Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Dżuma vs Rexumbra  

3 members have voted

  1. 1. Kto popisał się większą mocą w tym pojedynku?

    • Dżuma
      0
    • Rexumbra
      3


Recommended Posts

Żar się leje z nieba, toteż najrozsądniej będzie skorzystać z jednej z tych aren, które są wiecznie chłodne. Korzystne warunki w obliczu upałów są wynikiem nie tylko magii, ale również właściwej lokacji obiektu, jak również doboru materiałów. Kamień, marmur, kryształ, a także szkło. Grube, uzbrojone zaklęciem szkło. Ogólnie rzecz biorąc, znajdująca się pod ziemią arena przypominała rozświetloną, ogromną fontannę, zasilaną przez naturalne wody. Najniższe poziomy wyrzeźbiono w kamieniu, z którego to zbudowane były także ściany areny. Z marmuru stworzono ozdoby w postaci rzeźb, a także wyższe poziomy fontanny, natomiast kryształ stanowił budulec zwieńczenia całej konstrukcji. Co by nie mówić, wyglądało to bogato. Zupełnie, jakby to nie była arena, lecz kunsztowna atrakcja, kaprys kogoś całkiem majętnego.

 

Głęboka na półtora metra fosa otaczała wielką fontannę. Strumienie wody wylewały się z góry, trafiając do wyżłobionych w materiale korytek, z których następnie mierzyły co raz bardziej w dół, osiągając wspomnianą fosę. Jakby się dłużej nad tym zastanowić, konstrukcja ta przypominała fontannę, zaś jej stylistyka przychodziła na myśl klatkę. Klatkę, której pręty, o nieregularnych kształtach, stanowiły strumienie wody. Czyżby to właśnie taki był zamiar twórcy tego miejsca?

 

Magiczne lampiony podkreślały tajemniczość tej areny i ujawniały połysk, jaki posiadały poszczególne części fontanny. W ogóle, całość szczyciła się błękitnawym odcieniem. Co najlepsze, było chłodno i przyjemnie.

 

Czas, by na pierwszy poziom tej wielkiej fontanny wkroczyli kolejni śmiałkowie. To z tej pozycji rozpoczną starcie. Już wkrótce...

 

 

water_fight_by_silfoe-d59sl5n.jpg

 

 

Tym razem będziemy świadkami pojedynku między Dżumą a Rexumbrem! Będzie to ich pierwszy pojedynek! Mamy nadzieję, że nie zawiodą nas i uraczą pamiętnym widowiskiem, które będzie najlepszym symbolem początku ich przygody pośród sal magicznych pojedynków! W tym pojedynku ogranicza Was jedynie limit postów.

 

Wszystko jasne? Zatem do dzieła!

Edited by Hoffman

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna. Nie, nie, tak nie można nazwać jej osoby. Pewne było, że jest przedstawicielką płci "pięknej", stworzonej by przy pewnym szczęściu uprzykrzać życie drugiej połówce. Była czymś w rodzaju kotołakiem tylko z większą ilością kotowatych genów. Zapewne nieudany eksperyment z eliksirami bądź zaklęciem. 
Niepewny krok , to można było zauważyć na pierwszy rzut oka... no może pomijając puszysty ogon, odstające uszy i całą resztę dziwactw. Zastrzygła uszami spoglądając  do góry nie tyle co zafascynowana bądź co bądź pięknym widokiem, a lekko przestraszona. Kochała ziemię, ale bycie pod nią nie było komfortowe dla tej uczestniczki. Jej luźne ciuchy, stawały się mniej wygodne gdy tylko "czuły wilgoć" i... koniec tego marudzenia, ma stoczyć walkę , w dodatku magiczną, a ona się przejmuje, że jej ciuchy staną cię wilgotne. Jednak układanie sie pod włos futra nie jest najprzyjemniejsze. 

Różne rzeczy od fiolek, po bloczki papieru czy woreczki ze znanymi tylko Dżumie ciałami, wisiały na pasku od spodni, obijając się o uda za każdym postawionym krokiem. Wisiorek z bursztynem oraz ołówek trzymający w jakiś sposób średniej długości, brązowe włosy. To kilka cech jej obecnego wyglądu. Dodatkowo można dopisać, że jej sierść charakteryzowała sie znaczeniami kota syjamskiego, w kolorach beż oraz brąz. 
Przeszła kolejne kilka kroków, już bardziej pewnych siebie. Ca raz bardziej wątpiła czy dobrym pomysłem było zgłoszenie się do tego pojedynku. 
- Witaj mój szanowny przeciwniku. Mam nadzieję, ze ten pojedynek będzie dla nas obojga przyjemnością . - powiedziała nonszalancko się kłaniając, co było czymś odmiennym dla jej osoby. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ciemna postać wkraczała spokojnym krokiem na arenę, gdy lekkie światło padło na jej osobę można było ją rozpoznać.

Mężczyzna u długich czarnych włosach przyodziany elegancko w czarny płaszcz oraz klasyczne ciemne spodnie. Z jego osoby ulatniała się czarna gęsta mgła pokrywająca coraz większy obszar wokół niego i dusząca każdy promyk światła.

Rozglądał się swoimi fioletowymi oczyma po arenie ..."jaka szkoda" pomyślał sarkastycznie wiedząc że arena ta po skończeniu walki straci swój blask.

W swej prawej dłoni dzierżył czarną kosę, w lewej zaś metalową walizkę z godłem pająka ....( symbol rodowy, można by podejrzewać ) natomiast przyglądając się dolnej połowie jego ciała można było jeszcze zauważyć sztylet o ząbkowanym ostrzu oraz inne przedmioty których z powodu czarnej mgły nie dało się zidentyfikować.

Rexumbra jeszcze raz spojrzał na arenę "to powinno być interesujące" pomyślał, w końcu nie często ma się okazję walczyć pod ziemią. Kończąc oceniać teren na jakim będzie mu dane stoczyć swój pierwszy pojedynek skierował swój wzrok ku swemu przeciwnikowi.

Wygląd oponenta uznał za dość "ekstrawagancki" ale znał doskonale przysłowie głoszące żeby nie oceniać książki po okładce i był przekonany że to może być ciężki bój na którego myśl się radował, wszak po to tu przybył.

Będąc świadkiem gestu uprzejmości wymierzonego w swą stronę, w odpowiedz uśmiechnął się odsłaniając swoje zaostrzone kły po czym  postawił swą walizkę na podłogę która po oddaleniu ręki swego właściciela szybko zapadła się pod ziemię w czarnej kałuży oraz wbił swoją kosę w ziemie i ukłonił się.

- I ja ciebie również witam. Mam nadzieję na ekscytujący pojedynek, niech wygra lepszy. -odpowiedział po czym wyciągnął swój oręż z ziemi i sięgnął lewą ręką za płaszcz.

Edited by Rexumbra
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zaniepokoił ją widok broni białej znajdującej się w okolicy pasa. Może przeciwnik nie będzie jedynie recytował regułek zaklęć machając rączką czy kawałkiem drewna. Jeśli ta walka będzie miała również esencję tej z której wywodzą się wszystkie pojedynki, to Dżuma jest jak najbardziej za. 
Uśmiechając się gdy tylko mężczyzna odwzajemnił jej gest. 
Hybryda, bo tak można ją teraz nazwać, oderwała jedną kartkę od bloku, o dziwo rozkładając ją na większą. Zrobiła tak z kolejnymi dwiema,po czym każdą rozłożyła równo na ziemi. Na tych zewnętrznych postawiła po jednej figurce origami, którą miała w woreczku u pasa. Po jej lewej było coś w rodzaju żółwia lub pancernika, na pewno zwierzęcia posiadającego zaokrąglony grzbiet. Po prawej zaś najzwyklejsza jaszczurka, dokładnego gatunku nie można było podać, bo przecież to tylko sylwetki zwierząt. 
Środkowa kartka była pusta. Dżuma podeszła do niej sama składając z kolejnej kartki "coś" . Stanęła na niej odwrócona w stronę przeciwnika, dalej sprawnie zaginając kartkę, zupełnie jakby nie przejmowała się tym, że ma walczyć. Po chwili skończyła oglądając papierową figurkę. 

- Podobno gdy złoży się takich 1000 , posiada się dobre zdrowie i długowieczne życie. - dopowiedziała pokazując na dłoni żurawia origami. Po chwili zakryła go drugą dłonią podstawiając do twarzy . Dmuchnęła mocno, po czym dalej złożonymi rękoma odstawiła kawałek złożonego papieru. 
Pod stopami miała żurawia, który po odłożeniu lekko się poruszył. W tym samym czasie kartki spiętrzyły się tak aby stworzyć 3 podesty . Niezbyt wysokie, bo przecież należy mieć umiar w tym co się robi . Najniższy zaledwie metrowy był ten z opancerzonym,papierowym. zwierzęciem , które czując przeciążenie z powodu podwyższenia się kartki pod swoimi kończynami zwinęło się z opancerzoną kulkę. Jaszczurka z trochę większym podestem przeniosła się na jeden z boków prostopadłościanu, natarczywie obserwując mężczyznę i jego mroczną mgłę.  Środkowa kolumna papieru dalej utrzymywała Dżumę. Ta zaś zachęciła dłonią aby biały żuraw origami zaczął korzystać ze swoich papierowych skrzydełek. Gdy to zrobił, poleciał w górę z gracją uszkodzonej ćmy.

Dżuma najwyraźniej kończąc to co zaczęła. Ona jedynie wie jaki to ma cel, ale póki co po prostu stworzyła mało trwałe kolumny i ożywiła trzy figurki. Najwyraźniej przypomniała sobie coś pod koniec. Pstryknęła palcami po czym kilka tysięcy kartek wniosło się w powietrze, tworząc irytujący szelest. Była to czysta prowokacja z punktu pierwszego lepszego widza.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rexumbra wyciągnął swą lewą rękę za płaszcza, znajdowała się w niej maska nieposiadająca żadnego wyrazu, która z prawej strony w okolicach oczu ozdobiona była szkarłatną plamą przypominającą plamę krwi ściekającą aż w okolicę podbródka, z lewej strony zaś znajdował się czarny księżyc o znanym wyglądzie kołyski z trzema kształtami wyrastającym z jego prawej strony przypominającymi zakrzywione ostrza.

Przystawiwszy ją do twarzy z zamiarem włożenia nie spuszczał oka z pokazu artystycznego jakim uraczyła go jego oponentka.

- Co ona zamierza ? - pytał się w myślach nie tracąc przy tym swego niepokojącego uśmiechu jakim wcześniej obdarzył Dżumę podczas przywitania.

