Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Emily

[Gra]W obliczu rebelii

Recommended Posts

Och to wszystko jest bardzo proste - Bartek raźno popatrzył na chłopa, nie dając się wystraszyć ilością pytań. Wręcz przeciwnie, brodaty chłopina spodziewa się różnorakich pytań, wszak rozchodzi się to o ludzkie rodziny, o domy. No niestety wiadomości miał zarówno dobre i złe jeśli o to ostatnie chodzi. - Po pierwsze, wszyscy jesteśmy tutaj sami swoi. Każdy z moich ludzi na poczekaniu ci potwierdzi, że źle nie ma. Widzisz, walczymy o to, by nie było pańszczyzny, by nie siedzieli nad nami szlachcice i króle na pierdolonych pozłacanych krzesłach, za darmo zabierający nam co roku określoną część plonów. Owoców ciężkiej, wielogodzinnej pracy. Zresztą co ja ci mam opowiadać jak to wygląda, sam bracie wiesz najlepiej. Członkowie mojego oddziału mają pełnoprawny udział we wszelkich łupach i... rekompensatach jakie możemy uzyskać od poukrywanych w dworach paniczyków. Jednak żeby się to chociaż mogło na dobre rozkręcić potrzebujemy zająć się tym razem. W kupie, bo w kupie siła. To chłopi orzą, sieją, żną. To my władamy jedzeniem, to my naprawiamy drogi i tak dalej. Mamy ich właściwie w garści, tylko całe wsie muszą się ruszyć. Bo jak się nie ruszą,  bo jak będą tak tchórzyć i bać się że przegrają, jeśli będą stać w bezładzie i po prostu czekać biernie na cud boży, to wtedy panowie na pewno wrócą. I na pewno wszystkich przycisną.

 

- Jeżeli do nas dołączycie, wasze rodziny będą mogły się bezpiecznie ukryć, i będziecie mieli jak ich bronić. Powiem więcej, będzie*my* mieli jak ich bronić. To nasz wspólny interes, kobiety i dzieci. W miasteczku jest schronienie oraz oręż, a i więcej broni uda nam się zebrać na przykład atakując mniejsze wraże oddziały. Tutaj też macie przewagę, bo wszak jesteście u siebie, prawda? Znacie teren, mielibyście więcej broni, naszą pomoc w walce... - brodaty chłop kontynuował swoją przemowę, nieco łagodząc ton, bowiem ta poprzednia część brzmiała trochę ciężko. - W miasteczku czekają też żołnierze, sprzymierzeni, bowiem wybuchła ogólna rebelia. Przeciwko królowej. Wiecie o tym?
Bartosz jest na tyle rozważny, że nie wspomina ani o liczbie żołnierzy, ani o żadnych ważnych nazwiskach, ani niczym takim. Tak na wszelki wypadek, bo po słowach 'to może ich przywitamy' nie ufa rozmówcy aż tak znowu bardzo.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Na rolnikach, przenowa zrobiła duże wrażenie. Do tego stopnia, że wcześniej ukryci, zaczęli wychodzić ze swoich domostw. Kiedy Bartosz skończył, starszy wraz ze swymi synami, udali się na stronę, aby przedyskutować sprawę. Kiedy skończyli, podszedł on do Bartka bezpośrednio.

- Słusznie prawicie, przyjacielu. Zaprawdę, jesteśmy podstawą tego kraju. My żywimy Królową, oraz jej wojska. Przystaniemy do was. Do tej całej rebelii w mieście. Mów tylko co mamy robić

Share this post


Link to post
Share on other sites

- No i zajebiście - uśmiechnął się Bartosz, zarówno w duchu jak i otwarcie. Przywołał ochroniarza nieco bliżej do siebie i sam podszedł do reszty gromadki. Poklepał nowego potencjalnego rekruta po ramieniu, jednak jego twarz nieco spoważniała. - Mężczyźni powinni się uzbroić w co kto może. Będziemy tutaj na was czekać, żeby nikt niespodziewanie was nie napadł. Jeśli mogę prosić, poślij dodatkowych zwiadowców i przewodników, by wybadać teren, oraz posłańców do okolicznych wiosek z wieściami o buncie. Pierwsze nasze zadanie jest trudne. Musimy zadbać, by ani ziarnko z naszych korców, ani ogórek, ani jedno pęto kiełbasy, nie wpadło w ręce wroga. Weźcie ile tylko możecie by nie obciążać za bardzo kobiet, dzieci i starców. Wasze dobra i rodziny pojadą do miasteczka. Niestety głód jest naszą najskuteczniejszą bronią, więc jeśli mimo podziału jakieś zapasy zostaną... trzeba będzie je zniszczyć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- To widocznie mamy podobny cel - stwierdził poprawiając płaszcz - Również szukam tego, czy tę mendę. Zacząłem faktycznie słabo, nie godnie się zachowałem. Wybacz - skłonił się wpół - Połączmy nasze starania, tonmoże zdołamy rozprawić się z przeciwnikiem.

