Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback
Dead Radio Man

[Zapisy][Gra]Blood Lad

Recommended Posts

Evie natychmiast zaczeła krzyczeć.
-Staz wyszedł z posiadłości bo bo tam był jakiś straszny potwór i chciał go pokonać. A-ale był mocny Ale go zabił ale wpadł do dziury i tam jest więcej potworów!!!!
- Musimy go stamtąs wydostać!
Evie jeszcze bardziej podniosła głos.
- I nie waż się mi mówić że jestem słaba i ogolnie! Ja dobrze o tym wiem! I-I... 
Nie dokończyła, zaczęła bardziej płakać....

Share this post


Link to post
Share on other sites

W odpowiedzi na jej krzyk, zmarszczył tylko brwi. Wiedział że czeka go trudna przeprawa.

- Nie wiem w jakim celu Staz musiał wpaść z wilkołakiem do dziury. Powinien sam sobie świetnie poradzić - spokojnie tłumaczył - Po za tym, tam może być niebezpiecznie. Podejrzewam że znienawidziłby się do końca życia, gdyby coś ci się stało. 

Obie ręce położył na jej ramionach.

- Nie twierdzę że jesteś słaba. Z pewnością, masz w sobie wielką odwagę...ale sama doskonale zdajezz sobie sprawę, że póki nie odkryjemy twoich zdolności, rzucanie się na badny potworów, to samobójstwo. Sam mógłbym za nim ruszyć. Pewnie. Ale nie wybaczyłby mi, gdybym naraził cię na niebezpieczeństwo, lub gorzej, zoatawił nez ochrony. Ja sobie również - szepnął.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tak wiec co zamierzamy zrobić? - Powiedziała twardym głosem pewna siebie. Miła i dobra Evie na chwilę zniknęła.
- Mamy czekać aż Staz powie : wystarczy mi. I sam wyjdzie z tej dziury? oh no pewnie juz wiem! Pomódlmy się aby ktokolwiek do kogo się będziemy modlić wyciągnął Staza z tej dziury na linkach! -  Przyciszyła głos. Właśnie zdała sobie sprawę że tak nie powinna. Jednak ciągnęła dalej takim samym tonem.
- Moim zdaniem powinniśmy spróbować nawiązać kontakt z bratem, okreslić jego położenie, spróbować mu jakoś pomóc. Tak wiem nie możemy zrobić  za dużo ale też nie możemy stać bezczynnie.
- Zgadza się?

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Skrzyżował ręce.

- A ja się głubio zastanawiałem dlaczego z goblinami czuję wyciszenie a nie irytację. No cóż odpowiedź sama przyszła. O sto lat młodsza, a zachowuje się jakby wiedziała lepiej. Nie mogę się doczekać tej wyprawy do zakładu. 

- Coś zrobić? No dobrze. To jak chcesz nawiązać kontakt? O ile dobrze pamiętam, nie wykształciły się u mnie umiejętności telepati. U Staza również. A jak chcesz ustalić położenie? Hm? - wiedział że nie odpowie mu na to pytanie - Nie rzucę się jak szaleniec do...tego, tylko po to, by coraz mocniej utwierdzać się w przekonaniu, że zostawianie was zamych to zły pomysł. Dobrze że obecnie mam zabezpieczenie - zlustrował siostrę wzrkoiem - Jeżeli masz jakiś plan, w miarę przemyślany, to proszę bardzo. Mów.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

-Nie mam planu musimy coś wymyślić! 
Evie załamana schowała głowę w kolanach i usiadłą pod ściana.
Nie wiedziała co robić. Zachowała się niedopowiedno tak wreszcząc na brata.
Zaczęła być na siebie naprawdę wściekła.
-Evie idiotko. - wyszeptała cicho do siebie

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie cierpię kiedy tak robi.

Wciągnął powietrze. Podszedł do siostry po czym klęknął na jedno kolano.

