Lucjan

[Gra][Hetman WK] Gdy zgaśnie ostatni płomyk nadziei...

Recommended Posts

Gondor. Miasto w górze w którym władzę sprawował nie kto inny jak sam król Isildur którego bali się wrogowie a kochali mieszkańcy tej krainy. Spokojny poranek w mieście nie oznaczał, zże spokój zagości też w pokoju pewnego żołnierza o imieniu Eldarion. Numerończyk mieszkał tu dopiero rok a już awansował na dowódcę straży królewskiej. To nie byle co. I wiedzieli też o tym przyjaciele tego młodzieńca. Wczoraj pierwszy raz zabalował tak mocno, że zaliczył zgona i teraz leżał w łóżku pogrążony w śnie który zaraz miał być przerwany. Po dłuższej chwili ciszy do pokoju wszedł niski mężczyzna o czarnej brodzie i czarnych, długich włosach. Był ubrany w zbroję straży przybocznej z herbem Gondoru na napierśniku. Był to przyjaciel leżącego mężczyzny, krasnolud Garbet. - Wstawaj pijaczyno! Dziś masz dostać misję od naszego króla Isildura! A ty śpisz w najlepsze! - zawołał zdzierając ze śpiącego kołdrę wraz z mężczyzną na ziemię z takim impetem, że ten obudził się w powietrzu dokładnie chwilę przed pocałunkiem z podłogą. - Zbieraj się śpiochu. Tu masz wodę. Musi Cię suszyć po wczorajszej imprezie. - powiedział krasnolud ze śmiechem i podał Eldarionowi kufel zimnej, krystalicznie czystej wody. To powinno wyeliminować suszę w ustach żołnierza.

 

 

No to co? W drogę młodzieńcze. Pora na przygodę 

 

blog_sd_4322094_6251351_tr_432_2_mpframe210_4k_v01.jpg

Edytowano przez Lucjan

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ostatni raz. Przysięgam, ostatni raz.

Odebrał kufel i jednym haustem wyżłopał zawartość.

- Dzięki. Przydało się - odpowiedział, przeciarając usta i oddając kufel.

Wstał, wyprostował się i przeciągnął.

- Daj mi moment.

Wszedł do swojego bocznego pomieszczenia, i zaczął zakładać zbroję. Co potrwało kilka minut. Na koniec zapiął pas, wsadził miecz do pochwy, lewą ręką chwycił tarczę i w pełnym rynsztunku wyszedł.

- Dobra przyjacielu. Prowadź.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Krasnolud spojrzał na przyjaciela z uśmiechem i ruszył do sali tronowej.  Po drodze gdy szli miasto zaczęło się budzić. Przekupki już stało na straganach, dzieci biegała po ulicach, kobiety kupowały składniki na obiad a mężczyźni szli do pracy. Gondor latem był pięknym miastem. Kilku ludzi skłoniło się z szacunkiem dwójce towarzyszy. Miłe uczucie być poddziwianym prawda? Po chwili znaleźli się pod drzwiami do sali tronowej. Polecam przed samym pałacem to był właściwie trawnik z pięknym, białym drzewem po środku. Przez dzień i noc pilnowali go żołnierze w czarnych zbrojach. Co pewien czas dwójką przechodziła obok drzewa patrolując teren. Stu procentowa pewność, że nikt się nie zbliży do drzewa była zapewniona.

- No chłopie. Wchodź na rozmowę. Ja muszę tu poczekać. Zadanie które masz otrzymać jest ściśle tajne. - powiedział Garbet i zapukał do drzwi. Wypuszczono Eldariona do środka i zamknięto drzwi. Na białym tronie siedział on. Władca Gondoru, najbardziej szanowana osobistość Isildur. Na widok żołnierza wstał i ruszył w jego stronę z dobrodusznym uśmiechem.- Eldarion!  Mój drogi! Wszystko dobrze? Słyszałem, że wczoraj nieźle poużywałeś. - powiedział ze śmiechem władca stając na przeciw wojownika.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Na widok kłaniających się mu ludzi, czuł się lekko zmieszany. Z jednej strony to faktycznie, było mu miło, z drugiej przpomniał sobie słowa ojca. Kłaniać się, powiniśmy nie ze strachu, ale z szacunku. A najlepiej, tylko przed boskimi stwórcami. Toteż zastanawiał się na pobudkami Gondorczyków. Widząc białe drzewo, przybyły do niego wspaniałe czyny starożytnych. Wchodząc do sali, od razu spojrzał na Isildura. Syna króla, wielkiego wojownika. Nie raz słyszał o nim różne opowieści, mniej lub bardziej pochlebne. Wyprostował się, uderzył pięścią w pierś i skinął głową.