- Przekonajmy się wiec. Niech zacznie się przedstawienie ! - tym razem powiedział na głos po czym przywdział swą maskę która zasłoniła całą jego twarz pozwalająca ujrzeć jedynie tęczówki. Jego głowa po założeniu maski  jakby na wskutek nagłego skurczu mięśni odruchowo przechyliła się na prawy bok po czym znów się wyprostowała dalej mając wzrok wlepiony w Dżumę i jej dzieła.

Maska w tym czasie sprawiała wrażenie nieodzownej części ciała Rexumbry i choć cała jego osoba była już niemal nie do odróżnienia od czarnej mgły ulatniającej się szybkim tempem z każdej części mrocznego maga która obejmowała swym spaczonym wpływem sporą cześć strony areny na której znajdowało się jej źródło, osoby posiadające sokoli wzrok, w tym i zapewne sama Dżuma spostrzegły że wygląd Rexumbry po przywdzianiu swego rekwizytu zmienił się.

Tym co udało się jeszcze spostrzec w ostatniej chwili nim Rexumbra stał się zjawą pośród swego tworu to to że jego włosy z czarnej barwy przywdziały kolor srebra natomiast oczy z ludzkich tęczówek o kolorze fioletowym przeszły przemianę w szkarłatne w żadnym razie nie przypominające ludzkie ślepia przynoszące na myśl historie o potworach wychodzących nocom na ulice i rozszarpujące napotkanych nieszczęśników na sztuki.

- Światło mnie drażni. - wypowiedział Rexumbra nie głosem należącym do zwykłego śmiertelnika, a mrocznym szeptem jeżącym włosy na plecach. W tym samym czasie uniósł swą lewą otwartą dłoń ku górze. Nad ręką Rexumbry nagle z ogarniającej go mgły zaczęła się formować czarna kula która osiągnąwszy rozmiar dużej piłki lekarskiej rozpoczęła wznosić ku środkowi areny  zmniejszając przy tym swój rozmiar i gdy już osiągnęła wystarczającą w ocenie swego twórcy wysokość była już rozmiaru piłeczki do ping ponga.

 

Rexumbra zamknął swą dłoń na wznak czego kulka eksplodowała zasypując we wszystkich kierunkach arenę gradem czarnych pocisków. Niewprawny obserwator uznałby ten ruch za chaotyczny i samobójczy, wszak  tak nieskoordynowane pociski zranią też swego pana prawda ? Nic bardziej mylnego, Rexumbrze można było dać wiele nazw ale słowa takie jak nowicjusz, samobójca bądź głupiec zdecydowanie się do nich nie zaliczały gdyż każdy najdrobniejszy pocisk posiadał swój cel.

Czarnoksiężnik obrał za swój cel głownie źródła światła jak i rzeczy które są w stanie je odbić i są zarazem możliwe do zniszczenia bądź skorumpowania. Dlatego każdy lampion oraz kawałek szkła znajdujący się na arenie trafiony przez czarny pocisk zostawał zniszczony, nie rozbity na kawałki na skutek uderzenia a po prostu znikał w czarnej smudze nie pozostawiając po sobie żadnego śladu.

Inny los czekał z goła kryształy albowiem Rexumbra w swych planach nie miał zamiaru ich niszczyć a wykorzystać je na swoją korzyść gdyż jak wiadomo kryształy są skrystalizowaną  formą magi a nawet wyssane już z mocy mogą służyć jako użyteczne przekaźniki. Trafione przez pociski kryształy rozpoczęła trawić korupcja, ich szlachetna jaśniejąca barwa zmieniała się w barwę koloru bezdennej pustki, oraz z ich wspaniałej powierzchni wprawiającej niegdyś w zachwyt obserwatorów oraz w dumę budowniczych wyrastały ostre powykręcane kryształy plugawiące całe piękno jakim się szczyciły.

Również nie obyło się bez dodatkowych właściwości jakimi Rexumbra miał na celu "obdarować" swe nowe narzędzia gdyż kryształy powoli zaczęły przejawiać tę samą skłonność co ich oprawca, tworzyły i rozprzestrzeniały czarną mgłę. Ten ruch miał głównie na celu zapewnić trochę wygody Rexumbrze, ale miał on również w swoich założeniach przetestować Dżumę gdyż część pocisków skierowanych było również na nią, nie tylko na nią ale także na jej twory: jaszczurkę, żurawia, pancernika i podesty.

Oczywiście nie chciał skończyć tylko na tym gdyż również wymierzył swą kosę w kierunku Dżumy na skutek czego splugawione kryształy wydały z siebie niepokojący dźwięk po czym wystrzeliły czarne wiązki energii prosto w Dżumę.

- Pokaż mi swój talent. - powiedział w myślach Rexumbra wciąż trzymając wzrok na Dżumie i jej konstruktach.

Edited by Rexumbra
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przyglądała się uważnie temu wszystkiemu co robił mężczyzna zauważając szczegóły właśnie takie jak zmiana koloru włosów czy nawet tęczówek. "Jednak ta eksperymentalna pomyłka jest przydatna" przemknęło jej przez myśl gdy dalej obserwowała niespokojnie poczynania pojedynkowego wroga. Nigdy nie rozumiała fenomenu oraz popularności czarnej magii. Z jakiegoś powodu ludzie i nie tylko ludzie lgnęli do tego rodzaju magii jak muchy. Pewnie z wizją tego jak bardzo można stać się potężnym, jednak jeśli się tylko potrafi nawet magia żywiołów jest silna i zarazem piękna, stanowiąc nieodłączną część ekosystemu. Przyjęła postawę obronną widząc jak ciemna kula wznosiła się do góry. Musiała być przygotowana. 
Tak jak szybko stanęła w powietrzu, na tyle szybko również Dżuma rzuciła mniej więcej przed siebie 3 spore sześciany wykonane z płynnej cieczy, która dzięki magii trzymała sześcienny wygląd. Była matowa, co jakiś czas załamując obraz, który można było przez nią zobaczyć. Zatoczyły się na tyle razy na ile siła z jaką je wyrzucono pozwalała, po czym stanęły nie robiąc niczego więcej. 

Hybryda zaraz po tym szepnęła z dziwnym akcentem, przypominający raczej głos, któremu brakowało powietrza : Kurtyna w dół . Po tych słowach "chwyciła" powietrze pociągając dosłownie całą hałdę mieszanki tlenu azotu i innych gazów. Kolumny bez pomocy lecących odłamków  obaliły się, posyłając tysiące kartek z jakich zostały zbudowane w powietrze. Latały wszędzie nie tyle co zaśmiecając ale przyjmując na siebie większą część  uderzenia jakie było skierowane na papierowe figurki, które nie kłamiąc  opierały się dzielnie. Przecież był to papier, w swojej najczystszej neutralnej postaci. Kilka odłamków nasączonych zapewne czarną magią nie robi mu różnicy . Odłamki spokojnie przygwożdżały kartki oraz figurki do ziemi jedynie przeszywając ich celulozowe ciałka. Gdy cały atak kawałków kuli  został przyjęty na tzw. klatę. Reszta latających kartek zawirowała z charakterystyczną dla nich gracją w stronę kryształów. 

Z widocznym wysiłkiem, odznaczającym sie chwilowym zarysem mięśni , Dżuma w pewnym sensie czując ruch odłamków skierowanych w jej stronę oraz następujący według niej "trzask" kryształów, musiał zostać wybroniony, skuliła się. Zmaterializowany zza pleców kielich umieściła szybko nad głową. Wydał się wtedy wysoki przyjemny dla ucha oraz trochę metaliczny dźwięk. Wiązki, które maiły uderzyć w Dżumę natrafiły na wcześniej wymieniony kielich jakby skraplając tam swoją moc. Płyn o smolistym kolorze powoli zaczął wyciekać poza krawędź naczynia . Niestety po krótkim locie natrafił na przeszkodę w postaci czworościanu w jakim była zamknięta sama postać dziewczyny, która z uśmiechem oraz zamkniętymi oczami podpierała jego ściany, odbijające przy tym rykoszetem pozostałe odłamki. Ciemna ciecz zachowała się podobnie jak rtęć, zbierając się u podstawy ostrosłupa w postaci płynnych kuleczek. Papier który powędrował w stronę kryształów zaczął je oklejać. Przy przekroczonej dawce czarnej magii opadał zmieniając się w taki sam płyn jak wiązki. Kryształy powoli stawały się co raz to bardziej wyblakłą czernią aż w końcu , gdy papier nie miał już czego wchłaniać, a cała ta dziwna mgła nie miała czego się "trzymać" stały się jedynie mdłymi kamieniami, psując już atmosferę areny. 

Dziewczyna widząc, ze wiązka ustała w końcu się podniosła strzepując z siebie kilka pozostałych kuleczek. Wzięła w dłoń kielich , lekko nim bujając aby jego zawartość powoli się przymieszywała. Machnęła ponaglająco jak to mają zwyczaj robić bogaci ludzie w stronę swoich służących, a kulki posłusznie powędrowały w stronę sześcianów, które za każdym kontaktem wchłaniało substancję czarniejąc. 

Zadowolona podeszła wraz z naczyniem do pełnych sześcianów . Wyjęła szmatę zza pasa, po czym umoczyła w kielichu. Wchłonęła sporą ilość już nie czarnej, a niebieskiej substancji. Dżuma podniosła po kolei każdy sześcian, przecierając kawałkiem tkaniny każdy jego bok. Bryły stawały się białe, tracąc smolisty kolor, który teraz osiadał na każdym kawałku materiału. Po chwili "czarodziejka" odrzuciła jak poparzona szmatkę, przez co również opuściła kielich, który z resztą i tak sie nie przyda. Czarny materiał powędrował na ziemie ze skrzeczącym sykiem po czym pacną o ziemie, powoli czołgając się  w stronę mężczyzny. Bez najmniejszych skrupułów Dżuma rozdeptała odpady z czarnej magii, które upominały się o swojego właściciela. 
- Niewdzięczne... - dodała pod nosem, przyglądając się powierzchni sześcianów. Niespodziewanie rzuciła w stronę czarnej postaci w masce sześciany, które z każdym metrem  zbliżania sie do niej stawały sie jaśniejsze. Zachowają sie jak jojo gdy tylko przenikną przeciwnika, ale przed tym zanim zawrócą rozszczepiając się rażąc osobę kilkakrotnie mocniej. Co miało tak boleć? Światło, które emanowało z brył, było na tyle silne aby spokojnie od razu zabić osobę posiadająca migrenę, a w szczególności osłabić i zirytować istoty, które go nie lubią. Celem było proste zdenerwowanie mężczyzny. Był otoczony mgłą, która skutecznie go ukrywała. Tak jak wcześnie wyczuła przedzierające się odłamki kuli tak samo odczuła również przeszkodę w postaci ciała mężczyzny. 

