Lucjan

Brony
  • Zawartość

    239
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Wszystko napisane przez Lucjan

  1. Obraza nie ma nic wspólnego z honorem. Obraziłeś mnie a nie mój honor. - powiedział do bosmana. - A do niewykonania rozkazu się przyznaję. - odpowiedział kapitanowi.
  2. Nie piłem bo rum mi się skończył przed odbiciem od portu. A po drugie bosmana mnie obraził na co sobie nie pozwolę. - odpowiedział spokojnie kapitanowi Jack.
  3. Jack spojrzał na kapitana. - Zostałem obrażony więc wyzwałem bosmana na pojedynek. On wyzwanie przyjął i przegrał. A teraz udaje wielce zranionego gdy tylko przeciąłem mu skórę co nie jest bolesne. - odpowiedział kapitałowo spokojnie blondyn.
  4. Gondor. Miasto w górze w którym władzę sprawował nie kto inny jak sam król Isildur którego bali się wrogowie a kochali mieszkańcy tej krainy. Spokojny poranek w mieście nie oznaczał, zże spokój zagości też w pokoju pewnego żołnierza o imieniu Eldarion. Numerończyk mieszkał tu dopiero rok a już awansował na dowódcę straży królewskiej. To nie byle co. I wiedzieli też o tym przyjaciele tego młodzieńca. Wczoraj pierwszy raz zabalował tak mocno, że zaliczył zgona i teraz leżał w łóżku pogrążony w śnie który zaraz miał być przerwany. Po dłuższej chwili ciszy do pokoju wszedł niski mężczyzna o czarnej brodzie i czarnych, długich włosach. Był ubrany w zbroję straży przybocznej z herbem Gondoru na napierśniku. Był to przyjaciel leżącego mężczyzny, krasnolud Garbet. - Wstawaj pijaczyno! Dziś masz dostać misję od naszego króla Isildura! A ty śpisz w najlepsze! - zawołał zdzierając ze śpiącego kołdrę wraz z mężczyzną na ziemię z takim impetem, że ten obudził się w powietrzu dokładnie chwilę przed pocałunkiem z podłogą. - Zbieraj się śpiochu. Tu masz wodę. Musi Cię suszyć po wczorajszej imprezie. - powiedział krasnolud ze śmiechem i podał Eldarionowi kufel zimnej, krystalicznie czystej wody. To powinno wyeliminować suszę w ustach żołnierza. No to co? W drogę młodzieńcze. Pora na przygodę
  5. Co do towarzysza to mówiłam o tobie. A Dastana poznałam jak miałam misję by zebrać informacje o poczynaniach górali. Był tak schlany że pomylił mnie z dziwką. - powiedziała robiąc smutną minkę..
  6. Jack zaśmiał się i wyciągnął pistolet. - Niech kapitan stwierdzi. A i przypominam. Ja nie mam honoru. Straciłem go dawno. - I wystrzelił. Kula trafiła przed stopą bosmana. Gdy ten nie wiedział co się dzieje, Jack odskoczyła i zranił go w prawe ramię a następnie staną w bezpiecznej odległości. - Przegrałeś. - stwierdził patrząc na niego z pogardą.
  7. Jack z łatwością odbił cios rapiera. - Problem z rapierem jest taki, że robisz krok do przodu i musisz się wycofać. A jedyną jego zaletą są kłucia a nie cięcia. - po tych słowach zaatakował zdziwionego bosmana cięciem po nogach. Jeśli się wycofa to będzie to Jack'owi tylko na rękę.
  8. Kate zaśmiała się. - Jestem z Rohanu. Oczywiście byłam inna niż wszystkie kobiety. Każda z nich ma po prostu rodzić i czekać na mężczyzn aż wrócą z wyprawy. A ja stwierdziłam że nie ma łatwo. Zaczęłam ćwiczyć walkę mieczem w wieku 19 lat zgłosiłam się do gwardii. Przyjęli mnie i od tego czasu jakoś żyję. Nudy były straszne aż do teraz bo dostałam misję i ciekawego kompana. - powiedziała do niego z uśmiechem.
