Skocz do zawartości

Huragan [Z][Adventure]


Argon39

Recommended Posts

Cóż, publikuję tu swój trochę łabędzi śpiew, czyli opowiadanie o OCku mym, a przy okazji postawiłem sobie za cel domknąć pewną sprawę z serialu. Co ważne, nie spodziewajcie się czegokolwiek z sezonu 4+ bo tutaj nie znajdziecie, nie ma Starlihgt. Miłej lektury moich wypocin XD.

Opis:
Do Cloudsdele zbliża się kataklizm jakiego nawet najstarsi mieszkańcy nie pamiętają. Losy mieszkańców spoczywają w kopytkach małej grupki pegazów. Czy Lighinght Dust znajdzie w sobie siłę wznieść się po nad swój gniew? Czy Rainbow Dash poświęci szanse uratowania miasta w pojedynkę? Czy kuc z dalekiej północy znajdzie drogę do swojego szczęścia? Trzy kuce o silne osobowości, będą musiały współpracować, aby ocalić to na czym im najbardziej zależy, lecz czy dadzą radę?


Rozdział I:  https://docs.google.com/document/d/1QDQvmw_CPZn3041CkYgZRrWcdmCbY5KPqz1Kn_MB-yY/edit?usp=sharing
Rozdział II: https://docs.google.com/document/d/1GBZnNfHZKaA6jfDhLfLtuSRO0zT9J0DuqAm0RnVVs78/edit?usp=sharing
Rozdział III: https://docs.google.com/document/d/108BD1_7I9uE7fLR8TJMVjRRTMhtBeeo2KKuhRw8dajo/edit?usp=sharing
Epilog:      https://docs.google.com/document/d/1wtxxFjbotksgAD7Tx-R3abzsJB9D8aGHc3z23xi2qZs/edit?usp=sharing

Edytowano przez Argon39
Dodanie opisu
  • Mistrzostwo 1
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 1 year later...

Ogólnie uważam, że fanfikowi przydałby się tag "slice of life", fanfik ma wiele wątków obyczajowych, i tytułowy huragan jest tylko jednym z nich i też nie pojawia sie od razu. Dlatego czytelnicy szukający wartkiej akcji łatwo mogą się zrazić. Ogólnie sam fanfik jako porządny twów zawierający wszystko co fanfik mieć powinien. Jest trochę postaci i elementów z serialu, jest trochę oryginalnych elementów i wszystko połączone z zgrabną całość. Jak ktoś lubi klimaty serialu to ten fanfik też będzie mu pasował.

 

 

Spoiler

 

Mój główny zarzut tyczy sie tego, że to miał być fanfik nastawiony na akcję, a wyszła bardziej obyczajówka. Co prawda mi to nie przeszkadza, ale warto poprawnie opisywać "zawartość" fanfika. Tytułowemu huraganowi poświęcony jest tylko trzeci rozdział (i to też nie cały). Bardziej trafnym opisem byłyby dzieje rodziny Blizzarda. Bo to w sumie relacje rodzinne, a zwłaszcza te na linii dziadek-ojciec-syn są najważniejszym czynnikiem rzutującym na wszystkie inne wydarzenia.

Światotworzenie jest minimalne, ale całkiem przyjemne, ot parę oryginalnych lokacji, które harmonijnie komponują się z resztą kanonu. Do tego parę magicznych artefaktów, bardzo podobał mi się patent z pokonaniem cyklonu, poprzez jego schłodzenie "esencją lodowego demona", za to bardzo nie podobało mi się łatwe i pozbawione konsekwencji przywołanie widigoes, za pomocą jakiegoś magicznego kamienia. Mityczne i demoniczne byty sprowadzone do bardzo pośledniej roli.

 

Co do postaci to na pewno jest różnorodnie, co prawda taki Blizzard i Lighting Dust są dla mnie zbyt impulsywni i zbyt szybko wpadali ze skrajności w skrajność, ale muszę przyznać, że ta ich cała "bezmyślność" miała jakieś podstawy fabularne. Łatwiej mi sympatyzować z Frozen Swordem (nawet jeśli w swoim uporze jest równie przegięty, tyle, że w drugą stronę). Jednak najbardziej podoba mi się kreacja Twilight, a zwłaszcza ten fragment gdy za pomocą książkowej wiedzy, próbuje pomóc Blizzardowi w jego "problemach z przyjaźnią", i co najlepsze ma rację. Główny bohatter, Blizzard również wiele zyskuje przez bycie swoistym przeciwieństwem Twilight, ze swoją prostotą bezpośredniością oraz przekręcaniem zwrotów i słów.

