzy przykładają bardzo mało uwagi stworzeniu rozsądnej(?) wizji Boga. To się także tyczy niektórych ateistów. Eeeee....? Co do tego pierwszego, to zostawię bez komentarza, czekając na tzw. citation. Co do drugiego, to czy Ty byś nie wykonywał rozkazów Boga, gdybyś tylko w Niego wierzył? Fundamentem wiary chrześcijańskiej, jest założenie, że Bóg chce dla nas jak najlepiej. To dość jasno sugeruje, że warto robić to, co nam każe. Nie rozumiem jednak tej części o wspólnym mianowniku, mógłbyś to jakoś dokładniej opisać? To czy oznacza to, że żadna teoria fizyczna nie jest prawdą? W końcu nie ma teorii, która odnajduje pokrycie w realnym świecie, tzn. działa zawsze, wszędzie, w każdej skali. Czy wystarczy nam to częściowe pokrycie? Czym do diaska jest to "pokrycie w realnym świecie"? Teoria heliocentryczna znajdowała pokrycie w świecie (przez jakiś czas). Problem piękna świata jest dość złożony. Jednak prawdopodobnie chrześcijanie którzy zwrócili uwagę na to, jak cierpienie kształtuje ich wiarę nie mają problemu z faktem, że świat jest okrutny. Bowiem taki jest, to nie ulega żadnym wątpliwościom, także Pismo Święte mówi to otwarcie w bardzo wielu miejscach. Inną kwestią jest oczekiwana od chrześcijanina pogarda dla świata materialnego, który to tak bogato, naturalistycznie opisałeś.btw. c++ mocno jak widzę :D. Śmierć jest dla mnie czymś dobrym, łaską zesłaną na człowieka dzięki czemu nie musi męczyć się na tym świecie. Śmierć "zła", rozumiana jako śmierć w sensie duchowym, jest czymś co według teologii chrześcijańskiej może spotkać tylko człowieka. Mam Ci zrobić listę tych, które Ty zrobiłeś? btw, fajna sygna.
  3. Widzisz kolego, definicja myślenia została zainspirowana sposobem postrzegania tego pojęcia przez Chipa, wystarczy prześledzić ścieżkę cytowań by dotrzeć do kontekstu.
  4. Dowód jest raczej anegdotyczny, ale co tam: Jeżeli myślenie uważamy za czynność doprowadzającą nas do prawdy, to ustalmy czym jest prawda. Niech W to przestrzeń stanów naszej wiedzy, wtedy myślenie będziemy uważali za funkcję m: W -> W która w skończonej iteracji da stan prawdziwy, niezależnie od wartości początkowej (nie jestem pewien czy to ostatnie założenie jest dobre). Weźmy więc przestrzeń W wszystkich możliwy stanów wiedzy by się jej przyjrzeć. Warto by spróbować nadać jej strukturę przestrzeni wektorowej, lub chociaż modułu nad pierścieniem, chociaż na chwilę obecną, nie jestem pewien jak to zrobić. Jak wiemy z kwantowej teorii pola, liczba możliwych stanów wszechświata jest nieskończona (fizyka kwantowa zakłada brak górnej granicy energii stanu, a stała kosmologiczna sugeruje brak górnej granicy energii w ogóle). Oznacza to, że liczba stanów wiedzy W jest nieskończona (niestety nie wiem, czy nieprzeliczalna). Wszystkie funkcje W -> W (czyli wszystkie myślenia) mają moc zbioru potęgowego W, podczas gdy wszystkich funkcji W -> W które w skończonej iteracji dają element p jest tyle, ile jest elementów W (czyli nieskończoność). Dowód tego faktu jest trywialny. Oznacza to, że myślenia prawdziwe jest zbiorem miary zero w zbiorze wszystkich możliwych procesów myślowych. Człowiek to coś, co bierze proces myślowy (funkcję W -> W), i w skończenie krótkim czasie odrzuca go, jeżeli jest niepoprawny (nie jest funkcją, która w skończonej iteracji doprowadza do prawdy). Jednak jako że myślenie jest zbiorem miary zero w zbiorze wszystkich procesów myślowych, szansa na wylosowanie go w skończonej liczbie prób zawsze wynosi zero. Człowiek istnieje skończoną ilość czasu, więc ma skończoną liczbę prób. Co kończy dowód - szansa na myślenie wynosi zero, czyli de facto jest to niemożliwe. ∎ To jest w sporej części prawda, chociaż nie jestem pewien co masz na myśli poprzez "istotę rozumną". Tzn. rzeczywiście, niektórzy nieświadomie sprowadzają Boga do poziomu człowieka, próbując np. skrytykować Jego postępowanie tylko na podstawie ludzkiego toku rozumowania, lub wręcz przeciwnie, użyć w typowo ludzkiej ideologii (gott mit uns etc.). Istnieje jednak druga strona medalu: należy zauważyć, że Bóg (w moich założeniach wszechmogący i wszechwiedzący) jest w stanie objawić się (jak już zwróciłeś uwagę, pośrednio) w taki sposób, by było to przyswajalne na poziomie na którym On by tego pragnął. Tzn, jeżeli nazywa Siebie ojcem, to robi to z uwzględnieniem tego, co my jesteśmy w stanie z tego zrozumieć. Podobnie z większością innych przesłań, których jakby nie patrzeć, adresatem jest człowiek, którego ułomności On jest "świadom". W ten sposób można próbować wyrobić sobie wyobrażenie Boga, które będzie miało szansę mieć sens, nie będąc zaledwie ułudą stworzoną przez nasz ułomny umysł. Tak więc jeżeli masz uważasz za problem fakt, że to człowiek stworzył (swoje wyobrażenie) Boga, to pomyśl o tym, że to jednak Bóg stworzył człowieka.