 

******

Starszy pokiwał głową - Zrobimy jak każecie. Mati! Zabierz naszych myśliwych i pójdźcie na trakt, co by wypatrywać panocków - średni z synów skrzyknął kilku inych i ruszyli do celu. W ten czas, najstarszy jak i największy z rodzeństwa zabrał się do zwoływania chłopów by stworzyć bojówkę.

- Pozwolicie przyjacielu że dopilnuje aby wszystkie zapasy zebrać - starszy wziął najmłodszego z dziatków. Cała wioska zaczęła wrzeć do poleceń, kroków i tym podobnych. A pośród tego wszystkiego, sędziwy staruszek, zaczepił cię - Wybaczcie...ale czy Orłowski popiera całe to powstanie?

Share this post


Link to post
Share on other sites

Katarina ściągnęła kaptur żeby mężczyzna mógł w końcu ją zobaczyć. A przynajmniej jej płaszcz. - Zacząłeś wręcz głupio. No ale co tam. Może szybciej go znajdziemy. Miejmy nadzieję. - stwierdziła podrzucając grzywkę zakrywającą oko. Jedna rzecz nie dawała jej spokoju. A jeśli to ten szlachcic wysłał ją żeby znalazła tego szpiega a potem zwerbował tego tu by znalazł ją i zabił? Nie. To nie możliwe... A może? Spojrzała przelotnym wzrokiem na faceta i wróciła do swoich rozmyślań.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A popiera - otwarcie oświadczył staruszkowi Bartek. Nie musi w sumie nawet kłamać, Orłowski jest jednym z wodzów tego wspaniałego bajzlu. - Powiem więcej, jesteśmy sprzymierzeńcami. Może jak dojdziecie, dziadku drogi, do miasteczka to go tam spotkacie.

Mimo takiego zapewnienia, chłop na poważnie brał możliwość, że dziadek może Orłowskiego nigdy nie ujrzeć. Ale nie widział specjalnej potrzeby, aby postępować aż tak drastycznie. Na razie zadowolony z przebiegu sytuacji postanowił rozbić przy wsi niewielki obóz ze swoimi ludźmi, by pomóc w pakowaniu zapasów, wypocząć, i zaczekać na więcej wieści. Powinien mieć jeszcze parę dni na rozkręcenie tej wiejskiej siły zbrojnej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widząc zastanowienie na twarzy Kateriny, zmrużył oczy. Nie miłe doświadczego które go spotkałno, sprawiło widocznie że znacznie bardziej będzie uważał jak stawia kroki i co mówi - Więc...chyba najlepiej będzie rozpocząć od miejscowej tawerny. Nawet jak nie ma tam naszego delikwenta, to przynajmniej można się czegoś napić, ale za kilka sztuk złota zyskać ciekawe informacje. Zgodzisz się ze mną, prawda? 

 

*********

- Mówicie - wymamrotał i poszedł własną drogą. Praca w wiosce wrzała. Z resztą...znacznie łatwiej jest pracować razem ludziom z wiejskich miejscowości, w mieścinach, gdzie kupiec ciężej współpracować będzie ze zwykłymi mieszczanami czy czeladzią. Także akurat o to nie trzeba było się martwić. Problem, był z kolei dużo innej natury. Otóż to byli jednak chłopi, i to jednak ci którzy czuli bat od bardzo srogiego szlachcica, jak mówili Bartoszowi niektórzy. Największe pytanie, które zadawali sobie najstarsi, to nie chodziło czy padną z głodu albo zginą w walce z wrogiem. Zastanawiali się, czy taki watażka da radę wyszkolić tą bandę. 

