Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Dead Radio Man

[Zapisy][Gra]Blood Lad

Recommended Posts

- Własnie spisuję informacje o przekroju trawy jej właściwościach oraz sposobie przewodzenia wody. Nuda dla innych ciekawe dla mnie. - odpowiedziała i wrócila do pracy. Starała sie zajac czyms jak bracia. moze bylo to malo wazne ale jej sprawialo  satysfakcję.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Hej, napijesz się ze mną krwi? - Jak absurdalnie to nie brzmiało to i tak było normalne w końcu byliście wampirami. Staz wyjął z szafy butelkę i 2 kryształowe kielichy. Nalał sobie i siostrze do pełna, postawił jej na biurku. Krew była ich jedynym pożywieniem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Droga nie należała do trudnych, za to dość długich. Plus minus 20 minut jazdy spokojnej. Zawsze zastanawiał się, dlaczego ich dwór jest akurat w środku lasu, a nie na jakiejś skale, czy w pieczarze. No cóż, siła wyższa, decyzja przodków i tego nie zmieni. 

Po pewnym czasie, zaczął już dostrzegać że znajduje się na ziemiach Nekropoli. Czyli tego terenu zaświatów, w którym nekromanci czują się jak paladyni w niebie. Otoczenie dało mu poznać, gdzie się znajduje. Ziemia przestawała być zgniła, a bardziej stwardniała, prawie jak skała. Niebo pokrywały ciemne chmury. Gęste, choć nie trujące. Gdzieniegdzie, dało rade dojrzeć sterty kości. Niby nic, ale ten kto tu mieszkał, lub znał się na nekromancji, zdawał sobie sprawę że tych obiektów nie lekceważyć. W oddali, dostrzegał murki, gdzie czekali na wezwanie żołnierze.

- Już niedaleko - szepnął do siebie - Pamiętaj, robisz to w szczytnym celu.

Edited by Hetman WK

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Chętnie. Dziękuję - odpowiedziała wzięła kielich i zaczęła pić. Odłożyła naczynie i przytuliła brata.
- Staz.... jesteś moim najlepszym bratem.
- Ciekawe kiedy Michai wróci... Brakuje go, niby przed chwilą wyjechał ale...

 

Edited by Yukonora

Share this post


Link to post
Share on other sites

(( Sorry za przerwę))

 

Staz uśmiechnął się, pewnie Michaiowi też tak mówi, cóż nie musiał być jedynym najlepszym bratem. Pogłaskał siostrę po głowie. 

- Myślę że za parę godzin. Ma swoje własne sprawy którymi lubi się zajmować. - Staz wiedział co robi jego młodszy brat, cóż nigdy nie miał pretensji do niego. - Dobrze wróćmy do naszych zajęć, jeśli będziesz potrzebowała pomocy z chęcią ci pomogę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

(( Nie no, daj spokój zdarza się. Ale dobrze że informujesz :-) ))

 

Zatrzymał się przy, zdawałoby się, opuszczonym mauzoleum. Zeskoczył z konia, uprzednio go uwiązując przy murku. Może niewielki, ale odważny. 

Chwycił za rękojeść miecza, spoglądając na niewielki budynek przed nim, który to prowadził do katakumb. 

- No ryzyko - westchnął, powoli maszerując przed siebie.

Przekraczając próg, uderzyła go dość konkretna ciemność, ale czego mógł się spodziewać. Szczęście że wzrok liczył tylko 300 lat, a nie tysiąc. 

Krocząc po zimnej podłodze, starał się wyczuć stopień. Szczęśliwie nie potknął się. 

Powoli schodził schodami w dół, gdzie mrok coraz to się potęgował. 

Znalazłszy się miejscu, poczekał aż oczy się przyzwyczają. Udało mu się dojrzeć trumnę na podeście.

Nim się jednak obejrzał, pokój rozświetliły jasno niebieskie płomienie z pochodni. Ściany, ustawiające się razem w krąg, ukazały iż posiadają niewielkie wgłębienia, gdzie leżało parę szkieletów w zbrojach. Lekkich bo lekkich, ale zbrojach. 

Rzeczone kościotrupy, wstały ze swych leż, a ich oczy rozświetlił blask płomyków. Skierowały się w stronę nowo przybyłego. 