  5. 30,40 zł
  6. To było oczywiste. Toto - Africa.
  7. Altówka jest większa, co jest związane z tym, że gra niżej. Z jednej strony ma dłuższą menzurę, co daje większą długość fal przy tym samym materiale i naciągu strun, z drugiej strony ma większe pudło rezonansowe, przez co niższe dźwięki lepiej się w nim zachowują.
  8. 20,80 zł
  9. Bach, Aria na strunie G.
  10. Cześć. Kurczę. Muzyk. Interesuje się przedmiotami ścisłymi. Istnieje pewna tradycja, na tym forum rozwinięta do absurdalnego poziomu. Mianowicie pytanka, zadawane w tematach powitalnych: 1. Czy czujesz się przygotowany na odpowiadanie na pytania pierdyliarda ponyfagów, na tematy które tylko ich interesują? (np. moje) 2. Ulubiony kucyk? Strzelam, że Fluttershy. A drugi ulubiony? Stosunek do Starlight Glimmer? Ona tak ślicznie dzieli fandom... 3. Ulubiony RPG? 4. Na skrzypcach wolisz grywać cudze czy własne? 5. Jakiej muzyki słuchasz? Jeżeli jakiejś słuchasz rzecz jasna. 6. Interesujesz się informatyką i naukami ścisłymi... Masz jakąś ulubioną pozycję popularno-naukową? Może podchodzisz do tego poważniej, i masz ulubiony podręcznik, a nawet artykuł naukowy? Cóż, pozostaje mi życzyć miłej zabawy na forum.
  11. Generalnie obejrzałem. Nie ukrywam, potrzebowałem parę podejść, ale w końcu mi się udało. Początkowo miałem wrażenie, że Star to kopia Mabel z Gravity Falls, tyle że umiejąca czarować. Ba, początkowo to była kopia Mabel z Gravity Falls. Ale to co się potem stało... cóż, nie powiem, zrobiło na mnie pewne wrażenie. Mianowicie pokazano, że można zrobić mega ekstrawertyczną postać z głębią. A nawet jeżeli nie ma jej za wiele, to można ją zagrać/zaanimować tak, by wydawało się, że jest jej wiele. Jakoś wszystkie próby które dotychczasowo zauważyłem i rozpatrzyłem, wyglądały sztucznie i nienaturalnie. Mogę też powiedzieć, że pod koniec robi się trochę ciekawiej. Tera będą spoilery mocno:
  12. Theremin. Ta nazwa padła nawet w Rainbow Rocks :3
  13. MUZYKA EKSPERYMENTALNA znana także jako muzyka awangardowa, coś nowego, lub po prostu muzyka dla świrów. W tym miejscu chciałbym poprowadzić nitkę o tej charakterystycznej grupie podgatunków. Czemu? Cóż, głównie z tego powodu, że jest to coś innego. Uważam, że warto czasem odsunąć na bok dźwięki dobrze nam znane i pójść na przygodę... Tak, dokładnie, wybierzemy się odkrywać nowe światy instrumentów, krainy dziwacznych rytmik i absurdalnych tonacji. I zapewniam was, zupełnie tak jak wy, jeszcze nie mam zielonego pojęcia jak tam będzie. Chciałbym zacząć od awangardowego metalu, potem przejść przez eksperymentalny rock, jazz i współczesną postmodernistyczną muzykę poważną. Nie ukrywam, jestem ciekaw także eksperymentalnych wersji innych gatunków, np. muzyki elektronicznej, ale zbyt mało się na nich znam, by móc cokolwiek sensownego znaleźć, nie mówiąc już o przedstawieniu. Z tego więc powodu, każdego chętnego do wykonania odpowiedniego reaserchu zachęcam do pisania do mnie lub po prostu w tym temacie. Chwilowo jednak skupimy się na eksperymentalnym metalu, dlatego więc jeżeli absolutnie nie trawisz growlu, to śmiało zapraszam za jakiś czas, gdy uciekniemy do bardziej delikatnej muzyki. Jeżeli jednak masz zamiar wędrować od teraz, cóż, muszę pogratulować odwagi, bowiem wybieramy się do jednego z najbardziej chaotycznych, nieprzewidywalnych i dziwacznych gatunków muzycznych. Nie będzie więc łatwo i prymitywnie, na pewno nie należy brać ze sobą bagażu oczekiwań, nawyków i konwenansów słuchowych. Otwórzmy umysł na geniusz współczesnych muzyków, i skupmy się na tym