- Witaj panie! To co słyszałeś jest prawdą. Dopadła mnie Gondorska gościnność. Ale z jakiego powodu chciałeś mnie widzieć?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Władca Gondoru był zadowolony z odpowiedzi wojaka. Pokazał mu by zasiadł przy stole na którym była sprawa oraz woda. - Pij i jedz. Chwilę tu spędzimy a głodny być musisz. - stwierdził Isildur samemu zasiadają i nakładając sobie pierś z kurczaka. Następnie machnął ręką lecz nie jak zwykły człowiek. Gest ten był iście królewski. W tym samym momencie z cienia filaru wyszedł wysoki człowiek w szarej szacie i kijem w dłoni. - Oto mój przyjaciel i informator. Przedstawiam ci Gandalfa Szarego. On cię poinformuje jak dokładnie ma wyglądać twoja misja. - powiedział król zaczynając jedzenie. Gandalf ukłonił się i rozłożył mapę. - Sprawa wygląda następująco. Musiałbyś pojechać do Rohanu. Ostatnio orki zapuszczają się zbyt głęboko na tereny jeźdźców. Musiałbyś sprawdzić co je tam tak przyciąga. Masz jakieś pytania? - zapytał spokojnie mag patrząc w oczy młodzieńcowi. W oczach maga widać było mądrość i znajomość świata. Chyba można było mu zaufać. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Z lekkim podejrzeniem, usiadł przy stole. W przeciwieństwie do króla, wziął trochę mieszanki z warzywami. Na śniadanie taka porcja mięsa, dobra nie jest. Ledwo włożył pierwszą porcję do ust, kiedy zauważył starca wychodzącego z cienia. Oho. Zaczyna robić się ciekawie. Rohan. Ojczyzna Rohirimów. Kraj, posiadający najlepszą kawalerię świata. Oj, żeby mieć z tamtą t konia. Dałbym wszystkie swoje kosztowności.

- Pytania? Tak. Dlaczego akurat ja, a nie przykładowo jakiś zwiadowca. Dwa, czy są jakieś podejrzenia, trzy, czy mogę oczekiwać jakiegoś wsparcia, oraz - zjadł w końcu małą porcję - coś mi tu śmierdzi.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gandalf przyjrzał się mężczyźnie. - Ostatnio walczyłeś ze swoim oddziałem przeciw Wargom z Gunda Badu. Król był zafascynowany twoim maskowaniem. Nie zobaczyli Cię ani nie wyczuli. Tym się różnisz od zwiadowców. Po drugie świetnie walczysz i strzelasz z łuku. To kolejny powód czemu Cię wybraliśmy. Na miejscu dostaniesz jako pomocnika najlepszego Jeźdźca. - odpowiedział Gandalf na pytania Eldarionowi. Napił się trochę wody. Chyba był zmęczony podróżą. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A. A o to chodzi.

- Rozumiem. No cóż. Jestem żołnierzem. A żołnierz powinien słuchać rozkazów.Także powiedzieć jedynie...Podejmę się zadania. I postaram się to zrobić najlepiej jak mogę - kiwnął głową, pijąc trochę wody - Kiedy wyruszam?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Isildur spojrzał na Gandalfa a następnie na Eldariona. - Najlepiej od razu. Koń już czeka na Ciebie przy bramie. W czasie drogi do Rohanu będzie ci towarzyszył Mithradir. Wspomoże cię radą i pomocą. Liczę na ciebie. - powiedział król kładąc rękę na ramieniu rycerza. Pobłogosławił go i uśmiechnął się. - Mam teraz ważne spotkanie z Radą. Eldarionie. Wracaj cały i zdrowy. Ojciec byłby z ciebie dumy. - powiedział i wyszedł. W sali został tylko Gandalf Szary i Eldarion. Zapadła niczym niezmącona cisza. Mithrandir wyciągnął fajkę i odpalił ją sobie. Po chwili spojrzał na rycerza. - Chciałbyś zapalić? - zaproponował Eldarionowi z uśmiechem. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ojciec? Może. Może.