- System nadal działa widzę - szepnął przez zęby. Truposzy się nie obawiał. Ze dwa topory, reszta miecze. Prościzna. Gorzej ich przywódca.

- Któż śmie zakłócać mój spokój? - rozległ się dziwnie spokojny głos.

- Twój stary znajomy, choć nie tak jak ty - odrzekł pewnie. 

Strażnicy powrócili na swe miejsca. Wieko trumny osunęło się lekko. Z otworu wystrzelił snop kurzu, kości i elementów stroju. Mieszanina złączyła się w jeden twór, tuż przed obliczem Miachaia. Lisz, był dość wysoki. Ubrany w ciemną togę, z pomarańczowymi elementami, oraz naramiennikami. Jego czaszkę, chronił hełm z dwoma jakby skrzydłami, ustawionymi pionowo, a dzwon posiadał dwa kryształy. Ręce krzyżował na piersi, a jego pusty wzrok patrzył w przód. Obok, lewitowała jego laska z zieloną kulą.

- Michai Blood - ozwał się głos - Czym że sobie zasłużyłem na taki zaszczyt? 

- Daruj sobie te uprzejmości i sarkazmy. Mam do ciebie sprawę.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

((już myślałąm że to zdechło uff ;3))

Uśmiechnęła się i wróciła do pisania książki. Po kilku minutach wyszła z pokoju.
- W takim razie idę się przejść. - powiedziała do siebie i kierowała się w stronę ogrodu.
Jednak zamiast do niego wejśc wyszła z terenu posiadłości. Szła przed siebe, zbierając próbki roślin.
- Ojć... jak się  wraca? - wydawało jej się że się zgubiła.
Niemal w tym samym czasie zauważył ją pewien człowiek który kierował się ku niej z  mieczem. Rzuciła na niego zaklęcie a ten biegł coraz to wolniej, zyskała tym czas na ucieczkę. Wróciła biegiem do swojego pokoju pokonując jakis kilometr a kiedy w połowie drogi odwróciła się aby zobczyć za nieznajomym ten leżał już prawie martwy na ziemii. Pośpiesznie usiadła do swojego biurka i zajęła się pracą. 

- uf... - westchnęła i rozłożyła zebrane próbki na blacie opisując je.

 

Edited by Yukonora

Share this post


Link to post
Share on other sites

Staz poczuł coś, ktoś silny zbliżał się do ich posiadłości. Trzeba było zareagować szybko.

- Evie jeśli nie wrócę za 20 minut to uciekaj z posiadłości razem z Argailem - Staz wstał wyjął z kabury rewolwer i przeliczył naboje w bębenku po czym szybkim krokiem wyszedł na ogród. Szedł w jego stronę nie zidentyfikowanej klasy potwór. Staz wiedział że jest silny, cóż miał nadzieje że go pokona bez problemu. Był duży i umięśniony, na pierwszy rzut oka wydawało się że był to ogr. Staz miał się zaraz przekonać że się mylił. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Evie wciąż wystraszona po ostatnim wydarzeniu tylko przytaknęła.
-yhm...
Nigdy nie spodziewała się że takie coś może jej się przytrafić.
Poupychała różne rzeczy do kieszeni i zaczęła czekać na brata piszac książkę.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Lisz nie zmienił wyrazu twarzy. W sumie nie mógł, bowiem to nie z czaszki, dało się słyszeć głos. Ten był gdzieś...w pokoju. Jak echo. Bardzo spokojne, oczekujące.

- Tak? - ozwał się z ciekawością - A cóż dokładnie cię tu sprowadziło, przyjacielu?

- Widzisz - przetarł kark - Prośba o przysługę. 

- Konkretnie?

- Znasz mojego brata, prawda? Znaczy, nie osobiście tylko...wiesz o co mi chodzi.

- Jak najbardziej. Pierwszy w kolejce dziedzic tronu władcy zaświatów. Bardzo jednak strapiony z powodu zamachu stanu, który przeprowadził nasz obecny król. Ale zachował was przy życiu, żebyście chronili więźniów. Niewdzięczna praca, ale z pewnością lepsza, niż bycie jego niewolnikiem. Przecież nadal macie dość wiele pola do popisu. No i spory majątek, skoro możesz uprawiać hazard na tak wielkie stawki.