Co do samej akcji, jest ona jak rzeka, raz płynie szybciej, raz wolniej,  miejscami się rozlewając, a czasami szybko przepływając. Wątek przyjaciół Blizzarda jest szeroko rozpisany, po czym znika, by powrócić na sam koniec (gdy już jest po wszystkim), za to takie przywołanie i pokonanie Windigoes jest właściwie streszczone. Za to z pewnością na plus jest motyw Rainbow Dash, której na sucho uchodzą różne przekręty, a później zgrywa bohatera. Co dodatkowo usprawiedliwia gniew Blizzarda i Lighting Dust.

Zagadką pozostaje dla mnie tylko to jak Frozen Sword od przywódcy rebelii został doradcą Księżniczki Celestii, ciekawa historia, która została tylko zasugerowana, mimo iż zasługiwałaby na rozwinięcie.

 

 

Toteż tak, dobry fanfik (jeśli to debiut to bardzo dobry) w klimatach serialu. Trzeba mieć tylko mieć na uwadze, że wbrew tagom historia jest opowiedziana nieśpiesznym tempem.

Edytowano przez Xelacient
  • Mistrzostwo 1
Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 6 months later...

W sumie @Xelacient dzięki za opinię, po prawdzie w tym roku pojawiła się myśl, aby przepisać fanfik na nowo, bo jakoś tak po roku pisania różnych, nie tylko fanfików, (mam na koncie nawet chyba całkiem udaną nowelę), dostrzegam pewne słabości tegoż utworu, pewne rzeczy napisałbym inaczej, pewne wątki po prostu wyrzuciłbym, bo zabijają tempo, inne dodałbym, lub stworzył na nowo. Stety/niestety mój "cykl wydawniczy", (czyli czym w jakiej kolejności się będę zajmował), raczej przewiduje renowacje tego fanfika pod koniec roku. No, a co do rebelii, to w sumie miał być z tego inny fanfik, bo z początku planowałem sagę rodzinną, w postaci trylogii, czyli młodość dziadka, ojca, i Blizzarda.

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 1 month later...

Rozdział I przeczytany.

 

Beware the spoilers!

 

Jak wiadomo, by przyciągnąć czytelnika, opowiadanie trzeba umieć sprzedać i tu od startu było z tym nieźle. Tytuł i tagi wraz z opisem budzą zainteresowanie od początku. Następnie zagłębiamy się w tekst i dostajemy porcję wręcz przesadnie plastycznych opisów. Tak właśnie - przesadnie, i mówię to ja, wielki fan rozbudowanego przedstawiania świata przedstawionego (powtórzenie w pełni zamierzone). Po takim szoku przeszedłem dalej, mając nadzieję, iż coś dobrego z tego wyniknie i zobaczę jakieś urozmaicenie. Kolejne strony pod tym względem nie zawiodły - dialog na dialogu i dialogiem pogania. Odnajdujemy się w niewielkiej mieścinie za kołem podbiegunowym, poznajemy kilku bohaterów, mamy wśród nich oczywiście nadambitnego pegaza oraz kilka sensowniejszych postaci, jak również epizodycznego nietopokuca (gratuluję, kolejna wersja nazwy tej rasy). Ogólnie rzecz biorąc scena, choć nieco chaotyczna jest przyjemna w odbiorze, chociaż Blizzarda to nie polubiłem, oj nie. W tak zwanym międzyczasie przenosimy się również do Canterlot, gdzie małą rólkę ma Pani Słońca i jeden z jej poddanych, wyglądający na ważnego Frozen Sword.

 

Dalsza część fabuły prowadzi nas do Wonderbolts, gdzie chaos w pisaniu jest już absolutnie nie do ogarnięcia i trzeba się mocno zastanawiać o co w kolejnych akapitach chodzi. Tu ktoś traci pozycję, tu ją odzyskuje, podejmowany jest milion decyzji na sekundę, a postaci zachowują się jak słabo zaprogramowane NPC. Szczególnie szkoda, Frozen Sworda, który w swojej pierwszej scenie wypadł dobrze - tutaj zmarnowano całe pierwsze wrażenie.