Dziewczyna po wyrzuceniu sześcianów wiedząc, że ma chwilę, podbiegła do swoich figurek . Były mocno poharatane, ale się trzymały. Narysowała w miejscu gdzie powinny być oczy po krzyżyku. Pozostawiła tak każdą figurkę w swoim miejscu . Po znalezieniu żurawia i zrobieniu mu tego samego odstawiła przed siebie jego sylwetkę. W powietrze wyrzuciła kartę Tarota przedstawiająca Moc. Złapał ją dziób żurawia już bardziej realistyczny, stając ze swoją elegancja w stronę przeciwnika. Wszystkie trzy zwierzęta stanęły o wiele większe, żywsze oraz zbudowane z krwi i kości ,  koło ich właścicielki. Czekały, jakby gromadząc w sobie pewną energię, jaką odznaczał sie och gatunek. Wytrzymałość, szybkość i gracja. 

Edited by Dżuma

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rexumbra obserwował reakcje swej przeciwniczki na jego ruch, jak na razie używała w swych działaniach różnorakich przedmiotów. "Czyżby zaklinaczka bądź mag kreacji, pewnie również zna się na alchemii patrząc na jej wygląd ", przeszła mu przez głowę taka myśl lecz jeszcze za wcześnie na potwierdzenie tej teorii gdyż wciąż wie bardzo niewiele.

Po ujrzeniu jak Dżuma wyrzuciła przed siebie trzy kształty przypominające sześciany postanowił nie czekać ze swoim działaniem aż oponentka w pełni skończy. Mag po raz kolejny wbił są kosę w podłoże po czym wykonał gest lekko unosząc swą rękę na wysokość pasa.

Na wznak gestu z podłoża wyrosła czarna kolumna na szczycie której znajdowała się tajemnicza walizka z którą przybył wcześniej.

 

Spokojnym ruchem otworzył walizkę, jej zawartość była oczywiście nieznana i niemożliwa do zidentyfikowania na skutek wszechogarniającej ją czarnej mgły która wciąż nieprzerwanie ulatniała się z osoby czarnego maga pokrywając swym dusznym, mrocznym wpływem kolejne metry areny. "Tu cię mam" pomyślał Rexumbra po czym zabrał swoje ręce z wnętrza i zamknął nią. Wykonał kolejny gest, tym razem opuszczając rękę ku dołowi przez co walizka znów zapadła się pod ziemie tak szybko jak się wcześniej pojawiła.

 

Mroczny mag po raz kolejny spojrzał w stronę swej rywalki z zamiarem podsumowania jej działań i wymyślenia na niej godnej kontrofensywny gdyż nie bądźmy ślepi, poprzedni "atak" był dla niego niczym dziecinna igraszka i miał na celu jedynie sprawdzić zimną krew Dżumy. "Zobaczmy co wymyśliłaś" pomyślał do siebie obserwując poczyniony przez Dżumę progres.

Wpierw spojrzał na wcześniej splugawione przez siebie kryształy które z powodu papieru który je okleił przestały przystosowywać środowisko areny na jego korzyść i stały się jedynie ohydną dekoracją. - Nic nieznacząca strata. - powiedział Rexumbra gdyż już wcześniej podczas ich skorumpowania wyssał z ich magię przez co koszt tego działania zwrócił się, poza tym zdążyły już one wytworzyć nieco czarnej mgły na skutek czego duża cześć areny na którą składały się strona Rexumbry jak i okolice fontanny były już skryte w ciemności w której nie ukrywając mag czuł się o wiele lepiej.

Potem ujrzał czarną "szmatkę" w której wyczuwał swą magię, która czołgającym krokiem zmierzała w jego stronę żeby nagle być zmiażdżoną pod butem Dżumy. Po zdeptaniu materiału odczuł uczucie, jakby lekkie uszczypnięcie. "Nieważne, wkrótce takie decyzje nie będą miały sensu" pomyślał po czym zauważył kolejny ruch wykonany przez Dżumę.

Jaśniejące sześciany zmierzały ruchem joja w jego stronę. Zastanawiał się krótko w jaki sposób jego przeciwniczka go znalazła, wszak był niewidoczny poprzez połączenie się ze swą mgłą. Nie miał czasu rozmyślać musiał wykorzystać ten moment. Co prawda nie przepadał za światłem, szczególnie takim jaskrawym i lepiej czuł się w cieniu jednak światło mogło być dla niego równie a nawet bardziej przydatnym narzędziem niż kryształy.

 

Wielu prostych ludzi uważa światło za największego wroga ciemności. Ślepi głupcy nie są świadomi że światło jest też jej największym sprzymierzeńcem gdyż jak wiadomo:

-Tam Gdzie Jest Światło Jest Też Mrok. - przemówił po raz kolejny mrożącym szeptem Rexumbra mając zamiar ukazać prawdziwość tych słów. Uniósł obie otwarte dłonie w kierunku jaśniejących sześcianów po czym nagle zamknął je, nagle cienie stworzone przez światło wydzielane przez sześciany zaczęły oplatać je  z każdej strony zamykając i dusząc  ich światło w sobie, nie zamierzał poprzestać jedynie na tym gdyż wciąż jeszcze nie dowiódł swego zdania, uniósł obie ręce w górę przez co sześciany zamknięte w cieniach powędrowały w górę areny zmieniając w podróży swój kształt i gdy już znalazły się odpowiednio wysoko w miejscu sześcianów oblepionych zewsząd mrokiem znajdowały się czarne długie prostokąty zbudowane z materiału przypominającego czarne kryształy. Rexumbra pstryknął palcami po czym z wnętrza prostokątów wystrzeliły słupy światła padające na miejsce w którym znajdowała się Dzuma i jej kreacje, już z krwi i kości, tworząc masę cieni z których na wznak czarnoksiężnika zaczęły się unosić rozszczepiając się na miejsce kawałki i otaczając już Dżumę ze wszystkich stron przybierając formę czarnych ostrych szpikulców. Dlaczego tylko w Dżumę wymierzony był ten atak a nie i w jej konstrukty ? Tym razem już cielesne przez co można je zranić prawda ?.

Gdyż Rexumbra miał dla nich inne przeznaczenie. Nie był pewny czy jego przeciwniczka była świadoma zasady że wszystko co wejdzie w kontakt z czarną magia zostanie przez nią naznaczone ale postanowił na wszelki wypadek ją jej pokazać.

Rexumbra skierował swój wzrok ku konstruktom po czym jego oczy przybrały czarna barwę i zaczął ulatniać się z nich czarny dym. Nagle konstrukty padły na ziemię w akompaniamencie agonalnych krzyków z powodu zmian jakich zachodziły na ich dopiero co utworzonych ciałach.

Wyjaśniając: w czasie pierwszego ataku mroczne pociski dosięgły towarzyszy Dżumy i za implikowały w nich mroczną magię Rexumbry która w obecnej chwili deprawowała ich wnętrza zmieniając je w bezduszne automaty podległe woli ich tyrana.

Po skończeniu żuraw, pancernik i jaszczurka zupełnie już nie przypominały dawnych siebie, aspekty jakie niegdyś symbolizowały zostały powykręcane na mroczną modłę zastąpione pazurami, szponami, kolcami i dziką  przepełnioną sadystyczną nienawiścią żądzą niszczenia. Wszystko co światłe i piękne było w nich zawarte Rexumbra zniszczył zastępując swym obrazem niszcząc przy tym wszelkie łącza jakie jego nowe zwierzaczki dzieliły ze swoją dawną panią a teraz przyszłą ucztą, czyniąc niemożliwą sytuacje jąka miała miejsce z  oczyszczeniem kryształów czy jakimkolwiek powrotem pod banderę Dżumy.

 

Po skończeniu swego mrocznego dzieła Rexumbra po raz kolejny uniósł rękę w kierunku swych czarnych "reflektorów" które szybko rozpadły się nie zostawiając po sobie żadnego śladu światłości jaka była w nich uwieziona pozostawiając jednie czarną mieszaninę dymu i cieni która szybko pognała w stronę  swego pana by stać się z nim jednością.

W tym samym czasie szpikulce jak jeden organizm ruszyły na otoczoną przez swoich dawnych wygłodniałych splugawionych towarzyszy Dżumę.

Edited by Rexumbra

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dżuma poruszyła ramionami w taki sposób aby się trochę rozciągnąć, wcześniejsze nagłe skulenie się odbiło się przez aktualny dyskomfort w łopatkach. Kilka okrężnych ruchów i mogła z powrotem skupić się na walce. Pomimo ciekawości jaka wystąpiła przy pojawieniu się walizki, podeszła do żurawia gładząc go po jego piórach z uśmiechem.

Czarna magia… . Korzystała z chwili “spokoju” chcąc dalej zastanawiać się nad wcześnieszym zagadnieniu i popularności takiego rodzaju magii. Dalej nie mogła tego rozgryźć, może po pojedynku będzie mogła sie spytać swojego przeciwnika, który jak widać znał się na tym co robi.

Jeszcze kilka razy pogładziła każde ze zwierząt, które ze stoickim przyjmowały ten rodzaj podziękowania . Zanim znów wróciła do obserwowania przeciwnika rozejrzała sie jeszcze  wokół. Kilka chwil temu było jeszcze tak spokojnie i odprężająco.

Jej ruch nie miał na celu zadanie przeogromnych obrażeń czy jakkolwiek coś zrobić danemu człowiekowi. Miało po prostu go rozdrażnić swoją jasnością. Jeśli przy wielkim szczęściu zdarzy się kostkom dolecieć do przeciwnika to wtedy mogą zadać obrażenia równe takiej samej sile jaka została przez nie pochłonięta.

