Xelacient

Brony
  • Content count

    24
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

30 Good

3 Followers

About Xelacient

  • Rank
    Źrebaczek
  • Birthday 11/12/1991

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Łódź

Recent Profile Visitors

538 profile views
  1. Kolejne Czterdzisci odcinków przeczytanie (i to jakiś czas temu) pora na komentarz. Ogólnie jest progress, z tej czterdziestki już jakieś trzy czwarte odcinków uważam za warte napisania i przeczytania. Do tego pojawił się mój absolutny faworyt w całej serii czyli odcinkek 55, "Ziemia Obiecana". Jest to rozdział wyjątkowy, bo przyjęta forma przypowieści idealnie pasuje do formuły krótkiego rozdziału. Jednak mimo minimalnej formy jest przewrotna w treści, to co z początku wydaje się propagandową legendą na końcu okazuje się być czymś zupełnie innym. Wyjątkowa udane zgranie wielu motywów w małej formie. Poza tym godne nadmienienia jest "Wielka Biblioteka Przyjaźni", za prosty (choć często zapominany) motyw, że Equestria to coś więcej niż kuce i lokacje znane z serialu, i że to "społeczeństwo kucy" może w końcu się do czegoś przydać. "Dylemat" jest średnim odcinkiem, który byłby idealnym scenariuszem na średni odcinek serialu. xD Seria "Przeznaczenie" jest ciekawa jednak odgórnie narzucona minimalistyczna forma, sprawia, że mamy zbyt wiele grimdarku na raz, nie pozwala jednemu smutnemu wydarzeniu wybrzmieć do końca, a już następuje następne. I żeby nie było, że tylko mroczne rzeczy lubię to humor w "Twilight" jak najbardziej przypadł mi do gustu. Następnie mamy odcinek 59 "H'rbtha", która rozpoczyna przyjemną mini-serię. Po niej mamy nieco bardziej smutną, ale też przyjemną serię o Tempest Shadow. Godne wspomnienia są również dwa odcinki z Sombrą. "Zdrada" przedstawia nieco przyziemny, ale i ciekawy motyw, że nawet król rzadko kiedy ma swobodę decyzji. "Posąg" z kolei pokazuje, że pewnych rzeczy nie sposób odkupić. Na zakończenie był bardzo pocieszny odcinek "Spacer" o "zwykłym-niezwykłym" dniu dwóch sióstr. No i jako bonus muszę wspomnieć, że choć nie lubię absurdalnego humoru to "Erę Imperiów" doceniam za hermetyczne żarty z Age of Empiress.
  2. Czterdzisci odcinków przeczytane i stwierdziłem, że pora na komentarz (bo ciężko będzie skomentować wszystko na raz). Jednak na początku mocno dowalę: Rozumie motywację i cel Kredke w takim codziennym pisaniu chociaż jednego rozdziału. Jednak mnie jako czytelnika fanfików interesuje mnie jedynie ostateczny efekt. No i dla mnie efekt jest połowiczny... Pierwsze dziewięć odcinków to takie pasty(no może poza szóstym), których długość i tematyka sprawia, że lepiej, by pasowały jako spamerskie posty gdzieś na fejsbuku niż oddzielne opowiadania w docsie. No, ale od "Powrotu" robi się bardzo dobrze. Jest już pewna ciągłość fabularna o Królewskich Siostrach, która bardzo mi odpowiadała mimo (a może dzięki temu), że poszczególne odcinki balansują na skrajnych emocjach. Później następuje kilka średnich odcinków-śmieszków o Chrysalis. Następnie dobra seria o życiowych problemach Princess Cadence i jej pantofla. Po czym następuje Wielki i Potężny Powrót Królewskich Sióstr, perfekcyjnie rozdziały do których reszta odcinków nawet nie ma startu. Po nich godne wspomnienia jeszcze są "Biblioteka" oraz "Miasto musi przetrwać", bardzo dobre rozdziały pomiędzy, którymi umieszczono parę przyjemnych sucharów o Królewskiej Gwardii. I tak nastąpiło "Łóżko" i rozdział 40. Czworokąt z Księżniczek niby brzmi dobrze, ale jakoś odcinek słabo mi wszedł, ale to pewnie przez nawiązanie do "Trylogii", której nie lubię. W ogólnym rozrachunku należy wspomnieć o bardzo dobrym światotworzeniu. Co prawda każdy odcinek może sobie funkcjonować jako osobny "alternatywny świat kuców", to w pewien sposób tworzą obraz żyjącej Equestrii, pełnej kuców mających własne pragnienia i problemy. No i wiele z nich oparta jest na niebanalnym pomyśle, który wystarczyłby na dłuższą historię Na koniec muszę przyznać jedno: Królewskie Antyprzygoty to idealny fanfik do czytania na telefonie. Może warto Kredke zrobić jakąś spamerską stronkę na fejsie, żeby ludzie obnażający się przed cukierdenkiem mogli czytać odcinki?