- Z całym szacunkiem, ale wole cały dzień wymiotować z powodu nadwyżki wypitego piwa i wina, niż mieć problem z oddychaniem - odpowiedział,kończąc już jedzenie - Gdybym żył...inaczej. Gdybym był jednym z tych cholernych elfów, to może bym sobie pozwolił.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Elfy nie palą fajkowego ziela. TO krasnoludy i hobbity je uwielbiają, - powiedział Gandalf karcąco w stronę mężczyzny.

Edytowano przez Lucjan

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Uśmiechnął się - No właśnie. Ta ich długowieczność. Niewrażliwość na choroby. Każdy normalny palił by tak mocno, jak smok. To idioci.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gandalf się zaśmiał. - Ruszajmy. Nie mamy czasu do stracenia. Do Rohanu musimy się dostać przed nocą. - powiedział. Za bramą może ku zdziwieniu Eldariona, nie było jego przyjaciela krasnoluda. Następnie ruszyli ku zbrojowni. Tam rycerz został ubrany w skórzany strój. Na górę dostał czarną koszulę, na to grubą, brązową, skórzaną kamizelkę, spodnie z mocnego, czarnego materiału, buty były wysokie, skórzane i równierz czarne. Jedyne co miał na sobie metalowe, to dość cienka i  i bardzo wygodna, srebrna kolczuga. - Wykuta przez krasnoludy. Niezniszczalna. - poinformował go Gandalf. Następnie zeszli już pod samą bramę. Pod nią stały dwa konie. Jeden był białym jak śnieg ogierem. Można było w nim poznać, że został wychowany w Rohanie. Drugim koniem czyła czarna jak węgiel klacz, przeznaczona Eldarionowi. Do siodła były przywiązane miecz, łuk, strzały i torba podróżna  w której był prowiant. Gdy otworzono bramę obok nich staną król Isildur i podniósł rękę w geście pozdrowienia. - Wracajcie zdrowi. - zawołał z uśmiechem. Poczułeś spokój w sercu. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Tak. Mirthil. To co sprawia że nieśmiertelność elfów jest niepotrzebna. Zbliżając się do klaczy, pogładził ją lekko - Witaj przyjaciółko. Mam nadzieje że starczy ci sił. I pamiętaj żeby pokazać że nie jesteś gorsza od Rohańskich wierzchowców - Dosiadł ją. Na słowa króla, uderzył się w pierś pięścią. Popędził konia, i ruszy w drogę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Droga przebiegła bez problemów. Mieli dwa postoje aby konie odpoczęły i jeźdźcy mogli się pokrzepić ciepłą strawą. Jednak nie wszystko poszło zgodnie z planem. Na ostatnim postoju sobie przysnęli i obudzili się wczesnym rankiem. Gdy zdali sobie sprawę z tego co zrobili, zdenerwowani pocwałowali w stronę celu swej podróży.

 

Rohan to miejsce dla miłośników koni i mocnych wrażeń. Władcą tam był nie kto inny jak Dilirion. Był on kuzynem Isildura i przyjacielem Numerończyków. Stał przed swoim zamkiem i wypatrywał jeźdźców. Po chwili zauważył waszą dwójkę. Zadął w róg o tworzono bramę. Gandalf wraz z Eldarionem wjechał do grodu. Na spotkanie wyszedł im Dilirion. - Witaj przyjacielu. - powiedział do Gandalfa. -Oraz ty Eldarionie. - zwrócił się do rycerza. -  Zapraszam do sali. Zjemy coś i napijemy się wina oraz omówimy sprawę twojej misji Eldarionie. - powiedział otwierając drzwi sali. Na stole było pełno mięs, ziemniaków i trochę sałaty. - Od czego mam zacząć Eldarionie? Co chcesz wiedzieć? - zapytał król z uśmiechem 

 

                                                                             Z_Edoras_02.jpg

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Widząc miasto Rohirimów, od razu poczuł różnicę środowisk. Domy, ogólnie budynki, tak dobrze wtapiające się w teren. No cóż. Widocznie jeźdźcy chcieli swym koniom jak najbardziej umilić widoki. Żeby wszystko wyglądało podobnie. Zszedł z konia przed grodem, a potem spokojnie podążajął za Dilirionem. Usiadł przy stole i na pytanie spojrzał na króla.

