Dżuma

Brony
  • Zawartość

    478
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

24 Neutralna

O Dżuma

  • Ranga
    wyrzutek mamuci
  • Urodziny 07/22/1998

Kontakt

  • Strona www
    http://deltalix.deviantart.com/
  • Skype
    sekamento
  • Gadu-Gadu
    7336498

Informacje profilowe

  • Płeć
    Klacz
  • Miasto
    Kraj nadodrzański.
  • Zainteresowania
    weterynaria

Ostatnio na profilu byli

3470 wyświetleń profilu
  1. Poproszę Blackguards 2
  2. - Mówiłeś na początku coś o pokazywaniu. Możecie zacząć. - uniosłam lekko brwi, przyjmując zainteresowany wyraz twarzy. Lepiej się uczyłam na własnych błędach, ale by w pełni się nie zbłaźnić, a i by dać się popisać braciom swoimi umiejętnościami wolałam odpuścić by mi wsyztsko pokazali.
  3. - To wiem. Sama się dziwie gdy widzę inną kobietę na statku. Powiedzmy, że mało kiedy mamy spore szanse na przeżycie. - zaśmiałam się. Nie kiedy nie ma innego wyjścia niż samo poddanie się, a tu już było różnie czy dadzą żyć czy nie. - No ładnie, nic dziwnego, że mówią żeście twarde skurczybyki. - przekrzywiłam lekko głowę - Za zaleceniem pułkownika, powinnam spróbować wszystkiego, nie? Z chęcią dowiem co i jak. - uśmiechnęłam się do niego, trochę płytko, ale skoro zaczął to skorzystam.
  4. Ja mogę przyjąć Overgrowth jeśli @ATIMKOS by się zgodził
  5. - Aż tak to widać? - spytałam drapiąc się po podbródku. - Też bym sobie nie ufała, ale fakt, że niekoniecznie lubię wchodzić w układy o których nic nie wiem, trochę mi utrudnia zrozumienie. - odpowiedziałam, dość spokojnie patrząc na mężczyznę z ukosa. Co jeśli już się dowiem i faktycznie nie będzie to mnie warte? Co jeśli nie zgodzę się z niczym co mi powiedzą? Głupie gdybanie, nie chciałam się też nastawiać bykiem od samego początku, ale było to silniejsze ode mnie. Zawsze wolałam być przezorna. - Widzę, że twój brat wygląda już lepiej. - zagaiłam bez większego celu.
  6. Wyglądałam na mało zaciekawioną, tak starałam się wyglądać. Jakkolwiek by to absurdalne nie było, nawet tym nie chciałam się nikomu i niczemu narzucać. W sobie aż się paliłam z lekkiej irytacji, którą wywoływało ciągłe odwlekanie informacji, które i tak każdy wiedział. No prawie każdy. Może nie ciągnęło mnie by po prostu być częścią tego przedsięwzięcia, ale fakt, ze tak o tym sie rozmawia mnie po prostu niepokoił. Tą część które nie chcę się wtrącać w coś do czego nie powinna należeć. Nie mam zadatków na utrudnianie innym i w szczególności sobie życia. Gdy ci co nieśli skrzynki oddalili się w stronę fortu, zmierzyłam wzrokiem załogę wychwytując wzrokiem znaną sobie dwójkę. Trochę się biłam z sobą czy do nich podejść, ale nie będe sie przecież patrzyła na innych jak sroka w gnat.
  7. Odprowadziłam Jacka wzrokiem, zanim sama zajęłam miejsce wystarczające by móc całe wejście i rozmowę poobserwować. Ze zwykłego braku zajęcia się czymkolwiek, niż wścibskości. Zawsze to ciekawsze informacje się dosłyszy. Bez większych emocji przypatrywałam się nowym jegomościom i temu co przenosili.
  8. Prychnęłam. Co nie odezwał się? Nie mam zielonego pojęcia jak to robił. Najpierw reaguje na każdą możliwą zaczepkę, a teraz nie chciał się nawet pokłócić. Ja chciałam, nie ma nic lepszego na oczyszczenie atmosfery. W każdym razie, tak jak kazano to sie ruszyłam, trzeba będzie pomóc.
  9. (disclaimer: Lucjan tak samo jak teraz tylko strzelił do butelki, może ja Osmą od razu zacznę bić Jackowi pokłony d: ) Uniosłam lekko brwi. Zaimponował mi? Nie, dalej wydawał sie tak samo głupi. - Ano tak jest, gorzej, że ze statku nie da się tak łatwo wynieść. - dopowiedziałam nawet wesoło, poświęcając chwilę na obejrzeniu kolegów mojego rozmówcy. Przyjemni. - Słuchaj Jack. Dalej jesteś ranny i przez jakiś czas będziesz. Bardzo bym chciała zobaczyć jak jesteś w stanie się kontrolować po tym jak Ci wyłupią jakimś tępym prętem oczy, o ile nie zdzierałbyś gardła na prośby o łaskawe dobicie Twojej osoby. - moja twarzy przybrała bardzo nieładny grymas. - Dla swojego dobra poczekam aż go ktoś jeszcze raz postrzeli. - mruknęłam wręcz z wylewająca się ze mnie ironią. Nie jestem tresowaną małpą by mogli oglądać to jak walczę. Jack z resztą też deklarował się, że nie szuka guza.