- Widocznie tylko ty to rozumiesz. Szkoda. 

- Hmmm...ale nadal nie rozumiem po co mnie odwiedziłeś.

- Wiesz, Staz ma małą obsesję jeżeli chodzi o odzyskanie swojej pozycji. 

- O, mój drogi. Przecież każdy wyżej ustawiony w tym miejscu o tym wie. W tym moi pobratymcy i przełożeni. Założę się, choć oczywiście nie naprawdę, że wilkołak również. A nie robi z tym nic, gdyż chce mu dać złudę nadziei. A kiedy będzie bliski odkrycia, zgniecie wszystkie jego osiągnięcia na drodze do odzyskania pozycji. Że tak powiem, robi sobie z niego występ. 

- No właśnie. I w tej sprawie do ciebie przychodzę - ręce za plecami.

- Znaczy? Bo raczej oczywiste, że nie po to, abym poparł jego sprawę. 

- Skąd wiesz? 

- Ty pogodziłeś się ze swoim losem i z niego korzystasz. Rewolucja to chyba ostatnia rzecz jaka przyszłaby ci do głowy. Tak samo król o tym wie. Jesteś wierny, bez problemów wykonujesz rozkazy. Ciebie za nic nie podejrzewa. Powiedz, czego potrzebujesz.

- Jak wspomniałeś. Obawiam się jednak że ktoś z góry będzie chciał się przypodobać i nam...powiedzmy że wejść w paradę. A kiedy nastąpi niespodzianka, mnie może nie być, a brat będzie zajęty przesiadywaniem w bibliotece. Proszę cię, abyś na szlak wysłał zjawy, w roli strażników, oraz paru swoich wojowników wokół dworu. W ramach ochrony.

- Czyli nie chęć władzy cię tu sprowadziła, a zwyczajny strach. Ha. Nie jest to dla mnie wielka strata. Rozmieszczę me sługi. Tobie, dam specjalny amulet, dzięki któremu wezwiesz dwójkę moich wojowników i kuszników. Jako prezent.

- Dzięki przyjacielu. Będę zobowiązany. 

- Żaden problem. Chodź. Weźmiesz rzeczony artefakt - Jedna ze ścian osunęła się, ukazując krótkie przejście do innego pomieszczenie. Przeszli razem.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podchodząc bliżej przeciwnik uśmiechał się bestialsko. Staz aktywował swoją magie która pojawiła się za jego plecami. 

- Myślisz że dasz mi radę? - Zapytał, zaczęła na nim rosnąć sierść. To nie był ogr, to był wilkołak, Staz cofnął się do tyłu. 

- Cholera - Wiedział że jest w tarapatach, cóż nie mógł sobie teraz pozwolić na słabość. Wilkołak zaszarżował na Staz'a ten nie zdążył nic zrobić i wilkołak zaczął go spychać w stronę przepaści. Posiadłość jak i cała królewska strefa wisiała w powietrzu ponad planetą którą zamieszkiwały potwory. Staz i nieznany Wilkołak razem spadli w przestrzeń. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Zatrzymali się w połowie drogi.

- Poczułeś to? - Michai zwrócił się do Lisza. 

- Nie martw się. Pewnie to burza. Te zdarzają się u nas bardzo często. Nie stanowią wielkiego zagrożenia - odrzekł - Chodźmy dalej.

Znaleźli się w dużym pokoju, który był oświetlony przez dziwną kulę przy suficie. Na środku, znajdował się kamienny stół. Bardzo stary. Za nim, coś w rodzaju regału z kilkoma artefaktami. Moandor podszedł do jednej pułki, zdejmując naszyjnik z czarną czaszą. Podał wisior wampirowi. 

- Masz moje podziękowania - zważył przedmiot w dłoni - To ja będę się zbierał.

- Nie tak szybko. Mogę dać ci możliwość szybszego spłacenia długu i to z nawiązką. 

- O czym ty mówisz?

Moandor wskazał przyjacielowi, aby ten zasiadł przy blacie. Tak też zrobił. Lisz jakby westchnął.

