Emily

[Gra]W obliczu rebelii

Recommended Posts

[Temat z zapisami]

Minęło 10 lat odkąd królowa Darsallia zjednoczyła pięć księstw w krainie Helarr i objęła władzę nad nowo utworzonym królestwie Arhalii. Rządziła twardą ręką i pomimo dość wysokich kar za popełniane przestępstwa i skupieniu przez nią większości przemysłu w okolicach stolicy kraju, powiększając przy tym biedę przy granicy królestwa, była wciąż uwielbiana przez lud i wychwalana w pieśniach. W pewnym momencie jednak, w małym, rolniczym miasteczku oddalonym od stolicy o wiele mil, ludzie zaczęli się buntować. Powstała tam mała organizacja, nazywana przez postronnych Rebelią lub Buntownikami, której członkowie po cichu zaczęli snuć plany obalenia władzy. Plotki o niej zaczęły być coraz głośniejsze, aż w końcu wpadły w uszy pewnego szpiega, który poniekąd, choć nikt nie wiedział czy naprawdę tak było, przekazał te informacje królowej. Ta zdawała się nie przejąć się tym zbytnio, a przynajmniej sprawiała takie wrażenie. Podobno jednak wysłała ona do Rebelii swojego agenta, który raz na jakiś czas powstrzymywał ich plany.
W taki sposób trwała ta cicha wojna, pewnego razu jednak jej ofiarą padł syn królowej, kilkuletni książę Cazar. To załamało zarówno Darsallię, jak i jej męża, króla Augusta, gdyż oboje byli do dziecka przywiązani, a młody książę miał w przyszłości zostać królem.
Dzięki szybkim działaniom królewskich służb bezpieczeństwa szybko udało się pochwycić buntownika będącego odpowiedzialnym za zabójstwo, jednak było pewne, że nie działał on sam. Królowa, osuwając się na skraj rozpaczy, wysłała swoich najbardziej zaufanych żołnierzy i szpiegów do miasteczka, w którym z samego początku wybuchła Rebelia.

 

***

 

Siły władczyni Arhalii zmierzały w stronę małego miasteczka na horyzoncie już od kilku długich dni. Nie byli bardzo zmęczeni, nawet pomimo krótkich i rzadkich postojów oraz oszczędzania zasobów. Większość z nich, szczególnie żołnierze, byli do tego przyzwyczajeni. Szpiedzy za to wyruszyli o wiele wcześniej, by przypadkiem nie wydać się, gdyby ktoś z miastowych zauważył ich maszerujących z wojskiem. Co prawda do miasteczka była jeszcze długa droga, bo i tempo marszu najszybsze nie było, ale co i rusz mijali ich przeróżni podróżnicy, rolnicy przewożące swoje towary, a także czychający przy drogach zbóje, którzy na widok armii królowej uciekali w popłochu. 

Pomimo niezatrzymywania się w miastach, które było swoistą strategią, którą obrał ich dowódca z jemu tylko znanych powodów, żołnierze zaczęli zauważać biedę mieszkańców tych terenów. Większość z nich mieszkała w stolicy całe swoje życie nie podróżując daleko, ale w szkołach i akademiach uczyli ich, że obszary oddalone od niej są bogatsze i uprzemysłowione. To także powiedzieli im przed drogą tutaj, prawdopodobnie uznając, że biedota miasteczek nie zostanie przez nich zauważona.

 

***

 

Przywódcy rebelii już dawno wiedzieli o nadchodzących wojskach. Szpiedzy przebywający w tym czasie w stolicy kraju, z których niektórzy mogli mieć jakiś związek z otruciem przyszłego następcy tronu, jak najszybciej przesłali informacje o wyruszającym konwoju. Niektóre były bardziej, niektóre mniej dokładne, ale z około dziesięciu listów udało się wyciągnąć mniej więcej pełny obraz wysyłanych sił. Jeden z informatorów podał także, że do miasteczka zmierzało też kilku szpiegów, co zaniepokoiło ich. Nie dość, że musieli przygotować się zbrojnie i dobrze się ukryć, nie mogli też ufać nikomu nowemu. Ba, nie było pewne czy mogą wierzyć ludziom z wewnątrz. Wiedzieli, że muszą jakoś sobie poradzić, bo ich misją, wielce dla nich ważną i szlachetną, było wprowadzić z powrotem pokój i równość w państwie. Dowódcy zaczęli jednak szykować się na możliwość ucieczki z miasteczka, a nawet kraju, zatajając to przed innymi członkami rebelii, bojąc się, że zostaną uznani za tchórzy. Nie wszyscy z nich zgadzali się z tym, uważając, że w istocie jest to kłamstwo i tchórzostwo, jednak nie byli w stanie w żaden sposób przekonać reszty.

