Mnie osobiście mało obchodzi te ich "robienie na złość" i naśmiewanie się ze mnie. Mam gdzieś ich hejterskie zdanie. Jestem Bornies, jestem z tego dumny i dzięki temu odkryłem, kto jest moim najlepszym przyjacielem. Co z tego, że Pinkie Pie jest różowa?..no ponoć to "nie męskie", że lubię różowego kucyka. Tu nie chodzi o wygląd, lecz o charakter, często pytali mnie, z czego się śmieje, odpowiadałem, że z niczego i mówiłem im "Śmiech to zdrowie, każdy ci to powie.
W gimnazjum jeszcze nie lubiłem MLP, moja przygoda z serialem zaczęła się w technikum gdzie ludzie są bardzo tolerancyjni, no może prócz paru, hejterów z mojej klasy.
Moja rada nie wniesie nic nowego:
Olej i śmiej mu się prosto w twarz.
Lecz ja nie o tym chciałem.
Mam taki problem:
Słuchałem niedawno MLD, koniec był smutny i płakałem. Następnie Przeczytałem fanfic Świt autorstwa Thara i po lekturze nawiedził mnie smutek, wszechogarniający smutek nie do zniesienia. Postanowiłem pójść na spacer, gdy opuściłem budynek, w którym mieszkam i szedłem w stronę ulicy, pomyślałem: " Może rzucić się pod samochód, przynajmniej nie będę musiał znosić już tego smutku. Nie to by było za proste, zresztą mogę się jeszcze na coś przydać, miałem przecież dawać ludziom radość i zmieniać świat. Nie, nie mogę się zabić."
Poszedłem dalej, przez ulicę do parku. Szedłem, i szedłem bardzo długo rozmyślając o smutku, który mnie ogarnął. Doszedłem do wniosku, że powodem nie były wydarzenia ze Świtu, nie to było coś innego, był to fakt, iż historia się zakończyła i właśnie z tond wziął się ów smutek, którego nie mogłem znieść.
Smutek minął, lecz gdy sobie przypomnę sobie o fanficu, ponownie ogarnia mnie wielki smutek, z którym ledwo daję radę.
Z tond mam do was pytanie:
Jak radzicie sobie z takim smutkiem, jak w ogóle radzicie sobie ze smutkiem?