Xelacient

Brony
  • Content Count

    32
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

34 Good

3 Followers

About Xelacient

  • Rank
    Źrebaczek
  • Birthday 11/12/1991

Informacje profilowe

  • Gender
    Ogier
  • Miasto
    Łódź

Recent Profile Visitors

608 profile views
  1. Krótka historia, która tak naprawdę opiera się na jednym pomyśle. Za to bardzo dobrym, Celestia jako słoneczne bóstwo (czy właściwie słońce-bóstwo), dla którego fizyczne ciało jest jedynie awatarem umożliwiającym interakcję ze śmiertelnikami jest wyjątkowo zgrabnym wyjaśnieniem tego, że Equestria wygląda tak, a nie inaczej. Aż tyle i tylko tyle, armii najeźdźców komentować nie będę, bo są bez polotu (chociaż zwyczajnie nie lubię minotaurów, to może dlatego), Wroga armia nie była podmiotem tylko przedmiotem mającym pomóc w zilustrowaniu głównej tezy, zadanie spełniła. Podsumowywując: dobry fanfik z genialnym pomysłem stnowiącm pomos między bajkowością serialu z brutalnym realizm z przeciętna realizacją.
  2. Kupiłeś mnie tą bandą krów. Kolejny rozdział, kolejny odcinek z perypetii Twilight-księżniczki-w-średnim-wieku oraz jej bardzo niechętnej podopiecznej do zreformowania. Akcja idzie w tempie jakim iść powinna, czyli nieśpiesznie. Jednak takie tempo wynika z postawy dwóch figur tej opowieści, które ostrożnie badają sytuację w jakiej się znalazły. Do tego mamy wiele pionków, jednak każdy z nich wnosi do historii jakąś unikalną wartość. Od Papiliona przez Bessę do Ambrosii, mają swoją osobowośc, która się wyraża w każdej ich akcji i reakcji. Poza tym mmamy kolejną porcję radosnego światotworzenia, będącego udanym miksem serialu, kreacji fandomu oraz "realistycznej magii". Jest to jeden z nielicznych fanfików, w którym zauważono, że krowy to coś więcej niż zwierzęta i stanowią jakąś swoistą rasę (nawet jeśli podrzędna w stosunku do hegemonii kuców). Do tego mamy drobne, acz oczywiste nawiązanie do Past Sins. No i mamy wzmiankę przyjemnego shipa Applejack i Blueblooda, lubię takie niestadardowe rzeczy, zwłaszcza gdy mają sens. Blueblood wzgardził Rarity, która jest wieśniarą udającą wielką damę, ale docenił Applejack, która jest wieśniarą i jest dumna z tego kim jest (podobnie jak Blueblood)! Czyż córka z takiego związku nie powinna być dumna z tego kim jest i być przewrażliwiona na wszelkie oznaki traktowania z góry? Pisz dalej, dla rozrywki daj Bombę Dusz wysłaną z przeszłości przez Sombrę. xD
  3. Wracając do wątku "starożytnych demokracji", ja wiem, że tamte ustroje to był brud, syf i ubóstwo, a do tego zupełnie inne od współcześnie egzystujących demokracji.. i właśnie dlatego użyłem terminu 'cywilizacja demokratyczna stylizowana na starożytne Ateny". Niemniej greckie polis mimo swojego brudnej, syfiastej i ubogiej demokracji to były w stanie stawić skuteczny opór Imperium Perskiego. A właśnie dominium Saoshyant'a skojarzyło mi się Persją i jej kultem ognia (czy tam różnych rodzajów ognia). W sumie moje życzenie zostało spełnione w drugim rozdziale, gdzie brudna, uboga i syfiasta demokracja szlachecka Księstwa Wisentii stała się bolesnym cierniem w boku jednego z Nieśmiertelnych (nawet jeśli osiągnęli to przy pomocy innego Nieśmiertelnego) była przyjemnym przełamaniem schematu "Jest sobie monarchia X wchodzi Nieśmiertelny Y i rozstawia wszystkich po kątach". Generalnie rozdział drugi uważam za najlepszy. Pomimo kronikarskiego charakteru akcja w nim jest wartka, opisy charakterystyczne, zaś całość stanowi przyjemną mieszankę "rosyjskich legend" i elementów serialowych. W efekcie