Jump to content

Strona Główna  |  Ogłoszenia  |  Lista Fanfików  |  Fanpage  |  Feedback

Xelacient

Brony
  • Content Count

    42
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

38 Good

3 Followers

About Xelacient

  • Rank
    Źrebaczek
  • Birthday 11/12/1991

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Łódź

Recent Profile Visitors

693 profile views
  1. Xelacient

    Fajny fragment, ciekawa dywagacje o emocjach targających Nightmare Moon i o powodach dlaczego Celestia porzuciła swój pierwotny pałac. Opcja A, jak już Zecora wybrała tą linę to niech ją wykorzysta do przekroczenia kanionu. Jest zwinną klaczą, która hobbystycznie medytuje na tyczce to z pomocą liny bez problemu przekroczy trudny teren.
  2. Za fanfika pierwszy raz zabrałem się niemal sześć lat temu (heh, jak ten czas leci), wtedy było jakieś trzynaście rozdziałów i wydaje mi się, że na tym etapie się zatrzymałem. Niemniej zachęcony faktem "remasterowania" zabrałem się ponownie za lekturę pierwszych pięciu "przepisanych" rozdziałów. Po takim czasie fanfika czyta się trochę na nowo. Niemniej efekt jest bardziej niż zadowalający. Dobry fanfik, polecam fanom fantasy. Aha, daję głos na EPIC w ramach zachęty do dolszego robienia remastera.
  3. Komentarz dotyczy tylko rozdziału z Luną Co do ankiety to chcę "o przegranych", bo lubię opowiadania gdzie autor powymyślał własne rasy, kulty i społeczności, a do tego kieruje mną pewien "romantyzm niepodległościowy" dla którego lubię czytać o "wywrotowcach walczących z zastanym systemem". Zresztą już wcześniej o coś takiego prosiłem w postaci "biedniej, ubogiej i syfiastej polis-demokracji, która jakimś cudem stawiła opór znacznie większemu imperium".
  4. Xelacient