co chcą nam przekazać... Ale ponieważ o pewnych tematach nie rozmawia się po cichu, bierzcie i słuchajcie - zaczniemy od czegoś lekkiego i prostego - Diablo Swing Orchestra - Pink Noise Waltz: Rytm w miarę stały, instrumentalizacja spokojna, normalna, tonika dość ciekawa, chociaż zbytnio się nie oddala od klasycznej mollowej. Wokal ładny, w pewnym momencie prowadzony polifonicznie, za co szacun. Gitara bardzo mocno przesterowana, bardzo kontrastuje z wokalem i delikatnymi instrumentami smyczkowymi. Muzyka którą da się słuchać nawet bez specjalnego zaangażowania. I ten relaksujący jazz pod koniec... ładne. Drugi utwór tego samego zespołu, z tej samej płyty Diablo Swing Orchestra - Ragdoll Physics: Tym razem natrafiamy na ciekawe efekty dźwiękowe na samym początku, coś ciekawego. Wokal ten sam, ładny, musicalowy. Sporo charakterystycznie metalowej gitary. Trzymajcie trochę więcej pomieszania jazzu i metalu Diablo Swing Orchestra - Voodoo Mon Amour: Radośnie, żywo i bardzo swingowo. Tym razem trochę nabrali tempa, nadając metalowi przyjemnie hot jazzowy charakter, w szczególności że wspomogli go instrumentami dętymi. Teraz trochę zniszczę tę radośnie taneczną atmosferę, zespołem UneXpect. Początek spokojny, delikatny ale jednak dający poczucie ciszy przed burzą. Ta po chwili nadchodzi - szybciej niż można się spodziewać. Growl, agresywny pop-slap, na basie, bardzo atonalny ale w jakiś tajemniczy sposób kunsztowny motyw skrzypiec w chwilach uspokojenia. Pełno kontrastu. Następny utwór tego samego zespołu UneXpect - Desert Urbania Co tu dużo mówić, bardzo zmienna rytmika, pełno dysonansów, powiedziałbym że muzyka jest jako taka średnio przyjemna - przynajmniej gdybyśmy oceniali ją konwencjonalnymi standardami. Tak nie robimy, pozwolę sobie przypomnieć. Zwróćcie proszę uwagę na to jak poszczególne instrumenty współgrają ze sobą. Np. gdy gitara elektryczna pozwala sobie spokojnie wybrzmieć po solówce, pianino robi dzikie glissanda w dół. WIĘCEJ NIEOCZEKIWANIA! Silence The Parasite. Trochę oddaliliśmy się od tych dziwacznych motywów na skrzypce. Wciąż towarzyszą, ale teraz grają raczej w tle i bardziej przewidywalnie. Szkoda, podobała mi się ta dziwaczna atonalność. Znajdziemy tu już coś co można nazwać normalnym riffem (ciekawa konwencja :D) w trzeciej minucie. Na koniec chciałbym wrzucić coś od Polaków. Tak, dokładnie, wydaliśmy bardzo szanowany przez miłośników tej muzyki album: Kołysanka zespołu Lux Occulta. Pierwsza piosenka Dymy już tu jest i czeka aż ją przesłuchasz: Widzimy że będzie ciężko i depresyjnie. Bardzo dziwna, ciężka instrumentalizacja, ambientowo-psychodeliczna powiedziałbym depresyjna. Sens i przekaz polecam poszukać na własną rękę. Podobnie psychodelicznie. W szczególności slide'y na kontrabasie brzmią dziwnie uspokajająco. Alkoholiczny wokal, możemy łatwo skojarzyć z tytułem piosenki i obrazem który stara się nam przekazać zespół. To koniec takiej muzyki na chwilę obecną. Gdy tylko będę miał chwilę czasu, spróbuję wrzucić trochę więcej. Teraz niemniej zachęcam was do komentarza. Albo ogólnie o waszych refleksjach, albo możecie spróbować odpowiedzieć na następujące pytania: Czy podobała się wam ta muzyka? Czy warto było ją przesłuchać? Może przekombinowana? A może wręcz przeciwnie, wciąż mało wam chaosu i nowatorstwa? Jesteście ciekawi innych jej przykładów? Zachęcam także to wrzucania utworów/płyt/zespołów znalezionych samodzielnie, z chęcią zobaczyłbym jak nowe przykłady tego fascynującego podgatunku wzbogacają ewentualną dyskusję. Północ. Mordo Out.