dobrze się dobrze się go czyta, mimo dość złożonej problematyki. Następny rozdział "Kairos" ma zasadniczo inny klimat, ale jest niemal równie dobry co rozdział. Niemal, bo przy opisach dynastii Unicornii robi się nudnawo, ale im alej jest tym lepiej. Mamy nawiązania do Starego Testamentu i Zewu Cthulu. Oraz udane wplecenie "nowej rasy" w opowiadaną historię. Tego samego nie można powiedzieć o rozdziale czwartym, co prawda jest on o tyle przystępny, że traktuje o "znajomej" postaci. to jest wypchany przepychankami politycznymi, które mało angażują czytelnika. Przynajmniej najazd gryfów przełamuje monotonię. Zasadniczo to jest problem całego fanfika, gdy mamy światotworzenie, kreowanie krain geograficznych, nowych ras czy religii to jest dynamika i akcja, a gdy mamy dynastię władców to historia przechodzi w suchy spis zdarzeń. Szczególnie udane jest wprowadzanie nowych ras, twórczo rozwija motywy pokazane w serialu. Kozy i niedźwiedzie mają swoje charakterystyczne zalety i wady, dzięki czemu ich populacje trwają, choć nie mają szans na przełamanie kucnej "hegemonii". No i oczywiście, zostaje rdzeń całej historii, czyli Nieśmiertelni. Ich kreacje są o tyle dobre, że rzeczywiście jest poczucie, że różnią się od siebie, zarówno cechami jak i sposobem realizowania "Wielkego Planu", nawet jeśli pomniejsze elementy fanfika wydają się być słabsze to w ostatecznym rozrachunku działają na korzyść nadrzędnego celu jakim jest opisanie danego Nieśmiertelnego. No i poza tym na korzyść historii działają takie drobne rzeczy jak parodiowanie "pewnych" rzeczy z rzeczywistości czy przewrotna (choć nad wyraz celna i pomysłowa) geneza elementów Harmonii.
  4. Na początek zacznę od światotworzenia... którego nie ma. xD Co prawda lubię zabawę związana z kreacja własnego świata w fanfiku, jednak jego braku nie uznaje za wadę. Jeśli autor woli od razu zająć akcją to jest to jego prawo. Tym bardziej, że wiadomo skąd się wzięła idea historii, mamy tutaj "skucykowaną" "literaturę łagrową", to czy jest dobrze zrobione pozostaje kwestią otwartą. Dla mnie wyszło to dobrze, niemniej moje ogólne wrażenie jest takie, że tym kucykom-więźniom było lepiej niż ludziom-więżniom. Może to wynikać z tego, że akcja tej historii dzieje się w okresie wiosenno-letnim (świadczy o tym choćby obecność młodych piskląt), który jest "łatwiejszy" do życia niż mroźna zima, albo z tego, że brakuje naturalistycznych opisów degeneracji spowodowanej niedożywieniem. Niemniej ja lubię to interpretować to tak, że czwronożni roślinożercy o wiele lepiej znoszą monotonną dietę (i łatwiej im znaleźć dodatkowy pokarm w lesie jak choćby te mrówki) niż dwunożni wszystkożercy. Dlatego też ta historia była dla mnie "lżejsza i przyjemniejsza" niż "prawdziwe historie łagrowe". Sama kreacja postaci była jak najbardziej wiarygodna. Po nakreśleniu ogółu dwóch "grup społecznych" "więźniów" i "strażników", mamy przejście do poszczególnych bohaterów. Szczególnie spodobała mi sie kreacja kanonicznych bohaterk, ich charaktery są dobrze oddane mimo, iż są "słabsze" niż w serialu. Jednak ten brak heroiczności mi się podoba, dzięki temu beznadziejna sytuacja Twilight została dodatkowo podkreślona. Nawet sama Pinkie Pie wyjątkowo wzbudzała sympatię, a nie irytację. Jednak kreacja autorskich postaci również nie zawodzi, Yell to postać o ciekawym charakterze (nie jest ani przesłodzona, ani zbyt mroczna) i jednej interesującej zdolności. Wśród strażników również zostaje wprowadzone trochę życia poprzez ukazanie paru charakterystycznych postaci (Moren