Xelacient

Brony
  • Zawartość

    16
  • Rejestracja

  • Ostatnio

Reputacja

22 Neutralna

3 obserwujących

O Xelacient

  • Ranga
    Źrebaczek
  • Urodziny 11/12/1991

Informacje profilowe

  • Płeć
    Ogier
  • Miasto
    Łódź

Ostatnio na profilu byli

497 wyświetleń profilu
  1. Cóż, ten fanfik zgodnie z opisem jest lekki, łatwy i przyjemny. Jest udaną parodią korporacyjnego sposobu życia oraz myślenia. Na pewno można pochwalić kreację Króla Burz, która idealnie oddaje jego cynizm w filmie, a nawet twórczo go rozwija w groteskowej stylizacji na szefa megakorporacji. Podobnie jest z pozostałymi postaciami, każda z nich ma "przypisaną rolę" z korporacyjnego świata. Co do samej fabuły, mimo bycia opowieścią o militarnych podbojach to całość jest utrzymana w zaskakująco lekkim klimacie. No i samo zakończenie jest na plus, dzięki czemu fanfik może z powodzeniem robić za prequel do wydarzeń z filmu, ponieważ jej koniec dobrze objaśnia motywacje "Sztorm Kinga" (do końca życia zapamiętam tą nazwę z reklamy) do podboju Equestrii. Nawet ten crossover został dobrze zrobiony, normalnie bym się pluł na dodanie jakiegoś człowieka czy czegoś w tym stylu, ale został opisany na tyle enigmatycznie, że nie mam się do czego przyczepić. Za to kreacja "kolonii" wężokucy bardzo mi się podoba, choć ze względu na charakter historii nie ma zbyt wiele światotworzenia. Nawet "dodatek" na swój sposób tłumaczy czemu Storm King mógł wypiąć się na Tempest Shadow (zgodnie z korporacyjną logiką). No i w sumie podobnie jak w "Złotych Zbrojach" mamy uśmiercenie czegoś Starlighto-Glimmerowo-poodobnego, a za to zawsze należą się dodatkowe punkty. xD No więc, tak... zgadzam się z przedmówcami, że to jest dobry, śmieszny i krótki fanfik, w sam raz by sobie poprawić nastrój.
  2. W sumie to pierwsze tłumaczenie, które zacząłem czytać (nie licząc paru klasyków u zarania fandomu), jakoś zawsze wolałem czytać i komentować fanfiki z polskiej części fandomu (hurr durr udzielajmy wsparcia naszym i tak dalej). Tym bardziej, że ten temat wydawał mi sie być aktywny, ale dopiero teraz po jego przeczytaniu zrozumiałem, że duża ilość komentarzy wynika z hejtstormu na początku i dużej liczby aktualizacji... tyle czasu w błędzie. xD Niemniej doskonale rozumiem czemu Coldwind wziął się za tłumaczenie tegoż fanfika, jest to udana historia, którą lekko się czyta. Jeśli chodzi o samą jakość tłumaczenia to uważam ją za na najwyższym poziomie. Było parę niezbyt zgrabnych sformułować, ale jak na 80 rozdziałów było ich bardzo mało. Do tego rzuciło mi się określenie "kuczej krwi", może tak jest poprawnie, jednak ja uważam, że "kucnej/kucykowej" brzmiałoby o wiele lepiej. No i przyznam, że określaniem "elementu lojalności" mianem "wisiora" zamiast "naszyjnika" bardzo mi nie pasuje. Jednak to już wybitnie kwestia gustu. Wierności tłumaczenia oceniać nie będę, po pierwsze nie chce mi się czytać drugi raz tego samego (nawet jeśli jest w innym języku). Po drugie, uważam, że w kwestii fanfików wierność jest bez znaczenia. Całość trzeba przełożyć, czy właściwie napisać tak, żeby się dobrze czytała. I to Coldwindowi się udało, opisy jak i dialogi miedzy bohaterami są bardzo dobre.. Sama formuła, bardzo krótkich rozdziałów bardzo dobrze działa na samym początku, gdy po prostu Rainbow Dash leci na wschód. Dzięki czemu całość zyskuje coś metaforycznego, dając czytelnikowi spore pole do interpretacji. Jednak według mnie ta formuła już zaczyna gorzej się sprawdzać od momentu dołączenia Dash do karawany, wtedy narracja staje się bardziej ciągła, a mniej wyrywkowa, a krótkie rozdziały temu nie sprzyjają. Sama historia balansuje między klimatem