Hetman WK

Brony
  • Zawartość

    175
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

29 Dobra

3 obserwujących

O Hetman WK

  • Ranga
    Słodki kucyk
  • Urodziny 04/12/2002

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miasto
    Gdzieś na terene zaboru rosyjskiego, dość blisko austriackiego
  • Zainteresowania
    Lubuję się w historii, co mogę podzielić na trzy nurty. Pierwszy: krajowy. Czyli od początków danego państwa po jego upadek, lub czasy dzisiejsze(np. Imperium Romanum i Japonia) Drugi: postaci. Jeżeli trafię na biografię ciekawej osobistości chętniej ją studiuje (np. Karol XII i Rozwadowski) Ostatni: militaria. Po prostu czym, w jaki sposób w dawnych czasach się mordowali.
    Oprócz tego, od czasu do czasu lubię spacerować po lesie lub chodzić po górach.
    Wolny czas umilam sobie przy okazji, grając w różnego rodzaju gry, głównie strategiczne, tudzież przy napływie weny pisać fanifiction o MLP.
  • Ulubiona postać
    Twilight
    Król Sombra

Ostatnio na profilu byli

1323 wyświetleń profilu
  1. Na rolnikach, przenowa zrobiła duże wrażenie. Do tego stopnia, że wcześniej ukryci, zaczęli wychodzić ze swoich domostw. Kiedy Bartosz skończył, starszy wraz ze swymi synami, udali się na stronę, aby przedyskutować sprawę. Kiedy skończyli, podszedł on do Bartka bezpośrednio. - Słusznie prawicie, przyjacielu. Zaprawdę, jesteśmy podstawą tego kraju. My żywimy Królową, oraz jej wojska. Przystaniemy do was. Do tej całej rebelii w mieście. Mów tylko co mamy robić
  2. - Tak? A skąd mospanie mamy mieć pewność że zostaniemy potraktowani lepiej przez was, niż przes rycerstwo. Racja, nie powodzi nam. Ale jeśli staniemy do walki, i przegramy, to jeszcze bardziej nas przycisną. Panie bracie, bezpieczniej będzie jak ich przywitamy. Powiedz, kto u was w tej mieścinie taki sprytny, żeby bić się z koroną? Tu gra się toczy o nasze dzieci
  3. Człowiek zakaszlał kilka razy, kiedy substancja przelała mu się po gardle. Po tym otrzeźwiał, poruszał rękoma. Jak oparzony powstał na równe nogi - Czyli...mówisz że nie jesteś rojalistką. W sumie sensowne, inaczej już bym witał się z ojcem. Wybacz moje pośpieszne zachowanie. Ale nie za bardzo pasowałaś mi do otoczenia...a przynajmniej nie dokładnie tutaj. Moment, skoro nie jesteś szpiegiem, to kiego tu chodzisz? ******* Chłopi byli mocno przestraszeni widokiem zbrojenej chałastry. No. Prawie wszyscy. Starszy wioski, jegomość z długą, białą brodą, silnej postury, wraz z trójką młodych synów, stanęli na powitanie Bartoszowi. Rzecz jasna zbrojni w widły i siekiery. - Co was przywiało do naszej miejscowości? - zapytał wprost - Bo pewnie nie jesteście handlarzami.
  4. Nieznajomy upuścił broń z ręki i padł na ziemię - Co ty mi...ach - zasyczał. Podniósł wzrok w górę. Zacisnął zęby - Ty cholerna wiedźmo. Zabji mnie, pomiocie królowej. Ale za nic w świecie nie zdradzę moich towarzyszy. Tak czy tak, ta wasza przeklęta uzurpatorka doczeka swojego losu. Pomimo mojego zgonu.