  14. Właśnie otwarłeś puszkę pandory Po pierwsze, podział muzyki na klasyczną i nowoczesną jest trochę... mało miarodajny. Świetnym przykładem jest Bach, czy ogółem muzyka baroku, z jednej strony niewątpliwie klasyczna, z drugiej bardzo łatwa i prymitywna - nazwałbym ją wręcz popem. Działo się tak głównie dlatego, że na fali był wtedy jeszcze nowatorski system durr-moll, więc praktycznie wszystko co było tworzone, było robione zgodnie z nim. Czym jest system durr-moll? Cóż, w skrócie: okazuje się że na 12 dźwięków istnieje 7, które mają to do siebie że cokolwiek na nich zagramy, będzie brzmiało ładnie. Jedni przy tym zostali - dzisiaj nazywamy to rockiem, popem, power metalem, generalnie muzyką rozrywkową. Drudzy szli dalej, próbując wyrwać się z tej konwencji, tworząc np. romantyzm, postmodernizm czy jazz. Niektórzy zostali neutralni, niby próbując wyhaczyć jakiś dźwięk spoza tych 7 nutek, ale bardziej idąc w instrumentalizację - tak powstał klasycyzm. Według mnie słuchanie Bacha ma się do słuchania muzyki klasycznej jak uczenie się matematyki z Elementów Euklidesa do nauki matematyki wyższej. Fajnie jest się pouczyć tak jak to robiono ponad dwa tysiące lat temu, popodziwiać go za de facto rozpoczęcie matematyki, ale w każdej księgarni możesz po prostu kupić coś współczesnego - podręcznik dla uczniów podstawówki, z którego nauczysz się praktycznie tego samego. Wydaje mi się, że zachwyt to zbyt mocne sformułowanie. Zachwycać się można nad czymś konkretnym, świadomie; jest to różnoznaczne z podobaniem się. Nad czym się zachwyciłbyś w takiej twórczości? Nad instrumentalizacją? Toniką? Rytmiką? Tekstem? Przypominam że śpiew to nie jest twórczość, tylko wykonawstwo. Osobiście słucham bardzo wielu gatunków muzyki, ale tylko niewiele mnie zachwyca. Weźmy jako przykład muzykę z kuców: Słucham jej sporo, ale generalnie poza elegancką instrumentalizacją w niektórych EqG, to od zachwytu jestem bardzo daleki. Podobnie z np. dubstepem - za wyjątkiem ciekawej konwencji niektórych utworów (np. Sirens Over Paris Flytcha https://www.youtube.com/watch?v=3aeSiPZ9i9I ) czy rockiem (za wyjątkiem np. progresywnego). Co więcej, można zachwycać się muzyką, która się nie podoba! Niektóre piosenki rocku eksperymentalnego są według mnie świetnym przykładem ( https://www.youtube.com/watch?v=vfmi0v5vIGo ) albo bebop. Wybacz za tę drobną dygresję, ale chciałeś dyskusję, to trzeba doprecyzować słownictwo. Co sądzę o muzyce współczesnej? Istnieje pełno kawałku godnych zachwytu. Co sądzę o współczesnych hitach? Mam o nich bardzo złe zdanie: Muzyka opierająca się na prymitywnych melodyjkach które wpadają do ucha na tydzień, by potem odejść w zapomnienie na wieczność. Gdyby dało się zapisać tyłek w postaci dźwiękowej, powstałby najpopularniejszy gatunek muzyczny. Jak ktoś chce to słuchać, to niech słucha, jego sprawa. Chociaż trochę mnie wkurza celebracja takiej muzyki. Albo jak ktoś podaje się za wielkiego miłośnika muzyki, a w sumie słucha tylko tego co mu w radiu puszczą lub kumple z osiedla podeślą. Być może dlatego, że sam kiedyś takim miłośnikiem muzyki poważnej byłem; z obecnej perspektywy wydaje mi się to śmieszne, głupie i płytkie. Jednak jak już pisałem: jak ktoś chce tego słuchać, to niech słucha. Poza tym, to nie tak że można (a nawet należy) coś z tym zrobić, przecież nie każdy