poważnego fantasy, a "nierealizmem" serialu. Jednak to całe przerysowanie jest zadziwiająco łatwe do przełknięcia, w końcu za większość z nich odpowiada Rainbow Dash "wzmocniona" magicznym artefaktem. No właśnie, Rainbow Dash, główny bohater i siła napędowa tej historii. W stosunku do serialowego oryginału wydaje mi się być zdecydowanie lepsza, ma wiele mistrzowskich odzywek, jest pewna siebie do granic możliwości i wykazuje się niezłomną wolą. W sumie ten fanfik można streścić zdaniem "Historia w której fajność Rainbow Dash jest podkreślana na każdym kroku, zaś kolejne wyzwania mają to jeszcze bardziej podkreślić". W sumie można ten fanfik polecać każdemu, lekki przygodowy klimat i szybka akcja każdemu powinna przypaść do gustu.
  3. Złote zbroje to o tyle ciekawa historia, że ona świetnie funkcjonuje właściwie nie mając żadnego tła. Nie wiadomo za bardzo kiedy i gdzie się wszystko dzieje. Po prostu zostajemy wrzuceni w środek akcji i jedynie możemy się domyślać, że mamy tutaj do czynienia z pewną wariacją przeszłości Equestrii. Wariacji w której Celestia dokonuje założycielskiego podboju. I właściwie to tyle, podoba mi się to, że tak na dobrą sprawę ciężko rozsądzić, która ze stron konfliktu ma rację. Każdy ma swoje argumenty, których nie sposób zweryfikować. Jest to o tyle dobre, że w pewien sposób oddaje to wiedzę o świecie przeciętnego żołnierza walczącego dla Pani Dnia, znającego parę historii, a nie mającego kompleksowej wiedzy o świecie. To opowiadanie budują drobne detale, jak świetny pomysł na gryfich skrytobójców, dobra kreacja głównego bohatera z podkreśleniem jego przewag jako kuca ziemnego, a także sama kreacja Celestii, jeszcze tej młodej, energicznej, zadziornej i trochę nierozsądnej. No i oczywiście samo zakończenie sprawiające, że cała historia może funkcjonować jako mit założycielki Gwardii Królewskiej, tłumaczącego po swojemu skąd się wzięły te legendarne "Złote Zbroje".
  4. O odcinku świątecznym mogę powiedzieć jedno, jego największą zaletą jak i równocześnie największą wadą jest to, że jest to, że opowiada o wszystkim po trochu. Dzięki temu fan którejkolwiek postaci coś znajdzie dla siebie, acz z drugiej strony sprawia to, że to nie mamy żadnej rozbudowanego wątku fabularnego. Sam odcinek jest dla mnie smutny. Smutny, bo Marble Pie (nawet jeśli jedyne co robiła wspólnie z Big Maciem to omatopeje), jednak nie tylko z nią jest problem. Problem jest ze Spike’m, który po odcinku ze swoim starym (domniemanym) zrozumiał, że nie może pozwalać na traktowanie siebie jako niewolnika… a w tym odcinku Twilight używała go jako przynęty do odwrócenia uwagi wściekłego gryzonia. Generalnie Spike zalicza duży regres. I jeszcze jest smutny z powodu braci Flim i Flam, dlaczego? Problem polega na tym, że w Equestrii za bardzo elektroniki i odtwarzaczy dźwięku nie ma, zaś Flim i Flam byli w stanie masowo wyprodukować zabawki odtwarzające nagrane kwestie. Dla społeczeństwa postmodernistycznego (czyli naszego) te zabawki to chłam, dla społeczeństwa industrialnego (domniemany poziom kucy) te zabawki są cudem techniki. Doprawdy, myśl techniczna tych dwóch jednorożców wyprzedza pokolenie w którym żyją, a oni rozmieniają się na drobne. Niemniej wątek Flima i Flama ma ciekawe przesłanie jak na serial mający reklamować zabawki, co mi się podoba. Podobnie jak sama końcówka odcinka, gdzie mamy sceny z różnymi postaciami, przyjemny akcent. No i jeszcze mamy renifery, niby kolejna inteligentna rasa, co jest fajne. Jednak przez brak czasu ekranowego nie można było nimi przedstawić cokolwiek konkretnego. No i właśnie, 40 minutowy odcinek daje możliwość zrobienia czegoś na miarę finału sezonu, a tak mamy tylko zapychacza po którym zostaje smutek i gorycz.