 

 

Natomiast już znacznie inaczej było w zagrodach Orłowskiego. Jego rodzina nie należała do zamożnych i nie mogli sobie pozwalać na zbyt wielu najemników. Rzecz jasna szczęśliwa gra w karty, oraz zrabowania kilku konwojów, przyniosły sporo pieniędzy, ale były dobrodziej wpadł na pomysł aby swoich pracowników, choć trochę nauczyć tego jak winno się walczyć. Także Eryk, nie licząc że miał środki, to i pracę miał ułatwioną przy tworzeniu swej milicji. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Katarina spojrzała na niego uważnie. - Właśnie w tawernie miałam złapać tego typa. Ale możemy iść. - stwierdziła od niechcenia.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bartosz jednoznacznie oznajmił, że zrobi wszystko co w jego mocy by podszkolić okolicznych chłopów w wojaczce. Jego oddział był już co nieco wprawiony, choć nie do przesady, zatem nawet oddelegował paru ludzi w celu szkoleń. Uważał jednak także, i nie krył się z tym specjalnie, że jednak najlepszym szkoleniem jest walka. Są odważni, a to już dużo dawało. Brodaty łupieżca tym samym wyznaczył też cel zarówno dla siebie jak i dla ochotników w najbliższej przyszłości. Dwór tego podobno srogiego szlachcica. Tam chłopi powinni móc otrzaskać się z walką, po tym jak uda się ich nieco na sucho podszkolić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nieznajomy dygnął lekko - Także nie ma na co czekać. Wygląda na to że jesteś, ma pani, lepsza w walce niż gadaniu. Także ja pogadam z karczmarzem, a obserwację gości zostawię tobie - uśmiechnął się i schował dłonie za plecami, po czym zaczął powoli iść w stronę rzeczonego przybytku - Nie jesteś tu raczej miejscowa, prawda? 

 

************

Sprawa z rzeczonym szlachetką, średnim i to do tego bardzo wysokiego szczebla, była dość skomplikowana. Rzeczony właśnie odbywał pewnego rodzaju...działań zazcepnych odnośnie tępienia miejscowych bandytów. Znaczy zebrał błękitnokrwisty kilku najemnych i napadł ponoć na kryjówkę rozbójników. Do tego, kilkunastu chłopów, wraz z najmłodszym synem starszego, wyrażała się bardzo negatywnie, do tego stopnia że chwila wtrącali na jego temat. ,,z kurwy syn"

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Kultura nakazuje się przedstawić. Odpowiadając na pytanie to jestem zewsząd. A nazywam się Katarina. - poinformowała mężczyznę i lekko dygła. - Teraz twoja kolej. - stwierdziła spokojnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

No jak widać nie ma lekko. Bartek potraktował wiadomość o poczynaniach i potencjalnych siłach nieznanego błękitnokrwistego kutasiarza jako dobry przykład, by wyłuszczyć chłopstu łopatologicznie zalety, jakie dawała współpraca jako masowa siła rebelii. Albo na chwilę obecną ogólnie współpraca. Wypruwacz postanowił podejść do tego na spokojnie. Miał ludzi, miał ochotników, miał nieco broni. Liczby na razie zdają się stać po jego stronie, jednak watażka nie daje się zwieść pozorom, dlatego dodatkowo posyła trochę chłopów, i ukrytych i na przykład udających żebraków czy coś, żeby zorientowali się w sytuacji okolic dworu. Uprzejmą prośbą Bartosza jest by w miarę możliwości się streszczać.

- Otwarcie przyznaję się - powiedział podczas jednego ze spotkań mających ogarnąć to wszystko - że aż mnie świerzbi, by temu facetowi przypieprzyć. Chciałbym, byśmy zaatakowali może w nocy z jutra na pojutrze. Okrutnie zalazł wam za skórę. gad parszywy, no to w nagrodę niedługo to my jemu skórę zdejmiemy...

Edited by Po prostu Tomek

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie obraź się, ale wolę zachować swoją anonimowość. Przynajmniej na razie. Wiesz, dopóki nie znajdziemy tego szpiega. Inaczej mógłbym skończyć jeszcze gorzej niż z tą trucizną. A mogę wiedzieć kiego postanowiłaś wspomóc tego Verna w likwidacja wrogów jego rebeli? Rzecz jasna należy się szacunek jeżeli robisz to tylko z dobroci serca, ale jakieś inne korzyści musisz z tego mieć. 