  5. [Dobra spoko, zrób kolejną odpiskę i będzie ok]
  6. [Wiesz, torchę nie jasno opisałeś co zrobiła twoja postać, a co twoi ludzie. Przyjimijmy że jesteś pod tą wioską, posłałeś kogoś na rozmowy a on ci powiedział że musisz sam pogdać ze starszym}
  7. Zaklął cicho, czując kłócie w nodze. Był początkowo mocno zaskoczony kiedy sytuacja zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni, ale nie zamierzał się tym przejmować. Teraz, kiedy można było się mu przyjrzeć, nie ukrywając, był dość przystojny. Prawie całkowicie blada cera, niebieskie oczy, oraz niewielki zarost. Tylko włosy zakrywał mu specyficzny kaptur. Słysząc pytanie, parsknął kręcąc głową - O, nie wiem, na przykład że próbowałaś udać się do Czerwonej Przystani, i nie chciałaś aby ktoś skorzystał z twoich usług zbyt wcześnie. To jedyne co przychodzi mi do głowy jak cię widzę - szybko sięgnął do kabury i wyciągnął mały samopał, przystawiając jej do głowy - Patowa sytuacja, prawda? - prawą rękę, którą przemieiścił za jej plecy, zaczął powoli zniżać - Może jednak inaczej się dogadamy?
  8. Idąc poprzez tłum podejrzanych typów, Kate, nie może opędzić się od dziwnych spojrzeń postronnych. Chociaż na każdego kto chodzi z założonym kapturem, średnio miło się widzi. Większość tu mieszkających, znali się od lat. Wiadomo, przyjaciele w rabunkach, rozbojach wymuszeniach, troch dziwnie więc jak ktoś obcy wchodzi na twoje podwórko. Ale w pewnym momęcie, ludzi trochę ubyło i można było przechodzić bez przeszkód. W tym momencie jednak, ktoś chwycił Katerinę w tali i zakrył twarz i wciągnął do jednego z ciemnych zaułków po czym przycisnął do ściany - Co też zawiodło taką ładną buzię, w tak nieprzyjazne miejsce? - głos by trochę niski, ale nie przesadnie. Można było odczuć, że nie jest to zbyt stara osoba. Napewno dość młoda. *********** Póki co, nie nie było śladu po wosjkach królewskich. Czyli jest czas. Jednak w przypadku rekrutacji chłopów, i to tych Orłowskiego...no już był problem. Dość duży. Kiedy tylko usłyszeli o pomyśle, żeby zdradzić swojego dobrodzieja, którego zarówno ojciec jak i on sam traktował jak swoich, poczuli się co najmniej urażeni. Więc posłańcy którzy zostali wysłani do tych kilku zagród, zostały pogonione widłami, a tam gdzie już powstałą milicja, również przy pomocą toporków i rusznic. Natomiast, jeśli chodzi o wioskę niepodległą od miasta, to zażądzali aby przywódca Bandy osobiście porozmawiał ze starszym. Odziały zbrojne, odpoczywały jeszcze w rozbitym obozie. Bez liku było ich da tysiące. Szczęśliwie nie pełne regimenty, bo byłby problem. Trzon sił, stanowili rzecz jasna piechurzy z mieczami i tarczami, odziani w kolczugi z elementami płytowymi. Prócz nich, masa halabardników, co swymi ostrzami mieli zmiażdzyć nawet najlepsze zbroje. Groźnie prezentowali się strzelcy, dzierżący nowe, świeże wręcz, muszkiety, mogące rozpędzić nie jedno powstanie. Jednak bez sprzecznie, najgroźniejsi i tak pozostawali rycerze. Synowie szlachty, zakuci w najlepsze pancerze, dzierżący długie kopie. Jedna dobrze zaplanowana szarża, a wróg idzie w rozsypkę. - Ekscelencjo, czy naprawdę chcecie to uczynić? - Jak najbardziej. Zachowamy honor którzy przystoi na prawdziwych wojowników naszej drogiej pani. I za nic nie chcę, żeby ktokolwiek z was działał samowolnie. Wyrażam się jasno? - Tak jest!