- Jak zapewne wiesz, my Lisze, jesteśmy dość liczną grupą. Nie taką, jak nasze sługi ale wciąż. Od tych bezmyślnych odróżnia nas wolna wola, oraz to że potrafimy przywoływać sterty kości, aby te nam służyły. Rzecz jasna, pospolite Lisze nie mogę przyzwać ile chcą wojowników. Byłby zbyt wielki bałagan. Z tego powodu, nekromanci ustawili pewną hierarchie. Trochę podobnie jak w królestwie ludzi. Moi pobratymcy są jak szlachta z pozycją, ale niewielkim polem do popisu. Nad nami, są Arcylisze, czyli nasi zwierzchnicy, odpowiadają magnatom. Mogę pozwolić sobie na przyzwanie małych armii, oraz ich zaklęcia są znacznie potężniejsze. Jeszcze wyżej, są Liszmistrzowie. Najpotężniejsi ze wszystkich, niczym trybuni przy legacie którym jest nekromanta. A jest ich ledwie garstka. 

- No...dzięki za informację, ale do czego zmierzasz?

- Wiesz, że pospolity Lisz może stać się Arcyliszem? 

- Podejrzewam.

- Tak...przez dokonania, ofiarną służbę, czy zachciankę przywódcy. Ale najpopularniejszą formą jest pokonanie jednego z wyżej ustawionych, aby pokazać że ten z niższego szczebla zasługuje na miejsce w wielkiej radzie. 

- Widzę do czego zmierzasz - kiwnął głową - Chcesz zmienić swoją pozycję. A czemu mi o tym mówisz?

- Bowiem potrzebuje twojej pomocy. Pomyśl, miałbyś kontakt w zgromadzeniu, a ja mógłbym wesprzeć twoje plany. Znaczy się, miałbyś większe środki by chronić dom. 

- W ramach rekompensaty - uderzył dłonią w blat - Niech będzie. Wyjaśni, o co ci konkretnie chodzi.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dziewczyna wybiegła z posiadłości i zaczęła rozglądać się za bratem. Niepokoiło ją to co powiedział.
Zaczęła w panice szukać oznak że Staz tu był.
- STAZ! STAZ! - krzyczała z całych sił.
Evie złapała za miecz leżący przy drodze i powoli szła przed siebie. Zabije to coś zanim to zabije jej brata.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Za Evie wybiegł Argail.

- Panienko, panienko - Krzyczał biegnąc za nią - Panicz Staz spadł z latającej wyspy walcząc z wilkołakiem. - Wyjaśnił najmłodszej z rodziny Blood'ów 

 

 

Staz spadał w przestrzeń razem z wilkołakiem. Wbił przeciwnikowi zęby w szyję i zaczął wysysać krew i siły życiowe. Przystawił rewolwer do brzucha i wystrzelił wszystkie naboje, korzystając z swojej magi zgniótł serce swojemu przeciwnikowi. Po chwili wleciał w budynek przebijając sufit mieszkania na samej górze. Chwile leżał oszołomiony na zabitym przeciwniku. Nie wiedział co się właśnie stało.

- Co do cholery. - Zakrztusił się powietrzem. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Evie wystraszona stała jak wryta z 20 minut. sciskając miecz postanowiła że odnajdzie brata.
Tylko jak.
Przez myśl przeszło jej że będzie to trudne zadanie.
- I co ja mam teraz zrobić. - Usiadła załamana na podłodze.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Sprawa wygląda następująco. Kilku wyższych stopniem, widziałoby mnie wśród nich, ale potrzebuje jeszcze ostatniego sygnału. Usunięcia jakichkolwiek wątpliwości. A to mogę osiągnąć najszybciej, poprzez upokorzenie Arcylisza. Tak się składa że mam odpowiedniego kandydata. 

- Kogo konkretnie?

- Claviusa. Już parokrotnie pokazał że nie jest kompetentny, zawodząc Liszmistrza czy nekromantów. Zarówno on, jak ja, wie że w bezpośrednim starciu nie ma ze mną szans. Jest niestety problem. 

- Znaczy? 

- Ma osobiste ochroniarza. Czarnego Rycerza. I to dość potężnego. Choć i tak, byłbym w stanie go pokonać to jego i Claviusa, niestety nie. I tu pojawiasz się ty.

- Mam zabić zbrojnego? Przecież wiesz że mam na pieńsku z Czarnymi Rycerzami. Znaczy, nie to że jestem w konflikcie, ale po zdobyciu tego miecza wolałbym unikać spotkania.