Quik jako zwyczany sadysta, Whine Star jako zwykły kuc, który trudni się "brudnym fachem", by utrzymać rodzinę oraz Rapid Wish jako frajer do odstrzału xD). Z powodu tychże kreacji fanfik dobrze mi się czytało, dlatego też oceniam go jako udaną próbę opowiedzenia historii o kucykach beznadziejnej sytuacji. W tej interpretacji brak szerszego zarysu geopolitycznego jest zaletą, bo to oddaje w pewien sposób stan umysłu panujący obozie otoczonym przez las. Jest to dosłownie "Inny Świat" w którym to co się dzieje w "dalekich krainach" nie ma żadnego wpływu (przynajmniej w percepcji więźniów, którzy przez katorżniczą pracę ledwo mają siłę na zachowanie resztek empatii). Dlatego też "Owies na tysiąc sposobów" to dobra historia, choć trzeba zaznaczyć, że o ciężkim klimacie, który nie każdemu musi pasować. I na koniec tylko się doczepię, że pegazom zamiast przypinać ciężkie kule wystarczyłoby obcinać pióra. Rozwiązanie tańsze, nie wpływające negatywnie na pracę więźnia i nie prowadząca do trwałego okalecznia. Do tego nie jestem pewien czy same włócznie wystarczyłyby strażnikom do stłumienia buntu (nawet z obstawą dużych psów)
  5. Kolejna dwa rozdziały, wraz z nimi doszło więcej światotworzenia oraz opisu głównej bohaterki. Są to dwa najlepsze elementy fanfika i widać, że to im autor poświęca najwięcej uwagi. Opisy świata przedstawionego nie dość, że stanowią udany konglomerat elementów serialowych oraz "magicznego realizmu" to jeszcze są zgrabnie wplatane w toku wydarzeń. Przykładem jest opis rozwoju terenów między Equestrią, a Kryształowym Imperium (przy okazji jazdy pociągiem), analiza zwykłej książki przez Obsidian czy wyliczanie postaci ze "świata naukowego", przez Sunbursta przy okazji odkrycia "tajemniczego magicznego obiektu". Motywy oraz tok myślenia głównej bohaterki jest bardzo dobrze objaśniony. Osobnym wątkiem do dyskusji jest sama kreacja Sombry. Kreacja jego charakteru w trzecim sezonie serialu była bardzo zła, bo nie było jej w ogóle. Jednak dzięki temu Sombra stał się wyjątkowo elastyczną postacią i każdy może go kreować sobie wedle uznania (a przynajmniej mógł, bo w ostatnim sezonie pokazali, że Sombra to egocentryczny pyszałek). Tutaj mamy kreację Sombry jako "tyrana idealnego", władcę, który terroryzuje wszystkich po równo, i trzyma w żelaznej dyscyplinie nie tylko swoich "poddanych", ale przede wszystkim siebie samego. Wobec tego, jego córka nie jest jakąś "wpadką", tylko dobrze zaplanowanym elementem w polityce dynastycznej. Dziedzictwem, które może przetrwać jego śmierć. I to jest główna siła napędowego tej historii, zderzenie życia jako "córka tyrana" w totalitarnym kołchozie oraz w sielankowej krainie. Gorzej jest resztą postacii znanych w serialu, po pierwsze wydają sie być robione (hehehe) na jedno kopyto, kreacja Twilight nie jest zła, ale przerobienie reszty mane6 na alicorny, oraz danie kolejnych pegazorożców Cadence i Shinga jest dla mnie schematycznie drażniące. Do tego dochodzi inny problem, od "czasów akcji serialu" do "czasu akcji fanfika" upłynęło sporo czasu, a mimo to można odnieść wrażenie, że w życiu Mane6 i spółki nic przez ten czas się nie działo. Na szczęście było wspomniane "zostanie królową roju podmieńców" przez Twilight, co jakoś ten schemat przełamuje. I tak kreacja "dojrzałej" Twilight jest lepsza niż "fanatycznej" Twilight z Prześnionego Koszmaru. Podsumowując, lubię ten fanfik za światotworzenie. Na postacie nie narzekam, bo zachowują się logicznie i zgodnie ze swoim charakterem, ale też jakoś żadna z nich do mnie nie przemawia.
