Hetman WK

Brony
  • Zawartość

    43
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

14 Neutralna

2 obserwujących

O Hetman WK

  • Ranga
    Źrebaczek
  • Urodziny 12.04.2002

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miejsce zamieszkania
    Gdzieś na terene zaboru rosyjskiego, dość blisko austriackiego
  • Zainteresowania
    Lubuję się w historii, co mogę podzielić na trzy nurty. Pierwszy: krajowy. Czyli od początków danego państwa po jego upadek, lub czasy dzisiejsze(np. Imperium Romanum i Japonia) Drugi: postaci. Jeżeli trafię na biografię ciekawej osobistości chętniej ją studiuje (np. Karol XII i Rozwadowski) Ostatni: militaria. Po prostu czym, w jaki sposób w dawnych czasach się mordowali.
    Oprócz tego, od czasu do czasu lubię spacerować po lesie lub chodzić po górach.
    Wolny czas umilam sobie przy okazji, grając w różnego rodzaju gry, głównie strategiczne, tudzież przy napływie weny pisać fanifiction o MLP.
  • Ulubiona postać
    Twilight
    Król Sombra

Ostatnio na profilu byli

541 wyświetleń profilu
  1. Czas mijał spokojnie. Nikt nie liczył, gdy minęła kolejna godzina. Bosman zdążył już się opatrzyć, oraz z kimś porozmawiać. Fregata została naprawiona, i jedynie pogoda zrąbała się całkowicie. Morze się wzburzyło, a z szarego nieba zaczął padać deszcz. Toteż jak najszybciej, podciągnięto kotwice i rozwinięto żagle. Zmieniono też trochę formację. Brygi ustawiły się w rogi rąbu, liniowiec w środku a fregaty bliżej jego dzioba, a druga bliżej rufy. Płynęli stosunkowo szybko, przez sprzyjający wiatr. Który mógł w każdej chwili zmienić się we wroga. - No to znowu po rynnę, co? - zwrócił się żołnierz piechoty morskiej, do zwykłego marynarza. - A daj spokój. Mogło być w sumie jeszcze gorzej. - Na przykład? - Może się pojawić trąba wodna. A w obecnej sytuacji, bylibyśmy w głębokiej rzyci. A po za tym, fale aż tak wysokie nie są. - Ta. No to starczy tylko czekać na... Wtem, jak uderzenie pioruna, coś uderzyło potężnie w wodę, z lewej burty liniowca. Litry wody wzbiły się w górę, oblewając załogantów. Zakotłowało się. - Co do czorta? - wrzasnął kapitan, wybiegając z kajuty. Zbliżył się do krawędzi statku, wyciągając lunetę. W tym czasie, reszta, także ci obsługujący działa na dolnych poziomach, pojawili się na głównym.
  2. No w końcu. Choć choć. Nie bój się. Jeszcze krok a wam łby poprzebijam. Bliżej bliżej. Mocniej chwycił swój miecz i tarczę, którą przybliżył do ciała.
  3. Na wzrok wojowniczki Rohanu, przeszedł go dreszcz. Chciał coś powiedzieć, ale Dastan go uprzedził. Ukrył się za jednym z większych drzew, chwytając za rękojeść miecza. Na widok trola oraz orków, powróciły do niego wspomnienia. Kiedy walczył w północnym Arnorze.Tam gdzie pełno było Rhundur, oraz jego lud. Dziki, nieokiełznany. Prawie tak jak orkowie. Ale dużo bardziej, rozmyślał o innych ludziach, dużo jeszcze bardziej bliżej gór. Przy samych. Zwani przez trole śnieżne i górskie, ludźmi z żelaznymi twarzami. Ten wielkolud, którzy maszerował w pierwszym szeregu, spowodował u rycerza uśmiech politowania. Tam, jego pobratymcy pracowali jako niewolnicy. Zresztą, tak jak orkowie. No ale, wspomnienia później. Trzeba skoncentrować się na zadaniu.