- Ależ nie. Źle mnie zrozumiałeś. Nie masz go unicestwić. Stratę takiego wojownika, to ogromny cios dla naszej armii. Zajmij go na krótki czas. Wyzwij na pojedynek, albo tak jak ostatnia, pokonaj w twojej najsilniejszej dziedzinie. Byleby był daleko swego pana. Potrzebuje...powiedzmy godziny. Z resztą, dam ci sygnał kiedy skończę. 

- Hmm. Mówisz że dzięki temu ty otrzymasz tytuł, a ja obietnicę że mi będzie moim kontaktem w hierarchii, tak?

- Zgadza się. Więc?

- Niech będzie. Kiedy mam się z nim spotkać?

- Potrzebuję przygotować zaklęcia. Po jutrze, przed południem. Dzień przed, obraź go, albo wyzwij. Spotkajcie się niedaleko posiadłości. Ja w ten czas zajmę się Claviusem. Dam ci znać, kiedy sprawa zostanie załatwiona. 

- A nie martwisz się że inni mogę nas podejrzewać?

- Mój drogi, intrygi czy zdrady, to chleb powszedni. Zakon też cię nie wyklnie. Nie mają w tym celu. A król...cóż go to interesuje? 

- Ten plan ma rację bytu, przyjacielu. No, to tymczasem, bo muszę jeszcze coś zrobić. Ale to już raczej jutro. Więc wyślesz tych strażników.

- Zgodnie z umową. 

- Do zobaczenia.

Wychodząc z mauzoleum, usłyszał jak wieko trumny zamyka się. Odwiązał wierzchowca i wskoczył na jego grzbiet. 

- Poczekam do wieczora. Zakład gnomów przyjmuje tylko w późnych godzinach - Popędził konia i skierował się w stronę posiadłości. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Argail stał cały czas za Evie.

- Radził bym poczekać na młodszego z twych braci. Panicz Staz powiedział mi że dostałaś od niego naszyjnik wampirzyc. Radził bym go założyć. Co do panicza Staza, cóż powrót o własnych siłach z tamtego miejsca jest nie możliwy a opuszczenie przez was tej posiadłości jest niemożliwe na chwilę obecną. 

 

 

Staz wstał po chwili, otrzepał się. 

- Jak by tu teraz... - Musiał zaplanować swój powrót do rodzeństwa, cóż to było teraz problemem nie do obejścia. Staz ruszył ulicą omijając cały czas inne potwory które tutaj żyły 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Droga minęła mu...dość interesująco. Wyjeżdżając z terenów nekropoli, zauważył że parę kościanych stert, zmieniły się w szkielety. Zakute w lekkie zbroje, hełmy z kolcami lub kalepiny, dzierżące buzdygany, topory, tarcze oraz kusze. Maszerowali prawie zgodnym rytmem. Nie było ich dużo, grupa co najwyżej. Ale nie mieli przecież służyć w ofensywie, a tylko w obronie. Gdzieniegdzie, przemykały zjawy, zmierzające na swe pozycje obserwatorów. 

Czuł się dziwnie. Nie to że zagrożony, bo zdawał sobie sprawę, iż ci na pewno go nie zaatakują. Szkielety nie należą do zdradzieckich istot. Chyba że ten je wezwał jest dwulicowy. 

W każdym razie, miał wrażenie...że w końcu ma jakąś władze. Że w końcu ma coś, co faktycznie by oznaczało jego pozycję.

- Miła odmiana. 

Dotarł w końcu pod bramy siedziby. Wojownicy ukryli się w ziemi naokoło, a duchy między drzewami. 

Sam zostawił konia przed posiadłością, miał go jeszcze użyć. Położył dłoń na rękojeści. 

- Ciekawe do czego doszli. 

Przekroczył próg spokojnym krokiem, rozglądając się. Cisza. A cóż by innego?

- Familia? Jest tu ktoś? - zapytał, podniesionym głosem - Staz pewnie w bibliotece, nie słyszy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Evie w pośpiechu założyła naszyjnik... Skąd Argail wiedzial o wszystkim. 

Pobiegla do swojego pokoju.