  6. Co prawda prowokowałem Ciebie do zrobienia 160 odcinków, żeby mój czwarty komentarz też był na na cztredziści odcinków, ale niech już będzie na na 32, tym bardziej, że jest co komentować. Na początku muszę przyznać, że ta seria podobnie jak poprzednia ma bardzo dobry początek, różnica jest taka, że poziom został utrzymany. Na początku mamy serię o Kryształowym Imperium z odrobiną absurdu, dzięki niej rozdziały można było kończyć efektywną pointą. Następnie mamy trzy lekki opowiastki, ale bez zbędnego absurdu, dzięki czemu były przyjemne w odbiorze. Następnie mamy zbiór kilku mchowych odcinków, (na szczęście "Tysiąc lat samotności" je przełamuje). Na szczęście zaraz po nich mamy "Króla Sombrę", który przez "hermetyczny humor" oraz udane popkulturowe nawiązania jest bardzo przyjemny. Następny odcinek z młodą Twilight również jest przyjemny, (nawet jeśli nie lubię samego motywu Twi-pędraka pałętającego sie pod kopytami Celestii xD ). "Naleśniczki" również mi się spodobały, kupił mnie hermetyczny żart z mąką "Typu 0". "Protest" również wchodził w obszary absurdu, ale mimo tego również mi się podobał. Podobnie było z "Problemem", dobra rzemieślnicza robota, zbudowana na podstawie kiepskiego pomysłu (taniego żartu). I wtedy następuje kolejny moment zwrotny, czyli seria "Poświęcenie", bardzo przyjemna gra motywów i odwrócenia ról. No i na sam koniec zostaje przyjemna seria komedyjek. "Owoc" był średni, ale "Adorator" był już świetny (autoironia oraz hermetyczny humor zrobiły swoje). Przepowiednia jest doskonałym przykładem jak można zwykły suchar opowiedzieć w świetnej formie. Tradycja to kolejny dobry fanfik w którym poważna tematyka została zpuentowana za pomocą odrobiną absurdu (co bardzo pasuje do tej krótkiej formy tekstów). No i na końcu mamy "Fanfik" oraz "Pociąg", w tych odcnikach to już nie jest humor hermetyczny, to już zwykły fanserwis i forma zabawy we wspólnym gronie. Mi jako członkowi klubu to się podoba, osobie z zewnątrz moze to nie przypaść do gustu. No i na koniec mamy odcinek 152 "Czas Przyjaźnie", pewnie to jest przeróbka czegoś, ale nie wiem czego i raczej to był średni odcinek. Podsumowując, nad wyraz udana seria. Jednak niezmiernie się cieszę, że w końcu została zakończona. Połowę tych odcinków bez żalu zamieniłbym na na kolejny rozdział "Wiecznej Wojny", druga połowa była warta bycia napisaną oraz przeczytania. PS. Teraz "Ziemię Obiecaną" oficjalne ogłaszam najlepszym odcinkiem ze wszystkich, perełka wybijająca sie poziomem ponad resztę i godną wyodrębnienia jako osobny fanfik.