  5. Cóż, specyfika tego fanfika polega na tym, że to nie jest jedna konkretna historia, tylko próba stworzenia kompletnego kucnego uniwersum. Dlatego cieszy mnie tag "alternate history", bo to pozwala autorowi na zwyczajne ignorowanie głupot z serialu w celu stworzenia spójnego świata. Toteż tak, fanfik jest dobry, choć trzeba zaznaczyć, że to bardziej tworzenie świata niż powieść.
  6. Cóż, wiele do napisania nie mam, bo to fanfik, które idealnie pasuje do moich gustów, toteż nie mam czego krytykować, a jak nie ma czego krytykować to nie ma o czym pisać. xD Toteż tak, jest progres w stosunku do Prześnionego Koszmaru.
  7. Na początek przyznam, że jeśli chodzi o S.T.A.L.K.E.R. to jestem hipsterem i tylko film znam, zaś same gry bardzo pobieżnie. Toteż ciężko mi oceniać nawiązania do samej serii gier. Za to podoba mi się oddanie klimatu filmu w pierwszym rozdziale. Stalker to ktoś kto traktuje Zonę ze sporą dozą metafizyki, kogoś kto bardziej kieruje się mistycyzmem niż racjonalizmem w pojmowaniu wydarzeń rozgrywających się w Zonie. Więc tak, polecam fanfik. No chyba, że komuś będzie przeszkadzało to, że w światotworzeniu elementy Stalkera dominują nad tymi z Equestria Girls. No ale w sumie dopiero mamy 3 rozdziały, toteż liczę na to, że ta proporcja jeszcze się wychyli się w drugi kierunek.
  8. Przeczytałem cały fanfik, a nawet wszystkie komentarze w temacie. Większość tej dyskusji skomentuje krótko: Krwawe Słońce to jet fanfik, czyli opowieść napisana przez fana dla fana (w tym przypadku MLP:FiM), Verlax przy jego pisaniu mógł się przy tym inspirować czym chce. Jednak znaczenie ma tylko to czy fanfik jest "dobry". Jak JA definiuje "DOBRY" fanfik? Ano tym czy spełnia to co obiecuje. Jeśli Verlax obiecuje wojenną opowieść z elementami gore to ma to być historia o tym jak wojna wpływa losy bohaterów oraz mają być naturalistyczne opisy wypruwania wnętrzności. Fanfik zawiera obiecane treści, więc jest dobry. Oczywiście gdyby Verlax chciał to mógłby całkowicie usunąć krwawe opisy, ale równie dobrze mógłby ich dać dziesięć razy więcej. To czy wiernie oddaje "historyczne wydarzenia" nie jest istotne (bo to nie jest powieść historyczna). Verlax rzetelnie opisał co jest w jego fanfiku, toteż zarzuty o "zbyt dużej ilości niepotrzebnego gore" uważam za bezzasadne. Czas przejść do rzeczy, czyli do samego fanfika, przyznam że zacząłem go czytać z okazji "bitwy fików" naprzemiennie z "Sześcioro" i choć na początku Sześcioro bardziej mi się podobało to jednak Krwawe Słońce (po miałkim początku) bardziej mnie wciągnęło. Podsumowywując: Fanfik pomimo, że jest bardzo długi to pozostawia uczucie niedosytu. Co bardzo dobrze o nim świadczy, bo przy dobrych historiach zawsze jest żal, że się skończyły. Niewątpliwie najlepszy fanfik w klimatach wojennych w polskim fandomie. Jak ktoś lubi gore (albo przynajmniej mu nie przeszkadza) to polecam przeczytać.
  9. Generalnie nie znoszę tematyki "Biur Adaptacyjnych". Po prostu dla mnie fantastyka jest po to, żeby zapomnieć o "realnym świecie", jego historii, polityce, religii i innych problemach. Podobne podejście mam przy kucykach, toteż mieszanie ludzi (ze świata realnego) z nimi jest dla mnie po prostu aberracją. Wynaturzeniem, które mogę tolerować, ale nigdy nie polubię. I jedyny powód dla którego przeczytałem tą historię to "przygotowania" na "bitwę fików" w "KKPK". I muszę przyznać, że historia jest bardzo przyjemna. Podsumowywując: ten fanfik znacznie polepszył mój stosunek do "gatunku TCB". Sam nie wierzę, że to piszę, ale z pewnością będę wracał do tego fanfika.