  4. - No panowie! Dość tego widowiska! Wracać do roboty! - krzyknął donośnie kapitan. Załoga bezzwłocznie zabrała się do swoich zajęć. Pokład na nowo rozbrzmiał dźwiękami kroków, szorowania, i tym podobnymi. - Masz świadomość że ci tego nie puści płazem? - zwrócił się do bosmana. - He. Jasne. Jeżeli ten były pirat spróbuje, to odeślą go na nasze plantacje cukru. Oj będzie zabawnie. Nawet jeśli mnie zabije, to on będzie mieć gorzej niż ja. - Jak zawsze pewny siebie. Na wszelki wypadek trzymaj przy sobie choć trzech grenadierów, dobra? - Tak jest kapitanie! - zasalutował - A! I dziękuje za interwencje. - To mój obowiązek, żeby utrzymać tu porządek. Przynajmniej względny. Przypilnuj steru. Ja muszę coś zrobić w kajucie. - Oczywiście - pokiwał głową. Obaj zaczęli robić swoje. Bosman odczuwał wielką satysfakcję, z powodu swego zwycięstwa, nad tym, który w jego mniemaniu powinien być w więzieniu. Jakim cudem, ta gnida chodzi po naszych ulicach i na statkach, które te morskie psy mogą co najwyżej zniszczyć. Oh! Co się tu stało! Choć w sumie...może któryś marynarz byłby zdolny, albo na tyle potrzebujący pieniędzy, żeby wykonał robotę za mnie. Hmm. Trzeba to przemyśleć. Stanął przy burcie, patrząc na wodę. W tym czasie, załoga felernej fregaty, kończyła już naprawy, więc można było niedługo kontynuować podróż do najbliższego portu.
  5. Hetman - Mhm. Dobra panowie. Lekka zmiana planów. Złożyć Dorianowi wizytę w pracy i przygotować na rozmowę ze mną. I niej inny patrol przeszuka jego dom. czy mieszkanie. Może znajdziemy coś interesującego. A. Bez pośpiechu. Przepytywanie trochę może zająć - powiedział do komunikatora. Zapowiada się ciekawa robota. Zaczął powoli zmierzać do miejsca pracy hakera. Ponoć. Bo coś przeczuwał że poszło zdecydowanie za łatwo - Jeszcze jedno. Na wszelki wypadek, niech drużyna specjalna, lub kilka dronów bojowych będzie w pogotowiu - dodał.
  6. - No. Doprawdy. Pirat z ciebie, widać. Ale niewykonania rozkazu, nie mogę puścić płazem. Kary nie zamierzam wymyślać - spojrzał na bosmana. - Jak pamiętam, gdy go przyjmowałem na statek, bardzo się oburzył, że będzie musiał szorować podłogę - uśmiechnął się. - No. To mamy załatwione, jaśnie panie. Pod pokład. Masz nie wychodzić, póki nie będzie całkowicie czysty. Chyba że wciąż masz problem.
  7. Kapitan zaśmiał się. - Wiesz ile tu marynarzy zostało przez niego czy innych wyższych stopniem, zostało obrażonych? Za to nie karam. - Po za tym, sam twierdzisz, że nie masz honoru. Więc o czym ty mówisz, chłopcze - dodał bosman, podchodząc. - A to kompletnie zmienia. Tak czy inaczej, to nie był powód żeby nie wykonywać rozkazu. A do tego możesz się przyznać?
  8. Wiliam skierował wzrok na bosmana. - To nie tak kapitanie. Wykazał się niesubordynacją, oraz złamaniem zasad. Po pierwsze, rozkazałem mu wyczyścić falkonety, bo wszyscy coś robili, tylko on pił na bocianim gnieździe, a po drugie, pokazało się że był piratem. Zasady pojedynku, jak zostało powszechnie ustalone, mówią wyraźnie, że nie powinno się zranić przeciwnika, tylko doprowadzić do sytuacji, w której nie może dalej walczyć. A po za tym, jeśli chodzi o szermierkę, zabrania się używania pistoletów. - Ma rację - odpowiedziało kilku oficerów. - Prawda - zgodził się kapitan - To co chcesz jeszcze powiedzieć?