  7. Czas skomentować kolejną czterdziestkę. I jest tendencja spadkowa. Być może to wrażenie wynika z tego, że już na samym początku jest bardzo dobra "Pax Equestria" oraz "Snołapka", które stanowią wiarygodny obraz Celestii rozdartej między byciem potężnym władcą, a zapewnieniu dobrobytu kucykom. Zaraz po nich następuje mocny "Ból", groteskowy rozdział który zaskakująco dobrze wyjaśnia pewne rzeczy dziejące się w serialu (np. czemu Starswirl pałęta się po Equestrii jak jakiś wygnaniec zamiast mieć ciepłą posadę w Canterlocie). Po takim dobrym początku, ciężko utrzymać równy poziom przez resztę odcinków. Później godna wzmianki jest "Krótka, zwycięska wojenka", przyjemne zderzenie poważnej tematyki społeczno-wojennej z z nieoczekiwanym rozwiązaniem. Na takiej samej zasadzie udany jest "Wniosek". Dalej mamy "Bliznę" (oraz "Pytanie") oraz "Nie martw się" stanowiące udane nawiązania do popkultury, ale broniące się jako samodzielne opowieści. "Zabytek" cenię za humor pozbawiony absurdu. Na końcu zostają "Dary" oraz "Szkło stanowiące pewną historię z puentą. Cała reszta rozdziałów to albo jakieś jakieś pasty i heheszkowate zapychacze, przy których można się uśmiechnąć ("Tramwaj", "S.E.R") ale nie zostają w pamięci na długo, albo poważniejsze historie, które z jakichś powodów mi nie pasują. Takie "Dzieci Nocy" mi się nie podobają (dokładnie z tego samego powodu dla którego lubię "Posąg"). "Deszcz" i "Ciepło" nie były złe, ale puenta była bez polotu. A nawet "Reset" pomimo ciekawych pomysłów jest taki sobie. Być może to przez krótką formę te rozdziały nie wybrzmiały należycie. PS. "Ziemia Obiecana" jest wciąż najlepsza.
  8. Xelacient

    Akurat Zephyr Breeze był najlepszym rekrutem jaki kiedykolwiek trafił się gwardii, jego wykiwanie wymagało PEWNEGO nakładu czasu i pomyślunku. A to, że został kozłem ofiarnym Luny? Widocznie Pani Snów podglądała jego sny i wiedziała, że ma słabość do Rainbow Dash. Na takiej samej zasadzie należałoby wywalić resztę gwardii, bo dała się rozproszyć Applejack i Pinkie Pie. No, ale to prywatna formacja Księżniczek, mogą przyjmować i wywalać kogo zechcą. Do tego stanowczo nie zgadzam się z Dzidek Chanem, motyw z Applejack będącą (przez pewien czas w swoim życiu) piosenkarką pięknie koreluje z odcinkiem "Mane Attraction". Już wtedy wykazała umiejętność gry na gitarze i nawet pasuje do jej przyjaźni z Rarą. Generalnie w tym odcinku było wiele powrotów starych postaci i motywów, które zostały ułożony w zgrany sposób (nie to co w "Uprooted"). Do tego ciekawym motywem jest znaczący udział aktorek głosowych w powstaniu scenariusza, tym większy mój podziw, że wyszła tak zgrabna fabuła do której jeszcze dorzuconą liczną ilość memicznych scen (nawet jeśli jedna z nich była zrzynką jednego konkretnego mema). Generalnie odcinek nie rozwalił systemu tak bardzo jak setny, ale i tak wart jest zapamiętania.