Nie będąc pewnym swej decyzji, generał Olef Annuum zwołał na ogólną naradę wszystkich członków buntowników. Miało ono odbyć się dziesiątego dnia po ostatniej pełni księżyca. Wszyscy, którzy wspierali rebelię otrzymali tego dnia rano mały płatek czerwonej róży, który był umownym symbolem spotkania o południu.

Edytowano przez Emily

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Eryk, obudził się wcześnie, nim słońce w pełni wyszło zza horyzontu. Wstał, ubrał się i spożył coś lekkiego na śniadanie. Ciągle rozmyślał o zakupie broni, która miała przybyć do miasta i zostać rozdana chłopom i mieszczanom. Transakcja przebiegła pomyślnie, cena była odpowiednia, martwił się tylko czy sługusy królowej nie przerwą transportu, bo choć to nie kosztowało wiele, to jednak majątek nie należał do tych, które posiadają magnaci. No, ale nie można wiecznie rozmyślać o jednej rzeczy. Gdy już kończył, służka przyniosła mu mały pakunek. Kiwnął do niej głową i rozwinął przesyłkę. Podniósł ze zdziwieniem brwi. Obrócił mały płatek, uśmiechając się. Spojrzał na zegar i widząc, że czasu jeszcze starczy, postanowił przejść się po swoich dobrach. Zawczasu poinformował kapitana najemników, aby ten przygotował dwóch strzelców i dwóch szermierzy. Bez wsparcia ma iść? Kiedy chodził po grząskich polach z zadowoleniem patrzył na chłopów, którzy z równym spokojem duszy, uwijali się by plony były dobre. Dwóch czy trzech, prowadziło pług, ciągnięty przez woła, kilku znosiło drewno z pobliskiego małego lasku, który został wygrany w karty, chłopki natomiast doglądały krów, świń, wołów, kur. Dziatki natomiast, nosiły słomę za wozem, z którego ta złota roślina wypadała. Widząc swego zwierzchnika i opiekuna, skłonili się w pół. W odpowiedzi, ,,Dobrodziej" uczynił tak samo. Może dziwne, ale lubił spacerować po swych ziemiach, doglądając pracy, a czasem zamienić słówko z jakimś starszym. Ale czas goni. Wziął swój miecz, dwa samopały, zebrał orszak i wybrał się na miejsce zbiórki.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kate obudziła się jeszcze przed wschodem słońca. Dla niej nic nowego jak na zabójczynię.  Przetarła oczy i rozejrzała się po mieszkaniu. Jak zawsze nic nowego. Wszystkie meble zajęte przez stroje i broń. Jednak coś innego przykuło jej uwagę. 

Za oknem stał mężczyzna i jakby czekał aż kobieta się obudzi. Spojrzała przez okno a ten przekazał jej płatek róży. Ciekawe co znowu się dzieje. pomyślała i zaczęła się ubierać. Jak zawsze skórzany strój z różnymi kieszeniami i skrytkami na ostrza. Nałożyła na biodra pas ze sztyletami, do pochf z tyłu bioder wsadziła dwa duże ostrza, w buty wsadziła po sztylecie, do rękawa wsadziła jeden, większy sztylet i juz była uzbrojona po zęby, z resztą jak zwykle. Zarzuciła na siebie brązowy płaszcz i tak przygotowana wyszła z mieszkania. Czerwone włosy jak zawsze spadały grzywką na prawe oko, ukazując lewe z blizną. Gdy dotarła na umówione miejsce spotkania, udając zmęczonego wędrowca, usiadła w cieniu drzewa, nałożyła kaptur na głowę i przymknęła oczy. Ludzie dookoła niej, w ogóle jej nie nie interesowali. Nie mieli jak zapłacić? Nie mogli jej wynająć i korzystać z jej usług. Z tą myślą zapadła w sobie tylko znany świat myśli i planów układanych przez nią w głowie.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kiedy Wypruwacz dostał wiadomość o planowanym zebraniu rebeliantów nie przejął się jakoś specjalnie. Nie był nawet w miasteczku, ale w okolicach, będąc zajętym równaniem klas społecznych przy pomocy miecza i pochodni. Szczerze mówiąc, kiedy dotarł do niego tajemniczy posłaniec z płatkiem, mało brakowało, aby kazał rozerwać biedaka końmi, taki ten posłaniec był jakiś skryty i niepewny siebie. Na całe szczęście do niczego złego nie doszło, Bartek posłańca nawet przeprosił i doprowadził do traktu zanim sam z oddziałem zaczął się szykować. Królewskich żołdaków się aż tak strasznie nie bał, dlatego nie omieszkał doprawić nieco swojego przyjazdu na miejsce przeznaczenia. Wkrótce więc główną ulicą raczej spokojnej z reguły miejscowości przegalopowała na koniach lub przebiegła pieszo, zależy co kto miał, chłopska horda uzbrojona w kto co miał, zaczynając na końskich szczękach na kiju i prostych łukach a kończąc na naprawdę szykownych kordelasach czy potężnych hakownicach lub samopałach. Na czele, oczywiście też konno jechali Bartosz i chorąży. Dumna nazwa, ale jego funkcją było zajmowanie się czarną, postrzępioną płachtą z napisem "SWOBODA ALBO ŚMIERĆ" i wymownymi skrzyżowanymi kosami. Na miejsce zbiórki cała hałastra dotarła krzycząć, śpiewając, chlejąc i pogwizdując, ale bezpośrednio na samo konkretne miejsce doszedł tylko Wypruwacz z podręcznym, coś a la ochroniarzo-zaufanym.