  10. Konfrontacja mimo, iż jest kontynuacją „Delirium” (i „Pościgu” w sumie też) to przynosi znaczącą zmianę narracyjną. W końcu nie ma eksploracji pojedyńczyńczych umysłów, tylko mamy normalną narrację trzecioosobową. Fanfik ten rozwija ważne wydarzenie, które zostało nam pokazane w serialu (nawet jeśli to była jedna scena), pokonanie Sombry i wygnanie go razem z całym imperium. I muszę przyznać, iż jest to próba udana. Malviago w pełni wykorzystał fakt, że cała historia została jedynie wspomniana, dzięki czemu mógł ją opowiedzieć po swojemu. Już sam początek historii od samego początku gładko wyjaśnia czemu Celestia i Luna ruszyły do walki bez wsparcia „zwykłych żołnierzy”. Zamieć, która „nie jest zwykła zamiecią” nie tylko logicznie uzasadnia wybór sióstr, ale również klimatycznie wprowadza ciężką atmosferę nachodzącego starcia. Atmosferę, która robi się tym cięższa im Celestia i Luna są bliżej celu. Sama kreacja „młodej” Celestii oraz „młodej” Luny jest nad wyraz wiarygodna i charakterystyczna, podobnie jest z opisem podbitego Kryształowego Imperium oraz jego zniewolonych mieszkańców, których Sombra wykorzystuje do manipulowania alicornijkami. Klimat robi się coraz cięższy, aż w końcu dochodzi do tytułowej konfrontacji. Sama walka jest… przebajerowana, co prawda mamy tutaj walkę istot dysponujących półboskimi mocami, ale to jednak materializowanie broni z powietrza, przenikanie przez ściany oraz wyłażące macki jakoś psują mi klimat. Podobnie jak Sombra uwieszony szyi Celestii. Może to miało co ukazać jak to czarny ogier jest przesiąknięty zwierzęcą nienawiścią (i stanowi ciekawe wyjaśnienie czemu Celestia cały czas paraduje w złotej obroży), ale i tak jest dla mnie komiczna. Przynajmniej fragment z Luną, która aby pokonać czarnoksiężnika, musi najpierw rozwiązać zagadkę jego labiryntu, ratuje całość. Na szczęście na końcu mamy bardzo niesatysfakcjonujący finał. Niesatysfakcjonujący oczywiście dla postaci, a nie dla czytelnika. Królewskie siostry wygrały, ale nie sposób ich zwycięstwa nazwać ostatecznym. Do tego jego efekty nie sposób nazwać w pełni pozytywnymi. Na końcu należy wspomnieć, że choć „Konfrotnacja” broni się jako samodzielna historia to wiele zyskuje, dzięki przeczytaniu „Pościgu”, „Delirium”, a także „Tajemnic”. Ja sam tą historię przeczytałem dawno temu (po Pościgu i Delirium, ale przed Tajemnicami), i teraz gdy znów do niej wróciłem (już mając w pamięci Tajemnice) to odkryłem dodatkowe znaczenie pewnych scen w całej historii. Świadczy to o znakomitym przemyśleniu cyklu! Podsumowywując: Świetne kreacje postaci, wiarygodne i charakterystyczne kreacje postaci oraz genialna historia zaburzona przez przerysowaną walkę. Jeśli ktoś lubi eksplorowanie dziejów Equestrii oraz ciężki klimat to ten fanfik jest dla niego.
  11. „Delirium” w sumie jest to powtórka z „Pościgu”. Narracja pierwszosowa, bezimienny bohater i chaotyczny ciąg myśli. Przynajmniej dla odmiany mamy to, że chaos myśli jest spowodowany krańcowym wyczerpaniem, a nie paniką. Na początek oczywiście doczepię się kwestii prozaicznych. Skoro główny bohater został tym „posłańcem” to nie mógł przed wyruszeniem w drogę porządnie się przygotować? Czy zniewolone społeczeństwo kryształowych kucy nie było w stanie odpowiednio zaopatrzyć choć jednego kuca? Jeśli nie byli w stanie to zasługiwali na zniewolenie. xD Niemniej jest to drobny przytyk, równie dobrze mogło być tak, że główny bohater dobrze się przygotował, tylko zwyczajnie droga była długa i ciężka to zwyczajnie zjadł co miał, zaś odzież zużyła. Jednak w jego umyśle przede wszystkim wrył się ten ostatni, morderczy etap, no bo ze wspomnieniami jest tak, że najmocniej utrwalają