Przymrużyła oczy gdy tylko światło na nią padło. Nie przestając trzymać dłoni na żurawiu obserwowała jak Rexumbra tka kolejne czary. Przypatrzyła się jednemu z wielu czarnych szpikulców . Dotknęła ostrego czubka uśmiechając sie sama do siebie, po czym się wyprostowała. Spojrzała obojętnie na zwierzęta oraz słuchając ich co jak co przykrych odgłosów niszczenia ich prawdziwej ‘duszy’.
Dziewczyna widząc jak jej pozycja staje sie co raz bardziej nie bezpieczna, szurnęła butem na znak ogólnego znudzenia po czym kichnęła . Tak po prostu kichnęła, zakrywając automatycznie usta ręką. Z pomiędzy jej palców u dłoni przedostała się masa pyłu, kurzu, pajęczyn i wielu wielu rzeczy, które skutecznie przeszkadzają w oddychaniu gdy tylko jest ich więcej niż tylko mała warstwa na kominku. Kłęby owych “ciał” skutecznie zasłoniły wszystko co niedawno było oświetlone przez nieobecne już “reflektory”. Gdy najcięższe kawałki pajęczyn opadły zbierając równie duże kłęby “kotów” można było ujrzeć jedynie zaślepiony przez cały brud i duszące się stworzenia. Po Dżumie zaś poza całym bałaganem nie było śladu, a szpikulce leżały tam gdzie leciały aż nie znalazły przeszkody. . Stwory zaś  zaczęły sie dziwnie zachowywać. Rzucały sie na wszystkie strony jakby ktoś je zaczepiał tak bardzo z nienawidzonym patykiem  Przez swoją wściekłość wdychały jeszcze więcej śmieci, które wraz z ich ruchami znów podrywały sie do góry powoli oblepiając ich drogi oddechowe. Zamiast warknięć czy innych złowrogich odgłosów było niepokojące charczenie. Zwierzęta pomimo nienawiści jaką płonęły, były co raz słabsze. Po kilku minutach błądzenia w hałdach kurzu i jego wdychaniu nie tylko przez kreatury jak i mężczyznę, bo przecież powietrze na arenie mieszało się po wpływem wszech obecnej magii.
Zapłonęły. Tak można nazwać to co sie działo teraz przed mężczyzną. Zwierzęta jak na znak (pewnie hybrydy, bo któż by innego) padły na ziemię gdy tylko to czego sie nawdychały zajęło się żywym ogniem. Szybka śmierć, bez większej agonii, tak jakby w ich środku nastąpił wybuch odcinając wszelkie odczucia. Ciała kruszyły się dość szybko, tworząc po kilku pięknych minutach przepełnionych odgłosem ognia ,kupi popiołu. Czarna magia była pewną przyczyną tak szybkiego spłonięcia. Wystarczyło trochę zmieni właściwości ognia za pomocą pyłu jaki został wyrzucony w powietrze wraz z całą resztą zanieczyszczeń i voilà ! Mamy ogień unicestwiający czarną magię, zwany Świętym ogniem za czasów inkwizycji. Nie jest on w stanie zniszczyć samej esencji tego rodzaju magii, ale takie odłamki jak w ciałach stworzeń były za bardzo odizolowane od swojego prawdziwego źródła.

- To zadziwiające jak wszyscy reagują na to zaklęcie . - rozległ się kobiecy głos najwyraźniej z pewnym wyrzutem - Nigdy nie dadzą dokończyć, zawsze muszą je zniszczyć. - znów napomknęła - No cóż, najwidoczniej nie będzie mi dane za prezentować ich działania. - dodała.
W miejscu skąd pochodził głos obraz dziwnie zagiął jakby ktoś odklejał tapetę od ściany. Drugą stroną tego kawałka był materiał o soczystej czerwonej barwie. Była to kurtyna , która owinęła pewną cześć przestrzeni przed mężczyzną . Po chwili opadła ukazując całą, uśmiechniętą Dżumę. Kichnęła jeszcze raz, już bez większych efektów. Podniosła kawałek materiału składając go na pól po czym mocno strzepnęła. Była ustawiona przodem do przeciwnika. Powietrze przed jej osobą nagle się poruszyło odkrywając przez chwilę osobę Rexumbry, zanim jego mgła powróciła na miejsce trochę rozrzedzona. Musiała znów od nowa wypełnić przestrzeń wokół swego pana.
Sophie wykorzystując tą okazję ułożyła dłoń w figurę nożyce, po czym spróbowała odciąć kawałek materiału . O dziwo kawałek pozostał ucięty. Sprawnie wzięła jeszcze takich z osiem . Przeliczającc w dłoni, uśmiechnęła sie ponownie, biorąc jeden do lewej dłoni trzymając jedynie za jego kawałek. Drugą zaś ręką wykonała ruch jakby napinała cięciwę w łuku. Po taki  rytualne wymierzyła do góry. Kawałek pociętej kurtyny poleciał z dość dużą prędkością w stronę sufitu  jak kolejne trzy, gdyby je połączyć wyszedłby kwadrat. Tak samo zostały wbite kawałki tylko ich miejscem docelowym była ziemia.

Dżuma spojrzała na mężczyznę po czym głośno zagwizdała. Kawałki materiału połączyły się obejmując wszystko wokół maga.Materiał spragniony tego co znajdowało się pomiędzy jego płachtami, zaczął sie zawijać zamykając mężczyznę w mocnym o ile nie śmiertelnym uścisku. Ciężki, obszernie spleciony materiał nijak nie chciał się poddać w duszeniu swojej ofiary.
Hybryda uklękła rysując coś na ziemi, znów rozsypując jakiś proszek. Wstała i tupnęła nogą z ziemi wyrosło kilkadziesiąt prętów. Wzięła wszystkie, ustawiając je poziomo, ostrymi czubkami w poczwarkę z kurtyny. Utworzyły one półkole. Uciekając z pola rażenia , przeszła na drugą stronę, poprawiając jeszcze jeden krzywo ustawiony kawałek metalu.
Nie lubiła w swoim wykonaniu gry ofensywnej, ale sytuacja od niej tego wymagała. Wzięła głęboki wdech, a pręty zaczęły drżeć. Przy powolnym wydechu ruszyły z dużą prędkością, która wystarczyła aby przedrzeć się przez warstwy materiału. To był ich cel. Rozszarpać to co tam było.
Dziewczyna niezbyt zadowolona z efektu, bo dla niej (co było uwarunkowane przez kobiecy charakter) wszystko co robiła musiało jeszcze jakoś wyglądać. Wzięła jedną z białych chust, które również wisiały u jej pasa. Złożyła ją w podłużny pasek, po czym wzięła atrament. Narysowała na opasce dwa krzyżyki, po czym odwiesiła ją znów na pas, ale już odizolowana od reszty jej białych przyjaciółek.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rexumbra przyglądał się poczynaniom Dżumy wciąż będąc schowany w swej czarnej mgle. Przyznając szczerze był lekko zawiedziony, miał nadzieję że jego rywalka ukaże trochę więcej uczuć po stracie swoich pupilków sprawiając mu przy tym trochę przyjemności. - No cóż, nie można mieć wszystkiego. - powiedział w myślach, dalej obserwując i wyciągając wnioski ze zdarzenia jakie właśnie miało miejsce.

 

Szpikulce na znak Rexumbry ruszyły na Dżumę, wiedział że jego przeciwniczka jakoś obroni się przed tym atakiem ale był również pewien że przynajmniej część szpikulców dosięgnie celu po czym pierwsza przelana krew pobudzi jego bestie. Jakże się zawiódł. Dżuma zniknęła nie pozostawiając śladu unikając przy tym wszystkich pocisków, poza tym jego pupile będące uwięzione w pułapce stworzonej przez Dżumę zajęły się ogniem pozostawiając po sobie jedynie popiół. - Szkoda. - pomyślał. Nie było mu w żadnym razie żal tych zwierzaków które spłonęły, ani mocy jakiej użył by je splugawić gdyż nie ukrywając w ich korumpowaniu prawie wcale nie użył swej magicznej energii gdyż wystarczyła jedynie drobina jego czarnej magi by spaczyć magie Dżumy zawartą w trzech konstruktach i uczynić ją swą własną. Było zawiedziony gdyż po prostu nie przelał krwi. - No nic będę miał jeszcze wiele okazji. - powiedział, po czym zaczął wyszukiwać Dżumę którą stracił z pola widzenia.

 

O dziwo wcale nie musiał szukać gdyż pojawiła się naprzeciw niego z uśmiechem na twarzy tworząc przy tym naokoło niego czerwoną kurtynę. Jedyną jego reakcją było zaciśnięcie swej czarnej kosy która zmieniła się w wijące się cienie które szybko złączyły się ze swoim właścicielem.

Gdy materiał zaczął owijać się wokół niego krepując przy tym jego ruchy myślał tylko o jednej sprawie. W jaki sposób Dżuma odkryła jego obecność po raz drugi. Nie miał jednak czasu na rozmyślania gdyż wyczuł pręty lecące w jego stronę. Czerwony kokon blokował jego wzrok ale Rexumbra nie potrzebował go, nawet gdyby był ślepy bądź głuchy dalej miałby jeszcze wiele sposobów na wykrycie tego ataku. Przez głowę przewijało mu się multum rozwiązań obecnej sytuacji z której wybrał jedną mającą w jego mniemaniu najwięcej korzyści.  - Nie cierpię tego robić. - powiedział w myślach po czy zza maski przegryzł sobie wargę swoimi ostrymi zębami.

 

Pręty z coraz to większą prędkością pokonywały odległość dzielącą je od celu po czym w końcu dosięgły go. w chwili uderzenia i przebijania materiału słychać było nieprzyjemny dźwięk rozrywanej tkanki a po kilku sekundach gdy wszystkie pręty już dosięgły celu materiał był już znisczony a z jej porozrywanych części ulatniał się dym oraz czarna substancja.  Na pierwszy rzut oka wyglądało to jakby atak się powiódł jednak w zdarzeniu tym było coś podejrzanego. Gdzie znajdowało się ciało ? a przynajmniej jego resztki. Odpowiedź przyszła pod postacią lekkiego szoku na skutek widoku czarnego maga tuż za plecami Dżumy która lekkomyślnie znajdowała się w obszarze objętym jego mrokiem w którym zapewne już się dusiła zdając sobie sprawę że atmosfera była zdatna do oddychania jedynie dla czarnoksiężnika.

 

Nie dając Dżumie czasu na podjęcie stosownej reakcji Rexumbra błyskawicznie pochwycił gardło Dżumy swą lewą ręką po czym wbił palce swej prawej ręki w jej klatkę piersiową. Co dziwne z miejsca w którym znajdywały się palce Rexumbry nie ulatniała się krew lecz czarna maź pokrywająca w szybkim tępię ciało dziewczyny.

Nim mroczny wpływ Rexumbry ogarnął ciało i umysł Dżumy zauważyła ona zmianę w wyglądzie swego przeciwnika. Prawa strona jego maski była zakurzona i popękana, w okolicach prawego policzka znajdoway się ubytki zza których można było zauważyć skórę która swoim stanem przynosiła na myśl obraz mumii z muzeum.