Edytowano przez Po prostu Tomek

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Miejsce zebrania przepełnione było przeróżnymi ludźmi. Była tu prawie połowa całego miasteczka, a ludzie wciąż przychodzili. Było to pierwsze spotkanie z tak wysoką frekwencją, prawdopodobnie dlatego, że wieść o zmierzających w stronę miasteczka wojskach rozniosła się dość szybko wśród mieszkańców. Chcieli wiedzieć co powinni zrobić dalej, choć wielu z nich od razu uciekłoby, gdyby tylko dostali na to zezwolenie od dowództwa. Dlatego też część z nich zjawiła się tutaj - mieli nadzieję na otrzymanie jakże wygodnego dla nich polecenia ucieczki i ratowania własnego życia. Faktem, który wywołał ich zaniepokojenie, gdy szybko rozniósł się po ustach zebranych była nieobecność większości dowódców w miejscu spotkania. Jedynymi członkami dowództwa, których byli w stanie dostrzec w tym tłumie, zresztą łatwo, bo stali oni na małym podwyższeniu na środku, które służyło na codzień do ogłaszania wieści z miasteczka, był kapitan Olef Annuum i dwaj jego przyjaciele, będący nieco niżsi rangą od niego. 

Brak dowództwa przyniósł zebranym pewne obawy, które jednak większość z nich zignorowała, uznając zapewne, że jeszcze zdążą się oni pojawić. Minęło jednak już piętnaście minut od planowanej godziny spotkania i dało się słyszeć przeróżne szmery i szepty zdziwienia. Po chwili Olef Annuum chrząknął głośno, zwracając tym samym na siebie uwagę ludzi. Głosy ucichły, a wiele osób obróciło swe głowy w kierunku dowódcy, słusznie przypuszczając, że zgromadzenie właśnie się rozpoczęło.

- Witajcie. - odezwał się mężczyzna, na tyle głośno, by nawet stojący z tyłu byli w stanie go usłyszeć - Słyszeliście zapewne o tym, że do naszego miasteczka zmierzają siły królowej. - Przerwał na chwilę, upewniając się czy na pewno wszyscy słyszeli te wiadomości, które, przesłane przez szpiegów rebelii, przeraziły mieszkańców zarówno w sprawy buntowników wplątanych, ale także całkowicie z nimi nie związanych. Nie słysząc żadnych zaprzeczeń, kontynuował - Zebraliśmy się tu dzisiaj, niestety bez większości dowództwa, by przedyskutować nasze przyszłe działania.

- Gdzie są pozostali przywódcy rebelii? - zapytał ktoś z tyłu, jednak nie dostał odpowiedzi. Może nie został usłyszany, a może to Annuum nie chciał na to pytanie odpowiadać i zwyczajnie je zignorował, ale kwestia ta zaczęła budzić coraz większe zainteresowanie wśród zebranych tłumów, nawet jeżeli odpowiedź na nie byłaby tak prosta, jak zwyczajny zbieg okoliczności i niemożność pojawienia się w tym miejscu i czasie przez kilka osób naraz.