chce wchodzić głębiej w świat muzyki. I nie ma w tym nic uwłaczającego, ja nie wchodzę w świat malarstwa czy architektury i moje gusta w tej dziedzinie są na poziomie gimnazjalisty. Na szczęście istnieje muzyka poza hitami. Nie chciałbym tutaj brzmieć jak hipster - nie ma nic chwalebnego w słuchaniu rzeczy, które nie są popularne. Istnieje muzyka progresywna, istnieje muzyka eksperymentalna - czyli to co można próbować nazywać współczesną muzyką ambitną. Istnieją odskocznie od wszechobecnego durr-moll, dzięki czemu istnieją piosenki którymi można zachwycać się latami. Typowy dubstepowy utwór nudzi mi się po dwóch tygodniach, polonezy Chopina słucham od lat i nic nie wskazuje żeby mi się w najbliższej przyszłości przejadły. Czemu? Za chwilę się o tym dowiesz. Ciężko też u mnie mówić o woleniu muzyki. Wolisz pizze czy lody? Łososia czy czekoladę? Jest to kwestia okoliczności. W moim przypadku, do nauki algebry wolę metalstep, do analizy funkcjonalnej muzykę z kucyków, do oddziaływań fundamentalnych wolę zwykły dubstep, a do teorii pola wolę rock alternatywny. Do podróży lubię metal progresywny, do pisania postów czy czytania Kierkegaarda wolę rock progresywny. Do niczego - żeby się wzruszyć i zachwycić wolę Chopina, Alkana czy Scriabina (romantyzm mocno). Pop i rock idzie głównie w emocje, podczas gdy muzyka klasyczna stara się być piękna sama w sobie, by to właśnie tym pięknem (nie pośrednio emocjami) wciągać. Dlatego uważam ją za bardziej wyjątkową - bardzo łatwo jest zrobić muzykę emocjonalną, bardzo trudno piękną. Po jakimś czasie nasz mózg przyzwyczaja się do muzyki emocjonalnej, i ta przestaje nam się podobać; okazuje się że był to chwilowy afekt związany z pobudzaniem emocji pomylony z pięknem. Prawdziwe piękno jest długotrwałe. Niegdyś muzyka była dostępna głównie na koncertach - nie było sprzętu odgrywającego - toteż musiała ona być zajmująca i wciągająca. Nie słuchało jej się podczas gotowania, sportu czy nauki, toteż nie mogła stanowić tła. Musiała być żywa, z walnięciem, żeby przesiedzenie godziny na sali nie było nużące. A ludzie odrzucają muzykę klasyczną bo niby jest nudna. Ha! Muzyka klasyczna raczej jest trudna, trzeba się na niej skupić, nie to co pop czy rock który to sam wpada do ucho. To jak matematyka: nikt nie będzie miłośnikiem dodawania, podczas gdy miłośników teorii grup i algebr Liego trochę jest. Muzykę tego typu kocha się właśnie gdyż ze względu na swoją trudność, może zapewnić znacznie inne i (według mnie) lepsze doznania. Polecam sobie puścić któryś koncert Chopinowski (np. https://www.youtube.com/watch?v=7cHarrxMXiw ) podczas robienia czegoś, np. jak ja teraz do pisania postów, i samemu się przekonać czy zostaniesz oderwany przez muzykę od tej czynności. Potem powtórzyć to z jakimś popem.
  15. Tak właściwie to za Zimmerem też nie przepadam, wydaje mi się jednak trochę kiczowaty. Może masz na myśli jakieś kompletne utwory? Generalnie Williamsa czy Hornera nie znam, przynajmniej nie z nazwiska, jakoś do filmowej specjalnie mnie nie ciągnie. Poza tym, nie uważam że jak muzyka wydaje się mało ambitna, to nie warto jej słuchać. Często taka muzyka może nas zaskoczyć zupełnie nowymi treściami, o których istnieniu nawet byśmy nie pomyśleli. Po prostu trzeba być świadomym ignorantem - jako że nie da się przesłuchać całej muzyki świata.