Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Arena XVII  

13 members have voted

  1. 1. Kto okazał się potężniejszy w tym pojedynku?

    • Seluna
      6
    • Zegarmistrz
      7


Recommended Posts

Pracujący pośród murów Sal Magicznych Pojedynków inżynierowie niejeden raz zastanawiali się, jak można by przeprowadzić magiczny pojedynek pod wodą. Długie badania nad zaklęciami iluzji, runami przekształcającymi, nawet przy współpracy z alchemikami doprowadziły ich donikąd, toteż wydawało się, że koncept podwodnych starć niebawem zostanie porzucony.

 

Ale stało się coś innego. Pojawił się ktoś, kto nie wiedział, że było to niemożliwe i tego dokonał. Wymyślił on inkantację trwale spajającą grube, umocnione szkło i kryształy, pozwalając jednak na przepuszczanie wybranych substancji. Dzięki ponownej pomocy alchemików, udało się stworzyć gigantyczne, szczelne akwarium, umożliwiające oddychanie i normalne funkcjonowanie, przy jednoczesnym nietłumieniu zaklęć.

 

Teraz, akwarium znajduje się pod wodą. Dzięki rozszerzonemu zaklęciu teleportacji, jest to zupełnie bezpieczne. Wewnątrz znajdują się dwaj uczestnicy, którzy już za moment stoczą kolejny bój. Oczywiście, przewidziano dla nich kilka urozmaiceń, jak na przykład kryształowe posągi węży morskich. Będąc w akwarium, mogli podziwiać otaczającą ich morską faunę i florę. Rafy koralowe, ławice różnokolorowych rybek, czy to większych, czy mniejszych, od czasu do czasu przemykające w oddali kształty drapieżników, a także dużo, dużo więcej. Dzięki dryfującym w wodzie, zaczarowanym pryzmatom, docierało tu światło słoneczne, nadając okolicy połysku.

 

 

eclipse_eternia_by_atryl-d59hklw.png

 

 

W tym pojedynku spotykają się Seluna oraz Zegarmistrz. Dowiedli swej odwagi i mocy awansując do rundy drugiej, lecz kto okaże się się potężniejszy i kogo zobaczymy w rundzie trzeciej? Przekonajmy się!

 

Niech rozpocznie się pojedynek!

Edited by Hoffman
  • Upvote 1

Share this post


Link to post
Share on other sites

"All i need is one mic".

Powtarzał te słowa niczym mantrę. Wszak taki był jego cel - potrzebował jednego "mikrofonu", jednego celu, jednej strony, jednej areny by walczyć jak równy z równym, jak gdyby kończył się czas, każdemu zdarza się podekscytowanie graniczące z brakiem strachu. Był pociskiem, psem którego właściciel w końcu spuścił z łańcucha.

 

A mimo to na arenę wszedł powoli i ostrożnie. Rozsadzało go podniecenie, a mimo to wolał stąpać rozważnie. Kiedy tylko znalazł się u celu podróży, dostrzegł przeciwniczkę, urokliwą, ale też uwadze nie umknął mu krąg runiczny u jej stóp. To komplikowało sprawy na tyle, by podwoić a nawet potroić rzeczoną ostrożność.

Do tego ta arena. Nie tylko odcinała wiele z jego magicznych sztuczek, ale też komplikowała te możliwe. Ale nic, trzeba było się skupić i robić swoje.

- Witaj, pora zaczynać.

Tyle tytułem wstępu, bowiem nie planował nadmiernie się rozwodzić, nie tutaj i nie teraz. Trzeba było się przygotować, tyle tylko że kompletnie nie wiedział na co. I to właśnie trzeba było wybadać. Dlatego postanowił zacząć delikatnie, ostrożnie, wręcz strachliwie.

- Lets rock!

Skupił energie w dłoniach wykonując kilka szybkich ruchów tworzących linię zaklęcia w powietrzu. W ten sposób mógł użyć dowolnego medium dla swojej magii. Na przykład podłoża czy też samego powietrza. A że byli w teoretycznie zamkniętej przestrzeni, postanowił wykorzystać to na swoją korzyść.