  9. Jack zaśmiał się. - Klasy społeczne są po to by jedni uważali się za lepszych od drugich. To, że byłem kapitanem nie znaczy, że to moja wina, że przegrałem bitwę z Czarnobrodym. Był po prostu lepszy. A co do załogi. Każdy z nich był utalentowany a tutaj? Połowa tych żeglarzy to mięso armatnie. Przy pierwszej walce połowa zginie. A w szczególności jeśli trafimy na Barbarossę. A o Czarnobrodym nie wspomnę. Znam się lepiej na piractwie niż ty szczurze lądowy. A tym co przed chwilą powiedziałeś przypieczętowałeś swój los. Wyczuwam Cię na walkę. Do pierwszej krwi. O to kto jest lepszy. Honor już dawno straciłem. - powiedziawszy to, wyciągnął szpadę i wycelował nią w bosmana.
  10. Jack poczuł jakby dostał z liścia w twarz. - O nie. Zwykły szczur nie będzie do mnie mówił pijaczyno. Nie pozwolę. Dlatego piractwo było lepsze. Nikt nie był wyżej lub niżej. Wszyscy byli równi. Nawet pierdolone kapitan mógł być przyjacielem majtki. A ty bosmanie pozwalasz sobie na zbyt dużo. - warknął i splunął mu pod nogi.
  11. A co możesz mi powiedzieć? Jesteś naprawdę interesujący. - powiedziała siadając bliżej niego.
  12. Warg ku nieszczęściu dwójki zauważył ich i skoczył na Eldariona z rynkiem. Lecz w tym momencie rycerz zrozumiał Dastana gdy mówił, że Kate to maszyna do zabijania. Nad głową Eldariona przymknął cień i w tym samym momencie Warg upadł mu pod nogi z wbitym sztyletem w czaszce. A sztylet ten trzymała Kate. - Eh... Was na chwilę z oka spuścić i byście ginęli. - powiedziała wstając i wracając do ogniska. Wyglądała jakby to że zabiła Warga z Gundabadu obchodziło ją tyle co zeszłoroczny śnieg w Shire. Dastan tylko przełknął ślinę, pobierał drewno i ruszył do obozu. Gdy już ognisko było rozpalone i czekali na oddział orków Kate przerwała ciszę. - Eldarion. Powiedz mi coś o sobie. - poprosiła. Nie musiał się wstydzić. Dastan spał sobie oparty o drzewo. Widać było, że był mega zmęczony wczorajszym dniem.
  13. Jack spojrzał w dół. Wściekły na bosmana, szybko zszedł i stanął przed nim. - Zanim cokolwiek powiesz wiedz jedno. Za cholerę nie potrafisz kierować statkiem. Rykłem do ciebie, trzeba jakoś ominąć te głazy po stronie sterburty ale nie! Bo to kurwa strach posłuchać dawnego pirata. Ja wiem, że jestem tu krócej ale do mnie masz się też odzywać z szacunkiem tak bosmanie? Czy zaczynamy sobie wymyślać ksywki to zacznę do ciebie mówić skretyniały debilu. - powiedział wściekły do bosmana i położył rękę na swojej szabli. Czuł, że na słowach się to nie skończy.
  14. Gdy dokładnie się przyjrzeli to w ciemnościach mogli dostrzec dużego wilka. - To Warg z Gundabadu. Wracamy do obozu. Nie może być sam. - powiedział Dastan powoli się wycofując przodem do Warga. Musieli się dostać jak najszybciej do obozu.