    Zacny fragment o tym jak uzależnione od magii społeczeństwo staje się bezradne gdy ta magia przestaje "działać tak jak trzeba", bardzo przyjemny i klimatyczny opis zwyczajnej katastrofy. Co prawda "leki" to termin mało precyzyjny, i może oznaczać bardzo wiele substancji chemicznych o różnym działaniu, niemniej jestem przekonany, że Zecora przygotowała sobie sobie takie medykamenty, które "mają najwyższe prawdopodobieństwo przydania się". Jej duch wytrzyma trudy drogi, ale ciało może zawieść, więc lepiej mięć coś w zapasie. Lina odpada, bo po latach mieszkania w Evefree Zecora bez trudu powinna ją sobie z czegoś zaimprowizować w razie potrzeby. Gwieździsty onyks również odpada, bo choć jest to pamiątka z dzieciństwa Zecory, która mogłaby wspomóc jej ducha to jednak... dawno ją przerosła, być może młoda Zecora była kiedyś jakiś tam "wybrańcem", ale to było dawno temu. Teraz bez wątpienia jest czymś więcej niż "wierną uczennicą", która do życia potrzebuje aprobaty swojego mentora. Jakoś wytrzymała samotność w lesie oraz ograniczenia umysłowe mieszkańców Ponyville, po czymś takim nie potrzebuje drobnych pamiątek, by potwierdzić swoją wartość. Dlatego mój głos idzie na A. Leki
  5. Cóż jako osoba, która spędziła (zbyt) wiele czasu na graniu w Equestria at War (w sumie tylko dla tego moda kupiłem Hearts of Iron 4) musiałem w końcu przeczytać tego fanfika i go skomentować. Przede wszystkim na początku trzeba zaznaczyć, że Equestria at War można uznać za specyficzny fanfik sam w sobie. Autorzy moda twierdzą, że łączna ilość tekstów w grze ma objętość "Wojny i Pokoju"... i jakoś łatwo mi w to uwierzyć. Do tego trzeba doliczyć szczegółową i olbrzymią mapę świata. Dlatego dobrze, że jest tag "alternate universe", ilość zmian oraz światotworzenia jest na tyle duża, że już nie można mówić o "świecie serialowym" tylko o "świecie inspirowanym serialem". Świecie w którym jest wiele ponurych i groteskowych pomysłów. To było ostrzeżenie dla osób niezaznajomionych z modem i jego realiami. Ja te realia znam, autor też je zna, toteż przejdę do bardziej hermetycznej analizy. Jest dobrze, pisz dalej.
  6. Komentarz pisany zbyt długo po przeczytaniu fanfika. Kontakt z tym fanfikiem miałem już od początku. Prolog i rozdział I miałem okazję przeczytać i skomnetować wiele lat temu na FGE, teraz po wielu latach ponownie wróciłem do niego. Przede wszystkim na początku trzeba zaznaczyć jedno. Kryształowe Imperium w fanfiku Dolara zasadniczo się różni od tego znanego w serialu, na tyle, że według mnie zasadne byłoby użycie tagu "alternate universe". Dlaczego? Bo trzeba odrzucić wizję "kraju" na dalekiej północy i otoczonego górami na rzecz... bardziej "śródziemnomorskich” krainy z dostępem do wielkiego jeziora. Oczywiście jest uzasadnione świadomą stylizacją na Cesartwo Bizantyjskie (i ogólnym prawem autora do swobody w światotworzeniu), niemniej różnica jest konfundująca na początku (przynajniej dla mnie). I za tą epicką akcję daje głos na [EPIC] Acha, no i tak polecam fanfika, tylko trzema mieć uwadze, że jest tutaj mocny narzut realizmu i mechanizmów wojenno-politycznych, które niekonieczne mogą przypaść do gustu miłośnikom serialowych klimatów.
  7. Jako dzieciak namiętnie zaczytywałem się w różnej maści mity, legendy i klechy (ot takie wrodzone zamiłowanie do fantastyki), toteż mam pewne pojęcie o gatunku "baśni". Ogólnie jest to specyficzny gatunek nastawiony na "edukację i wychowanie" poprzez przekazywanie pewnych morałów w swojej treści. No i nie jestem pewny czy bajka w której królewna puszcza się na boku z jakimś kuchcikiem ma przesłanie, które Night Wing chciałby przekazać swoim źrebakom (nawet jeśli dzięki temu baśń jest ciekawsza bo przełamuje schemat typowy dla baśni), poza tym jest to ciekawa reinterpretacja i skucykowanie typowych baśniowych motywów. No i dochodzi do tego specyfika Equestrii, w tym świecie każda "baśń" okazuje się w jakiś sposób prawdziwa. Daring Do, Filary Equestrii, a nawet historie z komiksów, to wszystko w serialu okazywało sie rzeczywistością. Dlatego taka bajka mogłaby stanowić dobry punkt wyjścia do pełnoprawnej historii gdzie bohaterowie szukają tego srebrnego dzbanka.
  8. Xelacient