- Musimy zastanowić się nad naszą strategią - odezwał się kapitan zwracając się do swoich przyjaciół, a także reszty znajdujących się na miejscu osób - Może ktoś chce zacząć z propozycją? - zapytał z czystej grzeczności, gdyż sam opracowywał powoli w głowie plan i jako, że bardzo skromnym człowiekiem to on nie był, osobiście uważał, że ciężko będzie wymyślić lepszy.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kate siedziała spokojnie w cieniu drzewa i nawet lekko przysypiała gdy jakaś cholerna horda chłopów, która darła ryja jakby jakaś baba pokazała im goły tyłek odezwała ją od marzeń sennych. No cóż. Życie nie może być zawsze przychylne. Szczególnie dla poszukiwanej morderczyni prawda? Po chwili na miejsce zbiórki podszedł mężczyzna z jakimś dryblasem jako ochroniarzem. Kobieta wstała i podeszła do mężczyzny. - Wiesz o tym Bartek, że przychodząc tu z nim, bardziej się rzucasz się w oczy niż, gdybyś odpalił fajerwerki i trzymał je w zębach biegnąc przez naszą stolicę? - zapytała z ironią. Następnie zaczęła słuchać tego kapitana. To co powiedział było interesujące a zaproponować plan zawsze mogła. Podeszła do przodu i rozłożyła mała mapę miasteczka w którym się znajdowali. - Możemy się przegrupować, oczywiście jeśli jest tu nas więcej niż setka i każdy umie posługiwać się bronią, i zaatakować z zaskoczenia, jeśli nie, to zostało ukryć się w lesie i przez pewien czas bawić się w pratyzantkę. - powiedziała i spojrzała na kapitana z wyczekiwaniem. 

Edytowano przez Lucjan
Słabo wyglądało

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Z niepokojem, słuchał szeptów które pełne były strachu. To tacy buntownicy? Jak przychodzi co do czego, to uciekać? O nie. Z wielką ochotą chciał ich opieprzyć, ale trzeba poczekać. Pokazał się wreszcie kapitan. Wysłuchał go kręcąc głową. Padła opcja złożenia propozycji. Wraz z czterema kompanami, przeciskał się na przód, w czasie gdy najemniczka proponowała coś swojego. Przewrócił oczyma.

- Ja, przyjacielu Olefie, mam coś do powiedzenia - głośno powiedział, stając na przedzie zbiorowiska.

- Przede wszystkim, czy ktoś martwił się o zwiad? Bo chyba od tego trzeba zacząć. Po drugie, winniśmy postawić wokół miasta i podległych wiosek. No, nie licząc mego domostwa, które dawno jest gotowe na przybycie gości. Dalej - złapał prawicą za miecz - Jeśli nasza milicja broni nie posiada, to niedługo od mego znajomego przybędzie karawana z ostrzami i samopałami. Ludzi nam nie braknie, a moi najemnicy są na każde skinienie. Po za tym - spojrzał na bandę łupieżców - Kwestia siły samej w sobie, jest już załatwiona.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kate spojrzała na mężczyznę z pogardą i prychnęła. Pierwszy i ostatni raz to powiem. Ale tylko dla tego, żeby dać porządny argument. pomyślała. - A pomyślałeś choć trochę o ludności cywilnej? Co? Może dzieci i kobiety mają chwycić za broń? Nie. Najpierw zająć się ludnością cywilną a potem walką z debilami z stolicy. - powiedziała spokojnym głosem choć od środka ją rozrywało. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Jako że wieści, plotki i strachy rozchodziły się raczej szybko, to rozśpiewani wcześniej chłopi też zrobili się jakby spokojniejsi po prostu rozmawiając ze zgromadzonymi ludźmi. Bartek i jego kamrat też nie kwapili się jakoś do robienia więcej hałasu, zapoznawszy się z wieściami i pogłoskami. Ucieczka. Też coś! Chłop nie wyobrażał sobie nawet takiego rozwiązania. Nie tylko dlatego, że jego jak złapią to i tak co najmniej powieszą, ale też dlatego, że co to za rebelia, która podkula ogon w godzinie próby? Tę ostatnią myśl wyraził nawet na głos pośród ludu, zanim zwrócił się do morderczyni.

- U mnie co w sercu, to i na dłoni, paniusiu - odburknął. - Nie to co u niektórych. Ale plan masz bardzo dobry. Brzmi naprawdę w porządku. Jestem za wojną podjazdową i chyba nawet wiem jak zacząć to ogarniać... - uśmiechnął się złowieszczo. - Ale fakt. Nikt nie zechce walczyć wiedząc, że jego rodzina może i tak zginąć. Potrzebujemy zapewnić ochronę tym którzy nie mogą walczyć. Ale ja, żeby wydatnie pomóc, potrzebuję ochotników.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Zerknął na zabójczynię. Jego świta już szykowała broń, ale zatrzymał ich.