- Z pustej dłoni puste serce. Z pustej chwili pusta wiara, z pustej czary pusta odwaga. Zaprawieni którzy znając limity przekraczają je dla swych potrzeb. Zwołuje was i wam rozkazuje. Chrońcie i służcie, jako żywota które spłonęły!

Złączył dłonie w jednym solidnym znaku. Zaklęcie popłynęło po nim niczym woda, która ich otaczała. A kiedy uderzyło w podłożę pod jego stopami, zaczęło działać.

Z ziemi wystrzeliły liczne łańcuchy, które szczelnie i dokładnie oplotły jego ciało. Warstwa po warstwie tworzyły jego zbroję, która miała go chronić od ciosów oponentki.

Kiedy ostatnie kawałki zakończyły swoje dzieło, Zegarmistrz był okuty solidną płytą. Ciemnobłękitną jak otaczająca ich otchłań. I tak przygotowany mógł walczyć.

Szybkim ruchem wystawił ramie w kierunku przeciwniczki, co zaowocowało wystrzeleniem w jej stronę kilku kulek, pocisków które po uderzeniu niedaleko niej pokryły zarówno ją, jak i arenę gęstym dymem. Wmieszane w niego drobiny antymagicznych metali zakłócały nie tylko zaklęcia w jego obszarze, ale też nie pozwalały przebić się wzrokowi, magicznemu lub też nie, co utrudniało solidnie widzenie. A to tylko kilka ze sztuczek jakie miał w rękawie. Jedną z nich był na przykład skład owego dymu, wszak zmieszał z nim truciznę która wywoływała chwilową dezorientację.

- Usłuchaj swego pana, usłuchaj swego zabójcy. Powstań i służ, trwaj i chroń. Rebex Kei Pax Liv!

Pod stopami Zegarmistrza ziemia na chwilę zalśniła, zaś on sam stał się kompletnie przezroczysty, co tylko mocniej go zakamuflowało. W ten sposób ukrył się dostatecznie, by móc przygotować kolejne zaklęcie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Błogosławiona niewiedza, albowiem ona pociąga za sobą pomyłki które można wykorzystać.

Jego przeciwniczka nawet przez chwilę nie mogła wiedzieć nad czym rozmyślał Zegarmistrz.

A rozmyślania wbrew pozorom miał kłopotliwe. Mianowicie, jak w to podwodne miejsce sprowadzić ogień lub jakieś ciepło. Nie mógł posiłkować się płomieniem naturalnym, bowiem jego obawy związane z tym miejscem były na tyle silne, by przyćmić odrobinę logikę, którą dotąd się posilał.

Wszak wolał nie używać ognia w miejscu gdzie powietrze zdawało się rzeczą luksusową.

I gdyby jego przeciwniczka potrafiła czytać w myślach, z pewnością nigdy nie zaatakowała by go zaklęciem, które mogło rozgrzać jego zbroję.

Lecz co się stało to się nie odstanie. Zbroja chłonęła ciepło niczym gąbka wodę, lecz wbrew oczekiwaniom niewiasty nie rozgrzewała swego właściciela. Nie, energia cieplna była przetwarzana na czystszą wersję energii magicznej. Ktoś mógłby zasugerować, że była by w sam raz do spacerów po reaktorach plazmowych.

Zegarmistrz napawał się przez chwilę czystą energią która zasiliła jego twór. Z pewnością jego oponentka nie użyła by ciepła jako broni gdyby wiedziała o pochodzeniu łańcuchów użytych do tego zaklęcia. Łańcuchów które kiedyś pętały wiedźmy palone na stosie.

A mimo to z całego obrazu mógł wyodrębnić pewne informacje. Po pierwsze, złudzenia optyczne nie działały na jego przeciwniczkę, bowiem kolumny były zbyt precyzyjnie ustawione by był to przypadek. Po drugie, mogła się ona bronić zarówno przed atakami magicznymi, jak i tymi zwykłymi. To zaś oznaczało że trzeba było przemyśleć strategię i rozpocząć raz jeszcze.