    Początek raczej generyczny, ale nie ukrywam, że lubię takie klimaty. Ot taki zwyczajny koniec świata, gdzie magia okazuje się bardziej przekleństwem niż błogosławieństwem (bo dzięki niej istnieją przeróżne wynaturzenia), sprowadzając powolny koniec. Głosuję na opcję B: Co prawda Twilight wiele razy pokazała, że jest jedynie psem na smyczy Celestii, to jednak zdarza się mieć dobre pomysły. Do tego ruszenie bez oglądania się na innych będzie świadczyło o przeroście pychy co z góry skaże Zecorę na porażkę.
  9. Na początek dowalę się do tego, że realia przedstawione w fanfiku to jednak "alternate universe" a nie "post-apo". Dlaczego? Ponieważ wydarzenia serialowe nigdy nie miały w nim miejsca. Wielka katastrofa stała się na długo przed "czasami równoległymi do tych w czasie serialu" co znacząco zmienia teraźniejszość w której dzieje się cała historia. Jest o tyle znaczące, że o ile w MLP;FiM Shinig Armor i Starlight Glimmer żyją w "samym okresie czasu", to w tej historii Światłogwiazda urodziła się, żyła i umarła na długo przed pojawieniem się Błyszczącego Pancerza. Oczywiście są to zmiany do których autor ma prawo, niemniej muszę stanowczo stwierdzić, że to jest całkowicie alternatywny świat, który jest połączony z MLP:FiM poprzez wybrane przez autora elementy. No i niby dochodzą elementy filmu "Wodny Świat", który co prawda kojarzę, ale niespecjalnie lubię, toteż nie będę się w komentarzu do niego odwoływał. Po tych uwagach czas omówić światotworzenie. Jedyny zarzut jaki mam, to taki, że skoro Góra Aris "dała radę" znaleźć się nad powierzchnią wody to i Canterlot "dałby radę". No chyba, że przez trzęsienie ziemi wspomniane we wstępie góra na której stało miasto uległa "zawaleniu". Poza tym nie mam żadnych zastrzeżeń, sam nie jestem ekspertem od spraw żeglugi i życia na morzu, niemniej wszystko wypada wiarygodnie. Poprzez rozbicie populacji świata na różnorodne frakcje, poprzez tryb życia kucy, aż po ich specyficzną mentalność, wszystko wydaje mi się być takie jakie trzeba. Podobnie jest z samymi bohaterami, Silver Spear przejmuje rolę wiarusa, który tłumaczy realia świata zdyscyplinowanemu, ale niedoświadczonemu Shinig Armorowi, ich relacja stanowi główny element całej historii. I na szczęście wypada nad wyraz przyjemnie i naturalnie, dzięki czemu jako czytelnik zaangażowałem się w ich perypetie. Jednak cała resztą postaci jest równie dobrze napisana. Każda z nicz, nawet ta która z początku wydaje się być "randomem" szybko okazuje się być pełnoprawną postacią, która coś wnosi do całej historii. Sam przebieg akcji jest nad wyraz przyjemny. Jest w nim swoisty "morski" klimat, akcja płynie leniwie ku finałowi, tylko od czasu do czasu przerywają ją różne mniej lub bardziej spodziewane "spotkania", które sprawiają, że cała historia jest ciekawa i różnorodna. Podoba mi się również przewijający się motyw "Turnieju Aris". W trakcie historii odniosłem wrażenie, że to prawdziwie niebezpiecznie zawody, jednak na końcu mogłem uśmiać się ze swoich oczekiwań gdy okazało się że to po prostu konkurs surfowania. Sam moment kulminacyjny, czyli moment próby Drzewa jest dobry. Tylko dobry i aż dobry, pasuje do logiki serialowej, do logiki świata przedstawionego trochę mniej. Skoro Shining był gotów w czasie "drogi do celu" walczyć (i potencjalnie zabić) pirata, zaś Spear osobiście jednego ubił. To mimo wszystko w imię "wypełnienia swojej misjii" "poświecili" życie jednego "szubrawca" (kanoniera nie liczę, bo zginął przez wybuch własnej broni). Dlatego też rozczulanie się nad innym szubrawcem w momencie próby jakoś do mnie nie przemawia. Nie zmienia to faktu, że jest to idealna opowieść do przeczytania w senne popołudnie, taka, którą się czyta, by się cieszyć samym biegiem akcji. Za zręczne wplecenie wątku ze zgonem Starlight, który zawiera sporą dawkę autoironii przyznaje głos na EPIC.