Miala nadzieję ze pograzenie sie w pisaniu pozwoli jej zapomniec choć na chwilę o bracie. Natychmiast więc zlapala kartkę i zaczęła rysować.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Panienko Michai wrócił. - Poinformował ją służący. 

 

 

Staz po dosyć krótkim spacerze został zatrzymany przez grupę potworów, zdawać się mogło że się znali. Cóż za pewne można było uznać że chcą pokazać kto tu rządzi. Cóż nie było to do uniknięcia, spojrzał jednemu z nich w oczy. 

- Te czego się tak gapisz. - Próbować pchnąć Staza w ramię lecz jego ręką która była kilka milimetrów od ramienia Staza nagle się wygięła w nienaturalny sposób, Staz tylko z uśmiechem na twarzy spojrzał się na osiłka. 

- Cóż twoje zastraszanie mnie nie zadziała na mnie. Jeśli ktokolwiek z was panowie - Zwrócił się do reszty grupy. - Nie chce stracić życia to niech lepiej zejdzie mi z drogi. 

Wszyscy się rozsunęli i dali Stazowi iść dalej. Cóż był poniekąd jeden sposób dotarcia do swojego domu stąd. Klan meduz posiadał magie teleportacji więc za niewielką opłatą zapewne by się zgodzili. Problem tkwił w tym że Staz nie miał pieniędzy przy sobie a meduzy wolały dostawać zapłatę od razu. Cóż trzeba zrobić tu małą rozróbę żeby zdobyć środki, potem spotkać się z meduzą i poprosić o przysługę. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Uradowana Evie pobiegła natychmiast przytulić Michai. Tęskniła za 2 bratem. Nie lubiała zostawać sama....
- Michai! Czekałam. - wykrzyczała szybko.
Słychać było uradowanie  w jej głosie.
Natychmiast wyjęła kilka  rysunków i dała bratu.

- Podobają ci się?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Widząc młodszą siostrę uśmiechnął się z politowaniem.

- Czyli jednak komuś mnie brakowało.

Odwzajemnił z wzajemnością uścisk.

- Tak? A na cóż?

Odebrał kartki

- Aha. Na to.

Poprzeglądał je z uwagą. Kiwała porozumiewawczo głową. W końcu oddał rysunki siostrze.

- Świetne. Jak zawsze z resztą. Oczywiście nie są to moje...klimaty, ale jednak warte docenienia - zaśmiał się.

- Tak w ogóle, to gdzie Staz? Znowu z nosem w książkach?

Edited by Hetman WK

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Staz wpadł w dziurę!

- Tam jest pełno potworów! -wykrzyczala i zaczęła płakać.

- Musimy go uratować!!!

Płakała, bardzo bała się o brata. Nie lubila jak nie bylo przy niej kompletu rodzenstwa.

Wzięła wiec miecz i ostentacyjnie go uniosla!

- Musimy!

Share this post


Link to post
Share on other sites

- A myślałem że to od gnomów usłyszę najdziwniejszą rzecz. 

Westchnął. Nie lubił widzieć siostry w takim stanie. To chyba największy cios dla starszego brata. Z wyjątkiem...

- Evie... - nie zdążył kiedy ta podniosłą miecz. 

Podszedł do niej, trzymając lewą rękę za plecami a prawą, położył na jej ramieniu.

- W pierwszej kolejności, uspokój się - powiedział z troską, ale i z lekką stanowczością - Podejmowanie takich nagłych decyzji bez wcześniejszego przemyślenia, nie jest właściwe. Po drugie, nie obraź się, ale oboje wiemy że w starciu z orkiem, cyklopem, o wilkołaku nie wspominając, nie dasz rady ich pokonać. Sam miałbym z tym wielkie trudności - Z tym że nie jestem sam - Po trzecie... - wypuścił powietrze - Mogłabyś mi wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi? Potrzebuje pełnego obrazu sytuacji. 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Staz szedł dalej drogą, cóż miał nadzieje spotkać miejscowego ważniaka który miał by trochę złota. Niestety nie miał szczęścia, myślał nad tym jak wywabić wilka z lasu. Zachichotał na swoje skojarzenie. 

- Chyba nie ma innego wyjścia jak rozróba, to takie nie arystokratyczne ale cóż mówi się trudno. - Uwolnił swoją magię i zaczął niszczyć budynki wokoło siebie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...