  9. Kolejne Czterdzisci odcinków przeczytanie (i to jakiś czas temu) pora na komentarz. Ogólnie jest progress, z tej czterdziestki już jakieś trzy czwarte odcinków uważam za warte napisania i przeczytania. Do tego pojawił się mój absolutny faworyt w całej serii czyli odcinkek 55, "Ziemia Obiecana". Jest to rozdział wyjątkowy, bo przyjęta forma przypowieści idealnie pasuje do formuły krótkiego rozdziału. Jednak mimo minimalnej formy jest przewrotna w treści, to co z początku wydaje się propagandową legendą na końcu okazuje się być czymś zupełnie innym. Wyjątkowa udane zgranie wielu motywów w małej formie. Poza tym godne nadmienienia jest "Wielka Biblioteka Przyjaźni", za prosty (choć często zapominany) motyw, że Equestria to coś więcej niż kuce i lokacje znane z serialu, i że to "społeczeństwo kucy" może w końcu się do czegoś przydać. "Dylemat" jest średnim odcinkiem, który byłby idealnym scenariuszem na średni odcinek serialu. xD Seria "Przeznaczenie" jest ciekawa jednak odgórnie narzucona minimalistyczna forma, sprawia, że mamy zbyt wiele grimdarku na raz, nie pozwala jednemu smutnemu wydarzeniu wybrzmieć do końca, a już następuje następne. I żeby nie było, że tylko mroczne rzeczy lubię to humor w "Twilight" jak najbardziej przypadł mi do gustu. Następnie mamy odcinek 59 "H'rbtha", która rozpoczyna przyjemną mini-serię. Po niej mamy nieco bardziej smutną, ale też przyjemną serię o Tempest Shadow. Godne wspomnienia są również dwa odcinki z Sombrą. "Zdrada" przedstawia nieco przyziemny, ale i ciekawy motyw, że nawet król rzadko kiedy ma swobodę decyzji. "Posąg" z kolei pokazuje, że pewnych rzeczy nie sposób odkupić. Na zakończenie był bardzo pocieszny odcinek "Spacer" o "zwykłym-niezwykłym" dniu dwóch sióstr. No i jako bonus muszę wspomnieć, że choć nie lubię absurdalnego humoru to "Erę Imperiów" doceniam za hermetyczne żarty z Age of Empiress.
  10. Czterdzisci odcinków przeczytane i stwierdziłem, że pora na komentarz (bo ciężko będzie skomentować wszystko na raz). Jednak na początku mocno dowalę: Rozumie motywację i cel Kredke w takim codziennym pisaniu chociaż jednego rozdziału. Jednak mnie jako czytelnika fanfików interesuje mnie jedynie ostateczny efekt. No i dla mnie efekt jest połowiczny... Pierwsze dziewięć odcinków to takie pasty(no może poza szóstym), których długość i tematyka sprawia, że lepiej, by pasowały jako spamerskie posty gdzieś na fejsbuku niż oddzielne opowiadania w docsie. No, ale od "Powrotu" robi się bardzo dobrze. Jest już pewna ciągłość fabularna o Królewskich Siostrach, która bardzo mi odpowiadała mimo (a może dzięki temu), że poszczególne odcinki balansują na skrajnych emocjach. Później następuje kilka średnich odcinków-śmieszków o Chrysalis. Następnie dobra seria o życiowych problemach Princess Cadence i jej pantofla. Po czym następuje Wielki i Potężny Powrót Królewskich Sióstr, perfekcyjnie rozdziały do których reszta odcinków nawet nie ma startu. Po nich godne wspomnienia jeszcze są "Biblioteka" oraz "Miasto musi przetrwać", bardzo dobre rozdziały pomiędzy, którymi umieszczono parę przyjemnych sucharów o Królewskiej Gwardii. I tak nastąpiło "Łóżko" i rozdział 40. Czworokąt z Księżniczek niby brzmi dobrze, ale jakoś odcinek słabo mi wszedł, ale to pewnie przez nawiązanie do "Trylogii", której nie lubię. W ogólnym rozrachunku należy wspomnieć o bardzo dobrym światotworzeniu. Co prawda każdy odcinek może sobie funkcjonować jako osobny "alternatywny świat kuców", to w pewien sposób tworzą obraz żyjącej Equestrii, pełnej kuców mających własne pragnienia i problemy. No i wiele z nich oparta jest na niebanalnym pomyśle, który wystarczyłby na dłuższą historię Na koniec muszę przyznać jedno: Królewskie Antyprzygoty to idealny fanfik do czytania na telefonie. Może warto Kredke zrobić jakąś spamerską stronkę na fejsie, żeby ludzie obnażający się przed cukierdenkiem mogli czytać odcinki?