  10. Na razie jest tylko jeden rozdział, i to niezbyt długi, ale już mogę powiedzieć, że wygląda to obiecująco. Tendencję określiłbym jako wzrostową, jednak sam początek mi się nie podobał. Nie lubię narracji pierwszosobowej, a do tego główny bohater nie ma żadnych ciekawych przemyśleń tylko luźne obserwacje. Na szczęście z każdą kolejną stroną jet coraz lepsze, ciąg myśli jest zastąpiony wyrywkową prezentacją świata. Equestrii, która uległa ponurej industrializacjii. Wyrywki te tworzą ciężki klimat, który... nie osiąga swojej kulminacji, bo został nagle przerwany. Toteż tak, fajne, pisz dalej.
  11. Niezwykły fanfik, z jednej strony mam wrażenie, że to taki "fanfik na siłę", bo w tej historii nie ma żadnego elementu z MLP:fiM. Z drugiej strony cała historia jest przepojona czymś co bym nazwał "klimatem MLP:FiM". Może to jest właśnie szczytowe osiągnięcie w fanfikcji? Osiągnięcie podobnego przekazu emocjonalnego bez kopiowania na siłę znanych elementów? Bez wątpienia jest to opowieść minimalistyczna, ilość postaci oraz scen została ograniczona do niezbędnego minimum, jednak mimo tego nie odniosłem wrażenia, że akcja jest przyspieszana na siłę. Wręcz przeciwnie, każdy element stopniowo i logicznie prowadzi do finału. Finału, który mnie porwał, zaskoczył i na koniec zostawił w zadumie. Światotworzenia za bardzo nie ma, za to jest udane zastosowanie fandomowego szlagieru jakim jest Stallionograd. Miasto, które łącząc ze sobą brutalizm szarych budynków oraz malowniczość daczy stanowi znakomite tło całej opowieści. Fanfik, który mogę polecić każdemu. Nie trzeba biegle znać serialu, by się nim cieszyć, a zwarta konstrukcja przypadnie do gustu wymagającym (czyli leniwym) czytelnikom. Głosu na ne epic nie ma, bo zabrakło zgonu Starlight, jak się ustala pewne normy to trzeba się ich trzymać.
  12. Krótka historia, która tak naprawdę opiera się na jednym pomyśle. Za to bardzo dobrym, Celestia jako słoneczne bóstwo (czy właściwie słońce-bóstwo), dla którego fizyczne ciało jest jedynie awatarem umożliwiającym interakcję ze śmiertelnikami jest wyjątkowo zgrabnym wyjaśnieniem tego, że Equestria wygląda tak, a nie inaczej. Aż tyle i tylko tyle, armii najeźdźców komentować nie będę, bo są bez polotu (chociaż zwyczajnie nie lubię minotaurów, to może dlatego), Wroga armia nie była podmiotem tylko przedmiotem mającym pomóc w zilustrowaniu głównej tezy, zadanie spełniła. Podsumowywując: dobry fanfik z genialnym pomysłem stnowiącm pomos między bajkowością serialu z brutalnym realizm z przeciętna realizacją.