  9. Eryk nie zamierzał się zbytnio obijać. Od razu powrócił do swojego majątku na obrzeżach, gdzie czekał na niego transport broni. Konkretniej, dwa wozy pełne paczek, związanych sznurami, dosyć słabej jakości. Sam materiał, też najlepiej nie wyglądał. Mnóstwo dziur, plam i tym podobnych. Jednak nie zewnętrzny widok się liczył, a to co było wewnątrz. Oto przesyłki, zawierały sporo rusznic, całkiem dobrej jakości. Jasne, nie mogły się mierzyć z arkebuzami, czy, uchowajcie niebiosa, muszkietami wojsk królewskich, ale na razie trzeba było zadowolić się tym. Ważne, że pancerz przebić potrafi. - No, wygląda nawet obiecująco - pokiwał głową, obchodząc wozy - Ile to się należy? - Cóż, mości panie, łatwo nie było, z przerzuceniem ich w te rejony. Musieliśmy z własnej kiesy wyłożyć, aby opłacić ciekawskich. Chyba rozumiecie? - Przewodnik grupy, jeden z lepszych przemytników, nie miał w zwyczaju kłamać w sprawach biznesu. - Rozumiem, rozumiem. Co powiecie na...dodatkową, jedną dziesiątkę z ceny pierwotnej? - Podnieśmy o pięć i jesteśmy kwita. Orłowski posłał swego sługę po kilka przygotowanych mieszków. Po uregulowaniu, kompania ,,handlarzy" opuściła teren posiadłości. Po tym, Eryk, polecił swemu przyjacielowi zabezpieczenie zapasów, a następnie ich wykorzystanie. Magnus, niemal od razu, zebrał wszystkich chętnych chłopów czy mieszczan i zabrał się do kopania wilczych dołów, stawiania ostrokołów, zasieków, i wszystkiego co można było postawić przy pomocy dostępnych surowców...czyli w większości drewna. Ale nikt nie zamierzał narzekać, bo odrobina pomysłu, czy zmysłu taktycznego, mogły zdziałać cuda. A towarzysz Carla, wyglądał na dość odpowiedniego człowieka do tego zadania. *** Po pewnym czasie drogi, widać już było tę gorszą dzielnicę. Wschodnią konkretnie. Działania byłego burmistrza, choć faktycznie upiększyły rynek, oraz zachodnią część, to nie zamierzał kłopotać tą drugą stroną, albowiem znajdowała się tam masa szumowin, przybyłych zza granicy. Od drobnych złodziei, po morderców i dezerterów z czasów wojny. Kiedyś istniejąca straż, nigdy nie wybierała się w tamte rejony, bo szansa na dostanie w ryj, była bardzo wręcz wysoko. Także egzekwowanie prawa, zostawiono tamtejszym mieszkańcom, bo ich tak wielu ich nie było. Co ciekawa, bardzo łatwo się zorientować, gdzie ta groźna strefa się znajduje. Otóż domy, już z daleka straszyły swą starością, spróchniałym drewnem etc. Przyciągały tylko dwie rzeczy. Możliwość sprawdzenia pogłosek...oraz napicie się, ponoć bardzo dobrej gorzałki.
  10. Grupa dowodząca, cały czas patrzyła na oficera, bojąc się czy czasem czegoś nie zwietrzył. Ale usłyszawszy słowa pochwały, uspokoili się, nawet mieli lekką nadzieje, iż zaczną ich szanować...Ale rzecz jasna ta ładna mowa, była tylko grą. Bo jakże to, dumny jednorożec stojący po stronie zwykłych rolników, nie mówiąc już o tym, że są byłymi ludźmi? O co to to nie. Eryk, usłyszawszy o lepszej ochronie, trochę się zmartwił, ale nie zamierzał zmienić planów. Za to naprawdę się zagotował, kiedy dotarła do niego treść nowego prawa. Sukinkoty, prawdziwego buntownika nie potrafią złapać, to wykończą słabszych. Terens dostrzegł unoszenie się przywódcy, więc lekko uniósł kopyto by go uspokoić. Szczęśliwie się udało. - J-jasne. Jak słońce - odrzekł Victor - Chodźmy. Trzeba trochę odetchnąć - zwrócił się do reszty. Rolnicy, przestraszeni, niemal od razu zaczęli zbierać się do domów. Będąc w bezpiecznej odległości, główna czwórka stanęła obok siebie. - I co robimy? - zaczął Lucius - Zawieszamy akcję? - Jeszcze czego. Zgodni z planem, nic nie zmieniamy. Musimy tylko zachować większą ostrożność. Mogę na was liczyć? Kiwnęli głowami. - Dobrze. Wychodźcie ze swoich domostw pojedynczo i uważajcie żeby nikt was nie zobaczył. Rozeszli się w swoje strony, pilnując, czy aby ktoś ich nie śledzi.