 

*************

Udawani żebracy, wysłani przez Bartosza, rzecz jasna średnio ktoś wrzucał coś do ich metalowych kubków, ale nie o to chodziło. Dwóch strażników z halabardami, a ni myśleli wpuścić obdartusów do posiadłości swojego pana. Bo przecież potrąciłby z pensji i to dość mocno. Ale z tego co udało się ustalić, dom szlachcica, był bardzo zadbany, średniej wielkości z dość ładnym ogrodem bogatym w kwiaty. No, i rzecz jasna niedaleko budynku znajdował się spichlerz gdzie przechowywano plony które chłopi mieli oddawać w akcie czegoś w rodzaju haraczu. Nie było jednak wieści o większych odziałach najemnych.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Po otrzymaniu wieści od swoich nazwijmy to szpiegów, Bartek zaczął być trochę podejrzliwy. Trochę małe te siły, ale zważywszy na to że wieści o rebelii tutaj nie dotarły a szlachta nigdy nie brała chłopstwa na poważnie, miało to pewien sens. Jednak mimo tego, mężczyzna postanowił nie dać się zwieść pozorom i na wszelki wypadek zachować ostrożność. Plan ataku jaki zrodził się w głowie Wypruwacza nie był bardzo skomplikowany - zaatakować z dwóch stron, zająć spichlerz jako budynek o większym  znaczeniu, bo może akurat są tam jakieś zapasy. Drugi krok takiego planu niestety mógł być trochę trudniejszy, czyli utrzymać spichlerz i zdobyć dwór. Bartosz jakoś tak trochę czuł, że po pierwsze wszyscy powinni się w miarę szybko uwinąć, a po drugie, w miarę możliwości, nie dopuścić by jakaś wiadomość o ataku wyszła poza dwór. Wszyscy mają być dawno martwi a dobra dawno zabrane, kiedy ktokolwiek pojawi się sprawdzić. To byłby rezultat jakiego brodacz oczekiwał i na jaki liczył, jednak masa rzeczy mogła pójść nie tak.

 

Wypruwacz przedłożył plan swoim. Nowym ochotnikom nadał tymczasowych dowódców spośród swoich ludzi, by pilnowali porządku i nadzorowali trening praktyczny. Czyli walkę. Ostatecznie zdecydował się wziąć trzydziestopięcioosobową grupę, dwunastu swoich i resztę ochotników. Wszyscy mieli rozstawić się w ukryciu, niedaleko głównego wejścia do posiadłości i niedaleko spichlerza w dwóch grupach. Na miejsce będą się przekradać polami i lasami w mniejszych skupiskach w zasięgu słuchu, by ułatwić skrytość. Grupa przy wejściu zacznie atak na sygnał, a grupa przy spichrzu tak z dwie minuty po sygnale. Sygnał wyda oczywiście Bartek, który oczywiście chce pojechać tam osobiście, aby wpierw zapoznać się z terenem i rozstawić ludzi, po zapadnięciu zmroku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Wszystko w planie Bartosza wydawało sie być zrobionym naprawdę porządnie i cała akcja, nieźle przemyślana spodobała się chłopom i ochotnikom. Zaczęli się już przygotowywać do wyprawy. Zarówno chłopi jak i jego łupieżcy. Starszy zaczął mieć faktyczną nadzieje na to, że los się odmieni i to oni będą na szczycie a nie jacyś szlachcice. Ale nie ma tego dobrego. 

W chiwli planowania, do obozu wbiegł jeden z syna przywódcy - Bartosz...w naszą stronę...zmierza pan ziemski na czele swoich parobków, oraz kilkudziesiesięciu najemnych jeźdźców. A ci zbrojni są w kirysy, akrebuzy i hełmy. Dragonów ściągnął, powiadam ci, mamy naprawdę przesrane. Na razie nie chcą szarżować, ale wątpliwe aby chcieli tylko porozmawiać. Co mamy robić?

Share this post


Link to post
Share on other sites

... żeż kurwa mać! - zaklął siarczyście Bartek. Oczywiście, no jasne. Jakoś tak czuł, że niestety wszystko może było do tej pory za łatwe i jakoś bardzo dobrze nie będzie. Może nie spodziewał się aż tak złych wieści, jednak jeszcze nie tracił głowy. Wciąż mieli różne przewagi poza liczbą, trzeba było je tylko rozważnie wykorzystać, jakby co do czego doszło. Brodacz zwraca się zatem do tego chłopskiego syna, który dopiero co przybiegł z tymi mrożącymi krew w żyłach nowinami. - Bez paniki. Spokojnie. Pierwsze co muszę wiedzieć, to jak daleko są?