- I mówi to ktoś kto martwi się jeno o swą kiesę? - uśmiechnął się - A gdzie mają uciec? Kiedy siepacze królowej okrążą miasto? A nawet jeśli zawczasu uciekną, to i tak ich znajdą i skażą na więzienie. Po za tym, skoro ty umiesz posługiwać się bronią, to może co po niektóre też umieją. Ale jeśli już mamy ich ukryć, znaczy niewiasty i dziatki, bo mężczyzn potrzebujemy wszystkich, to jest pewna grota, była po rozbójnikach. Tam mogą przeczekać batalię.

Spojrzał jeszcze na odróżniającego się chłopa - To nie ty ochotników potrzebujesz a ja. Każda dusza wolna jest na wagę złota. W mi podległych gospodarstwach, znajdziesz chętnych do pomocy. Pod warunkiem, że żadnego domostwa nie spalisz.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Gdy Bartek wypowiedział swoje zdanie, nawet posłała w jego stronę miły uśmiech. Ale gdy odezwał się ten pseudo szlachcic dostała jakby kamieniem w głowę. - Słuchaj no pseudo księżniczko. W jaskini prędzej zostaną złapani i wyrżnięci w pień. Widzę, że u ciebie z myśleniem ciężko

 A po drugie. Od czego jest las? Tam każdy znajdzie schronienie. Wystarczy się rozproszyć. A gdy już żołnierze wejdą głębiej, przegrupować się w prędzej umówionym miejscu, rozbić ich szyki i zabić bez litości. A ja się piszę na ochotniczkę. Oczywiście pod warunkiem, że moje zdanie też się będzie liczyło. - powiedziała. W jej głosie znowu było można wyczuć te złudzenie i klasyczną oschłość. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Nie wiem za kogo mnie panoczku macie - tutaj Wypruwacz sparodiował głęboki ukłon, nie żeby wkurwić gościa bo go cośtam znał, ale tak o - Ale swoim krzywdy wyrządzać nie zwykłem, bo zły to ptak co własne gniazdo kala. Nie bracia?

 

To ostanie zawołał, a najbliższi mu chłopi odkrzyknęli ochoczo. Bartosz odwrócił się od szlachcica i potoczył wzrokiem po tłumie. Nie spodziewał się znaleźć zbyt wielu zwolenników wśród mieszczan, zdecydowanie chętniej stawiając na biednych, źle traktowanych chłopów. Jednak nie przeszkodziło mu to jakoś specjalnie. Nabrał odechu, jakby chciał przemawiać, ale tego nie zrobił. Zamiast tego zwrócił się do szlachcica.

- To ukryj ich tam, albo w lesie jak radzi tamta pani. Jeżeli las jest odpowiednio gęsty a oni wezmą zapasy, mogą tam przetrwać bardzo długo. Inaczej rozbójnicy nie byliby plagą, czyż nie? Wracając, ochotników potrzebujemy oboje, każdy po co innego. To może tak. Ja wezmę ile mogę by szarpać królewskich, a ty z resztą ustawisz jakąś porządną obronę? Z nas dwóch ty jakby nie patrzeć wiesz więcej o strategiach i takich rzeczach.

 

Z premedytacją mówił do szlachcica per ty. Nie miał nic do Orłowskiego jako osoby, bo jakby nie patrzeć każde dobre ziarno w tym zepsutym korcu szlachty było niezwykle cenne. Jednak szczerze, choć skrycie nienawidził faktu, że wiedział mniej.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Obrażać szlachtę? Spokojnie. Przecież wiadomo że to jedynie teatrzyk.

- Można ciebie tak łatwo rozpracować. Chcesz wyglądać na opiekuńczą, ale i tak chodzi ci o zapłatę. Bo dla samej idei raczej ciężko, prawda? Mógłbym się przechwalać, ale ojciec nakazał mi skromność. Po za tym, czy ty sprawdzałaś, czy jakaś droga prowadzi do lasu? Bo kilka razy sprawdzałem i może jeden jest, ale dość lichy. Po za tym, żołnierze chodzą w szyku, ze strzelcami w środku formacji. Jeśli nawet się na nich rzucicie, to was powystrzelają. Ale, co ja tam wiem?