Dżuma odczuwała ogromne katusze zarówno psychiczne jak i fizyczne. Rexumbra posilał się jej energią życiową i magiczną sprawiając przy tym jej ciału ogromny ból w zamian karmiąc jej umysł potwornymi wizjami uniemożliwiając jej swoją magią odróżnieniem ich od rzeczywistości. W zesłanych przez Rexumbre wizjach Dżuma ujrzała swe najgorsze lęki tworzące przerażenie, wszelkie popełnione przez siebie złe decyzje i porażki wywołujące poczucie winy oraz wszystkie traumatyczne wydarzenia z jej życia.

 

Gdy Rexumbra wreszcie zaspokoił swój głód energią jak i negatywnymi uczuciami swej ofiary, wyciągnął swą dłoń z ciała Dżumy i ruszył w kierunku czarnej plamy która wylała się z wcześnie stworzonego przez hybrydę czerwonego kokonu. Nie martwił się swoją przeciwniczką która obecnie leżała na ziemi na skutek szoku jakiego doznało jej ciało umysł. W czasie drogi wyraźnie było widać że kuleje na prawą nogę jednak gdy w końcu dotarł do swego celu ukląkł po czym położył swą rękę na środku czarnej kałuży która jakby żyjąc własnym życiem wpełzła na rękę mrocznego maga i złączyła się z nim. Powróciwszy do pozycji wyprostowanej nim na nowo stopił się ze swoją mgłą dało się zauważyć że jego wygląd powrócił do stanu przed uwięzieniem w czerwonej kurtynie. Rexumbra po raz kolejny będąc poza zasięgiem wzroku hybrydy przyglądał się jak powoli dochodzi ona do siebie po jego niewinnej zabawie odczuwając zapewne wewnątrz siebie pewną pustą przestrzeń. Czyżby Rexumbra zabrał jej coś więcej niż tylko energię ?

Edited by Rexumbra

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zawsze lubiła ten chwyt z kichaniem. Był naprawdę dyskretny, a zarazem skuteczny.

Trzymała dalej skupiona wzrok na kokonie, oczekiwała czegoś w rodzaju wyparowania osoby, która się tam znajdowała, zawsze tak robią . Jednak sam odgłos rozrywanego ciała, zmylił dziewczynę z tropu, przez co położyła swoje uszy. Widząc wyciekający płyn, znów wróciła na wcześniejszy trop, jednak gubiąc jedną znaczącą rzecz.
- Zawsze, ale to zawsze znikają, by potem ... - powiedziała pod nosem - … zaatakować. - dodała już w myślach, od razu nieruchomiejąc. Perfidnie dała się podejść.
Czując rękę na swoim gardle automatycznie ją uchwyciła, była to naturalna reakcja, jednak taką reakcją było też nabranie powietrza, co ze względu na jego aktualne właściwości było kolejnym mimowolnym i zarazem głupim posunięciem.
Czując już wszelką ekspansję zaklęcia maga, nie miała jak się uwolnić. Patrząc na niego póki co zirytowana chciała uchwycić to co stało sie z jego twarzą, tak po prostu. Bardziej odczuła ból, za którym szczególnie nie przepadała niż męczenie ją nieprzyjemnymi wizjami. Nie raz odniosła porażkę, nie raz zdarzyło się jej podupaść, ale gdyby nie potrafiła tego wytrzymać nie było by jej tu. Sam pobyt na tej arenie, jest wynikiem pewnego rodzaju desperacji. Lęki. Miała kilka takich, poza ogłuszającym dźwiękiem grzmotów (burzy), nie miała większych lęków. Na wcześniej wymieniony ból zareagowała jak każda istota, odruchowym skurczem mięśni. Jednak zanim została omamiona przez to odczucie, udało jej się jedno mało zauważalne zaklęcie. Rexumbra mógł nawet nie zauważyć, że na nadgarstku lewej ręki miał zawiązana kokardkę o czerwonym kolorze bardzo pasującym mu do aktualnego koloru oczu.

Leżała tak na ziemi zbierając myśli. Jej ciało pomimo już braku odczuwanych katuszy, dalej nie chciało współpracować, a receptory dalej wysyłały za dużo informacji . Po dłuższej chwili podparła się na łokciach . Już powoli układając sobie wszystko, chwiejnie wstała rozmasowując miejsce, gdzie wcześniej miał rękę jej przeciwnik, jeszcze trochę bolało.
- Po tym pojedynku musisz mi wytłumaczyć, dlaczego ludzi ciągnie tak do czarnej magii … - napomknęła, jakby kończąc temat tego co właśnie jej zrobił . Pstryknęła palcami, przez co jej kolejna wypowiedź  stała sie dziwnie interesująca - Nie potrafię tego zrozumieć, nie wyróżnia się niczym specjalnym. Jak każdy rodzaj magii ma wyróżniające się właściwości, posiadając te gorsze i lepsze strony. - skończyła, wyciągając kolejną chustę zza pasa. Narysowała na niej, niezbyt szczegółowy raczej ogólnikowy uśmiech, który irytował sam w sobie . Zawiązała ją na szyi i gdy tylko się nią spojrzało irytowała jeszcze bardziej.

W tym czasie, na znak wcześniejszego pstryknięcia tasiemka się poruszyła, jednak odczucie, że się ją ma na sobie zostało zamazane. Odwracał od tego głos hybrydy, dziwnie spokojny.  Już żywe “stworzenie  wydało z siebie odgłos, który przypominał ciche ziewnięcie. Bardzo szybko rozwiązało swój węzeł po czym ruszyło z niebywałą prędkością w górę ramienia , pozostawiając po sobie szwy. Co najdziwnijsze im bardziej sie oddalało, tym szwy rozpoczynały ekspansje tkanki zamieniając ją pluszem. Tasiemka poruszała się po schemacie jak u każdej szmacianej lalki. Wzdłuż kończyn, na końcu w okół nich i znów wzdłuż.  Jedwabna nitka podążająca za czerwoną istotką zagłębiała się w równomiernych odstępach na powierzchni skóry, co zapewne było bolesne, jednak to zależy od człowieka i w jakim stopniu jest masochistą, by uważać ból za przyjemny.  Gdy zaklęcie powoli stawało sie trudne do zatrzymania, Dżuma zamilkła,  biorąc się za robienie wcześniej wymienionej apaszki. Otrzepała się, po czym stuknęła piętą w powierzchnię areny,  Wystawił rękę, a nad nią powoli układała sie z drobinek kurzu zdobiona według upodobań dziewczyny kusza. Spojrzała na nią zadowolona, po czym zza pleców wyciągnęła kilka bełtów do niej . Wystrzeliła trzy, wszystkie w powietrze . Te trafiając w sufit rozpryskiwały się tworząc płaszcz wody w kształcie kopuły, która znajdowała sie na przeciwnikiem . Dziewczyna liczyła, że woda chcąc odciąć mgłę od jej właściciela, tym samym zbierze ją tylko wokół niego.

Zastanawiała się również czy warto jest marnować resztę bełtów. Przy szybkości  z jaką porusza się przeciwnik było to wręcz ich marnotrawstwem. Jednak przemieniając je w palcach naładowała je magią, po czym wystrzeliła w przeciwnika. Tak jak wcześniejsze promienie czy szpikulce tak te bełty śledziły swoją ofiarę, jeśli tylko wiedzą gdzie jest, a to zapewniała mała rzecz, którą miał na sobie Rexumbra.
Założyła na usta chustkę, którą miała przewieszoną na szyi na wypadek gdyby znów miałaby wpaść w tą mgłę. Podeszła do trzymającej się kopuły wody, po czym lekkim dmuchnięciem zaczęła zamarzać. Odeszła znów na swoje miejsce, szybko kreśląc coś kredą . Narysowała coś w rodzaju wykopanej dziury, która zawsze czeka na trumnę. Skropiła to kilkoma kroplami atramentu, po czym klękając u “wejścia” powiedziała troskliwie:
- No choć mała - powiedziała zachęcając rękoma coś  co tam było. - No chodź.
Z doła wyszła hiena zbudowana z gęstego dymu po palących się zniczach. Spojrzała na tą, która właśnie ją przywołała. Jako jej hiena cmentarna była skłonna uratować swoją panią, pochłaniając to wszystko co było zwrócone przeciwko niej. Trudno byłą ja zranić lub spaczyć. Była tworem czego innego , a dymu nie da się zranić. Usiadła obok Dżumy skupiona równie co ona, były przygotowane.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rexumbra patrzył wtopiony w mrok na dochodzącą do siebie Dżumę. Był zadowolony ze swego "posiłku", być może w jego mniemaniu nie było zbyt wiele negatywnych uczuć na których mógł się posilić ale ilość jąka pochłonął na pewno mu wystarczy i się przyda.

Dżuma już mniej więcej doprowadziła się do porządku po jego zabawie po czym wysnuła wobec niego żądanie. - Interesujące. - powiedział w myślach po czym dalej ukryty w cieniach obserwował działania swojej oponentki.

Nagle poczuł nieprzyjemny uczucie dochodzące z jego lewego ramienia, jakaś istota na pewno zostawiona przez Dżumę oplątywała jego rękę coraz to ciaśniejszą nicą która już zaczynała uszkadzać tkankę.

- Wygląda na to że teraz ja dałem się podejść. - powiedział wciąż nie zmienionym mrocznym szeptem jakby spodziewał się takiego obrotu wydarzeń. No cóż przewidywał taki scenariusz gdy zdecydował się na poprzedni ruch. Zostawienie części siebie w kokonie w celu zmylenia Dżumy dało zadowalający efekt, niestety do połączenia się na nowo z odłączoną od siebie częścią ciało Rexumbry było wielce słabe a jego zmysły przytępione przez co był łatwym celem na tego typu zagrywki.

 

Niestety dla Dżumy Rexumbra znów był całością i takie rzeczy nie robiły już na nim żadnego wrażenia. Mroczny mag machnął lewą ręką po czym ta na wznak zmieniła się w czarną mgłę. Insekt nie mając już żadnej materialnej powierzchni na której mógł by się trzymać upadł na ziemię by po chwili z impetem być zdeptany pod butem Rexumbry.

- Marny robak. - powiedział z pogardą gdy jego lewa ręka na nowo stała się materialna nie mając na siebie żadnego śladu po działaniach insekta.

Jego wzrok na nowo padł na Dżumę lecz nie utrzymał się zbyt długo z powodu lecących w jego kierunku bełtów, które znajdowały już się niebezpiecznie blisko celu. - Walka na dystans powoli robi się irytująca.- powiedział w myślach po czym złączył obie ręce. Na ten gest cząstka mgły znajdująca naprzeciw czarnoksiężnika zaczęła twardnieć i formować różne kształty. Lecące w jego stronę bełty zostały zablokowane przez wcześniej uformowane mroczne kształty które je pochłonęły nie pozostawiając po nich żadnego śladu i wysysając z nich wcześniej umieszczoną magię Dżumy.

