Hetman WK

Brony
  • Zawartość

    167
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

19 Neutralna

2 obserwujących

O Hetman WK

  • Ranga
    Kucyk
  • Urodziny 12.04.2002

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    Gdzieś na terene zaboru rosyjskiego, dość blisko austriackiego
  • Zainteresowania
    Lubuję się w historii, co mogę podzielić na trzy nurty. Pierwszy: krajowy. Czyli od początków danego państwa po jego upadek, lub czasy dzisiejsze(np. Imperium Romanum i Japonia) Drugi: postaci. Jeżeli trafię na biografię ciekawej osobistości chętniej ją studiuje (np. Karol XII i Rozwadowski) Ostatni: militaria. Po prostu czym, w jaki sposób w dawnych czasach się mordowali.
    Oprócz tego, od czasu do czasu lubię spacerować po lesie lub chodzić po górach.
    Wolny czas umilam sobie przy okazji, grając w różnego rodzaju gry, głównie strategiczne, tudzież przy napływie weny pisać fanifiction o MLP.
  • Ulubiona postać
    Twilight
    Król Sombra

Ostatnio na profilu byli

805 wyświetleń profilu
  1. - Skoro nie zna naszej mowy, to jakim cudem mówi po słowiańsku? Chyba że jej chodziło o angielski - zastanowił się. A więc nie musiał się martwić że go zahipnotyzuje. - No. Niczego sobie, nie skłamię. Ale widziało się to i owo - pokiwał głową. - Eee...Nie znam się na biżuterii, ale faktycznie, taki naszyjnik może się podobać. I nie wiem o co ci chodzi z niezrozumieniem. Lewą rękę, w której ciągle trzymał bagnet, ukrył za plecami. - Panowie? Jak tam? Gotowi do bitki?
  2. Ech. Brak mi woni zielonych łąk - pociągnął nosem. Usłyszawszy głos, zatrzymał się. Zerknął na miejsce z którego ów dźwięk dochodził. Uniósł brwi i pokiwał głową porozumiewawczo. O proszę. Syrena. Nie nie. Za dużo czytałem Odysei żeby się nabrać. Ale ryzyk fizyk. Mocniej złapał swoją broń i podszedł do dziewczyny. Będą już całkiem blisko, odezwał się: - Hej! Prze pani.
  3. Spokojnie. Wyobraź sobie że to po prostu bardzo mroźny dzień, u siebie na wsi. Postaraj się. - Słynne Brytyjskie Klify - powiedział do siebie. - No to w porządku. Owocnych poszukiwań - skinął na niego i ruszył wskazaną drogą.
  4. - Oczywiście - zgodził się i westchnął, po czym podążył za Larsem - Wiesz, spodziewałem się pierwszego rybo-człowieka. - Ja tak samo. W sumie to trochę minęło od jakiegoś starcia. Hetman, przygotuj poczet. A ty, Wilk, zbierz odział. W sumie na jedno wychodzi. Na wszelki wypadek, bo wolę uderzyć we wroga już pod bronią.
  5. Do Osmy podszedł Paweł. - Co? Korci ci żeby się dowiedzieć o co w tym wszystkim chodzi? - parsknął - Słuchaj - ściszył głos - Nie bierz tego do siebie. Magnus jest podejrzliwy. Nie zna cię dobrze, albo tego Jacka. Po za tym, część załogantów to najemnicy, a z nimi bywa różnie. Dla sporej grupy tu obecnych, to jest sprawa osobista, dlatego muszą najpierw zobaczyć, że można ci ufać.
  6. Docierając na miejsce, przypomniał sobie, dlaczego tak nie przepadał za wyspami. Wchodząc do motelu, pozytywnie się zaskoczył. Spodziewał się czegoś znacznie gorszego. Królestwa karaluchów, czy coś tym stylu. Ale widać że Stowarzyszenie nie skąpi pieniędzy. - Ciekawe - podszedł do drzwi. Zanim jednak je otworzył - Wilk. Weź no przywołaj mały bagnet. Może mi się przydać - Po tym, jak wyczuł rzeczoną broń w dłoni, przekręcił klamkę.
  7. - Jeśli znasz siebie i przeciwnika, nie musisz obawiać się tysięcy bitew - odparł do siebie. - Tak, oczywiście. Wstał, zostawiając na stole należnośc...z małym napiwkiem. Przeszdł przez drzwi, kierując się do samochodu. Zasiadł na przednim siedzeniu, czekając na aż Larsa odpali silnik.