  10. To oficerowie, czy szlachta, czy może oficerowie należeli do szlachty? Prawdopodobnie. Przekrzywiłam głowę, nie wiedząc, ze tak się sprawy mają... formalnie. Rozumiem, że forma obijania sobie mordy po kątach też funkcjonowała? - Co jeśli ktoś po prostu odmówi pojedynku? - odchyliłam ramiona do tyłu, dalej mając ręce zaplecione. Nie żebym już rozważała taką opcje. Zaśmiałam się pod nosem na słowa Jacka - Z tego co do tej pory widziałam to Ty zachowujesz się niczym kogucik, zawsze napuszony i gotowy do walki. - napomknęłam z głupim uśmiechem, nie patrząc nawet na niego.
  11. Z ukosa patrzyłam na młodego pirata, nie potrafiąc określić czy mnie już irytował czy może nudził swoim zachowaniem. Skrzyżowałam ręce na piersi, przestawiając sięz nogi na nogę, w oczekiwaniu na odpowiedź tego miłego człowieka na temat "Dziesięciu przykazań pojedynku". Trochę mnie zainteresował, od wiedzy sie nie umiera, podobno.
  12. - Każdy na początku potrafił tylko szorować pokład, nie? - stwierdziłam bez przekonania. Potrafią być tacy którzy choćby mieli się wyżąć to nic im nie da się wbić do łba. Inni jeszcze są jak złote dzieci i mają po prostu to w krwi. - Innych nie znam. Rozumiem, że macie swoje własne.
  13. Spojrzałam po nich z dozą ostrożności. Przyznałam już, że potrafię strzelać, więc głupim byłoby teraz tego nie udowodnić. Najwyżej nie trafię, tu nie było warunków. - Spróbuję. - aż chciało się dopowiedzieć "mego szczęścia".No nic, sprawdziłam czy muszkiet był naładowany i nic mi nie wybuchnie w dłoniach, po czym się wyprostowałam i wycelowałam. Stabilne ramiona, nogi hardo na ziemi. Nacisnęłam więc spust, strzelając do oddalonego ode mnie celu.
  14. Kiwnęłam ze zrozumieniem głową. No dobrze. - Wydaje mi się, że proste wyjaśnienie mi byłoby prostsze, hm? - wzruszyłam lekko ramionami. Powtarzali się, żaden nie piśnie chociaż słówka? Ani jednego? Cel jaki obrał sobie Arvin z załogą, na tym etapie przybierał nadnaturalnego wyrazu. Po co czekali? Nie poleciałabym przecież nikomu od razu naskarżyć, bo trzeba mieć komu. - Przyjdzie i mój czas na to - uśmiechnęłam się na pochlebstwo, czemu więc pułkownik mnie "oszczędził"? Powinnam jednak się cieszyć, ze nie zostałam złojona jak pies. To też trzeba cenić. - Pewnie. Moja trzecia ręka. - oczywiście muszkiet, który wzięłam przymierzając się od razu.
  15. (Lucjan dywagować można byłoby tak w nieskończoność, nie ma na co się od razu boczyć, bo nie od tego są RP. Hetman prowadzi sesję, ani Twoja ani moja postać nie może mieć na wszystko wpływu, bo wyglądałoby to komicznie. Znaczy mogłyby, ale psuję to zawsze drugiej osobie sesje, nie można mieć do czynienia cały czas z bogami/mistrzami/najlepszymi w swym fachu. Wydaje mi się, ze każde z Nas trochę inaczej postrzega XVIII wiek oraz granie zwykłym człowiekiem.) Zgrywałam spokojną i opanowaną, lekko się ukłoniłam kryjąc wszelkie oznaki zmęczenia. Nie było to aż tak tragiczne, ale był to już jakiś wysiłek. Opuściłam broń, zawieszając ją ponownie przy pasie. - Nie omieszkam skorzystać. - przytaknęłam ochoczo, ale bez większego entuzjazmu. Dobrze, że nie musiałam zgrywać oschłej do bólu, bo miałam to w krwi. Z nijakim wyrazem twarzy patrzyłam na Jacka oraz to jak raz za razem udaje mu się prowokować innych. Skubany miał szczęście, że ma na czym chodzić. No dobrze. Czas wrócić do pierwotnego celu. - Wiadomo kiedy kapitan wróci? - spytałam w eter reszty załogi, dokłądniej pewnej grupki gdy do niej podeszłam. Mogliby mi sprzedać tą informację. Wyjście z tej dziczy zajmie mu trochę to przynajmniej skubnę kawałek fortu. Może zgarnę coś ciekawego. Nie spędzę tam wieczności, ale jednak miał podobno dla mnie jakieś zadanie.