  13. Kupiłeś mnie tą bandą krów. Kolejny rozdział, kolejny odcinek z perypetii Twilight-księżniczki-w-średnim-wieku oraz jej bardzo niechętnej podopiecznej do zreformowania. Akcja idzie w tempie jakim iść powinna, czyli nieśpiesznie. Jednak takie tempo wynika z postawy dwóch figur tej opowieści, które ostrożnie badają sytuację w jakiej się znalazły. Do tego mamy wiele pionków, jednak każdy z nich wnosi do historii jakąś unikalną wartość. Od Papiliona przez Bessę do Ambrosii, mają swoją osobowośc, która się wyraża w każdej ich akcji i reakcji. Poza tym mmamy kolejną porcję radosnego światotworzenia, będącego udanym miksem serialu, kreacji fandomu oraz "realistycznej magii". Jest to jeden z nielicznych fanfików, w którym zauważono, że krowy to coś więcej niż zwierzęta i stanowią jakąś swoistą rasę (nawet jeśli podrzędna w stosunku do hegemonii kuców). Do tego mamy drobne, acz oczywiste nawiązanie do Past Sins. No i mamy wzmiankę przyjemnego shipa Applejack i Blueblooda, lubię takie niestadardowe rzeczy, zwłaszcza gdy mają sens. Blueblood wzgardził Rarity, która jest wieśniarą udającą wielką damę, ale docenił Applejack, która jest wieśniarą i jest dumna z tego kim jest (podobnie jak Blueblood)! Czyż córka z takiego związku nie powinna być dumna z tego kim jest i być przewrażliwiona na wszelkie oznaki traktowania z góry? Pisz dalej, dla rozrywki daj Bombę Dusz wysłaną z przeszłości przez Sombrę. xD
  14. Wracając do wątku "starożytnych demokracji", ja wiem, że tamte ustroje to był brud, syf i ubóstwo, a do tego zupełnie inne od współcześnie egzystujących demokracji.. i właśnie dlatego użyłem terminu 'cywilizacja demokratyczna stylizowana na starożytne Ateny". Niemniej greckie polis mimo swojego brudnej, syfiastej i ubogiej demokracji to były w stanie stawić skuteczny opór Imperium Perskiego. A właśnie dominium Saoshyant'a skojarzyło mi się Persją i jej kultem ognia (czy tam różnych rodzajów ognia). W sumie moje życzenie zostało spełnione w drugim rozdziale, gdzie brudna, uboga i syfiasta demokracja szlachecka Księstwa Wisentii stała się bolesnym cierniem w boku jednego z Nieśmiertelnych (nawet jeśli osiągnęli to przy pomocy innego Nieśmiertelnego) była przyjemnym przełamaniem schematu "Jest sobie monarchia X wchodzi Nieśmiertelny Y i rozstawia wszystkich po kątach". Generalnie rozdział drugi uważam za najlepszy. Pomimo kronikarskiego charakteru akcja w nim jest wartka, opisy charakterystyczne, zaś całość stanowi przyjemną mieszankę "rosyjskich legend" i elementów serialowych. W efekcie dobrze się dobrze się go czyta, mimo dość złożonej problematyki. Następny rozdział "Kairos" ma zasadniczo inny klimat, ale jest niemal równie dobry co rozdział. Niemal, bo przy opisach dynastii Unicornii robi się nudnawo, ale im alej jest tym lepiej. Mamy nawiązania do Starego Testamentu i Zewu Cthulu. Oraz udane wplecenie "nowej rasy" w opowiadaną historię. Tego samego nie można powiedzieć o rozdziale czwartym, co prawda jest on o tyle przystępny, że traktuje o "znajomej" postaci. to jest wypchany przepychankami politycznymi, które mało angażują czytelnika. Przynajmniej najazd gryfów przełamuje monotonię. Zasadniczo to jest problem całego fanfika, gdy mamy światotworzenie, kreowanie krain geograficznych, nowych ras czy religii to jest dynamika i akcja, a gdy mamy dynastię władców to historia przechodzi w suchy spis zdarzeń. Szczególnie udane jest wprowadzanie nowych ras, twórczo rozwija motywy pokazane w serialu. Kozy i niedźwiedzie mają swoje charakterystyczne zalety i wady, dzięki czemu ich populacje trwają, choć nie mają szans na przełamanie kucnej "hegemonii". No i oczywiście, zostaje rdzeń całej historii, czyli Nieśmiertelni. Ich kreacje są o tyle dobre, że rzeczywiście jest poczucie, że różnią się od siebie, zarówno cechami jak i sposobem realizowania "Wielkego Planu", nawet jeśli pomniejsze elementy fanfika wydają się być słabsze to w ostatecznym rozrachunku działają na korzyść nadrzędnego celu jakim jest opisanie danego Nieśmiertelnego. No i poza tym na korzyść historii działają takie drobne rzeczy jak parodiowanie "pewnych" rzeczy z rzeczywistości czy przewrotna (choć nad wyraz celna i pomysłowa) geneza elementów Harmonii.