- Otwarte me oczy, otwarty mój umysł. Droga która prowadzi donikąd, trzydzieści srebra głosów i dzban pełen wina.

Kiedy wymawiał zaklęcie na jego przedramionach łańcuchy uformowały dwie sporych rozmiarów lufy, które wycelował wysoko w sklepienie.

- Ognia!

W górę wystrzeliły dwie kule, jaśniejące niczym słońce, które prawie że trafiły w sufit. Prawie, bowiem przed samym celem lotu zderzyły się, posyłając cała masę odłamków w podłożę. Nie martwił się celowaniem, było tego wystarczająco dużo by wiele razy trafić zarówno go, jak i przeciwniczkę. Tyle tylko że on nosił zbroję.

Poza tym, nie zamierzał czekać aż pociski łaskawie spadną na cel. korzystając z faktu wciąż strzelających filarów wycelował działa w waćpannę i otworzył z nich ogień. Prosty, niczym z miotacza płomieni, tyle tylko, że ociupinkę większy. No, tak z dziesięć razy. Bo wbrew pozorom nie był to atak, a raczej odpalenie silników. W chwili kiedy jego "baterie" się naładowały, zaczął poruszać się po arenie z niezwykła szybkością, oddając pojedyncze salwy w swoją przeciwniczkę. Poruszał się szybko i nieprzewidywalnie, co rusz zmieniając kierunek, żeby jej kolejne zaklęcie nie miało tak łatwo z trafieniem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kiedy jego pociski przestały dolatywać, to wiedział już że coś się święci. Lecz ponownie nie zwrócił na to należytej uwagi. Zwyczajnie, przez to podwodne więzienie nie mógł się skupić tak, jakby tego chciał.

Dlatego kiedy owinęła go czerwona mgła, kompletnie stracił poczucie kierunku i grzmotnął o ścianę areny. Z łoskotem i dźwiękiem giętego metalu.

Musiał przyznać, architekci się spisali, ściana, psia jej, nawet nie drgnęła.

- Vaporio!

Przed nim pojawiła się mała próżniowa kula, która wessała dym z areny, wynosząc go do innego, dość nieprzyjemnego wymiaru. Ale kiedy przywrócił sobie wizję, jego przeciwniczki nie było. A on nie był aż tak dobry w sposobach wykrywania przeciwników jak jego oponentka.

Słowem - szach.

A on lada moment przez nieuwagę być może dopuści do mata.

Tfu, po jego trupie. Jako że regulamin nie pozwala opuszczać areny w trakcie walki, wiedział że ona tu jest. Gdzieś, niewidoczna, ale jest.

- Retra...

Stanął jak wryty nie kończąc zaklęcia. No tak, gdzie on miał głowę. Od początku tej piekielnej walki nie myślał nad tym co robi. Fakt, przewidział ruch przeciwniczki, odrobinkę, ale mógł to bardziej zrzucić na karb szczęścia aniżeli umiejętności. Musiał odzyskać spokój. A jeśli by nie, to spowodować, by jego niepokój stał się jego bronią.

- Uwolnienie.

Zbroja na jego ciele, osmolona i pognieciona, roztrzaskała się niczym bańka mydlana. Kilka sekund później już jej nie było, wszak on planował zrobić coś szalonego.

Ale najpierw musiał się przygotować. Zmądrzeć, jakby to powiedzieli kąśliwi. Zrozumieć. I zrozumiał.

- Zabójca marionetek.

Przestrzeń przed nim rozerwała się w postaci portalu o kulistym kształcie. Wsadził w niego oba ramiona aż po łokcie, a kiedy je wyjął, uzbrojony został w parę co najmniej dziwnie wyglądających rękawic. Wyglądało to tak, jakby ktoś chciał skrzyżować rękawice z granatnikiem. Lub może bardziej kuszą, bowiem ładunkiem był sztylet o błękitnej rączce. Druga rękawica miała podobny wzór, lecz rączka sztylety pokryta była zielenią. Kiedy tylko wyciągnął ręce, portal załamał się i zgasł z cichym sykiem.