  3. Kamiennych cegieł to ja nie przepuszczę ot tak sobie, albo bloki wyciosane z kamienia, albo cegły uformowane z pokruszonej skały. Poza tym nie ma niczego czego bym się tak agresywnie czepiał. Owszem opisy z początku są nazbyt pompatyczne i są bardziej stwierdzeniami niż opisami. Przykład "Symbolizowała ona jego wielką wiedzę", jest to trochę za szybko wyłożona kawa na ławę, bez zbytniej potrzeby. Z drugiej strony Rafael został opisany zdawkowo jako "niski zielony kucyk", przez co myślałem, że jest kucykiem ziemskim, ale przy scenie z Blaze pojawia się informacja, że "swoim rogiem oświetlił ciemny korytarz" co jednak oznacza, że jest jednorożcem. Takie niedopatrzenie jest bardzo konfundujące dla czytelnika. Generalnie przydałby się zamiennik dla słowa "kuc", które w trakcie historii jest powtarzane nazbyt często. Na szczęście po tych potknięciach styl zostaje wygładzony, po czym następuje całkiem przyjemna scena z Rafaelem i Blaze, ich dialog wnosi sporo życia do historii. Rozmowa braci była poprawna, po czym nastąpił koniec rozdziału. Pięć stron to niewiele, ale historia jest dla mnie obiecująca, albowiem lubię takie klimaty fantasy. Na razie Rafael i Blaze są dla mnie wygrywami tej historii, zaś bracia są jej przegrywami. xD
  4. Cóż, ten fanfik zgodnie z tagami ma być lekką, dynamiczną i pełną absurdów komedią i założenia te spełnia. Forma dramatu pasuje do założonego klimatu i dobrze się czyta. Co prawda stosowany rodzaj humoru nie nadawałby się na coś dłuższego i bardziej rozbudowanego, ale jest w sam raz dla obecnej formy. Na pewno na plus można zaliczyć kreacje Mane6, która jest bliska temu co znamy z serialu. Za to nie podoba mi się wciskanie humanoidów do historii, no ale to już kwestia gustu.
  5. Spin-off Kryształowego Oblężenia lepszy niż samo Kryształowe Oblężenie? Trudne to nie było. xD Oryginał, a przynajmniej jego początek zatytułowany "Czerwona Uwertura" znam, dlatego też z wielką przyjemnością przeczytałem tego fanfika, bo w udany sposób rozprawia się z głupotami oryginału, jak choćby tym, że Celestia sfinsowała zbrojenia złotem ze swojego skarbca. Nie dość, że wyjaśnia czemu to był zły pomysł to jeszcze zgrabnie demaskuje to jako "propagandę" i od razu wyjaśnia skąd naprawdę wzięto "zasoby walutowe". Toteż tak, jest zdecydowanie lepiej, jednak żeby zrozumieć kunszt światoworzenia w tej historii to trzeba mieć jakieś blade pojęcie o przemianach społecznych spowodowanych industrializacją oraz urbanizacją, ekonomii oraz kulturze. Dlatego, choć mimo bycia jakościowo lepszym to fanfik jest trudniejszy w odbiorze niż samo "Kryształowe Oblężenie". Co prawda na obronę bazowej opowieści działa to, że w MLP:FiM mimo niskiej industrializacji to jest sporo technologicznych nowinek, toteż "wojenny przemysł dieselpunkowy w 5 lat" (według mnie) byłby wykonalny. Jednak pozostaje kwestia przemian społecznych, i to na nich skupia się ta historia. Jednak na pewno na plus jest to, że Verlax temu wszystkiemu próbuje nadać w miarę lekką formę poprzez samą konstrukcję fanfika, gryfi reporter, który łazi tu i tam, przeprowadza wywiady z różnymi osobami, dzięki czemu wielką przemianę pacyfistycznego społeczeństwa w zdolny do obrony naród poznajemy z perspektywy przeciętnego obywatela Equestrii. Czyli mamy dokładnie to czego brakuje w "Kryształowym Oblężeniu". Głos na [Epic], bo jeśli ten fanfik na to nie zasługuje to żaden fanfik na to nie zasługuje.