  11. - Przynajmniej nie mają problemów z przyjęciem rozkazów. Może tym razem wreszcie się powiedzie - Magnus złożył mapę - Pozwolisz, że zajmę się stawianiem kozłów i kopaniem rowów? - Jak nakszybciej. - Panowie...pani - kiwnął głową, po czym odszedł. - Także do dzieła. Jeżeli któreś z was potrzebować bedzię czegoś...moja aktualna siedziba mkeści się w naszym ratuszu - zdjął nakrycie głowy, skłonił i wraz z kompanami również ruszył we własną stronę. Eryk nic nie powiedział, jenno oddalił się wespół z najemnikami. Droga, była bardzo spokojna. Były burmistrz, który zniknął w nieznanych okolicznościach, przeznaczył sporo pieniędzy, na zadbanie dzielnic. Choć, rzecz jasna, nie dla dobra mieszczan, a aby handel dobrze przebiegał. Także kamienie na podłożu, były równiutko ułożone, a takie budynki, jak karczma, czy zajazd, miały wisoczną, niedawną restauracje. Także ludzie, co po niektórzy, wyglądali na nieufnych. W głównej mierze, byli to kupcy i im wszystko jedno kto wygra tą wojenkę, byleby handel zdrowo przebiegał. Jednak miejsce, gdzie miał odbyć się początek wywiadu, znajdowało się trochę dalej. [O ile dobrze zrozumiałem, to macie między sobą chwilę na dialog. Ja się jakoś później wcisnę]
  12. Usłyszawszy nowe piski, już mieli się rzucić do ucieczki, kiedy to pojawiły się pionki królowej. Nikomu przez myśl by nie przeszło, po postawić opór zbrojny. Wszyscy ,,wyżsi stopniem", byli w tym momencie blisko siebie. - Stójcie spokojnie, zobaczymy co się stanie - szepnął do swoich Eryk. Usłyszawszy pytanie oficera, wszyscy popatrzyli po sobie, czekając na reakcję. - No to patowa sytuacja - mruknął Lucius - Musimy coś zrobić. - Wiem wiem...i chyba mam pomysł, ale musicie mi zaufać. Kiwnęli głowami. - Victor...ty idź. - Co? Niby czemu ja? Cezar nachylił się nad nim i wyszeptał mu coś do ucha. Ten pokiwał kilkukrotnie i westchnął. Zrobił kilka kroków naprzód. W ten czas, Terens zbliżył się do swoich. - Starszy wioski leży schorowany w domu, więc zapewne nawet nie wie co tu się stało. Zorganizowaliśmy prowizoryczną obronę, a ja mogę się pod tym podpisać? A co? Mamy zakaz walki w obronie swoich upraw? - zapytał, bez wrogości, a ze zwyczajną ciekawością.