- A co do ciebie, panie bracie - spojrzał na Bartka - Ty i twoi chłopi, mogą ich poturbować. Jeżeli ktoś z moich będzie chciał się dołączyć, to proszę. Mają wolną wolę - spokojnie powiedział. Do przywódcy bandy, nic nie miał. No może tylko że ponoć jego chłopcy poturbowali znajomego szlachcica, ale i tak był mu dłużny - Po za tym, jeśli chcecie, to i zaopatrzyć was mogę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kilka centymetrów od twarzy szlachcica przeleciał sztylet i wbił się w drzewo. - Z ciebie taki szlachcic i skromniś jak z koziej dupy trąba. - stwierdziła Kate z niemałym uśmiechem. - Jeśli wszyscy pójdziemy do lasu i opracujemy plan natarcia to damy radę ich przynajmniej zmusić do odwrotu. Jedno wiem. To chłopi mają tutaj więcej rozumu i siły woli niż szlachta która w większości poleciała do królowej aby całować jej stopy i skakać jak pieski na jej zawołanie. Wszyscy jesteście tacy sami. Jesteście po prostu sprzedajni. - poinformowała szlachcica o tym co o nim myśli Kate i westchnęła.  Nawet w westchnięciu można było wyczuć pogardę. 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Przed nami zostało na oko jeszcze kilka godzin drogi. Nasze wierzchowce nie były przemęczone, tak samo jak wszyscy żołnierze. Nasze wojsko było w dobrej kondycji fizycznej, jak i psychicznej. Pomimo tego, że znałem swoje i moich pobratymców umiejętności to i tak aktualna misja była moim pierwszym poważniejszym sprawdzianem. Otuchy dodawały mi pewne siebie twarze wojskowych, jakby wiedzieli, że walka jest już wygrana po ich stronie. W sumie co tu się dziwić. Królowa Arhalii miała pod swoją władzą wyszkolone jednostki bojowe i mało kto mógłby się sprzeciwić takiej sile. Ale wciąż po głowie chodziła mi myśl porażki. 

 

Oderwałem się od tego i spojrzałem na krajobraz pól i rolników pracujących w pocie czoła. Część z nich momentalnie oderwała wzrok od nas, a część mierzyła dokładnie nas, po czym zrezygnowani wracali do swojej roboty. Widać, że "prawdziwe" informacje mówione nam w szkołach były dalekie od prawdy. Cóż, nie zawsze jest kolorowo.

 

W dalszym ciągu kierowaliśmy się w stronę miasteczka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Świetnie - Bartosz kiwnął głową, po czym nieco nastroszył brodę. - Kto chce iść ze mną i bronić domów, zapraszam. Kiedy przyjdzie broń chwytajcie dużo, to na czym się znacie najlepiej. Weźcie też ile samopałów można. Ale może to dopiero wtedy, kiedy pan generał powie co on ma pod kopułą. Żołnierze królewscy mają na sobie sporo uzbrojenia i dobra. Jeśli uda nam się zwyciężyć, co weźmiecie to wasze. Kiedy pognamy ich z powrotem, to dopiero się zacznie.

 

Tutaj proszę wstawić wymowne spojrzenie.

 

- Ale żeby się zaczęło to może powinniśmy z łaski swojej przestać się kłócić do kurwy nędzy?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Wszystko i wszyscy są tu do dyspozycji, przynajmniej mam taką nadzieję. - odezwał się głośno kapitan, spoglądając na tłum oceniająco i starając się przerwać dyskusję, której co prawda nie słuchał od paru wymian zdań, niezainteresowany bardzo opiniami podległych mu ludzi. Nie podobała mu się panująca atmosfera, w powietrzu wisiał spór. - Oczywiście potrzebna jest tu współpraca i zgranie. Potrzebujemy ludzi, którzy są w stanie zapanować nad innymi i poprowadzić ich do zwycięstwa. Jak już zostało wspomniane, ucieczka nie wchodzi w grę. - Po tłumie rozszedł się szmer rozczarowania. Parę osób odeszło z miejsca zebrania, najwyraźniej licząc na inną odpowiedź i nie wierząc w fakt, że mogą coś sami zrobić. Parę osób chciało zabrać głos, ktoś nawet zaczął przepychać się w stronę dowódcy, ale kapitan znów zaczął mówić, ignorując kolejne pytanie o zaangażowanie innych dowódców.

- Według informacji przesłanych nam przez szpiegów, armia wysłana przez królową złożona jest z około dwóch tysięcy specjalnie wyszkolonych żołnierzy, a także szpiegów. Uważam, że szczegółowe plany powinniśmy zostawić na później i wybrać spośród siebie tych najbardziej zaufanych, w tym oczywiście mnie, a następnie przedyskutować to w zamkniętym gronie. - powiedział, próbując odwrócić uwagę ludzi od rozwijającej się zażartej dyskusji. Parę osób prychnęło. Nie uważali go za zbyt wartego zaufania, szczególnie w momencie, gdy zdawał się celowo wspominać o braku dowództwa, nie tłumacząc jednak ich nieobecności. Jego próby także nie dały efektu, zmierzająca w stronę kłótni konwersacja zdawała się być o wiele bardziej interesująca. 