- Już uspokój się. Nie miałem niczego złego na myśli. To nie tak że nie chcę mu pomóc. Zwyczajnie...On jest silniejszy tak od ciebie jak i odemnie. Poradzi sobie. Bardziej martwię się o ciebie. Wierzę w twoje dobre intencje ale jednocześnie...boję się. Boję się że mogłoby ci się coś stać. Jako twój starszy brat, myśl o tym że nie spełniłbym swojego obowiązki, czyli ochronienia cię...sprawia że ogarnia mnie okropne uczucie. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Podniosła głowę. 
-Tak sądzisz?
Wytarła łzy, zdała sobie sprawę ze akurat jest bezużyteczna. Nic nie możemy zrobić.
- Dlaczego to ja jestem najmłodsza?
Zaczęła patrzeć w ścianę. Nie chciała oderwać od niej wzroku.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(( Nie wiem zapytaj rodziców xD hehe)) 

 

Po krótkiej chwili ktoś stanął na przeciwko szalejącego Staza który w najlepsze demolował pobliskie domy. Był pewny siebie i patrzył z góry na wampira. 

- Co ty do cholery robisz i kim jesteś. To mój rewir. - Powiedział gość który stał naprzeciw Staza.

- Czyli jesteś tutaj szefem - Uśmiechnął się niemal maniakalnie. - Cóż ułatwiasz mi sprawę. 

- Co ty.... - Zatrzymał się w pół słowa, bo o niemalże sekundzie Staz stał obok przeciwnika z pistoletem przystawionym do szczęki.

- Powiedz mi tylko gdzie masz swoje oszczędności a może daruje ci życie. 

Widać było że przeciwnik się bał, wskazywały na to mokre spodnie które jeszcze przed chwilą były suche. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Miał już odpowiedzieć na pierwsze pytanie; kiedy pojawiło się drugie.

- Ktoś musi być. Ale nie ma q tym nic złego. W rym smutnym, i ciemmym miejscu, ktoś kto potrafi wszędzie znaleźć pozytyqt, jest na wagę złota. Ktoś taki jak ty.

Jakim cudem jestem w stanie to powiedzieć?

Share this post


Link to post
Share on other sites

((Haha bardzo smieszne! :p))

 

Usmiechnęła się. 

Jesli naprawde tak sądzi....

Nie wiedziala co powiedzieć.

- Michai... wiesz może co to są lody?

Zapytala z ciekawości... 

Nigdy nie wiedziala o takim czyms. Przeczytala to slowo w książce.

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

((Wieku się nie wybiera. Tak jak tego kto jest rodzicem. Albo kto będzie prezydentem w Rosji))

 

- Szlag.

- Eee....nie. Znaczy się, coś tam mi się obiło o uszy, ale nic konkretnego - powiedział po chwili zastanowienia. 

Jak raz, cieszę się że nie czytam tyle co Staz. He. Nie licząc listów albo kontraktów. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Przeciwnik Staza od razu zgodził się na umowę i zaczął prowadzić wampira do wystawnego budynku który zapewne był jego własnym miejscem zamieszkania. Gdy już byli w środku ten wskazał na sejf i zgodnie z umową Staz puścił go wolno po to by za chwilę został zabity przez kogoś innego. Staz wycelował w nowego wroga który zbliżał się powolnymi krokami. Czuć było różnicę siły pomiędzy zabitym a nadchodzącym.

- A kogo my tu mamy - Odezwał się głos. - Wampir, jak ja długo czekałem na tą chwilę. 

Coś miało zaraz się stać.

 

Do posiadłości przyleciała kobieta, leciała na miotle. Poniekąd wyglądała prawie jak zwykły człowiek z tym że potrafiła czarować. Nie miała imienia więc wszyscy nazywali ją po prostu "wiedźmą". Gdy miotła zbliżyła się do ziemi wiedźma nie zeszła z pojazdu tylko wleciała do posiadłości. W końcu doleciała do Michaia.

- Witaj Michai, cześć Evie - Przywitała się z wami, wiedźma była dobrą przyjaciółką Staz'a. - Wasz brat wybył? 

 

Wygląd wiedźmy



latest?cb=20141013213159

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Nie wiem czy się cieszyć czy nie.