  11. Kamiennych cegieł to ja nie przepuszczę ot tak sobie, albo bloki wyciosane z kamienia, albo cegły uformowane z pokruszonej skały. Poza tym nie ma niczego czego bym się tak agresywnie czepiał. Owszem opisy z początku są nazbyt pompatyczne i są bardziej stwierdzeniami niż opisami. Przykład "Symbolizowała ona jego wielką wiedzę", jest to trochę za szybko wyłożona kawa na ławę, bez zbytniej potrzeby. Z drugiej strony Rafael został opisany zdawkowo jako "niski zielony kucyk", przez co myślałem, że jest kucykiem ziemskim, ale przy scenie z Blaze pojawia się informacja, że "swoim rogiem oświetlił ciemny korytarz" co jednak oznacza, że jest jednorożcem. Takie niedopatrzenie jest bardzo konfundujące dla czytelnika. Generalnie przydałby się zamiennik dla słowa "kuc", które w trakcie historii jest powtarzane nazbyt często. Na szczęście po tych potknięciach styl zostaje wygładzony, po czym następuje całkiem przyjemna scena z Rafaelem i Blaze, ich dialog wnosi sporo życia do historii. Rozmowa braci była poprawna, po czym nastąpił koniec rozdziału. Pięć stron to niewiele, ale historia jest dla mnie obiecująca, albowiem lubię takie klimaty fantasy. Na razie Rafael i Blaze są dla mnie wygrywami tej historii, zaś bracia są jej przegrywami. xD
  12. Xelacient

    Cóż, ten fanfik zgodnie z tagami ma być lekką, dynamiczną i pełną absurdów komedią i założenia te spełnia. Forma dramatu pasuje do założonego klimatu i dobrze się czyta. Co prawda stosowany rodzaj humoru nie nadawałby się na coś dłuższego i bardziej rozbudowanego, ale jest w sam raz dla obecnej formy. Na pewno na plus można zaliczyć kreacje Mane6, która jest bliska temu co znamy z serialu. Za to nie podoba mi się wciskanie humanoidów do historii, no ale to już kwestia gustu.
  13. Spin-off Kryształowego Oblężenia lepszy niż samo Kryształowe Oblężenie? Trudne to nie było. xD Oryginał, a przynajmniej jego początek zatytułowany "Czerwona Uwertura" znam, dlatego też z wielką przyjemnością przeczytałem tego fanfika, bo w udany sposób rozprawia się z głupotami oryginału, jak choćby tym, że Celestia sfinsowała zbrojenia złotem ze swojego skarbca. Nie dość, że wyjaśnia czemu to był zły pomysł to jeszcze zgrabnie demaskuje to jako "propagandę" i od razu wyjaśnia skąd naprawdę wzięto "zasoby walutowe". Toteż tak, jest zdecydowanie lepiej, jednak żeby zrozumieć kunszt światoworzenia w tej historii to trzeba mieć jakieś blade pojęcie o przemianach społecznych spowodowanych industrializacją oraz urbanizacją, ekonomii oraz kulturze. Dlatego, choć mimo bycia jakościowo lepszym to fanfik jest trudniejszy w odbiorze niż samo "Kryształowe Oblężenie". Co prawda na obronę bazowej opowieści działa to, że w MLP:FiM mimo niskiej industrializacji to jest sporo technologicznych nowinek, toteż "wojenny przemysł dieselpunkowy w 5 lat" (według mnie) byłby wykonalny. Jednak pozostaje kwestia przemian społecznych, i to na nich skupia się ta historia. Jednak na pewno na plus jest to, że Verlax temu wszystkiemu próbuje nadać w miarę lekką formę poprzez samą konstrukcję fanfika, gryfi reporter, który łazi tu i tam, przeprowadza wywiady z różnymi osobami, dzięki czemu wielką przemianę pacyfistycznego społeczeństwa w zdolny do obrony naród poznajemy z perspektywy przeciętnego obywatela Equestrii. Czyli mamy dokładnie to czego brakuje w "Kryształowym Oblężeniu". Głos na [Epic], bo jeśli ten fanfik na to nie zasługuje to żaden fanfik na to nie zasługuje.