Ktoś w tłumie krzyknął coś o istnieniu możliwości ucieczki i tym razem Olef musiał sam zacząć dyskutować z paroma spośród zebranych, co skutecznie odwróciło jego uwagę od rzucających się sztyletami ludzi. Jedyną osobą, która zdawała się go popierać była tajemnicza, niebieskowłosa dziewczyna, nieznana nikomu z miasteczka.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Kate westchnęła i przetarła oczy. Jej wzrok przykuła niebieskowłosa dziewczyna ale po chwili już co innego zwróciło jej uwagę. Wskoczyła na podwyższenie i spojrzała na lud. Prędzej bardzo wracała na siebie uwagę więc i tym razem gwary choć trochę przycichły. - Proszę was o chwilę uwagi! Zróbmy to w ten sposób. Kto jest za tym aby cześć zbrojnych doprowadziła kobiety i dzieci do lasu aby się ukryli a reszta chłopów została by walczyć z plugawiącymi tą ziemię zbrojnym niech stanie po mojej prawej. A kto chce uciec z podkulonym ogonem i pokazać, że nie posiada nawet honoru niech stanie po lewej stronie. - powiedziała dość głośno ale nie do stopnia krzyku. - Byle szybko. Te dworskie gnidy mogą się tu pojawić w każdym momencie. - stwierdziła i przyjrzała się teraz niebieskowłosej dziewczynie.

 

[nie biegnijcie zbyt szybko z postami bo odpiszę dopiero jutro. Nara wszystkim]

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Ojcze. Przewrócisz się w grobie, ale honor muszę ratować.

Najemnicy chwycili za miecze i rusznice.

- Co, obrażasz się że ujawniłem twoje prawdziwe cele? - uśmiechnął się - Wszyscy? A co jeśli wtedy napadną na miasto od innej strony? Potrzebujemy tego rozpoznania. A co do wszyscy... - zbliżył się do niej - Czy jestem taki jak inni, skoro chłopów traktuję jak się powinno, znaczy nie jak niewolników, a uczciwych pracowników? Czy jestem jak reszta, skoro rezygnując z przychodów, ograniczam im pańszczyznę, a kobiety i dzieci robią tylko z własnej woli? Czy tak jak oni, płacę składki na armię która ma nas zniszczyć? Czy posłusznie padam przed nią, zabijając zepsute królewięta? A kto przeznacza na broń i wyposażenie? Bo ty jedynie z niego korzystasz. Jak truteń, żerujący na pracy pszczół.

Spojrzał na zbiorowisko. No nie to było jego celem. Kiwnął głową do strzelców i razem z nimi strzelił w niebo. A żeby to wszystko uciszyć.

- Ludzie. Sprawa jest jasna. Strategia strategią, ale przede wszystkim do sukcesu potrzebujemy waszych chęci i serc - wszedł na podest - Nie możemy zmarnować tej szansy. Zniszczenie idącej do nas eskapady, pokażę królowej że jesteśmy dla niej zagrożeniem, a inne miasta i wioski wspomogą nas, wiedząc że jest szansa na zwycięstwo - podniósł głos - Co jeśli uciekniecie? Będą wasz szukać a na koniec zabiją. A jeśli zostaniecie i ramię w ramię staniemy na przeciw tyrani, czeka nas upragniona wolność. A tak, co jest lepsze? Śmierć, czy niewola? Do tych co nie są tu dla idei - spojrzał na najemnicę - Gdy padnie ich armia, hrabiowie stracą ochronę. A gdy wyniesiemy ich nas kosach i włóczniach, to komuż przypadnie złoto w opiekę? Wam, którzy wolą martwić się o kiesę. Straciłem przez władzę wiele. Ale smutkowi i strachowi śmieję się w twarz. Musimy powstać i wykorzystać naszą szansę. No, to kto jest za jakimkolwiek rozprawieniem się ze zbrojnym królowej? - wzniósł miecz w górę.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

//Give me time, wysyłacie pięć wiadomości na minutę, a ja tu próbuję posty pisać. Po za tym gdzieś w połowie pisania posta stwierdziłam, że jakoś to głupio brzmi i zaczęłam od nowa

 

- Cóż, uciekniecie to zginiecie tak czy siak. Jesteście rebelią, macie przewalone od samego początku. - powiedziała niebieskowłosa dziewczyna cicho się śmiejąc. Gdy zauważyła, że ludzie skierowali na nią swój wzrok, błyskawicznie znikła w tłumie. 

Olef pokiwał głową.