  6. Ja na początek powiem, że anime "Psycho-pass" na oczy nie widziałem. Za to ten fanfik przywołał we mnie wspomnienie opowiadania science-fiction "Ukorz się pajacu, rzecze Tiktaktor" autorstwa Harlana Ellisona. Jednak skoro jesteśmy w miejscu skupiającym się na fanfikach o kucyckach to głównym materiałem do analizy porównaczej jest MLP;FiM, a nie światowe archiwum chińskich bajek i opowiadań sci-fi. No i z tym jest słabo, bo za bardzo nie czuć, że jest opowiadanie jest o kucach. Zdarzają się dziwne sformułowaniu typu "szarpałem się za włosy", przez co momentami historia przywodzi na myśl ludzi. Do tego jak na fanfik jest bardzo mało nawiązań do samego serialu. Na tym się kończą wady tego opowiadania, cała reszty tworzy perfekcyjną całość. Owszem, wszystko jest opisanie jedynie z perspektywy głównego bohatera, akcja gna do przodu, opisów zbyt wiele nie ma, jednak pod koniec obraca się na korzyść całej historii. Podsumowywując: Jak komuś nie przeszkadzają otwarte zakończenia, oraz mała ilość "kucyków w kucykach" to fanfik jest godny polecenia. Jest krótki, dynamiczny oraz przyjemny w czytaniu.
  7. Cóż, zgodnie z opisem fanfik jest o zadzie Celestii... i tyle w temacie. Historia traktuje typowych rzeczach w życiu Celestii, tylko opisanych z nietypowej perspektywy. Za jedyny wyjątek uważam rozmowy dyplomatyczne z gryfami, jest tutaj ciekawy wątek. Gryfy chcą renegocjować, bo to "dawno było i czasy się zmieniły", a Celestia "ja to dobrze pamiętam, jak mi zrobiliście wjazd". Ciekawy motyw tego jak istnienie 1000-letniej władczynii zmienia zasady gry dyplomatycznej, nawet jeśli nie jest zbyt rozwinięty. Można jednak pokusić się o głębszą analizę, wedle której ten fanfik jest obśmianiem popularnych teorii, że każdy alicorn (potężny byt) musi mieć swoją drugą stronę podświadomość (o jego popularności niech świadczy to, że "zła osobowość Celestii" została pokazana w serialu), no i proszę bardzo! Alicorny mają swoją drugą stronę, zadnią! Jednak można również pokusić się o nadinterpretację w której "Zadzisław" jest tak naprawdę reprezentacją podświadomości Celestii, czyli jej najprymitywniejszych, biologicznych pragnień, co z tego wynika? Ano to, że podświadomie Celestia czuje się ogierem (utożsamia się z płcią męską) oraz pałą pożądaniem ku swojej własnej siostrze, przejawia paranoidalną podejrzliwość wobec swoich sług, a także przejawia głęboką pogardę wobec swoich poddanych. Za tą hipotezą przemawia zakończenie, w którym "opinie" Zadzisława, właściwie bez oporu stają się opiniami Celestii. I tak w sumie jest z podświadomością. Podsumowywując, jest to dobry fanfik, którego nie należy interpretować zbyt poważnie.