Wyprostował się, poprawiając płaszcz. 

- Witaj - uniósł ręke - Tak. Znowu wdał się w zatargi. Akurat kiedy musiałem wyjechać do przyjaciela. W każdym razie, ciebie co tu sprowadza?

Nie to że jej nienawidził. Aczkolwiek ktokolwiek, kto miał związek z jego bratem...nie zwiastował nic dobrego.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Zdobyłam coś ciekawego dla Staz'a. - Pokazała spiętą księgę która wisiała przy biodrze wiedźmy. - Muszę mu to dać osobiście. - Uśmiechnęła się do młodszego wampira - Co jesteś taki spięty Michai. Zazwyczaj wyluzowany i spokojny z ciebie mężczyzna.

 

 

- A ty to kto? - Zapytał się przybysza Staz.

- Sojusznik? Przyjaciel? Nie wiem, na pewno nie mam złych intencji wobec ciebie synu byłego króla. - Postać weszła - Byłem jego przedstawicielem tutaj, nazywam się Hashiamaru i jestem demonem. - Przedstawił się.

- Skoro byłeś jego przedstawicielem tutaj to dlaczego wilkołak cię pozostawił przy życiu? - Staz nie chciał w to wierzyć.

- Ponieważ nie obchodzi go ten slums. Prawie nikt tutaj nie ma siły żeby się z nim mierzyć, jedynie garstka może miała by szanse. - Hashiamaru na chwilę przerwał. - Cóż ta garstka jest pod moim dowództwem a ja mam zamiar służyć tobie jak niegdyś twemu ojcu. 

Staz nie był pewny co do tego ale nie miał wyjścia.

- Masz może pomysł jak mam wrócić na górę?

- Tak mam wśród swoich ludzi byłego członka klanu meduz. Ruszamy? 

- Niech będzie, zaufam ci na razie. Nie próbuj sztuczek.

- Tak jest - Zawadiacki uśmiech zagościł na twarzy nowego kompana Staz'a

 

 

wygląd Hashiamaru



147827.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

- W takim razie, mam niestety dla ciebie bardzo złą wiadomość. Staz jest w chwili obecnej nieosiągalny, gdyż przez swoje...postępowanie, trafił do mało ciekawego miejsca. Choć mówię. Akurat wizytowałem u Moandora. Że tak powiem, rychło w czas. A mogę wiedzieć co to za księga?

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Zapiski pierwszego króla, Draculi Blood. - Zachichotała, oczywiście czytała to co było w środku - Jest tam wszystko czego szukał Staz przez tyle lat. - Mogło to się tobie Michai wydać podejrzane że wiedźma się tak cieszy z faktu że znalazła coś czego twój brat nie mógł znaleźć. Nie musiało chodzić o kłamstwo, cóż taka przysługa była by bardziej kosztowna niż walka z wilkołakiem ale to miało dopiero przyjść w przyszłości. 

 

 

Staz i Hashiamaru szli dobrą godzinę i gdy doszli do miejsca w którym urzędował było widać zmianę. Nie był to slums, wszystko było czyste i istoty przebywające tutaj zachowywały się przyzwoicie. Po jakimś czasie doszliście do dużego budynku. 

- Wchodź, mam dla ciebie coś od twojego ojca. - Weszli razem i Hashiamaru zniknął w pokoju obok. Po chwili wyszedł niosąc zawinięty w szmaty miecz,

- Przecież to jest miecz mojego ojca, "Blood Lad". 

- Tak, oddaję ci go. Miałem go go przechować, tutaj był bezpieczny. Zaraz zwołam najsilniejszych i ruszamy do góry. 

Był to miecz dwuręczny obosieczny, prastara relikwia rodu Blood. Staz nie wierzył w własne szczęście, cóż mogło być teraz tylko coraz lepiej

 

 

 

 



56801474141929.jpg

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Tak wiele lat? A cóż to takiego? Zaklęcie, dokument potwierdzający prawo dziedziczenia?

Zachwycał się, a jednocześnie irytowało to, jak bardzo Staz chce osiągnąć swój cel. Problem że szuka drogi na skróty, miast budować sojusze z ważnymi tego świata.