Następnie, oczywiście czekając na odpowiedź ale nie zwlekając, od razu przekazuje innym ludziom obecnym naokoło swoje wstępne rozkazy.
- Słuchajcie, ogłoście larum i nakażcie mężczyznom mogącym nosić broń chwycić za narzędzia z jakimi czują się najlepiej. Kosy, siekiery, widły, cokolwiek. Jeśli mogą, niech porobią sobie tarcze na szybko ze skórzanych pasków i desek, okiennic czy pokryw od beczek. Teraz proszę niech jeden z was już leci przekazać to, a reszta niech momencik poczeka, jak kolega tutaj odpowie, to powiem coś więcej.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Według tego co udało się ustalić, pan ziemski i jego najemnicy, byli...mniej niż dziesięć minut w drodze na miejsce. Wszyscy byli konno więc nie powinno to raczej nikogo dziwić. 

Zebrani kompani dokładnie zrozumieli rozkaz i natychmiast udali się ażeby go wykonać. Mężczyśni poczęli od razu wpadać do domówi i pośpiesznie zabierać swoje narzędzia rolnicze co by je przemianować na prawdziwą...znaczy broń jakąkolwiek. Mimo to zapanowała duże poruszenie, żeby nie mówić panika, odnośnie zbliżającego się oddziału szlachcica. Pozostali co zostali, zaczęli oczekiwać na kolene polecenie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Katarina spojrzała swoim morderczym wzrokiem na mężczyznę. - Albo powiesz mi swoje prawdziwe imię i nazwisko albo będziesz zbierał palce z ziemi. - poinformowała go krótko acz wyraźnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kurwa.To wszystko robiło się bardzo mało ciekawe bardzo bardzo szybko, jednakże Bartek zachował zimną krew, nie stracił głowy. Więcej, nie dał nawet po sobie poznać, że się wieściami przestraszył czy coś, bo się faktycznie nie przestraszył. Był po prostu rozsierdzony. Dlatego też praktycznie od razu jak wysłuchał wiadomości, zwrócił się w stronę chłopów oczekujących na rozkazy, idąc na żywioł. Starał się aż promieniować morale.
- Dobra. Nie ma lekko, ale bywało gorzej. Trzeba się streszczać. - oznajmił, zbierając ludzi dookoła siebie by móc mówić tylko raz. - Nie bójcie się, mamy jak wspominałem parę przewag. Koledzy, to jest nasz test. Walczymy na swoim terenie, o swoje własne domy i rodziny, o lepsze życia. Na pewno wygramy, ale musimy mieć plan. Plan jest taki, że wszyscy bierzemy te swoje bronie i tarcze, i spierdalamy ukryć się w polu i lesie naokoło. Mamy wszyscy te brudne, buro-szare, brązowe albo brązowozielone ubrania, a do tego to nasze pola i lasy, znamy tu każdą bruzdę. Marne szanse że nas wypatrzą. Ukrywajcie się w grupach między sześcioma a dwudziestoma osobami. Dzieci z babami niech skitrają się w las. Na koniec... chcę zobaczyć co zrobią. Paru moich i tutejszych niech więc zostanie w wiosce by grać na zwłokę i rozpytać. Z atakiem czekamy albo na wykrycie albo na moją komendę. Usłyszeli? To jazda!

Po tych słowach brodaty chłop wyciągnął miecz, popatrzył ponuro w stronę z której miał nadejść wróg i ruszył zająć pozycję z jedną z grup. Mieli broń zarówno do walki z bliska i na dystans, byli u siebie, było ich więcej. Nawet arkebuzy skurwieli nie ochronią.

Edited by Po prostu Tomek

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Dobrze dobrze. Spokojnie. Jestem Ignacy de Monte, z gałęzi tych zachodnich. Mój dziadek był jednym z książąt, zanim ta przeklęta królowa mieczem i ogniem zjednoczyła wszystkie pięć państw, tworząc jeden przebrzydły twór. Przez to, ród mój nienawidzi monarchi jak chłop pańszczyzny - schował ręce za plecami, kończąc wypowiedź. 

***************
Chłopom nie było trzeba powtarzać dwa razy. Bądź co bądź proste polecenia wykonywali najlepiej. Toteż jak tylko Bartosz skończył podzeili się na grupki i zaczęli rozbiegać po całym terenie, chowając miedzy zbożem. Dodatkowo, choć ubrania mieli brudne, to jeszcze bardziej smarowali się błotem, aby jak najbardziej zmniejszyć prawdopodobieństwo wykrycia.