  8. Cóż, ten fanfik zgodnie z opisem jest lekki, łatwy i przyjemny. Jest udaną parodią korporacyjnego sposobu życia oraz myślenia. Na pewno można pochwalić kreację Króla Burz, która idealnie oddaje jego cynizm w filmie, a nawet twórczo go rozwija w groteskowej stylizacji na szefa megakorporacji. Podobnie jest z pozostałymi postaciami, każda z nich ma "przypisaną rolę" z korporacyjnego świata. Co do samej fabuły, mimo bycia opowieścią o militarnych podbojach to całość jest utrzymana w zaskakująco lekkim klimacie. No i samo zakończenie jest na plus, dzięki czemu fanfik może z powodzeniem robić za prequel do wydarzeń z filmu, ponieważ jej koniec dobrze objaśnia motywacje "Sztorm Kinga" (do końca życia zapamiętam tą nazwę z reklamy) do podboju Equestrii. Nawet ten crossover został dobrze zrobiony, normalnie bym się pluł na dodanie jakiegoś człowieka czy czegoś w tym stylu, ale został opisany na tyle enigmatycznie, że nie mam się do czego przyczepić. Za to kreacja "kolonii" wężokucy bardzo mi się podoba, choć ze względu na charakter historii nie ma zbyt wiele światotworzenia. Nawet "dodatek" na swój sposób tłumaczy czemu Storm King mógł wypiąć się na Tempest Shadow (zgodnie z korporacyjną logiką). No i w sumie podobnie jak w "Złotych Zbrojach" mamy uśmiercenie czegoś Starlighto-Glimmerowo-poodobnego, a za to zawsze należą się dodatkowe punkty. xD No więc, tak... zgadzam się z przedmówcami, że to jest dobry, śmieszny i krótki fanfik, w sam raz by sobie poprawić nastrój.
  9. W sumie to pierwsze tłumaczenie, które zacząłem czytać (nie licząc paru klasyków u zarania fandomu), jakoś zawsze wolałem czytać i komentować fanfiki z polskiej części fandomu (hurr durr udzielajmy wsparcia naszym i tak dalej). Tym bardziej, że ten temat wydawał mi sie być aktywny, ale dopiero teraz po jego przeczytaniu zrozumiałem, że duża ilość komentarzy wynika z hejtstormu na początku i dużej liczby aktualizacji... tyle czasu w błędzie. xD Niemniej doskonale rozumiem czemu Coldwind wziął się za tłumaczenie tegoż fanfika, jest to udana historia, którą lekko się czyta. Jeśli chodzi o samą jakość tłumaczenia to uważam ją za na najwyższym poziomie. Było parę niezbyt zgrabnych sformułować, ale jak na 80 rozdziałów było ich bardzo mało. Do tego rzuciło mi się określenie "kuczej krwi", może tak jest poprawnie, jednak ja uważam, że "kucnej/kucykowej" brzmiałoby o wiele lepiej. No i przyznam, że określaniem "elementu lojalności" mianem "wisiora" zamiast "naszyjnika" bardzo mi nie pasuje. Jednak to już wybitnie kwestia gustu. Wierności tłumaczenia oceniać nie będę, po pierwsze nie chce mi się czytać drugi raz tego samego (nawet jeśli jest w innym języku). Po drugie, uważam, że w kwestii fanfików wierność jest bez znaczenia. Całość trzeba przełożyć, czy właściwie napisać tak, żeby się dobrze czytała. I to Coldwindowi się udało, opisy jak i dialogi miedzy bohaterami są bardzo dobre.. Sama formuła, bardzo krótkich rozdziałów bardzo dobrze działa na samym początku, gdy po prostu Rainbow Dash leci na wschód. Dzięki czemu całość zyskuje coś metaforycznego, dając czytelnikowi spore pole do interpretacji. Jednak według mnie ta formuła już zaczyna gorzej się sprawdzać od momentu dołączenia Dash do karawany, wtedy narracja staje się bardziej ciągła, a mniej wyrywkowa, a krótkie rozdziały temu nie sprzyjają. Sama historia balansuje między klimatem poważnego fantasy, a "nierealizmem" serialu. Jednak to całe przerysowanie jest zadziwiająco łatwe do przełknięcia, w końcu za większość z nich odpowiada Rainbow Dash "wzmocniona" magicznym artefaktem. No właśnie, Rainbow Dash, główny bohater i siła napędowa tej historii. W stosunku do serialowego oryginału wydaje mi się być zdecydowanie lepsza, ma wiele mistrzowskich odzywek, jest pewna siebie do granic możliwości i wykazuje się niezłomną wolą. W sumie ten fanfik można streścić zdaniem "Historia w której fajność Rainbow Dash jest podkreślana na każdym kroku, zaś kolejne wyzwania mają to jeszcze bardziej podkreślić". W sumie można ten fanfik polecać każdemu, lekki przygodowy klimat i szybka akcja każdemu powinna przypaść do gustu.