- Cholera, muszę się pospieszyć. Im szybciej rozmowię się z gnomami, tym lepiej dla mnie.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Coś ciąży nad pałacem, swego rodzaju klątwa. Właściwie wyjaśnia to też dlaczego wasz ojciec tak szybko przegrał walkę z obecnym władcą. - Odpowiedziała wiedźma. Nagle ziemia zaczęła drżeć, coś zbliżało się do posiadłości.

 

Staz przebrał się w międzyczasie, zdjął z siebie płaszcz i założył na plecy miecz. Na głowie zawiązał bandanę, na biodrach miał pas z amunicją do rewolwera i kaburę razem z nim. Wglądał "buntowniczo" co najmniej butowniczo. Gdy Hashiamaru wrócił wydał z siebie krótkie "wow" i "cóż wyglądasz jak swój ojciec".

- To wszyscy którzy mają na tyle siły żeby walczyć dla ciebie. - Hashiamaru przyprowadził 27 osób. - To co gotowi na powrót do góry?

- Tak - Wyszedł członek klanu meduz i wyjął obramowanie okna.

- Ruszajmy do mojej posiadłości. - Staz był gotowy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

- Jakkolwiek ta klątwa by nie działała, król ma wciąż całą armię. Nas jest trójka, plus ewntualne wsparcie garstki nieumarłych. Średnio to widzę, szczerze powiedziawszy.

Share this post


Link to post
Share on other sites

((sorrka że nie piszę ale wyjazd nie wybiera))

Patrzyła cały czas w ściane.
Nie wiedziała  co powiedzieć.
 - D-dzień D-dobry. 

Tylko tyle dała rady z siebie wydusić.

Share this post


Link to post
Share on other sites

(( Oboje zdaliście test na spostrzegawczość na 1 z - xD w żucie k100 oboje mieli byście 90 ))

 

Ziemia drżała coraz bardziej, coś musiało się zbliżać. Wiedźma spojrzała się na okno i wyjrzała przez nie. 

- Co do.... - Zaniemówiła przez chwilę. - To, to złoty golem. - Najsilniejszy z wszystkich golemów występujących. Jeśli tutaj był to mogło oznaczać tylko jedno. Ktoś chciał się was pozbyć, Michai sam z wiedźmą nie dadzą rady pokonać potwora.

 

 

 

 

 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Evie nerwowo popatrzyła na wszystkich. Potem zaczęła krzyczeć.
- C-co to jeest?! AAAAAAAAAAAAA!!!!!!
Zaczęła biegać wokoło wszystkich.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Spojrzał na wyjście z posiadłości. Dobył swojego miecza prawą ręką, w lewej pojawiła się czerwona kula energii. 

- Złoty golem? Proszę cię - prychnął - Może i duży, ale za to tępy. Wystarczy trochę spryty i pomyślunku. 

Oczy mu zaświeciły na zielono, dał sygnał strażnikom, aby ci czekali na sygnał do ataku. 

- Jeżeli Staz nie kłamał, to razem damy sobie radę. Chodź. Nikt mi dworu atakował nie będzie - warknął i wyszedł na zewnątrz.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Strażnicy nic nie zdołali zrobić golemowi, miecze odbijały się od ciała golema. Wiedźma spojrzała na Michaia

- Nie wiem czy wiesz ale jest za silny dla nas. Mam kilka asów w rękawie ale nie wystarczą żeby to coś ubić. - Nie zdążyła dalej nic powiedzieć bo Michai był już na zewnątrz. Wyszła za nim 

Share this post


Link to post
Share on other sites

Plan idzie dobrze. Straż zajmie jego uwagę, po za tym, mogą atakować bo i tak powstaną z do dalszej walki. 

Stanął przed złotym gigantem, przygotowując swoje zaklęcie, aby naładować miecz jak największą dawką energii. Moc przecięcia będzie jeszcze silniejsza. Potrzeba tylko trochę czasu. 

Share this post


Link to post
Share on other sites

×
×
  • Create New...