  13. Po długotrwałym boju, wszyscy byli zmęczeni, zestresowania, ale jednak, usatysfakcjonowani po tym, jak okazało się że wysiłek się opłacił. Najbardziej wycieńczeni padli na ziemię. Co słabsi psychicznie, kulili się gdzieś na uboczu i kryjąc twarze w kopytach, łkali po cichu. W sumie, nie licząc przywódców, pewnie stało tylko dwóch innych drwali. Widząc ostatniego robala, Terens osobiście odrąbał kończynę i zostawili robala by zdychał. - No...muszę ci powiedzieć...nieźle poszło, he? - Victor zwrócił się do Eryka, wycierając pot z czoła. - Owszem - westchnął - Ale...mogłem to lepiej rozegrać. A tak, to kilku naszych padło. - Nie obwiniaj się. To cud że udało nam się wyjść bez większych strat. Dodatkowo chłopcy przeszli pierwszy poważny trening. W ten sposób bójka ze strażnikami, będzie dziecinną igraszką. - Może i masz rację. Lucius, cały w śluzie, podszedł do zwierzchnika. - I jak? Wśród twoich jacyś... - Nie - bąknął szybko - Byliśmy za szybcy. Mam dobrą wiadomość. Są tak podnieceni, że nie mogą się doczekać aż ruszą na siły Crystal. Masz swoją gwardię...Cezar. - A zła wiadomość? - Przydałoby się również zmotywować innych. Boję się o ich zdrowie. Syn starszego, nabrał powietrza, po czym wspiął się na truchło jednego z owadów. - Przyjaciele! - zwrócił się do reszty - Wiem że jesteście wycieńczeni i zdruzgotani. Macie do tego pełne prawo. Jednakże...daliście dzisiaj niezwykły pokaz. Pokaz niezłomności, oraz odwagi, dzięki którym udało nam się zatrzymać i wyrżnąć idącą na nas zarazę. Strażnicy opuścili nas w chwili grozy, ale udowodniliście, że sami jesteśmy w stanie zapewnić sobie bezpieczeństwo. Rzecz jasna, sukces nie byłby możliwy, gdyby nie poświęcenie, naszych dzielnych towarzyszy. Zapewniam natomiast, iż ich ofiara nie pójdzie na marne. Powiadam wam, zaczyna się nowy czas. Nie tylko dla naszej wioski, ale i dla wszystkich braci spersonifikowanych. Niech ta myśl natchnie was do dalszej pracy, bo zaprawdę, będzie ona ciężka, a jej owoce, bezcenne. Po słowach Eryka, faktycznie nastroje się poprawiły, choć i tak potrzeba było jeszcze trochę odpoczynku. - Zregenerujcie siły. Potem, opatrzymy rannych, opłaczemy poległych, a te ohydne zwłoki, spalimy, by nie kaleczyły tej ziemi. Roboty mieli dużo, to prawda, acz nikt nie zamierzał narzekać. Wykonali zadanie, i tylko to się liczyło. Należało jedynie, posprzątać.
  14. Szlachcie popatrzyli po sobie. - Nie interesuje mnie czy ten szpieg będzie w jednym kawałku. Masz go zlokalizować, upewnić się że to on, a potem przyprowadzić do mnie. Potem przekażę kolejne instrukcje. Nalegam, aby zdrajca, lub zdrajcy, zostali zabici dopiero gdy wydam taki rozkaz, gdyż mam pewien pomysł co do nich. W każdym razie, możesz zacząć od razu. Rzeczoną tawernę znajdziesz idąc na wschód, główną drogą. Łatwo znajdziesz. Wierzę w twoje umiejętności, panno Katarino - uśmiechnął się i podszedł do Bartosza - A wy, Bartoszu. Sprawa wygląda następująco. Jak mówiłem, póki co namówcie chłopów do współpracy. Albo bezpośrednio dołączą do ciebie, albo milicji przyjaciela Orłowskiego. Jednak przede wszystkim, chodzi mi, aby, kiedy wojska królowej zbliżać się będą, zabrać zapasy i wycofać się do lasu... - Tak mówiąc, nic nie uprościsz - ozwał się niskawy głos. Do zebranych podszedł