  15. Na początek zacznę od światotworzenia... którego nie ma. xD Co prawda lubię zabawę związana z kreacja własnego świata w fanfiku, jednak jego braku nie uznaje za wadę. Jeśli autor woli od razu zająć akcją to jest to jego prawo. Tym bardziej, że wiadomo skąd się wzięła idea historii, mamy tutaj "skucykowaną" "literaturę łagrową", to czy jest dobrze zrobione pozostaje kwestią otwartą. Dla mnie wyszło to dobrze, niemniej moje ogólne wrażenie jest takie, że tym kucykom-więźniom było lepiej niż ludziom-więżniom. Może to wynikać z tego, że akcja tej historii dzieje się w okresie wiosenno-letnim (świadczy o tym choćby obecność młodych piskląt), który jest "łatwiejszy" do życia niż mroźna zima, albo z tego, że brakuje naturalistycznych opisów degeneracji spowodowanej niedożywieniem. Niemniej ja lubię to interpretować to tak, że czwronożni roślinożercy o wiele lepiej znoszą monotonną dietę (i łatwiej im znaleźć dodatkowy pokarm w lesie jak choćby te mrówki) niż dwunożni wszystkożercy. Dlatego też ta historia była dla mnie "lżejsza i przyjemniejsza" niż "prawdziwe historie łagrowe". Sama kreacja postaci była jak najbardziej wiarygodna. Po nakreśleniu ogółu dwóch "grup społecznych" "więźniów" i "strażników", mamy przejście do poszczególnych bohaterów. Szczególnie spodobała mi sie kreacja kanonicznych bohaterk, ich charaktery są dobrze oddane mimo, iż są "słabsze" niż w serialu. Jednak ten brak heroiczności mi się podoba, dzięki temu beznadziejna sytuacja Twilight została dodatkowo podkreślona. Nawet sama Pinkie Pie wyjątkowo wzbudzała sympatię, a nie irytację. Jednak kreacja autorskich postaci również nie zawodzi, Yell to postać o ciekawym charakterze (nie jest ani przesłodzona, ani zbyt mroczna) i jednej interesującej zdolności. Wśród strażników również zostaje wprowadzone trochę życia poprzez ukazanie paru charakterystycznych postaci (Moren Quik jako zwyczany sadysta, Whine Star jako zwykły kuc, który trudni się "brudnym fachem", by utrzymać rodzinę oraz Rapid Wish jako frajer do odstrzału xD). Z powodu tychże kreacji fanfik dobrze mi się czytało, dlatego też oceniam go jako udaną próbę opowiedzenia historii o kucykach beznadziejnej sytuacji. W tej interpretacji brak szerszego zarysu geopolitycznego jest zaletą, bo to oddaje w pewien sposób stan umysłu panujący obozie otoczonym przez las. Jest to dosłownie "Inny Świat" w którym to co się dzieje w "dalekich krainach" nie ma żadnego wpływu (przynajmniej w percepcji więźniów, którzy przez katorżniczą pracę ledwo mają siłę na zachowanie resztek empatii). Dlatego też "Owies na tysiąc sposobów" to dobra historia, choć trzeba zaznaczyć, że o ciężkim klimacie, który nie każdemu musi pasować. I na koniec tylko się doczepię, że pegazom zamiast przypinać ciężkie kule wystarczyłoby obcinać pióra. Rozwiązanie tańsze, nie wpływające negatywnie na pracę więźnia i nie prowadząca do trwałego okalecznia. Do tego nie jestem pewien czy same włócznie wystarczyłyby strażnikom do stłumienia buntu (nawet z obstawą dużych psów)
×
×
  • Create New...