się te nacechowane silnymi (i negatywnymi) emocjami. Jeśli o emocjach mowa to mamy w tym fanfiku udane przejście, od kuca popychanego desperacją do kuca, który już nie ma siły myśleć więc tępo idzie przed siebie, bo to ostatnia rzecz, która ostała się w jego umyśle. Na plus też należy zaliczyć kreację Sombry, enigmatyczna, ale dzięki temu można historię interpretować dwojako. Główny bohater cudem dotarł na południe i „przekazał” wiadomość, albo wszystko było sadystycznym planem Sombry. Decyzja należy do czytelnika, ja oczywiście wybieram drugą interpretację. Podsumowywując, jest to zgrabna historia opowiadająca o zwykłym kucu, który napędzany mieszaniną strachu i nadziei brnie naprzód, by wykonać swoją misję. Najlepsza jest ta niejednoznaczność. Ciężko powiedzieć czy swoją misję wykonał dzięki tym pozytywnym czy też negatywnym emocjom.
  12. Pamiętam jak przeczytałem to opowiadanie dawno temu, dzisiaj ponownie je przeczytałem i... w ogóle się nie zestarzało. Być może dzięki temu, że Król Sombra w przeciwieństwie do wielu innych postaci w serialu nie uległ dewaluacji. Dzięki temu twórczość fanowska z nim związana jest tak samo świeża jak w dniu wydania. Sam fanfik umiejętnie odwołuje się do tego co widzieliśmy w serialu. Kryształowe kuce na dźwięk samego imienia Mrocznego Króla drżały ze strachu, toteż oczywistym jest, że jego tyrania musiała dla nich traumatycznym przeżyciem. Tutaj mamy wiwisekcję pojedynczego "krytycznego" przypadku. Skoro Sombra nazywał kryształowe kuce swoimi niewolnikami to łatwo się domyślić do czego mógł wykorzystywać niektóre klacze. Cała historia pomimo swojego mroku wydaje się być spójna ze światem przedstawionym w serialu. Samo opisanie gonitwy myśli u głównej bohaterki spowodowanych strachem, bólem oraz mroczną magią są perfekcyjnie zrobione. Z jednej strony doskonale oddają stan emocjonalny bohaterki, ale z drugiej strony klarownie sugeruje co się dzieje. Nie dałoby sie tego zrobić lepiej. No kolejny plus należy doliczyć umiejętne wplecenie motywów serialowych do historii, mamy "przeklęte drzwi", a także mamy triumfalne oblizywanie się Sombry. Mała rzecz, a sprawia że postać z fanfika jeszcze bardziej przybliża się do serialowego pierwowzoru. Na koniec przekornie nie zgodzę się z autorem. To NIE BYŁ sen. To wszystko wydarzyło się naprawdę, i wciąż prześladuje główną bohaterkę we śnie. Nawet jeśli Sombra w rzeczywistości został pokonany. Ot taka moja własna interpretacja.
  13. Po namyśle zagłosowałem za archiwizacją starego forum i zrobienie nowego. Uważam, że lepiej dla wszystkich fanfików będzie jak zostaną zachowane w formie stabilnego archiwum, niż gdybyśmy mieli nagle wszystkie utracić. Do tego popieram projekt tematu "Komentarze do Archiwum Fanfikcji". Od siebie powiem, że mimo iż jestem w fandomie od początku to nigdy się nie wkręciłem na mlpolska, forum było dla mnie zwyczajnie nieczytelne i zniechęcające do użytkowania. Jeśli nowe forum będzie bardziej przejrzyste to tym lepiej. I czy jest sens tworzenia nowego forum? Jak najbardziej! Fandom serii gier Heroes of Might and Magic wciąż się trzyma mimo tego, że marka zjeżdżała po równi pochyłej, aż w końcu została zajeżdżona i zamknięta przez Ubisoft. Mimo to fora im poświęcone dalej funcjonują! Mimo to właśnie się odbywają Ogólnopolskie mistrzostwa w HoMM III! Mimo to wciąż powstają nowe mody! I mimo to wciąż odbywają się coroczne konwenty! Wobec tego uważam, że nowe forum czekają dobre perspektywy, zaś nowa generacja będzie "nowym otwarciem", a nie końcem fandomu.