Niestety nie wszystko poszło według planu albowiem cienie nie zdążył zablokować dwóch bełtów które dosięgły celu. Pierwszy bełt trafił w bark Rexumbry przebijając go na wylot po czym wbijając się w ziemię szybko się pod nią zapadł w cieniu, Drugi natomiast trafił jego lewy policzek niszcząc część maski jak i uszkadzając tkanki. Rexumbra cofnął się do tyłu o jeden krok by złapać równowagę. Nie wydał żadnego dźwięku bądź gestu świadczącego o bólu, w sumie wyglądało to jakby wcale się tym nie przejął. Nic dziwnego gdyż ból jaki teraz doświadczał był dla niego jak łaskotki w porównaniu z ogromną agonią fizyczną i psychiczną jaką czuł szkoląc się latami w dziedzinach czarnej magi pod okiem swojego sadystycznego mistrza którego ostatecznie zabił. Po raz kolejny jego oczy skrył czarny dym po czym miejsca trafień oblepił czarny cień który znikając ujawnił wolne od uszkodzeń powierzchnie: materiał, zniszczona część maski jak i tkanki zostały odnowione.

W następnej kolejności przyszła pora na zamrożoną kopułę, Rexumbra podniósł w jej kierunku rękę po czym wcześniej uformowane mroczne kształty ruszyły na nią wbijając się w jej powierzchnie. W miejscu przebicia lód zaczął czernieć a gdy mrok spowił już całą kopułę Rexumbra pstryknął palcami po czym konstrukcja momentalnie rozpadła się.

 

Przyszła teraz kolej na jego atak. Zwrócił swój wzrok z kierunku Dżumy która przyzwała kolejnego chowańca przypominającego hienę.

- Nikt nie może teraz  przeszkadzać. - powiedział po  czym zdecydowanie głośniejszym tonem który rozbiegł się w wszystkich kierunkach kierunkach areny krzyknął. - Do mnie psie ! - na wznak czego cmentarna hiena Dżumy ruszyła w kierunku mgły po czym zanurzając się w jej mrocznym wpływie wpadła w zastawioną przez Rexumbre czarną kałuże która szybko ją pochłonęła.

- Więc chcesz poznać siłę czarnej magi dziewczyno, masz więc swoją szansę. -  Dżuma odruchowo złapała się za głowę słysząc w myślach szept mrocznego maga czując się przy tym jakby ktoś wbijał jej w głowę tysiące szpilek. Rexumbra z powodu poprzedniego ataku mógł bez problemu porozumiewać się jednokierunkowo  z Dżumą w ten sposób.

Następnie Rexumbra dobył swą prawą ręką ząbkowanego sztyletu uniósł  lewą rękę w kierunku hybrydy po czym czarna mgła ruszyła z ogromną prędkością na Dżumę pochłaniając ją jak i teren wokół niej.

Rexumbra zaczął swoja krwawą grę. Wymierzał cięcie za cięciem dosłownie z każdej strony z błyskawiczną prędkością. Przytępione na skutek przebywania w atmosferze mgły zmysły Dżumy nie były wstanie przewidzieć ruchów Rexumbry który na skutek lat doświadczenia dokładnie wiedział gdzie ciąć i jak głęboko żeby sprawić jak największy ból nie zabijając przy tym ofiary, poza tym w miejscu ran osiadały czarne smugi zwiększające jedynie cierpienie i tak już cierpiącej Dżumy.

Gdy już skończył, schował zakrwawiony sztylet po czym przyglądał się Dżumie która znajdowała się przed nim w pozycji klęczącej  z powodu ran znaczących całe jej ciało zdobytych podczas wcześniejszego maltretowania z jego strony. Rexumbra oczywiście nie chciał skończyć jedynie na tym. Ukazał się oczom Dżumy po czym zmaterializował w swojej ręce czarną klingę którą wbił na przeciw jej twarzy. Dżuma złapała za rękojeść ostrza w celu podparcia gdy ostrze nagle zaczęło się zmieniać dostosowując się do ręki swej właścicielki, w zależności jaki typ broni białej preferuje Dżuma to czym będzie się jej walczyć najlepiej znajdzie się w jej ręce.

Rexumbra przygotowując się do pojedynku w uniósł swą prawą dłoń w której szybko zmaterializowało się czarne podwójne ostrze. W tym samym czasie czarnoksiężnik przystosował czarną mgłę wokół nich by Dżuma mogła oddychać i bez problemu go widzieć, również jako środek zapobiegawczy zaklął cienie wokół nich które przybrawszy postać włóczni skierowały się na Rexumbre i Dżume pilnując by żadne z nich nie użyło magi mogącej zakłócić przebieg pojedynku.

Rexumbra stał na przeciw Dżumy czekając aż dojdzie do siebie. Miał nadzieję że jest obeznana w bliskiej walce, jeśli nie pojedynek szybko się skończy gdyż poświecił on lata swego życia które dodatkowo wielce przedłużał za pomocą czarnej magi na doskonalenie swych umiejętności we władaniu różnymi rodzajami broni oraz poznawaniu różnych technik walki. Dodatkowo jeszcze na skutek eksperymentów magicznych i alchemicznych jakich dopuścił się na swoim ciele łącząc z sobą geny najróżniejszych bestii które często pochodziły z innych światów sprawiły że jego tężyzna fizyczna, zmysły, czas reakcji jak i szybkość daleko wykraczały możliwości człowieka.

- Powstań. - Dżuma usłyszała po raz kolejny głos w swej głowie. Rexumbra zdążył już zasmakować w jej krwi i chciał więcej.

Edited by Rexumbra

Share this post


Link to post
Share on other sites

Stała patrząc na przeciwnika. Jak zwykle poradził sobie bez większych przeszkód, nie dając jakkolwiek rozwinąć się do większej postaci jej zaklęciom. Pomimo tego, że były same w sobie dość sprytnie i silnie naładowane trwały długo. Przez co przeciwnik spokojnie mógł je przerwać zanim ukarzą swoją skompresowaną moc, która pozostawał w swojej minimalnej zbitej ilości, wracając do właścicielki. Dżuma znała kilkanaście rodzajów magii, przez co była wszechstronna jednak nigdy nie chciała i nie miała potrzeby zagłębiać się w jej czarny rodzaj. Teraz tego sumiennie żałowała, od pokutując te błędy właśnie w tej chwili. Nie ciesząc się zbytnio tym, że bełty trafiły przeciwnika , uśmiechnęła się do hieny, która jedynie siedziała.  Bardzo lubiła tego typu stworzenia, stworzone same z siebie bez udziału człowieka.

Rozpryśnięcie się kopuły wyglądało naprawdę ładnie pomimo, czarnego koloru którego i tak było pełno przez mgłę. Nie ukrywała, jej pierwszym zamiarem było stworzenie jej tylko po to aby przeciwnik ją zniszczył. Wyglądało to efektownie, ciesząc oczy i zmysły Dżumy. 
Widząc odbiegającą hienę, pomachała w jej kierunku na pożegnanie. 

- Bardzo ładne stworzenie nie sądzisz? - spytała zanim jego głos, wtargnął do jej umysłu. Przestrzeń osobista umysłu została najwyraźniej naruszona co nie przypadło do gustu hybrydzie, oj nie. 

- Tak ,własnie tak chcę - powiedziała w myślach zanim ból je zagłuszył. Adrenalina, to co jej organizm w tej chwili wytwarzał, napinając każde z mięśni i zaciskając mocno zęby, tylko by złagodzić ból, które powodowały cięcia. Podparła się odruchowo o klingę, która tak jak oczekiwał mężczyzna zmieniła się. Była mniejsza, długości jej przedramienia i rozdwajała się na dwa dość szerokie ostrza. Każde trzymało się w jednej z dłoni. , zapewniając sobie swobodę ruchów i w razie potrzeby połączenie ich w jedno. Wydawało się, że przez takie rozwiązanie mogły być słabe, ale gdyby miały się rozpadać za każdym dużym impetem, nie miały by miana broni i to skutecznej. 
Podciągając jedno ramię , drugą ręką znosząc oczywiście cały ból, zabrała cieknącą krew  do dłoni po czym ją przechyliła aby wylała na ziemię. 
- Tak jak myślałam... - zaczęła, pocierając palce, które aktualnie były w jej własnej krwi - Pomimo tego co mi "pokazałeś" dalej utwierdzam się w przekonaniu, że ludzie chcą po prostu zadawać ból. Nic więcej. -powiedziała ostatecznie, lekko zawiedzionym głosem, pomimo, że się trochę załamywał przy każdym ruchu jaki wykonywała. /

Słysząc znów jego głos w głowie, podniosła ją stwierdzając cierpko: 
- Pozwól, że zrobię to gdy to ja będę miała na to ochotę .- poruszyła ramionami, chcąc je trochę rozruszać. Po pewnej chwili, wstała trzymając się za jeden bok. Zachwiała się , prostując jakoś swoje ciało bez większych oznak słabości i niskiej odporności na ból.  Głęboko westchnęła po czym jej ciało lekko rozbłysło, gdy to ustało, była już cała  zregenerowana . Co najdziwniejsze nie miała juz swojej hybrydalnej formy, tylko zwykłe ludzkie ciało, bez większych urozmaiceń. Stała ze swoim nader przemiłym pomimo wcześniejszych cierpień uśmiechem, przerzucając jednym z ostrzy w dłoni. 
- Zatańczmy . - powiedziała, ustawiając się w pozycji obronnej. Lubiła walkę bronią białą, mogła wtedy pracować całym ciałem. Jednak efekty wcześniejszej hybrydalnej formy dalej można było odczuć. Słuch dalej dobry tak samo węch oraz wzrok, który chwytał swoimi brązowymi tęczówkami każdy szczegół mężczyzny. W końcu mogła mu się przyjrzeć oraz jego masce, którą z chęcią by mu zdjęła. I taki wędzi tego wszystkiego cel. Pozbyć się maski, większe okaleczenie będzie przy okazji. Nie chciała sama inicjować ataku, zawsze się broniła, atak był jedynie przy nadwerężającej się okazji. Zbytnie przechylenie broni, by mogła spokojnie zjechać ostrzem ku palcom przeciwnika czy podniesienie ramion. 