  14. Ja na początek powiem, że anime "Psycho-pass" na oczy nie widziałem. Za to ten fanfik przywołał we mnie wspomnienie opowiadania science-fiction "Ukorz się pajacu, rzecze Tiktaktor" autorstwa Harlana Ellisona. Jednak skoro jesteśmy w miejscu skupiającym się na fanfikach o kucyckach to głównym materiałem do analizy porównaczej jest MLP;FiM, a nie światowe archiwum chińskich bajek i opowiadań sci-fi. No i z tym jest słabo, bo za bardzo nie czuć, że jest opowiadanie jest o kucach. Zdarzają się dziwne sformułowaniu typu "szarpałem się za włosy", przez co momentami historia przywodzi na myśl ludzi. Do tego jak na fanfik jest bardzo mało nawiązań do samego serialu. Na tym się kończą wady tego opowiadania, cała reszty tworzy perfekcyjną całość. Owszem, wszystko jest opisanie jedynie z perspektywy głównego bohatera, akcja gna do przodu, opisów zbyt wiele nie ma, jednak pod koniec obraca się na korzyść całej historii. Podsumowywując: Jak komuś nie przeszkadzają otwarte zakończenia, oraz mała ilość "kucyków w kucykach" to fanfik jest godny polecenia. Jest krótki, dynamiczny oraz przyjemny w czytaniu.
  15. Cóż, zgodnie z opisem fanfik jest o zadzie Celestii... i tyle w temacie. Historia traktuje typowych rzeczach w życiu Celestii, tylko opisanych z nietypowej perspektywy. Za jedyny wyjątek uważam rozmowy dyplomatyczne z gryfami, jest tutaj ciekawy wątek. Gryfy chcą renegocjować, bo to "dawno było i czasy się zmieniły", a Celestia "ja to dobrze pamiętam, jak mi zrobiliście wjazd". Ciekawy motyw tego jak istnienie 1000-letniej władczynii zmienia zasady gry dyplomatycznej, nawet jeśli nie jest zbyt rozwinięty. Można jednak pokusić się o głębszą analizę, wedle której ten fanfik jest obśmianiem popularnych teorii, że każdy alicorn (potężny byt) musi mieć swoją drugą stronę podświadomość (o jego popularności niech świadczy to, że "zła osobowość Celestii" została pokazana w serialu), no i proszę bardzo! Alicorny mają swoją drugą stronę, zadnią! Jednak można również pokusić się o nadinterpretację w której "Zadzisław" jest tak naprawdę reprezentacją podświadomości Celestii, czyli jej najprymitywniejszych, biologicznych pragnień, co z tego wynika? Ano to, że podświadomie Celestia czuje się ogierem (utożsamia się z płcią męską) oraz pałą pożądaniem ku swojej własnej siostrze, przejawia paranoidalną podejrzliwość wobec swoich sług, a także przejawia głęboką pogardę wobec swoich poddanych. Za tą hipotezą przemawia zakończenie, w którym "opinie" Zadzisława, właściwie bez oporu stają się opiniami Celestii. I tak w sumie jest z podświadomością. Podsumowywując, jest to dobry fanfik, którego nie należy interpretować zbyt poważnie.