  14. Po odświeżeniu sobie "Delirium" I "Konfrontacji" zawziąłem się za "Tajemnice". Zgodnie z "ostrzerzeniem" autora historia była dłuższa niż jego poprzednie dzieła. Niemniej jak już ją zacząłem to wracałem do tekstu kiedy tylko mogłem. Klimat umiejętnie zbudowany na niedopowiedzeniach jest gęsty I ciężki. Do tego wizja świata zbudowana z elementów serialowych jest spójna, spójniejsza nawet niż sam serial. Jedyne do czego mogę się doczepić to sposób "dojścia" do najważniejszego wspomnienia, "zalicz to I to, aby odblokować tamto". Wedle mnie umysł/dusza tak nie działa I zamiast "lokacji" "ogród popiołów", która była punktem zbornym po każdej wizjii, powinno być raczej bezpośredbie przechodzenie ze wspomnienia we wspomnienie, I problemem nie powinno być odblokowanie jakichś tam dzwi lecz raczej znalezienie odpowiedniej "ścieżki". Tak jak jest w umyśle, wspomnienie jednej rzeczy przypomina nam drugą. Jednakże jestem w stanie to zakceptować jako świadomy wybór mający zapobiec nadmiernemu mnożeniu się scen. Przynajmniej na "osłodę" miałem dodatkowe wspomnienie wymuszone przez "nienawiść". Zasadniczo wątek reinkarnacji jest na plus. Jest on o tyle ciekawy, że Shining stał "półobcy", ale za to mieszkańcy kryształowej krainy stali się "półznajomi". Na koniec muszę wyznać, że to jest najlepsza mi znana kreacja Sombry, cudowna w swojej zwyczajności, bez zbędnego przekombinowania. To co? Skoro "zabili go I uciekł" to teraz będzie robił "Crystal Siege"? ;P
  15. Cóż... na pewno odbicie do góry z poziomu do którego fanfik swojego czasu dążył asyptotycznie w dół. Początek w Kryształowym Imperium o tyle dobry, że pokazuje jak zawiłe są intrygi dworskie, że każdy podejrzewa każdego i tak na dobrą sprawę nikomu nie można ufać. No i mamy przykład kolejnej głupoty/namiętności tworzącej historię, jakoś ci to nieźle wychodzi Kanclerzu. Tylko ja naprawdę nie mogę sobie wyobrazić Flasha jako "pułkownika"... zwiadowca, posłaniec, członek elitarnych sił rozpoznania, widziałem zbyt wiele memów, bym mógł go sobie wyobrazić jako kogoś inteligetnego. Fragment z Blinkie Pie mi sie podobał (w końcu trochę fantastyki w magicznej krainie Equestrii), mimo iż był strasznie zamotany narracyjnie, zapodajesz jakąś fioletową klacz i ja sobie łamię łeb, JAKA to klacz, później nagle wyjeżdzasz z jakieś drużyny od jakiegoś niedoszłego gwałtu i zastanawiam się czy to nie było gdzieś wcześniej... i dopiero gdzieś w środku dowiadujemy się, że chodzi o nową postać... później ten numer powtarza się z Bluebloodem, dla mnie są to prymitywne zabiegi narratorskie, który niepotrzebnie komplikują i tak już złożoną historię. No i w końcu następuje najlepszy fragment w Stallionfortcie, momentami miałem tylko wrażenie, że autor za bardzo pojechał z rozmiarami twierdzy, ale już tam.... w końcu fantasy. Co czyni ten fragment dobrym? Na pewno odmienność miejscowych kucy, niby to juz przejawiało sie wcześniej, ale to zawsze zgrzytało gdy postacie "obrobione" w tylu innych fanfikach nagle okazywały sie szlachcicami, baronami i jeszcze nie wiadomo czym jeszcze. Co prawda dla takiego ingnoranta jak ja różnica między: tarpanami, bachmatami i hucułami jest niezuważalna, ale to jest zdecydowanie lepsze niz kolejne magiczne mutanty z czułkami, rogami i wypustkami. Co prawda ja tam operuje na poziomie cygańskich kóz i żydowskich baranów, ale takie kresowe kuce są świetne nawet jeśli po 10 linijkach nie wiem kto jest kim. No i przede wszytkim nagle przygody Rarity nabierają... sensu. Jest sama jedna, ale skutecznie służy swoimi umiejętnościami i radą. Ten fragment z budowaniem krosen bardzo mi sie spodobał nawet jeśli jest trochę przesadzony. Ponarzekałbym na zniknięcie smoka, ale wyobraziłem sobie, że porwał go ukradkiem zły niebiesko-biały wilk, spodobała mi się ta opcja.