Tak uzbrojony wykonał kilka znaków które zawisły w powietrzu, najpierw tworząc coraz to większy okrąg, potem zaś otwierając kolejny z portali. Tym razem jednak Zegarmistrz wziął kilka kroków by ruszyć, biegiem, w kierunku portalu, niczym lew na cyrkowej arenie skaczący przez płonące koła.

A kiedy przeskoczył, jego ciało pokryło się drobnymi, acz zauważalnymi płytkami.

- Pumpkin Scissors.

Kilka płytek rozświetliło się przyjemnym,  pomarańczowy kolorem. A kiedy blask osłabł, Zegarmistrz lekko falował. Tak przygotowany mógł rozpocząć wykrywanie przeciwniczki.

- Szach Pokojówki.

Wystawił w górę dłoń z błękitnym sztyletem. Rozstawił szerzej nogi po czym rozpoczął wystrzeliwanie setek ostrzy, lecących we wszystkich kierunkach. Pierwsze ostrze wyleciało wysoko w górę, w locie dzieląc się i kopiując, najpierw na 2 potem na 4, następnie na 8 i tak aż do kumulacji która wywołała istny deszcz ostrzy. Jeśli jego przeciwniczka była gdzieś na arenie to wystarczyło spojrzeć i szukać miejsca gdzie ostrza będą się odbijały lub wbijały, w niewidzialny mur, barierę lub oponentkę. Zegarmistrz uważnie się rozglądał, samemu nie przejmując się ostrzami, bowiem zaklęcie którego użył powodowało przenikanie tych sztyletów przez jego własne ciało, nie czyniąc mu żadnej krzywdy. A co za tym szło, mógł pokryć nimi dosłownie całą arenę, od swoich stóp po najdalsze jej zakątki

- Rapidio!

Niektóre z wystrzelonych sztyletów zaczęły wybuchać w powietrzu, miast zwyczajnie się rozdzielać, co spowodowało nasilenie się ostrzy, zarówno ponad jego głową jak i na każdej powierzchni areny - ścianach, suficie, podłodze. Jeśli jego przeciwniczka tu była, to on ją znajdzie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie tylko nie znalazł przeciwniczki, ale też dał się zajść jak jakiś nowicjusz.  Dobrze że wcześniej przygotował Nożyce do Dyni, inaczej pewnie już by było po walce.

Kiedy jego przeciwniczka rozpoczęła otaczanie go wodą, szybko wykonał kilka uderzeń. Co jak co ale miał ostrza zamocowane na nadgarstkach.

I co jak co, ale próby przecinania wody sztyletami raczej do skutecznych nie mógł zaliczyć. Tylko niepotrzebnie się zmachał, bowiem twór jego oponentki nie przejął się czymś tak trywialnym jak rany kłute i cięte, a ponad to zwyczajnie zamienił się w bańkę ze szkłopodobnego materiału. A żeby tego jeszcze było mało, Seluna chciała go zagazować.

Te oto fakty doprowadziły do sytuacji, w której się znalazł.

I to one miały go z niej wyciągnąć.

Bowiem Zegarmistrz spanikował.

Ale cóż się dziwić, strach przed głębinami dał się we znaki, do tego został wręcz siłą otoczony przez wodę, a sam fakt powoli wyczerpującego się powietrza w "słoiku" tylko podburzył jego obawy i leki. A długo czekać nie trzeba, żeby coś w nim pękło. I właśnie po to były Nożyce.

Zaklęcie pokrywające jego zbroję było proste. Zwielokrotnij siłę jego zaklęć proporcjonalnie do niebezpieczeństwa w jakim znajdował się posiadacz. W normalnych okolicznościach nie ma z niego wiele pożytku, ale czy nadmieniono, że teraz wszystkie lampki w głowie Zegarmistrza świeciły na czerwono z okrzykiem "ZAGROŻENIE! UMIERASZ!"? Nie? To nadmieniam.

Wszystkie sztylety na arenie wybuchły ponownie. Nie tylko te powbijane w sufit i ściany, ale też te obok których stała Seluna, czasami mając je kilka centymetrów od stóp.