Chciała jakoś wykorzystać sytuację, że jej przeciwnik miał podwójny miecz, zawsze to dodatkowe okazje do ataku. Jednak jednocześnie będzie musiała się bronić mocniej przez siłę uderzenia jaka mogła nastąpić. Cieszyła się, że jej przeciwnik tak to wszystko potoczył, zapominając o wcześniejszym teraz jednała się ze swoją bronią. Jednak czuła lekki nie pokój, że jej broń w każdej chwili może wyparować w kolejnym kłębie mgły. Póki co nie chciała się tym martwić,może sie dopiero zacząć gdy jedno z ostrzy przeciwnika będzie zmierzało ku jej klatce. Przeciwnik opisał sie znajomością słabych punktów człowieka. Uśmiechnęła sie jeszcze raz do niego, chcąc widzieć jego reakcję, jeśli nawet miało by to być jedynie przez otwory w masce. 

Edited by Dżuma

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rexumbra z uśmiechem niewidocznym za maski patrzył na Dżumę z trudem podnoszącą się po zadanych przez niego ranach. Nie kłamiąc bawiła go ta scena, zawsze lubił wpierw pomęczyć swoją ofiarę poprzez cierpienie które powodował zadawaniem ran, zwątpieniem dzięki przezwyciężaniu każdego wymierzonego w niego ataku, strachem poprzez ukazywanie każdego najmniejszego lęku oraz rozpaczom nie pozwalając w sobie żaden sposób odebrać przewagi uświadamiając ofierze że w porównaniu z nim jest niczym owad wplatany w sieć czekającym w zgrozie i smutku na przybycie pająka. No właśnie pająka.

 

- Chcą po prostu zadawać ból. Nic więcej. - Usłyszał te słowa od Dżumy która uleczywszy swoje rany stała na przeciw czarnoksiężnika z wyraźnym uśmiechem na twarzy. Wyczuwał w jej umyśle radość spowodowaną wybraniem przez niego takiego scenariuszu. - Naiwna dziewczyna. Za niedługo twa radość zmieni się w agonię. - Powiedział w myślach.

Mroczny mag w swoim mniemaniu miał nad Dżumą przewagę pod każdym względem. W umiejętnościach bojowych spowodowanych trenowaniem długimi latami nadludzkiego życia, nie martwił go też w żaden sposób fakt że jego przeciwniczka była hybrydą co dawało mu pewność że jej zmysły i ciało są o wiele lepsze od ludzkich odpowiedników gdyż sam był w pewnym sensie hybrydą. Nie, nie hybrydą, był czymś więcej. Przemiana Dżumy była efektem alchemii bądź innej prostej magii, natomiast w jego przypadku były to lata podróży, odnajdywania zaginionych miejsc i artefaktów, zakładania mrocznych paktów z istotami na których widok prosty człowiek popadłby w obłęd, wieki eksperymentów, cierpień, porażek, składania krwawych ofiar. Nie mógł przegrać, nie po tym wszystkim co udało mu się osiągnąć i stracić.

 

Rexumbra dalej patrzył na zmienioną, gotową już do walki Dżumę, mimo że powróciła do swej ludzkiej postaci czarnoksiężnik wiedział że dalej posiada swoje "zwierzęce" "zalety". Skąd o nich wiedział, odpowiedź jest prosta. Przedostatni atak dał mu nie tylko możliwość jednokierunkowego porozumiewania się z Dżumą, dał mu również dostęp do jej umysłu dzięki czemu wie dokładnie o czym jego rywalka obecnie myśli i co zamierza.

Jej zmiana nie zrobiła na nim wrażenia, jednak by zachować status quo pojedynku postanowił przejąc rolę nieludzkiej postaci. Objął się swymi rękami w pasie jakby na znak bólu lekko się przy tym pochylając przesłaniając swoją twarz. Nagle z jego pleców z czarnych smug wyrosły 4 długie, ostro zakończone pary odnóży przypominające pajęcze, powróciwszy po pozycji wyprostowanej znajdował się już nad ziemią unoszony przez swoje nowe kończyny, patrząc na jego twarz można było ujrzeć kolejną zmianę, na masce zamiast jednej pary oczu znajdowały się dwie z których każde czerwone ślepię wtopione było w Dżumę.

Rexumbra nie będąc już w żadnym razie istotą ludzką przemówił własnym demonicznym głosem w kierunku Dżumy. - Ból jest dopiero początkiem dziecko. - po czym korzystając ze swych odnóży odbił się z błyskawiczną szybkością od ziemi obierając za swój cel dziewczynę. W ramach niespodzianki nim "doleciał" do pewnie zszokowanej Dżumy postanowił zmienić swą broń, szybkim ruchem rozdzielił ostrze na dwoje po czym z obu kawałków czarnej masy uformowały się nowe bronie. W prawej ręce dzierżył długi czarny miecz o falowanym ostrzu a w lewej buzdygan którego kolce ociekały czarną cieczą.

Nie miał szans tego przegrać. Dzięki temu że pozwolił swojej skażonej krwi w pewnym stopniu zdominować jego ciało: jego zmysły, siła, szybkość, zręczność i refleks wzrosły do niebywałych rozmiarów, dla Dżumy złą wiadomością były również odnóża Rexumbry które będąc niewiarygodnie twarde i ostre również wielce sprawnie używał w ataku jak i obronie, nie zapominając również o zaskoczeniu jakie w niej wywołał zmieniając broń w ostatniej chwili, jak i tym że znał jej myśli i również o jego pewnie już zapomnianej niespodziance wyciągniętej z tajemniczej walizki którą w końcu miał zamiar zademonstrować.

 

Jedyne co pozostało to patrzeć na krwawy i bolesny spektakl w wykonaniu Potwora.

Edited by Rexumbra

Share this post


Link to post
Share on other sites

Póki co jedynie kilka posunięć przeciwnika zrobiło wrażenie na jej osobie. Co do czarów… choćby najsilniejsze ataki miałby by być w nią skierowane, nie poprawią one wizerunku czy zmienią one punkt widzenia na daną osobę. Oczywiście tak duże umiejętności były godne podziwu, jednak dominowanie przeciwnika swoją mocą to coś prymitywnego. Trzeba też również wziąć pod uwagę to, że to był pojedynek, o to w tym chodziło większości. Mają być wybuchy, ma być krew, magiczny pył, który pozostanie po niektórych zaklęciach i wszędobylskość wygranej osoby bądź istoty. Dla Dżumy to jedynie w pewien sposób zabawa i zdobywanie doświadczenia, a nie pokazywanie jak wielką ma moc, ponieważ jej nie miała. Dla niej podziwem było wygranie pomimo tego, że przeciwnik ma przewagę. Chciała to osiągnąć i na pewno spróbuje, bo przecież do tej pory próbowała.
Stając tam gdzie stała, dalej zachowywała się równie lekceważąco co wcześniej "Niezależnie co zrobisz i tak dalej to będzie czarna magia… przereklamowana czarna magia" - powiedziała w myślach, domyślając się, że jej przeciwnik prawdopodobnie to słyszy. 

Cofnęła się kilka kroków, na wszelki wypadek mając miejsce jeszcze odskoczyć, jednak bez większego zaskoczenia. Dominacja, tak jak myślała. Rozpoczął grę na swoich zasadach, on był jej twórcą, więc dostosowanie się tutaj było najlepszym wyjściem.
Spojrzała na broń, a raczej już dwie bronie przez chwilę je badając wzrokiem. Po kilku chwilach w umyśle powstało kilkadziesiąt myśli na temat broni, aktualnego wyglądu przeciwnika oraz areny. Dotychczasowe przemyślenia , zmieniły się w burzę myśli gdzie trudno jest wyłapać tą jedną dotyczącą następnego ruchu dziewczyny. Zaczęła analizować wszystko od koloru odnóża Rexumbry kończąc na  ścianie areny za nim, która była przesłonięta chmurą kolców (oczywiście mogła ja sobie wyobrazić, co dodawało kolejne wspomnienie i obraz) . Przemyślenia choć roztargnione należały do właścicielki, która w tym większym stopniu je rozróżniała. Nie było to niemożliwe, ale na tyle skuteczne by upośledzić trochę przeciwnika.

Stuknęła płaską stroną ostrza jedno z dodatkowych kończyn, krzywiąc się lekko.
- Ofensywa, ofensywa i ofensywa co? - spytała raczej nie oczekując odpowiedzi. Ruszyła zaraz po tym chcąc okrążyć przeciwnika, dalej analizując wszystko co było na nim, pod nim oraz przed nim. Uchyliła się aby zadać cios, niestety ostrze ześlizgnęło się nadwyrężając nadgarstek dziewczyny. Ta znów ruszyła szukając czegokolwiek .

 

"Stawy!" mignęło gdzieś w jej myślach, pomiędzy wspomnieniem tego co jadła wcześniej na śniadanie . Będąc blisko jednego z nich , w biegu chwyciła się  przy czym wykorzystała siłę odśrodkową . Wbiła w pierwsze najbliższe zgięcie. Niestety broń utkwiła , zatopiona w ciele lub cokolwiek to było (kolejne myśli analizujące czym to mogło być) . Wspięła się wyżej, skoro  nie ten to najdalszy powinien być jednym z delikatniejszy.
Tak jak pomyślała tak zrobiła. Pozbawianie pająka odnóży było po części jego unieszkodliwieniem. Przekrzywiła ostrze, które wbite znów  w zgięciu, cicho zasygnalizowało, że spełniło po części swoje zadanie.
Nim przeciwnik, mógł dostatecznie się "obrócić, by zrzucić Dżumę ta zeskoczyło z jednym ostrzem w ręku, jedno dalej postawało w jednym z kończyn.
- Złośliwość rzeczy martwych - mruknęła pod nosem, przerzucając ostrze do drugiej ręki. Jakkolwiek by to nie wyglądało, dobrze wiedziała o swojej pozycji, była niska, przerażająco niska, na tyle aby móc zdemotywować człowieka ambitnego, tylko jednym małym szkopułem było to, że to nie ambicja, a sama chęć chciwej wiedzy oraz doświadczenia prowadziła osobę dziewczyny. Ciekawość w najczystszej postaci. Uśmiechnęła się do swojego przeciwnika, znów zalewając masą myśli na jego temat, ruszyła dalej okrążając go. Pozostała reszta odnóży. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Rexumbra stał w bezruchu mimo posiadania sztyletu w jednym z jego nowych odnóż. Dżuma okrążała go i szykowała się do kolejnego ataku. - Więc to jest twoja strategia ? Żądlić i uciekać niczym insekt. Niestety dla ciebie  Pierwszy Etap Przemiany już się w pełni zakończył. - Pomyślał Rexumbra gdy równocześnie w trakcie jego rozmyślań maska którą nosił zaczynała pękać i rozpadać się. Szybkim ruchem jednego z pajęczych odnóż wybił ze swego ciała wbity sztylet posyłając go daleko w ciemność uniemożliwiając Dżumie jego odzyskanie. - Cóż za głupia decyzja, straciłaś swoją broń dla tak nieznaczącego celu. - Powiedział gdy jednocześnie zranione przez Dżumę odnóże wyprostowało się przy akompaniamencie dźwięków jakie wydają palce gdy się nimi strzela i gdy powróciło znów do poprzedniej pozycji po poprzednim ruchu Hybrydy nie pozostał nawet ślad.