- Cóż, panie. Twój brat wysłał mnie do ciebie...dobre pytanie w sumie z czym. Ponoć macie problemy z orkami, a ja mam pomóc w rozwiązaniu tego. Dobrze myślę? A oprócz tego, mam nadzieje że trochę rozwiniesz tą sprawę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Król spojrzał na rycerza. - Sprawa wygląda następująco. W granice naszego kraju zapuszczają się liczne grupy orków na Wargach. Bardzo mnie to niepokoi, ponieważ splądrowali jedną wioskę. Nikt nie ucierpiał ku mojej radości aczkolwiek zabijają naszych Jeźdźców. Chciałbym abyś sprawdził gdzie się zbierają i jakie mają plany. Pomoże Ci nasz najlepszy Jeździec. Wejść! - zawołał w stronę drzwi. Do środka weszła... kobieta! Miała długie, czerwone włosy, piękną twarz z blizną na prawym oku. Ubrana była w czarny, obcisły stroj. Przy pasie miała dwa sztylet. Ukłonił się w stronę króla a w stronę rycerza puściła uśmiech.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chyba ma się śni. Musieli bardzo mocno przetrzebić ich szeregi. Bardzo.

- Echem - kaszlnął - To twoja...córka panie? - spytał, spokojnie - Albo ktoś spokrewniony? Bo jeśli tak, to dość ryzykowne, aby posyłać kogoś kto może mieć prawa dziedziczenia. No chyba że się pomyliłem. Za co przepraszam - szepnął.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Król wybuchnął szczerym śmiechem. - Nie. To nie jest moja córka. To jedyna kobieta w moich oddziałach oraz najlepszy Jeździec. Przedstawiam ci Kate. Dowódczynię mojej straży przybocznej więc jesteście równi stopniem. Kate to jest Eldarion. Dowódca straży przybocznej króla Isildura. - przedstawił sobie dwójkę. Kate podeszła do rycerza z uśmiechem. Miała bardzo kuszące walory co mógł zauważyć nawet ktoś taki jak Eldarion. Podała mu rękę na powitanie. - Miło poznać kolegę z fachu. - powiedziała z uśmiechem. Głos też był niczego sobie. Była rycerzem ale też stu procentową kobietą.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Wstał od stołu i obrócił się do niej. No ojcze. Tak jak mi wpajałeś od kiedy nauczyłem się mówić. Chwycił jej prawą rękę, delikatnie i przyłożył do swoich ust. Odsunął i powiedział:

- Przyjemność po mojej stronie. Widać że w Rohanie, nie tylko konie mają piękne.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Dziewczyna zaśmiała się ukazując białe, równe zęby. - Umie komplementy prawić. Pierwszy plus. - powiedziała są zasiadając przy stole. Przyjrzała mu się uważnie. - Jakie masz poglądy na tle rasowym.- zapytała patrząc mu w oczy. Widać ta informacja jest potrzebna do misji którą ma wypełnić. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

A oczywiście.

Usiadł i podniósł brwi, słysząc dziwne pytanie.

- No cóż, krasnoludy szanuje, uznaje je tak samo jak ludzi. Orkowie i gobliny, choć to barbarzyńcy, to uważam że to honorowi przeciwnicy. Natomiast elfy...powiedzmy że prędzej sam pójdę do siedliska goblinów niż do miasta tych...wiecznych zarozumialców.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kate tylko się uśmiechnęła bo w tym momencie do sali wszedł wysoki mężczyzna, z szarą cerą, czarnych jak smoła włosach i tego samego koloru oczach. Miał na sobie taki sam strój jak Eldarion, lecz jego miecz był dłuższy. Chyba półtoraręczny. Spojrzał na wojskowego. - Miło poznać. Jestem Dastan i jestem mrocznym elfem. Dasz radę ze mną współpracować?  - zapytał go wystawiając rękę na powitanie. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kate tylko westchnęła i wstała. - Jedzcie szybko. Gdy skończycie zejdźcie do stajni. Osiodłam konie dla mnie i dla was. - powiedziała wychodząc. 

Dastan tylko spojrzał za nią. - Wspaniała prawda? - zapytał wgryzając się w udko z kurczaka i zapijając je winem. - Gdy ją poznałem omal nie zginąłem. Mówi się, że kobieta pijana jest łatwiejsza ale u niej jest odwrotnie. Chłopie. Gdybyś widział jakie ona cuda wyczynia tymi sztyletami. Diabeł nie kobieta. - powiedział w stronę Eldariona.

- Słyszałam! - dało się słyszeć krzyk kobiety. Dastan zakrztusił się winem.  - Nie mówiłem? - powiedział z niedowierzaniem. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się