  9. Bosman opadł na ziemię, trzymając się za ramię. Kilku żołnierzy podbiegło i rzuciło się na Jacka, a czterech celowało w niego z muszkietów. - I widzisz. Do tego doprowadziły cię te pirackie obyczaje - uśmiechnął się. Po chwili, wolnym krokiem, podszedł kapitan, nerwowo wciągając powietrze. - Co tu się stało? - Można powiedzieć, pojedynek kapitanie - poinformował jeden z marynarzy - Ten...były pirat zranił Bosmana. Zbliżył się do zatrzymanego, i spojrzał w jego oko. - Co tu zaszło?
  10. - Bo wiesz...emm - zrobił chwilową pauzę - Zwykle...panny lekkich obyczajów, są uważane za ładne. Bo gdyby nie uroda, pracy by nie dostały, więc może przez to też.
  11. Chuj. Odskoczył do tyłu. - Może. Ale szpada nadaje się jedynie do kłucia. Daje ci też ostatnią szansę, żebyś się poddał. Może złagodzę ci karę.
  12. - Elfa. Mówił że poznaliście się w okolicach gór. Co ty tam robiłaś? Teren dla koni lichy.
  13. Na dźwięk wyciąganej szpady, załoga spojrzała w ich stronę. Bosman pokiwał głową. - Gnido. Dobrze. Ale jeśli mnie zabijesz, to kapitan każe cię rozstrzelać. Chwycił rapier, odbijając ostrze szpady. I wymierzył cios na lewy bark Jacka.
  14. Bosman położył rękę na rękojeści rapiera, jednocześnie się uśmiechając. - Lepsze? To właśnie dyscyplina, pozwoliła Koronie zdobyć pozycję jednego z najpotężniejszych mocarstw. Nasze Imperium trzyma się na filarach porządku i hierarchii. Choć w porównaniu z Prusami, jest lepiej. Tam, od razu kazaliby cię rozstrzelać. A jak wszyscy są równi, to kto nimi przewodzi? Po to są klasy społeczne. Można przejść z jednej do drugiej, ale tylko ciężką pracą, albo coś niebywale spieprzyć. A ty, zrobiłeś to drugie. BYŁEŚ kapitanem. Myślisz że oficerowie dostali swe stanowiska od tak? Nie. Kapitan wybierał załogę tylko na wzgląd na ich zasługi. Jak ty się dostałeś, to pozostanie zagadką. Może rekrutujący w tawernie też był pijany. Fakt faktem, obecnie służysz pod rozkazami Marynarki Królewskiej, a nie jakieś cholernej hałastry. I tylko moja cierpliwość, sprawiła że jeszcze nie przeciągnięto cię pod kilem. Także teraz dość twojego zawodzenia, chłopcze. Jazda szorować falkonety. A! - zaśmiał się - Chyba że czujesz się zbyt ważny. Równość. He. Koniec końców wszyscy wracają do tego, co było.
  15. - Cóż...pochodzę z Arnoru, ale nazywam się Numenoryjczykiem. Dlaczego, jest to prywatna sprawa. Mój ojciec miał stopień kapitana i choć nie był szlachetnie urodzony, to uczył mnie wartości rycerskich, jak honor. Wpajał przez całe życie i szkolił na swoje podobieństwo. Udało mi się dostać do armii i po pewnych wyczynach, zdobyć aktualny stopień. Niestety, mój ojciec nie mógł o tym usłyszeć, czy pogratulować. Zginął w starciu z orkami. Nie jest to tajemnica, bo wielu starszych stopniem o tym słyszało. Od tego czasu, staram się żyć tak, aby on, mógł być ze mnie dumny. A co z tobą? Bo nie często widzę kobietę w zbroji i z mieczem.