  8. - Jasne, wybacz - przytaknął - Tak swoją drogą - ściszył głos - Ci ryboludzie...mają jakieś zdolności...ofensywne? Nie licząc oddychania pod wodą? - Spytam. Spokojnie. Chociaż dopóki w ojczyźnie nie pojawi się potop szwedzkich wilkołaków z wampirzym rodem Radziwiłów, albo armia krzyżaków ożywieńców, to małe szanse. Ale kto wie.
  9. Zaczekał spokojnie na zamówienie, do czasu kiedy przyszedł Lars. Musiał być chyba stałym bywalcem. - Dzięki - odrzekł kasjerce, po czym zabrał się do spożycia - W sumie...jadłem już gorzej. - Spojrzał na szybę. Podniósł brwi z zaciekawienia. Nie odbija się w lustrze. Ciekawę. Takie rzeczy to ponoć tylko z wampirami. Ale chyba nie tylko. - Dużo nam drogi pozostało? - spytał.
  10. He. Jak ja lubię takie miejsca. Zasiadł przy ladzie. - Nie taki dobry, widzę - szepnął do siebie - Hym - zerknął na ofertę - To ja bym poprosił...w sumie kotleta z surówką i... - a co mi tam - piwo, poproszę. Wyjął portfel, przygotowując zapłatę.
  11. - Przydatne. Zwłaszcza kiedy ma się do czynienia z kimś trudnym do przekonania - pokiwał głową. Po zatrzymaniu się auta, wyjrzał przez okno. Nie czekając długo, wyszedł na zewnątrz. Przeciągnął się i wyciągnął z kieszeni telefon, sprawdzając godzinę. Westchnął i ruszył w kierunku rzeczonego miejsca w którym mógł coś zjeść. Choć przeczuwał że wytrawne to nie będzie. Z drugiej strony, fanem drogiej kuchni nigdy nie był.
  12. - Aha. A w czym się specjalizujesz? Żebym się później przypadkiem nie zdziwił. Zaufania nie wzbudza, fakt. Ale musimy to przetrwać. Rada rozkazała.
  13. Dwie skrzynie, przenoszone przez załogantów Czarnobrodego, wyglądały w miarę zwyczajnie. Z normalnego drewna, okute żelazem. Raczej mało prawdopodobne żeby chowali w nich złoto, ale kto wie. Sami załoganci, też posiadali inny ubiór. Okryci na czarno, z czerwonymi opaskami na głowach. Na twarzach, mieli kilka ran, co znaczyło że świeżakami nie byli. Ładunek, nieśli do fortu. - A jak idą wasze zamiary? - spytał Edward. - Coraz lepiej. Rodriquez obiecał wspomóc. Podejrzewam że nie długo połowa naszego planu zostanie zakończona. - Nie martwisz się, że porywasz się z motyką na słońce? - Uwierz mi. Jestem zdeterminowany, żeby tylko to się udało, jeśli w grę wchodzi... Urwał rozmowę, patrząc na niektórych załogantów. W tym Osmę i Jacka. - W każdym razie nie mam zamiaru się poddać. Ni ja, ni reszta oficerów. - Podziwiam was. Paweł i Ferdynand, w tym czasie już skończyli się pojedynkować, przechodząc do rozmowy, na jakiś temat.
  14. Z Holandii...nie spodziewałbym się. - Jakim rodzajem...to bardziej tacy opiekunowie, albo...towarzysze. Znaczy nie rzucą się do czyjegoś gardła, czy zatrzymają czas. Nie. Nie tak. Potrafią przyjąć dowolną formę, a jaką przyjęli to się dowiesz. Głównie służą radą. A jak przychodzi co do czego...to jest dość interesujący widok. Wilk - wskazał na bransoletę na nadgarstku - Jest trochę bardziej współczesny. To znaczy wygląda trochę jak żołnierz wieku dwudziestego. Tak drugiej połowy. Konkretniej to jak żołnierze którzy za komuny jeszcze walczyli w lasach. Jest...,,trochę" porywczy. Lubi działać szybko, kiedy jest w środku akcji. No i przyzywa kompanów, do walki na bagnety. Drugi - pokazał na naszyjnik - Hetman, jest dużo bardziej staroświecki. Woli chłodną kalkulację, wszystko strategicznie planować. Oraz przywołuje towarzyszy w zbrojach do szarży. Dodatkowo, mogą mi dać dowolną broń albo pancerz z historii. A twój? Ma coś związany z ptakami, tak?
  15. Kiwnął głową i wszedł do auta. Nie zwracał uwagi na muzykę, bo był zdania że kto prowadzi, ten wybiera. - Rybo-ludzie? Tak podejrzewałem - Nie zdziwię się jak trafimy do Loch Ness. - Ja? Z Polski. Urodzony na wsi, choć większą część życia starszego spędziłem w mieście. Kształcąc się i tak dalej. A potem trafiłem tu. A waść? Z Europy, czy inny kontynent. Chyba że nie chcesz odpowiadać, wtedy rozumiem.