 

W końcu następuję kulminacja rozdziału czyli Marenton, wielki wyścig skrzydlatych taboretów. Tutaj zauważam gigantyczną inspirację wyścigami kolarskimi. Słownictwo, sposób prowadzenia narracji, no autentycznie czułem się jakbym oglądał Tour de Pologne. Co ciekawe, mimo iż nie jestem fanem tegoż sportu, to opis czytało się zaskakująco pozytywnie, od początku do końca czuło się napięcie tego wydarzenia. 

 

Całość kończy się gigantycznym opierdolem, zranionymi uczuciami a także pewną dawką gróźb karalnych. Nienajgorszy prognostyk na kolejne rozdziały.

 

O treści pisałem, a jak tam forma? Tragicznie. Błędów jest mnóstwo, a stylistyka i budowa zdań leży i już nawet nie kwiczy a kona w boleściach. O ile na początku nie było z tym tak źle, to już po paru stronach entuzjazm i chęć szybkiego pisania zastąpiły pisanie przemyślane. A przynajmniej takie wrażenie odniosłem. A szkoda, szkoda bo opowiadanie ma w sobie potencjał i przy pomocy jednego czy dwóch korektorów mogłoby być naprawdę dobre. Niestety, dopóki forma nie zostanie naprawione, to przyjemność z czytania niemalże nie istnie, zalecam więc złapanie kogoś, kto by pomógł wszelkie niedociągnięcia (a jest ich sporo) naprostować i wygładzić. Używając w razie potrzeby ognia i halabardy. Ocena cząstkowa: Mierny plus.

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

  • 5 years later...

„Churagan” to utwór pełen sprzeczności, a po jego lekturze mam bardzo mieszane uczucia.

 

„Churagan” opowiada o losach OC-ka autora imieniem Frozen Sword… oraz Rainbow Dash, Lightning Dust, Scootaloo i niejakiego Blizzarda. Prawdę mówiąc, nie wiem, jaki jest motyw przewodni tego fanfika. Które wydarzenia są kluczowe. Nie czytając opisu w temacie, wpierw powiedziałbym, że jest to próba doprowadzenia grupy akrobatycznej Wonder bolts do stanu „używalności”, ale szybko się okazało, że mamy też tutaj jeszcze kupę innych wątków. Nie byłoby to złe, gdyby nie ograniczona liczba stron. Fanfik ma niecałe 80 stron A4, a czuję, że materiału jest tutaj na jakieś 200-300 stron.

 

Co to powoduje? Że prawie wszystkie wątki są potraktowane po macoszemu. O ile początek dawał nadzieję, że akcja skupi się na Frozen Swordzie, że będzie to opowieść o tym, jak doprowadza on Wonder bolts do stanu „używalności”, o którym Celestia potrafiła wygłosić jedną z najlepszych mów motywacyjnych, jakie słyszałem, a raczej, jakie przeczytałem. Była super, zdradzała nam coś o przeszłości bohatera i nawet pokazywała, że Celestia nie jest upośledzona intelektualnie. Wszystkie elementy do napisania dobrego fanfika były na miejscu. Ale nie… zaczęły pojawiać się nowe, ale zasadniczo dobrze znane postacie. Potem poczęły pojawiać się też nieznane postacie, które także coś sobą chciały wnieść.

 

Wątek Rainbow Dash i Lightning Dust nie wymaga opisu. Jednak wątek Blizzarda jest już poprowadzony tak pobieżnie… nie, wszystkie wątki są poprowadzone pobieżnie, po postu Frozen Sword został czytelnikowi jako tak przybliżony, wątek Dash i Dust też jest znany, ale dla wprowadzenia Blizzarda już zabrakło miejsca i czasu.

 

Blizzard to jakaś parodia mrocznego edgy antybohatera, wypisz, wymaluj odpowiednik Shadowa z serii Sonic The Hedgehog. Naprawdę nie mogę podejść poważnie do postaci, która mówi takie rzeczy:

 

Cytat

–Coś narobił! –krzyknęła Rainbow.
–Ale ja….–Blizzard z początku spojrzał zdezorientowany. –Ja, cóż jestem zły, więc skrzywdziłem ją, aby skrzywdzić ciebie, taka pośrednia zemsta. –Uśmiechnął się, lecz w jego oczach dominował smutek.