  15. Napiszę krótko. Spodobało mi się więc daję 9/10. Ok. Ostatnio tak sobie pomyślałem. Uważacie, że tylko Behemoty itp mogą grać prawdziwy black metal? Nic bardziej mylnego. Utwór który zaraz usłyszysz przesiąka black metalem ale również takim jakby osamotnienia co pasuje idealnie na spacery wieczorem po lesie. Oto A Perfect Circle i ich utwór The Doomed
  16. Au. No nie fajnie. Może teraz dasz radę się orkom odwdzięczyć i to z nawiązką. - powiedział elf i poklepał mężczyznę po ramieniu. Gdy schylał się po gałęzie usłyszał jakiś szmer. - Coś jest niedaleko. I jakby nasz obserwowało. - wyszeptał w stronę Eldariona.
  17. Szczerze? Z nikąd. Mroczne elfy to nie zwykłe elfy. To połączenie elfa i człowieka. W dodatku elf musi być obciążony klątwą odrzucenia przez ród no i czystym przypadkiem powstałem ja. - wytłumaczył. - A ty dokładnie skąd jesteś? - zapytał.
  18. Jack popatrzył na statki. - Mają rozmach skurcybyki. - mruknął sam do siebie i rozejrzał się. No nie źle. W końcu opuścił ten nudny ląd i wrócił do domu, do morza, do wolności, do adrenaliny. Tęsknił za tym jak mewa za lotem. A teraz w końcu znowu płynie. Znowu jest wolny.
  19. Ja idę poszukać suchych gałęzi na opał, żeby przy czekania nie zamarznąć, Eldarion poszuka... Eldarion mi pomoże bo wodę mamy, Kate ty rozpalić ognisko i popilnujesz koni. - powiedział mężczyzna i ruszył w głąb lasu.
  20. Po jakiejś godzinie jazdy dotarli pod granicę wielkiego ładu na południu Rohanu. - Tutaj ostatnio był widziany duży oddział orków. - powiedziała do towarzyszy Kate. Dastan rozejrzał się po ziemi. Nagle się schylił i dotknął trawy. - Hmmm. Wgniecenie jest duże i głębokie. Nie zrobił to żaden znany mi gatunek orków. Ale wyczuwam w tym górskie trolle. Odczekajmy kilka godzin i wejdziemy tam o zmroku. Wtedy na pewno będą przechodzić. Pdsłuchamy ich rozmowy to może się czegoś dowiemy. - powiedział ef siadając w cieniu drzewa.
  21. Jack uśmiechnął się szeroko do Troya. - Idę na obserwatora. Przynajmniej nie będę musiał non stop słuchać bosmana. - wyszeptał ze śmiechem i ruszył się przebrać. Gdy już miał na sobie mundur, wyszedł spod pokładu i ruszył na miejsce obserwatora. W skrócie "bocianów gniazdo". Gdy już tam się znalazł, zaczął pykać swoją drewnianą fajkę. Tytoniu powinno mi starczyć. pomyślał zaciągając się dymem i spoglądając na horyzont.
  22. Dastan tylko się zaśmiał. - Chodźmy bo nasz zabije. - powiedział i ruszył przodem. Po minięciu kilku domów stanęli przed Kate która pilnowała trzech koni. Brązowego, czarnego i białego. - Biały dla ciebie Eldarion. - powiedziała. Konto był osoidłany i miał wszystkie rzeczy rycerza. Na czarnego wskoczył Dastan a na brązowego Kate. - Ruszajmy. - powiedziała i ruszyła galopem przez bramę. - Zawsze taka jest. - powiedział mężczyzna do Eldariona ruszając za nią.
  23. Jestem byłym piratem. I nigdy nie myślałem o wybiciu całej "zarazy" ale jest jedną pluskwa która mi nie daje spokoju. Moim celem jest Czarnobrody. I dopiero jak go zabiję własną szpadą... wtedy dopiero uwierzę w Boga. - powiedział patrząc kapitałowo w oczy. Właściwie w oko xD
  24. Nie. Po prostu nic do niej nie czuję oprócz przyjaźni. A ty co taki dociekliwy hmmm? - zapytał nagle Dastan.