  10. Złote zbroje to o tyle ciekawa historia, że ona świetnie funkcjonuje właściwie nie mając żadnego tła. Nie wiadomo za bardzo kiedy i gdzie się wszystko dzieje. Po prostu zostajemy wrzuceni w środek akcji i jedynie możemy się domyślać, że mamy tutaj do czynienia z pewną wariacją przeszłości Equestrii. Wariacji w której Celestia dokonuje założycielskiego podboju. I właściwie to tyle, podoba mi się to, że tak na dobrą sprawę ciężko rozsądzić, która ze stron konfliktu ma rację. Każdy ma swoje argumenty, których nie sposób zweryfikować. Jest to o tyle dobre, że w pewien sposób oddaje to wiedzę o świecie przeciętnego żołnierza walczącego dla Pani Dnia, znającego parę historii, a nie mającego kompleksowej wiedzy o świecie. To opowiadanie budują drobne detale, jak świetny pomysł na gryfich skrytobójców, dobra kreacja głównego bohatera z podkreśleniem jego przewag jako kuca ziemnego, a także sama kreacja Celestii, jeszcze tej młodej, energicznej, zadziornej i trochę nierozsądnej. No i oczywiście samo zakończenie sprawiające, że cała historia może funkcjonować jako mit założycielki Gwardii Królewskiej, tłumaczącego po swojemu skąd się wzięły te legendarne "Złote Zbroje".
  11. O odcinku świątecznym mogę powiedzieć jedno, jego największą zaletą jak i równocześnie największą wadą jest to, że jest to, że opowiada o wszystkim po trochu. Dzięki temu fan którejkolwiek postaci coś znajdzie dla siebie, acz z drugiej strony sprawia to, że to nie mamy żadnej rozbudowanego wątku fabularnego. Sam odcinek jest dla mnie smutny. Smutny, bo Marble Pie (nawet jeśli jedyne co robiła wspólnie z Big Maciem to omatopeje), jednak nie tylko z nią jest problem. Problem jest ze Spike’m, który po odcinku ze swoim starym (domniemanym) zrozumiał, że nie może pozwalać na traktowanie siebie jako niewolnika… a w tym odcinku Twilight używała go jako przynęty do odwrócenia uwagi wściekłego gryzonia. Generalnie Spike zalicza duży regres. I jeszcze jest smutny z powodu braci Flim i Flam, dlaczego? Problem polega na tym, że w Equestrii za bardzo elektroniki i odtwarzaczy dźwięku nie ma, zaś Flim i Flam byli w stanie masowo wyprodukować zabawki odtwarzające nagrane kwestie. Dla społeczeństwa postmodernistycznego (czyli naszego) te zabawki to chłam, dla społeczeństwa industrialnego (domniemany poziom kucy) te zabawki są cudem techniki. Doprawdy, myśl techniczna tych dwóch jednorożców wyprzedza pokolenie w którym żyją, a oni rozmieniają się na drobne. Niemniej wątek Flima i Flama ma ciekawe przesłanie jak na serial mający reklamować zabawki, co mi się podoba. Podobnie jak sama końcówka odcinka, gdzie mamy sceny z różnymi postaciami, przyjemny akcent. No i jeszcze mamy renifery, niby kolejna inteligentna rasa, co jest fajne. Jednak przez brak czasu ekranowego nie można było nimi przedstawić cokolwiek konkretnego. No i właśnie, 40 minutowy odcinek daje możliwość zrobienia czegoś na miarę finału sezonu, a tak mamy tylko zapychacza po którym zostaje smutek i gorycz.