starszawy jegomość. Oblicze zdradzało że nie jedno w życiu widział, Przez prawy policzek przechodziła mu blizna, dość stara. Końcówki posiwiałego wąsa, opadały w dół, zasłaniając trochę popękane usta. Silnej postury, odziany w błękitny płaszcz, stanął po prawej stronie Carla. - Magnus...właśnie miałem po ciebie posłać. - Oczywiście. Beze mnie nic nie wskórasz - parsknął - A to...? - Powiedzmy że nasi nowi sojusznicy. Do pokonania Królowej nasza trójka nie wystarczy. - Co prawda do prawda. - Także kolego Bartku, mój kompan powie wam o co konkretnie mi chodzi. Ten, rozłożył mapę miasta i okolicy. Rysunki przedstawiały, że mieścinka jest otoczona lasem. Małym bo małym, ale jednak. Wioska, znajdowała się po drugiej stronie muru drzew. - Jeżeli uda ci się ich przekonać, wyślij zwiadowców na północny zachód. Z stamtąd przybędzie armia. Dzięki temu dokładniej poznam ich stan liczebny. Wtedy, na karzecie chłopom wycofać się ze wszystkimi zapasami tutaj. Nawet jedna bułka, czy ogórek, nie może zostać na pastwę rojalistów. Natomiast ludzie mają skryć się tutaj. A swoją bandę ukryjesz w lasach. Ale to kwestia jeszcze kilku dni, także spokojnie. Natomiast, jeżeli nie będą chcieli współpracować...chyba wiesz co trzeba będzie zrobić?
  15. Kiedy Bartosz zbliżył się do nowego dowódcy, najemnicy również przystąpili bliżej, oczekując jakiejś konfrontacji. Natomiast Vern, pozostał spokojny i słuchając łupieżcy tylko się uśmiechał. - Ta cała rewolucja pójdzie w rozsypkę, bez dobrego przywództwa. Ale mówcie dalej, Bartku, chętnie posłucham co macie jeszcze do powiedzenia - złapał się za brodę, będąc zaciekawionym personą rozbójnika. Kątem oka dostrzegł jego uśmiech to tajemniczej zabójczyni, ale swoje przemyślenia zostawił sobie na potem. Odchrząknął wreszcie, mlasnął językiem, nabrał powietrza i zaczął. - Nie istnieje równość jako taka. Tylko przed Stwórcą jesteśmy tacy sami - spojrzał na moment w górę - A sprawa wygląda obecnie w ten sposób. Ja jestem tutaj przewodnikiem. Każde stado potrzebuje pasterza. Natomiast zamierzam karać tak samo oficerów, kiedy się pojawią, oraz zwykłych żołdaków tak samo. I zamierzam liczyć się z waszym zdaniem, rzecz jasna o ile będziecie się zwracać do mnie z należytym szacunkiem. Będzie to korzystne dla obu stron. Tak czy tak, pomysł przeszedł. Eryku, przyjacielu, pozwolisz że do zadania fortyfikacji wyznaczę mojego kompana? - Rzecz jasna - kiwnął głową. - Cudownie. Natomiast ty, zacznij przygotowywać chłopów ze swoich zagród. - Zrobię co w mojej mocy. - Co do was, towarzysze - kaszlnął - Jest mnóstwo rzeczy do zrobienia. I mam co nieco zadań, rzecz jasna jeśli jesteście w stanie je wykonać. Katerine, o ile pamiętam, jak dobrze wiemy w miasteczku mogą być szpiedzy. Rzecz jasna nie ma go w polu najbliższych kilku stóp. Chciałbym żebyś spróbowała się czegoś dowiedzieć. Najlepiej zacząć w tawernie, w gorszej dzielnicy tej mieściny. Łatwo tam trafić. Więcej oprychów jest chyba tylko w ściekach stolicy. Co co was, Bartoszu...jesteście sławni wśród chłopów. Na drodze, prowadzącej do nas, znajduje się pewna wieś. Nie wiem jak z jej przyzwoitością. Sprawdź ich. Zbierz ochotników, namów do tego, aby poinformowali kiedy przybędą wojska królewskie i tak dalej. Gotowi jesteście to zrobić?