- Dobrze, jednak wciąż uważam, że powinniśmy zając się sprawą szpiegów. Nie wiadomo komu możemy ufać. Wojska zmierzają w naszą stronę, mogą być tu w przeciągu kilku dni. Zaatakują tak czy siak, ale w przypadku porażki nie powinni się dowiedzieć kim jesteśmy. - powiedział rozglądając się po tłumie. Nie miał zamiaru odbierać ludziom nadziei na to, że mogą wygrać, ale wolał rozważyć wszystkie możliwości. Nie mógł też pogodzić się z myślą, że mogliby przeprowadzić to bez niego. Od dziecka chciał wiedzieć o wszystkim i brać we wszystkim udział. Lubił być w centrum uwagi. Między innymi dzięki temu został doceniony w rebelii i zaczął coś znaczyć. Nie chciał tego teraz zmarnować.

- Jesteśmy tutaj. Jeśli szpieg jest wśród nas, i tak może podać informacje o nas. Nie ma różnicy czy teraz czy później. - odezwała się któraś z osób w tłumie i Annuum po cichu przyznał mu rację. Nie mają nic do stracenia. Westchnął cicho.

Tłum ludzi przybliżył się powoli do trzech osób, wcześniej kłócących się, teraz zaś namawiających ich do walki. Wielu z nich wierzyło w rebelię już od samego początku, część pomogła w jej największym osiągnięciu, jakim był zamach na księcia Cazara. Byli skłonni i gotowi do walki. Jedynie mała grupka pozostała gdzieś w oddali, szepcząc coś między sobą, jednak nikt nie zwrócił na nich uwagi.

 

***

 

Siły zmierzające do miasteczka zatrzymały się na niedługim postoju. Żołnierze siedzieli w grupach, jedząc prowiant i rozmawiając po cichu. Gdzieś na obrzeżach stał samotnie młody mężczyzna, powoli konsumując przydzielony mu kawałek chleba z jakimś rodzajem mięsa. Nie było to może nic nadzwyczajnego, jednak jako pojedynczy posiłek sprawdzało się nawet w porządku. Od wielu lat jadali w ten sposób, przyzwyczaili się do tego. Jak przez mgłę pamiętał posiłki, które przygotowywała mu matka, gdy jeszcze był dzieckiem. Wiele przepysznych i jakże sycących potraw, których nazwy już dawno pozapominał. Ale potem trafił do akademii, która szkoliła chłopców na najlepszych wojowników i każdy posiłek stał się taki sam. Cicho uśmiechnął się przypominając sobie swój rodzinny dom, a następnie wrócił do obozu. Podszedł do żołnierza o niebieskich oczach i kręconych blond włosach i usiadł koło niego.

- Hej, Malvagio. Nie uważasz, że coś jest nie tak z tymi rolnikami?

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Uśmiechnął się, widząc jak ludzie do niego podchodzą. A więc płomyk buntu nie zgasł. Trzeba było go tylko podsycić. Miał już coś powiedzieć, kiedy podbiegł do niego jeden z najemnych jeźdźców. Szepnął mu coś na ucho. Kiwnął głową i kazał poczekać.

- Skoro żeście do walki gotowi, zostaje tylko mnie przedyskutować strategię z resztą sztabiku. Wy w ten czas, idźcie się przygotowywać. Zbrójcie się w kosy, widły, topory, co macie. A jak komuś brak, zbrojownia mej posiadłości stoi otworem. 

Zwrócił się jeszcze do sługi - Powiedz Bartkowi, że może już swoich dozbroić. Kupiec jest niezwykle szybki - odprawił go, a sam podszedł do Olefa.

- To jak, kapitanie? Idziemy omawiać szczegóły - on i ochrona byli gotowi do pójścia.

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

- Nie tylko z nimi może być coś nie tak - odpowiedział, po czym dodał - każdy kupiec, podróżnik, czy kij wie kto nas jeszcze mijał może okazać się naszym wrogiem. Musimy być czujni, szpiedzy mogą czaić się wszędzie - mówiąc to, skierowałem dość sugestywnym wzrokiem na swojego towarzysza. 

 

Po tych słowach podszedłem do swojego wierzchowca stojącego tuż obok, co nazwałem go Sombrero. Wyjąłem ze swojej kieszeni cukier w kostce i dałem mu w nagrodę za tę całą przebytą drogę, na co koń zareagował pozytywnie. Odwróciłem się i zadałem pytanie.

- Co myślisz o tej całej odprawie? Sądzisz, że obejdzie się bez większych strat w wojsku? - wypowiedziałem to poważnym tonem, czekając na jego odpowiedź.

 

Udostępnij ten post


Link to postu
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się