 

A następnego dnia podczas terapii z Twilight Sparkle mówi:

 

Cytat

–Skutkiem jest to, że jestem antamorfistą. –Odparł Blizzard. –Tego się nie wyleczy. 
    –Antagonistą. –Poprawiła księżniczka. –Ale możesz być też dobry. To nie jest także jesteś zawsze zły. Sam o tym decydujesz. 

 

Co zrobił Blizzard? Ano potrafi sobie „wypuszczać” Windigo.

 

Cytat

–Bo jest jednorożcem, i to ponoć dla nich niezdrowe. –Niebieski kuc znów zaczął się wiercić, szukając dogodnej pozycji.
    –Nie ponoć. –Odparła księżniczka. –One nie latają. Czyli wynika z tego, że zazdrościsz Rainbow relacja ze Scootaloo, bo twoja siostra nie może latać. To łatwizna.
    –Nic takiego nie mówiłem. –Wtrącił ogier. 
    –Czyli Scoot jest ci obojętna? –zapytała zbita z tropu klacz.
    –Nie…. już nie. Lubię ją. –Odpowiedział Blizzard.
    –No widzisz, po prostu nie uświadomiłeś sobie tego braku.
    –Ale Twilight on wypuścił Windygo wcześniej. –Wtrącił się smok.
    –Ta. Wtedy nawet nie znałem Scootaloo. Więc nie mogłem tego zazdrościć. Zresztą tu chodziło…. przynajmniej mi się tak wydawało, że chodzi o sprawiedliwość nie zazdrość. –Wtórował gadowi pegaz.
    –Tak…. to o co chodziło ci z Windigo? Lightning Dust na coś się umówiła z Rainbow, a ta złamała swoje słowo, więc jedna mogła czuć żal względem drugiej. A ty, ty nawet nie znałeś Rainbow. 

 

 

Gdy to czytałem, miałem wrażenie, że Blizzard potrzebuje terapii, ale więziennej. Stanowi on, bowiem zagrożenie dla innych kucyków. Ale nie, idzie na terapię, ale nie na terapię za kratami.

 

Przemycanie dużej liczby wątków doprowadziło do tego, że żaden nie jest dobrze i naturalnie rozwinięty. Są tak skomasowane, że stają się przerysowane. Swoją drogą, dobrze, że autor już w temacie zdradził, jakie jest główne wydarzenie w fanfiku, bo moim zdaniem to, co się dzieje na początku i w trakcie nie wskazuje, do jakiego finału będzie zmierzać akcja. Chcę napisać, że z logiką rozwoju wydarzeń jest tutaj naprawdę średnio, ale w stronę słabo.

 

 Strona techniczna jest słaba. Językowo jest średnio, ale wszystkie dialogi i didaskalia nie posiadają odstępu pomiędzy „–” a pierwszym słowem, formatowanie także pozostawia puste miejsce, a liczba literówek, przy czym bardzo oczywistych mnie załamała. I rzeczy te można by łatwo wyłapać, czytając test. Tymczasem odnoszę wrażenie, że autor nie przeczytał nawet tekstu wprowadzającego do fanfika w pierwszym poście.

 

Cytat

Do Cloudsdele zbliża się kataklizm jakiego nawet najstarsi mieszkańcy nie pamiętają. Losy mieszkańców spoczywają w kopytkach małej grupki pegazów. Czy Lighinght Dust znajdzie w sobie siłę wznieść się po nad swój gniew? Czy Rainbow Dash poświęci szanse uratowania miasta w pojedynkę? Czy kuc z dalekiej północy znajdzie drogę do swojego szczęścia? Trzy kuce o silne osobowości, będą musiały współpracować, aby ocalić to na czym im najbardziej zależy, lecz czy dadzą radę?

 

Czy to jest jakiś żart?

 

Czy polecam? Jeśli jest to debiut autora, to widziałem gorsze, ale ten także pozostawia wiele do życzenia na lepsze, przypominając bardziej szkic niż skończony fanfik.

Link do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Chcesz dodać odpowiedź ? Zaloguj się lub zarejestruj nowe konto.

Tylko zarejestrowani użytkownicy mogą komentować zawartość tej strony

Utwórz konto

Zarejestruj nowe konto, to bardzo łatwy proces!

Zarejestruj nowe konto

Zaloguj się

Posiadasz własne konto? Użyj go!

Zaloguj się
×
×
  • Utwórz nowe...