Wreszcie do wioski wjechała masa wręcz jeźdzćów, w kaftanach. Większość miała brązowe kapelusze, ale zdarzyli się i tacy, co korpusy swoje chronili przy pomocy kirysów a kończyny drobnych ochraniaczy, a głowy zdobiły im proste hełmy. Natomiast każdy dzierżył swoją strzelbę, a przy boku miał rapier. Objechali główny plac i zablokowali wszystkie przejścia. Na środek, wyszedł trochę grubawy jegomość w drogim stroju z zachodu na białeym rumaku - Któż do diaska podburza moich chłopów do buntu? Niech wyjdzie, ten cholerny wichrzyciel

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bartek ani myślał nawet ruszyć się ze swojej kryjówki, by nie wspomnieć nawet o odezwaniu się. W takim też milczeniu obserwował uważnie siły nowego przeciwnika. Widać, że szlachcic się w tańcu nie pierdoli. Ci cali dragoni są porządną siłą i należało się z tym liczyć. Strzelby i rapiery to też niezły łup, jeśli brodaczowi i jego rebeliantom udało by się zwyciężyć. Rozmyślając o tym co się za niedługo zapewne wydarzy, po cichu przykazał swoim ludziom rozprowadzić rozkaz, by gdy Wypruwacz da sygnał, najpierw oddać salwę ze wszystkiego co mają na dystans, a potem zaatakować. Sam bardzo powoli i ostrożnie przygotował kuszę, by w razie czego spróbować trafić ziemskiego pana bełtem w korpus albo w ten świński ryj. Następnie mężczyzna wrócił do cichej obserwacji, zastanawiając się co pozostawieni w wiosce ochotnicy powiedzą temu grubemu fagasowi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Kobieta spojrzała na niego. I tak mu nie ufała. Z resztą jak wszystkim oprócz Barta. Wzruszyła ramionami ale ręce miała schowane pod płaszczem i trzymała dłonie na ostrzach. - Chodźmy już. Nie mam zamiaru tu tak stać i gadać bo się jeszcze zakochasz. - stwierdziła krótko i ruszyła do knajpy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Rzecz jasna...

Dochodzicie do rzeczonej tawerny. Pośród wszystkich ruder znajdujących się w tym miejscu, te akurat budynek wygląda nawet okazale. W tym sensie że deski nie są spróchniałe, czy nadgnite. Nawet szyld, na którym widnieje wizerunek dzika, informuje do w miarę dobrym stanie przybytku.
- Chcecie czegoś? - spytał mężczyzna w sile wieku, z blizną na oku, stojacy przy wejściu. 

- Powitać, przyjacielu. Chcielibyśmy wejść do oberży.
- Tak? To będzie was kosztować 30 sztuk złota od głowy. I nie mam zamiaru się targować. 

- W takim razie od razu zapłacę - sięgnął do kiesy przy pasie i wypłacił należność, równą 60 monetom

- Dżentelmen za dychę...włazić. 

Wnętrze, pełne było stolików, przy których siedziały typy spod ciemnej gwiazdy z opaskami na oczach, ranami, w poszarpanych ubraniach, chcący choć przepuścić swoje niekoniecznie uczciwe oszczędności, zatopić w alkoholu. Najbardziej przygladał się wam karczmarz. Postawny jeomość, akurat polerował jeden ze swoich kufli, za blatem. 

- Potrzeba wam czegoś?
************************************
Kilku chłopów podeszło do szlachcica i skłoniło się.

- Czym sobie zaszczycamy twoją obecnością, mości panie? 

- Teraz mości panie, co nędzne paroby? - parsknął mąż na koniu, przybierając dumną pozę - Słyszałem ponoć że w niedalekim miasteczku szykują powstanie przeciwko naszej królowej kochanej. 

- Naprawdę? My nic nie słyszeli na ten temat.

- Tak? Ten chłystek, co śmie śmie twierdzić że ze szlachty, Orłowski, równięż popiera tą tępą rewoltę. I podczas polowań wpadła mi taka myśl. Czy chłopi, do mnie należący czasem nie staną po stronie tego ruchu. 

- Gdzieśby, miłościwy panie...my...

- I z tego też powodu, aby wybić wam wszelkie sprzeciwy, zwiększę wam pańszczyznę, a jeszcze dla pewności dragoni co ze mną przybyli, dostają pozwolenie żeby ze wszystkich domostw zarekwirować co cenniejsze przedmioty. 

- Proszę cie, łaskowco nie róbcie tego - jeden z chłopów podszedł do białego konia

- Gdzie z tymi brudnymi łapskami - odepchnął go swoim butem - Chłopcy! Zbierać podatki!

Najemnicy, co po niektórzy zeskoczyli z wierzchowców po czym popędzili do chat, aby wziąść co nieco


 

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...