W każdą stronę posypały się setki tysięcy, o ile nie milionów, ostrzy. Stalowy parasol jego przeciwniczki mógł ją ochronić z jednej strony, ale czy ona będzie potrafiła go tak długo utrzymać?

Sam słoik został poszatkowany, uwalniając Zegarmistrza i pozwalając mu odskoczyć od dymu, który to dopiero co zaczął się ulatniać. Jak najdalej od dymu, od słoika, od przeciwniczki. Starał się, potykając o ziemię i własne nogi, odsunąć tak, by móc odzyskać choć pozory spokoju.

Wystawił w stronę niewiasty rękawicę, tym razem jednak z zielonym sztyletem. A kiedy go wystrzelił, przygotowane zaklęcie też zwielokrotnione Dynią, zareagowało z innymi.

- Mat Pokojówki!

Sztylet leciał przed siebie, a kiedy mijał kolejne, błękitne, ostrza, te przelatywały kawałek, by zatrzymać się w powietrzu, jakby uchwycone niewidzialną ręką. Kolejne i kolejne aż przestrzeń areny nie została wypełniona. Nie można było biegać, nie można było chodzić, ba, nawet widownia teraz nie mogła dostrzec walczących spod nieskończonej dla oka ilości sztyletów które pokryły już nie tylko granice areny ale też jej wnętrze. W końcu sztylet wbił się w podłogę u stóp Seluny, rozpadając się w proch.

Zegarmistrz nie mógł dłużej trzymać zaklęcia, wszak nawet on ma pewne limity, więc tylko skupił się na inkantacji uwalniającej.

- Morderca Marionetek: Koszmar Rzeczywistości.

Sztylety wbite w ścianę zalśniły, pokrywając ją czymś na wzór bariery. Miała ona za zadanie odbijać i wzmacniać wszystkie pociski które by się on niej odbiły. Do tego zaklinała każdy sztylet, tak, że mógł on ranić nawet istoty eteryczne, duchowe bądź w inny sposób niematerialne. O tych materialnych nie wspominając. I kiedy tylko przeminął błysk, wszystkie sztylety ruszyły, jakby na arenie wznowiono upływ czasu.

- Hex Doku Maze.

Przygotował jeszcze tylko jedno zaklęcie obronne, po czym skupił się na przeciwniczce, której teraz nawet nie widział przez gęstość pocisków.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przybywam, choć troszeczkę spóźniony, by, jakżeby inaczej, przynieść zakończenie rundy drugiej Turnieju! Zaczynamy od Areny XVII, czyli starcia Seluny z Zegarmistrzem!

 

Droga publiczności, pytamy Was, czyja moc przeważyła szalę zwycięstwa? Czy silniejsza okazała się Seluna? A może Zegarmistrz? Co prawda spodziewaliśmy się nieco więcej, jednakże nie można odmówić walczącym stronom odwagi oraz zacięcia.

 

Zapraszamy do komentowania i głosowania! Kogo zobaczymy w rundzie trzeciej?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Cóż to była za walka! Po jednej stronie zdeterminowana, szczycąca się nadzwyczaj ujmującym stylem i kreatywnością Seluna, po drugiej zaś, zaprawiony w bojach, gotów na wszystko i żądny zwycięstwa bardziej niż kiedykolwiek Zegarmistrz! Istotnie, wybór był trudny, lecz na zasady nie ma rady - zwycięzca może być tylko jeden!

 

Sprawdźmy zatem, jak rozłożyły się głosy...

 

Seluna - 5

Zegarmistrz - 7

 

A zatem, przewagą dwóch głosów, zwycięzcą pojedynku zostaje...

 

Zegarmistrz

 

Gratulujemy! Niebawem zobaczymy nowe zmagania, w nadchodzącej rundzie trzeciej! Wyrazy uznania należą się również rywalce, za poświęcony czas oraz determinację!

 

Czy w rundzie trzeciej los okaże się dla Zegarmistrza równie łaskawy? Tylko przyszłość zna odpowiedź...

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest
This topic is now closed to further replies.

×
×
  • Create New...