  12. Cóż, specyfika tego fanfika polega na tym, że to nie jest jedna konkretna historia, tylko próba stworzenia kompletnego kucnego uniwersum. Dlatego cieszy mnie tag "alternate history", bo to pozwala autorowi na zwyczajne ignorowanie głupot z serialu w celu stworzenia spójnego świata. Toteż tak, fanfik jest dobry, choć trzeba zaznaczyć, że to bardziej tworzenie świata niż powieść.
  13. Cóż, wiele do napisania nie mam, bo to fanfik, które idealnie pasuje do moich gustów, toteż nie mam czego krytykować, a jak nie ma czego krytykować to nie ma o czym pisać. xD Toteż tak, jest progres w stosunku do Prześnionego Koszmaru.
  14. Na początek przyznam, że jeśli chodzi o S.T.A.L.K.E.R. to jestem hipsterem i tylko film znam, zaś same gry bardzo pobieżnie. Toteż ciężko mi oceniać nawiązania do samej serii gier. Za to podoba mi się oddanie klimatu filmu w pierwszym rozdziale. Stalker to ktoś kto traktuje Zonę ze sporą dozą metafizyki, kogoś kto bardziej kieruje się mistycyzmem niż racjonalizmem w pojmowaniu wydarzeń rozgrywających się w Zonie. Więc tak, polecam fanfik. No chyba, że komuś będzie przeszkadzało to, że w światotworzeniu elementy Stalkera dominują nad tymi z Equestria Girls. No ale w sumie dopiero mamy 3 rozdziały, toteż liczę na to, że ta proporcja jeszcze się wychyli się w drugi kierunek.
  15. Przeczytałem cały fanfik, a nawet wszystkie komentarze w temacie. Większość tej dyskusji skomentuje krótko: Krwawe Słońce to jet fanfik, czyli opowieść napisana przez fana dla fana (w tym przypadku MLP:FiM), Verlax przy jego pisaniu mógł się przy tym inspirować czym chce. Jednak znaczenie ma tylko to czy fanfik jest "dobry". Jak JA definiuje "DOBRY" fanfik? Ano tym czy spełnia to co obiecuje. Jeśli Verlax obiecuje wojenną opowieść z elementami gore to ma to być historia o tym jak wojna wpływa losy bohaterów oraz mają być naturalistyczne opisy wypruwania wnętrzności. Fanfik zawiera obiecane treści, więc jest dobry. Oczywiście gdyby Verlax chciał to mógłby całkowicie usunąć krwawe opisy, ale równie dobrze mógłby ich dać dziesięć razy więcej. To czy wiernie oddaje "historyczne wydarzenia" nie jest istotne (bo to nie jest powieść historyczna). Verlax rzetelnie opisał co jest w jego fanfiku, toteż zarzuty o "zbyt dużej ilości niepotrzebnego gore" uważam za bezzasadne. Czas przejść do rzeczy, czyli do samego fanfika, przyznam że zacząłem go czytać z okazji "bitwy fików" naprzemiennie z "Sześcioro" i choć na początku Sześcioro bardziej mi się podobało to jednak Krwawe Słońce (po miałkim początku) bardziej mnie wciągnęło. Podsumowywując: Fanfik pomimo, że jest bardzo długi to pozostawia uczucie niedosytu. Co bardzo dobrze o nim świadczy, bo przy dobrych historiach zawsze jest żal, że się skończyły. Niewątpliwie najlepszy fanfik w klimatach wojennych w polskim fandomie. Jak ktoś lubi gore (albo przynajmniej mu nie przeszkadza) to polecam przeczytać.