Dżuma znajdowała się za plecami Rexumbry dzierżąca obecnie tylko jeden sztylet i zdająca sobie sprawę że jedyne co jak dotąd uczyniła to strata broni. Nagle na jej twarzy zagościł szok spowodowany błyskawicznym atakiem Rexumbry, jego ruchu w przeciwieństwie do poprzedniej sytuacji były szybsze, silniejsze i o wiele lepiej skoordynowane przez co Dżuma w ogóle nie miała chwili wytchnienia.

 

Rexumbra wyprowadzał cios za ciosem korzystając ze swego miecza, buzdygana jak i ostro zakończonych odnóż którymi wyprowadzał zarówno cięcia i pchnięcia zasypując przy tym Dżumę deszczem ciosów można by rzec. Jednak nie napierał cały czas na Dżumę, co chwilę odskakiwał w różne kierunku zmieniając pozycję i atakował dalej.

Dżuma była praktycznie na straconej pozycji wyposażona jedynie w jeden sztylet przeciwko arsenałowi Rexumbry, falowane ostrze miecza uniemożliwiało przejechaniem sztyletem na palce czarnego maga a buzdygan był niemożliwy do zablokowania natomiast dodatkowe nogi Rexumbry tylko jeszcze bardziej pogarszały i tak już beznadziejną sytuację.

Rexumbra wykonywał atak za atakiem przeciw Dżumie która z zmęczeniem jak i wieloma zadanymi ranami odkryła że jej mały wygląd jak i zwinność nie dają już jej żadnej przewagi. Pajęczy potwór zadał cios swoim buzdyganem opadającej z sił Dżumie która nie mogąc go uniknąć w rozpaczliwym geście uniknięcia poważnych obrażeń zablokowała go swoim sztyletem co zaowocowało powaleniem na ziemie na odległość kilku metrów jak i obrażeniami ręki.

- Czyż nie tego chciałaś ? - Usłyszała leżąca na ziemi Dżuma. Obserwując przy tym Potwora naprzeciw niej który spokojnym krokiem się do niej zbliżał i zauważając kolejne zmiany na jego ciele. Na twarzy Rexumbry nie znajdowało nic prócz dwóch par oczu jarzących się zielonym światłem, sama aparycja mimo zniszczenia maski nie zmieniła się właściwe wcale i wyglądała to jakby wciąż ją nosił, skórę okrył twardy chitynowy pancerz o hebanowej barwie który zewsząd znaczyły symbole błyszczące czasem mrocznym blaskiem.

- Zapewne zachodzisz w głowię z pytaniem dlaczego nie jest tak łatwo jak za pierwszym razem prawda ? - powiedział Rexumbra.

- Odpowiem ci na to pytaniem. Widzisz, na początku walki moje ciało dopiero zaczynało się zmieniać, mój układ nerwowy nie był jeszcze gotowy na odpowiednie sterowanie nowymi częściami ciała a z powodu wewnętrznych i zewnętrznych przemian moje ruchy działały z dużym opóźnieniem. Jednak teraz gdy metamorfoza doszła ku końcowi nie mam żadnych problemów by w pełni korzystać ze swych umiejętności.

Rexumbra zatrzymał na około 4m od Dżumy dając jej powstać po czym znów zmienił pozycję i zaczął spychać Dżumę w kierunku miejsca gdzie po raz pierwszy skrzyżowali swe ostrza. Mimo zadanych przez Rexumbre ran Dżumie wciąż nie brakowało ducha walki, zdołała przejechać swoim sztyletem po twarzy Czarnoksiężnika zadając długą choć płytką ranę, ranę kłutą w prawy bok gdy uniknęła niezgrabnego zamachu buzdyganem jak i  mimo wszystko zdołało go pozbawić odnóża gdy wskoczyła mu na plecy i zatapiając ostrze w miejscu wychodzenia odnóża zdołała je wyrwać i odskakując dodatkowa zabrała je ze sobą po czym zatopiła jej ostry czubek w brzuchu Potwora którego szybką reakcją było uderzenie Dżumy pozostałą siódemką co z powodu bólu jaki przeżył Rexumbra skończyło się jedynie powaleniem na ziemie i kilkoma niegroźnymi kłutymi bądź ciętymi ranami.

 

- Przyznaję że nieźle sobie radzisz jednak to już koniec tej walki, wygrałem. - powiedział Rexumbra wyciągając odnóże ze swego ciała i rzucając je na bok.

Dżuma na pewno zastanawiała się o co chodzi, w końcu była jeszcze zdolna do walki podobnie jak Rexumbra. Odpowiedź przybyła w postaci cięcia które powstało na jej prawym policzki.

- Przyjrzyj się uważnie otaczającemu cię otoczeniu Dżuma, to miejsce gdzie zaczęliśmy walkę na broń białą i gdzie planowałem zostawić na ciebie pułapkę. - Mówił Rexumbra przemieszczając się powolnym krokiem w kierunku Dżumy która poruszyła się po raz kolejny przez co na jej nogach pojawiły się kolejne nacięcia. Dżuma zignorowała przez chwilę Rexumbre po czym zaczęła szukać powodu ran, zobaczyła otaczające ją zewsząd ciasno cienkie niemal niewidoczne nici poprzyczepiane do otaczających ją kształtów areny.

- Chcesz znać swoją słabość Dżuma ? - powiedział Rexumbra. - Jest prosta, otóż w przeciwieństwie do mnie nie myślisz dalekosiężnie. Powiedz czy pamiętasz moment gdy przywołałem swoją walizkę ? Właśnie to z niej zabrałem - Mówił odrzucając na boki swą broń i unosząc ręce pokazał szponiaste rękawice wykonane z czarnego metalu do których koniuszków szponów przyczepione były ostre nici.

- Nici Vilmenaza. Mimo swojej drobnej wielkości są niezwykle wytrzymałe i są w stanie bez problemu przeciąć metal. Jeśli wykonasz niewłaściwy ruch... odpadnie ci głowa. - Tłumaczył po czym wskoczył na nici i korzystając ze swych pajęczych "cech" bez problemu się po nich przemieszczał.

 

- Nie będę kłamał jeśli powiem że planowałem to od momentu gdy przywołałem walizkę, od początku ku mojej uciesze tańczyłaś do melodii którą ci grałem nie wyrażając żadnego sprzeciwu. Nici te rozmieszczałem podczas  naszej walki gdy zmieniałem pozycje, dziwię się że moje chaotyczne ruchy nie wywoływały u ciebie podejrzeń gdy np. zamiast atakować odskakiwałem w "przypadkowo" wybrane przez siebie miejsca jak i zamiast kontrować zadowalałem się unikami wystrzeliwując przy tym nici w wyznaczonym przez siebie kierunku. Teraz po raz kolejny jesteś w potrzasku, czas zapłacić za swoje błędy. 

- Skończył mówić po czym zaczął swą krwawą grę. Ciął i dźgał swoimi odnóżami jak i zmieniał położenie nici by zadać więcej ran i zapobiec utraceniu przez Dżumę głowy bądź innej części ciała.

Gdy skończył jego przeciwniczka leżała na kolanach pokryta ranami z których nieprzerwanie sączyła się krew. - Myślę że już czas zakończyć pojedynek na broń białą, nie sądzisz ? - Złączył obie dłonie jak ku modlitwie po czym wcześniej stworzone przez niego czarne oszczepy ruszyły w jego kierunku by zostać następnie pochłonięte przez jego ciało. Gdy wszystkie przeszkody zapobiegające użyciu magi zniknęły Rexumbra zbliżył się do Dżumy po czym szybki ruchem zatopił swą prawą rękę w w ciele Czarodziejki powtarzając wcześniejszą sytuację kiedy się na niej pożywiał.

Tym razem Rexumbra nie miał ochoty jej psychicznie torturować więc zamknął ją w iluzji w której znajdowała się w można by rzecz nicości. Zewsząd otaczała ją czarna przestrzeń a ona nie mogła zrobić nic więcej po za wiecznym  bezdźwięcznym biegiem przed siebie w poszukiwaniu czegokolwiek. Czarny mag zostawił w spokoju również jej siły życiowe jak i magiczne, pożądał czegoś zupełnie innego.

Gdy skończył wyciągnął rękę z jej ciała po czym wspiął się na szczyt nici z charakterystyczną dla pająka gracją. - Czas przebudzić się ze snu Dżuma. - Przemówił i skoczył za siebie chwytając przy tym swoją nic zabierając ją ze sobą i znikając z nią w ciemności.

Niestety dla Dżumy mimo że za sekundę będzie się mogła znowu swobodnie poruszać to  wszystkie nici w czasie powrotu miały się spotkać w miejscu gdzie obecnie znajdowała się jej prawa ręką. Jeśli naprawdę szybko czegoś nie zrobi z jej ręki od palców aż po bark pozostaną jedynie krwawe kawałki porozrzucane naokoło niej.

Edited by Rexumbra

Share this post


Link to post
Share on other sites

W związku z wolą i decyzją obu stron walczących, zamykam pojedynek nieco wcześniej, jednocześnie otwierając głosowanie.

 

Droga publiczności, niniejszym oświadczam, że od tego momentu możecie unosić kciuki w górę i skazywać Waszego zwycięzcę! Wasze głosy pomogą zdecydować, kto odniósł zwycięstwo w tym pojedynku! Czy będzie to Dżuma, czy też Rexumbra, wszystko zależy od Was!

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lepiej późno, niż wcale - czas przekonać się jak rozłożyły się głosy publiczności i poznać zwycięzcę pojedynku! Gotowi na podsumowanie?

 

Dżuma - 0

Rexumbra - 3

 

A zatem, przewagą trzech głosów, pojedynek wynika Rexumbra! Gratulujemy zarówno zwycięzcy, jak również jego rywalce i żywimy nadzieję, że w przyszłości jeszcze niejeden raz zobaczymy Was pośród murów sal magicznych zmagań!

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...